ANNA GRZEŚKOWIAK
<< Brazylia kojarzy się wielu osobom głównie z karnawałem, pięknymi plażami, pyszną kawą, sambą i… piłką nożną. Gdy umilkną już uderzenia bębnów i letnia bryza rozwieje tysiące piór i cekinów pozostałych na ulicach po karnawałowym szaleństwie, przygotowania do drugiego największego wydarzenia sportowego na świecie, zaraz po Letnich Igrzyskach Olimpijskich, wejdą w ostatnią fazę. To właśnie ten południowoamerykański kraj będzie w tym roku po raz drugi w historii gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. >>

 Rio de Janeiro leży malowniczo nad brzegiem zatoki Guanabara

Trudno wyobrazić sobie właściwsze miejsce dla tego wydarzenia, wszakże Brazylię nazywa się centrum światowego futbolu. Miłość do tej dyscypliny sportu jest tutaj tak ważna, że traktuje się ją niemal na równi z religią. Ze świecą można by szukać Brazylijczyka, który nie uważa się za fana brazylijskiej drużyny narodowej. Słynni Canarinhos wywalczyli już 5 tytułów mistrzów świata. Do tej pory nie udało się to żadnemu innemu zespołowi. Jednak ten kraj posiada przecież również niezwykłą kulturę, wspaniałe krajobrazy, smaczną kuchnię i przede wszystkim życzliwych mieszkańców, dzięki którym wyprawa na mundial ma szansę stać się podróżą życia.
Po raz pierwszy w historii mistrzostw mecze zostaną rozegrane aż w 12 miastach, bardzo różnych i często znacznie od siebie oddalonych: od najbardziej znanego turystom Rio de Janeiro aż po ukryte w sercu amazońskiej dżungli Manaus. Większość wytypowanych miejscowości leży jednak nad Oceanem Atlantyckim lub w jego pobliżu. Dzięki temu miłośnicy piłki nożnej będą mogli skorzystać z dobrodziejstw brazylijskiego słońca i piaszczystych plaż.

 

RIO DE JANEIRO – „CIDADE MARAVILHOSA”
Na tutejszym Estádio do Maracanã (Stadionie Maracanã) – największym w Ameryce Południowej (po remoncie 78 838 miejsc) – odbędzie się aż 7 meczów (m.in. między Argentyną i Bośnią i Hercegowiną, Hiszpanią i Chile, Belgią i Rosją, Ekwadorem i Francją), w tym ten najważniejszy, finałowy, w dn. 13 lipca 2014 r. Tę świątynię brazylijskiego futbolu wybudowano na Mistrzostwa Świata w 1950 r., podczas których zupełnie niespodziewanie pewnych zwycięstwa gospodarzy pokonała 2:1 reprezentacja Urugwaju. Porażka ta urosła do rangi tragedii narodowej i zapewne Brazylijczycy zechcą zmazać plamę na honorze i „odczarować” murawę swojego stadionu.  
Rio de Janeiro nie potrzebuje reklamy. Przybyszów wita w nim feeria barw oraz uderzenie gorącego powietrza z wyczuwalną nutą zapachu słodkiego mango. To niezwykłe, usytuowane na porośniętych tropikalną roślinnością wzgórzach miasto zachwyca i uzależnia, mimo iż pojawiające się w mass mediach co rusz doniesienia o rosnącej przestępczości rzucają cień na jego słoneczny wizerunek.  
Do najbardziej znanych tutejszych atrakcji turystycznych należą kolorowy karnawał, bossa nova, rozsławiona przez piosenkę z lat 60. XX w. dzielnica Ipanema i najsłynniejsza plaża świata Copacabana. Choć popularność tej ostatniej wydaje się nieco przesadzona, na pewno warto wybrać się tu na spacer (koniecznie w klapkach havaianas) lub na przejażdżkę rowerową wzdłuż wybrzeża. Rio najpiękniej wygląda z góry, zatem nie można zapomnieć o wizycie na Corcovado z ogromnym pomnikiem Chrystusa Odkupiciela, który został uznany za jeden z siedmiu nowych cudów świata i jest niekwestionowanym symbolem miasta. Warto wjechać również na Pão de Açúcar (Głowę Cukru) i obejrzeć zachód słońca, który ponoć z tej perspektywy prezentuje się najwspanialej.
Centrum wypełniają głównie szerokie aleje i piękne kolonialne kamienice sąsiadujące z nowoczesną zabudową. Turyści spragnieni mocniejszych wrażeń i szukający lokalnego kolorytu powinni udać się na największy miejscowy bazar Saara. Nieopodal znajduje się malownicza dzielnica Santa Teresa – najstarsza część Rio, lubiana szczególnie przez bohemę. Wśród jej przytulnych knajpek, sklepików oferujących rękodzieło i świetnych restauracji czas zdaje się płynąć nieco wolniej. Do niedawna docierał tutaj zabytkowy żółty tramwaj (bonde). Jednak po tragicznym wypadku w 2011 r. wszystkie przejazdy wstrzymano. Mimo to istnieje szansa, że na mistrzostwa linia zostanie znowu uruchomiona.
Miłośnikom samby spodoba się Cidade do Samba (Miasto Samby), gdzie wszystkie największe szkoły przygotowują swoje karnawałowe pokazy. Poza tym na zainteresowanie zasługuje też miejski Jardim Botânico (Ogród Botaniczny). Warto poświecić trochę czasu na spacery wśród jego egzotycznej roślinności. Późnym wieczorem najlepiej wybrać się do tętniącej życiem dzielnicy Lapa. Zobaczymy w niej zabytkowy akwedukt, pokryte kolorową mozaiką Escadaria Selarón (Schody Selarón) i odwiedzimy sklepy w stylu vintage, bary serwujące doskonałą caipirinhę, ale przede wszystkim najlepsze kluby, w których zabawa trwa do białego rana.

 

SALVADOR DA BAHIA – ROZTAŃCZONE ULICE
Pierwsza stolica Brazylii fanów piłki nożnej ugości na całkowicie przebudowanym Estádio Octávio Mangabeira (Stadionie Octávia Mangabeiry), noszącym obecnie nazwę Itaipava Arena Fonte Nova (50 000 miejsc), na którym zaplanowano rozegranie 6 meczów (w tym między Hiszpanią i Holandią, Niemcami i Portugalią, Szwajcarią i Francją, Bośnią i Hercegowiną i Iranem).
Salvador to kolebka kultury afrobrazylijskiej. Zaledwie 15–20 min. dzieli stadion od największej atrakcji miasta, czyli Pelourinho. To mieniące się kolorami centrum historyczne wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można natknąć się tu na ludzi odprawiających rytuały candomblé (synkretycznej religii łączącej elementy wierzeń afrykańskich i chrześcijaństwa) lub na grupy trenujące capoeirę (brazylijską sztukę walki). Zewsząd dobiega muzyka i odgłosy bębnów. Dlatego na czas zwiedzania polecam zaopatrzyć się w wygodne obuwie, bo nogi same rwą się do tańca. Swoje muzyczne pasje mieszkańcy najpełniej mają okazję wyrazić podczas miejscowego karnawału, uznanego za największą imprezę uliczną na świecie.

