opracował: 

MICHAŁ DOMAŃSKI 

 

Słoneczny region Karaibów wręcz promieniuje magiczną, pozytywną energią. Poczujemy ją na rajskich, piaszczystych plażach ocienionych wysmukłymi palmami kokosowymi i oblewanych przyjemnie ciepłymi, krystalicznie czystymi, turkusowobłękitnymi wodami morskimi zachęcającymi do kąpieli, w delikatnie pieszczącej nasze ciało świeżej i orzeźwiającej bryzie, w tutejszych tajemniczych lasach mglistych, wiecznie zielonych puszczach tropikalnych i osłoniętych przepięknymi rafami koralowymi, zatokami, lagunami i ujściami rzek namorzynach, w fascynujących, magnetyzujących historiach o piratach, rdzennej ludności indiańskiej, odważnych i wojowniczych kacykach (hiszp. „caciques”), wielkich odkryciach Krzysztofa Kolumba, walecznych, zuchwałych i ambitnych konkwistadorach, burzliwych czasach epoki kolonialnej i niewolnictwa, w głośnych, wesołych i roztańczonych barach, dyskotekach i klubach, w rozbudzających zmysły wyśmienitych drinkach na bazie miejscowego wybornego rumu, w trakcie wspólnych rozmów i biesiad z gościnnymi, przyjaznymi i radosnymi lokalnymi mieszkańcami, podczas podziwiania zapierających dech w piersiach wschodów i zachodów słońca czy wreszcie słuchania karaibskiej żywiołowej, pełnej emocji muzyki i tańczenia do jej gorących rytmów. W tym wyjątkowym, iście magicznym zakątku świata życie ulega słodkiemu spowolnieniu, a ludzie cieszą się każdym dniem. Na Karaibach trudną sztukę odpoczywania z pewnością opanujemy bez problemu, szybko zwolnimy, zatrzymamy się w tym codziennym, europejskim pędzie i naprawdę zrelaksujemy. Nie warto się spieszyć, bo do odkrycia i opisania wszystkich karaibskich skarbów nie wystarczy nam nawet całe życie. Nie oddamy też ich poezji za pomocą żadnych, nawet najlepiej dobranych słów. Ta pozytywna energia i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata i ludzi są chyba najlepszymi pamiątkami, jakie możemy przywieźć ze sobą z wojaży po oszałamiających krajobrazami i feerią barw Karaibach. Teraz oddajmy jednak nasze łamy sześciu wybranym ekspertom, którzy specjalnie dla Państwa zgodzili się wyjawić, czym takim niepowtarzalnym oczarowały ich karaibskie wyspy. Spróbujmy więc przyswoić sobie zasady filozofii bezstresowego, wyluzowanego życia, wsłuchajmy się w energetyczną i pełną optymizmu muzykę i bądźmy po prostu szczęśliwymi i zadowolonymi ludźmi! Tego właśnie uczą Karaiby…     

 

     

ADRIANA ORDECHA

WŁAŚCICIELKA BIURA FLAMINGO TRAVEL

Dla mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest Kuba. To niezmiernie ciekawy cel podróży, szczególnie jeśli mówimy o wyprawach przygodowych. Potrafi zainteresować pod wieloma względami: począwszy od ustroju, który przyciąga swoją innością, poprzez piękno przyrody, cudowne plaże, salsę, zapach i smak kubańskich specjałów, a na kulturze i usposobieniu ludzi tu żyjących skończywszy. Ten kraj trzeba poznawać wszystkimi zmysłami. Dlatego do takiej podróży musimy się porządnie przygotować.

 

Po pierwsze, należy sprawdzić, co wypada robić i mówić, a czym możemy urazić gospodarzy goszczących turystów w casas particulares (prywatnych stancjach). Kubańczycy są bardzo otwartymi ludźmi, lubiącymi rozmowy, ciekawymi świata. Drugą kwestię stanowi ekologia – mieszkańcy wyspy borykają się na co dzień z wieloma problemami. Mają przykładowo ograniczone zasoby wody, więc gdy bierzemy w kubańskim domu prysznic, pamiętajmy, aby korzystać z niej racjonalnie. Po trzecie, Kuba jest miejscem dla podróżników otwartych, życzliwych i nieroszczeniowych. To zachwycający, roztańczony kraj życzliwych ludzi, ale dostrzeżemy w nim także biedę i problemy nie do rozwiązania mimo ogromnych chęci. Dlatego jeżeli ktoś wybiera się na tę wyspę, powinien przyjąć do wiadomości, że podczas jego wizyty nie zawsze wszystko będzie się odbywać tak, jak to sobie zaplanował. Samochód z kierowcą może się sporo spóźnić, a ciepła woda pod prysznicem – nagle się skończyć. Bywa, że obsługa w restauracji nie zna angielskiego, a żeby mieć dostęp do internetu, trzeba czasem schodzić całą okolicę, przy czym jakość połączenia często odbiega od europejskich standardów.

 

W zamian za te trudy otrzymamy jednak wszystko, co na Kubie najpiękniejsze. Choć członkowie naszego zespołu mają różne preferencje podróżnicze, wszyscy twierdzą, że tylko z tego kraju wraca się z ogromem emocji, przemyśleń i doświadczeń, które zmieniają postrzeganie świata i skłaniają do przewartościowania życia. Na tym polega wielka magia tej karaibskiej wyspy.

