PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Chiny są jednym z najciekawszych rejonów w Azji. W Pekinie, Hongkongu czy Szanghaju wspomnienie dawnej świetności cesarstwa ustępuje miejsca współczesnemu rozwojowi gospodarczemu. W ten sposób historia zatacza koło i Państwo Środka jak przed laty znów jawi się jako licząca się w świecie potęga handlowa. >

 FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

Chińska Republika Ludowa, rządzona od 1949 r. przez Komunistyczną Partię Chin, stanowi trzeci pod względem powierzchni (ok. 9,6 mln km²) i pierwszy pod względem liczby ludności (prawie 1,4 mld) kraj na ziemi. To jednak tylko suche fakty, które nie wystarczą nam, aby zrozumieć Chiny i ich mieszkańców. Pomoże nam w tym natomiast odrobina historii.

Pióropusze sztucznych ogni rozświetliły niebo nad Portem Wiktorii w Hongkongu, gdzie Brytyjczycy panowali przez ostatnie 150 lat. W centrum konferencyjnym zasiedli przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej: następca tronu książę Karol, premier Tony Blair i gubernator Hongkongu Chris Patten. Delegacja Chin na czele z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Jiang Zeminem i premierem Li Pengiem z trudem ukrywała radość. Wkrótce 509 żołnierzy chińskiej armii przekroczyło granicę lądową między Państwem Środka i Hongkongiem. 1 lipca 1997 r. to jedno z najbogatszych miast na ziemi wróciło w ręce Chińczyków. Tego dnia Chiny ostatecznie zamknęły wstydliwy rozdział podległości wobec Zachodu i rozpoczęły marsz ku świetlanej przyszłości.

 

 

Hongkong w oparach opium

                                                                                                               FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

W XVIII w. cesarz Qianlong (1711–1799) ogłosił, że Chiny są centrum świata i posiadają już wszystko, czego tylko potrzebują, i dlatego wszystkie produkty chińskie mają być kupowane za pomocą srebra. Układ ten przynosił znaczne korzyści cesarstwu. Dlatego też powstanie brytyjskiego portu na wyspie Hongkong było jednocześnie początkiem końca chińskiej potęgi. Najpierw po I wojnie opiumowej (1839–1842) Chiny straciły ten teren, potem w wyniku II wojny opiumowej (1856–1860) – południową część półwyspu Koulun, co wiązało się ze złamaniem monopolu Kantonu na handel opium i herbatą. Kolejne porty zostały otwarte, a cesarstwo nie kontrolowało już wymiany handlowej z Europejczykami.

Skrajnie niekorzystne postanowienia traktatów pokojowych nie tylko otworzyły Chiny na obcy handel, ale też umożliwiły ewangelizację kraju. Zachodnie państwa ustanowiły przedstawicielstwa dyplomatyczne w Pekinie. Świat, w którym Chińczycy podbijali obce terytoria i wysyłali ambasadorów oraz podróżników daleko poza granice imperium, odszedł do przeszłości.

 

Centrum świata

Przez tysiąclecia Chiny słusznie uważały się za centrum kultury i myśli ludzkiej, najbardziej rozwinięty kraj na świecie, przedstawiany na mapach jako Państwo Środka – pełne przełomowych wynalazków, które zadziwiały współczesnych. Do największych z nich należą papier, druk, proch i kompas.

Ten pierwszy został wynaleziony prawdopodobnie już na początku drugiego stulecia naszej ery, ale jako materiał do pisania posłużył dopiero jakieś 100 lat później. Po kolejnych trzech wiekach Chińczycy zaczęli używać papieru toaletowego. Za dynastii Song (960–1279) pojawiły się papierowe banknoty. Logiczną konsekwencją tego wynalazku był druk. Ruchome czcionki wypalano najpierw w glinie (XI w.), następnie rzeźbiono w drewnie (XIII w.), aż w końcu zaczęto je wytwarzać z metalu (XV w.).

Proch wymyślili w IX stuleciu podczas eksperymentów taoistyczni alchemicy poszukujący eliksiru życia. Szybko okazał się niebezpiecznym materiałem, z którym należy obchodzić się ostrożnie, aby nie doprowadzić do przykrych wypadków. W 1280 r. w okolicy Yangzhou doszło do eksplozji arsenału. Wybuch był na tyle silny, że szczątki ponad 100 ludzi znajdowano w promieniu 2, 3 kilometrów.   

Już ok. XI w. Chińczycy używali kompasu. Dzięki temu urządzeniu nastąpił znaczny rozkwit kraju za panowania dynastii Ming (1368–1644), kiedy rozwinęła się wymiana handlowa z Japonią, Indiami i Azją Południowo-Wschodnią. Admirał Zheng He (1371–1433) dotarł aż do Egiptu i Mozambiku. W jego ostatniej, siódmej wyprawie (1430–1433) wzięło udział ponad 27 tys. ludzi, którzy wypłynęli na 300 statkach.

 

Podróże Marca Polo   

Od końca XIII w. również przeludniona Europa wyruszała na podbój świata. Kościół nie twierdził już, że za wielką wodą znajduje się piekło, władcy europejscy szukali nowych szlaków handlowych i cennych towarów. Na dalekie wyprawy wysyłano także podróżników szpiegów. Jednym z nich miał być kupiec wenecki Marco Polo (1254–1324), który podczas swojej podróży do Chin (rozpoczętej wraz z ojcem i stryjem w 1271 r.) zyskał niezwykłe względy u Kubilaj-chana (1215–1294), wnuka Czyngis-chana i założyciela dynastii Yuan.  