FOT. COPA2014.GOV.BR

Itaipava Arena Fonte Nova w Salvadorze

 

W historycznym centrum Salvadoru warto zajrzeć do najstarszej jego lodziarni A Cubana, która oferuje ponad 40 smaków lodów! Koniecznie należy również spróbować lokalnego przysmaku acarajé (rodzaj kotlecika z fasoli nadziewanego krewetkami), sprzedawanego przez baianas – kobiety ubrane w charakterystyczne białe, obszerne spódnice.
Do najbardziej znanych tutejszych świątyń zalicza się barokowy Igreja de São Francisco (Kościół św. Franciszka), Igreja Nossa Senhora do Rosário dos Pretos (Kościół Matki Boskiej Różańcowej z Pretos) oraz Igreja de Nosso Senhor do Bonfim (Kościół Naszego Pana Dobrego Końca). To przed tym ostatnim m.in. otrzymamy słynną wstążeczkę (fita) z napisem Lembrança do Senhor do Bonfim da Bahia, którą zawiązuje się na nadgarstku, jednocześnie myśląc życzenie. Spełni się ono jedynie wtedy, jeśli tasiemka sama odpadnie.
Salvador dzieli się na Cidade Alta i Cidade Baixa (Górne i Dolne Miasto). Łączy je 72-metrowa winda Lacerda. To drugie, nowocześniejsze, rozciąga się nad Baía de Todos os Santos (Zatoką Wszystkich Świętych). Tuż przy przystani działa w nim Mercado Modelo, czyli duży targ pełen rękodzieła i różnych pamiątek. Jeżeli zmęczy nas uliczny gwar, odpoczniemy na jednej z okolicznych plaż, np. na popularnej wśród surferów i amatorów piłki nożnej Porto da Barra. Jednak o wiele piękniejsze wybrzeża znajdziemy poza miejskimi rogatkami (choćby Praia do Forte czy te na wyspach Boipeba i Itaparica). Z uroków nocnego życia skorzystamy w artystycznej dzielnicy Rio Vermelho. Łyk chłodnego piwa na jednym z placów, wypity przy dźwiękach muzyki na żywo, to świetne zwieńczenie dnia.

 

SÃO PAULO – NOWOCZESNA METROPOLIA
Ponoć to właśnie w São Paulo narodził się brazylijski futbol. Nowo wybudowany stadion Arena Corinthians (48 000 miejsc, 66 000 na czas mundialu) w dzielnicy Itaquera będzie świadkiem 6 mundialowych spotkań (m.in. Urugwaju z Anglią, Holandii z Chile czy Korei Południowej z Belgią), w tym prestiżowego meczu otwarcia, w którym Brazylia zmierzy się z Chorwacją.
Mimo iż to biznesowe miasto nie zalicza się do najpiękniejszych w Brazylii, na odwiedzających je turystów czeka mnóstwo atrakcji (wielobarwne targi, doskonałe lokale gastronomiczne, ciekawa architektura) oraz bogata oferta kulturalna (liczne muzea). Zwiedzanie warto zacząć od starej części São Paulo i Praça da Sé (placu Katedralnego), na którym stoi neogotycka Katedra Metropolitalna z 92-metrowymi wieżami, a potem obejrzeć także Teatro Municipal (Teatr Miejski), Edifício Copan – wieżowiec Copan w kształcie litery „s”, dzieło Oscara Niemeyera, oraz budynek Museu de Arte de São Paulo Assis Chateaubriand (Muzeum Sztuki Assisa Chateaubrianda w São Paulo – MASP). Poza tym na uwagę zasługują też inne placówki, jak np. Pinacoteca do Estado (Pinakoteka Stanowa), Museu da Imigração (Muzeum Imigracji) czy Museu do Futebol (Muzeum Futbolu).
Najliczniejszą grupę wśród lokalnych mniejszości narodowych stanowią Włosi i Japończycy. W nieoficjalnej dzielnicy Bixiga, zwanej „Małą Italią”, działają znakomite włoskie restauracje, a japońską Liberdade, gdzie na każdym kroku natkniemy się na sklepy z artykułami pochodzenia azjatyckiego oraz knajpki z kuchnią orientalną, pięknie oświetlają tradycyjne japońskie latarnie. W mieście znajduje się również największy targ świeżych towarów spożywczych i kwiatów w całej Ameryce Łacińskiej – Entreposto Terminal São Paulo (ETSP). Od zapachów przeróżnych owoców świata aż kręci się na nim w głowie.
Na spacery polecam miejskie parki, szczególnie Parque Ibirapuera (odpowiednik nowojorskiego Central Parku). Z kolei w soboty na Praça Benedito Calixto (placu Benedita Calixto) wystawiają się artyści, rzemieślnicy i sprzedawcy antyków. Można przyjść coś przekąsić i posłuchać na żywo choro (brazylijski gatunek muzyczny). W artystycznej dzielnicy Vila Madalena kwitnie sztuka uliczna. Tu wieczorami przesiaduje bohema São Paulo. Fani piłki nożnej ściągają raczej do São Cristóvão na Rua Aspicuelta, lokalu przesiąkniętego historią brazylijskiego futbolu. Jego ściany pokrywa ok. 2,5 tys. zdjęć, a stojący za kontuarem barman zaproponuje nam 100 różnych rodzajów cachaçy (napój alkoholowy z trzciny cukrowej). W Vila Madalena sobota uchodzi za dzień samby, której rytmy rozbrzmiewają w co drugim lokalu, a najlepszym miejscem do jej posłuchania jest bar Samba na Rua Fidalga.

 

MANAUS – W SERCU DŻUNGLI
Ten najbardziej egzotyczny gospodarz tegorocznych mistrzostw zaprasza na 4 mecze fazy grupowej (Anglia – Włochy, Kamerun – Chorwacja, USA – Portugalia, Honduras – Szwajcaria) na nowy stadion Arena da Amazônia (42 374 miejsc). Metalowa konstrukcja obiektu przypomina tradycyjny kosz indiański, a jego architekci zadbali o to, aby zachował swoją funkcjonalność w specyficznych tropikalnych warunkach.
Manaus leży w samym środku dżungli, dlatego podróżników wabi do niego głównie otaczająca go przyroda. Podziwiają m.in. niesamowity spektakl natury Encontro das Águas (Spotkanie Wód), w miejscu, gdzie brunatna rzeka Negro wpada do jasnobrązowej Solimões (górnego odcinka Amazonki). Ze względu na odmienne pH, temperaturę i gęstość wody oraz prędkość przepływu, nie łączą się one, lecz oddzielnie, choć jednym korytem, zmierzają w kierunku Atlantyku.
W samym mieście trzeba wybrać się do Teatro Amazonas, symbolu złotych czasów Manaus, epoki boomu kauczukowego. W latach jego świetności na deskach bogato zdobionego budynku opery występowali słynni śpiewacy z Europy, dziś posłuchamy w nim koncertu lub obejrzymy widowiska folklorystyczne. Praça de São Sebastião (plac św. Sebastiana), przy którym wznosi się teatr, służy za punkt wieczornych spotkań. Można tu dobrze zjeść, napić się i potańczyć. Polecam spróbować lokalnego przysmaku tacacá, czyli rosołu z manioku z suszonymi krewetkami i listkami jambu. Warto zajrzeć też do dzielnic Adrianópolis i Cachoeirinha oraz do doków i tętniącego życiem portu, gdzie zobaczymy, jak wygląda życie codzienne mieszkańców.
Spragnieni mocniejszych wrażeń powinni udać się na jedną z wypraw w głąb dżungli oferowanych przez miejscowe biura podróży. Dużą atrakcję stanowi również festiwal folklorystyczny Boi-Bumbá, organizowany w amazońskim mieście Parintins (z Manaus dostaniemy się do niego drogą wodną). Odbywa się on pod koniec czerwca, zatem w tym samym czasie, co rozgrywki Pucharu Świata. Każdego roku na to wydarzenie zjeżdżają tysiące turystów, aby posłuchać brazylijskich rytmów i podziwiać tancerzy w bogatych kostiumach z piór, przedstawienia teatralne, plemienne tańce indiańskie i na koniec wielki pokaz sztucznych ogni.

