ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

 

Ponad 30 lat temu Uganda uwolniła się od reżimu krwawego dyktatora Idiego Amina Dady i zdołała podźwignąć się trochę z ogromnego kryzysu gospodarczego. Kraj ten nadal zaliczany jest do biednych i słabo rozwiniętych, choć w 2005 r. grupa G8+5 (Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Rosja, Wielka Brytania i USA oraz Brazylia, Chiny, Indie, Meksyk i RPA) umorzyła jego długi wobec międzynarodowych instytucji finansowych. Jeśli odwiedzimy przy okazji sąsiednią Rwandę, zauważymy znaczną różnicę między oboma państwami – to drugie szybko się zmienia, ma dobre drogi i dobrze zagospodarowane wsie, w znacznej mierze dzięki pomocy Belgii, dawnego protektora kraju. W Ugandzie zmiany zachodzą wolniej.

Podróżnicy udają się do tego bardzo egzotycznego zakątka świata, położonego w środkowej części Afryki, w poszukiwaniu ostatnich żyjących na wolności goryli górskich. Ale na uwagę zasługują tu nie tylko one, lecz także cała przebogata afrykańska fauna (słonie, hipopotamy, żyrafy, nosorożce, szympansy, makaki, pawiany), sięgający po horyzont, pokryty śniegiem masyw górski Ruwenzori, który wielu uważa za najpiękniejszy na naszym globie, oraz źródła Nilu czy unikatowe, zapierające dech w piersiach parki narodowe. W Ugandzie spotkać można również Pigmejów żyjących w trudno dostępnych wioskach, a wszędzie czuje się atmosferę historii – tej dawnej, kolonialnej i tej tragicznej sprzed kilkudziesięciu czy kilkunastu lat.   

 

Ugandyjskie królestwa

Kraj tworzy sześć dawnych królestw plemion Bantu: Toro, Ankole, Busoga, Bunyoro, Rwenzururu i Buganda. Największe z nich jest to ostatnie, utworzone przez lud Gandów (Baganda). Tu właśnie znajduje się stolica Ugandy i jednocześnie królestwa Bugandy – Kampala. Gandowie szczycą się swoim pierwszym królem (kabaką) Kato Kintu z XIV w., twórcą dynastii Kintu. Z dumą oprowadzają po zabudowaniach pałacowych czy królewskiej nekropolii Kasubi, którą wpisano w 2001 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Miejsce spoczynku władców uznawane jest za święte. Ich groby znajdują się w dużej kolistej chacie krytej słomą trzcinową. Jej wnętrze pokrywa specjalnie spreparowana kora drzew, a sfery sacrum i profanum oddziela w tym dawnym pałacu z XIX w. jedynie cienka linia, której nie wolno przekraczać – za nią znajduje się świat zmarłych, do którego żywi nie mają prawa wstępu. Spoczywają tutaj czterej królowie: Mutesa I, Mwanga II, Daudi Chwa II i Edward Mutesa II. W grobowcach Kasubi podziwiać możemy ich portrety oraz dawną broń czy instrumenty muzyczne z XIX i XX stulecia. Z kolei nieopodal prywatnych zabudowań dawnego kompleksu pałacowego wygrzewają się na słońcu wiekowe żółwie – prezent dla jednego z królów Bugandy.

Kampala pięknie prezentuje się z góry, leży malowniczo na wielu wzgórzach. Znajdziemy tu świątynie dla katolików, protestantów i muzułmanów. Na wzgórzu Mengo wznosi się Pałac Lubiri (Mengo) – historyczna siedziba królów Bugandy.

 

Kraina magii (białej i czarnej)

Jak Uganda długa i szeroka, w wielu miejscach praktykowane są pradawne, pierwotne kulty religijne, które w ostatnich czasach nawet przybrały na sile. Daremne okazały się wysiłki misjonarzy chrześcijańskich (katolickich, anglikańskich, protestanckich) czy islamskich, od dwóch wieków krzewiących tutaj swoje religie.

W drodze do miasta Jinja nad jeziorem Wiktorii, z którego wypływa Nil Biały i gdzie znajduje się też największa elektrownia wodna Ugandy (Nalubaale), odwiedzić można magiczne wodospady Sezibwa. Jak głosi legenda, sami królowie sadzili nad nimi drzewa, składając w ten sposób ofiarę tym świętym wodom. Do dzisiaj mieszkańcy korzystają z ich nadprzyrodzonych mocy. Lokalni „czarodzieje” odprawiają tu obrzędy: wracające zdrowie chorym, zapewniające obfite plony rolnikom, dobry poród i zdrowe dzieci – przyszłym matkom, wysokie zyski – przedsiębiorcom.

