PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Chiny są jednym z najciekawszych rejonów w Azji. W Pekinie, Hongkongu czy Szanghaju wspomnienie dawnej świetności cesarstwa ustępuje miejsca współczesnemu rozwojowi gospodarczemu. W ten sposób historia zatacza koło i Państwo Środka jak przed laty znów jawi się jako licząca się w świecie potęga handlowa. >

 FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

Chińska Republika Ludowa, rządzona od 1949 r. przez Komunistyczną Partię Chin, stanowi trzeci pod względem powierzchni (ok. 9,6 mln km²) i pierwszy pod względem liczby ludności (prawie 1,4 mld) kraj na ziemi. To jednak tylko suche fakty, które nie wystarczą nam, aby zrozumieć Chiny i ich mieszkańców. Pomoże nam w tym natomiast odrobina historii.

Pióropusze sztucznych ogni rozświetliły niebo nad Portem Wiktorii w Hongkongu, gdzie Brytyjczycy panowali przez ostatnie 150 lat. W centrum konferencyjnym zasiedli przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej: następca tronu książę Karol, premier Tony Blair i gubernator Hongkongu Chris Patten. Delegacja Chin na czele z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Jiang Zeminem i premierem Li Pengiem z trudem ukrywała radość. Wkrótce 509 żołnierzy chińskiej armii przekroczyło granicę lądową między Państwem Środka i Hongkongiem. 1 lipca 1997 r. to jedno z najbogatszych miast na ziemi wróciło w ręce Chińczyków. Tego dnia Chiny ostatecznie zamknęły wstydliwy rozdział podległości wobec Zachodu i rozpoczęły marsz ku świetlanej przyszłości.

 

 

Hongkong w oparach opium

                                                                                                               FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

W XVIII w. cesarz Qianlong (1711–1799) ogłosił, że Chiny są centrum świata i posiadają już wszystko, czego tylko potrzebują, i dlatego wszystkie produkty chińskie mają być kupowane za pomocą srebra. Układ ten przynosił znaczne korzyści cesarstwu. Dlatego też powstanie brytyjskiego portu na wyspie Hongkong było jednocześnie początkiem końca chińskiej potęgi. Najpierw po I wojnie opiumowej (1839–1842) Chiny straciły ten teren, potem w wyniku II wojny opiumowej (1856–1860) – południową część półwyspu Koulun, co wiązało się ze złamaniem monopolu Kantonu na handel opium i herbatą. Kolejne porty zostały otwarte, a cesarstwo nie kontrolowało już wymiany handlowej z Europejczykami.

Skrajnie niekorzystne postanowienia traktatów pokojowych nie tylko otworzyły Chiny na obcy handel, ale też umożliwiły ewangelizację kraju. Zachodnie państwa ustanowiły przedstawicielstwa dyplomatyczne w Pekinie. Świat, w którym Chińczycy podbijali obce terytoria i wysyłali ambasadorów oraz podróżników daleko poza granice imperium, odszedł do przeszłości.

 

Centrum świata

Przez tysiąclecia Chiny słusznie uważały się za centrum kultury i myśli ludzkiej, najbardziej rozwinięty kraj na świecie, przedstawiany na mapach jako Państwo Środka – pełne przełomowych wynalazków, które zadziwiały współczesnych. Do największych z nich należą papier, druk, proch i kompas.

Ten pierwszy został wynaleziony prawdopodobnie już na początku drugiego stulecia naszej ery, ale jako materiał do pisania posłużył dopiero jakieś 100 lat później. Po kolejnych trzech wiekach Chińczycy zaczęli używać papieru toaletowego. Za dynastii Song (960–1279) pojawiły się papierowe banknoty. Logiczną konsekwencją tego wynalazku był druk. Ruchome czcionki wypalano najpierw w glinie (XI w.), następnie rzeźbiono w drewnie (XIII w.), aż w końcu zaczęto je wytwarzać z metalu (XV w.).

Proch wymyślili w IX stuleciu podczas eksperymentów taoistyczni alchemicy poszukujący eliksiru życia. Szybko okazał się niebezpiecznym materiałem, z którym należy obchodzić się ostrożnie, aby nie doprowadzić do przykrych wypadków. W 1280 r. w okolicy Yangzhou doszło do eksplozji arsenału. Wybuch był na tyle silny, że szczątki ponad 100 ludzi znajdowano w promieniu 2, 3 kilometrów.   

Już ok. XI w. Chińczycy używali kompasu. Dzięki temu urządzeniu nastąpił znaczny rozkwit kraju za panowania dynastii Ming (1368–1644), kiedy rozwinęła się wymiana handlowa z Japonią, Indiami i Azją Południowo-Wschodnią. Admirał Zheng He (1371–1433) dotarł aż do Egiptu i Mozambiku. W jego ostatniej, siódmej wyprawie (1430–1433) wzięło udział ponad 27 tys. ludzi, którzy wypłynęli na 300 statkach.

 

Podróże Marca Polo   

Od końca XIII w. również przeludniona Europa wyruszała na podbój świata. Kościół nie twierdził już, że za wielką wodą znajduje się piekło, władcy europejscy szukali nowych szlaków handlowych i cennych towarów. Na dalekie wyprawy wysyłano także podróżników szpiegów. Jednym z nich miał być kupiec wenecki Marco Polo (1254–1324), który podczas swojej podróży do Chin (rozpoczętej wraz z ojcem i stryjem w 1271 r.) zyskał niezwykłe względy u Kubilaj-chana (1215–1294), wnuka Czyngis-chana i założyciela dynastii Yuan.  

Wenecjanin spędził w Państwie Środka aż 17 lat. W tym czasie zrobił karierę na dworze władcy Chin, który jako pierwszy z Mongołów postanowił osiąść w jednym miejscu na stałe. Kubilaj-chan przeniósł najważniejszy ośrodek państwowy imperium mongolskiego z Karakorum leżącego w Azji Centralnej do Chanbałyku (Miasta Chana), czyli dzisiejszego Pekinu.

