MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym wśród Polaków. Szczególnie modna jest jej największa wyspa – Margarita, nazywana „Perłą Karaibów”. Łączy ona dzikość wenezuelskiej przyrody z rajskim krajobrazem tropikalnych plaż. To także doskonały punkt wypadowy do odkrywania wspaniałych atrakcji pięknego kraju Simóna Bolívara i kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza. Dla turystów z Europy przygoda z niepowtarzalną Wenezuelą bardzo często zaczyna się właśnie od Margarity.

 

To samo dotyczy Polaków, zwłaszcza teraz, kiedy od 5 listopada 2011 r. na miejscowym lotnisku w Porlamar zaczęły lądować co tydzień (i będzie tak w tym sezonie zimowym aż do 24 marca 2012 r.) samoloty czarterowe biura Itaka, którymi latają też klienci Exim Tours i Summerelse. Po kilku dniach sielskiego wypoczynku w wybranym hotelu all inclusive i na malowniczych plażach wyruszają stąd np. na wycieczki po Margaricie, na sąsiednie wyspy – Coche i Cubagua, do delty największej rzeki kraju – Orinoko, na rajski archipelag Los Roques lub do Parku Narodowego Canaima z ukrytym w dżungli najwyższym wodospadem świata – Salto Ángel – oraz bezkresną Gran Sabaną (Wielką Sawanną).       

Dla osób mogących spędzić w Wenezueli minimum 2 tygodnie i chcących poznać lepiej kontynentalną część kraju organizowane są dłuższe wycieczki objazdowe – programy 7-dniowe i inne. Turyści ci zobaczą znacznie więcej zapierających dech w piersiach atrakcji tego południowoamerykańskiego kraju, który olśniewa niesamowitym bogactwem dziewiczej natury. „Perła Karaibów” powinna być dla wszystkich spragnionych poznawania świata podróżników jedynie pierwszym przystankiem, skąd wyruszą później na odkrywanie licznych skarbów Wenezueli. Nigdzie indziej na ziemi nie zobaczą tak wspaniałych i tajemniczych cudów przyrody!

Turystom przylatującym na Margaritę chciałbym polecić 10 – moim zdaniem – najciekawszych wycieczek, jakie oferują miejscowe biura podróży. Przygotowane przez Wenezuelczyków atrakcyjne programy zachęcają zagranicznych gości do aktywnego spędzenia czasu na tej karaibskiej wyspie i opuszczenia choć na chwilę komfortowych hoteli all inclusive. Przede wszystkim pozwalają jednak poznać, dzięki 1- i 2-dniowym wycieczkom, najważniejsze atrakcje turystyczne Wenezueli: Park Narodowy Canaima, wodospad numer 1 na świecie – Salto Ángel (979 metrów wysokości!), deltę Orinoko i bajkowy archipelag koralowych wysp Los Roques. Wybór jest dość duży, bowiem to południowoamerykańskie państwo, niemal 3-krotnie większe od Polski (mające ponad 916 tys. km2 powierzchni), oferuje turystom wiele fascynujących miejsc. Dzięki temu podróż do Wenezueli na pewno będzie niezapomniana!     

 

 

LAGUNA DE CANAIMA I SALTO ÁNGEL

Z Margarity warto wybrać się na całodniową wyprawę do Parku Narodowego Canaima wpisanego w 1994 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.Jest to najstarszy region na ziemi, z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – bezkresną dżunglą, majestatycznymi tepuyes (ogromnymi górami stołowymi), które zajmują ok. 65 proc. jego powierzchni, osadami Indian Pemón oraz poprzecinaną przez potężne rzeki i wodospady Wielką Sawanną. Podczas tej wycieczki turyści przelatują samolotem nad olbrzymim Salto Ángel (oczywiście, jeśli pozwolą na to warunki atmosferyczne) i odwiedzają niepowtarzalną lagunę Canaima słynącą z malowniczych wodospadów – Hacha, Wadaima, Golondrina i Ucaima. Podziwiają też wyłaniające się z obłoków tajemnicze tepuyes, które są najstarszą częścią naszej planety – daje im się ponad 1,5 mld lat! Nie dziwi więc fakt, że znany brytyjski pisarz Arthur Conan Doyle (1859–1930) umiejscowił akcję swojej powieści Zaginiony świat właśnie w tym dziewiczym regionie Wenezueli. W programie całodniowej wycieczki do Canaimy jest też – oczywiście – lunch nad brzegiem laguny. Posiłek w tak pięknych okolicznościach przyrody z pewnością pozostanie na długo w pamięci!   