Wenecjanin spędził w Państwie Środka aż 17 lat. W tym czasie zrobił karierę na dworze władcy Chin, który jako pierwszy z Mongołów postanowił osiąść w jednym miejscu na stałe. Kubilaj-chan przeniósł najważniejszy ośrodek państwowy imperium mongolskiego z Karakorum leżącego w Azji Centralnej do Chanbałyku (Miasta Chana), czyli dzisiejszego Pekinu.

 

Pekin Terzaniego

Włoski reporter i korespondent zagraniczny Tiziano Terzani (1938–2004), który w latach 80. XX w. jako jeden z pierwszych zachodnich dziennikarzy zamieszkał w Pekinie, pisał, że zewnętrzny porządek architektury i przestrzeni miejskiej stolicy Chin odzwierciedlał geometrię wszechświata. W starym, jeszcze cesarskim mieście, budowano domy typu siheyuan.Na planie kwadratu wznoszono jednopiętrowe budynki mieszkalne wokół dziedzińca, na którym rosły drzewa, stały ławki, a nawet zakładano małe stawy. Brama znajdowała się zazwyczaj na południu naprzeciwko głównej części zabudowań, mężczyźni mieszkali po stronie wschodniej, a kobiety – po zachodniej. Według podobnych planów konstruowano świątynie, pałace i klasztory. Skupisko  takich domów, otoczonych murami, określano mianem hutongu. I również tutaj zasady projektowania były ściśle określone – ulice nie przekraczały na ogół 9 metrów szerokości, często mają nawet tylko 3 lub 4 metry.       

  FOT. CHINATRIPINFO.NET 

Terzani zakochał się w takim Pekinie, który jednak zaczął szybko się zmieniać, niszczony przez komunistyczne władze. Dla nich priorytet stanowiły nowe fabryki, centra handlowe i wielkie blokowiska. Hutongi, perełki architektury, metodycznie wyburzano. Przy okazji znikały też świątynie i parki, zamieniane na magazyny i boiska dla żołnierzy. Harmonia zabudowy stolicy została trwale naruszona. Pozostałe hutongi przekształciły się w przeludnione dzielnice robotnicze. Do dotychczasowych mieszkańców, uważanych często za burżuazyjną, reakcyjną klasę społeczną, dokwaterowywano robotników, przesiedleńców z innych części Chin, budujących nowy Pekin. Pod koniec lat 40. XX w. w mieście było jeszcze 7 tys. takich zespołów architektonicznych, tymczasem dziś jest ich już tylko niespełna 2 tys.   

Włoski dziennikarz, doskonale znający kulturę i język chiński, często uciekający nadzorującym go tajniakom, w końcu naraził się komunistycznej władzy, gdy opublikował w słynnym niemieckim tygodniku Der Spiegel ostry tekst o umieraniu starego Pekinu. W 1984 r. został aresztowany i trafił do więzienia, a w końcu wydalono go z kraju. Dla tego znanego reportera stało się to osobistą tragedią. Wkrótce wydał książkę Zakazane wrota (La porta proibita), którą – mimo upływu ponad 25 lat – uważa się za najlepszy przewodnik po Chinach, ich kulturze i mieszkańcach.

 

Stolica wielu twarzy

Nazwa Pekin oznacza Północną Stolicę (natomiast Nankin – poprzedni główny ośrodek kraju –

Południową Stolicę). Wcześniej miasto zwano m.in. Dadu, czyli Wielką Stolicą. Wspomniany już Kubilaj-chan sprowadził tutaj zagranicznych architektów, w tym Nepalczyka Araniko (1245–1306). Był on jednym z najbardziej oryginalnych artystów swojej epoki – w znakomity sposób łączył styl chiński i indyjski. W Pekinie zaprojektował m.in. Białą Dagobę (czyli buddyjską stupę), której budowa trwała ok. 10 lat. Ta 50-metrowa konstrukcja była jedną z największych budowli sakralnych w regionie. Stupa nie została zniszczona podczas tzw. rewolucji kulturalnej w latach 60. XX w., ponieważ ówczesny premier Zhou Enlai uznał ją za dziedzictwo narodowe.   

Rewolucja nie pożarła też Placu Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen). Jednak w miejscu dawnych zabudowań ministerialnych postawiono Wielką Halę Ludową i Mauzoleum Mao Zedonga. Największy miejski plac świata był świadkiem m.in. proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej oraz masowych demonstracji w 1976 i 1989 r. W Pekinie zachował się także piękny Pałac Letni (Yiheyuan) oraz monumentalne Wieża Dzwonu i Wieża Bębna. Niecałe 50 kilometrów na północ od centrum stolicy Chin rozciąga się na przestrzeni aż 40 km2 wspaniała nekropolia władców dynastii Ming.   

W południowo-wschodniej części miasta znajduje się ogromny kompleks świątynny poświęcony taoizmowi, zwany Świątynią Nieba lub Ołtarzem Nieba (Tian Tan), który wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Aż do 1912 r. nikt poza cesarzem, jego rodziną i dworem nie miał tu prawa wstępu. Budowla ta została wzniesiona w okresie powstania słynnego Zakazanego Miasta (między 1406 a 1420 r.).