Podczas zwiedzania ugandyjskich miast i wiosek spotkać można uzdrowicieli duchowych, jasnowidzów, magów, a także doktorów wiedźminów, którzy praktykują czarną magię. W codziennej prasie często pojawiają się doniesienia o tajemniczych śledztwach policji prowadzonych w różnych miejscach w kraju, a nawet informacje o makabrycznych znaleziskach: uciętej głowie z wyłupionymi oczami czy ciele porzuconym na bagnach. To doktorzy wiedźmini dokonują tych rytualnych mordów na zamówienie, wykorzystując wiarę prostych ludzi w czarną magię czy religię przodków. Poćwiartowane szczątki ofiar znajdowane są na bagnach lub w lasach. Naprawdę trudno uwierzyć, że takie praktyki zdarzają się we współczesnym, cywilizowanym świecie.

 

W poszukiwaniu goryli

Obecnie na naszym globie żyje na wolności około 800 goryli: w górach Wirunga na pograniczu Rwandy, Demokratycznej Republiki Konga i Ugandy oraz w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi (Bwindi Impenetrable Forest) w południowo-zachodniej Ugandzie, na obrzeżach Wielkich Rowów Afrykańskich. To jeden z niewielu wilgotnych lasów równikowych, który wyrósł podczas trwania ostatniej epoki lodowcowej. Przez lokalną społeczność nazywany jest miejscem ciemności, a większą jego część objęto ochroną w ramach Parku Narodowego Bwindi i wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stanowi on jeden z najbardziej zróżnicowanych pod względem bioróżnorodności obszarów w Afryce. Występuje tu około 120 gatunków ssaków, 350 gatunków ptaków, 220 gatunków motyli, 160 gatunków drzew, 100 gatunków paproci, 27 gatunków żab, kameleonów, gekonów oraz wiele innych. Żyje w nim prawie połowa światowej populacji goryli górskich, a także szympansy i gerezy. W Parku Narodowym Bwindi spotkamy również rzadkie ptaki, m.in. dzioborożce i turaki.   

Tropienie goryli musi zostać zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. Trzeba zrobić rezerwację wejścia do parku na dany dzień, wykupić drogie bilety, a przyglądanie się stadu może trwać najwyżej godzinę. Grupa liczy maksymalnie 8 osób, należy zachować dużą ostrożność, nie patrzeć gorylom w oczy, aby ich nie prowokować, a ze względów sanitarnych nie wolno zbliżać się bardziej niż na odległość 7 metrów. Do tego przyda się też dobra kondycja, bowiem poruszamy się nie wzdłuż wytyczonych szlaków czy ścieżek, ale po leśnych bezdrożach. Poza tym tropienie goryli trwać może nawet cały dzień. Trzeba także zabrać ze sobą suchy prowiant i picie.

Na poszukiwania stada wyruszamy o świcie w pełnej obstawie – z 2 przewodnikami, tragarzami oraz żołnierzami z bronią, którzy towarzyszą nam na wypadek spotkania z kłusownikami, afrykańskim słoniem leśnym czy dzikimi bawołami. Dużo wcześniej w drogę wybierają się tropiciele. To oni poszukują konkretnej gorylej rodziny (a raczej stada) i naprowadzają na nią turystów. Znajduje się ona pod opieką samca przywódcy zwanego srebrzystogrzbietym od pasa srebrnobiałych włosów na grzbiecie. Towarzyszą mu jeden lub dwa samce – wartownicy. W stadzie są na ogół trzy lub cztery dojrzałe samice i kilka młodych. Wędrówka trwa parę godzin i odbywa się w trudnych warunkach, często pod górę i w błocie, przez strumienie, wśród śliskich i kolczastych roślin. Gdy udaje się podejść do stada, można podpatrzeć jego codzienne życie. Samice siedzą spokojnie i żują pędy bambusa, młode są zajęte zabawą, podczas której zwijają się i wzajemnie popychają, zwinnie wdrapują na drzewa. Przywódca uważnie obserwuje przybyszy, po pewnym czasie podchodzi bliżej, stąpając dumnie na knykciach i prężąc ciało. Temu spektaklowi towarzyszą przewodnicy, strażnicy z bronią i tropiciele. Cały czas należy zachowywać wzmożoną czujność i ostrożność. Dorosłe osobniki prowadzą powolne, leniwe życie, za dnia poruszają się po ziemi, ale śpią na drzewach. Dodatkowo każdej nocy budują gniazda z gałęzi i liści w innym miejscu. Mimo dużej masy ciała (srebrzystogrzbiety może ważyć nawet do 220 kg, samica jest średnio o połowę lżejsza), są bardzo zwinne. Goryle to przeważnie roślinożercy – jedzą owoce, liście, pędy, korzenie, korę, kiełki, a czasem wzbogacają swoją dietę owadami. Nie wydają się być szczególnie agresywne, o czym świadczy fakt, że pozwalają podejść do siebie na dość bliską odległość. W przypadku zagrożenia goryl uderza się pięściami w piersi, co stanowi część skomplikowanego rytuału – pokazu siły. Potem zaczyna hukać, podchodzi do intruza, pokazuje zęby, faluje ramionami i wściekle ryczy. Jeśli to nie odstraszy przeciwnika, przystępuje do szarży. Trzeba się więc mieć na baczności.

