ANNA MARIA KRAJEWSKA

DAWID ZASTROŻNY

 

W różnorodności siła – to narodowe motto Indonezji wyjątkowo trafnie opisuje ten piękny kraj. Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, z czego „jedynie” ok. 6 tys. jest zamieszkałych, 300 grup etnicznych, więcej niż pół tysiąca języków. To największe wyspiarskie państwo świata (mające powierzchnię ponad 1,9 mln km2) przyciąga turystów błękitem swoich wybrzeży, zielenią tropikalnych lasów, doskonałymi miejscami do nurkowania i tajemnicą groźnych wulkanów. Aż trudno w to uwierzyć, że te tysiące wysp u południowo-wschodnich krańców Azji, o zróżnicowanej geografii, historii, przyrodzie i tradycjach, należą do jednego kraju – Republiki Indonezji… Indonezyjczycy są niezwykle otwarci i tolerancyjni, bliska jest im postawa szacunku dla innych, dla różnorodności kulturowej. Nic więc dziwnego, że odwiedzający ich goście z całego świata czują się tutaj naprawdę dobrze i bezpiecznie.

 

Indonezję tworzą wyspy Archipelagu Malajskiego, oblewanego przez wody dwóch oceanów: Spokojnego i Indyjskiego. To tu azjatycka przyroda spotyka się z fauną i florą innego kontynentu – Australii. Tutaj również współistnieją ze sobą różne ludy, kultury i tradycje, które – mimo swej odrębności – potrafiły zjednoczyć się w jeden niezwykle barwny kraj. W Indonezji żyje ok. 250 mln mieszkańców, co daje jej czwartą pozycję na świecie pod względem liczby ludności. Panuje tu klimat tropikalny i równikowy ze średnią roczną temperaturą powietrza od 28 do 35 st. C. Na terytorium tego kraju wyróżnia się dwie pory roku: deszczową (od października do kwietnia) i suchą (od maja do końca września). Dominującą pozycję w Indonezji ma islam, który wyznaje ok. 86 proc. ludności tego kraju. Spotkać tutaj można również protestantów, katolików, hinduistów czy buddystów. Różnorodność, jak przystało na to państwo, jest więc ogromna…

Podróżując po tym wyspiarskim państwie, można skupić się na podziwianiu ogromnie zróżnicowanej przyrody lub wybrać zwiedzanie miejscowych zabytków. Na cokolwiek jednak się zdecydujemy, czeka nas cudowny wypoczynek wśród złocistych plaż i uspokajającego szumu oceanu… Indonezja oferuje dla każdego coś dobrego. Można tu nurkować w przepięknych i czystych wodach w okolicach Komodo, Sulawesi czy Papui, surfować przy brzegach wysp Bali, Lombok, Jawa, Sumbawa czy Sumba, udać się na wyprawę w głąb tropikalnych lasów deszczowych albo na safari na słoniach, wziąć udział w raftingu rwącymi rzekami czy wreszcie w canyoningu, podczas którego pokonamy wartkie górskie potoki. Indonezja to jednak nie tylko turystyka aktywna i ekstremalne przygody, ale także doskonałe miejsce na rodzinne wakacje w licznych komfortowych hotelach na Bali czy na wypoczynek na rajskich plażach z białym piaskiem. Kraj ten przyciąga również zakochanych, którzy decydują się tutaj często na ślub w wymarzonej, wręcz bajkowej scenerii, tudzież nowożeńców poszukujących spokoju oraz romantycznych klimatów idealnych do spędzenia miesiąca miodowego. Jedno jest pewne – wakacje w Indonezji będą egzotyczną i niezapomnianą przygodą dla wszystkich.

 

POD CZUJNYM OKIEM BOGÓW NA BALI

Jedną z największych atrakcji stanowi przepiękna, bajeczna Bali, perła archipelagu Małych Wysp Sundajskich – chętnie wybierana jako miejsce błogiego wypoczynku, m.in. przez gwiazdy światowego formatu. Co ciekawe, jest ona prawdziwą oazą hinduizmu, który wyznaje jedynie ok. 2 proc. mieszkańców kraju. Rozsiane po wyspie starożytne świątynie, często obchodzone święta i gromadzące mieszkańców uroczyste procesje z bogato rzeźbionymi posągami składają się na jej niezwykle mistyczny klimat. Balijczycy wierzą, że góry – jako źródło oczyszczającej wody – są święte, dlatego uważają je za najważniejszy punkt odniesienia przy wznoszeniu budynków. Bali słynie poza tym z dynamicznej muzyki gamelanowej oraz fascynujących spektakli w oszałamiającej oprawie, łączących teatr i ekspresyjny taniec. Ten ostatni zawsze stanowił tutaj dworską rozrywkę. Niekiedy ma też za zadanie wprowadzić tancerzy w swoisty trans, podczas którego ich ciała są nawiedzane przez bogów i duchy zwierząt. W przedstawieniach natomiast każdy wykonany gest może mieć określone znaczenie, często opowiadają one klasyczne historie o miłości, wojnie oraz dobru i złu, zaczerpnięte z hinduskich eposów.