Według tradycji, Laozi, uchodzący za twórcę taoizmu, żył w VI w. p.n.e., tak jak Konfucjusz, który zapoczątkował powstanie drugiego rozpowszechnionego w Chinach systemu filozoficzno-religijnego. Konfucjanizm jest głęboko zakorzeniony w mentalności Chińczyków. Czerpały z niego kolejne ustroje polityczne, w tym również chiński komunizm. Opiera się na zbiorze reguł postępowania, norm etycznych, których każdy musi przestrzegać. Człowiek w swoim życiu powinien wypełniać określone obowiązki. Dlatego to, co robi, ma czynić nie dla nagrody i bez względu na efekt. Wyniki wszelkich działań zależą od przeznaczenia, którego nie da się uniknąć. Liczy się natomiast wysiłek włożony w jak najlepsze spełnianie przez ludzi ich powinności. Na tereny Chin przeniknęły także idee buddyzmu. Czasy najnowsze zdominowała jednak ideologia komunizmu, zgodnie z którą wszelkie religie są szkodliwe i jako takie powinny być zwalczane.

 

W Zakazanym Mieście

Pozostałości dawnego Pekinu to jednak przede wszystkim Zakazane Miasto, czyli kompleks pałacowy z początku XV w., zbudowany przez cesarza Yongle (1360–1424) z dynastii Ming. To on przeniósł stolicę państwa z Nankinu do Pekinu, który pełnił już wcześniej tę funkcję za czasów panowania dynastii Yuan. Jednakże tym razem najważniejsze miasto imperium miało przyćmić wszystko to, co dotychczas zbudowano na ziemi. Na 720 tys. m2 Zakazanego Miasta znalazło się ok. 980 budynków z prawie 10 tys. pokoi i sal.

Ten wspaniały kompleks pałacowy na mniej więcej 500 lat stał się siedzibą władców, którym przypisywano boskie pochodzenie. Sam cesarz był określany tytułem Syna Niebios i uważany za pośrednika między światem ludzkim i niebiańskim. Przysłużyły się temu legendy o Nefrytowym Cesarzunajwyższym bogu, władcy nieba. Jedna z nich mówi o tym, że zanim zasiadł na tronie, był księciem, który pomagał wszystkim potrzebującym. Inna wyjaśnia, w jaki sposób powstały znaki chińskiego zodiaku. Otóż cesarz, mimo iż rządził już długi czas światem, nigdy nie zawitał na ziemię. Dlatego zaprosił na swój dwór zwierzęta. Te, które stawiły się przed jego obliczem, znalazły się potem w chińskim zodiaku. 

 

Szanghaj przyszłości

Rozwój Chin doskonale widać w szybko rosnącym, wiecznie zakorkowanym Pekinie, przypominającym

wielki plac budowy. Jednak potencjał gospodarczy najwyraźniej daje się odczuć podczas podróży koleją dużych prędkości ze stolicy do Szanghaju. Trasę 1300 km pociąg pokonuje w ok. 5,5 godz., czyli ze średnią prędkością prawie 240 km/godz. (cena biletu w jedną stronę wynosi mniej więcej 300 zł).

Szanghaj jest kolejnym portem obok Hongkongu i Guangzhou (Kantonu), który ma duży wpływ na gospodarkę Chin. Jego aglomerację zamieszkuje aż ponad 23 mln ludzi. Leży u ujścia rzeki Jangcy i stanowi trzeci pod względem wielkości port morski na świecie (po Rotterdamie i Singapurze). Na znaczeniu zyskał jednak dopiero podczas wspomnianych wojen opiumowych. W swojej historii znajdował się w rękach Europejczyków i Stanów Zjednoczonych, a później Japończyków. Obecnie współzawodniczy z Hongkongiem o miano gospodarczej stolicy kraju. Mieści się tu Szanghajska Giełda Papierów Wartościowych oraz jedna z najważniejszych światowych giełd towarowych.

W Szanghaju przez wieki ścierały się ze sobą wpływy różnych kultur, dlatego stał się miastem wielu religii. Warto wybrać się więc na wyprawę szlakiem najciekawszych budowli sakralnych i odwiedzić Świątynię Nefrytowego Buddy, buddyjską Świątynię Longhua, taoistyczną Świątynię Boga Miasta (Chenghuang Miao) znajdującą się w pobliżu malowniczego Ogrodu Yuyuan, konfucjańską Wen Miao i w końcu katolickie kościoły – Katedrę św. Ignacego oraz Bazylikę Sheshan.   

 

Milionowe kontrakty w Kantonie

Kanton, a obecnie Guangzhou, był od zawsze ważnym chińskim portem. Działał już w III w. p.n.e. W VIII stuleciu pojawili się tutaj perscy i arabscy kupcy, a w XVI w. przypłynęli Portugalczycy. Europejczycy stali się jednak przekleństwem dla miasta – wojny opiumowe skierowane były właśnie przeciw handlowemu monopolowi Kantonu.  

                Jego gospodarcza potęga odradza się jednak dzięki międzynarodowym Targom Kantońskim (największym w Chinach). W maju 2012 r. w ich 111. edycji (odbywają się dwa razy w roku – wiosną i jesienią) wzięły udział firmy z 213 państw świata. W Kantonie nie brakuje także atrakcji turystycznych. Powinniśmy zobaczyć przede wszystkim buddyjską Świątynię Sześciu Banianów, ok. 55-metrową pagodę przypominającą swoim kształtem kwiat, Rzekę Perłową z europejską, kolonialną enklawą na wyspie Shamian, XIV-wieczną Wieżę Zhenhai lub targ nefrytowy w okolicy deptaku Shangxiajiu.

