ROBERT PAWEŁEK

 

  FOT. MEXICO TOURISM BOARD

<< W promieniach gorącego tropikalnego słońca podróżnicy wyruszają przez półwysep Jukatan śladami dawnej cywilizacji Majów. Gdzieś tutaj praktykowano tajemnicze obrzędy. Układ gwiazd i planet decydował o życiu tysięcy ludzi. Dziś wspaniałym piramidom schodkowym, zamiast ołtarzy ofiarnych, towarzyszą stragany z pamiątkami. W głębi dżungli kuszą nurków fascynujące podziemne jaskinie – cenoty. A na strudzonych wędrowców czekają miękkie złote piaski Riwiery Majów (Riviera Maya). Czy można sobie wyobrazić lepszą wyprawę? >>

 

Na pierwszy rzut oka półwysep Jukatan wydaje się płaski jak… tortilla. W zdecydowanej większości wznosi się zaledwie kilka metrów nad poziomem morza. Z lotu ptaka widać niewysokie lasy tropikalne i sawanny przecięte prostymi jak strzała drogami. W pasie nadmorskim królują namorzyny. Ten z pozoru mało urozmaicony widok nie zapowiada wielkich atrakcji, jakie tu na nas czekają...

 

Większość turystów przyjeżdża na Jukatan zwabiona urokiem plaż nad Zatoką Meksykańską i Morzem Karaibskim. Nad lazurowym Oceanem Atlantyckim rozpościera się idealnie błękitne niebo, a pod stopami czuć piasek miękki niczym puch – wszystko jest dokładnie takie, jak opisują to kolorowe foldery. Miłośnicy nurkowania wybierają wyspę Cozumel, położoną wzdłuż systemu Mezoamerykańskiej Rafy Barierowej. Przejrzystość wody dochodzi w jej rejonie do 27 m, a świat zwierząt zachwyca bogactwem gatunków korali, ryb tropikalnych, mięczaków i skorupiaków. Niezwykłą atrakcją dla płetwonurków są także cenoty – głębokie studnie krasowe, tworzące sieć podziemnych korytarzy. Nie wolno nam również nie odwiedzić dżungli, gdzie żyją pumy, jaguary, małpy i krokodyle. A kiedy tutejsza przyroda nie będzie już miała przed nami tajemnic, pozostaje wyruszyć na wyprawę szlakiem dawnych miast Majów. 

 

Białe Miasto

Moją podróż po stanie Jukatan zaczynam od jego tętniącej życiem stolicy Méridy, gdzie docieram po prawie 30 godz. lotu (włącznie z przesiadkami) z Polski. Gdyby nie znaczna odległość i dość wysokie ceny biletów, Meksyk byłby równie oblegany przez Polaków jak Hiszpania, Egipt czy Turcja.

Méridę założył w 1542 r. na ruinach miasta Majów T'Hó (Ichcaansihó) hiszpański konkwistador Francisco de Montejo Młodszy. Wiele budynków zbudowano z kamieni ocalałych po dawnych świątyniach. Stolica stanu Jukatan nosi miano Paryża Zachodu, z uwagi na duży wpływ kultury europejskiej na tutejszą architekturę, lub Białego Miasta (Ciudad Blanca). Etymologia tej drugiej nazwy nie jest pewna. Niektórzy wywodzą ją od bielonych wapnem ścian budynków, inni od koloru świątecznych strojów mieszkańców, a jeszcze inni od wyjątkowej czystości panującej na ulicach. Najlepiej zakwaterować się w jednym z hoteli z klimatyzacją i bezpłatnym dostępem do internetu. Za 50 pesos (ok. 12 zł) dojedziemy taksówką do każdego miejsca w mieście. Przez chwilę cieszę się chłodem w moim pokoju w Presidente InterContinental Villa Mercedes Mérida. Następnie zamawiam kurs na Plaza Grande, Wielki Plac (zwany też Plaza de la Independencia, czyli Placem Niepodległości), znajdujący się w centrum miasta. Nie mogę wytrzymać z ciekawości – w Meksyku jestem pierwszy raz, a na zwiedzanie Méridy mam tylko dwa dni. Miasto najpiękniej wygląda nocą. Dopiero po zachodzie słońca zaczyna tętnić życiem, zapewne z powodu mniejszego upału. Jego mieszkańcy wylegają tłumnie na ulice wokół Plaza Grande, gdzie co weekend odbywa się fiesta. Już w piątek wieczorem ruch samochodów zostaje tu wstrzymany, uliczni sprzedawcy rozstawiają swoje stragany z pamiątkami, jukatańskimi specjałami i rękodziełem artystycznym. Ruchliwy plac przemienia się szybko w targowisko. Mijam niezliczoną liczbę stoisk oraz barów na dwóch kółkach. Wkrótce barwny korowód tancerzy i tancerek rusza spod kafejki, kołysząc się w rytmie muzyki. Zaczyna się pokaz narodowych tańców.

Następnego dnia docieram na Plaza Grande już o 7.30. Dzięki temu mam okazję posłuchać meksykańskiego hymnu narodowego w wykonaniu lokalnego zespołu policyjnego. W pobliżu znajduje się gmach Ratusza (Palacio Municipal) i wszystkie ważniejsze zabytki. Nie mogę przeoczyć domu rodziny Montejo (Casa de Montejo) – jednego z najlepszych przykładów hiszpańskiego stylu plateresco w architekturze Nowego Świata. W gustownie urządzonych wnętrzach przez dłuższą chwilę odpoczywam od upału dzięki klimatyzacji. Po drugiej stronie placu stoi Palacio de Gobierno, Pałac Rządu (dawniej siedziba gubernatorów, a dzisiaj władz stanu), udostępniony zwiedzającym. Najciekawsze są w nim murale (monumentalne obrazy ścienne) wykonane przez miejscowego artystę Fernando Castro Pacheco (ur. 1918 r.), przedstawiające historię Majów z Jukatanu. Jednak najwspanialszą budowlą miasta jest bez wątpienia imponująca Catedral de San Ildefonso  (Katedra św. Ildefonsa), nazywana też Catedral de Yucatán (Katedrą Jukatanu) – najstarsza świątynia tego typu na kontynencie amerykańskim. Wzniesiono ją w miejscu dawnej świątyni Majów. Jej budowa trwała 37 lat, a ukończono ją w 1598 r. Nad głównym wejściem widnieje godło Hiszpanii, w kaplicy zaś przechowuje się drewniany krucyfiks Cristo de las Ampollas (Chrystusa z Pęcherzami), cudownie ocalały z dwóch pożarów.