 

Pekin Terzaniego

Włoski reporter i korespondent zagraniczny Tiziano Terzani (1938–2004), który w latach 80. XX w. jako jeden z pierwszych zachodnich dziennikarzy zamieszkał w Pekinie, pisał, że zewnętrzny porządek architektury i przestrzeni miejskiej stolicy Chin odzwierciedlał geometrię wszechświata. W starym, jeszcze cesarskim mieście, budowano domy typu siheyuan.Na planie kwadratu wznoszono jednopiętrowe budynki mieszkalne wokół dziedzińca, na którym rosły drzewa, stały ławki, a nawet zakładano małe stawy. Brama znajdowała się zazwyczaj na południu naprzeciwko głównej części zabudowań, mężczyźni mieszkali po stronie wschodniej, a kobiety – po zachodniej. Według podobnych planów konstruowano świątynie, pałace i klasztory. Skupisko  takich domów, otoczonych murami, określano mianem hutongu. I również tutaj zasady projektowania były ściśle określone – ulice nie przekraczały na ogół 9 metrów szerokości, często mają nawet tylko 3 lub 4 metry.       

  FOT. CHINATRIPINFO.NET 

Terzani zakochał się w takim Pekinie, który jednak zaczął szybko się zmieniać, niszczony przez komunistyczne władze. Dla nich priorytet stanowiły nowe fabryki, centra handlowe i wielkie blokowiska. Hutongi, perełki architektury, metodycznie wyburzano. Przy okazji znikały też świątynie i parki, zamieniane na magazyny i boiska dla żołnierzy. Harmonia zabudowy stolicy została trwale naruszona. Pozostałe hutongi przekształciły się w przeludnione dzielnice robotnicze. Do dotychczasowych mieszkańców, uważanych często za burżuazyjną, reakcyjną klasę społeczną, dokwaterowywano robotników, przesiedleńców z innych części Chin, budujących nowy Pekin. Pod koniec lat 40. XX w. w mieście było jeszcze 7 tys. takich zespołów architektonicznych, tymczasem dziś jest ich już tylko niespełna 2 tys.   

Włoski dziennikarz, doskonale znający kulturę i język chiński, często uciekający nadzorującym go tajniakom, w końcu naraził się komunistycznej władzy, gdy opublikował w słynnym niemieckim tygodniku Der Spiegel ostry tekst o umieraniu starego Pekinu. W 1984 r. został aresztowany i trafił do więzienia, a w końcu wydalono go z kraju. Dla tego znanego reportera stało się to osobistą tragedią. Wkrótce wydał książkę Zakazane wrota (La porta proibita), którą – mimo upływu ponad 25 lat – uważa się za najlepszy przewodnik po Chinach, ich kulturze i mieszkańcach.

 

Stolica wielu twarzy

Nazwa Pekin oznacza Północną Stolicę (natomiast Nankin – poprzedni główny ośrodek kraju –

Południową Stolicę). Wcześniej miasto zwano m.in. Dadu, czyli Wielką Stolicą. Wspomniany już Kubilaj-chan sprowadził tutaj zagranicznych architektów, w tym Nepalczyka Araniko (1245–1306). Był on jednym z najbardziej oryginalnych artystów swojej epoki – w znakomity sposób łączył styl chiński i indyjski. W Pekinie zaprojektował m.in. Białą Dagobę (czyli buddyjską stupę), której budowa trwała ok. 10 lat. Ta 50-metrowa konstrukcja była jedną z największych budowli sakralnych w regionie. Stupa nie została zniszczona podczas tzw. rewolucji kulturalnej w latach 60. XX w., ponieważ ówczesny premier Zhou Enlai uznał ją za dziedzictwo narodowe.   

Rewolucja nie pożarła też Placu Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen). Jednak w miejscu dawnych zabudowań ministerialnych postawiono Wielką Halę Ludową i Mauzoleum Mao Zedonga. Największy miejski plac świata był świadkiem m.in. proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej oraz masowych demonstracji w 1976 i 1989 r. W Pekinie zachował się także piękny Pałac Letni (Yiheyuan) oraz monumentalne Wieża Dzwonu i Wieża Bębna. Niecałe 50 kilometrów na północ od centrum stolicy Chin rozciąga się na przestrzeni aż 40 km2 wspaniała nekropolia władców dynastii Ming.   

W południowo-wschodniej części miasta znajduje się ogromny kompleks świątynny poświęcony taoizmowi, zwany Świątynią Nieba lub Ołtarzem Nieba (Tian Tan), który wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Aż do 1912 r. nikt poza cesarzem, jego rodziną i dworem nie miał tu prawa wstępu. Budowla ta została wzniesiona w okresie powstania słynnego Zakazanego Miasta (między 1406 a 1420 r.).

Według tradycji, Laozi, uchodzący za twórcę taoizmu, żył w VI w. p.n.e., tak jak Konfucjusz, który zapoczątkował powstanie drugiego rozpowszechnionego w Chinach systemu filozoficzno-religijnego. Konfucjanizm jest głęboko zakorzeniony w mentalności Chińczyków. Czerpały z niego kolejne ustroje polityczne, w tym również chiński komunizm. Opiera się na zbiorze reguł postępowania, norm etycznych, których każdy musi przestrzegać. Człowiek w swoim życiu powinien wypełniać określone obowiązki. Dlatego to, co robi, ma czynić nie dla nagrody i bez względu na efekt. Wyniki wszelkich działań zależą od przeznaczenia, którego nie da się uniknąć. Liczy się natomiast wysiłek włożony w jak najlepsze spełnianie przez ludzi ich powinności. Na tereny Chin przeniknęły także idee buddyzmu. Czasy najnowsze zdominowała jednak ideologia komunizmu, zgodnie z którą wszelkie religie są szkodliwe i jako takie powinny być zwalczane.

