ANNA GRZEŚKOWIAK
<< Brazylia kojarzy się wielu osobom głównie z karnawałem, pięknymi plażami, pyszną kawą, sambą i… piłką nożną. Gdy umilkną już uderzenia bębnów i letnia bryza rozwieje tysiące piór i cekinów pozostałych na ulicach po karnawałowym szaleństwie, przygotowania do drugiego największego wydarzenia sportowego na świecie, zaraz po Letnich Igrzyskach Olimpijskich, wejdą w ostatnią fazę. To właśnie ten południowoamerykański kraj będzie w tym roku po raz drugi w historii gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. >>

 Rio de Janeiro leży malowniczo nad brzegiem zatoki Guanabara

Trudno wyobrazić sobie właściwsze miejsce dla tego wydarzenia, wszakże Brazylię nazywa się centrum światowego futbolu. Miłość do tej dyscypliny sportu jest tutaj tak ważna, że traktuje się ją niemal na równi z religią. Ze świecą można by szukać Brazylijczyka, który nie uważa się za fana brazylijskiej drużyny narodowej. Słynni Canarinhos wywalczyli już 5 tytułów mistrzów świata. Do tej pory nie udało się to żadnemu innemu zespołowi. Jednak ten kraj posiada przecież również niezwykłą kulturę, wspaniałe krajobrazy, smaczną kuchnię i przede wszystkim życzliwych mieszkańców, dzięki którym wyprawa na mundial ma szansę stać się podróżą życia.
Po raz pierwszy w historii mistrzostw mecze zostaną rozegrane aż w 12 miastach, bardzo różnych i często znacznie od siebie oddalonych: od najbardziej znanego turystom Rio de Janeiro aż po ukryte w sercu amazońskiej dżungli Manaus. Większość wytypowanych miejscowości leży jednak nad Oceanem Atlantyckim lub w jego pobliżu. Dzięki temu miłośnicy piłki nożnej będą mogli skorzystać z dobrodziejstw brazylijskiego słońca i piaszczystych plaż.

 

RIO DE JANEIRO – „CIDADE MARAVILHOSA”
Na tutejszym Estádio do Maracanã (Stadionie Maracanã) – największym w Ameryce Południowej (po remoncie 78 838 miejsc) – odbędzie się aż 7 meczów (m.in. między Argentyną i Bośnią i Hercegowiną, Hiszpanią i Chile, Belgią i Rosją, Ekwadorem i Francją), w tym ten najważniejszy, finałowy, w dn. 13 lipca 2014 r. Tę świątynię brazylijskiego futbolu wybudowano na Mistrzostwa Świata w 1950 r., podczas których zupełnie niespodziewanie pewnych zwycięstwa gospodarzy pokonała 2:1 reprezentacja Urugwaju. Porażka ta urosła do rangi tragedii narodowej i zapewne Brazylijczycy zechcą zmazać plamę na honorze i „odczarować” murawę swojego stadionu.  
Rio de Janeiro nie potrzebuje reklamy. Przybyszów wita w nim feeria barw oraz uderzenie gorącego powietrza z wyczuwalną nutą zapachu słodkiego mango. To niezwykłe, usytuowane na porośniętych tropikalną roślinnością wzgórzach miasto zachwyca i uzależnia, mimo iż pojawiające się w mass mediach co rusz doniesienia o rosnącej przestępczości rzucają cień na jego słoneczny wizerunek.  
Do najbardziej znanych tutejszych atrakcji turystycznych należą kolorowy karnawał, bossa nova, rozsławiona przez piosenkę z lat 60. XX w. dzielnica Ipanema i najsłynniejsza plaża świata Copacabana. Choć popularność tej ostatniej wydaje się nieco przesadzona, na pewno warto wybrać się tu na spacer (koniecznie w klapkach havaianas) lub na przejażdżkę rowerową wzdłuż wybrzeża. Rio najpiękniej wygląda z góry, zatem nie można zapomnieć o wizycie na Corcovado z ogromnym pomnikiem Chrystusa Odkupiciela, który został uznany za jeden z siedmiu nowych cudów świata i jest niekwestionowanym symbolem miasta. Warto wjechać również na Pão de Açúcar (Głowę Cukru) i obejrzeć zachód słońca, który ponoć z tej perspektywy prezentuje się najwspanialej.
Centrum wypełniają głównie szerokie aleje i piękne kolonialne kamienice sąsiadujące z nowoczesną zabudową. Turyści spragnieni mocniejszych wrażeń i szukający lokalnego kolorytu powinni udać się na największy miejscowy bazar Saara. Nieopodal znajduje się malownicza dzielnica Santa Teresa – najstarsza część Rio, lubiana szczególnie przez bohemę. Wśród jej przytulnych knajpek, sklepików oferujących rękodzieło i świetnych restauracji czas zdaje się płynąć nieco wolniej. Do niedawna docierał tutaj zabytkowy żółty tramwaj (bonde). Jednak po tragicznym wypadku w 2011 r. wszystkie przejazdy wstrzymano. Mimo to istnieje szansa, że na mistrzostwa linia zostanie znowu uruchomiona.
Miłośnikom samby spodoba się Cidade do Samba (Miasto Samby), gdzie wszystkie największe szkoły przygotowują swoje karnawałowe pokazy. Poza tym na zainteresowanie zasługuje też miejski Jardim Botânico (Ogród Botaniczny). Warto poświecić trochę czasu na spacery wśród jego egzotycznej roślinności. Późnym wieczorem najlepiej wybrać się do tętniącej życiem dzielnicy Lapa. Zobaczymy w niej zabytkowy akwedukt, pokryte kolorową mozaiką Escadaria Selarón (Schody Selarón) i odwiedzimy sklepy w stylu vintage, bary serwujące doskonałą caipirinhę, ale przede wszystkim najlepsze kluby, w których zabawa trwa do białego rana.

 

SALVADOR DA BAHIA – ROZTAŃCZONE ULICE
Pierwsza stolica Brazylii fanów piłki nożnej ugości na całkowicie przebudowanym Estádio Octávio Mangabeira (Stadionie Octávia Mangabeiry), noszącym obecnie nazwę Itaipava Arena Fonte Nova (50 000 miejsc), na którym zaplanowano rozegranie 6 meczów (w tym między Hiszpanią i Holandią, Niemcami i Portugalią, Szwajcarią i Francją, Bośnią i Hercegowiną i Iranem).
Salvador to kolebka kultury afrobrazylijskiej. Zaledwie 15–20 min. dzieli stadion od największej atrakcji miasta, czyli Pelourinho. To mieniące się kolorami centrum historyczne wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można natknąć się tu na ludzi odprawiających rytuały candomblé (synkretycznej religii łączącej elementy wierzeń afrykańskich i chrześcijaństwa) lub na grupy trenujące capoeirę (brazylijską sztukę walki). Zewsząd dobiega muzyka i odgłosy bębnów. Dlatego na czas zwiedzania polecam zaopatrzyć się w wygodne obuwie, bo nogi same rwą się do tańca. Swoje muzyczne pasje mieszkańcy najpełniej mają okazję wyrazić podczas miejscowego karnawału, uznanego za największą imprezę uliczną na świecie.