 

ANNA PRZEŹDZIECKA

SPECJALISTKA DS. PODRÓŻY W DREAMGO

Pośród ponad 7 tys. wysp karaibskich znajduje się prawdziwa perełka, która zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich sióstr. Mowa o Saint Lucii, zachwycającej bujnymi, tropikalnymi lasami i szerokimi, piaszczystymi plażami z piaskiem mięciutkim jak mąka. Jej symbolem są dwa wzniesienia pochodzenia wulkanicznego – Pitons (Gros Piton i Petit Piton). Porośnięte tropikalną roślinnością, z wierzchołkami zanurzonymi w chmurach, zdobią krajobraz wyspy. Uchodzą też za nie lada wyzwanie dla lądujących tu pilotów, którzy muszą poprowadzić pomiędzy nimi samolot. Z ich szczytów rozpościera się widok zapierający dech w piersiach, dlatego podczas pobytu na Saint Lucii koniecznie trzeba wybrać się na nie z lokalnym przewodnikiem. Z kolei różnorodność roślin na wyspie sprawia, że można poczuć się tutaj jak w bajkowym ogrodzie. Zewsząd otaczają nas orchidee, paprocie i hibiskusy, a nad głowami latają maleńkie, pomarańczowe kolibry i kolorowe papugi. W oddali słychać szum wodospadów. Spadającą wodę przenikają promienie słońca.

 

Jedną z większych atrakcji Saint Lucii są kąpiele błotne, dzięki którym skóra staje się jedwabiście gładka. Na miłośników aktywnego wypoczynku czekają liczne szlaki piesze i rowerowe, prowadzące przez lasy tropikalne, rezerwaty przyrody, ogrody botaniczne, a nawet w pobliżu bulgoczącego i parującego krateru (Sulphur Springs). Jedną z nich poleca znany amerykański kolarz górski David Tinker Juarez. Na zachodzie wyspy znajduje się również najbardziej urokliwy port, jaki można sobie wyobrazić – Marigot Bay z jachtami zacumowanymi pośród wysmukłych palm. Miejsce to jest niezmiernie romantyczne i idealne do podziwiania cudownego zachodu słońca.

 

Saint Lucia to nieoszlifowany diament Karaibów. Nieoszlifowany, bo stanowi zakątek jeszcze nie do końca odkryty. Miejscami wyspa pozostaje dziewicza, a nawet dzika. Diament, ponieważ Saint Lucia ze względu na swoje naturalne piękno przypomina drogocenny klejnot.

 

JAKUB PUCHAJDA

PREZES FIRMY TRAVEL CONSULTING (TRCO)

Weszliśmy z żoną do rozpadającej się chatki rybaka z Zatoki Świń (Bahía de Cochinos). Jest skromnie, lecz czysto – powiedział do nas przed wejściem. Jego żona przygotowała złowioną rano langustę, a on otworzył butelkę rumu Matusalem. Przez najbliższe kilka godzin rozmawialiśmy szczerze o Kubie. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie spotkałem nikogo, kto by tak wielbił rządzącego wówczas Fidela Castro (1926–2016). Oczy płonęły mu podczas tej rozmowy. Widać było prawdziwe uwielbienie. Rybak zaproponował, żebym wybrał się z nim kolejnego ranka na połów. Odmówiłem. Do dziś żałuję mojej decyzji.

 

Siedziała przy barze i swoją urodą przyciągała wzrok mężczyzn przechodzących drugą stroną ulicy. Nie potrafię już dzisiaj przypomnieć sobie, jak dokładnie wyglądała. Czas zamazał jej obraz w mojej pamięci. Była jednak aniołem piękna, który zszedł na ziemię i siedział przede mną, sącząc daiquiri. Cieszyłem się samym patrzeniem. W zupełności mi wystarczało.

 

Skipper zatrzymał łódź do połowu marlinów, a jego pomocnik zanurkował na kilka minut na samym wdechu, aby wyłowić dwie langusty. Zaczerpnął wodę z morza i ugotował w niej świeże skorupiaki. Delektowaliśmy się każdym kęsem rozpływającej się w ustach langusty, a słońce odbijało się od turkusowej tafli Morza Karaibskiego. Przez chwilę nikt nic nie mówił.

 

Stałem w słynnym barze „Calle 62” w Varadero, popijając słodko-kwaśne mojito. Ulica coraz szybciej zapełniała się tancerzami. Nie mogłem oderwać wzroku od tańczących salsę par. Spocone ciała seksownie falowały na betonowej ulicy. Z każdą nową piosenką graną przez zespół roztańczony tłum gęstniał. Poczułem się jak w filmie. Przez moment nie byłem pewien, czy to wszystko dzieje się naprawdę.

 

Podczas moich dotychczasowych pięciu wizyt na Kubie przeżyłem dziesiątki magicznych chwil. Niestety nie potrafię oddać ich poezji za pomocą słów. Często się zastanawiam, co takiego jest w tej wyspie, że tak łatwo potrafi oczarować. Co Kuba ma takiego w sobie, że zwykłe chwile przeżyte na niej zostają w pamięci na lata… To nie tylko moje ulubione miejsce na Karaibach. Ta wyspa należy do najbardziej wyjątkowych zakątków na całym świecie, prawdziwie magicznych.

 

MAJKA ROMEL

MENEDŻERKA DS. SPRZEDAŻY SIECI BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

Według mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest mój ukochany półwysep Samaná, czyli położony na północnym wschodzie Dominikany klejnot, który na zawsze pozostaje w pamięci. Jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej od swoich wakacji w rejonie Morza Karaibskiego, znudził się urlopami w kurortach lub po prostu poszukuje niezwykłych zakątków, tak jak ja, z pewnością go pokocha. Kąpiel przy rajskiej plaży Rincón, wodospad El Limón (Salto del Limón) o wysokości 52 m, dziewicze wybrzeże w okolicy Las Terrenas – wszystko to sprawia, że uważam ten region za jeden z najpiękniejszych na naszym globie.

 

Półwysep Samaná charakteryzuje się bogatą i zróżnicowaną florą i fauną. Zielone wzgórza, piaszczyste brzegi zatok Samaná (Bahía de Samaná) i Rincón (Bahía del Rincón) oraz turkusowa woda tworzą niesamowite krajobrazy. Można tu zwiedzać plantację o największej na świecie liczbie palm kokosowych przypadającej na metr kwadratowy. Zatoki Samaná i Rincón są pierwszymi na Karaibach, które przyjęto do „Klubu Najpiękniejszych Zatok Świata” (Club de las Bahías más Bellas del Mundo) założonego w 1997 r. we Francji pod patronatem organizacji UNESCO. 

