Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co 

« Gdy samolot zbliża się do Sir Seewoosagur Ramgoolam International Airport, jedynego międzynarodowego lotniska na Mauritiusie leżącym na Oceanie Indyjskim, oczom pasażerów ukazuje się coś, co wielu określiłoby mianem raju na ziemi. Ten mały kraj stanowi część Afryki, choć od jej kontynentalnych wybrzeży dzieli go ok. 2 tys. km. Najbliżej stąd do francuskiego Reunionu. »

 

To kraina wspaniałych plaż, lazurowej wody, pięknych gór i szczęśliwych ludzi. Mauritius jest wielokulturowy i kolorowy. Wiele można powiedzieć na jego temat, ale co do jednego nie sposób mieć wątpliwości – warto go odwiedzić, aby spędzić tu idealne wakacje.

Przez setki lat wyspa Mauritius, położona daleko od rozwijającego się kolonialnego świata, pozostawała ziemią nietkniętą ręką człowieka. Była schronieniem dla nielotnych ptaków dodo (wymarłych ok. 1662 r.) i gigantycznych żółwi lądowych z rodzaju Cylindraspis żyjących czasami ponad 200 lat. Pierwsi przybysze docierali do niej powoli i jakby nieśmiało. 

 

NA PERYFERIACH

Przytoczenie skróconej historii kraju pomoże go lepiej poznać. Pierwsi osadnicy pojawili się na wyspie Mauritius w początkach XVI w., gdy przez kilka kolejnych lat zatrzymywali się na niej portugalscy żeglarze przemierzający oceany w poszukiwaniu nowych lądów. Stulecie XVII upłynęło pod znakiem rządów Holendrów, którzy szybko zużywali miejscowe naturalne bogactwa, w skutek czego przyczynili się do wyginięcia wspomnianego endemicznego dodo, do dziś pozostającego jednym z symboli republiki. Sprowadzili oni tu jednak trzcinę cukrową. Jej uprawa odgrywa współcześnie ważną rolę w gospodarce kraju. Holendrzy nadali też temu miejscu nazwę od imienia księcia Mauritsa van Nassau (Maurycego Orańskiego, 1567–1625). Obecnie to jedno z 25 państw na świecie nazwanych na cześć jakiejś osoby. 

W stuleciu XVIII kolonią zarządzali Francuzi, a w XIX i przez większość XX w. Mauritius znajdował się w rękach Brytyjczyków. To właśnie wpływy francuskie i brytyjskie są najlepiej widoczne na wyspie. Współczesny kraj ogłosił niepodległość w marcu 1968 r. Oprócz wyspy Mauritius w granicach republiki leżą również wyspy: Rodrigues, Cargados Carajos (Saint Brandon) i Agalega.

Jak widać, Mauritius wciąż przechodził z rąk do rąk. Poza tym sprowadzano tu także niewolników z Afryki. Po zniesieniu niewolnictwa w latach 30. XIX stulecia Brytyjczycy przywozili ze sobą służbę z subkontynentu indyjskiego. Wszystko to sprawiło, że dziś Mauritius charakteryzuje się niesamowitą mozaiką języków, obyczajów i kultur. Jego mieszkańcy żyją ze sobą w zgodzie. W kraju, którego populacja liczy blisko 1,3 mln ludzi, mówi się głównie trzema językami: lokalnym kreolskim (morisien, maurytyjskim), angielskim i francuskim. Spotkamy w nim wyznawców wszystkich największych religii świata (hinduizmu, chrześcijaństwa, islamu i buddyzmu). Sama wyspa Mauritius ma powierzchnię ok. 1,9 tys. km2. Od czasu uzyskania niepodległości w 1968 r. w republice nie doszło do żadnego powstania, przewrotu ani puczu wojskowego.

 

MAURYTYJSKIE CUDA

Nieziemsko piękna natura to jeden z głównych powodów, dla których coraz więcej podróżnych dociera na wulkaniczny Mauritius otoczony długim pasem piaszczystych plaż. Do wspanialszych skarbów wyspy należy majestatyczne drzewo zwane płomieniem Afryki, rozkwitające tutaj jedynie w okresie Bożego Narodzenia. Wianowłostka królewska, bo taką ma nazwę systematyczną, naturalnie występuje w lasach położonego nieopodal Madagaskaru. Na Mauritiusie natrafimy na nią w wielu miejscach. Jednak roślinę, która w dużej mierze wpłynęła na wygląd wyspy, stanowi wspomniana już, soczyście zielona trzcina cukrowa.