Po zaspokojeniu potrzeb ducha przychodzi czas na przyjemności ciała. Tradycyjna balijska kuchnia pełna jest urzekających smaków, wzbogaconych przyprawami i ziołami. Najpopularniejsze potrawy przyrządza się tu z mięsa kaczki oraz wieprzowiny, które przyprawia się lekko pikantnie i podaje z ryżem – podstawą miejscowych dań. Główny posiłek kończą rozmaite słodkości (na ogół na bazie bananów), a także orzeźwiające napoje z owoców. Błogi relaks gwarantuje nam wypoczynek na jednej z rajskich, tropikalnych plaż (najlepsze z nich znajdują się na południu wyspy), delikatnie obmywanych przez krystalicznie czystą błękitną wodę. Strudzone ciało z ulgą podda się także słynnym balijskim masażom oraz tradycyjnym zabiegom pielęgnacyjnym, przeprowadzanym przy użyciu naturalnych składników i akompaniamencie kojących dźwięków. Do poprawy samopoczucia wykorzystuje się tutaj również dobroczynne działania aromaterapii.

Na całej wyspie na każdym kroku spotykamy wciąż żywą tradycyjną religijność. Bali strzeżona jest przed złymi mocami przez 20 tys. świątyń. Dziewięć z nich ulokowano w strategicznych punktach, co ma zapewnić ochronę z każdej strony świata. Centrum tego osobliwego „duchowego systemu obrony” stanowi majestatyczna Pura Besakih, wzniesiona na zboczu aktywnego wulkanu Agung, zwana „Matką Wszystkich Świątyń”. Balijczycy mają też inne sposoby, żeby ustrzec się przed złymi duchami. Jednym z nich jest Dzień Absolutnej Ciszy. To doskonały przykład na to, jak nieodłączną część życia codziennego stanowią tu dawne zwyczaje. Podczas tego święta każdy (nawet turyści!) zobowiązany jest do pozostania w domu i zachowania milczenia. W tym szczególnym dniu ulice, place czy plaże są opustoszałe, dzięki czemu – jak przekonani są Balijczycy – demony opuszczą wyspę, sądząc, że nikogo na niej nie ma.

 

W HARMONII Z TRADYCJĄ

Stolicą Bali i jednocześnie głównym ośrodkiem miejskim jest położony na południu 800-tysięczny Denpasar. Tuż obok znajduje się międzynarodowy port lotniczy. To właśnie w tym rejonie rozwija się przemysł turystyczny i mieści się największa liczba hoteli. Tętniący życiem Denpasar oferuje turystom liczne atrakcje, a wśród nich przede wszystkim – interesujące Muzeum Bali, prezentujące kulturę i historię wyspy, sąsiadującą z nim świątynię Najwyższego Bóstwa czy Pasar Badung – największy miejscowy targ. Miłośników sztuk pięknych zainteresuje z pewnością Centrum Sztuki Werdhi Budaya, które organizuje również Festiwal Sztuki Balijskiej oraz tradycyjne pokazy tańca. Kawałek dalej na południe, ok. 11 km, mieści się Kuta, dawna kolonia trędowatych z targiem niewolników. Dziś jest to jedno z najmodniejszych miejsc wypoczynku, gdzie – poza odwiedzeniem wspaniałych plaż – spróbować można swoich sił w rozmaitych sportach wodnych. Równie dużą popularność zyskało wyróżniające się artystycznym charakterem miasto Ubud. Jego nazwa pochodzi od słowa ubad, co oznacza lekarstwo. Nic w tym dziwnego, bowiem niegdyś słynęło ono z ziołolecznictwa. Duży nacisk kładzie się tu na to, żeby – mimo ciągłego napływu turystów – tradycyjna kultura i okoliczna przyroda przetrwały w niezmienionej formie. W licznych muzeach w Ubud prezentują swoje dzieła miejscowi oraz zagraniczni artyści, osiedlający się tutaj chętnie już od początku XX w.

Drugim ważnym ośrodkiem miejskim na wyspie jest leżąca na północy ponad 80-tysięczna Singaraja, która zachowała do dzisiaj nieco kolonialny charakter. Na szczególną uwagę zasługuje w niej zabytkowa Biblioteka Gedong Kirtya, w której murach znajduje się aż 3000 rękopisów, w tym zbiór dzieł i kronik spisanych na liściach palmowych, zwanych lontar. Singaraja była niegdyś znaczącym centrum handlu, dlatego też stanowi mieszankę różnych grup etnicznych i religii. Inny jest tu także krajobraz – pola ryżowe ustępują miejsca sadom i plantacjom rozmaitych roślin. Wschodnia część Bali na pewno spodoba się tym wszystkim, którzy marzą o ciszy, spokoju i skupieniu. W tym rejonie wyspy turystów przyciąga głównie dawne małe Królestwo Klungkung, zamieszkiwane obecnie przez 180 tys. ludzi. Jego stolicą jest Semarapura, gdzie mieści się historyczna królewska siedziba z XVII w. – Pałac Klungkung. Niegdyś miejsce to było pełne arystokratów i artystów. Dziś można – niestety – podziwiać jedynie pozostałości okazałego kompleksu pałacowego, zniszczonego w 1908 r. podczas holenderskiej inwazji, oraz Pawilon Kertha Gosa z niezmiernie bogatymi malowidłami. Choć Bali jest najbardziej znanym i rozwiniętym turystycznie indonezyjskim regionem, prawdziwi podróżnicy nie powinni zapominać również o pobliskich wyspach. Oferują one także mnóstwo atrakcji. Warto je poznać bliżej, żeby móc odkryć wielką różnorodność Indonezji.

