O swojej wizycie na Kubie w maju 2018 r. opowiada Victor Borsuk, siedmiokrotny mistrz Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, wielokrotnie stający na podium w Pucharze Polski, Świata i Europy, doświadczony trener szkolący amatorów i profesjonalistów, z zamiłowania podróżnik, współpracujący ściśle z magazynem All Inclusive, z którym był ostatnio na 38. Międzynarodowych Targach Turystyki – FITCuba 2018 odbywających się na Los Cayos de Villa Clara.

 

Jest godzina 4.00, a ja nie mogę spać. Wczoraj wróciłem z najlepszej podróży w moim życiu. Teraz ekscytacja walczy we mnie z jet lagiem. Kiedy inni śpią, ja dopiero zaczynam swój dzień, gdy oni wstają do pracy, ja właśnie się kładę.

 

Przed wyjazdem starałem się załatwić wszystkie sprawy zawodowe, żeby na Kubie już o nich nie myśleć. W każdym przewodniku czytałem, że dostęp do internetu na wyspie jest przywilejem. Okazało się to prawdą. Po kilku nieprzespanych nocach byłem gotowy na wyprawę. W końcu po trzech miesiącach leczenia kontuzji zapakowałem sprzęt do uprawiania kitesurfingu i z niecierpliwością czekałem na to, co spotka mnie na Kubie.

 

Każdy dzień na wyspie był inny. Od samego początku nie mogłem uwierzyć, że w końcu na nią dotarłem. Ten niewielki kraj ze względu na swoją burzliwą historię (lata niewolnictwa, dyktaturę Fulgencia Batisty, rewolucję Fidela Castro i Ernesta „Che” Guevary) znany jest na całym świecie. Można odnieść wrażenie, iż czas zatrzymał się tutaj 60 lat temu. Odkąd pamiętam, wszyscy mówili mi, że to już ostatni moment, aby pojechać na Kubę i zobaczyć jej prawdziwe oblicze. Na szczęście odwiedziłem ją w porę i bardzo się z tego cieszę. Ta wyspa jest po prostu magiczna. Nigdy w życiu nie byłem jeszcze w miejscu, w którym ludzie są tak przyjaźni, roztańczeni i utalentowani. O Kubie krąży wiele opowieści. Zgodnie z nimi Kubanki tańczą na ulicach, rum płynie tu strumieniami, wszyscy palą cygara, podczas wyjazdu z miasta kierowcy obowiązkowo zabierają autostopowiczów. Przekonałem się, że to wszystko prawda! Każdy fragment kraju wygląda jak wyjęty z lat 50. XX w. Po ulicach jeżdżą stare cadillaki, chevrolety, dodge’e, buicki, niczym w amerykańskich filmach. Budynki są kolorowe, a ludzie uśmiechnięci. Choć ze względu na ustrój polityczny i wszelkie jego konsekwencje Kubańczycy nie mają łatwego życia, oni sami zrobili na mnie ogromne wrażenie. Zawsze czułem się wśród nich bezpiecznie i naprawdę dobrze. 

 

Moją największą pasją jest jednak kitesurfing i dlatego podczas swoich podróży zwracam przede wszystkim uwagę na to, czy w danym zakątku świata można uprawiać ten sport. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na Kubie znajduje się jedno z najpiękniejszych na naszym globie miejsc idealnych dla kitesurferów. Na Cayo Guillermo, bo o tej niewielkiej wysepce mowa, pojechałem, sprawdziwszy dzień wcześniej prognozę pogody. Zapowiadały się świetne warunki i równy wiatr. Sama wyprawa tutaj jest bardzo ekscytująca. Na wysepkę można się dostać z jej nieco większej sąsiadki Cayo Coco, na którą droga prowadzi specjalnie usypanym wałem. Kiedy dojechałem na Cayo Guillermo, ujrzałem pierwsze latawce. Nie było ich dużo, ale to wystarczyło, żebym poczuł przyjemne podekscytowanie. Gdy dotarłem na plażę (można tu pływać właściwie w każdym miejscu), moim oczom ukazał się rajski widok. Szedłem po białym piasku, po obu moich stronach wznosiły się wysokie palmy, które uginały się na wietrze, na jasnoniebieskim niebie świeciło słońce, a przezroczysta woda miała turkusową barwę. Ten obraz nie został przepuszczony przez żadne filtry, po prostu patrzyłem na prawdziwy eden. Od razu zacząłem pompować sprzęt, a wzrokiem już szukałem miejsca, w którym chciałbym popływać. Po chwili je znalazłem. W oddali zobaczyłem biały pomost z wiatą pokrytą słomą. Wyszedłem latawcem na 12 m. Wiatr wiał z siłą ok. 16 węzłów, a po południu stał się jeszcze silniejszy. Muszę przyznać, że było to jedno z najciekawszych miejsc, w których pływałem. Na Cayo Guillermo mamy 50 proc. szans na odpowiednie warunki wiatrowe, ale na tej wysepce można przeżyć tyle magicznych chwil, że gdybym mógł pojechać na nią drugi raz, wcale bym się nie zastanawiał.

 

Na koniec chciałbym wymienić 10 rzeczy, które według mnie trzeba zrobić na Kubie. Koniecznie należy wybrać się do Castillo del Morro (Castillo de los Tres Reyes Magos del Morro) na wieczorny wystrzał z armat, przejechać się taksówką z lat 50. XX w. po Hawanie, spróbować swoich sił w kitesurfingu u brzegów Cayo Guillermo, pójść na kubańską imprezę i w rytm salsy ruszyć do tańca, wysłuchać piosenek „Guantanamera” i „Sarandonga”, odwiedzić zabytkowy Trinidad, odbyć przejażdżkę starymi radzieckimi autami terenowymi po Wielkim Parku Naturalnym Topes de Collantes i zjeść w nim obiad w towarzystwie kolibrów, wypalić kubańskie cygaro i wypić drink „canchánchara” przygotowywany na bazie „aguardiente” (lokalnego rumu po pierwszej destylacji), miodu, soku z limonki i lodu, zjechać na najdłuższej linie na wyspie oraz zrobić sobie zdjęcie z maluchem, czyli legendarnym polskim Fiatem 126p – w tym kraju natkniemy się na te samochody niemal na każdej ulicy.

 

Artykuły wybrane losowo

Roztańczona tropikalna Brazylia

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Wymyślne platformy z tancerzami na Sambódromo do Rio de Janeiro w 2016 r.

 24921609281 86fdc983ff o

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

W Brazylii, jednym z największych państw na świecie i największym w Ameryce Południowej, znajdziemy wszystko, czego pragnie podróżnik. Jej wschodnią granicę stanowią piękne złociste plaże położone nad Oceanem Atlantyckim. Na północy i zachodzie rozciągają się amazońskie lasy, a bliżej południa leżą tętniące życiem metropolie Rio de Janeiro i São Paulo. Ten kraj kusi i zniewala. Każdy, kto zostawił tu serce, marzy o powrocie w te strony.

 

Uderzenie gorącego powietrza, widok uśmiechniętych twarzy, dochodzący zewsząd gwar wielkiego miasta – takie były moje doświadczenia po wyjściu z lotniska podczas pierwszej wizyty w Rio de Janeiro, od którego rozpoczęłam wyprawę po fascynującej Brazylii. Oszałamia ona przyjezdnego nie tylko różnorodnością, klimatem i serdecznością mieszkańców, lecz także imponującym terytorium. Ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni i zajmuje niemal połowę kontynentu. Pod względem obszaru niedużo więc ustępuje Europie.

