opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

 

PIOTR FENGLER
WŁAŚCICIEL BALIWILLE.PL

Trudno wybrać tylko jedno magiczne miejsce w Indonezji – wszak kraj ten składa się z ponad 17 tys. wysp i rozciąga się wzdłuż równika na odcinku ok. 5 tys. km, a zamieszkuje go mniej więcej 300 grup etnicznych różniących się zdecydowanie kulturą i tradycjami. Terminem, który choć odrobinę oddaje więc charakter tego jakżeż niezwykłego państwa, jest „różnorodność”. Moim zdaniem, zwiedzanie Indonezji warto rozpocząć od fascynującej Bali. To prawdziwa „Azja w pigułce” – wyspa, która pozwala uchwycić znaczną część ze wspomnianej indonezyjskiej różnorodności. Podróżnicy znajdą tu zarówno dzikie, tropikalne lasy (np. w Parku Narodowym Bali Barat), malownicze pola ryżowe, majestatyczne wulkany, ciągnące się po horyzont piaszczyste plaże (białe na południu i czarne na północy), rwące górskie rzeki (Telaga Waja), wklejone w powulkaniczny krajobraz jeziora, czy też otaczające wyspę kolorowe rafy koralowe. To niewiarygodne, że aż tyle naturalnych atrakcji znajduje się na tak niewielkim obszarze – Bali ma zaledwie ok. 140 km długości i 80 szerokości! Fakt ten docenią zwłaszcza turyści nie lubiący zbyt często zmieniać miejsca zakwaterowania.

Mówiąc o tej wyspie, nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowo bogatej kulturze, która – co ważne – mimo rozwijającej się intensywnie turystyki, wciąż jest mocno widoczna w życiu codziennym mieszkańców. Polecam szczególnie wzięcie udziału w przejmującej ceremonii kremacji (ngaben), niezmiernie bogatej w symbolikę nawiązującą do konstrukcji wszechświata.

Bali słynie również ze wspaniałych luksusów: ekskluzywnych willi z osobistym kamerdynerem, licznych ośrodków SPA & Wellness, czy wreszcie doskonałych restauracji oferujących niezapomniane przygody kulinarne, jak choćby znana z ostryg w sosie cappuccino Kura Kura w hotelu The Oberoi w Denpasar. Wszystko to sprawia, że wakacje w tym miejscu będą chwilą błogiego relaksu.

Do zalet Bali dodałbym jeszcze bezpieczeństwo, przewidywalność pogody oraz dobre połączenia (wodne i lotnicze) z innymi atrakcyjnymi wyspami Indonezji, np. z Sulawesi (Celebes), Komodo czy Flores. Dzięki temu jest to wymarzony kierunek wyjazdu zarówno dla osób rozpoczynających swą przygodę z Azją, jak również dla bardziej doświadczonych obieżyświatów.

 

 

