KUBA KUCHARSKI

www.wusciskukatriny.pl

www.kubakucharski.pl

 

« Gdyby ktoś kilkanaście lat temu, kiedy byłem jeszcze studentem, zapytał mnie, z jakimi miastami kojarzą mi się Stany Zjednoczone, wymieniłbym Nowy Jork i Los Angeles. Znałem je wówczas jedynie ze scen filmowych i idealnie oddawały moje wyobrażenia o Ameryce jako kraju, w którym spełniają się najskrytsze marzenia, szczególnie te o byciu bogatym, sławnym i pięknym. Tu każdy mógł zostać kimś. »

 

Dziś, gdy mam nieco większy bagaż doświadczeń, wiem, że american dream (dosłownie „amerykańskie marzenie”) da się zrealizować nie tylko w tych dwóch miastach. Śmiem też twierdzić, że w większości przypadków nie będzie to związane ze zrobieniem kariery i zdobyciem majątku. Stany Zjednoczone są krajem tak różnorodnym, jak jego obywatele. Można w nim odkryć siebie i zmienić swoje postrzeganie świata, ale żeby zrozumieć, jak tego dokonać, trzeba go odwiedzić.

 

W USA warto zobaczyć wiele miejsc. Aby dotrzeć do nich wszystkich, na pewno nie wystarczy jedna wizyta. Dobrze jednak wcześniej dowiedzieć się, co nas w tym kraju czeka.

 

PRZYSTANEK ALASKA

Pierwsze skojarzenie, które zapewne przychodzi do głowy wielu osobom na myśl o tym amerykańskim stanie, to kultowy serial z lat 90. XX w. I choć Przystanku Alaska wcale nie kręcono w tej części USA, już pierwsze jego sceny doskonale oddają charakter tego oddzielonego od pozostałego terytorium kraju obszaru. Ludzie żyją tu po swojemu. Przekonuje się o tym główny bohater serialu, doktor Joel Fleischman, który przybywa na Alaskę, aby odpracować studia medyczne. Jego nowoczesne spojrzenie na świat zderza się z zupełnie innym, naturalnym podejściem do życia mieszkańców fikcyjnego miasteczka Cicely. Alaska to przede wszystkim spokój, kontakt z przyrodą – mówi Kathryn, Amerykanka, która mieszka w tych stronach od ponad 25 lat. 

 

Nazwa stanu wywodzi się od słowa Alyaska z języka Indian Atabasków, znaczącego „wielka ziemia na zachodzie”. To kraina olbrzymich ośnieżonych gór i pól lodowych, rozległej tundry, bujnych lasów, utworzonych przez lodowiec wąwozów, głębokich fiordów i wciąż czynnych wulkanów. Dzika przyroda, w wielu miejscach na ziemi zagrożona, tu osiąga pełnię rozkwitu. W tym regionie wciąż żyją liczne niedźwiedzie grizli mające nawet 3,5 m wysokości, gdy stoją na tylnych łapach. Nocami można usłyszeć wycie wilków, a za dnia ruch uliczny w niemal 300-tysięcznym Anchorage zakłócają łosie. Gdyby terytorium Alaski nałożyć na mapie na pozostałą kontynentalną część USA, sięgałoby ono od Atlantyku po Pacyfik. Niemal wszystkie najwyższe szczyty górskie Stanów Zjednoczonych znajdują się właśnie tutaj. Wśród nich jest Denali (6190 m n.p.m.) – najwyższa góra całej Ameryki Północnej.

 

Wbrew potocznym wyobrażeniom Alaska nie przypomina wielkiej chłodziarkozamrażarki, mimo iż zimą w usytuowanym w interiorze Fairbanks temperatura powietrza dochodzi do –45°C, a miasta leżące na północy pozbawione są światła słonecznego przez prawie trzy miesiące w roku. W najpopularniejszych regionach turystycznych, czyli na południowym wschodzie i półwyspie Kenai, panuje klimat morski – termometry pokazują ok. 15–25°C, a w centralnym obszarze potrafią latem wskazać nawet ponad 30°C. Tę część kraju najlepiej zwiedzać od połowy czerwca do końca sierpnia, choć trzeba się wtedy liczyć z wyższymi cenami noclegów.