 

W Zakazanym Mieście

Pozostałości dawnego Pekinu to jednak przede wszystkim Zakazane Miasto, czyli kompleks pałacowy z początku XV w., zbudowany przez cesarza Yongle (1360–1424) z dynastii Ming. To on przeniósł stolicę państwa z Nankinu do Pekinu, który pełnił już wcześniej tę funkcję za czasów panowania dynastii Yuan. Jednakże tym razem najważniejsze miasto imperium miało przyćmić wszystko to, co dotychczas zbudowano na ziemi. Na 720 tys. m2 Zakazanego Miasta znalazło się ok. 980 budynków z prawie 10 tys. pokoi i sal.

Ten wspaniały kompleks pałacowy na mniej więcej 500 lat stał się siedzibą władców, którym przypisywano boskie pochodzenie. Sam cesarz był określany tytułem Syna Niebios i uważany za pośrednika między światem ludzkim i niebiańskim. Przysłużyły się temu legendy o Nefrytowym Cesarzunajwyższym bogu, władcy nieba. Jedna z nich mówi o tym, że zanim zasiadł na tronie, był księciem, który pomagał wszystkim potrzebującym. Inna wyjaśnia, w jaki sposób powstały znaki chińskiego zodiaku. Otóż cesarz, mimo iż rządził już długi czas światem, nigdy nie zawitał na ziemię. Dlatego zaprosił na swój dwór zwierzęta. Te, które stawiły się przed jego obliczem, znalazły się potem w chińskim zodiaku. 

 

Szanghaj przyszłości

Rozwój Chin doskonale widać w szybko rosnącym, wiecznie zakorkowanym Pekinie, przypominającym

wielki plac budowy. Jednak potencjał gospodarczy najwyraźniej daje się odczuć podczas podróży koleją dużych prędkości ze stolicy do Szanghaju. Trasę 1300 km pociąg pokonuje w ok. 5,5 godz., czyli ze średnią prędkością prawie 240 km/godz. (cena biletu w jedną stronę wynosi mniej więcej 300 zł).

Szanghaj jest kolejnym portem obok Hongkongu i Guangzhou (Kantonu), który ma duży wpływ na gospodarkę Chin. Jego aglomerację zamieszkuje aż ponad 23 mln ludzi. Leży u ujścia rzeki Jangcy i stanowi trzeci pod względem wielkości port morski na świecie (po Rotterdamie i Singapurze). Na znaczeniu zyskał jednak dopiero podczas wspomnianych wojen opiumowych. W swojej historii znajdował się w rękach Europejczyków i Stanów Zjednoczonych, a później Japończyków. Obecnie współzawodniczy z Hongkongiem o miano gospodarczej stolicy kraju. Mieści się tu Szanghajska Giełda Papierów Wartościowych oraz jedna z najważniejszych światowych giełd towarowych.

W Szanghaju przez wieki ścierały się ze sobą wpływy różnych kultur, dlatego stał się miastem wielu religii. Warto wybrać się więc na wyprawę szlakiem najciekawszych budowli sakralnych i odwiedzić Świątynię Nefrytowego Buddy, buddyjską Świątynię Longhua, taoistyczną Świątynię Boga Miasta (Chenghuang Miao) znajdującą się w pobliżu malowniczego Ogrodu Yuyuan, konfucjańską Wen Miao i w końcu katolickie kościoły – Katedrę św. Ignacego oraz Bazylikę Sheshan.   

 

Milionowe kontrakty w Kantonie

Kanton, a obecnie Guangzhou, był od zawsze ważnym chińskim portem. Działał już w III w. p.n.e. W VIII stuleciu pojawili się tutaj perscy i arabscy kupcy, a w XVI w. przypłynęli Portugalczycy. Europejczycy stali się jednak przekleństwem dla miasta – wojny opiumowe skierowane były właśnie przeciw handlowemu monopolowi Kantonu.  

                Jego gospodarcza potęga odradza się jednak dzięki międzynarodowym Targom Kantońskim (największym w Chinach). W maju 2012 r. w ich 111. edycji (odbywają się dwa razy w roku – wiosną i jesienią) wzięły udział firmy z 213 państw świata. W Kantonie nie brakuje także atrakcji turystycznych. Powinniśmy zobaczyć przede wszystkim buddyjską Świątynię Sześciu Banianów, ok. 55-metrową pagodę przypominającą swoim kształtem kwiat, Rzekę Perłową z europejską, kolonialną enklawą na wyspie Shamian, XIV-wieczną Wieżę Zhenhai lub targ nefrytowy w okolicy deptaku Shangxiajiu.

 

Nie tylko biznes

Chiny nie są tylko krajem gospodarczego cudu i bogatej przeszłości. Można tu znaleźć także wiele wspaniałych miejscowości wypoczynkowych. Wyspę Hajnan (zwaną Jadeitową Wyspą), gdzie znajdują się też dwa międzynarodowe lotniska – Meilan w Haikou i Phoenix w uroczym kurorcie Sanya, uznaje się za chińskie Hawaje. Nie bez przyczyny – plaże ciągną się tutaj na przestrzeni ok. 30 kilometrów, a temperatura powietrza w lecie sięga 25–30°C. Oprócz sportów wodnych i kąpieli słonecznych popularnością cieszy się tu podglądanie żółwi morskich. Co ciekawe, w XVII w. na wyspę zawitał nasz rodak Michał Boym – jezuita, który sporządził dokładne jej mapy (jako pierwszy Europejczyk).  