 

ARCHIPELAG OSOBLIWOŚCI

W archipelagu Małych Wysp Sundajskich znajdują się też inne interesujące miejsca warte odwiedzenia. Bali i Lombok oddziela od siebie linia Wallace’a, nazwana tak dla upamiętnienia odkrywcy niezwykłego fenomenu – brytyjskiego biologa i przyrodnika Alfreda Russela Wallace’a. Niewielki przesmyk stanowi granicę pomiędzy dwoma zupełnie różnymi światami zwierząt. Z krainy orientalnej (indomalajskiej) przenosimy się do Australii. Znajdziemy tu nie tylko charakterystyczne dla tego kontynentu gatunki fauny, ale też piękne plaże o drobnym, jasnym piasku, okalające całą wyspę. Jednak Lombok to nie tylko odmienna przyroda. Nie wypijemy tu alkoholu ani nie zjemy dań z wieprzowiny. Miejscowi konserwatywni muzułmanie poczęstują nas natomiast pikantnym kurczakiem, przyprawionym papryczką chili, od której wyspa wzięła swoją nazwę. U północno-zachodnich wybrzeży Lomboku znajdują się trzy nieduże wysepki Gili (Gili Trawangan, Gili Meno i Gili Air) – warto na nie zajrzeć, aby nacieszyć wzrok widokiem pięknych raf koralowych, a słuch ukoić ciszą, bowiem obowiązuje tutaj całkowity zakaz poruszania się pojazdami silnikowymi.

Wyspa Sumbawa była niegdyś domem kultury Tambora, która zniknęła z powierzchni ziemi w jeden dzień w wyniku wybuchu wulkanu Tambora w 1815 r. Dziś mieszkają tu niezmiernie pobożni muzułmanie, którzy ortodoksyjny islam godzą z dawnymi wierzeniami. Poza tym jest to obecnie jedno z najlepszych miejsc na świecie dla surferów.

Miłośnicy nieznanych zakątków świata powinni wybrać się na Sumbę. Wyspa ta nie została jeszcze odkryta przez masową turystykę. Soczyście zielone tereny sąsiadują tu z pustkowiami nieporośniętymi roślinnością. Jej mieszkańcy trudnią się wyrobem przepięknych tkanin o charakterystycznych wzorach, które można kupić na miejscu. Ich wykonanie stanowi skomplikowany wielomiesięczny proces. Znajdziemy tu także wiele tradycyjnych wiosek z megalitycznymi grobowcami oraz domkami o dziwnych, szpiczastych dachach.

Niepozorna, słabo zaludniona (jedynie ponad 2 tys. mieszkańców) i ustronna Komodo słynie przede wszystkim z waranów, nazywanych smokami z Komodo. Są to największe żyjące jaszczurki na świecie. Dla ich ochrony założono w 1980 r. Park Narodowy Komodo, który 11 lat później wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na wyspie panuje klimat suchy, dlatego jej mieszkańcy utrzymują się głównie z połowu ryb. Komodo cieszy się poza tym ogromną i zasłużoną popularnością wśród miłośników nurkowania z całego świata.

 

WYSPA KONTRASTÓW

Mimo iż stanowi jedynie 7 proc. powierzchni kraju, jest jego sercem, a zarazem najgęściej zaludnioną wyspą świata. Na Jawie na powierzchni prawie 130 tys. km2 żyje ok. 140 mln mieszkańców, co daje nam 1064 osoby na 1 km2. To tutaj właśnie Indonezyjczycy ulokowali swoją stolicę – Dżakartę – polityczne, administracyjne, kulturalne i biznesowe centrum państwa. Mieszkańcy nazywają tę ogromną, 10-milionową metropolię „Wielkim Durianem” – kto zna ten wydzielający nieprzyjemny zapach egzotyczny owoc i odważył się go skosztować, od razu zrozumie analogię. Pierwsze wrażenie bywa odpychające, ale jeśli je przezwyciężymy i damy Dżakarcie szansę, zachwyci nas tak samo, jak pełen sprzeczności durian, który po spróbowaniu okazuje się pyszny w smaku…

Jawa jest krainą kontrastów: strzeliste, nowoczesne wieżowce stolicy i jej nocne rozrywki stanowią zupełne przeciwieństwo małych, spokojnych wiosek. Ich mieszkańcy, wzorem swoich pradziadów, korzystając z doskonałych warunków do upraw, trudnią się rolnictwem. Nowoczesność i zachodnie wpływy współistnieją tu z wiekowymi, wciąż chętnie kultywowanymi tradycjami: spektaklami teatru cieni, dworskim tańcem jawajskim i muzyką gamelanową.

Przodkowie pierwszych ludzi osiedlili się na Jawie już prawie 2 miliony lat temu – to tutaj znajduje się ważny punkt na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO: Sangiran, stanowisko paleoantropologiczne, gdzie odnaleziono szczątki tzw. Człowieka z Jawy (Pithecanthropus erectus, pitekantropa, czyli małpoluda, obecnie klasyfikowanego jako Homo erectus – człowiek wyprostowany). Na wyspie znajdują się jeszcze trzy z siedmiu obiektów w Indonezji, które zostały wpisane na tę prestiżową listę. Pierwszym z nich jest imponujący Borobudur – odkopany z popiołu wulkanicznego jeden z największych buddyjskich zabytków na świecie, wzniesiony w VIII–IX w., mniej więcej 300 lat przed słynnym Angkor Wat w Kambodży, jako piękna alegoria Kosmosu. Pozostałe to Prambanan – największy hinduistyczny zespół świątynny w Indonezji – oraz Park Narodowy Ujung Kulon, obszar występowania niezmiernie rzadkich, zagrożonych wyginięciem nosorożców jawajskich (żyje tu jedynie ok. 50 osobników). W pobliżu Ujung Kulon znajduje się aktywny wulkan Krakatau (Krakatoa), którego najsłynniejsza erupcja miała miejsce w 1883 r. (w jej wyniku zginęło oficjalnie ok. 40 tys. ludzi) i została uznana za jedną z najgłośniejszych w nowożytnej historii (wybuch był słyszalny nawet z odległości 4,8 tys. km – na wyspie Rodrigues koło Mauritiusa na Oceanie Indyjskim).