 

Największym ośrodkiem i głównym węzłem komunikacyjnym stanu jest Anchorage, położone nad Zatoką Cooka. Za jedną z większych atrakcji w okolicy uchodzi Tony Knowles Coastal Trail, szlak nadmorski ciągnący się wzdłuż 18-kilometrowego wybrzeża miasta. Z Parku Point Woronzof rozpościera się malowniczy widok na Zatokę Cooka, a przy sprzyjającej pogodzie można dostrzec stąd nawet Denali. Jeszcze niedawno szczyt nosił nazwę McKinley, ale w 2015 r. przywrócono indiański toponim, który tłumaczy się jako Wysoki. W Muzeum Anchorage znajdują się m.in. dioramy związane z historią Alaski. W Earthquake Park powstała z kolei wystawa poświęcona niszczycielskiemu trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło stan w marcu 1964 r. Gdyby ktoś chciał na własnej skórze poczuć wstrząsy, w Alaska Experience Theatre podczas seansu filmowego przeprowadza się symulację tego zjawiska. 

 

Na południe od miasta położony jest rozległy półwysep Kenai, zwany placem zabaw Anchorage. Można na nim podziwiać przepiękne krajobrazy, pozostałości po rosyjskich osadnikach, fiordy, lodowce i wysokie szczyty górskie. Co ciekawe, mieszkańcy Alaski przyjeżdżają tu głównie po to, aby łowić ryby, choć wyciągnięcie z wody kilkunastokilogramowego łososia królewskiego (czawyczy) stanowi nie lada wyzwanie. Ze znajdującego się ok. 200 km od Anchorage miasteczka Seward, otoczonego przez lodowce i góry, wyruszają statki do Parku Narodowego Fiordy Kenai (Kenai Fjords National Park). Jego największą atrakcją są niewątpliwie fiordy i żyjące na ich obszarze wydry morskie (kałany morskie), morsy, foki, uchatki grzywiaste, pływacze szare, płetwale (finwale) i ptaki. Ważnym celem turystów jest również lodowiec Exit, z którego można podziwiać widok na pokryte śniegiem alaskie olbrzymy.

 

Mniej więcej 480 km trzeba pokonać, aby z Anchorage dotrzeć do leżącej na wschodzie Małej Szwajcarii. Tak ze względu na otaczające je góry, lodowce i wodospady tworzące wspaniałe krajobrazy określa się okolice miasteczka Valdez. To doskonałe miejsce na wyprawy kajakowe lub piesze. Jeśli z Valdez wyruszymy Richardson Highway, czyli liczącą prawie 600 km malowniczą autostradą, jedną z najstarszych na Alasce, dojedziemy do ponad 30-tysięcznego Fairbanks, największego miasta położonego w samym środku stanu. Jest ono świetną bazą wypadową dla osób planujących wycieczki do kopalni złota czy gorących źródeł. Jednak największą tutejszą atrakcją, pojawiającą się w większość zimowych dni, są zorze polarne. 

 

Zwiedzający Alaskę muszą też obowiązkowo złożyć wizytę w rozległym Denali National Park and Preserve. Większa część licznych turystów, którzy mieli okazję do niego zawitać, opowiada potem o spotkaniu z niedźwiedziami grizli, karibu (reniferami tundrowymi), łosiami alaskańskimi czy wilkami. Nazwa parku pochodzi od znajdującego się na jego obszarze wspomnianego już szczytu Denali, który wchodzi w skład Korony Ziemi.

Park Narodowy Katmai słynie z niedźwiedzi grizli

©  STATEOFALASKA/CHRISMCLENNAN

 

HAWAJSKIE „ALOHA”

Blisko 3,5 tys. km na południowy zachód od amerykańskiego wybrzeża Oceanu Spokojnego leżą Hawaje. Ze swoimi czynnymi wulkanami, wspaniałymi plażami, zielonymi dolinami i malowniczym wybrzeżem klifowym stanowią prawdziwy cud natury. To jednocześnie najmłodszy z 50 stanów USA (dołączony w sierpniu 1959 r.) i podobnie jak Alaska zupełnie odmienny od pozostałej części kraju. Wciąż panuje w nim tradycyjne, hawajskie podejście do życia. Ludzie cenią sobie wartości rodzinne, spokój i przyrodę, która ich otacza. Na Hawajach czujesz się, jakby czas się zatrzymał. Tutaj żyje duchem „aloha” – mówi Paweł, Polak od ponad 20 lat na stałe mieszkający w Nowym Jorku, a od niedawna w Los Angeles. Przez pewien okres miał szczęście pomieszkiwać także w wyspiarskim raju na Pacyfiku. Aloha jest nie tylko pozdrowieniem, którym witają się Hawajczycy. To przede wszystkim filozofia życia, w której zawierają się takie wartości jak szacunek do ziemi czy życzliwość w stosunku do drugiego człowieka.