 

Powiedział mi wróżbita

W 1976 r. w Hongkongu Tiziano Terzani usłyszał od chińskiego wróżbity, że latanie samolotem w 1993 r. może się dla niego zakończyć śmiercią. Włoski reporter postanowił więc pod koniec 1992 r. odbyć swoją kolejną podróż po Dalekim Wschodzie drogą lądową i wodną. Jak później wspominał, to było najbardziej niezwykłe dwanaście miesięcy w jego życiu, podczas których odżył na nowo (o czym można przeczytać w jego książce z 1995 r. Powiedział mi wróżbita). Pozostaje nam tylko życzyć wszystkim wybierającym się do Chin takich samych cudownych wrażeń…


 

Artykuły wybrane losowo

W Ekwadorze spełniają się marzenia

ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

Więcej…

Jamajka – wyspa w słońcu

 

Robert Pawełek

www.travelcompass.pl

 

 To o niej mógł śpiewać amerykański piosenkarz Harry Belafonte w swoim przeboju z 1957 r. „Island in the Sun”. Na tej szerokości geograficznej przez większość dnia słońce wisi pionowo nad ziemią. Tutaj angielski pisarz Ian Fleming powołał do życia słynnego brytyjskiego agenta 007. Dziś w jamajskim barze można czasem spotkać hollywoodzkie gwiazdy.

 

Kiedy w 1494 r. Krzysztof Kolumb dotarł do brzegów Jamajki, napisał w swoim dzienniku, że to najpiękniejsza wyspa, jaką ujrzały ludzkie oczy. Wraz z nim przybyli hiszpańscy marynarze. Wkrótce mieli poznać rdzennych mieszkańców tego lądu – Tainów. Indianie nazywali go Xaymacą, co znaczyło „kraj drewna i wody”. Z ich języka wywodzą się także słowa „hamak”, „kajman”, „tabaka”, „barbecue”, „huragan” czy „koliber”.

 

Przybycie Krzysztofa Kolumba nie okazało się jednak dla Tainów wydarzeniem szczęśliwym. Hiszpanie podporządkowali ich sobie i zmuszali do ciężkiej pracy. Poza tym Indianie zaczęli chorować na powszechnie znane w Europie choroby, na które oni sami nie byli odporni. Zaledwie 100 lat później rdzenni mieszkańcy Jamajki niemal wymarli. Anglicy po zdobyciu wyspy w 1655 r. zmienili ją w ogromną dochodową plantację cukru, na którą masowo sprowadzali niewolników z Afryki Zachodniej. Obecnie żyją na niej jednak nie tylko potomkowie europejskich kolonizatorów i ludności z Czarnego Lądu. Przez wiele lat przybywali tu imigranci z Indii, Chin, Izraela czy Palestyny. Dzisiejsi Jamajczycy tworzą więc społeczeństwo bardzo różnorodne. Jamajka kojarzy się przede wszystkim z radosnym, roztańczonym i rozśpiewanym krajem, krainą reggae, beztroski i luzu. I taka jest w rzeczywistości.

 

W Górach Błękitnych spotkamy m.in. urocze wille i paprocie drzewiaste

NY JAMA A031757 House on Blue Mountain 4C1 cut

©JAMAICA TOURIST BOARD

 

Z wizytą w raju

 

Rozsławiona przez Harry’ego Belafonte’a „wyspa w słońcu” stanowi wymarzone miejsce na niezapomniany urlop. Przez cały rok panuje tu tropikalna pogoda, temperatura w niższych partiach lądu utrzymuje się na podobnym poziomie 25–30°C (i 15–22°C na wyżej położonych terenach), a lato i zima różnią się nieznacznie. Nocą powietrze nieco się ochładza, ale nawet wtedy nie przestaje być ciepło. Jamajka przyciąga turystów pięknymi plażami z lśniącym piaskiem delikatnie muskanymi przez fale. Daleko od lądu morze jest pofalowane i ma ciemnoniebieską barwę, bliżej wybrzeża, w osłoniętych od wiatru zatokach przypomina lustro i mieni się wieloma kolorami: błękitnym, turkusowym, modrym…

 

W przejrzystej wodzie widać dokładnie karaibskie głębiny. Ryby we wszystkich kolorach tęczy opływają ławicami koralowce i podwodne skały. Ten rajski spokój zakłócają jednak huragany, czasami nawiedzające wyspę w trakcie pory deszczowej. Trwa ona zazwyczaj od maja do października. W tym okresie zagraniczni goście raczej omijają te strony.

 

Wyjątkowe połączenie sprzyjających warunków klimatycznych, ciekawego ukształtowania terenu i różnorodności przyrodniczej wyróżnia Jamajkę na Karaibach. Jej w większości wyżynno-górzysty ląd pokrywa bujna roślinność i lasy równikowe. Na wschodzie leży pasmo Gór Błękitnych (Blue Mountains) z najwyższym jamajskim szczytem – Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). Jego najczęściej spowity we mgle wierzchołek góruje dumnie nad okolicą. Tereny w głębi wyspy nie są już tak idylliczne jak wybrzeże. W poprzecinanym wąwozami i trudno dostępnym regionie Cockpit Country, z licznymi jaskiniami na północnym zachodzie, ukrywali się kiedyś Maroni (potomkowie zbiegłych czarnych niewolników), którzy próbowali rozpocząć nowe życie. Na północy rejony górskie kończą się plażami pokrytymi jasnym piaskiem, a na południu urwiste, szorstkie klify stawiają opór bijącym falom. Linię brzegową przecinają rzeki i wodospady wypływające wprost z gór do morza. Jamajska tropikalna flora zachwyca swoim oszałamiającym bogactwem. Na wyspie występuje ponad 3,6 tys. gatunków roślin, w tym liczne odmiany palm, paproci i storczykowatych. Tę różnorodność urozmaica jeszcze niezmiernie ciekawa fauna – m.in. ok. 110 gatunków ptaków, w tym 31 endemicznych. Wśród nich znajduje się jeden z symboli Jamajki, czyli koliber czarnogłowy, nazywany doctorem birdem.

