opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

 

PIOTR FENGLER
WŁAŚCICIEL BALIWILLE.PL

Trudno wybrać tylko jedno magiczne miejsce w Indonezji – wszak kraj ten składa się z ponad 17 tys. wysp i rozciąga się wzdłuż równika na odcinku ok. 5 tys. km, a zamieszkuje go mniej więcej 300 grup etnicznych różniących się zdecydowanie kulturą i tradycjami. Terminem, który choć odrobinę oddaje więc charakter tego jakżeż niezwykłego państwa, jest „różnorodność”. Moim zdaniem, zwiedzanie Indonezji warto rozpocząć od fascynującej Bali. To prawdziwa „Azja w pigułce” – wyspa, która pozwala uchwycić znaczną część ze wspomnianej indonezyjskiej różnorodności. Podróżnicy znajdą tu zarówno dzikie, tropikalne lasy (np. w Parku Narodowym Bali Barat), malownicze pola ryżowe, majestatyczne wulkany, ciągnące się po horyzont piaszczyste plaże (białe na południu i czarne na północy), rwące górskie rzeki (Telaga Waja), wklejone w powulkaniczny krajobraz jeziora, czy też otaczające wyspę kolorowe rafy koralowe. To niewiarygodne, że aż tyle naturalnych atrakcji znajduje się na tak niewielkim obszarze – Bali ma zaledwie ok. 140 km długości i 80 szerokości! Fakt ten docenią zwłaszcza turyści nie lubiący zbyt często zmieniać miejsca zakwaterowania.

Mówiąc o tej wyspie, nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowo bogatej kulturze, która – co ważne – mimo rozwijającej się intensywnie turystyki, wciąż jest mocno widoczna w życiu codziennym mieszkańców. Polecam szczególnie wzięcie udziału w przejmującej ceremonii kremacji (ngaben), niezmiernie bogatej w symbolikę nawiązującą do konstrukcji wszechświata.

Bali słynie również ze wspaniałych luksusów: ekskluzywnych willi z osobistym kamerdynerem, licznych ośrodków SPA & Wellness, czy wreszcie doskonałych restauracji oferujących niezapomniane przygody kulinarne, jak choćby znana z ostryg w sosie cappuccino Kura Kura w hotelu The Oberoi w Denpasar. Wszystko to sprawia, że wakacje w tym miejscu będą chwilą błogiego relaksu.

Do zalet Bali dodałbym jeszcze bezpieczeństwo, przewidywalność pogody oraz dobre połączenia (wodne i lotnicze) z innymi atrakcyjnymi wyspami Indonezji, np. z Sulawesi (Celebes), Komodo czy Flores. Dzięki temu jest to wymarzony kierunek wyjazdu zarówno dla osób rozpoczynających swą przygodę z Azją, jak również dla bardziej doświadczonych obieżyświatów.

 

 

