ELŻBIETA PAWEŁEK

 

<< Ma wszystko, czym można uwieść gości – spektakularną scenerię Pirenejów, rwące górskie potoki, parki przyrody i piękne szlaki wędrowne. Narciarzom oferuje biały raj na stokach Grandvaliry, smakoszom – wyborną kuchnię, łowcom okazji – zakupy w strefie wolnocłowej. Na dodatek znajduje się tutaj jedno z największych górskich SPA w Europie! Tak wielu pokusom nikomu nie uda się oprzeć. >>

 

Andora powierzchnią ustępuje Warszawie i jest znakomitym przykładem na to, że małe jest piękne. W księstwie nie ma kryzysu ekonomicznego, a wskaźnik bezrobocia pozostaje bardzo niski. Niegdyś był to kraj rolników, pasterzy i mekka… szmuglerów. Dziś przeżywa gospodarczy i turystyczny boom, wprawiając w zdumienie ekonomistów. – Jako niewielkie państwo wciąż jesteśmy słabo znani przez Polaków. Ale to się szybko zmieni – wyraził nadzieję Francesc Camp Torres, minister turystyki i środowiska Księstwa Andory, podczas czerwcowego pobytu w Polsce.  

 

Andorczycy chwalą się, że mają w swoim kraju 300 słonecznych dni w roku. Może to dzięki temu są często uśmiechnięci i pełni pozytywnej energii. Według statystyk przeżywają wszystkich ludzi na świecie – średnia wieku przekracza tu 83 lata! Nic dziwnego, że liczba mieszkańców Andory zwiększa się z roku na rok. Jeszcze sto lat temu w księstwie żyło jedynie 3 tys. osób, dziś – już ponad 80 tys. Najwyraźniej służy im górski klimat, czyste powietrze, względny spokój od stuleci i pieniądze płynące wartkim nurtem z turystyki.

 

Łowcy okazji

Nie ściągałoby tu jednak aż 9 mln turystów rocznie, gdyby nie raj podatkowy. Przyciąga on jak magnes amatorów bezcłowych zakupów, wśród których przodują Francuzi, Hiszpanie i Rosjanie. Nie przeoczą żadnej cenowej okazji w 5 tys. tutejszych sklepów. Największymi atrakcjami kusi zakupowych turystów ponad 20-tysięczna Andorra la Vella (po katalońsku Stara Andora), stolica kraju. Jej główna aleja – l’avinguda Meritxell – aż mieni się od świateł luksusowych butików, prezentujących ostatnie kolekcje Yvesa Saint Laurenta, Prady czy Valentino, i perfumerii z flakonami od Chanel, Diora czy Armaniego. Tuż obok czekają na klientów rzędy sklepów z alkoholem z całego świata, gdzie sprzedaż trunków połączona jest z degustacją. Możemy więc wejść tylko po to, aby spróbować ulubionego wina, ale jak powstrzymać się przed nabyciem wyśmienitego porto czy miejscowego likieru z ziół po 5 euro za litr…

Podobnie działają sklepy z wędlinami. Cieniutkie plastry katalońskich szynek krojonych na naszych oczach rozchodzą się błyskawicznie, a obok nich kuszą jeszcze kozi ser i różne rodzaje słodyczy. Po degustacji pora obejrzeć cacka jubilerskie, zegarki, narty z ostatniej kolekcji Rossignola i Salomona, sprzęt dla wspinaczy… Na każdej wystawie napisy mówiące o „wielkiej wyprzedaży”, „promocji”, „okazji” zapraszają do środka. Można od tego stracić głowę i mnóstwo euro, które stanowi tu oficjalną walutę, choć Andora nie należy do Unii Europejskiej. Na szczęście centrum zakupowe stolicy zajmuje tylko kilka ulic. Samo miasto również nie jest duże i doskonale nadaje się na piesze wędrówki. Jednak ze względu na górzyste ukształtowanie terenu mniej wysportowani spacerowicze mogą dostać zadyszki, zwłaszcza gdy niosą torby z zakupami.