 

Sami Brazylijczycy, których jest ok. 207 mln, mówią, że nie istnieje coś takiego jak jedna Brazylia. Obok elementów kultury jednoczących mieszkańców (m.in. znanej na całym świecie wielkiej miłości do piłki nożnej, uważanej przez nich za świętą) znajdziemy tu wiele różnic między regionami i ich tradycjami czy krajobrazami. Poza tym przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę nie tylko duże odległości, ale też zmieniające się uwarunkowania klimatyczne. Na Nizinie Amazonki niemal przez okrągły rok panuje wysoka wilgotność i temperatura powietrza (dochodząca nawet czasami do prawie 45°C). Często nawiedzają ją również burze i tropikalne deszcze. W środkowo-wschodniej części kraju, gdzie rozciąga się Wyżyna Brazylijska, występuje pora deszczowa i sucha. Najbardziej sprzyjający klimat panuje na wybrzeżu, na którym upał nie daje się tak we znaki dzięki orzeźwiającej bryzie znad oceanu. Południe Brazylii natomiast leży w strefie zwrotnikowej i podzwrotnikowej z ciepłą zimą i gorącym latem.

 

MIASTO SŁOŃCA I BOSSA NOVY

 

Ten kraj rozsławił na cały świat – oczywiście – huczny karnawał. Zwyczaj zabaw przed okresem wielkiego postu przywieźli ze sobą w latach 20. XVIII w. portugalscy osadnicy. W kolejnym stuleciu został on spopularyzowany przez… coraz liczniejszych emigrantów z Francji. Brazylijczycy szybko go sobie przyswoili i stopniowo przekształcili w maskaradę i taneczne korowody. Pierwszy bal maskowy z muzyką odbył się w Rio de Janeiro w 1840 r. Od tego czasu tutejszy pięciodniowy karnawał zyskiwał sobie coraz większą popularność. Istnieje oficjalnie już od lutego 1892 r. i do tej pory odbyło się 125 jego edycji.

 

O wyjątkowym charakterze tej niezmiernie barwnej imprezy decyduje z pewnością samba – prawdziwy skarb narodowy Brazylijczyków. Ten gatunek sięga swoimi korzeniami do pieśni i tańców afrykańskich niewolników. Karnawałowe szaleństwo zaczyna się zwykle na kilka dni przed Środową Popielcową. Na znak inauguracji burmistrz oddaje klucze do miasta szkołom samby. To właśnie one organizują defilady, w których można podziwiać tancerzy w błyszczących, kolorowych kostiumach i ludzi poprzebieranych za rozmaite postacie. Fantastyczne korowody przemierzają ulice (Avenida Marquês de Sapucaí, Estrada Intendente Magalhães i inne główne arterie), a po słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí lub inaczej Sambódromo do Rio de Janeiro – specjalnej alei z trybunami dla widzów i jurorów oceniających każdy zespół) suną barwne platformy. Impreza trwa pięć dni, choć przygotowania do niej odbywają się praktycznie cały rok.

 

Główną zasadą karnawału, zarówno w Rio de Janeiro, jak i wszędzie na świecie, jest to, że w jego trakcie wszyscy stają się równi. Przestają liczyć się podziały na biednych i bogatych, a ustalony porządek ulega odwróceniu. Może dlatego jego tradycja zyskała sobie taką popularność akurat w tym mieście, niezmiernie zróżnicowanym społecznie i pełnym ludzi marzących o odmianie swojego losu. Swoiście karnawałowy charakter ma nawet krajobraz tej metropolii – zamieszkane przez najuboższych fawele (czyli dzielnice nędzy) rozciągają się na wzgórzach, a zamożniejsi obywatele żyją w niżej położonych rejonach. Właśnie ci najbiedniejsi codziennie budzą się z najpiękniejszym widokiem na Rio de Janeiro i pobliską zatokę Guanabara. Od pewnego czasu fawele jednak stopniowo się zmieniają. Nadal stanowią charakterystyczny element miasta, ale stają się bezpieczniejsze.

 

W rejonie dzielnic klasy średniej Santa Teresa i Lapa warto podejść pod ozdobione kolorowymi ceramicznymi kafelkami Schody Selarón (Escadaria Selarón, autorstwa chilijskiego artysty Jorge Selaróna). Na obu tych obszarach znajdziemy zachwycającą kolonialną architekturę. Na dodatek to ulubione miejsca tutejszej bohemy i amatorów dobrej zabawy. Kojarzą się z kawiarniami, klubami z muzyką na żywo i ulicznymi artystami, zapewniającymi spacerowiczom rozrywkę przez całą dobę. Niemal bez przerwy słychać tu sambę, a na placu pod XVIII-wiecznym Akweduktem Carioca (Aqueduto da Carioca) ludzie spotykają się, aby pograć w szachy i pogawędzić przy piwie lub koktajlu caipirinha (klasycznym drinku przyrządzanym na bazie mocnego alkoholu cachaça, cukru, limonek i lodu).

 

WZGÓRZA WŚRÓD PLAŻ

 

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Cudownego Miasta (Cidade Maravilhosa), jak określa się Rio de Janeiro, jest bliskość przyrody. Nie trzeba nawet oddalać się od centrum czy dzielnic mieszkalnych, aby natknąć się na wzgórza, tropikalne lasy bądź parki. Właśnie w tej metropolii znajduje się największy ogród botaniczny w Ameryce Południowej (o powierzchni ok. 140 ha). Jardim Botânico do Rio de Janeiro założono w 1808 r. na polecenie późniejszego króla Portugalii Jana VI (1767–1826). Początkowo na tym terenie uprawiano przyprawy, ale po kilkunastu latach (w 1822 r.) został on otwarty dla publiczności. Dziś stanowi idealne miejsce do schronienia się przed gwarem miasta i upałami. Obejrzymy tutaj m.in. pięknie zaprojektowany ogród japoński i aleję wysmukłych palm królewskich (z gatunku Roystonea oleracea) – Aleia Barbosa Rodrigues.

 

W pobliżu ogrodu botanicznego leży Park Narodowy Tijuca (Parque Nacional da Tijuca – niemal 40 km2 powierzchni) z Lasem Tijuca (Floresta da Tijuca) należącym do największych na globie lasów w obrębie miejskiej aglomeracji. Prowadzi tędy droga na wzgórze Corcovado (710 m n.p.m.), którego szczyt wieńczy słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) – symbol Rio de Janeiro i jeden z siedmiu nowych cudów świata. Figurę Jezusa zaprojektował francuski artysta polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Powstały we Francji monument umieszczono na Corcovado w 1931 r. Dziś stanowi najpopularniejszy turystyczny punkt nie tylko w samym Rio de Janeiro, lecz także w całej Brazylii. Dlatego aby uniknąć tłumów, warto wybrać się tu wcześnie rano. To samo dotyczy innego znanego wzgórza, z którego rozciąga się niezapomniany widok na miasto (w tym na słynny piłkarski Stadion Maracanã), zatokę i ich okolicę. Mowa o cieszącej się dużym zainteresowaniem turystów Głowie Cukru (Pão de Açúcar, 396 m n.p.m.). Na jej szczyt można dostać się kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) lub wspiąć się o własnych siłach. Jeśli trafimy na bezchmurny dzień, w pełni będziemy mogli docenić piękno otaczających nas krajobrazów.

