ROBERT PAWEŁEK

www.travelcompass.pl

 

« Wietnam to kraj pełen kontrastów: zatłoczony i hałaśliwy, ale też cichy i subtelny. Niektórzy turyści już po jednej podróży darzą go miłością wielką i uzależniającą, inni zarzekają się, że ich noga więcej w nim nie postanie. Jeśli ktoś wybiera się tu po raz pierwszy, niech otworzy szeroko oczy i serce i pozwoli działać urokowi tej krainy smoka. »

 

Z góry terytorium kraju rzeczywiście przypomina swoim kształtem legendarnego gada z otwartą paszczą, choć niektórzy mówią, że wygląda raczej jak bambusowy drąg z koszami ryżu zawieszonymi na obu końcach. Tak naprawdę nie ma jednego Wietnamu. To kraina o s twarzach, różnorodnej kuchni i kulturze, naznaczona wielowiekowymi podziałami. Nawet pogoda jest tutaj bardzo zróżnicowana. Kiedy na południu w Ho Chi Minhie słońce pali niemiłosiernie, na północy w Hanoi czasem trzeba zakładać swetry. Północny i południowy kraniec terytorium Wietnamu dzieli mniej więcej 1,7 tys. km, najmniejsza odległość między wschodnią i zachodnią granicą wynosi zaledwie ok. 50 km. A jednak bez trudu odkryjemy, co łączy mieszkających w tym kraju ludzi. To zamiłowanie do pięknej przyrody, pracowitość, przywiązanie do rodziny i tradycyjnych wartości. Wietnamskie społeczeństwo wyrosło na gruncie konfucjanizmu. Jednostka uważana w nim jest za część większej całości. Aby ten organizm sprawnie działał, ludzie muszą ze sobą współpracować i wzajemnie się uzupełniać. 

 

W skali świata Wietnam może poszczycić się kilkoma wyjątkowymi atrakcjami. Są tu największe jaskinie na ziemi (Sơn Đoòng), niepowtarzalna zatoka Hạ Long czy unikatowy system tuneli pod Ho Chi Minhem (do 1976 r. funkcjonującym pod nazwą Sajgon), wykopanych rękami tysięcy Wietnamczyków i służących za schronienie podczas wojny z Amerykanami (1955–1975). Kto będzie podążał utartymi szlakami, niechybnie wpadnie jednak w sidła masowej turystyki. Jest to nieuniknione w kraju przyjmującym miliony turystów (w 2018 r. Wietnam odwiedziło ok. 15,5 mln zagranicznych gości), rozwijającym sieć lotnisk i hoteli. Ale zawsze można bezpiecznie zboczyć z głównych traktów, dać się skusić zapachowi lokalnych potraw z ulicznych garkuchni czy wynająć skuter i ruszyć, gdzie oczy poniosą… Dobry plan na wyprawę będzie wymagał właściwego wyboru miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Pamiętajmy, że tej perły Indochin nie zwiedzimy podczas jednej wizyty. Co zatem powinniśmy wybrać: imponujące miasta i buddyjskie świątynie, parki narodowe czy rajskie wybrzeże z setkami malowniczych wysepek? Oto garść moich propozycji na pełne wrażeń wakacje w Wietnamie. 

 

WEWNĄTRZ RZEKI

Podróż warto zacząć od wietnamskiej stolicy, Hanoi, która robi duże wrażenie. Chaos i wszechobecny tłok na ulicach stanowi tu normę, ale ta ośmiomilionowa metropolia przepełni każdego swoją energią. Urzeka w niej też zaradność i pracowitość jej mieszkańców. Wystarczy spojrzeć na ulicę – wszędzie do późnych godzin działają małe biznesy. Każda chwila jest dobra, żeby sprzedawać gadżety, perfumy, eleganckie torebki czy elektronikę, choć większość artykułów to podróbki. Z punktu widzenia turysty Hanoi to znakomite miejsce – można stąd wyruszyć na zwiedzanie właściwie wszędzie. Pogoda, jak na całej północy kraju, bywa w tej okolicy zmienna. W styczniu nie należy spodziewać się tropików (średnia temperatura w tym miesiącu wynosi mniej więcej 16,5°C), za to warto mieć przy sobie bluzę z polaru. Pobyt w Hanoi będzie także lekcją przetrwania. Szaleni motocykliści gnają tu na złamanie karku, jakby od tego pędu zależało całe ich życie. Przejście przez skrzyżowanie stanowi prawdziwy wyczyn. Trzeba uważać również na rowery i… taksówkarzy naciągaczy, którzy tylko czekają, aby zawieźć nas do innego, bardziej oddalonego hotelu o tej samej nazwie. Jednak te niedogodności tylko dodają temu miejscu magii. Wszystko wydaje się nowe i egzotyczne – kolorowe stragany, tłumy na ulicach, ciągły, jakby sam się napędzający ruch. 

 

Dzisiejsza stolica wielokrotnie zmieniała nazwę. Jako Hanoi, co znaczy „wewnątrz rzeki”, funkcjonuje od 1831 r. Niektórzy mówią, że życie toczy się tutaj nisko, przy samej ziemi. Jednak gdy podnieść głowę, widać wzbijające się w niebo strzeliste wieżowce, rosnące jak grzyby po deszczu, i kolejne przedmieścia przyklejające się do stolicy. Hanoi jak żadne miasto w Azji Południowo-Wschodniej łączy w sobie historię i nowoczesność. Zdecydowanie wygrywa też rywalizację o największą liczbę atrakcji w Wietnamie. Można w nim spędzić kilka dni na włóczeniu się ulicami historycznego centrum, odwiedzaniu licznych muzeów czy robieniu szalonych zakupów i ani razu się nie nudzić. Sklepy w starym Hanoi (Old Quarter) kuszą artykułami turystycznymi znanych marek, takich jak Jack Wolfskin czy The North Face. Kurtki, plecaki i buty kosztują w nich ułamek tego, co trzeba za nie zapłacić w Europie. Niestety, podobnie jak w wielu innych stołecznych sklepach, to tylko kopie oryginałów. 

 

Na historyczną część miasta, znaną jako 36 ulic, składają się dziesiątki chaotycznie przecinających się uliczek. Właśnie w tym miejscu, nad brzegiem Rzeki Czerwonej, Hanoi wzięło swój początek. Warto odwiedzić tu Bach Ma – najstarszą w stolicy świątynię (została założona w XI w., ale jej obecne budynki są dużo późniejsze, pochodzą z XVIII i XIX stulecia), poświęconą białemu koniowi, który ukazał się jednemu z wietnamskich władców (panującemu w latach 1009–1028 Lý Thái Tổ), przejść się po moście Long Biên, wielokrotnie bombardowanym przez Amerykanów w czasie wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej), czy wybrać się nad pobliskie Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm). To ostatnie uchodzi za symboliczne centrum miasta. W jego okolicy (w Thăng Long) można obejrzeć słynny teatr lalek na wodzie. Na koniec wypada spróbować kawy po wietnamsku – cà phê trứng, wymyślonej właśnie w Hanoi, serwowanej z chłodną pianką z kogla-mogla.

Wąska uliczka w Hanoi z torami, po których jeździ pociąg niemal ocierający się o ściany domów

© ROBERTPAWEŁEK/WWW.TRAVELCOMPASS.PL

 

ZATOKA LĄDUJĄCEGO SMOKA

W Hạ Long, położonym ponad 150 km na wschód od stolicy, nic nie wskazuje, że za tym hałaśliwym, przeciętnym miastem kryje się cudowna zatoka. Przysłania ją gąszcz zabudowań. Zza nich wyłania się prawdziwy cud natury, od pierwszej chwili podbijający serca turystów. Nad taflą wody górują potężne formacje skalne, jakich nie ma nigdzie na świecie. To miejsce nazywane bywa też zatoką 200 wysp, choć Wietnamczycy twierdzą, że jest ich tu 1969, co ma stanowić ukłon w stronę wielkiego przywódcy Ho Chi Minha, bo liczba ta pokrywa się z rokiem jego śmierci. Efemeryczne wysepki pojawiają się i znikają zależnie od poziomu wody, więc trudno podać konkretne dane. Pochodzenie nazwy Vịnh Hạ Long, czyli Zatoka Lądującego Smoka, tłumaczy się m.in. legendą o bogach, którzy chcąc wspomóc w walce z wrogiem wietnamski lud, zesłali mu matkę smoków wraz z dziećmi. Te wypluwszy z pyska drogocenne kamienie, zamienione w wyspy, stworzyły na morzu skalną zaporę nie do pokonania.

 

Z pokładu statku płynącego po Hạ Long można podziwiać maczugi, las wapiennych kolumn sterczących ponad wodą i dziwne skalne formacje pokryte tropikalną zielenią. Ta niezwykła sceneria, w której kręcono np. filmy Kong: Wyspa Czaszki, Indochiny, a nawet Jutro nie umiera nigdy o przygodach Jamesa Bonda, zaczęła się formować 500 mln lat temu. Zatoka była raz głębokim, raz płytkim morzem czy tylko obszarem przybrzeżnym. Warto zobaczyć także wspaniałe jaskinie krasowe, podziemne groty i korytarze, wyrzeźbione w miękkich skałach wapiennych na skutek procesów erozji. W trakcie zorganizowanej wycieczki (nie można wynająć prywatnej łodzi, bo teren znajduje się pod kontrolą państwa) zwiedzimy odkrytą przez Francuzów w 1901 r. Jaskinię Niespodzianek (Hang Sửng Sốt) z naciekami przypominającymi smoki i żółwie z wietnamskiej mitologii. Zajrzymy również do pięknej groty zwanej Niebiańskim Pałacem (Động Thiên Cung), w której wedle legendy odbyło się huczne wesele smoczego księcia trwające siedem dni i nocy. Dodatkową atrakcją podczas rejsu mogą być szybkie kursy przyrządzania sajgonek, lekcje tai chi czy błogi odpoczynek na cudownych plażach.

 

KLEJNOT PÓŁNOCY

Zaledwie mniej więcej 100 km na południe od Hanoi leży prowincja Ninh Bình, szczycąca się najbardziej widowiskowymi formacjami wapiennymi w Wietnamie. Nazwa systemu grot krasowych, Tam Cốc, oznacza „trzy jaskinie” – są to Hang Cả, Hang Hai i Hang Ba. Przepływa się przez nie łodzią. Okolicę nazywa się, nieco przesadnie, lądową zatoką Hạ Long. Widok tutejszych wapiennych wzgórz jest prawdziwą ucztą dla oczu, ale nie może się równać z krajobrazem swojego morskiego odpowiednika. Uroku dodają mu ciągnące się aż po horyzont pola ryżowe w formie równiutkich pasów żółci i zieleni.

 

W okolicy czeka jednak na nas dużo więcej atrakcji. Te przyrodnicze i kulturalne wpisano w 2014 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO pod wspólną nazwą zespół krajobrazowy Tràng An. Oprócz rezerwatu przyrody znajdziemy tu pozostałości dawnej, X- i XI-wiecznej stolicy Wietnamu Hoa Lư (wstęp bezpłatny) i kompleks buddyjskich świątyń Bái Đính. Warto też odwiedzić pobliski Park Narodowy Cúc Phương i wybrać się na wędrówkę po bujnych lasach podzwrotnikowych.

