MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela powoli staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym w Ameryce Południowej. Szczególnie modna jest jej perełka – karaibska wyspa Margarita. To najdynamiczniej rozwijający się obszar w kraju rządzonym od 1999 r. przez kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza, do czego przyczyniło się z pewnością utworzenie tutaj w latach 60. minionego stulecia strefy bezcłowej. Margarita, której dzieje sięgają czasów hiszpańskich konkwistadorów, słynęła niegdyś z połowów pereł. Dzisiaj przyciąga coraz więcej turystów z całego świata, oferując im doskonały klimat, słoneczną pogodę, malownicze plaże otoczone tropikalną zielenią, wygodne hotele z bogatymi programami all inclusive, wyśmienite restauracje i gorące imprezy w rytmach latino.

 

Margarita łączy dzikość wenezuelskiej przyrody z sielankowym obrazem wybrzeża Karaibów. Razem z sąsiednimi rajskimi wysepkami – Coche i Cubaguą – tworzy stan Nueva Esparta, czyli Nowa Sparta. Nazwa ta, nawiązująca do bohaterskich Greków, została nadana w 1864 r. w hołdzie za wielką odwagę mieszkańców tych ziem, jaką wykazali się oni podczas wojny o niepodległość.

W 1499 r., zaledwie rok po dotarciu tutaj Krzysztofa Kolumba, znaleziono w wodach dookoła trzech wysp duże ławice perłopławów. Wiadomość ta bardzo szybko przyciągnęła na te tereny hiszpańskich kolonizatorów. Dwóch z nich – Pedro Alonso Niño i Cristóbal Guerra – nazwało największą z miejscowych wysp, mającą 1072 km2 powierzchni, Margaritą, co oznacza po łacinie „perłę”. Inna z hipotez mówi o tym, że uczynili to na cześć infantki hiszpańskiej Małgorzaty Habsburg (Margarity de Austria). Nie ulega jednak wątpliwości, że bogactwo pereł było tu ogromne – w 1529 r. wyławiano ich aż 370 kg miesięcznie. Dlatego też Hiszpanie nazwali miejscowe wybrzeże Costa de las Perlas, czyli „Wybrzeżem Pereł”. 

Dzisiaj miłośnicy pięknych, piaszczystych, karaibskich plaż przypływają na Margaritę czasami promami firm Conferry i Navibus z kontynentu – z Puerto La Cruz albo Cumany do Punta de Piedras. Podróż tego typu trwa ok. 4–5 godzin, a bilet w obie strony kosztuje jakieś 70 dolarów. Ten środek transportu wybierają przede wszystkim zwykli Wenezuelczycy. Turyści zagraniczni przylatują na ogół samolotem ze stolicy Wenezueli – Caracas – na międzynarodowe lotnisko w Porlamar. Taki lot zabiera im jedynie 35 minut i kosztuje tylko ok. 25 dolarów więcej od podróży promem. Można także – oczywiście – dotrzeć na Margaritę połączeniami czarterowymi. Turyści z Polski będą mieć taką opcję od 5 listopada br., kiedy to do Porlamar zaczyna latać Itaka (razem z Exim Tours). Goście z Europy najczęściej wybierają hotele all inclusive położone przy Playa El Agua (m.in. Hesperia Playa El Agua, Palm Beach) lub Puerto Cruz (np. Hesperia Isla Margarita, Dunes Hotel & Beach Resort), a amatorzy wind- i kitesurfingu – obiekty przy Playa El Yaque (Surf Paradise, Yaque Paradise). W sumie na wyspie znajduje się kilkadziesiąt wspaniałych plaż. Do najsłynniejszych z nich – oprócz wymienionych już powyżej – należą: Playa Guacuco koło Porlamar, Playa Caribe obok Juan Griego czy El Tirano i Parguito na północy Margarity. Przypada tu ponad 320 słonecznych dni w roku, a średnia temperatura powietrza wynosi 27–28 st. C. Nic więc dziwnego, że na tę wyspę, nazywaną często „Perłą Karaibów”, przylatują na weekendowy wypoczynek bogaci mieszkańcy Caracas.    

