HANNA BORA

www.sledznas.com

 

« Przed naszym wyjazdem do Panamy nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań z nią związanych. Chcieliśmy zobaczyć słynny Kanał Panamski i rajski archipelag San Blas. Ten niewielki kraj Ameryki Centralnej zaskoczył nas jednak nie tylko pięknymi krajobrazami i życzliwością mieszkańców, ale też ogromną różnorodnością kulturową. »

 

Na mapie Panama przypomina kształtem wijącego się węża: wąski fragment lądu scala Amerykę Północną z Południową i jednocześnie oddziela Pacyfik od Atlantyku. Na pierwszy rzut oka wygląda jak idealny łącznik między kontynentami. Jednak właśnie tutaj, w miasteczku Yaviza (ponad 280 km na południowy wschód od stolicy kraju i niecałe 100 km na północ od granicy panamsko-kolumbijskiej), urywa się słynna Autostrada Panamerykańska (Carretera Panamericana) biegnąca z północy Alaski aż na południe Argentyny. Dostanie się do sąsiedniej Kolumbii drogą lądową jest niemal niemożliwe. Na przeszkodzie stoi owiany złą sławą przesmyk Darién (Tapón del Darién). Ten niewielki, bagnisto-leśny obszar porośnięty bujną selwą uchodzi za jeden z najbardziej malarycznych i niebezpiecznych rejonów na świecie. Według wielu źródeł stanowi doskonałą kryjówkę dla partyzantów i handlarzy narkotyków.

 

Panama to idealne miejsce na rozpoczęcie przygody z Ameryką Łacińską. Jest tu stosunkowo bezpiecznie, a ludzie są przyjaźni. Choć kraj ma niewielką powierzchnię (ponad 75 tys. km²) – prawie cztery razy mniejszą od Polski – skrywa ogromną różnorodność. Znajdziemy w nim góry i wulkany, tropikalne lasy i egzotyczną roślinność, piękne wybrzeże i rafy koralowe. Dodajmy do tego jeszcze setki wysp i wysepek. To prawdziwy raj dla przyrodników, ponieważ mieszają się tutaj gatunki zwierząt i roślin z obu Ameryk. Mniej więcej 40 proc. terytorium kraju zajmują obszary leśne, a Ciudad de Panamá jest jedyną stolicą na świecie, w której granicach znajduje się bujny las deszczowy.

 

DROGA ŁĄCZĄCA OCEANY

Nie da się jednak ukryć, że prawdziwa wizytówka tego państwa to słynny Kanał Panamski, pozostający do dziś jedną z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Ma 82 km długości, łączy Atlantyk z Pacyfikiem i w znaczący sposób usprawnił transport morski. Na pomysł budowy kanału wpadli już kilkaset lat temu Hiszpanie. Do jego realizacji przystąpiono jednak dopiero pod koniec XIX w. Pracami kierował budowniczy Kanału Sueskiego, Francuz Ferdinand de Lesseps (1805–1894). Pierwsza próba skończyła się fiaskiem ze względu na trudny teren, błędy inżynieryjne oraz choroby, które pochłonęły wiele ofiar. Szacuje się, że przy budowie zginęło ok. 22 tys. osób.

 

Jeszcze na początku XX stulecia Panama była częścią Kolumbii. Odrębne państwo powstało w listopadzie 1903 r. przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Rok później Amerykanie wznowili prace nad budową kanału. Po 10 latach zakończyły się one sukcesem, nowy szlak był gotowy. Przez kolejne dekady pozostawał pod kontrolą USA. Dopiero od 31 grudnia 1999 r. zarządzać drogą wodną zaczęły władze Panamy. Obecnie stanowi ona nie tylko główne źródło wpływów do budżetu kraju, ale też jego największą atrakcję turystyczną. W 2014 r. obchodzono stulecie jej powstania. Choć Kanał Panamski wciąż uważany jest za cud inżynierii, jego znaczenie dla transportu morskiego zaczęło powoli spadać. Aby przystosować go na potrzeby większych statków i zwiększyć przepustowość szlaku, w 2006 r. postanowiono przeprowadzić konieczną rozbudowę. Prace trwały blisko 10 lat i zakończono je w czerwcu 2016 r.

 

Jesteśmy na tarasie widokowym i liczymy na to, że zobaczymy mechanizm działania śluzy Miraflores. Statki będą przepływać dopiero po południu, koło 15.00. Możecie najpierw obejrzeć krótki film o historii kanału i muzeum – informuje nas z uśmiechem na twarzy sympatyczna dziewczyna z obsługi, kiedy kupujemy bilety.

 

Zobaczyliśmy całą wystawę, wszystkie eksponaty i makiety. Teraz już tylko czekamy i wypatrujemy, a razem z nami spora grupa innych turystów z różnych stron świata. W końcu zaczyna się coś dziać. Pierwszy etap to wyrównywanie poziomu wody. Dopiero kiedy się zakończy, śluzy powoli się otwierają. Najpierw przepływa grupa trzech niewielkich jednostek. Następny jest ogromny kontenerowiec, który zdaje się ledwie mieścić w ciasnym torze. Pokonanie tego odcinka zajmuje mu dobre kilkanaście minut. To dość powolny proces. Na początku zastanawiamy się, czy statek rzeczywiście jest w ruchu. Cały spektakl robi jednak na nas spore wrażenie. Cieszymy się, że możemy zobaczyć na własne oczy konstrukcję, o której kilkanaście lat temu uczyliśmy się w szkole.

 

STOLICA O WIELU OBLICZACH

Śluza Miraflores znajduje się zaledwie ok. 14 km od stolicy. Do miasta wracamy lokalnym autobusem zwanym diablo rojo („czerwony diabeł”). W Panamie słynne chicken busy – emerytowane szkolne autobusy z USA, które dostały drugie życie w krajach Ameryki Centralnej – dorobiły się własnej nazwy. Pewne elementy się jednak nie zmieniają: są pomalowane na jaskrawe kolory (na naszym dominuje róż), Matka Boska sąsiaduje w nich ze zmysłowymi kobietami w bikini, a z głośników wylewają się donośne rytmy reggaetonu. Ogromny napis Fast & Furious (Szybki i wściekły) na wehikule, którym się poruszamy, wzbudza w nas lekki niepokój. Na szczęście spory ruch zdaje się poskramiać fantazję kierowcy. Jeden z naszych panamskich znajomych wspomniał nam, że już niedługo te charakterystyczne autobusy mają zniknąć z ulic kraju. Jakoś nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić.

 

Pierwsze spotkanie z Panamą (Ciudad de Panamá) zaskakuje. Do tej pory raczej omijaliśmy stolice krajów Ameryki Centralnej. Wolimy urok spokojnych, mniejszych miasteczek, nie zachęcały nas również historie innych podróżników. Panama zdaje się być wyjątkiem w tym gronie. Jesteśmy w nowoczesnej i dobrze zorganizowanej metropolii. Strzeliste, szklane wieżowce stojące przy nabrzeżu i wysmukłe palmy przywołują na myśl amerykańskie filmy. W moich wyobrażeniach właśnie tak wygląda amerykańskie Miami. Szybko jednak okazuje się, że to tylko jedno z obliczy stolicy. Odnajdujemy tu też charakterystyczny latynoski bałagan i rozgardiasz. 

