opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Zapytaliśmy o to pięciu wybranych ekspertów, którzy znają doskonale tę magiczną krainę Inków… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

JUSTYNA CEMPEL-RYBICKA

PREZES DELUXE TRAVEL CLUB

Tajemnicze, dzikie, bogate w historię i fascynujące Peru kojarzę przede wszystkim z Cuzco, które uznawane jest za najstarsze wciąż zamieszkane miasto kontynentu oraz za archeologiczną stolicę Ameryki. Dzieje świetności i upadku imperium Inków można poznać podczas zwiedzania pobliskich ruin – Sacsayhuamán. Mimo iż Cuzco w języku keczua (miejscowych Indian) oznacza pępek świata, to jednak – moim zdaniem – określenie to pasuje dzisiaj bardziej do wprawiającego w zachwyt, otulonego mgłą i owianego tajemnicą Machu Picchu. Jest to najlepiej zachowane inkaskie miasto. Wzniesiono je w XV w., kiedy cywilizacja Inków znajdowała się u szczytu potęgi. Po ok. 100 latach zostało jednak opuszczone w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Machu Picchu podzielone jest na dwie części – rolniczą oraz mieszkalną ze Świątynią Słońca, Pałacem Królewskim, Świętym Placem i obserwatorium astronomicznym Intihuatana. W lipcu 2007 r. ogłoszono je jednym z siedmiu cudów świata nowożytnego.

 

Do niesamowitych, zagadkowych miejsc w Peru należy także największy obraz świata, jak określono gigantyczne figury powstałe na płaskowyżu Nazca. Oglądane z lotu ptaka linie i rysunki przypominają kształtem zwierzęta i rośliny. Kolejną peruwiańską perłą jest błękitne jezioro Titicaca, które razem z miastem Puno i wyspami Uros tworzy unikalną, pełną kolorowego folkloru atrakcję turystyczną. Dech w piersiach zapierają również m.in. kanion Colca w pobliżu Arequipy, półwysep Paracas nad Pacyfikiem i pobliskie wyspy Ballestas, określane często mianem „małego Galapagos”, czy dżungla amazońska. Wymienione przeze mnie miejsca stanowią tylko część skarbów Peru, które czekają, żeby je odkrywać każdego dnia na nowo.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Peru kojarzy się zazwyczaj turystom, co oczywiste, przede wszystkim z indiańskimi cywilizacjami prekolumbijskimi, głównie z Inkami. Nic w tym dziwnego, zważywszy na to, jak znanymi i popularnymi atrakcjami są tajemnicze rysunki na płaskowyżu Nazca, owiane legendami jezioro Titicaca oraz imponujące pozostałości inkaskich miast – Machu Picchu czy Cuzco ze słynną świątynią Słońca (Coricancha). Dla mnie jednak najżywszym wspomnieniem z Peru jest wywierający kolosalne wrażenie kanion Colca. Nie mam wątpliwości, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, a zarazem jedno z najtrudniej dostępnych i najbardziej niebezpiecznych. Świadomość siły i potęgi przyrody oraz małości i bezradności człowieka stanowi naprawdę przejmujące doznanie. Pionowe ściany skalne mają tu w niektórych miejscach prawie 4200 metrów wysokości. Dno kanionu usłane jest gigantycznymi głazami wielkości... domów. Co kilkadziesiąt metrów spokojna rzeka Colca przemienia się w olbrzymi i groźny wodospad z kaskadami wody lecącymi w dół z wysokości kilku pięter. Nad naszymi głowami krążą majestatycznie największe latające ptaki świata – kondory... Do tych przeżyć można jeszcze dołożyć dumę narodową, kiedy okazuje się, że podziwiamy właśnie wodospady Jana Pawła II, kanion Polaków albo wodospad Polonia. Skąd się wzięły tutaj takie nazwy? Otóż kanion Colca po raz pierwszy zdobyli i spenetrowali... Polacy! Aż do 1981 r. stanowił on wielką zagadkę i białą plamę na mapie. Brakowało śmiałków gotowych pokonać wszystkie niebezpieczeństwa, odważyła się na to dopiero grupa młodych ludzi z Polski – kraju odległego od Peru o prawie 14 tys. kilometrów. Wiadomo było, że po wpłynięciu w wąską gardziel nie będzie już odwrotu, i że w tych trudnych warunkach mogą liczyć tylko na siebie. A jednak dokonali tego śmiałego zamierzenia i odkryli dla świata prawdziwy cud natury, którym możemy się dziś napawać, kontemplując nie tylko piękno przyrody, ale podziwiając także determinację i odwagę naszych rodaków.

 

ESTERA HESS

WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY ESTA

Peru jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych krajów, miejscem, do którego musi dotrzeć każdy rozmiłowany w poznawaniu świata podróżnik. Wiele osób kojarzy go jedynie z Machu Picchu, co nie dziwi, bowiem ta pamiątka po dawnym imperium Inków naprawdę zapiera dech w piersiach. To dawne inkaskie miasto jest pełne magii, szczególnie o świcie, kiedy nie ma tu żadnych turystów. Jeszcze mocniej odczują ją ci, którzy dotrą tutaj po 3-dniowym trekkingu historyczną drogą Inków prowadzącą przez Andy, zwaną Inca Trail. Kraj ten obfituje jednak w wiele innych ciekawych miejsc. Ja kojarzę Peru także z Cusco i doliną rzeki Urubamby – prawdziwą kopalnią dawnych inkaskich budowli, uprawnych tarasów, a nawet okrągłych pól rolniczych. Wspaniałym dziełom architektury i wciąż żywym legendom Inków towarzyszą tu lokalne targi rękodzieła. Wśród miejscowej ludności kwitnie handel wymienny, na skwerkach miasteczek znaleźć można kolorowe stragany z przepysznymi warzywami i soczystymi owocami oraz różnorodnymi ziołami i kwiatami.

Jezioro Titicaca, oprócz „zabójczej” dla wielu wysokości (ok. 3800 m n.p.m.), ma kilka wysp, na których można spędzić niezapomnianą noc u indiańskich rodzin. Jest to najlepszy sposób, żeby poznać życie codzienne rodowitych mieszkańców Peru, skosztować pożywnej zupy na bazie ziemniaków i kukurydzy oraz przyjrzeć się z bliska miejscowym rytuałom.

Arequipa to przepiękne białe miasto z Bazyliką Katedralną (Basílica Catedral de Arequipa), która wygląda niezmiernie efektownie nocą. Cudownym wspomnieniem dla wszystkich turystów będzie tu rafting po rzece Chili (Quilca) oraz spacery po okolicznych tarasach uprawnych rozciągających się u podnóża kilku okazałych wulkanów. Z tymi ostatnimi można się zmierzyć podczas jednego z trekkingów.

Peru kojarzy mi się także z pysznym jedzeniem, bardzo zdrowymi zbożami, mnóstwem warzyw i najbardziej słodkimi owocami na świecie. Na wybrzeżu Oceanu Spokojnego królują świeże owoce morza i ryby. Będąc w tym kraju, dowiemy się też o odwiecznym sporze między Peru a Chile o to, kto wynalazł koktajl pisco sour. Moim zdaniem, najlepszy serwowany jest w stołecznej Limie, gdzie podobno został wymyślony. Ten drink na bazie trunku pisco (napoju alkoholowego typu brandy) z domieszką soku z limonki, piany z białek i kilku kropel amargo de Angostura – gorzkiej esencji z migdałów – smakuje tak wybornie tylko w Peru!  

 

MARCIN SADO

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL

Republika Peru to fascynujący kraj będący bezpośrednim spadkobiercą legendarnego imperium Inków. Wspaniała historia, pełna niewyjaśnionych do dzisiaj tajemnic, ukrytych skarbów, osobliwa architektura przedkolumbijskich cywilizacji, piękno różnorodnych krajobrazów oraz bogactwo kultury i folkloru ludności indiańskiej – to wszystko czyni z tego państwa wyjątkowo atrakcyjne miejsce na turystycznej mapie świata.

Peru to nie tylko Andy, Inkowie i słynne Machu Picchu. To cudowny kraj, gdzie niemal na każdym kroku przeszłość łączy się z nowoczesnością. W tym południowoamerykańskim państwie znajduje się m.in. źródło rzeki Amazonki (na wulkanie Mismi koło Arequipy),  tajemnicze linie i rysunki na płaskowyżu Nazca, zdaniem wielu ekspertów najgłębszy kanion na świecie – Colca, najwyżej położone żeglowne jezioro – Titicaca, wybrzeże Oceanu Spokojnego z Limą – jedną z najpiękniejszych stolic z widokiem na Pacyfik. Peru to także przebogata oferta gastronomiczna, w której króluje tzw. kuchnia nowoandyjska, pełna najszlachetniejszych gatunków ryb oraz owoców morza najlepszej jakości.

To kraj, gdzie spotkamy prawie wszystkie klimaty świata, unikalną faunę i florę. Peru miało również szczęście do wybitnych Polaków. Ernest Malinowski zbudował tutaj w XIX w. najwyżej położoną linię kolejową na świecie. Edward Jan Habich, inżynier i matematyk, stworzył w Limie w 1876 r. pierwszą peruwiańską politechnikę – obecnie Narodowy Uniwersytet Inżynierii (Universidad Nacional de Ingeniería). Biolog Jan Kalinowski badał w dżungli ptactwo i motyle oraz odkrył wiele nieznanych wcześniej gatunków. Jego syn, Celestyn, znany ornitolog, doprowadził do utworzenia w 1973 r. największego peruwiańskiego parku narodowego – Manú, wpisanego w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Bez wątpienia Peru zaskoczy pozytywnie niejednego wytrawnego podróżnika.

 

TOMASZ ZAKRZEWSKI

WSPÓŁZAŁOŻYCIEL KLUBU PRZYGODY DARIEN

Dla mnie Peru jest najciekawszym krajem Ameryki Południowej. Szkoda, że większość ludzi przyjeżdża do niego tylko po to, aby zobaczyć słynne ruiny Machu Picchu. Mało osób wie o tym, że położone dość blisko pozostałości inkaskiego miasta Choquequirao są co najmniej równie piękne i tak samo majestatycznie położone. Nieco utrudniony dostęp do nich powoduje, że niewielu turystów tu dociera, a więc istnieje duża szansa na zwiedzanie w samotności, całkowitej ciszy i spokoju.

Peru to nie tylko inkaska cywilizacja i ruiny jej miast, tj. Machu Picchu, Vilcabamby i Choquequirao, ale również wiele innych prężnie rozwijających się przed wiekami kultur. Pamiątki po nich są nie mniej imponujące. Na uwagę zasługuje choćby kultura Chachapoyas, której ogromna twierdza Kuélap leży na północy kraju, a pozostałości rozległego miasta Gran Pajatén ukryte są głęboko w Andach. Należy również wspomnieć o ruinach największego miasta epoki prekolumbijskiej – Chan Chan („Słońce Słońce”), dawnej stolicy imperium Chimú, które położone są w okolicy portowego Trujillo. O bezcennych odkryciach i wykopaliskach na terytorium Peru można napisać wielotomowe dzieło, a i tak nie wyczerpie się tematu. Na obszarze tego kraju znajduje się kilkadziesiąt tysięcy stanowisk archeologicznych!

Na miłośników przyrody i aktywnego wypoczynku czekają również liczne atrakcje. Wystarczy wspomnieć o nieprzebytej dżungli amazońskiej w okolicach Iquitos lub Puerto Maldonado (bliżej granicy z Boliwią), przepięknych górskich szlakach trekkingowych z Santa Cruz na czele, czy też o uznawanym za najpiękniejszy na naszym globie szlaku w Kordylierze Huayhuash. Uwagę alpinistów przykuwa najwyższy szczyt Peru – Huascarán (6768 m n.p.m.), a także najpiękniejsza góra świata – Alpamayo (5947 m n.p.m.).

Będąc w krainie Inków, warto też zobaczyć niesamowite jezioro Titicaca, odkryty dla turystyki przez Polaków kanion Colca, niezmiernie barwną i zróżnicowaną społeczność indiańską, czy przepiękne miasta Arequipę i Cuzco. Odwiedzając to drugie, znajdziemy się w magicznym „pępku świata”.

 


 

 

Artykuły wybrane losowo

Malawi, czyli nie tylko jezioro

ROBERT GONDEK „GERBER”
www.stronagerbera.pl


<< Malawi, położone w południowo-wschodniej części Czarnego Lądu, bywa często nazywane „gorącym sercem Afryki”, choć temperatury panują w nim niższe niż w innych okolicznych państwach w rejonie klimatu podrównikowego. Dzieje się tak dlatego, że znaczną jego część stanowią wyżyny i płaskowyże wznoszące się na wysokość ponad 1000 m n.p.m. Te warunki upodobały sobie szczególnie zwierzęta, których różnorodność gatunkowa w tym regionie potrafi zaskoczyć niejednego wytrawnego miłośnika podróży. >>

Więcej…

Madagaskar a sprawa polska

MAREK RACHOŃ

www.e-rachon.pl

Wyobraźcie sobie egzotyczny kraj, oddalony od Warszawy o jakieś 10 godzin lotu, gdzie pół Polski z całymi rodzinami wyrusza co roku na wakacje. Do tego bez przerwy świeci tam słońce i jest przyjemnie ciepło… Wyobraźcie sobie ląd, na którym tubylcy o skórze w kolorze przypieczonego chleba mówią po polsku. Takim miejscem mógł być Madagaskar. Oczywiście, gdyby historia potoczyła się nieco inaczej. Gdyby Francuzi w latach 30. ubiegłego wieku przekazali nam tę wyspę, a naszym rodakom udało się ją skolonizować. Mielibyśmy wówczas w Afryce trochę polskiej kultury i kuchni, na plażach swojsko brzmiące napisy, a w głębi lądu przewodników posługujących się językiem Miłosza i Gombrowicza. Nasze narodowe linie lotnicze obrałyby Madagaskar za jeden ze swoich głównych wakacyjnych kierunków, a dzieci w szkole uczyłyby się historii tego kraju. Szkoda wam trochę? Bo mnie tak.

Madagaskar ma jednak jeden polski akcent. Chodzi tu o Maurycego Beniowskiego (1746–1786). Malgasze obwołali go w 1776 r. królem wyspy. Chociaż urodził się w Verbó (obecnie słowackie miasteczko Vrbové), na terenie ówczesnych Węgier, uważał się za Polaka, co podkreślał w swoim Pamiętniku.  

Więcej…

13 miesięcy w Etiopii

ALICJA KAFARSKA

 

Melkam Addis Amet!, czyli „Szczęśliwego Nowego Roku!”, te radosne słowa rozbrzmiewają w Etiopii zawsze 11 września (12 w roku przestępnym). Wszystko się zgadza, bowiem przysłowiowego sylwestra Etiopczycy obchodzą niemal w środku naszego roku kalendarzowego. Dzieje się tak dzięki kalendarzowi etiopskiemu (opartemu po części na juliańskim). Dzień 11 albo 12 września jest w nim właśnie początkiem nowego roku. Etiopia to w ogóle dziwny kraj… Używa się tu kalendarza mającego 13 miesięcy – pierwsze 12 liczy po 30 dni, a ostatni, zwany Pagumen, tylko 5 dni (6 w roku przestępnym). Nowy Rok obchodzi się pod koniec pory deszczowej, kiedy niemal wszystko tonie w zieleni. Wita się go ze śpiewem na ustach i wielką radością, tak typową dla mieszkańców tego pięknego kraju. Niespodzianką są jednak nie tylko same miesiące, gdyż kalendarz etiopski (w porównaniu z naszym gregoriańskim) jest młodszy o 7–8 lat. Dlatego też początek milenijnego 2000 r. obchodzony był tutaj we wrześniu 2007 r. Natomiast obecny etiopski 2004 r. rozpoczął się kilka dni temu… Jego nadejście świętowano hucznie 12 września.

Więcej…