 

Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie obserwowanie w tej okolicy humbaków. Od grudnia do marca długopłetwce oceaniczne przypływają tutaj, aby łączyć się w pary. Poza tym to również raj dla osób preferujących ekoturystykę. Park Narodowy Los Haitises zachwyca lasami namorzynowymi, mogotami (ostańcami krasowymi) i jaskiniami z malowidłami skalnymi. Na Cayo Levantado znajduje się plaża wyróżniona prestiżową Błękitną Flagą (Bandera Azul). Na tej idyllicznej wysepce działa także wyjątkowy, 5-gwiazdkowy hotel Luxury Bahía Príncipe Cayo Levantado. Oprócz podziwiania przepięknej przyrody na półwyspie można też korzystać z uroków bogatego życia nocnego. Krótko mówiąc, Samaná jest nieodkrytym, najlepiej strzeżonym sekretem Republiki Dominikańskiej i całych Karaibów.

 

WANDA STOMPÓR

MENEDŻERKA DS. PR I MARKETINGU W FIRMIE THE YACHTING CLUB 

Nasza rodzinna przygoda z Karaibami rozpoczęła się pod koniec 2017 r., gdy wraz z mężem i dziećmi wybrałam się na Grenadę, aby otworzyć na niej lokalną bazę firmy czarterowej The Yachting Club. Spędziliśmy tu, na południowym krańcu archipelagu Grenadyn, cudowne, słoneczne cztery miesiące. Kto raz odwiedził tę część świata, ten wie, że jest to miejsce magiczne, pełne wspaniałych ludzi. Kto jeszcze do niej nie trafił, koniecznie powinien pomyśleć o wyprawie do tego kolorowego i różnorodnego regionu.

 

Karaiby najlepiej zwiedzać od strony wody. Podczas rejsu katamaranem można przeżyć niezapomniane wakacje. Niewielkie odległości między wyspami sprawiają, że żeglowanie jest bardzo przyjemne. Mój ukochany zakątek w tym regionie to Tobago Cays, zapierający dech w piersiach, mały, bezludny archipelag otoczony rafami koralowymi (położony w południowej części Grenadyn i należący do państwa Saint Vincent i Grenadyny). Stanowi idealne miejsce na snorkeling i błogi wypoczynek na śnieżnobiałych plażach. Znajduje się tutaj rezerwat żółwi morskich (Tobago Cays Marine Park), więc w czasie kąpieli na pewno spotkamy chociaż kilka tych stworzeń. Na brzegach Tobago Cays panuje spokój i cisza, ale okoliczne wody tętnią życiem. W trakcie nurkowania można obserwować dostojnie poruszające się płaszczki, papugoryby i niezliczone ławice kolorowych ryb.

 

Na Karaibach życie toczy się swoim rytmem, nikt się nigdzie nie spieszy, a ludzie cieszą się każdym dniem. Również turyści, wyrwani ze świata codziennych trosk i wiecznego pędu, już po kilku dniach pobytu w tej nieco nierealnej rzeczywistości potrafią zwolnić, zatrzymać się i zrelaksować. Zaczynają doceniać miłe towarzystwo i powoli płynący czas. Właśnie za to kocham Karaiby. Ich wyspy emanują magiczną, pozytywną energią – można ją poczuć naprawdę wszędzie: od piaszczystych plaż, przez zielone lasy deszczowe, po gwarne i roztańczone bary.

 

ELWIRA URBAŃCZYK

WŁAŚCICIELKA FIRMY MAKE BREAK

Kuba to jedno z tych miejsc wchodzących w skład archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim, do którego można i chce się ciągle wracać. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego jest aż tak pociągająca. Może dlatego, że czas zatrzymał się na niej wiele lat temu, albo ze względu na jej ogromne zróżnicowanie i fakt, że każdy znajdzie tu coś niezwykłego. Znaczenie ma też z pewnością karaibska atmosfera wyspy, na której skosztujemy jedynego w swoim rodzaju rumu i zatańczymy gorącą salsę wprost na ulicy. Jedno jest pewne: kto raz odwiedzi kuszącą Kubę, będzie marzył, aby wybrać się na nią ponownie i doświadczyć więcej.

 

Już sama stolica kraju i jej historyczna część La Habana Vieja przyciąga jakimś magicznym urokiem. W trakcie spacerowania hawańskimi uliczkami możemy się poczuć, jakbyśmy cofnęli się w czasie. Magiczne są również plaże, piękne, najczęściej pokryte białym piaskiem, a także przyroda Kuby i jej mieszkańcy, życzliwi i mimo niełatwych warunków, w jakich przyszło im żyć, bardzo otwarci i radośni. Wreszcie trzeba wspomnieć o starych amerykańskich krążownikach szos powszechnie kojarzących się z tym miejscem. One też sprawiają, że wyspa wydaje się wyjątkowa i niesamowicie czarująca.

 

Wielu turystów i podróżników jako cel swojego wyjazdu wybiera właśnie Kubę. Nadal można znaleźć na niej miejsca, do których rzadko kto dociera, nieodkryte i zachwycające dziką przyrodą. W pamięci utkwiła mi mocno jedna z ciekawostek historycznych. Zanim w październiku 1962 r. za prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego w USA wprowadzono embargo na towary z Kuby, amerykański prezydent kazał zakupić na swój własny użytek jakieś tysiąc sztuk kubańskich cygar. Każdemu, kto zastanawia się, do którego karaibskiego kraju powinien udać się na urlop, serdecznie polecam właśnie tę magiczną wyspę. Jestem pewna, że wróci z niej zadowolony.