 

CUBAGUA I PIERWSZE MIASTO W WENEZUELI  

Najbogatsze w perłopławy były okolice wyspy Cubagua. Już w 1500 r. Hiszpanie założyli tutaj pierwszą osadę w Ameryce Południowej, która 28 lat później otrzymała rangę miasta i nazwę Nueva Cádiz, czyli Nowy Kadyks. Zaczęli oni także wykorzystywać miejscowych Indian Guaiquerí (Waikerí), doskonałych rybaków i zręcznych nurków, do połowu pereł, co wymagało od nich morderczo długiego przebywania pod wodą i schodzenia na duże głębokości. W latach 1531–1532 pojawiły się pierwsze oznaki wyczerpywania się ławic perłopławów. Dodatkowo wzrost liczby mieszkańców przyczynił się do problemów z zaopatrzeniem tej niedużej wyspy (24 km2 powierzchni) w żywność, wodę i drewno. Zniknięcie z map Nowego Kadyksu, znanego dzisiaj jako pierwsze miasto w Wenezueli, było długotrwałym procesem, a nie – jak podaje większość przewodników dostępnych w Polsce – wynikiem kataklizmu, tsunami. Przyczyniły się do tego przede wszystkim brak wody pitnej, opór ze strony Indian przed nieludzką pracą i podbój przez Hiszpanów coraz to nowych ziem na kontynencie. Poza tym pojawienie się na tutejszych wodach francuskich korsarzy oznaczało wielkie zagrożenie dla nieufortyfikowanego miasta i wyspy. Bez wątpienia jednak głównym powodem wymarcia życia w Nueva Cádiz było zniknięcie perłopławów. Do 1537 r. Cubagua powoli opustoszała, pozostali na niej jedynie pojedynczy mieszkańcy, którzy uciekli z niej na sąsiednią Margaritę w 1541 r. w wyniku strasznego huraganu. Tak w dużym skrócie zakończyła się historia pierwszej osady w Ameryce Południowej. W 1979 r. rząd Wenezueli ogłosił ruiny Nueva Cádiz Pomnikiem Narodowym (Monumento Nacional). Pamiątki z tego miasta oraz jego dzieje można podziwiać dzisiaj w Muzeum Nueva Cádiz w La Asunción na Margaricie – stolicy stanu Nueva Esparta.                   

 

WNIEBOWZIĘCIE NA MARGARICIE    

Najsłynniejszym zabytkiem stolicy Margarity – La Asunción (czyli Wniebowzięcie) – jest Castillo de Santa Rosa, czyli Zamek św. Róży z XVII w. Z murów tej dobrze zachowanej twierdzy roztacza się piękny widok na całe 25-tysięczne miasto i jego okolice. W 1815 r. Hiszpanie więzili tutaj w ciasnej i ciemnej celi Luisę Cáceres de Arismendi, znajdującą się wówczas w ciąży, 16-letnią żonę Juana Bautisty Arismendiego – jednego z bohaterów walk wyzwoleńczych. Dzięki temu wydarzeniu zamek w La Asunción zajmuje ważne miejsce w historii Wenezueli i jest odwiedzany tłumnie przez mieszkańców tego kraju.

            Z kolei wspominane już Museo de Nueva Cádiz mieści się w zabytkowym budynku dawnej administracji kolonialnej przy głównym placu miasta – Plaza Bolívar. Muzeum zostało niedawno odnowione i może się pochwalić ładnym ogrodem palmowym. Prezentuje dzieła sztuki sakralnej z XVI w. i pozostałości po mieście Nueva Cádiz z wyspy Cubagua. Przy Placu Bolívara znajduje się również Kościół Wniebowzięcia Matki Boskiej (Iglesia de Nuestra Señora de la Asunción). Jest to jedna z najstarszych świątyń w Wenezueli – jej budowa rozpoczęła się w 1570 r.

            W miejscowej kolorowej Galerii Rękodzieła Artystycznego (Galería Artesanal) na turystów czekają sklepy z oryginalnymi pamiątkami i doskonałe soki ze świeżych owoców (szczególnie polecam przepyszną parchitę, jak mówi się w Wenezueli na marakuję). Obok La Asunción znajduje się sympatyczny park ekologiczny – Tropikalny Labirynt (Laberinto Tropical). W tym pięknym ogrodzie z różnymi gatunkami roślin typowych dla Margarity mieszczą się dwa labirynty, w których można się świetnie bawić, szukając z nich wyjścia. Na koniec zwiedzania możemy podziwiać egzotyczne zwierzęta żyjące w Wenezueli – papugi, tukany, żółwie, tarantule czy węża boa.   

 

DWA PERŁOWE ŚWIATY

Można powiedzieć, że Margarita to dwie wyspy połączone przez Lagunę de La Restingę – uroczy park narodowy położony około pół godziny drogi od Porlamar. Jest to świat dziewiczej przyrody, rozległych lasów namorzynowych, setek naturalnych kanałów, z których dwadzieścia otwarto dla zwiedzających, oraz bezkresnej, 22-kilometrowej plaży. Zajmuje on powierzchnię ok. 190 km2. Kiedy dotrzemy do La Restingi, po zapłaceniu za wejście na teren parku narodowego, czekają na nas małe łodzie  z przewodnikami (nazywane tutaj lanchas, botes, peñeros lub tapaítos). Popłyniemy nimi na wycieczkę po malowniczych kanałach, tunelach i placach, stworzonych przez wiecznie zielone namorzyny. Podczas niej możemy podziwiać egzotyczne gatunki ptaków – flamingi, głuptaki, fregaty czy wszechobecne na Margaricie pelikany. Nie powinniśmy mieć też kłopotów z wypatrzeniem w wodzie konika morskiego, rozgwiazd czy kolorowych ryb – pagrusa różowego (pargo), sardynek czy żarłacza szarego (cazón). Dzięki naszemu przewodnikowi, który zręcznie manewruje łodzią po tym prawdziwym labiryncie kanałów, możemy robić piękne zdjęcia przyrody. Wycieczka ze wschodniej części wyspy, z pełnych hoteli kurortów turystycznych do dziewiczej La Restingi to jak wyprawa do innego świata…  