 

Można powiedzieć, że w tym stanie panuje wieczne lato. Temperatury powietrza w ciągu całego roku niewiele się różnią. W lipcu wynoszą średnio 27°C, a w styczniu – 23°C. Temperatura wody oscyluje w granicach 25°C. 

 

Niemal trzy czwarte Hawajczyków (ok. 1 mln osób) mieszka na Oahu (O’ahu). W północnej części wyspy rozciągają się plaże surfingowe, w tym m.in. słynna Banzai Pipeline. Stolicą Hawajów i jednocześnie największym miastem archipelagu jest leżące na niej 400-tysięczne Honolulu. Większość turystów gromadzi się w nadmorskiej dzielnicy Waikiki (Waikīkī). Z plaży rozciąga się widok na stożek wygasłego wulkanu Diamond Head (232 m n.p.m.). W południowo-wschodniej części miasta znajduje się zatoka Hanauma słynąca z rafy koralowej uważanej za raj dla miłośników nurkowania. W okolicy zlokalizowana jest też morsko-lotnicza baza wojskowa Pearl Harbor (Joint Base Pearl Harbor-Hickam). Po jej zbombardowaniu przez Japończyków w grudniu 1941 r. Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej.

 

Drugą pod względem powierzchni wyspę archipelagu stanowi Maui (zajmuje ona 1883 km²). Wielu Amerykanów z kontynentalnej części USA osiedla się na niej na stałe. Wybierają ją nie bez powodu – znajduje się tu najwięcej plaż na całych Hawajach. Główną atrakcją Maui jest wulkan Haleakalā (Dom Słońca) o wysokości 3055 m n.p.m. W jego rozległym kraterze, mającym ok. 30 km w obwodzie, można byłoby zmieścić cały nowojorski Manhattan. 

 

Największa wyspa stanu to Hawaii (Hawai’i) – jej powierzchnia wynosi 10 430 km². Wyróżnia się na niej kilka stref klimatycznych. W odległości kilkuset metrów od wilgotnych lasów deszczowych rozciągają się tu piaszczyste plaże, a w tle piętrzą się wysokie szczyty, omiatane przez porywiste, zimne wiatry. Niewątpliwą atrakcją na Hawaii są również czynne wulkany (Hualālai, Mauna Loa czy Kīlauea). 

 

W okolicach największego miasta na wyspie, 45-tysięcznego Hilo, znajdują się m.in. Rainbow Falls, czyli Tęczowy Wodospad (24 m wysokości), oraz gorące źródła (Boiling Pots) na rzece Wailuku, a także dolina Waipio z drzewami owocowymi i ścieżkami wiodącymi nad brzeg oceanu. Ekscytujący widok tworzy Akaka Falls, blisko 135-metrowy wodospad, od którego leśnym szlakiem można dotrzeć do innych ukrytych w bujnej roślinności kaskad. Wartym polecenia miejscem dla aktywnych turystów jest też Park Narodowy Wulkany Hawai’i (Hawai’i Volcanoes National Park), urzekający krajobrazami wulkanicznymi i pustynnymi oraz tropikalnym lasem czy arktyczną tundrą.

 

Do najstarszych wysp archipelagu należy Kauai (Kaua’i). Procesy erozji trwały tutaj miliony lat, dzięki czemu powstały niesamowite formy geologiczne. Każdego roku wyspa przyciąga miłośników windsurfingu, nurkowania i trekkingu. O niezwykłości Kauai świadczy choćby fakt, że właśnie na niej kręcono słynny amerykański film Jurassic Park. 

 

Z kolei Lanai (Lāna’i) to jedno z tych miejsc, gdzie można odpocząć w spokoju od zgiełku i tłumów turystów. Licznym plantacjom ananasów zakładanym na niej w przeszłości zawdzięcza ona swoją potoczną nazwę Wyspa Ananasowa. Zamieszkiwana raptem przez kilka tysięcy osób, urzeka piaszczystymi plażami, z których rozciągają się widoki na surowe klify. 

