MICHAŁ DOMAŃSKI

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Miasta mające na swoim terenie dawne kopalnie soli, które zostały udostępnione zwiedzającym, są obecnie niezmiernie popularne wśród turystów, potrafią ich przyciągnąć niczym magnes. „Białe złoto” jest dzisiaj doskonałym produktem turystycznym i narzędziem międzynarodowej promocji. Światową sławą cieszą się nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – oraz takie cuda, jak np. Katedra Soli w Zipaquirze w Kolumbii czy Salina Turda i Salina Praid w Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii… Jeśli jesteśmy spragnieni niezapomnianych wrażeń, w dawnych kopalniach soli przygotowano interesujące trasy turystyczne, które mogą się pochwalić nie lada atrakcjami.

Sól to naturalne bogactwo, które występuje na wszystkich kontynentach. Jest cennym kruszcem, ponieważ posiada zdolności konserwujące i lecznicze. W starożytności i średniowieczu była używana jako środek płatniczy w formie tzw. krusz solnych, zastępując pieniądz metalowy (w Etiopii i Tybecie wybijano z niej nawet monety!). Pierwotnie sól otrzymywano ze słonych źródeł metodą warzelniczą. Polega ona na odparowywaniu wody. Początki eksploatacji soli kamiennej nie są znane. Najprawdopodobniej przy pogłębianiu studni solankowych natrafiono na jej złoża, które zaczęto wydobywać za pomocą prymitywnych narzędzi. Od tego momentu upłynęło wiele wieków, a biały kruszec ma nadal ogromną wartość… Dzisiaj na terenie zabytkowych kopalni soli tworzy się niezwykle ciekawe trasy turystyczne, specjalne programy zwiedzania, które przyciągają rocznie miliony gości z całego świata.

BAJECZNA WIELICZKA

Nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – od końca XIII w. do 1772 r. (pierwszego rozbioru Polski) wchodziły w skład tzw. żupy krakowskiej. Było to największe przedsiębiorstwo w dawnej Rzeczypospolitej. Pierwsza pisana wzmianka o soli kamiennej w Wieliczce pochodzi z dokumentu lokacyjnego miasta z 1290 r. Nie oznacza to jednak, że nie wydobywano jej tutaj dużo wcześniej.

Wielicką kopalnię wpisano w 1978 r. na pierwszą Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zapewniło jej to międzynarodową sławę i doskonałą reklamę. Jeśli chcemy więc zwiedzić Wieliczkę w ciszy i spokoju, to warto ją odwiedzić w okresie jesienno-zimowym, kiedy jest znacznie mniej turystów. Przykładowo w pierwszych siedmiu miesiącach br. kopalnię odwiedziło aż ponad 610 tys. gości, z czego połowa przyjechała zza granicy. Kopalnia Soli „Wieliczka” jest bez wątpienia jednym z najcenniejszych zabytków kultury materialnej na terytorium Polski. Jej znak firmowy należy do najstarszych na świecie. To dorobek kilkudziesięciu pokoleń górników i narodu polskiego. W naszym kraju to właśnie w Wieliczce po raz pierwszy zaczęto oznaczać wytwarzany towar znakiem firmowym. Sól pochodząca z wyjątkowo białych pokładów, przeznaczona do dyspozycji władcy Rzeczypospolitej, pakowana była do beczek naznaczonych królewskim orłem. Wielicka kopalnia do dzisiaj posługuje się swoim staropolskim herbem, który przypomina o jej wielowiekowej tradycji.

Na zwiedzanie unikatowej na skalę światową podziemnej trasy turystycznej w Wieliczce (obowiązkowo pod opieką przewodnika) należy poświęcić ok. 3 godzin. W jej skład wchodzi ponad 20 zabytkowych komór (położonych na głębokościach od 64 do 135 m) połączonych 2 km chodników oraz ekspozycja Muzeum Żup Krakowskich. Ta ostatnia znajduje się na III poziomie kopalni, 135 metrów pod ziemią. Zbiory mieszczą się w 14 komorach i przedstawiają historię żupy w Wieliczce, narzędzia i urządzenia służące do wydobycia i transportu soli, a także dzieje samego miasta. Jest to największe w Europie podziemne muzeum – ma aż 7481 m2 powierzchni. Eksponaty prezentowane w zabytkowych wyrobiskach tworzą unikatowy skansen górniczy.

Kopalnia Soli „Wieliczka” wspólnie z Muzeum Żup Krakowskich zorganizowała pierwszy w Europie podziemny szlak pielgrzymkowy. W ramach tej oferty przewidziane jest m.in. zwiedzanie trasy turystycznej, ze szczególnym uwzględnieniem kaplic, poznawanie górniczych zwyczajów, oglądanie ekspozycji Sacrum w dziedzictwie solnym, a także uczestniczenie we mszy świętej odprawianej w malowniczej Kaplicy św. Jana. Nie tylko pielgrzymi, ale także rodziny z dziećmi mogą liczyć na wspaniałe przeżycia w Wieliczce. Specjalnie dla najmłodszych stworzono głęboko pod ziemią niezwykłą krainę nazwaną „Solilandią”. W programie jej zwiedzania znajduje się wiele atrakcji, np. poszukiwanie elementów ze świata baśni, spotkanie ze Skarbnikiem i soliludkiem, czytanie fragmentów książki w ramach akcji Cała Polska czyta dzieciom oraz różne gry i zabawy edukacyjne.

W Kopalni Soli „Wieliczka” mieści się również Podziemny Ośrodek Rehabilitacyjno-Leczniczy. Pomaga on alergikom, osobom cierpiącym na astmę i inne schorzenia układu oddechowego, a także wszystkim tym, którzy chcą uwolnić się od stresu i zmęczenia. Ośrodek ten wykorzystuje naturalny mikroklimat podziemnych komór solnych, niemożliwy do odtworzenia na powierzchni ziemi. Kilkanaście razy w roku (np. 21 października, 25 listopada czy 16 grudnia) można w nim także spędzić noc w komorze „Stajnia Gór Wschodnich”, która pełni obecnie rolę „inhalatora” z tężnią solankową, czytelnią i wygodnymi łóżkami. Znajduje się ona poza podziemną zabytkową trasą turystyczną. Sen w specyficznym, leczniczym mikroklimacie wyrobisk solnych gwarantuje z pewnością niezapomniane wrażenia. Od tego roku Kopalnia Soli „Wieliczka” stała się też oficjalnie podziemnym uzdrowiskiem. Można w niej leczyć choroby dolnych i górnych dróg oddechowych oraz schorzenia skóry. W ten sposób kontynuowana jest XIX-wieczna tradycja uzdrowiskowa Wieliczki. W przyszłości oferta lecznicza ma zostać poszerzona o kąpiele solankowe.