JOANNA GORCZYCA PASRIJA

WŁAŚCICIELKA ASIA DREAM TRIPS

Dla mnie najbardziej czarującym miejscem Indonezji jest Bali. Ta piękna i spokojna wyspa zauroczyła mnie nie tylko malowniczymi plażami, turkusowym kolorem wody, ale przede wszystkim wspaniałymi, zielonymi tarasami pól ryżowych. Otoczone są one wulkanicznym pasmem górskim z najwyższym szczytem Agung (3142 m n.p.m.). Stanowi to niezwykłą panoramę, gdzie soczysta zieleń przeplata się z czernią osmolonych kraterów. Na Bali znajdziemy wszystko, czego szukamy... Jeśli lubimy naturę, wyprawy w głąb wyspy porośniętej bujną tropikalną roślinnością oraz trekkingi na majestatyczne wulkany, będą dla nas wielką atrakcją. Jeżeli jesteśmy miłośnikami zwiedzania, natrafimy tu na urocze hinduistyczne świątynie czy na klimatyczne miasto artystów Ubud, w którym znajdziemy setki maleńkich butików, galerii, kafejek i restauracji. Odwiedzając ten popularny kurort turystyczny, warto kupić wspaniałe dzieła sztuki balijskiej. Jeśli cenimy sobie spokój, powinniśmy udać się koniecznie do jednego ze słynnych miejscowych ośrodków SPA, gdzie zregenerujemy nie tylko ciało, ale i duszę. Jeżeli lubimy dyskoteki i dobrą zabawę do białego rana, nie będziemy żałować wyprawy na imprezę do Kuty, położonej na południu Bali. Czeka tu na nas mnóstwo nocnych klubów, kafejek i restauracji, które zaspokoją nawet najbardziej wyszukane gusta. Kuta jest również doskonałym miejscem na zakupy. Właśnie ta wielka różnorodność atrakcji nadaje tej indonezyjskiej wyspie takiej niepowtarzalnej magii. Do tego wszystkiego dodać należy niezmiernie gościnnych mieszkańców, wspaniałą letnią atmosferę i przyjemny klimat przez cały rok. Tym, którzy marzą o pięknych i niezapomnianych wakacjach, polecam z ręką na sercu Bali.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Niemal każda z wysp Indonezji kusi nieco odmiennymi, niepowtarzalnymi atrakcjami – przyrodą, kulturą, architekturą i sztuką. Dlatego bardzo trudno zdecydować się na wybór tylko jednego magicznego miejsca w tym olbrzymim kraju. Będąc jednak do tego zmuszona, pójdę za hasłem, które przyświeca kierowanemu przeze mnie biuru – prawdziwe smakowanie świata, czyli poznawanie naszego globu poprzez głębokie i różnorodne doświadczenia. Jeśli więc – z jakiegoś powodu – ktoś miałby możliwość zwiedzenia tylko jednej indonezyjskiej wyspy, polecałabym wizytę na Bali. Nie bez przyczyny wybraliśmy właśnie tę „perłę Indonezji” do programu ekskluzywnej wycieczki Dla Koneserów. Nie będzie dużej przesady, kiedy powiem, że kilkudniowy pobyt na Bali pozwala poznać znaczenie sformułowania „raj na ziemi”. Już same hotele są tu wyjątkowe – luksusowe, znakomicie zaprojektowane, dyskretnie ukryte w tropikalnej zieleni. Oferują w ekskluzywnych centrach SPA niemal wszystkie znane rodzaje zabiegów relaksacyjnych i pielęgnacyjnych – niezliczone wersje masaży, kąpieli wodnych i parowych, ćwiczeń jogi czy medytacji. Także tutejsza kuchnia uważana jest za jedną z najwykwintniejszych w Azji Południowo-Wschodniej – w menu królują potrawy francuskie z domieszką azjatyckich smaków. Prawdziwy podróżnik wybierze się również do miejscowości Ubud, gdzie znajduje się pałac Puri Saren Agung – siedziba ostatniego księcia wyspy, rządzącego jeszcze w pierwszej połowie XX w. Nie można też przeoczyć zachwycającego Pałacu na Wodzie – Pura Saraswati. Mieszczący się w środku ukwieconego, wodnego ogrodu kompleks zdobią piękne płaskorzeźby. Dla miłośników przyrody i zapierających dech w piersiach pejzaży doskonałą propozycją jest rowerowa lub piesza wycieczka przez okoliczne pola ryżowe i gaje palm kokosowych – warto przy okazji odwiedzić jedną z wiosek i przyjrzeć się życiu codziennemu mieszkańców. Można też podziwiać piękno Bali z… helikoptera. Przelot nad skalistą linią brzegową, ponad świątyniami położonymi nad oceanem, tarasowymi polami ryżowymi, jeziorami i wulkanami będzie niezapomnianym przeżyciem. W pamięci pozostanie także z pewnością wizyta w Małpim Gaju w Ubud i widok figlujących makaków jawajskich czy wycieczka do iście bajkowego Parku Ptaków koło Gianyar. Mnogość świąt w kalendarzu balijskim sprawia, że turyści przyjeżdżający na wyspę nawet na krótkie wakacje mają dużą szansę trafić na przynajmniej jedno z nich i podziwiać towarzyszące im barwne widowiska pełne muzyki i tańca. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest też uczestnictwo w rytualnym hinduistycznym pogrzebie – kremacja zwłok na Bali to wydarzenie radosne, bo w myśl miejscowych wierzeń dusza zmarłego staje się w końcu wolna.