Artykuły wybrane losowo

Roztańczona tropikalna Brazylia

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Wymyślne platformy z tancerzami na Sambódromo do Rio de Janeiro w 2016 r.

 24921609281 86fdc983ff o

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

W Brazylii, jednym z największych państw na świecie i największym w Ameryce Południowej, znajdziemy wszystko, czego pragnie podróżnik. Jej wschodnią granicę stanowią piękne złociste plaże położone nad Oceanem Atlantyckim. Na północy i zachodzie rozciągają się amazońskie lasy, a bliżej południa leżą tętniące życiem metropolie Rio de Janeiro i São Paulo. Ten kraj kusi i zniewala. Każdy, kto zostawił tu serce, marzy o powrocie w te strony.

 

Uderzenie gorącego powietrza, widok uśmiechniętych twarzy, dochodzący zewsząd gwar wielkiego miasta – takie były moje doświadczenia po wyjściu z lotniska podczas pierwszej wizyty w Rio de Janeiro, od którego rozpoczęłam wyprawę po fascynującej Brazylii. Oszałamia ona przyjezdnego nie tylko różnorodnością, klimatem i serdecznością mieszkańców, lecz także imponującym terytorium. Ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni i zajmuje niemal połowę kontynentu. Pod względem obszaru niedużo więc ustępuje Europie.

 

Sami Brazylijczycy, których jest ok. 207 mln, mówią, że nie istnieje coś takiego jak jedna Brazylia. Obok elementów kultury jednoczących mieszkańców (m.in. znanej na całym świecie wielkiej miłości do piłki nożnej, uważanej przez nich za świętą) znajdziemy tu wiele różnic między regionami i ich tradycjami czy krajobrazami. Poza tym przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę nie tylko duże odległości, ale też zmieniające się uwarunkowania klimatyczne. Na Nizinie Amazonki niemal przez okrągły rok panuje wysoka wilgotność i temperatura powietrza (dochodząca nawet czasami do prawie 45°C). Często nawiedzają ją również burze i tropikalne deszcze. W środkowo-wschodniej części kraju, gdzie rozciąga się Wyżyna Brazylijska, występuje pora deszczowa i sucha. Najbardziej sprzyjający klimat panuje na wybrzeżu, na którym upał nie daje się tak we znaki dzięki orzeźwiającej bryzie znad oceanu. Południe Brazylii natomiast leży w strefie zwrotnikowej i podzwrotnikowej z ciepłą zimą i gorącym latem.

 

MIASTO SŁOŃCA I BOSSA NOVY

 

Ten kraj rozsławił na cały świat – oczywiście – huczny karnawał. Zwyczaj zabaw przed okresem wielkiego postu przywieźli ze sobą w latach 20. XVIII w. portugalscy osadnicy. W kolejnym stuleciu został on spopularyzowany przez… coraz liczniejszych emigrantów z Francji. Brazylijczycy szybko go sobie przyswoili i stopniowo przekształcili w maskaradę i taneczne korowody. Pierwszy bal maskowy z muzyką odbył się w Rio de Janeiro w 1840 r. Od tego czasu tutejszy pięciodniowy karnawał zyskiwał sobie coraz większą popularność. Istnieje oficjalnie już od lutego 1892 r. i do tej pory odbyło się 125 jego edycji.

 

O wyjątkowym charakterze tej niezmiernie barwnej imprezy decyduje z pewnością samba – prawdziwy skarb narodowy Brazylijczyków. Ten gatunek sięga swoimi korzeniami do pieśni i tańców afrykańskich niewolników. Karnawałowe szaleństwo zaczyna się zwykle na kilka dni przed Środową Popielcową. Na znak inauguracji burmistrz oddaje klucze do miasta szkołom samby. To właśnie one organizują defilady, w których można podziwiać tancerzy w błyszczących, kolorowych kostiumach i ludzi poprzebieranych za rozmaite postacie. Fantastyczne korowody przemierzają ulice (Avenida Marquês de Sapucaí, Estrada Intendente Magalhães i inne główne arterie), a po słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí lub inaczej Sambódromo do Rio de Janeiro – specjalnej alei z trybunami dla widzów i jurorów oceniających każdy zespół) suną barwne platformy. Impreza trwa pięć dni, choć przygotowania do niej odbywają się praktycznie cały rok.

 

Główną zasadą karnawału, zarówno w Rio de Janeiro, jak i wszędzie na świecie, jest to, że w jego trakcie wszyscy stają się równi. Przestają liczyć się podziały na biednych i bogatych, a ustalony porządek ulega odwróceniu. Może dlatego jego tradycja zyskała sobie taką popularność akurat w tym mieście, niezmiernie zróżnicowanym społecznie i pełnym ludzi marzących o odmianie swojego losu. Swoiście karnawałowy charakter ma nawet krajobraz tej metropolii – zamieszkane przez najuboższych fawele (czyli dzielnice nędzy) rozciągają się na wzgórzach, a zamożniejsi obywatele żyją w niżej położonych rejonach. Właśnie ci najbiedniejsi codziennie budzą się z najpiękniejszym widokiem na Rio de Janeiro i pobliską zatokę Guanabara. Od pewnego czasu fawele jednak stopniowo się zmieniają. Nadal stanowią charakterystyczny element miasta, ale stają się bezpieczniejsze.

 

W rejonie dzielnic klasy średniej Santa Teresa i Lapa warto podejść pod ozdobione kolorowymi ceramicznymi kafelkami Schody Selarón (Escadaria Selarón, autorstwa chilijskiego artysty Jorge Selaróna). Na obu tych obszarach znajdziemy zachwycającą kolonialną architekturę. Na dodatek to ulubione miejsca tutejszej bohemy i amatorów dobrej zabawy. Kojarzą się z kawiarniami, klubami z muzyką na żywo i ulicznymi artystami, zapewniającymi spacerowiczom rozrywkę przez całą dobę. Niemal bez przerwy słychać tu sambę, a na placu pod XVIII-wiecznym Akweduktem Carioca (Aqueduto da Carioca) ludzie spotykają się, aby pograć w szachy i pogawędzić przy piwie lub koktajlu caipirinha (klasycznym drinku przyrządzanym na bazie mocnego alkoholu cachaça, cukru, limonek i lodu).