 

 

DELTA–CANAIMA

Niezapomnianą wyprawą z „Perły Karaibów” będzie również dłuższa, bowiem 2-dniowa podróż (z jednym noclegiem) do ogromnej delty majestatycznej rzeki Orinoko oraz do Parku Narodowego Canaima z potężnym wodospadem Salto Ángel. Dzięki tej wycieczce można więc poznać aż trzy światowej sławy atrakcje turystyczne Wenezueli! Pierwszą z nich jest magiczna delta Orinoko, olbrzymie terytorium porośnięte gęstą dziewiczą dżunglą. Nieodłącznym elementem tutejszego krajobrazu są domy Indian Warao, zbudowane na palach nad brzegiem największej rzeki kraju i jej licznych odnóg (palafitos). Druga światowej sławy atrakcja Wenezueli to wspominana już przeze mnie niezmiernie malownicza laguna Canaima ze spektakularnymi kaskadami, a trzecia – Salto Ángel. Jeśli pozwolą na to warunki klimatyczne, uczestnicy tej wycieczki przeżyją niezapomniany lot samolotem nad tym najwyższym wodospadem świata. W programie 2-dniowej wyprawy do delty Orinoko i Canaimy znajduje się – oczywiście – pełne wyżywienie (trzy posiłki dziennie). Jedno jest pewne – ci turyści, którzy zdecydują się na tę wycieczkę, będą mieli wspaniałe wspomnienia i poznają trzy cudowne perły Ameryki Południowej.   

 

 

LOS ROQUES

Kolejna godna polecenia wyprawa z Margarity to 24-godzinna wizyta na bajkowych wyspach koralowych Los Roques. Niezapomnianym przeżyciem będzie pływanie katamaranem po tym przepięknym archipelagu uważanym za wyjątkowy na Karaibach. Podczas takiego kilkugodzinnego rejsu uczestnicy wycieczki odkryją rajskie koralowe wysepki. Otoczone są one bielutkimi jak śnieg piaszczystymi plażami obmywanymi przez krystalicznie czyste turkusowe wody pełne dziewiczych raf. Nic więc dziwnego, że pływanie, snorkeling czy nurkowanie na tym przepięknym archipelagu dostarczają wspaniałych wspomnień. Tak samo zresztą jak nocleg w klimatycznym rodzinnym pensjonacie, nazywanym tutaj posadą, w małej wiosce rybackiej na głównej wyspie Los Roques – Gran Roque. Ten rajski wenezuelski archipelag uważa się za jeden z najbogatszych ekosystemów wodnych na świecie. Dlatego też utworzono tu park narodowy, a na żadnej z jego ok. 50 wysp nie ma samochodów ani hoteli (jedynie posady). Turyści biorący udział w tej 24-godzinnej wycieczce mają zapewnione – oczywiście – pełne wyżywienie. Los Roques zachwyci na pewno wszystkich swoim naturalnym pięknem i dziewiczymi pejzażami, obecność człowieka na tym prawie 2-tysięcznym archipelagu zdradzają co najwyżej nieliczne chatki w karaibskim stylu czy przycumowane przy brzegu łódki, jachty i katamarany. 

 

JEEP TOUR PO MARGARICIE

Podczas tej 8-godzinnej wycieczki pozna się różnorodne krajobrazy wyspy, zabytki z epoki kolonialnej, sanktuaria religijne, piękne plaże oraz tradycyjny sposób życia mieszkańców miejscowych wiosek rybackich i osad rolniczych. Tzw. jeep tour to wesoła przygoda (strumieniami leje się zimne piwo i wyśmienity wenezuelski rum) w pojazdach z napędem na cztery koła, które prowadzą doświadczeni kierowcy-przewodnicy. W programie znajduje się nie tylko krótki rajd po bezdrożach, ale także wizyta w historycznym Castillo de Santa Rosa (Zamku św. Róży) w stolicy Margarity – La Asunción, w El Valle del Espíritu Santo (Dolinie Ducha Świętego) z Basílica Menor de Nuestra Señora del Valle (Bazyliką Mniejszą Matki Bożej z Doliny), gdzie przechowuje się cudowny posąg patronki wyspy, rybaków i Marynarki Wojennej Wenezueli, oraz w niepowtarzalnym Parku Narodowym Laguna de La Restinga. Tutaj na turystów czeka wycieczka łodzią po wspaniałym labiryncie naturalnych kanałów biegnących przez wiecznie zielone lasy namorzynowe. Podczas niej można podziwiać egzotyczne gatunki ptaków – flamingi, głuptaki, fregaty czy pelikany. Jest też czas na odpoczynek na półwyspie Macanao słynącym z pięknych, dziewiczych i rozległych plaż. Na jednej z nich – Punta Arenas – przewidziano lunch, na który podaje się przepyszną rybę. Jeep tour po Margaricie będzie na pewno wspaniałą przygodą i doskonałą zabawą dla każdego.   