                                                                                                              FOT. MEXICO TOURISM BOARD

Stąd ruszam dalej na Mercado Lucas de Galvéz, historyczny główny targ w Méridzie, gdzie sprzedawcy oferują wyroby rękodzieła ludowego, biżuterię, owoce, warzywa, a nawet buty. Znajdziemy tu także bardzo wytrzymałe sizalowehamaki, wyrabiane z włókna liści agawy, chętnie kupowane przez turystów. Podczas zwiedzania warto korzystać z dorożek, często używanych przez mniej zamożnych Meksykanów. W trakcie przejażdżki reprezentacyjną aleją Paseo de Montejo możemy podziwiać kolonialną architekturę Méridy, którą tworzą w znacznej części wytworne pałace i wille otoczone pięknymi ogrodami. Stały punkt wycieczek stanowi ogromny pomnik dokumentujący historię Meksyku – Monumento a la Patria (Pomnik dla Ojczyzny). Popularnym środkiem transportu wśród turystów są też turibusy, piętrowe autobusy z odkrytym dachem, zatrzymujące się w wybranych punktach miasta (bilet kosztuje 120 pesos, czyli ok. 30 zł). Ja postanowiłem skorzystać z mniej komfortowego turibusu kubańskiego (podobno w stolicy Jukatanu kursują tylko dwa takie pojazdy), co okazało się nie najlepszym pomysłem, bo już po chwili jechałem w obłokach spalin. Chętni mogą wybrać się także do miasta Progreso nad Zatoką Meksykańską (ok. 35 km od Méridy, 20 min. autobusem). Zawijają tutaj statki wycieczkowe, a ponad 6-kilometrowe molo pełne jest spacerowiczów. Same plaże niczym jednak się nie wyróżniają.

 

Świat Majów

Władze stanu Jukatan coraz większą wagę przykładają do spuścizny po starożytnej cywilizacji Majów i wykorzystują ją do swojej promocji. Świadczą o tym choćby Targi Turystyczne Świata Majów (Feria Turística del Mundo Maya), odbywające się co roku w Méridzie (od 2009 r.). Jeśli spojrzeć na mapę regionu, praktycznie wszędzie znajdziemy stanowiska archeologiczne. Wiele miejsc nie zostało jeszcze odkrytych, bowiem pozostałości zabytkowych budowli porasta gęsta tropikalna dżungla.

  FOT. MEXICO TOURISM BOARD

Do najbardziej znanych miast Majów należy Chichén Itzá, założone prawdopodobnie w VI w. i wpisane w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najintensywniejszy rozwój przeżywało w X–XI stuleciu, kiedy do imperium przybyli z terenów dzisiejszego północno-zachodniego Meksyku Toltekowie. W XV w. zostało opuszczone. Nie było największym ośrodkiem, stanowiło jednak centrum kultu religijnego Majów. Dziś możemy podziwiać tutaj ok. 2500 budowli. Świątynia Kukulkána (Pierzastego Węża), zwana też El Castillo (Zamkiem), jest najpopularniejszym symbolem Chichén Itzá, które zostało uznane w 2007 r. za jeden z nowych siedmiu cudów świata. Dwa razy w roku (20/21 marca i 22/23 września), w czasie zrównania dnia z nocą, gromadzą się przed nią tysiące ludzi, aby obserwować, jak promienie zachodzącego słońca ześlizgują się niczym wąż po jej schodach.

Obejrzymy tu również słynne obserwatorium astronomiczne Majów El Caracol (Ślimak), zachowane w dość dobrym stanie. Współczesnym zadziwiający wydaje się fakt, że ludzie wierzący, iż Ziemia jest kwadratem pływającym po wielkim zbiorniku wodnym, określili precyzyjnie wiele danych z zakresu astronomii dużo wcześniej przed nami. Co do kilometra ustalili odległość naszej planety od Słońca. Niemal idealnie wyliczyli także czas obiegu Ziemi wokół centralnej gwiazdy Układu Słonecznego. Jednak z cywilizacją Majów związane są też krwawe rytuały. Aby zaskarbić sobie łaski boga wody, deszczu i piorunów Chaca (Chaaca), do cenotów wrzucano w czasie suszy ofiary z ludzi, głównie kobiet i dzieci. Tych, którym przeznaczona była rytualna śmierć, służąca zjednaniu przychylności bogów, prowadzono na szczyt Templo de los Guerreros (Świątyni Wojowników) drogą wśród Grupo de las Mil Columnas, czyli Grupy Tysiąca Kolumn. W tym miejscu kapłani wyrywali im serca lub obcinali głowy. Te ostatnie trafiały później na tzompantli – rodzaj palisady z czaszek. Dzisiaj my także możemy uczestniczyć w jednym ze świętych obrzędów, a mianowicie Ceremonia Maya (Ceremonii Majów) pod Świątynią Kukulkána. Kapłani w skupieniu odprawiają rytuał mający na celu wyrażenie wdzięczności przodkom, oczyszczenie duszy i zjednoczenie ze wszechświatem. Przyglądam się temu z aparatem w ręku i odczuwam ulgę, że to wszystko dzieje się teraz, a nie przed wiekami. Patrzę na uśmiechniętych handlarzy – ofiarne stoły zastąpiły stragany z pamiątkami. Kiedy Hernán Cortés (1485–1547) zakazał składania ofiar z ludzi, na półwyspie nastała era hiszpańskiego panowania i chrystianizacji. W ten sposób kultura Majów i ich wierzenia zostały wyparte ze świadomości kolejnych pokoleń. Przyczynił się do tego m.in. drugi biskup Jukatanu Diego de Landa (1524–1579), który zniszczył większość majańskich rękopisów (pozostały tylko trzy) i wizerunków bogów.

Aby lepiej poznać świat tych starożytnych Indian, trzeba odwiedzić ich dawne miasto Cobá, położone pomiędzy Valladolid i Tulum, jedno z największych w całym imperium Majów. Ukryte w głębi puszczy budowle zachowały się w bardzo dobrym stanie. Okres świetności Cobá przypadł na lata 500–900, kiedy mieszkało tu ok. 50 tys. ludzi. Zwiedzić można jednak tylko część miasta, w tym słynną piramidę Nohoch Mul, z której szczytu (42 m wysokości) rozpościera się widok na bezkresną dżunglę. Po kompleksie archeologicznym najlepiej poruszać się wypożyczonym rowerem lub rykszą. Niedaleko głównej drogi stoi inna piramida nosząca nazwę Templo de la Iglesia, czyli Świątyni Kościoła. Natomiast 30 m dalej natrafimy na odnowione boisko do gry w pelotę – prekolumbijską odmianę piłki nożnej.