 

Nie tylko biznes

Chiny nie są tylko krajem gospodarczego cudu i bogatej przeszłości. Można tu znaleźć także wiele wspaniałych miejscowości wypoczynkowych. Wyspę Hajnan (zwaną Jadeitową Wyspą), gdzie znajdują się też dwa międzynarodowe lotniska – Meilan w Haikou i Phoenix w uroczym kurorcie Sanya, uznaje się za chińskie Hawaje. Nie bez przyczyny – plaże ciągną się tutaj na przestrzeni ok. 30 kilometrów, a temperatura powietrza w lecie sięga 25–30°C. Oprócz sportów wodnych i kąpieli słonecznych popularnością cieszy się tu podglądanie żółwi morskich. Co ciekawe, w XVII w. na wyspę zawitał nasz rodak Michał Boym – jezuita, który sporządził dokładne jej mapy (jako pierwszy Europejczyk).  

 

Powiedział mi wróżbita

W 1976 r. w Hongkongu Tiziano Terzani usłyszał od chińskiego wróżbity, że latanie samolotem w 1993 r. może się dla niego zakończyć śmiercią. Włoski reporter postanowił więc pod koniec 1992 r. odbyć swoją kolejną podróż po Dalekim Wschodzie drogą lądową i wodną. Jak później wspominał, to było najbardziej niezwykłe dwanaście miesięcy w jego życiu, podczas których odżył na nowo (o czym można przeczytać w jego książce z 1995 r. Powiedział mi wróżbita). Pozostaje nam tylko życzyć wszystkim wybierającym się do Chin takich samych cudownych wrażeń…


 

Artykuły wybrane losowo

Pięć odsłon Wysp Jońskich

Ionia_islands_Corfu_Old_town_photo_M_Mitzithropoulos.jpg

Często odwiedzane przez celebrytów urocze Fiskardo na Kefalinii

©GREEK NATIONAL TOURISM ORGANISATION/M. MITZITHROPOULOS


Pięć odsłon Wysp Jońskich

Agnieszka Zawistowska


Piękne plaże otoczone turkusową wodą, doskonałe lokalne potrawy i niezliczone legendy rozbudzające wyobraźnię – to wszystko oferują urokliwe Wyspy Jońskie. Jednak na tym archipelagu położonym na Morzu Jońskim na zachód od wybrzeży Półwyspu Bałkańskiego (w tym Peloponezu) czeka nas znacznie więcej atrakcji. Aby się o tym przekonać, wystarczy zaledwie parę godzin lotu z Polski.

Więcej…

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…

W Argentynie, kraju różnorodności

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

 Wieczór z tangiem w Buenos Aires, degustacja wina w Mendozie, delektowanie się stekami w niemal każdym rejonie w kraju – to tylko kilka atrakcji czekających na turystów w Argentynie. Poza tym znajdą tu oni otwarte przestrzenie Patagonii, lodowce, wodospady i wybrzeże oceanu. Są też wulkany okryte śniegiem, pustynia zasypana solą i chłodna Ziemia Ognista. W Argentynie jest po prostu wszystko i jeszcze więcej.

 

Taka różnorodność krajobrazu i klimatu nie powinna dziwić. Ten drugi po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej zajmuje ponad 15 proc. całego kontynentu (ma ok. 2,8 mln km² powierzchni). Dzieli niemal 6,7 tys. km granicy z Chile i ma prawie 5 tys. km linii brzegowej. Wilgotne lasy z wodospadami Iguazú na północy, majestatyczne Andy z najwyższym szczytem Aconcagua (6961 m n.p.m.) i najwyższym aktywnym wulkanem na ziemi Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) na zachodzie, surowe krajobrazy najdalej na południe wysuniętych zakątków kontynentu i bezkres oceanu na wschodzie – jedno życie nie wystarczy na zobaczenie i poznanie wszystkich skarbów Argentyny, ale warto próbować.

 

Ponieważ miejsc do odwiedzenia w tym południowoamerykańskim kraju jest tak wiele, wyjazd trzeba dobrze zaplanować. Nie ma jednego sposobu na udaną wyprawę. Jednak właśnie dlatego każda wizyta w Argentynie staje się wyjątkowym przeżyciem.

 

34465836134 7d01e9dd81 o

Para tańcząca tango w San Telmo, jednej z najstarszych dzielnic Buenos Aires

© ENTE DE TURISMO DE LA CIUDAD DE BUENOS AIRES

 

TANGO I KOLOROWE ULICE

 

Naszą podróż zaczniemy od stolicy kraju, która przyciąga jak magnes turystów i miłośników tanga z całego świata. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że będę tańczyć ten zmysłowy taniec w Buenos Aires, czyli tu, gdzie się narodził, choć tak naprawdę o miano kolebki tanga to argentyńskie miasto walczy z urugwajskim Montevideo. Wszak to w obu tych ośrodkach, leżących po dwóch stronach La Platy (Río de la Plata – Srebrnej Rzeki), cieszyło się ono rosnącą popularnością od połowy XIX w. Rozpowszechniać zaczęli je imigranci, choć nie wiadomo, czy pierwsi byli ci z Montevideo czy Buenos Aires. Jednak nie to jest najważniejsze, a fakt, że taniec zyskał sobie grono miłośników nie tylko w tym regionie, ale i na całym świecie. Dziś istnieje co najmniej kilkanaście różnych jego odmian. Poza tym w 2009 r. na wspólny wniosek Argentyny i Urugwaju tango zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Być w Buenos Aires i nie zobaczyć pokazu tanecznego to moim zdaniem duży błąd. Występy profesjonalnych tancerzy w klubach tanga naprawdę zachwycają. Jeszcze lepszym doświadczeniem będzie nauka tańca. W argentyńskiej stolicy znajduje się wiele miejsc, w których oferuje się płatne lub darmowe lekcje. Wystarczy przejść się wieczorem wąskimi ulicami dzielnicy San Telmo, żeby na nie trafić. Do tego rejonu Buenos Aires warto również wybrać się w poszukiwaniu pamiątek – w każdą niedzielę zamienia się on w wielkie targowisko ze starociami, rękodziełem i najróżniejszymi drobiazgami (Feria de San Telmo). Niedaleko tej urokliwej dzielnicy pełnej kawiarń i sklepów ze starymi, pięknie stylizowanymi szyldami, w samym ścisłym centrum (Microcentro) stoi Różowy Dom (Casa Rosada) –siedziba prezydenta kraju, z której okna Madonna wcielająca się w rolę Evy Perón (1919–1952) w filmie Evita śpiewała piosenkę Don’t cry for me Argentina (Nie płacz za mną, Argentyno).

