KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl

<< Maorysi, rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii, zwą ją Aotearoą, czyli Krainą Długiego Białego Obłoku. Zachwyca ona wspaniałymi krajobrazami i unikatową kulturą ludzi Kiwi, kochających wypoczynek na świeżym powietrzu. Choć Europejczykom niełatwo się do niej dostać, coraz chętniej wyprawiają się w te strony i zawsze wracają z bagażem cudownych wspomnień. >>

Nazwa Nowa Zelandia pochodzi od prowincji Zelandia w Holandii. Dla Europy odkrył te ziemie w XVII w. holenderski żeglarz Abel Tasman (1603–1659). Na terytorium tego kraju składają się dwie większe wyspy – Północna i Południowa – oraz kilka mniejszych. Od 1865 r. rolę stolicy odgrywa Wellington, miasto portowe położone nad Cieśniną Cooka, oddzielającą Morze Tasmana od Pacyfiku.
To niezmiernie malownicze państwo, o powierzchni zbliżonej do Ekwadoru (ma niemal 270 tys. km²), znane jest powszechnie ze swoich cudów natury. Nowozelandzkie wyspy oferują nie tylko wspinaczki na lodowce, odkrywanie dziewiczego piękna Zatoki Milforda (Milford Sound) czy możliwość popływania z wielorybami albo delfinami, lecz także relaksujące kąpiele w gorących źródłach w Rotorua lub turkusowych wodach zatok regionu Bay of Plenty oraz eksplorowanie jaskiń Waitomo. To wszystko stanowi jednak jedynie początek niekończącej się listy atrakcji tej wysuniętej najdalej na południe części Oceanii.

 

RAJ DLA ODWAŻNYCH
Nowa Zelandia uchodzi za mekkę miłośników adrenaliny. Znajdą oni tutaj wiele sposobów na podniesienie jej poziomu we krwi: rafting, zorbing (staczanie się po stoku w plastikowej, nadmuchanej kuli), heliskiing (zjazd na nartach poza wyznaczonymi trasami po wyskoczeniu z helikoptera) czy opuszczanie się na 100-metrowej linie w głąb jaskini. Sporty ekstremalne należą w tym kraju do codzienności. Nawet zwykłe skoki na bungee z mostów lub wyciągników posiadają tu ulepszoną wersję, w której śmiałek rzuca się w dół wprost z helikoptera (helibungee). Każdego dnia turyści z całego globu przeżywają w ojczyźnie ptaków kiwi przygodę swojego życia.

 

KULTURA KOŃCA ŚWIATA
Pierwszymi mieszkańcami tutejszych wysp byli podróżujący wojennymi pirogami przez Ocean Spokojny Maorysi. Obecnie stanowią oni ok. 15 proc. ludności państwa. Prawie 70 proc. Nowozelandczyków ma pochodzenie europejskie. Wciąż jednak spotyka się przepięknie zdobione maoryskie domy zgromadzeń czy tradycyjne łodzie, wzbudzające niegdyś wielki szacunek. Do dzisiaj rozgrywki narodowej drużyny rugby (All Blacks – Cali Czarni) rozpoczynają się od zagrzewającego do boju tańca haka, do którego obowiązkowych elementów należy wystawianie języka w stronę przeciwnika. Maoryskim wpływem w kulturze Nowej Zelandii są również tatuaże, charakterystycznie dla ludów Oceanii. Zazwyczaj rysunki i wzory ozdabiają nogi, plecy i ręce, ale dawniej pokrywano nimi też i twarze.

 