FOT. COPA2014.GOV.BR

Itaipava Arena Fonte Nova w Salvadorze

 

W historycznym centrum Salvadoru warto zajrzeć do najstarszej jego lodziarni A Cubana, która oferuje ponad 40 smaków lodów! Koniecznie należy również spróbować lokalnego przysmaku acarajé (rodzaj kotlecika z fasoli nadziewanego krewetkami), sprzedawanego przez baianas – kobiety ubrane w charakterystyczne białe, obszerne spódnice.
Do najbardziej znanych tutejszych świątyń zalicza się barokowy Igreja de São Francisco (Kościół św. Franciszka), Igreja Nossa Senhora do Rosário dos Pretos (Kościół Matki Boskiej Różańcowej z Pretos) oraz Igreja de Nosso Senhor do Bonfim (Kościół Naszego Pana Dobrego Końca). To przed tym ostatnim m.in. otrzymamy słynną wstążeczkę (fita) z napisem Lembrança do Senhor do Bonfim da Bahia, którą zawiązuje się na nadgarstku, jednocześnie myśląc życzenie. Spełni się ono jedynie wtedy, jeśli tasiemka sama odpadnie.
Salvador dzieli się na Cidade Alta i Cidade Baixa (Górne i Dolne Miasto). Łączy je 72-metrowa winda Lacerda. To drugie, nowocześniejsze, rozciąga się nad Baía de Todos os Santos (Zatoką Wszystkich Świętych). Tuż przy przystani działa w nim Mercado Modelo, czyli duży targ pełen rękodzieła i różnych pamiątek. Jeżeli zmęczy nas uliczny gwar, odpoczniemy na jednej z okolicznych plaż, np. na popularnej wśród surferów i amatorów piłki nożnej Porto da Barra. Jednak o wiele piękniejsze wybrzeża znajdziemy poza miejskimi rogatkami (choćby Praia do Forte czy te na wyspach Boipeba i Itaparica). Z uroków nocnego życia skorzystamy w artystycznej dzielnicy Rio Vermelho. Łyk chłodnego piwa na jednym z placów, wypity przy dźwiękach muzyki na żywo, to świetne zwieńczenie dnia.

 

SÃO PAULO – NOWOCZESNA METROPOLIA
Ponoć to właśnie w São Paulo narodził się brazylijski futbol. Nowo wybudowany stadion Arena Corinthians (48 000 miejsc, 66 000 na czas mundialu) w dzielnicy Itaquera będzie świadkiem 6 mundialowych spotkań (m.in. Urugwaju z Anglią, Holandii z Chile czy Korei Południowej z Belgią), w tym prestiżowego meczu otwarcia, w którym Brazylia zmierzy się z Chorwacją.
Mimo iż to biznesowe miasto nie zalicza się do najpiękniejszych w Brazylii, na odwiedzających je turystów czeka mnóstwo atrakcji (wielobarwne targi, doskonałe lokale gastronomiczne, ciekawa architektura) oraz bogata oferta kulturalna (liczne muzea). Zwiedzanie warto zacząć od starej części São Paulo i Praça da Sé (placu Katedralnego), na którym stoi neogotycka Katedra Metropolitalna z 92-metrowymi wieżami, a potem obejrzeć także Teatro Municipal (Teatr Miejski), Edifício Copan – wieżowiec Copan w kształcie litery „s”, dzieło Oscara Niemeyera, oraz budynek Museu de Arte de São Paulo Assis Chateaubriand (Muzeum Sztuki Assisa Chateaubrianda w São Paulo – MASP). Poza tym na uwagę zasługują też inne placówki, jak np. Pinacoteca do Estado (Pinakoteka Stanowa), Museu da Imigração (Muzeum Imigracji) czy Museu do Futebol (Muzeum Futbolu).
Najliczniejszą grupę wśród lokalnych mniejszości narodowych stanowią Włosi i Japończycy. W nieoficjalnej dzielnicy Bixiga, zwanej „Małą Italią”, działają znakomite włoskie restauracje, a japońską Liberdade, gdzie na każdym kroku natkniemy się na sklepy z artykułami pochodzenia azjatyckiego oraz knajpki z kuchnią orientalną, pięknie oświetlają tradycyjne japońskie latarnie. W mieście znajduje się również największy targ świeżych towarów spożywczych i kwiatów w całej Ameryce Łacińskiej – Entreposto Terminal São Paulo (ETSP). Od zapachów przeróżnych owoców świata aż kręci się na nim w głowie.
Na spacery polecam miejskie parki, szczególnie Parque Ibirapuera (odpowiednik nowojorskiego Central Parku). Z kolei w soboty na Praça Benedito Calixto (placu Benedita Calixto) wystawiają się artyści, rzemieślnicy i sprzedawcy antyków. Można przyjść coś przekąsić i posłuchać na żywo choro (brazylijski gatunek muzyczny). W artystycznej dzielnicy Vila Madalena kwitnie sztuka uliczna. Tu wieczorami przesiaduje bohema São Paulo. Fani piłki nożnej ściągają raczej do São Cristóvão na Rua Aspicuelta, lokalu przesiąkniętego historią brazylijskiego futbolu. Jego ściany pokrywa ok. 2,5 tys. zdjęć, a stojący za kontuarem barman zaproponuje nam 100 różnych rodzajów cachaçy (napój alkoholowy z trzciny cukrowej). W Vila Madalena sobota uchodzi za dzień samby, której rytmy rozbrzmiewają w co drugim lokalu, a najlepszym miejscem do jej posłuchania jest bar Samba na Rua Fidalga.

 

MANAUS – W SERCU DŻUNGLI
Ten najbardziej egzotyczny gospodarz tegorocznych mistrzostw zaprasza na 4 mecze fazy grupowej (Anglia – Włochy, Kamerun – Chorwacja, USA – Portugalia, Honduras – Szwajcaria) na nowy stadion Arena da Amazônia (42 374 miejsc). Metalowa konstrukcja obiektu przypomina tradycyjny kosz indiański, a jego architekci zadbali o to, aby zachował swoją funkcjonalność w specyficznych tropikalnych warunkach.
Manaus leży w samym środku dżungli, dlatego podróżników wabi do niego głównie otaczająca go przyroda. Podziwiają m.in. niesamowity spektakl natury Encontro das Águas (Spotkanie Wód), w miejscu, gdzie brunatna rzeka Negro wpada do jasnobrązowej Solimões (górnego odcinka Amazonki). Ze względu na odmienne pH, temperaturę i gęstość wody oraz prędkość przepływu, nie łączą się one, lecz oddzielnie, choć jednym korytem, zmierzają w kierunku Atlantyku.
W samym mieście trzeba wybrać się do Teatro Amazonas, symbolu złotych czasów Manaus, epoki boomu kauczukowego. W latach jego świetności na deskach bogato zdobionego budynku opery występowali słynni śpiewacy z Europy, dziś posłuchamy w nim koncertu lub obejrzymy widowiska folklorystyczne. Praça de São Sebastião (plac św. Sebastiana), przy którym wznosi się teatr, służy za punkt wieczornych spotkań. Można tu dobrze zjeść, napić się i potańczyć. Polecam spróbować lokalnego przysmaku tacacá, czyli rosołu z manioku z suszonymi krewetkami i listkami jambu. Warto zajrzeć też do dzielnic Adrianópolis i Cachoeirinha oraz do doków i tętniącego życiem portu, gdzie zobaczymy, jak wygląda życie codzienne mieszkańców.
Spragnieni mocniejszych wrażeń powinni udać się na jedną z wypraw w głąb dżungli oferowanych przez miejscowe biura podróży. Dużą atrakcję stanowi również festiwal folklorystyczny Boi-Bumbá, organizowany w amazońskim mieście Parintins (z Manaus dostaniemy się do niego drogą wodną). Odbywa się on pod koniec czerwca, zatem w tym samym czasie, co rozgrywki Pucharu Świata. Każdego roku na to wydarzenie zjeżdżają tysiące turystów, aby posłuchać brazylijskich rytmów i podziwiać tancerzy w bogatych kostiumach z piór, przedstawienia teatralne, plemienne tańce indiańskie i na koniec wielki pokaz sztucznych ogni.