 

Turyści chcący spotkać rdzennych mieszkańców Hawajów powinni udać się na wyspę Molokai (Moloka’i). Można na niej pograć w golfa, powędkować czy wybrać się na wycieczkę kajakiem. Znajduje się tu najwyższy klif na świecie o wysokości ponad 1000 m nad taflą wody oraz jeden z najwyższych wodospadów na naszym globie – 900-metrowa Oloupena (Olo’upena). 

Modna plaża Waikiki i zabudowania Honolulu na tle wygasłego stożka wulkanicznego Diamond Head

© HAWAIITOURISmAUTHORITy(HTA)/TORJOHNSON

 

ZŁOTY STAN

Słynna Kalifornia to nie tylko słoneczny raj na ziemi, ale także wysokie pasma górskie, ogromne skupiska miejskie, obszary leśne czy nawet pustynie. Ten stan daje ogromne możliwości. Rano pływasz w oceanie, a po południu jesteś już w górach i jeździsz na nartach – opowiada Paweł. Mówi się, że ludzie mieszkający na Zachodnim Wybrzeżu (West Coast) żyją chwilą. W obliczu takich zagrożeń jak trzęsienia ziemi czy nieustające pożary tego rodzaju podejście wydaje się zrozumiałe.

 

Gdy po raz pierwszy przybywa się do Los Angeles, czyli Miasta Aniołów, można odnieść wrażenie, że jego centra handlowe, plaże, drzewa palmowe i ulice wyglądają znajomo. To trafne spostrzeżenie, bo większość tych widoków pojawiła się w niezliczonych filmach. Właśnie tutaj ludzie albo spełniają swoje sny o sławie i bogactwie, albo przeżywają największe rozczarowania –najpopularniejszą dzielnicą Miasta Aniołów jest Hollywood, najważniejszy ośrodek światowej kinematografii. Zwiedzanie śladami historii filmu warto rozpocząć od Alei Gwiazd (Hollywood Walk of Fame). Każdego roku miliony turystów przymierzają swoje dłonie do wylanych w chodniku odcisków rąk największych postaci kina. Niedaleko od słynnej alei znajduje się Dolby Theatre, gdzie odbywa się coroczna ceremonia rozdania Oscarów. Podczas zwiedzania Los Angeles warto odwiedzić też studia filmowe, takie jak Paramount Pictures, Warner Bros. czy Universal Studios Hollywood. Mają one w swojej ofercie komercyjne wizyty, można więc przez chwilę poczuć się jak bohaterowie serialu komediowego Przyjaciele czy podziwiać pojazdy Batmana. Na odpoczynek świetnie nadają się plaże w dzielnicy Venice lub miastach Santa Monica i Long Beach, gdzie oprócz wylegiwania się na piasku skorzystamy z wymyślnych rozrywek wodnych.

 

Inną ważną metropolię leżącą na Zachodnim Wybrzeżu stanowi San Francisco, miasto wzgórz. Położone na półwyspie i oblewane przez wody Pacyfiku, zatoki San Francisco i cieśniny Golden Gate, od zawsze wyznaczało światowe trendy. Jego historia związana jest z gorączką złota, awangardowym ruchem literacko-kulturowym bitników, hipisami, walką o prawa mniejszości seksualnych, a także rozwojem nowych technologii. Tutaj swoją siedzibę ma m.in. serwis społecznościowy Twitter, a kilkadziesiąt minut jazdy samochodem od centrum znajdują się kompleksy takich gigantów jak Google czy Apple. Golden Gate Bridge, słynny wiszący most uwieczniany na tysiącach pocztówek, łączy San Francisco z hrabstwem Marin. Każdego roku przyciąga miliony turystów, ale staje się również celem samobójców. Najbardziej znane więzienie na świecie, w którym wyrok odsiadywał np. Al Capone, leży na wyspie Alcatraz. Ten zakład karny o zaostrzonym rygorze został już zamknięty (w marcu 1963 r.). Dziś można go zwiedzać. Poza tym ważną tutejszą atrakcją jest Park Golden Gate, najpopularniejszy z ponad 220 istniejących w San Francisco. Każdego roku odwiedza go mnóstwo turystów, podobnie jak Coit Tower – wieżę widokową zbudowaną w 1933 r. za pieniądze Lillie Hitchcock Coit, która chciała za sprawą budowli uatrakcyjnić swoje ukochane miasto. Obiekt ma 64 m wysokości, a w jego wnętrzu znajdują się freski 25 lokalnych artystów. Z wieży rozciąga się widok na okolice, m.in. na most Golden Gate czy Alcatraz. W San Francisco można też przejechać się wyjątkowym tramwajem. Pojazd wchodzi w skład taboru ostatniego działającego na świecie ręcznie sterowanego linowego systemu tramwajowego. Trasa jednej z linii (Powell-Hyde) prowadzi do uwielbianego przez turystów nabrzeża portowego – Fisherman’s Wharf. Znajdują się przy nim restauracje, parki, sklepy, a nawet muzea. Przedłużeniem owego nabrzeża jest Pier 39, popularne molo z centrum handlowym. 