 

COCHE

Ta 9-godzinna wycieczka rozpoczyna się krótkim rejsem katamaranem żaglowym lub jachtem motorowym na sąsiednią wyspę Coche, położoną na południe od Margarity. Można na niej oddać się pełnemu relaksowi w rajskim otoczeniu, ciesząc oczy pięknymi karaibskimi krajobrazami oraz racząc się zimnymi napojami, piwem i wyśmienitymi tropikalnymi koktajlami. Turystów orzeźwia tutaj także cudowna morska bryza. Amatorów aktywnego wypoczynku z pewnością zainteresuje fakt, że Coche słynie z idealnych warunków dla miłośników wind- i kitesurfingu, a fanów opalania się i pluskania w ciepłym morzu przyciągną wspaniałe, bielutkie plaże (na czele z La Puntą). Błogi relaks przerywa jedynie pyszny lunch. Jednak po napełnieniu zgłodniałych żołądków można znowu powrócić do rajskiego odpoczynku. Bez wątpienia kilkugodzinny pobyt na malowniczej wysepce Coche zrelaksuje wszystkich turystów, zapewni im ciszę i spokój oraz wiele atrakcji.

 

 

CUBAGUA

Kolejną godną polecenia wycieczką z Margarity jest rejs po krystalicznie czystych turkusowych wodach Morza Karaibskiego na sąsiednią wyspę Cubagua. Po dotarciu na nią można uprawiać snorkeling w okolicach zatopionego u jej brzegów statku (promu) Cacica Isabel, gdzie powstała sztuczna rafa koralowa, oraz podziwiać bogatą podwodną florę i faunę. Warto też skorzystać z kąpieli w naturalnej studni z błotem, które ma dobroczynne właściwości dla skóry, oraz zrelaksować się na dziewiczej plaży. Na wyspie Cubagua Hiszpanie założyli w 1500 r. pierwszą osadę w Ameryce Południowej – Nueva Cádiz, czyli Nowy Kadyks. Dzisiaj można oglądać jedynie pozostałe po niej skromne ruiny, ogłoszone przez rząd Wenezueli Pomnikiem Narodowym (Monumento Nacional). Podczas tej 9-godzinnej wycieczki przewidziano również pyszny lunch i degustację owoców tropikalnych, a turyści cały czas mają do dyspozycji zimne napoje orzeźwiające, piwo i doskonały wenezuelski rum. Wizyta na wyspie Cubagua umożliwia nie tylko dobrą zabawę, zadbanie o zdrowie, ale i poznanie historii najstarszego miasta Wenezueli – nieistniejącego już Nueva Cádiz.   

 

 

LOS FRAILES

Miłośnicy nurkowania i snorkelingu nie powinni przegapić 7-godzinnej wycieczki na pobliski archipelag Los Frailes (Mnichów). Składa się on z 9 wysepek, położonych na północny wschód od Margarity. Turyści nie znajdą tutaj plaż, lecz doskonałe miejsca dla amatorów podwodnych przygód. Z radością zanurzą się oni w przezroczystych wodach archipelagu Los Frailes, gdzie czekają na nich kolorowe i różnorodne koralowce, barwne ryby, skorupiaki i gąbki. Podczas tej wycieczki przewidziany jest także lunch. Szczęśliwcy mogą tu znaleźć w płytkich wodach ostrygi z perłami. Nic w tym dziwnego – już hiszpańscy konkwistadorzy nazwali miejscowe wybrzeże dzisiejszej Wenezueli Costa de las Perlas, czyli „Wybrzeżem Pereł”.

 

LAGUNA DE LA RESTINGA

Dla amatorów dobrej zabawy, przygody, przyrody, relaksu i sportu polecam 4-godzinną wycieczkę kajakiem labiryntem naturalnych kanałów (20 udostępnionych jest dla turystów) Laguny de la Restinga na półwyspie Macanao na Margaricie. Płynie się wówczas pośród wspaniałych, rozległych lasów namorzynowych. Z perspektywy kajaka można podziwiać bogatą faunę morską i egzotyczne gatunki ptaków typowe dla tego cudownego miejsca, na terenie którego utworzono park narodowy. Warto się tu wybrać, ponieważ wycieczka ze wschodniej części wyspy, z pełnych hoteli kurortów turystycznych do dziewiczej Laguny de La Restinga to jak wyprawa do innego świata...   

 

 

TOUR 7 PLAŻ       

Miłośnicy gorącego słońca i rajskich karaibskich krajobrazów z pewnością będą zadowoleni z udziału w Tour 7 Playas. Podczas tej 8-godzinnej wycieczki turyści odwiedzają siedem z najbardziej atrakcyjnych plaż wyspy Margarita: Paraiso, El Yaque (mekka wind- i kitesurferów z całego świata), Bahia de Juan Griego z malowniczą La Galerą, Puerto Viejo, Manzanillo, El Agua i Parguito. Na trzech z nich przewidziano dłuższy wypoczynek – jest to czas na orzeźwiającą kąpiel w Morzu Karaibskim. Uczestnicy tego touru mają do dyspozycji zimne napoje orzeźwiające, piwo oraz poprawiający wszystkim humor wyśmienity wenezuelski rum. Nie może również zabraknąć pysznego lunchu na plaży. Tour 7 Playas jest bez wątpienia gwarancją doskonałej zabawy!   