 

NATAL – W PROMIENIACH SŁOŃCA
Stolica stanu Rio Grande do Norte, aby zostać jednym z 12 miast goszczących kibiców piłki nożnej, musiała wybudować stadion kształtem nawiązujący do największej atrakcji regionu, czyli imponujących wydm. Na Arena das Dunas (42 000 miejsc) odbędą się 4 mecze fazy grupowej (Meksyk – Kamerun, Ghana – USA, Japonia – Grecja, Włochy – Urugwaj).
Natal kojarzy się głównie z tropikalnym klimatem, pięknymi plażami i ponad 300 słonecznymi dniami w roku. Wielką popularnością cieszą się tutaj zwłaszcza przejażdżki tzw. buggy (mały otwarty jeep) po okolicznych olbrzymich wydmach. Najlepiej wybrać się na te wokół plaży Genipabu, jednej z najciekawszych na świecie ze względu na nietypowe położenie.
Na południu miasta znajduje się malownicze piaszczyste wzniesienie Morro do Careca (Łyse Wzgórze) – najbardziej rozpoznawalny jego symbol. U jego stóp leży plaża Ponta Negra. Przy tutejszej promenadzie toczy się nocne życie. Najlepsze restauracje, bary i kluby kuszą atrakcyjną ofertą kulinarną i rozrywkową. To raj dla smakoszy krewetek – miejscowi kucharze serwują je na kilkadziesiąt sposobów! Z głośników rozbrzmiewa rytmiczne forró – muzyczna wizytówka północnej części Brazylii. Jego miłośników zapraszają w swoje progi kluby Rastapé Casa de Forró i Forró com Turista.

FOT. COPA2014.GOV.BR

Arena das Dunas w mieście Natal


Z kolei na północy miasta rozciąga się Praia de Redinha. To właśnie na tej plaży spróbujemy lokalnego smakołyku ginga com tapioca (małych smażonych rybek ginga w naleśniku z mąki maniokowej). Natomiast za jedyną budowlę historyczną wartą zobaczenia uważam Forte dos Reis Magos – Fort Trzech Króli, którego biel efektownie odcina się od turkusowych wód oceanu.
Z Natalu turyści wyruszają do Pirangi do Norte, aby zobaczyć  największe drzewo nerkowca zachodniego na świecie, wpisane do Księgi rekordów Guinnessa, oraz do znanego kurortu Tibau do Sul, gdzie znajduje się słynna Praia da Pipa. Niegdyś zamieszkiwały ją grupki hippisów, a dziś okupują surferzy. W czasie przypływu niedaleko wybrzeża pojawiają się delfiny.

 

RECIFE – „BRAZYLIJSKA WENECJA”
Zorganizowanie 5 spotkań tegorocznego mundialu (w tym Wybrzeża Kości Słoniowej z Japonią, Włoch z Kostaryką, Chorwacji z Meksykiem, USA z Niemcami) przyjęły na swoje barki władze Recife, w którym powstał stadion Itaipava Arena Pernambuco (46 000 miejsc).
Stolica stanu Pernambuco stanowi doskonały przykład mariażu tradycji z nowoczesnością. Z uwagi na dużą liczbę kanałów i mostów zyskała przydomek „Brazylijskiej Wenecji”. W jej architekturze widać wpływy kolonialne, zwłaszcza portugalskie i holenderskie. Bliżej przyjrzymy się im w czasie spaceru po centrum: po Praça da República (placu Republiki) i Praça Rio Branco (placu Rio Branco) oraz wśród budynków różowego Teatro de Santa Isabel (Teatru św. Izabeli), Torre Malakoff (Wieży Malakoff) czy Palácio da Justiça (Pałacu Sprawiedliwości). Nieopodal, przy małej, niegdyś bardzo ważnej, żydowskiej Rua do Bom Jesus (ulicy Dobrego Jezusa) mieszczą się domy w stylu holenderskim i liczne galerie sztuki. Na ich tle wyróżnia się historyczna pierwsza synagoga w Brazylii, obecnie Centro Cultural Judaico de Pernambuco (Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco). Koniecznie trzeba też zwiedzić Capela Dourada – Złotą Kaplicę Trzeciego Zakonu św. Franciszka, Casa da Cultura (Dom Kultury, pełniący wcześniej funkcję więzienia) oraz warsztat ceramiczny Oficina Brennand, produkujący słynne brazylijskie kafle.
Na zakupy można zajść na Mercado do São Jose (Targ św. Józefa) lub do potężnych rozmiarów centrum handlowego Shopping Recife. Chwilę relaksu zapewni plaża Boa Viagem, najbardziej turystyczny rejon stolicy Pernambuco z wieloma klubami, restauracjami i sklepami.
Z Recife niedaleko już do Olindy, umieszczonej na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzięki swoim barokowym kościołom i kolonialnej architekturze. Warto nie tylko zgubić się choć na kilka chwil wśród jej wąskich, brukowanych uliczek, lecz także obejrzeć zachód słońca z placu Alto da Sé, zrobić zdjęcie pocztówkowej panoramy miasta, spróbować tapioki z serem, wstąpić do Convento de São Francisco (Klasztoru św. Franciszka) oraz posłuchać średniowiecznych serenad i pieśni miłosnych (w każdy piątek na Praça João Alfredo – placu João Alfredo).

 

BRASÍLIA – FUTURYSTYCZNA STOLICA
W brazylijskiej stolicy przygotowano na przyjęcie fanów futbolu Estádio Nacional de Brasília – Stadion Narodowy w Brasílii (72 788 miejsc). Piłkarze zagrają na nim aż 7 meczów (zmierzą się tu m.in. Szwajcaria z Ekwadorem, Kolumbia z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Kamerun z Brazylią, Portugalia z Ghaną).
Nowoczesna Brasília, zbudowana na planie samolotu, to przede wszystkim imponująca architektura Lúcio Costy i Oscara Niemeyera. Jako jedyne XX-wieczne miasto widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zainteresowanie przyjezdnych wzbudzają budynki Kongresu Narodowego i Sądu Najwyższego, Memorial Juscelino Kubitschek (Pomnik Juscelino Kubitschka), siedziba prezydenta Palácio do Planalto czy też Praça dos Três Poderes (plac Trzech Władz), przy którym znajdują się muzea czy ministerstwa. Tutaj również stoi rzeźba Os Guerreiros (Wojownicy) – symbol metropolii, a także maszt z największą na świecie flagą narodową. Za ważny punkt turystyczny uchodzi też 224-metrowa Wieża Telewizyjna, z której rozciąga się spektakularny widok.
Jednak najczęściej odwiedzanym obiektem jest zaprojektowana przez Oscara Niemeyera Catedral Metropolitana Nossa Senhora Aparecida (Katedra Metropolitalna Matki Boskiej z Aparecidy), przypominająca swym kształtem koronę cierniową Chrystusa. Jej wnętrza oprócz imponujących witraży zdobią 3 rzeźby aniołów w locie.
Brasília nie ma dostępu do morza, ale posiada za to sztuczne jezioro Paranoá o powierzchni 48 km2. To nad jego brzegami najchętniej odpoczywają, spacerują i uprawiają sporty mieszkańcy stolicy. Powstało tu ponad 30 klubów i barów oraz centrum rekreacyjno-rozrywkowe – obowiązkowy punkt na trasie każdego turysty.   

