MAGDALENA ZDRENKA

 

Izrael to wciąż miejsce mistyczne. Jego bogata kultura nierozerwalnie łączy się z ogromnym znaczeniem religijnym. Jednak ten kraj posiada również urokliwe plaże, sprzyjający klimat i ciepłe morze. Podróż w te strony jest więc idealnym połączeniem wyprawy śladami korzeni wielkich monoteistycznych religii świata z błogim wypoczynkiem w promieniach słońca.

Według Żydów to Bóg podarował im krainę, w której mieli zamieszkać, ich ziemię obiecaną. Przez wieki istnienia narodu szczęście nie sprzyjało losom państwa izraelskiego. Jego tereny były obszarem targanym konfliktami, przechodzącym z rąk do rąk. Od lat też miejsce to fascynowało wszelkiego rodzaju artystów. Wyprawę do Ziemi Świętej podjął przecież nawet nasz słynny poeta Juliusz Słowacki. Dziś sami możemy się przekonać, jak wielka siła przyciągania tkwi w Izraelu.

 

Choć kraj ten zajmuje zaledwie nieco ponad 20 tys. km2 powierzchni, to nie byłoby przesadą stwierdzenie, że życie ludzkie jest zbyt krótkie, aby go naprawdę poznać. Dlatego planując naszą podróż, musimy wybrać to, co chcielibyśmy zobaczyć najbardziej, a mamy przed sobą cały wachlarz możliwości: od celu pielgrzymek wyznawców trzech wielkich religii – Jerozolimy, przez historyczne miasto portowe Jafa po dobroczynnie oddziałujące na ciało słone wody Morza Martwego…

 

Święta Jerozolima

W środkowej części Izraela, wśród gór Judei, znajduje się największa metropolia kraju – 800-tysięczna Jerozolima. Jej hebrajska nazwa brzmi Jeruszalaim i powstała z połączenia dwóch wyrazów: jerusza, oznaczającego miasto lub spadek oraz szalom, czyli pokój. Dlatego, mimo trwającego od lat sporu z Palestyńczykami, Izraelczycy określają Jerozolimę mianem „Miasta Pokoju”. Zgodnie z izraelskim prawem to właśnie ona pełni funkcję stolicy. Jednak ze względu na konflikt palestyńsko-izraelski większość państw na świecie oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) nie uznają tej decyzji. Pomimo wielu zawirowań na arenie politycznej Jerozolima nadal jest miejscem szczególnym nie tylko dla Żydów, ale również dla przybywających licznie z całego świata wyznawców chrześcijaństwa i islamu.

  FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Na stolicę Izraela składają się Stare Miasto, Wschodnia Jerozolima oraz dynamicznie rozwijające się wokół nich Nowe Miasto. W tym pierwszym, okolonym murami wzniesionymi w XVI w. za panowania sułtana Sulejmana Wspaniałego, przeplatają się elementy kultury Wschodu i Zachodu. Obecnie prowadzi do niego osiem bram: Damasceńska, Heroda, św. Szczepana (Lwów),  Złota, Gnojna, Syjońska, Jafy i dobudowana w XIX stuleciu Brama Nowa. Znajdziemy tu cztery dzielnice: Ormiańską, Muzułmańską, Żydowską oraz Chrześcijańską, w której na wzgórzu Golgota usytuowana została Bazylika Grobu Świętego, obowiązkowy punkt pielgrzymek. Tutaj również kończy się Droga Krzyżowa (Via Dolorosa). Stąpał po niej kiedyś Jezus idący na ukrzyżowanie. W Dzielnicy Żydowskiej napotkać możemy słynną Ścianę Płaczu, nazywaną także Murem Zachodnim, ponieważ stanowi pozostałość zachodniej części zewnętrznych murów Drugiej Świątyni Jerozolimskiej, wybudowanych w I w. p.n.e. za czasów Heroda Wielkiego. Dla Żydów to najświętsze miejsce, obiekt kultu, gdzie opłakują swoich przodków oraz zniszczenie ich najważniejszej sakralnej budowli. Wierzą, że jest uświęcone obecnością Boga, tak jak kiedyś świątynia, toteż w szczelinach muru zostawiają zapisane na kartkach modlitwy i prośby z nadzieją na ich spełnienie.

Kiedy Ściana Płaczu należała do terytorium Jordanii, Żydzi tłumnie odwiedzali tzw. grób króla Dawida na górze Syjon, leżącej poza obrębem Starego Miasta. To symboliczne miejsce pochówku przywódcy narodu żydowskiego znajduje się pod salą Wieczernika (tu odbyła się Ostatnia Wieczerza), który stał się pierwszym kościołem chrześcijańskim. Oryginalny budynek został jednak zniszczony w VII w. przez Persów i odbudowany w XII stuleciu przez krzyżowców. W późniejszych czasach był w tym miejscu meczet. Dziś spotykają się tutaj wyznawcy judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Na terenie Starego Miasta znajduje się również miejsce święte dla muzułmanów (trzecie pod względem ważności po Mekce i Medynie) – Wzgórze Świątynne z Kopułą na Skale, upamiętniającą wniebowstąpienie proroka Mahometa i jego objawienia, oraz Meczetem Al-Aksa, wzniesionym w VII w.

W Jerozolimie działa także wiele ciekawych placówek muzealnych. Wśród nich na uwagę zasługują Muzeum Izraela wraz z Sanktuarium Zwojów, gdzie przechowywane są teksty biblijne odnalezione nad Morzem Martwym w połowie XX w., Muzeum Archeologiczne Rockefellera oraz Muzea Ortodoksyjnego Patriarchatu Jerozolimskiego i Patriarchatu Ormiańskiego. Warto także w swoim planie zwiedzania uwzględnić usytuowaną na wschód od miasta Górę Oliwną, na której położony jest najstarszy, a zarazem największy cmentarz żydowski. Wniesiono tu również liczne kościoły i kaplice, a widok, jaki się stąd rozpościera na Jerozolimę, powinien zobaczyć każdy, kto spacerował wcześniej jej uroczymi uliczkami.

 

„Białe Miasto”

Znajdujący się u wybrzeży Morza Śródziemnego Tel Awiw-Jafa jest najmłodszym i najbogatszym miastem kraju. Wiele państw uznaje go obecnie za stolicę Izraela. Składa się z powstałego w 1909 r. Tel Awiwu oraz Jafy, niegdyś ważnego palestyńskiego portu. Swoje siedziby mają tu najważniejsze międzynarodowe przedsiębiorstwa, a także Giełda Papierów Wartościowych. Obecnie jest to drugi co do wielkości (ponad 400-tysięczny) ośrodek miejski tego kraju. Nie bez przyczyny nazywa się go „Białym Miastem”. To właśnie tutaj znajduje się największa na świecie liczba modernistycznych białych budynków (w stylu Bauhaus), wpisanych w 2003 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Centrum życia turystycznego Tel Awiwu-Jafy koncentruje się wokół położonej przy plaży ulicy HaYarkon, wzdłuż której wzniesiono najwyższej klasy hotele. Na placu Ziny Dizengoff stoi natomiast niezmiernie widowiskowa grająca Fontanna Ognia i Wody autorstwa Yaacova Agama.

