MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela powoli staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym w Ameryce Południowej. Szczególnie modna jest jej perełka – karaibska wyspa Margarita. To najdynamiczniej rozwijający się obszar w kraju rządzonym od 1999 r. przez kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza, do czego przyczyniło się z pewnością utworzenie tutaj w latach 60. minionego stulecia strefy bezcłowej. Margarita, której dzieje sięgają czasów hiszpańskich konkwistadorów, słynęła niegdyś z połowów pereł. Dzisiaj przyciąga coraz więcej turystów z całego świata, oferując im doskonały klimat, słoneczną pogodę, malownicze plaże otoczone tropikalną zielenią, wygodne hotele z bogatymi programami all inclusive, wyśmienite restauracje i gorące imprezy w rytmach latino.

 

Margarita łączy dzikość wenezuelskiej przyrody z sielankowym obrazem wybrzeża Karaibów. Razem z sąsiednimi rajskimi wysepkami – Coche i Cubaguą – tworzy stan Nueva Esparta, czyli Nowa Sparta. Nazwa ta, nawiązująca do bohaterskich Greków, została nadana w 1864 r. w hołdzie za wielką odwagę mieszkańców tych ziem, jaką wykazali się oni podczas wojny o niepodległość.

W 1499 r., zaledwie rok po dotarciu tutaj Krzysztofa Kolumba, znaleziono w wodach dookoła trzech wysp duże ławice perłopławów. Wiadomość ta bardzo szybko przyciągnęła na te tereny hiszpańskich kolonizatorów. Dwóch z nich – Pedro Alonso Niño i Cristóbal Guerra – nazwało największą z miejscowych wysp, mającą 1072 km2 powierzchni, Margaritą, co oznacza po łacinie „perłę”. Inna z hipotez mówi o tym, że uczynili to na cześć infantki hiszpańskiej Małgorzaty Habsburg (Margarity de Austria). Nie ulega jednak wątpliwości, że bogactwo pereł było tu ogromne – w 1529 r. wyławiano ich aż 370 kg miesięcznie. Dlatego też Hiszpanie nazwali miejscowe wybrzeże Costa de las Perlas, czyli „Wybrzeżem Pereł”. 

Dzisiaj miłośnicy pięknych, piaszczystych, karaibskich plaż przypływają na Margaritę czasami promami firm Conferry i Navibus z kontynentu – z Puerto La Cruz albo Cumany do Punta de Piedras. Podróż tego typu trwa ok. 4–5 godzin, a bilet w obie strony kosztuje jakieś 70 dolarów. Ten środek transportu wybierają przede wszystkim zwykli Wenezuelczycy. Turyści zagraniczni przylatują na ogół samolotem ze stolicy Wenezueli – Caracas – na międzynarodowe lotnisko w Porlamar. Taki lot zabiera im jedynie 35 minut i kosztuje tylko ok. 25 dolarów więcej od podróży promem. Można także – oczywiście – dotrzeć na Margaritę połączeniami czarterowymi. Turyści z Polski będą mieć taką opcję od 5 listopada br., kiedy to do Porlamar zaczyna latać Itaka (razem z Exim Tours). Goście z Europy najczęściej wybierają hotele all inclusive położone przy Playa El Agua (m.in. Hesperia Playa El Agua, Palm Beach) lub Puerto Cruz (np. Hesperia Isla Margarita, Dunes Hotel & Beach Resort), a amatorzy wind- i kitesurfingu – obiekty przy Playa El Yaque (Surf Paradise, Yaque Paradise). W sumie na wyspie znajduje się kilkadziesiąt wspaniałych plaż. Do najsłynniejszych z nich – oprócz wymienionych już powyżej – należą: Playa Guacuco koło Porlamar, Playa Caribe obok Juan Griego czy El Tirano i Parguito na północy Margarity. Przypada tu ponad 320 słonecznych dni w roku, a średnia temperatura powietrza wynosi 27–28 st. C. Nic więc dziwnego, że na tę wyspę, nazywaną często „Perłą Karaibów”, przylatują na weekendowy wypoczynek bogaci mieszkańcy Caracas.    

 