Będąc w Wieliczce, nie sposób nie zwiedzić Muzeum Żup Krakowskich. Posiada ono dwie stałe ekspozycje: podziemną, o której już wspominaliśmy, w Kopalni Soli „Wieliczka” oraz na powierzchni – w średniowiecznym Zamku Żupnym stanowiącym siedzibę zarządu żupy od końca XIII w. do 1945 r. Na jego dziedzińcu znajduje się najstarszy w mieście szyb poszukiwawczy z połowy XIII stulecia, XIV-wieczna baszta oraz fragmenty murów obronnych z tego samego okresu. Co roku odbywa się na nim popularne wśród turystów Święto Soli, rodzinny festyn pełen atrakcji. Jego 9. edycja miała miejsce 5 czerwca br. Ta wielka impreza plenerowa przyciąga tysiące osób z różnych rejonów Polski i zza granicy. Jej uczestnicy wspólnie biesiadują, bawią się i poznają tajemnicę „złota średniowiecza”. W programie Święta Soli znajdują się m.in. pokazy dawnych rzemiosł, jak np. garncarstwa, bednarstwa, powroźnictwa i kowalstwa. Nie brakuje też licznych konkursów i zawodów, wystaw, koncertów czy spotkań z podróżnikami.

            Na koniec warto dodać, że niedawno do zbiorów Muzeum Żup Krakowskich trafiła unikatowa solniczka od słynnego Tiffany’ego z Nowego Jorku. Można ją podziwiać w wielickim Zamku Żupnym na wystawie pt. Solniczki – małe arcydzieła sztuki. Prezentuje ona ponad dwieście różnorodnych eksponatów, które powstały od XVII w. do czasów współczesnych. W Muzeum Żup Krakowskich jest naprawdę wiele do zwiedzania, ale nie ma się czemu dziwić, bowiem placówkę tę uważa się za jedną z największych w Europie poświęconych górnictwu i dziejom soli.

            Po zakończeniu II wojny światowej pojawił się pomysł zatopienia kopalni w Wieliczce. Na szczęście nie został on zrealizowany. W 1964 r. zakończono tutaj wydobycie soli kamiennej, a 32 lata później zaprzestano w ogóle eksploatacji złoża. Dzisiaj malownicze, zabytkowe wyrobiska kopalni, o czym już wspomnieliśmy, wykorzystuje się do celów turystycznych, muzealnych i leczniczych. Wieliczka jest bez wątpienia jedną z największych i najsłynniejszych atrakcji turystycznych Polski.

 

BOCHNIA – KOPALNIA MOŻLIWOŚCI

Kopalnia Soli Bochnia jest najstarszą na ziemiach polskich. Żupa solna powstała tu już w 1248 r. Po niemal ośmiu stuleciach eksploatacji kopalnia przypomina niezwykłe podziemne miasto, zachwyca wszystkich zabytkowymi wyrobiskami, niepowtarzalnymi komorami, kaplicami z pięknymi rzeźbami i malowidłami. Można ją zwiedzać nie tylko pieszo, ale także kolejką elektryczną czy łodziami.

Na terenie bocheńskiej kopalni stworzono trasę turystyczną udostępnioną dla zwiedzających. Obejmuje ona najciekawsze wyrobiska znajdujące się na poziomie IV – August (176 m głębokości) i VI – Sienkiewicz (223 m pod ziemią). Przygotowano tu również interesujące ekspozycje dawnych maszyn i urządzeń górniczych.

Turystom oferuje się także pobyty nocne w dwóch komorach – Ważyn oraz im. Ryszarda Kołdrasa. Czeka tu wówczas na nich wiele atrakcji, m.in. przejazd kolejką, 140-metrowa zjeżdżalnia czy zabawa na parkiecie podziemnej dyskoteki. Można też skorzystać z posiłku w najgłębiej położonej na świecie restauracji (250 m pod ziemią).

Już wkrótce najstarsza polska kopalnia soli ma zyskać zupełnie nowe oblicze. Dobiega właśnie końca ostatni etap prac nad multimedialną trasą turystyczną. Od października br. turyści odwiedzający Bochnię będą mogli podziwiać unikatową na świecie ekspozycję. Wyróżnia się ona innowacyjnym wykorzystaniem nowoczesnych technik multimedialnych, za pośrednictwem których pokazane zostaną bogate dzieje górnictwa solnego. Podstawowym założeniem tego projektu jest stworzenie u zwiedzających wrażenia odbycia podróży w czasie, przeniesienie się przez nich do okresu panowania Bolesława V Wstydliwego i księżnej Kingi, którym zawdzięcza swoje powstanie bocheńska kopalnia. Podziemne korytarze ożywią pracujący górnicy, dźwięki, obrazy i zapachy. Holograficzne prezentacje, interaktywne inscenizacje oraz słuchowiska przestrzenne sprawią, że zwiedzający przeżyją niezwykłą przygodę, znajdując się w samym centrum wydarzeń.

Mikroklimat podziemnych komór solnych Uzdrowiska Kopalnia Soli Bochnia od lat z powodzeniem wykorzystywany jest w profilaktyce i leczeniu chorób układu oddechowego, astmy i alergii. W miejscowym Podziemnym Ośrodku Leczniczym przygotowano więc szeroką ofertę pobytów zdrowotnych i inhalacyjnych. Działa tu również Centrum Rehabilitacji, które specjalizuje się w schorzeniach neurologicznych, reumatycznych oraz leczeniu dysfunkcji narządów ruchu.

Bocheńska kopalnia jest dzisiaj niezmiernie atrakcyjnym obiektem turystycznym. Można w niej zorganizować m.in. imprezy firmowe i integracyjne, szkolenia i konferencje, wczasy zdrowotne, programy edukacyjne dla dzieci i młodzieży czy zielone szkoły. Warto odwiedzić Bochnię w weekend, przespacerować się zabytkowymi korytarzami kopalni, poznać fascynującą historię górnictwa solnego, zrelaksować się i zregenerować siły.