 

Cancún – nowe Acapulco

Jeśli poprosimy kogoś o wymienienie najatrakcyjniejszej miejscowości wypoczynkowej w Meksyku, wiele osób wybierze z pewnością Cancún nad Morzem Karaibskim. Historia tego kurortu zaczęła się, gdy w latach 60. XX w. władze postanowiły stworzyć tu ośrodek turystyczny na miarę słynnego Acapulco. Obecnie ponad 20-kilometrowe wybrzeże wypełniają luksusowe, wielopiętrowe hotele. Warto tutaj zawitać choćby na chwilę, żeby odpocząć na plaży, korzystając z bogatej oferty all inclusive. To idealne miejsce dla osób ceniących luksus, wygodę i dobrą zabawę. Restauracje, możliwość uprawiania sportów wodnych (zwłaszcza na pobliskiej Isla Mujeres, Wyspie Kobiet), rafy koralowe i skąpane w słońcu, choć nieco zatłoczone plaże przyciągają turystów jak magnes. Po zachodzie słońca tłumy przenoszą się do słynnego rejonu nazywanego Party Center oraz do hotelowych dyskotek, gdzie do rana sączy się tequilę i tańczy salsę. Sam miałem okazję nauczyć się kilku kroków tego tańca w Mambo Café i muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało.

 

Najpiękniejsze plaże świata

Ci, którzy nie przepadają za zgiełkiem wielkich turystycznych kurortów, powinni zdecydować się na wypoczynek na tzw. Riviera Maya (Riwierze Majów). Ciągnie się ona na długości ok. 130 km wzdłuż wybrzeża Morza Karaibskiego od Puerto Morelos na północy do Punta Allen na południu, leżącego w samym sercu Rezerwatu Biosfery Sian Ka’an. Tutaj zamiast mew szybują nad naszymi głowami flamingi i pelikany. W okolicznych wodach nie ma meduz, są za to kraby i żółwie morskie. Na swoją bazę wybieram Playa del Carmen, dokąd docieram z Méridy za 320 pesos (ok. 80 zł) po 5 godz. jazdy komfortowym autobusem sieci ADO. To najchętniej odwiedzane miejsce na Riwierze Majów, szczególnie przez Amerykanów. Jest ich tu tak wielu, że Meksykanie wydają się być mniejszością. Wieczorem rozkwita życie towarzyskie, a w miejscowych klubach zabawa trwa nawet do białego rana.

Przy sławnym deptaku zwanym Quinta Avenida, czyli Piątą Aleją, rozciągniętym równolegle do wybrzeża, znajdują się sklepy z pamiątkami, centra handlowe, bary, restauracje, dyskoteki i eleganckie hotele. Mieszkam w wybudowanym w stylu kolonialnym ośrodku sieci Encanto Resorts Collection – Hacienda del Caribe. Mam stąd bardzo blisko na plażę, ale już następnego dnia postanawiam zrezygnować z błogiego lenistwa i wyruszyć autobusem (45 pesos, ok. 11 zł) do pobliskiego Tulum. To potężne miasto Majów jako jedyne wzniesiono nad brzegiem Morza Karaibskiego na wysokim klifie. W czasie zwiedzania możemy zrobić sobie krótką przerwę na kąpiel. Za kilkanaście pesos podjeżdżam do malowniczego miasteczka Tulum, położonego obok strefy archeologicznej. W centrum działa wiele pensjonatów oraz maleńkie hotele rozsiane wzdłuż wybrzeża lub ukryte na plażach w przepięknych lagunach. Do większości z nich dostaniemy się niedrogą taksówką (ja wytargowałem cenę 50 pesos za 10 km, czyli ok. 12 zł). W końcu docieram do Playa Paraíso (Rajskiej Plaży) i siadam w nadmorskim barze. Palmy osłaniają mnie przed słońcem, pod nogami czuję delikatny piasek, a wokół słyszę szum morza. Plaże Tulum uchodzą za jedne z najpiękniejszych na świecie. Żal mi opuszczać to miejsce. Gdyby nie to, że mam opłacony nocleg w hotelu, chętnie ułożyłbym się tutaj do snu w hamaku pod moskitierą. 

 

Gringo w dżungli

Ostatnie dwa dni przeznaczam na wycieczkę na Rancho San Felipe oraz do Rezerwatu Biosfery Sian Ka’an, który znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W języku maja Sian Ka’an oznacza „miejsce, gdzie rodzi się niebo” lub „dar nieba”. Towarzyszą mi potomkowie Majów – Ana i Cesar z Community Tours Sian Ka’an. Ruszamy motorówką i po chwili mkniemy z wielką prędkością kanałem w labiryncie namorzynów. W pewnym momencie nasz kapitan Pedro zatrzymuje łódź. Kolejny dwukilometrowy odcinek kanału mamy przepłynąć wpław. Patrzę z obawą na wodę, w której podobno żyje mnóstwo krokodyli. Jednak Cesar uspokaja mnie, mówiąc, że o tej porze nic nam nie grozi. Faktycznie, oprócz pięknych egzotycznych ptaków nie spotykamy żadnych groźnych gadów, a przeprawa dostarcza niezapomnianych wrażeń.

Następnego dnia czeka mnie wyprawa do dżungli i nurkowanie w cenotach. Dołącza do nas wykwalifikowana przewodniczka Angela z Alltournative. Wyruszamy z Rancho San Felipe, gdzie miejscowa ludność pomaga w obsłudze turystów. Podczas prawie godzinnego przemarszu przez dżunglę rozglądam się co chwilę, czy w pobliżu nie czai się jakiś wąż. Widząc moje zaniepokojenie, Angela informuje mnie, że gady raczej unikają ludzi. Każe jednak uważać na czarne nacięcia na drzewach, bo przy zetknięciu ze skórą mocno uczulają ludzi. Wreszcie docieramy do uroczego jeziora schowanego w głębi tropikalnej puszczy. Konary drzew zostały połączone rozległą siecią kolejek tyrolskich (Maya Zip-Line). Zakładamy kaski, przyczepiamy się do liny i suniemy w dół z wiatrem. Lądując, zauważam tylko, że w dole czeka wytrwale mały krokodyl, jakby liczył, że wreszcie coś wpadnie do wody. Na koniec, w nagrodę za trudy, możemy się ochłodzić kąpielą w jednym z cenotów. Te studnie krasowe połączone kanałami wydrążonymi w wapiennych skałach tworzą wspaniały tajemniczy świat pod powierzchnią ziemi. Na Rancho San Felipe turystów i miłośników podwodnych przygód przyciągają przede wszystkim przepiękne cenoty Nohoch Nah Chich i Sac Actun. Stanowią one nie lada gratkę dla wielbicieli nurkowania jaskiniowego.