CUBAGUA I PIERWSZE MIASTO W WENEZUELI  

Najbogatsze w perłopławy były okolice wyspy Cubagua. Już w 1500 r. Hiszpanie założyli tutaj pierwszą osadę w Ameryce Południowej, która 28 lat później otrzymała rangę miasta i nazwę Nueva Cádiz, czyli Nowy Kadyks. Zaczęli oni także wykorzystywać miejscowych Indian Guaiquerí (Waikerí), doskonałych rybaków i zręcznych nurków, do połowu pereł, co wymagało od nich morderczo długiego przebywania pod wodą i schodzenia na duże głębokości. W latach 1531–1532 pojawiły się pierwsze oznaki wyczerpywania się ławic perłopławów. Dodatkowo wzrost liczby mieszkańców przyczynił się do problemów z zaopatrzeniem tej niedużej wyspy (24 km2 powierzchni) w żywność, wodę i drewno. Zniknięcie z map Nowego Kadyksu, znanego dzisiaj jako pierwsze miasto w Wenezueli, było długotrwałym procesem, a nie – jak podaje większość przewodników dostępnych w Polsce – wynikiem kataklizmu, tsunami. Przyczyniły się do tego przede wszystkim brak wody pitnej, opór ze strony Indian przed nieludzką pracą i podbój przez Hiszpanów coraz to nowych ziem na kontynencie. Poza tym pojawienie się na tutejszych wodach francuskich korsarzy oznaczało wielkie zagrożenie dla nieufortyfikowanego miasta i wyspy. Bez wątpienia jednak głównym powodem wymarcia życia w Nueva Cádiz było zniknięcie perłopławów. Do 1537 r. Cubagua powoli opustoszała, pozostali na niej jedynie pojedynczy mieszkańcy, którzy uciekli z niej na sąsiednią Margaritę w 1541 r. w wyniku strasznego huraganu. Tak w dużym skrócie zakończyła się historia pierwszej osady w Ameryce Południowej. W 1979 r. rząd Wenezueli ogłosił ruiny Nueva Cádiz Pomnikiem Narodowym (Monumento Nacional). Pamiątki z tego miasta oraz jego dzieje można podziwiać dzisiaj w Muzeum Nueva Cádiz w La Asunción na Margaricie – stolicy stanu Nueva Esparta.                   

 

WNIEBOWZIĘCIE NA MARGARICIE    

Najsłynniejszym zabytkiem stolicy Margarity – La Asunción (czyli Wniebowzięcie) – jest Castillo de Santa Rosa, czyli Zamek św. Róży z XVII w. Z murów tej dobrze zachowanej twierdzy roztacza się piękny widok na całe 25-tysięczne miasto i jego okolice. W 1815 r. Hiszpanie więzili tutaj w ciasnej i ciemnej celi Luisę Cáceres de Arismendi, znajdującą się wówczas w ciąży, 16-letnią żonę Juana Bautisty Arismendiego – jednego z bohaterów walk wyzwoleńczych. Dzięki temu wydarzeniu zamek w La Asunción zajmuje ważne miejsce w historii Wenezueli i jest odwiedzany tłumnie przez mieszkańców tego kraju.

            Z kolei wspominane już Museo de Nueva Cádiz mieści się w zabytkowym budynku dawnej administracji kolonialnej przy głównym placu miasta – Plaza Bolívar. Muzeum zostało niedawno odnowione i może się pochwalić ładnym ogrodem palmowym. Prezentuje dzieła sztuki sakralnej z XVI w. i pozostałości po mieście Nueva Cádiz z wyspy Cubagua. Przy Placu Bolívara znajduje się również Kościół Wniebowzięcia Matki Boskiej (Iglesia de Nuestra Señora de la Asunción). Jest to jedna z najstarszych świątyń w Wenezueli – jej budowa rozpoczęła się w 1570 r.

            W miejscowej kolorowej Galerii Rękodzieła Artystycznego (Galería Artesanal) na turystów czekają sklepy z oryginalnymi pamiątkami i doskonałe soki ze świeżych owoców (szczególnie polecam przepyszną parchitę, jak mówi się w Wenezueli na marakuję). Obok La Asunción znajduje się sympatyczny park ekologiczny – Tropikalny Labirynt (Laberinto Tropical). W tym pięknym ogrodzie z różnymi gatunkami roślin typowych dla Margarity mieszczą się dwa labirynty, w których można się świetnie bawić, szukając z nich wyjścia. Na koniec zwiedzania możemy podziwiać egzotyczne zwierzęta żyjące w Wenezueli – papugi, tukany, żółwie, tarantule czy węża boa.   

 

DWA PERŁOWE ŚWIATY

Można powiedzieć, że Margarita to dwie wyspy połączone przez Lagunę de La Restingę – uroczy park narodowy położony około pół godziny drogi od Porlamar. Jest to świat dziewiczej przyrody, rozległych lasów namorzynowych, setek naturalnych kanałów, z których dwadzieścia otwarto dla zwiedzających, oraz bezkresnej, 22-kilometrowej plaży. Zajmuje on powierzchnię ok. 190 km2. Kiedy dotrzemy do La Restingi, po zapłaceniu za wejście na teren parku narodowego, czekają na nas małe łodzie  z przewodnikami (nazywane tutaj lanchas, botes, peñeros lub tapaítos). Popłyniemy nimi na wycieczkę po malowniczych kanałach, tunelach i placach, stworzonych przez wiecznie zielone namorzyny. Podczas niej możemy podziwiać egzotyczne gatunki ptaków – flamingi, głuptaki, fregaty czy wszechobecne na Margaricie pelikany. Nie powinniśmy mieć też kłopotów z wypatrzeniem w wodzie konika morskiego, rozgwiazd czy kolorowych ryb – pagrusa różowego (pargo), sardynek czy żarłacza szarego (cazón). Dzięki naszemu przewodnikowi, który zręcznie manewruje łodzią po tym prawdziwym labiryncie kanałów, możemy robić piękne zdjęcia przyrody. Wycieczka ze wschodniej części wyspy, z pełnych hoteli kurortów turystycznych do dziewiczej La Restingi to jak wyprawa do innego świata…  