 

Andorczycy jak Polacos

Za najpiękniejszą część stolicy uchodzi Barri Antic, czyli starówka. Magicznie wygląda zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy rozbłyskują pierwsze uliczne latarnie. Warto zobaczyć XI-wieczny Kościół św. Szczepana (Església de Sant Esteve). Kilka kroków dalej stoi były andorski parlament (pełnił tę funkcję do 2011 r.) – Casa de la Vall. Budynek z surowego kamienia, ze strzelistą wieżą przypomina warowną rezydencję. Nie wydaje się duży, ale i posłów urzędowało w nim tylko 28. Przechowuje się tutaj symboliczne klucze do siedmiu parafii (z katalońskiego parròquies), na które podzielono kraj. Zgodnie z tradycją początki państwa andorskiego sięgają 805 r., kiedy to cesarz Karol Wielki w ramach wdzięczności za waleczność mieszkańców podczas bitew z Maurami przybyłymi z Afryki nadał Andorze prawa miejskie. W 1278 r. kataloński biskup z Urgell i hrabiowie Foix z pobliskiej Francji zawarli układ, że będą wspólnie rządzić tym obszarem. Do dziś Andora ma dwie głowy państwa: hiszpańskiego biskupa z miasta Urgell (Seo de Urgel) i prezydenta Republiki Francuskiej, choć jest to zwierzchnictwo czysto formalne. W marcu 1993 r. Andorczycy opowiedzieli się w referendum za suwerennym księstwem parlamentarnym. Hiszpanie w żartach mówią o nich czasami polacos (Polacy), bo za urzędowy język przyjęli kataloński, który wydaje im się równie egzotyczny jak polski. Określenie to przyjęło się jednak przede wszystkim w stosunku do Katalończyków.

Andora przypomina istną wieżę Babel. Rozbrzmiewają w niej niemal wszystkie języki świata. I to nie tylko za sprawą rzeszy turystów. W księstwie mieszka dwa razy więcej cudzoziemców (głównie Hiszpanów, Portugalczyków i Francuzów) niż rdzennych Andorczyków. Dlaczego tak się dzieje? – Gwarantujemy stabilność, spokój, a do tego jesteśmy podatkowym rajem – tłumaczy mi Justo, właściciel knajpki w Barri Antic. Zna wielu obcokrajowców, których skusiły w Andorze dobre kontrakty, niektórzy z nich zajmują wysokie stanowiska menedżerskie. Justo wątpi jednak, czy uda im się zdobyć andorskie obywatelstwo, ponieważ czeka się na nie 20 lat i nawet ślub z Andorką lub Andorczykiem niczego nie przyspieszy. 

 

W cudownym Meritxell

Andora nie ma zbyt wielu zabytków. Na uwagę zasługują głównie romańskie kościoły z IX–XIII w. Część z nich zachowała się w całkiem dobrym stanie, wraz z oryginalnymi, średniowiecznymi malowidłami i rzeźbami. Najsłynniejszą ze świątyń jest Sant Joan de Caselles w parafii Canillo, będąca wizytówką Andory. W środku panuje półmrok, przez małe okna wpada niewiele światła, a my czujemy, jakby czas się zatrzymał… Kolejnym naszym przystankiem powinno być Santuari de Meritxell (Mare de Déu de Meritxell), czyli Sanktuarium Matki Boskiej z Meritxell (położone na wysokości 1527 m n.p.m.), równie ważne dla Andorczyków jak dla Polaków Jasna Góra. W święto Matki Boskiej z Meritxell (8 września) z całego kraju ściągają tu pielgrzymki. Według legendy miejscowy pasterz zobaczył na śniegu kwitnący krzew, a pod nim drewnianą figurkę Maryi z Dzieciątkiem. Próbowano przenieść ją do pobliskich kościołów. Za każdym razem jednak nagle znikała i wracała zawsze w to samo miejsce, gdzie wzniesiono w końcu sanktuarium. Obecna drewniana rzeźba jest kopią oryginalnej figury z XII w.

Wiele tajemnic i zabytków kryją też tutejsze muzea. Do moich ulubionych należy Museu de la Miniatura (Muzeum Miniatury) w Ordino. Wystawia tu swoje prace Nikolaï Siadristyi, ukraiński artysta mieszkający na stałe w Andorze. Z podziwem oglądam jego mikroskopijne dzieła sztuki w złocie: różę osadzoną w środku wypolerowanego ludzkiego włosa, piramidy egipskie nie większe od główki od szpilki itd. Poza tym warto odwiedzić także Museu del Perfum (Muzeum Perfum) w Escaldes-Engordany, Museu del Tabac (Muzeum Tytoniu) w dawnej fabryce w Sant Julià de Lòria czy Museu Nacional de l'Automòbil (Narodowe Muzeum Samochodu) w Encamp z ciekawą kolekcją starych aut, motorów i rowerów.

