opracował: 

MICHAŁ DOMAŃSKI 

 

Słoneczny region Karaibów wręcz promieniuje magiczną, pozytywną energią. Poczujemy ją na rajskich, piaszczystych plażach ocienionych wysmukłymi palmami kokosowymi i oblewanych przyjemnie ciepłymi, krystalicznie czystymi, turkusowobłękitnymi wodami morskimi zachęcającymi do kąpieli, w delikatnie pieszczącej nasze ciało świeżej i orzeźwiającej bryzie, w tutejszych tajemniczych lasach mglistych, wiecznie zielonych puszczach tropikalnych i osłoniętych przepięknymi rafami koralowymi, zatokami, lagunami i ujściami rzek namorzynach, w fascynujących, magnetyzujących historiach o piratach, rdzennej ludności indiańskiej, odważnych i wojowniczych kacykach (hiszp. „caciques”), wielkich odkryciach Krzysztofa Kolumba, walecznych, zuchwałych i ambitnych konkwistadorach, burzliwych czasach epoki kolonialnej i niewolnictwa, w głośnych, wesołych i roztańczonych barach, dyskotekach i klubach, w rozbudzających zmysły wyśmienitych drinkach na bazie miejscowego wybornego rumu, w trakcie wspólnych rozmów i biesiad z gościnnymi, przyjaznymi i radosnymi lokalnymi mieszkańcami, podczas podziwiania zapierających dech w piersiach wschodów i zachodów słońca czy wreszcie słuchania karaibskiej żywiołowej, pełnej emocji muzyki i tańczenia do jej gorących rytmów. W tym wyjątkowym, iście magicznym zakątku świata życie ulega słodkiemu spowolnieniu, a ludzie cieszą się każdym dniem. Na Karaibach trudną sztukę odpoczywania z pewnością opanujemy bez problemu, szybko zwolnimy, zatrzymamy się w tym codziennym, europejskim pędzie i naprawdę zrelaksujemy. Nie warto się spieszyć, bo do odkrycia i opisania wszystkich karaibskich skarbów nie wystarczy nam nawet całe życie. Nie oddamy też ich poezji za pomocą żadnych, nawet najlepiej dobranych słów. Ta pozytywna energia i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata i ludzi są chyba najlepszymi pamiątkami, jakie możemy przywieźć ze sobą z wojaży po oszałamiających krajobrazami i feerią barw Karaibach. Teraz oddajmy jednak nasze łamy sześciu wybranym ekspertom, którzy specjalnie dla Państwa zgodzili się wyjawić, czym takim niepowtarzalnym oczarowały ich karaibskie wyspy. Spróbujmy więc przyswoić sobie zasady filozofii bezstresowego, wyluzowanego życia, wsłuchajmy się w energetyczną i pełną optymizmu muzykę i bądźmy po prostu szczęśliwymi i zadowolonymi ludźmi! Tego właśnie uczą Karaiby…     

 

     

ADRIANA ORDECHA

WŁAŚCICIELKA BIURA FLAMINGO TRAVEL

Dla mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest Kuba. To niezmiernie ciekawy cel podróży, szczególnie jeśli mówimy o wyprawach przygodowych. Potrafi zainteresować pod wieloma względami: począwszy od ustroju, który przyciąga swoją innością, poprzez piękno przyrody, cudowne plaże, salsę, zapach i smak kubańskich specjałów, a na kulturze i usposobieniu ludzi tu żyjących skończywszy. Ten kraj trzeba poznawać wszystkimi zmysłami. Dlatego do takiej podróży musimy się porządnie przygotować.

 

Po pierwsze, należy sprawdzić, co wypada robić i mówić, a czym możemy urazić gospodarzy goszczących turystów w casas particulares (prywatnych stancjach). Kubańczycy są bardzo otwartymi ludźmi, lubiącymi rozmowy, ciekawymi świata. Drugą kwestię stanowi ekologia – mieszkańcy wyspy borykają się na co dzień z wieloma problemami. Mają przykładowo ograniczone zasoby wody, więc gdy bierzemy w kubańskim domu prysznic, pamiętajmy, aby korzystać z niej racjonalnie. Po trzecie, Kuba jest miejscem dla podróżników otwartych, życzliwych i nieroszczeniowych. To zachwycający, roztańczony kraj życzliwych ludzi, ale dostrzeżemy w nim także biedę i problemy nie do rozwiązania mimo ogromnych chęci. Dlatego jeżeli ktoś wybiera się na tę wyspę, powinien przyjąć do wiadomości, że podczas jego wizyty nie zawsze wszystko będzie się odbywać tak, jak to sobie zaplanował. Samochód z kierowcą może się sporo spóźnić, a ciepła woda pod prysznicem – nagle się skończyć. Bywa, że obsługa w restauracji nie zna angielskiego, a żeby mieć dostęp do internetu, trzeba czasem schodzić całą okolicę, przy czym jakość połączenia często odbiega od europejskich standardów.