 

KURORT DLA ZAKOCHANYCH

Mówi się, że Đà Lạt jest najprzyjemniejszym miastem w kraju. To zapewne prawda, jeśli wziąć pod uwagę pogodę. Đà Lạt leży na średniej wysokości ok. 1500 m n.p.m. Nazywane wietnamską stolicą zakochanych i miastem kwiatów, cieszy się umiarkowanymi temperaturami powietrza przez cały rok. Nic zatem dziwnego, że zmęczeni upałami Wietnamczycy lubią się tu chłodzić. Nad pięknym jeziorem Xuan Huong zawsze można spotkać wietnamskie pary szalejące na tandemach. Wszędzie natkniemy się także na uliczne kafejki – w końcu ten rejon słynie z wielu plantacji kawy. Za nie mniej popularny napój w tych stronach uchodzi wino, bo miejscowy klimat sprzyja uprawie winorośli. Jeśli dodać do tego liczne atrakcje turystyczne znajdujące się w samym 400-tysięcznym mieście i otaczające je piękne górskie tereny, okazuje się, że naprawdę warto zatrzymać się tu podczas podróży po Wietnamie. 

 

Đà Lạt jest stosunkowo młodym ośrodkiem. W okolicznych górach jeszcze pod koniec XIX w. leżały jedynie niewielkie wioski zamieszkane przez mniejszości etniczne. Miasto założyli Francuzi, którzy chcieli uciec od tropikalnych upałów panujących na nizinach, więc zbudowali tutaj na początku XX stulecia górski kurort. Đà Lạt stało się prawdziwą letnią stolicą Indochin w latach 30. i 40. Z tego okresu pochodzą fascynujące czarno-białe zdjęcia, na których uwieczniono klasyczne automobile zaparkowane przed kolonialnymi willami i hotelami. Przez pewien czas znajdowała się tu większość siedzib administracji kolonii, a miasto pełniło funkcję oficjalnej stolicy Indochin Francuskich (w latach 1939–1945). Okolica Đà Lạt nie ucierpiała szczególnie w trakcie wojny wietnamskiej. Przez kolejne dekady popularny ośrodek wypoczynkowy dalej się rozwijał i tak jest aż do dziś, bo turystyka napędza miejscową gospodarkę.

 

SKUTEREM DO OPERY

Ho Chi Minh stanowi obowiązkowy przystanek na trasie podróżników przemierzających Wietnam. Dostać się do niego będzie bardzo łatwo, bo między dawnym Sajgonem a resztą świata funkcjonuje ok. 70 połączeń lotniczych. Z noclegiem też nie powinno być problemu, choć standard zakwaterowania zależy od zasobności portfela turysty. Kto nie skusi się na luksusowy hotel sieci Sheraton, Le Méridien, Marriott, InterContinental czy Hyatt, ma do wyboru tańsze, skromniejsze obiekty, w tym również popularne wśród backpackerów hostele. Po mieście można poruszać się skuterem z jednej z licznych działających tu wypożyczalni. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na duże korki przejażdżki będą wyzwaniem. Według oficjalnych statystyk w Ho Chi Minhie jest 7,5 mln skuterów, motorowerów i motocykli, nieoficjalnie jeździ ich dwa razy więcej. Nie należy się dziwić, gdy obok przemykają na jednym jednośladzie trzy osoby, w dodatku z pakunkami. Za nic szczególnego nie uchodzi także widok elegantki w sukience i czerwonych szpilkach pędzącej na skuterze do… teatru. My też w ten sposób dotarliśmy na sztukę À Ố Show, jeden z najsłynniejszych spektakli wystawianych w operze (Saigon Opera House). Przedstawienie to jest popisem akrobatycznych umiejętności tancerzy, dorównujących poziomem artystom ze słynnego Cirque du Soleil. Poza tym przybliża widzom bogate wietnamskie tradycje i kulturę. 

 

W na wskroś nowoczesnym Ho Chi Minhie zachowało się wiele budowli przypominających o jego kolonialnej przeszłości. Należy do nich imponująca Katedra Notre-Dame, wzniesiona z marsylskich cegieł, przywiezionych prosto z Francji w drugiej połowie XIX w. W październiku 2005 r. miał zdarzyć się tutaj cud: jak opowiadają wierni, po policzkach posągu Maryi umieszczonego przed wejściem zaczęły spływać łzy. I chociaż miejscowi hierarchowie nie potwierdzili, że wydarzenie było prawdziwe, przed świątynię ściągnęły takie tłumy, iż wstrzymano ruch na sąsiednich ulicach.

 

Większość Wietnamczyków jest bezwyznaniowa, a sam Wietnam uchodzi za najmniej religijny kraj Azji Południowo-Wschodniej. Ponad 73 proc. społeczeństwa nie deklaruje przynależności do żadnej oficjalnej religii, powyżej 12 proc. uważa się za buddystów, a ok. 8,5 proc. – za chrześcijan. Trochę przeczą temu inne statystyki, które mówią, że aż blisko 46 proc. społeczeństwa wyznaje tradycyjne wierzenia, co wskazuje na rozwiniętą duchowość Wietnamczyków. Nie dziwmy się zatem, że w domach, sklepach, a nawet budynkach użyteczności publicznej w Ho Chi Minhie, choć zdarza się to już coraz rzadziej, znajdziemy ołtarze poświęcone zmarłym, a na nich owoce, słodycze czy napoje składane w ofierze. 

 

W centrum warto zwrócić uwagę na piękny gmach Poczty Głównej, zaprojektowany przez francuskiego architekta Marie-Alfreda Foulhoux (1840–1892). Co ciekawe, na tutejszej poczcie, otwartej w 1891 r., wszystko działa niezawodnie, więc możemy kupić pocztówki i znaczki, żeby przesłać pozdrowienia znajomym. Najbardziej znanym budynkiem historycznym w mieście jest Pałac Reunifikacji, zwany też Pałacem Niepodległości. Stał się on, podobnie jak mur berliński, symbolem zakończenia wojny (w 1975 r.) i zjednoczenia kraju. Dziś funkcjonuje w nim muzeum, w którym obejrzymy dawne biuro prezydenckie, pokoje jadalne czy salę konferencyjną i pomieszczenia z mapami używanymi przy rozmieszczaniu wojsk. 

 

Podczas wizyty w Ho Chi Minhie polecam oderwać się jednak na chwilę od zabytków i zajrzeć na słynne targowisko Bến Thành ozdobione od frontu wieżą zegarową. Na jego stoiskach sprzedaje się mydło i powidło, można więc tu kupić wszystko, począwszy od wietnamskich kapeluszy i przydatnych w upały wachlarzy, po rękodzieło artystyczne, pamiątki, ubrania, warzywa, owoce i dary morza. Poza tym dawny Sajgon jest prawdziwym kulinarnym zagłębiem. Do wyboru mamy zarówno punkty działające wprost na ulicy, jak i ekskluzywne restauracje, w których gotują szefowie kuchni nagrodzeni gwiazdkami Michelin. Pysznych dań warto także spróbować w trakcie rejsów zabytkowymi statkami po rzece Sajgon. 

Na targu Bến Thành można kupić niemal wszystko

© ROBERTPAWEŁEK/WWW.TRAVELCOMPASS.PL

Na niezmiernie zatłoczonych ulicach Ho Chi Minhu samochody walczą o miejsce z licznymi jednośladami

© ROBERTPAWEŁEK/WWW.TRAVELCOMPASS.PL

 

MIASTO Z TUNELI

Wietnamczycy pielęgnują pamięć o swojej historii, nawet jeśli wiąże się ona z wielkim cierpieniem. Do miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w Wietnamie, należy Muzeum Pozostałości Wojennych w Ho Chi Minhie opowiadające o wojnie wietnamskiej. Otwarte we wrześniu 1975 r., kilkakrotnie zmieniało nazwę. Pierwotnie było Wystawą Zbrodni Amerykańskich i Rządu Marionetkowego, ale kiedy stosunki dyplomatyczne z USA zaczęły ulegać poprawie, postanowiono nazwać je inaczej. Przed wejściem (wstęp jest bezpłatny) stoją dobrze zachowane amerykańskie czołgi i myśliwce. Największe wrażenie robią jednak zdjęcia ofiar wojny. Przedstawiają porozrzucane strzępy ludzkich ciał, krew, dzieci bez nóg i rąk, okaleczone po użyciu przez Amerykanów napalmu i broni chemicznej (w tym defoliantu o nazwie Agent Orange).

 

Jedną z najsłynniejszych fotografii dokumentujących okrucieństwo wojny zrobiono w czerwcu 1972 r. w dystrykcie Trảng Bàng, położonym ok. 40 km na północny zachód od Ho Chi Minhu. Widać na niej nagą dziewięcioletnią dziewczynkę uciekającą ze swojej wioski po zrzuceniu napalmu. Poboczem drogi kroczą spokojnie amerykańscy żołnierze z karabinami. Dziewczynka ze zdjęcia, Phan Thị Kim Phúc, dziś dorosła kobieta, wspomina, że wtedy z przerażenia i bólu krzyczała: Za gorąco! Za gorąco!. Fotografię wyróżniono Nagrodą Pulitzera, a kanadyjski ekonomista i pisarz chińskiego pochodzenia Denise Chong w 1999 r. wydał książkę opisującą losy jej głównej bohaterki (pod tytułem The Girl in the Picture: The Story of Kim Phuc, the Photograph, and the Vietnam War). 

 

Mniej więcej 50 km na północny zachód od dawnego Sajgonu turyści schodzą do słynnych tuneli Củ Chi, z których większość została wykopana gołymi rękami. Ponad 200 km korytarzy łączących pomieszczenia tworzyło prawdziwe podziemne miasto. Labirynt ten służył Wietnamczykom za kryjówkę przed amerykańskimi wojskami i jako zaplecze dla Wietkongu. Tunelami można było dotrzeć z Sajgonu aż pod samą granicę z Kambodżą. Pod ziemią działały sklepy, kuchnie, szkoły, szpitale, nawet scena, na której wystawiano sztuki komediowe. System korytarzy ułatwiał przeprowadzanie ataków z zaskoczenia, transport broni czy szybką ewakuację, gdy nadchodził wróg. Dziś jest symbolem wielkiego heroizmu, ale też niezwykłej przebiegłości w walce z okupantem. Tunele Củ Chi naprawdę warto zobaczyć, bo stanowią ważny element historii Wietnamu.

Muzeum Pozostałości Wojennych w Ho Chi Minhie opowiadające o okrucieństwach wojny wietnamskiej

© ROBERTPAWEŁEK/WWW.TRAVELCOMPASS.PL

 

PŁYWAJĄCE TARGI

Jedną z większych atrakcji w kraju są rejsy łodziami w delcie rzeki Mekong. Przy brzegach stoją lekkie, drewniane domy zbudowane na bambusowych palach, przypominające weneckie kamienice. Przez miejscowych okolica delty nazywana jest cò bay thẳng cánh, co w luźnym tłumaczeniu oznacza teren tak rozległy, że żurawie mogą w pełni rozłożyć swoje skrzydła podczas lotu. Największe miasto i centrum administracyjne regionu stanowi 1,5-milionowe Cần Thơ, w którego pobliżu działa targ wodny Cái Răng. Ruch zaczyna się na nim już o 5.00 rano. Rzekę wypełniają wtedy kolorowe łodzie ze świeżymi warzywami i egzotycznymi owocami, sprzedawanymi za bezcen. Towary nieustannie krążą z rąk do rąk, są rozładowywane, przeładowywane, zmieniają właścicieli w stożkowych kapeluszach. Na wielu łodziach funkcjonują minirestauracje – na umieszczonych na nich przenośnych kuchenkach gotuje się pyszne posiłki. Można napić się świeżego soku z pomarańczy bądź mocnej kawy i skosztować takich delikatesów jak durian, dżakfrut czy rambutan.