Handlarze, którzy rozkładają się ze swoimi stoiskami przy wejściu do parku, oferują nam zakup korali z pereł. Oczywiście, warto się trochę potargować, a na pewno uzyskamy lepszą cenę. Nie zdziwmy się, kiedy sprzedawca zacznie podpalać swoje produkty zapalniczką. W ten sposób chce nam udowodnić, że mamy do czynienia z koralami z najprawdziwszych pereł z tutejszych łowisk, a nie z plastikowymi podróbkami. Jeśli wszystko jest w porządku, ogień powinien być bezsilny. Nie powinno być z tym problemu, gdyż pamiętajmy, że Margarita to „perła” po łacinie, a my znaleźliśmy się na wenezuelskim Costa de las Perlas…           

 

PORLAMAR – MIASTO ZAKUPÓW I DYSKOTEK  

Najbardziej zaludnioną częścią wyspy jest jej południowo-wschodnie wybrzeże. Tutaj właśnie znajduje się największe na Margaricie, 90-tysięczne miasto Porlamar z międzynarodowym portem lotniczym im. Santiaga Mariña – bohatera walk o niepodległość Wenezueli, urodzonego w niedalekiej miejscowości El Valle del Espíritu Santo. To raj dla miłośników zakupów, nowoczesnych centrów handlowych oraz bogatego życia nocnego, modnych klubów tanecznych i dyskotek. Mimo iż oficjalną stolicą stanu Nueva Esparta jest La Asunción, to śmiało można powiedzieć, że jego centrum handlowym i rozrywkowym jest Porlamar.

            Dla wielu osób, zwłaszcza dla Wenezuelczyków z kontynentu, Margarita oznacza nie tylko udane wakacje, piękne karaibskie plaże, ale i szaleństwo zakupów. Nic w tym dziwnego, bowiem stworzono tutaj strefę bezcłową. W związku z tym w Porlamar powstało wiele centrów handlowych i kolorowych targowisk (najsłynniejsze to Conejeros). Największym popytem wśród turystów cieszą się napoje alkoholowe, znacznie tańsze niż w pozostałej części Wenezueli. Najlepiej kupić je w miejscowych bodegones, gdzie oprócz whisky, wyśmienitego wenezuelskiego rumu (polecam szczególnie Santa Teresę, Cacique, Diplomático lub Pampero) czy win, dostaniemy również sery, słodycze i wiele innych produktów spożywczych z całego świata.      

 

CUDA W DOLINIE

W pobliżu tłocznego i gwarnego Porlamar leży El Valle del Espíritu Santo (Dolina Ducha Świętego), spokojna i cicha, malownicza miejscowość, w której znajduje się wielka atrakcja Margarity – Bazylika Mniejsza Matki Bożej z Doliny (Basílica Menor de Nuestra Señora del Valle) przyciągająca wzrok dwiema strzelistymi wieżami. Przechowuje się w niej cudowny posąg patronki wyspy, rybaków oraz Marynarki Wojennej Wenezueli. Ta nieduża, urocza świątynia przyciąga dzisiaj rzesze pielgrzymów i turystów. Chętnie słuchają oni niezliczonych historii o wielkiej mocy Matki Bożej z Doliny i o cudownych uzdrowieniach.  

            Naprzeciwko kościoła mieści się Muzeum Santiaga Mariña, najsłynniejszego syna El Valle del Espíritu Santo, bohatera walk wyzwoleńczych. Przyszedł on tutaj na świat w lipcu 1788 r. Placówka muzealna jest dosyć skromna, ale niezmiernie interesująca dla miłośników historii. Znajduje się ona w zabytkowym domu w stylu kolonialnym z wewnętrznym dziedzińcem (patio). W jej salach można podziwiać liczne pamiątki po generale Mariñu, stare obrazy i meble z epoki (z XVIII i XIX w.). Wizyta w tym niedużym muzeum to krótka lekcja dziejów Wenezueli.