Afrykę można odkryć w głębi lądu. Kto wybierze się do dystryktu Rivière Noire (inaczej Black River; w południowo-zachodniej części Mauritiusu), trafi m.in. na uprawy kawy. Nieopodal wioski Chamarel znajduje się też jedno z wielu miejsc, w których produkuje się lokalny niezwykle lekki, biały rum. Bujna roślinność wyspy mogła się rozwinąć dzięki specyficznemu mikroklimatowi regionu. On również sprzyja wysokiej wydajności upraw. W grudniu na plaży wczasowicze cieszą się pełnią lata, lazurową wodą Oceanu Indyjskiego i boskim błękitnym niebem. W tym samym czasie kilkanaście kilometrów dalej, wewnątrz Mauritiusu, pada lekki, tropikalny deszcz, który nawadnia wybujałą florę. 

Wspomniana destylarnia to Rhumerie de Chamarel. Można w niej poznać wyjątkową historię kraju i spróbować jednego z jego największych skarbów – maurytyjskiego białego rumu należącego do najlepszych na świecie. Także w tej okolicy kryje się inna interesująca atrakcja, czyli geologiczna formacja Ziemia Siedmiu Kolorów (Seven Coloured Earth, Terre des Sept Couleurs). Powstała ona w wyniku osadzania się na skale wulkanicznej piasków o różnej barwie. Co ciekawe, mimo ulewnych deszczy kolorowe warstwy nie spływają i nie mieszają się ze sobą. 

Poza tym w centrum wyspy, z dala od rajskich plaż, znajduje się świątynia wybudowana ku czci hinduistycznego boga Śiwy. Wzniesiono ją nad jeziorem Grand Bassin (Ganga Talao), które powstało w wygasłym kraterze wulkanicznym. Z położonego w pobliżu świątyni szczytu roztacza się wspaniały widok na Mauritius i jego linię brzegową. Jednak w tej okolicy najbardziej dominującym elementem jest ogromny, 33-metrowy posąg Śiwy (Mangal Mahadev). Podczas święta Mahaśiwaratri (wypadającego pod koniec lutego lub na początku marca) wyznawcy hinduizmu, którzy stanowią niemal połowę populacji wyspy, pielgrzymują licznie do tego miejsca. Zamienia się ono wtedy w niesamowicie kolorową krainę, a zewsząd słychać szmer modlitw.

Mauritius to jednak przede wszystkim piękne plaże i cudowne widoki na ocean. Dystrykt Rivière Noire znajduje się na południowy zachód od ponad 150-tysięcznej stolicy kraju, Port Louis. Od tego regionu właśnie można rozpocząć podróż dookoła wyspy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Warto zatrzymać się w miejscowości Flic en Flac i wypożyczoną motorówką wybrać się z doświadczonym specjalistą od nurkowania z delfinami w głąb tutejszej zatoki. Ci, którzy wynajęli łodzie na dłużej, płyną po lazurowych wodach oceanu w kierunku Île aux Bénitiers, niewielkiej, bezludnej wysepki położonej tuż przy południowo-zachodnich brzegach Mauritiusu. To z niej rozciąga się wspaniały widok na słynną bazaltową górę na półwyspie Le Morne Brabant. Półwysep ten jest jedną z najbardziej luksusowych części wyspy, wypełniają go ekskluzywne hotele i pola golfowe. Właśnie na nim wiele zakochanych par z Europy i Stanów Zjednoczonych postanawia przyrzec sobie wieczną miłość. Z racji prostych przepisów i przyjaznego podejścia do gości z zagranicy Mauritius stał się miejscem niezmiernie popularnym wśród osób, które wolą zorganizować kameralną ceremonię ślubną w egzotycznej okolicy niż ogromne przyjęcie w swoim kraju.