 

Trudno w kilku zdaniach opisać wszystkie uroki Kalifornii. Niemniej poza wizytami we wspomnianych słynnych miastach (Los Angeles i San Francisco) warto zaplanować tu sobie podróż autostradą stanową nr 1 – State Route 1 (SR 1). Wzdłuż tej malowniczo położonej trasy góry wręcz wyrastają z oceanu. Kolejnymi atrakcjami zasługującymi na zainteresowanie są parki narodowe: Yosemite i Sekwoi. Pierwszy z nich jest stworzony do górskich wędrówek wśród wodospadów, potoków i dzikich zwierząt. Występuje tutaj ponad 400 gatunków fauny, np. baribale (niedźwiedzie czarne) czy rysie rude. W tym parku znajduje się także znany na świecie granitowy monolit El Capitan (mający 914 m wysokości), miejsce rywalizacji ekstremalnych wspinaczy. W jego okolicy rozgrywają się sceny nagrodzonego w 2019 r. Oscarem amerykańskiego filmu dokumentalnego Free Solo. Z kolei Sequoia National Park słynie z rosnących w nim mamutowców olbrzymich. Te ogromne drzewa osiągają nawet 95 m wysokości. Warte uwagi są również Joshua Tree National Park z drzewami Jozuego (jukkami krótkolistnymi) oraz dolina Napa (Napa Valley), w której znajdują się kalifornijskie winnice. Nie wolno też zapomnieć o Salton Sea, największym jeziorze Kalifornii (ok. 900 km² powierzchni), czy Tahoe, jednym z najczystszych jezior na świecie (zachwycał się nim pisarz Mark Twain).

 Golden Gate Bridge – symbol San Francisco

© BRANDUSA/ARNAUDmULLER-BOGDANZLATKOV

SŁOŃCE PRZEZ CAŁY ROK

Do najpopularniejszych amerykańskich stanów należy Floryda. Z jednej strony otaczają ją wody Zatoki Meksykańskiej, z drugiej oblewa Ocean Atlantycki. Słońce świeci tu przez cały rok. Florydzkie plaże ciągną się kilometrami. Poza nimi są także inne ciekawe miejsca, takie jak Park Narodowy Everglades, gdzie można stanąć oko w oko z amerykańskimi aligatorami czy krokodylami, Kennedy Space Center (Centrum Kosmiczne Johna F. Kennedy’ego) na przylądku Canaveral, Muzeum Salvadora Dalego w mieście St. Petersburg, Edison and Ford Winter Estates w Fort Myers, oraz liczne atrakcje dla najmłodszych, w tym park rozrywki Walt Disney World Resort w Bay Lake i Lake Buena Vista. Na Florydzie znajduje się też Key West, wyspa sąsiadująca z jedną z najpiękniejszych raf koralowych na świecie. Warto przy okazji zaznaczyć, że od maja do końca października tę część USA nawiedzają huragany. 