 

Z powodu ścisku na rzece z trudem manewrujemy między łódkami. Wydaje nam się, że wszyscy na nas patrzą. To złudzenie biorące się z faktu, że tutejsze łodzie ozdobione są na dziobach parą oczu. Zdaniem jednych pomagają one sprawniej poruszać się po rzece i szczęśliwie powracać do portu. Inni uważają je za amulet przynoszący załodze szczęście. Niektórzy jednak dopatrują się tu związku z legendą, według której wietnamski władca nakazał rybakom malować oczy na statkach po tym, jak groźna ryba zaatakowała jego kompana. 

 

W porcie koło 270-tysięcznego miasta Mỹ Tho warto odwiedzić przepiękną buddyjską pagodę Vĩnh Tràng. Bogato ozdobiona ornamentami świątynia z połowy XIX w. łączy europejskie i azjatyckie style architektoniczne. Urody dodają jej malownicze ogrody z drzewkami w formie bonsai. Jeśli komuś wystarczy czasu, powinien jeszcze wybrać się na degustację ryżowego wina na jedną z wysp położonych na Mekongu. Do wyboru są np. wyspy Feniksa, Smoka, Żółwia i Jednorożca, po których z powodzeniem można poruszać się rowerami.

 

KRASOWY RAJ

Kto jest gotowy na przygodę, niech rusza do prowincji leżącej w najwęższej części terytorium Wietnamu, czyli do graniczącej z Laosem Quảng Bình. Amerykański dziennik The New York Times nazwał ją krainą największych jaskiń na świecie. Są tak tajemnicze i piękne, że władze prowincji zamierzają otwierać dla ruchu turystycznego kolejne, ale z jak najmniejszą szkodą dla środowiska. Dla regionu oznacza to wymierne korzyści – co roku groty przyciągają miliony turystów, których kuszą również komfortowe hotele i piękne, piaszczyste plaże.

 

Wiele jaskiń (w Parku Narodowym Phong Nha-Kẻ Bàng, widniejącym od 2003 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, na razie doliczono się jakichś 300) czeka jeszcze na odkrycie, co nie będzie proste, bo skrywa je gorąca, wilgotna dżungla. Do jednych można dostać się tylko łodzią, do innych – wpław. Jednak są i takie, do których wchodzi się suchą stopą, aby spacerować po oświetlonym wnętrzu bez obawy o zdrowie i życie. Mam szczęście poznać kilka z nich. 

 

Thiên Đường w tłumaczeniu na polski znaczy „raj”, co w przypadku tej suchej jaskini jest bardzo trafną nazwą. Aby dotrzeć do niewielkiego wejścia położonego na wysokości ponad 200 m n.p.m., trzeba się wspiąć. Trud jednak się opłaca, bo w środku wita nas baśniowy świat. Formacje skalne rzeźbione przez wodę przez miliony lat przypominają kształtem zwierzęta, drzewa, dziwne stwory… Kto chciałby zapuścić się głębiej, musi zaopatrzyć się w kask i latarkę czołową. Rajska jaskinia ma 31 km długości, ale jednodniowe wycieczki obejmują zwykle jedynie kilometrową trasę. Thiên Đường według Organizacji Rekordy Wietnamu – Vietkings może poszczycić się trzema rekordami. Po pierwsze jest najdłuższą suchą jaskinią w Wietnamie, po drugie skrywa najbardziej unikatowe stalaktyty, a po trzecie została wyposażona w najdłuższe drewniane schody w Azji.

 

Niezaprzeczalny cud stanowi też Phong Nha. Znajduje się ona w sercu Parku Narodowego Phong Nha-Kẻ Bàng. Płyniemy do niej łodziami rzeką Son, ubrani w kapoki, bo w niektórych miejscach bywa dość głęboko. Niegdyś jaskinia ta służyła za kryjówkę wietnamskim władcom, a podczas wojny z Amerykanami była schronieniem dla okolicznej ludności i żołnierzy. Mieścił się tutaj również szpital. Wnętrze jest odrobinę podświetlone, więc w trakcie zwiedzania możemy podziwiać niezwykłe stalaktyty wiszące nisko nad naszymi głowami. Posuwamy się wolno łodziami przy akompaniamencie plusku wody wydawanego przez wiosła naszych sterników. Raz po raz komuś wyrywa się okrzyk zachwytu na widok skalnych formacji przypominających grupy aniołów, dostojnych świętych czy prehistorycznych zwierząt. 

 

Jednak największe wyzwanie dopiero przed nami. Do rzecznej jaskini Trạ Ang nie można tak po prostu wejść ani dostać się łódką. Ścieżka spada ostro w dół, więc spuszczamy się przy pomocy lin. Dalej czeka nas krótka przeprawa przez dżunglę, a na koniec pokonanie 600 m rzeki, którą trzeba wpłynąć samodzielnie do środka Trạ Ang. W tym przypadku przydają się nam kostiumy kąpielowe, kaski i ochronne klapki z miejscowej wypożyczalni sprzętu sportowego. Lunch, serwowany na matach rozłożonych na ziemi, stanowi nagrodę za cały nasz trud. Wokół panuje cisza jak makiem zasiał, czasem słychać tylko odgłosy dżungli. Jest naprawdę bajkowo.

Artykuły wybrane losowo

Toskania – serce Włoch

APOLONIA FILONIK

<< Toskania jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów regionów Włoch. Nie należy się temu dziwić – wszak znajdziemy w niej wspaniałe zbiory sztuki renesansowej, urokliwe, średniowieczne miasteczka, zachwycające krajobrazy i wyborne wino. Każdy powinien więc być zadowolony z wizyty tutaj. Toskania to także serce kultury Italii – stąd pochodzili Dante Alighieri, Francesco Petrarca i Giovanni Boccaccio, ojcowie języka włoskiego, który wywodzi się z dialektu właśnie tego regionu. >>

Podczas planowania wycieczki po tej przepięknej części Włoch nierzadko musimy wybierać między największymi turystycznymi atrakcjami a mniej oczywistymi miejscami. Podjęcie odpowiedniej decyzji bywa w takiej sytuacji trudne. W tym krótkim artykule postaram się to jednak ułatwić, bo każda podróż do Toskanii powinna być niezapomnianym przeżyciem.

 

Florencka Katedra Matki Boskiej Kwietnej z największą ceglaną kopułą na świecie

© KavalenkavaVol ha/iSto ck/Getty Imag es

 

Na początek przyjrzymy się kontynentalnej części regionu, najbardziej wyczerpująco opisywanej w przewodnikach turystycznych. Tu z pewnością choć raz trzeba odwiedzić toskańską stolicę, Florencję. Warto też poznać inne, większe i mniejsze miasta, w których na każdym kroku można się przekonać, że Włochy to kolebka sztuki europejskiej. Toskania ma również swoje wyspiarskie oblicze. Należy do niej zachwycający archipelag Wysp Toskańskich.

 

Kolacja na sielskiej toskańskiej prowincji

©SolStock/E+/Getty Imag es

 

PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO

Florencja to raj dla turystów zafascynowanych włoską sztuką. Miasto oblegają przyjezdni z całego świata, więc nie ma w nim co liczyć na chwilę spokoju i samotności. Należy być gotowym na stanie w kolejkach, zrobić wcześniej rezerwację biletów i niestety poddać się nurtowi zwiedzających w muzeach i galeriach. Jednak to, co można zobaczyć i przeżyć w stolicy Toskanii, jest warte tych poświęceń. Florencja stanowi prawdziwe dzieło sztuki – na każdym kroku napotkamy w niej arcydzieła architektury, rzeźby lub malarstwa autorstwa najwybitniejszych mistrzów w historii.

Za najbardziej ikoniczną florencką budowlę uchodzi – oczywiście – Katedra Matki Boskiej Kwietnej (Cattedrale di Santa Maria del Fiore), której zjawiskowa kopuła góruje nad dachami miasta. Świątynia jest szczególnie atrakcyjna z zewnątrz (rzeźby z niej można zobaczyć w Museo dell’Opera del Duomo) i żeby podziwiać jej majestatyczne piękno, warto wspiąć się po 414 schodach na blisko 85-metrową Dzwonnicę Giotta (Campanile di Giotto). Do kompleksu sakralnego należy również baptysterium (Battistero di San Giovanni), do którego prowadzą słynne drzwi z początku XV w., projektu Lorenza Ghibertiego.

Podczas jednej podróży do Florencji nie sposób zwiedzić wszystkiego, ale dobrze orientować się, co nas czeka w poszczególnych galeriach i muzeach. Na pierwszym miejscu wśród tych placówek znajduje się Galeria Uffizi (Galleria degli Uffizi) – świątynia renesansowego malarstwa włoskiego. Najczęściej kojarzony z nią obraz Narodziny Wenus Sandra Botticellego to tylko jedno płótno z ogromnej kolekcji dzieł artystów takich jak Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Giotto di Bondone czy Piero della Francesca. Symbolem Florencji, prócz katedry, jest słynny Dawid Michała Anioła. Pierwotnie był umieszczony na zewnątrz, dziś wraz z innymi pracami mistrza wystawia go Galeria Akademii (Galleria dell’Accademia). W poszukiwaniu arcydzieł Michała Anioła powinniśmy udać się też do Museo Nazionale del Bargello w Pałacu Bargello, gdzie możemy także podziwiać rzeźby innych artystów, np. Donatella, oraz do Casa Buonarroti – w domu tym wprawdzie nie mieszkał, ale dziś mieści się w nim jego muzeum. Obok Galerii Uffizi, przy Piazza della Signoria znajduje się Stary Pałac (Palazzo Vecchio), dawna siedziba rady miejskiej. Stąd słynnym mostem złotników (Ponte Vecchio) dotrzemy na drugą stronę rzeki Arno, prosto do Palazzo Pitti z aż czterema muzeami.

Osoby wolące kontemplować dzieła sztuki w zaciszu sakralnych wnętrz mogą być pewne, że nie zabraknie ich we florenckich świątyniach. Oprócz katedry na liście zwiedzania powinny znaleźć się kościół Medyceuszy – Basilica di San Lorenzo z Nową Zakrystią (Sagrestia Nuova) zaprojektowaną przez Michała Anioła; Orsanmichele – pierwotnie spichlerz i hala gildii miejskich, który zdobią rzeźby m.in. Donatella i Lorenza Ghibertiego; Basilica di Santa Croce z kaplicami Peruzzich i Bardich dekorowanymi freskami Giotta; Chiesa di Santa Maria del Carmine z kaplicą Brancaccich z freskami Masaccia, Masolina da Panicale i Filippina Lippiego oraz Basilica di Santa Maria Novella słynąca z innego dzieła Masaccia – Trójcy Świętej.

 

Charakterystyczny element krajobrazów Toskanii stanowią łagodne, zielone wzgórza

© Shaiith/iSto ck/Getty Imag es

 

SIENA, PIZA I CAŁA RESZTA

Średniowieczna Siena to drugie po Florencji miasto stanowiące najczęstszy cel turystów zwiedzających Toskanię. Tu również znajduje się wspaniała katedra (Cattedrale Metropolitana di Santa Maria Assunta). Ma ona pięknie zdobioną fasadę i kryje w swoim wnętrzu wyjątkowe prace gotyckich i renesansowych mistrzów takich jak Nicola Pisano, jego syn Giovanni, Michał Anioł czy Donatello. Podobnie jak we Florencji wiele dzieł sztuki pochodzących z katedry przechowywanych jest w pobliskim muzeum (Museo dell’Opera del Duomo, Siena Opera della Metropolitana). Aby obejrzeć wybitne przykłady malarstwa, należy udać się do galerii Pinacoteca Nazionale. Jednak najważniejszy punkt Sieny stanowi Piazza del Campo – spadzisty plac w kształcie półkola, przy którym mieści się Palazzo Pubblico (Palazzo Comunale) z Muzeum Miejskim (Museo Civico). To właśnie na nim odbywa się dwa razy do roku (2 lipca i 16 sierpnia) słynny wyścig konny Palio di Siena (Il Palio). Biorący w nim udział zawodnicy reprezentują 17 dzielnic (contrade). W samej gonitwie uczestniczy 10 dżokejów (fantini). Widowisko przyciąga niemal wszystkich mieszkańców Sieny i mnóstwo gości z całego świata. Zwycięzca wyścigu zostaje na koniec porwany przez rozentuzjazmowany tłum.