 

Miasto założył 15 sierpnia 1519 r. hiszpański konkwistador Pedro Arias de Ávila (1440–1531). Ośrodek szybko zaczął się wzbogacać oraz nabierać znaczenia dla administracji kolonialnej i kościelnej. Stał się także ważnym portem, co przyciągnęło uwagę piratów. Najsłynniejszego ataku dopuścił się Henry Morgan (ok. 1635–1688). Walijski bukanier słynął z charyzmy i waleczności. Jego legenda była tak silna, że jedną z marek rumu nazwano Captain Morgan. W styczniu 1671 r. przewodził największej w historii wyprawie bukanierów (złożonej z mniej więcej 1400 ludzi) i zdobył Panamę. Dawne centrum miasta zostało splądrowane i spalone. Dwa lata później odbudowano je, jednak nie w tym samym miejscu, a 8 km dalej (na południowy zachód), na skalistym cyplu. Dziś ten obszar znany jest jako Casco Viejo lub Casco Antiguo (czyli Stare Miasto) i to właśnie tutaj bije turystyczne serce stolicy.

 

Spacerujemy wąskimi, brukowanymi uliczkami i przyglądamy się kolonialnej architekturze. Pastelowe kamienice są urocze, ale jednocześnie nadgryzione zębem czasu. Przez chwilę mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do Starej Hawany (La Habana Vieja). Obszar Casco Viejo nie jest rozległy, znajdziemy tu jednak wiele imponujących budynków i malowniczych placów. Za najbardziej znany uchodzi plac Niepodległości (Plaza de la Independencia). To właśnie w tym miejscu świętowano ogłoszenie niezależności Panamy od Hiszpanii (w listopadzie 1821 r.) i Kolumbii (w 1903 r.). Warto tutaj odwiedzić Katedrę Metropolitalną, gmach Muzeum Transoceanicznego Kanału Panamskiego (Museo del Canal Interoceánico de Panamá) i neoklasycystyczny Pałac Miejski (Palacio Municipal). W pobliżu wznosi się również niewielki Kościół św. Józefa (Iglesia de San José), w którym zobaczymy słynny imponujący Złoty Ołtarz (Altar de Oro). Według legendy lokalny ksiądz przemalował go na czarno, dzięki czemu cenny zabytek nie stał się łupem piratów Henry’ego Morgana.

 

Jednym z naszych ulubionych rejonów Casco Viejo jest tutejszy urokliwy pasaż – Paseo de Las Bóvedas. To spokojny zakątek, z którego roztacza się wspaniała panorama nowoczesnej części miasta. Stanowi też świetne miejsce dla wszystkich miłośników zakupów. Na licznych straganach tradycyjnie ubrane kobiety z grupy etnicznej Guna (Kuna) sprzedają oryginalne rękodzieło artystyczne. Najbardziej znane są molas – piękne, ręcznie haftowane tkaniny ozdobione barwnymi wzorami. 

 

Po kilku godzinach spaceru po Casco Viejo zdążyliśmy porządnie zgłodnieć, więc nasze kroki kierujemy na słynny rybny targ o nazwie Mercado de Mariscos. Siadamy przy jednej z licznych knajpek i zamawiamy mieszankę owoców morza. Ceny nie są tu już tak niskie jak kilka lat temu, ale smak dań jest rewelacyjny. Idealnie pasuje do nich schłodzone piwo marki Panama lub Balboa. Wieczorem kontynuujemy spacer wzdłuż wybrzeża. Nieznośny upał zelżał. Mijają nas biegacze i pary na rolkach. Przed nami rysują się rozświetlone sylwetki wieżowców.

 Avenida Balboa i wybrzeże w Ciudad de Panamá

 

RAJ ODNALEZIONY

Następnego dnia budzimy się wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca. Czeka nas długa i dość męcząca wyprawa, ale mamy nadzieję, że uroki docelowego miejsca wynagrodzą nam trudy podróży. O rajskim archipelagu San Blas usłyszeliśmy pierwszy raz kilka lat temu. Tworzy go ok. 365 pięknych wysepek rozsianych na Morzu Karaibskim. Zdjęcia znalezione w internecie potwierdzają opowieści znajomych – widnieją na nich idealne, piaszczyste plaże otoczone turkusową wodą oraz hamaki rozwieszone w cieniu palm. Naszą ciekawość jeszcze bardziej rozbudzają historia tego miejsca i jego mieszkańcy.

 

Archipelag San Blas należy do autonomicznego regionu Guna Yala (Kuna Yala) położonego w północno-wschodniej części Panamy. Jest on zamieszkany i zarządzany przez Indian Guna (Kuna). Obecnie są oni jedną z najbardziej autonomicznych rdzennych społeczności w całej Ameryce Łacińskiej. Nie zawsze jednak tak było. Pierwsze 20 lat niepodległości Panamy to historia wielu konfliktów i kolizji sprzecznych interesów. Rząd nie szanował lokalnych tradycji i dążył do pozbawienia Indian Guna ich tożsamości i ziemi. Doprowadziło to w lutym i marcu 1925 r. do buntu (tzw. rewolucji Guna). Wreszcie we wrześniu 1938 r. stworzono autonomiczne terytorium (wówczas pod nazwą San Blas), a jego mieszkańcom zapewniono bezpieczeństwo oraz poszanowanie ich zwyczajów, kultury i decyzji.

 

Wszystkie reguły dotyczące życia na wyspach i ich odwiedzania ustalają Gunowie. Nie ma tu ekskluzywnych resortów ani eleganckich restauracji. Choć turystyka obok rybołówstwa, rolnictwa i rękodzieła stanowi podstawę lokalnej gospodarki, rdzenni mieszkańcy nie zgadzają się na obecność wielkich sieci hotelowych na archipelagu. Starają się chronić go przed wchłonięciem przez zachodnią cywilizację. Nie ma tutaj dostępu do internetu, a prąd pochodzi z generatorów. Właśnie dzięki temu atmosfera na wyspach jest iście sielankowa i można na nich rzeczywiście odciąć się od świata.

 

Droga do raju nie należy niestety do łatwych. Pierwszy etap to dojazd z Panamy do Puerto de Carti, skąd na archipelag odpływają łodzie. Na mapie odcinek ten wygląda niepozornie – ciągnie się przez ok. 110 km, z czego 70 pokonuje się wygodną Autostradą Panamerykańską. Następne 40 km trzeba już przebyć po dziurawej nawierzchni, a kręta trasa wiedzie przez tropikalny las. Lepiej nie wyruszać na tę wyprawę innym autem niż samochód terenowy. Cały przejazd zajmuje nam blisko 2,5 godz. Na kilka kilometrów przed portem musimy się jeszcze zatrzymać przy niewielkim punkcie kontrolnym, gdzie przedstawiciele Indian Guna sprawdzają nasze dokumenty i pobierają opłatę za wjazd na ich teren. 