 

Na zwiedzanie argentyńskiej stolicy trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień. Do zobaczenia poza San Telmo i Microcentro jest jeszcze Puerto Madero – nowoczesny port, jeden z piękniejszych i najbardziej znanych cmentarzy świata, czyli Cementerio de la Recoleta, Palermo – dzielnica hipsterskich kawiarń, klubów i nowoczesnych hosteli, a do tego ciekawe muzea, zabytkowa i bardzo kolorowa dzielnica La Boca i tysiące ciekawych murali rozsianych w najróżniejszych rejonach. Buenos Aires upodobali sobie uliczni malarze z całego świata, dzięki czemu podczas poznawania miasta można odkrywać ich dzieła w zaskakujących miejscach.

 

Stolica Argentyny leży, jak wspomniałam, nad La Platą – estuarium (szerokim lejkowatym ujściem), które tworzą wody rzek Paraná i Urugwaj przed połączeniem się z Oceanem Atlantyckim. Argentyńczycy i Urugwajczycy nazywają je rzeką, choć wedle definicji geograficznych mogłoby być także zatoką lub morzem przybrzeżnym. Río de la Plata ma ok. 290 km długości oraz zaledwie kilka kilometrów szerokości w głębi lądu i 220 km przy granicy z Atlantykiem. Warto wybrać się tu na rejs na pokładzie jednego z niewielkich promów, które pływają z Buenos Aires do urugwajskiego miasteczka Colonia del Sacramento – ulubionego celu weekendowych wycieczek wielu Porteños (jak nazywają siebie mieszkańcy portowego argentyńskiego miasta). Ponad 400 km na południe od stolicy Argentyny leży Mar del Plata (Morze Srebra). To 700-tysięczne miasto słynie z piaszczystych, ale też zatłoczonych plaż, bogatego życia nocnego, kasyn i kuchni opartej na rybach i owocach morza. Porteños bardzo chętnie spędzają w nim wakacje.

 

WODOSPADY I MISJE JEZUICKIE

 

Skoro jesteśmy przy temacie rzek i wody, nie sposób nie wspomnieć o wodospadach Iguazú – jednej z największych atrakcji całego kontynentu. Nazwa tego niezwykłego cudu natury wywodzi się z języka guarani, którego użytkownicy zamieszkiwali tutejsze tereny na długo przed wytyczeniem granic dzielących Argentynę z Brazylią i Paragwajem. Iguazú, a właściwie Yguasu, znaczy po prostu Wielka Woda, co znakomicie oddaje rzeczywistość. Wodospady mają szerokość ok. 2,7 km, a woda w najwyższym punkcie (Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel) spada z wysokości aż 80 m. Są więc dużo potężniejsze od Niagary w Ameryce Północnej czy Wielkiej Siklawy w polskich Tatrach Wysokich. Podobno sama pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Eleanor Roosevelt (1884–1962) straciła respekt dla majestatu Niagary, gdy ujrzała Iguazú. Warto zobaczyć je na własne oczy. Po argentyńskiej stronie można chodzić przed kaskadami, obok nich i nad nimi (a nawet pod nie podpłynąć). Na podziwianiu wodospadów z bliska da się spędzić nawet cały dzień. Z części brazylijskiej rozpościera się jednak lepszy widok na całe Iguazú. Najlepiej więc wybrać się na zwiedzanie po obu stronach granicy.

 

Te wspaniałe wodospady leżą w prowincji Misiones wciśniętej pomiędzy Brazylię i Paragwaj. To niezmiernie atrakcyjny region, choć – niestety – często odwiedzany tylko ze względu na Iguazú. W tych tropikalnych, porośniętych gęstymi, soczyście zielonymi lasami okolicach znajdują się pozostałości jezuickich misji (zwanych również redukcjami), które powstawały w XVII w. w tej części Ameryki Południowej na terenie dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Jezuici nawracali miejscowych Indian Guarani na wiarę katolicką, dzieci posyłali do szkoły, a dorosłych przyuczali do wykonywania zawodów rzemieślniczych. W drugiej połowie XVIII stulecia misje jezuickie zostały zlikwidowane w wyniku działań politycznych i wojskowych Hiszpanów i Portugalczyków, a misjonarze wypędzeni. Dziś w każdym z trzech krajów można odnaleźć pozostałości po nich. W Argentynie najlepiej zachowała się redukcja San Ignacio Miní, ale oprócz niej warte obejrzenia są jeszcze Santa Ana, Nuestra Señora de Loreto i Santa María la Mayor. Wszystkie umieszczono w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć z jednej strony wydają się do siebie podobne, każda z nich jest jednocześnie inna.