 

NIEZLICZONE SKARBY NATURY

Jedną z głównych indonezyjskich wysp jest Sumatra. Porastające ją lasy deszczowe to wyjątkowy obszar, podzielony między trzy parki narodowe – Gunung Leuser, Kerinci Seblat i Bukit Barisan Selatan. Region ten nazwano „Dziedzictwem Tropikalnych Lasów Deszczowych Sumatry” i wpisano w 2004 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stanowi on schronienie dla zagrożonych form życia, wśród których znajduje się 10 tys. gatunków roślin oraz kilkaset gatunków zwierząt, w tym łącznie kilkadziesiąt organizmów, których nie spotka się nigdzie indziej na świecie z wyjątkiem Sumatry (np. słonia sumatrzańskiego). Co ciekawe, te wspaniałe tropikalne lasy deszczowe rosną na bardzo nieurodzajnej ziemi, którą użyźnia jedynie popiół wulkaniczny. Na wyspie znajduje się też jedno z najczystszych dużych miast w Indonezji – 900-tysięczne Pekanbaru. Już od 7 lat z rzędu wyróżnia się je za wyjątkowe dbanie o porządek.

Na wschód od Sumatry leży Borneo. Prawie 75 proc. tej jednej z największych wysp świata (ponad dwa razy większej od Polski, mającej powierzchnię ok. 745 tys. km2) stanowi terytorium Indonezji (reszta należy do Brunei i Malezji). W połowie jest ona porośnięta bujną dżunglą równikową, w której co roku odkrywa się nowe gatunki zwierząt i roślin. Lasy deszczowe Borneo są najstarsze na świecie – rosną nieprzerwanie od 130 milionów lat, dwa razy dłużej niż słynna puszcza amazońska. Znajdziemy tu nie tylko endemiczne orangutany borneańskie, lecz także niemal 20 tys. gatunków roślin i zwierząt, z których duża część nie występuje w innych częściach świata.

Kierując się jeszcze bardziej na wschód, trafimy na Sulawesi (wcześniej znaną jako Celebes). Ta niezwykła wyspa o kształcie przypominającym pająka lub skorpiona charakteryzuje się stromymi brzegami, mnóstwem naturalnych zatoczek i górzystym ukształtowaniem terenu. Zamieszkuje ją 16 mln ludzi i należy do jednych z najciekawszych przyrodniczo regionów Indonezji. Współistnieją tu gatunki azjatyckie i australijskie. Warto też wspomnieć, że na południowym krańcu Celebes żyje lud Toradżów, praktykujący osobliwe ceremonie pogrzebowe. Za zmarłą uznają oni tylko tę osobę, na której cześć wydano niezwykle kosztowną tygodniową stypę. Następnie podobiznę nieboszczyka wiesza się na skalnej półce nad wioską, żeby spoglądała na żyjących. Do czasu pogrzebu zmarłego traktuje się jak chorego. Zabalsamowane zwłoki umieszcza się w osobnym pokoju, do którego dostarcza się jedzenie, i gdzie przybywają goście z wizytą. Na północy wyspy leży ponad 400-tysięczne miasto Manado – doskonała baza wypadowa dla miłośników ekoturystyki, trekkingów górskich i nurkowania. Można stąd odkrywać uroki Sulawesi lub wyruszać na spotkania morskich stworzeń w czystych przybrzeżnych wodach.

Papua, największa i najdalej wysunięta na wschód prowincja Indonezji, wraz z Papuą Zachodnią (wcześniej znaną jako Irian Jaya Zachodni) zajmuje połowę wyspy Nowa Gwinea (reszta należy do Papui-Nowej Gwinei). Znajdujący się tutaj na południu Park Narodowy Lorentz jest największym tego typu chronionym obiektem przyrody w Azji Południowo-Wschodniej (ma powierzchnię ponad 25 tys. km2) i jedynym miejscem na świecie, gdzie na tym samym obszarze występują góry pokryte lodowcami, mokradła i tereny z tropikalną roślinnością.

 

DLA MIŁOŚNIKÓW SPORTÓW WODNYCH I MŁODYCH PAR

Okolice indonezyjskich wysp są prawdziwym rajem dla miłośników podwodnego świata. Na modnej Bali mieszczą się liczne szkoły nurkowania. Coraz więcej z nich pojawia się również na Sulawesi czy w Papui. Z kolei wody na terenie Parku Narodowego Komodo, pomiędzy wyspami Sumbawa i Flores, uważa się za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie. Nieopisane bogactwo tutejszej morskiej fauny i flory wprawi w zachwyt każdego, a wspaniałe widoki na długo pozostaną w pamięci.