 

Nieskalane królestwo przyrody

Wydaje się, że natura i wspaniałe krajobrazy Pirenejów stanowią największe walory Andory. Surowa sceneria granitowych skał, z których buduje się też tutejsze domy, budzi respekt i kusi poszukiwaczy przygód na wędrownych szlakach. Wystarczy założyć wygodne buty i wyruszyć w drogę. Trasy są dobrze oznakowane i prowadzą przez parki przyrody i górskie przełęcze, wzdłuż maleńkich, leśnych strumyków oraz rwących rzek, które wspaniale nadają się do uprawiania raftingu. Z każdej strony dociera tu szum wody, a co kilka kroków spotykamy kamienne mostki i kapliczki. Im wyżej, tym krajobraz staje się bardziej dziki, a wokół słychać jedynie odgłos krowich dzwonków. W słońcu błyszczą oczka jezior, będących pod całkowitą ochroną – nie wolno się w nich kąpać ani łowić ryb. Andorę można śmiało nazwać ekologicznym rajem, ponieważ nie rozwinął się tutaj żaden przemysł. Na rowerzystów czeka dwadzieścia wspaniałych szlaków. Niektóre z nich wymagają sporych umiejętności, zwłaszcza na odcinkach, gdzie gościły słynne wyścigi kolarskie – Tour de France i Vuelta a España. Najdłuższa trasa (Port d’Envalira) liczy 26 km i prowadzi z Escaldes-Engordany przez Encamp do Canillo. Wyróżnia się zapierającymi dech w piersiach widokami i uroczymi zabytkami, m.in. Santuari de Meritxell i romańską świątynią Sant Joan de Caselles. Jeśli znudzą się nam wycieczki rowerowe, możemy pojeździć konno lub zagrać w golfa.

 

Pirenejski raj dla narciarzy

Zimą Andora zamienia się w mekkę miłośników białego szaleństwa, którym oferuje dwa nowoczesne ośrodki narciarskie i 300 km tras. Można tu poszaleć na terenach należących do stacji Vallnord (100 km nartostrad, dwie trasy FIS), chętnie wybieranej przez młodych ludzi, albo Grandvaliry, będącej największym centrum sportów zimowych w całych Pirenejach. Odkąd sześć lat temu dołączono do niej stoki Porte des Neiges po francuskiej stronie, jej areał narciarski liczy już 2 tys. hektarów, a oprócz tego 67 wyciągów, dwa oświetlone snowparki, ponad tysiąc armatek śnieżnych oraz windy i schody ruchome ułatwiające komunikację. Uroki tutejszych ośrodków odkryło już wielu polskich miłośników białego szaleństwa m.in. dzięki tanim przelotom linii Wizz Air do pobliskiej Barcelony (z Warszawy, Gdańska, Katowic i Poznania) czy bezpośrednim połączeniom naszego LOT-u ze stolicą Katalonii oraz popularnym w mediach Polskim Dniom w Andorze, które organizowane są od kilku lat pod koniec sezonu narciarskiego przez zespół Infoski.pl. Ostatnia impreza (w marcu 2012 r.) ściągnęła wiele gwiazd i celebrytów. Swój koncert dał podczas niej Grzegorz Turnau.