Handlarze, którzy rozkładają się ze swoimi stoiskami przy wejściu do parku, oferują nam zakup korali z pereł. Oczywiście, warto się trochę potargować, a na pewno uzyskamy lepszą cenę. Nie zdziwmy się, kiedy sprzedawca zacznie podpalać swoje produkty zapalniczką. W ten sposób chce nam udowodnić, że mamy do czynienia z koralami z najprawdziwszych pereł z tutejszych łowisk, a nie z plastikowymi podróbkami. Jeśli wszystko jest w porządku, ogień powinien być bezsilny. Nie powinno być z tym problemu, gdyż pamiętajmy, że Margarita to „perła” po łacinie, a my znaleźliśmy się na wenezuelskim Costa de las Perlas…           

 

PORLAMAR – MIASTO ZAKUPÓW I DYSKOTEK  

Najbardziej zaludnioną częścią wyspy jest jej południowo-wschodnie wybrzeże. Tutaj właśnie znajduje się największe na Margaricie, 90-tysięczne miasto Porlamar z międzynarodowym portem lotniczym im. Santiaga Mariña – bohatera walk o niepodległość Wenezueli, urodzonego w niedalekiej miejscowości El Valle del Espíritu Santo. To raj dla miłośników zakupów, nowoczesnych centrów handlowych oraz bogatego życia nocnego, modnych klubów tanecznych i dyskotek. Mimo iż oficjalną stolicą stanu Nueva Esparta jest La Asunción, to śmiało można powiedzieć, że jego centrum handlowym i rozrywkowym jest Porlamar.

            Dla wielu osób, zwłaszcza dla Wenezuelczyków z kontynentu, Margarita oznacza nie tylko udane wakacje, piękne karaibskie plaże, ale i szaleństwo zakupów. Nic w tym dziwnego, bowiem stworzono tutaj strefę bezcłową. W związku z tym w Porlamar powstało wiele centrów handlowych i kolorowych targowisk (najsłynniejsze to Conejeros). Największym popytem wśród turystów cieszą się napoje alkoholowe, znacznie tańsze niż w pozostałej części Wenezueli. Najlepiej kupić je w miejscowych bodegones, gdzie oprócz whisky, wyśmienitego wenezuelskiego rumu (polecam szczególnie Santa Teresę, Cacique, Diplomático lub Pampero) czy win, dostaniemy również sery, słodycze i wiele innych produktów spożywczych z całego świata.      

 

CUDA W DOLINIE

W pobliżu tłocznego i gwarnego Porlamar leży El Valle del Espíritu Santo (Dolina Ducha Świętego), spokojna i cicha, malownicza miejscowość, w której znajduje się wielka atrakcja Margarity – Bazylika Mniejsza Matki Bożej z Doliny (Basílica Menor de Nuestra Señora del Valle) przyciągająca wzrok dwiema strzelistymi wieżami. Przechowuje się w niej cudowny posąg patronki wyspy, rybaków oraz Marynarki Wojennej Wenezueli. Ta nieduża, urocza świątynia przyciąga dzisiaj rzesze pielgrzymów i turystów. Chętnie słuchają oni niezliczonych historii o wielkiej mocy Matki Bożej z Doliny i o cudownych uzdrowieniach.  

            Naprzeciwko kościoła mieści się Muzeum Santiaga Mariña, najsłynniejszego syna El Valle del Espíritu Santo, bohatera walk wyzwoleńczych. Przyszedł on tutaj na świat w lipcu 1788 r. Placówka muzealna jest dosyć skromna, ale niezmiernie interesująca dla miłośników historii. Znajduje się ona w zabytkowym domu w stylu kolonialnym z wewnętrznym dziedzińcem (patio). W jej salach można podziwiać liczne pamiątki po generale Mariñu, stare obrazy i meble z epoki (z XVIII i XIX w.). Wizyta w tym niedużym muzeum to krótka lekcja dziejów Wenezueli.

 

EL YAQUE – RAJ DLA WIND- I KITESURFERÓW      

Jedną z najmodniejszych plaż Margarity jest El Yaque. Leży ona na południowym wybrzeżu wyspy, zaledwie 5 min. drogi od lotniska w Porlamar. To prawdziwa mekka dla miłośników wind- i kitesurfingu oraz dla rodzin z małymi dziećmi. Miejsce to charakteryzuje się silnym, stałym wiatrem oraz spokojnymi i płytkimi wodami. Wśród gości El Yaque dominują Europejczycy, a tutejsze szkoły windsurfingu prowadzą często instruktorzy z Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych czy Niemiec. To chyba najbardziej kosmopolityczne miejsce na całej Margaricie. Nie ma więc żadnego problemu z porozumieniem się po angielsku (nie musimy znać hiszpańskiego). Pełno tu hoteli, apartamentów, posadas, czyli rodzinnych pensjonatów, sklepików oraz klimatycznych knajpek na plaży. Stąd też odpływają łodzie na pobliską, rajską wyspę Coche. Na tej plaży zawsze spotkamy wielu turystów, ponieważ – zdaniem ekspertów – jest ona jednym z dziesięciu najlepszych miejsc na globie do uprawiania wind- i kitesurfingu. Amatorzy tych sportów przybywają tutaj przez okrągły rok z całego świata (w tym coraz częściej i z Polski), poszukując dobrego wiatru, płytkich i ciepłych wód, nieustającego słońca oraz doskonałej atmosfery do zabawy. Zdecydowanie najlepsze warunki dla siebie znajdą oni na El Yaque od października do kwietnia.      