 

Po zwiedzaniu warto odpocząć na którejś z miejskich plaż. W całej aglomeracji jest ich kilkadziesiąt. Godne polecenia są m.in. niezbyt zatłoczone Praia do Leblon i Praia do Flamengo. Nie sposób też ominąć słynnej Copacabany (ponad 4-kilometrowej), tłumnie odwiedzanej zarówno przez turystów, jak i cariocas (jak nazywa się mieszkańców Rio de Janeiro). Przez całą dobę tętni ona życiem: spotkamy tu młodzież grającą w piłkę nożną albo siatkówkę, muzyków i surferów. Choć według miejscowych plaża ta stanowi symbol społecznej równości, bo nie obowiązują tutaj żadne ograniczenia dotyczące wstępu i chętnie wypoczywają na niej bogaci i ubożsi, to uznaje się ją za jeden z najbardziej ekskluzywnych rejonów w mieście. Świadczą o tym np. pobliskie eleganckie budynki takie jak ogromny Pałac Copacabana (Copacabana Palace), wznoszący się przy bulwarze. W obiekcie działa hotel sieci Belmond uchodzący za najbardziej luksusowy w Ameryce Łacińskiej. Poza stylowo urządzonymi pokojami i apartamentami znajdują się w nim m.in. dwa baseny (jeden tylko dla gości piętra z apartamentami penthouse), kort tenisowy, restauracje i kasyno.

 

Niedaleko południowo-zachodniego krańca Copacabany wznosi się twierdza (Forte de Copacabana), której budowę ukończono w 1914 r. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-wojskowe (Museu Histórico do Exército e Forte de Copacabana). Położone obok przejście prowadzi na kolejną popularną plażę, a mianowicie Ipanemę (2,6 km długości), rozsławioną dzięki piosence Antônia Carlosa Jobima (1927–1994) i Viniciusa de Moraesa (1913–1980). Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), jedna z najbardziej klasycznych melodii bossa novy, powstała w 1962 r. Jak mówi lokalna legenda, obaj autorzy siedzieli przy stoliku w barze „Veloso” (dzisiaj „Garota de Ipanema”), gdy dostrzegli piękną Helô Pinheiro. Byli tak zachwyceni jej urodą, że postanowili napisać o niej piosenkę. Pikanterii dodaje tej historii fakt, iż zakochany w atrakcyjnej kobiecie żonaty Antônio Carlos Jobim wielokrotnie się jej potem oświadczał. Nostalgiczny utwór stał się rozpoznawalny na całym świecie, a sama bossa nova szybko zyskała sobie status charakterystycznego stylu muzycznego pochodzącego z Brazylii.

 

MIEJSKIE DŻUNGLE

 

Barwne historyczne centrum miasta Paraty

SE Parati0128

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Jeśli plaże Rio de Janeiro nam nie wystarczą, powinniśmy wybrać się do Búzios (Armação dos Búzios), leżącego ok. 170 km na wschód stąd. To ponad 30-tysięczne miasto często bywa nazywane brazylijskim Saint-Tropez, choć nie ze względu na architekturę czy klimat, lecz głównie dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie (w połowie lat 60. XX w.) zaczęło przekształcać się w znaną miejscowość wypoczynkową. Wpływ na tę zmianę miała gwiazda francuskiego kina Brigitte Bardot, która po raz pierwszy odwiedziła to miejsce w 1964 r. i od tego momentu spędzała w nim wakacje równie chętnie jak na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Cudowne, egzotyczne plaże (niemal 25!), krystalicznie czysta błękitna woda, malownicze zatoczki oraz eleganckie restauracje i hotele – to wszystko sprawia, że Búzios, położone blisko Rio de Janeiro, zdążyło wyrosnąć na jeden z najpopularniejszych kurortów w tej części kraju, nie tracąc przy tym swojej niewątpliwej urody.

 

Drugą perłę regionu stanowi miasto Paraty, według wielu należące do najbardziej fotogenicznych w Brazylii. Powstało ono w 1667 r. i szybko zaczęło służyć jako port, z którego wywożono do Portugalii złoto i kamienie szlachetne. Właśnie w tym okresie rozwinęło się i wzbogaciło o przepiękną kolonialną architekturę, do dziś zachowaną w niezmienionym kształcie. W tym melancholijnym, liczącym 40 tys. mieszkańców ośrodku czas naprawdę się zatrzymał.

 

Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o położonym ok. 270 km dalej na zachód São Paulo – jednej z najludniejszych metropolii świata i zarazem największej pod względem populacji na półkuli południowej i w Ameryce Południowej. Całą aglomerację zamieszkuje ponad 21 mln ludzi. Zatłoczone miasto nie cieszy się takim zainteresowaniem wśród turystów jak Rio de Janeiro. Kryje w sobie jednak wiele atrakcji, a tym, co stanowi o jego sile, jest niezwykła energia, architektoniczny rozmach i różnorodność. Obok rejonów słynących ze sztuki ulicznej, kawiarni i klubów, takich jak Vila Madalena w dzielnicy Pinheiros, znajdują się tu największe na kontynencie centra biznesowe. Warto podkreślić też imponującą liczbę placówek muzealnych, z których szczególnie trzeba odwiedzić Muzeum Sztuki (Museu de Arte de São Paulo – MASP), mieszczące się przy jednej z najważniejszych ulic w São Paulo – alei Paulista (Avenida Paulista). W sercu miasta leży Praça da Sé – plac z neogotycką Katedrą Metropolitalną, którą zaczęto wznosić w 1913 r. Po kilkunastominutowym spacerze dotrzemy stąd z kolei na plac Ramosa de Azevedo (Praça Ramos de Azevedo) z eklektycznym gmachem Teatru Miejskiego (Theatro Municipal de São Paulo), należącym do najpiękniejszych tego typu budynków na świecie. Jednak największą atrakcją São Paulo jest modernistyczna architektura, której przykłady znajdziemy kilkaset metrów od teatru, na placu Sztuki (Praça das Artes). Przedstawicielem tego kierunku był słynny brazylijski architekt Oscar Niemeyer (1907–2012). Zaprojektował on wiele budynków w tym mieście (np. w Parku Ibirapuera) i innych częściach Brazylii (m.in. w Rio de Janeiro i Brasílii, stolicy kraju) oraz za granicą (w Nowym Jorku, Paryżu czy Berlinie). Oprócz tego uroku São Paulo dodaje jego wielokulturowość. Przykładowo w dzielnicy Liberdade żyje największa mniejszość japońska na świecie (stanowi 65 proc. spośród jej 220 tys. mieszkańców).