 

POLACY I YERBA MATE

 

Kolejny powód do odwiedzenia prowincji Misiones można nazwać patriotycznym. W tym regionie żyje sporo potomków naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Argentyny pod koniec XIX i na początku XX w. Pierwszym Polakom nie było łatwo. Zastali tu żyzną, ale porośniętą gęstym lasem ziemię, a kiedy opuścili pokład statku, zostali zdani tylko na siebie. Musieli zmagać się z nieznośnym upałem, komarami i tropikalnymi chorobami. Mieli jednak ręce gotowe do pracy i tymi rękoma karczowali lasy i przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa uczyli się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat wiedza przywieziona z Europy niemal na nic się zdała. Wielu z nich zmarło, a ci, którzy przetrwali, pomimo odniesionego sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli do końca szczęśliwi. Brakowało im polskiego jedzenia, języka i tradycji. Starali się więc kultywować rodzime zwyczaje w swoich domach. Dziś wielu ich potomków wciąż pamięta o tych korzeniach, interesuje się kulturą przywiezioną przez przodków i nie pozwala jej zaniknąć. Działają tutaj zespoły taneczne, odbywają się lekcje języka polskiego i sprzedaje się przysmaki i dania naszej kuchni. W miastach i miasteczkach, takich jak Posadas (stolica prowincji Misiones), Wanda, Oberá czy Apóstoles, można odkryć polskie nazwy ulic, przykłady architektury, kościoły, młyny i odnaleźć polskie domy i stowarzyszenia oraz spotkać potomków emigrantów.

 

W Oberze co roku we wrześniu odbywa się Fiesta Nacional del Inmigrante, czyli Narodowy Festiwal Imigrantów, którzy przybywali tu od początku XX w. z wielu krajów świata. W tej barwnej imprezie biorą udział wspólnoty popularyzujące kulturę i zwyczaje przywiezione przez przodków ze swoich ojczyzn. Wydarzenie organizowane jest w Parku Narodów (Parque de las Naciones), w którym stoi 14 tradycyjnych domów poszczególnych społeczności imigranckich. Polskę reprezentuje duży, piękny budynek w stylu zakopiańskim. W środku można spróbować lepionych na miejscu pierogów czy golonki lub wypić kieliszek polskiej wódki. Obserwowanie Argentyńczyków z pieczołowitością i zapałem kultywujących tradycje przekazane im przez rodziców lub dziadków to naprawdę wzruszające przeżycie.

 

W Apóstoles znajduje się za to Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego (Museo Histórico Juan Szychowski) poświęcone Polakowi, który stworzył jedną z najbardziej znanych na świecie marek produkujących yerba mate – Amandę. Sam zbudował maszyny do mielenia ryżu, mąki kukurydzianej i liści ostrokrzewu paragwajskiego (z tej rośliny powstaje yerba mate) i w latach 20. XX w. rozpoczął produkcję. Dziś torebki z yerba mate z logo tej firmy można kupić praktycznie w każdym zakątku naszego globu.

 

Argentyńczycy piją napar z ostrokrzewu paragwajskiego niemal bez przerwy. Nie rozstają się z mate (naczyniem zrobionym z tykwy, drewna, metali, ceramiki, a nawet plastiku), bombillą (specjalną rurką do picia) i termosem z gorącą wodą, służącą do ponownego zalewania suszu. W Misiones, jak też w Paragwaju i na południu Brazylii, równie popularna jest wersja yerba mate zwana tereré, czyli przygotowywana na zimno, z kostkami lodu, ziołami i często również z sokiem z owoców. Taki napój idealnie orzeźwia w upalne dni! Napar nie tylko odpowiednio się przyrządza, lecz także pija w grupie w określony sposób: każde zalanie suszu przeznaczone zostaje dla jednej osoby, ale wszyscy korzystają z tego samego mate i używają jednej bombilli. Kiedy ktoś wypije swoją porcję, przekazuje naczynie posiadaczowi termosu, a on ponownie je uzupełnia dla następnego członka grupy. I tak trwa to kilka tur, aż yerba mate przestanie nadawać smak wodzie. Jeśli jakaś osoba nie ma już ochoty na picie, gdy oddaje mate, mówi gracias, czyli dziękuję – to znak dla nalewającego, żeby więcej nie wręczał jej naparu.

 

Activa - Turismo de Aventura - Trecking - Tolar Grande Salta

Trekking w okolicy wioski Tolar Grande (ponad 3500 m n.p.m.) w prowincji Salta

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

POCIĄG DO CHMUR I GÓRY

 

Na północy Argentyny znajduje się wiele ciekawych miejsc. W drodze z Misiones na zachód warto się zatrzymać na spacer po mieście Corrientes leżącym nad rzeką Paraná. Kolonialna architektura miesza się tutaj z nowoczesnym budownictwem. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest wielki most generała Manuela Belgrano, który łączy Corrientes z miastem Resistencia położonym już w sąsiedniej prowincji – Chaco. Podczas wyprawy na zachód kraju przez tę ostatnią warto zawitać do Salty. Ma ona ciekawą kolonialną zabudowę, ale turystów przyciąga ze względu na swoje położenie. Miasto stanowi dobrą bazę wypadową w Andy, u stóp których leży. W okolicy można wybrać się na trekking, pojeździć na rowerach górskich lub koniach. Popularną atrakcją jest Pociąg do Chmur (Tren a las Nubes). Wprawdzie od dwóch lat nie odjeżdża on już z samej Salty, jednak stąd najłatwiej wyruszyć na wycieczkę. Rano autobus zabiera chętnych do San Antonio de los Cobres, gdzie wsiadają do wagonów. Pociąg wwozi pasażerów na wiadukt La Polvorilla położony na wysokości 4200 m n.p.m. To dzieło inżynierii z lat 30. XX w. stanowi najbardziej malowniczy punkt krótkiej trasy. Wiadukt jest wysoki na 63 m i waży prawie 1,6 tys. t. W założeniu linia kolejowa miała połączyć Argentynę z Chile i służyć mieszkańcom, ale w 1971 r. postanowiono zrobić z niej atrakcję turystyczną, która dziś przyciąga zarówno miłośników kolejnictwa, jak i osoby lubiące piękne górskie widoki. W drodze powrotnej do Salty autobus zatrzymuje się w małej wiosce Santa Rosa de Tastil, przy której znajdują się ruiny XIV- i XV-wiecznego miasta Tastil zbudowanego tylko z kamienia, bez użycia żadnej zaprawy. Pod koniec XV stulecia, zanim dotarli do niego Inkowie, mieszkało tu ponad 2 tys. osób. Ludność ta trudniła się uprawą kwinoa i kukurydzy oraz wypasaniem lam.