 

PŁYWANIE Z DELFINAMI

Polecam także 4-godzinną wycieczkę z hotelu do Waterland Mundo Marino w Pampatar – wspaniałego wodnego świata na Margaricie. Tylko tutaj można przeżyć magiczne i cudowne doświadczenie – pływanie z sympatycznymi i inteligentnymi delfinami. Jest to jedyne centrum w Wenezueli, gdzie prowadzi się zajęcia z delfinoterapii – idealne dla ciała i duszy. Przez 30 minut turyści pływają i bawią się z tymi wodnymi ssakami, dotykają je i rozmawiają z nimi (niektórzy nawet śpiewają!). Wykonują również całą serię dobroczynnych dla zdrowia ćwiczeń, oczywiście, pod okiem przeszkolonego i doświadczonego instruktora. Pływanie z delfinami jest z pewnością niesamowitą zabawą i niezapomnianym przeżyciem. 

            Ten, kto zdecyduje się na wakacje na Margaricie, ale połączy błogie lenistwo na malowniczych karaibskich plażach i w komfortowych hotelach all inclusive z interesującymi wycieczkami, aktywnym wypoczynkiem wśród dziewiczej przyrody, wizytami w indiańskich wioskach, poznawaniem zapierających dech w piersiach wenezuelskich parków narodowych, nie będzie żałował swojego wyboru i przywiezie do domu cudowne wspomnienia oraz setki wspaniałych zdjęć. Naprawdę warto poznać bliżej tę dziewiczą perłę Ameryki Południowej... 


 

Artykuły wybrane losowo

Nasze piękne tureckie wakacje

IZABELA MISZCZAK

www.turcjawsandalach.pl

                                                                                                 FOT. BIURO RADCY DS. KULTURY I INFORMACJI AMBASADY TURCJI/ÝBRAHÝM ZAMAN
 << Turcja, kraj położony na półwyspie Azja Mniejsza, nazywanym też Anatolią, czyli Krainą Wschodzącego Słońca, oblewany wodami czterech mórz, to idealne miejsce zarówno na błogie wakacyjne lenistwo, jak i aktywny wypoczynek. Można tu podążać śladami dawnych cywilizacji i podziwiać niezwykłe krajobrazy z perspektywy łodzi kołyszącej się na błękitnych falach lub z balonu wznoszącego się o poranku nad przepiękną Kapadocją. >>

W większości wyżynne terytorium państwa otaczają wody mórz Czarnego, Marmara, Egejskiego i Śródziemnego. Linia brzegowa ma ponad 7 tys. km długości, a rozmieszczone wzdłuż niej kurorty są głównymi ośrodkami rozwijającej się dynamicznie turystyki. To one są najczęściej głównym celem letnich wyjazdów mieszkańców Europy.

Więcej…

Irański skarbiec Bliskiego Wschodu

 

Isfahan_2.jpg

Plac Naghsz-e dżahan w Isfahanie

© PARS TOURIST AGENCY

 

Karolina Rakowiecka-Asgari

 

Iran to prawdziwy raj dla turystów. Obfituje w rozmaite atrakcje – od śnieżnych stoków narciarskich po gorące wybrzeże Zatoki Perskiej, od niezwykle suchych terenów w centrum po obszary wilgotnego klimatu nadkaspijskiego, od najnowocześniejszej architektury po subtelne meczety i zagubione w piaskach pustyni wioski z domami z gliny mieszanej ze słomą oraz bezcenne zabytki starożytności. Wszystkie te miejsca pozostają niemal dziewicze, ponieważ zagranicznych przybyszów wciąż przyjeżdża w te strony na tyle niewielu, że budzą autentyczną sympatię i zaciekawienie Irańczyków. Dlatego można tutaj nadal zaznać najprawdziwszej słynnej perskiej gościnności. Pod przyjętą w językach państw zachodnich dopiero w 1935 r. rodzimą nazwą Iran, od zawsze stosowaną przez mieszkańców kraju, kryje się przecież właśnie Persja, odgrywająca tak ważną rolę w dziejach świata od starożytności.