 

„Polski” Las Papieża Jana Pawła II powstał w 1979 r. w Kurytybie

PR Curitiba0438

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

POTRAWY Z GRILLA I PIEROGI

 

Brazylijska kuchnia bazuje raczej na mięsie. Niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom dań z rusztu. Brazylijczycy chętnie grillują prawie wszystko: od drobiu i wołowiny po warzywa i owoce. Nieodłącznym składnikiem menu jest tu również ryż, czarna fasola (feijão) i mąka z manioku (farinha de mandioca). Z tych trzech produktów i mięsa wołowego lub kurczaka przyrządza się przypominającą gulasz potrawę feijoada. Mieszkańcy Brazylii uwielbiają także słodycze. W każdej kawiarni kupimy tzw. salgados, smażone w tłuszczu przekąski z serem, nadzieniem z mięsa bądź ryby, przygotowywane z kaszy albo manioku. Brazylijczycy zajadają się też kuleczkami mleczno-kokosowymi (beijinhos de coco) bądź kakaowymi (brigadeiros) i kremem czekoladowym serwowanym z brandy. Napój narodowy stanowi – oczywiście – kawa, uprawiana głównie w stanach São Paulo, Minas Gerais i Paraná. Choć od pewnego czasu w światowym wyścigu o pierwsze miejsce w jej produkcji ścigają się z Brazylią m.in. Wietnam i Kolumbia, to wciąż właśnie ten ogromny południowoamerykański kraj zajmuje pozycję lidera.

 

Jeśli w trakcie podróży najdzie nas ochota na… pierogi lub inne rodzime danie, powinniśmy odwiedzić Kurytybę, stolicę Parany. Mieszka w niej według różnych źródeł od 90 do nawet 400 tys. osób polskiego pochodzenia (w całym stanie żyje ich od 700 tys. do 1,5 mln). Pierwsi przybysze z Polski przypłynęli w te strony w zorganizowanych grupach w 1869 r. Potem, od końca XIX stulecia, rozpoczął się gwałtowny napływ imigrantów z terenów trzech zaborów, a druga największa fala emigracji dotarła tu po II wojnie światowej. Jeden z najrozleglejszych parków w mieście nosi zresztą imię Jana Pawła II (Bosque do Papa João Paulo II). Zaraz przy wejściu do niego natkniemy się na polską restaurację serwującą m.in. barszcz i pierogi. Kurytybę często nazywa się również najbardziej zadbanym, ekologicznym i zielonym ośrodkiem w kraju. Stolica Parany szczyci się poza tym wysoką jakością życia. Dotyczy to także oddalonego stąd o ok. 300 km na południe Florianópolis, położonego malowniczo głównie na wyspie Santa Catarina (424,4 km² powierzchni) i pobliskich mniejszych wysepkach. Nowoczesność świetnie komponuje się w nim z tradycją i naturalnym pięknem. Na północy wznoszą się wysokie hotele i drapacze chmur, rozciągające się wzdłuż nadmorskiej alei, a w południowej części miasta odkryjemy spokojne osady rybackie, pamiętające czasy portugalskich kolonizatorów. W historycznym centrum Florianópolis, wypełnionym kolonialną architekturą, uwagę przyciąga rozłożysty figowiec rosnący na głównym placu 15 Listopada (Praça XV de Novembro). Nieopodal znajduje się m.in. Muzeum Historyczne Santa Catariny (Museu Histórico de Santa Catarina – MHSC) w dawnym Różowym Pałacu (Palácio Rosado) oraz stary targ miejski z licznymi kawiarniami i restauracjami. Osoby marzące o błogim odpoczynku w promieniach słońca mogą udać się natomiast na jedną z ponad czterdziestu plaż. Do wyboru mają zarówno rejony z odpowiednią infrastrukturą, jak i bardziej naturalne miejsca, jak choćby dziewicza Lagoinha do Leste, na którą nie prowadzi żadna droga, dlatego docierają do niej tylko najwytrwalsi.

 

TWÓRCZA MOC WODY

 

Podczas wyprawy po Brazylii zdecydowanie nie wolno ominąć słynnego Parku Narodowego Iguaçu (Parque Nacional do Iguaçu) leżącego przy granicy z Argentyną, kilka kilometrów od Paragwaju. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Turystów z całego globu przyciąga przede wszystkim zapierającymi dech w piersiach wodospadami Iguaçu (Cataratas do Iguaçu), okrzykniętymi jednym z siedmiu nowych cudów natury. Składa się na nie aż 275 kaskad, z których największe mają nawet ponad 800 m szerokości! Łuki powstających tutaj tęczy często łączą tereny obu krajów, zewsząd dobiega huk spadającej wody, a krajobraz urozmaica intensywnie zielona, gęsta roślinność. To wszystko sprawia, że okolica Iguaçu przypomina baśniową krainę. Choć znaczna część tego obszaru (ok. 80 proc.) znajduje się po stronie argentyńskiej (w granicach Parku Narodowego Iguazú), na terytorium Brazylii również jest co oglądać. Wodospadom można się tu przyjrzeć z naprawdę bliska i podziwiać je od dołu, a z tej perspektywy prezentują się jeszcze bardziej spektakularnie. Szczególnie warto podejść pod ogromną Diabelską Gardziel (Garganta do Diabo) – najwyższą kaskadę, osiągającą 80 m. Niżej położoną część tego regionu porasta subtropikalny las deszczowy. Wśród palm, ogromnych paproci czy araukarii żyją w nim liczne egzotyczne zwierzęta.

 

Aby w pełni docenić urodę i różnorodność przyrody Brazylii, trzeba wyruszyć także na północny wschód kraju, gdzie rozciągają się plaże uchodzące za najpiękniejsze na całym kontynencie. Taką opinią cieszy się m.in. złociste wybrzeże w sąsiedztwie urokliwego kurortu Maceió, stolicy stanu Alagoas. Leży on ok. 250 km na południowy zachód od największego miasta regionu (Região Nordeste do Brasil) – ponad 1,6-milionowego Recife, które ze względu na dużą liczbę kanałów i mostów określa się mianem brazylijskiej Wenecji. Jednak turystów przyciąga do niego raczej nowoczesna architektura. Najchętniej odwiedzanym rejonem jest tzw. Strefa Południowa (Zona Sul). Powstała ona wzdłuż wybrzeża otoczonego malowniczymi rafami koralowymi, od których zresztą pochodzi nazwa samego ośrodka (recife znaczy po portugalsku „rafa”). Właśnie tu znajduje się też najwięcej hoteli, restauracji i plaż, w tym szeroka i długa na mniej więcej 7 km Boa Viagem (Praia de Boa Viagem), porównywana do Copacabany. Recife, stolica stanu Pernambuco, słynie oprócz tego z najlepszych lokali serwujących świeże ryby i owoce morza. Takich specjałów spróbujemy zarówno w knajpkach nad brzegiem oceanu, jak i w historycznym centrum, czyli Recife Antigo, które wieczorami rozbrzmiewa muzyką i wypełnia się ludźmi. W ciągu dnia warto zwiedzić m.in. Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco (Centro Cultural Judaico de Pernambuco), mieszczące się w budynku najstarszej synagogi w obu Amerykach (Sinagoga Kahal Zur Israel), wzniesionej w pierwszej połowie XVII w. Inną ciekawą atrakcję stanowi wieża Malakoff (Torre Malakoff) służąca przez pewien czas jako obserwatorium astronomiczne (ukończona w 1855 r.). Rozpościera się z niej wspaniały widok na całe miasto.