 

EL YAQUE – RAJ DLA WIND- I KITESURFERÓW      

Jedną z najmodniejszych plaż Margarity jest El Yaque. Leży ona na południowym wybrzeżu wyspy, zaledwie 5 min. drogi od lotniska w Porlamar. To prawdziwa mekka dla miłośników wind- i kitesurfingu oraz dla rodzin z małymi dziećmi. Miejsce to charakteryzuje się silnym, stałym wiatrem oraz spokojnymi i płytkimi wodami. Wśród gości El Yaque dominują Europejczycy, a tutejsze szkoły windsurfingu prowadzą często instruktorzy z Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych czy Niemiec. To chyba najbardziej kosmopolityczne miejsce na całej Margaricie. Nie ma więc żadnego problemu z porozumieniem się po angielsku (nie musimy znać hiszpańskiego). Pełno tu hoteli, apartamentów, posadas, czyli rodzinnych pensjonatów, sklepików oraz klimatycznych knajpek na plaży. Stąd też odpływają łodzie na pobliską, rajską wyspę Coche. Na tej plaży zawsze spotkamy wielu turystów, ponieważ – zdaniem ekspertów – jest ona jednym z dziesięciu najlepszych miejsc na globie do uprawiania wind- i kitesurfingu. Amatorzy tych sportów przybywają tutaj przez okrągły rok z całego świata (w tym coraz częściej i z Polski), poszukując dobrego wiatru, płytkich i ciepłych wód, nieustającego słońca oraz doskonałej atmosfery do zabawy. Zdecydowanie najlepsze warunki dla siebie znajdą oni na El Yaque od października do kwietnia.      

 

URZEKAJĄCA COCHE

Na południe od Margarity leży niewielka wyspa Coche (55 km2 powierzchni), mająca zaledwie 11 km długości i 6 – szerokości. Żyje na niej jedynie ok. 10 tys. mieszkańców, którzy zajmują się na ogół połowem ryb lub pracują w turystyce. Słynie ona z wymarzonych warunków dla miłośników wind- i kitesurfingu oraz pięknych, bielutkich plaż (na czele z La Puntą). Występują tutaj silne wiatry, ale morze jest spokojne, bez fal. Coche popularna jest również wśród amatorów rowerowych wycieczek. Na wyspie istnieją komfortowe hotele, w których można zapomnieć o bożym świecie i oddać się pełnemu relaksowi (Coche Paradise i Punta Blanca).

            Wystarczą jedynie 2 godziny, żeby objechać Coche samochodem. Dzięki temu poznamy jej fascynujące krajobrazy, odwiedzimy tzw. Wielki Kanion w Miniaturze (Gran Cañón en Pequeño), zobaczymy tutejsze saliny czy też zajrzymy na romantyczną Playa El Amor (Plażę Miłości). Bez wątpienia ta malownicza wysepka oferuje doskonały wypoczynek, spokój i ciszę oraz ma wiele atrakcji dla każdego. Jeśli wolimy jednak bardziej tłoczne i gwarne miejsca, bogate życie nocne czy szaleństwo zakupów, to powinniśmy wybrać urlop na zdecydowanie większej Margaricie.

 

PIERWSZY PRZYSTANEK W WENEZUELI

„Perła Karaibów” jest wymarzonym punktem wypadowym do zwiedzania Wenezueli. Turyści z Europy bardzo często zaczynają od niej swoją przygodę z tym niesamowitym krajem. Po kilku dniach błogiego wypoczynku na plaży wyruszają stąd na krótkie wyprawy do delty rzeki Orinoko, na bajkowy archipelag koralowych wysp Los Roques, w majestatyczne Andy lub do Parku Narodowego Canaima z ukrytym w dżungli najwyższym wodospadem świata – Salto Ángel – oraz Gran Sabaną (Wielką Sawanną). Dla tych, którym to nie wystarczy, organizowane są dłuższe wycieczki objazdowe (od 7 dni do 2–3 tygodni). Osoby te zobaczą wówczas znacznie więcej zapierających dech w piersiach atrakcji Wenezueli, która słynie przede wszystkim z niezmiernego bogactwa dziewiczej natury. Margarita powinna być dla wszystkich prawdziwych podróżników jedynie pierwszym przystankiem, z którego rozpoczną później odkrywanie tego fascynującego, zaginionego świata… Nigdzie indziej nie zobaczą tak wspaniałych fenomenów przyrody, jak w Wenezueli, cudownej perle Ameryki Południowej.      

 


 

Artykuły wybrane losowo

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.

 

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…

Estonia na lato

KAZIMIERZ POPŁAWSKI
www.eesti.pl

<< Chociaż małą Estonię można przemierzyć z zachodu na wschód i z północy na południe w ciągu kilku godzin, nie warto się spieszyć. Lato również długo zbiera się do wizyty w tym kraju. Kiedy już tutaj zajrzy, oferuje podróżnikom to, co najlepsze – słoneczną pogodę, ciepłe morze i białe noce. >>

Więcej…