JERZY PAWLETA

 

Majowie stworzyli jedną z najlepiej rozwiniętych i jednocześnie najbardziej tajemniczych cywilizacji świata starożytnego. Ślady po niej znajdują się na obszarze ok. 500 tys. km2, na terenie dzisiejszych 5 krajów – Belize, Salwadoru, Gwatemali, Hondurasu i południowo-wschodniej części Meksyku. Swoją wiedzę astronomiczną wykorzystali do skonstruowania najdokładniejszego w ich czasach kalendarza z cyklami zaćmień Słońca i Księżyca. Do dziś tzw. Mundo Maya, czyli „świat Majów”, kryje wiele intrygujących tajemnic. Ponad 100 wspaniałych stanowisk archeologicznych, rozrzuconych wśród malowniczych dolin, wulkanów, dżungli i raf, fascynuje licznych naukowców. Na tym terenie pozostało jednak wciąż wiele do odkrycia…

 

O tym, że słynny kalendarz Majów kończy się na dniu 21 grudnia 2012 r., słyszeli już chyba wszyscy. Jednak najprawdopodobniej niewiele osób wie, kim naprawdę byli jego twórcy... Kto z nas zdaje sobie sprawę z tego, że nie używali oni żadnych metalowych narzędzi, nie znali koła i nie wykorzystywali zwierząt pociągowych? Kojarzymy jedynie pozostałe po nich wspaniałe ruiny monumentalnych miast. To właśnie z fascynujących stanowisk archeologicznych czerpiemy przede wszystkim wiedzę o życiu codziennym i zwyczajach Majów. Prowadzący na nich badania naukowcy z całego świata co jakiś czas odkrywają nowe tajemnice tego indiańskiego ludu…

Nie ma czegoś takiego jak kultura Majów – mówi prowokacyjnie stary Metys podobny do pustynnego lisa. Jego słowa wywołują nasze ogromne zainteresowanie… Nic w tym dziwnego, gdyż wypowiedział je doświadczony przewodnik, który oprowadza turystów po położonych w tropikalnej dżungli południowego Jukatanu magicznych miastach-państwach Bonampak i Yaxchilán oraz po pięknym Palenque. Jest on półkrwi Indianinem, potomkiem Majów, półkrwi Hiszpanem, pisze obecnie książkę o pochodzeniu prekolumbijskich kultur Ameryki Środkowej.

Spójrzcie na tego chińskiego smoka na ścianie, przyjrzyjcie się teraz tym freskom i symbolom bogów... Czyż nie przypominają one sztuki starożytnego Egiptu?! Majowie nie byli pierwszymi mieszkańcami tych ziem, a na pewno nie tylko oni kształtowali kulturę Mezoameryki – powtarza uparcie. Jego słowa towarzyszą nam przez całą fascynującą wyprawę śladami nieistniejącej już cywilizacji, której owiane tajemnicą budowle zwiedzaliśmy z zapartym tchem.

 

Bonampak, czyli czytanie z malowideł

Jesteśmy na południowym wschodzie Meksyku, podróżujemy trasą prowadzącą do Gwatemali. Nasz cel to Bonampak, czyli „Malowane Mury” – ruiny dawnego, osaczonego przez tropikalne lasy miasta Majów. Tylko niewielką jego część nie zarosła Puszcza Lakandońska. Liczne obiekty giną w zielonej otchłani. My mamy niewątpliwą przyjemność oglądać wspaniałe pozostałości świątyń, piramid, steli czy wyrytych w kamiennych blokach niezwykłych płaskorzeźb, które zaskakują swoją finezją, dekoracyjnością i przekazywaną treścią. Nie bez powodu uważa się, że artystyczna spuścizna Majów jest najwspanialszą w całej Mezoameryce.

Jednak to, z czego przede wszystkim słynie Bonampak, znajduje się jeszcze przed nami... Musimy wspiąć się po stromych kamiennych schodach, żeby móc podziwiać w jednej ze świątyń piękne malowidła ścienne Majów. Przedstawiają one obrazy z życia codziennego, przygotowania do uroczystych ceremonii, bitwę, triumfalny pochód zwycięzców czy egzekucję pojmanych jeńców. Zachwycają swoją niepowtarzalną formą i bogatą kolorystyką. Malowidła te stały się dla naukowców cennym źródłem wiedzy o cywilizacji Majów.