 

Na Jamajce spłyniemy bambusową tratwą po Rio Grande i Martha Brae

xm2450a martha brae ret2

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Plaża Jamesa Bonda

 

Turyści często wybierają Montego Bay, drugie po Kingston (stolicy kraju) najważniejsze miasto na wyspie i zarazem największy tutejszy ośrodek wypoczynkowy. Otaczają je wybrzeże z białym piaskiem, nowoczesne resorty i pola golfowe. Jeżeli znudzimy się nieustannym leżeniem na plaży i sączeniem przez słomkę kolejnejpiña colady, drinka jamaican browning lub innych lokalnych koktajli, powinniśmy opuścić hotel i wyruszyć na zwiedzanie. Mimo niewielkich rozmiarów Jamajki (odległość w linii prostej z zachodu na wschód wynosi ok. 235 km, z południa na północ w najszerszym miejscu – 84 km), nie brak jest na niej ciekawych atrakcji. Możemy wybrać się na wycieczkę rowerową wzdłuż brzegu morza lub w góry. Trasy takich wypraw prowadzą przez lasy tropikalne, plantacje kawy i bananów. Wiele wrażeń dostarcza też spływ długą tratwą bambusową po Rzece Wielkiej (Rio Grande). Zaczyna się w Berrydale. Najpierw przeprawiamy się przez gęsto zarośnięte gaje. Po drodze mijamy przesmyk Lovers Rock (Skała Kochanków) i docieramy aż do ujścia rzeki do morza w Rafter’s Rest. Jeśli mamy wolny cały dzień, wybierzmy się na wycieczkę w Góry Błękitne wznoszące się na północny wschód od Kingston. Ich zwykle zamglone wierzchołki wyglądają bardzo atrakcyjnie. Nie musimy wcale decydować się na pieszą wędrówkę, niepowtarzalny urok tego regionu możemy podziwiać z okien samochodu. Warto pamiętać o zabraniu stroju kąpielowego, po drodze znajdziemy dużo miejsc odpowiednich na odświeżającą kąpiel.

 

Na zainteresowanie zasługuje również założone w 1769 r. miasto Falmouth. Niegdyś był to jeden z najruchliwszych portów na wyspie. Jeśli będziemy mieć szczęście, trafimy na zawody triatlonowe odbywające się w pobliżu. To prawdziwie mordercze wyzwanie w tak gorącym klimacie! Na metę, ustawioną pod Rose Hall (rezydencją nawiedzaną ponoć przez ducha dawnej właścicielki Annie Palmer, podobno fanatycznej wyznawczyni kultu voodoo), dobiegają najbardziej wytrwali zawodnicy. Jamajka słynie z lekkoatletycznych talentów – Usain Bolt w 2009 r. ustanowił rekordy świata w biegu na dystansie 100 i 200 m. Najlepsze wyniki biegaczy nierzadko zresztą należą do Jamajczyków. Zabytkowe Falmouth zachwyca przede wszystkim swoją kolonialną architekturą. Niegdyś prężnie się rozwijało – sieć wodociągów zbudowano w nim wcześniej niż w Nowym Jorku! Dziś Falmouth Heritage Renewal, organizacja non-profit, stara się przywrócić blask różnym obiektom w stylu gregoriańskim, takim jak Centrum Handlowe i Historyczne Alberta George’a, anglikański Kościół św. Piotra czy imponujący budynek sądu z 1815 r.W mieście kręcono również Motylka (1973 r.) z Dustinem Hoffmanem i Steve’em McQueenem w rolach głównych.

 

Bardzo interesująca może być wyprawa do miasta Ocho Rios, czyli Osiem Rzek (chociaż nie ma ich naprawdę aż tyle w okolicy). Jak mówią Jamajczycy, w tym miejscu niebo wlewa się do morza. Z myślą o turystach docierających tu statkami pasażerskimi powstały restauracje i sklepy wolnocłowe. W mieście faluje wesoły, barwny tłum podążający w sobie tylko znanym kierunku. Głośna muzyka reggae płynie z głośników ustawionych przez młodych didżejów. Stąd już niedaleko do dawnego portu bananowego Oracabessa. W jego pobliżu rozpościera się plaża o charakterystycznej nazwie – James Bond Beach, z której widać dawną rezydencję Iana Fleminga (1908–1964), czyli Goldeneye. To w niej powstawały powieści o słynnym brytyjskim agencie 007. Tutaj także Honey Ryder (pierwsza dziewczyna Jamesa Bonda grana przez Ursulę Andress) w filmie Doktor No (1962 r.) wychodziła z wody w scenie, która przeszła już do historii kinematografii. Poza tym wypoczywała w tym miejscu m.in. aktorka Elizabeth Taylor (1932–2011). Dziś chętni mogą spędzić noc w domu pisarza. Ta przyjemność kosztuje jednak kilka tysięcy dolarów amerykańskich. Nowy właściciel terenu Chris Blackwell, założyciel wytwórni Island Records, wybudował w sąsiedztwie kilka willi składających się na luksusowy kompleks turystyczny. Obecnie funkcjonuje tu resort GoldenEye.

 

Od połowy XX w. Jamajka zaczęła cieszyć się popularnością wśród hollywoodzkich aktorów i brytyjskich arystokratów. Mieszkali na niej też amerykański muzyk country Johnny Cash (1932–2003), angielski dramaturg Noël Coward (1899–1973) i aktor Errol Flynn (1909–1959). Przy odrobinie szczęścia, podczas wizyty w Couples Tower Isle w Ocho Rios, pierwszym na wyspie hotelu o standardzie all inclusive, czy ekskluzywnym resorcie The Caves w Negril uda nam się wypić drinka w towarzystwie sław z telewizji i pierwszych stron gazet.