Trzecim najbardziej znanym miastem Toskanii obok Florencji i Sieny jest Piza. Wszyscy kojarzą ją głównie z Krzywą Wieżą (Torre Pendente), z którą turyści fotografują się w różnych pozach. Naszej uwadze nie powinny umknąć jednak inne wspaniałe budowle wzniesione na Placu Cudów (Piazza dei Miracoli) – przede wszystkim majestatyczna Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Cattedrale Metropolitana Primaziale di Santa Maria Assunta), będąca nietypowym przykładem włoskiej architektury średniowiecznej (arcydziełem tzw. romanico pisano), oraz Baptysterium św. Jana Chrzciciela (Battistero di San Giovanni Battista).

W Toskanii, jeśli tylko będziemy mieli taką możliwość, musimy odwiedzić jak najwięcej zabytkowych miast i miasteczek. Są one nieco spokojniejsze niż te trzy duże, najmodniejsze i najbardziej oblegane toskańskie ośrodki, ale z pewnością nie brakuje im wielkiego uroku. Wśród nich warto wymienić choćby Cortonę, Carrarę, Arezzo, Lukkę, Montalcino, Montepulciano, Pienzę, Pistoię, Grosseto, San Gimignano czy Monteriggioni. Na zainteresowanie zasługują także regiony Chianti, Casentino, Garfagnana, Lunigiana i Maremma. Arezzo słynie m.in. z fresków Piera della Francesco zdobiących Bazylikę św. Franciszka (Basilica di San Francesco). Cortona z kolei szczyci się piękną średniowieczną zabudową, podobnie zresztą jak choćby Lukka, Monteriggioni czy Pistoia. W tej ostatniej nie sposób ominąć Katedry św. Zenona (Cattedrale di San Zeno) z najwspanialszym włoskim ołtarzem, wykonanym ze srebra (Altare argenteo di San Jacopo). San Gimignano rozpoznamy z daleka po 14 wieżach, które nadają mu charakter średniowiecznej metropolii. Pienza to miasteczko zaprojektowane i założone w epoce renesansu przez papieża Piusa II. Carrara słynie z okolicznych kamieniołomów. W marmurze karraryjskim tworzyli swoje dzieła m.in. Michał Anioł czy Giovanni Lorenzo Bernini. Romantyczny górski krajobraz, który niegdyś zachwycił angielskiego poetę George’a Gordona Byrona, będziemy mogli podziwiać w Garfagnanie. Rejon Maremmy z kolei zaskakuje dzikimi pejzażami w swoim centrum. Podążając nieco dalej na zachód od niego, natrafimy na najbardziej popularne plaże w Marina di Alberese, Porto Ercole, Porto Santo Stefano, Monte Argentario, Orbetello, Castiglione della Pescaia i Scarlino. Szlakiem winnym powinniśmy udać się do regionu Chianti oraz Montalcino (ojczyzny wyśmienitego czerwonego Brunello di Montalcino) i Montepulciano, gdzie produkuje się wyborne Vino Nobile di Montepulciano.

 

MALOWNICZY ARCHIPELAG

Wyspy Toskańskie (Arcipelago Toscano) rozciągają się między morzami Liguryjskim i Tyrreńskim, u wybrzeży Toskanii. Największa z nich, Elba (ok. 224 km² powierzchni i 32 tys. mieszkańców), kojarzy się przede wszystkim z zesłanym na nią Napoleonem Bonapartem (przebywającym na niej od maja 1814 r. do lutego 1815 r.), ale jest też miejscem krzyżowania się wielu kultur. To tutaj według mitologii greckiej podczas wyprawy po złote runo zatrzymał się Jazon (Argonauci nazywali ten piękny ląd Aethalią). Wyspa została wspomniana w Eneidzie rzymskiego poety Wergiliusza. Zawitali na nią m.in. Grecy, Etruskowie, Rzymianie, Saraceni, Medyceusze, Hiszpanie, a w końcu sam cesarz Francuzów. Dziś zniewalającą Elbę odwiedzają rzesze turystów, co wcale nie dziwi. Oprócz malowniczych krajobrazów i piaszczystych plaż znajduje się tu wiele innych atrakcji.

W stolicy wyspy, Portoferraio, zwiedzimy przede wszystkim XVI-wieczne medycejskie fortyfikacje. Do ich najważniejszych obiektów należą Torre della Linguella (Torre del Martello), Forte Stella na planie gwiazdy i Forte Falcone. Widoki w tym największym mieście Elby, w którym mieszka na stałe 12 tys. osób, uatrakcyjniają dodatkowo liczne przejścia, tunele, schody i armaty. Pielgrzymów i miłośników sztuki sakralnej zainteresuje główny tutejszy kościół – Chiesa della Natività di Maria (Propositura della Natività di Maria), stojący przy placu Republiki (Piazza della Repubblica).

W każdej miejscowości na wyspie znajdziemy coś interesującego. W Palazzo del Pretorio w miasteczku Marciana mieści się Miejskie Muzeum Archeologiczne (Museo Civico Archeologico di Marciana) z licznymi zbiorami interesujących przedmiotów pochodzących z tej okolicy. Placówka podzielona jest na kilka sekcji: prehistoryczną, etruską, średniowieczną, omawiającą m.in. miejscowe zastosowanie granodiorytu (wydobywanego niegdyś w Cavoli), oraz dotyczącą cennych reliktów odkrytych pod wodą w okolicach Sant’Andrea, Procchio i Chiessi (tzw. relitti di Sant’Andrea, relitto di Procchio i relitto di Chiessi). Z Porto Azzurro można wybrać się do barokowego Sanktuarium Matki Boskiej z Montserrat (Santuario della Madonna di Monserrato), wybudowanego na początku XVII w. przez ówczesne władze hiszpańskie. Poświęcono je Madonnie z Montserrat w Katalonii. Jeśli odwiedzimy Porto Azzurro 8 września, trafimy na obchody święta ku jej czci. Z kolei 25 lipca będziemy mieli w nim okazję obejrzeć spektakularny pokaz fajerwerków nad zatoką organizowany z okazji dnia św. Jakuba (San Giacomo).

Jednak Elba to również, a może przede wszystkim, miejsce atrakcyjne ze względów przyrodniczych, doskonałe dla miłośników wycieczek na łono natury. Częścią rozległego Parku Narodowego Wysp Toskańskich (Parco Nazionale Arcipelago Toscano) jest choćby mieszczące się w pobliżu Monte Perone (630 m n.p.m.) Sanktuarium Motyli „Ornella Casnati” (Il Santuario delle Farfalle „Ornella Casnati”), w którym w naturalnym środowisku lasów sosnowych i pól obejrzymy unikatowe gatunki motyli występujących w tym rejonie.

Elba słynie też z ogromnej różnorodności minerałów. Warto tu wymienić dwie główne atrakcje. Pierwsza z nich to Park Górniczy Wyspy Elba (Parco Minerario Isola d’Elba) w Rio Marinie, w której okolicy od blisko 3 tys. lat (od czasów Etrusków) wydobywano żelazo. Wycieczkę należy rozpocząć w XVIII-wiecznym Palazzo del Burò, najważniejszym budynku historycznego centrum miasta. Obecnie działa w nim muzeum (Museo dei Minerali dell’Elba e dell’Arte Mineraria), w którym zebrano wspaniałą kolekcję tysiąca minerałów, a także zrekonstruowano wnętrza kopalni. Następnie koniecznie trzeba zwiedzić właśnie kopalnie – otaczający je niezwykły, czerwony pejzaż przywodzi na myśl krajobraz księżycowy. Specjalny pociąg (tzw. trenino) w nieco ponad godzinę obwiezie nas po głównych punktach kopalni. Atrakcja ta spodoba się szczególnie młodszym zwiedzającym. Drugim miejscem, które prezentuje minerały wyspy, jest Museo Minerali Elbani „Alfeo Ricci” w Capoliveri. Szczyci się ono kolekcją rzadkich okazów Alfea Ricciego. Muzeum działa codziennie, a wstęp kosztuje zaledwie 2 euro.

Jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na Elbie stanowi Punta Calamita, wysunięty w morze górzysty półwysep, wprost idealny jako cel wypraw rowerowych. Już od czasów Etrusków mieściły się w tym rejonie kopalnie magnetytu – obok pirotynu jedynego minerału, który naturalnie wykazuje właściwości magnetyczne. Podobno w pobliżu półwyspu kompasy na statkach traciły orientację i przestawały wskazywać północ. Na jego zwiedzanie można wyruszyć pieszo lub rowerem z Capoliveri drogą, która prowadzi przez malowniczą Plażę Kochanki (Spiaggia dell’Innamorata) do sosnowego lasu na Monte Calamita, wzgórzu o wysokości 413 m n.p.m.

Wspomniana Spiaggia dell’Innamorata ma długość ok. 280 m, pokryta jest piaskiem i osłonięta od wiatru z jednej strony przez Punta di Pareti, a z drugiej przez Punta delle Ciarpe. Swoją romantyczną nazwę zawdzięcza tragicznej historii miłości Lorenza i Marii. Legenda pochodząca z 1534 r. głosi, że plaża była schronieniem dla dwojga kochanków, którzy z powodu sprzeciwu rodziny dziewczyny nie mogli być razem. Kiedy Lorenzo został zabity przez piratów, Maria z rozpaczy rzuciła się w morskie odmęty. Podobno zdarzyło się to 14 lipca i do dziś w Capoliveri w tym dniu obchodzi się Święto Zakochanych, któremu towarzyszy uroczysta parada i procesja ze światłami nad brzeg morza.