 

Starożytna Jafa

Pełna tajemnic Jafa była kiedyś samodzielnie funkcjonującym arabskim miastem, a zarazem, za sprawą króla Salomona, jednym z najważniejszych portów Palestyny. W ciągu swojego istnienia znajdowała się w rękach krzyżowców i Arabów. Pod koniec XIX w. stała się główną bramą wjazdową dla masowo emigrujących z Europy Żydów. Gwałtowny napływ społeczności żydowskiej spowodował w XX w. liczne konflikty z arabskimi mieszkańcami. Dopiero w 1948 r. Arabowie ostatecznie przekazali miasto Żydom. Dwa lata później Jafa została oficjalnie włączona do Tel Awiwu jako jego dzielnica.

Przepiękne widoki i artystyczna atmosfera tego miejsca co roku przyciągają miliony turystów zarówno z kraju, jak i zagranicy. Wzdłuż malowniczych uliczek z nazwami znaków zodiaku ciągną się sklepy z pamiątkami, galerie sztuki, urocze kawiarenki i wyśmienite restauracje, w których warto spróbować świeżych owoców morza oraz posłuchać miejscowych legend. Według nich to tu Jonasz wyszedł na brzeg z paszczy wielkiej ryby, a Perseusz ocalił przykutą do skały Andromedę. Nad odrestaurowanym centrum Jafy dominuje pomalowany na pomarańczowo Kościół św. Piotra. To właśnie w tym mieście apostoł dokonał jednego ze swoich cudów – wskrzesił kobietę o imieniu Tabita. Niedaleko świątyni znajduje się Dom Szymona Garbarza, w którym uczeń Chrystusa mieszkał po swoim przybyciu w te strony. Przypuszcza się, że z czasów św. Piotra pochodzą też studnia i kamienny sarkofag na pobliskim dziedzińcu.

Będąc w Jafie, warto zwiedzić także niesamowity Meczet Mahmudiya oraz Muzeum Starożytności mieszczące się w budynku dawnego osmańskiego ośrodka administracyjnego i aresztu. Tuż obok niego wznosi się porośnięte trawą wzniesienie z Ogrodami HaPisga. Ze zbudowanego tutaj niewielkiego amfiteatru rozciąga się niezapomniany widok na wybrzeże Tel Awiwu-Jafy. Nieopodal natrafimy na wykopaliska – fragmenty budowli z czasów Egipcjan, Izraelitów, Greków i Rzymian. Na wzgórzu stoi też biała rzeźba zwana Bramą Wiary, której autorem jest Daniel Kafri. Stylem nawiązuje ona do sztuki Majów i przedstawia upadek Jerycha, ofiarę z Izaaka i sen Jakuba. Symbolizuje wrota do ziemi Izraela.

Piękno arabskiej architektury sprawiło, że serce tego starego miasta stało się atrakcją turystyczną przynoszącą spore zyski. Jednak mimo gwaru grup wycieczkowych i obecności zakochanych par, spotykających się na kolacji przy blasku świec w tutejszych klimatycznych kafejkach, wieczorami Jafa bywa spokojna i pusta.

 

Hajfa na stokach góry Karmel

W odległości ok. 90 km na północ od Tel Awiwu-Jafy leży trzecie pod względem wielkości miasto Izraela – 270-tysięczna Hajfa. Ośrodek ten słynie z prężnie rozwijającego się przemysłu, a także z licznych malowniczych plaż. Usytuowany jest na zapierających dech w piersiach zielonych zboczach góry Karmel (525 m n.p.m.), której podnóże stanowi brzeg zatoki Morza Śródziemnego. W XII w. na jej szczycie założono katolicki zakon – karmelitów. Pozostałością po nich są kościół i szpital zakonny. W XIX w. wzniesiono tu również klasztor. Nieopodal znajduje się Grota Proroka Eliasza, w której podobno mieszkał. Według Biblii właśnie na górze Karmel kazał uśmiercić 450 kapłanów kultu Baala, wprowadzonego w królestwie przez króla Achaba za namową jego żony Izebel.

                                                                                                             FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Obecnie Hajfa jest jednym z dwóch głównych światowych ośrodków duchowych bahaizmu – monoteistycznej religii wyznawanej przez ok. 6 mln ludzi, założonej w XIX w. w Persji przez Baha’u’llaha (1817–1892). Wierzenia bahaickie oparte są na naukach szyitów. Wyłoniły się z babizmu, który stworzył Ali Muhammad z Szirazu (1819–1850). W 1844 r. ogłosił się on Babem, czyli „bramą do Allaha”. Jego szczątki wierni spalili i złożyli w wybudowanym w 1909 r. na górze Karmel Mauzoleum Bába (budynek ukończono w 1953 r.), którego kopuła została przykryta złotem. Miejsce na grobowiec wskazał im wcześniej Baha’u’llah. Otaczają go piękne ogrody bahaickie. Nieopodal znajduje się siedziba Powszechnego Domu Sprawiedliwości – głównego organu administracyjnego bahaitów. Niestety, ten piękny gmach jest zamknięty dla zwiedzających. 

Tutejszy śródziemnomorski klimat sprzyja odpoczynkowi w promieniach słońca na miejscowych dobrze przygotowanych plażach. Ciągną się one na długości 5 km i noszą nazwy: Bat Gallim, HaShaqet, HaCarmel, North Dado, South Dado i Qiryat Hayyim. Wzdłuż plaż ciągnących się w kierunku pobliskiego zabytkowego miasta Akka leżą urocze promenady z wieloma kafejkami, restauracjami i specjalnymi atrakcjami dla dzieci.