Tropiąc goryle górskie, należy pamiętać o Dian Fossey. To właśnie jej zawdzięczamy fakt, że trafiły one na listę zwierząt zagrożonych wymarciem i zapewniono im ochronę. Dian Fossey przez 18 lat prowadziła badania nad gorylami w lasach gór Wirunga w północnej Rwandzie (Park Narodowy Wulkanów). W grudniu 1985 r. została znaleziona martwa w swoim górskim domu. Na jej ciele odkryto ślady po ciosie maczetą. Do dzisiaj nie odnaleziono sprawców tej zbrodni, a przez długi czas o śmierć Fossey obwiniano kłusowników, z którymi zaciekle walczyła. Jednak obecnie o zlecenie morderstwa oskarżany jest były gubernator prefektury Ruhengeri w północno-zachodniej Rwandzie, Protais Zigiranyirazo. Kilka lat później utworzył on szwadrony śmierci, które zasłynęły wielkim okrucieństwem podczas masakry ludu Tutsi w 1994 r. (zginęło wówczas około miliona osób).

Dian Fossey została pochowana w pobliżu swoich ukochanych goryli górskich, na cmentarzyku położonym na trudno dostępnym terenie w górach, niedaleko jej miejsca zamieszkania (w Karisoke). Pozostała po niej fundacja The Dian Fossey Gorilla Fund International, która kontynuuje zadanie ochrony tych zagrożonych wyginięciem zwierząt.

 

U Pigmejów

Uważa się, że prowadzący koczowniczy tryb życia Pigmeje byli pierwszymi mieszkańcami terenów dzisiejszej Ugandy i Rwandy. Dopiero później przybyły tu rolnicze plemiona Hutu, a w XV w. – lud pasterski Tutsi. Dziś Pigmeje mieszkają w trudno dostępnych wioskach w dżungli, do których rzadko zaglądają turyści. Co ciekawe, tworzą oni małe, odrębne społeczności, nie wiedzące nic o istnieniu innych. Nie posługują się tym samym językiem i nie mają świadomości wspólnej historii. Kultywują odwieczne tradycje i bogate obrzędy związane z totemizmem. Na czele ich wspólnoty stoi król (w koronie z ptasich piór), który przewodzi małej społeczności. Pigmeje prowadzą życie na granicy egzystencji, uprawiają bataty, kukurydzę, fasolę i wanilię. 

 

Ruwenzori – najpiękniejsze góry świata

W II w. n.e. grecki uczony Ptolemeusz nazwał masyw RuwenzoriGórami Księżycowymi, których śniegi karmią jeziora. Przez wielu są one uznawane za najpiękniejsze góry świata. I rzeczywiście szczyty Ruwenzori pokrywają śniegi, a ponieważ w tym regionie często pada także deszcz, nadano im też inną nazwę – Góry Deszczowe. Prawdziwą gratką dla globtroterów jest zdobycie najwyższego wzniesienia masywu Ruwenzori – Margherity (5109 m n.p.m.). Droga na szczyt prowadzi błotnistymi ścieżkami przez zarośla, po drabinkach, stromych skałach, zamarzniętym śniegu i lodowcu i wymaga korzystania z raków i lin. Podczas niej towarzyszą wędrowcom krajobrazy zmieniające się jak w filmie. Można tu podziwiać gęsty tropikalny las, bambusowe zarośla, otwarte przestrzenie bagien i mokradeł, niesamowite drzewa z długimi brodami jasnozielonych porostów, skały szare i nagie albo rude od rosnących na nich mchów, płaskowyż pokryty śniegiem i lodem, górskie jeziora. I to wszystko w pasie równika… Zdobycie Margherity jest prawdziwym wyzwaniem okupionym ogromnym wysiłkiem i morzem potu. Za to zapierające dech w piersiach widoki, które można podziwiać ze szczytu, są bezcenne!

 


 

Artykuły wybrane losowo

Costa Rica, czyli Bogate Wybrzeże

MAGDALENA ŁADANAJ


Kostaryka jestpołożona między dwoma oceanami (Atlantyckim i Spokojnym), od północy graniczy z Nikaraguą, a od południa – z Panamą. W ciągu jednego dnia można więc podziwiać w niej magiczny wschód słońca nad Morzem Karaibskim i zniewalający zachód słońca na plaży nad Pacyfikiem. Niegdyś w tym regionie Ameryki Środkowej żyła głównie rdzenna ludność, dziś pozostało niewielu jej potomków. Starają się jednak pielęgnować swoje zwyczaje i tradycje, np. mieszkający na południu kraju Indianie Bribri nadal wytwarzają pyszną naturalną czekoladę.

Więcej…

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…