 

NATAL – W PROMIENIACH SŁOŃCA
Stolica stanu Rio Grande do Norte, aby zostać jednym z 12 miast goszczących kibiców piłki nożnej, musiała wybudować stadion kształtem nawiązujący do największej atrakcji regionu, czyli imponujących wydm. Na Arena das Dunas (42 000 miejsc) odbędą się 4 mecze fazy grupowej (Meksyk – Kamerun, Ghana – USA, Japonia – Grecja, Włochy – Urugwaj).
Natal kojarzy się głównie z tropikalnym klimatem, pięknymi plażami i ponad 300 słonecznymi dniami w roku. Wielką popularnością cieszą się tutaj zwłaszcza przejażdżki tzw. buggy (mały otwarty jeep) po okolicznych olbrzymich wydmach. Najlepiej wybrać się na te wokół plaży Genipabu, jednej z najciekawszych na świecie ze względu na nietypowe położenie.
Na południu miasta znajduje się malownicze piaszczyste wzniesienie Morro do Careca (Łyse Wzgórze) – najbardziej rozpoznawalny jego symbol. U jego stóp leży plaża Ponta Negra. Przy tutejszej promenadzie toczy się nocne życie. Najlepsze restauracje, bary i kluby kuszą atrakcyjną ofertą kulinarną i rozrywkową. To raj dla smakoszy krewetek – miejscowi kucharze serwują je na kilkadziesiąt sposobów! Z głośników rozbrzmiewa rytmiczne forró – muzyczna wizytówka północnej części Brazylii. Jego miłośników zapraszają w swoje progi kluby Rastapé Casa de Forró i Forró com Turista.

FOT. COPA2014.GOV.BR

Arena das Dunas w mieście Natal


Z kolei na północy miasta rozciąga się Praia de Redinha. To właśnie na tej plaży spróbujemy lokalnego smakołyku ginga com tapioca (małych smażonych rybek ginga w naleśniku z mąki maniokowej). Natomiast za jedyną budowlę historyczną wartą zobaczenia uważam Forte dos Reis Magos – Fort Trzech Króli, którego biel efektownie odcina się od turkusowych wód oceanu.
Z Natalu turyści wyruszają do Pirangi do Norte, aby zobaczyć  największe drzewo nerkowca zachodniego na świecie, wpisane do Księgi rekordów Guinnessa, oraz do znanego kurortu Tibau do Sul, gdzie znajduje się słynna Praia da Pipa. Niegdyś zamieszkiwały ją grupki hippisów, a dziś okupują surferzy. W czasie przypływu niedaleko wybrzeża pojawiają się delfiny.

 

RECIFE – „BRAZYLIJSKA WENECJA”
Zorganizowanie 5 spotkań tegorocznego mundialu (w tym Wybrzeża Kości Słoniowej z Japonią, Włoch z Kostaryką, Chorwacji z Meksykiem, USA z Niemcami) przyjęły na swoje barki władze Recife, w którym powstał stadion Itaipava Arena Pernambuco (46 000 miejsc).
Stolica stanu Pernambuco stanowi doskonały przykład mariażu tradycji z nowoczesnością. Z uwagi na dużą liczbę kanałów i mostów zyskała przydomek „Brazylijskiej Wenecji”. W jej architekturze widać wpływy kolonialne, zwłaszcza portugalskie i holenderskie. Bliżej przyjrzymy się im w czasie spaceru po centrum: po Praça da República (placu Republiki) i Praça Rio Branco (placu Rio Branco) oraz wśród budynków różowego Teatro de Santa Isabel (Teatru św. Izabeli), Torre Malakoff (Wieży Malakoff) czy Palácio da Justiça (Pałacu Sprawiedliwości). Nieopodal, przy małej, niegdyś bardzo ważnej, żydowskiej Rua do Bom Jesus (ulicy Dobrego Jezusa) mieszczą się domy w stylu holenderskim i liczne galerie sztuki. Na ich tle wyróżnia się historyczna pierwsza synagoga w Brazylii, obecnie Centro Cultural Judaico de Pernambuco (Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco). Koniecznie trzeba też zwiedzić Capela Dourada – Złotą Kaplicę Trzeciego Zakonu św. Franciszka, Casa da Cultura (Dom Kultury, pełniący wcześniej funkcję więzienia) oraz warsztat ceramiczny Oficina Brennand, produkujący słynne brazylijskie kafle.
Na zakupy można zajść na Mercado do São Jose (Targ św. Józefa) lub do potężnych rozmiarów centrum handlowego Shopping Recife. Chwilę relaksu zapewni plaża Boa Viagem, najbardziej turystyczny rejon stolicy Pernambuco z wieloma klubami, restauracjami i sklepami.
Z Recife niedaleko już do Olindy, umieszczonej na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzięki swoim barokowym kościołom i kolonialnej architekturze. Warto nie tylko zgubić się choć na kilka chwil wśród jej wąskich, brukowanych uliczek, lecz także obejrzeć zachód słońca z placu Alto da Sé, zrobić zdjęcie pocztówkowej panoramy miasta, spróbować tapioki z serem, wstąpić do Convento de São Francisco (Klasztoru św. Franciszka) oraz posłuchać średniowiecznych serenad i pieśni miłosnych (w każdy piątek na Praça João Alfredo – placu João Alfredo).

 

BRASÍLIA – FUTURYSTYCZNA STOLICA
W brazylijskiej stolicy przygotowano na przyjęcie fanów futbolu Estádio Nacional de Brasília – Stadion Narodowy w Brasílii (72 788 miejsc). Piłkarze zagrają na nim aż 7 meczów (zmierzą się tu m.in. Szwajcaria z Ekwadorem, Kolumbia z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Kamerun z Brazylią, Portugalia z Ghaną).
Nowoczesna Brasília, zbudowana na planie samolotu, to przede wszystkim imponująca architektura Lúcio Costy i Oscara Niemeyera. Jako jedyne XX-wieczne miasto widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zainteresowanie przyjezdnych wzbudzają budynki Kongresu Narodowego i Sądu Najwyższego, Memorial Juscelino Kubitschek (Pomnik Juscelino Kubitschka), siedziba prezydenta Palácio do Planalto czy też Praça dos Três Poderes (plac Trzech Władz), przy którym znajdują się muzea czy ministerstwa. Tutaj również stoi rzeźba Os Guerreiros (Wojownicy) – symbol metropolii, a także maszt z największą na świecie flagą narodową. Za ważny punkt turystyczny uchodzi też 224-metrowa Wieża Telewizyjna, z której rozciąga się spektakularny widok.
Jednak najczęściej odwiedzanym obiektem jest zaprojektowana przez Oscara Niemeyera Catedral Metropolitana Nossa Senhora Aparecida (Katedra Metropolitalna Matki Boskiej z Aparecidy), przypominająca swym kształtem koronę cierniową Chrystusa. Jej wnętrza oprócz imponujących witraży zdobią 3 rzeźby aniołów w locie.
Brasília nie ma dostępu do morza, ale posiada za to sztuczne jezioro Paranoá o powierzchni 48 km2. To nad jego brzegami najchętniej odpoczywają, spacerują i uprawiają sporty mieszkańcy stolicy. Powstało tu ponad 30 klubów i barów oraz centrum rekreacyjno-rozrywkowe – obowiązkowy punkt na trasie każdego turysty.   