 

Potężne kaskady na rzece Iguaçu spływającej z bazaltowego płaskowyżu

SU FozIguacu0931

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

GOŚCINNY RAJ

 

Jeśli z Recife udamy się jeszcze dalej na północ, dotrzemy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, uważaną za prawdziwy raj na ziemi. Nieco hippisowska Pipa (aż 10-kilometrowa!) poza znakomitymi miejscami z lokalnymi przysmakami zachwyca podróżników przede wszystkim lazurową, krystalicznie czystą wodą, piaskiem o niemal śnieżnobiałym kolorze, gęstymi palmami kokosowymi i atmosferą błogości, która każdemu pozwala oderwać się choć na chwilę od problemów.

 

Na zwiedzanie z kolei koniecznie powinniśmy wybrać się do ponad 2,6-milionowej Fortalezy (ok. 570 km na północny zachód), stolicy stanu Ceará. Z dawnej wioski rybackiej w ciągu kilku stuleci zmieniła się ona w jeden z największych ośrodków turystycznych i handlowych Brazylii. Jej magia tkwi w wyjątkowej mieszance kolonialnych tradycji i elementów nowoczesności. Przy ciągnącej się wzdłuż brzegu oceanu alei Beira-Mar wznoszą się wspinające się pod niebo siedziby firm i banków, centra handlowe czy hotele. Tuż obok, wśród białych piasków, zacumowane są drewniane łódki rybaków, a na chodniku przy plaży lokalni artyści i rzemieślnicy wystawiają swoje prace, np. charakterystyczne dla tego rejonu ręcznie haftowane obrusy, hamaki i koronki.

 

Prawdziwy raj dla miłośników tradycyjnych wyrobów stanowi Salvador (Salvador da Bahia). To w nim wiele osób kończy wizytę na środkowym wybrzeżu. Właśnie tu znajduje się największy targ rzemiosła artystycznego w regionie – Mercado Modelo z 263 sklepikami, stoiskami i restauracjami z tradycyjną kuchnią stanu Bahia. Sam zabytkowy Salvador bywa nazywany czarną stolicą Brazylii lub czarnym Rzymem, bo aż 80 proc. jego mieszkańców jest potomkami niewolników, przywiezionych z Afryki na plantacje trzciny cukrowej. Wpływ afrykańskiej kultury dostrzeżemy zresztą w tutejszych tradycjach, lokalnej gastronomii i samym charakterze miasta, które za sprawą imponującej kolonialnej architektury i urokliwego położenia cieszy się zasłużenie opinią jednego z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych na całym kontynencie. Niezmiernie atrakcyjnie prezentuje się historyczne centrum, czyli Pelourinho. Jego klimatyczną atmosferę tworzą urocze wąskie uliczki, barokowe kościoły, interesujące muzea (w tym znakomite Muzeum Afrobrazylijskie – Museu Afro-Brasileiro przy placu 15 Listopada, czyli Praça XV de Novembro) i nastrojowe kawiarnie, w których można zamówić café da manhã – zestaw śniadaniowy składający się zazwyczaj z kawy, owoców i słodkiej przekąski.

 

Jednak największe wrażenie na przyjezdnych robi w Salvadorze wielka serdeczność i niesamowita energia jego mieszkańców. Wydaje się, że te cechy charakteru Brazylijczyków występują tutaj w wyjątkowo zintensyfikowanej formie. Miejscowi są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźnie zagadują innych niemal na każdym kroku. Oprócz tego obywatele Brazylii odczuwają ogromną dumę narodową. Podczas rozmów z cudzoziemcami potrafią godzinami z przejęciem chwalić własną kulturę i zachwycać się jedzeniem, wyliczać sukcesy swoich piłkarzy i opowiadać o bogactwach przyrody. I choć wiadomo, że wszyscy mamy prawo do idealizowania właśnie naszej ojczyzny, to chyba trudno nie przyznać im racji. W tym ogromnym, rozciągającym się na niemal pół kontynentu kraju znajdziemy wszystko, co czyni podróże tak ekscytującymi. Poza tym jego gościnni mieszkańcy nawet w trakcie krótkiej pogawędki będą nas w swoim melodyjnym języku gorąco przekonywać do tego, żebyśmy kiedyś koniecznie tu wrócili. Tak naprawdę nie muszą się jednak zbytnio starać, bo roztańczona Brazylia jest niezmiernie uzależniająca.

 

 

Viva España i jej słoneczne plaże!

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

Więcej…

Podróż dookoła Litwy

Delfina Zažeckė

www.nalitwie.com

<< Licząca sobie już ponad tysiąc lat historii Litwa to największy z krajów bałtyckich. Jest idealnym miejscem zarówno na weekendowy wyjazd, jak i dłuższe wakacje. Zachwyca odwiedzających spokojem, fantastycznymi widokami i mnóstwem możliwości aktywnego spędzania czasu. >>

 

Widok na fragment Starego Miasta w Kownie 

© ANDRIUS ALEKSANDRAVICIUS/KAUNAS IN

 

Piaszczyste plaże, krystalicznie czyste jeziora i bujne zielone lasy są jedynie małą częścią tego, co można zobaczyć na Litwie. Dajmy się więc porwać niezapomnianej przygodzie. Podróż w te strony przeniesie nas do świata, w którym ożywają mieszkańcy średniowiecznych zamków, damy z renesansowych dworów, a nawet postaci z najciekawszych bałtyckich legend.

Polska graniczy z Litwą od północnego wschodu. Dwa największe miasta w kraju naszych sąsiadów – stołeczne Wilno i Kowno – leżą mniej więcej 160 i 120 km od granicy. Mamy więc tutaj naprawdę niedaleko.

 

NIEZAPOMNIANE WILNO

Litewską stolicę trzeba zobaczyć chociaż raz w życiu. Główną jej atrakcją jest romantyczne Stare Miasto z wąskimi uliczkami, klimatycznymi kawiarenkami i zachwycającymi barokowymi budynkami. Górująca nad zabudowaniami Baszta Giedymina (Wieża Giedymina) to symbol Wilna. Z tarasu widokowego znajdującego się na jej szczycie rozpościera się niezapomniana panorama stolicy.

Podczas zwiedzania nie można tutaj pominąć Bazyliki Archikatedralnej św. Stanisława i św. Władysława i jej podziemi. Z katakumbami wiąże się wiele tajemnic, dramatów i historii miłosnych dotyczących największych władców Litwy, członków ich rodzin oraz najznamienitszych rodów Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Warto wybrać się też na spacer ulicą Zamkową (Pilies gatvė), prowadzącą przez niezwykłe zakątki Starego Miasta. Ulice będące jej przedłużeniem wiodą do jedynej ocalałej bramy miejskiej, nazywanej przez Litwinów Bramą Świtu (Aušros vartai), a w Polsce znanej jako Ostra Brama. Od kilku stuleci obrazowi Matki Boskiej Ostrobramskiej, znajdującemu się w tutejszej kaplicy, przypisuje się uzdrawiającą moc. Podczas swojej jedynej pielgrzymki na Litwę we wrześniu 1993 r. to właśnie tu papież Jan Paweł II odprawił mszę i spotkał się z wiernymi. Sam także modlił się przed cudownym obrazem.

Nie tylko główne ulice Starego Miasta zachwycają nieodpartym urokiem. Warto zejść z utartego szlaku, pobłądzić wąskimi, brukowanymi uliczkami i odnaleźć wyjątkową ulicę Literacką (Literatų gatvė) – artystyczną wizytówkę Wilna. Nie sposób przejść obojętnie również obok Kościoła św. Anny, który swoim urzekającym wyglądem skradł serce nawet samego Napoleona Bonapartego.