 

URZEKAJĄCA COCHE

Na południe od Margarity leży niewielka wyspa Coche (55 km2 powierzchni), mająca zaledwie 11 km długości i 6 – szerokości. Żyje na niej jedynie ok. 10 tys. mieszkańców, którzy zajmują się na ogół połowem ryb lub pracują w turystyce. Słynie ona z wymarzonych warunków dla miłośników wind- i kitesurfingu oraz pięknych, bielutkich plaż (na czele z La Puntą). Występują tutaj silne wiatry, ale morze jest spokojne, bez fal. Coche popularna jest również wśród amatorów rowerowych wycieczek. Na wyspie istnieją komfortowe hotele, w których można zapomnieć o bożym świecie i oddać się pełnemu relaksowi (Coche Paradise i Punta Blanca).

            Wystarczą jedynie 2 godziny, żeby objechać Coche samochodem. Dzięki temu poznamy jej fascynujące krajobrazy, odwiedzimy tzw. Wielki Kanion w Miniaturze (Gran Cañón en Pequeño), zobaczymy tutejsze saliny czy też zajrzymy na romantyczną Playa El Amor (Plażę Miłości). Bez wątpienia ta malownicza wysepka oferuje doskonały wypoczynek, spokój i ciszę oraz ma wiele atrakcji dla każdego. Jeśli wolimy jednak bardziej tłoczne i gwarne miejsca, bogate życie nocne czy szaleństwo zakupów, to powinniśmy wybrać urlop na zdecydowanie większej Margaricie.

 

PIERWSZY PRZYSTANEK W WENEZUELI

„Perła Karaibów” jest wymarzonym punktem wypadowym do zwiedzania Wenezueli. Turyści z Europy bardzo często zaczynają od niej swoją przygodę z tym niesamowitym krajem. Po kilku dniach błogiego wypoczynku na plaży wyruszają stąd na krótkie wyprawy do delty rzeki Orinoko, na bajkowy archipelag koralowych wysp Los Roques, w majestatyczne Andy lub do Parku Narodowego Canaima z ukrytym w dżungli najwyższym wodospadem świata – Salto Ángel – oraz Gran Sabaną (Wielką Sawanną). Dla tych, którym to nie wystarczy, organizowane są dłuższe wycieczki objazdowe (od 7 dni do 2–3 tygodni). Osoby te zobaczą wówczas znacznie więcej zapierających dech w piersiach atrakcji Wenezueli, która słynie przede wszystkim z niezmiernego bogactwa dziewiczej natury. Margarita powinna być dla wszystkich prawdziwych podróżników jedynie pierwszym przystankiem, z którego rozpoczną później odkrywanie tego fascynującego, zaginionego świata… Nigdzie indziej nie zobaczą tak wspaniałych fenomenów przyrody, jak w Wenezueli, cudownej perle Ameryki Południowej.      

 


 

Artykuły wybrane losowo

Korsyka – szalony wybryk natury

20148949

Snorkeling przy plaży Acciaju w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

MICHAŁ MOC

www.composer.pl

 

Miejsca i rzeczy najprościej opisuje się poprzez podobieństwa do innych, powszechnie znanych. Fakt, że Korsykę tak scharakteryzować wyjątkowo trudno, jest bodaj największą zachętą, aby poznać ją bliżej. Najwyższa pora odkryć ten wciąż niezadeptany kawałek lądu piętrzący się między Europą a Afryką, tuż obok włoskiej Sardynii.

 

Wśród kuszących turystycznym rajem wysp Morza Śródziemnego ta francuska nadal pozostaje ewenementem. Korsyka nie jest typową krainą piaszczystych plaż ze zdjęć z katalogów biur podróży – tutaj krajobrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Zamiast setek obwarowujących wybrzeże komfortowych resortów wypoczynkowych znajdziemy na niej porozrzucane między morzem a górami niewielkie hotele, domy do wynajęcia i rodzinne pensjonaty oraz inne zdecydowanie bardziej kameralne obiekty noclegowe.

 

Warto przygotować się na tę odmienność, aby w pełni z niej skorzystać. Można tu leniwie wylegiwać się nad krystalicznie czystym morzem, spacerować po ocienionych wąwozach, wybrać się na górski trekking lub rejs po okolicy czy delektować się wykwintnym jedzeniem. Do wyboru jest mnóstwo rozmaitych tras, z których rozpościerają się urzekające widoki. Korsyką łatwo się zauroczyć właśnie ze względu na jej dziewicze oblicze, możliwość ucieczki od zgiełku codzienności i idealne warunki do aktywnego spędzania czasu. A wszystko to na wyciągniecie ręki, niecałe 2 godz. lotu z wybranych europejskich lotnisk (np. Frankfurtu nad Menem, Düsseldorfu, Paryża czy Wiednia-Schwechatu).