 

BELO HORIZONTE – PO PROSTU BEAGÁ
Całkowicie przebudowanym Estádio Mineirão – Stadionem Mineirão (62 547 miejsc) szczyci się położona pośród gór stolica stanu Minas Gerais, nazywana Beagą. Kibice, aby obserwować walkę o mistrzostwo, zasiądą na jego trybunach 6 razy (w tym podczas spotkań Kolumbii z Grecją, Belgii z Algierią, Argentyny z Iranem czy Kostaryki z Anglią).
Belo Horizonte nie zyskało jeszcze popularności na świecie. Jego nazwa, czyli w tłumaczeniu „Piękny Horyzont”, sugeruje urokliwe położenie. Wspaniałe krajobrazy najlepiej podziwiać z punktu widokowego Mirante das Mangabeiras lub z Praça Israel Pinheiro (placu Israela Pinheira, znanym jako Praça do Papa – plac Papieża). W pobliżu tego ostatniego znajduje się też jedna z największych atrakcji turystycznych – Rua do Amendoim. Co roku tysiące turystów parkuje na niej swoje samochody i obserwuje, jak za sprawą iluzji optycznej poruszają się one pod górę zostawione na biegu jałowym.
Udane zakupy zrobimy na oferującym mnóstwo regionalnych produktów Mercado Central (Targu Centralnym) na Avenida Augusto de Lima. Polecam odwiedzić go choć na chwilę, aby ugasić pragnienie zimnym piwem i skosztować lokalnych specjałów, a w szczególności słynnego w całym kraju sera z Minas Gerais.
Belo Horizonte uchodzi za barową stolicę Brazylii. Utarło się w nim nawet powiedzenie se não tem mar, vamos pro bar („skoro nie ma morza, idziemy do baru”). Na jednego mieszkańca przypada tutaj więcej knajp niż w jakimkolwiek innym brazylijskim mieście. Po zmroku życie przenosi się do dzielnic Savassi, Santa Tereza, Lourdes, Santo Antônio i Pampulha. W artystycznej Santa Terezie do miłego spędzenia wieczoru zachęca szczególnie wielokrotnie nagradzany bar Bolão. Wyjątkowej urody Pampulha ze sztucznym jeziorem i parkiem ekologicznym zachwyca także w ciągu dnia, a doceniają ją m.in. miłośnicy rozmaitych sportów.

FOT. COPA2014.GOV.BR/EMBRATUR

Mozaiki z tyłu Kościoła św. Franciszka z Asyżu w Belo Horizonte


Podczas pobytu w Minas Gerais nie wolno nie wybrać się do przepięknego kolonialnego Ouro Preto, które rozkwitło w XVIII w. za sprawą gorączki złota. Dawny przepych zachował się do dziś w jego barokowej architekturze. Miasto słynie też z bogatego życia nocnego oraz jednego z najlepszych karnawałów w Brazylii.  

 

CUIABÁ – ZIELONA OAZA
8 zespołów (Chile i Australia, Rosja i Korea Południowa, Nigeria i Bośnia i Hercegowina, Japonia i Kolumbia) stanie naprzeciw siebie podczas fazy grupowej na murawie nowego stadionu Arena Pantanal (42 968 miejsc) w 600-tysięcznej stolicy stanu Mato Grosso. To najmniejsza z miejscowości goszczących mundial.
Cuiabá nazywana jest „Zielonym Miastem”. Tytuł ten zawdzięcza usytuowaniu na granicy trzech ekosystemów: sawanny Cerrado, nizinnych mokradeł Pantanal i lasów deszczowych Amazonii.  Dodatkowo od brzegów obu oceanów dzieli ją po ok. 2 tys. km, co sprawia, że stanowi centralny punkt Ameryki Południowej. Smakosze muszą zawitać na Mercado do Porto (Targ Portowy), aby spróbować chociażby typowego dania regionu Maria Isabel (potrawa na bazie ryżu i mięsa suszonego na słońcu) czy też niezwykłych owoców cupuaçu i bocaiuva. Powinni również odwiedzić donę Eulálię, która od ok. 55 lat otwiera podwoje swojego domu w dzielnicy Lixeira i sprzedaje wspaniałe bułeczki z serem, słodkie kuleczki i inne pyszności własnego wypieku.
Poszukiwaczy prawdziwego oblicza Brazylii usatysfakcjonuje wycieczka do nieco oddalonego od centrum osiedla rybaków i rzemieślników São Gonçalo Beira Rio. Będą mogli w nim obejrzeć i kupić wyroby ceramiczne, lokalne instrumenty oraz typowe dla regionu rękodzieło. Duży ruch panuje tu zwłaszcza w weekendy i święta. Wieczorami ożywia się głównie śródmiejski Praça Popular, pełny restauracji i barów z muzyką na żywo.
Na północ od Cuiaby rozpościera się Parque Nacional da Chapada dos Guimarães (Park Narodowy Chapada dos Guimarães). Jego unikalną scenerię tworzą niezwykłe formacje skalne, wodospady, jaskinie, rzeki i jeziora. Odpoczynek na łonie natury na pewno rozładuje nieco piłkarskie emocje.

 

KURYTYBA (CURITIBA) – STOLICA BRAZYLIJSKIEJ POLONII
Jedno z najbardziej europejskich miast Brazylii będzie gospodarzem 4 spotkań w fazie grupowej (Iranu z Nigerią, Hondurasu z Ekwadorem, Australii z Hiszpanią i Algierii z Rosją). Widzowie obejrzą je na żywo na odnowionym stadionie Arena da Baixada (41 456 miejsc).
Mieszkańcy położonej z dala od wybrzeża Kurytyby mawiają: nasze parki to nasze plaże. Jest ich w niej aż ponad 30. Do jej symboli należy wspaniały Jardim Botânico (Ogród Botaniczny) oraz otwarty przy nim Jardim das Sensações (Ogród Wrażeń), w którym można dotknąć, powąchać, a nawet posmakować najróżniejszych roślin. Wśród parkowej zieleni (w Parque das Pedreiras) wznosi się także ażurowy pawilon otoczonej wodą Ópery de Arame (Opery z Drutu). W Parque Barigui będą obywały się wszystkie oficjalne imprezy towarzyszące rozgrywkom Mistrzostw Świata.
Wysoka jakość życia, nowoczesny system komunikacji miejskiej oraz międzynarodowa atmosfera Kurytyby robią wrażenie na przyjezdnych. Imigranci, głównie z Włoch, Niemiec, Ukrainy i Polski, chętnie zasiedlali tutejsze ziemie i obecnie w stolicy stanu Paraná mieszkają liczne grupy mniejszości narodowych. Dzielnica Santa Felicidade to prawdziwa „Mała Italia” z włoskimi sklepami i restauracjami prowadzonymi przez rodowitych Włochów (np. Famiglia Fadanelli). Kurytyba stanowi też największy ośrodek brazylijskiej Polonii. W Bosque do João Paulo II (Lasku Jana Pawła II), upamiętniającym wizytę papieża, na powierzchni ponad 48 tys. m2 ustawiono stuletnie chaty polskich osadników, pełne przedmiotów z czasów, kiedy pierwsi Polacy pojawili się w tej części Ameryki Południowej. Na jego terenie działa również Kawiarnia Krakowiak, oferująca specjały naszej kuchni.
Turystów przyciągają przede wszystkim kolonialne centrum i pobliska wieża widokowa, z której rozpościera się wspaniała panorama okolicy. Jednak większość atrakcji znajduje się w dalszych rejonach miasta. Aby do nich dotrzeć, najlepiej skorzystać z autobusowej linii turystycznej, której trasa prowadzi obok wszystkich istotniejszych punktów na mapie, takich jak choćby niezwykłe Museu Oscar Niemeyer (Muzeum Oscara Niemeyera) w kształcie ludzkiego oka.
Z Kurytyby do miasteczka Morretes (a w niedziele również do miejscowości Paranaguá) nad oceanem wyrusza pociąg Serra Verde Express. 3-godzinna przejażdżka kolejką przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom niesamowitych widoków. Jej trasa wiedzie przez góry pokryte lasami deszczowymi, 30 mostów i 13 tuneli.  