W skład archipelagu wchodzi jeszcze sześć innych większych wysp. Druga co do wielkości po Elbie jest Giglio (ok. 24 km² powierzchni i blisko 1,5 tys. mieszkańców). Jej okolica stanowi wymarzone miejsce dla amatorów nurkowania. Przejrzyste wody pozwalają na obserwowanie bujnego życia morskiego. Kto skusi się na podwodną wyprawę, będzie mógł podziwiać skały pokryte niebieskimi gąbkami i czerwonymi gorgoniami oraz spotkać piotrosze (paszczaki, ryby św. Piotra), samogłowy, kielce właściwe (kielczaki śródziemnomorskie), tuńczyki czy pławikoniki. Trzecia pod względem powierzchni jest Capraia (ponad 19 km²). To jedyna wyspa archipelagu, która ma pochodzenie wulkaniczne. Uchodzi za raj dla miłośników zarówno flory, jak i fauny. Z kolei na Pianosie (ok. 10 km²) do 1998 r. mieściło się pilnie strzeżone więzienie. Z tego powodu ta dziewicza wyspa nie jest częstym celem wypraw turystów, poza tym w celu zachowania jej naturalnego piękna podjęto decyzję o wprowadzeniu limitu liczby gości, która nie może przekraczać 250 osób dziennie. Warto ją jednak odwiedzić podczas wycieczki z przewodnikiem i wziąć udział w wędrówkach pieszych lub rowerowych, zwiedzić spektakularny kompleks chrześcijańskich katakumb z III–IV w. albo uprawiać snorkeling u jej brzegów. Giannutri (2,6 km² powierzchni) kształtem przypomina półksiężyc. W okolicznych krystalicznie czystych wodach można się natknąć dość często na delfiny i walenie, a czasami nawet na żółwie karetta. Na wyspie zwiedzimy rzymską willę z I–II w. n.e. wybudowaną dla potężnej rodziny Domizi Enobarbi, z której pochodził cesarz Neron (tzw. Villa Domizia, Villa Domitia). Na Gorgonie (2,23 km² powierzchni) funkcjonuje od 1869 r. kolonia karna, dlatego obowiązuje na niej limit odwiedzających – turyści mogą przypływać tu cztery dni w tygodniu (wpuszcza się do 75 osób dziennie). Niełatwo dostać się również na Montecristo (ok. 10,4 km²). Rozgłos przyniosła jej powieść francuskiego pisarza Aleksandra Dumasa Hrabia Monte Christo (1844–1846). Wokół niej rozwinęło się szczególnie bogate życie morskie. W okolicy pojawiają się różne gatunki waleni, w tym wyjątkowo rzadkie, m.in. dlatego na wyspę, na której utworzono zresztą objęty ścisłą ochroną rezerwat biogenetyczny „Isola di Montecristo” (Riserva Naturale Biogenetica „Isola di Montecristo”), wpuszcza się rocznie, jedynie w okresie od 1 kwietnia do 15 lipca i od 31 sierpnia do 31 października, zaledwie tysiąc szczęśliwców (600 uczniów, studentów i 400 dorosłych – członków ekspedycji naukowych, dziennikarzy czy pisarzy). Nie zniechęca to jednak wielu zafascynowanych tajemniczą, dziewiczą i niedostępną Montecristo osób, które są gotowe długo czekać na akceptację ich zgłoszenia (średnio dwa, trzy lata).

 

PRZYRODA I SPA

Toskania z jednej strony kojarzona jest z miastami, które same w sobie stanowią dzieła sztuki, a z drugiej – z zachwycającymi krajobrazami. Miłośnicy spędzania urlopu na łonie natury nie mogą narzekać na brak atrakcji. Na wielbicieli górskich wycieczek czeka Park Narodowy Apeninu Toskańsko-Emiliańskiego (Parco Nazionale Appennino Tosco-Emiliano), który rozciąga się na granicy Toskanii i Emilii-Romanii. Bogata fauna i flora oraz najwyższy szczyt całego regionu, Prado (Prato, 2054 m n.p.m.), są chyba wystarczającą zachętą, żeby się tu udać. Bliżej wybrzeża można wybrać się na wyprawę w dzikie Alpy Apuańskie, gdzie wśród malowniczych gór znajduje się niemal tysiąc jaskiń, w tym najgłębsza we Włoszech (aż ok. 1210 m!) – Antro del Corchia (nazywana również Grottą di Eolo).

Ci, którzy najchętniej spędzają czas nad brzegiem morza, powinni z pewnością zaplanować wycieczkę na zachwycające Wyspy Toskańskie. Jeśli wolą jednak pozostać w kontynentalnej części regionu, mogą zatrzymać się w jednej z tutejszych nadmorskich miejscowości. Viareggio na wybrzeżu Versilia to kurort nad Morzem Liguryjskim, w którym dominuje architektura w stylu secesji i art déco. Latem wypoczniemy tu na pięknych plażach, a zimą – będziemy się bawić podczas słynnego karnawału (Carnevale di Viareggio). Na południe od Viareggio znajduje się klimatyczne Livorno – najważniejsze miasto portowe w Toskanii, które tętni życiem. Warto je odwiedzić także poza sezonem. Za jego największe atrakcje uchodzą liczne targi, akwarium (Acquario di Livorno) i piękna promenada ciągnąca się wzdłuż wybrzeża (tzw. Lungomare di Livorno). W rejonie niziny Maremma możemy zatrzymać się w Castiglione della Pescaia, dawnej rybackiej wiosce z dwoma portami, latarniami morskimi i molo. W okolicy są zarówno skaliste, jak i piaszczyste plaże. Dalej na południe leży laguna Orbetello i urokliwe miasteczko o tej samej nazwie. Gości tego ostatniego zaskoczy nieco egzotyczna atmosfera. Laguna słynie z bogactwa roślin i zwierząt, w tym różowych flamingów. W miasteczku znajduje się dość sporo perełek architektury, zarówno z początków renesansu, jak i z czasów panowania Hiszpanów (Stato dei Presidi, 1557–1801).

Jeśli ktoś pragnie wybrać się nad morze, ale woli spędzać czas aktywniej, niż tylko leżąc na plaży w towarzystwie innych turystów, powinien odwiedzić Parco Regionale Migliarino San Rossore Massaciuccoli – park o niespotykanie zróżnicowanym krajobrazie. Są tutaj piaszczyste wydmy, malownicze morskie wybrzeże, jezioro Massaciuccoli, ujścia rzek Arno i Serchio oraz sosnowe lasy. Park można zwiedzać samodzielnie lub podczas wycieczki z przewodnikiem. Do wyboru mamy wędrówkę szlakami pieszymi, przejażdżkę trasami rowerowymi, skorzystanie z małego, ekologicznego pociągu czy nawet łodzi.

Wielbiciele wczasów zdrowotnych powinni wybrać się do Montecatini Terme, Castiglione d’Orcia czy Bagni di Lucca. Pierwsza miejscowość to eleganckie uzdrowisko w prowincji Pistoia słynące z dobroczynnych wód, w którym poczujemy się jak kuracjusze z minionych wieków. Pobyt w nim będzie nie tylko relaksem dla ciała i duszy, ale i prawdziwym przeżyciem estetycznym, a to za sprawą zabytkowej architektury kompleksu łaźni (Terme Tettuccio). Do Castiglione d’Orcia warto udać się zwłaszcza, gdy temperatura nieco spadnie, bo w jego okolicy znajdują się gorące źródła w Bagni San Filippo. Klimatyczne uzdrowisko Bagni di Lucca, nie bez powodu zwane Szwajcarią Toskanii, znane było już w czasach starożytnego Rzymu.

 

CHLEB I WINO

W trakcie podróży po malowniczej toskańskiej ziemi nie należy zapominać o przyjemnościach cielesnych i degustacji miejscowych specjałów. Kuchnia tego regionu charakteryzuje się bardzo długą tradycją, związaną głównie ze środowiskiem wiejskim. Choć bazuje na nieskomplikowanych składnikach, nie można odmówić jej wyrafinowania.

Przewodnik po kuchni Toskanii bezsprzecznie trzeba zacząć od steku po florencku, czyli bistecca alla fiorentina – sztandarowego tutejszego dania. W restauracjach Florencji specjalizujących się w tej potrawie kelner najpierw prezentuje gościowi plaster surowej wołowiny. Jeśli ten go zaakceptuje, kucharz przystąpi do odpowiedniego przyrządzania mięsa. Stek ma wagę ok. 1–1,5 kg, grubość mniej więcej 5–6 cm i krwiste wnętrze.

Kuchnia toskańska jest w dużej mierze mięsna i tłusta, dlatego obok wołowiny kluczowe miejsce zajmują w niej flaki. Typowe danie to trippa alla fiorentina. Pod tą nazwą kryją się flaki gotowane z oliwą, cebulą, włoszczyzną i pomidorami, a przed podaniem oprószone tartym parmezanem. W wersji street food potrawa ta występuje w postaci lampredotto, czyli rodzaju burgera z flakami. Można go kupić w specjalnych budkach – lampredottari. Podawany jest najczęściej z sosem z czosnku i natki pietruszki.

Ale kuchnia Toskanii to nie tylko dania mięsne, lecz także wyśmienite zupy. Za typową dla tego regionu uchodzi pappa al pomodoro. Swoją gęstą konsystencję ta włoska pomidorówka zawdzięcza dodatkowi toskańskiego chleba, który według receptury sięgającej średniowiecza zagniata się bez soli. Inną popularną zupą jest fasolowa ribollita. Jej główne składniki, oprócz fasoli, stanowią toskańska czarna kapusta (cavolo nero, nazywana też często czarnym jarmużem lub dinozaurem) i czerstwy chleb. Pierwotnie ribollita była przygotowywana w chłopskich domach i od razu w dużych ilościach po to, żeby odgrzewać ją przez kilka dni, na co wskazuje sama jej nazwa („ponownie gotowana”).

Do charakterystycznych deserów w Toskanii (jak i na całym obszarze Apeninów) należą ciasto z kasztanów, czyli castagnaccio, i ciasteczka cantucci (cantuccini lub biscotti di Prato, czyli „biszkopty z Prato”). To pierwsze jest niepozornym, płaskim plackiem z mąki z kasztanów, z dodatkiem rodzynek i orzeszków piniowych, udekorowanym często gałązką rozmarynu albo skórką pomarańczową. Cantucci są w Polsce lepiej znane. Te twarde ciasteczka migdałowe o cytrynowym lub pomarańczowym aromacie przypominają nieco sucharki. Podaje się je najczęściej z rodzajem toskańskiego wina deserowego (tzw. vin santo – po polsku „święte wino”), w którym macza się cantucci, aby zmiękły. Można je również zanurzyć w pysznej włoskiej kawie.

Skoro już wspomnieliśmy przed chwilą o szlachetnych trunkach, na koniec należy nadmienić o chyba najważniejszym bohaterze opowieści o tradycji kulinarnej Toskanii – winie z regionu Chianti. Wyróżnić tu trzeba Chianti Rufina DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita) wytwarzane w miasteczku Rufina i jego okolicach, a przede wszystkim słynne Chianti Classico DOCG, którego spróbować można niemal w każdym punkcie gastronomicznym we Florencji i całym regionie: od ulicznej budki po elegancką restaurację. Inne produkty warte uwagi to przede wszystkim wyborna oliwa, białe trufle z San Miniato, ser pecorino toscano, a z wyrobów mięsnych: finocchiona (toskańskie salami z koprem włoskim) i prosciutto toscano.

INNY RODZAJ TURYSTYKI

Zmęczeni nierzadko wielogodzinnym staniem w kolejkach po bilety i pospiesznym przesuwaniem się z tłumem po korytarzach galerii i muzeów turyści marzą o chwili wytchnienia, alternatywnych formach spędzania czasu, bez pośpiechu, w spokoju, w bliskim kontakcie z naturą. To właśnie oferuje im od 2015 r. Slow Travel Fest – cykliczne wydarzenie, które narodziło się w Toskanii i promuje wypoczynek z dala od typowych turystycznych atrakcji. Jak opisują sami organizatorzy, slow travel oznacza całkowite zanurzenie się w doświadczeniu podróży. Wydarzenie obejmuje różnego rodzaju spotkania związane ze sztuką, muzyką i naturą, a także wycieczki w okolicach historycznej Via Francigena (Drogi Franków). Slow Travel Fest obecnie składa się już z cyklu imprez na świeżym powietrzu. W tym roku w połowie czerwca w jego ramach odbył się festiwal dla rodzin (i nie tylko) Lunigiana Folks & Family. W programie znalazły się wycieczki piesze, rowerowe i konne po zapierającym dech w piersiach nawet najbardziej wybrednym globtroterom obszarze Lunigiana oraz liczne interesujące przedstawienia, koncerty i warsztaty. Połowa września z kolei należała do miłośników wspinaczki górskiej. W ramach Camaiore Climbing & Trekking można było odkrywać Alpy Apuańskie i okolice Camaiore w prowincji Lukka, atrakcyjne właśnie dla wielbicieli tej aktywności na świeżym powietrzu. W weekend od 21 do 23 września odbył się klimatyczny festiwal Monteriggioni Walks & Talks, podczas którego urocze średniowieczne Monteriggioni i pobliska Abbadia a Isola stały się toskańskim centrum slow travel. Oprócz wszelkiego rodzaju wydarzeń o charakterze artystycznym tradycyjnie oferowano wycieczki piesze, rowerowe, konne, a nawet zwiedzanie pobliskich grot czy spokojny rafting z dreszczykiem pozytywnych emocji w przepięknej scenerii doliny rzeki Elsa (Val d’Elsa). Więcej informacji o Slow Travel Fest zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

 

NATURALNE TARGI

Dla wielbicieli idei slow food w Toskanii przygotowano specjalną ofertę targów zwanych Mercati della Terra. To miejsca, gdzie można kupić i spróbować regionalnych, sezonowych, ekologicznych produktów sprzedawanych przez samych wytwórców, a przy okazji poznać nieco życie lokalnej społeczności. Inicjatywa narodziła się w 2005 r. w toskańskim mieście Montevarchi w prowincji Arezzo, a w kolejnych latach rozprzestrzeniła się na całe Włochy. Obecnie w samej Toskanii działa pięć Mercati della Terra (z 66 na całym świecie i 37 w Italii).