 

Razem z kilkoma innymi osobami wsiadamy do niewielkiej łodzi i odpływamy w stronę naszego raju – wyspy Chichime. Rejs trwa zaledwie 35 minut, ale ze względu na wysokie fale oblewające nas z każdej strony nie możemy już doczekać się chwili, kiedy postawimy stopę na stałym lądzie. Po drodze staramy się przyjrzeć innym wyspom. Jedynie ok. 40 jest zamieszkanych. Zdecydowana większość to nic więcej jak kawałek plaży i kilka palm. Gdy docieramy na Chichime, nasi gospodarze kierują nas do niewielkiej chatki z bambusa. Nie ma ona okien, ale zupełnie nam to nie przeszkadza – w końcu znajdujemy się zaledwie kilka kroków od najpiękniejszej plaży, jaką widzieliśmy w życiu. 

 

Życie turysty na archipelagu jest proste. Dzień zaczynamy od wschodu słońca. Następnie spacerujemy – obejście całej wyspy zajmuje nam niecałą godzinę. Przyglądamy się życiu mieszkańców i bawimy się z roześmianymi i ciekawskimi dzieciakami. Sporo czasu spędzamy w krystalicznie czystej wodzie lub w hamaku. Nie musimy się nigdzie spieszyć ani szukać restauracji. Posiłki przygotowują nam nasi gospodarze z produktów dostępnych na wyspie. Zazwyczaj jest to świeża ryba z dodatkiem smażonych platanów i juki. Raz trafia nam się nawet wspaniały homar. Kiedy nadchodzi dzień powrotu, czujemy ogromny żal. Chcielibyśmy móc zostać w tym raju kilka dni dłużej.

 

ŚPIĄCA INDIANKA

Po powrocie do stolicy postanawiamy zmienić krajobraz i wybieramy się w góry. Ruszamy do El Valle de Antón. To niewielkie miasteczko znajduje się w kraterze lub kalderze wygasłego wulkanu. Otoczone jest bujną zielenią i stanowi idealne miejsce zarówno na odpoczynek, jak i uprawianie wielu aktywności. Zatrzymujemy się na spokojnym kempingu. Jego właściciel – Miguel – ma chińskie pochodzenie. Moi dziadkowie przybyli z Chin do Panamy w trakcie budowy Kanału Panamskiego – opowiada nam. Sami przy nim nie pracowali, ale wyczuli, że to może być dla nich szansa na nowe życie. To nie jest jakaś wyjątkowa historia, na pewno już zdążyliście zauważyć, że wiele sklepów i restauracji należy tu do Chińczyków – dodaje, śmiejąc się. Kiedy pytamy o najciekawsze szlaki w okolicy, odpowiada krótko: Idźcie na górę India Dormida (w tłumaczeniu na polski jej nazwa brzmi Śpiąca Indianka). Nie znajdziecie w okolicy lepszych widoków, a skoro lubicie górskie wycieczki, będzie to dla was przyjemny spacer.

 

Charakterystyczny zarys wzniesienia widać już z naszego kempingu. Jeśli dobrze się przyjrzeć, można dostrzec twarz i sylwetkę śpiącej kobiety. Według legendy należą do pięknej indiańskiej księżniczki – Flor del Aire. Młoda dziewczyna zakochała się w jednym z hiszpańskich przybyszów, którzy planowali podbić ziemię jej ojca. Zaślepiona tym uczuciem odrzuciła miłość najdzielniejszego wojownika swojego ludu. Młodzieniec z rozpaczy rzucił się w przepaść na oczach wybranki serca. Flor del Aire nie chciała zdradzić swoich bliskich i postanowiła uciec. Przez góry i doliny dotarła aż do wybrzeża Morza Karaibskiego. Tam umarła z wycieńczenia.

 

Śpiąca Indianka nie imponuje wysokością. To właściwie bardziej wzgórze, mierzy ok. 800–900 m n.p.m. Trasa jest łatwa i przyjemna. Wejście na szczyt zajmuje nam mniej niż godzinę. Po drodze spotykamy kilka rodzin z dziećmi. Wszyscy się do nas uśmiechają i pozdrawiają nas serdecznie. Niektórzy podpytują, skąd jesteśmy i czy podoba nam się ich kraj. Mieszkańcy Panamy są sympatyczni i radośni. Często pojawiają się w czołówce rankingów najszczęśliwszych narodów świata (ostatnio zajęli 31 miejsce, zaraz za Hiszpanami i przed Brazylijczykami). 

 Wyprawa trekkingowa w okolicy miasteczka El Valle de Antón leżącego w wulkanicznym kraterze

© PANAMATOURISTBOARD/BRANLYBRUNETH

 

Atelopus zeteki, endemiczna panamska złota żaba
© PANAMATOURISTBOARD/BRANLYBRUNETH
 

GÓRY I PLANTACJE KAWY

Jeszcze zanim dotarliśmy do Panamy, usłyszeliśmy od kilkunastu osób, że koniecznie musimy pojechać do Boquete (Bajo Boquete). To niewielkie miasteczko leży u stóp wulkanu Barú (znanego także jako Chiriquí) – najwyższego szczytu kraju, o wysokości 3475 m n.p.m. Słynie z bardzo przyjemnego klimatu – można powiedzieć, że panuje tu wieczna wiosna, pięknych górskich krajobrazów, niesamowitej roślinności, jazzu i kawy. Przy takiej mieszance niemal każdy znajdzie coś dla siebie. Miasteczko nazywane jest też kwiatową stolicą Panamy. Najlepiej przyjechać do niego w styczniu, kiedy odbywa się Festiwal Kwiatów i Kawy (Feria de las Flores y del Café). Wydarzenie trwa aż 10 dni. Profesjonalni ogrodnicy na brzegach rzeki wystawiają tysiące rozmaitych kwiatów. Tworzą one prawdziwą eksplozję barw i zapachów. Największym zainteresowaniem cieszy się wystawa orchidei. 

 

Do Boquete można dojechać z David – dusznego, zakurzonego miasta, w którym raczej nikt nie ma ochoty zatrzymać się na dłużej. Pokonujemy zaledwie 50 km, ale krajobraz zmienia się diametralnie. Droga pnie się w górę. Dookoła nas robi się coraz bardziej zielono, powietrze staje się rześkie. Miasteczko położone jest na wysokości mniej więcej 1200 m n.p.m. Łagodny klimat i żyzna gleba wulkaniczna sprawiają, że wygląda jak piękny, tropikalny ogród. Największe jego bogactwo stanowi kawa. W okolicy znajdują się liczne plantacje leżące na górskich zboczach. Ich widok wywołuje szybsze bicie serca u prawdziwych kawoszy. To właśnie tu uprawia się jedną z najrzadszych i najdroższych odmian o nazwie geisha. Odkryto ją w Etiopii w południowo-zachodnim dystrykcie Gesha w latach 30. XX w. Ze względu na niewielkie zbiory i słabą wydajność nie była zbyt popularna. Do Panamy (do regionu Boquete) trafiła przez Kostarykę. Stosunkowo niedawno, bo w 2004 r., została uznana za objawienie i zrobiła furorę na światowym rynku. Słynie z wyjątkowego i złożonego profilu smakowego. Charakteryzuje ją wysoka kwasowość, pikantny, cytrusowy smak i wyczuwalne nuty jaśminu. Na aukcji Best of Panama w lipcu 2018 r. padł kolejny rekord cenowy – za funt (0,453 kg) kawy geisha pochodzącej z upraw Lamastus Family Estates (Luito Geisha Estate) zapłacono 803 dolary amerykańskie.