 

BELO HORIZONTE – PO PROSTU BEAGÁ
Całkowicie przebudowanym Estádio Mineirão – Stadionem Mineirão (62 547 miejsc) szczyci się położona pośród gór stolica stanu Minas Gerais, nazywana Beagą. Kibice, aby obserwować walkę o mistrzostwo, zasiądą na jego trybunach 6 razy (w tym podczas spotkań Kolumbii z Grecją, Belgii z Algierią, Argentyny z Iranem czy Kostaryki z Anglią).
Belo Horizonte nie zyskało jeszcze popularności na świecie. Jego nazwa, czyli w tłumaczeniu „Piękny Horyzont”, sugeruje urokliwe położenie. Wspaniałe krajobrazy najlepiej podziwiać z punktu widokowego Mirante das Mangabeiras lub z Praça Israel Pinheiro (placu Israela Pinheira, znanym jako Praça do Papa – plac Papieża). W pobliżu tego ostatniego znajduje się też jedna z największych atrakcji turystycznych – Rua do Amendoim. Co roku tysiące turystów parkuje na niej swoje samochody i obserwuje, jak za sprawą iluzji optycznej poruszają się one pod górę zostawione na biegu jałowym.
Udane zakupy zrobimy na oferującym mnóstwo regionalnych produktów Mercado Central (Targu Centralnym) na Avenida Augusto de Lima. Polecam odwiedzić go choć na chwilę, aby ugasić pragnienie zimnym piwem i skosztować lokalnych specjałów, a w szczególności słynnego w całym kraju sera z Minas Gerais.
Belo Horizonte uchodzi za barową stolicę Brazylii. Utarło się w nim nawet powiedzenie se não tem mar, vamos pro bar („skoro nie ma morza, idziemy do baru”). Na jednego mieszkańca przypada tutaj więcej knajp niż w jakimkolwiek innym brazylijskim mieście. Po zmroku życie przenosi się do dzielnic Savassi, Santa Tereza, Lourdes, Santo Antônio i Pampulha. W artystycznej Santa Terezie do miłego spędzenia wieczoru zachęca szczególnie wielokrotnie nagradzany bar Bolão. Wyjątkowej urody Pampulha ze sztucznym jeziorem i parkiem ekologicznym zachwyca także w ciągu dnia, a doceniają ją m.in. miłośnicy rozmaitych sportów.

FOT. COPA2014.GOV.BR/EMBRATUR

Mozaiki z tyłu Kościoła św. Franciszka z Asyżu w Belo Horizonte


Podczas pobytu w Minas Gerais nie wolno nie wybrać się do przepięknego kolonialnego Ouro Preto, które rozkwitło w XVIII w. za sprawą gorączki złota. Dawny przepych zachował się do dziś w jego barokowej architekturze. Miasto słynie też z bogatego życia nocnego oraz jednego z najlepszych karnawałów w Brazylii.  

 

CUIABÁ – ZIELONA OAZA
8 zespołów (Chile i Australia, Rosja i Korea Południowa, Nigeria i Bośnia i Hercegowina, Japonia i Kolumbia) stanie naprzeciw siebie podczas fazy grupowej na murawie nowego stadionu Arena Pantanal (42 968 miejsc) w 600-tysięcznej stolicy stanu Mato Grosso. To najmniejsza z miejscowości goszczących mundial.
Cuiabá nazywana jest „Zielonym Miastem”. Tytuł ten zawdzięcza usytuowaniu na granicy trzech ekosystemów: sawanny Cerrado, nizinnych mokradeł Pantanal i lasów deszczowych Amazonii.  Dodatkowo od brzegów obu oceanów dzieli ją po ok. 2 tys. km, co sprawia, że stanowi centralny punkt Ameryki Południowej. Smakosze muszą zawitać na Mercado do Porto (Targ Portowy), aby spróbować chociażby typowego dania regionu Maria Isabel (potrawa na bazie ryżu i mięsa suszonego na słońcu) czy też niezwykłych owoców cupuaçu i bocaiuva. Powinni również odwiedzić donę Eulálię, która od ok. 55 lat otwiera podwoje swojego domu w dzielnicy Lixeira i sprzedaje wspaniałe bułeczki z serem, słodkie kuleczki i inne pyszności własnego wypieku.
Poszukiwaczy prawdziwego oblicza Brazylii usatysfakcjonuje wycieczka do nieco oddalonego od centrum osiedla rybaków i rzemieślników São Gonçalo Beira Rio. Będą mogli w nim obejrzeć i kupić wyroby ceramiczne, lokalne instrumenty oraz typowe dla regionu rękodzieło. Duży ruch panuje tu zwłaszcza w weekendy i święta. Wieczorami ożywia się głównie śródmiejski Praça Popular, pełny restauracji i barów z muzyką na żywo.
Na północ od Cuiaby rozpościera się Parque Nacional da Chapada dos Guimarães (Park Narodowy Chapada dos Guimarães). Jego unikalną scenerię tworzą niezwykłe formacje skalne, wodospady, jaskinie, rzeki i jeziora. Odpoczynek na łonie natury na pewno rozładuje nieco piłkarskie emocje.

 

KURYTYBA (CURITIBA) – STOLICA BRAZYLIJSKIEJ POLONII
Jedno z najbardziej europejskich miast Brazylii będzie gospodarzem 4 spotkań w fazie grupowej (Iranu z Nigerią, Hondurasu z Ekwadorem, Australii z Hiszpanią i Algierii z Rosją). Widzowie obejrzą je na żywo na odnowionym stadionie Arena da Baixada (41 456 miejsc).
Mieszkańcy położonej z dala od wybrzeża Kurytyby mawiają: nasze parki to nasze plaże. Jest ich w niej aż ponad 30. Do jej symboli należy wspaniały Jardim Botânico (Ogród Botaniczny) oraz otwarty przy nim Jardim das Sensações (Ogród Wrażeń), w którym można dotknąć, powąchać, a nawet posmakować najróżniejszych roślin. Wśród parkowej zieleni (w Parque das Pedreiras) wznosi się także ażurowy pawilon otoczonej wodą Ópery de Arame (Opery z Drutu). W Parque Barigui będą obywały się wszystkie oficjalne imprezy towarzyszące rozgrywkom Mistrzostw Świata.
Wysoka jakość życia, nowoczesny system komunikacji miejskiej oraz międzynarodowa atmosfera Kurytyby robią wrażenie na przyjezdnych. Imigranci, głównie z Włoch, Niemiec, Ukrainy i Polski, chętnie zasiedlali tutejsze ziemie i obecnie w stolicy stanu Paraná mieszkają liczne grupy mniejszości narodowych. Dzielnica Santa Felicidade to prawdziwa „Mała Italia” z włoskimi sklepami i restauracjami prowadzonymi przez rodowitych Włochów (np. Famiglia Fadanelli). Kurytyba stanowi też największy ośrodek brazylijskiej Polonii. W Bosque do João Paulo II (Lasku Jana Pawła II), upamiętniającym wizytę papieża, na powierzchni ponad 48 tys. m2 ustawiono stuletnie chaty polskich osadników, pełne przedmiotów z czasów, kiedy pierwsi Polacy pojawili się w tej części Ameryki Południowej. Na jego terenie działa również Kawiarnia Krakowiak, oferująca specjały naszej kuchni.
Turystów przyciągają przede wszystkim kolonialne centrum i pobliska wieża widokowa, z której rozpościera się wspaniała panorama okolicy. Jednak większość atrakcji znajduje się w dalszych rejonach miasta. Aby do nich dotrzeć, najlepiej skorzystać z autobusowej linii turystycznej, której trasa prowadzi obok wszystkich istotniejszych punktów na mapie, takich jak choćby niezwykłe Museu Oscar Niemeyer (Muzeum Oscara Niemeyera) w kształcie ludzkiego oka.
Z Kurytyby do miasteczka Morretes (a w niedziele również do miejscowości Paranaguá) nad oceanem wyrusza pociąg Serra Verde Express. 3-godzinna przejażdżka kolejką przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom niesamowitych widoków. Jej trasa wiedzie przez góry pokryte lasami deszczowymi, 30 mostów i 13 tuneli.  