W dole, tuż przy ścieżce prowadzącej do Bonampak, kuszą nas stragany z wyjątkowo gustownymi wyrobami z naturalnych miejscowych surowców. Wykonują je i sprzedają turystom cudem ocaleni od zagłady Lakandonowie. Nazywają oni siebie hach winik, co oznacza „prawdziwi ludzie”. Uważają się za prawowitych spadkobierców starożytnych Majów. Oczywiście, robimy u nich zakupy, a indiańskim maluchom wręczamy kolorowe maskotki, z których bardzo się cieszą.

 

Yaxchilán i legenda o końcu świata

Następnym naszym przystankiem będzie Yaxchilán, czyli w języku Majów „Zielone Kamienie”. Aby się do niego dostać, musimy popłynąć łodzią szeroką rzeką Usumacinta, tworzącą w tym miejscu granicę pomiędzy Meksykiem a Gwatemalą. Tutejszy Indianin odpala potężny silnik i zaczynamy naszą prawie godzinną wodną podróż. W porze suchej Usumacinta przypomina pełen meandrów strumień, żeby w szczycie pory deszczowej podnieść swój poziom aż o kilkanaście metrów.

Stromymi stopniami idziemy w stronę starożytnego miasta Majów, które słynie z dużej liczby doskonale zachowanych rzeźb. Na niewielkiej, wydartej gęstej dżungli przestrzeni podziwiać możemy klasyczne przykłady prekolumbijskiej architektury tego rejonu. Nad Usumacintą wzniesiono wspaniałe, pnące się ku niebu kamienne piramidy. Architektura Majów nie była abstrakcyjna, odzwierciedlała otaczającą ich rzeczywistość czy wierzenia. Wysokie, strome budowle symbolizowały zamykające Jukatan od południa góry (Maya), miejsce styku ziemi i nieba, gdzie przebywali bogowie. Dlatego też na szczycie piramid powstawały wspaniałe świątynie. Najpiękniejszą budowlą w Yaxchilán jest tzw. Edificio 33 (Pałac Książęcy). Znajduje się tutaj pozbawiony głowy kamienny posąg władcy Majów z VIII w. – Pájaro Jaguara IV. Z rzeźbą tą związana jest popularna wśród Indian Lakandonów legenda. Mówi ona o tym, że w momencie, kiedy głowa Pájaro Jaguara powróci na swoje miejsce, świat zostanie zniszczony przez straszne jaguary, które zstąpią z nieba.

Wracając z magicznego Yaxchilán, przybijamy na chwilę do brzegu po drugiej stronie rzeki – już na terytorium Gwatemali. Nikt się nie dziwi naszej wizycie i nie prosi o paszporty... W niepozornej knajpce, przy dźwiękach krzykliwej muzyki dobywającej się z archaicznej szafy grającej, sączymy gwatemalskie piwo i lokalną tequilę. Nagle młoda indiańska dziewczyna porywa do tańca jedną z uczestniczek naszej wyprawy i obie zaczynają pląsać po klepisku przykrytym dachem z trzciny. Niestety, zaraz po tym nieoczekiwanym przedstawieniu musimy się zbierać i opuścić Gwatemalę, gdyż zbliża się zmrok. Indianka posyła nam na pożegnanie całusy, a my odpływamy łodzią do Meksyku...

 

Na nizinach Jukatanu

Nadszedł czas na Palenque, jedno z najważniejszych miejsc związanych z kulturą Majów. Z górzystych terenów przenosimy się na wapienne niziny pokryte wszechobecną dżunglą. To właśnie tutaj Majowie wnieśli swoje najznakomitsze miasta-państwa. Niewiele z nich przetrwało do czasów przybycia hiszpańskich konkwistadorów w XVI w. Większość z niewyjaśnionych do dzisiaj przyczyn opustoszała w XII stuleciu.