 

Florydzkie Miami znane jest choćby z popularnego serialu kryminalnego z lat 80. XX w. emitowanego w polskiej telewizji pod tytułem Policjanci z Miami (w oryginale Miami Vice). Jego fabuła została zainspirowana ówczesną sytuacją w mieście, które było głównym ośrodkiem przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do rozwoju zorganizowanej przestępczości. W ponad 470-tysięcznym Miami, nazywanym stolicą Ameryki Łacińskiej, żyje duża społeczność emigrantów z Kuby (ok. 35 proc. mieszkańców). Dziś już powyżej 70 proc. jego ludności deklaruje, że hiszpański jest ich językiem ojczystym. Jedną z najstarszych i najbardziej charakterystycznych części zespołu miejskiego Miami (Greater Miami Area lub South Florida) stanowi South Beach w nadmorskim kurorcie Miami Beach, słynące z zabytkowej architektury, popularnej plaży, a także bogatego życia nocnego. Tu biegnie ulica Ocean Drive z wytwornymi restauracjami i hotelami w budynkach w stylu art déco. W Miami oprócz plażowania można odwiedzić zoo (The Miami-Dade Zoological Park and Gardens) czy należące do najstarszych oceanariów w USA Miami Seaquarium (otwarte w 1955 r.). Osoby zainteresowane kulturą kubańską powinny udać się do dzielnicy Little Havana (hiszp. Pequeña Habana), czyli Mała Hawana, gdzie znajduje się wiele klubów, restauracji czy stoisk z kubańskimi cygarami. Od czerwca 2019 r. na tutejsze międzynarodowe lotnisko (Miami International Airport – MIA) latają bezpośrednio samoloty Polskich Linii Lotniczych LOT z Warszawy. 

BIG EASY 

Przy okazji pobytu na Florydzie warto wybrać się do jednego z najbardziej magicznych (dosłownie!) miast w USA – blisko 400-tysięcznego Nowego Orleanu w stanie Luizjana, noszącego przydomek Big Easy. Można się do niego dostać samolotem lub autobusem słynnego przewoźnika Greyhound. Nie ma tu co prawda zbyt wielu drapaczy chmur, wielkomiejskiego tłumu, ulic z ekskluzywnymi butikami czy tylu miejsc do odpoczynku nad wodą co w Miami lub Los Angeles, ale nikt nie powinien być zawiedziony.

Nowy Orlean został założony przez Francuzów w 1718 r. (jako La Nouvelle-Orléans). Później z rąk francuskich trafił do hiszpańskich (na mocy traktatu pokojowego podpisanego w Paryżu w 1763 r.). Gdy znów znalazł się pod rządami Francji, szybko sprzedano go Amerykanom wraz z całą Luizjaną (w 1803 r.). W XIX stuleciu ze względu na swoje wyjątkowe położenie był najbogatszym i trzecim co do wielkości miastem w Stanach Zjednoczonych. Handel morski kwitł, Nowy Orlean słynął także z pobliskich plantacji trzciny cukrowej, ale nie tylko. Na kartach jego historii zapisało się również powszechnie praktykowane niewolnictwo. Na targowiskach za kwotę ówczesnych kilkuset dolarów można było niemal każdego dnia kupić czarnoskórego człowieka. Aby przetrwać, niewolnicy musieli nauczyć się… improwizować. Gdy trafiali do tego miasta, zastawali w nim zupełnie nową rzeczywistość – nie znali języka ani lokalnej kultury. Starali się jednak zaznaczyć swoją obecność, choćby za pomocą muzyki. W ten sposób powstał gatunek muzyczny nazwany jazzem, będący połączeniem afrykańskich i latynoskich rytmów. Mówi się, że budził się do życia w wielu miejscach, ale narodził się właśnie w Nowym Orleanie pod koniec XIX w. Tu zaczynali karierę Louis Armstrong czy Buddy Bolden. 

Aby poczuć magię miasta, trzeba w nim spędzić trochę czasu. Jeśli mamy go mało, udajmy się po prostu na spacer. Wycieczkę możemy rozpocząć od historycznej Dzielnicy Francuskiej (French Quarter), która słynie z niezwykłej architektury nawiązującej jeszcze do czasów rządów Francuzów i Hiszpanów. W zabytkowym parku Jackson Square posłuchamy ulicznych muzyków, a przy Bourbon Street oddamy się szalonej zabawie w lokalnych klubach i pubach, otwartych do białego rana. Nowy Orlean kojarzy się też z festiwalem Mardi Gras (Tłusty Wtorek), który odbywa się w zależności od roku w lutym lub marcu, dzień przed Środą Popielcową, w ostatni dzień karnawału. Przez miasto suną wówczas wielobarwne parady. Mardi Gras jest symbolem jedności jego mieszkańców, a także okazją do kultywowania starej tradycji, sięgającej czasów francuskich. 