LENIUCHOWANIE NA PIASKU

 

Po wylądowaniu w Bastii (położonej na północno-wschodnim brzegu wyspy) niełatwo zdecydować, od której z plaż rozpocząć urlop. Wschodnie wybrzeże to niemalże nieprzerwany pas piasku, oblewany przejrzyście czystą, słoną wodą. Gdziekolwiek zboczy się z wygodnej, wyjątkowo prostej głównej drogi, oczom ukazuje się nadmorski raj, tu i ówdzie urozmaicony małymi hotelami stojącymi przy miniaturowej promenadzie (jak choćby nieopodal Moriani). Częściej jednak trafia się po prostu na pusty brzeg zapraszający do plażowania. W opinii większości osób stale odwiedzających Korsykę odcinek ten jest jedynie przedsmakiem pocztówkowych zatok południa. Jeśli ktoś przybył na wyspę własnym autem (z któregoś z portów w kontynentalnej części Włoch), to wybrzeże rozciągające się od Bastii stanowi dla niego również pierwszy przystanek po zjechaniu z promu.

 

Kiedy podąża się drogą RT10 na południe, plaże kuszą nieprzerwanie. Szczególnie trudno sobie odmówić postoju, gdy trasa za miejscowością Sari-Solenzara zaczyna się robić kręta i mija się kolejne najbardziej popularne i wysoko oceniane zatoki. Wśród nich znajdują się plaże Saint-Cyprien i Cala Rossa, a nieco dalej te najsłynniejsze: Palombaggia czy Rondinara. Woda jest tu zazwyczaj spokojna, do tego czysta i ciepła. W pasie płycizny, niemal wszędzie wydłużonym, mogą kąpać się nawet młodsze dzieci. Upstrzone wysepkami i zakolami półwyspów południowo-wschodnie wybrzeże to raj dla rodzin. Takie warunki, w połączeniu z gęstą siecią kempingów, sprawiają, że na leniwy wypoczynek najlepiej wybrać się właśnie tutaj. W zatokach porośniętych od strony lądu m.in. palmami da się czasem odnieść wrażenie, że uciekliśmy znacznie dalej od kontynentalnej Europy. Na niemal wszystkich plażach można także spędzić popołudnie przy drinku, a wieczorem spróbować potraw korsykańskiej kuchni w restauracjach położonych kilkanaście metrów od wody. Delektowanie się lokalnymi serami (na czele ze słynnym brocciu z owczego lub koziego mleka), winem, rybami, daniami z figami lub kasztanami nad brzegiem morza przy stoliku z bajecznym widokiem relaksuje w stopniu niemożliwym do oddania słowami. A jeśli obok przejedzie konna wycieczka lub przypomni nam się poranne nurkowanie z maską i rurką, to szybko uświadomimy sobie, że znaleźliśmy się na wyspie idealnej na udany urlop, który na długo pozostanie w pamięci.

 

Po paru dniach spędzonych na plażowaniu wokół Porto-Vecchio na pewno będziemy chcieli wrócić na Korsykę. Jest tu w końcu jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia. Wśród nich znajduje się perła południowego wybrzeża, usytuowane na wysokich klifach Bonifacio. Widoki z wycieczkowego rejsu, jak i ze ścieżek ciągnących się na południowy wschód od miasta zapierają dech w piersiach. Ale dużo przyjemności daje też samo przekraczanie miejskich bram, szwendanie się po uliczkach starej twierdzy, poznawanie miejscowej kulturalnej oferty, pokonywanie Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d’Aragon), wreszcie szukanie otwartej restauracji na obiad (po południu w większości z nich podaje się najwyżej drinki, bo pełne menu wraca na stoły dopiero wieczorem, ok. godz. 19.00). Można również próbować znaleźć tu ślady pobytu Napoleona Bonapartego. W Bonifacio, jak i w Ajaccio (gdzie urodził się cesarz), stoi dom, w którym mieszkał francuski wódz. Oczywiście, trudno nie dostrzec wokół nastawienia na turystę, ale ponieważ miasto jest niewielkie (wraz z urokliwym cmentarzem da się je zwiedzić w jedno popołudnie lub wieczór), przyjezdni wciąż jeszcze mogą poczuć się w nim choć trochę jak odkrywcy, a nie jedynie klienci. Atrakcje południa dopełniają rzecz jasna kolejne piaszczyste plaże, ciągnące się aż po słusznie wychwalaną Roccapinę i bliźniaczą piękną Erbaju. Co prawda do tych ostatnich prowadzi kilkukilometrowa gruntowa droga, jednak warto podjąć wysiłek dotarcia do nich (chyba że kierowca czuje się niepewnie na zadrzewionych, wąskich trasach lub prześwit auta jest wyjątkowo mały).

 

Tutaj także kończy się opisywana dotąd część wybrzeża – region głównie wypoczynkowy, łatwy w eksploracji i przygotowany na potrzeby turystów. Na ten jego turystyczny charakter składają się parkingi (położone również przy plażach), które bywają płatne, nieco łatwiejszy dostęp do nadmorskiej infrastruktury i toalet czy więcej miejsc zakwaterowania (w sezonie trzeba się liczyć z wyższymi cenami). Stosunkowo szybko można też przemieszczać się wzdłuż brzegu, gdyż trasę z Bastii do Bonifacio lub Roccapiny da się pokonać samochodem w 4 godz. Natomiast przejechanie niewiele dłuższego odcinka na północno-zachodnim wybrzeżu albo w górzystym wnętrzu wyspy zajmie nam zdecydowanie więcej czasu.