W trakcie wizyty w tym zachwycającym barokowym mieście nie wolno zapomnieć o atrakcjach znajdujących się poza obrębem historycznego centrum. Republika Zarzecze na prawym brzegu Wilejki to idealne miejsce na spacer lub spotkanie ze znajomymi w jednej z wielu klimatycznych kawiarenek. Na lunch warto wybrać się do restauracji „Paukščių takas” („Droga Mleczna”) mieszczącej się w wileńskiej wieży telewizyjnej na wysokości 165 m. Dzięki panoramicznym oknom i obrotowemu tarasowi, na którym stoją stoliki, można podziwiać stąd rewelacyjne widoki na okolicę.

Największą atrakcją Wilna są mniej więcej godzinne loty balonem nad Starym Miastem. Z kosza rozpościera się zapierająca dech w piersiach panorama. Po każdym locie pasażerowie otrzymują certyfikat oraz uświetniają niezwykłe wydarzenie kieliszkiem szampana.

 

Wilno zachwyca licznymi staromiejskimi ulicami z zabytkowymi kamieniczkami

© WWW.VILNIUS-TOURISM.LT

 

W DAWNEJ STOLICY

Po zwiedzeniu Wilna warto odwiedzić Troki i zobaczyć malowniczy zamek na jeziorze Galwe (Galvė). Niegdyś był on siedzibą wielkich książąt litewskich. Miasto pełniło z kolei funkcję stolicy Litwy. To właśnie z Troków pochodzi jedno z najpopularniejszych i najsmaczniejszych dań litewskiej kuchni – kibiny (pierogi z ciasta drożdżowego z farszem mięsnym).

Choć trocki zamek od razu przykuwa uwagę, nie jest jedyną atrakcją tego karaimskiego ośrodka. Warto też odwiedzić tu biały Dwór w Zatroczu (Užutrakio dvaras), znajdujący się na drugim brzegu jeziora Galwe. W należącej kiedyś do rodziny Tyszkiewiczów rezydencji dziś odbywają się koncerty muzyki poważnej oraz wystawy, na których zbiera się litewska śmietanka towarzyska. Podczas wizyty w posiadłości można również przejść się po parku urządzonym w stylu angielskim i obejrzeć stojące w nim rzeźby rzymskich bogiń.

                Poza tym w Trokach koniecznie trzeba wstąpić do jednej z karaimskich restauracji i zamówić tradycyjne lokalne danie – kibiny z jagnięciną i bulionem. Na zakończenie tak wspaniale spędzonego dnia warto wybrać się w rejs statkiem po niezmiernie malowniczej okolicy lub spędzić wieczór w centrum spa luksusowego, 5-gwiazdkowego hotelu Esperanza Resort & Spa, znajdującego się na południowy zachód od miasta, w bujnym lesie nad brzegiem pobliskiego jeziora.

 

Most prowadzący do średniowiecznego zamku na wyspie na jeziorze Galwe w Trokach

© TRAKŲ TURIZMO IR INFORMACIJOS CENTRAS

 

ZIELONE KOWNO

Położone w samym sercu Litwy Kowno zachwyca swoim wyjątkowym urokiem. Stare Miasto, usytuowane u zbiegu dwóch największych litewskich rzek, Niemna i Wilii, przyciąga tysiące zagranicznych turystów. Także sami kownianie często odwiedzają tę część Kowna ze względu na leżący w niej park, w którym pod rozłożystymi drzewami rosnącymi nad wodą można chwilę odpocząć i uciec od miejskiego zgiełku.

Główną atrakcją Starego Miasta jest częściowo zrekonstruowany w zeszłym stuleciu zamek. Nieopodal niego znajduje się najwyższy w kraju Ratusz, zwany białym łabędziem, oraz plac Ratuszowy z zachowaną do dziś oryginalną zabudową.

W Kownie są wyjątkowo piękne miejsca, o których nie wszyscy wiedzą. Jednym z nich jest dobrze ukryta Dolina Mickiewicza nieopodal Gaju Dębowego (Ąžuolyno Parkas), gdzie poeta spędzał każdą wolną chwilę, gdy mieszkał w sercu Litwy.

Na spacer idealnie nadają się okolice zespołu klasztornego w Pożajściu, położonego nad samym brzegiem Morza Kowieńskiego (Kauno marios), sztucznego zbiornika retencyjnego. Warto obejrzeć imponujące wnętrza tutejszego kościoła i skosztować wyśmienitych dań przygotowywanych w stworzonej na terenie zabytkowego kompleksu luksusowej restauracji „Monte Pacis”. W weekendy z pobliskiej przystani odpływa statek wycieczkowy zabierający turystów w malowniczy rejs po największym litewskim zalewie. Na kilka godzin przybija on do brzegu w pobliżu skansenu w Rumszyszkach (Lietuvos liaudies buities muziejus) – jednego z najciekawszych muzeów pod gołym niebem na Litwie.

 

WZDŁUŻ NIEMNA NAD BAŁTYK

Najszybszą drogą wiodącą z Kowna na wybrzeże jest autostrada Kowno–Kłajpeda, ale jeśli ktoś wybiera się w kierunku Bałtyku, powinien wziąć pod uwagę również inną trasę. Choć podróż nad morze trwa w tym przypadku dłużej, w jej trakcie można zobaczyć o wiele więcej.

Za najbardziej malowniczą drogę w kraju uchodzi ta biegnąca nad brzegami Niemna. Jednak bajeczne widoki to nie wszystko. Już ok. 10 km od Kowna w stronę Jurborka znajduje się przebudowany na pałac zamek w Czerwonym Dworze (Raudondvaris), należący niegdyś do rodziny Tyszkiewiczów. Nadal zachwyca on swoim wyglądem, a przeszklona, biała oranżeria zachęca do odwiedzin i zrelaksowania się nad filiżanką wyśmienitej kawy podawanej w środku.

Kolejnym przystankiem na trasie powinny być dwa wzgórza położone nad Niemnem, wchodzące w skład trzech wielońskich kopców (Veliuonos piliakalniai) – Zamkowe i wzniesienie z grobem Giedymina (ok. 1275–1341). Wierzono, że to właśnie tu podczas obrony zamku w Wielonie zginął wielki książę litewski Giedymin, założyciel Wilna. Wedle legendy mieszkańcy grodziska pochowali władcę i usypali na jego cześć kurhan. Stojący na wzgórzu obelisk poświęcony jest jego pamięci.

Wieżę Zamku w Raudaniu (Raudonės pilis) można zauważyć już z daleka. Z tarasu widokowego na jej szczycie rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Po II wojnie światowej w zamku urządzono szkołę, która działa w nim do dziś. Warto przejść się także po pobliskim parku, w którym rośnie ponad 200-letni kasztan.

Potężne mury Zamku Giełgudów (Panemunės pilis – Zamku Poniemuń) przykuwają uwagę z oddali. Otoczona pięcioma kaskadowymi stawami renesansowa budowla jest obiektem, który koniecznie trzeba odwiedzić w trakcie podróży nadniemieńskim szlakiem. Na zainteresowanie w zamku zasługuje bogaty zbiór znalezisk archeologicznych i wieża widokowa. Poza tym funkcjonuje w nim 4-gwiazdkowy hotel Best Baltic Panemunės Pilis oraz restauracja podająca regionalne specjały.