 

„BIAŁE ZŁOTO” W TRANSYLWANII I NA WOŁOSZCZYŹNIE

Salina Turda (dawna kopalnia soli) jest bez wątpienia największą atrakcją turystyczną 60-tysięcznego miasta Turda (po węgiersku Torda) na terenie dzisiejszego rumuńskiego Siedmiogrodu (Transylwanii). Jej początki sięgają XVII w. Jednak już znacznie wcześniej sól miała ogromny wpływ na rozwój Turdy i okolic. Pierwsze złoża soli na obszarze Transylwanii pojawiły się ok. 13,5 milionów lat temu. Ich stałą eksploatację rozpoczęli Rzymianie w II w. n.e. po podbiciu historycznej Dacji. Otrzymywali oni sól ze słonych źródeł metodą warzelniczą. „Białe złoto” miało wielkie znaczenie gospodarcze dla ówczesnego rzymskiego miasta Potaissa (współczesnej Turdy). W XI w. pojawili się na tym terenie Węgrzy, którzy również zaczęli wydobywać tutaj sól. Od 1690 r., już za czasów Habsburgów, zaczyna się historia obecnej kopalni w Turdzie. Działała ona nieprzerwanie aż do 1932 r. 60 lat później postanowiono ją otworzyć dla ruchu turystycznego. Obecnie Salina Turda jest interesującym muzeum górnictwa solnego. Słynie też ze wspaniałego leczniczego mikroklimatu oraz dobroczynnego działania miejscowych solanek. Turyści chętnie odwiedzają przepiękną Salinę Turda, która jest jedną z największych kopalń soli w Europie. Znajduje się w niej nowoczesne centrum rekreacyjne, w którym na gości czekają m.in. diabelski młyn, pływanie łodziami po rozległym podziemnym jeziorze, kręgielnia, minigolf, bilard, boiska do piłki ręcznej, futbolu czy badmintona, a także plac zabaw dla dzieci. Tutejsze zabytkowe komory mogą się pochwalić doskonałą akustyką, dlatego też w jednej z nich (Rudolfa) wzniesiono amfiteatr na 180 miejsc, w którym odbywają się często koncerty. W 2009 r. Salinę Turdę znacznie unowocześniono, udoskonalono też kompleks leczniczy i wprowadzono do oferty wiele innych atrakcji. Obecnie jest to wspaniała atrakcja turystyczna o europejskim standardzie.

Kolejnym z „solnych miast” w Rumunii jest Slănic, który znajduje się na południu tego kraju, na Wołoszczyźnie, ok. 100 km na północ od Bukaresztu. Słynie on od wieków z wydobycia soli, jest także popularnym uzdrowiskiem z leczniczymi solankami. Już sama nazwa Slănic wskazuje, że ta 8-tysięczna miejscowość była od zawsze związana z „białym złotem”. Dzisiaj turystów przyciągają tutaj malownicze słone jeziora – Baia Baciului, Baia Verde i Baia Roşie, jak również dwie kopalnie – stara (Salina Veche) i nowa (Salina Nouă). Jedynie z tej ostatniej nadal wydobywa się sól. Natomiast Salina Veche jest otwarta dla zwiedzających, funkcjonuje jako uzdrowisko, centrum rozrywki i muzeum górnictwa solnego. Może się pochwalić doskonałym mikroklimatem, który wykorzystuje się nawet w terapii wspomagającej leczenie raka płuc. Turyści mogą w niej zwiedzać dwa poziomy, które nazwano Unirea i Mihai. Slănic jest bez wątpienia jedną z największych atrakcji w okolicach stolicy Rumunii.

Jeśli chcemy zapomnieć o bożym świecie, wszystkich problemach i troskach, to pobyt w niedużej, ponad 4-tysięcznej miejscowości Praid (po węgiersku Parajd), która leży w Siedmiogrodzie (Transylwanii), będzie strzałem w dziesiątkę. Miejsce to znajduje się na niezwykłym terenie Rumunii, w Okręgu Harghita, gdzie – według statystyk – aż 85 proc. ludności posługuje się na co dzień językiem węgierskim i określa siebie mianem Szeklerów (jedynie 14 proc. stanowią Rumuni). Od tej grupy etnicznej wzięła się nazwa całego większego obszaru – Szeklerszczyzna (węgierskie Székelyföld). W samym miasteczku Praid dominują zdecydowanie Węgrzy (Szeklerowie), którzy stanowią aż 97 proc. mieszkańców. Turystów przyciąga tutaj obecnie słynna kopalnia soli – Salina Praid, którą w 1980 r. udostępniono do zwiedzania. Na powierzchni znajdują się lecznicze baseny ze słoną wodą. Natomiast pod ziemią można skorzystać z kąpieli solankowych w wannie, idealnych dla osób cierpiących na reumatyzm. Dobroczynny mikroklimat wyrobisk solnych wpływa korzystnie na alergików, astmatyków, pacjentów ze schorzeniami układu oddechowego, jak również na wszystkich tych, którzy chcą uwolnić się od stresu i zmęczenia. Wewnątrz Saliny Praid mieści się także interesująca ekspozycja muzealna przedstawiająca historię górnictwa solnego na tutejszych ziemiach. Olbrzymie komory kopalni rozmiarami przypominają hale supermarketów, są oświetlone i wyposażone w urządzenia gimnastyczno-rekreacyjne. Salina Praid robi ogromne wrażenie na każdym zwiedzającym. Nic więc dziwnego, że uważa się ją obecnie za jedną z największych atrakcji geoturystycznych w Europie.

 

W AUSTRII WSZYSTKO JEST SŁONE

Dzisiejsza Górna Austria w czasach średniowiecza słynęła z handlu solą. Doceniano tutaj wielką rolę i wartość tego cennego kruszcu. Dlatego też pojawia się on niezmiernie często w miejscowych nazwach (salz to po niemiecku sól). I tak np. rzeka przepływająca przez Salzburg to Salach, czyli „Solna Rzeka”, sam Salzburg to „Solny Gród”, a górująca nad miastem ogromna twierdza to Hochensalzburg – „Górny Zamek Solny”. Pamiątki mówiące o „białym złocie” odnajdziemy również w wielu okolicznych miejscowościach, także w tych, które swoją historię zawdzięczają Celtom. Celtycki przedrostek hall- (oznaczający to samo, co niemiecki salz-) znajdziemy w nazwie położonego niedaleko od Salzburga Hallstatt. W tej przepięknej miejscowości odkryto najstarszą na świecie kopalnię soli kamiennej. Biały kruszec wydobywano tu spod ziemi już prawdopodobnie 7 tys. lat temu. W 1734 r. w kopalni znaleziono doskonale zakonserwowane w soli zwłoki prehistorycznego górnika. Rozpoczęte w pobliżu, na „Solnej Górze” (Salzberg), w 1846 r. wykopaliska archeologiczne doprowadziły do odkrycia olbrzymiego cmentarzyska. Jego rozmiary i znalezione w nim bogactwa świadczyły o istnieniu w tym miejscu dużego i zamożnego ośrodka związanego niewątpliwie z wydobywaniem soli. Odkrycie to było na tyle ważne dla nauki, że jedną z kultur wczesnej epoki żelaza, datowaną na ok. 800–400 lat p.n.e., nazwano kulturą halsztacką – od Hallstatt właśnie.