 

Z Salty warto się także wybrać na północ, do miasta Jujuy, a właściwie San Salvador de Jujuy, które leży u wejścia do wąwozu Humahuaca (Quebrada de Humahuaca). Ta niezwykła głęboka dolina ma ok. 150 km długości. Zimą jest sucha, a latem wypełnia ją Rzeka Wielka (Río Grande). W 2003 r. Humahuaca trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jedną z największych atrakcji okolicy stanowi Wzgórze Siedmiu Kolorów (Cerro de los Siete Colores), wznoszące się nad małą, urokliwą miejscowością Purmamarca. Swoje barwne warstwy zawdzięcza ono procesom geologicznym. Legenda mówi jednak, że zboczy nie zdobiły kolorowe pasy, gdy powstała Purmamarca. Miejscowym dzieciom zamarzyła się wielobarwna góra, która ożywiłaby okolicę, ale ich rodzice nie chcieli o tym słuchać. Dlatego przez siedem nocy ich pociechy wymykały się z domów i domalowywały kolejne warstwy na skalnych ścianach, dzięki czemu dziś możemy podziwiać ten prawdziwie malowniczy widok. Warto zostać chwilę w Purmamarce i przyjrzeć się spokojnemu życiu tego górskiego miasteczka.

 

Komu będzie jeszcze mało pięknych krajobrazów z górami w roli głównej, powinien zajrzeć do Cafayate, skąd wyrusza się na wycieczki do dolin Calchaquíes (Valles Calchaquíes). Można w nich podziwiać wspaniałe widoki na kolorowe formacje skalne, wśród których dominują wszelkie odcienie pomarańczu. Ze względu na żyzne ziemie okolica słynie z produkcji wyśmienitych win.

 

MIASTO NIEPODLEGŁOŚCI I KOLONIALNA PERŁA

 

Ważne miasto dla Argentyńczyków stanowi San Miguel de Tucumán. To właśnie tutaj 9 lipca 1816 r. podpisano deklarację niepodległości. Co roku, na ten jeden dzień San Miguel de Tucumán zostaje stolicą Argentyny. Szczególnie hucznie obchodzono 200. rocznicę podpisania dokumentu (w 2016 r.) i to nie tylko w tym miejscu. W Buenos Aires przygotowano piękny spektakl przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii kraju. Miałam szczęście zarówno oglądać samo przedstawienie, jak i podziwiać ogromny tłum Argentyńczyków śpiewających znane patriotyczne piosenki wraz z artystami ze sceny. To był naprawdę wzruszający widok!

 

Kolejnym interesującym miejscem jest położona ponad 550 km na południe od San Miguel de Tucumán 1,5-milionowa Córdoba (założona już w 1573 r.). To drugi największy pod względem liczby ludności ośrodek w Argentynie po jej stolicy. Należy do najstarszych kolonialnych miast w kraju – znajduje się tu pierwszy argentyński uniwersytet (Narodowy Uniwersytet w Córdobie – Universidad Nacional de Córdoba, utworzony w 1613 r.). Warto pochodzić wśród historycznej zabudowy i zwiedzić wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzielnicę jezuicką z urokliwą architekturą (Manzana Jesuítica). Jak przystało na ośrodek studencki, w Córdobie kwitnie również życie kulturalne i nocne.

 

Z miasta polecam przenieść się na łono natury – do Parku Narodowego Talampaya leżącego w prowincji La Rioja przy granicy z prowincją San Juan. Można w nim oglądać spektakularny kanion czy niezwykłą formację skalną Talampaya mierzącą 143 m. Do tego obszaru przylega Park Prowincjonalny Ischigualasto (Parque Provincial Ischigualasto, położony już w prowincji San Juan), zwany także Doliną Księżycową (Valle de la Luna) ze względu na nieziemski krajobraz, jaki rozpościera się tu przed oczami przybyłych.

 

KRAINA WINA, STEKÓW I „ASADO”

 

Zarówno prowincje La Rioja i San Juan, jak i Mendoza, Salta, Córdoba czy Catamarca słyną z win. Argentyna jest obecnie szóstym krajem na świecie pod względem wytwarzanych ilości tego produktu. Argentyńczycy piją bardzo dużo czerwonego wina, więc nie ma się co dziwić, że jego butelka bywa tańsza od wody. Poza tym w 2010 r. wino zostało ogłoszone tu narodowym trunkiem, a to zobowiązuje.