 

GRZEGORZ KRUK

PRZEWODNIK BIURA PODRÓŻY EX ORIENTE LUX

W bezpośrednim sąsiedztwie popularnej Bali leży podobnych rozmiarów wyspa Lombok, nadal nie odkryta przez światową turystykę. Przybywają na nią głównie surferzy, amatorzy górskich wędrówek i lokalnego, wiejskiego kolorytu. Nie znajdziemy tu głośnych, otwartych do późnych godzin nocnych dyskotek, nie zginiemy też w tłumie turystów. Na Lomboku spełni się za to sen o rajskich piaszczystych plażach, lazurowej wodzie i dziewiczej przyrodzie. Spokój na wybrzeżu wyspy zakłócać nam będzie jedynie śpiew ptaków i być może gromada miejscowych rybaków. Przejeżdżając przez małe wioski, żyjące swoim rytmem, możemy podpatrywać, jak lokalna ludność sadzi ryż, zbiera w przybrzeżnych wodach mięczaki czy suszy ziarna kukurydzy. Na tych, którzy lubią wysiłek fizyczny oraz zapierające dech w piersiach pejzaże, czeka wymagająca wyprawa na czynny wulkan Rinjani (3726 m n.p.m.). Widok na znajdujące się w jego kraterze jezioro Segara Anak jest po prostu magiczny i nie ma sobie równych na świecie! Trudy tego trekkingu wynagradzają dodatkowo niezmiernie bogate przyrodniczo tereny Parku Narodowego Rinjani oraz malownicze wodospady. Warto też zwrócić uwagę na fascynującą, egzotyczną dla nas kulturę Sasaków – rdzennej ludności Lomboku, która wyróżnia się swoimi oryginalnymi wierzeniami religijnymi. Wielu z jej członków wyznaje Wektu Telu. Jest to religia występująca jedynie na wyspie – unikalna mieszanka islamu i lokalnych wierzeń animistycznych, dodatkowo z pewnymi elementami hinduizmu i buddyzmu. W 2011 r. na Lomboku został otwarty nowy międzynarodowy port lotniczy, co z jednej strony ułatwi teraz dotarcie do tego czarującego zakątka Indonezji, a z drugiej spowoduje – niestety – masowy napływ turystów. Warto więc wybrać się szybko na tę magiczną indonezyjską wyspę, zanim straci swój niepowtarzalny urok i atmosferę dziewiczej krainy dostępnej dla nielicznych – prawdziwej oazy spokoju.

 

PIOTR NOWACZYK

WSPÓŁWŁAŚCICIEL BIURA PODRÓŻY ŁACHMAŃSKI TRAVEL

Nie mogę wypowiedzieć się o całej Indonezji, bo tak naprawdę jej nie znam… To olbrzymie państwo w Azji Południowo-Wschodniej składa się przecież z ponad 17 tys. wysp, a ja byłem zaledwie na kilku! Każda z nich czaruje czym innym, inaczej pachnie, inaczej budzi się o świcie… Jakżeż więc opisać krótko tak różnorodny kraj?