            Tuż obok znajdują się dwie inne wspaniałe kopalnie soli – Hallein i Altaussee. Wspólnie z Hallstatt tworzą one fascynujący produkt turystyczny – tzw. Światy Soli (Salz welten). Różnorodność niepowtarzalnych atrakcji, które one oferują, oraz znajdujące się w nich podziemne cuda zdobywają serca zarówno młodszych, jak i starszych gości. Hallstatt, Hallein i Altaussee łączą zabawę i rozrywkę z historią, sztuką i edukacją. Dzisiaj te trzy przepiękne miejscowości nadal „żyją z soli”, bo to właśnie przede wszystkim tutejsze zabytkowe kopalnie sprawiają, że odwiedzają je tłumy turystów z całego świata.

CUDA KOLUMBII I PERU

Niezmiernie imponująco prezentuje się Katedra Soli (Catedral de Sal) w kolumbijskiej Zipaquirze. W 2007 r. zwiedzający wybrali ją Pierwszym Cudem Kolumbii (Primera Maravilla de Colombia). Ta urzekająca świątynia, usytuowana 180 m pod ziemią, stanowi część dużego parku tematycznego. Nazwano go Parkiem Soli (Parque de la Sal) i poświęcono górnictwu solnemu, geologii i bogactwom naturalnym. Leży on malowniczo na zboczu góry, w którym znajduje się wejście do tajemniczego podziemnego świata. Zaprowadzi nas ono do jednego z najbardziej majestatycznych, fascynujących i nastrojowych miejsc w Kolumbii – Catedral de Sal de Zipaquirá. Ta wspaniała Katedra Soli powstała w salach i korytarzach dawnej kopalni. Obecnie nie pełni funkcji sakralnych, a jedynie turystyczne i kulturalne. Wizyta w niej jest dużym przeżyciem dla każdego.

            Od września br. Catedral de Sal może się poszczycić nową, unikatową w skali światowej atrakcją. Mowa tu o największej instalacji elektrycznej i świetlnej, jaką kiedykolwiek wykonano w kopalni soli. Na końcu podziemnej trasy turystycznej na zwiedzających czeka ogromny ekran w technologii LED, która zapewnia naturalne kolory. Ma on aż 400 m2 powierzchni i jest największym w całej Ameryce Łacińskiej. Zamontowano go w jednej z naw Katedry Soli, gdzie odbywają się niepowtarzalne spektakle typu „światło i dźwięk”.

            Malownicza Zipaquirá (Zipa), znajduje się wysoko w Kordylierach (2650 m n.p.m.), ok. 40 km na północ od stołecznej Bogoty. Odwiedzając tutejszą dawną kopalnię soli z magiczną Catedral de Sal, warto wybrać się również na spacer po historycznym centrum tej kolumbijskiej perełki. Dzieje tego uroczego, zadbanego miasta sięgają czasów kolonialnych. Dzisiaj podziwiać w nim można wiele interesujących zabytków, starych, klimatycznych uliczek oraz odpocząć w jednej z restauracji z tradycyjną kuchnią regionalną. Współczesna Zipaquirá, nazywana „Miastem Katedry Soli”, stanowi przykład przepięknej architektury kolonialnej. Zachowała się ona tutaj w tak doskonałym stanie, że zagraniczni turyści mają wrażenie, jakby się przenieśli w czasie – do przełomu XVII i XVIII w. Zipa bez wątpienia potrafi zdobyć serca gości z całego świata.

Peru ma także prawdziwą „solną perełkę”. Jest nią położona w Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas), na wysokości 3300 m n.p.m., osada Maras (na zachód od słynnego Cuzco). Na północny zachód od tej miejscowości znajdują się popularne wśród turystów tzw. Solanki z Maras (Salineras de Maras), znane również jako „kopalnie soli” (minas de sal). „Białe złoto” było tu eksploatowane już przez Inków. Salineras de Maras tworzy ok. 3 tys. zapierających dech w piersiach małych basenów o średniej powierzchni mniej więcej 5 m2. Widok tych usytuowanych pośród malowniczych kanionów i gór „poletek soli” robi na każdym podróżniku naprawdę niesamowite wrażenie. Będąc w Peru, koniecznie trzeba odwiedzić centrum dawnego imperium Inków z fascynującymi, niepowtarzalnymi Solankami z Maras. Miejscowi Indianie w dalszym ciągu pozyskują stąd sól.

 

ODKRYCIE ALEKSANDRA WIELKIEGO

Według legendy, odkrycie skały solnej w rejonie Khewry w Pakistanie przypisuje się Aleksandrowi Wielkiemu. Jego wojska odpoczywały tutaj po wygranej bitwie z indyjskim władcą Porusem, która miała miejsce nad rzeką Hydaspes w 326 r. p.n.e. Macedoński władca zauważył, że konie zaczęły lizać okoliczne skały. W ten sposób odkrył sól na tych terenach. Historia obecnej kopalni w Khewrze zaczyna się w XIII w. Aby móc pochodzące stąd „białe złoto” uczynić bardziej dostępnym w całych Indiach, Brytyjczycy specjalnie dociągali tutaj linię kolejową w 1883 r.

Dzisiaj Pakistańczycy reklamują Khewrę jako „drugą co do wielkości kopalnię soli na świecie, zaraz po Wieliczce w Polsce”. Obecnie zwiedza ją ponad 40 tys. turystów rocznie. Pod ziemią można tutaj podziwiać wielobarwne kryształy, a także wielkie rzeźby, z których najsłynniejszą jest solna makieta chińskiego muru. Aby zaspokoić potrzeby turystów, wybudowano kolej elektryczną, która ułatwia poruszanie się po kopalni. Rozmach Khewry naprawdę potrafi zwalić z nóg nawet najbardziej doświadczonych podróżników, którzy niejedno już widzieli… Jest to jedna z wielu niepowtarzalnych „solnych perełek” na świecie.


 

Artykuły wybrane losowo

Sztuka radości życia w tajskim wydaniu

MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Więcej…

Karibu Tanzania!