 

W zamian za te trudy otrzymamy jednak wszystko, co na Kubie najpiękniejsze. Choć członkowie naszego zespołu mają różne preferencje podróżnicze, wszyscy twierdzą, że tylko z tego kraju wraca się z ogromem emocji, przemyśleń i doświadczeń, które zmieniają postrzeganie świata i skłaniają do przewartościowania życia. Na tym polega wielka magia tej karaibskiej wyspy.

 

ANNA PRZEŹDZIECKA

SPECJALISTKA DS. PODRÓŻY W DREAMGO

Pośród ponad 7 tys. wysp karaibskich znajduje się prawdziwa perełka, która zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich sióstr. Mowa o Saint Lucii, zachwycającej bujnymi, tropikalnymi lasami i szerokimi, piaszczystymi plażami z piaskiem mięciutkim jak mąka. Jej symbolem są dwa wzniesienia pochodzenia wulkanicznego – Pitons (Gros Piton i Petit Piton). Porośnięte tropikalną roślinnością, z wierzchołkami zanurzonymi w chmurach, zdobią krajobraz wyspy. Uchodzą też za nie lada wyzwanie dla lądujących tu pilotów, którzy muszą poprowadzić pomiędzy nimi samolot. Z ich szczytów rozpościera się widok zapierający dech w piersiach, dlatego podczas pobytu na Saint Lucii koniecznie trzeba wybrać się na nie z lokalnym przewodnikiem. Z kolei różnorodność roślin na wyspie sprawia, że można poczuć się tutaj jak w bajkowym ogrodzie. Zewsząd otaczają nas orchidee, paprocie i hibiskusy, a nad głowami latają maleńkie, pomarańczowe kolibry i kolorowe papugi. W oddali słychać szum wodospadów. Spadającą wodę przenikają promienie słońca.

 

Jedną z większych atrakcji Saint Lucii są kąpiele błotne, dzięki którym skóra staje się jedwabiście gładka. Na miłośników aktywnego wypoczynku czekają liczne szlaki piesze i rowerowe, prowadzące przez lasy tropikalne, rezerwaty przyrody, ogrody botaniczne, a nawet w pobliżu bulgoczącego i parującego krateru (Sulphur Springs). Jedną z nich poleca znany amerykański kolarz górski David Tinker Juarez. Na zachodzie wyspy znajduje się również najbardziej urokliwy port, jaki można sobie wyobrazić – Marigot Bay z jachtami zacumowanymi pośród wysmukłych palm. Miejsce to jest niezmiernie romantyczne i idealne do podziwiania cudownego zachodu słońca.

 

Saint Lucia to nieoszlifowany diament Karaibów. Nieoszlifowany, bo stanowi zakątek jeszcze nie do końca odkryty. Miejscami wyspa pozostaje dziewicza, a nawet dzika. Diament, ponieważ Saint Lucia ze względu na swoje naturalne piękno przypomina drogocenny klejnot.

 

JAKUB PUCHAJDA

PREZES FIRMY TRAVEL CONSULTING (TRCO)

Weszliśmy z żoną do rozpadającej się chatki rybaka z Zatoki Świń (Bahía de Cochinos). Jest skromnie, lecz czysto – powiedział do nas przed wejściem. Jego żona przygotowała złowioną rano langustę, a on otworzył butelkę rumu Matusalem. Przez najbliższe kilka godzin rozmawialiśmy szczerze o Kubie. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie spotkałem nikogo, kto by tak wielbił rządzącego wówczas Fidela Castro (1926–2016). Oczy płonęły mu podczas tej rozmowy. Widać było prawdziwe uwielbienie. Rybak zaproponował, żebym wybrał się z nim kolejnego ranka na połów. Odmówiłem. Do dziś żałuję mojej decyzji.

 

Siedziała przy barze i swoją urodą przyciągała wzrok mężczyzn przechodzących drugą stroną ulicy. Nie potrafię już dzisiaj przypomnieć sobie, jak dokładnie wyglądała. Czas zamazał jej obraz w mojej pamięci. Była jednak aniołem piękna, który zszedł na ziemię i siedział przede mną, sącząc daiquiri. Cieszyłem się samym patrzeniem. W zupełności mi wystarczało.

 

Skipper zatrzymał łódź do połowu marlinów, a jego pomocnik zanurkował na kilka minut na samym wdechu, aby wyłowić dwie langusty. Zaczerpnął wodę z morza i ugotował w niej świeże skorupiaki. Delektowaliśmy się każdym kęsem rozpływającej się w ustach langusty, a słońce odbijało się od turkusowej tafli Morza Karaibskiego. Przez chwilę nikt nic nie mówił.