Tutejsza charakterystyczna góra Le Morne Brabant (556 m n.p.m.) uchodzi za symbol związany z historią wyspy. Według legendy na początku XIX w. półwysep stał się schronieniem dla uciekających niewolników. W dniu zniesienia niewolnictwa na Mauritiusie, 1 lutego 1835 r., wysłano tu grupę funkcjonariuszy policji, którzy mieli poinformować ukrywających się, że zostali wyzwoleni. Jednak niewolnicy źle zinterpretowali widok sił policyjnych u podnóża góry. Ponieważ obawiali się schwytania, wspięli się na szczyt, a następnie skoczyli z niego w akcie samobójstwa. Od 1987 r. 1 lutego miejscowi świętują zniesienie niewolnictwa. Choć nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie tej historii, pozostaje ona żywa. Góra Le Morne Brabant symbolizuje tragiczny los niewolników, którzy nie widzieli wyjścia ze swojej dramatycznej sytuacji. 

Podążający dalej drogą lądową wzdłuż południowego wybrzeża wyspy powinni odwiedzić Gris Gris, jej najbardziej na południe wysunięty kraniec. W tej części kraju zobaczymy zupełnie inny ocean – otwarte przestrzenie, odsłonięte brzegi bez lagun. Okolica stanowi istny raj dla tych, którzy uprawiają kitesurfing, a także… rekinów, od czasu do czasu pojawiających się w pobliżu. 

Mauritius słynie nie tylko z bajecznych widoków, ale również z trzciny cukrowej i wytwarzanego z niej rumu. Dlatego w trakcie jego zwiedzania nie można pominąć wizyty w istniejącej od 1819 r. fabryce rumu w Saint Aubin (Rhumerie de Saint Aubin). Pięknie utrzymany kolonialny dom (należący do przybyłej z Francji rodziny Guimbeau), przypominający o okresie panowania francuskiego imperium, stoi w otoczeniu wypielęgnowanej zieleni. Mieszkał w nim kiedyś maurytyjski poeta, dziennikarz i dyplomata Édouard Maunick (urodzony we wrześniu 1931 r. w dystrykcie Flacq). Posiadłość sąsiaduje z rozległymi uprawami trzciny cukrowej, herbaty i wanilii. 

W południowej części wyspy warto też odwiedzić Park Przyrodniczy La Vanille w Rivière des Anguilles, gdzie podziwiać można żółwie olbrzymie i inne gatunki zwierząt. Przed przybyciem Holendrów, obok słynnego ptaka dodo, Mauritius zamieszkiwały gigantyczne żółwie (Cylindraspis inpeta), które były bardzo przyjazne, ciekawskie i nie bały się ludzi. Kolonizatorzy z Europy przyczynili się do ich wyginięcia. Z głównej wyspy zniknęły najprawdopodobniej ok. 1700 r., a z większości okolicznych wysepek – do 1735 r. Dziś we François Leguat Reserve na Rodrigues żyje łącznie ponad 3 tys. żółwi promienistych i olbrzymich. Te pierwsze uważane są za jedne z najpiękniejszych na świecie. Z kolei żółwie olbrzymie należą do ostatnich żyjących przedstawicieli gigantycznych żółwi, które kiedyś zamieszkiwały wyspy Oceanu Indyjskiego.

Osoby lubiące się bawić i korzystać z uroków życia nocnego powinny udać się na północny kraniec Mauritiusu do Grand Baie, gdzie znajdują się najlepsze kluby w kraju. Przy okazji warto zatrzymać się jeszcze w okolicy Cap Malheureux, żeby odwiedzić najbardziej urokliwy kościół na wyspie (Notre-Dame Auxiliatrice z 1938 r.). W końcu, jak w życiu, także i tu sacrum ciągle miesza się z profanum. 