 

Meksyk od kuchni

Po trudach pobytu w dżungli czas się posilić. Meksyk kojarzy się na całym świecie z doskonałą kuchnią. Warto skosztować jukatańskich specjałów, takich jak np. tamal (kukurydziana masa z różnymi dodatkami, gotowana na parze i zawinięta w liść kukurydzy) czy salbute (smażona tortilla z ciasta kukurydzianego z dodatkiem sałaty, kurczaka, pomidorów i cebuli). Z sosami trzeba jednak uważać, bo są bardzo ostre.

Po powrocie do Playa del Carmen trafiam do miłej kafejki, gdzie można przebierać w różnych gatunkach piwa. Oprócz znanego mi od dawna Corona Extra są też delikatne Cerveza Sol, ciemne Negra Modelo i najpopularniejsze w Meksyku Dos Equis XX Lager. Jest także – oczywiście – słynna tequila. Jednak tylko turyści piją ją ze szczyptą soli i limonką. Miejscowi sączą tequilę z sangritą – ostrym sokiem na bazie pomidorów i pomarańczy. Trzeba też koniecznie spróbować innego lokalnego trunku – meksykańskiej wódki mezcal. Do butelek nią wypełnionych wrzuca się robaki żerujące na liściach agawy – larwy motyli Acentrocneme hesperiaris i Hypopta agavis (chinicuil), które nadają jej podobno charakterystyczny smak. Tę atrakcję jednak zostawiam sobie na kolejny raz. Nieco rozmarzony, wciąż odczuwający niedosyt wrażeń, postanawiam, że jeszcze wrócę do fascynującego Meksyku.


 

Artykuły wybrane losowo

Belize – etniczna mozaika

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Na niewielkim skrawku lądu leżącym na popularnym półwyspie Jukatan nad Morzem Karaibskim odnajdziemy zupełnie inny świat, nie przypominający tętniących typowo latynoamerykańskimi rytmami swoich sąsiadów – Meksyku i Gwatemali. Tu poczujemy klimat Karaibów – spotkamy na ulicy sobowtórów Boba Marleya, będziemy bawić się do białego rana w klubach reggae na koralowych wysepkach, odkryjemy tajemniczą kulturę Garifuna i zapomniane przez wszystkich ruiny Majów. To, co fascynuje w tym kraju podróżników, to przede wszystkim różnorodność kulturowa i wielość grup etnicznych, które funkcjonują obok siebie w zgodzie na tak małej przestrzeni. Poza tym znajdziemy tutaj dziewicze tereny, parki narodowe i rezerwaty oraz wybrzeże strzegące największych skarbów podwodnego królestwa. >>

W rodzinie państw Ameryki Środkowej Belize jest niczym mała zbuntowana siostra, która na przekór rodzeństwu postanowiła urządzić wszystko po swojemu. Toteż na swoje majańskie ziemie zaprosiła wygnany z Małych Antyli lud Garifuna, sprowadziła kontraktowych robotników z Chin i Indii, aby na końcu zwołać do wspólnego stołu holenderskich amiszów. Te skolonizowane przez Wielką Brytanię tereny, nazywane od 1862 r. Hondurasem Brytyjskim, stanowiły jedyną brytyjską kolonię w tej części Ameryki. Ostatecznie niepodległość kraj uzyskał we wrześniu 1981 r., kiedy to stał się monarchią konstytucyjną należącą do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth). Funkcję języka urzędowego pełni angielski, a z belizeńskich dolarów (BZD) do dziś spogląda na nas młode oblicze królowej Elżbiety II w towarzystwie ryb, skorupiaków, tukana i tapira.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

MAŁGORZATA CHOLEWA
MAGDALENA LASOCKA

Z roku na rok coraz więcej Polaków wsiada na deskę z latawcem, wystarczy latem zawitać nad Zatokę Gdańską, aby przekonać się o dużej popularności tego sportu wodnego w naszym kraju. Niestety, pogoda na wybrzeżu Morza Bałtyckiego pozwala cieszyć się wysokimi temperaturami, wiatrem i falami jedynie przez kilkanaście letnich tygodni. W chłodniejszym okresie miłośnicy tej widowiskowej dyscypliny muszą trenować w rejonach o cieplejszym klimacie. Nic więc dziwnego, że w Polsce niezmiernie szybko rozwija się turystyka kitesurfingowa, co wiąże się również ze zwiększającym się zapotrzebowaniem na odkrywanie coraz to nowych, egzotycznych zakątków świata.

Więcej…

Jamajka – wyspa w słońcu

 

Robert Pawełek

www.travelcompass.pl

 

 To o niej mógł śpiewać amerykański piosenkarz Harry Belafonte w swoim przeboju z 1957 r. „Island in the Sun”. Na tej szerokości geograficznej przez większość dnia słońce wisi pionowo nad ziemią. Tutaj angielski pisarz Ian Fleming powołał do życia słynnego brytyjskiego agenta 007. Dziś w jamajskim barze można czasem spotkać hollywoodzkie gwiazdy.

 

Kiedy w 1494 r. Krzysztof Kolumb dotarł do brzegów Jamajki, napisał w swoim dzienniku, że to najpiękniejsza wyspa, jaką ujrzały ludzkie oczy. Wraz z nim przybyli hiszpańscy marynarze. Wkrótce mieli poznać rdzennych mieszkańców tego lądu – Tainów. Indianie nazywali go Xaymacą, co znaczyło „kraj drewna i wody”. Z ich języka wywodzą się także słowa „hamak”, „kajman”, „tabaka”, „barbecue”, „huragan” czy „koliber”.

 

Przybycie Krzysztofa Kolumba nie okazało się jednak dla Tainów wydarzeniem szczęśliwym. Hiszpanie podporządkowali ich sobie i zmuszali do ciężkiej pracy. Poza tym Indianie zaczęli chorować na powszechnie znane w Europie choroby, na które oni sami nie byli odporni. Zaledwie 100 lat później rdzenni mieszkańcy Jamajki niemal wymarli. Anglicy po zdobyciu wyspy w 1655 r. zmienili ją w ogromną dochodową plantację cukru, na którą masowo sprowadzali niewolników z Afryki Zachodniej. Obecnie żyją na niej jednak nie tylko potomkowie europejskich kolonizatorów i ludności z Czarnego Lądu. Przez wiele lat przybywali tu imigranci z Indii, Chin, Izraela czy Palestyny. Dzisiejsi Jamajczycy tworzą więc społeczeństwo bardzo różnorodne. Jamajka kojarzy się przede wszystkim z radosnym, roztańczonym i rozśpiewanym krajem, krainą reggae, beztroski i luzu. I taka jest w rzeczywistości.