Wzdłuż dalszego fragmentu nadniemeńskiego szlaku nie natrafimy już wprawdzie na monumentalne zamki, ale podczas pokonywania trasy prowadzącej przez Jurbork aż do miejscowości Šilutė (Szyłokarczma) będziemy mogli poznać Litwę od innej, mniej turystycznej strony. W Šilutė warto zatrzymać się na chwilę w centrum miasta, aby zobaczyć największy zegar w kraju, znajdujący się na wieży kościoła ewangelicko-augsburskiego.

 

NAD ZALEWEM KUROŃSKIM

Z Šilutė można wybrać się na Ruś (Rusnės sala), czyli położoną w delcie Niemna wyspę, uważaną za największą na Litwie (ok. 47 km² powierzchni). Co roku pod koniec czerwca odbywa się na niej jeden z największych festiwali muzycznych w kraju. Niedaleko leży również niezmiernie malowniczy zakątek, który koniecznie trzeba odwiedzić podczas wizyty w okolicy – przylądek Ventė. Znajduje się on nad brzegiem Zalewu Kurońskiego i przyciąga przede wszystkim osoby zainteresowane ornitologią. Ze względu na położenie na głównej trasie migracji ptaków od niemal wieku w tutejszej wsi działa stacja ornitologiczna, ze specjalną pułapką przeznaczoną do ich łapania. Dziennie obrączkowanych jest w tym miejscu nawet ponad 6 tys. osobników.

Ponad 750 lat temu na przylądku Ventė wzniesiono zamek. Zimowy lód i podnoszący się na wiosnę poziom wody nie pozwoliły zbyt długo przetrwać krzyżackiej siedzibie. Zamek nie został odbudowany, ale kamienie, które z niego pozostały, wykorzystano do postawienia pobliskiego kościoła.

Na przylądku Ventė stoi najstarsza z siedmiu latarni morskich na litewskim wybrzeżu. Pochodzi z połowy XIX w. Niedaleko niej zbudowano 250-metrowe molo, które ma chronić przylądek przed niszczącą siłą fal Zalewu Kurońskiego. Ventė od Kłajpedy dzieli tylko ok. 50 km.

 

POCZUĆ WIATR W ŻAGLACH

Zwiedzanie Kłajpedy najlepiej zacząć od najstarszej jej części. Do dziś znaleźć tu można wspaniale zachowane domy zbudowane z muru pruskiego, tak charakterystycznego dla tego regionu.

W mieście warto odwiedzić Muzeum Zegarów (Laikrodžių muziejus). W zbiorach placówki znajdują się mechanizmy wykorzystywane przez naszych przodków do pomiaru czasu w najróżniejszy sposób – przy pomocy piasku, słońca, wody, a nawet ognia. Kolekcja zgromadzonych tutaj zegarów zachwyci różnorodnością i liczbą nawet najbardziej wymagających odwiedzających.

Kłajpeda z pewnością wprawi w zachwyt turystów chcących spróbować tradycyjnych i regionalnych dań litewskich. Z tarasów portowych restauracji można podziwiać statki płynące rzeką Dangą (Danė). Warto wejść na pokład cumującego przy jej brzegu żaglowca Meridianas, żeby spróbować miejscowych specjałów oraz poczuć niepowtarzalną żeglarską atmosferę.

Wyjątkowe miejsce na spędzenie nocy w Kłajpedzie stanowi Michaelson Boutique Hotel. Ten jedyny w swoim rodzaju budynek, niegdyś wykorzystywany jako wenecki magazyn, znajduje się na liście litewskiego dziedzictwa kulturalnego ze względu na swoją wielką wartość historyczną. Wnętrze hotelu jest połączeniem XVIII-wiecznej architektury z komfortem i nowoczesnością.

Co roku w mieście odbywa się jedno z najważniejszych wydarzeń na Litwie – Święto Morza (Jūros šventė). Tysiące turystów zbiera się w porcie, aby obserwować Paradę Statków – wyjątkowy spektakl rozpoczynający obchody. Czarującą Kłajpedę warto odwiedzić także w czasie trwania największego w kraju festiwalu jazzowego (Klaipėdos Pilies Džiazo Festivalis), organizowanego zwykle na początku czerwca.

 

BLISKO NATURY

Wybrzeże litewskie przyciąga co roku mnóstwo turystów chcących odpocząć na przepięknych, piaszczystych plażach. Idealnym miejscem na zrelaksowanie się, jak również aktywny wypoczynek jest Mierzeja Kurońska. Malownicze osady, jak Preila i Pervalka (należące do miasta Neringa), położone nad brzegiem Zalewu Kurońskiego zachwycają ciszą i spokojem. Odwiedzające okolicę osoby mają wrażenie, że czas się tu zatrzymał.

Przepiękne tereny Parku Narodowego Mierzei Kurońskiej wspaniale nadają się na całodniową wycieczkę, w trakcie której podziwia się ruchome wydmy – tworzące je piaski przykryły opuszczone wioski rybackie. Bujne lasy stwarzają perfekcyjne warunki do obserwowania mieszkających w nich łosi, dzików i saren oraz ponad 300 różnorodnych gatunków ptaków.

W znajdującym się na Mierzei Kurońskiej niezmiernie interesującym Litewskim Muzeum Morza (Lietuvos jūrų muziejus) można poznać historię Bałtyku, zobaczyć wiele gatunków ryb, zaprzyjaźnić się z osieroconymi fokami, a nawet popływać z delfinami. To jedna z największych atrakcji w okolicy.

 

BURSZTYNOWA KRAINA

Niedaleko miejscowości Juodkrantė leży wyjątkowe miejsce o bajkowej nazwie. W Bursztynowej Zatoce (Gintaro įlanka) podczas nocy świętojańskiej odbywają się jedne z najhuczniejszych obchodów tego święta na Litwie. Przed ponad 150 laty w tutejszych wodach odnaleziono niezwykły skarb. W zatoce odkryto świetnie zachowane wyroby z bursztynu pochodzące jeszcze z epoki neolitu i brązu.

Z Juodkrantė warto wybrać się do parku drewnianych rzeźb znajdującego się na Wzgórzu Czarownic (Raganų kalnas). Wizyta w nim to niepowtarzalna okazja do poznania postaci z litewskich legend oraz bóstw z bałtyckiej mitologii. Mówi się, że od najdawniejszych czasów góra ta przyciągała nie tylko ludzi, ale też diabły i czarownice, które nocami urządzały w tym miejscu sabaty.

 

WIDOK Z WYDMY

Największym i najczęściej odwiedzanym przez turystów kurortem na wybrzeżu jest Nida, położona na południowym końcu litewskiej części mierzei. Charakterystyczne dla tego regionu biało-niebieskie chaty rybackie z czerwonymi dachami, rzeźbionymi drzwiami i okiennicami przyciągają uwagę oraz przypominają o historii i nie zawsze lekkim życiu rybaków mieszkających nad brzegami Zalewu Kurońskiego.

Świetny punkt widokowy w tej okolicy stanowi wydma Parnidžio (Parnidžio kopa) z zegarem słonecznym. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć stąd nie tylko Morze Bałtyckie, ale i przylądek Ventė znajdujący się na przeciwnym brzegu Zalewu Kurońskiego. Mieszkańcy kurortu powiadają, że wydma gnana wiatrem przeszła kilka razy w historii przez miasteczko i stąd właśnie wzięła się jej nazwa, która znaczy Przechodząca przez Nidę.