 

Każdy dzień w Boquete zaczynamy od filiżanki małej czarnej. Nie trzeba od razu pić naparu z najdroższej odmiany, aby docenić jego smak. Poza kawą największą atrakcją regionu są trekkingi. Najpopularniejszą wyprawę stanowi nocne wejście na szczyt wulkanu Barú, z którego można podziwiać niesamowity wschód słońca. Przy dobrej widoczności to też jedno z nielicznych miejsc, skąd zobaczymy zarówno wybrzeże Pacyfiku, jak i Morza Karaibskiego. Szlak jest długi i dość męczący, do tego niektórym daje się we znaki wysokość. Za drugą najczęściej wybieraną trasę uchodzi Sendero Los Quetzales, czyli Szlak Kwezali (o długości 9,6 km). Prowadzi przez bujny las deszczowy, niedaleko siedlisk tych wspaniałych i rzadkich ptaków. Kwezale herbowe mają piękne ubarwienie: ich pióra są soczyście zielone, a brzuch – karmazynowy. Dla Majów stanowiły symbol wolności. Podobno ptaki te nie potrafią żyć w niewoli. Po kilku godzinach ich serce przestaje bić.

 

KARAIBSKI LUZ

Ostatnim punktem naszej podróży po Panamie jest archipelag Bocas del Toro. Po kilku dniach w chłodniejszym klimacie marzymy o powrocie pod palmy. Aby dostać się do tego karaibskiego raju usytuowanego niedaleko granicy z Kostaryką, trzeba najpierw dojechać do mało przyjemnego miasteczka Almirante, skąd kursują wodne taksówki. Główna wyspa – Isla Colón (61 km² powierzchni) – wita nas typowym dla Karaibów widokiem kolorowych domków wznoszących się na palach tuż nad wodą. To tutaj znajduje się największe miasto i stolica całej prowincji – 13-tysięczne Bocas del Toro. Mijamy kolejne hotele, pensjonaty i restauracje. Trochę tu dla nas zbyt tłoczno, zbyt głośno. Decydujemy się popłynąć od razu na kolejną wyspę – Bastimentos, zwaną pieszczotliwie Basti.

 

Na niej zamiast hoteli widzimy skromne domki. Niektóre ładne i zadbane, inne trochę brzydsze, zbudowane przy użyciu blachy falistej. Większość mieszkańców niewielkiej miejscowości Old Bank (nazywanej również Bastimentos Town) jest pochodzenia afrokaraibskiego. Przebiegają koło nas roześmiane dzieci, jakiś mężczyzna śpi w hamaku, z kolejnego domu dobiega dość głośna muzyka. Zdążyliśmy już zgłodnieć, więc wchodzimy do jednej z rodzinnych jadłodajni. Do wyboru mamy kokosowy ryż ze smażonymi platanami i rybą lub kurczakiem. Do tego zamawiamy orzeźwiającą lemoniadę. Posiłek wydawany jest w leniwym tempie, ale nie przeszkadza nam to, bo rozkoszujemy się widokiem na morze rozciągającym się z tarasu.

 

Po obiedzie przechodzimy na drugą stronę wyspy, gdzie panuje większy spokój. Wysokie palmy kołyszą się nad przejrzystą, turkusową wodą. Tak trafiamy do The Firefly, gdzie przyjmują nas Lauren i Ryan – para z USA, która odnalazła swoje miejsce na ziemi właśnie na Bastimentos. Na ich hotelik składają się zaledwie trzy pokoje i dwa bungalowy. Znajduje się tu także świetna restauracja, uważana za jedną z najlepszych nie tylko na wyspie, ale też w całej Panamie, niewielki basen i spory taras z leżakami i hamakami. Od razu czujemy, że to miejsce, w którym idealnie się odpoczywa.

 

Właściciele zapraszają nas na poncz owocowy. Siadamy wszyscy przy stoliku i zaczynamy rozmowę o Bastimentos. Pomysł, żeby stworzyć coś swojego gdzieś na Karaibach, mieliśmy już od dawna – wyjaśnia Ryan. I tak pewnego dnia trafiliśmy na Basti. To miejsce powstało siedem lat temu. Wciąż zmagamy się z wieloma przeciwnościami. Każda wyspa ma to do siebie, że czas płynie na niej wolniej. Czasami czekamy na dostawę produktów, a ona pojawia się dopiero po dwóch dniach. Staramy się być jak najbardziej przyjaźni dla środowiska. Niektórzy goście jednak nie rozumieją, dlaczego nie mamy klimatyzacji, nie mogą użyć suszarki do włosów lub kupić wody w plastikowej butelce. Serce nas boli, kiedy widzimy, ile śmieci gromadzi się na archipelagu. Dlatego aktywnie działamy w lokalnej społeczności, staramy się też edukować mieszkańców, aby dbali o swoje otoczenie. Musiało minąć trochę czasu zanim nas zaakceptowali, ale teraz traktują nas już jak swoich – opowiada z uśmiechem.

 

Archipelag Bocas del Toro przyciąga nie tylko pięknymi plażami i karaibskim luzem, ale także niesamowitą przyrodą. Można tu spacerować po lesie deszczowym, spotkać urocze leniwce, pływać z delfinami. To również raj dla miłośników nurkowania – bogactwo podwodnego świata jest oszałamiające. Nie trzeba zresztą nurkować czy uprawiać snorkelingu, żeby wypatrzeć w przejrzystej wodzie liczne rozgwiazdy. Warto też wybrać się na rajskie Cayos Zapatillas położone na południowy wschód od Bastimentos. To dwie malutkie, niezamieszkane wysepki otoczone piękną rafą koralową.

Błogi wypoczynek na archipelagu Bocas del Toro

© JACEKŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.COM

 

Artykuły wybrane losowo

Andaluzja w kwiatach pomarańczy i jaśminu

DARIA SANETRA

<< Andaluzja to wyjątkowa kraina położona na południu Półwyspu Iberyjskiego. Ta najludniejsza wspólnota autonomiczna Hiszpanii, zamieszkana przez ok. 8,5 mln ludzi, została podzielona na osiem prowincji: Huelvę, Sewillę, Kadyks, Kordobę, Malagę, Grenadę, Jaén i Almeríę. Jej stolicą jest Sewilla. NazwęAndalucía” wywodzi się od arabskiego określenia „Al-Ándalus”, pochodzącego z czasów średniowiecza, kiedy te tereny znajdowały się pod panowaniem muzułmanów. >>

 

Alcazaba – dawna muzułmańska twierdza na zboczach góry Gibralfaro w Maladze

©© EXTENDA, AGENCJA PROMOCJI REGIONU ANDALUZJI

 

 

Andaluzja to jedyny region europejski z wybrzeżem leżącym nad Morzem Śródziemnym i Atlantykiem. W rejonie Cieśniny Gibraltarskiej wydzielono tu brytyjskie terytorium zamorskie Gibraltar (zajmujące powierzchnię ok. 6,8 km²). Kulturę tego obszaru tworzyli Iberowie, Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Rzymianie, Wandalowie, Wizygoci, Bizantyjczycy, Żydzi, Romowie, Maurowie czy Kastylijczycy, którzy osiedlali się w tej części współczesnej Hiszpanii w ciągu setek lat. Dziś Andaluzja fascynuje swoimi bogatymi tradycjami. Każde miasto, miasteczko i wioska mają własne kolorowe fiesty i święta.