 

WZGÓRZA WŚRÓD PLAŻ

 

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Cudownego Miasta (Cidade Maravilhosa), jak określa się Rio de Janeiro, jest bliskość przyrody. Nie trzeba nawet oddalać się od centrum czy dzielnic mieszkalnych, aby natknąć się na wzgórza, tropikalne lasy bądź parki. Właśnie w tej metropolii znajduje się największy ogród botaniczny w Ameryce Południowej (o powierzchni ok. 140 ha). Jardim Botânico do Rio de Janeiro założono w 1808 r. na polecenie późniejszego króla Portugalii Jana VI (1767–1826). Początkowo na tym terenie uprawiano przyprawy, ale po kilkunastu latach (w 1822 r.) został on otwarty dla publiczności. Dziś stanowi idealne miejsce do schronienia się przed gwarem miasta i upałami. Obejrzymy tutaj m.in. pięknie zaprojektowany ogród japoński i aleję wysmukłych palm królewskich (z gatunku Roystonea oleracea) – Aleia Barbosa Rodrigues.

 

W pobliżu ogrodu botanicznego leży Park Narodowy Tijuca (Parque Nacional da Tijuca – niemal 40 km2 powierzchni) z Lasem Tijuca (Floresta da Tijuca) należącym do największych na globie lasów w obrębie miejskiej aglomeracji. Prowadzi tędy droga na wzgórze Corcovado (710 m n.p.m.), którego szczyt wieńczy słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) – symbol Rio de Janeiro i jeden z siedmiu nowych cudów świata. Figurę Jezusa zaprojektował francuski artysta polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Powstały we Francji monument umieszczono na Corcovado w 1931 r. Dziś stanowi najpopularniejszy turystyczny punkt nie tylko w samym Rio de Janeiro, lecz także w całej Brazylii. Dlatego aby uniknąć tłumów, warto wybrać się tu wcześnie rano. To samo dotyczy innego znanego wzgórza, z którego rozciąga się niezapomniany widok na miasto (w tym na słynny piłkarski Stadion Maracanã), zatokę i ich okolicę. Mowa o cieszącej się dużym zainteresowaniem turystów Głowie Cukru (Pão de Açúcar, 396 m n.p.m.). Na jej szczyt można dostać się kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) lub wspiąć się o własnych siłach. Jeśli trafimy na bezchmurny dzień, w pełni będziemy mogli docenić piękno otaczających nas krajobrazów.

 

Po zwiedzaniu warto odpocząć na którejś z miejskich plaż. W całej aglomeracji jest ich kilkadziesiąt. Godne polecenia są m.in. niezbyt zatłoczone Praia do Leblon i Praia do Flamengo. Nie sposób też ominąć słynnej Copacabany (ponad 4-kilometrowej), tłumnie odwiedzanej zarówno przez turystów, jak i cariocas (jak nazywa się mieszkańców Rio de Janeiro). Przez całą dobę tętni ona życiem: spotkamy tu młodzież grającą w piłkę nożną albo siatkówkę, muzyków i surferów. Choć według miejscowych plaża ta stanowi symbol społecznej równości, bo nie obowiązują tutaj żadne ograniczenia dotyczące wstępu i chętnie wypoczywają na niej bogaci i ubożsi, to uznaje się ją za jeden z najbardziej ekskluzywnych rejonów w mieście. Świadczą o tym np. pobliskie eleganckie budynki takie jak ogromny Pałac Copacabana (Copacabana Palace), wznoszący się przy bulwarze. W obiekcie działa hotel sieci Belmond uchodzący za najbardziej luksusowy w Ameryce Łacińskiej. Poza stylowo urządzonymi pokojami i apartamentami znajdują się w nim m.in. dwa baseny (jeden tylko dla gości piętra z apartamentami penthouse), kort tenisowy, restauracje i kasyno.

 

Niedaleko południowo-zachodniego krańca Copacabany wznosi się twierdza (Forte de Copacabana), której budowę ukończono w 1914 r. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-wojskowe (Museu Histórico do Exército e Forte de Copacabana). Położone obok przejście prowadzi na kolejną popularną plażę, a mianowicie Ipanemę (2,6 km długości), rozsławioną dzięki piosence Antônia Carlosa Jobima (1927–1994) i Viniciusa de Moraesa (1913–1980). Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), jedna z najbardziej klasycznych melodii bossa novy, powstała w 1962 r. Jak mówi lokalna legenda, obaj autorzy siedzieli przy stoliku w barze „Veloso” (dzisiaj „Garota de Ipanema”), gdy dostrzegli piękną Helô Pinheiro. Byli tak zachwyceni jej urodą, że postanowili napisać o niej piosenkę. Pikanterii dodaje tej historii fakt, iż zakochany w atrakcyjnej kobiecie żonaty Antônio Carlos Jobim wielokrotnie się jej potem oświadczał. Nostalgiczny utwór stał się rozpoznawalny na całym świecie, a sama bossa nova szybko zyskała sobie status charakterystycznego stylu muzycznego pochodzącego z Brazylii.