 

W LETNIEJ STOLICY

Na miano letniej stolicy Litwy zasługuje z pewnością Połąga (Palanga). Szerokie, piaszczyste plaże stają się celem wycieczek nie tylko mieszkańców Wilna czy Kowna, ale również turystów z całej Europy. Poza błogim odpoczynkiem na plaży warto złożyć wizytę w Muzeum Bursztynu (Palangos gintaro muziejus) mieszczącym się w pałacu należącym niegdyś do rodziny Tyszkiewiczów.

Otoczona lasem posiadłość jest idealnym miejscem na spędzenie całego dnia na łonie natury. Przed głównym wejściem do pałacu rozpościera się ogród w stylu francuskim, a nieopodal znajduje się niewielkie zoo i ogród botaniczny z wieloma wyjątkowymi gatunkami roślin.

W Połądze koniecznie trzeba przejść się główną ulicą prowadzącą do najważniejszej atrakcji tego nadmorskiego kurortu – liczącego sobie już ponad 120 lat molo. Po drodze warto zatrzymać się w jednej z restauracji i spróbować regionalnego specjału, jakim jest zupa rybna.

 

KRAINA TYSIĄCA JEZIOR

Auksztota (Aukštaitija) to największy etnograficzny region Litwy. Leży we wschodniej części kraju. Nie sposób przeoczyć tu ogromnej liczby jezior. Właśnie w tych stronach, na granicy z Białorusią, znajdują się Dryświaty (Drūkšiai). To największe litewskie jezioro (ma powierzchnię ok. 45 km²). Warto też wybrać się do miejscowości Połusze (Palūšė), usytuowanej w jednym z najpiękniejszych regionów na Litwie. Nad brzegiem jeziora Lūšiai stoi nietypowy XVIII-wieczny, drewniany Kościół św. Jozafata, zbudowany bez wykorzystania ani jednego gwoździa. Należy do najbardziej rozpoznawalnych litewskich świątyń.

Niedaleko miasta Ignalino (Ignalina) znajduje się wzgórze, z którego szczytu rozciąga się olśniewająca panorama na sześć pobliskich jezior. Ladakalnis, czyli Góra Łady, to miejsce mistyczne. W zamierzchłej przeszłości miały być tu składane ofiary na cześć bogini harmonii, miłości i piękna – Łady. Każdy odwiedzający wzgórze powinien przynieść ze sobą kamień i zostawić go przy rosnącym na szczycie dębie. Podobno gwarantuje to łaski bogini i szczęśliwe życie.

 

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

W zielonych lasach krainy tysiąca jezior znajdują się zachwycające rezydencje, których blask nie przeminął pomimo upływu wielu lat. Najbardziej imponujący z nich jest z pewnością Pałac w Pokrojach (Pakruojo dvaras), otoczony angielskim parkiem. Położony na rzeką Kroją (Kruoją) zespół pałacowy przyciąga swoim bajkowym charakterem turystów z całej Europy. Na jego terenie wyróżniają się niezmiernie malowniczy, pięcioarkadowy most oraz tama z XIX-wiecznym młynem.

Pałac w Pokrojach to nie tylko muzeum. Można w nim przenocować w przygotowanych dla gości eleganckich pokojach i spróbować regionalnych dań w pobliskiej karczmie. Warto pamiętać, że w każdy weekend pojawiają się tu postacie z przeszłości – dawni mieszkańcy rezydencji opowiadają tajemnicze historie związane ze swoim życiem, a młynarz częstuje odwiedzających miejscowymi przysmakami i domowym piwem.

 

POŚRÓD GWIAZD

Na północ od Wilna znajduje się wyjątkowe miejsce, w którym gwiazdy wydają się być niemal na wyciągnięcie ręki. Obserwatorium Astronomiczne w Malatach (Molėtų astronomijos observatorija – MAO) to jedyna tego typu placówka w Europie. Nie tylko zajmuje się ono obserwacją ciał niebieskich, ale również odpowiada na pytania dotyczące sensu istnienia człowieka we wszechświecie.

W obiekcie znajduje się jeden z największych europejskich teleskopów (o średnicy 165 cm). Jest on przeznaczony do użytku publicznego. Dzięki specjalnym teleskopom i filtrom w obserwatorium można oglądać nawet słońce. Oprowadzanie organizuje się przez całą dobę, w zależności od tego, którą z gwiazd lub planet chcą zobaczyć odwiedzający. Naprawdę warto się tutaj wybrać, nie tylko ze względu na charakterystyczną architekturę kompleksu. Można w nim dowiedzieć się, co kryje wszechświat.

 

Fontanna na jeziorze Druskonis w Druskiennikach

© CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNEJ W DRUSKIENNIKACH

 

DLA ZDROWIA I URODY

Litwa to kraj idealny na aktywny wypoczynek, lecz także świetne miejsce na wyjazd w celu zrelaksowania się, skorzystania z odnowy biologicznej i podreperowania zdrowia. Za najstarsze litewskie uzdrowisko uchodzą Druskienniki (Druskieniki, lit. Druskininkai), znane też za granicą. Warto tu zatrzymać się w hotelu Grand Spa Lietuva z bogatą ofertą usług medycznych. Na terenie obiektu znajdują się m.in. park wodny ze strefą saun oraz jedna z najlepszych restauracji w mieście.

Urokliwe Druskienniki mają do zaoferowania o wiele więcej niż tylko wspaniałe zaplecze uzdrowiskowe. Świetnym sposobem na spędzenie czasu w tym popularnym kurorcie jest wybranie się w rejs statkiem w kierunku Wyspy Miłości. Dziś znajduje się na niej rezerwat przyrody, lecz w przeszłości prowadził tutaj most, dzięki któremu kuracjusze mogli dostać się na najpiękniejszą z plaż nad Niemnem.

W Druskiennikach warto odwiedzić Snow Arenę, gdzie białemu szaleństwu można oddawać się cały rok. Jest to idealne miejsce nie tylko dla narciarzy, lecz także snowboardzistów, dla których powstał znakomicie wyposażony obszar z rampami. W kompleksie znajduje się też wypożyczalnia sprzętu, bary i restauracje, w tym jedna usytuowana powyżej stoku. Do Snow Areny można dostać się kolejką linową z centrum kurortu. Jej trasa przebiega nad malowniczym Niemnem i wierzchołkami drzew. Choć podróż trwa jedynie kilka minut, widoki rozciągające się z okien wagonika sprawiają, że jest niezapomnianym przeżyciem.

Również położone niedaleko Kowna Birsztany (Birštonas) uważane są przez mieszkańców Litwy za znakomite miejsce na weekendowy wypad. To malownicze uzdrowisko ma wyjątkowy urok. Birsztany są o wiele mniej popularne niż Druskienniki, dzięki czemu nawet w sezonie można delektować się w nich ciszą i spokojem. Piękne widoki rozpościerające się z tutejszej Góry Witolda (Vytauto kalnas) na długo zapadają w pamięć. Smakoszy wód mineralnych zadowoli z pewnością fakt, że to właśnie w tej okolicy wydobywa się najbardziej znaną i docenianą litewską wodę mineralną Vytautas oraz równie charakterystyczną w smaku Birutė.

 

Wydanie Lato 2018