 

W Górach Błękitnych spotkamy m.in. urocze wille i paprocie drzewiaste

NY JAMA A031757 House on Blue Mountain 4C1 cut

©JAMAICA TOURIST BOARD

 

Z wizytą w raju

 

Rozsławiona przez Harry’ego Belafonte’a „wyspa w słońcu” stanowi wymarzone miejsce na niezapomniany urlop. Przez cały rok panuje tu tropikalna pogoda, temperatura w niższych partiach lądu utrzymuje się na podobnym poziomie 25–30°C (i 15–22°C na wyżej położonych terenach), a lato i zima różnią się nieznacznie. Nocą powietrze nieco się ochładza, ale nawet wtedy nie przestaje być ciepło. Jamajka przyciąga turystów pięknymi plażami z lśniącym piaskiem delikatnie muskanymi przez fale. Daleko od lądu morze jest pofalowane i ma ciemnoniebieską barwę, bliżej wybrzeża, w osłoniętych od wiatru zatokach przypomina lustro i mieni się wieloma kolorami: błękitnym, turkusowym, modrym…

 

W przejrzystej wodzie widać dokładnie karaibskie głębiny. Ryby we wszystkich kolorach tęczy opływają ławicami koralowce i podwodne skały. Ten rajski spokój zakłócają jednak huragany, czasami nawiedzające wyspę w trakcie pory deszczowej. Trwa ona zazwyczaj od maja do października. W tym okresie zagraniczni goście raczej omijają te strony.

 

Wyjątkowe połączenie sprzyjających warunków klimatycznych, ciekawego ukształtowania terenu i różnorodności przyrodniczej wyróżnia Jamajkę na Karaibach. Jej w większości wyżynno-górzysty ląd pokrywa bujna roślinność i lasy równikowe. Na wschodzie leży pasmo Gór Błękitnych (Blue Mountains) z najwyższym jamajskim szczytem – Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). Jego najczęściej spowity we mgle wierzchołek góruje dumnie nad okolicą. Tereny w głębi wyspy nie są już tak idylliczne jak wybrzeże. W poprzecinanym wąwozami i trudno dostępnym regionie Cockpit Country, z licznymi jaskiniami na północnym zachodzie, ukrywali się kiedyś Maroni (potomkowie zbiegłych czarnych niewolników), którzy próbowali rozpocząć nowe życie. Na północy rejony górskie kończą się plażami pokrytymi jasnym piaskiem, a na południu urwiste, szorstkie klify stawiają opór bijącym falom. Linię brzegową przecinają rzeki i wodospady wypływające wprost z gór do morza. Jamajska tropikalna flora zachwyca swoim oszałamiającym bogactwem. Na wyspie występuje ponad 3,6 tys. gatunków roślin, w tym liczne odmiany palm, paproci i storczykowatych. Tę różnorodność urozmaica jeszcze niezmiernie ciekawa fauna – m.in. ok. 110 gatunków ptaków, w tym 31 endemicznych. Wśród nich znajduje się jeden z symboli Jamajki, czyli koliber czarnogłowy, nazywany doctorem birdem.

 

Na Jamajce spłyniemy bambusową tratwą po Rio Grande i Martha Brae

xm2450a martha brae ret2

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Plaża Jamesa Bonda

 

Turyści często wybierają Montego Bay, drugie po Kingston (stolicy kraju) najważniejsze miasto na wyspie i zarazem największy tutejszy ośrodek wypoczynkowy. Otaczają je wybrzeże z białym piaskiem, nowoczesne resorty i pola golfowe. Jeżeli znudzimy się nieustannym leżeniem na plaży i sączeniem przez słomkę kolejnejpiña colady, drinka jamaican browning lub innych lokalnych koktajli, powinniśmy opuścić hotel i wyruszyć na zwiedzanie. Mimo niewielkich rozmiarów Jamajki (odległość w linii prostej z zachodu na wschód wynosi ok. 235 km, z południa na północ w najszerszym miejscu – 84 km), nie brak jest na niej ciekawych atrakcji. Możemy wybrać się na wycieczkę rowerową wzdłuż brzegu morza lub w góry. Trasy takich wypraw prowadzą przez lasy tropikalne, plantacje kawy i bananów. Wiele wrażeń dostarcza też spływ długą tratwą bambusową po Rzece Wielkiej (Rio Grande). Zaczyna się w Berrydale. Najpierw przeprawiamy się przez gęsto zarośnięte gaje. Po drodze mijamy przesmyk Lovers Rock (Skała Kochanków) i docieramy aż do ujścia rzeki do morza w Rafter’s Rest. Jeśli mamy wolny cały dzień, wybierzmy się na wycieczkę w Góry Błękitne wznoszące się na północny wschód od Kingston. Ich zwykle zamglone wierzchołki wyglądają bardzo atrakcyjnie. Nie musimy wcale decydować się na pieszą wędrówkę, niepowtarzalny urok tego regionu możemy podziwiać z okien samochodu. Warto pamiętać o zabraniu stroju kąpielowego, po drodze znajdziemy dużo miejsc odpowiednich na odświeżającą kąpiel.

 

Na zainteresowanie zasługuje również założone w 1769 r. miasto Falmouth. Niegdyś był to jeden z najruchliwszych portów na wyspie. Jeśli będziemy mieć szczęście, trafimy na zawody triatlonowe odbywające się w pobliżu. To prawdziwie mordercze wyzwanie w tak gorącym klimacie! Na metę, ustawioną pod Rose Hall (rezydencją nawiedzaną ponoć przez ducha dawnej właścicielki Annie Palmer, podobno fanatycznej wyznawczyni kultu voodoo), dobiegają najbardziej wytrwali zawodnicy. Jamajka słynie z lekkoatletycznych talentów – Usain Bolt w 2009 r. ustanowił rekordy świata w biegu na dystansie 100 i 200 m. Najlepsze wyniki biegaczy nierzadko zresztą należą do Jamajczyków. Zabytkowe Falmouth zachwyca przede wszystkim swoją kolonialną architekturą. Niegdyś prężnie się rozwijało – sieć wodociągów zbudowano w nim wcześniej niż w Nowym Jorku! Dziś Falmouth Heritage Renewal, organizacja non-profit, stara się przywrócić blask różnym obiektom w stylu gregoriańskim, takim jak Centrum Handlowe i Historyczne Alberta George’a, anglikański Kościół św. Piotra czy imponujący budynek sądu z 1815 r.W mieście kręcono również Motylka (1973 r.) z Dustinem Hoffmanem i Steve’em McQueenem w rolach głównych.