 

PORTO ALEGRE – U BRAZYLIJSKICH „GAÚCHOS”
Z Porto Alegre pochodzą najbardziej utalentowani młodzi piłkarze w Brazylii. Na tutejszym Estádio Beira-Rio – Stadionie Beira-Rio (51 800 miejsc) odbędzie się 5 meczów Mistrzostw Świata (m.in. Francji z Hondurasem, Australii z Holandią, Korei Południowej z Algierią, Nigerii z Argentyną).
Wybudowane na wschodnim brzegu rzeki Guaíba, przy Lagoa dos Patos (Lagunie Kaczek) miasto to kolejna oaza zieleni na mundialowej mapie. Ponoć rośnie w nim więcej drzew niż w innych miejscowościach w kraju. Słynną Rua Gonçalo de Carvalho, przez niektórych uznawaną za najpiękniejszą ulicę na świecie, okala szpaler potężnych okazów z gatunku tipuana.
Do Porto Alegre sprowadziło się wielu emigrantów z Portugalii i Włoch, jednak najłatwiej odczujemy w nim wpływy ościennych państw: Urugwaju i Argentyny, co poświadcza np. popularność mate (chimarrão), naparu z ostrokrzewu paragwajskiego. Wśród miejskich parków wyróżnia się Parque Farroupilha, w którym napotkamy różnych artystów i dużo osób uprawiających sport oraz natkniemy się na targi rękodzieła i staroci. Charakterystycznym widokiem są również grupki mieszkańców popijających w cieniu drzew wspomniany już napój typowy dla całej kultury pasterzy bydła gaúcho. Z parkiem sąsiaduje artystyczna dzielnica Cidade Baixa, ośrodek życia nocnego. Warto udać się w niej do baru Toca da Coruja, gdzie podaje się piwo Coruja, jedno z najlepszych w całym kraju. Centrum miasta to przede wszystkim Mercado Público (Targ Publiczny), ulubione miejsce spotkań miłośników dobrej kuchni. Wielbiciele sztuki powinni zajrzeć do futurystycznego gmachu Fundação Iberê Camargo (Fundacji Iberê Camargo) i Museu de Arte do Rio Grande do Sul Ado Malagoli (Muzeum Sztuki Rio Grande do Sul Ada Malagolego).
Jeśli wyruszymy na południe, wzdłuż brzegu zatoki Guaíba, dotrzemy na plażę Ipanema. Godne polecenia są wycieczki łodzią oferowane przez lokalne biura podróży. Z kolei na wzgórzu Pedra Redonda w południowej dzielnicy znajduje się niezwykle usytuowane Santuário Mãe de Deus (Sanktuarium Matki Boskiej), z którego roztacza się panorama całego miasta.
O 2 godz. drogi od Porto Alegre rozciągają się najsłynniejsze brazylijskie winnice Vale dos Vinhedos. Wina z tego regionu nie cieszą się może taką popularnością jak chilijskie czy argentyńskie, ale od kilku lat zbierają pozytywne opinie znawców tego trunku.

 

FORTALEZA – W RYTMIE „FORRÓ”
Jako pierwszy przed zbliżającymi się mistrzostwami do użytku został oddany tutejszy stadion Arena Castelão (64 846 miejsc), jeden z największych w Brazylii. Rozegra się na nim aż 6 meczów (m.in. Urugwaju z Kostaryką, Brazylii z Meksykiem, Niemiec z Ghaną, Grecji z Wybrzeżem Kości Słoniowej).
Fortaleza ze względu na swoją betonową zabudowę nie należy do najpiękniejszych brazylijskich miast, ale zdecydowanie rekompensują to doskonały klimat i okoliczne cudowne plaże. Mieszkańcy najchętniej odpoczywają na Praia do Futuro (Plaży Przyszłości). Wzdłuż niej powstało wiele eleganckich restauracji i typowych plażowych barracas. To obecnie najmodniejsze miejsce, gdzie ściągają także turyści. Przy Avenida Beira Mar codziennie odbywa się targ, na którym zakupimy hamaki, instrumenty, koronki, rękodzieło, lokalne przysmaki i różne pamiątki.
W sercu miasta, przy Praça do Ferreira (placu Ferreiry), mieści się wiele znanych obiektów, takich jak kino São Luiz w stylu art déco, uznawane za jedno z najładniejszych w kraju, czy Hotel Excelsior. Warto wybrać się tu do cukierni Leão do Sul na ciastko i sok z trzciny cukrowej, a potem przejść się pod Katedrę Metropolitalną, Theatro José de Alencar (Teatr José de Alencara) i Centro Dragão do Mar de Arte e Cultura (Centrum Sztuki i Kultury Dragão do Mar). Po obejrzeniu zachodu słońca na molo Ponte Metálica polecam ruszyć do najmniejszej dzielnicy Varjota, szczycącej się najbogatszą ofertą gastronomiczną.
Nie wolno również zapomnieć, że Fortaleza stanowi stolicę forró i, szczególnie podczas festas juninas (czerwcowych świąt), wszyscy tańczą w niej w jego rytmie. Uroczystości pokryją się w tym roku z rozgrywkami Pucharu Świata, zatem udział w nich będzie nie lada atrakcją dla turystów. Jeśli to wciąż za mało, do pobliskiej miejscowości Aquiraz zaprasza największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park. Nieco dalej znajdziemy prawdziwie rajskie plaże w Cumbuco, Canoa Quebradzie czy Jericoacoarze.

 

***

12 odmiennych i fascynujących miast, tysiące kilometrów do przebycia, różne strefy czasowe i klimatyczne – mistrzostwa w Brazylii zapowiadają się niezmiernie ciekawie. Najważniejsze jednak, aby nie zabrakło na nich sportowego ducha fair play, a piłkarze i kibice przeżyli je w zgodzie z tegorocznym hasłem mundialu Juntos num só ritmo („Wszyscy razem w jednym rytmie”).

Artykuły wybrane losowo

Sardynia i Korsyka po dwóch stronach lustra

BEATA GARNCARSKA

<< W basenie Morza Śródziemnego, w odległości ok. 200 km od Europy kontynentalnej, znajdują się dwie niesamowite wyspy, dla których niejeden podróżnik stracił głowę. Mowa o włoskiej Sardynii i francuskiej Korsyce. Pierwsza kusi łagodnymi wzgórzami, zielonymi wiosną, żółciejącymi latem, nadbrzeżnymi lagunami, leniwie płynącymi rzekami oraz górami o zaokrąglonych wierzchołkach. Druga natomiast fascynuje strzelistymi szczytami sięgającymi obłoków i lasami pokrywającymi prawie całą jej powierzchnię niczym peleryna. Choć z pozoru tak różne, obie przez stulecia walczyły o swoją tożsamość, opierając się zakusom kolejnych kolonizatorów. >>

Więcej…

Jordania – serce Bliskiego Wschodu

 

Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.

Więcej…

Filipiny – kraj tysięcy wysp

DARIUSZ METEL

 

<< Ten przepiękny, malowniczy kraj o powierzchni 300 tys. km2 leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Oceanie Spokojnym. Od północy oblewają go wody cieśniny Luzon, a od północnego zachodu – Morza Południowochińskiego. Z kolei na wschodzie rozciąga się Morze Filipińskie. Na południu i południowym zachodzie natrafimy zaś na morza Celebes i Sulu. >>

W archipelagu, na którym położone są Filipiny, jest aż 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, z czego 880 pozostaje zamieszkanych. To jeden z najbogatszych obszarów na świecie pod względem bioróżnorodności. Okoliczne wody kryją przepiękne rafy koralowe i rzadkie gatunki egzotycznych ryb. Turystom ten kraj kojarzy się przede wszystkim z rajskimi plażami z białym piaskiem i lazurowym morzem.

 

Wzgórza Czekoladowe pokrywa gęsta trawa

© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

 

Filipiny mają ponad 106 mln mieszkańców, niestety, nie należą do bogatych państw, ale wciąż się rozwijają. Ze względu na położenie geograficzne występują tu tajfuny. Nie zniechęca to jednak turystów, z każdym rokiem przybywa ich coraz więcej. Stolicą kraju jest Manila – jedna z największych metropolii na świecie (w granicach obszaru metropolitalnego żyje ok. 13 mln ludzi). Znajdują się w niej m.in. dzielnice biznesowe (Makati) i turystyczno-rozrywkowe (Ermita). Mimo nowoczesnego charakteru miasta nadal można natknąć się w nim na slumsy, zwłaszcza w dzielnicy Tondo.