Port Louis jest miastem pełnym życia i kolorów. Turyści zazwyczaj nie spędzają w nim zbyt dużo czasu. To przede wszystkim główny ośrodek administracyjny, biznesowy i kulturalny kraju. Z tego względu może sprawiać wrażenie zatłoczonego i głośnego. Serce stolicy stanowi wielki targ położony w jej centrum, na którym mieszkańcy zaopatrują się w świeże produkty z całego Mauritiusu. W mieście żyje niemal 15 proc. populacji republiki. Planem przypomina ono ośrodki miejskie w Europie – wokół historycznej części na przestrzeni wieków powstawały kolejne dzielnice. W dzisiejszym Port Louis mieszają się ze sobą wpływy europejskie, indyjskie, arabskie czy chińskie. Większość turystów po krótkiej wizycie na nabrzeżu noszącym nazwę Caudan Waterfront, gdzie działa wiele ciekawych kawiarni, barów i restauracji, rusza dalej, aby odkrywać najbardziej ujmujące zakątki wyspy.

 

PODĄŻAJĄC ZA SMAKIEM

Znakomitym sposobem na poznanie kraju jest zaznajomienie się z jego kulinariami. Kuchnia Mauritiusu należy do najsmaczniejszych na świecie. Uchodzi za jedną z najlepszych kuchni kreolskich i słynie z naprawdę dobrego jedzenia ulicznego. Przez wieki imigranci z Chin, Europy (zwłaszcza Francji), Indii i Afryki osiedlali się na wyspie i przywozili ze sobą przepisy ze swoich rodzinnych stron. Elementy z różnych tradycji kulinarnych mieszały się z lokalnymi recepturami, w wyniku czego powstawały tutejsze potrawy. 

Oto kilka dań maurytyjskiej kuchni, bez których żadna podróż do tego kraju nie będzie pełna. Na uwagę zasługuje szczególnie curry z Mauritiusu. Ważne są w nim wszystkie składniki. Warto spróbować kreolskiego curry lub udać się do restauracji „Chez Rosy” w Souillac na curry z ośmiornicy czy świeżego homara.

Kolejną tradycyjną maurytyjską potrawą jest fish vindaye. To bardzo aromatyczne danie, należące do najbardziej znanych na wyspie. Główne jego składniki mogą się różnić w zależności od wersji. Wyjątkowy smak nadają mu dodatki w postaci pikantnej cebuli, kurkumy, nasion gorczycy, czosnku i sosu imbirowego. 

Poza tym koniecznie trzeba tu spróbować boulet dim sum, czyli pierożków na parze z kolczochem jadalnym (warzywem w kształcie gruszki), kurczakiem, owocami morza lub warzywami, podawanych w bulionie z chili i szczypiorkiem. Ten przysmak można znaleźć na większości straganów i w wielu restauracjach na całej wyspie. Dużą popularnością cieszy się również bol renversé. Kurczaka lub krewetkę, smażone warzywa, chińskie sosy i ryż układa się w misce i odwraca do góry nogami podczas podawania. Na koniec na wierzchu kopuły układa się jajko sadzone.

Żadnego turysty nie powinno także dziwić, gdy w menu znajdzie sałatkę z owoców tropikalnych. To jednak odmienna jej wersja niż ta, którą zwykle można zjeść w innych miejscach na świecie. Tutaj do owoców, takich jak ananas, mango, liczi, guawa (gujawa) czy jabłko (niekiedy dorzuca się nawet odrobinę ogórka), dodaje się pikantny sos z tamaryndowca, chili i sól, co zmienia charakter tego pozornie prostego dania i czyni je naprawdę pysznym specjałem. 

Podczas długich spacerów po plaży warto też pamiętać o piciu świeżej wody kokosowej. Jest jednym z najsmaczniejszych napojów do ugaszenia pragnienia. Słońce grzeje tu bardzo mocno, więc o nawadnianiu zdecydowanie nie wolno zapomnieć. 

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Położony zaledwie 20° na południe od równika Mauritius promuje się jako cel podróży idealny przez cały rok, choć wielu Europejczyków kojarzy go głównie jako świetne miejsce dla osób uciekających przed mroźną zimą. Szczyt sezonu turystycznego na wyspie przypada na okres od października do kwietnia. Jest wówczas gorąco, wilgotnie i deszczowo. Od stycznia do marca występuje niewielkie ryzyko cyklonów. Zima trwa tutaj od maja do końca września. To pora ciepła i sucha. Wyspa ma swój charakterystyczny mikroklimat – kiedy w jednym rejonie pada, kilka kilometrów dalej z bezchmurnego nieba świeci słońce. 