 

Bardzo interesująca może być wyprawa do miasta Ocho Rios, czyli Osiem Rzek (chociaż nie ma ich naprawdę aż tyle w okolicy). Jak mówią Jamajczycy, w tym miejscu niebo wlewa się do morza. Z myślą o turystach docierających tu statkami pasażerskimi powstały restauracje i sklepy wolnocłowe. W mieście faluje wesoły, barwny tłum podążający w sobie tylko znanym kierunku. Głośna muzyka reggae płynie z głośników ustawionych przez młodych didżejów. Stąd już niedaleko do dawnego portu bananowego Oracabessa. W jego pobliżu rozpościera się plaża o charakterystycznej nazwie – James Bond Beach, z której widać dawną rezydencję Iana Fleminga (1908–1964), czyli Goldeneye. To w niej powstawały powieści o słynnym brytyjskim agencie 007. Tutaj także Honey Ryder (pierwsza dziewczyna Jamesa Bonda grana przez Ursulę Andress) w filmie Doktor No (1962 r.) wychodziła z wody w scenie, która przeszła już do historii kinematografii. Poza tym wypoczywała w tym miejscu m.in. aktorka Elizabeth Taylor (1932–2011). Dziś chętni mogą spędzić noc w domu pisarza. Ta przyjemność kosztuje jednak kilka tysięcy dolarów amerykańskich. Nowy właściciel terenu Chris Blackwell, założyciel wytwórni Island Records, wybudował w sąsiedztwie kilka willi składających się na luksusowy kompleks turystyczny. Obecnie funkcjonuje tu resort GoldenEye.

 

Od połowy XX w. Jamajka zaczęła cieszyć się popularnością wśród hollywoodzkich aktorów i brytyjskich arystokratów. Mieszkali na niej też amerykański muzyk country Johnny Cash (1932–2003), angielski dramaturg Noël Coward (1899–1973) i aktor Errol Flynn (1909–1959). Przy odrobinie szczęścia, podczas wizyty w Couples Tower Isle w Ocho Rios, pierwszym na wyspie hotelu o standardzie all inclusive, czy ekskluzywnym resorcie The Caves w Negril uda nam się wypić drinka w towarzystwie sław z telewizji i pierwszych stron gazet.

 

W sąsiedztwie ekskluzywnych kompleksów wypoczynkowych znajdują się jednak rejony zamieszkane przez ludzi ubogich. W delikatnych tekturowych domach żyją całe rodziny, które utrzymują się z prowadzenia małych ulicznych straganów i punktów usługowych. Mimo to optymizm wydaje się nie opuszczać wyspiarzy. Jamajczycy są wyjątkowi: sympatyczni, otwarci i zawsze uśmiechnięci. Tę radość z życia oddają charakterystyczne wyrażenia i zwroty pochodzące z kreolskiego jamajskiego (języka patois), np. Yeah, mon! („Tak, bracie!”). Niezwykle życzliwi i uczynni miejscowi okazują się jednocześnie bardzo ciekawscy. Pytają rozmówców o kraj pochodzenia, cel podróży, zawód, a przede wszystkim o to, czy podoba się im Jamajka i czy zamierzają przyjechać na nią ponownie. Jamajczycy są świadomi swojej wartości i dumni z wyspy i wywalczenia niepodległości. Afrykańskie korzenie uważa się tu za zaletę, co podkreśla ruch rastafarian twierdzących, że wywodzą się od władców Etiopii i kiedyś powrócą do ojczyzny swoich przodków. Łatwo ich rozpoznać po długich dredach, które noszą rozpuszczone lub splecione dla wygody i osłonięte turbanem albo czapką. Ich kolorowe stroje nawiązują do barw z flagi etiopskiej – zieleni, żółci i czerwieni. Rastafarianie często palą święte zioło, czyli marihuanę. Mieszają ją razem z tytoniem, a samo palenie uchodzi za swoisty rytuał oczyszczający umysł, towarzyszy mu odmawianie modlitw i błogosławieństw.

 

Widok na Ocho Rios i port, w którym cumują statki wycieczkowe

Jamajka Ocho Rior fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Bob Marley i bobsleje

 

Do rozsławienia Jamajki w dużym stopniu przyczynił się Bob Marley (1945–1981), legendarny wykonawca reggae, który stał się symbolem awansu społecznego na wyspie. Jego fani składają wizyty w Nine Mile, rodzinnej wiosce muzyka, i poświęconej mu placówce w Kingston (Bob Marley Museum). W Ocho Rios można także zajrzeć do Reggae Xplosion, muzeum opowiadającego o życiu i twórczości Boba Marleya. Prezentuje ono również historię jamajskich gatunków muzycznych. Powstały pod koniec lat 70. XX w. dancehall, nawiązujący do reggae, zdobył popularność wśród młodszego pokolenia i na światowe listy przebojów w ciągu ostatnich kilkunastu lat trafiały piosenki takich Jamajczyków jak Shaggy, Beenie Man i Sean Paul.

 

Na Jamajce warto też… przejechać się bobslejem. Tor bobslejowy na górze Mystic (Mystic Mountain) ma 1 km długości. Dociera się do niego wyciągiem krzesełkowym, z którego można podziwiać przepiękne widoki. Ale największych emocji dostarcza szybki zjazd saniami pośród tropikalnego lasu. Od razu przypomina się filmReggae na lodzie (1993 r.) w reżyserii Jona Turteltauba, który inspirował się historią jamajskiej drużyny narodowej debiutującej w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary. Dziś Jamajka ma własną reprezentację w tej dziedzinie sportu, co jest prawdziwym wyczynem, zważywszy na panujące w kraju warunki klimatyczne. Po gorących przeżyciach orzeźwienie przynoszą kaskady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls o długości ponad 180 m), z których woda opada do Morza Karaibskiego. Do wspinaczki pod okiem miejscowych przewodników nie potrzeba specjalnej kondycji fizycznej. Niezbędne są jednak stroje kąpielowe i gumowe buty zapobiegające ślizganiu się po mokrych skałach. Obuwie można wypożyczyć na miejscu.