Choć Persowie stanowią dziś zaledwie ponad 50 proc. ludności państwa, od stuleci, a właściwie tysiącleci, to właśnie ich kultura dominuje nie tylko w irańskich granicach, ale i całym regionie. Trzeba pamiętać, że odkąd w VI w. p.n.e. powstało pod wodzą Cyrusa II Wielkiego pierwsze perskie imperium Achemenidów rozciągające się w okresie swojej świetności od Indii po Egipt, zwyczaje i tradycje niesione przez język perski – pełniący funkcję lingua franca na licznych terytoriach świata starożytnego, a potem w kalifacie – rozprzestrzeniły się na ogromnym obszarze (mawiano, że i w muzułmańskim raju perski ma być używany na równi z arabskim). Nigdy nie była to jednak kultura zamknięta. Przeciwnie, tym, co pozwoliło jej przez tysiące lat zachować tożsamość, okazała się zdolność asymilowania wpływów, w tym tych najstarszych asyro-babilońskich, stepowych, greckich, a z czasem arabskich (od najazdu w VII w.), tureckich i mongolskich. Każdy kolejny najeźdźca bądź nowy sąsiad szybko uczył się tutejszych wzorców. Nawet Mongołowie, którzy w XIII w. dosłownie obrócili w niwecz wschodnie centra kulturowe ówczesnej Persji, już w pierwszych pokoleniach jako nowi władcy kraju przejmowali nie tylko religię, ale i zamiłowanie do sztuki i język. W ten sposób literatura perska, jedna z najznamienitszych na świecie, przesiąknięta starymi, przedislamskimi motywami i mitami, znajdowała mecenasów wśród kolejnych obcych rządzących.


Do dziś dzieła literackie stanowią ważny element zbiorowej tożsamości Irańczyków i ich dumę narodową. Taksówkarze, przekupnie czy hotelarze z wypiekami na twarzy wyrecytują nam całe długie fragmenty poezji klasycznej lub też eposu Księga królewska (Szahname), pochodzącego już z okresu islamskiego (przełom X i XI w.), ale opiewającego świetność legendarnych i historycznych władców sprzed najazdu arabskiego. Mieszkańcy Iranu powszechnie sądzą, że XIII-wieczny mistyk i poeta Rumi (1207–1273), współczesny mu Sadi z Szirazu (1213 lub 1219–1291) bądź późniejszy o wiek Hafiz (Hafez, ok. 1315–ok. 1390) lepiej wyrażali ich bolączki niż obecni twórcy. To zresztą kolejna tutejsza osobliwość – choć język nowoperski (farsi) rozwija się od IX stulecia, jego wczesne formy są znacznie łatwiej zrozumiałe dla dzisiejszych irańskich czytelników niż utwory Mikołaja Reja czy Jana Kochanowskiego dla Polaków.

Współcześni Persowie

Shiraz_Botanical_Garden.jpg

Botaniczny Ogród Eram należący do Uniwersytetu w Szirazie

©WIKIMEDIA COMMONS/NICK TAYLOR



Perski jest nadal jedynym urzędowym językiem Iranu, mimo iż jako pierwszym posługuje się nim zaledwie ponad trzy razy więcej ludzi niż azerskim (azerbejdżańskim). Tego drugiego, należącego do języków tureckich, większość obywateli kraju używa na co dzień, podczas gdy ten oficjalny, którego jeszcze niedawno (przed rozpowszechnieniem telewizji) wiejskie dzieci uczyły się dopiero w szkole, funkcjonuje w pozostałych sferach. Podobnie rzecz ma się z mniejszościami, takimi jak Kurdowie, Arabowie czy Beludżowie. Wynika to po trosze z przywiązania do potężnej tradycji narodowej, ale także z polityki państwowej – Islamska Republika Iranu przyznaje teoretycznie nieograniczone prawa grupom etnicznym, mimo to w praktyce oczekuje od nich asymilacji z obawy przed tendencjami separatystycznymi. Różnorodność kulturową widać jednak wyraźnie na irańskiej prowincji (w Teheranie nazywa się nią – jak w Paryżu – całą resztę kraju). Poza dużymi ośrodkami jest zdecydowanie barwniej: kobiece stroje mienią się kolorami koczowniczych spódnic, turkmeńskich chustek i kwiecistych czadorów modlitewnych, które w miastach nosi się jedynie koło domu. Mniej tu czerni nadal dominującej w przestrzeniach publicznych metropolii. Bardziej natomiast będą się rzucać w oczy turystki w opadającej chustce i swobodniejszym stroju, które w stolicy zginęłyby w tłumie teheranek.