Na Mauritius leci się z Polski tradycyjnymi liniami lotniczymi mniej więcej 12 godz., najczęściej z przesiadką w Dubaju, Rzymie, Londynie, Paryżu, Frankfurcie nad Menem czy Wiedniu. Ze względu na stosunkowo niedużą różnicę czasu nie grożą nam konsekwencje jet lagu. Międzynarodowy Port Lotniczy Sir Seewoosagura Ramgoolama leży w pobliżu Mahébourg na południowym wschodzie wyspy. Dojeżdżające do niego autobusy ekspresowe kursują z Port Louis i Mahébourg wiele razy dziennie. Poza tym można też skorzystać z taksówki. Hotele często oferują transfer z lotniska i na nie, zazwyczaj za dodatkową opłatą. Większość miejsc na Mauritiusie dzieli od portu lotniczego przynajmniej godzina jazdy.

Funkcję komunikacji publicznej pełnią na wyspie autobusy, które są zwykle niezawodne, choć poruszają się nieco powoli. Usługę świadczą różni przewoźnicy (w zależności od regionu). Korzystanie z tego środka transportu należy do najtańszych sposobów podróżowania po Mauritiusie. Można także wypożyczyć samochód. Kierowcy muszą posiadać międzynarodowe prawo jazdy i mieć ukończone 23 lata. Na ulicach obowiązuje ruch lewostronny (pamiątka po brytyjskim panowaniu).

Walutą kraju jest rupia maurytyjska (MUR). Na miejscu można bez problemu wymienić na nią dolary amerykańskie i euro czy inne najpopularniejsze na świecie waluty. Karty płatnicze są akceptowane w hotelach, dużych sklepach i restauracjach. W większości miast i miejscowości turystycznych znajdują się bankomaty. 

Mieszkańcy Mauritiusu to ludzie bardzo gościnni. Często oferują poczęstunek przyjezdnym. Wyspa jest niezmiernie zróżnicowana pod względem kulturowym i religijnym, dlatego spotkamy się na niej z rozmaitymi zwyczajami i zachowaniami. Choć mieszkańcy na pierwszy rzut oka wydają się preferować zachodni styl życia, w rzeczywistości są bardziej konserwatywni. Dlatego jeśli np. wybieramy się do miejsc kultu religijnego, powinniśmy zadbać o odpowiedni strój, nieodkrywający zbyt dużo ciała (kobietom przyda się chusta lub szal na głowę). Na plażach publicznych nie należy opalać się nago i topless.

Mauritius jako cel wyjazdów wypoczynkowych cieszy się popularnością przede wszystkim wśród obywateli krajów Unii Europejskiej, Republiki Południowej Afryki czy Rosji. W związku z tym wybrzeże wyspy jest wypełnione luksusowymi enklawami hotelowymi. Jeśli akurat zatrzymamy się w jakimś urokliwym hotelu butikowym lub wynajętej willi, a chcielibyśmy skorzystać z jednych z piękniejszych plaż, powinniśmy sprawdzić, gdzie znajdują się większe obiekty o wysokim standardzie. Na Mauritiusie najlepsze plaże należą zazwyczaj do ekskluzywnych kompleksów hotelowych. Są upiększone dosypanym piaskiem i zasadzonymi palmami, bo te przywieźli ze sobą biali kolonizatorzy, aby stworzyć tu dla siebie raj. Często, żeby wejść na teren 5-gwiazdkowego hotelu, trzeba po prostu uiścić niewielką opłatę. Na plaże publiczne warto zabrać ze sobą specjalne buty do pływania. Brzeg oceanu bywa pokryty małymi kamieniami. 

 

TYDZIEŃ NA WYSPIE

Jeśli udajemy się na Mauritius na pobyt w formule all inclusive lub zorganizowane zwiedzanie, nie musimy sobie specjalnie zaprzątać głowy planowaniem wyjazdu. Jeżeli jednak zamierzamy poznawać wyspę na własną rękę, mamy się nad czym zastanowić. Oto moja propozycja, jak spędzić tutaj tygodniowy urlop.