 

KRAJ W PIGUŁCE

Przygodę z Filipinami koniecznie trzeba zacząć od mojego numeru jeden – wyspy Bohol. Leży ona w samym sercu obszaru administracyjnego Visayas. Stąd promem można dotrzeć na Camiguin, Siquijor, Cebu czy do miasta Dumaguete na Negros. Słyszałem, iż o Bohol mówi się, że to Filipiny w pigułce, ponieważ mamy tutaj wszystkiego po trochu. Na wyspie poznamy kulturę i historię kraju, odpoczniemy na piaszczystych plażach, ponurkujemy z delfinami, wybierzemy się na wycieczkę w celu obserwowania dzikich zwierząt oraz spróbujemy przepysznych, tradycyjnych filipińskich dań. Poza tym spotkamy na niej także otwartych, pomocnych i radosnych Filipińczyków.

                Warto tu udać się w okolice Wzgórz Czekoladowych. Składa się na nie ok. 1270 kopców o bardzo regularnych kształtach, porośniętych trawą. Mniej więcej 30 km na wschód od stolicy wyspy, miasta Tagbilaran, leży miejscowość Loboc. Przepływa przez nią rzeka o tej samej nazwie, po której pływają łodzie przerobione na restauracje. Uczestnicy rejsu przy lokalnej muzyce zajadają się filipińskimi przysmakami. Na pokładzie podaje się kurczaka adobo, owoce morza, ryż, przeróżne ryby, wieprzowinę i – oczywiście – owocowe desery. Jeśli łódź udaje się w głąb tropikalnego lasu, podczas zachodu słońca pasażerowie mają dużą szansę, żeby zobaczyć tysiące świetlików. Nad tą rzeką Francis Ford Coppola kręcił sceny do swojego dramatu wojennego Czas apokalipsy (1979 r.).

Pięknym miejscem jest błękitny wodospad Mag-Aso koło miasteczka Antequera. W upalne dni warto zanurzyć się w jego wodach, aby nieco się ochłodzić. Jeśli ktoś chce poczuć dreszczyk emocji, może pójść w ślady miejscowych i skoczyć na główkę z wysokiego na 10 m brzegu.

Osobom lubiącym aktywny wypoczynek spodoba się Danao Adventure Park. Do wyboru są tu takie atrakcje jak zwiedzanie jaskiń, wspinaczka po korzeniach na klifie, ślizg nad wąwozem czy skok wahadłowy. Wszystko to możliwe jest dzięki naturalnemu ukształtowaniu terenu. Poza tym od września do lutego można też popływać z rekinami wielorybimi w okolicy miasteczka Oslob na pobliskiej wyspie Cebu. Na Bohol za wielką atrakcję turystyczną uchodzi również sanktuarium wyraków filipińskich (tarsjuszy), w którym spotkamy się oko w oko z tymi jednymi z najmniejszych małpiatek na świecie.

 

SAM ŚRODEK RAJU

Na przepięknej, piaszczystej wysepce Pamilacan bungalow wynajmiemy już za równowartość 60 złotych za dobę (oczywiście, standard zakwaterowania można podnieść przy wyższej opłacie). W cenę wliczone są śniadanie, kolacja, niezliczona ilość tropikalnych owoców oraz świeżych ryb i owoców morza, takich jak ośmiornice czy krewetki. Plaża jest zupełnie bezludna. Można na niej znaleźć wspaniałe, duże, kolorowe muszle. Za atrakcję turystyczną uchodzą tutaj czarne jeżowce, które smakują jak słona ikra.

Od niedawna prąd na Pamilacan zapewniają baterie słoneczne. Niestety, ze względu na brak dostępu do wody pitnej nieliczni mieszkańcy (ok. 2 tys.) muszą przywozić ją z miasta Baclayon na wyspie Bohol. Poza bungalowami i zabudowaniami mieszkalnymi znajduje się tu też kościół, sąsiadujący z ruinami ponad 200-letniego hiszpańskiego fortu. Pamilacan to prawdziwa filipińska wieś. Wyspiarze hodują świnie, kozy, krowy, a nawet koguty. Wyspę pokrywa zielona trawa, wśród której rosną ogromne palmy.

 

PODZIEMNY ŚWIAT

W centrum wyspy Palawan leżą lasy namorzynowe i pola uprawne, na których rosną palmy kokosowe, kukurydza i ryż. Ona sama przyciąga bajecznymi krajobrazami i parkami zamieszkanymi przez dzikie zwierzęta. Wzdłuż linii brzegowej rozciągają się piaszczyste plaże oblewane krystaliczną wodą. W okolicy wyspy z całą pewnością warto udać się na nurkowanie. Widok tropikalnych raf koralowych jest nie do opisania. Inną wspaniałą rozrywką będzie tzw. island hopping. Taka wycieczka łodzią trwa cały dzień. Jej uczestnicy przemieszczają się z jednej plaży na drugą, z laguny do laguny. Po drodze koniecznie należy odwiedzić małą wioskę rybacką Sabang. To właśnie w tutejszym Parku Narodowym Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (umieszczonym w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) płynie podziemna rzeka (Cabayugan), która ma długość 8,2 km (do zwiedzania udostępniono ok. 1,5 km). Za wstęp do wioski trzeba zapłacić. Można to zrobić już na miejscu lub niedaleko Puerto Princesa – głównego miasta wyspy, gdzie znajduje się lotnisko. Park został okrzyknięty w 2011 r. jednym z 7 Nowych Cudów Natury.

 

KRÓLESTWO PLAŻ

Na północy Palawanu położone jest blisko 50-tysięczne miasto El Nido. Ze względu na rozbudowaną ofertę noclegów cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Mimo to zachowało swój lokalny charakter. Nadal nie można w nim płacić kartą i działa tu tylko jeden bankomat, dlatego przed przyjazdem lepiej zaopatrzyć się w gotówkę. W pobliżu miasta leży archipelag Bacuit, znajdujący się pod ochroną jako rezerwat przyrody. Wiele przewodników turystycznych uważa go za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Organizuje się na niego jednodniowe wycieczki (koszt w przeliczeniu to ok. 90 złotych), podczas których posiłek podaje się na rajskiej wysepce.

Szczególnie warto odwiedzić okoliczne plaże. Każda z nich jest nieco inna. Wąską plażę miejską w El Nido wypełniają stoliki. Trudno nie zauważyć licznych łódek, które cierpliwie czekają na turystów. Z całą pewnością nie da się tu odpocząć w ciszy i spokoju. Mimo to warto odwiedzić to miejsce, choćby po to, aby obejrzeć spektakularny zachód słońca, które chowa się za malowniczymi górami.

Corong-Corong też nie nadaje się na spokojne plażowanie. Plaża ta leży w południowej części miasta, niedaleko nowego terminalu autobusowego. Można wybrać się na nią na romantyczne spacery i drinka w jednej z nastrojowych knajpek.

Zupełnie inna jest Las Cabanas. To prawdziwa perełka wśród plaż na wyspie Palawan, idealna na leniwe wylegiwanie się na piasku, kąpiel w krystalicznie czystym morzu i długie spacery. Najlepiej odwiedzić ją rano, gdy bywa niemal pusta, a wokół panuje błoga cisza, oraz o zachodzie słońca, bo właśnie z niego słynie. Tę fenomenalną grę świateł i kolorów koniecznie trzeba zobaczyć.

Ogromną, piaszczystą plażę Duli oblewa turkusowa woda. Jej główną zaletą jest to, że turyści zbytnio jej nie oblegają. Znajdziemy tutaj za to kilka miejsc idealnych do uprawiania surfingu. Dlatego Duli warto polecić miłośnikom sportów wodnych.

Najpopularniejsza w tym rejonie Nacpan uchodzi również za najpiękniejszą. Znajduje się ona na północ od El Nido, bliżej Duli. Jest szeroka, piaszczysta, zachwyca czystą wodą. Niestety, zwykle goszczą na niej tłumy ludzi, ze względu na których zastawiono ją byle jakimi restauracjami. Dlatego można ją sobie odpuścić.