Skarby Isfahanu

12810px-Isfahan_Royal_Mosque_general.jpg

Isfahański Meczet Imama (Meczet Szacha) wzniesiony w XVII w

©WIKIMEDIA COMMONS/PATRICK RINGGENBERG



Przedstawicielami mniejszości są w rozumieniu prawa irańskiego przede wszystkim wyznawcy innych religii niż islam szyicki. Ormianie, żydzi, lokalni chrześcijanie i zaratusztrianie (zoroastryjczycy) mogą liczyć na szczególne przywileje, takie jak reprezentacja parlamentarna. Obecnie ok. 99,5 proc. Irańczyków jest muzułmanami, z czego mniej więcej 89 proc. to szyici. Ten odłam islamu dopiero w XVI w. stał się elementem tożsamości forsowanym przez dynastię Safawidów jako przeciwwaga dla sunnickiego imperium osmańskiego. Okres rządów tych władców (1501–1722) to czas odrodzenia narodowego, po którym zostało wiele imponujących zabytków, wśród nich miasto ogrodów i pałaców – Isfahan. Z uwagi na spójność koncepcji architektonicznej bywa ono porównywane z Krakowem. Jego centrum stanowi dawny plac do wywodzącej się prawdopodobnie z Iranu gry w polo, czyli Naghsz-e dżahan (Obraz Świata). Dziś jak na krakowskim Rynku Głównym stoją tutaj dorożki czekające na tłumy turystów. Tuż obok znajduje się bazar, jeden z najbogatszych i najczarowniejszych w kraju, na którym można nie tylko zaopatrzyć się w isfahańskie i koczownicze dywany sławne na cały świat, ale także przyjrzeć się pracy rzemieślników wytwarzających lampy, naczynia czy stemplowane ręcznie bawełniane tkaniny, tzw. kalamkary. W jego zaułkach natkniemy się na tradycyjne herbaciarnie (czajchany), gdzie poza pyszną perską herbatą zamówimy fajkę wodną (ghaljan) i dizi – typową irańską potrawę spożywaną według ustalonego rytuału (osobno zjada się sos z chlebem, oddzielnie mięso i warzywa ubite na miazgę).

Po powrocie z bazaru na Naghsz-e dżahan staniemy naprzeciw największego meczetu w Iranie zwanego niegdyś Meczetem Szacha, a dziś – jak wiele innych placów, dróg i świątyń – noszącego miano Meczetu Imama (przy czym po 36 latach, jakie minęły od rewolucji 1979 r., miejscowi nadal często używają dawnych nazw, całkowicie ignorując te nowsze). Imponuje on nie tylko swoimi rozmiarami i subtelnością wzorów, ale i niespotykanymi efektami akustycznymi ułatwiającymi pracę kaznodziejów. W miejscu, gdzie najlepiej niesie się głos, znajdziemy zawsze grupkę entuzjastów badających zjawisko echa. Na prawo od ogromnego gmachu ujrzymy kolejną nietypową budowlę sakralną – Meczet Szejcha Lotfallaha. Charakteryzująca się niesłychaną grą światła i cienia, stosunkowo niewielka świątynia wyróżnia się brakiem minaretów, niepotrzebnych z uwagi na to, że należała do prywatnego haremu szacha Abbasa I Wielkiego (1571–1629). Po przeciwległej stronie placu wznosi się pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) o koronkowych drewnianych sufitach stanowiących niepowtarzalne głośniki podczas odbywających się w nim koncertów. W wielu isfahańskich obiektach, takich jak pałac Czehel Sotun (Czterdzieści Kolumn), odkryjemy przykłady malarstwa figuratywnego w muzułmańskim Iranie, będącym przecież ojczyzną miniatur. Islam irański na ogół słabiej ulegał wpływom ortodoksyjnym i chętnie asymilował tradycje lokalne. Bogate w malunki są także kościoły dzielnicy ormiańskiej – słynnej Dżolfy, którą szach Abbas I Wielki założył, aby wykorzystać obrotność Ormian dla budowania potęgi gospodarczej miasta. Przez środek Isfahanu przepływa rzeka Zajanderud, należąca do najpiękniejszych w kraju. W jednym z malowniczych mostów – Chadżu czy Sijose – możemy napić się herbaty po długim zwiedzaniu.

Od stolicy do Szirazu



Do Isfahanu dojedziemy z Teheranu w ok. 7 godz. wygodnym autokarem. Turyści na ogół chętnie porzucają stolicę, która – choć pięknie położona u podnóża masywu górskiego Elburs, pełna muzeów i parków – jest tłoczna i zanieczyszczona, jak na 8,5-milionowe miasto (a właściwie znacznie większe, bo zlało się w jeden organizm z licznymi satelitami) przystało. Po obejrzeniu klejnotów koronnych i odbyciu górskiej wycieczki (pieszo lub kolejką) większość nowo przybyłych ma dość zgiełku, korków (i tak zmniejszonych przez kilka linii metra) i kierowców mnóstwa samochodów nie zważających za bardzo na przepisy. Warto wiedzieć, że jeśli w trakcie powrotu z wędrówki po górach zostaniemy poczęstowani daktylami lub domowej roboty chałwą, powinniśmy przyjąć poczęstunek. To nazri, czyli jedzenie rozdawane za spełnienie modlitwy, w intencji zmarłego czy jakiejś ważnej sprawy. Najczęściej spotkamy się z nim w miesiącach ramadan i moharram (upamiętniającym żałobę po imamie szyickim Husajnie ibn Alim, wnuku proroka Mahometa, który zginął w 680 r. w bitwie pod Karbalą). W drugim z nich odbywają się spektakularne procesje żałobne i przedstawienia tradycyjnego teatru pasyjnego ta’zije. Poza tym przygotowuje się także wtedy większe nazri, często w postaci całych posiłków wręczanych przechodniom. Oba miesiące są ruchome, ponieważ liczy się je według kalendarza księżycowego. Dlatego dobrze wcześniej sprawdzić, kiedy w danym roku wypadają.