 

Morze Martwe

O niezwykłej aurze Morza Martwego, najniższego punktu na kuli ziemskiej, decyduje jego położenie (423 m poniżej poziomu morza). Wzniesienia Wyżyny Judejskiej i Płaskowyżu Moabskiego osłaniają je od wiatru, co sprawia, że tuż nad taflą wody unosi się tajemnicza mgiełka. Morze Martwe, zwane po hebrajsku „Morzem Soli” (Yam HamMelah), stanowi jeden z najbardziej słonych akwenów wodnych na naszej planecie. Średnie zasolenie wynosi tutaj 33,7 proc. Mimo swej nazwy w rzeczywistości jest ono bezodpływowym jeziorem o powierzchni ponad 800 km2. Jego głębokość dochodzi do 380 m i według naukowców ma tendencję do dalszego zwiększania się. Jedna z legend głosi, że na dnie Morza Martwego spoczywają pozostałości Sodomy i Gomory, biblijnych miast zniszczonych przez Boga. Było ono kiedyś prawie 5 razy większe niż obecnie, lecz naturalną równowagę zakłóciło stworzenie ogólnokrajowego systemu nawadniającego zasilanego przez rzekę Jordan. Dzisiaj ten słynny akwen dzieli się na dwie zupełnie odmienne części. Basen północny jest głęboki i ponad trzykrotnie większy od południowego, który charakteryzuje się natomiast mocniejszym zasoleniem. To właśnie w nim można obserwować intensywną krystalizację soli z wytworami przypominającymi lodowe góry.

  FOT. MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF ISRAEL

Przy tak dużym zasoleniu nawet najsłabszy pływak beztrosko unosi się na powierzchni wody. Podczas odpoczynku nad Morzem Martwym warto skorzystać z dobrodziejstw okładów z czarnego błota. Muł pochodzący z głębin akwenu bogaty jest w cenne dla zdrowia minerały. Jego odżywcze i regenerujące właściwości docenili już w IV w. p.n.e. Nabatejczycy. Robili oni z błota z Morza Martwego lecznicze i pielęgnacyjne okłady. Poza tym sprzedawali go Egipcjanom jako istotny materiał do balsamowania zwłok.

W odległej o ponad 1 km od północno-zachodniego brzegu akwenu miejscowości Kumran (Qumran) natrafimy na wykopaliska, w których znaleziono słynne Zwoje znad Morza Martwego, uważane za jedno z najważniejszych odkryć w historii narodu żydowskiego. Wybierając się nad „Morze Soli”, warto też zaplanować spędzenie kilku godzin na szczycie góry Masada. Z ponad 400 m n.p.m. można podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę. Rozciąga się ona aż po leżący po stronie jordańskiej wschodni brzeg Morza Martwego. Na górę najlepiej dostać się kolejką linową, ale dostępne jest także podejście piesze. Na szczycie czekają na zwiedzających pozostałości słynnej starożytnej żydowskiej twierdzy, którą kazał rozbudować jako schronienie na wypadek rewolty lub najazdu król Judei Herod Wielki po tym, jak w 40 r. p.n.e. schronił się tutaj podczas ucieczki przed Partami.

 

Ejlat dla miłośników podwodnego świata

U wybrzeży Morza Czerwonego, nad zatoką Akaba, położoną między półwyspem Synaj i Półwyspem Arabskim, znajduje się leżące najdalej na południe miasto Izraela – Ejlat (Eilat). Temperatury panujące w tym regionie wahają się pomiędzy 21°C zimą a 40°C latem. Ze względu na wilgotne powietrze i bliskość morza panujący tu klimat sprzyja ruchowi turystycznemu przez cały rok.

Ejlat jest zdecydowanie największym i najbardziej luksusowym kurortem Izraela. W pobliskim międzynarodowym porcie lotniczym Ovda (ok. 60 km na północ od miasta) lądują samoloty z turystami spragnionymi ciepłej wody, gorącego słońca i rozrywek. Do Ejlatu można dostać się również lotem z Tel Awiwu czy Hajfy, samochodem, autobusem lub pociągiem, a także przypłynąć promem lub jachtem (tutejsza nowoczesna marina ma 250 miejsc do cumowania). Zaletą wypoczynku w tym regionie są przepiękne plaże, krystalicznie czysta woda i aż prawie 360 słonecznych dni w roku. Nic więc dziwnego, że ściągają tutaj tłumnie amatorzy sportów wodnych z całego świata. Do interesujących atrakcji Ejlatu należą też m.in. wyprawy na wielbłądach czy jeep safari po pustyni Negew i dolinie Timna oraz skoki spadochronowe dla odważnych. Popularnością cieszy się także położona nad malowniczą zatoczką Rafa Delfinów (o powierzchni 10 tys. m²). Hoduje się tu te sympatyczne ssaki (butlonosy) z zamiarem późniejszego wypuszczenia ich na otwarte wody Morza Czerwonego. Każdego dnia chętni mogą obejrzeć pokazy i treningi, pomóc trenerowi podczas karmienia czy popływać i ponurkować z tymi wspaniałymi zwierzętami.

Usytuowana za portem kilometrowa kamienista Plaża Koralowa przyciąga miłośników nurkowania i snorkelingu. Zaraz przy brzegu zaczyna się podwodny rezerwat przyrody (Coral Beach Nature Reserve) – królestwo bajecznych koralowców i kolorowych gatunków ryb. Na osoby, które chciałyby rozpocząć przygodę z nurkowaniem pod fachowym okiem instruktora lub poprawić dotychczasowe umiejętności, czekają tutaj renomowane szkoły, oferujące swoje usługi turystom (głównie w języku angielskim, francuskim, rosyjskim i niemieckim). Dodatkową atrakcją dla bardziej zaawansowanych wielbicieli podwodnych przygód, posiadających odpowiednie uprawnienia, są kilkudniowe wycieczki nurkowe połączone z rejsem w rejonie półwyspu Synaj.

Na południowym krańcu Plaży Koralowej mieści się fascynujące Podwodne Obserwatorium i Park Morski (Underwater Observatory Marine Park). To tu na głębokości 5 m p.p.m. można oglądać cudowny koralowy świat oraz egzotyczne, kolorowe ryby w ich naturalnym środowisku, a w oceanarium odbyć wirtualne wycieczki podwodne. Niesamowitym przeżyciem jest rejs żółtą łodzią Coral 2000. Jej 48 okien znajduje się pod poziomem wody, dzięki czemu pasażerowie czują się niczym w batyskafie. Morskie stworzenia można też podglądać podczas wyprawy statkiem o specjalnym szklanym dnie, wypływającym codziennie z portu w Ejlacie.

Niezapomnianych wrażeń dostarczają również wycieczki do pobliskich Kopalni Kamieni i Centrum Diamentowego, podczas których wyświetlane są multimedialne pokazy ze specjalnymi efektami trójwymiarowymi, prezentujące wytwarzanie biżuterii z kamieni szlachetnych i metali. Jeśli zjedziemy windą górniczą 70 m w głąb ziemi, będziemy mogli usłyszeć nawet ryk wysadzanych w poszukiwaniu diamentów skał.