 

MIEJSKIE DŻUNGLE

 

Barwne historyczne centrum miasta Paraty

SE Parati0128

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Jeśli plaże Rio de Janeiro nam nie wystarczą, powinniśmy wybrać się do Búzios (Armação dos Búzios), leżącego ok. 170 km na wschód stąd. To ponad 30-tysięczne miasto często bywa nazywane brazylijskim Saint-Tropez, choć nie ze względu na architekturę czy klimat, lecz głównie dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie (w połowie lat 60. XX w.) zaczęło przekształcać się w znaną miejscowość wypoczynkową. Wpływ na tę zmianę miała gwiazda francuskiego kina Brigitte Bardot, która po raz pierwszy odwiedziła to miejsce w 1964 r. i od tego momentu spędzała w nim wakacje równie chętnie jak na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Cudowne, egzotyczne plaże (niemal 25!), krystalicznie czysta błękitna woda, malownicze zatoczki oraz eleganckie restauracje i hotele – to wszystko sprawia, że Búzios, położone blisko Rio de Janeiro, zdążyło wyrosnąć na jeden z najpopularniejszych kurortów w tej części kraju, nie tracąc przy tym swojej niewątpliwej urody.

 

Drugą perłę regionu stanowi miasto Paraty, według wielu należące do najbardziej fotogenicznych w Brazylii. Powstało ono w 1667 r. i szybko zaczęło służyć jako port, z którego wywożono do Portugalii złoto i kamienie szlachetne. Właśnie w tym okresie rozwinęło się i wzbogaciło o przepiękną kolonialną architekturę, do dziś zachowaną w niezmienionym kształcie. W tym melancholijnym, liczącym 40 tys. mieszkańców ośrodku czas naprawdę się zatrzymał.

 

Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o położonym ok. 270 km dalej na zachód São Paulo – jednej z najludniejszych metropolii świata i zarazem największej pod względem populacji na półkuli południowej i w Ameryce Południowej. Całą aglomerację zamieszkuje ponad 21 mln ludzi. Zatłoczone miasto nie cieszy się takim zainteresowaniem wśród turystów jak Rio de Janeiro. Kryje w sobie jednak wiele atrakcji, a tym, co stanowi o jego sile, jest niezwykła energia, architektoniczny rozmach i różnorodność. Obok rejonów słynących ze sztuki ulicznej, kawiarni i klubów, takich jak Vila Madalena w dzielnicy Pinheiros, znajdują się tu największe na kontynencie centra biznesowe. Warto podkreślić też imponującą liczbę placówek muzealnych, z których szczególnie trzeba odwiedzić Muzeum Sztuki (Museu de Arte de São Paulo – MASP), mieszczące się przy jednej z najważniejszych ulic w São Paulo – alei Paulista (Avenida Paulista). W sercu miasta leży Praça da Sé – plac z neogotycką Katedrą Metropolitalną, którą zaczęto wznosić w 1913 r. Po kilkunastominutowym spacerze dotrzemy stąd z kolei na plac Ramosa de Azevedo (Praça Ramos de Azevedo) z eklektycznym gmachem Teatru Miejskiego (Theatro Municipal de São Paulo), należącym do najpiękniejszych tego typu budynków na świecie. Jednak największą atrakcją São Paulo jest modernistyczna architektura, której przykłady znajdziemy kilkaset metrów od teatru, na placu Sztuki (Praça das Artes). Przedstawicielem tego kierunku był słynny brazylijski architekt Oscar Niemeyer (1907–2012). Zaprojektował on wiele budynków w tym mieście (np. w Parku Ibirapuera) i innych częściach Brazylii (m.in. w Rio de Janeiro i Brasílii, stolicy kraju) oraz za granicą (w Nowym Jorku, Paryżu czy Berlinie). Oprócz tego uroku São Paulo dodaje jego wielokulturowość. Przykładowo w dzielnicy Liberdade żyje największa mniejszość japońska na świecie (stanowi 65 proc. spośród jej 220 tys. mieszkańców).

 

„Polski” Las Papieża Jana Pawła II powstał w 1979 r. w Kurytybie

PR Curitiba0438

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

POTRAWY Z GRILLA I PIEROGI

 

Brazylijska kuchnia bazuje raczej na mięsie. Niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom dań z rusztu. Brazylijczycy chętnie grillują prawie wszystko: od drobiu i wołowiny po warzywa i owoce. Nieodłącznym składnikiem menu jest tu również ryż, czarna fasola (feijão) i mąka z manioku (farinha de mandioca). Z tych trzech produktów i mięsa wołowego lub kurczaka przyrządza się przypominającą gulasz potrawę feijoada. Mieszkańcy Brazylii uwielbiają także słodycze. W każdej kawiarni kupimy tzw. salgados, smażone w tłuszczu przekąski z serem, nadzieniem z mięsa bądź ryby, przygotowywane z kaszy albo manioku. Brazylijczycy zajadają się też kuleczkami mleczno-kokosowymi (beijinhos de coco) bądź kakaowymi (brigadeiros) i kremem czekoladowym serwowanym z brandy. Napój narodowy stanowi – oczywiście – kawa, uprawiana głównie w stanach São Paulo, Minas Gerais i Paraná. Choć od pewnego czasu w światowym wyścigu o pierwsze miejsce w jej produkcji ścigają się z Brazylią m.in. Wietnam i Kolumbia, to wciąż właśnie ten ogromny południowoamerykański kraj zajmuje pozycję lidera.