Dostojne, przepiękne ruiny Palenque od razu nas oczarowują. Uwagę przykuwa potężny kompleks budynków – wspaniały Pałac (El Palacio) z charakterystyczną wieżą, prawdopodobnie należącą do obserwatorium astronomicznego. Mieści się on w centralnej części tego starożytnego miasta Majów. Wielkie wrażenie robi ogromna Świątynia Inskrypcji (Templo de las Inscripciones), wewnątrz której znajduje się aż 620 hieroglifów oraz grobowiec znamienitego władcy Majów z VII w. – Pakala Wielkiego (K’inich Janaab’ Pakal). Nasz przewodnik Victor wciąż przekonuje nas, że ani Krzysztof Kolumb, ani nawet wikingowie nie byli pierwszymi odkrywcami Ameryki. Liczne wykute w kamieniu historie i postaci, jakie możemy podziwiać w Palenque i wielu innych miejscach na obszarze Mundo Maya, przypominają wpływy egipskie, chińskie czy hinduskie. Victor każe nam się rozejrzeć bacznie dookoła… Pokazuje nam chińskie węże wyrzeźbione na ścianach świątyń i Pałacu (choć dla mnie jest to nadal bóg Kukulkán, Upierzony Wąż, mimo iż analogii łatwo się doszukać), liczne postaci o skośnych oczach, egipskie symbole ukryte pośród kamiennych figur, hinduskie kształty kobiet oraz wiele innych przykładów świadczących rzekomo o tym, że w czasach starożytnych mogło dojść do spotkania rdzennych przedstawicieli kontynentu amerykańskiego z Azjatami czy Afrykanami. Historia Mezoameryki wciąż pozostaje niezbadana i pełna zagadek, dlatego też jest aż tak fascynująca…

Opuszczamy piękne, niezmiernie tajemnicze Palenque, wyjeżdżamy z urzekającego stanu Chiapas i wyruszamy w długą podróż do Becán, Xpujil i Río Bec, starożytnych miast Majów leżących niemal na granicy dżungli i terenów suchych półwyspu Jukatan. Obiad jemy w lokalnej knajpce przy drodze. Na żelaznym piecu opalanym drewnem Indianki przygotowują nam pyszne, świeżutkie tacosy z tortillą zrobioną z mąki kukurydzianej oraz inne meksykańskie przysmaki.

Becán, Xpujil i Río Bec są ważnymi miejscami w historii cywilizacji Majów. Posiadały strategiczne położenie – prawie w centrum półwyspu Jukatan. Tu krzyżowały się szlaki handlowe prowadzące prostymi jak strzała i gładkimi jak stół sławnymi brukowanymi kamieniami alejami –sacbés (sacbeob), czyli „białymi drogami”. Od Río Bec pochodzi nazwa całego stylu architektonicznego (Río Bec), charakterystycznego właśnie dla tego regionu (znajdującego się obecnie na terenie stanu Campeche). Wyróżniają go m.in. liczne płaskorzeźby, ornamenty i dekoracje stiukowe. Miasta te leżą na uboczu, z dala od głównych tras turystycznych, dlatego też można w nich oddać się spokojnej medytacji w cieniu monumentalnych budowli otoczonych wszechobecną przyrodą.

 

W gościnie u współczesnych Majów

Jadąc w stronę Méridy, pięknego miasta konkwistadorów powstałego w 1542 r. na północy półwyspu, widzimy jak gęste lasy tropikalne ustępują powoli miejsca kamienistym terenom Jukatanu, gdzie woda jest na wagę złota. Majowie potrafili się jednak zaadaptować do tak trudnych warunków i zbudować tu potężne siedziby. Stawiali wielkie studnie lub wykorzystywali naturalne wody podziemne skryte w ogromnych jaskiniach – cenotach. Dzisiaj uważa się je za jedne z najbardziej ekscytujących miejsc do nurkowania na świecie. Na Jukatanie znajduje się kilka tysięcy cenotów, z których dotychczas zeksplorowano jedynie ok. 200. Są to naturalne studnie krasowe powstałe w wapiennych skałach. Ich rola nie ograniczała się tylko do funkcji zbiorników wodnych dla miejscowej ludności. Majowie utożsamiali cenoty z siedliskami bogów, dlatego też były one miejscem składania ofiar.