ROBERT GONDEK GERBER”

www.gerber.d7.pl

 

  FOT. TANZANIA TOURIST BOARD 

<< Tanzania to jeden z najpopularniejszych kierunków wśród osób szukających afrykańskiej egzotyki i tych, którzy po raz pierwszy odwiedzają ten kontynent. W tym kraju możemy zdobyć Kilimandżaro – najwyższy szczyt Afryki (5895 m n.p.m.), przemierzyć wspaniałe parki narodowe pełne dzikich zwierząt, poznać życie Masajów, Buszmenów, Sonjo, Chagga, Kuria i wielu innych plemion, a na koniec odpocząć na przepięknych plażach Zanzibaru, delektując się wspaniałymi owocami. Jednak po to, aby odkryć prawdziwą Tanzanię, trzeba czasem nieco zboczyć z turystycznych szlaków. >>

Zjednoczona Republika Tanzanii powstała z połączenia kontynentalnej Tanganiki i wyspiarskiego Zanzibaru, co ma swoje odzwierciedlenie w nazwie Tanzania. Pozostałością po panowaniu Brytyjczyków jest tu m.in. urzędowy język angielski funkcjonujący obok suahili. Jednocześnie rejon ten stał się niemal wizytówką Afryki ze względu na niezmierne bogactwo gatunków fauny i różnorodność kulturową ludów zamieszkujących te tereny.

Więcej…

W Wietnamie, krainie czerwonego smoka

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Pełen smaków, zapachów, barw i magii Wietnam wydaje się stanowić idealny cel podróży zarówno dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z Azją, jak i dla tych, którzy już znają ten kontynent dość dobrze. Jeśli ktoś chce spróbować dań pysznej kuchni, odkryć liczne zabytki, przejechać się z kilkoma współpasażerami jednym skuterem lub po prostu zrelaksować na jednej z tropikalnych plaż, powinien postawić właśnie na ten kraj. Tutaj to wszystko jest możliwe. >>

 

Noworoczne lampiony w kolorze czerwonym przynoszącym szczęście

© MAGDALENA BARTCZAK

 

Przez długi czas, zanim jeszcze wybrałam się w pierwszą podróż do Azji, wiedzę na jej temat czerpałam głównie z reportaży i filmów, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Jednym z moich ulubionych azjatyckich twórców stał się Trần Anh Hùng, wietnamski reżyser mieszkający od 1975 r. we Francji, gdzie wyemigrował wraz z rodzicami pod koniec wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej). Oglądając Zapach zielonej papai (1993 r.), Rykszarza (1995 r.) czy Schyłek lata (2000 r.), wyobrażałam sobie jego ojczyznę jako kraj pełen soczystych kolorów, intensywnych zapachów, ulicznego gwaru i ciężkiego, tropikalnego powietrza. Jak przyznaje w wywiadach reżyser, w swoich produkcjach często powraca do Wietnamu z czasów własnego dzieciństwa – przedstawia go więc takim, jakim go zapamiętał przed emigracją. Jego filmy, nostalgiczne i zmysłowe, zachęciły mnie, żeby odwiedzić ten kraj. Szybko zagościł więc na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia i długo nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Gdy marzenie wreszcie się spełniło i po raz pierwszy wybrałam się do ojczyzny Trần Anh Hùnga, już po wyjściu z potężnego lotniska w Ho Chi Minh przekonałam się, że wilgotne i lepkie powietrze, które przenikało jego filmowe opowieści, stanowi stały element klimatu Wietnamu, szczególnie na południu. Wszystko tu niemal od pierwszej chwili wydało mi się intensywne, aromatyczne, przesycone dźwiękami i kolorami. Szybko też okazało się, że ten piękny i długi kraj pełen jest skarbów przyrody oraz zniewalających smaków, które jeszcze długo po podróży pozostają w pamięci.

 

BOGATA HISTORIA

Wietnam leży na Półwyspie Indochińskim, od północy graniczy z Chinami, a od zachodu – z Kambodżą i Laosem. Choć pod względem powierzchni nieco przewyższa Polskę (zajmuje powyżej 331 tys. km²), to mieszka w nim ponad dwa razy więcej ludzi niż w naszym kraju (ok. 95 mln) i żyją co najmniej 54 mniejszości etniczne, które mają własne pismo, tradycje i język. Także dialekty w obrębie wietnamskiego znacznie różnią się od siebie – często te same słowa oznaczają coś zupełnie innego na północy, w centrum i na południu. Regiony charakteryzują się również odmiennymi warunkami pogodowymi. W północnych rejonach występuje klimat wilgotny podzwrotnikowy, w środkowej części – zwrotnikowy z porą deszczową i suchą, a na południowym obszarze – zwrotnikowy w odmianie monsunowej. Warto o tym pamiętać przy planowaniu podróży. Różnice w temperaturze między północą i południem mogą sięgać nawet 15–20°C. Wietnam jest też wyjątkowo różnorodny pod względem kultury, która przez wieki czerpała inspiracje m.in. z Chin, Indonezji i Francji. Specyfikę tego kraju stanowi jednak fakt, że dzięki silnemu zakorzenieniu w lokalnych tradycjach Wietnamczycy nie ulegli znacząco wpływom z zewnątrz. Przyswoili je w zmodyfikowanej formie i wzbogacili tym samym własne dziedzictwo kulturowe, oparte na wzorcach zaczerpniętych z buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu.

Według legend państwo wietnamskie, określane mianem krainy smoka (ze względu na rolę, jaką to stworzenie odgrywa w jego mitologii), zostało założone prawie 5 tys. lat temu przez dynastię Hồng Bàng (ok. 2879 r. p.n.e.). Od tego czasu wielokrotnie musiało bronić swoich ziem przed podbojami. Przez ponad tysiąc lat (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) znajdowało się pod chińską okupacją. Potem kilkukrotnie było najeżdżane przez wojska mongolskie, w drugiej połowie XIX w. stało się częścią Indochin Francuskich, a w 1940 r. kontrolę nad jego terytorium przejęła Japonia. Po II wojnie światowej o swoją dawną kolonię upomnieli się Francuzi, co doprowadziło do wybuchu I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej wyniku kraj podzielono na północną komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu i południową Republikę Wietnamu. Wkrótce potem między oboma państwami wybuchł konflikt zbrojny (wojna wietnamska 1955–1975), który okazał się jednym z najdłuższych i najkrwawszych w regionie.