 

Przy planowaniu wyjazdu do tego fascynującego regionu warto pamiętać, że praktykuje się tu zwyczaj sjesty. Sklepy są zamknięte od godz. 14.00 do 17.00. W miesiącach letnich zdarza się, że nie bywają otwierane ponownie po obiedzie lub wcale nie pracują. W Andaluzji zdecydowanie celebruje się życie i czas spędzany z rodziną i przyjaciółmi – te wartości ceni się o wiele bardziej niż pracę.

 

NA POCZĄTEK

Odkrywanie regionu najlepiej zacząć od zjedzenia pysznych tapas (niewielkich przekąsek) i wypicia orzeźwiającej sangrii. Potem można wyruszyć na zwiedzanie kolejnych miejsc wybranych w zależności od indywidualnych upodobań i zainteresowań. Trzy najsłynniejsze historyczne miasta Andaluzji to Sewilla, Grenada (Granada) i Kordoba. Z pewnością zachwycą one każdego. Grenada kojarzy się z zapierającym dech w piersiach warownym kompleksem pałacowym Alhambra, niezmiernie klimatyczną dawną arabską dzielnicą Albaicín i wszechobecnym dźwiękiem gitar. Sewilla przyciąga wspaniałym placem Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla) i królewską cytadelą Alkazar (Real Alcázar de Sevilla). W Kordobie trzeba zobaczyć Mezquitę – historyczny wielki meczet z VIII w. uchodzący za jedno z najbardziej spektakularnych dzieł architektury mauretańskiej. Oprócz tych trzech miast według mnie na uwagę zasługują również Jerez de la Frontera (znane z produkcji sherry i stadnin koni), Malaga (modne kąpielisko na Costa del Sol i miejsce narodzin takich osobistości jak Pablo Picasso i Antonio Banderas) czy zjawiskowy Kadyks (najstarszy stale zamieszkany ośrodek miejski w całej Europie Zachodniej). Warto je odwiedzić, zwłaszcza wtedy, kiedy planuje się zawitać do Andaluzji tylko raz w życiu. Każde z tych miejsc pozostaje w pamięci na zawsze.

Jest luty, środek zimy. Siedzę pod drzewem pomarańczowym w kawiarnianym ogródku w magicznej Esteponie w zachodniej części Costa del Sol (Wybrzeża Słońca). Wśród zielonych liści wiszą okrągłe pomarańcze. Wygrzewam się na słońcu i piję świeżo wyciśnięty sok z tych owoców. Takie właśnie przyjemności sprawiają, że ten region urzeka przyjezdnych. Po raz pierwszy oczarował mnie w 2006 r. Dziesięć lat później nie udało mi się oprzeć temu czarowi i zatrzymałam się tu na dłużej. Andaluzja to dla mnie kraina autentyczności, cierpliwości, uśmiechu i serdeczności, gdzie przechodnie spontanicznie pozdrawiają się zwyczajnym Hola! („Cześć!”), bo tak jest po prostu przyjemnie.

 

SŁONECZNA ZIMA

Grudzień smakuje tutaj pierwszymi pomarańczami i soczystymi granatami. To najlepszy czas na wygrzewanie się na pustej plaży z widokiem na piękne góry i przyglądanie się zielonym, ujmująco skrzeczącym papugom (mnichom) fruwającym z palmy na palmę. Warto wybrać się też wtedy na narty na stoki pasma Sierra Nevada, znajdującego się tuż koło Grenady, niecałe dwie godziny drogi samochodem od przepięknej Estepony czy Marbelli. W Andaluzji jednego dnia można najpierw opalać się na piaszczystym brzegu, a potem stąpać po śniegu, a wszystko to w rejonie Tropikalnego Wybrzeża (Costa Tropical), którego stolicą jest urokliwe miasto Motril. Słoneczne lato i biała zima zaklęte są tu w jednym miejscu.

W grudniu Andaluzyjczycy żyją dla rodziny. Liczą się święta Bożego Narodzenia (Navidad), praca schodzi na dalszy plan i wszyscy nastawiają się na odpoczynek. Miejscowi wychodzą na ulice, aby cieszyć się życiem. Wokół oczy radują świąteczne oświetlenie i dekoracje oraz szopki. Bardzo uroczyście obchodzi się także Święto Trzech Króli (los Reyes Magos) przypadające na 6 stycznia. Dzień wcześniej odbywają się uliczne parady, na których czele podążają mędrcy ze Wschodu z palmami i wielbłądami. Na wielkich wozach jadą dorośli i maluchy, wszyscy poprzebierani za postacie z bajek, i obsypują zebranych słodyczami. Choć zima jest w pełni, w Andaluzji trwa sezon na cytryny i pomarańcze, ale również kremowe awokado, które wybornie smakuje z odrobiną świeżego soku cytrynowego, szczyptą soli i garścią szczypiorku. To prosta przekąska będąca jednocześnie nadzwyczajnym daniem.

Szybkim krokiem nadchodzą też zbiory dzikich szparagów i słynnych tagarninas – roślinnych ostryg. Na niedzielnych targach można zaopatrzyć się w te sezonowe specjały u lokalnych rolników. W lutym pojawiają się już pierwsze truskawki, a drzewa cytrusowe zaczynają na nowo rozkwitać i niedługo będą rozsiewać swoje boskie zapachy w andaluzyjskich miastach i miasteczkach, na plażach i w ogrodach. 

 

ZAPACH WIOSNY

Na zwiedzanie Andaluzji warto wybrać się o każdej porze roku, ale to właśnie wiosną panują najprzyjemniejsze temperatury, idealne do spacerów wśród licznych zabytków i w otoczeniu przyrody. Marzec będzie dobrym okresem na podróż dla osób stroniących od tłumów. Wieczory są wtedy co prawda jeszcze chłodne, ale w dzień jest słonecznie i ciepło. W powietrzu unosi się słodki zapach kwiatów pomarańczy zaczynających się otwierać pod koniec miesiąca. Początek marca to świetny czas na przechadzkę wśród migdałowców i podziwianie widoków, których nie da się zapomnieć. Pola w prowincji Malaga pokrywa wtedy biały płaszcz. Różowe i białe kwiaty migdałowców zmieniają krajobraz wokół miejscowości Almogía, Álora, Cártama i Pizarra. Znakomity rejon do podziwiania tego cudu natury stanowi żyzna dolina rzeki Guadalhorce (między wioskami Almogía i Cártama).