JOANNA GORCZYCA PASRIJA

WŁAŚCICIELKA ASIA DREAM TRIPS

Dla mnie najbardziej czarującym miejscem Indonezji jest Bali. Ta piękna i spokojna wyspa zauroczyła mnie nie tylko malowniczymi plażami, turkusowym kolorem wody, ale przede wszystkim wspaniałymi, zielonymi tarasami pól ryżowych. Otoczone są one wulkanicznym pasmem górskim z najwyższym szczytem Agung (3142 m n.p.m.). Stanowi to niezwykłą panoramę, gdzie soczysta zieleń przeplata się z czernią osmolonych kraterów. Na Bali znajdziemy wszystko, czego szukamy... Jeśli lubimy naturę, wyprawy w głąb wyspy porośniętej bujną tropikalną roślinnością oraz trekkingi na majestatyczne wulkany, będą dla nas wielką atrakcją. Jeżeli jesteśmy miłośnikami zwiedzania, natrafimy tu na urocze hinduistyczne świątynie czy na klimatyczne miasto artystów Ubud, w którym znajdziemy setki maleńkich butików, galerii, kafejek i restauracji. Odwiedzając ten popularny kurort turystyczny, warto kupić wspaniałe dzieła sztuki balijskiej. Jeśli cenimy sobie spokój, powinniśmy udać się koniecznie do jednego ze słynnych miejscowych ośrodków SPA, gdzie zregenerujemy nie tylko ciało, ale i duszę. Jeżeli lubimy dyskoteki i dobrą zabawę do białego rana, nie będziemy żałować wyprawy na imprezę do Kuty, położonej na południu Bali. Czeka tu na nas mnóstwo nocnych klubów, kafejek i restauracji, które zaspokoją nawet najbardziej wyszukane gusta. Kuta jest również doskonałym miejscem na zakupy. Właśnie ta wielka różnorodność atrakcji nadaje tej indonezyjskiej wyspie takiej niepowtarzalnej magii. Do tego wszystkiego dodać należy niezmiernie gościnnych mieszkańców, wspaniałą letnią atmosferę i przyjemny klimat przez cały rok. Tym, którzy marzą o pięknych i niezapomnianych wakacjach, polecam z ręką na sercu Bali.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Niemal każda z wysp Indonezji kusi nieco odmiennymi, niepowtarzalnymi atrakcjami – przyrodą, kulturą, architekturą i sztuką. Dlatego bardzo trudno zdecydować się na wybór tylko jednego magicznego miejsca w tym olbrzymim kraju. Będąc jednak do tego zmuszona, pójdę za hasłem, które przyświeca kierowanemu przeze mnie biuru – prawdziwe smakowanie świata, czyli poznawanie naszego globu poprzez głębokie i różnorodne doświadczenia. Jeśli więc – z jakiegoś powodu – ktoś miałby możliwość zwiedzenia tylko jednej indonezyjskiej wyspy, polecałabym wizytę na Bali. Nie bez przyczyny wybraliśmy właśnie tę „perłę Indonezji” do programu ekskluzywnej wycieczki Dla Koneserów. Nie będzie dużej przesady, kiedy powiem, że kilkudniowy pobyt na Bali pozwala poznać znaczenie sformułowania „raj na ziemi”. Już same hotele są tu wyjątkowe – luksusowe, znakomicie zaprojektowane, dyskretnie ukryte w tropikalnej zieleni. Oferują w ekskluzywnych centrach SPA niemal wszystkie znane rodzaje zabiegów relaksacyjnych i pielęgnacyjnych – niezliczone wersje masaży, kąpieli wodnych i parowych, ćwiczeń jogi czy medytacji. Także tutejsza kuchnia uważana jest za jedną z najwykwintniejszych w Azji Południowo-Wschodniej – w menu królują potrawy francuskie z domieszką azjatyckich smaków. Prawdziwy podróżnik wybierze się również do miejscowości Ubud, gdzie znajduje się pałac Puri Saren Agung – siedziba ostatniego księcia wyspy, rządzącego jeszcze w pierwszej połowie XX w. Nie można też przeoczyć zachwycającego Pałacu na Wodzie – Pura Saraswati. Mieszczący się w środku ukwieconego, wodnego ogrodu kompleks zdobią piękne płaskorzeźby. Dla miłośników przyrody i zapierających dech w piersiach pejzaży doskonałą propozycją jest rowerowa lub piesza wycieczka przez okoliczne pola ryżowe i gaje palm kokosowych – warto przy okazji odwiedzić jedną z wiosek i przyjrzeć się życiu codziennemu mieszkańców. Można też podziwiać piękno Bali z… helikoptera. Przelot nad skalistą linią brzegową, ponad świątyniami położonymi nad oceanem, tarasowymi polami ryżowymi, jeziorami i wulkanami będzie niezapomnianym przeżyciem. W pamięci pozostanie także z pewnością wizyta w Małpim Gaju w Ubud i widok figlujących makaków jawajskich czy wycieczka do iście bajkowego Parku Ptaków koło Gianyar. Mnogość świąt w kalendarzu balijskim sprawia, że turyści przyjeżdżający na wyspę nawet na krótkie wakacje mają dużą szansę trafić na przynajmniej jedno z nich i podziwiać towarzyszące im barwne widowiska pełne muzyki i tańca. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest też uczestnictwo w rytualnym hinduistycznym pogrzebie – kremacja zwłok na Bali to wydarzenie radosne, bo w myśl miejscowych wierzeń dusza zmarłego staje się w końcu wolna.

 