 

ŚWIAT DUCHÓW I PRZODKÓW

Ze względu na trudną przeszłość i konieczność częstego konfrontowania się z innymi narodami, próbującymi narzucić im swój porządek, Wietnamczycy charakteryzują się dumą z własnych tradycji i patriotyzmem. Poza tym do ich głównych cech należy zaliczyć też niewątpliwie zamiłowanie do targowania się, które – szczególnie w mniejszych sklepikach i na targach – jest tu uważane za naturalny element zakupów. Jeśli ktoś nie podejmuje próby zbicia ceny, wzbudza podejrzenia, a w najlepszym wypadku wywołuje rozbawienie lub niedowierzanie wśród miejscowych. Chcesz kupić kilogram bananów, a sprzedawca życzy sobie 30 tys. dongów (w przeliczeniu na złotówki ok. 4,50 PLN)? Najprawdopodobniej kosztuje on nie więcej niż 10 tys. dongów, więc śmiało możesz powiedzieć quá đắt, czyli „zbyt drogo”, i rozpocząć negocjacje. Nie należy przy tym zapominać o uśmiechu, cenionym przez Wietnamczyków tym bardziej, że jako naród mają również opinię pomocnych, radosnych i uprzejmych ludzi.

Miejscowych cechuje także przywiązanie do przesądów, chroniących przed nieszczęściem i pozwalających (przynajmniej pozornie) utrzymać kontrolę nad otaczającą rzeczywistością, w postrzeganiu której zdroworozsądkowe myślenie często miesza się z fantastycznymi wyobrażeniami i wiarą w magię. Warto wymienić choć kilka popularnych zasad i zwyczajów. Wietnamczycy nie zostawiają pałeczek wetkniętych w jedzenie, ponieważ w ten sposób umieszczają je tylko w posiłku stawianym na ołtarzykach dla zmarłych. Źle widziane jest też otwieranie parasola w domu, gdyż może to doprowadzić do uwolnienia przyczepionych do niego duchów i sprowadzić nieszczęście. Z podobnego powodu nie należy sprzątać ani tym bardziej zamiatać domu pierwszego dnia Nowego Roku (Tết Nguyên Đán, w skrócie Tết), świętowanego przez trzy dni i celebrowanego w Wietnamie, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym, zwykle między drugą połową stycznia a połową lutego (w 2019 r. wypadnie on 5 lutego). Wysprzątanie domowych pomieszczeń oznacza pozbycie się dobrych duchów i szans na pomyślność w kolejnych miesiącach.

Z Nowym Rokiem wiąże się zresztą wiele innych przesądów. Przed jego końcem trzeba zwrócić wszystkie długi – w przeciwnym razie w nadchodzącym roku będziemy mieć problemy finansowe. Podczas noworocznych wizyt rodzinnych nie należy mieć na sobie stroju w jednolitym kolorze, ponieważ to przynosi pecha. Dla Wietnamczyków Nowy Rok to najważniejsze święto ze wszystkich, przygotowują się do niego bardzo skrupulatnie. Około tygodnia wcześniej odwiedzają groby bliskich, gdzie palą kadzidła i modlą się, zachęcając duchy przodków, aby zeszły na ziemię i towarzyszyły im w świętowaniu. Przez trzy świąteczne dni, po okresie zakupowej gorączki i przygotowań, wszystkie sklepy są już zamknięte, a ulice i skwery przyozdobione kwiatami, dekoracjami i lampionami. Ulicami przechodzą parady z tańczącym smokiem i towarzyszeniem muzyki. Nowy Rok jest jednak głównie czasem spotkań z najbliższymi, pogłębiania więzi i oddawania czci duchom przodków. Nieodłączny element świętowania stanowi rodzinna kolacja, na której nie może zabraknąć jednego z najbardziej tradycyjnych dań podawanych na tę okazję – bánh chưng (ciasta z ryżu kleistego, wieprzowiny i fasoli mung, gotowanego w bananowych liściach).

 

Wietnamka przygotowująca pyszną zupę pho na ulicznym stoisku w Hanoi

© MAGDALENA BARTCZAK

 

CAŁA PALETA SMAKÓW

Skoro mowa o kuchni, warto wspomnieć o tym, że Wietnamczycy przejawiają również poważne podejście do gotowania, które uchodzi za ważną część codziennego życia. Widać to zresztą w misternie przygotowywanych potrawach – choćby sajgonkach, czyli starannie zawijanych krokietach z papieru ryżowego z farszem z makaronu ryżowego z dodatkiem mięsa, warzyw lub krewetek, doprawionym kolendrą. W Wietnamie podaje się je nie tylko w wersji smażonej, ale też na surowo (gỏi cuốn). W tym drugim wariancie są zdrowsze i orzeźwiają w tropikalne upały. Warto zresztą dodać, że pełna smaków i kolorów kuchnia Wietnamu jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Jej dania powstają zgodnie z założeniami zbilansowanej diety, komponuje się je według reguły pięciu smaków (słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego) oraz koncepcji yin-yang – dwóch uzupełniających się przeciwieństw. W potrawach używa się dużej ilości świeżych przypraw i ziół, takich jak kolendra, trawa cytrynowa czy mięta. Często występującymi w nich składnikami są ryż, limonka, sos rybny i sojowy.

                Wietnamską kuchnię – podobnie jak w wypadku pogody czy przyrody – cechuje różnorodność, a jej regionalne odmiany różnią się między sobą m.in. z powodu klimatu, dostępności produktów i przyswojonych tradycji. Nawet najpopularniejsze tutejsze danie – zupa pho (phở), czyli rosół z makaronem ryżowym, kawałkami wołowiny lub kurczaka, kolendrą, imbirem, sosem rybnym i limonką – ma swoje rozmaite wersje w zależności od regionu. Choć obcokrajowiec nie poczuje dużej różnicy pomiędzy nimi, to według Wietnamczyków pho smakuje zupełnie inaczej w Hanoi niż w Ho Chi Minh. Warto przy tej okazji dodać, że północna część kraju pozostaje pod wpływem chińskich tradycji kulinarnych – przyrządza się tu wiele potraw smażonych (m.in. różnych rodzajów makaronu czy pierożków bánh gối), obficie polewanych sosem sojowym. W menu południa, które czerpie inspiracje ze zwyczajów kolonialnej Francji, znajdziemy więcej ryb, warzyw i owoców morza. Z kolei kuchnia centralnego Wietnamu, wywodząca się z kręgu cesarskiego, uchodzi za najostrzejszą, a przy tym najbardziej wykwintną, kolorową i wytwornie podawaną. Do klasycznych dań należą w tym rejonie m.in. chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione wieprzowiną, krewetkami i kiełkami, ozdobione bazylią, kolendrą i miętą (bánh xèo).