Na wschód od Ejlatu, w miejscu, gdzie tysiące ptaków przelatuje każdej wiosny (ich migracja odbywa się od końca lutego do końca maja) podczas powrotu na północ, utworzone zostało Międzynarodowe Centrum Obserwacji i Badań Ptaków (International Birding & Research Center). W sezonie pojawia się tutaj ponad 30 gatunków ptaków drapieżnych i prawie 400 gatunków ptaków śpiewających i wodnych. Aby móc je podziwiać na żywo (wstęp do parku jest bezpłatny), wytyczono specjalne trasy wycieczkowe z licznymi punktami obserwacyjnymi.

Izrael to miejsce, gdzie historia ludzka nierozerwalnie wiąże się z położeniem geograficznym, klimatem i elementami geologicznymi. Od tysięcy lat środowisko naturalne było tu stymulatorem dla rozwoju cywilizacji i kultury, których bogactw nie sposób poznać, jeśli odwiedzimy ten kraj tylko raz. Jedno jest pewne – zobaczyć Izrael z pewnością warto.    


 

Artykuły wybrane losowo

Nieprzewidywalna Islandia

MICHAŁ MOC

www.icelandic.pl

 

<< Islandia, patetycznie nazywana krainą ognia i lodu, w rzeczywistości okazuje się przede wszystkim mozaiką kolorowych krajobrazów, zadziwiającej roślinności bohatersko wdzierającej się na pola lawy i miejscem, gdzie nawet najbardziej doświadczony obieżyświat musi odrzucić swoje przyzwyczajenia. Tutaj zbytnia pewność siebie i przekonanie o własnej racji może narazić na śmieszność, a nawet sprowadzić na przybysza poważne kłopoty. Za to na uważnych obserwatorów, podróżników otwartych i wyrozumiałych (głównie wobec siebie) i osoby, które właściwie przygotowały się do wyprawy, czeka rzeczywistość nadająca życiu nowy wymiar. >>

 

Wycieczka w głąb południowej części wyspy

©MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Na Islandii będziemy podziwiać widoki, jakich nie widzieliśmy nawet w snach, spotkamy ludzi silnych i potrafiących walczyć z przeciwnościami losu jak nikt inny w Europie oraz zwierzęta (konie islandzkie, owce, maskonury, wieloryby, lisy polarne, renifery, ogrom ptaków) żyjące z nimi w niezwykłej symbiozie. Kraj ten stał się nowym turystycznym rajem, a jego popularność wciąż rośnie. I trzeba przyznać, że w pełni zasługuje na swoją wysoką pozycję w rankingach na idealny cel podróży życia!

Na wyspę można dotrzeć bez przesiadek samolotem z kilku miast Polski (Warszawy, Wrocławia, Katowic, Poznania, Gdańska) – lot trwa od 3,5 do 4 godz. Jedyne międzynarodowe lotnisko to Port Lotniczy Keflavík, który zapewnia blisko 100 bezpośrednich połączeń, w tym z większością europejskich stolic.

 

PO PRZYLOCIE

Na miejscu warto wypożyczyć samochód. Oprócz znanych światowych korporacji na Islandii działają też cieszące się dobrą opinią firmy lokalne, w których łatwo trafić na polskich pracowników, a nawet… właścicieli. Wybór pojazdu, obok zakwaterowania, należy do strategicznych decyzji osób planujących zwiedzanie. Wielkość budżetu wyprawy determinuje sposób eksplorowania wyspy. Koszty są bardzo mocno zróżnicowane w zależności od miesiąca i typu wypożyczanego samochodu. Od połowy czerwca do mniej więcej połowy września za wynajem na tydzień małego auta odpowiedniego do poruszania się po głównych drogach asfaltowych trzeba zapłacić kilkaset euro. Wypożyczenie standardowego samochodu z napędem na cztery koła i prześwitem większym niż 20 cm, umożliwiającego wjazd na drogi wewnątrz lądu (w szczególności te oznaczone literą F, zarezerwowaną dla traktów trudniejszych, górskich, kamienistych lub poprzecinanych brodami i rzekami) kosztuje już… kilka tysięcy euro. Z nastaniem chłodniejszych i bardziej deszczowych miesięcy ceny wynajmu stopniowo maleją, aby osiągnąć poziom europejski, ale równocześnie – szczególnie w zimie – rośnie ryzyko znacznego pogorszenia się warunków pogodowych (zdarzają się silne opady śniegu i huraganowe wiatry). Wiele dróg, w tym głównych i wydawałoby się zawsze przejezdnych, może wówczas być zamkniętych. Czasem nie sposób nawet wyjechać ze stołecznego Reykjavíku.

                Pierwszą noc po przylocie warto spędzić w Keflavíku lub okolicach (np. Grindavíku – portowym miasteczku na południowym wybrzeżu półwyspu Reykjanes, ze świetnym basenem, komfortowym kempingiem, a także knajpką „Bryggjan Kaffihús” słynącą z niesamowitej… zupy z owoców morza). Ceny są tu niższe niż w Reykjavíku, można zacząć się aklimatyzować i przyjrzeć nieco otoczeniu, a poza tym w przypadku większości korzystnych cenowo połączeń przylot zaplanowany jest na późny wieczór. Następny dzień dobrze rozpocząć od wizyty w tutejszych sklepach tanich sieci Bonus lub Netto. Wbrew obiegowym opiniom nie warto zapełniać bagażu zabieranego z Polski dużymi zapasami jedzenia (istnieją zresztą istotne prawne ograniczenia dotyczące wwożenia na wyspę produktów spożywczych). Korzystniej postawić na zdrową i niewiele droższą islandzką żywność kupowaną na miejscu. Owszem, cena bagietki (w przeliczeniu ok. 6–9 złotych) czy bochenka chleba (10–24 złotych) nie wydaje się zbyt zachęcająca, ale jakość większości produktów (pieczywo bywa niechlubnym wyjątkiem od tej zasady) jest porównywalna do tych kupowanych w ekskluzywnych sklepach spożywczych w naszym kraju. Warto jedynie zwrócić uwagę, czy artykuły w koszyku są faktycznie lokalne, a nie importowane z Danii, Norwegii, USA lub… Polski (jak popularny tutaj od lat znany polski batonik w złotym opakowaniu). Produkty, które rzeczywiście kosztują więcej, to przede wszystkim alkohol (dostępny w niezbyt dużym wyborze w specjalnych sklepach Vínbúðin) i wyroby tytoniowe. Szczęśliwie używki nie stanowią o magnetycznej sile Islandii. Na spożywanie trunków w trakcie zwiedzania zwykle nie wystarcza czasu (choć smak lokalnych piw bywa niezapomniany, podobnie jak wysokość rachunku), a palenie rzucić tu szczególnie łatwo – przekonują do tego ceny papierosów i znakomita jakość islandzkiego powietrza. Po zakupach pozostaje zadbać o pełen bak paliwa (najtańsze stacje to Orkan oraz Olís i ÓB – w czerwcu 2018 r. litr benzyny bezołowiowej kosztował na nich w przeliczeniu ok. 8 zł).