 

Krokodyle i narodowe skarby

 

Wodospady na rzece Dunn to popularne miejsce na wspinaczkę

Dunns River Falls1 fot

© ROBERT PAWEŁEK/TRAVELCOMPASS.PL

 

Południowe wybrzeże Jamajki prezentuje inne oblicze tego kraju. Przez XVIII- i XIX-wieczne plantacje trzciny cukrowej dociera się do ukrytych plaż, gdzie nie ma żywej duszy. W mieście Black River doświadczony przewodnik zabiera chętnych na jedną z najdłuższych rzek na wyspie (53,4 km) i na jej największe chronione mokradła. W trakcie wyprawy łodzią można poczuć się jak na afrykańskim safari. Główny jej cel to tropienie krokodyli amerykańskich – jedynych niebezpiecznych zwierząt na Jamajce. Kiedyś występowały tu jeszcze jadowite węże (rzadki boa jamajski nie jest jadowity i nie stanowi zagrożenia dla człowieka), ale podobno wytępiły je mangusty sprowadzone z Afryki. Przewodnik wypatruje gadów i gdy uda mu się dojrzeć jakiegoś osobnika (a dzieje się to dość często), uradowany wskazuje go uczestnikom wycieczki. Krokodyle nierzadko podpływają do łodzi i dają się fotografować. Trzeba jednak być ostrożnym i trzymać się poręczy, bo mogą to być ostatnie nasze zdjęcia w życiu! Przy odrobinie szczęścia ujrzymy także kolibra czarnogłowego.

 

W środku jamajskiego lasu tropikalnego, w małej miejscowości Mavis Bank znajduje się istniejąca od 1885 r. fabryka kawy marki Jablum – Mavis Bank Coffee Factory. Trudno do niej dotrzeć bardzo wyboistą, wąską i stromą drogą, ale na pewno warto. Przyjrzymy się tu wszystkim etapom produkcji słynnej kawy z Gór Błękitnych – narodowego skarbu kraju zwanego „czarnym złotem Jamajki”. Tajemnica jej wysokiej jakości tkwi w wyjątkowych warunkach, w jakich się ją uprawia. Tropikalne ciepło, odpowiedni poziom wilgotności powietrza i ostry górski klimat sprawiają, że ziarna osiągają niepowtarzalny smak. Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych kaw na świecie. Nie jest kwaskowata i ma piękny zapach. Choć wtajemniczeni twierdzą, że aby wydobyć pełnię jej walorów smakowych, powinno się ją przygotowywać z użyciem odpowiedniej wody i że nie wszędzie smakuje tak dobrze jak na Jamajce… Krzewy kawowca rosną w cieniu wysokich drzew, na plantacjach położonych na wysokości pomiędzy 910 a 1700 m n.p.m. Tylko kawę pochodzącą z tych upraw wolno oznaczać nazwą Jamaica Blue Mountain Coffee. W fabryce warto zrobić sobie przerwę, żeby przy filiżance czarnego napoju podziwiać widok na góry.

 

Inny słynny produkt z wyspy stanowi rum. Najstarsza tutejsza destylarnia – Appleton Estate – działa od 1749 r. Na terenie fabryki, w wielkich halach leżakują liczne beczki wypełnione trunkiem. Każda została opisana według rodzaju i wieku rumu. Znajduje się tu również muzeum. I chociaż obecnie produkcja alkoholu jest zautomatyzowana, można spróbować swoich sił w wyciskaniu słodu w obsługiwanej ręcznie dużej zabytkowej prasie. Lokalny przewodnik oprowadza po zabudowaniach i objaśnia proces wytwarzania trunku. Dowiemy się od niego, że dawniej rum był jedynie produktem ubocznym powstawania cukru i dojrzewa wyłącznie w specjalnych beczkach. Alkohol rozlany do butelek nie nabiera już wieku. Każde odwiedziny w Appleton Estate kończą się degustacją. Przy tej okazji goście uczą się, że wiek trunku można rozpoznać także po jego kolorze (młode roczniki są jasne i ciemnieją z czasem). Rum klasyfikuje się też ze względu na gatunki. Wśród nich wyróżnia się nawet kokosowy lub czekoladowy. Na koniec należy zrobić niezbędne zakupy. Z Jamajki trzeba koniecznie przywieźć ze sobą paczki kawy i kilka butelek rumu.

 

W stolicy luzu

 

Wieczorem warto wybrać się do Negril, a szczególnie do „Rick’s Café”, knajpki wypełnionej tłumem turystów czekających na zachód słońca. Podobno porównywalnie znakomitym miejscem do podziwiania tego zjawiska jest wyspa Key West w amerykańskim stanie Floryda. Oczekiwanie urozmaicają młodzi ludzie skaczący z krawędzi klifu do granatowego morza. W końcu następuje moment, kiedy słońce kryje się za horyzont. To niepowtarzalny widok.

 

Dawno skończyły się czasy, gdy można było tu odkrywać puste i zapomniane fragmenty wybrzeża, przy których żyło skromnie kilku rybaków. Dzisiaj Negril zamieszkuje kilka tysięcy ludzi i stanowi ono dynamicznie rozwijający się ośrodek turystyczny z jedną z najdłuższych na Jamajce plaż (Seven Mile Beach, która w rzeczywistości ma „jedynie” ok. 6,5 km). Mimo tłumu turystów nadal da się w nim jednak wyczuć coś z dawnego czaru i atmosfery beztroski. W knajpkach posłuchamy muzyki na żywo. Wody zatoki zapełniają narciarze wodni, śmiałkowie na paralotniach i katamarany. W rejonie Long Bay Beach Park rozbrzmiewa reggae. Za dnia plaża jest niemal bezludna i ożywa dopiero późnym popołudniem. Jamajczycy rozkładają wówczas na piasku grille zrobione domowym sposobem z beczek po ropie i rozpoczynają smażenie kurczaka w marynacie jerk. To najbardziej popularna jamajska potrawa, podawana nawet w eleganckich restauracjach. Ma bardzo pikantny smak. Do jej przygotowania używa się mięsa marynowanego w zalewie z soku limonki z dodatkiem ostrej papryki, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego i innych ziół. Przepis ten pochodzi podobno od rdzennych mieszkańców wyspy – Tainów. Ostry zapach smażonego kurczaka w upalnym powietrzu miesza się z gorącymi rytmami reggae.