 

Malownicze tarasowe pola ryżowe w górzystej okolicy miejscowości Sa Pa

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

BARWNA STOLICA

Terytorium Wietnamu, które zdaje układać się w kształt litery s, przez samych mieszkańców bywa porównywane do smoka. Według legendy głowę tego stworzenia stanowi północ, a jego oko – leżące w delcie Rzeki Czerwonej Hanoi. To centrum polityczne, kulturalne i gospodarcze współczesnego kraju. Miasto jest różnorodne, pełne kontrastów, z jednej strony przywiązane do tradycji, z drugiej – otwarte na zmiany. Choć przy pierwszej wizycie ta 8-milionowa metropolia może przytłoczyć i oszołomić hałasem i energią, to trudno oprzeć się jej urokowi. Mnie od pierwszego wejrzenia zauroczyło przede wszystkim historyczne centrum, od którego zaczęłam włóczęgę po Hanoi. Stanowi ono prawdziwy żywioł: zatłoczone uliczne restauracyjki i bary sąsiadują tu z warsztatami, sklepikami i bazarami, gdzie wśród przepełnionych stoisk znajdziemy worki ryżu, mięsa, ziół, owoców i warzyw. Między nimi manewrują sprzedawcy oferujący świeże owoce, różnego rodzaju przekąski czy turystyczne pamiątki. Nad wąskimi ulicami z kolonialną architekturą królują malownicze plątaniny kabli, które są jednym z tych widoków, do jakich należy się przyzwyczaić w Wietnamie. Stanowią one równie naturalny element miejskiej tkanki jak gwar, tłok i wszechobecne skutery, nierzadko zajęte przez kilku pasażerów naraz.

Jeśli będziemy chcieli odpocząć od zgiełku, powinniśmy wybrać się do otoczonej ogrodami Świątyni Literatury (Văn Miếu), barwnego konfucjańskiego kompleksu, w którym w drugiej połowie XI w. założono pierwszy uniwersytet w całym Wietnamie. Inną wartą odwiedzenia atrakcją jest liczące ok. 700 m długości Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm), usytuowane w centrum miasta. Jego nazwa pochodzi od legendy o wyłowionym z niego mieczu, dzięki któremu przyszły cesarz i założyciel dynastii, Lê Lợi (ok. 1384–1433), miał pokonać przeciwników i wyzwolić ojczyznę spod chińskiego panowania. Pewnego dnia po broń zgłosił się jednak jej prawowity właściciel, czyli… wielki żółw mieszkający w wodach jeziora. Miecz sam wrócił do zwierzęcia, a władca uznał je za opiekuńczego ducha tego miejsca i aby oddać mu cześć, kazał postawić na tutejszej wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem pokoju oraz samego Hanoi.

Podczas pobytu w wietnamskiej stolicy nie można także przegapić innej historycznej ciekawostki, jaką jest monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha, działacza komunistycznego i przywódcy Demokratycznej Republiki Wietnamu, przez jednych kochanego, a przez innych nienawidzonego wujka Ho (1890–1969). Obiekt otwarto w 1975 r. w samym sercu dawnej Dzielnicy Francuskiej na placu Ba Đình. Właśnie w tym miejscu, otoczonym dziś szerokimi bulwarami, eleganckimi willami i ambasadami, Ho Chi Minh ogłosił we wrześniu 1945 r. niepodległość kraju. Mauzoleum stanowi atrakcję również dla samych Wietnamczyków, którzy chętnie je odwiedzają. Ubrani skromnie, ale odświętnie, ustawiają się w kilometrowych kolejkach do wejścia. Czekają wyciszeni i podekscytowani perspektywą ujrzenia z bliska grobu dawnego bohatera.

 

Zatoka Hạ Long od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

MAGICZNA PRZYRODA

Północny Wietnam fascynuje nie tylko widocznymi na każdym kroku śladami historii, ale też wspaniałą przyrodą, którą można podziwiać m.in. w licznych parkach narodowych. Najstarszym z nich jest założony w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà, rozciągający się na prawie całej powierzchni wyspy o tej samej nazwie. Turystów przyciąga on lasami, wodospadami, jeziorami i jaskiniami skrywającymi się w wapiennych górach. Leży w południowym rejonie malowniczej zatoki Hạ Long. Na jej dnie według legendy śpi smok, który w przeszłości miał pomagać Wietnamczykom w zmaganiach z najeźdźcami. Słynna zatoka, uważana za jeden z największych skarbów przyrodniczych Wietnamu, ma powierzchnię ponad 1,5 tys. km². W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. skalistych wysp i wysepek. Na wizytę w okolicy warto przeznaczyć przynajmniej jeden lub dwa dni. Najlepiej zwiedzać ją podczas rejsu, który można zorganizować nawet z Hanoi – zatoka wraz z parkiem narodowym położone są mniej więcej 170 km na wschód od miasta.

Z kolei ok. 300 km na północny zachód od stolicy, tuż przy granicy z Chinami, znajduje się górzysty Park Narodowy Hoàng Liên (utworzony w 2002 r.) – jeden z moich ulubionych, a to ze względu na rześkie powietrze, soczystą zieleń i unoszące się tu melancholijne mgły. Rozciąga się on w pobliżu pasma górskiego Hoàng Liên Sơn, którego najwyższą górą (a zarazem najwyższym szczytem Wietnamu i całych Indochin) jest Fansipan (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.). W okolicy leżą pola ryżu, należącego do kluczowych produktów eksportowych kraju. Malownicze tarasy ryżowe można podziwiać m.in. z zagubionej wśród deszczowych lasów górskiej miejscowości Sa Pa, cieszącej się zasłużoną popularnością wśród turystów dzięki rozpościerającym się wokół wspaniałym krajobrazom i panującemu w tym rejonie przyjemnemu, choć dość deszczowemu, klimatowi. Najlepiej wybrać się tutaj w porze suchej (która wypada od listopada do maja), aby w pełni móc cieszyć się widokiem na pobliskie tarasowe pola uprawne. Warto także zajrzeć na lokalny targ w Sa Pa – spotkamy na nim m.in. przedstawicieli górskich grup etnicznych Hmong i Dao (Yao), będących jednymi z wielu mniejszości zamieszkujących wielokulturowy Wietnam.

 

ZAPACH TROPIKÓW

Jeśli wymieniamy skarby wietnamskiej przyrody, to nie możemy nie wspomnieć o ciągnącym się przez niemal 3,5 tys. km wybrzeżu, należącym do najpiękniejszych i najdłuższych w regionie. Znajdziemy na nim wiele pięknych, złocistych plaż, choćby w okolicy portowego Đà Nẵng w środkowej części kraju (takich jak zapełnione bungalowami An Bang i Cửa Đại). Osoby chcące odpocząć od chaosu dużych miast powinny odwiedzić Mũi Né. Ta niegdyś niewielka osada rybacka w połowie lat 90. XX w. zaczęła zamieniać się w kurort turystyczny. Leży tutaj przepiękna 15-kilometrowa plaża, którą otaczają niezwykłe wydmy i laguny.