 

PORTO ALEGRE – U BRAZYLIJSKICH „GAÚCHOS”
Z Porto Alegre pochodzą najbardziej utalentowani młodzi piłkarze w Brazylii. Na tutejszym Estádio Beira-Rio – Stadionie Beira-Rio (51 800 miejsc) odbędzie się 5 meczów Mistrzostw Świata (m.in. Francji z Hondurasem, Australii z Holandią, Korei Południowej z Algierią, Nigerii z Argentyną).
Wybudowane na wschodnim brzegu rzeki Guaíba, przy Lagoa dos Patos (Lagunie Kaczek) miasto to kolejna oaza zieleni na mundialowej mapie. Ponoć rośnie w nim więcej drzew niż w innych miejscowościach w kraju. Słynną Rua Gonçalo de Carvalho, przez niektórych uznawaną za najpiękniejszą ulicę na świecie, okala szpaler potężnych okazów z gatunku tipuana.
Do Porto Alegre sprowadziło się wielu emigrantów z Portugalii i Włoch, jednak najłatwiej odczujemy w nim wpływy ościennych państw: Urugwaju i Argentyny, co poświadcza np. popularność mate (chimarrão), naparu z ostrokrzewu paragwajskiego. Wśród miejskich parków wyróżnia się Parque Farroupilha, w którym napotkamy różnych artystów i dużo osób uprawiających sport oraz natkniemy się na targi rękodzieła i staroci. Charakterystycznym widokiem są również grupki mieszkańców popijających w cieniu drzew wspomniany już napój typowy dla całej kultury pasterzy bydła gaúcho. Z parkiem sąsiaduje artystyczna dzielnica Cidade Baixa, ośrodek życia nocnego. Warto udać się w niej do baru Toca da Coruja, gdzie podaje się piwo Coruja, jedno z najlepszych w całym kraju. Centrum miasta to przede wszystkim Mercado Público (Targ Publiczny), ulubione miejsce spotkań miłośników dobrej kuchni. Wielbiciele sztuki powinni zajrzeć do futurystycznego gmachu Fundação Iberê Camargo (Fundacji Iberê Camargo) i Museu de Arte do Rio Grande do Sul Ado Malagoli (Muzeum Sztuki Rio Grande do Sul Ada Malagolego).
Jeśli wyruszymy na południe, wzdłuż brzegu zatoki Guaíba, dotrzemy na plażę Ipanema. Godne polecenia są wycieczki łodzią oferowane przez lokalne biura podróży. Z kolei na wzgórzu Pedra Redonda w południowej dzielnicy znajduje się niezwykle usytuowane Santuário Mãe de Deus (Sanktuarium Matki Boskiej), z którego roztacza się panorama całego miasta.
O 2 godz. drogi od Porto Alegre rozciągają się najsłynniejsze brazylijskie winnice Vale dos Vinhedos. Wina z tego regionu nie cieszą się może taką popularnością jak chilijskie czy argentyńskie, ale od kilku lat zbierają pozytywne opinie znawców tego trunku.

 

FORTALEZA – W RYTMIE „FORRÓ”
Jako pierwszy przed zbliżającymi się mistrzostwami do użytku został oddany tutejszy stadion Arena Castelão (64 846 miejsc), jeden z największych w Brazylii. Rozegra się na nim aż 6 meczów (m.in. Urugwaju z Kostaryką, Brazylii z Meksykiem, Niemiec z Ghaną, Grecji z Wybrzeżem Kości Słoniowej).
Fortaleza ze względu na swoją betonową zabudowę nie należy do najpiękniejszych brazylijskich miast, ale zdecydowanie rekompensują to doskonały klimat i okoliczne cudowne plaże. Mieszkańcy najchętniej odpoczywają na Praia do Futuro (Plaży Przyszłości). Wzdłuż niej powstało wiele eleganckich restauracji i typowych plażowych barracas. To obecnie najmodniejsze miejsce, gdzie ściągają także turyści. Przy Avenida Beira Mar codziennie odbywa się targ, na którym zakupimy hamaki, instrumenty, koronki, rękodzieło, lokalne przysmaki i różne pamiątki.
W sercu miasta, przy Praça do Ferreira (placu Ferreiry), mieści się wiele znanych obiektów, takich jak kino São Luiz w stylu art déco, uznawane za jedno z najładniejszych w kraju, czy Hotel Excelsior. Warto wybrać się tu do cukierni Leão do Sul na ciastko i sok z trzciny cukrowej, a potem przejść się pod Katedrę Metropolitalną, Theatro José de Alencar (Teatr José de Alencara) i Centro Dragão do Mar de Arte e Cultura (Centrum Sztuki i Kultury Dragão do Mar). Po obejrzeniu zachodu słońca na molo Ponte Metálica polecam ruszyć do najmniejszej dzielnicy Varjota, szczycącej się najbogatszą ofertą gastronomiczną.
Nie wolno również zapomnieć, że Fortaleza stanowi stolicę forró i, szczególnie podczas festas juninas (czerwcowych świąt), wszyscy tańczą w niej w jego rytmie. Uroczystości pokryją się w tym roku z rozgrywkami Pucharu Świata, zatem udział w nich będzie nie lada atrakcją dla turystów. Jeśli to wciąż za mało, do pobliskiej miejscowości Aquiraz zaprasza największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park. Nieco dalej znajdziemy prawdziwie rajskie plaże w Cumbuco, Canoa Quebradzie czy Jericoacoarze.

 

***

12 odmiennych i fascynujących miast, tysiące kilometrów do przebycia, różne strefy czasowe i klimatyczne – mistrzostwa w Brazylii zapowiadają się niezmiernie ciekawie. Najważniejsze jednak, aby nie zabrakło na nich sportowego ducha fair play, a piłkarze i kibice przeżyli je w zgodzie z tegorocznym hasłem mundialu Juntos num só ritmo („Wszyscy razem w jednym rytmie”).

Artykuły wybrane losowo

Podróż przez Mozambik

JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Więcej…

Zaproszenie na Kaukaz – do Gruzji i Armenii

 

Tamar Gelashvili-Dąbrowska

Krzysztof Dąbrowski

www.kaukaz.pl

 

<< Gruzja i Armenia to chrześcijańskie wyspy zanurzone w kaukaskiej mozaice narodów i kultur. Leżą na pograniczu kontynentów kształtowanym przez ścieranie się sił przyrody i rywalizujących ze sobą cywilizacji. Efektem tych odwiecznych zmagań jest rzadko spotykana różnorodność krajobrazów oraz duże bogactwo tradycji na stosunkowo niewielkim obszarze, który odpowiada 1/3 terytorium Polski. Zobaczymy tu subtropikalne lasy pełne lian, przejedziemy przez surowe płaskowyże wulkaniczne, a także doświadczymy chłodu bijącego od wiecznych lodowców. Poza tym możemy przeczesać labirynty miast wykutych w skale, zwiedzić imponujące katedry o tysiącletniej historii i zrelaksować się w starożytnych łaźniach, a to wszystko urozmaicić sobie zgłębianiem tajników sztuki winiarskiej, degustacją przysmaków przepysznej kuchni kaukaskiej oraz zabawą w ekskluzywnych klubach muzycznych. >>

Więcej…

Egzotyczny Madagaskar czekający na odkrycie

MICHAŁ SZULIM

www.miejscezamiejscem.pl

 

<< Nazwę tej wyspy znają niemal wszyscy Polacy, a jednak niewielu z nich na nią dotarło. To ogromna szkoda, bo jeśli ktoś ceni sobie prawdziwą egzotykę i jednocześnie szuka pięknych, niebiańskich plaż, a poza tym chce spędzić czas w kontakcie z niewiarygodnie wręcz cudowną przyrodą, powinien jak najszybciej wybrać się na Madagaskar. A spieszyć się trzeba, bo zapewne lada chwila ten kraj zostanie odkryty przez masową turystykę, która prędko zamieni wciąż rajski kawałek świata w kolejny zatłoczony i nieprzyzwoicie komercyjny, jak dla mnie, Zanzibar. >>

 

Słynną aleję koło Morondavy tworzy ok. 250 endemicznych baobabów Grandidiera

© ONTM

 

Na początek zagrajmy w skojarzenia. Gdy słyszymy nazwę „Madagaskar”, w głowach wielu z nas pojawia się pewnie postać sympatycznego lemura katta króla Juliana z popularnego filmu animowanego czy też polskiego podróżnika, żołnierza i awanturnika Maurycego Augusta Beniowskiego (1746–1786), który w drugiej połowie XVIII w. dotarł tu po długiej wędrówce, a gdy wrócił w to miejsce, został obwołany jego władcą. Pierwsza myśl jest jak najbardziej słuszna – na Madagaskarze żyje kilkadziesiąt rodzajów lemurowatych. Jednak o Beniowskim dzisiaj już nikt tutaj nie pamięta, a przypomina o nim tylko niewielka tabliczka zawieszona na jednym z budynków w stolicy kraju.