Na początku tego roku (10–12 lutego) na czarnej trasie w Grandvalira-Soldeu odbywały się zawody Pucharu Świata Kobiet w Narciarstwie Alpejskim. Przyciągnęły one aż 14 tys. widzów. Warto wspomnieć, że każda z malowniczych miejscowości Grandvaliry ma swój charakter. Leżąca najwyżej Pas de la Casa słynie z życia nocnego. Jeśli się bawić, to właśnie tutaj! Grau Roig stawia zaś na zimową przygodę. Oferuje jazdę na skuterach śnieżnych, wycieczki psimi zaprzęgami, na rakietach śnieżnych, loty na paralotni czy wyprawy heliski. Spokojne Canillo z kolei w sam raz nadaje się dla początkujących narciarzy i rodzin z dziećmi. Stąd nowoczesną gondolą łatwo dostaniemy się na stoki El Forn – jedno z piękniejszych miejsc w Andorze. Jeśli zaś lubimy freestyle, najlepiej wybrać El Tarter. Na wyciągnięcie ręki będziemy mieli jeden z najlepszych snowparków w Europie! Miłośnikom górskich kolei można polecić Encamp. Stąd przeskoczą szybką Funicamp (wagonik dla 24 osób) na Cortals, jeden z najwyższych szczytów Grandvaliry (2502 m n.p.m.).  

Po kilku godzinach białego szaleństwa czas rozejrzeć się za jakąś knajpką. Na głód najlepszy okazuje się chleb nacierany czosnkiem i pomidorami, maczany w aromatycznej oliwie. To pa amb tomàquet, moim zdaniem, największy andorski przysmak. Dodatkowo warto zamówić rostes amb mel – szynkę zapiekaną w miodzie, której wyśmienity smak jest zasługą świeżych lokalnych produktów. Coś na wzmocnienie można wypić w Iglú Bar, znajdującym się w rejonie Pla de les Pedres (2150 m n.p.m.), tuż przy trasie narciarskiej. Jeśli natomiast zapragniemy rozgrzać się po zimowych rozrywkach, czekają na nas tutejsze termy. Kosmiczny budynek ze szkła i stali Caldea Thermoludic Centre, jednego z największych górskich SPA w Europie, robi ogromne wrażenie. Do wyboru mamy sauny, łaźnie tureckie, baseny zewnętrzne z gorącą wodą, masaże podwodne i kąpiele w solankach. Wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Ale nic w tym dziwnego, ponieważ – jak ktoś mi kiedyś powiedział – w Andorze spełniają się marzenia.

 

POLSKIE FIRMY W ANDORZE

Małe, ale piękne Księstwo Andory przyciąga coraz większą liczbę Polaków. Obsługę w języku polskim zapewniają m.in. miejscowe biura turystyczne Eventhalia z Arinsal i Internova Turisme z Escaldes-Engordany. Z kolei organizatorem cyklicznych wyjazdów narciarskich do Andory z czterech lotnisk w Polsce (Gdańsk, Katowice, Poznań i Warszawa) jest od kilku lat firma Infoski.pl.

 

Artykuły wybrane losowo

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.

 

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

W Gruzji jak w raju

MATEUSZ BAJEK

 

U zarania dziejów Bóg zebrał wszystkie narody, aby podzielić między nie ziemię. Ustawiła się długa kolejka, a każdy chciał być pierwszy. Tylko Gruzini uznali, że zamiast czekać godzinami na słońcu, lepiej usiąść w cieniu, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać, tańczyć i oddać się ucztowaniu. Kiedy już ostatnie narody otrzymały w posiadanie swój kawałek ziemi, Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych przemów dobiegające spod drzewa. Stwórcy zrobiło się żal pogodnych i uśmiechniętych Gruzinów. Przywołał ich do siebie i powiedział: Wprawdzie, podzieliłem już całą planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek – kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór. To istny raj na ziemi, dlatego chciałem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Jednak gdy was zobaczyłem, uznałem, że ta rajska kraina stanie się waszym domem.

Legenda o powstaniu Gruzji, położonej na dzielącym Europę i Azję Kaukazie, w pełni oddaje piękno tego miejsca i charakter jego mieszkańców. Choć przez długie lata ten targany konfliktami kraj wydawał się zapomniany przez Boga, dziś odradza się w zawrotnym tempie, zyskując miano Perły Kaukazu.

Różnorodność krajobrazów jest tu ogromna. Wiecznie zielone lasy Adżarii, herbaciane pola Gurii, cytrusowe gaje Niziny Kolchidzkiej, półpustynne równiny Dżawachetii, winnice Kachetii, a także wiecznie białe szczyty Kaukazu tworzą niezwykłą mozaikę na terytorium odpowiadającym ok. 22 proc. powierzchni Polski. Jednak to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować nam Gruzja.

Więcej…