W mojej pamięci utkwiła jednak najmocniej Jawa, bo właśnie na niej skosztowałem najsmaczniejszych tradycyjnych indonezyjskich potraw. A jak wiadomo – przez żołądek do serca... Dlatego też wspominam tę uroczą wyspę tak czule. Dania z Jawy przesycone są bogatym aromatem wielu przypraw: nasion pieprzu, kolendry, świeżych liści laurowych i trawy cytrynowej, imbiru, cukru palmowego, kminku oraz mleczka kokosowego dodawanego tu chyba do każdej potrawy. Ta wspaniała mieszanka wzbogacona jest jeszcze przez mnóstwo rodzajów orzeszków. Nadaje to jawajskim daniom wyjątkowego charakteru. Oczywiście, nie można również zapomnieć o różnych gatunkach chili (ponad 200!). Niektóre potrafią być tak ostre i palące, że na samo ich wspomnienie język mi drętwieje. Wszechobecna jest także terasi – pasta krewetkowa. Do potraw dodaje się też kłącza galangalu o imbirowo-pieprzowym smaku. Szanujący się kucharz czy dobra gospodyni używają wyłącznie świeżych ziół i mieszanek przypraw, których proporcje stanowią najbardziej strzeżoną tajemnicę. Kuchnia Jawy zawdzięcza swoją różnorodność wpływom wielu tradycji i kultur. Istnieje jednak danie, które znajdziemy na wszystkich wyspach Indonezji – mowa tu o soto, sroto, tauto lub coto, czyli zupie gotowanej w jednym garnku. Można ją spotkać od Sumatry aż po Nową Gwineę. Jest to tradycyjna zupa składająca się z rosołu, warzyw i mięsa. Każdy region ma swoją własną odmianę soto. Do jednych z najbardziej popularnych wersji spotykanych w punktach gastronomicznych na ulicach Indonezji należy soto lamongan. Zupa ta stanowi odmianę soto madura, ugotowanego kurczaka lub wołowiny albo podrobów w klarownym żółtym rosole. Najlepiej smakowało mi soto lamongan w Magelang, w drodze do słynnej buddyjskiej świątyni Borobudur, w centralnej części Jawy. Być może to okoliczne żyzne ziemie równin, pomiędzy wulkanami Sumbing i Merbabu, powodują, że rosnące tutaj warzywa i przyprawy mają wyjątkowy aromat i smak, albo po prostu byłem wówczas wyjątkowo głodny… Niemniej jednak talerz soto w Magelang wprawił mnie na długo w błogi nastrój. Z kolei będąc w Dżakarcie, koniecznie trzeba spróbować soto kaki. To potrawa ludzi Betawi, czyli mieszkańców stolicy Indonezji i jej okolic (w czasach kolonialnych nazywano ją Batavią). Zupa ta gotowana jest na ścięgnach i chrząstkach z krowiej nogi w żółtym rosole z mleczka kokosowego z makaronem, ziemniakami i warzywami. Dodaje się także do niej skrobiowo-krewetkowe krakersy – krupuk. Po prostu palce lizać! Wszystkim osobom wybierającym się do Indonezji życzę smacznego. Oprócz wspaniałej przyrody, cennych zabytków, różnorodnej kultury, nie można zapomnieć o wyśmienitej kuchni Jawy i innych wysp Indonezji…

 

MONIKA ROGUSKA

WŁAŚCICIELKA OCTOPUS ADVENTURE – INCENTIVE & TRAVEL

Indonezja to kraj wielu kultur, tradycji, języków i religii. Niemal każda z tutejszych wysp stanowić może autonomiczny region, a nawet osobne państwo. Najbardziej znana Bali  oszałamia atmosferą hinduistycznych świątyń, wspaniałymi widokami pól ryżowych, wiecznie zieloną tropikalną roślinnością i serdecznymi uśmiechami jej mieszkańców. Nie da się nie lubić tego miejsca. Każdy, komu zada się pytanie o magiczny zakątek Indonezji, na pewno wymieni tę wyspę w pierwszej trójce. Jeśli miałabym wybrać moje ulubione, czarodziejskie miejsce na niej, byłaby to urocza miejscowość Ubud – kulturalna stolica Bali, z tętniącym życiem targiem, Pałacem na Wodzie, klimatycznymi knajpkami i galeriami sztuki. Ale mówimy przecież tylko o jednej z kilkunastu tysięcy wysp należących do tego kraju…

Każdy miłośnik podwodnych przygód zakocha się na pewno w Raja Ampat (leżącej w indonezyjskiej prowincji Papua Zachodnia) oraz Komodo, gdzie – poza fantastycznym nurkowaniem – można podziwiać słynny endemiczny gatunek waranów, nazywany „smokiem z Komodo”.