Do tutejszych atrakcji zaliczają się poza tym przejażdżka historycznym tramwajem z drewnianymi ławkami wzdłuż Canal Street, rejs parowcem po rzece Missisipi, zaopatrzenie się w pamiątki związane z kultem voodoo na French Market, wizyta w muzeum poświęconym II wojnie światowej (The National WWII Museum), Audubon Aquarium of the Americas lub Audubon Zoo (placówkach należących do Audubon Nature Institute) czy zwiedzanie charakterystycznych nekropolii. Na nowoorleańskim cmentarzu (Saint Louis Cemetery No. 1) pochowano Marie Laveau (1794–1881) – Królową Voodoo. W okolicy można podziwiać ciekawe mosty, np. Lake Pontchartrain Causeway (zbudowany na jeziorze Pontchartrain), czyli jedną z najdłuższych przepraw na świecie (niemal 38,5 km). 

Ważnym wydarzeniem we współczesnej historii Nowego Orleanu było przejście w sierpniu 2005 r. potężnego huraganu Katrina. Spowodował on zalanie 80 proc. powierzchni miasta, a życie w jego wyniku straciło blisko 2 tys. osób. Straty oszacowano na ponad 100 mld dolarów amerykańskich. Mimo tej ogromnej katastrofy Nowy Orlean stanął na nogi i obecnie przyjeżdża do niego więcej turystów niż w czasach przed Katriną. Tak się złożyło, że jako jeden z nielicznych Polaków przebywałem tu w momencie uderzenia huraganu i wspólnie z mieszkańcami walczyłem o przetrwanie. Opis tych dramatycznych wydarzeń zawarłem w książce W uścisku Katriny. Jednak ta historia jest także moim poznawaniem Nowego Orleanu i miejscowej kultury, dzięki której szczyci się on mianem najbardziej nieamerykańskiego miasta w USA, oczarowującego niemal każdego przybysza. 

Tramwaje kursujące wzdłuż Canal Street, nowoorleańskiej ulicy prowadzącej do rzeki Missisipi

© FOTOLIA.COm

CENTRUM ŚWIATA

O Nowym Jorku można byłoby pisać bez końca. Zapewne nie ma drugiego podobnego miejsca na świecie, tak zróżnicowanego etnicznie, kulturowo, społecznie i ekonomicznie. Położona na wybrzeżu Atlantyku ok. 8,5-milionowa metropolia stanowi najludniejsze miasto w Stanach Zjednoczonych. Gdy mieszkasz w Nowym Jorku, masz wrażenie, że znalazłeś się w samym centrum rzeczywistości – mówi Paweł. To trochę tak, jakbyś połączył wszystkie smaki świata i umieścił je w jednej potrawie – precyzuje. 

Coś w tym jest, bo znajduje się tu tak wiele atrakcyjnych miejsc, że nie sposób ich wszystkich wymienić przy okazji krótkiej prezentacji. Co roku Big Apple, bo taki przydomek nosi miasto, odwiedza mniej więcej 65 mln turystów – pora roku nie odgrywa dla nich znaczenia. Panorama Nowego Jorku dzięki licznym drapaczom chmur stała się powszechnie rozpoznawalna. Jeszcze nie tak dawno to właśnie w nim powstawały najwyższe budynki na świecie. Ta amerykańska metropolia jest również symbolem wolności reprezentowanym przez słynny monument na Liberty Island. Sylwetka kobiety z wzniesioną pochodnią była pierwszą rzeczą, jaką dostrzegały osoby przybywające do Ameryki drogą morską w ubiegłym stuleciu. Statua Wolności została zaprojektowana przez rzeźbiarza Frédérica Auguste’a Bartholdiego i odsłonięta w 1886 r. Dziś uchodzi za jedną z największych atrakcji turystycznych Nowego Jorku. Na wyspę można dostać się promem, z którego pokładu w czasie rejsu rozpościera się przepiękna panorama miasta. 