 

Jeśli w trakcie podróży najdzie nas ochota na… pierogi lub inne rodzime danie, powinniśmy odwiedzić Kurytybę, stolicę Parany. Mieszka w niej według różnych źródeł od 90 do nawet 400 tys. osób polskiego pochodzenia (w całym stanie żyje ich od 700 tys. do 1,5 mln). Pierwsi przybysze z Polski przypłynęli w te strony w zorganizowanych grupach w 1869 r. Potem, od końca XIX stulecia, rozpoczął się gwałtowny napływ imigrantów z terenów trzech zaborów, a druga największa fala emigracji dotarła tu po II wojnie światowej. Jeden z najrozleglejszych parków w mieście nosi zresztą imię Jana Pawła II (Bosque do Papa João Paulo II). Zaraz przy wejściu do niego natkniemy się na polską restaurację serwującą m.in. barszcz i pierogi. Kurytybę często nazywa się również najbardziej zadbanym, ekologicznym i zielonym ośrodkiem w kraju. Stolica Parany szczyci się poza tym wysoką jakością życia. Dotyczy to także oddalonego stąd o ok. 300 km na południe Florianópolis, położonego malowniczo głównie na wyspie Santa Catarina (424,4 km² powierzchni) i pobliskich mniejszych wysepkach. Nowoczesność świetnie komponuje się w nim z tradycją i naturalnym pięknem. Na północy wznoszą się wysokie hotele i drapacze chmur, rozciągające się wzdłuż nadmorskiej alei, a w południowej części miasta odkryjemy spokojne osady rybackie, pamiętające czasy portugalskich kolonizatorów. W historycznym centrum Florianópolis, wypełnionym kolonialną architekturą, uwagę przyciąga rozłożysty figowiec rosnący na głównym placu 15 Listopada (Praça XV de Novembro). Nieopodal znajduje się m.in. Muzeum Historyczne Santa Catariny (Museu Histórico de Santa Catarina – MHSC) w dawnym Różowym Pałacu (Palácio Rosado) oraz stary targ miejski z licznymi kawiarniami i restauracjami. Osoby marzące o błogim odpoczynku w promieniach słońca mogą udać się natomiast na jedną z ponad czterdziestu plaż. Do wyboru mają zarówno rejony z odpowiednią infrastrukturą, jak i bardziej naturalne miejsca, jak choćby dziewicza Lagoinha do Leste, na którą nie prowadzi żadna droga, dlatego docierają do niej tylko najwytrwalsi.

 

TWÓRCZA MOC WODY

 

Podczas wyprawy po Brazylii zdecydowanie nie wolno ominąć słynnego Parku Narodowego Iguaçu (Parque Nacional do Iguaçu) leżącego przy granicy z Argentyną, kilka kilometrów od Paragwaju. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Turystów z całego globu przyciąga przede wszystkim zapierającymi dech w piersiach wodospadami Iguaçu (Cataratas do Iguaçu), okrzykniętymi jednym z siedmiu nowych cudów natury. Składa się na nie aż 275 kaskad, z których największe mają nawet ponad 800 m szerokości! Łuki powstających tutaj tęczy często łączą tereny obu krajów, zewsząd dobiega huk spadającej wody, a krajobraz urozmaica intensywnie zielona, gęsta roślinność. To wszystko sprawia, że okolica Iguaçu przypomina baśniową krainę. Choć znaczna część tego obszaru (ok. 80 proc.) znajduje się po stronie argentyńskiej (w granicach Parku Narodowego Iguazú), na terytorium Brazylii również jest co oglądać. Wodospadom można się tu przyjrzeć z naprawdę bliska i podziwiać je od dołu, a z tej perspektywy prezentują się jeszcze bardziej spektakularnie. Szczególnie warto podejść pod ogromną Diabelską Gardziel (Garganta do Diabo) – najwyższą kaskadę, osiągającą 80 m. Niżej położoną część tego regionu porasta subtropikalny las deszczowy. Wśród palm, ogromnych paproci czy araukarii żyją w nim liczne egzotyczne zwierzęta.

 

Aby w pełni docenić urodę i różnorodność przyrody Brazylii, trzeba wyruszyć także na północny wschód kraju, gdzie rozciągają się plaże uchodzące za najpiękniejsze na całym kontynencie. Taką opinią cieszy się m.in. złociste wybrzeże w sąsiedztwie urokliwego kurortu Maceió, stolicy stanu Alagoas. Leży on ok. 250 km na południowy zachód od największego miasta regionu (Região Nordeste do Brasil) – ponad 1,6-milionowego Recife, które ze względu na dużą liczbę kanałów i mostów określa się mianem brazylijskiej Wenecji. Jednak turystów przyciąga do niego raczej nowoczesna architektura. Najchętniej odwiedzanym rejonem jest tzw. Strefa Południowa (Zona Sul). Powstała ona wzdłuż wybrzeża otoczonego malowniczymi rafami koralowymi, od których zresztą pochodzi nazwa samego ośrodka (recife znaczy po portugalsku „rafa”). Właśnie tu znajduje się też najwięcej hoteli, restauracji i plaż, w tym szeroka i długa na mniej więcej 7 km Boa Viagem (Praia de Boa Viagem), porównywana do Copacabany. Recife, stolica stanu Pernambuco, słynie oprócz tego z najlepszych lokali serwujących świeże ryby i owoce morza. Takich specjałów spróbujemy zarówno w knajpkach nad brzegiem oceanu, jak i w historycznym centrum, czyli Recife Antigo, które wieczorami rozbrzmiewa muzyką i wypełnia się ludźmi. W ciągu dnia warto zwiedzić m.in. Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco (Centro Cultural Judaico de Pernambuco), mieszczące się w budynku najstarszej synagogi w obu Amerykach (Sinagoga Kahal Zur Israel), wzniesionej w pierwszej połowie XVII w. Inną ciekawą atrakcję stanowi wieża Malakoff (Torre Malakoff) służąca przez pewien czas jako obserwatorium astronomiczne (ukończona w 1855 r.). Rozpościera się z niej wspaniały widok na całe miasto.

 

Potężne kaskady na rzece Iguaçu spływającej z bazaltowego płaskowyżu

SU FozIguacu0931

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

GOŚCINNY RAJ

 

Jeśli z Recife udamy się jeszcze dalej na północ, dotrzemy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, uważaną za prawdziwy raj na ziemi. Nieco hippisowska Pipa (aż 10-kilometrowa!) poza znakomitymi miejscami z lokalnymi przysmakami zachwyca podróżników przede wszystkim lazurową, krystalicznie czystą wodą, piaskiem o niemal śnieżnobiałym kolorze, gęstymi palmami kokosowymi i atmosferą błogości, która każdemu pozwala oderwać się choć na chwilę od problemów.