Najbardziej jednak lubię odwiedzać w Indonezji magiczny archipelag trzech wysepek: Gili Air, Gili Meno i Gili Trawangan. Znajduje się on pomiędzy Bali i Lombokiem. Na archipelagu Gili nie ma samochodów ani asfaltowych dróg, najpopularniejszym środkiem transportu są tutaj muły zaprzęgnięte do kolorowych wozów. Największą z wysepek – Gili Trawangan – da się objechać rowerem w kilka godzin, wliczając w to dłuższy postój na cudowny zachód słońca, które chowa się za balijskim wulkanem Agung. Na archipelagu panuje luźna atmosfera, nie ma dużych hoteli, a między drzewami rosnącymi tuż przy śnieżnobiałych plażach rozwieszono dziesiątki hamaków – trwa tu nieprzerwany chillout. Jest to doskonałe miejsce, żeby zapomnieć o bożym świecie i zakręconej codzienności. Jeśli komuś znudzi się już słodkie nicnierobienie, powinien zanurkować na rozciągających się dookoła rafach koralowych. Można też spędzić każdy dzień na innej wysepce, gdyż podróż z jednej na drugą trwa zaledwie kilka minut. Malutkie Gili Air i Gili Meno mają jeszcze mniejszy wybór zakwaterowania, ale dla wielu osób właśnie to stanowi o ich niezaprzeczalnym uroku. Na całym archipelagu znajdują się liczne knajpki z hamakami, w których wyśmienicie smakują świeżutkie ryby i owoce morza z grilla. Dla szukających mocniejszych wrażeń i kolorowej tęczy nocą nie lada gratka – wszechobecne, tajemnicze mushrooms… Czasem zdarza się w tej niebiańskiej sielance, że morze bywa wzburzone falami, dlatego powrót na lotnisko należy zaplanować tak, żeby mieć odpowiednią rezerwę czasu.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Turystyka rowerowa wkręca Polaków

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

<< Dziś coraz więcej czasu spędzamy bez ruchu: przed ekranem komputera, telewizora, w samochodzie, pociągu, samolocie. Nowinki technologiczne sprawiają, że cały świat jest dla nas niemal na wyciągnięcie ręki, ale nasze ciało wciąż domaga się tej samej troski, co zawsze. Chyba dlatego chętniej niż kiedyś interesujemy się różnymi rodzajami turystyki aktywnej, w tym jednym z jej najprostszych i najprzyjemniejszych typów, czyli wycieczkami rowerowymi, na które może wybrać się każdy, czy to stary, czy to młody, i nie potrzebuje do tego żadnych uprawnień ani specjalnych umiejętności. Jazda na rowerze nie tylko poprawia ogólną kondycję fizyczną i wydolność organizmu, lecz także pomaga zrzucić zbędne kilogramy oraz podnosi poziom endorfin, zwanych hormonami szczęścia. Jeśli zwykłą przejażdżkę urozmaicimy oglądaniem pięknych krajobrazów, zwiedzaniem zabytków i poznawaniem nowych miejsc, to mamy już przepis na wyjątkowo zdrowy wypoczynek. >>

Więcej…

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.

 

DOMINIKANA TO STAN UMYSŁU

MARCIN WESOŁY

 

 FOT. DOMINICAN REPUBLIC MINISTRY OF TOURISM

<< Raj to poniekąd rzecz względna – również w Republice Dominikańskiej. W tym malowniczym zakątku świata może być bajkowo tylko gdzieniegdzie – ale za to jak bardzo! Niebiańskie Karaiby to bardziej stan umysłu. Gdy człowiek napatrzy się na zjawiskowe pejzaże, posiedzi w cieniu palmy nad brzegiem lazurowej wody, zakosztuje tropikalnych specjałów, popije koktajli na bazie rumu, odwzajemni serdeczne uśmiechy Dominikańczyków, to zechce tutaj wracać jak najczęściej… Wizyta w tym karaibskim kraju pozostawia w duszy ślad na całe życie! >>

 

Republika Dominikańska, położona na wyspie La Española (znanej w Polsce jako Haiti) na Morzu Karaibskim, to popularny kierunek podróży szczególnie wśród tych turystów, którzy raz w roku (zimą) uciekają przed niesprzyjającą pogodą we własnym kraju. Językiem urzędowym jest hiszpański i mimo iż jego tutejsza odmiana nieco różni się od wersji z Półwyspu Iberyjskiego, nie stanowi to przeszkody w komunikacji (oczywiście, dla znających go osób). Poza tym sami Dominikańczycy są niezmiernie otwarci i towarzyscy, więc naprawdę trudno się z nimi nie dogadać.

Więcej…