 

W sąsiedztwie ekskluzywnych kompleksów wypoczynkowych znajdują się jednak rejony zamieszkane przez ludzi ubogich. W delikatnych tekturowych domach żyją całe rodziny, które utrzymują się z prowadzenia małych ulicznych straganów i punktów usługowych. Mimo to optymizm wydaje się nie opuszczać wyspiarzy. Jamajczycy są wyjątkowi: sympatyczni, otwarci i zawsze uśmiechnięci. Tę radość z życia oddają charakterystyczne wyrażenia i zwroty pochodzące z kreolskiego jamajskiego (języka patois), np. Yeah, mon! („Tak, bracie!”). Niezwykle życzliwi i uczynni miejscowi okazują się jednocześnie bardzo ciekawscy. Pytają rozmówców o kraj pochodzenia, cel podróży, zawód, a przede wszystkim o to, czy podoba się im Jamajka i czy zamierzają przyjechać na nią ponownie. Jamajczycy są świadomi swojej wartości i dumni z wyspy i wywalczenia niepodległości. Afrykańskie korzenie uważa się tu za zaletę, co podkreśla ruch rastafarian twierdzących, że wywodzą się od władców Etiopii i kiedyś powrócą do ojczyzny swoich przodków. Łatwo ich rozpoznać po długich dredach, które noszą rozpuszczone lub splecione dla wygody i osłonięte turbanem albo czapką. Ich kolorowe stroje nawiązują do barw z flagi etiopskiej – zieleni, żółci i czerwieni. Rastafarianie często palą święte zioło, czyli marihuanę. Mieszają ją razem z tytoniem, a samo palenie uchodzi za swoisty rytuał oczyszczający umysł, towarzyszy mu odmawianie modlitw i błogosławieństw.

 

Widok na Ocho Rios i port, w którym cumują statki wycieczkowe

Jamajka Ocho Rior fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Bob Marley i bobsleje

 

Do rozsławienia Jamajki w dużym stopniu przyczynił się Bob Marley (1945–1981), legendarny wykonawca reggae, który stał się symbolem awansu społecznego na wyspie. Jego fani składają wizyty w Nine Mile, rodzinnej wiosce muzyka, i poświęconej mu placówce w Kingston (Bob Marley Museum). W Ocho Rios można także zajrzeć do Reggae Xplosion, muzeum opowiadającego o życiu i twórczości Boba Marleya. Prezentuje ono również historię jamajskich gatunków muzycznych. Powstały pod koniec lat 70. XX w. dancehall, nawiązujący do reggae, zdobył popularność wśród młodszego pokolenia i na światowe listy przebojów w ciągu ostatnich kilkunastu lat trafiały piosenki takich Jamajczyków jak Shaggy, Beenie Man i Sean Paul.

 

Na Jamajce warto też… przejechać się bobslejem. Tor bobslejowy na górze Mystic (Mystic Mountain) ma 1 km długości. Dociera się do niego wyciągiem krzesełkowym, z którego można podziwiać przepiękne widoki. Ale największych emocji dostarcza szybki zjazd saniami pośród tropikalnego lasu. Od razu przypomina się filmReggae na lodzie (1993 r.) w reżyserii Jona Turteltauba, który inspirował się historią jamajskiej drużyny narodowej debiutującej w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary. Dziś Jamajka ma własną reprezentację w tej dziedzinie sportu, co jest prawdziwym wyczynem, zważywszy na panujące w kraju warunki klimatyczne. Po gorących przeżyciach orzeźwienie przynoszą kaskady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls o długości ponad 180 m), z których woda opada do Morza Karaibskiego. Do wspinaczki pod okiem miejscowych przewodników nie potrzeba specjalnej kondycji fizycznej. Niezbędne są jednak stroje kąpielowe i gumowe buty zapobiegające ślizganiu się po mokrych skałach. Obuwie można wypożyczyć na miejscu.

 

Krokodyle i narodowe skarby

 

Wodospady na rzece Dunn to popularne miejsce na wspinaczkę

Dunns River Falls1 fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Południowe wybrzeże Jamajki prezentuje inne oblicze tego kraju. Przez XVIII- i XIX-wieczne plantacje trzciny cukrowej dociera się do ukrytych plaż, gdzie nie ma żywej duszy. W mieście Black River doświadczony przewodnik zabiera chętnych na jedną z najdłuższych rzek na wyspie (53,4 km) i na jej największe chronione mokradła. W trakcie wyprawy łodzią można poczuć się jak na afrykańskim safari. Główny jej cel to tropienie krokodyli amerykańskich – jedynych niebezpiecznych zwierząt na Jamajce. Kiedyś występowały tu jeszcze jadowite węże (rzadki boa jamajski nie jest jadowity i nie stanowi zagrożenia dla człowieka), ale podobno wytępiły je mangusty sprowadzone z Afryki. Przewodnik wypatruje gadów i gdy uda mu się dojrzeć jakiegoś osobnika (a dzieje się to dość często), uradowany wskazuje go uczestnikom wycieczki. Krokodyle nierzadko podpływają do łodzi i dają się fotografować. Trzeba jednak być ostrożnym i trzymać się poręczy, bo mogą to być ostatnie nasze zdjęcia w życiu! Przy odrobinie szczęścia ujrzymy także kolibra czarnogłowego.

 

W środku jamajskiego lasu tropikalnego, w małej miejscowości Mavis Bank znajduje się istniejąca od 1885 r. fabryka kawy marki Jablum – Mavis Bank Coffee Factory. Trudno do niej dotrzeć bardzo wyboistą, wąską i stromą drogą, ale na pewno warto. Przyjrzymy się tu wszystkim etapom produkcji słynnej kawy z Gór Błękitnych – narodowego skarbu kraju zwanego „czarnym złotem Jamajki”. Tajemnica jej wysokiej jakości tkwi w wyjątkowych warunkach, w jakich się ją uprawia. Tropikalne ciepło, odpowiedni poziom wilgotności powietrza i ostry górski klimat sprawiają, że ziarna osiągają niepowtarzalny smak. Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych kaw na świecie. Nie jest kwaskowata i ma piękny zapach. Choć wtajemniczeni twierdzą, że aby wydobyć pełnię jej walorów smakowych, powinno się ją przygotowywać z użyciem odpowiedniej wody i że nie wszędzie smakuje tak dobrze jak na Jamajce… Krzewy kawowca rosną w cieniu wysokich drzew, na plantacjach położonych na wysokości pomiędzy 910 a 1700 m n.p.m. Tylko kawę pochodzącą z tych upraw wolno oznaczać nazwą Jamaica Blue Mountain Coffee. W fabryce warto zrobić sobie przerwę, żeby przy filiżance czarnego napoju podziwiać widok na góry.