 

Stałem w słynnym barze „Calle 62” w Varadero, popijając słodko-kwaśne mojito. Ulica coraz szybciej zapełniała się tancerzami. Nie mogłem oderwać wzroku od tańczących salsę par. Spocone ciała seksownie falowały na betonowej ulicy. Z każdą nową piosenką graną przez zespół roztańczony tłum gęstniał. Poczułem się jak w filmie. Przez moment nie byłem pewien, czy to wszystko dzieje się naprawdę.

 

Podczas moich dotychczasowych pięciu wizyt na Kubie przeżyłem dziesiątki magicznych chwil. Niestety nie potrafię oddać ich poezji za pomocą słów. Często się zastanawiam, co takiego jest w tej wyspie, że tak łatwo potrafi oczarować. Co Kuba ma takiego w sobie, że zwykłe chwile przeżyte na niej zostają w pamięci na lata… To nie tylko moje ulubione miejsce na Karaibach. Ta wyspa należy do najbardziej wyjątkowych zakątków na całym świecie, prawdziwie magicznych.

 

MAJKA ROMEL

MENEDŻERKA DS. SPRZEDAŻY SIECI BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

Według mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest mój ukochany półwysep Samaná, czyli położony na północnym wschodzie Dominikany klejnot, który na zawsze pozostaje w pamięci. Jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej od swoich wakacji w rejonie Morza Karaibskiego, znudził się urlopami w kurortach lub po prostu poszukuje niezwykłych zakątków, tak jak ja, z pewnością go pokocha. Kąpiel przy rajskiej plaży Rincón, wodospad El Limón (Salto del Limón) o wysokości 52 m, dziewicze wybrzeże w okolicy Las Terrenas – wszystko to sprawia, że uważam ten region za jeden z najpiękniejszych na naszym globie.

 

Półwysep Samaná charakteryzuje się bogatą i zróżnicowaną florą i fauną. Zielone wzgórza, piaszczyste brzegi zatok Samaná (Bahía de Samaná) i Rincón (Bahía del Rincón) oraz turkusowa woda tworzą niesamowite krajobrazy. Można tu zwiedzać plantację o największej na świecie liczbie palm kokosowych przypadającej na metr kwadratowy. Zatoki Samaná i Rincón są pierwszymi na Karaibach, które przyjęto do „Klubu Najpiękniejszych Zatok Świata” (Club de las Bahías más Bellas del Mundo) założonego w 1997 r. we Francji pod patronatem organizacji UNESCO. 

 

Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie obserwowanie w tej okolicy humbaków. Od grudnia do marca długopłetwce oceaniczne przypływają tutaj, aby łączyć się w pary. Poza tym to również raj dla osób preferujących ekoturystykę. Park Narodowy Los Haitises zachwyca lasami namorzynowymi, mogotami (ostańcami krasowymi) i jaskiniami z malowidłami skalnymi. Na Cayo Levantado znajduje się plaża wyróżniona prestiżową Błękitną Flagą (Bandera Azul). Na tej idyllicznej wysepce działa także wyjątkowy, 5-gwiazdkowy hotel Luxury Bahía Príncipe Cayo Levantado. Oprócz podziwiania przepięknej przyrody na półwyspie można też korzystać z uroków bogatego życia nocnego. Krótko mówiąc, Samaná jest nieodkrytym, najlepiej strzeżonym sekretem Republiki Dominikańskiej i całych Karaibów.

 

WANDA STOMPÓR

MENEDŻERKA DS. PR I MARKETINGU W FIRMIE THE YACHTING CLUB 

Nasza rodzinna przygoda z Karaibami rozpoczęła się pod koniec 2017 r., gdy wraz z mężem i dziećmi wybrałam się na Grenadę, aby otworzyć na niej lokalną bazę firmy czarterowej The Yachting Club. Spędziliśmy tu, na południowym krańcu archipelagu Grenadyn, cudowne, słoneczne cztery miesiące. Kto raz odwiedził tę część świata, ten wie, że jest to miejsce magiczne, pełne wspaniałych ludzi. Kto jeszcze do niej nie trafił, koniecznie powinien pomyśleć o wyprawie do tego kolorowego i różnorodnego regionu.