Prawdziwym rajem dla samotników będzie za to Papaya. Na tę plażę dostaniemy się jedynie drogą morską. Leży ona bardzo blisko El Nido. Ponieważ przypływa się na nią prywatną łodzią, można tu zostać tak długo, jak się pragnie.

 

Wyspa Coron koło Palawanu, z wapiennymi skałami

© Philippine Department of Tourism

 

NIEZNANY SKARB

Mało jeszcze znanym regionem Filipin są wyspy Caramoan (w regionie Bicol) rozsiane w pobliżu półwyspu o tej samej nazwie (części największej filipińskiej wyspy Luzon – ok. 110 tys. km² powierzchni). Zaczynają one jednak budzić coraz większe zainteresowanie wśród turystów. Rejon przypomina nieco El Nido, ale warto go polecić przede wszystkim z uwagi na fakt, że nie dociera tu aż tak wiele ludzi.

Caramoan potrafią zauroczyć. Zdecydowanie polecam spędzić czas na jednej ze spokojnych, białych plaż. Warto przyjrzeć się imponującym, wapiennym skałom i zanurzyć się w turkusowej wodzie, pod której powierzchnią można oglądać kolorowe morskie ryby. Tutaj z całą pewnością da się poczuć bliskość z naturą. Co ciekawe, właśnie w tej okolicy kręcono jedną z edycji amerykańskiej serii telewizyjnej Survivor.

Na Luzon wznosi się też Mayon (2463 m n.p.m.), należący do najpiękniejszych czynnych wulkanów na świecie. Jego szczyt ma kształt stożka. Można go zdobyć bez większego problemu (koszt całodniowej wyprawy z przewodnikiem wynosi 100 dolarów amerykańskich).

 

OSOBLIWA TRADYCJA

Na Filipinach za każdym razem odkryjemy coś nowego. Podczas jednej z moich licznych wycieczek w te strony miałem okazję zobaczyć, jak miejscowi obchodzą Wielkanoc.

                Mniej więcej 80 proc. Filipińczyków jest katolikami. W Wielki Czwartek w Manili rusza procesja z udziałem mężczyzn przebranych za apostołów. Kapłani odprawiają mszę Wieczerzy Pańskiej z obrzędem obmywania nóg. Następnie Filipińczycy z rodzinami i przyjaciółmi odwiedzają siedem kościołów. W takim właśnie momencie znalazłem się w filipińskiej stolicy. Atmosfera zbliżających się świąt była odczuwalna praktycznie na każdym rogu ulicy, gdzie ustawiono stoliki z figurkami Matki Boskiej i Jezusa, różańcami oraz świecami. Wokół klęczeli ludzie zanurzeni w modlitwie. Na twarzach przechodzących widniały szczere uśmiechy. Głośno rozmawiali i z radością oczekiwali zbliżającego się święta.

W Wielki Piątek, pomimo krytyki ze strony zwierzchników kościelnych, na Filipinach wciąż praktykuje się zwyczaj przybijania ochotników do krzyża. Filipińscy biskupi zaznaczają, że tradycje biczowania i krzyżowania w czasie Wielkiego Tygodnia mają korzenie w animizmie i nie są aprobowane przez Kościół katolicki. W ponad 300-tysięcznym mieście San Fernando w prowincji Pampanga na wyspie Luzon w ramach przygotowań do Wielkiego Piątku mieszkańcy na niewielkiej górze w okolicy ustawiają trzy duże krzyże (w dzielnicy San Pedro Cutud). Z tego miejsca ruszają biczujący się pokutnicy. Maszerują wąskimi uliczkami aż do centrum miasta, pod Katedrę Metropolitalną (Metropolitan Cathedral of San Fernando). W tym dniu na ogromnym placu spotyka się tłum wierzących. Oprócz nich są także ekipy telewizyjne, które przyjeżdżają z całego świata, żeby udokumentować to wydarzenie. Wokół placu stoją namioty z barami oraz punkty medyczne, w razie gdyby komuś trzeba było udzielić pomocy.

Typowy pokutnik przemierza trasę boso, trzymając w dłoniach półtorametrowy bicz, na którego końcu znajdują się krótkie, bambusowe patyczki. Biczuje się ok. 3 godz., raniąc plecy ociekające krwią. Mimo 37°C nie przerywa. Koło 13.00 do tysięcy ludzi zgromadzonych na placu w centrum miasta dołączają żołnierze, którzy prowadzą Jezusa wraz z Maryją. Zakończeniem pochodu jest ukrzyżowanie Zbawiciela – jego rolę odgrywa ochotnik. Wraz z nim zostaje ukrzyżowanych jeszcze 14 osób. Do drewnianych krzyży mocuje się metalowe dyby, wzdłuż których mocno i energicznie rozciąga się ręce pokutników. Nie jest to zwyczajne przedstawienie. Słychać krzyki wiernych i obserwujących. Podczas stawiania krzyża w pionie w tłumie rozlega się płacz, czuć wielkie poruszenie. Ludzie na nowo przeżywają mękę Jezusa.

Wielkopiątkowe ukrzyżowania pierwotnie były rytuałem katolickim, jednak na przestrzeni lat zamieniły się w spektakl, który przyciąga tysiące turystów. Choć praktyk tych Kościół nie pochwala i uważa je za wypaczenie wiary, dotychczas nie udało się położyć im kresu. To widowisko wywiera ogromne wrażenie na oglądających, bo wygląda wyjątkowo realnie. Z tego powodu na długo zapada w pamięć. Filipińska tradycja krzyżowania ochotnika nie jest długa. W latach 80. XX w. pewien Filipińczyk, Ruben Enaje, spadł z drabiny przy rusztowaniu i przeżył upadek. Uznał to za cud, postanowił więc podziękować Bogu za uratowanie mu życia. Podczas wielkopiątkowych obchodów w 1985 r. wziął ciężki drewniany krzyż na swoje barki i udał się na górę, gdzie po raz pierwszy dał się ukrzyżować. Zwyczaj trwa do dziś, a Ruben Enaje krzyżuje się co roku w Wielki Piątek, a wraz z nim ok. 20 innych osób.

Ochotnicy przybijani do drewnianych krzyży podczas corocznych obchodów Wielkiego Piątku
© Dariusz Metel

POJEDYNEK KOGUTÓW

Z kolei w mieście Puerto Princesa na Palawanie można odwiedzić wielką, profesjonalną arenę do walk kogucich. Według filipińskiej tradycji każdy mieszkaniec kraju powinien posiadać koguta. Nie chodzi tutaj o kwestie żywieniowe, ale o szacunek sąsiadów. Im lepszy ptak (champion), tym większe poważanie wśród miejscowych. Sabong, czyli walki kogutów, to prawdziwy sport. Oprócz dostarczania oczywistych emocji pozwala też zarobić. Rozgrywki są traktowane niezmiernie poważnie, za wygrany pojedynek można dostać równowartość 75 złotych. Dla Filipińczyków to naprawdę spora kwota. Walka trwa średnio kilkanaście minut – jeśli podczas pierwszych dziesięciu koguty nie zaczynają walczyć, uznawana jest za nieważną.

Zanim jednak ptak stanie na ringu, wymaga specjalnego przygotowania, tzw. uzbrojenia. Do jego nóg przymocowuje się specjalne ostrza, czyli tore, które stają się dodatkową bronią w walce. Kogut przy wyskoku zadaje cios tym ostrzem i tak pokonuje przeciwnika. Zdarzają się bardzo zaciekłe, krwawe potyczki, wtedy nawet sam sędzia, który z bliska śledzi cały pojedynek, musi uważać na swoje bezpieczeństwo.

 

Soczyście zielone tarasy ryżowe znajdujące się w Banaue na wyspie Luzon

© Philippine Department of Tourism

 

POLA NA ZBOCZACH

Podczas opisywania Filipin, nie można zapomnieć o spektakularnych polach ryżowych. W trakcie podróży po tym kraju trzeba je koniecznie zobaczyć.