 

Najmodniejsze plaże Torremolinos na Costa del Sol to Playamar i El Bajondillo

©© TOURIST OFFICE TORREMOLINOS

 

SEZON NA ŚWIĘTOWANIE

W Andaluzji interesujące wydarzenia kulturalne odbywają się przez okrągły rok. Sezon fiest rozpoczyna w kwietniu widowiskowa Feria de Abril w Sewilli, stolicy słynnego hiszpańskiego flamenco. W tym mieście mieszka także moja sąsiadka dr Emilia Dowgiało, wybitnie utalentowana polska tancerka i badaczka tego zjawiska kulturowego, na które składa się muzyka, śpiew, taniec i strój. Przy okazji pobytu w magicznej Sewilli warto wybrać się na występ flamenco. Przed kwietniową fiestą w stolicy regionu bardzo uroczyście obchodzi się Wielki Tydzień (Semana Santa). Ulice rozkwitają kolorami, a wiosenne powietrze pachnie kwiatami pomarańczy i jaśminu.

Kwiecień w Andaluzji to też czas Ferias de Primavera. Fiesty celebrujące nadejście wiosny odbywają się w różnych miastach, miasteczkach i wioskach, można więc wyruszyć ich śladem na zwiedzanie regionu. Andaluzyjczycy uwielbiają świętować i potrafią zarazić swoim entuzjazmem turystów.

W kwietniu i maju koniecznie trzeba odwiedzić Kordobę. W ostatnią niedzielę tego pierwszego miesiąca organizuje się w niej paradę zwaną Bitwą Kwiatów (Batalla de las Flores; w 2018 r. wypada 29 kwietnia) i można podziwiać najpiękniejsze patia. Ze względu na gorący, suchy klimat już w czasach Rzymian zaczęto tu stawiać domy z wewnętrznym dziedzińcem. Ten zwyczaj przejęli później Maurowie. Patio dekorowano roślinami, umieszczano na nim również małe zbiorniki wodne. Dzięki temu temperatura powietrza w jego obrębie obniżała się. Tutaj domownicy mogli ukryć się przed upałami. Jednak patia oprócz odgrywania tej praktycznej roli szybko zaczęły spełniać także funkcję dekoracyjną. Mieszkańcy Kordoby wpadli więc na pomysł, żeby raz do roku prezentować wspaniałe wewnętrzne dziedzińce, na co dzień zasłonięte murami, szerszej publiczności. W ten sposób chcieli też zachęcić właścicieli domów do kultywowania tradycji dbania o te osobliwe ogrody. Dziś w maju (w 2018 r. od 1 do 13 maja) można wybrać się na oglądanie ukrytych oaz Kordoby z okazji specjalnego festiwalu (Fiesta de los Patios). Prezentacji dziedzińców towarzyszą poczęstunki czy koncerty flamenco. Poza tym patia biorą również udział w konkursie. Z myślą o zwiedzających na stronie internetowej patios.cordoba.es umieszczono interaktywną mapę. 

 

LETNIE FIESTY

W sezonie letnim w Andaluzji także nie brakuje fiest. Zwykle zaczynają się one w środku tygodnia i kończą w niedzielę wieczorem. W większych miastach rozpoczynają się w sobotę o północy lub niedzielę wieczorem i trwają przez tydzień. Poniedziałek po fieście jest często lokalnym świętem przeznaczonym na odpoczynek.

W czerwcu można wybrać się na coroczny Dzień Czereśni (Día de la Cereza) do Alfarnate. Miejscowość ta leży na wschód od Antequery, nazywanej sercem Andaluzji (el corazón de Andalucía). Oprócz pysznych czereśni spróbujemy wówczas regionalnych dań i napojów.

W Hiszpanii celebruje się też wigilię św. Jana (23 czerwca). Fiestę de San Juan spędza się zwykle w gronie przyjaciół i rodziny na plażach. Andaluzyjczycy organizują prywatne spotkania przy grillu, ale lokalne władze włączają się w świętowanie – zapewniają oprawę muzyczną i przygotowują ogromne ognisko. Poza tym pojawiają się również stoiska z rękodziełem artystycznym czy jedzeniem. Podczas magicznej nocy św. Jana ogień łączy się z wodą. Tego wydarzenia nie wolno przegapić, a najlepiej wziąć w nim udział w Maladze. To miasto zachwyca swoim klimatem, mnie nawet bardziej niż Barcelona. Warto w nim się wybrać do znanej bodegi i baru „El Pipmi” i skosztować słynnego lokalnego, malagijskiego wina. Współwłaścicielem tego modnego lokalu został ostatnio Antonio Banderas. 

 

URLOP NA PLAŻY

Linia brzegowa Andaluzji ma długość ponad 1,1 tys. km i ciągnie się od Pulpí w prowincji Almería do miasta Isla Cristina (Huelva), które leży ok. 7 km od granicy z Portugalią. Wybrzeże jest tu w większości pokryte miękkim, złotym piaskiem. Nic więc dziwnego, że zarówno turyści, jak i miejscowi lubią spędzać czas wolny na plaży. Sezon na plażowanie trwa od Wielkanocy lub połowy maja do końca września – wtedy otwarte są chiringuitos (małe bary na plaży) z leżakami ustawionymi rzędami obok parasoli oraz wypożyczalnie sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Dostęp do brzegu od strony morza dla łodzi motorowych oznacza się żółtymi bojami. Wybrzeże oblegane jest zwłaszcza podczas wakacji szkolnych, a szczyt sezonu przypada na lipiec i sierpień, kiedy wielu mieszkańców Madrytu, Kordoby, Grenady, Sewilli i innych miast w Hiszpanii przybywa tu na coroczny urlop. W tym okresie będziemy mieć trudności z zaparkowaniem samochodu w okolicy.

Najpopularniejszy i najlepiej pod względem turystycznym rozwinięty rejon stanowi Costa del Sol. Znajdują się tutaj takie znane kąpieliska, jak np. Estepona, Marbella, Torremolinos, Benalmádena, Fuengirola, Málaga, Rincón de la Victoria, Nerja czy Manilva. Wody Morza Śródziemnego są ciepłe i czyste. W wielu nadmorskich miejscowościach wzdłuż plaż ciągną się zadbane spacerowe deptaki. 

 

Patio de las Doncellas (Dziedziniec Panien) w Real Alcázar de Sevilla

©© TURISMO DE SEVILLA

 

SMACZNA KUCHNIA

Wśród potraw andaluzyjskiej kuchni każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Słynna na całym świecie dieta śródziemnomorska jest bogata w naturalne produkty. W Andaluzji używa się oliwek i oliwy oraz sezonowych warzyw. Popularne są też ryby, owoce morza i różne mięsa, a także surowa szynka zwana jamón serrano (znawcy twierdzą, że najlepsza pochodzi z Trevélez, Jabugo lub Serón). Wsród lokalnych dań warto wymienić gambas pil pil (słodko-pikantne, soczyste krewetki w czosnkowym oleju z chili), paellę czy salmorejo, czyli kremowy chłodnik z pomidorów, czosnku, chleba i oliwy, pochodzący z Kordoby. Klasyczną potrawę stanowi hiszpańska tortilla (tortilla española) z ziemniakami. Do moich ulubionych specjałów należą bakłażany w melasie trzcinowej (berenjenas con miel de caña) i pimientas fritas – paprykowe frytki (zawsze proszę o te w wersji grillowanej). Na deser w Andaluzji je się churros i popija się gorącą czekoladę. Osobom, które dbają o linię, polecam owoce flaszowca peruwiańskiego (cherimoyas, chirimoyas).