Pierwszy dzień po długim locie z Europy najlepiej przeznaczyć na relaksowanie się na plaży lub nurkowanie w pięknym Oceanie Indyjskim. Dzięki temu odpoczniemy nieco po trudach podróży. Wieczorem polecam odwiedzić lokalne knajpki i spróbować dań pysznej maurytyjskiej kuchni i wyśmienitego lokalnego rumu. 

Drugiego dnia warto wybrać się na zwiedzanie południowej części wyspy. Na początek należy udać się pod wspomnianą wcześniej bazaltową górę Le Morne Brabant, której kulturowy krajobraz (Le Morne Cultural Landscape) został wpisany w 2008 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kolejnym punktem wycieczki powinny być malownicze wzgórza Chamarel. Lunch najlepiej zjeść w jednej z pobliskich restauracji. Potem można jeszcze odwiedzić utworzony w 1994 r. Park Narodowy Wąwozów Rzeki Czarnej (Black River Gorges National Park), a wyprawę zakończyć podziwianiem zachodu słońca z panoramicznej restauracji „Le Chamarel”, z której roztaczają się niesamowite widoki.

Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności mogą trzeci dzień spędzić na grze w golfa, wędkowaniu na otwartych wodach, trekkingu lub przejażdżkach rowerem (górskim czy szosowym). Dużym zainteresowaniem cieszą się także rejsy wokół wyspy lub pływanie z delfinami. Na południowo-zachodnim wybrzeżu Mauritiusu panują znakomite warunki do uprawiania surfingu. 

Czwartego dnia można wybrać się na wycieczkę do miasta, chociażby stolicy kraju. Po spacerze po kolonialnym centrum Port Louis proponuję wstąpić na lunch na otworzony w 1812 r. tor wyścigów konnych Champ de Mars (najstarszy na półkuli południowej i jeden z najstarszych na świecie) lub posilić się przysmakami z ulicznych stoisk. Pamiątki z Mauritiusu zakupimy np. na Caudan Waterfront. 

Na dzień piąty warto zaplanować zwiedzanie północy wyspy, przede wszystkim rozległego Ogrodu Botanicznego Sir Seewoosagura Ramgoolama (Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanic Garden) w Pamplemousses, który jest jednym z najznakomitszych na świecie. Obiad można zjeść w Grand Baie, głównej miejscowości turystycznej Mauritiusu. Potem polecam udać się na przemierzanie dzikiej północy, szczególnie okolic miasteczka Grand Gaube. 

Ostatnie dwa dni, szósty i siódmy, najlepiej przeznaczyć na odwiedzenie różnych parków, jak chociażby wspomnianego już Parku Przyrodniczego La Vanille, gdzie żyją liczne żółwie olbrzymie i ponad 100 krokodyli nilowych. Poza tym warto też skorzystać z uroków najpiękniejszych plaż świata. To dobry moment, aby ogrzać się promieniami ciepłego słońca przed powrotem do Europy.

***

Wielu uważa, że ​​amerykański pisarz Mark Twain (1835–1910) opisał Mauritius jako raj na ziemi po swojej wizycie w 1896 r. W wydanej rok później ponad 700-stronicowej książce Following the Equator zawarł takie zdanie: This is the only country in the world where the stranger is not asked “How do you like this place?” (To jedyny kraj na świecie, w którym nieznajomemu nie zadaje się pytania: „Jak podoba ci się to miejsce?”.). Za każdym razem, gdy spoglądałem na innych ludzi, którzy przybyli do tego magicznego zakątka Afryki, odnosiłem wrażenie, że bardzo im się tutaj podoba. Wracające stąd osoby same zresztą to przyznają. Wielu naszych rodaków postanowiło nawet zostać na Mauritiusie na stałe. Miałem ich przyjemność spotkać, kiedy odwiedziliśmy ten kraj z moją przyszłą żoną, aby na czarującej plaży na romantycznej wysepce Bénitiers powiedzieć sobie sakramentalne tak

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Saksonia – Niemcy mniej znane

590.jpg

Panorama historycznego centrum Drezna oglądana od strony Łaby

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/ ANJA UPMEIER

JULITA CZECHOWICZ


Gdyby spytać Bawarczyka o to, z czym kojarzą mu się Saksonia i Saksończycy, pewnie uśmiechnąłby się z lekkim lekceważeniem i powiedział, że z dialektem. Rzeczywiście, Niemcy uważają dialekt saksoński za trudny w odbiorze, ale niewielu wie, iż to tą odmianą językową posłużył się w XVI w. Marcin Luter w swoim tłumaczeniu Biblii, pod wpływem którego wykształcił się później standardowy język niemiecki („Hochdeutsch”). Jednak wystarczy raz odwiedzić Saksonię, aby przekonać się, że jest miejscem jedynym w swoim rodzaju.