 

PLAŻUJĄCE KROWY

 

20159090

Klimatyczny historyczny plac w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

Na północ od stolicy Korsyki – Ajaccio – przeważają plaże bardziej kamieniste, po krótkim pasie gruboziarnistego piasku lub żwiru pojawiają się tu gwałtowne uskoki. Brzeg wypiętrza się w trudne do opisania kamienne nacieki, postrzępione hałdy i strzeliste wieże. Za uroczą miejscowością Piana jedna z najpiękniejszych widokowych dróg Europy wije się wąską nitką między takimi formacjami. Wzdłuż jej kilkukilometrowego odcinka rozpoczyna się wiele tras spacerowych. Kierowcy trudno skupić się w tym rejonie na prowadzeniu również z powodu aut stojących na krawędziach skalnych półek lub w pojedynczych wnękach wydrążonych w zboczach. Takie parkowanie nie jest przejawem braku umiejętności (wręcz przeciwnie!), po prostu ukształtowanie terenu wymusza wciskanie się w każdą szczelinę. W tej oszałamiającej kształtami krainie można zatrzymać się na odległym parkingu leżącym zaraz za wspomnianą Pianą, aby wyruszyć na długi trekking. Jeżeli po Calanques de Piana będzie komuś wciąż mało wrażeń, powinien zjechać górską, asfaltową dróżką do samego morza i wybrać się na krótki, kilkunastominutowy spacer do pięknej ukrytej zatoki z plażą Ficajola.

 

Gdy podążamy dalej na północ, siłą rzeczy budzi się w nas zmysł odkrywcy, a to ze względu na brak ludzi nie tylko na drogach, ale i na plażach. O piasek tu już trudno i aby swobodnie wejść do wody, a w szczególności później z niej wyjść, przydaje się obuwie do pływania. Nagrodą za trudy są urocze zakątki. Na północnym zachodzie Korsyki na początku lub pod koniec sezonu nadal można odnieść wrażenie, że ta zielona wyspa czeka właśnie na nas, a nie peleton wczasowiczów. To rzadkie uczucie w popularnych wśród turystów miejscach dzisiejszej Europy. Jeśli więc kogoś nie odstraszają niezliczone zakręty i konieczność poczekania z kąpielą na dzień z mniejszymi falami, powinien zdecydować się na odpoczynek w tym rejonie.

 

W tej części Korsyki mamy też szansę na poznanie jej najbardziej autentycznego oblicza, nieco rustykalnego, prostego, niekiedy odbiegającego od standardów, do jakich jest przyzwyczajony europejski turysta. Spotkanie z rodowitym Korsykaninem, nie podejmującym rozmowy w innym języku niż jedyny mu znany, a w dodatku jakby nieprzyjemnie zaskoczonym, że będzie nas gościć (choć dokonaliśmy internetowej rezerwacji), trzeba uznać za doświadczenie wpisujące się w odkrywanie lokalnej kultury. Jednak dzięki rosnącym przed tarasem kwiatom, odmianom cytrynowych drzew niemal wpychających gałęzie do kuchni, domowym konfiturom z fig i towarzyszącemu nam poczuciu, że oto oddychamy pełną piersią, a nie tylko odbywamy zasłużony urlop, odpoczniemy tu znacznie lepiej niż na oddzielonym serpentynami południu wyspy. Jeżeli komuś nie wystarczy siły lub przekonania, by samodzielnie poznawać ten region, powinien przynajmniej wybrać się na rejs do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola; z Ajaccio lub Porto) – oszałamiająco pięknej, dziewiczej okolicy wybrzeża z zachwycającymi formami skalnymi, grotami i zatokami z plażami.

 

Pętlę wokół Korsyki domyka nadmorska trasa z Calvi na Cap Corse – półwysep wyrastający za Bastią. Samo Calvi, północny odpowiednik Bonifacio, nie jest w stanie przyćmić swoim urokiem malowniczej miejscowości z południa, ale konkuruje z nią nie bez powodu, gdyż dużo łatwiej się do niego dostać i także okalają je plaże (m.in. z pięknym widokiem na miasto i odpowiednią infrastrukturą). W dodatku można tu też dotrzeć pociągiem, który jedzie trasą wiodącą zachwycającymi wąwozami i wijącą się wśród wzgórz opanowanych przez stada kóz i krów. Jeżeli ma się dość czasu i zapału oraz samochód terenowy, warto wyruszyć na północ na trudno dostępną, ale interesującą ze względu na swój pustynny charakter i odizolowanie, plażę Saleccia. To wspaniała wyprawa na cały dzień. Koniecznie należy zaopatrzyć się we własny prowiant, ponieważ po pokonaniu kilkunastu kilometrów pustkowia na końcu oprócz pola kempingowego na turystę czeka już tylko piasek. Inną ciekawą propozycję stanowi objechanie Cap Corse. W trakcie takiej wycieczki odwiedza się uroczą artystyczną Erbalungę i zabytkowe kościoły (np. Kościół św. Julii w miejscowości Nonza). Odważniejsi przy bezwietrznej pogodzie wjeżdżają pozbawioną barierek drogą na szczyt Serra di Pigno i podziwiają niezapomniane widoki podczas spaceru ścieżką rozpoczynającą się kilkaset metrów przed końcem asfaltowej nawierzchni. Jeśli wyprawa po górach nie zakręci komuś w głowie zbyt mocno, zrobią to z pewnością lokalne wina, bo winnic (które zresztą można odwiedzać także w celu degustacji) w okolicy nie brakuje. Również każdy sklep, czy to prywatny, czy sieciowy, oferuje imponujący wybór korsykańskich trunków. I choć nie wszystko na wyspie spełnia standardy kontynentalnej Francji, selekcja win, ich oznaczenie i dbałość o istotne informacje w opisach poświadczają, że przynależność regionu do kraju z bogatymi tradycjami winiarskimi nie stanowi przypadku.