Na Bali, Flores i Komodo popularność zyskały rejsy tradycyjnymi drewnianymi szkunerami. Można z nich nurkować w miejscach nieosiągalnych dla masowych turystów. Z Bali możemy także wybrać się na całodniową wyprawę luksusowym katamaranem, podczas której zjemy smaczny posiłek, odpoczniemy i będziemy mogli wyruszyć na podbój morskich głębin.

Indonezja to również idealny zakątek świata dla amatorów surfingu. Jednym z najlepszych miejsc, zarówno dla początkujących, jak i bardziej zaawansowanych, jest miejscowość Kuta na wyspie Bali, gdzie można także wypożyczyć lub nabyć odpowiedni sprzęt. Należy jednak być ostrożnym, gdyż – jak wierzą Balijczycy – bóg morza w każdym roku musi zadowolić się przynajmniej jedną ofiarą i jest w tym, niestety, trochę prawdy.

Malownicze indonezyjskie wyspy, ze względu na swoją egzotykę i bogate atrakcje, często stają się celem podróży poślubnych. Dużą popularnością cieszy się zwłaszcza Bali – cudowne miejsce na spędzenie romantycznych chwil we dwoje. Wprawiające w stan błogości i zachwyt tropikalne krajobrazy, pyszne jedzenie, relaks w luksusowych centrach SPA oraz niezmiernie szeroka oferta doskonałych hoteli (wiele z nich oferuje specjalne apartamenty dla nowożeńców) – to wszystko potrafi skusić wiele młodych par. Ci, którzy chcieliby wziąć ślub w tym niezwykłym zakątku świata, również mają taką możliwość. Wystarczy tylko powierzyć organizację ceremonii sprawdzonym specjalistom.

Jeśli marzymy o wyprawie do spokojnych miejsc, gdzie czas zatrzymał się dawno temu, jeżeli kochamy różnorodność, to Indonezja jest doskonałym wyborem dla nas. W tym fascynującym kraju odpoczniemy od cywilizacji, zapomnimy o stresie, zrelaksujemy się w wyśmienitych centrach SPA i przeżyjemy cudowne przygody. To miejsce przyciąga ludzi o różnych gustach i zainteresowaniach, a wszyscy wyjeżdżają z niego zadowoleni.


 

Artykuły wybrane losowo

Czarująca różnorodność Indonezji

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

Więcej…

Zaginione skarby Brytyjskich Wysp Dziewiczych

Michał Wangrat

Krzysztof Wacławek

www.w80dni.pl

 

<< Gdy przychodzą nam na myśl karaibskie wakacje, wyobrażamy sobie tropikalny raj na ziemi, gdzie wzdłuż białej plaży skąpanej w słońcu stąpamy po miękkim, koralowym piasku w cieniu kokosowych palm, podziwiając błękitne niebo i przejrzyste, lazurowe morze. Jego łagodny szum oraz odgłosy przyrody dochodzące z oddali sprawiają, że zapominamy o wszelkich doczesnych troskach, szarej rzeczywistości, pośpiechu, stresie i ponurej pogodzie w kraju. Te wspaniałe odczucia stają się rzeczywistością na pewnym zniewalającym archipelagu na Karaibach... >>

Wyspy Dziewicze znajdujące się na Morzu Karaibskim należą do Małych Antyli. Ich obszar został podzielony między wpływy brytyjskie i amerykańskie. W efekcie powstały dwa terytoria zależne: Brytyjskie Wyspy Dziewicze (British Virgin Islands) z czterema głównymi Tortolą, Anegadą, Virgin Gordą i Jost Van Dyke oraz Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych (United States Virgin Islands) z trzema głównymi Saint Croix, Saint Thomas i Saint John. Niektórzy do archipelagu zaliczają także tzw. Hiszpańskie Wyspy Dziewicze (Spanish Virgin Islands, Islas Vírgenes Españolas) przyłączone do Portoryko – Culebrę i Vieques2.

Więcej…

Japońska droga do doskonałości

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

<< O Japonii marzyłem już od dziecka. Zaczęło się od japońskiej kreskówki „Dragon Ball” (powstałej na podstawie mangi Akiry Toriyamy), którą oglądałem na kanale telewizyjnym RTL 7. Z pewnością zresztą nie tylko ja nie mogłem się zawsze doczekać godziny 15.00, kiedy to emitowano kolejny odcinek. Gdy myślę o tym wspomnieniu, wydaje mi się całkiem zabawne, że fascynacja często zaczyna się od tak prostych przyjemności, które zaszczepiają w umyśle dziecka pozytywne skojarzenia. >>

 

Góra Fudżi i pagoda Chureito z 1963 r. znajdująca się koło jeziora Kawaguchi

©© FUJIYOSHIDA CITY/JNTO

 

Ten serial animowany zainspirował mnie do zmiany, zacząłem chcieć ciągle się rozwijać. Jego bohaterzy przez setki odcinków ćwiczyli, trenowali, walczyli z najeźdźcami z wszechświata i bronili naszej planety. Być może brzmi to mało oryginalnie, ale właśnie ta chęć nieustannego uczenia się, aby stale zwyciężać, nadała nowy sens mojemu życiu. Oczywiście, nie miałem w planach obrony świata, ale ciągłe stawanie się lepszą wersją siebie. Znakomicie oddaje to japońska praktyka ustawicznego doskonalenia się – kaizen (kai oznacza „zmiany”, a zen– „dobro”, „dobry”).