 

WŁASNYMI SIŁAMI

Alternatywą dla podróży samolotem i wypożyczenia auta na miejscu jest przyjazd własnym samochodem (jedyny prom M/S Norröna, przewoźnika Smyril Line z Wysp Owczych, pływa z duńskiego Hirtshals do portu Seyðisfjörður na wschodzie Islandii raz na tydzień). Podróż trwa niemal 3 doby w jedną stronę, a pod jej koniec można podziwiać niezmiernie urokliwe, ociekające dziesiątkami wodospadów wschodnie fiordy. Niemniej na niekorzyść tego rozwiązania przemawiają koszty takiej przeprawy (szczególnie w lecie), jej czas (należy jeszcze doliczyć dojazd z Polski do północnej Danii) oraz ryzyko ekstremalnych przeżyć na morzu (głównie poza sezonem). Jest to więc dobry pomysł dla osób zakochanych w Islandii i odwiedzających ją po raz kolejny. Dzięki własnemu autu mają szansę poznać ją lepiej, odkryć skarby ukryte przed oczami większości turystów i wejść w bliski kontakt z tutejszą naturą.

                Oczywiście, można spotkać śmiałków przemierzających wyspę na własnych nogach. Gdzieniegdzie podróżowanie autostopem jest popularne lub wręcz oficjalnie sugerowane za pomocą specjalnych znaków drogowych. Jednak poza turystycznym południem ten sposób zwiedzania może też wymagać spędzania na poboczach w trudnym do opisania deszczu i przy huraganowym wietrze wielu godzin, szczególnie jeśli nie sprawdzimy wcześniej, ile aut przejeżdża wybraną drogą. Ogromna dobowa zmienność islandzkiej pogody i występowanie skrajnych zjawisk wyjątkowo silnie kłócą się z nieprzewidzianymi postojami w oczekiwaniu na okazję. Poprzedzone przygotowaniami i poważnym rozeznaniem modne na Islandii letnie wędrówki są warte polecenia, ale wycieczki stopem na wschód, północ albo Fiordy Zachodnie (Vestfirðir) poza sezonem lub w przypadku osób bez dużego doświadczenia łatwo mogą przerodzić się w walkę z czasem, ciężkimi warunkami pogodowymi i własnymi słabościami. Respekt budzi przemierzanie kraju na rowerze (głośnym wyczynem była wyprawa Kuby Witka z 2016 r., po której w kolejnym roku powstał Isoland – wyreżyserowany przez niego film dokumentalny o polskich emigrantach), ale to już zdecydowanie propozycja dla osób z doświadczeniem, siłą woli i świetną kondycją. Niemniej rowerzystów na wyspie spotyka się w wielu rejonach więcej niż autostopowiczów i można odnieść wrażenie, że ten sposób jej poznawania, choć ambitny i nieco ekstremalny, zyskuje na popularności.

 

W RĘKACH LOSU

Zamiast wypożyczać samochód po przylocie mamy wreszcie możliwość wykupienia wycieczek (pojedynczych lub w pakiecie) w lokalnych biurach podroży. To bardzo rozsądna propozycja, w szczególności dla osób, które doceniają, że tutejszy przewodnik trafia od razu we właściwe miejsca, wie, ile czasu na nie poświęcić, zna aktualny stan ścieżek, szlaków i dróg, stale obserwuje najdokładniejszą prognozę pogody oraz przekazuje więcej informacji niż przewodniki książkowe. Podróż po Islandii jest trudna do planowania. Choć wydany w minionym roku przewodnik informuje, że jedyna w promieniu 50 km restauracja serwuje posiłki do 21.00, to może się zdarzyć, iż o 18.30 zastaniemy zamknięte drzwi. Na wyspie wszystko cały czas się zmienia. Droga do konkretnej atrakcji staje się nieprzejezdna, lodowa jaskinia zawala się pod wpływem skoków temperatury, a właściciel gruntu, na którym leży słynny wrak samolotu, ogradza go ze względu na zniszczenia powodowane przez turystów. Niewiele ponad 350 tys. mieszkańców nie jest w stanie sprawnie obsługiwać milionów gości z całego świata, szybko naprawiać bocznych dróg i zużytych samochodów czy remontować hoteli. Jednak to nie komfort stanowi o wyjątkowości tego kraju. Lokalny przewodnik lub farmer oferujący pokój w swoim gospodarstwie zawsze poradzi sobie z codziennymi niedogodnościami albo sprawi, żeby były one jak najmniej uciążliwe. O ostrzeżeniu przed powodzią lodowcową poinformuje swoich gości, zanim otrzymają mrożące krew w żyłach oficjalne SMS-y o niebezpieczeństwie, podpowie też, gdzie widziano renifery, obudzi przyjezdnych podczas zimowego spektaklu zorzy polarnej i wskaże najlepsze miejsce do jej podziwiania.

Samodzielny, nawet najbardziej oczytany turysta (lub korzystający z europejskiego biura podróży z niezbyt zorientowanym przewodnikiem) ma na poznanie prawdziwej Islandii mniejsze szanse. Potwierdzającym to przykładem niech będzie stosunek do pogody i planu wyprawy. Myślący po europejsku przybysze rozplanowują zwiedzanie z dokładnością co do godziny – wyliczają, jak szybko zamierzają się przemieszczać i na jak długo się zatrzymywać. Zakładają, że najpierw dotrą do interesującego ich miejsca, a potem je dokładnie obejrzą. Jednak na Islandii nie podróżuje się od punktu do punktu, tu po prostu się jest!