W tym regionie Hiszpanii spodoba się także miłośnikom wina. Podczas wizyty w spektakularnie położonym mieście Ronda warto wybrać się do rejonu Serranía de Ronda na zwiedzanie winnic i winiarni połączone z degustacją. Znana mi Bodega Gonzalo Beltrán produkuje czerwone wino Perezoso z ekologicznie uprawianego szczepu syrah (shiraz). Znajduje się ona w charakterystycznym punkcie, w okolicy głębokiego wąwozu El Tajo. Polecam odwiedzić również usytuowaną na północ od Rondy Bodegę Joaquín Fernández, w której wytwarza się organiczne wina.

W Maladze można udać się do otwartego w 2008 r. muzeum prezentującego historię tradycji winiarskich w prowincji Malaga (Museo del Vino Málaga). Okolica ta od dawna słynie ze słodkich win wzmacnianych, produkowanych z odmian winogron moscatel (muscat) i Pedro Ximénez. Właśnie moscatel jest prawdopodobnie drugim najbardziej znanym gatunkiem wina w Andaluzji.

Najpopularniejszy andaluzyjski szlachetny trunek stanowi niewątpliwie jerez (sherry). To oryginalne wytwarza się na obszarze leżącym w prowincji Kadyks między miastami Jerez de la Frontera, El Puerto de Santa María i Sanlúcar de Barrameda. Są one wierzchołkami tzw. trójkąta sherry. W tym pierwszym warto wybrać się na degustację do centrum Consejo Regulador de los Vinos de Jerez y Manzanilla, gdzie można poznać historię i sposób produkcji tego słynnego wina. Według mnie na zainteresowanie zasługują szczególnie takie odmiany sherry jak Palo Cortado i seria VORS marki Lustau.

 

UROKI JESIENI

Po wakacjach, we wrześniu Andaluzję powoli zaczynają opuszczać turyści, choć gorące lato trwa do końca miesiąca. Nawet październik rozpieszcza ciepłem i promieniami słonecznymi. Słońce świeci już nieco niżej, jego światło jest delikatniejsze. Kolory wydają się głębsze, cienie są dłuższe, a kontrasty większe. Region zachęca do rozkoszowania się pięknem przyrody. Jesienna Andaluzja kojarzy się z kasztanami, grzybami i feerią barw. Lasy kasztanowe stanowią jeden z najbardziej charakterystycznych elementów w rejonie łańcuchów górskich Sierra de Aracena i Sierra de las Nieves. Kolorowe liście drzew kontrastują z kolczastymi owocami. Po deszczu pojawiają się liczne grzyby, od borowików przez kurki do trufli. W ich poszukiwaniu należy kierować się na El Andévalo (w prowincji Huelva). Na wzgórzach jesienią dojrzewają winogrona. Winnice w Andaluzji ciągną się nieraz aż po horyzont. Na amatorów świeżych owoców czekają słodkie figi i soczyste cherimoyas (chirimoyas).

 

WEEKEND Z GOLFEM

Ze względu na dużą liczbę słonecznych dni w roku (ponad 300!) ten region Hiszpanii stał się rajem dla golfistów. Ze spektakularnie położonych profesjonalnych pól golfowych (aż ok. 120) rozpościerają się wspaniałe widoki na morze lub góry. Andaluzja jest jednym z najważniejszych miejsc w Europie dla miłośników tego sportu. Do najlepszych ośrodków na Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol), nazywanym też Costa del Golf, należy klub Santa Clara Golf Marbella znajdujący się niedaleko centrum modnego kurortu Marbella. Pole golfowe zostało tu stworzone w 2001 r. z poszanowaniem środowiska naturalnego i wykorzystaniem miejscowej roślinności. Golfiści bardzo chętnie odwiedzają prowincje Malaga i Kadyks, szczycące się długimi liniami brzegowymi i spektakularną zielenią. Przyciągają ich w te malownicze okolice tak znane i cenione ośrodki jak choćby Real Club Valderrama w Sotogrande, La Reserva Sotogrande, Real Club de Golf de Sotogrande, Río Real Golf & Hotel Marbella, Los Naranjos Golf Club w tzw. Dolinie Golfowej Marbelli (Valle del Golf de Marbella), usytuowany zaledwie kilka minut od luksusowego Puerto Banús, a także Golf Torrequebrada koło Benalmádeny, Montenmedio Golf & Country Club w Vejer de la Frontera czy Alcaidesa Links Golf Resort. W Almeríi można z kolei pograć w golfa na pustyni (w Desert Springs Golf Club w gminie Cuevas del Almanzora).

 

Białe miasteczko Olvera z pozostałościami arabskiego zamku z końca XII w.

©© WWW.CADIZTURISMO.COM

 

NA DWÓCH KÓŁKACH

Świetnym pomysłem na zwiedzanie Andaluzji jest również wyprawa rowerowa. Spodoba się ona szczególnie osobom lubiącym spędzać urlop aktywnie. Taką wycieczkę można połączyć z podziwianiem wyjątkowych pueblos blancos – białych miasteczek, które leżą w prowincjach Kadyks i Malaga. Jazda na rowerze cieszy się popularnością w tej części Hiszpanii i często zdarza się, że grupy rowerzystów spędzają razem weekend, podróżując po okolicy. Zawsze podziwiam ludzi przemierzających na dwóch kółkach tutejsze górzyste tereny, ale dla takich zapierających dech w piersiach widoków zdecydowanie warto zdobyć się na ten wysiłek. Do najsłynniejszych miast na trasie (Ruta de los Pueblos Blancos) należą m.in. Arcos de la Frontera, Olvera, Ubrique czy niesamowita Ronda wzniesiona po obu stronach głębokiego wąwozu rzeki Guadalevín (tzw. Tajo de Ronda). Vejer de la Frontera ma mauretański charakter – przy wąskich, krętych uliczkach stoją tu dawne arabskie domy. Miejscowość znajduje się zaledwie 8 km od morza i z wielu jej punktów rozpościerają się cudowne panoramiczne widoki na wybrzeże. Amatorom słonecznych plaż polecam szczególnie te w miasteczku Salobreña na Costa Tropical koło Grenady.

Na zainteresowanie zasługuje poza tym jedyna w Andaluzji niebieska wioska Júzcar w prowincji Malaga. Wizyta w niej spodoba się zwłaszcza dzieciom. W czerwcu 2011 r. w związku z premierą filmu Smerfy amerykański producent Sony Pictures zaproponował przekształcenie miejscowości w pierwszą na świecie osadę smerfów i pomalował jej budynki na niebiesko. Dziś naprawdę można się tutaj poczuć jak w bajkowej krainie.