GRZEGORZ KRUK

PRZEWODNIK BIURA PODRÓŻY EX ORIENTE LUX

W bezpośrednim sąsiedztwie popularnej Bali leży podobnych rozmiarów wyspa Lombok, nadal nie odkryta przez światową turystykę. Przybywają na nią głównie surferzy, amatorzy górskich wędrówek i lokalnego, wiejskiego kolorytu. Nie znajdziemy tu głośnych, otwartych do późnych godzin nocnych dyskotek, nie zginiemy też w tłumie turystów. Na Lomboku spełni się za to sen o rajskich piaszczystych plażach, lazurowej wodzie i dziewiczej przyrodzie. Spokój na wybrzeżu wyspy zakłócać nam będzie jedynie śpiew ptaków i być może gromada miejscowych rybaków. Przejeżdżając przez małe wioski, żyjące swoim rytmem, możemy podpatrywać, jak lokalna ludność sadzi ryż, zbiera w przybrzeżnych wodach mięczaki czy suszy ziarna kukurydzy. Na tych, którzy lubią wysiłek fizyczny oraz zapierające dech w piersiach pejzaże, czeka wymagająca wyprawa na czynny wulkan Rinjani (3726 m n.p.m.). Widok na znajdujące się w jego kraterze jezioro Segara Anak jest po prostu magiczny i nie ma sobie równych na świecie! Trudy tego trekkingu wynagradzają dodatkowo niezmiernie bogate przyrodniczo tereny Parku Narodowego Rinjani oraz malownicze wodospady. Warto też zwrócić uwagę na fascynującą, egzotyczną dla nas kulturę Sasaków – rdzennej ludności Lomboku, która wyróżnia się swoimi oryginalnymi wierzeniami religijnymi. Wielu z jej członków wyznaje Wektu Telu. Jest to religia występująca jedynie na wyspie – unikalna mieszanka islamu i lokalnych wierzeń animistycznych, dodatkowo z pewnymi elementami hinduizmu i buddyzmu. W 2011 r. na Lomboku został otwarty nowy międzynarodowy port lotniczy, co z jednej strony ułatwi teraz dotarcie do tego czarującego zakątka Indonezji, a z drugiej spowoduje – niestety – masowy napływ turystów. Warto więc wybrać się szybko na tę magiczną indonezyjską wyspę, zanim straci swój niepowtarzalny urok i atmosferę dziewiczej krainy dostępnej dla nielicznych – prawdziwej oazy spokoju.

 

PIOTR NOWACZYK

WSPÓŁWŁAŚCICIEL BIURA PODRÓŻY ŁACHMAŃSKI TRAVEL

Nie mogę wypowiedzieć się o całej Indonezji, bo tak naprawdę jej nie znam… To olbrzymie państwo w Azji Południowo-Wschodniej składa się przecież z ponad 17 tys. wysp, a ja byłem zaledwie na kilku! Każda z nich czaruje czym innym, inaczej pachnie, inaczej budzi się o świcie… Jakżeż więc opisać krótko tak różnorodny kraj?

W mojej pamięci utkwiła jednak najmocniej Jawa, bo właśnie na niej skosztowałem najsmaczniejszych tradycyjnych indonezyjskich potraw. A jak wiadomo – przez żołądek do serca... Dlatego też wspominam tę uroczą wyspę tak czule. Dania z Jawy przesycone są bogatym aromatem wielu przypraw: nasion pieprzu, kolendry, świeżych liści laurowych i trawy cytrynowej, imbiru, cukru palmowego, kminku oraz mleczka kokosowego dodawanego tu chyba do każdej potrawy. Ta wspaniała mieszanka wzbogacona jest jeszcze przez mnóstwo rodzajów orzeszków. Nadaje to jawajskim daniom wyjątkowego charakteru. Oczywiście, nie można również zapomnieć o różnych gatunkach chili (ponad 200!). Niektóre potrafią być tak ostre i palące, że na samo ich wspomnienie język mi drętwieje. Wszechobecna jest także terasi – pasta krewetkowa. Do potraw dodaje się też kłącza galangalu o imbirowo-pieprzowym smaku. Szanujący się kucharz czy dobra gospodyni używają wyłącznie świeżych ziół i mieszanek przypraw, których proporcje stanowią najbardziej strzeżoną tajemnicę. Kuchnia Jawy zawdzięcza swoją różnorodność wpływom wielu tradycji i kultur. Istnieje jednak danie, które znajdziemy na wszystkich wyspach Indonezji – mowa tu o soto, sroto, tauto lub coto, czyli zupie gotowanej w jednym garnku. Można ją spotkać od Sumatry aż po Nową Gwineę. Jest to tradycyjna zupa składająca się z rosołu, warzyw i mięsa. Każdy region ma swoją własną odmianę soto. Do jednych z najbardziej popularnych wersji spotykanych w punktach gastronomicznych na ulicach Indonezji należy soto lamongan. Zupa ta stanowi odmianę soto madura, ugotowanego kurczaka lub wołowiny albo podrobów w klarownym żółtym rosole. Najlepiej smakowało mi soto lamongan w Magelang, w drodze do słynnej buddyjskiej świątyni Borobudur, w centralnej części Jawy. Być może to okoliczne żyzne ziemie równin, pomiędzy wulkanami Sumbing i Merbabu, powodują, że rosnące tutaj warzywa i przyprawy mają wyjątkowy aromat i smak, albo po prostu byłem wówczas wyjątkowo głodny… Niemniej jednak talerz soto w Magelang wprawił mnie na długo w błogi nastrój. Z kolei będąc w Dżakarcie, koniecznie trzeba spróbować soto kaki. To potrawa ludzi Betawi, czyli mieszkańców stolicy Indonezji i jej okolic (w czasach kolonialnych nazywano ją Batavią). Zupa ta gotowana jest na ścięgnach i chrząstkach z krowiej nogi w żółtym rosole z mleczka kokosowego z makaronem, ziemniakami i warzywami. Dodaje się także do niej skrobiowo-krewetkowe krakersy – krupuk. Po prostu palce lizać! Wszystkim osobom wybierającym się do Indonezji życzę smacznego. Oprócz wspaniałej przyrody, cennych zabytków, różnorodnej kultury, nie można zapomnieć o wyśmienitej kuchni Jawy i innych wysp Indonezji…