Zatrzymujemy się na krótki postój przy wiejskim cmentarzu, którego grobowce w pastelowych kolorach osłania swoim cieniem potężne drzewo. Nekropolie na Jukatanie są niewielkie, co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że brakuje tu ziemi uprawnej. Aby zaoszczędzić cennego miejsca, nieboszczyka wykopuje się po trzech latach. Jego ciało rozłożyło się już wówczas na tyle, że pozostałe po nim kości składa się do niedużego rodzinnego grobowca. W ten sposób nie marnuje się tak potrzebnej tutaj ziemi uprawnej, a kamienne ogrodzenie cmentarza stoi od wieków w tym samym miejscu.

Kolejnym przystankiem jest tradycyjne wiejskie domostwo Majów. Nasz przewodnik zaprasza nas do nieco zaskoczonej niespodziewaną wizytą, ale bardzo gościnnej indiańskiej rodziny. Gospodarz domu prosi jedynie o chwilę na uporządkowanie rzeczy w chacie, w której daje się odczuć brak kobiecej ręki. Przeprasza nas i mówi, że jego żona zmarła – niestety – kilka lat temu.

Typowy dom Majów jest niewielki, owalny lub prostokątny i składa się z jednego pomieszczenia krytego strzechą. Ściany zbudowane są z drewna wymieszanego z błotem. Nie ma tu okien, a jedynie dwa otwory drzwiowe umiejscowione naprzeciwko siebie. Wewnątrz znajduje się ołtarzyk (u naszego gospodarza stoi na nim podobizna zmarłej żony) i pokój dzienny, zamieniany wieczorem na sypialnię. Kuchnia mieści się obok, w bardzo podobnym budynku. Jest tu wyjątkowo dużo dzieci, głównie wnuków pana domu. Częstujemy je kupionymi wcześniej słodyczami. Rozmawiamy chwilę, robimy zdjęcia (oczywiście, pytając się o zgodę) i ruszamy w dalszą drogę…

 

Uxmal boga Majów i Mérida hiszpańskich konkwistadorów

Starożytne miasto-państwo Uxmal wita nas ogromną, przepiękną Piramidą Wróżbity (Pirámide del Adivino) o oryginalnej owalnej podstawie. Znajdziemy tu mnóstwo wizerunków boga wody, deszczu i piorunów Chaca (Chaaca), czczonego niezmiernie mocno przez Majów na suchym i gorącym Jukatanie. Można go poznać m.in. po wielkich, podkrążonych oczach, orlim nosie i wysuniętym języku. Uxmal wydaje się nam bajeczny i potężny, mimo iż dzisiaj możemy oglądać jedynie niewielką jego część. Z ogromną przyjemnością włóczymy się po wszystkich interesujących zakamarkach, spacerując w cieniu majestatycznych, bogato zdobionych budowli. Wspinamy się na jedną z piramid, żeby popatrzeć z góry na malowniczą okolicę. Naprawdę warto było się trochę zmęczyć, gdyż widok z jej szczytu robi na nas wielkie wrażenie. Miasto jest niemal zupełnie puste, nie ma tłumów turystów, co tym bardziej pozwala wczuć się w atmosferę tego magicznego miejsca. Jedynymi stałymi mieszkańcami Uxmal są wielkie jaszczurki z rodziny legwanów – iguany, nie robiące sobie nic z naszej obecności.

Kierujemy się następnie do Méridy, która leży ok. 60 km na północ. Założył ją na ruinach starożytnego miasta Majów T'Hó (Ichcaansihó) hiszpański ród de Montejo (zdobywcy Jukatanu dla Hiszpanii). Dzisiaj wyrabia się tutaj i sprzedaje słynne w całym Meksyku maty wiszące oraz kapelusze panama. Te ostatnie wyplata się z palmy Jipi (Carludovica palmata) w miejscowych wapiennych pieczarach. Stąd też wzięła się ich meksykańska nazwa jipijapa lub sombrero de Jipi. Mérida, 800-tysięczna stolica obecnego stanu Jukatan, zachowała klimat uroczego XVI-wiecznego kolonialnego miasta i przyciąga wielu turystów z całego świata swoimi pięknymi zabytkami.