Kiedy byłem dzieckiem, nie do końca rozumiałem moją fascynację, ale szybko zapisałem się na treningi karate. Na zajęciach w lekkim rozkroku wyprowadzałem ciosy, licząc w języku japońskim (ichi, ni, san, shi…). Czułem dumę płynącą z tego, że wprowadzałem kulturę Japonii w swoje życie. Im więcej czytałem o Kraju Kwitnącej Wiśni, jego mieszkańcach, ich zwyczajach i kulcie pracy, tym bardziej byłem nim zafascynowany. Zrozumiałem, że nie będę mógł spać spokojnie, jeżeli w końcu się tam nie wybiorę. Zajęło mi to 17 lat. W tym czasie stosowałem na co dzień zasady kaizen, polegające na stawianiu małych kroków i nieustannym rozwoju.

 

 

SZUKANIE PASJI

W 14. roku życia zainteresowałem się sportem, który stał się moją prawdziwą pasją. Wcześniej próbowałem swoich sił w lekkiej atletyce, karate, piłce nożnej, kick-boxingu czy akrobatyce, żeby ciągle doskonalić się w nowych dziedzinach i dorównać bohaterom z uwielbianego przeze mnie japońskiego serialu. Pewnego dnia po raz pierwszy zobaczyłem na wodzie kitesurferów, którzy skakali na wysokość nawet 6 m w górę i po prostu wsiąkłem. Nie byłem – niestety – najbardziej utalentowany i opanowanie nowej dyscypliny sportowej zajęło mi prawie pół roku. Jednak systematycznie ćwiczyłem w domu na drążku, oglądałem filmy na komputerze, uczyłem się każdej ewolucji – najpierw rozpisywałem ją sobie na kartce krok po kroku, potem wykonywałem na sucho, a na sam koniec powtarzałem do skutku na wodzie. Po dwóch latach zostałem wicemistrzem Polski, potem siedmiokrotnym mistrzem Polski, zdobywcą pucharów Azji i Europy. W drodze do tych zwycięstw właściwie nieświadomie korzystałem z podstawowych zasad japońskiego kaizen, które mówią, że jeśli chce się osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, nie wolno stawiać sobie nierealnych celów, mogących osłabiać motywację. Jeżeli pragnie się coś zmienić, trzeba zacząć od małych kroków, ale posuwać się do przodu systematycznie i konsekwentnie.

W ten sposób docieramy do finału tej historii. Przez 17 lat marzyłem o tym, żeby pojechać do Japonii i sprawdzić, czy rzeczywistość sprosta moim oczekiwaniom. Byłem tak zafascynowany kulturą tego kraju, że jej elementy starałem się wprowadzać w swoje życie, więc gdy nadarzyła się okazja, aby osobiście odwiedzić ojczyznę Japończyków, odczuwałem pewnego rodzaju przerażenie. Obawiałem się, że stworzyłem sobie w głowie zbyt wyidealizowany obraz Japonii albo zupełnie błędny. Jednak podobno do odważnych świat należy. Nie mogłem dłużej czekać i wyruszyłem w podróż.

 


Osaka Aquarium Kaiyukan – jedno z największych publicznych akwariów na świecie

©© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

SPEŁNIENIE MARZEŃ

Wreszcie nadszedł upragniony dzień, o którym marzyłem od wielu lat. W końcu wsiadłem do samolotu lecącego do Tokio. Byłem tak podekscytowany, że nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Już na pokładzie nasłuchiwałem, czy ktoś obok nie mówi po japońsku. W głowie mnożyłem pomysły, co będę robić w trakcie pobytu w Japonii. Wiedziałem, że nie będzie czasu na sen. Minuty pozostałe do lądowania przeciągały się w nieskończoność. Wreszcie w głośniku nad głową usłyszałem komunikat: Boarding crew, prepare for landing.

Gdy tylko opuściłem samolot, złapałem mój plecak i wybiegłem z lotniska. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w mieście. Wcale nie przeszkadzało mi, że leje deszcz, woda sięga po kostki, dookoła jeżdżą samochody ochlapujące chodniki, a ja nie mam nawet parasola, który stanowi tak ważne akcesorium w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiedziałem, że to będzie mój wyjazd. Najzabawniejsze jest to, że do tej pory przeleciałem już cały świat, mieszkałem w Australii i Azji, ale Japonia była tym miejscem, na które cały czas nie czułem się gotowy. Miałem pewność, że tej podróży nie mogę potraktować jak zwykłej wyprawy turystyczno-sportowej, musiała być czymś wyjątkowym.

 

OSOBLIWE MIASTO

Miałem 7 dni i 21 zadań do wykonania, więc czekało mnie spore wyzwanie. Zacząłem od stołecznego Tokio, noszącego do 1868 r. nazwę Edo. To właśnie tu można pracować w zawodzie jedynym w swoim rodzaju – jako oshiya („upychacz”) w białych rękawiczkach dopychać ludzi do wagonów w metrze. Nie mogłem sobie odpuścić okazji do podróżowania w godzinach szczytu po jednym z najbardziej zaludnionych miast na świecie. Zaskoczyło mnie jednak to, że pomimo gigantycznych tłumów na stacjach wszędzie panuje porządek. Ludzie stają w równych kolejkach na wyznaczonych pasach, czekają cierpliwie, gdy inni opuszczają wagon. Wbrew pozorom w tym ścisku można się swobodnie obracać. Czułem się, jakbym odwiedzał inny świat. Choć mam buntowniczą naturę, sam zacząłem poruszać się grzecznie według strzałek umieszczonych na peronie.