Poza tym wyspa kojarzy się także z polskimi zamiarami jej kolonizacji i projektem przesiedlenia na nią Żydów z Europy. Mimo to plany odkupienia Madagaskaru od Francji (do której należał aż do początku lat 60. XX w.) przez Polskę trzeba traktować przede wszystkim jako mrzonkę ówczesnych polityków, którzy chcieli podbudować nieco znaczenie naszej ojczyzny i uważali, że osiągną ten cel, jeśli przyłączą do niej egzotyczne terytorium zamorskie. Zresztą nawet słynny pisarz i podróżnik Arkady Fiedler (rząd polski oddelegował go w 1937 r. na wyspę jako jednego z ekspertów) odradzał ten pomysł, pogrzebany ostatecznie przez wybuch II wojny światowej. Tak oto zakończyły się marzenia Polski o kolonii. Choć w sumie chyba dobrze się stało. Na pewno nie przyniosłaby nam zbyt wielkich zysków. Ropy tutaj nie znaleziono, region zalicza się raczej do biedniejszych części świata, a dodatkowo w tamtych czasach podróż statkiem na wyspę musiała trwać bardzo długo, skoro dzisiaj, w dobie nowoczesnych technologii, z Polski leci się na nią najkrócej ok. 10,5 godz. (od 22 czerwca 2018 r. pojawiło się bezpośrednie połączenie czarterowe biura Itaka z Warszawy na Nosy Be).

 

Nosy Iranja to właściwie dwie wysepki połączone piaszczystą mierzeją

© ONTM

 

RAJ NA ZIEMI

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pierwszym miejscem, do którego dotrzemy w tym wyspiarskim państwie położonym na Oceanie Indyjskim, u południowo-wschodnich brzegów Afryki, będzie wulkaniczna wysepka Nosy Be usytuowana w odległości mniej więcej 8 km od północno-zachodniego wybrzeża Madagaskaru i połączona z nim regularnie kursującym promem czy łodziami. Tu właśnie, w miejscowości Fascene, znajduje się lotnisko, gdzie ląduje sporo samolotów z Europy, głównie z Mediolanu i ostatnio również z Warszawy. Sama wyspa jest naprawdę dość niewielka, zajmuje powierzchnię powyżej 320 km² (zamieszkiwaną przez ponad 75 tys. ludzi), ale przecież nie chodzi o jej rozmiar. Nosy Be wyróżnia się głównie swoją urodą. Kiedy już na niej wylądujemy, z pewnością stwierdzimy, że… znaleźliśmy się w raju na ziemi! Plaże są bardzo szerokie i piaszczyste. Część z nich zagospodarowały hotele i ośrodki wypoczynkowe, ale niektóre pozostają zupełnie dzikie i puste. Woda ma turkusowy kolor i zachęca do pływania, bo ocean jest tutaj wyjątkowo ciepły.

Nosy Be to jakby przedsionek Madagaskaru, idealne miejsce na początek naszej przygody z tym egzotycznym krajem. Plasuje się gdzieś pomiędzy znanymi z Europy standardami a afrykańskimi realiami. Możemy tu spokojnie przeczekać kilka pierwszych dni, zanim oswoimy się nieco z zupełnie innym światem. To także najbardziej turystyczna i komercyjna wysepka Madagaskaru i najbardziej europejska w swoim charakterze (wiele firm z sektora usług otworzyli na niej Europejczycy). Tutaj nawet drogi są najlepsze w całym kraju, a pod względem widoków i plaż Nosy Be nie ustępuje w niczym innym sielskim wyspom na naszym globie z Mauritiusem, Seszelami i Zanzibarem na czele. Przewyższa je za to tym, że biznes wakacyjny dopiero na niej raczkuje. Ten raj nie został jeszcze odkryty przez masową turystykę – nie ma w nim tłumów ludzi okupujących każdy wolny skrawek piasku, niewiele jest też ogromnych i luksusowych resortów, które miejscami dominują w krajobrazie jej konkurentów i kawałek po kawałku anektują i odgradzają co piękniejsze fragmenty wybrzeża. Owszem, miejscowość Ambatoloaka to typowa nadmorska wioska żyjąca z turystów, ale i tak czujemy się w niej swojsko. Spokojnie można więc ją potraktować jako bazę wypadową na czas pobytu na Nosy Be.

A zdecydowanie jest tutaj co robić. Leżenie plackiem na plaży, nawet urozmaicone najbardziej wymyślnymi tropikalnymi drinkami z palemką, w końcu się znudzi. Wtedy warto poszukać innych zajęć. Z Nosy Be możemy popłynąć na jedną z okolicznych małych wysepek, takich jak dziewicze Nosy Iranja, Nosy Komba, Nosy Tanga czy Nosy Sakatia, gdzie będziemy mieli okazję popływać wokół przepięknej rafy koralowej. Dużo miejscowych biur podróży organizuje całodniowe wycieczki na nie, obejmujące nie tylko transport, ale też posiłek z pysznych ryb i owoców morza oraz wypożyczenie sprzętu do nurkowania. Warto również wybrać się w głąb Nosy Be. Do tego celu najlepiej wypożyczyć skuter. Wysepkę spokojnie można objechać w jeden dzień. Po drodze będziemy wspinać się na wulkaniczne wzniesienia i podziwiać z nich fantastyczne widoki (najwyższym szczytem jest Mont Lokobe – 455 m n.p.m.), a także obejrzymy kilka z 11 tutejszych jezior kraterowych. Polecam poza tym wizytę w największym mieście na Nosy Be, czyli 40-tysięcznym Andoany (Hell-Ville), w którym panuje typowy madagaskarski gwar i afrykański chaos. Odwiedziny na lokalnym targu pozostaną na długo w naszej pamięci, nie tylko ze względu na… szczególnie intensywny zapach ryb. Z przystani promowej odpływają łodzie i motorówki na wyspę Madagaskar.

 

Sifaka biało-kasztanowa na Nosy Be

© ONTM

 

KIEPSKIE DROGI I PIĘKNA PRZYRODA

Po opuszczeniu rajskiej Nosy Be udajemy się na Madagaskar gotowi na przygodę. Na początku musimy się – niestety – przygotować na twarde lądowanie, bo tutejsze drogi są fatalne. Jeśli ktoś narzeka na stan infrastruktury drogowej w Polsce, w tym kraju szybko zmieni punkt widzenia. Dziury mające 40 cm głębokości niekiedy bywają szersze niż sama droga. Jazda samochodem przypomina slalom – raz szosa schodzi do rzeki, a innym razem prowadzi po prowizorycznym mostku złożonym z dwóch kawałków drewna. Większość dróg wybudowali jeszcze Francuzi i nie były remontowane od ok. 60 lat. Najgorzej jest w porze deszczowej (od końca listopada do marca lub początku kwietnia), kiedy ulewy podmywają część tras i podróż wydłuża się czasem do kilku dni. Po stosunkowo dobrych szosach na Nosy Be sytuacja na Madagaskarze potrafi zaskoczyć. Na rajskiej wysepce jednak turyści zostawiają większość swoich pieniędzy, więc rząd postanowił jej infrastrukturę utrzymywać w lepszym stanie.