Jedna z najpopularniejszych dróg z Teheranu prowadzi właśnie do Isfahanu, a dalej na południe do Szirazu, kolejnej dawnej stolicy Persji, miejsca życia i pochówku wybitnych poetów: Sadiego i Hafiza (Hafeza). Do grobu tego ostatniego Irańczycy dosłownie pielgrzymują. Miasto powita nas również słynną Bramą Koranu, mauzoleum braci szyickiego imama Alego Rezy – Szach Czeragh, XVIII-wiecznym Bazarem Wakil i palmami daktylowymi (perskie daktyle należą do najlepszych na świecie, podobnie jak tutejsze pistacje i kawior). Dojedziemy stąd do Persepolis, stolicy ceremonialnej Achemenidów, spalonej w 330 r. p.n.e. podczas najazdu Aleksandra Wielkiego na Persję, ale nawet w postaci ruin imponującej rozmachem zamierzeń architektonicznych i płaskorzeźbami ukazującymi wielonarodową procesję lenników niosących dary swojemu achemenidzkiemu suwerenowi, szachinszachowi – królowi królów. W samym Perspepolis i nieopodal niego znajdują się skalne mogiły perskich monarchów. W pobliskim starożytnym mieście Pasargady stoi samotny grobowiec Cyrusa II Wielkiego, założyciela dynastii, o którym z takim uznaniem pisze autor biblijny.

Nomadzi i zaratusztrianie

Iran_-_Yazd.jpg

Kompleks Amir Czakmagh z meczetem i dwoma minaretami w Jaździe

©WIKIMEDIA COMMONS/ALIREZA JAVAHERI



Z Szirazu (albo z Isfahanu) można wybrać się z wizytą do koczowników (szacuje się, że ok. 1,5 proc. ludności Iranu nadal, przynajmniej okresowo, żyje w obozowiskach) nad Zatokę Perską, gdzie temperatura nie spada właściwie poniżej 20°C. Warto również wyruszyć na północny wschód do Jazdu, aby podziwiać zachowane w niezmienionym kształcie gliniane stare miasto pełne urokliwych zaułków i wąziutkich uliczek, a także poznać nieco zaratusztrian, których jest tu – obok Teheranu – najwięcej. Zaratusztrianizm to jedna z najstarszych wciąż żywych religii światowych o korzeniach sięgających II tysiąclecia p.n.e. Odegrał on niebagatelną rolę w rozwoju wielkich monoteistycznych systemów religijnych, przede wszystkim poprzez wpływ na judaizm, w którym zaczepił motywy sądu ostatecznego, raju, piekła i zmartwychwstania. Według niektórych danych dziś na świecie żyje nawet 125 tys. zaratusztrian, w tym mniej więcej 20 tys. w Iranie.

W samym Jaździe znajduje się zaratusztriańska świątynia ognia oraz wieże milczenia, służące niegdyś do wystawiania zwłok uważanych za siedzibę demonów. Pochowane w ziemi ciała zanieczyściłyby jeden ze świętych żywiołów. Dopiero oczyszczone przez ptaki kości mogły zostać pogrzebane pośrodku wieży. Dziś nie praktykuje się już takich pochówków, a zmarłych grzebie się na współczesnym cmentarzu z betonowymi grobami. Ołtarz ognia, wyjątkowo stary i szanowany, zobaczymy też w pobliskim Czak Czak, celu pielgrzymek zaratusztrian. Bije w nim święte źródło, które miało powstać w miejscu, gdzie litościwa skała rozstąpiła się przed perską księżniczką uciekającą przed arabskimi najeźdźcami. Niechęć do Arabów, którzy mimo swojej przewodniej roli w islamie uchodzą wśród Persów za pośledniejszy kulturowo naród, pozostaje w Iranie żywa po dziś dzień. Sami Irańczycy wywodzą się z ludów indoeuropejskich (nie semickich jak arabscy mieszkańcy Afryki i Półwyspu Arabskiego), co uważają za powód do dumy.