Warto więc nastawić się na pogodzenie się z warunkami pogodowymi i odkrywanie widoków za kolejnym zakrętem. Na stronie internetowej www.vedur.is dostępna jest najdokładniejsza islandzka prognoza pogody, zawierająca szczegóły dotyczące prędkości wiatru, stopnia zachmurzenia, prawdopodobieństwa opadów czy też… pojawienia się zorzy. Obok www.vegagerdin.is –z podglądem dróg i wiadomościami o ich przejezdności – to podstawowe źródło niezbędnych codziennych informacji dla Islandczyków. Dzięki tej wiedzy można często spędzić w słońcu (lub przynajmniej nie w deszczu) większą część pobytu, ciesząc wzrok cudownymi kolorami i krajobrazami. Prawdziwy urok Islandii tkwi w tym, że chłonie się chwilę, zostaje na dłużej tam, gdzie nam się spodoba, zatrzymuje się w miejscach rozświetlonych promieniami słońca. Często takie spontaniczne, niezaplanowane postoje zapisują się w pamięci jako najpiękniejsze momenty podróży, nie mniej emocjonujące niż oglądanie atrakcji znanych z pocztówek i przyciągających ludzi z całego świata. Przemierzać wyspę i przyglądać się jej to najlepszy sposób na zwiedzanie. Czasem gdy upartemu turyście trudno porzucić przyzwyczajenia, natura sama go ogrywa: akurat na te pół godziny zasłania lodowiec, przemacza poziomym deszczem trzy warstwy podobno nieprzemakalnej odzieży, boleśnie przewraca spontanicznym podmuchem o prędkości 90 km/godz. na nieutwardzonej (a jakże!) ścieżce lub z pomocą silnego wiatru… wyrywa z auta drzwi, zaledwie lekko uchylone z myślą o otwarciu. Śledzenie prognozy pogody, rozsądek i dbanie o swoje bezpieczeństwo są tu ważniejsze niż plan, a nawet pozorne oszczędności. Nagrodą za poddanie się siłom natury jest niezapomniana przygoda na Islandii, która ze sloganowej krainy ognia i lodu zmienia się w krainę marzeń i niesamowitości!

 

CENNE ATRAKCJE

Dzięki temu, że w czasie turystycznego sezonu słońce potrafi świecić niemal całą dobę (na początku lata przy dobrej pogodzie ciemno nie robi się wcale), kluczowe islandzkie atrakcje można odwiedzać w porach innych niż robią to autokary biur podróży, szczególnie iż nie ma tutaj bram, płotów, kas itp. Oferowane na miejscu wycieczki z doświadczonymi lokalnymi przewodnikami nie są tanie (od kilkuset złotych np. za rejs połączony z obserwowaniem wielorybów, spacer po lodowcu czy nurkowanie w międzykontynentalnej szczelinie pomiędzy płytami tektonicznymi, do 1,5 tys. złotych za wyjazd w interior lub pokonanie oszałamiającej górskiej drogi i przejażdżkę śnieżnymi skuterami). Jednak warto ponieść te koszty. Na Islandii turysta zostawia zazwyczaj znacznie więcej pieniędzy niż zakładał, przy czym trzeba przyznać, że wcale tego nie żałuje, a nawet – w miarę możliwości – usiłuje ów wyczyn z nie mniejszym rozmachem powtórzyć. Z kolei Islandczycy uważają, że ceny są takie, jakie być powinny: po prostu rzecz lub usługa kosztuje tyle, ile jest warta i ile ktoś chce za nią otrzymać, zatem właśnie tyle należy mu zapłacić. Poza stołecznym Reykjavíkiemzniżki – afsláttur – stosuje się tu dużo rzadziej niż w kontynentalnej Europie, najczęściej w sklepach spożywczych przy żywności z kończącym się terminem przydatności do spożycia.

 

NA POŁUDNIE, NA ZACHÓD

W przypadku pobytu na wyspie trwającego od pięciu do siedmiu dni, zorganizowanego samodzielnie, mamy do wyboru właściwie dwa kierunki zwiedzania – wyprawę wzdłuż południowego wybrzeża lub w stronę półwyspu Snæfellsnespołożonego na zachodzie. W ich trakcie nie trzeba wjeżdżać w głąb wyspy ani przekraczać rzek. Żadna z nich generalnie nie wymaga poruszania się autem z napędem na cztery koła (korzystanie z takiego samochodu rekomendowane jest od listopada do marca z uwagi na możliwe oblodzenie dróg, silne wiatry i zmienny stan nawierzchni). W przypadku obu wypraw można po drodze odwiedzić słynne kąpielisko termalne Błękitna Laguna (Blue Lagoon), Reykjavík i Golden Circle – Złoty Krąg. Na ten ostatni składają się trzy główne popularne atrakcje: obszar Þingvellir (gdzie w 930 r. po raz pierwszy obradował narodowy parlament Althing), gejzery – Geysir (to od niego wzięła się nazwa tego typu gorącego źródła) i Strokkur (w przeciwieństwie do pierwszego ten wciąż jest aktywny i regularnie wyrzuca strumień wody) – i w końcu Gullfoss, jeden z najbardziej znanych islandzkich wodospadów (ogląda się go zarówno z platform widokowych, jak i – w miesiącach letnich – z głazów wcinających się w przyspieszającą przed kipielą wodę).

Wyprawę po regionie południowym kontynuuje się, podążając drogą nr 1 ponad 300 km na wschód wzdłuż wybrzeża aż do słynnych lodowcowych zatok. Warte obejrzenia są m.in. wodospady: Seljalandsfoss, który obchodzi się ścieżką wokół, Gljúfrabúi (Gljúfrafoss) ukryty w szczelinie skalnej czy Skógafoss tworzący opadającą ścianę wody o wymiarach ok. 15 x 60 m, wciąż czynny wulkan Eyjafjallajökull, wrak samolotu Douglas C-47 Skytrain (zwanego Dakotą) spoczywający na plaży Sólheimasandur, klify na półwyspie Dyrhólaey i sąsiednia czarna plaża Reynisfjara z bazaltowymi skałami, grotą i wystającymi z wody ostańcami znanymi z teledysków islandzkiej piosenkarki Björk. Za Vík í Mýrdal zachwycają: spektakularny, niezmiernie fotogeniczny kanion Fjaðrárgljúfur, pola mchu, Skaftafell (rejon popularnych pieszych wędrówek wokół jęzorów lodowca Vatnajökull i po nich, gdzie można też – poza sezonem letnim – wykupić wycieczki do jaskiń lodowych), jezioro Fjallsárlón, a nieco dalej laguna Jökulsárlón (to tutaj pływa się amfibią lub pontonem wśród gór lodowych z cielącego się lodowca, a po przeciwnej stronie drogi, od strony morza, przechadza się między lśniącymi bryłami lodu o futurystycznych kształtach).

Do wypadów w południowym regionie wyspy dobrą bazą są okolice miejscowości Hella. Na tle nielicznych (i zazwyczaj absurdalnie drogich) ofert zakwaterowania gdzieś wzdłuż lodowców te wypadają zdecydowanie korzystniej pod względem ceny i dostępności. Odpocząć lub przeczekać złą pogodę można w otwartym w 2017 r. nowoczesnym interaktywnym muzeum LAVA Centre w Hvolsvöllur. Godny uwagi jest także znajdujący się obok dobrze wyposażony sklep z islandzkim rękodziełem. W razie niesprzyjających prognoz dla odleglejszych części wybrzeża warto wybrać się na krótki rejs na malowniczo piętrzący się archipelag Vestmannaeyjar. Główna z wysp – Heimaey – wciąż pozostaje zamieszkana mimo widocznych do dziś skutków wybuchu tutejszego wulkanu Eldfell w styczniu 1973 r.