Jednak ze względu na niesprzyjającą pogodę na początku mojego pobytu w Japonii i fakt, że przemokła mi każda para butów, jeden dzień spędziłem w rejonie położonym wokół stacji Akihabara w tokijskiej dzielnicy Chiyoda. Uchodzi on za znaczące centrum elektroniki, dlatego też nazywa się go często Elektrycznym Miastem Akihabara. W stojących tu budynkach znajdują się liczne automaty do gier, przy których Japończycy potrafią stać godzinami. Niesamowitym doświadczeniem było obserwowanie graczy. Aby dojść do takiego poziomu zaawansowania, musieli spędzać na grze całe dnie, kibicując sobie nawzajem, rywalizując ze sobą i ciągle się rozwijając.

 

DWIE RÓŻNE STOLICE

Tokio to przede wszystkim nowoczesne miasto biznesu i handlu. Kult pracy i konsumpcjonizmu jest w nim widoczny na każdym kroku. Na ulicach spotyka się Japończyków w garniturach i z teczką w ręku udających się do firm, żeby później móc wydawać pieniądze, na co zapragną. To miejsce przypominało mi Londyn, który też pędzi i bywa wypełniony ludźmi. Kiedy zaspokoiłem pierwszą ciekawość, postanowiłem wyruszyć ze stolicy Japonii w podróż do magicznego Kioto. Jego zabytki wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To naprawdę fascynujące miejsce. Zwiedzałem je wypożyczonym rowerem. W trakcie swojej wizyty odwiedziłem słynny Złoty Pawilon (Kinkaku-ji), spałem w prawdziwym japońskim ryokanie (zajeździe) z 400-letnią tradycją i widziałem gejsze, czyli kobiety, które mają za zadanie bawić gości rozmową i występami artystycznymi. Trudno pomylić je z kimś innym – noszą tradycyjne stroje, włosy układają w misterne koki, a twarze malują na biało. Są specjalistkami od ceremonii parzenia herbaty, zwanej po japońsku chanoyu. Ma ona długą tradycję, a przeprowadza się ją według ściśle określonych zasad obejmujących także zachowanie gości. Napój przygotowany ze sproszkowanej zielonej herbaty (matchy), wymieszany specjalną bambusową miotełką (chasen), pije się z małych czarek powoli, w skupieniu, aby nie burzyć panującego nastroju.

                Obecnie 1,5-milionowe Kioto, dawna stolica Japonii i siedziba cesarza (od 794 do 1868 r.), związane jest też z kulturą samurajów. Kierowali się oni niepisanym kodeksem etycznym bushidō(określenie tłumaczy się jako droga wojownika). Stosowali w życiu reguły podobne do zasad kaizen. Skupiali się na samodoskonaleniu pod względem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Do wartości, jakie cenili, należały m.in. lojalność, wierność, skromność, dobroć, współczucie, uprzejmość, prawdomówność, odwaga, wytrwałość w walce i honor, które są bliskie także i mnie.

 

Uroczysta ceremonia przyrządzania herbaty w specjalnym pawilonie w ogrodzie

©© SHIZUOKA CITY/JNT

 

CIAŁO I DUSZA

Japonia jest niezmiernie ciekawa nie tylko ze względu na mnóstwo atrakcji turystycznych. W tych najbardziej obleganych miejscach trudno poznać jej prawdziwe oblicze właśnie z powodu tłumów, a naprawdę warto to uczynić, bo Kraj Kwitnącej Wiśni potrafi zachwycić swoim pięknem. Można w nim przeżyć doświadczenia, które poruszają najwrażliwsze struny duszy.

Ja jestem jednak przede wszystkim sportowcem i uważam, że nic tak nie rozwija i nie relaksuje jak dobry trening. Podczas moich podróży koncentruje się głównie na turystyce aktywnej. Dlatego też zamierzam w tym roku wrócić na Wyspy Japońskie, aby u ich wybrzeży uprawiać kitesurfing. Kiedy brałem udział w Pucharze Azji, spotkałem się z mistrzem Japonii w tej dyscyplinie, pochodzącym z Osaki Hironobu Nakano, z którym walczyłem w finale. Polubiliśmy się i zaproponował mi, żebym odwiedził go na wyspie Okinawa (kolebce karate), gdzie obecnie mieszka i trenuje.

W Kraju Kwitnącej Wiśni większą popularnością niż kitesurfing cieszy się jednak surfing. Ta dyscyplina sportowa, podobnie jak karate, zadebiutuje na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich, które w 2020 r. odbędą się w Tokio. Zawodnicy będą walczyć ze sobą na falach Oceanu Spokojnego w rejonie plaży Shidashita w prefekturze Chiba. Mieszkańcy stolicy Japonii najczęściej surfują w regionie Shōnan, Kanagawie (części Jokohamy) i właśnie Chibie. Poza tym amatorzy pływania na desce odwiedzają także Okinawę, Sikoku i Kiusiu (np. Miyazaki). Na półwyspie Izu, usytuowanym na zachód od Tokio, w rejonie plaży Shirahama w miejscowości Shimoda uprawia się również wind- i kitesurfing. Na początku marca woda jest jeszcze zimna, ale w piance, butach i rękawiczkach da się spokojnie wytrzymać cały dzień. W tym okresie w górach zwykle leży jeszcze śnieg, więc podczas wyjazdu można połączyć różne rodzaje aktywności: jazdę na nartach czy snowboardzie ze sportami wodnymi. Najlepsza pogoda panuje w maju, czerwcu i listopadzie. Latem na plaże – niestety – ściągają tłumy ludzi.