 

Inny słynny produkt z wyspy stanowi rum. Najstarsza tutejsza destylarnia – Appleton Estate – działa od 1749 r. Na terenie fabryki, w wielkich halach leżakują liczne beczki wypełnione trunkiem. Każda została opisana według rodzaju i wieku rumu. Znajduje się tu również muzeum. I chociaż obecnie produkcja alkoholu jest zautomatyzowana, można spróbować swoich sił w wyciskaniu słodu w obsługiwanej ręcznie dużej zabytkowej prasie. Lokalny przewodnik oprowadza po zabudowaniach i objaśnia proces wytwarzania trunku. Dowiemy się od niego, że dawniej rum był jedynie produktem ubocznym powstawania cukru i dojrzewa wyłącznie w specjalnych beczkach. Alkohol rozlany do butelek nie nabiera już wieku. Każde odwiedziny w Appleton Estate kończą się degustacją. Przy tej okazji goście uczą się, że wiek trunku można rozpoznać także po jego kolorze (młode roczniki są jasne i ciemnieją z czasem). Rum klasyfikuje się też ze względu na gatunki. Wśród nich wyróżnia się nawet kokosowy lub czekoladowy. Na koniec należy zrobić niezbędne zakupy. Z Jamajki trzeba koniecznie przywieźć ze sobą paczki kawy i kilka butelek rumu.

 

W stolicy luzu

 

Wieczorem warto wybrać się do Negril, a szczególnie do „Rick’s Café”, knajpki wypełnionej tłumem turystów czekających na zachód słońca. Podobno porównywalnie znakomitym miejscem do podziwiania tego zjawiska jest wyspa Key West w amerykańskim stanie Floryda. Oczekiwanie urozmaicają młodzi ludzie skaczący z krawędzi klifu do granatowego morza. W końcu następuje moment, kiedy słońce kryje się za horyzont. To niepowtarzalny widok.

 

Dawno skończyły się czasy, gdy można było tu odkrywać puste i zapomniane fragmenty wybrzeża, przy których żyło skromnie kilku rybaków. Dzisiaj Negril zamieszkuje kilka tysięcy ludzi i stanowi ono dynamicznie rozwijający się ośrodek turystyczny z jedną z najdłuższych na Jamajce plaż (Seven Mile Beach, która w rzeczywistości ma „jedynie” ok. 6,5 km). Mimo tłumu turystów nadal da się w nim jednak wyczuć coś z dawnego czaru i atmosfery beztroski. W knajpkach posłuchamy muzyki na żywo. Wody zatoki zapełniają narciarze wodni, śmiałkowie na paralotniach i katamarany. W rejonie Long Bay Beach Park rozbrzmiewa reggae. Za dnia plaża jest niemal bezludna i ożywa dopiero późnym popołudniem. Jamajczycy rozkładają wówczas na piasku grille zrobione domowym sposobem z beczek po ropie i rozpoczynają smażenie kurczaka w marynacie jerk. To najbardziej popularna jamajska potrawa, podawana nawet w eleganckich restauracjach. Ma bardzo pikantny smak. Do jej przygotowania używa się mięsa marynowanego w zalewie z soku limonki z dodatkiem ostrej papryki, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego i innych ziół. Przepis ten pochodzi podobno od rdzennych mieszkańców wyspy – Tainów. Ostry zapach smażonego kurczaka w upalnym powietrzu miesza się z gorącymi rytmami reggae.

 

Jamajska turystyka

 

Jamajka pretenduje do grona najpopularniejszych miejsc urlopowych na świecie i aktywnie promuje się na znaczących międzynarodowych imprezach związanych z turystyką. Na wyspie organizowane są również targi turystyczne, z których największe to Jamaica Product Exchange (JAPEX). W kraju powstają także interesujące oferty dla branży MICE. Organizatorzy spotkań, konferencji i wyjazdów integracyjno-motywacyjnych mogą skorzystać z usług przeznaczonych specjalnie dla firm i odpowiednio przygotowanej infrastruktury. Część Jamajki (Góry Błękitne i pasmo John Crown – obszar zamieszkiwany przez Maronów) jako obiekt mieszany o charakterze kulturowo-przyrodniczym znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, obok tylko 35 tego rodzaju wyjątkowych miejsc na ziemi. W rankingu najfajniejszych narodów na świecie opublikowanym w 2011 r. na stronie internetowej amerykańskiego portalu informacyjnego CNN Jamajczycy uplasowali się na trzeciej pozycji (po Brazylijczykach i Singapurczykach). Poza tym ten karaibski kraj ze względu na swój wielki potencjał stanowi świetny region dla inwestorów i przedsiębiorców zagranicznych. Wyspa leży przy głównych szlakach powietrznych i morskich na Karaibach oraz w niewielkiej odległości od najważniejszych światowych rynków. Działają na niej nowoczesne porty lotnicze, znajdują się tu dobre drogi i infrastruktura spełniająca międzynarodowe standardy.