W owej panoramie dominuje ukończony w 1931 r. Empire State Building, niegdyś najwyższy budynek na świecie (ponad 443 m). Do jego wzniesienia potrzebowano ok. 60 tys. t stali i 10 mln cegieł. Punkty obserwacyjne usytuowane są na 86 i 102 piętrze. Doskonałym miejscem na spacery, z którego jednocześnie rozpościera się znakomity widok na Nowy Jork, jest most Brookliński, znany z wielu hollywoodzkich filmów.

Nowojorski Manhattan słynący z żółtych taksówek, wieżowców i rozświetlonego neonami Times Square przyciąga nie tylko polityków, biznesmenów i gwiazdy, lecz także tłumy turystów. Na Dolnym Manhattanie (Lower Manhattan) znajduje się m.in. Dzielnica Finansowa (Financial District, FiDi) z Wall Street czy Strefa Zero (Ground Zero), przypominająca o zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. W miejscu bliźniaczych drapaczy chmur World Trade Center wzniesiono tu One World Trade Center – Wieżę Wolności (Freedom Tower) o wysokości ponad 541 m. Obecnie to najwyższy budynek w mieście i całych Stanach Zjednoczonych. W środkowej części Manhattanu (Midtown Manhattan) wznosi się wspomniany Empire State Building, położone są teatralny rejon Broadway i Rockefeller Center oraz mieści się kwatera główna ONZ. 

W tym gąszczu wieżowców i ulic kryje się również zielona przystań. Na powierzchni 3,41 km² rozciąga się Central Park. Jego budowa była ogromnym wyzwaniem, ponieważ przeznaczony pod niego obszar leżał na podmokłych terenach. Ostatecznie pierwsze tereny parkowe otwarto pod koniec 1858 r. Dziś ukończony w 1876 r. Central Park stanowi ulubione miejsce nowojorczyków do wypoczynku, spotkań i uprawiania sportu. Znajdują się tu jeziora, zoo i place zabaw dla dzieci. 

***

Moi bohaterowie spełnili się w Stanach Zjednoczonych. Dzięki przyrodzie, bliskości z tym, co jeszcze nie zostało do końca zniszczone przez człowieka, właśnie na Alasce realizuje się moje amerykańskie marzenie. Nie zamienię tego na nic innego – podsumowuje Kathryn. Dla mnie „american dream” to poczucie wolności. W Stanach Zjednoczonych mogę robić to, co kocham, i być, kim chcę. Dziś jestem w Nowym Jorku, jutro w Los Angeles, a za chwilę na Hawajach lub w innym miejscu na świecie. Pracuję dla amerykańskiej firmy, w której nie muszę siedzieć za biurkiem codziennie od rana do wieczora. I choć nie zarabiam milionów, czuję się szczęśliwy – puentuje Paweł. 

 

Artykuły wybrane losowo

Portugalia – na końcu Starego Świata

Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.

Więcej…

Dotrzymać kroku Jamajce

TOMASZ ŁADA
www.najamajke.pl

<< Na hasło „Jamajka” wyobraźnia najczęściej podsuwa nam obraz egzotycznego, porośniętego palmami kraju, leżącego gdzieś na końcu świata i zamieszkanego przez wyluzowanych, beztroskich i kolorowo ubranych ludzi z dredami i tlącym się w ustach papierosem z marihuany. Poza tym ta karaibska wyspa kojarzy się także z Bobem Marleyem, muzyką reggae, rajskimi plażami, piratami i najszybszymi sprinterami na ziemi (na czele z Usainem Boltem, rekordzistą na dystansie 100 i 200 m). Taki właśnie jej wizerunek jest bardzo bliski rzeczywistości, z którą spotykają się każdego roku przybywający tu turyści. Zapraszamy na krótką podróż po liczącej blisko 3 mln mieszkańców Jamajce, odkrytej w 1494 r. przez Krzysztofa Kolumba i uznanej przez niego za najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widział. >>

To karaibskie państwo, zajmujące jedną z wysp Wielkich Antyli (do archipelagu należą też Kuba, Hispaniola – Haiti i Portoryko), uzyskało niepodległość dopiero w sierpniu 1962 r. Dzisiaj znaczące dochody przynosi mu turystyka. Funkcje stolicy pełni w nim Kingston, założone na południowo-wschodnim wybrzeżu Jamajki pod koniec XVII w. Oficjalny język kraju to angielski, ale Jamajczycy posługują się najczęściej kreolskim Jamaican Patois (jamajski patois).

Więcej…

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.