 

Na zwiedzanie z kolei koniecznie powinniśmy wybrać się do ponad 2,6-milionowej Fortalezy (ok. 570 km na północny zachód), stolicy stanu Ceará. Z dawnej wioski rybackiej w ciągu kilku stuleci zmieniła się ona w jeden z największych ośrodków turystycznych i handlowych Brazylii. Jej magia tkwi w wyjątkowej mieszance kolonialnych tradycji i elementów nowoczesności. Przy ciągnącej się wzdłuż brzegu oceanu alei Beira-Mar wznoszą się wspinające się pod niebo siedziby firm i banków, centra handlowe czy hotele. Tuż obok, wśród białych piasków, zacumowane są drewniane łódki rybaków, a na chodniku przy plaży lokalni artyści i rzemieślnicy wystawiają swoje prace, np. charakterystyczne dla tego rejonu ręcznie haftowane obrusy, hamaki i koronki.

 

Prawdziwy raj dla miłośników tradycyjnych wyrobów stanowi Salvador (Salvador da Bahia). To w nim wiele osób kończy wizytę na środkowym wybrzeżu. Właśnie tu znajduje się największy targ rzemiosła artystycznego w regionie – Mercado Modelo z 263 sklepikami, stoiskami i restauracjami z tradycyjną kuchnią stanu Bahia. Sam zabytkowy Salvador bywa nazywany czarną stolicą Brazylii lub czarnym Rzymem, bo aż 80 proc. jego mieszkańców jest potomkami niewolników, przywiezionych z Afryki na plantacje trzciny cukrowej. Wpływ afrykańskiej kultury dostrzeżemy zresztą w tutejszych tradycjach, lokalnej gastronomii i samym charakterze miasta, które za sprawą imponującej kolonialnej architektury i urokliwego położenia cieszy się zasłużenie opinią jednego z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych na całym kontynencie. Niezmiernie atrakcyjnie prezentuje się historyczne centrum, czyli Pelourinho. Jego klimatyczną atmosferę tworzą urocze wąskie uliczki, barokowe kościoły, interesujące muzea (w tym znakomite Muzeum Afrobrazylijskie – Museu Afro-Brasileiro przy placu 15 Listopada, czyli Praça XV de Novembro) i nastrojowe kawiarnie, w których można zamówić café da manhã – zestaw śniadaniowy składający się zazwyczaj z kawy, owoców i słodkiej przekąski.

 

Jednak największe wrażenie na przyjezdnych robi w Salvadorze wielka serdeczność i niesamowita energia jego mieszkańców. Wydaje się, że te cechy charakteru Brazylijczyków występują tutaj w wyjątkowo zintensyfikowanej formie. Miejscowi są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźnie zagadują innych niemal na każdym kroku. Oprócz tego obywatele Brazylii odczuwają ogromną dumę narodową. Podczas rozmów z cudzoziemcami potrafią godzinami z przejęciem chwalić własną kulturę i zachwycać się jedzeniem, wyliczać sukcesy swoich piłkarzy i opowiadać o bogactwach przyrody. I choć wiadomo, że wszyscy mamy prawo do idealizowania właśnie naszej ojczyzny, to chyba trudno nie przyznać im racji. W tym ogromnym, rozciągającym się na niemal pół kontynentu kraju znajdziemy wszystko, co czyni podróże tak ekscytującymi. Poza tym jego gościnni mieszkańcy nawet w trakcie krótkiej pogawędki będą nas w swoim melodyjnym języku gorąco przekonywać do tego, żebyśmy kiedyś koniecznie tu wrócili. Tak naprawdę nie muszą się jednak zbytnio starać, bo roztańczona Brazylia jest niezmiernie uzależniająca.

 

 

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

Turystyka aktywna na Wyspach Kanaryjskich

JOANNA CYBULSKA-MIKA
www.wyspy-szczesliwe.pl

<< Wyspy Kanaryjskie najczęściej kojarzą się z błogim wylegiwaniem się pod palmą na wspaniałej, przez cały rok skąpanej w słońcu plaży czy z drinkiem w ręku przy basenie eleganckiego hotelu. Jednak region ten oferuje także niezliczone możliwości dla osób pragnących podczas urlopu zażywać więcej ruchu i poszukiwać nowych wrażeń. Wycieczka statkiem na spotkanie z delfinami, zdobywanie wulkanów pieszo czy na rowerze, ujarzmianie oceanu i wiatru, eksploracja wąwozów i wawrzynowych lasów to tylko kilka z wybranych tutejszych atrakcji dla miłośników turystyki kwalifikowanej. >>

Osoba lubiąca aktywny wypoczynek poczuje się na tym hiszpańskim archipelagu jak ryba w wodzie. Na wybrzeżu zimą temperatury w ciągu dnia rzadko spadają poniżej 20°C, a w lecie nieczęsto przekraczają 29°C, więc na wyspach swój ulubiony sport można uprawiać na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Sami Kanaryjczycy wysoko cenią kulturę fizyczną i posiadają doskonałą infrastrukturę do dbania o swoją kondycję. Centra sportowo-rekreacyjne znajdziemy nawet w niewielkich miastach, powszechnie dostępne są sprzęty do ćwiczeń i boiska do gry w piłkę nożną czy siatkówkę, wytyczono również liczne oznakowane szlaki piesze i dla rowerów górskich, a kluby turystyki organizują trekkingi z wykwalifikowanymi przewodnikami. Bardzo dużą popularnością cieszy się tutaj lucha canaria (zapasy kanaryjskie), nadal naucza się też wymagającego dużej sprawności skoku pasterza – salto de pastor – z użyciem długiego kija. Dawniej stanowił on sposób na przekraczanie wąwozów.

Więcej…