 

Karaiby najlepiej zwiedzać od strony wody. Podczas rejsu katamaranem można przeżyć niezapomniane wakacje. Niewielkie odległości między wyspami sprawiają, że żeglowanie jest bardzo przyjemne. Mój ukochany zakątek w tym regionie to Tobago Cays, zapierający dech w piersiach, mały, bezludny archipelag otoczony rafami koralowymi (położony w południowej części Grenadyn i należący do państwa Saint Vincent i Grenadyny). Stanowi idealne miejsce na snorkeling i błogi wypoczynek na śnieżnobiałych plażach. Znajduje się tutaj rezerwat żółwi morskich (Tobago Cays Marine Park), więc w czasie kąpieli na pewno spotkamy chociaż kilka tych stworzeń. Na brzegach Tobago Cays panuje spokój i cisza, ale okoliczne wody tętnią życiem. W trakcie nurkowania można obserwować dostojnie poruszające się płaszczki, papugoryby i niezliczone ławice kolorowych ryb.

 

Na Karaibach życie toczy się swoim rytmem, nikt się nigdzie nie spieszy, a ludzie cieszą się każdym dniem. Również turyści, wyrwani ze świata codziennych trosk i wiecznego pędu, już po kilku dniach pobytu w tej nieco nierealnej rzeczywistości potrafią zwolnić, zatrzymać się i zrelaksować. Zaczynają doceniać miłe towarzystwo i powoli płynący czas. Właśnie za to kocham Karaiby. Ich wyspy emanują magiczną, pozytywną energią – można ją poczuć naprawdę wszędzie: od piaszczystych plaż, przez zielone lasy deszczowe, po gwarne i roztańczone bary.

 

ELWIRA URBAŃCZYK

WŁAŚCICIELKA FIRMY MAKE BREAK

Kuba to jedno z tych miejsc wchodzących w skład archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim, do którego można i chce się ciągle wracać. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego jest aż tak pociągająca. Może dlatego, że czas zatrzymał się na niej wiele lat temu, albo ze względu na jej ogromne zróżnicowanie i fakt, że każdy znajdzie tu coś niezwykłego. Znaczenie ma też z pewnością karaibska atmosfera wyspy, na której skosztujemy jedynego w swoim rodzaju rumu i zatańczymy gorącą salsę wprost na ulicy. Jedno jest pewne: kto raz odwiedzi kuszącą Kubę, będzie marzył, aby wybrać się na nią ponownie i doświadczyć więcej.

 

Już sama stolica kraju i jej historyczna część La Habana Vieja przyciąga jakimś magicznym urokiem. W trakcie spacerowania hawańskimi uliczkami możemy się poczuć, jakbyśmy cofnęli się w czasie. Magiczne są również plaże, piękne, najczęściej pokryte białym piaskiem, a także przyroda Kuby i jej mieszkańcy, życzliwi i mimo niełatwych warunków, w jakich przyszło im żyć, bardzo otwarci i radośni. Wreszcie trzeba wspomnieć o starych amerykańskich krążownikach szos powszechnie kojarzących się z tym miejscem. One też sprawiają, że wyspa wydaje się wyjątkowa i niesamowicie czarująca.

 

Wielu turystów i podróżników jako cel swojego wyjazdu wybiera właśnie Kubę. Nadal można znaleźć na niej miejsca, do których rzadko kto dociera, nieodkryte i zachwycające dziką przyrodą. W pamięci utkwiła mi mocno jedna z ciekawostek historycznych. Zanim w październiku 1962 r. za prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego w USA wprowadzono embargo na towary z Kuby, amerykański prezydent kazał zakupić na swój własny użytek jakieś tysiąc sztuk kubańskich cygar. Każdemu, kto zastanawia się, do którego karaibskiego kraju powinien udać się na urlop, serdecznie polecam właśnie tę magiczną wyspę. Jestem pewna, że wróci z niej zadowolony.

Artykuły wybrane losowo

Peru zawsze gościnne dla Polaków

Martha Chavarri-Dupuy – ambasador Republiki Peru w Polsce – odpowiada na pytania Michała Domańskiego.

W tym roku przypada 90. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Peru a Polską. Co łączy oba nasze kraje?

Rocznicę tę obchodzimy dokładnie w dniu 6 września br. Z tej okazji planujemy zorganizowanie licznych wydarzeń, prezentujących rozwój relacji pomiędzy naszymi państwami w różnych dziedzinach. Należy jednak podkreślić, że historia kontaktów mieszkańców obu krajów jest dużo dłuższa. W połowie XIX w. przybyło do Peru wielu wybitnych Polaków, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju nauk i infrastruktury naszej republiki. Warto wspomnieć, że jeszcze do niedawna najwyżej położona linia kolejowa na świecie, za jaką uważano Ferrocarril Central del Perú (obecnie Ferrocarril Central Andino, czyli Centralną Kolei Andyjską), została zaprojektowana przez polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego.

Więcej…

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Z wizytą na rajskim Zanzibarze

EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.

Więcej…