 

Jamajska turystyka

 

Jamajka pretenduje do grona najpopularniejszych miejsc urlopowych na świecie i aktywnie promuje się na znaczących międzynarodowych imprezach związanych z turystyką. Na wyspie organizowane są również targi turystyczne, z których największe to Jamaica Product Exchange (JAPEX). W kraju powstają także interesujące oferty dla branży MICE. Organizatorzy spotkań, konferencji i wyjazdów integracyjno-motywacyjnych mogą skorzystać z usług przeznaczonych specjalnie dla firm i odpowiednio przygotowanej infrastruktury. Część Jamajki (Góry Błękitne i pasmo John Crown – obszar zamieszkiwany przez Maronów) jako obiekt mieszany o charakterze kulturowo-przyrodniczym znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, obok tylko 35 tego rodzaju wyjątkowych miejsc na ziemi. W rankingu najfajniejszych narodów na świecie opublikowanym w 2011 r. na stronie internetowej amerykańskiego portalu informacyjnego CNN Jamajczycy uplasowali się na trzeciej pozycji (po Brazylijczykach i Singapurczykach). Poza tym ten karaibski kraj ze względu na swój wielki potencjał stanowi świetny region dla inwestorów i przedsiębiorców zagranicznych. Wyspa leży przy głównych szlakach powietrznych i morskich na Karaibach oraz w niewielkiej odległości od najważniejszych światowych rynków. Działają na niej nowoczesne porty lotnicze, znajdują się tu dobre drogi i infrastruktura spełniająca międzynarodowe standardy.

 

Jak na kraj rozwijający się baza noclegowa na Jamajce jest bardzo dobrze rozbudowana. Duży wybór różnorodnych hoteli, willi i pensjonatów oraz wysoką jakość usług docenią nawet najbardziej wymagający klienci. Wiele obiektów, najczęściej typu all inclusive, należących do znanych międzynarodowych sieci, leży nad urokliwymi plażami w pobliżu atrakcji turystycznych. Goście mogą korzystać ze znakomitej infrastruktury hotelowej, świetnej obsługi i ciekawej oferty spędzania wolnego czasu. Ośrodki wybudowane na rozległych terenach są tak zaprojektowane, że nie trzeba opuszczać hotelu, aby zrelaksować się i rozerwać. Popularnością cieszą się też strzeżone, luksusowe i kameralne kondominia z pełną obsługą, choć ze względu na wysoką cenę nie każdy może sobie pozwolić na wynajęcie w nich apartamentu. Oczywiście, oprócz tego rodzaju drogich kompleksów na Jamajce znajdują się również niskobudżetowe hotele i pensjonaty dla mniej wymagających turystów. Wiele z nich jest urządzonych w stylu postkolonialnym.

 

Niektóre z obiektów, takie jak te należące do sieci Bahía Príncipe Hotels & Resorts, IBEROSTAR, Sandals czy Couples Resorts, oferują pakiety dla narzeczonych i nowożeńców w różnych cenach w zależności od długości pobytu, czasami także z darmową ceremonią ślubną. Idealne na dużą uroczystość będą resort Half Moon i rezydencja Rose Hall. W przypadku bardziej kameralnych ślubów sprawdzi się Round Hill Hotel and Villas, natomiast nowoczesnej parze młodej przypadnie do gustu Rockhouse. Za popularne wśród zakochanych jamajskie ośrodki uchodzą Luxury Bahía Príncipe Runaway Bay, The Caves w Negril i Couples Tower Isle w Ocho Rios. Hotele butikowe charakteryzują się jeszcze wyższym standardem i zapewniają większą prywatność. Dla przykładu Trident Hotel w Port Antonio nie bywa zbyt oblegany przez turystów i stanowi ulubione miejsce celebrytów. Strawberry Hill słynie nie tylko ze wspaniałej kuchni, ale też organizowania przepięknych uroczystości ślubnych oraz wspaniałych widoków na Kingston i Blue Mountain Peak. Mimo iż na wyspie raczej niechętnym okiem patrzy się na nietypowe ceremonie zaślubin, ośrodek Hedonism II w Negril oferuje swoim gościom również możliwość zawarcia małżeństwa w stroju Adama i Ewy.

 

Kilka prostych zasad

 

Wbrew często pojawiającym się stereotypowym opiniom Jamajka jest właściwie bezpieczna. Dodatkowo nad bezpieczeństwem przyjezdnych czuwa specjalnie powołana policja turystyczna. Oczywiście, w każdej podróży gdziekolwiek na świecie można spotkać się z nieprzyjemnościami. Na pewno trzeba pamiętać, że to kraj ogromnych kontrastów społecznych.

 

Na co dzień, jak gdzie indziej, warto przestrzegać pewnych zasad. Nie należy okazywać zniecierpliwienia. Ulubione powiedzenie Jamajczyków soon come („niedługo będzie”) w pełni wyraża ich życiową postawę. Uśmiech i żart pomogą wyjść z twarzą z każdej kłopotliwej sytuacji. Wyspiarze, zwłaszcza sprzedawcy, są prawie zawsze chętni do sympatycznej pogawędki. Jeśli ktoś nie życzy sobie usług przewodnika lub nie ma ochoty kupić zachwalanego towaru, wystarczy, że grzecznie, ale stanowczo powie: No, thank you.

 

Nie wolno też fotografować bez pozwolenia. Może to sprawić trudność wielu dzisiejszym turystom, ale zawsze należy zapytać o zgodę osobę, której chce się zrobić zdjęcie. Jeśli odmówi, trzeba to uszanować. Poza tym zdecydowanie lepiej nie ryzykować i nie kupować marihuany. Rastafarianie uważają, że ma ona właściwości uzdrawiające – od lat stosują ją jako naturalne lekarstwo. Co prawda, od 25 lutego 2015 r. prawo obowiązujące na Jamajce dopuszcza posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i 5 sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, ale w przypadku znalezienia u kogoś większych ilości nadal grozi mu kara więzienia. W jamajskich zakładach karnych panują ciężkie warunki, a organy ścigania nie pobłażają również zagranicznym gościom.

 

Odradza się także przechadzek po gettach stołecznego Kingston. Po zapadnięciu zmroku nie należy przemieszczać się po mieście pieszo, najlepiej wziąć taksówkę. W rejonie historycznego centrum trzeba zachować ostrożność też za dnia – nawet zwykły zegarek lepiej zostawić w hotelu i unikać wyludnionych miejsc. Warto pamiętać, aby nie nosić ze sobą zbyt dużo gotówki i pilnować portfela. Jeżeli będziemy poruszać się w tej okolicy samochodem, zamknijmy okna i zablokujmy drzwi.

 

Jeśli zastosujemy się do tych kilku zasad, możemy w pełni cieszyć się pobytem na słonecznej Jamajce. Ta radosna wyspa co roku zdobywa serca wielu podróżników, nawet tych najbardziej wymagających.