Jedne z nich znajdują się w okolicy Banaue (w północnej części wyspy Luzon). Zabudowania tego górskiego miasteczka skupione są praktycznie wzdłuż jednej, długiej ulicy. Na centralnym placu stoją kolorowe jeepneye, czyli zmodyfikowane modele jeepa, i mnóstwo trójkołowych rowerów. Blaszane domy nie robią wrażenia na turystach. Uwagę przyciągają liczące aż ok. 2 tys. lat, przepiękne, soczyście zielone tarasy ryżowe, które uchodzą za ósmy cud świata. Uważa się, że ludzie zbudowali je, nie używając maszyn, co czyni je wyjątkowym obiektem. Leżą na pokrytych bujną roślinnością zboczach górskich.

W prowincji Ifugao znajduje się w sumie pięć tarasów ryżowych (w Kordylierach Filipińskich – Batad i Bangaan – oba w Banaue, a także Mayoyao w Mayoyao, Hungduan w Hungduan i Nagacadan w Kiangan), które wpisano w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Widoki w ich okolicach zapierają dech w piersiach. Można tutaj podziwiać wspaniały, ok. 30-metrowy wodospad Tappiya, w którego wodach warto ochłodzić się po podróży z oddalonej o mniej więcej 30 minut drogi wioski Batad. Niestety, to malownicze miejsce jest bardzo oblegane przez turystów.

 

WISZĄCE TRUMNY

Filipiny to nie tylko rajskie plaże i turkusowa woda, ale również piękne góry. Najsłynniejszą górską miejscowością jest Sagada. Swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim tajemniczym jaskiniom i wiszącym trumnom. Niecodzienny sposób chowania zmarłych zapoczątkowała ludność Igorot (Cordillerans), która zamieszkuje północne tereny Luzonu. Zwyczaj głosi, że każdy powinien za swojego życia własnoręcznie wykonać trumnę z jednego kawałka drewna, aby po śmierci zostać w niej pochowany. Zmarłych zawijano w koce i obwiązywano liśćmi rattanu. Rodzina i przyjaciele nieśli później tak przygotowane zwłoki pod skały. Tam owinięte ciało układano w trumnie w pozycji embrionalnej. Wierzono, że skoro człowiek w takiej pozycji przyszedł na świat, to i w tej samej powinien z niego odejść. Trumna po zamknięciu była umieszczana na wcześniej przygotowanym miejscu na skale, wnoszono ją po drabinie. Według wierzeń dzięki usytuowaniu ciała na wysokości zmarły miał bliżej do nieba. Inna hipoteza mówi, że takie nietypowe umieszczanie zwłok stanowiło nagrodę za godne życie.

Podczas wizyty w Sagadzie trzeba także zobaczyć pobliskie, połączone ze sobą jaskinie: Lumiang i Sumaguing. W pierwszej z nich również chowano zmarłych. W ciemnych, podziemnych komorach znajduje się ponad 100 drewnianych skrzyń z ciałami, które mają po kilkaset lat. Należy jednak pamiętać, że jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Dobrze też zabrać buty na zmianę, ponieważ w środku zbiera się dużo wody. Poza tym koniecznie trzeba wziąć ze sobą latarkę. Jaskinie są ogromne. Do wejścia prowadzą długie, strome, kamienne schody. Należy na nich bardzo uważać, aby się nie przewrócić. Stopnie są wilgotne od spadających na nie kropel wody.

Obszerna Jaskinia Pogrzebowa Lumiang (Lumiang Burial Cave) wyróżnia się ładnymi korytarzami z pojedynczymi naciekami. Podczas jej zwiedzania będziemy zmuszeni często pochylać się i przeciskać przez zwężenia. Jaskinia jest jednak całkiem łatwa do przejścia, a wędrówka po niej to przyjemność.

Sumaguing ma inny charakter korytarzy. Są one większe, zdobi je także więcej nacieków. Na samym końcu znajduje się piękna, kilkumetrowej wysokości formacja naciekowa przypominająca szeroki, zamrożony wodospad.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

Przed wyjazdem na Filipiny warto dowiedzieć się kilku rzeczy. Bezpłatną wizę, ważną przez 30 dni, turyści otrzymują na lotnisku – pracownik wbija ją do paszportu po przylocie na miejsce (paszport musi być ważny jeszcze przynajmniej sześć miesięcy). Aby ją dostać, trzeba okazać bilet na wyjazd z Filipin (powrotny do Polski lub do innego kraju). Jeśli nie będziemy go mieć, nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Największe i najważniejsze filipińskie lotnisko – Międzynarodowy Port Lotniczy Ninoy Aquino – znajduje się w rejonie Manili.

                Jako turyści możemy korzystać z polskiego prawa jazdy przez cztery tygodnie. Po ich upływie powinno się wyrobić lokalne pozwolenie na prowadzenie pojazdów. Przed wyjazdem na Filipiny nie trzeba szczepić się profilaktycznie przeciw żadnym chorobom. Jeśli wybieramy się tu w sezonie (od grudnia do maja), powinniśmy zarezerwować sobie miejsca noclegowe przed przybyciem. Poza sezonem zwykle nie ma problemów ze znalezieniem zakwaterowania już po przylocie. Do wyboru są hotele, hostele i mniej liczne obiekty typu guesthouse (domki gościnne). Zanim zdecydujemy się na jakieś miejsce, powinniśmy sprawdzić, jaki oferuje standard.

 

W DRODZE DO RAJU

Filipiny to idealne miejsce na wakacje. Podróż do tego kraju jest jak ucieczka do raju, gdzie odkrywa się nowy, nieznany świat i… samego siebie. Tutaj można wyjść poza swoją sferę komfortu, docenić piękno przyrody i wartość życia. Wycieczka na Filipiny pozwala oderwać się od rzeczywistości. Ten kraj stanowi wielką mozaikę kultur, dlatego przypadnie do gustu turystom zmęczonym popularnymi kurortami nastawionymi na europejskich urlopowiczów.

Jednak jak każde miejsce na ziemi i to również ma swoje ciemniejsze strony. Znajdziemy tu nie tylko bezludne wyspy i soczyste arbuzy. Natkniemy się także na niewyobrażalne ilości śmieci w największych miastach i spotkamy smutne spojrzenia bezdomnych dzieci śpiących na ulicy. Filipiny są piękne, ale i pełne sprzeczności. Dlatego przed wyjazdem na nie należy przemyśleć swoje nastawienie do podróży. Do tego kraju trzeba podejść świadomie, być przekonanym o tym, że chce się do niego pojechać. W wycieczce na rajskie plaże Filipin chodzi o coś głębszego niż odhaczenie kolejnego punktu z listy marzeń. To miejsce potrafi rozkochać w sobie, ale umie też zawieźć, szczególnie osoby nastawione na idealne wakacje. Jednak po kilku dniach pobytu tutaj zazwyczaj przestaje się zwracać uwagę na niedogodności. Zapomina się również o stresie, codziennym pędzie, potrzebie posiadania coraz to nowych rzeczy. Podróż po Filipinach przede wszystkim skłania do refleksji na temat życia. W tym kraju prawdziwą przyjemnością jest delektowanie się smakiem kokosa i poznawanie zwykłych, szczerych ludzi. Problemy miejscowych, takie jak brak dostępu do wody pitnej czy prądu, także wydają się bardziej realne. Po pobycie na Filipinach człowiek zaczyna się zastawiać, na czym tak naprawdę mu zależy. W Europie mamy różne udogodnienia technologiczne i możliwość kupienia butów z najnowszych kolekcji projektantów, ale czy to pomaga nam w uczeniu się szacunku do ludzi? Na Archipelagu Filipińskim można nauczyć się akceptowania innych i samego siebie oraz tego, że w życiu chodzi o coś więcej niż konsumowanie dóbr.

 

Wydanie lato-jesień 2018