Nic dziwnego, że wielu podróżujących decyduje się na wynajem jeepa wraz z kierowcą. To jedyny sposób, żeby w miarę szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce. Koszt jest dość spory, ale jeśli rozbije się go na kilka osób, pomysł okazuje się całkiem korzystny. Alternatywą są taksówki (często w katastrofalnym stanie, również technicznym), a dla najbardziej odważnych – taxi-brousse, czyli zawsze przepełnione busy, które przewożą pasażerów stłoczonych jak sardynki w 40-stopniowym upale i poruszają się w żółwim tempie. Tym środkiem transportu można pokonać co najwyżej 100 km dziennie. Na więcej nie pozwala – niestety – jakość tutejszych dróg…

Co właściwie poza przepięknymi plażami zasługuje na zainteresowanie na Madagaskarze? Warto już na początku zaznaczyć, że zabytków nie ma tu prawie wcale (poza stolicą – Antananarywą, gdzie znajdują się m.in. dwa pałace Andafiavaratra i Ambohitsorohitra oraz kilka innych ciekawych budynków). Turystów przyciąga w te strony przede wszystkim niesamowita przyroda. Pod tym względem wyspa uchodzi za prawdziwy fenomen w skali światowej! Mniej więcej 80 proc. tutejszej fauny i 90 proc. flory to organizmy endemiczne, czyli niewystępujące nigdzie indziej na ziemi. Na dodatek każdego roku odkrywa się kolejne, nieznane wcześniej gatunki roślin i zwierząt, dlatego ten kraj jest rajem dla miłośników przyrody. Zaręczam, że nawet jeśli biologia w szkole kogoś nudziła, tutaj nie da się pozostać obojętnym na wdzięki natury. Pierwszym spotkaniem z egzotyką na Madagaskarze bywa zwykle zetknięcie się z kameleonem. Ten sympatyczny gad powinien być umieszczony w godle państwa, bo na wyspie występuje niemal wszędzie. Co ciekawe, wśród mieszkańców cieszy się on szacunkiem graniczącym nawet… ze strachem. Nie wolno nigdy pokazywać kameleona palcem, ponieważ według wierzeń przynosi to nieszczęście. Trzeba zgiąć palec wskazujący i dopiero wtedy skierować go na zwierzę. Kameleon przechodzący przez ulicę na Madagaskarze odgrywa rolę naszego czarnego kota. Należy poczekać, aż sobie spokojnie pójdzie, żeby nie igrać z losem…

 

PRAWDZIWY SKARB

O ile kameleona spotkamy praktycznie wszędzie, o tyle z innymi zwierzętami i unikatowymi roślinami nie pójdzie nam tak łatwo. Już podczas podróży samochodem terenowym przez wyspę można zauważyć, że… praktycznie nie ma na niej drzew. Powód jest smutny, ale prozaiczny: kolejne rządy prowadziły zakrojony na szeroką skalę wyręb lasów i handlowały drewnem na potęgę. Poza tym wśród Malgaszów dużą popularnością cieszy się rolnictwo żarowe polegające na wypalaniu obszarów leśnych i przekształcaniu ich w pola ryżowe. Szacuje się, że w wyniku tych działań ludzkich z powierzchni Madagaskaru zniknęło… niemal 90 proc. drzewostanu o charakterze pierwotnym! Dlatego właśnie, aby poznać wyjątkową faunę i florę wyspy, trzeba udać się do jednego z parków narodowych lub rezerwatów, których powstało w kraju kilkadziesiąt. Jeden z nich – Lokobe (Réserve Naturelle Intégrale de Lokobe) – znajdziemy nawet na południowym wschodzie wspomnianej wcześniej Nosy Be (słynie on z lemurii czarnej i kameleona lamparciego), ale ja radzę odwiedzić położone na północy Madagaskaru Park Narodowy Ankarana (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) czy też Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre). Warto zdawać sobie sprawę, że tutejsze tereny parkowe są naprawdę dzikie. Nie wjedziemy na nie samochodem, dlatego trzeba się przygotować na wycieczki piesze. Do wyboru mamy zwykle kilkanaście tras ekoturystycznych: od kilkukilometrowych po nawet kilkunastokilometrowe, których przebycie zajmuje cały dzień.

Obowiązkowo należy także wynająć przewodnika. Koszt takiej usługi rozkłada się na całą grupę, ale – proszę mi wierzyć – są to chyba najlepiej wydane pieniądze podczas pobytu na wyspie. Po pierwsze dlatego, że przewodnicy mówią po angielsku, co na Madagaskarze nie jest wcale takie oczywiste. Po drugie, ci ludzie cechują się niewyobrażalną wręcz spostrzegawczością. Gdy idziemy w towarzystwie takiego przewodnika przez park, potrafi on w pewnym momencie nagle przerwać rozmowę i polecić nam być cicho, aby po chwili wpatrywania się gdzieś w dal pokazać małego ptaszka na odległym drzewie w głębi lasu albo lemura siedzącego na gałęzi wysoko nad naszymi głowami.

Jeśli wybieramy się więc do rezerwatu lub parku narodowego, musimy przygotować się na solidną dawkę emocji i częste spotkania ze zwierzętami nie występującymi nigdzie indziej na ziemi. Oprócz oglądania rzadkich ptaków, owadów, kilkudziesięciu rodzajów lemurów czy kameleonów (tych ostatnich do czerwca 2015 r. odkryto aż 202 gatunki!) będziemy mogli jeszcze podziwiać przepiękne widoki na naturalne wąwozy, wyjątkowe formacje skalne z wapienia zwane po malgasku tsingy bądź majestatyczne wodospady (na czele z 62-metrowym Cascade d’Antomboka w Parku Narodowym Montagne d’Ambre) i wulkaniczne jeziora lub przejść się zwodzonym mostem (w Parku Narodowym Ankarana) i pohuśtać na zwisających między drzewami lianach. Poza tym możemy odwiedzić jeden z bujnych lasów deszczowych, które wycina się bezlitośnie na całym świecie. Gorąco polecam zwiedzić kilka parków narodowych i rezerwatów, żeby zrozumieć, dlaczego tutejszy świat przyrodniczy należy do najbardziej fascynujących na naszym globie. Odrębną ciekawostką jest słynna Aleja Baobabów położona na drodze między Morondavą a Belon’i Tsiribihina w regionie Menabe na zachodzie Madagaskaru, chyba jedna z najczęściej fotografowanych przez turystów atrakcji w kraju.

 

ZAPACH KAKAO I ZGIEŁK MIASTA

Podczas pobytu na północy wyspy możemy również poświęcić 3–4 godz. na wizytę na plantacji kakao Millot w Andzavibe koło miasta Ambanja (założonej w 1904 r.), która zaopatruje w ziarna kakaowca m.in. wytwórnie słynnej francuskiej ekskluzywnej czekolady Valrhona. Mamy tu szansę zobaczyć, jak wygląda cały proces produkcji, począwszy od zerwania owoców, przez poddanie ich fermentacji i suszenie, na pakowaniu skończywszy. Plantacja jest spora, a jeśli dopisze nam szczęście, to obwiezie nas po niej sama niebywale charyzmatyczna właścicielka, która opowie z pasją o swoim przedsięwzięciu. Przy okazji będziemy mieć możliwość spróbowania takich specjałów jak pieprz czerwony (zerwany prosto z drzewa), zobaczenia, jak rośnie wanilia, a nawet skosztowania dojrzałych owoców kakaowca przed obróbką. Zwiedzanie kończy wyborny obiad, do którego podaje się ciasto zrobione z czekolady wytworzonej na bazie pochodzącego stąd surowca, a także likier czekoladowy z ziaren kakaowych. Proszę mi uwierzyć, że po wizycie tutaj każda tabliczka czekolady zjedzona po przyjeździe do domu będzie smakować inaczej i kojarzyć się już na zawsze z tym miejscem.