 

SZLACHETNE RUMAKI

Nierozerwalnie związane z andaluzyjską kulturą są też konie. Te dostojne stworzenia z imponującymi długimi grzywami pojawiają się na wielu miejscowych festiwalach. Do największych zawodów jeździeckich w Europie należą te organizowane w Vejer de la Frontera, zwane Circuito Hípico del Sol (Sunshine Tour). W lutym i marcu jeźdźcy z całego świata (przez pięć tygodni) rywalizują tu w skokach i ujeżdżaniu. Wydarzenie jest otwarte dla publiczności, odbywa się na specjalnym terenie kompleksu Montenmedio. Co roku przeprowadzane są także niezmiernie widowiskowe sierpniowe wyścigi konne na plaży w Sanlúcar de Barrameda w prowincji Kadyks.

W Andaluzji można zobaczyć wspaniałe pokazy jeździeckie. Te najsłynniejsze organizuje Królewska Andaluzyjska Szkoła Sztuki Jeździeckiej (Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre) mieszcząca się w Jerez de la Frontera. Występy robią ogromne wrażenie na widzach. Do Jerez najlepiej zawitać wiosną, w maju, kiedy to odbywa się Feria del Caballo – festiwal koni mający ponad 750-letnią tradycję. Podczas niego nie tylko obejrzymy wspaniałe rumaki i będziemy mogli podziwiać ich niezwykłą grację. Spróbujemy też pysznych tapas czy lokalnego sherry. Wydarzeniu towarzyszą również występy muzyczne i pokazy flamenco. Najbliższą Ferię del Caballo będzie się świętować w Jerez de la Frontera od 5 do 12 maja 2018 r.

 

WAKACJE NA SPORTOWO

Do Andaluzji ściągają co roku liczni amatorzy sportów wodnych. Nie ma w tym nic dziwnego – temperatury powietrza i wody są wysokie, słońce świeci bardzo często, a widoki zapierają dech w piersiach. W ostatnich czasach dużą popularnością cieszy się w tym regionie tzw. dzikie pływanie (natación en plena naturaleza). Uprawia się je w miejscach nieprzystosowanych do ruchu turystycznego (rzekach, jeziorach, zatoczkach, zbiornikach wodnych przy wodospadach), gdzie nie znajdziemy żadnych udogodnień ani infrastruktury w postaci toalet, przebieralni czy barów. W takich okolicach nie ma też tłumów ludzi i to właśnie ogromna zaleta tej aktywności. Wokół panuje błoga cisza i spokój. Często trzeba przejść przez las lub wzgórza, aby dotrzeć do idealnego miejsca do popływania tylko w otoczeniu natury.

Wybrzeże w pobliżu białego miasteczka Salobreña pokrywają długie plaże. Ze względu na ciepły klimat w okolicy uprawia się tropikalne owoce i trzcinę cukrową. Dania ze świeżych ryb i owoców morza smakują tu doskonale. Położona wśród malowniczych krajobrazów Salobreña jest doskonałym miejscem dla turystów, którzy lubią spędzać czas na świeżym powietrzu i uprawiać sporty wodne.

Leżąca na przepięknym Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) Tarifa nazywana bywa pełną przygód stolicą Europy. Ściągają do niej głównie wind- i kitesurferzy, którzy okupują plaże w okolicy. Z pobytu w tym mieście z pewnością zapamiętamy świetne jedzenie, wyśmienite wino, przyjaznych mieszkańców i cudowną rodzinną atmosferę. Ja uwielbiam Tarifę nie tylko dlatego, że stanowi znakomite miejsce na wypoczynek, ale również ze względu na fakt, że wypływają stąd statki do nieodległego Maroka. Jedynie krótki rejs dzieli nas więc od kolorowych medin i gwarnych targów Maghrebu.

 

IDEALNE MIEJSCE

Osoby planujące wyjazd do słonecznej Andaluzji mają ogromny wybór miejsc zakwaterowania i to na każdą kieszeń. Do wynajęcia są tutaj urocze, zaciszne wille z basenem, luksusowe rezydencje, sielskie domki letniskowe i apartamenty w malowniczych białych miasteczkach położonych na uboczu. Możemy zatrzymać się w środku miasta, małej, spokojnej miejscowości, nadmorskim kurorcie lub odludnej okolicy. Na gości czekają także pensjonaty B&B o rozmaitych profilach oraz tradycyjne hotele w różnym standardzie usług. Odpowiednie miejsce na pobyt znajdziemy również za pośrednictwem internetu, np. serwisy letsmalaga.com, mymalaga.pl czy pisanewsewilli.com, udostępnione w języku polskim, podpowiadają, gdzie warto zatrzymać się w Maladze, Sewilli i ich rejonach, na jakie atrakcje i wydarzenia zwrócić uwagę. Proponuję zastanowić się też, czy nie połączyć wycieczki do Andaluzji z nauką języka hiszpańskiego.

Nic tak nie ekscytuje, nie dodaje rumieńców życiu i nie otwiera nas na inność jak podróże. Choć wydajemy na nie pieniądze, to dzięki nim stajemy się bogatsi. Andaluzja jest regionem, który potrafi zafascynować już podczas pierwszej wizyty w jej gościnnych progach. Sama się o tym kiedyś przekonałam.

 

Wydanie Wiosna 2018

 

 

 

W ciepłym toskańskim słońcu

BEATA GARNCARSKA

<< Dzisiejsza Toskania – jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc we Włoszech, gdzie zagęszczenie zabytków na 1 km² przekracza wszelkie normy światowe, nazywana była niegdyś Etrurią bądź Tuscią. Od północy graniczy ona z Ligurią i Emilią-Romanią, od wschodu – z zieloną Umbrią i Marche, na południu – z majestatycznym Lacjum z Rzymem, a zachodnie jej krańce oblewają wody Morza Tyrreńskiego. Poza tym należą do niej także Wyspy Toskańskie, m.in. Elba, Giglio, Capraia, Montecristo czy Gorgona. >>

Więcej…

Nasze piękne tureckie wakacje

IZABELA MISZCZAK

www.turcjawsandalach.pl

                                                                                                 FOT. BIURO RADCY DS. KULTURY I INFORMACJI AMBASADY TURCJI/ÝBRAHÝM ZAMAN
 << Turcja, kraj położony na półwyspie Azja Mniejsza, nazywanym też Anatolią, czyli Krainą Wschodzącego Słońca, oblewany wodami czterech mórz, to idealne miejsce zarówno na błogie wakacyjne lenistwo, jak i aktywny wypoczynek. Można tu podążać śladami dawnych cywilizacji i podziwiać niezwykłe krajobrazy z perspektywy łodzi kołyszącej się na błękitnych falach lub z balonu wznoszącego się o poranku nad przepiękną Kapadocją. >>

W większości wyżynne terytorium państwa otaczają wody mórz Czarnego, Marmara, Egejskiego i Śródziemnego. Linia brzegowa ma ponad 7 tys. km długości, a rozmieszczone wzdłuż niej kurorty są głównymi ośrodkami rozwijającej się dynamicznie turystyki. To one są najczęściej głównym celem letnich wyjazdów mieszkańców Europy.

Więcej…