Z Jazdu można udać się na północny zachód do Kaszanu – miasta pałaców, z którego polscy królowie sprowadzali dywany – i dalej do Teheranu, żeby zdążyć na samolot powrotny do Europy. Osoby dysponujące większą ilością czasu mają szansę odnaleźć w tym kraju takie czarowne miejscowości jak Abjane koło Kaszanu czy Masule niemal nad Morzem Kaspijskim, a także ormiańskie klasztory, wiele bezcennych zabytków starożytnych bądź islamskich oraz centra pielgrzymkowe, m.in. Kom (Ghom) i Meszhed. Niezapomnianych wrażeń dostarcza podziwianie monumentalnej przyrody: dwóch wysokich łańcuchów górskich Elburs i Zagros, piaszczystych i słonych pustyń oraz całkiem odmiennych wybrzeży Zatoki Perskiej i Morza Kaspijskiego. Jednak nawet krótka wycieczka w te strony pozwala poznać choć w pewnym stopniu tę fascynującą krainę, w której czas płynie inaczej. O samym Isfahanie Irańczycy mówią nesf-e dżahan, co znaczy „połowa świata”. Jak wielki i wspaniały musi być zatem cały Iran…

Pomocne wskazówki

Na koniec warto wspomnieć o kilku uwagach praktycznych. Po tym kraju podróżuje się dobrze nie tylko dzięki życzliwości jego mieszkańców. Między największymi jego miastami wytyczono wygodne drogi, działa w nim rozwinięta sieć połączeń lotniczych i autobusowych, w wiele miejsc można dojechać pociągiem (najlepiej kupić bilet wcześniej i pomyśleć o kuszetce, gdyż Iran jest parokrotnie większy od Polski i podróż drogą lądową pomiędzy poszczególnymi ośrodkami trwa na ogół kilka, czasem nawet kilkanaście godzin). Wielbiciele luksusu znajdą tutaj eleganckie hotele, a osoby z mniejszym budżetem – tanie hostele. Poza tym meczety i pokoje modlitw są otwarte dla zmęczonych podróżnych czekających na pociąg czy autobus. Nikomu nie będzie przeszkadzać, jeśli się w nich prześpimy.

Przed wyjazdem należy zaszczepić się na żółtaczkę. Kobiety, także przyjezdne, obowiązuje hidżab (dosłownie zasłona), co w praktyce oznacza konieczność noszenia chustki lub szala, choćby niedbale narzuconych na włosy, oraz stroju zasłaniającego ręce i nogi, np. spodni i koszuli. Lepiej nie planować też podróży na najgorętszą część roku, zwłaszcza sierpień przynosi trudne do opisania upały. Na południu Iranu, gdzie w lutym temperatura nie spada poniżej 20°C, w lecie termometry wskazują nierzadko 50°C. Ludzie starają się wtedy nie wychodzić z klimatyzowanych pomieszczeń. Również na północy kraju, w Teheranie, a zwłaszcza pasie nadkaspijskim, w którym wilgotność powietrza dochodzi do 90 proc., gorące miesiące są nie do wytrzymania. Znakomitym czasem na wyprawę w te strony jest okres wiosenny. W marcu przyroda wybucha feerią barw, a temperatury wciąż pozostają całkiem znośne. Okolice Nouruzu – perskiego nowego roku obchodzonego w pierwszym dniu wiosny – to niestety pora wzmożonego ruchu turystycznego i jeśli ktoś planuje nocować w hotelach, powinien raczej zdecydować się na wyjazd na przełomie lutego i marca bądź wstrzymać się z nim do kwietnia. Jak we wszystkich krajach muzułmańskich, nawet w mało ortodoksyjnym Iranie lepiej unikać ramadanu, kiedy trudniej niż zwykle o świeże jedzenie. Turyści mogą się jednak stołować w wielu miejscach i nie narażą się też na żadne nieprzyjemności, pijąc czy posilając się na jakiejś bocznej ulicy. Podróżnych islam zwalnia z obowiązku poszczenia.

Irańczycy są bardzo gościnni, ale i kurtuazyjni. Zanim kilkakrotnie nie powtórzą zaproszenia nastawmy się raczej, że mamy do czynienia z ta’arofem – formą czysto grzecznościową, za którą nie stoi rzeczywista propozycja. W przeciwnym wypadku możemy sprawić gospodarzowi kłopot. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kursu taksówką. Nawet jeśli kierowca uparcie uchyla się od przyjęcia zapłaty, należy ją uiścić. Na koniec jeszcze jedna wskazówka: lepiej uważać na motocykle na chodnikach. Jeśli ich nie liczyć, Iran jest wyjątkowo bezpiecznym krajem – nawet kradzieże przydarzają się tu rzadziej niż gdzie indziej. Dlatego zdecydowanie warto odwiedzić tę niesamowitą starożytną krainę na Bliskim Wschodzie.

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…