Więcej…

Do Panamy po panamę

SYLWIA JEDLAK 

 

<< Kanał Panamski i słynny biały kapelusz panama mogą śmiało uchodzić za najbardziej rozpoznawalne symbole tego małego kraju Ameryki Środkowej. Są też zapewne pierwszymi skojarzeniami, z którymi turyści z innych części świata przekraczają jego granice. Gdy jednak opuszczają gościnne progi Panamy, w ich głowach nie ma już śladu po tej prostej, stereotypowej symbolice. Od tego momentu we wspomnieniach podróżników zdecydowanie ważniejsze miejsce zajmują chociażby przepiękne, wielobarwne „molas” – tradycyjne, bogato zdobione ubrania Indian Kuna. >>

  FOT. VISITPANAMA

Na mapie terytorium Panamy wygląda jak mały haczyk łączący ze sobą Amerykę Północną z Południową. Na wschodnim i zachodnim krańcu państwa leżą dziewicze obszary chronionej przyrody: Park Narodowy Darién (Parque Nacional Darién) przy granicy z Kolumbią oraz Międzynarodowy Park La Amistad (Parque Internacional La Amistad) przy granicy z Kostaryką. Bogactwo flory i fauny jest zresztą jedną z panamskich atrakcji turystycznych, a możemy się nim zachwycać nie tylko na lądzie, lecz także pod wodą. Poza tym na powierzchni 78 200 km2, oprócz Metysów, Mulatów, ludności pochodzenia europejskiego i przedstawicieli rasy czarnej, żyją tutaj unikalne plemiona indiańskie, które przetrwały kolonizację hiszpańską, i do dziś zachowały swoją kulturę i obyczaje.

Chyba niewiele osób wie o tym, że popularne kapelusze typu panama, oryginalnie wyplatane z włókien łyczkowca palmiastego (Carludovica palmata), pochodzą tak naprawdę z Ekwadoru. Jednak pod koniec XIX w. to właśnie w Panamie ekwadorscy producenci tych nakryć głowy znaleźli dużo większy rynek zbytu na swoje towary niż we własnej ojczyźnie. Dziś wielu turystów chętnie zabiera ze sobą pamiątkowy egzemplarz kapelusza, aby przypominał im o panamskiej podróży w zaciszu domowym.

Więcej…

Zaproszenie na Kaukaz – do Gruzji i Armenii

 

Tamar Gelashvili-Dąbrowska

Krzysztof Dąbrowski

www.kaukaz.pl

 

<< Gruzja i Armenia to chrześcijańskie wyspy zanurzone w kaukaskiej mozaice narodów i kultur. Leżą na pograniczu kontynentów kształtowanym przez ścieranie się sił przyrody i rywalizujących ze sobą cywilizacji. Efektem tych odwiecznych zmagań jest rzadko spotykana różnorodność krajobrazów oraz duże bogactwo tradycji na stosunkowo niewielkim obszarze, który odpowiada 1/3 terytorium Polski. Zobaczymy tu subtropikalne lasy pełne lian, przejedziemy przez surowe płaskowyże wulkaniczne, a także doświadczymy chłodu bijącego od wiecznych lodowców. Poza tym możemy przeczesać labirynty miast wykutych w skale, zwiedzić imponujące katedry o tysiącletniej historii i zrelaksować się w starożytnych łaźniach, a to wszystko urozmaicić sobie zgłębianiem tajników sztuki winiarskiej, degustacją przysmaków przepysznej kuchni kaukaskiej oraz zabawą w ekskluzywnych klubach muzycznych. >>

Więcej…