 

Jednak postrzeganie Korsyki jedynie przez pryzmat samego tylko wybrzeża jest błędne. Na prawdziwie aktywny wypoczynek pośród cudownych pejzaży zaprasza górzysty środek lądu. Wybór szlaków pieszych mamy ogromny: od prostych i krótkich, jak popularny, a niewymagający szczególnej kondycji odcinek z malowniczej miejscowości Ota do równie urokliwej Évisy prowadzący przez spektakularny wąwóz (Gorges de Spelunca), po trudne trasy z panoramicznymi widokami, położone powyżej 1500 m n.p.m. Górskie jeziora, a zwłaszcza wpadające do nich rzeki w wielu miejscach zachęcają do orzeźwiającej kąpieli w krystalicznie czystej wodzie i to mimo licznych spadków, wyżłobień i rynien. Wyspecjalizowane firmy umożliwiają korzystanie z tych naturalnych basenów i zjeżdżalni z wynajętym przewodnikiem i w ochronnych kombinezonach.

 

Należy zdawać sobie sprawę, że jeśli Korsykanin, przywykły do panujących na wyspie warunków, nazywa ścieżkę łatwą, może nas czekać porządna wspinaczka, a szlaki według niego trudne to już zwykle wyzwania dla osób z doświadczeniem. Jednak nawet niespieszna przedpołudniowa wycieczka do polodowcowego jeziora Melo (1710 m n.p.m.) na końcu wąwozu Restonica albo wyprawa łagodnym podejściem na przełęcz Bavella (Col de Bavella – 1218 m n.p.m.) są zdecydowanie warte rozważenia i pozwalają poczuć dzikość korsykańskiego interioru. Z górskich dróg, takich jak choćby Scala di Santa Regina czy kilkunastokilometrowa trasa wąwozem Asco (zakończona węzłem pięknych pieszych szlaków), rozpościerają się wspaniałe widoki, ale trzeba przyznać, że wymagają one od kierowcy pewnego doświadczenia. Jeżeli już przetrwa on irytującą swawolę gnających na złamanie karku miejscowych, może zawahać się, gdy zobaczy stado krów czekających za zakrętem, kozy wskakujące przed samochód albo kilkanaście… świń. Szczególnie te ostatnie budzą wśród przyjezdnych tyle samo ciekawości, ile niechęci z powodu trudnego do opisania zapachu. Tutejsze krowy i świnie lubią przebywać na ciepłym asfalcie i na plażach, przy czym z turystami łączy je to, że preferują miejsca wolne od tłoku. W każdym razie na górskich drogach w środku wyspy czy też którejkolwiek z mniej uczęszczanych tras należy być przygotowanym na spotkanie ze zwierzętami hodowlanymi i nie wolno zakładać, że na widok auta rozpierzchną się w popłochu. To my będziemy musieli się do nich dostosować, wszak są u siebie i swoim zachowaniem zdają się ten fakt demonstrować.

 

20159096

Wyprawa rowerowa szlakiem wiodącym przez tereny rezerwatu Punta di Spanu

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

GOTOWI DO DROGI

 

Na takie okrążenie Korsyki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, urozmaicone wizytami we wnętrzu lądu albo pobytem w jednym z opisanych regionów, trzeba przeznaczyć tygodniowy (wówczas będzie to bardzo intensywny wyjazd) lub lepiej dwutygodniowy urlop. Przed podróżą należy uwzględnić jeszcze kilka istotnych faktów. Najlepszym czasem na wypoczynek na wyspie połączony z plażowaniem i kąpielami w krystalicznej wodzie jest zdecydowanie lato, ale ponieważ w tym okresie bywa nieznośnie gorąco (i tłoczno), warto zdecydować się na przyjazd w czerwcu bądź wrześniu. Temperatura powietrza za dnia nierzadko wynosi wtedy powyżej 25°C, koszty pobytu będą niższe i można cieszyć się większą prywatnością.