Jeśli ktoś jest z natury mieszczuchem i ciągnie go do dużych skupisk ludzi, to na Madagaskarze też znajdzie coś dla siebie. W stolicy kraju, wspomnianej już Antananarywie (zwanej potocznie Taną), oprócz kilku większych zabytkowych obiektów można znaleźć całkiem dużo budynków w stylu kolonialnym i doświadczyć prawdziwie afrykańskiego tłoku na ulicach (jej obszar metropolitalny zamieszkuje ok. 2,7 mln osób). Niestety, przy obecnym katastrofalnym stanie dróg podróż z Nosy Be do miasta potrafi zająć kilka dni. Dlatego amatorzy życia miejskiego powinni rozważyć wizytę w położonym na północy dawnym Diego-Suarez, w 1975 r. przemianowanym na Antsirananę. Miłośnicy architektury kolonialnej, zakochani w charakterystycznych łukach i zdobieniach, znajdą tu całe kwartały z zabudową w tym stylu. To pozostałość po panowaniu Francuzów na wyspie. Zresztą europejską atmosferę wyczuwa się w tym mieście bardzo wyraźnie. Antsiranana jest również dobrą bazą wypadową na wspaniałe plaże, których nie brakuje w pobliżu. Symbol tego 130-tysięcznego miasta stanowi Głowa Cukru (Pain de Sucre), czyli charakterystyczna wulkaniczna wysepka wystająca z wody na środku tutejszej zatoki Diego-Suarez (Baie de Diego-Suarez), będąca najpopularniejszym obiektem ze zdjęć z tej okolicy.

 

EGZOTYKA W STYLU AFRYKI

Madagaskar kusi jednak nie tylko osoby lubiące błogi wypoczynek na plaży, nurkowanie, wędkarstwo, kajakarstwo, surfing, kite- i windsurfing, żeglarstwo czy spędzanie czasu w otoczeniu przyrody. Ten kraj fascynuje swoją egzotyką i karmi nas widokami, których nie mamy szansy zobaczyć w Europie. Po pierwsze, musimy tu przyzwyczaić się do afrykańskiego stylu życia i zupełnie innych standardów, dotyczących nie tylko stanu dróg. W małych miejscowościach dominuje zabudowa złożona z chat zrobionych z blachy falistej czy bambusa. Przed domami wylegują się Malgasze, którzy spędzają większość dnia na słodkim nicnierobieniu. Trzeba także przywyknąć do wszechobecnego chaosu, widoku zebu (garbatych krów) chodzących sobie spokojnie pomiędzy samochodami na ulicach, podobnie zresztą jak ludzi mających w zwyczaju iść środkiem szosy. Kolejnym szczegółem, który rzuca się w oczy, jest fakt, że wszyscy ciągle coś tu sprzedają. Na wyspie obowiązuje zasada mówiąca, iż kto handluje, ten żyje. Punktem sprzedaży może być kawałek blachy falistej na ulicy czy prowizoryczny stołek. Kobiety sprzedają towary, które noszą w wielkich misach na głowie. Nie tylko owoce i warzywa są przedmiotem transakcji, w obiegu jest dosłownie wszystko.

Na Madagaskarze nic się nie marnuje. Stare, rozklejone buty, podziurawiona koszula lub wyszczerbiona ze starości miotła – te przedmioty mają tutaj po kilka żyć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce je kupić. Procedury handlowe są mocno uproszczone i nikt nie zawraca sobie głowy takimi drobiazgami jak dokładne ważenie towarów. Na bazarze obowiązują tylko dwie miary: duża i mała puszka po kawie. To nimi odmierza się kolejne porcje ryżu, soli czy cukru. Z drugiej strony wszędzie można odczuć wpływ kultury Francuzów, więc jeśli znamy francuski, poczujemy się na Madagaskarze jak ryba w wodzie. Większość jego mieszkańców posługuje się tym językiem, a kiedy otworzymy menu w restauracji, znajdziemy w nim francuskie nazwy potraw. Nic więc dziwnego, że wielu emerytów z Francji osiedla się na wyspie na starość.

Jednak najbardziej rzucają się tu w oczy samochody. Jak powszechnie wiadomo, jednymi z symboli Kuby są amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Na Madagaskarze za ich odpowiedniki uchodzą równie stare francuskie auta – pozostałość po kolonizatorach z Europy. Leciwe pojazdy marki Citroën, Renault czy Peugeot wciąż pozostają w tym kraju w użytku. Ich karoserie zamalowuje się kolejnymi warstwami lakieru, przykrywającymi ogromne płaty rdzy. Stan techniczny madagaskarskich samochodów mógłby wywołać szok u europejskiego mechanika. Popękane szyby, brak kilku przełożeń w skrzyni biegów, zbite reflektory, lusterka czy oderwany zderzak to cechy charakterystyczne tutejszych aut. Pomiędzy nimi jeżdżą po ulicach żółte pojazdy napędzane silnikiem motorowym – odpowiedniki azjatyckich tuk-tuków, które pełnią funkcję taksówek. W dużych miastach możemy również przejechać się rikszą.

Przy okazji warto też wspomnieć o zwyczaju wręczania łapówek, który na Madagaskarze jest czymś najzupełniej normalnym. Nikt się tu nie dziwi, gdy na drodze przy prowizorycznym szlabanie zrobionym z bambusowych kijów i sznurka, czyli spontanicznie ustanowionym punkcie kontrolnym, ustawia się dwóch policjantów. Każdy kierowca wie, że tym stróżom prawa zawsze chodzi o jedno i to samo, dlatego ma przyszykowane kilka groszy schowanych w brudnym dowodzie rejestracyjnym. Także wręczenie na lotnisku dolara czy dwóch funkcjonariuszowi, który nagle zainteresował się tym, gdzie kupiliśmy cynamon i czy posiadamy odpowiedni certyfikat (nawet jeśli takowy nie istnieje), to normalna praktyka. Zwykle mała łapówka skutecznie ucina ciekawość służb kontrolnych.

 

Kobiety sprzedające turystom kolorowe chusty na madagaskarskiej plaży

© ONTM

 

NA KAŻDĄ KIESZEŃ

Na koniec zostawiłem jeszcze jedną rzecz, o której warto wspomnieć. Madagaskar to bajecznie tani kraj, szczególnie w porównaniu z pobliskim Mauritiusem, a nawet z Grecją czy Portugalią. Czysty pokój w hotelu lub pensjonacie z bardzo podstawowym wyposażeniem możemy tutaj wynająć już za równowartość 40–50 złotych. Podobnie ma się rzecz z jedzeniem, za które – nawet w dobrych restauracjach – zapłacimy mniej więcej jedną trzecią tego, co musielibyśmy wydać na wakacjach w Europie. Jeśli ktoś lubi świeże owoce morza, to na wyspie Nosy Be poczuje się jak w niebie. Można tu spróbować dziesiątek gatunków ryb oceanicznych, krewetek, ośmiornic, kalmarów i wszystkiego, co tylko ocean daje człowiekowi, a ceny są bardzo rozsądne. Tropikalne drinki na plaży kosztują w przeliczeniu kilka (!) złotych (lokalna waluta to ariary). Nic w tym zresztą dziwnego, skoro za litr tutejszego rumu (marki Dzama lub Madi Rum) w sklepie trzeba dać... równowartość 7 złotych, bo alkohol na Madagaskarze jest również bajecznie tani. Stosunkowo drogo wychodzi jedynie wynajęcie jeepa z kierowcą. Ceny biletów do parków narodowych i rezerwatów przyrody są z kolei mniej więcej takie jak w przypadku wstępu do muzeów w Europie.

Jeśli więc ktoś nie ma pomysłu na urlop, a marzą mu się wakacje w egzotycznym i stosunkowo mało popularnym rejonie, z całego serca polecam Madagaskar. To wyspa, której największym skarbem obok przepięknych, niebiańskich plaż jest fascynująca natura. Obserwowanie codziennego życia Malgaszów pozwala poznać prawdziwie afrykański charakter tego miejsca. Najlepiej udać się tutaj w okresie od końca marca do listopada, aby móc w pełni skorzystać z uroków pory suchej. Radzę się jednak pospieszyć, bo lada chwila także i to wyspiarskie państwo zostanie odkryte przez miliony turystów, czego, szczerze mówiąc, wcale mu nie życzę.

 

Wydanie Lato 2018