 

MONIKA ROGUSKA

WŁAŚCICIELKA OCTOPUS ADVENTURE – INCENTIVE & TRAVEL

Indonezja to kraj wielu kultur, tradycji, języków i religii. Niemal każda z tutejszych wysp stanowić może autonomiczny region, a nawet osobne państwo. Najbardziej znana Bali  oszałamia atmosferą hinduistycznych świątyń, wspaniałymi widokami pól ryżowych, wiecznie zieloną tropikalną roślinnością i serdecznymi uśmiechami jej mieszkańców. Nie da się nie lubić tego miejsca. Każdy, komu zada się pytanie o magiczny zakątek Indonezji, na pewno wymieni tę wyspę w pierwszej trójce. Jeśli miałabym wybrać moje ulubione, czarodziejskie miejsce na niej, byłaby to urocza miejscowość Ubud – kulturalna stolica Bali, z tętniącym życiem targiem, Pałacem na Wodzie, klimatycznymi knajpkami i galeriami sztuki. Ale mówimy przecież tylko o jednej z kilkunastu tysięcy wysp należących do tego kraju…

Każdy miłośnik podwodnych przygód zakocha się na pewno w Raja Ampat (leżącej w indonezyjskiej prowincji Papua Zachodnia) oraz Komodo, gdzie – poza fantastycznym nurkowaniem – można podziwiać słynny endemiczny gatunek waranów, nazywany „smokiem z Komodo”.

Najbardziej jednak lubię odwiedzać w Indonezji magiczny archipelag trzech wysepek: Gili Air, Gili Meno i Gili Trawangan. Znajduje się on pomiędzy Bali i Lombokiem. Na archipelagu Gili nie ma samochodów ani asfaltowych dróg, najpopularniejszym środkiem transportu są tutaj muły zaprzęgnięte do kolorowych wozów. Największą z wysepek – Gili Trawangan – da się objechać rowerem w kilka godzin, wliczając w to dłuższy postój na cudowny zachód słońca, które chowa się za balijskim wulkanem Agung. Na archipelagu panuje luźna atmosfera, nie ma dużych hoteli, a między drzewami rosnącymi tuż przy śnieżnobiałych plażach rozwieszono dziesiątki hamaków – trwa tu nieprzerwany chillout. Jest to doskonałe miejsce, żeby zapomnieć o bożym świecie i zakręconej codzienności. Jeśli komuś znudzi się już słodkie nicnierobienie, powinien zanurkować na rozciągających się dookoła rafach koralowych. Można też spędzić każdy dzień na innej wysepce, gdyż podróż z jednej na drugą trwa zaledwie kilka minut. Malutkie Gili Air i Gili Meno mają jeszcze mniejszy wybór zakwaterowania, ale dla wielu osób właśnie to stanowi o ich niezaprzeczalnym uroku. Na całym archipelagu znajdują się liczne knajpki z hamakami, w których wyśmienicie smakują świeżutkie ryby i owoce morza z grilla. Dla szukających mocniejszych wrażeń i kolorowej tęczy nocą nie lada gratka – wszechobecne, tajemnicze mushrooms… Czasem zdarza się w tej niebiańskiej sielance, że morze bywa wzburzone falami, dlatego powrót na lotnisko należy zaplanować tak, żeby mieć odpowiednią rezerwę czasu.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Finlandia w blasku zorzy polarnej

snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.

Więcej…

Odkryj Wenezuelę!

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym wśród Polaków. Szczególnie modna jest jej największa wyspa – Margarita, nazywana „Perłą Karaibów”. Łączy ona dzikość wenezuelskiej przyrody z rajskim krajobrazem tropikalnych plaż. To także doskonały punkt wypadowy do odkrywania wspaniałych atrakcji pięknego kraju Simóna Bolívara i kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza. Dla turystów z Europy przygoda z niepowtarzalną Wenezuelą bardzo często zaczyna się właśnie od Margarity.

Więcej…

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD