ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

 

Ponad 30 lat temu Uganda uwolniła się od reżimu krwawego dyktatora Idiego Amina Dady i zdołała podźwignąć się trochę z ogromnego kryzysu gospodarczego. Kraj ten nadal zaliczany jest do biednych i słabo rozwiniętych, choć w 2005 r. grupa G8+5 (Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Rosja, Wielka Brytania i USA oraz Brazylia, Chiny, Indie, Meksyk i RPA) umorzyła jego długi wobec międzynarodowych instytucji finansowych. Jeśli odwiedzimy przy okazji sąsiednią Rwandę, zauważymy znaczną różnicę między oboma państwami – to drugie szybko się zmienia, ma dobre drogi i dobrze zagospodarowane wsie, w znacznej mierze dzięki pomocy Belgii, dawnego protektora kraju. W Ugandzie zmiany zachodzą wolniej.

Podróżnicy udają się do tego bardzo egzotycznego zakątka świata, położonego w środkowej części Afryki, w poszukiwaniu ostatnich żyjących na wolności goryli górskich. Ale na uwagę zasługują tu nie tylko one, lecz także cała przebogata afrykańska fauna (słonie, hipopotamy, żyrafy, nosorożce, szympansy, makaki, pawiany), sięgający po horyzont, pokryty śniegiem masyw górski Ruwenzori, który wielu uważa za najpiękniejszy na naszym globie, oraz źródła Nilu czy unikatowe, zapierające dech w piersiach parki narodowe. W Ugandzie spotkać można również Pigmejów żyjących w trudno dostępnych wioskach, a wszędzie czuje się atmosferę historii – tej dawnej, kolonialnej i tej tragicznej sprzed kilkudziesięciu czy kilkunastu lat.   

 

Ugandyjskie królestwa

Kraj tworzy sześć dawnych królestw plemion Bantu: Toro, Ankole, Busoga, Bunyoro, Rwenzururu i Buganda. Największe z nich jest to ostatnie, utworzone przez lud Gandów (Baganda). Tu właśnie znajduje się stolica Ugandy i jednocześnie królestwa Bugandy – Kampala. Gandowie szczycą się swoim pierwszym królem (kabaką) Kato Kintu z XIV w., twórcą dynastii Kintu. Z dumą oprowadzają po zabudowaniach pałacowych czy królewskiej nekropolii Kasubi, którą wpisano w 2001 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miejsce spoczynku władców uznawane jest za święte. Ich groby znajdują się w dużej kolistej chacie krytej słomą trzcinową. Jej wnętrze pokrywa specjalnie spreparowana kora drzew, a sfery sacrum i profanum oddziela w tym dawnym pałacu z XIX w. jedynie cienka linia, której nie wolno przekraczać – za nią znajduje się świat zmarłych, do którego żywi nie mają prawa wstępu. Spoczywają tutaj czterej królowie: Mutesa I, Mwanga II, Daudi Chwa II i Edward Mutesa II. W grobowcach Kasubi podziwiać możemy ich portrety oraz dawną broń czy instrumenty muzyczne z XIX i XX stulecia. Z kolei nieopodal prywatnych zabudowań dawnego kompleksu pałacowego wygrzewają się na słońcu wiekowe żółwie – prezent dla jednego z królów Bugandy.

Kampala pięknie prezentuje się z góry, leży malowniczo na wielu wzgórzach. Znajdziemy tu świątynie dla katolików, protestantów i muzułmanów. Na wzgórzu Mengo wznosi się Pałac Lubiri (Mengo) – historyczna siedziba królów Bugandy.

 

Kraina magii (białej i czarnej)

Jak Uganda długa i szeroka, w wielu miejscach praktykowane są pradawne, pierwotne kulty religijne, które w ostatnich czasach nawet przybrały na sile. Daremne okazały się wysiłki misjonarzy chrześcijańskich (katolickich, anglikańskich, protestanckich) czy islamskich, od dwóch wieków krzewiących tutaj swoje religie.

W drodze do miasta Jinja nad jeziorem Wiktorii, z którego wypływa Nil Biały i gdzie znajduje się też największa elektrownia wodna Ugandy (Nalubaale), odwiedzić można magiczne wodospady Sezibwa. Jak głosi legenda, sami królowie sadzili nad nimi drzewa, składając w ten sposób ofiarę tym świętym wodom. Do dzisiaj mieszkańcy korzystają z ich nadprzyrodzonych mocy. Lokalni „czarodzieje” odprawiają tu obrzędy: wracające zdrowie chorym, zapewniające obfite plony rolnikom, dobry poród i zdrowe dzieci – przyszłym matkom, wysokie zyski – przedsiębiorcom.

Podczas zwiedzania ugandyjskich miast i wiosek spotkać można uzdrowicieli duchowych, jasnowidzów, magów, a także doktorów wiedźminów, którzy praktykują czarną magię. W codziennej prasie często pojawiają się doniesienia o tajemniczych śledztwach policji prowadzonych w różnych miejscach w kraju, a nawet informacje o makabrycznych znaleziskach: uciętej głowie z wyłupionymi oczami czy ciele porzuconym na bagnach. To doktorzy wiedźmini dokonują tych rytualnych mordów na zamówienie, wykorzystując wiarę prostych ludzi w czarną magię czy religię przodków. Poćwiartowane szczątki ofiar znajdowane są na bagnach lub w lasach. Naprawdę trudno uwierzyć, że takie praktyki zdarzają się we współczesnym, cywilizowanym świecie.

 

W poszukiwaniu goryli

Obecnie na naszym globie żyje na wolności około 800 goryli: w górach Wirunga na pograniczu Rwandy, Demokratycznej Republiki Konga i Ugandy oraz w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi (Bwindi Impenetrable Forest) w południowo-zachodniej Ugandzie, na obrzeżach Wielkich Rowów Afrykańskich. To jeden z niewielu wilgotnych lasów równikowych, który wyrósł podczas trwania ostatniej epoki lodowcowej. Przez lokalną społeczność nazywany jest miejscem ciemności, a większą jego część objęto ochroną w ramach Parku Narodowego Bwindi i wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stanowi on jeden z najbardziej zróżnicowanych pod względem bioróżnorodności obszarów w Afryce. Występuje tu około 120 gatunków ssaków, 350 gatunków ptaków, 220 gatunków motyli, 160 gatunków drzew, 100 gatunków paproci, 27 gatunków żab, kameleonów, gekonów oraz wiele innych. Żyje w nim prawie połowa światowej populacji goryli górskich, a także szympansy i gerezy. W Parku Narodowym Bwindi spotkamy również rzadkie ptaki, m.in. dzioborożce i turaki.   

Tropienie goryli musi zostać zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Trzeba zrobić rezerwację wejścia do parku na dany dzień, wykupić drogie bilety, a przyglądanie się stadu może trwać najwyżej godzinę. Grupa liczy maksymalnie 8 osób, należy zachować dużą ostrożność, nie patrzeć gorylom w oczy, aby ich nie prowokować, a ze względów sanitarnych nie wolno zbliżać się bardziej niż na odległość 7 metrów. Do tego przyda się też dobra kondycja, bowiem poruszamy się nie wzdłuż wytyczonych szlaków czy ścieżek, ale po leśnych bezdrożach. Poza tym tropienie goryli trwać może nawet cały dzień. Trzeba także zabrać ze sobą suchy prowiant i picie.

Na poszukiwania stada wyruszamy o świcie w pełnej obstawie – z 2 przewodnikami, tragarzami oraz żołnierzami z bronią, którzy towarzyszą nam na wypadek spotkania z kłusownikami, afrykańskim słoniem leśnym czy dzikimi bawołami. Dużo wcześniej w drogę wybierają się tropiciele. To oni poszukują konkretnej gorylej rodziny (a raczej stada) i naprowadzają na nią turystów. Znajduje się ona pod opieką samca przywódcy zwanego srebrzystogrzbietym od pasa srebrnobiałych włosów na grzbiecie. Towarzyszą mu jeden lub dwa samce – wartownicy. W stadzie są na ogół trzy lub cztery dojrzałe samice i kilka młodych. Wędrówka trwa parę godzin i odbywa się w trudnych warunkach, często pod górę i w błocie, przez strumienie, wśród śliskich i kolczastych roślin. Gdy udaje się podejść do stada, można podpatrzeć jego codzienne życie. Samice siedzą spokojnie i żują pędy bambusa, młode są zajęte zabawą, podczas której zwijają się i wzajemnie popychają, zwinnie wdrapują na drzewa. Przywódca uważnie obserwuje przybyszy, po pewnym czasie podchodzi bliżej, stąpając dumnie na knykciach i prężąc ciało. Temu spektaklowi towarzyszą przewodnicy, strażnicy z bronią i tropiciele. Cały czas należy zachowywać wzmożoną czujność i ostrożność. Dorosłe osobniki prowadzą powolne, leniwe życie, za dnia poruszają się po ziemi, ale śpią na drzewach. Dodatkowo każdej nocy budują gniazda z gałęzi i liści w innym miejscu. Mimo dużej masy ciała (srebrzystogrzbiety może ważyć nawet do 220 kg, samica jest średnio o połowę lżejsza), są bardzo zwinne. Goryle to przeważnie roślinożercy – jedzą owoce, liście, pędy, korzenie, korę, kiełki, a czasem wzbogacają swoją dietę owadami. Nie wydają się być szczególnie agresywne, o czym świadczy fakt, że pozwalają podejść do siebie na dość bliską odległość. W przypadku zagrożenia goryl uderza się pięściami w piersi, co stanowi część skomplikowanego rytuału – pokazu siły. Potem zaczyna hukać, podchodzi do intruza, pokazuje zęby, faluje ramionami i wściekle ryczy. Jeśli to nie odstraszy przeciwnika, przystępuje do szarży. Trzeba się więc mieć na baczności.

Tropiąc goryle górskie, należy pamiętać o Dian Fossey. To właśnie jej zawdzięczamy fakt, że trafiły one na listę zwierząt zagrożonych wymarciem i zapewniono im ochronę. Dian Fossey przez 18 lat prowadziła badania nad gorylami w lasach gór Wirunga w północnej Rwandzie (Park Narodowy Wulkanów). W grudniu 1985 r. została znaleziona martwa w swoim górskim domu. Na jej ciele odkryto ślady po ciosie maczetą. Do dzisiaj nie odnaleziono sprawców tej zbrodni, a przez długi czas o śmierć Fossey obwiniano kłusowników, z którymi zaciekle walczyła. Jednak obecnie o zlecenie morderstwa oskarżany jest były gubernator prefektury Ruhengeri w północno-zachodniej Rwandzie, Protais Zigiranyirazo. Kilka lat później utworzył on szwadrony śmierci, które zasłynęły wielkim okrucieństwem podczas masakry ludu Tutsi w 1994 r. (zginęło wówczas około miliona osób).

Dian Fossey została pochowana w pobliżu swoich ukochanych goryli górskich, na cmentarzyku położonym na trudno dostępnym terenie w górach, niedaleko jej miejsca zamieszkania (w Karisoke). Pozostała po niej fundacja The Dian Fossey Gorilla Fund International, która kontynuuje zadanie ochrony tych zagrożonych wyginięciem zwierząt.

 

U Pigmejów

Uważa się, że prowadzący koczowniczy tryb życia Pigmeje byli pierwszymi mieszkańcami terenów dzisiejszej Ugandy i Rwandy. Dopiero później przybyły tu rolnicze plemiona Hutu, a w XV w. – lud pasterski Tutsi. Dziś Pigmeje mieszkają w trudno dostępnych wioskach w dżungli, do których rzadko zaglądają turyści. Co ciekawe, tworzą oni małe, odrębne społeczności, nie wiedzące nic o istnieniu innych. Nie posługują się tym samym językiem i nie mają świadomości wspólnej historii. Kultywują odwieczne tradycje i bogate obrzędy związane z totemizmem. Na czele ich wspólnoty stoi król (w koronie z ptasich piór), który przewodzi małej społeczności. Pigmeje prowadzą życie na granicy egzystencji, uprawiają bataty, kukurydzę, fasolę i wanilię. 

 

Ruwenzori – najpiękniejsze góry świata

W II w. n.e. grecki uczony Ptolemeusz nazwał masyw RuwenzoriGórami Księżycowymi, których śniegi karmią jeziora. Przez wielu są one uznawane za najpiękniejsze góry świata. I rzeczywiście szczyty Ruwenzori pokrywają śniegi, a ponieważ w tym regionie często pada także deszcz, nadano im też inną nazwę – Góry Deszczowe. Prawdziwą gratką dla globtroterów jest zdobycie najwyższego wzniesienia masywu Ruwenzori – Margherity (5109 m n.p.m.). Droga na szczyt prowadzi błotnistymi ścieżkami przez zarośla, po drabinkach, stromych skałach, zamarzniętym śniegu i lodowcu i wymaga korzystania z raków i lin. Podczas niej towarzyszą wędrowcom krajobrazy zmieniające się jak w filmie. Można tu podziwiać gęsty tropikalny las, bambusowe zarośla, otwarte przestrzenie bagien i mokradeł, niesamowite drzewa z długimi brodami jasnozielonych porostów, skały szare i nagie albo rude od rosnących na nich mchów, płaskowyż pokryty śniegiem i lodem, górskie jeziora. I to wszystko w pasie równika… Zdobycie Margherity jest prawdziwym wyzwaniem okupionym ogromnym wysiłkiem i morzem potu. Za to zapierające dech w piersiach widoki, które można podziwiać ze szczytu, są bezcenne!

 


 

Artykuły wybrane losowo

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…

MAGIA WIELKIEGO BŁĘKITU – 7 KONTYNENTÓW

DAREK SEPIOŁO

 

Głębiny mórz i oceanów przyciągają ciszą i zjawiskowym pięknem, kto raz uległ ich urokowi wie, że wielki błękit działa jak magnes. Wystarczy odpowiednio na niego spojrzeć, a roztoczy przed nami widoki, które chciałoby się oglądać w nieskończoność.

Dla większości nurków pierwsze chwile pod wodą to zwykle fascynacja niezmiernie bujnym i kolorowym światem raf. Filipiny, Indonezja i Malezja leżą w samym środku koralowego trójkąta, czyli obszaru największego rozkwitu podwodnego życia. Właśnie tam zaczyna się nasza fascynująca podróż po 7 kontynentach. Centralny rejon Filipin, jakim jest archipelag Visayas, to mało znany turystom zakątek Azji. Przybywają tutaj właściwie jedynie miłośnicy nurkowania z całego świata. Visayas oferuje im ciągnące się po horyzont ogrody koralowe, a także spotkanie z jednym z najrzadszych gatunków rekina – kosogonem. Malezyjska wyspa Sipadan została wpisana na listę podwodnych skarbów przez samego Jacquesa Cousteau. Od prawie 20 lat jest uznawana za jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania. Sąsiadująca z Malezją Indonezja słynie z unikalnego w skali światowej ekosystemu, który powstał w cieśninie Lembeh. Takiej różnorodności przedziwnych podwodnych stworzeń nie ma nigdzie indziej na naszej planecie.

Więcej…

Etiopia – ginący świat

KATARZYNA DUDEK

 

                                                                                                                 FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL 

<< Etiopia to kraj, który pozostaje w sercu na zawsze, a podróżowanie po nim jest łatwiejsze niż myślimy. Powinni się o tym przekonać szczególnie ci, którzy nie odwiedzili jeszcze tzw. Rogu Afryki. Z pewnością będą zachwyceni bezcennymi skarbami dawnej Abisynii. >>

Podróżującym po Etiopii polecam wybór kompletnej trasy, tzn. zwiedzenie terenów północnych (do Aksum) połączone z wyprawą na południe (aż do granic słonego Jeziora Turkana, dawniej Jeziora Rudolfa). Ten program można wzbogacić o wycieczkę do położonego na wschodzie muzułmańskiego miasta Harar (Harer) oraz na plantacje kawy na zachodzie lub wymagający idealnego zdrowia wyjazd do Kotliny Danakilskiej (Afaru) – depresji w zapadlisku tektonicznym wchodzącym w skład Wielkich Rowów Afrykańskich. Dlaczego warto przemierzyć ten kraj wzdłuż i wszerz, żeby zobaczyć jak najwięcej miejsc? Otóż tempo zachodzących tu zmian jest tak duże, że trzeba się śpieszyć, aby zdążyć poznać prawdziwą afrykańską Etiopię. 

Więcej…