Japonia jest też znakomitym miejscem na wyprawy rowerowe. Sami Japończycy często korzystają z jednośladów, więc kierowcy są przyzwyczajeni do obecności rowerzystów na drogach, poza tym starają się jeździć według przepisów. Co ciekawe, na trasach istnieją tu nawet specjalne tunele przeznaczone dla cyklistów. Poza tym w Kraju Kwitnącej Wiśni można także uprawiać kolarstwo górskie. Na wyspie Honsiu idealnie nadaje się do tego górzysty obszar prefektury Nagano. W tej części Japonii znajduje się również popularny ośrodek sportów zimowych Hakuba z kompleksem skoczni narciarskich. Do Nagano przyjeżdża się też na wyprawy trekkingowe i wspinaczkowe. Krajobrazy Alp Japońskich (z najwyższym szczytem Kita – 3193 m n.p.m.) są naprawdę wspaniałe, co sprawia, że takie wycieczki stają się niezapomnianym przeżyciem. Po aktywnie spędzonym dniu można tutaj odpocząć w onsenach – gorących źródłach zamienionych w łaźnie publiczne. Z kąpieli w wodach termalnych chętnie korzystają nawet makaki japońskie, które spotyka się w położonym na wysokości ok. 850 m n.p.m. Parku Małp Jigokudani (Jigokudani Yaen-koen).

W najbliższym czasie zamierzam także złożyć wizytę naszej rodaczce Patrycji Yamaguchi na półwyspie Izu. Ona i jej mąż mieszkają w Shimodzie. Razem prowadzą firmę turystyczną Ryoko. Od kwietnia do listopada uczą tu surfingu, poza tym organizują wyprawy w góry, rowerowe i narciarskie. W ofercie mają również programy podróży w głąb duszy – połączenie turystyki z pobytami w klasztorach i ośrodkach medycyny naturalnej. Dla polskich korporacji przygotowywali też wyjazdy o tematyce kaizen i filozofii perfekcji. W malowniczej okolicy Izu chcę uprawiać surfing. Mam także nadzieję, że wspólnie z Patrycją wybierzemy się na rowerach na najwyższy szczyt Kraju Kwitnącej Wiśni – górę Fudżi (3776 m n.p.m.).

Oprócz tego z naszym rodakiem Michałem Grzybowskim z GMTravel – Japonia.travel planuję znów zwiedzać pełne atrakcji Tokio oraz jego okolice. Poza tym pragnę z nim wziąć udział m.in. w ceremonii parzenia herbaty, pokazie sztuki walki mieczem samurajskim (kataną), wycieczce kulinarnej połączonej z degustacją tradycyjnych japońskich potraw, porannym treningu zawodników sumo czy wreszcie kolacji z gejszą. Jego licencjonowane biuro podróży z polskojęzycznymi przewodnikami znajduje się w okręgu specjalnym Shinjuku, który słynie z licznych drapaczy chmur. Wśród nich warto wymienić choćby charakterystyczny wieżowiec zwany Mode Gakuen Cocoon Tower (o wysokości 204 m) czy Tokyo Metropolitan Government Building (242,9 m). W tym ostatnim budynku, będącym siedzibą tokijskich władz, usytuowane są dwa tarasy widokowe dostępne bezpłatnie (po jednym na każdej z dwu wież). Mieszczą się one na 45. piętrze, na wysokości 202 m, i rozciąga się z nich zapierająca dech w piersiach panorama japońskiej metropolii. Dzielnica Shinjuku kojarzy się również z pięknym parkiem – Shinjuku Gyoen. Na wiosnę Japończycy zbierają się w nim, aby podziwiać kwitnące drzewa wiśniowe (sakura). Ten tradycyjny zwyczaj ma nawet swoją nazwę – hanami. Ciekawe miejsce stanowi również obszar Arakichō, niegdyś dystrykt gejszy. Dziś znajdują się tutaj chętnie odwiedzane restauracje, knajpki i bary typu izakaya.

Zresztą kto wie, może uda mi się zobaczyć więcej niż zaplanowałem. W Japonii jest przecież jeszcze m.in. malownicza miejscowość Hakone nad jeziorem Ashi, wspaniałe, zabytkowe kompleksy świątynne w Nikkō czy leżące nad Morzem Japońskim miasto Kanazawa z pięknie odrestaurowanym zamkiem. Za skarb tego ostatniego uchodzi czarujący prywatny ogród założony w latach 20. XVII stulecia – Kenroku-en (jeden z Trzech Wielkich Ogrodów Japonii, obok Kōraku-en w Okayamie i Kairaku-en w Mito). Przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśni warto też wiedzieć, że od 4 stycznia 2018 r. można w nim oprowadzać turystów bez licencji, ale zajmować się turystyką, nawet przyjazdową, bez takich uprawnień już nie wolno.

Kocham Japonię i chciałbym ją poznać z każdej możliwej strony. Myślę, że moja kolejna wizyta, którą chcę spędzić na zwiedzaniu i uprawianiu sportu w połączeniu z doskonaleniem zasad kaizen, będzie prawdziwą podróżą w głąb siebie.

 

Wydanie Wiosna 2018