Wieczorem podziwiamy karnawałowy pochód. Jego trasa prowadzi głównymi ulicami, a towarzyszą mu tłumy widzów, niezliczona liczba straganów oraz barów na dwóch kółkach, w których można kupić lokalne przysmaki. Barwne stroje uczestników, hałaśliwa muzyka, platformy z tancerzami i tancerkami, konfetti sypiące się na głowy ożywiają Méridę. Szalona zabawa trwa niemal do białego rana.

 

Chichén Itzá – mekka turystów

Ze stolicy Jukatanu wyruszamy dalej… Przed nami jedno z najważniejszych miejsc związanych z kulturą Majów – Chichén Itzá. Zwiedzając wszystkie wcześniejsze stanowiska archeologiczne, czuliśmy się niemal jak odkrywcy, towarzyszyła nam cisza i rozległa przestrzeń lub wszechobecna dżungla. Tutaj mogliśmy już o tym zapomnieć. Piękne, doskonale zachowane Chichén Itzá stało się celem pielgrzymek turystów z całego świata, chcących dotknąć wspaniałych pozostałości pochodzącego z V w. miasta-państwa, zagłębić się w tajemniczą i niezbadaną historię Majów. To właśnie tu znajdziemy największe w całej Mezoameryce boisko do gry w pelotę (o długości ok. 170 m) – prekolumbijską odmianę piłki nożnej, spiralne obserwatorium astronomiczne El Caracol (Ślimak) czy imponującą piramidę El Castillo (Zamek) – Świątynię Kukulkána, odpowiednika azteckiego Quetzalcóatla, Pierzastego Węża, stworzyciela świata i krzewiciela cywilizacji. Schody skierowane w cztery strony świata prowadzą na jej szczyt, każdy ciąg ma 91 stopni (razem 364). 365 stopień (liczba dni roku słonecznego) stanowi wejście do świątyni. W czasie równonocy, 21 marca i 21 września każdego roku, zaobserwować możemy tutaj niezwykłe zjawisko optyczne. Cienie wschodzącego i zachodzącego słońca układają się na schodach w kształt pełzającego węża (Kukulkána). Ten interesujący spektakl gromadzi każdorazowo kilkanaście tysięcy widzów.

Nieco na uboczu odnajdujemy piękny naturalny zbiornik wodny, rytualną jaskinię – cenote Ik Kil, miejsce uświęcone przez Majów i Tolteków. Aby nieco ochłonąć od nadmiaru wrażeń i coraz silniejszego upału, zamierzamy popływać. Dno tej studni o skalistych pionowych ścianach porośniętych bujną tropikalną roślinnością wypełnia krystalicznie czysta woda, której tafla znajduje się kilkadziesiąt metrów poniżej powierzchni ziemi. Prowadzą do niej wykute w skale schody. Kąpiel w tym miejscu jest wielką przyjemnością i niepowtarzalnym przeżyciem.

 

Wypoczynek w cieniu kultury Majów

Przed nami już tylko słynna Riviera Maya (Riwiera Majów), czyli zasłużony odpoczynek z drinkiem z parasolką na złocistych plażach ciepłego, turkusowego Morza Karaibskiego. Najbardziej znanym kurortem w tym turystycznym regionie Meksyku jest – oczywiście – Cancún, ale warto zatrzymać się także w takich miejscach, jak Playa del Carmen, Akumal, Xcaret czy Tulum. Bogactwo podwodnego świata wydaje się tu przeogromne. Wszędzie znajdziemy również doskonałą kuchnię oferującą tradycyjne dania meksykańskie czy znakomite owoce morza i ryby.

Z nadmorskiego Cancún wyruszamy, żeby obejrzeć Tulum. Jest to jedno z nielicznych miast-państw na mapie kolonialnych podbojów tej części Ameryki, które bezpośrednio starło się z hiszpańskimi konkwistadorami i toczyło z nimi zażarte boje. Mimo iż walki o Jukatan trwały ponad 20 lat, niewiele się o nich mówi. Turyści uważają na ogół, że Majowie nie stawiali zaciętego oporu, w przeciwieństwie do Azteków, którzy dwa lata walczyli z Hernánem Cortésem w centralnej części Meksyku.