Poza Montevarchi, gdzie tego rodzaju targ (Mercatale di Montevarchi) odbywa się codziennie od 9.00 do 13.00 i od 16.00 do 20.30 na Piazza dell’Antica Gora, warto odwiedzić choćby sielskie Procchio na Elbie. Tutaj już od ponad siedmiu lat (od sierpnia 2011 r.) w każdą sobotę od początku kwietnia do końca września od 8.00 do 13.00 sprzedawcy rozkładają swoje stoiska w Giardini di Procchio (naprzeciwko luksusowego, 4-gwiazdkowego Hotelu del Golfo). Targ w Procchio (Mercato della Terra e del Mare di Procchio – Isola d’Elba) skupia ok. 15 różnych wytwórców z Elby i innych wysp archipelagu. Ma ogromne znaczenie dla rozwoju miejscowego rolnictwa i rybołówstwa. Można na nim kupić m.in. owoce i warzywa, świeże ryby i owoce morza, a także jajka, miody, wyroby cukiernicze, chleby, oliwy, miejscowe wina, sery, naturalne olejki eteryczne i domowe przetwory. Poza tym Mercati della Terra odbywają się w Montecatini Terme (via Mazzini, w sobotę rano, a popołudniu – Margine Coperta przy Piazza Don Andrea Gallo), San Miniato (Piazzale Dante Alighieri, w trzecią niedzielę miesiąca, w każdy piątek również na terenie osiedla La Scala) oraz Lukce (Mercato Bio di Lucca, Piazza San Francesco, w środy latem od 16.30, a zimą od 14.30). Więcej informacji znajdziemy na stronie www.fondazioneslowfood.com.

 

NA ZAKOŃCZENIE

Toskania kryje jeszcze wiele innych skarbów, które opisać trzeba by było w co najmniej kilkutomowym zbiorze. Mam nadzieję, że tym artykułem przekonałam Was, drodzy Czytelnicy, że warto samemu próbować ją odkrywać: zbaczać z utartych szlaków, zaglądać do zaułków, wybrać się na zachwycające Wyspy Toskańskie z gościnną Elbą na czele, rozmawiać z mieszkańcami i być na bieżąco z lokalnymi wydarzeniami, barwnymi festiwalami. Taki sposób zwiedzania dostarcza bezcennej satysfakcji i gwarantuje niepowtarzalne wspomnienia z podróży po malowniczej toskańskiej ziemi.

 

Wydanie jesień-zima 2018

WAKACJE Z PERSPEKTYWY SIODEŁKA

PAWEŁ PAKIEŁA

 

  FOT. TOURISMUSVERBAND MECKLEMBURG-VORPOMMERN

Aktywny wypoczynek staje się coraz bardziej popularną formą spędzania wolnego czasu. Z roku na rok przybywa w Polsce zwolenników turystyki rowerowej. Zamiana czterech kółek na dwa jest korzystna nie tylko ze względu na nasze zdrowie czy ochronę środowiska naturalnego. Rowerem można często dotrzeć w miejsca, do których samochodem nie da się po prostu dojechać, i to na dodatek dużo tańszym kosztem. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że zamknięci w aucie tracimy możliwość nawiązania więzi z otoczeniem. Rowerzysta ma szansę na bezpośredni kontakt z przyrodą, a także przypadkowo spotkanymi na trasie ludźmi, co często staje się okazją do przełamania barier kulturowych i językowych. Wszystko, czego potrzebujemy do uprawiania tego rodzaju turystyki, to solidny rower. Podróżując w ten sposób, nie tylko oszczędzamy pieniądze, które musielibyśmy przeznaczyć na paliwo, i dbamy o nasze samopoczucie, lecz także poznajemy świat z zupełnie innej, niezmiernie interesującej perspektywy.

Więcej…

Artystyczna Katalonia

MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN

www.hiszpanskiesmaki.es

 

<< Piękna Katalonia jest tradycyjna i nowoczesna jednocześnie. Z gracją przechadza się wśród secesyjnych kamienic. Popija cavę i wermut. W sobotę tańczy rumbę, a w niedzielę, jak już się obudzi, sardanę. Opala się na plaży, częstuje tapasami i dumnie prezentuje swoich mistrzów pędzla, świetnie gra w piłkę nożną. Można się w niej zakochać. Kto raz ją zobaczy, już zawsze będzie chciał ją odwiedzać. „Carpe diem!” („Chwytaj dzień!”) – zdaje się mówić do każdego, kto składa jej wizytę. >>

 

Fragment niesamowitej ekspozycji Teatre-Museu Dalí w Figueres

© IMAGEN M.A.S./AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

Mimo referendum przeprowadzonego w październiku 2017 r. i późniejszego kryzysu konstytucyjnego Katalonia jest wciąż wspólnotą autonomiczną Hiszpanii. Od północy graniczy z Francją i Andorą, od zachodu z Aragonią, a od południa z Walencją. Jej stolicę stanowi ponad 1,6-milionowa Barcelona, największe miasto regionu.

W Katalonii warto odwiedzić wiele miejsc. Turyści chętnie odpoczywają w urokliwych miejscowościach położonych na tutejszym wybrzeżu. Większość z nich przybywa na lotnisko El Prat leżące pod Barceloną. To właśnie ona bywa najczęściej pierwszym przystankiem podczas wizyty w Katalonii. My również rozpoczniemy od niej poznawanie regionu.

 

NA DOBRY POCZĄTEK

Naszą podróż po Barcelonie zacznijmy od śniadania. To nie będzie zwykły posiłek, bo kto zazwyczaj raczy się z rana winem musującym i ostrygami… Za chwilę czeka nas jednak zwiedzanie miasta, dlaczego więc nie rozpocząć dnia w iście barcelońskim stylu.

Wystarczy wybrać się na targ La Boqueria (który i tak powinien się znaleźć w planach każdego turysty). To tutaj robią zakupy szefowie renomowanych restauracji i zwykłych tawern, gospodynie domowe i hipsterzy. Stragany podzielono tematycznie. W jednej części piętrzą się owoce i warzywa, w drugiej – ryby i owoce morza, w jeszcze innej – wędliny. Są też słodycze, a wśród nich wspaniałe kolorowe makaroniki (wszak Francja znajduje się tuż za rogiem). La Boqueria wygląda jak martwa natura uwieczniona na obrazie.

My zmierzamy do małego baru, który od 6.00 serwuje wspomniane nietypowe śniadanie. Katalonia słynie z cavy. Nie ma ona jednak nic wspólnego z małą czarną. To wino musujące wytwarza się tą samą metodą, co szampan, ale kosztuje ono znacznie mniej, choć jest bajecznie pyszne. Warto zestawić je właśnie z ostrygami. Bar nazywa się „Pinotxo” i serwuje także inne specjały kuchni katalońskiej. Poza tym w Katalonii również w hotelach często podaje się cavę do śniadania.

 

PODRÓŻ DOOKOŁA ŚWIATA

Mniej więcej 600-metrowy dystans dzieli La Boquerię od wielkiej rzeźby kota Fernanda Botera w dzielnicy El Raval. Podobno wdrapanie się na niego przynosi szczęście. Nie jest to bynajmniej łatwe zadanie, bo opasłe stworzenie ma zaokrąglone boki i trudno o podparcie dla stóp. Ale niektórym udała się ta trudna sztuka! Czy przyniosło im to szczęście? Na pewno za prawdziwy uśmiech losu mogą uznać pobyt w Barcelonie.

El Raval przechodzi niesamowitą metamorfozę. Nazywana kiedyś dzielnicą chińską (Barri Xino), gdzie królowe nocy miały swoje enklawy, szybko zmienia swoje oblicze. Znajdziemy tu świetne Muzeum Sztuki Współczesnej (Museu d’Art Contemporani de Barcelona – MACBA), eleganckie lofty, różnorakie pracownie artystyczne, wytworne butiki. Ten rejon katalońskiej stolicy uwielbiał Ryszard Kapuściński, a Eduardo Mendoza chętnie umieszczał w nim akcję własnych powieści. Warto zajrzeć do tej części miasta. Wbrew różnym obawom jej mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do innych. Spacer po tutejszych uliczkach stanowi małą podróż dookoła świata i uczy tolerancji wobec różnych kultur i religii. Choć to niewielki skrawek Barcelony, mówi się tu ponad 50 językami.

 

SMOK, RÓŻE I KSIĄŻKI

Według legendy św. Jerzy (Sant Jordi, patron Katalonii) zabił smoka i uratował księżniczkę. Ze smoczej krwi wyrosła róża. Dlatego dziś 23 kwietnia, w dzień wspomnienia świętego, mężczyźni wręczają te piękne kwiaty kobietom. One odwdzięczają się im za to książkami (22 kwietnia przypada rocznica śmierci hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa).

Ze względu na popularność tej niezmiernie romantycznej tradycji stoiska z książkami są wówczas wszędzie. Najwięcej znajduje się ich jednak w rejonie dwóch ulic – La Rambli i Passeig de Gràcia. To właśnie wtedy warto wybrać się na spacer tą pierwszą, będącą najsłynniejszym barcelońskim deptakiem (właściwie złożonym z kilku mniejszych uliczek). La Rambla z okazji dnia św. Jerzego dosłownie tonie w różach. Zarówno kwiaty, jak i książki sprzedają się w tym czasie świetnie, a Barcelona staje się wielką kwiaciarnio-kawiarnią pod gołym, najczęściej słonecznym niebem. Spacerowicze szukają książek nie tylko dla ukochanej osoby, ale także dla rodziny czy przyjaciół. To doskonała okazja, aby kupić nowości wydawnicze i spotkać znanego autora podpisującego egzemplarze swoich dzieł. Do tego wszędzie unosi się zniewalający zapach kwiatów.

Podczas przechadzki po La Rambli warto skierować się w stronę Starego Portu (Port Vell). W jego pobliżu przywita nas figura Krzysztofa Kolumba zapatrzonego gdzieś daleko w morze. Ten słynny żeglarz i odkrywca pojawił się w Barcelonie w 1493 r., po swojej pierwszej wyprawie w poszukiwaniu nowej drogi do Indii. Pomnik, który powstał z okazji wystawy światowej 1888 r., ma upamiętniać to wydarzenie. Na kolumnie znajduje się taras widokowy, można na niego wjechać windą.

Dziś Stary Port wygląda zupełnie inaczej niż pod koniec lat 80. XX w. Wszystko zmieniły XXV Letnie Igrzyska Olimpijskie z 1992 r. Wcześniej to miejsce przypominało wielkie złomowisko z porzuconymi składami i pustymi kontenerami. Dzięki wielkiej międzynarodowej imprezie sportowej Port Vell rozpoczął nowe życie.