 

Jak na kraj rozwijający się baza noclegowa na Jamajce jest bardzo dobrze rozbudowana. Duży wybór różnorodnych hoteli, willi i pensjonatów oraz wysoką jakość usług docenią nawet najbardziej wymagający klienci. Wiele obiektów, najczęściej typu all inclusive, należących do znanych międzynarodowych sieci, leży nad urokliwymi plażami w pobliżu atrakcji turystycznych. Goście mogą korzystać ze znakomitej infrastruktury hotelowej, świetnej obsługi i ciekawej oferty spędzania wolnego czasu. Ośrodki wybudowane na rozległych terenach są tak zaprojektowane, że nie trzeba opuszczać hotelu, aby zrelaksować się i rozerwać. Popularnością cieszą się też strzeżone, luksusowe i kameralne kondominia z pełną obsługą, choć ze względu na wysoką cenę nie każdy może sobie pozwolić na wynajęcie w nich apartamentu. Oczywiście, oprócz tego rodzaju drogich kompleksów na Jamajce znajdują się również niskobudżetowe hotele i pensjonaty dla mniej wymagających turystów. Wiele z nich jest urządzonych w stylu postkolonialnym.

 

Niektóre z obiektów, takie jak te należące do sieci Bahía Príncipe Hotels & Resorts, IBEROSTAR, Sandals czy Couples Resorts, oferują pakiety dla narzeczonych i nowożeńców w różnych cenach w zależności od długości pobytu, czasami także z darmową ceremonią ślubną. Idealne na dużą uroczystość będą resort Half Moon i rezydencja Rose Hall. W przypadku bardziej kameralnych ślubów sprawdzi się Round Hill Hotel and Villas, natomiast nowoczesnej parze młodej przypadnie do gustu Rockhouse. Za popularne wśród zakochanych jamajskie ośrodki uchodzą Luxury Bahía Príncipe Runaway Bay, The Caves w Negril i Couples Tower Isle w Ocho Rios. Hotele butikowe charakteryzują się jeszcze wyższym standardem i zapewniają większą prywatność. Dla przykładu Trident Hotel w Port Antonio nie bywa zbyt oblegany przez turystów i stanowi ulubione miejsce celebrytów. Strawberry Hill słynie nie tylko ze wspaniałej kuchni, ale też organizowania przepięknych uroczystości ślubnych oraz wspaniałych widoków na Kingston i Blue Mountain Peak. Mimo iż na wyspie raczej niechętnym okiem patrzy się na nietypowe ceremonie zaślubin, ośrodek Hedonism II w Negril oferuje swoim gościom również możliwość zawarcia małżeństwa w stroju Adama i Ewy.

 

Kilka prostych zasad

 

Wbrew często pojawiającym się stereotypowym opiniom Jamajka jest właściwie bezpieczna. Dodatkowo nad bezpieczeństwem przyjezdnych czuwa specjalnie powołana policja turystyczna. Oczywiście, w każdej podróży gdziekolwiek na świecie można spotkać się z nieprzyjemnościami. Na pewno trzeba pamiętać, że to kraj ogromnych kontrastów społecznych.

 

Na co dzień, jak gdzie indziej, warto przestrzegać pewnych zasad. Nie należy okazywać zniecierpliwienia. Ulubione powiedzenie Jamajczyków soon come („niedługo będzie”) w pełni wyraża ich życiową postawę. Uśmiech i żart pomogą wyjść z twarzą z każdej kłopotliwej sytuacji. Wyspiarze, zwłaszcza sprzedawcy, są prawie zawsze chętni do sympatycznej pogawędki. Jeśli ktoś nie życzy sobie usług przewodnika lub nie ma ochoty kupić zachwalanego towaru, wystarczy, że grzecznie, ale stanowczo powie: No, thank you.

 

Nie wolno też fotografować bez pozwolenia. Może to sprawić trudność wielu dzisiejszym turystom, ale zawsze należy zapytać o zgodę osobę, której chce się zrobić zdjęcie. Jeśli odmówi, trzeba to uszanować. Poza tym zdecydowanie lepiej nie ryzykować i nie kupować marihuany. Rastafarianie uważają, że ma ona właściwości uzdrawiające – od lat stosują ją jako naturalne lekarstwo. Co prawda, od 25 lutego 2015 r. prawo obowiązujące na Jamajce dopuszcza posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i 5 sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, ale w przypadku znalezienia u kogoś większych ilości nadal grozi mu kara więzienia. W jamajskich zakładach karnych panują ciężkie warunki, a organy ścigania nie pobłażają również zagranicznym gościom.

 

Odradza się także przechadzek po gettach stołecznego Kingston. Po zapadnięciu zmroku nie należy przemieszczać się po mieście pieszo, najlepiej wziąć taksówkę. W rejonie historycznego centrum trzeba zachować ostrożność też za dnia – nawet zwykły zegarek lepiej zostawić w hotelu i unikać wyludnionych miejsc. Warto pamiętać, aby nie nosić ze sobą zbyt dużo gotówki i pilnować portfela. Jeżeli będziemy poruszać się w tej okolicy samochodem, zamknijmy okna i zablokujmy drzwi.

 

Jeśli zastosujemy się do tych kilku zasad, możemy w pełni cieszyć się pobytem na słonecznej Jamajce. Ta radosna wyspa co roku zdobywa serca wielu podróżników, nawet tych najbardziej wymagających.

 

Good Morning, Wietnam!

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Kraj przytulony do Zatoki Tonkińskiej i Morza Południowochińskiego zazwyczaj łączony jest z wojną, śmiercią i zniszczeniem. Ale turysta nie musi już przedzierać się przez pola minowe, żeby znaleźć dziewicze plaże, cuda natury oraz zabytki starej i bogatej kultury.

Dzień doooobry, Wietnam! – przeciągłe powitanie rozerwało ciszę wiosennego poranka 1965 r. Zaczęła się audycja Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych, a za mikrofonem siedział Adrian Cronauer, niedawno przeniesiony z bazy w Grecji. Nowy didżej łamał sztywny gorset reguł wojskowej rozgłośni, która zazwyczaj nudziła żołnierzy obwieszczeniami i niekończącymi się pogadankami. Cronauer opowiadał dowcipy na antenie, puszczał popularną muzykę i walczył z przełożonymi o zachowanie audycji, która przecież nie licowała z powagą armii. Jednak żołnierze go kochali.

Więcej…