 

Kieliszek miejscowego malbecu idealnie pasuje do tutejszych steków wołowych, z których – zasłużenie – ten kraj słynie na całym świecie. Tak wielką popularność temu daniu przyniosła nie tylko wysoka jakość argentyńskiej wołowiny, ale również sposób, w jaki Argentyńczycy potrafią ją przyrządzić. Weekend spędzony ze znajomymi będzie nieważny, jeśli przynajmniej raz nie zorganizuje się asado. Nazwa ta oznacza zarówno spotkanie przy typowym argentyńskim grillu, jak i samo grillowane mięso. Upieczona na ogniu lub nad żarem z węgla drzewnego wołowina z lampką czerwonego wina smakuje wyśmienicie! Do tego podaje się zwykle jakąś zieloną sałatkę i pieczywo, ale dla wielu Argentyńczyków są one tylko niezbyt istotnym dodatkiem. Na ruszcie porcji znajduje się zawsze za dużo, a to dlatego, że jak mawiają niektórzy, asado jest nieudane, jeśli całe mięso zostało zjedzone.

 

R5B 2 - Gourmet - Gastronomia - Asado Buenos Aires

Asado – baranina pieczona w stylu patagońskim z lampką argentyńskiego wina

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

LODOWCE I KONIEC ŚWIATA

 

Autentica - Patrimonio de la Humanidad - Ballenas Puerto Madryn Chubut

W okolicach Puerto Madryn można od czerwca do grudnia podziwiać walenie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

W Argentynie im przemieszczamy się dalej na południe, tym robi się bardziej surowo i zimno, ale i ciekawiej. Patagonia słynie z ogromnych przestrzeni, niezwykłych krajobrazów i swoich letnich wiatrów, które niemal urywają głowy. Ten region leży w strefie ryczących czterdziestek (stałych wiatrów zachodnich o bardzo dużej prędkości wiejących pomiędzy 40 i 50° szerokości geograficznej). Jednym z najbardziej znanych miast tej krainy jest 120-tysięczne San Carlos de Bariloche, położone nad południowym brzegiem pięknego polodowcowego jeziora Nahuel Huapi, na terenie parku narodowego o tej samej nazwie, niedaleko granicy z Chile. W okolicy trudno się nudzić. Latem można wybrać się na trekking w góry lub wyruszyć do któregoś z punktów widokowych, a zimą zjeżdżać na nartach czy snowboardzie na ośnieżonych stokach największego w Argentynie kompleksu narciarskiego. Szczególnie wart uwagi jest lodowiec Czarna Zaspa (Ventisquero Negro) na wygasłym wulkanie Tronador (Cerro Tronador, 3491 m n.p.m.). Woda spływa z niego po wysokim klifie, tworząc malowniczy wodospad.

 

Dla odmiany nad Atlantykiem znajduje się półwysep Valdés. To miejsce, wpisane w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, stanowi ważny obszar ochrony życia morskiego. Można tutaj zobaczyć m.in. walenie południowe (zazwyczaj od maja do grudnia), pingwiny magellańskie, uchatki patagońskie, orki, kotiki południowe, słonie morskie (mirungi) czy toniny (delfiny) czarnogłowe. To prawdziwy raj dla miłośników fauny.

 

Dalej na południe, w Parku Narodowym Lodowców (Parque Nacional Los Glaciares) panuje już wieczna zima. Swoimi granicami obejmuje on Południowy Lądolód Patagoński, który jest trzecim największym lądolodem na ziemi po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Na tym terenie znajduje się 49 dużych lodowców (leżących w Argentynie i Chile), w tym najbardziej popularny wśród turystów Perito Moreno (zajmujący powierzchnię ponad 250 km²). Ten ostatni robi naprawdę olbrzymie wrażenie na oglądających – sunie do przodu, stuka, trzeszczy, a bryły wielkości autobusu odłupują się od niego i spadają do wody z hukiem przypominającym wybuch bomby. Do tego ten argentyński lodowiec mieni się odcieniami bieli i błękitu. Perito Moreno ma 5 km szerokości, 30 km długości i wystaje nad poziom jeziora Argentino średnio na wysokość 74 m, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile ok. 20-piętrowy budynek! Większa jego część (jeszcze jakieś 100 m) kryje się pod powierzchnią wody. To jeden z niewielu lodowców na świecie, który postępuje zamiast się cofać.

 

Podczas pobytu w tej części Argentyny nie można odpuścić sobie wizyty w 60-tysięcznej Ushuai, uchodzącej za położone najdalej na południe miasto na naszym globie (choć dalej znajduje się jeszcze chilijska miejscowość Puerto Williams). Leży ona na archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego) oddzielonym od kontynentu Cieśniną Magellana. Rejs po Kanale Beagle, podglądanie uchatek patagońskich, amfitryt lamparcich (lampartów morskich), mirung oraz pingwinów królewskich, magellańskich i maskowych (latem), wizyta w Parku Narodowym Ziemia Ognista (Parque Nacional Tierra del Fuego) czy odwiedziny w muzeum morskim (Museo Marítimo) mieszczącym się w dawnym więzieniu (Ushuaia była niegdyś kolonią karną) to obowiązkowe atrakcje turystyczne w tym mieście na końcu świata. Pod względem kulinarnym Ushuaia słynie z wielkich krabów królewskich, które można sobie samemu złowić przed przygotowaniem przez kucharza – takie doświadczenie będzie prawdziwą gratką dla odważnych smakoszy. Wreszcie, to tu kończy się słynna Droga Panamerykańska (hiszp. Carretera Panamericana) wiodąca przez obie Ameryki aż od Alaski (przerwana tylko przez przesmyk Darién) i tutaj następuje kres naszej wspaniałej podróży. Argentyno, do zobaczenia następnym razem!