Warto tu wstąpić do starej stoczni królewskiej. Ten pięknie odnowiony średniowieczny budynek mieści obecnie Muzeum Morskie (Museu Marítim de Barcelona). Zwiedzających zachwyca imponująca architektura i repliki wspaniałych statków (część z nich została odtworzona w skali 1:1). W XVI stuleciu wodowano w tej okolicy podobno aż 30 galeonów naraz! Nieopodal kładki Rambla de Mar można zobaczyć panią mórz – odrestaurowany trzymasztowiec z 1919 r. o nazwie Santa Eulàlia. Z tutejszej 78-metrowej wieży (Torre de Sant Sebastià) wagoniki kolejki linowej wwożą pasażerów na Montjuïc (w tłumaczeniu na polski Wzgórze Żydowskie). Podczas przejażdżki podziwia się niesamowite widoki.

 

MORZA SZUM, PAPUG ŚPIEW

Złote piaski pośród palm – Barceloneta jest tylko jedna. Kochają ją chyba wszyscy, szczególnie o zachodzie słońca. Warto tu przyjść przed zapadnięciem zmroku w gronie przyjaciół lub z ukochaną osobą, usiąść na kocu, napić się wina i zapatrzeć się w morze.

Rano opanowana przez biegaczy, w ciągu dnia rozbrzmiewająca radością, pod wieczór ta dawna dzielnica rybaków i marynarzy przyciąga romantycznym nastrojem. Poza tym kusi też przysmakami. Do dziś panuje przekonanie, że najlepsze ryby w Barcelonie podaje się właśnie tutaj. Koniecznie trzeba przekonać się o tym samemu! W Barcelonecie stare miesza się z nowym (jak w wielu miejscach w tym mieście). Obok wąskich uliczek i wiekowych kamienic stoją przykłady sztuki współczesnej. Przy Deptaku Kolumba (Passeig de Colom) można zobaczyć rzeźbę Głowa Barcelony, autorstwa jednego z najbardziej znanych amerykańskich artystów pop-artu – Roya Lichtensteina (1923–1997). Dalej, w pobliżu Port Olímpic umieszczono Rybę architekta Franka Gehry’ego.

 

WZGÓRZE SZTUKI

Montjuïc najbardziej spektakularnie prezentuje się od strony placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya). Warto tu przyjść po zmierzchu, aby obejrzeć pokaz fontann – spektakl wody, światła i dźwięku. Turyści docierający kolejką ze Starego Portu najpierw trafiają do ogrodów i Muzeum Fundació Joan Miró, gdzie można zapoznać się z twórczością tego katalońskiego malarza, ceramika i rzeźbiarza tworzącego jedyne w swoim rodzaju dzieła.

Zbiory sztuki, stadion i basen olimpijski, wspaniałe ogrody – dla mieszkańców Barcelony zbocza Montjuïc stanowią miejsce wykorzystywane do rekreacji i idealne na odpoczynek od miejskiego hałasu. Już od czasów rzymskich odbywały się tutaj rozmaite wydarzenia. W 1929 r. na wzgórzu zorganizowano wystawę światową, a w 1992 r. stało się ono areną zmagań olimpijskich. Na potrzeby tej pierwszej zbudowano Palau Nacional, dziś mieszczący Muzeum Narodowe Sztuki Katalonii (Museu Nacional d’Art de Catalunya – MNAC). Obok znajduje się modernistyczny Pawilon Barcelony (Pavelló de Barcelona, powstał również na wystawę światową 1929 r., jako pawilon niemiecki). Zaprojektował go Ludwig Mies van der Rohe (1886–1969), współautor projektu wystawionego tu fotela Barcelona (krzesła barcelońskiego), będącego jedną z ikon dizajnu. Dziś własny oryginalny egzemplarz tego mebla może kupić każdy, choć kosztuje on niemało. Zarówno pawilon, jak i sam fotel zachwycają klasyczną formą – proste linie, szlachetne materiały i brak dekoracji są charakterystyczne dla prac niemieckiego architekta, kierującego się dewizą mniej znaczy więcej.

Montjuïc to także Poble Espanyol, czyli hiszpańska osada w miniaturze. Można w niej spacerować wąskimi uliczkami andaluzyjskiej wioski, wśród bielonych ścian i kwitnących bugenwilli, czy obok kamiennych domów z zielonymi okiennicami kojarzących się z Majorką. Są też sklepy i restauracje, da się więc tutaj spędzić i pół dnia.

 

MALARZ I KOTY

To miała być restauracja inna niż wszystkie w Barcelonie. Powstała trochę jako kontynuacja „Le Chat Noir” w Paryżu. Szybko została ulubionym miejscem barcelońskiej bohemy. Bywali w niej Pablo Picasso, Antonio Gaudí i Julio González, mistrzowie pióra, apologeci modernizmu i jego wielcy przeciwnicy. „Els Quatre Gats”(„4 Gats”) otwarto w czerwcu 1897 r. Dwa lata później młody Pablo Picasso pozostawił tu swój ślad – zaprojektował grafikę menu. Lokal znajduje się w Dzielnicy Gotyckiej (Barri Gòtic) przy Carrer de Montsió i jest obowiązkowym punktem wyprawy śladami hiszpańskiego artysty.

Picassa wiązała z Barceloną bardzo szczególna więź. To w niej rozwinął skrzydła jako twórca i wypracował własny, niepowtarzalny styl. W mieście znajduje się największe na świecie muzeum tego artysty (Museu Picasso). Otwarte w 1963 r., było spełnieniem życzenia Picassa, aby właśnie w Barcelonie powstała galeria jego twórczości z okresu, który znawcy sztuki nazywają błękitnym. Można w niej obejrzeć niezmiernie ekspresyjne prace Hiszpana. Sam budynek muzeum, położony w części Starego Miasta (Ciutat Vella) zwanej La Ribera, również należy do nietuzinkowych. Muzeum Picassa mieści się w pięciu przylegających do siebie średniowiecznych pałacach. Po zwiedzaniu warto wybrać się do „Els Quatre Gats” na cavę i tapas.

 

SYMBOL NIEZŁOMNOŚCI

To była końcówka 1899 r. Młody Pablo Picasso w „Els Quatre Gats” chłonął atmosferę artystycznej społeczności. W innej części miasta pewien architekt pracował nad parkiem na specjalne zamówienie przedsiębiorcy Eusebiego Güella (1846–1918). W nowo zaprojektowanej dzielnicy Eixample (Powiększenie) wznoszono mury kościoła Sagrada Família (Temple Expiatori de la Sagrada Família – Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny). Barcelona nie była jeszcze wielką metropolią, ale wyczuwało się w niej ducha rozwoju. Być może dlatego Szwajcar Hans Maximilian Gamper (Joan Gamper, 1877–1930) postanowił stworzyć drużynę piłkarską. Razem z osobami, które odpowiedziały na jego ogłoszenie w gazecie, 29 listopada 1899 r. w sali gimnastycznej przy La Rambli założył Foot-Ball Club Barcelona. Prawie trzy lata później, 13 maja 1902 r., piłkarze FC Barcelony zagrali swój pierwszy mecz z drużyną nowo powstałego klubu, nazwanego Madrid Foot-Ball Club (dziś Real Madrid Club de Fútbol), którą pokonali 3:1.

Kiedy Hiszpania znalazła się pod rządami generała Francisco Franco (w latach 1936–1975), barceloński klub sportowy stał się dla Katalończyków narzędziem walki politycznej. Mecze z jego udziałem stwarzały okazję do demonstrowania patriotyzmu. Dlatego na stadionie Camp Nou kolorowe krzesełka tworzą w języku katalońskim napis brzmiący Més que un club („Więcej niż klub”). Nic więc dziwnego, że FC Barcelona to dla Katalończyków ważny symbol walki o wolność, nieustępliwości i dążenia do celu.

 

VICKY I CRISTINA

Do wyjazdu do Barcelony można się przygotować w różnorodny sposób. Najbardziej znanym jest czytanie przewodników lub artykułów turystycznych. Warto też zapoznać się z książkami, których akcja dzieje się w tym mieście. My proponujemy jednak ruszyć śladami Woody’ego Allena i jego filmu z 2008 r. Vicky Cristina Barcelona.

Zacznijmy od Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny. Sagrada Família jest w budowie od 1882 r. Jej projektant, Antoni Gaudí (1852–1926), był wizjonerem, a jednocześnie bacznym obserwatorem natury. Wymarzył sobie budowlę o organicznej formie i niepowtarzalnych detalach architektonicznych. W przyrodzie nic nie bywa przecież identyczne.

Bohaterki filmu wchodzą również na dach muzeum sztuki współczesnej poświęconego Joanowi Miró (1893–1983). Można tu obejrzeć niesamowite rzeźby. Miejsce to uchodzi za jedną z najciekawszych placówek muzealnych Barcelony.

Kolejny symbol miasta – Casa Milà – pojawia się w produkcji Woody’ego Allena wielokrotnie. Ten budynek także zaprojektował Antoni Gaudí. W filmie można oglądać też Dzielnicę Gotycką. Cristina (grana przez Scarlett Johansson) zafascynowana jej wąskimi uliczkami spędza tutaj długie chwile na robieniu zdjęć detali i utrwalaniu jedynej w swoim rodzaju atmosfery miejsca.

W scenach filmowych uwieczniono poza tym Park Güell i słynną Salamandrę, obok której bohaterowie prowadzą dialog, oraz wzgórze Tibidabo, skąd rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na miasto. W tej okolicy warto przejechać się najstarszą karuzelą w Barcelonie.

Parc de la Ciutadella reżyser pokazał przez moment. Gdy Cristina robi zdjęcie Maríi Elenie (w tej roli występuje Penélope Cruz), widać kaskadę tryskającą wodą. Ta fontanna jest bardzo charakterystyczna. Bohaterowie spacerują znanymi ulicami, takimi jak La Rambla w Ciutat Vella czy Passeig de Gràcia i innymi w dzielnicy Eixample. Ta ostatnia część miasta słynie z eleganckich budynków. Wśród nich (choć już na terenie sąsiedniej dzielnicy Gràcia) znajduje się Casa Fuster – do dziś symbol luksusu okresu modernizmu. Działa tu jeden z najdroższych hoteli w Barcelonie (Hotel Casa Fuster). W nim Vicky, przyjaciółka Cristiny (grana przez Rebeccę Hall), odbywa szczerą rozmową ze swoją krewną Judy (w tej roli Patricia Clarkson), która gości dziewczyny w swoim domu. Dzięki temu widzowie mogą przyjrzeć się wspaniałym hotelowym wnętrzom.

Barcelona Woody’ego Allena jest miejscem barwnym, energetycznym, pełnym barów, restauracji, tarasów, niezwykłych zabytków i – oczywiście – wyśmienitego wina. Naprawdę warto poznać takie oblicze miasta, a po powrocie do domu zobaczyć film jeszcze raz.

Katalonia to jednak nie tylko jej słynna i pełna atrakcji stolica. W tym regionie trzeba odwiedzić też inne miejsca, szczególnie te położone na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

 

Barcelońskie obserwatorium astronomiczne (Observatori Fabra) na tle panoramy miasta

© ESPAI D'IMATGE/TURISME DE BARCELONA

 

KURORT NA WYBRZEŻU

Sitges od Barcelony dzieli jedynie ok. 40 km. To słoneczne i eleganckie niemal 30-tysięczne miasto wyróżnia się artystycznym charakterem. Nie bez powodu zresztą, bo przyciągało i przyciąga pisarzy, architektów i bohemę skupioną wokół artystów. Od lat 60. XX w. jest także ulubionym miejscem społeczności homoseksualnej w Hiszpanii.