 

Ceny podstawowych artykułów są wyższe niż w Polsce, lecz nie osiągają poziomu tych ze Skandynawii czy najsłynniejszych europejskich kurortów. Osoby oszczędniejsze nie muszą zamartwiać się o stan budżetu wyjazdowego, jeśli postawią na zakupy w marketach. Wizyta dla dwojga w wysoko ocenianej restauracji to przy posiłku składającym się z dań głównych i miejscowego wina wydatek 40–50 euro. Za pełną wykwintną kolację zapłacimy już 100 euro, nawet jeżeli zamówimy specjały szefa kuchni i wyśmienite desery. Korsykanie są zazwyczaj gościnni, ale poza droższymi lokalami często można odnieść wrażenie, że jest się… intruzem, którego należy zlekceważyć lub zignorować. Błędem byłoby jednak dać się zirytować zbyt szybko! Pod maską surowości i nieprzystępności kryje się często prawdziwa serdeczność. Inna sprawa, że wyspiarze bywają rozdarci między uzależnieniem od dobrodziejstw turystyki a pragnieniem spokoju i wolności od trosk reszty świata. Nic więc dziwnego, że wspomniany brak sympatii w pierwszych kontaktach, o ile nie sfrustruje przybysza, zmienia się po pewnym czasie w życzliwość.

 

Po Korsyce najwygodniej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu auta są nieco wyższe niż na kontynencie, a niedoświadczeni kierowcy będą skupiać się na mozolnym pokonywaniu zakrętów, ale korzystanie z własnego środka transportu pozwala na pełną niezależność. Dzięki tego rodzaju wolności można naprawdę poznać wyspę. Zresztą zdecydowaniu się na takie rozwiązanie sprzyja fakt, że brak tu typowych hotelowych kurortów, w których wykupuje się pobyty w formie all inclusive. Czy chcemy, aby okolica była płaska czy górzysta, wolimy zatokę otoczoną skałami czy lasem palmowym, widok na otwarte morze i cumujące łódki czy sąsiedztwo portu i restauracji, towarzystwo zagranicznych turystów czy raczej miejscowych – wybór zakwaterowania na Korsyce przypomina bardziej szukanie wakacyjnego domu niż obiektu o odpowiedniej liczbie gwiazdek. Ta wyspa stawia na indywidualizm i aktywność.

 

To oczywiste, że dopiero na miejscu ma się szansę sprawdzić, które z rozmaitych wyspiarskich atrakcji będą idealne dla nas. Jednak choć nie sposób oddać w krótkim artykule całego uroku Korsyki – opisać przyjemności, jaką sprawia muśnięcie delikatnej morskiej bryzy, i pieszczot turkusowej wody, można być pewnym, że podczas pobytu tutaj przeżyje się wiele zaskakujących doświadczeń. Widok górskiej kozy stojącej w ekwilibrystycznej pozie na ledwo przylegającym do ściany urwiska kamieniu, smak dzikich jeżyn na kolejnym 180-stopniowym zakręcie, imponujący wodospad droczący się z podmuchami wiatru – wszystko to działa na wyobraźnię i zdaje się udowadniać, że wciąż istnieją nieznane doznania, na których poszukiwanie umysł wyrusza dopiero w takich miejscach. Słynny korsykański śpiew (w sezonie koncerty odbywają się w wielu miejscowościach) z podziałem na kilka głosów doskonale obrazuje charakter tego zjawiska. Jak twierdzą sami Korsykanie, dopiero gdy podstawowe głosy zespolą się, zabrzmią wspólnie, pojawia się nowy, dodatkowy głos. Umysł mamiony harmonią tego, co już go otacza, odkrywa jeszcze więcej. To dopiero sztuka! Dla takich cudownych przeżyć, kontemplowania niezwykłości i odkrywania świata warto wybrać się na fascynującą Korsykę.

 

20118221

Restauracja przed XVI-wiecznym zamkiem w Algajoli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Odkrywanie Kuby

MARTYNA GNIADKOWSKA

 

<< Piaszczyste plaże, kołyszące się nad turkusową wodą palmy, wszechobecna muzyka i taniec, świeżo skręcone aromatyczne cygara, orzeźwiające drinki na bazie rumu oraz brodate twarze Ernesta „Che” Guevary i Fidela Castro – taki obraz Republiki Kuby znajdziemy w większości przewodników. Jednak aby poznać ten kraj, nie wystarczy o nim przeczytać, trzeba go odwiedzić i samemu przekonać się, czy to, co o nim piszą, jest prawdą. >>

Niewątpliwie egzotycznego rysu dodaje Kubie także fakt, że Fidel Castro zamienił ją w enklawę socjalizmu i do dziś panuje w państwie ustrój socjalistyczny. Obywatele polscy przed przekroczeniem granicy kubańskiej muszą wyrobić sobie wizę. Powinni również posiadać paszport ważny jeszcze co najmniej 3 miesiące od planowanej daty opuszczenia kraju.

Więcej…

Pełna tajemnic Malta

DANUTA SZNAJDER
<< Malta, najdalej wysunięte na południe państwo europejskie, leży niespełna 300 km od wybrzeży Afryki. O ten tajemniczy skrawek lądu walczyło wiele narodów. Liczne ślady jego burzliwej historii zachowały się do naszych czasów. To właśnie w tym kraju odnaleziono jedne z najstarszych budowli na świecie – kamienne świątynie, które zachwycają rozmachem i intrygują zarówno turystów, jak i badaczy, wciąż nieznających ich przeznaczenia. >>

Więcej…