Jeśli zamiast eksplorowania południa Islandii wybraliśmy wycieczkę na Snæfellsnes, wówczas z okolic obszaru Þingvellir warto wyruszyć na północ nowym asfaltowym fragmentem drogi 550 (na niektórych mapach 52) z widokiem na interior. Po ok. 25 km najlepiej odbić w lewo w stronę Borgarnes i podążać dalej na północny zachód w kierunku półwyspu. Jeszcze przed wspomnianym miasteczkiem (dobrym miejscem na nocleg i zakupy) można odwiedzić pola geotermalne Deildartunguhver, wzgórze trolli w Fossatún lub drogą 520 dotrzeć na okalającą pobliski fiord – Hvalfjörður – trasę 47, skąd prowadzi dość wymagająca, ale bardzo ceniona przez piechurów ścieżka do wysokiego na 198 m wodospadu Glymur. Na Snæfellsnes czekają za to kolonie fok (m.in. na prawo od parkingu przy plaży Ytri Tunga), lawowa jaskinia Vatnshellir, niezliczone ptaki wokół przepięknych, postrzępionych nadbrzeżnych skał w wiosce Arnarstapi, urokliwe zatoki pamiętające świetność niewidocznych dziś osad rybackich, których historie znaczą wraki statków. Po północnej stronie półwyspu na wyróżnienie zasługują malownicze pole lawowe Berserkjahraun, Muzeum Rekina (na farmie Bjarnarhöfn, gdzie można spróbować specyficznego sfermentowanego mięsa z tej ryby), prom Baldur ze Stykkishólmur pływający na odizolowaną wysepkę Flatey i Fiordy Zachodnie czy znana z wielu turystycznych folderów góra Kirkjufell (463 m n.p.m.). W drodze powrotnej warto zajrzeć nieco w głąb lądu nad rozłożysty wodospad Hraunfossar oraz skorzystać z najpopularniejszej z nowych islandzkich atrakcji – wycieczki na lodowiec Langjökull potężnym busem z napędem na wszystkie osiem kół i spaceru do wnętrza lodowca specjalnie wyżłobionym tunelem (Into the Glacier).

 

Kirkjufellsfoss, wodospad w sąsiedztwie góry Kirkjufell na półwyspie Snæfellsnes

© PROMOTE ICELAND

 

GORĄCA ZIEMIA

Kto ma 10–14 dni na zwiedzanie Islandii, może już pokusić się o objechanie wyspy dookoła niemal w pełni wyasfaltowaną drogą nr 1. Jeśli jest się gotowym na planowanie noclegów na bieżąco, przy wyborze kierunku najrozsądniej zdać się na… pogodę. Wydaje się to rozwiązaniem nieco droższym, ale w rzeczywistości uwalnia od kłopotliwego pokonywania dziesiątek lub setek kilometrów do zarezerwowanych wcześniej miejsc zakwaterowania i pozwala zobaczyć wiele atrakcji przy akurat sprzyjających warunkach pogodowych. Wschodnie i północne rejony Islandii są światami dalece odmiennymi od turystycznego południa. Należałoby im poświęcać odrębne przewodniki. Fiordy wschodnie czy księżycowe krajobrazy między miastem Egilsstaðir a jeziorem Mývatn, potężny wodospad Dettifoss na rzece Jökulsá á Fjöllum, wulkaniczne obszary wokół miejscowości Reykjahlíð – widoki przekraczają tu możliwości wyobraźni, choć wizyta na południu wyspy już była dla niej ogromną dawką inspiracji. Nieograniczone przestrzenie przynoszą szczególne poczucie wolności, ale i uświadamiają małość i kruchość człowieka. Gdzieniegdzie odnosi się wrażenie, że dane miejsce aż po horyzont zostało przygotowane… tylko dla nas. Tutaj, zaraz za wzniesieniami oddzielającymi zabudowania od gorących jeszcze pól lawowych Krafla i bulgoczącej ziemi Hverarönd (Hverir), znajduje się konkurujące ze słynną Błękitną Laguną (ceną, widokami i kameralnym charakterem) kąpielisko termalne Jarðböðin (Mývatn Nature Baths). Nad jeziorem Mývatn lub w Akureyri (wspaniałym, młodym duchem akademickim mieście, gdzie zamiast czerwonych świateł na skrzyżowaniach zapalają się czerwone serduszka) wykupimy niezapomnianą wycieczkę do wnętrza lądu, np. do kaldery Askja, aby po przeprawie specjalnym busem przez rzeki i marsjańskie krajobrazy podziwiać polodowcowe jezioro Öskjuvatn, wykąpać się w ciepłej, mlecznej wodzie wypełniającej wulkaniczny krater, a nieopodal obejrzeć rozległe pola lawy Holuhraun powstałe w wyniku erupcji wulkanu Bárðarbunga z lat 2014–2015. Jeżeli ktoś ma więcej czasu, w trakcie wyprawy wokół Islandii powinien też rozważyć wypłynięcie na obserwowanie wielorybów ze słynącego z tej atrakcji Húsavíku, choć trzeba przyznać, że podobne rejsy oferuje się w wielu islandzkich portach otwartych na północne wody i to najczęściej w niższej cenie.


NIEPRZYSTĘPNA KRAINA

Najbardziej odizolowane i tajemnicze są imponujące ogromem przewyższeń i klifów, wzbudzające szczególne emocje w oglądających Fiordy Zachodnie, według miejscowych legend kraina… magii i czarów (Strandagaldur, Museum of Icelandic Sorcery & Witchcraft – Muzeum Islandzkiej Magii i Czarów znajduje się w miasteczku Hólmavík). Północno-zachodnie krańce wyspy, jeszcze kilkanaście lat temu niemal niedostępne przez znaczną część roku ze względu na strome i zasypywane śniegiem szutrowe drogi wijące się wzdłuż brzegu morza i przez wysoko położone przełęcze, obecnie stały się nieco łatwiejsze do przemierzania (za wyjątkiem wyłączonego z ruchu i działalności człowieka Rezerwatu Naturalnego Hornstrandir) dzięki prawie w całości utwardzonym drogom 60 i 61. To chyba najbardziej lubiany cel wycieczek samych Islandczyków. Znajdują się tu gorące baseny i naturalne oczka kąpielowe, głębokie fiordy (które można oglądać także z perspektywy kajaka, wypożyczonego np. w Ísafjörður, albo końskiego grzbietu), najrzadziej odwiedzane jary i wodospady, małe rybackie osady i w końcu opuszczone przetwórnie rybne czy wraki (statków, samochodów i samolotów). To Islandia ze wspomnień, bez śladów przemysłu, ufna i prosta – z jajkami i marmoladami wystawianymi na sprzedaż w okolicy samotnych farm, jagodowymi krzewami opanowującymi we wrześniu ciągnące się kilometrami zbocza, pokazująca jak zwyczajne było życie dawniej. To raj dla ptaków i wolnych ludzi, a jednocześnie koniec świata, który jesienna lub wiosenna śnieżyca potrafi odciąć od reszty wyspy albo podzielić na odizolowane od siebie enklawy na długie dni. Mieszkańcy tej części kraju traktują jej trudne warunki jako zwykłą kolej rzeczy, wielu z nich lubi tę surowość, ciszę i siłę, również w niełatwych zimowych miesiącach, mimo szczególnie depresyjnego wówczas nastroju. Z perspektywy turystów magia Fiordów Zachodnich może jednak wyglądać inaczej. Utknąć w śniegu na 10 godz. lub w zapomnianym hoteliku na cztery nieplanowane dni tylko dlatego, że nie śledziło się kilka razy dziennie zmieniającej się dynamicznie prognozy pogody, to nie dla wszystkich atrakcyjne doświadczenie.