Jeżeli pojedziemy dalej na południowy zachód, dotrzemy do delty rzeki Mekong – miejsca, gdzie odnogi jednej z największych rzek świata tworzą jeziora i kanały wpadające do Morza Południowochińskiego. Oplatają one wyspy i wysepki, których mieszkańcy całe swoje życie związali z wodą. Pływające domy, szkoły, świątynie, urzędy i sklepy stoją na samym brzegu lądu lub bezpośrednio na wodzie. Transport lądowy właściwie tu nie istnieje, do większości wiosek można się dostać tylko łodzią. Okolica robi niesamowite wrażenie i stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rejonów w Wietnamie.

Osoby mające więcej czasu mogą zajrzeć na położony ok. 80 km na południe od delty archipelag Côn Đảo. Składa się on z 16 tropikalnych wysepek (o łącznej powierzchni 75,15 km²), z których większość do dziś nie jest na stałe zamieszkana. Ponieważ utworzono tutaj w 1993 r. park narodowy, ruch turystyczny podlega kontroli. Dzięki takim warunkom archipelag zachował swój prawdziwie rajski charakter. Wydaje się, że nigdzie indziej w Wietnamie nie znajdziemy plaż, które byłyby równie czyste i jasnozłote, ani tak błękitnej wody. Na największej z wysp, Côn Sơn (51,52 km² powierzchni i ok. 4 tys. mieszkańców), działa lotnisko. Można na niej m.in. uprawiać trekking i nurkowanie. Pobliskie rafy koralowe uważa się za najpiękniejsze w kraju.

 

KRÓLEWSKE MIASTA

Na wielką atrakcyjność środkowo-południowych rejonów Wietnamu wpływają też wspaniałe miasta i miejscowości, przypominające o tym, że jego kultura jest jedną z najstarszych i najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas wizyty tutaj nie wolno ominąć Huế – dawnej stolicy imperium dynastii Nguyễn (1802–1945), leżącej nad Rzeką Perfumową. Miasto dość mocno ucierpiało w trakcie wojny wietnamskiej. Jeden z zabytków, które udało się odrestaurować, stanowi Zakazane Purpurowe Miasto – otoczona potężnymi murami cytadeli dawna siedziba cesarza z rozległym kompleksem świątyń i pałaców. Warte uwagi są również położone w okolicy Huế buddyjskie grobowce cesarzy. Najłatwiej dotrzeć do nich skuterem lub łodzią.

Z kolei ok. 130 km na południowy wschód stąd znajduje się jedno z moich ulubionych azjatyckich miast, senne Hội An, uchodzące za najbardziej urokliwe w Wietnamie. W XVI–XVIII stuleciu należało do najważniejszych portów na jedwabnym szlaku, ściągającym kupców z całego świata, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl i atmosferę. Obce wpływy dostrzega się w nim do dziś. Między niskie budynki mieszkalne z piękną ceramiczną dachówką wciśnięte są chińskie domy zgromadzeń i świątynie, a jedną z największych atrakcji jest zabytkowy kryty Most Japoński. Nie można także zapomnieć o ważnym polskim akcencie związanym z najnowszą historią tego miejsca. W połowie lat 90. XX w. władze Hội An przedstawiły plan wyburzenia starszej jego części i wzniesienia w jej rejonie nowoczesnych bloków mieszkalnych. Do odstąpienia od tego pomysłu namówił jednak włodarzy miasta Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), architekt i konserwator zabytków pochodzący z Lublina, który od początku lat 80. minionego stulecia mieszkał i pracował w Wietnamie, gdzie był znany jako Kazik. Z pomocą Polaka udało się odrestaurować historyczne centrum. Dzięki temu trafiło ono w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczna społeczność Hội An nazwała imieniem Kazimierza Kwiatkowskiego miejscowy park, a w 10. rocznicę jego śmierci postawiła mu pomnik.

Na koniec naszej podróży po Wietnamie docieramy do jego dawnej stolicy i największej metropolii – Ho Chi Minh, które do dziś wielu mieszkańców nadal nazywa Sajgonem. W tym potężnym i głośnym ośrodku żyje obecnie blisko 9 mln ludzi, a miasto wciąż się rozrasta i wystrzeliwuje w niebo ostrzami nowych drapaczy chmur. To jedna z tych metropolii, które nigdy nie zasypiają i zdają się odnajdywać równowagę w swoim gwarnym chaosie. Warto odkrywać ją powoli, a jeśli damy jej szansę, z pewnością wyczujemy przyjemną, swojską, nieco nostalgiczną atmosferę dawnego Sajgonu. Ho Chi Minh pełne jest zieleni, galerii, muzeów, targowisk, klimatycznych zaułków i placyków z kawiarniami, chyba najlepszymi w całym kraju.

                Gdybym zresztą musiała wybrać jeden zapach, którym pachnie dla mnie ten Paryż Orientu lub Perła Dalekiego Wschodu, to niewątpliwie byłaby to właśnie kawa (cà phê), kolejny obok ryżu popularny towar eksportowy Wietnamu. Jej uprawę wprowadzili tu w połowie XIX w. Francuzi i od tego czasu stała się prawdziwym skarbem narodowym. Wietnamczycy wypracowali swój niepowtarzalny sposób jej przyrządzania, który ma zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników. Warto samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Okazji z pewnością nie zabraknie, bo Wietnam jest prawdziwym rajem dla kawoszy. Kawy można tutaj spróbować praktycznie wszędzie: od przenośnych straganów, przez budki i sklepiki, po eleganckie kafeterie i restauracje. Jednym z najlepszych do tego miejsc są kawiarnie przy placu Lam Sơn w Ho Chi Minh. Po jednej jego stronie wznosi się gmach Opery, a po drugiej – historyczny Hotel Continental Saigon. Nad okolicą góruje neoromańska Katedra Notre-Dame, ukończona w 1880 r., obok której stoi jeden z najpiękniejszych budynków w mieście, czyli Poczta Główna, zaprojektowana przez Alfreda Foulhoux. Przez chwilę można się tu poczuć jak w Paryżu, ale to tylko złudzenie. Lekki podmuch tropikalnego powietrza i widok unoszących się liści pobliskich palm przypomina nam o tym, że znajdujemy się w Wietnamie – kraju pełnym kolorów i serdecznych ludzi, stanowiącym wyjątkowo smaczną esencję Azji Południowo-Wschodniej.

 

Wydanie Wiosna 2018