Co ciekawe, prawie 35 proc. mieszkańców Sitges stanowią osoby rozmaitych narodowości. Są wśród nich m.in. Brytyjczycy, Francuzi czy Holendrzy. To wielokulturowe miasto kusi wspaniałymi plażami, pysznym jedzeniem i warunkami idealnymi do odpoczynku. Dlatego przyjeżdżają tu zarówno turyści zagraniczni, jak i sami barcelończycy.

                Do końca XVIII stulecia Sitges było spokojną wioską rybacką. Wszystko zmieniło się, kiedy władze w Madrycie zezwoliły katalońskim kupcom na bezpośredni handel z amerykańskimi koloniami w 1778 r. Największy rozwój miejscowości przypada na XIX w. Wówczas powrócili do niej americanos – producenci wina, którzy zbili fortunę za granicą na handlu z Ameryką. W mieście można wybrać się na wycieczkę szlakiem ich willi.

Również artyści uprawiający malarstwo upodobali sobie Sitges i pod koniec XIX stulecia założyli w nim swoją nieformalną szkołę. Kiedy Santiago Rusiñol (1861–1931), kataloński malarz, pisarz, kolekcjoner, dziennikarz i dramaturg, kupił tu dom, okrzyknięto je mekką modernizmu.

 

W kurorcie Sitges znajdują się aż trzy mariny – Port Ginesta, Garraf i Aiguadolç

© FELIPE J. ALCOCEBA/AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

WINNYM SZLAKIEM

Podczas pobytu w Sitges nie wolno zmarnować okazji do odwiedzenia okolicznych urokliwych winnic. Katalonia stanowi jeden z najważniejszych obszarów produkcji wina w Hiszpanii. Jej flagowy produkt – cava – śmiało może konkurować ze słynnym francuskim szampanem. Sitges leży w samym centrum regionu winiarskiego Penedès, a do miasta Vilafranca del Penedès, uznawanego za jego stolicę, dojedziemy stąd w pół godziny.

W Penedès znajdują się piękne parki, góry, malownicze wioski rybackie i miasteczka. Tutejszy klimat służy uprawie winogron bardzo wysokiej jakości i dlatego właśnie pochodząca stąd cava jest taka wyśmienita. Koniecznie należy odwiedzić winnicę wytwórni Codorníu (powstałą już w 1551 r.). Wizyta w niej będzie ucztą nie tylko dla podniebienia, ale też dla oczu. Modernistyczny budynek winiarni zaprojektował sam Josep Puig i Cadafalch (1867–1956), znany kataloński architekt i historyk sztuki.

 

PRZYCIĄGAJĄCA GÓRA

W czasach rzymskich w okolicy masywu Montserrat (1236 m n.p.m.) stała ponoć świątynia ku czci Wenus. Pierwszą kapliczkę zbudowano tu w IX w. Do założonego później przez benedyktynów klasztoru pielgrzymowali Johann Wolfgang von Goethe, Miguel Cervantes czy Félix Lope de Vega. W okresie dyktatury Francisco Franco miejsce to było schronieniem dla opozycjonistów, drukowano w nim katalońskie książki. Sylwetka postrzępionej góry (Montserrat po katalońsku oznacza Przepiłowaną Górę) jest widoczna z odległości kilkudziesięciu kilometrów.

Z masywem wiąże się wiele legend. Według jednej z nich Parsifal, rycerz Okrągłego Stołu, ukrył tutaj św. Graala. Pod koniec XIX stulecia sam Antoni Gaudí szukał w tej okolicy inspiracji w kształtach stalaktytów i stalagmitów. To także ważna góra dla członkiń Katalońskiego Związku Czarownic, a imię Montserrat przez lata cieszyło się ogromną popularnością w Katalonii – nadawano je bardzo wielu dziewczynkom.

 

RZYMSKIE MIASTO

Girona jest ośrodkiem uniwersyteckim i ostoją katalońskości. Położone w dolinie pomiędzy morzem a górami miasto przecinają aż cztery rzeki: Ter, Güell, Galligants i Onyar (Oñar). W wodach ostatniej z nich przeglądają się kolorowe, bardzo charakterystyczne fasady domów historycznego centrum.

Historia Girony zaczęła się ok. 77 r. p.n.e. To właśnie wtedy rzymski wódz Pompejusz założył w tym miejscu obwarowaną osadę obronną Gerunda. Przez wieki zamieszkiwali ją m.in. chrześcijanie, Wizygoci czy Arabowie. W IX w. miasto stało się częścią Marchii Hiszpańskiej. Później osiedlili się w nim Żydzi, którzy stworzyli dużą społeczność.

Koniecznie trzeba zwiedzić historyczne centrum Girony. Należy ono do najlepiej zachowanych i najbardziej rozpoznawalnych w Hiszpanii. Jego najstarsze fragmenty oraz pozostałości murów obronnych pochodzą z IX stulecia. Wąskie uliczki, szczególnie w okresie majowego święta kwiatów, prezentują się bajecznie. Warto również odwiedzić oryginalne łaźnie arabskie. Mimo upływu ponad 800 lat znajdują się w bardzo dobrym stanie. Łaźnie składają się z trzech sal. W każdej z nich można było zażywać kąpieli w wodzie o innej temperaturze: gorącej w caldarium, ciepłej w tepidarium i zimnej w frigidarium.

Nad miastem góruje Katedra Najświętszej Maryi Panny (Catedral de Santa Maria de Girona). W jej pobliżu leży El Call. Ta jedna z największych i najlepiej zachowanych dzielnic żydowskich w Europie swoimi początkami sięga także IX w. Wśród plątaniny wąskich uliczek i stromych schodów kryją się tu liczne kawiarnie i restauracje.

 

Pieszy most św. Feliksa łączący brzegi rzeki Onyar w pełnej cennych zabytków Gironie

© ÀLEX TREMPS/COSTA BRAVA GIRONA TOURISM BOARD IMAGE ARCHIVE

 

WŚRÓD ZŁOTYCH PLAŻ

Lloret de Mar na Dzikim Wybrzeżu (Costa Brava) należy do najatrakcyjniejszych kurortów w Hiszpanii. Tę opinię zawdzięcza 9 km plaż. Główna z nich (Lloret) jest położona w samym centrum miasta i wyposażona w pełną infrastrukturę. Druga co do wielkości – złocista Platja de Fenals – ma ponad 700 m długości. Poza tym znajduje się tu też plaża dla nudystów i Water World, jeden z największych parków wodnych w Europie.

Lloret de Mar to również miasto artystyczne. Od lat 20. XX stulecia przyciągało swoimi urokami barcelończyków. Josep Carner (1884–1970), jeden z wielkich poetów katalońskich, nazywał je „miłym rajem” (paradís gentil). Osobom lubiącym romantyczne historie spodoba się średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Jego załoga niejednokrotnie odpierała ataki tureckich, angielskich i francuskich najeźdźców i piratów. Nie wolno także przegapić rzeźby Dona Marinera, zwanej Wenus z Lloret, stojącej na wybrzeżu. Przedstawia ona żonę wyczekującą z niepokojem na swojego męża wracającego z połowu i stanowi symbol miejscowych kobiet, których małżonkowie trudnili się rybołówstwem.

Wielbiciele pięknych widoków i spacerów powinni koniecznie wybrać się na pieszą wędrówkę trasą Camí de Ronda 1. Prowadzi ona wzdłuż klifu z końca plaży Fenals, niekiedy po stromych, kamiennych stopniach. Po drodze można podziwiać wiele interesujących miejsc, jak chociażby urokliwą skalistą zatoczkę (Cala Banys) i wspomniany zamek. Wycieczka tym szlakiem trwa ok. 40 min.

 

ARTYSTA I JEGO MUZA

Z kosmosem łączył się za pomocą podwiniętych charakterystycznie wąsów. Z reżyserem Luisem Buñuelem (1900–1983) tworzył surrealistyczne filmy. Jego żona Gala była dla niego całym światem. Możliwe, że gdyby nie jej wsparcie, Salvador Dalí nie odniósłby tak spektakularnego sukcesu. Zamek w Púbol to jeden z punktów tzw. Trójkąta Dalego. Artysta kupił go dla swojej ukochanej.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od Figueres. To tutaj 11 maja 1904 r. przyszedł na świat Salvador Dalí. W 1919 r. w miejscowym teatrze odbyła się jego pierwsza wystawa. W latach 60. wrócił, aby urządzić w nim swoje muzeum. Obecnie znajduje się tu jedna z największych kolekcji prac artysty (Teatre-Museu Dalí).

Architektonicznie muzeum odzwierciedla wyobraźnię twórcy. Słynne wielkie jajka na dachu to tylko skromna zapowiedź tego, co czeka na zwiedzających wewnątrz. To istny labirynt dzieł sztuki, bez znanych z innych galerii tabliczek i strzałek wskazujących kierunek poruszania się.

Z Figueres udajmy się do Cadaqués i pobliskiego Portlligat (Port Lligat). Drogi są tutaj kręte i wąskie, dlatego trzeba bardzo uważać podczas prowadzenia samochodu. Do Cadaqués Dalí przyjeżdżał od dzieciństwa na wakacje. Później zamieszkał w Port Lligat razem ze swoją muzą Galą. Ich dom położony jest malowniczo w gaju oliwnym nad zatoką. Artysta często malował ten krajobraz. Również miejscowość Cadaqués była dla niego inspiracją. Przyjeżdżali tu także inni wybitni twórcy. Wśród nich był Pablo Picasso. Port Lligat stanowił osobisty azyl Dalego. W swoim domu mógł w spokoju malować i spędzać czas z ukochaną Galą.

W 1969 r. artysta kupił żonie w prezencie zamek w Púbol. Nie odwiedzał go jednak bez jej pisemnego zaproszenia. Kiedy Gala zmarła w czerwcu 1982 r., Dalí bardzo cierpiał. Aby złagodzić swoją tęsknotę za żoną, przeniósł się do zamku, w którym została pochowana. Chciał być bliżej miłości swojego życia.

 

RYBA O SMAKU CZEKOLADY

Na Dzikim Wybrzeżu jest jeszcze jedno szczególne miejsce związane z geniuszem. Tym razem chodzi o twórcę kuchni molekularnej, za którego uchodzi Ferran Adrià. W wieku 22 lat pracował on jako kucharz liniowy w słynnej już wtedy restauracji „El Bulli” w Roses. Gdy nie gotował, zajmował się głównie podrywaniem dziewcząt na pobliskich plażach. Po niespełna dwóch latach został szefem kuchni i sprawił, że „El Bulli” wspięła się na wyżyny sztuki kulinarnej. Restaurację zamknięto 31 lipca 2011 r. Ferran Adrià tłumaczył później, że aby stymulować swoją kreatywność, musiał zmienić sposób pracy, bo zadaniem jego życia stało się załatwienie komuś stolika w „El Bulli”.

        W Katalonii znajduje się jeszcze wiele miejsc do zobaczenia. Złote Wybrzeże (Costa Daurada) oprócz urokliwego Salou przyciąga rzymską Tarragoną i piaszczystymi plażami. Costa Brava zaprasza do zjawiskowych ogrodów botanicznych w Blanes (Marimurtra i Pinya de Rosa). Trochę dalej na północny wschód leży małe miasteczko Tossa de Mar, które malarz Marc Chagall (1887–1985) nazywał „błękitnym rajem” (el paraíso azul). Na koniec wyprawy po Katalonii wróćmy jeszcze na chwilę do Barcelony, miasta otwartego na innych, bez względu na ich światopogląd czy wygląd. W niej każdy czuje się miłym gościem.

 

Wydanie Lato 2018