 

WIELKA SIŁA PRZYCIĄGANIA

Na turystycznej mapie świata łatwo znaleźć wiele miejsc, gdzie za określoną kwotę można się zrelaksować, wygrzać w słońcu, zaznać komfortu i spokoju, wyłączyć myśli. Jest to formuła tak popularna, jak przewidywalna – kierując się doświadczeniami przyjaciół, opiniami z internetu, artykułu lub przewodnika, decydujemy się na sprawdzoną wycieczkę organizowaną samodzielnie lub przez biuro podróży w formie pakietu all inclusive, dopasowaną do naszych gustów i możliwości. Islandia zachęca do uprawiania zupełnie innego typu turystyki, opartej na eksploracji, ruszaniu w nieznane, odmienności i zmienności. To znamienne, że trudno trafić na osoby, które odwiedziły ten kraj i nie chciałyby do niego wrócić. Nawet 10 lat regularnych turystycznych wypraw w te strony nie daje przekonania, iż poznało się wszystkie malownicze zakątki, a magnetyczna moc wyspy – nigdy ponownie takiej samej – potrafi wielu zawrócić w głowie. Islandia zmienia się jak topniejące lodowce: rok po roku traci odrobinę północnego charakteru, ale równocześnie gdzie może walczy, aby czas i turyści nie pokonali jej zbyt łatwo. Warto przyjechać tu, żeby spojrzeć na świat z szerszej perspektywy i poznać… samego siebie. Nie wolno zwlekać zbyt długo, bo Islandczycy coraz dotkliwiej odczuwają skutki popularności swojej ojczyzny, którą nie każdy przybysz należycie szanuje, czym wywołuje niekiedy frustrację właścicieli tutejszych terenów i doprowadza do zamknięcia czy ogrodzenia kolejnych atrakcji. Mimo dużego zainteresowania Islandią wśród obcokrajowców oraz wysokich cen lokalnych usług i towarów jej mieszkańcy wciąż nie traktują turystów jako dostawców świeżej gotówki lub co gorsza intruzów. Pozostaje więc tylko życzyć sobie odpowiedzialnych przygotowań i dobrej pogody oraz aby wspomnianego ognia i lodu nigdy nie spotkać w jednym miejscu i czasie. Po wizycie na tej niesamowitej wyspie postrzeganie świata i podróżowanie nie jest już takie jak wcześniej. I wyjątkowo często korci, żeby znów stanąć wśród lawy i mchów, oko w oko ze zdziwionymi baranami, wyłuskując z kieszeni grubej kurtki kolejnego lukrecjowego cukierka.

 

Fiordy Zachodnie są jednym z najmniej zaludnionych obszarów wyspy

© MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Wydanie Lato 2018

Gorąca zima na Węgrzech

NOÉMI PETNEKI

                                                                                  FOT. MAGYAR TURIZMUS ZRT FOTOTAR

<< Gdy za oknem robi się szaro i smutno, a dzień szybko przemienia się w wieczór, nic tak nie poprawia nastroju, jak ucieczka myślami od zimowej aury i… zaplanowanie bliższej lub dalszej podróży do jakiegoś interesującego zakątka Europy i świata. Doskonałym kierunkiem na niedaleką wyprawę będą z pewnością Węgry, gdzie zimą słońce świeci nieco częściej i mocniej niż w Polsce, a w dodatku można rozgrzać się w licznych kąpieliskach i basenach termalnych albo wyśmienitych winiarniach. A jeśli do tego wszystkiego wspomnimy jeszcze o wspaniałych zabytkach Budapesztu, Wyszegradu czy Ostrzyhomia, to sami musicie przyznać, że kraj naszych bratanków jest niezmiernie atrakcyjny również i zimą! >>

Oprócz Mostu Łańcuchowego, Placu Bohaterów, Zamku Królewskiego, gmachu parlamentu, Parku Miejskiego i basenów termalnych stolica Węgier oferuje wiele innych, mniej znanych czy też nowo powstałych atrakcji. Stanowi też wygodną bazę wypadową do organizacji wycieczek po okolicy ze względu na doskonałe połączenia drogowe, a także szerokie możliwości komunikacji publicznej. Wyprawa do Budapesztu i nad Zakole Dunaju to propozycja zarówno dla wielbicieli leniwych spacerów śladami historii, jak i amatorów aktywnego odpoczynku w każdym wieku.

Więcej…

Rumunia – w królestwie Karpat

JAKUB WOLSKI

 

<< Jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia podróż do kraju Drakuli budziła ogólne zdziwienie. Działo się tak dlatego, że strony te nie należały do najbezpieczniejszych i cieszyły się złą sławą. Dziś coraz więcej turystów z całego świata patrzy na Rumunię z zainteresowaniem, a nawet nieskrywaną fascynacją. Potężne Karpaty i owiana aurą tajemniczości historyczna Transylwania mają w sobie coś, czemu trudno się oprzeć… >>

Początki samodzielnego państwa rumuńskiego przypadają dopiero na XIX w. Wcześniej jego tereny trafiały pod panowanie Rzymian, Węgrów, Austriaków, Turków czy Rosjan. Współcześnie najwięcej przedstawicieli w tym kraju liczy sobie mniejszość węgierska. Stanowi ona aż 6,5 proc. mieszkańców 19-milionowej Rumunii. Wiele miast położonych przy granicy z Węgrami czy szczycących się długą historią posiada dwie wersje językowe: rumuńską i węgierską. Tu kończy swój bieg druga najdłuższa rzeka Europy – Dunaj, która u wybrzeży Morza Czarnego tworzy szeroką i widowiskową deltę.

Więcej…