Abstrahując od wojen, Tulum jest bez wątpienia miejscem bajecznym. Białe skały, na których stoi ta zbudowana z jasnego kamienia twierdza ze świątyniami, oświetlone rozpalonym słońcem prezentują się fantastycznie na tle błękitnego nieba i turkusowych wód Morza Karaibskiego. Ogromne iguany zerkają na nas z każdego zakątka. Malowniczą plażę pod klifowym urwiskiem, na którą niemal wprost ze świątyni prowadzą drewniane schody, okupują dziesiątki turystów. Kąpiel pośród wysokich fal z widokiem na zabytkowe Tulum jest niezapomnianym przeżyciem.

Nasz pobyt na Jukatanie kończy wielkie przedstawienie o zmierzchu – spektakl typu „światło i dźwięk” w Xcaret. Ogromny zadaszony amfiteatr mieści się we wspaniałym rodzinnym parku rozrywki, pełnym bujnej roślinności, kolorowych papug, różowych flamingów, delfinów i innych przedstawicieli tutejszej fauny. Liczne klimatyczne knajpki nad brzegiem morza zapraszają gości zmęczonych całym dniem wypełnionym atrakcjami. Zasiadamy w jednej z nich, żeby chwilkę odpocząć przed przedstawieniem.

Dwuczęściowy spektakl w niezmiernie barwny sposób ukazuje historię Meksyku – od powstania dawnych kultur Mezoameryki aż po czasy konkwistadorów. Oglądamy grę w pelotę i obrzędy indiańskie oraz meksykańskie tańce ludowe. Żywo reagująca publiczność bawi się doskonale.

Późną nocą wracamy z parku Xcaret do Cancún. Chcemy zdążyć przed zamknięciem ostatniej hotelowej restauracji, bowiem warto zakończyć tak cudowny dzień pysznym posiłkiem z lampką wybornego meksykańskiego wina. Wszyscy wznosimy toast Que viva México! (Niech żyje Meksyk!) i zastanawiamy się, kiedy powrócimy znowu do tego fascynującego świata Majów…


 

Artykuły wybrane losowo

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

Kenia – duma Afryki

ROBERT PAWEŁEK

 

Dawnej, dzikiej Kenii, znanej ze słynnej powieści Karen Blixen Pożegnanie z Afryką, już nie ma. Miasta rozrastają się, cywilizacja dociera w nowe rejony, coraz trudniej przeżyć w ciszy i spokoju prawdziwe safari. Turyści mają do dyspozycji wygodne hotele, często należące do międzynarodowych sieci. Spędzają w nich czas w komfortowych warunkach w towarzystwie gości z całego świata. W ten sposób ciężko zobaczyć „prawdziwą Afrykę”. Podróżnicy przyjeżdżający na safari mają niewiele okazji, żeby zobaczyć z bliska życie codzienne zwykłych Kenijczyków. Interesują ich przede wszystkim parki narodowe, rezerwaty przyrody, dzika zwierzyna… Wyjeżdżają z Kenii z uśmiechem na ustach, ze wspaniałymi wrażeniami, z tysiącem cudownych zdjęć oraz wspominają ją jako prawdziwy raj dla miłośników dziewiczej natury. 

Więcej…

Antigua i Barbuda – jeden kraj, dwie różne wyspy

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kiedy myślimy o Karaibach, to oczami wyobraźni widzimy białe, piaszczyste plaże, palmy i turkusową wodę. Ten rajski region świata oferuje jednak zdecydowanie więcej – ciekawe zabytki, wyśmienite warunki do żeglowania, doskonałą kuchnię, radość życia, spontaniczną zabawę i gościnność mieszkańców. To wszystko znajdziemy właśnie na Antigui, której odkrycie zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi (w 1493 r.). Nic więc dziwnego, że Brytyjczycy nazwali ją „Bramą do Karaibów”…

Antigua i Barbuda jest małym wyspiarskim państwem na Morzu Karaibskim. Obejmuje ono wyspy: Antiguę (280 km2) i Barbudę (160,6 km2) oraz Redondę (ok. 2 km2). Językiem urzędowym jest tu angielski, ale w użyciu są także lokalne dialekty, m.in. kreolski. Ten karaibski kraj ma ok. 90 tys. mieszkańców.

Więcej…