WŚRÓD PLANTACJI
Symbolem kraju jest niewątpliwie nielot kiwi, którego określenie wzięło się od odgłosu wydawanego przez samca tego gatunku. Zobaczyć tego ptaka wcale nie będzie jednak tak łatwo, bo nie dość, że prowadzi nocny tryb życia, to w warunkach naturalnych występuje dość rzadko. Do jego największych wrogów należą zwierzęta sprowadzone przez ludzi z Europy, m.in. psy i koty. Zapobiec wyginięciu kiwi starają się specjalne centra odnowy gatunku. W nich też przyjrzymy się z bliska temu wyjątkowemu stworzeniu.
Sami Nowozelandczycy także mówią o sobie Kiwi, a lokalne zbiory owoców aktinidii o tej samej nazwie należą do największych na świecie. Ten archipelag słynie również ze szlachetnych win sprzedawanych w wielu zakątkach na ziemi i szczepu winorośli sauvignon blanc. Mniej zaludnioną Wyspę Południową pokrywają przede wszystkim plantacje i gigantyczne owcze farmy. W Nowej Zelandii żyje prawie 40 mln owiec, podczas gdy liczba jej ludności wynosi jedynie 4,5 mln. Poza tym chyba w żadnym innym kraju nie ma tylu pól golfowych, co właśnie tutaj.
Miejscowa przyroda to nie tylko wspomniany wcześniej kiwi. Charakterystyczne są też dla niej endemiczne papugi: nielatające kakapo oraz alpejskie kea. W okolicznych wodach mieszkają najmniejsze na świecie delfiny Hektora oraz bardzo rzadkie uchatki nowozelandzkie. Badaczy fascynuje również pochodzący z ery mezozoicznej rodzaj gada zwany hatterią (tuatarą).

 

NIEODKRYTA PERŁA
Położenie Nowej Zelandii przez wiele wieków ograniczało liczbę odwiedzających ją podróżników i chroniło jej ziemie przed nadmiernym wykorzystaniem. To wyspiarskie państwo, które można przemierzyć wzdłuż w ciągu paru dni, a wszerz w zaledwie kilka godzin, posiada jednak od lat grono wiernych wielbicieli. Niewątpliwie znacząco powiększyło się ono na początku XXI stulecia dzięki trylogii filmowej Petera Jacksona, nowozelandzkiego reżysera Władcy Pierścieni. To on pokazał milionom widzów bogactwo natury ukryte na drugim końcu globu. Dziś co roku fani adaptacji dzieła J. R. R. Tolkiena (1892–1973) ściągają do Tongariro National Park (Parku Narodowego Tongariro) i wioski niedaleko miejscowości Matamata, aby zobaczyć na własne oczy miejsca, w których kręcono sceny rozgrywające się w Mordorze i Hobbitonie. Bez wątpienia łatwo poczuć się tam jak w filmie.

FOT. TOURISM NEW ZEALAND IMAGE LIBRARY/IAN BRODIE

Udostępniony zwiedzającym plan filmowy Władcy Pierścieni


Co ciekawe, dwie główne nowozelandzkie wyspy przypominają odrębne światy. Północna to przede wszystkim kraina gejzerów i oszałamiająco pięknej egzotycznej przyrody ze znakomicie zachowaną kulturą Maorysów. Południową natomiast pokrywają w większości góry i lodowce i to one tworzą jej malownicze krajobrazy.

 

WYMARZONY DOM
Wyspa Północna leży bliżej równika, dlatego ma cieplejszy i łagodniejszy klimat niż jej sąsiadka. Pierwsi misjonarze i osadnicy właśnie ją uznali za rejon dogodny do rozpoczęcia nowego życia. Nieformalną stolicą kolonii stało się niewielkie miasteczko Russell w Bay of Islands (Zatoce Wysp). Dziś do tutejszego wieloetnicznego Auckland, największego miasta w kraju (1,5-milionowego), wciąż napływają imigranci z całego świata. Co trzeci mieszkaniec tej nowozelandzkiej metropolii uważa angielski za swój drugi język. Szczególnie upodobali ją sobie przybysze z małych wysepek Pacyfiku. Dla przykładu na niewielkiej Niue żyje ok. 1,4 tys. osób. Kilka razy więcej Niueńczyków osiedliło się jednak w Nowej Zelandii i pobliskiej Australii. Podobnie sytuacja wygląda na okolicznych archipelagach (Tonga czy Wyspach Cooka lub Salomona). Można przypuszczać, że gdyby nie ograniczenia imigracyjne wprowadzone przez nowozelandzki rząd, niektóre z tych terenów wyludniłyby się całkowicie. Auckland często określa się zatem mianem „stolicy Południowego Pacyfiku”.

 

WIZYTA W PIEKLE
Jedno z najbardziej niezwykłych miejsc Wyspy Północnej stanowi Rotorua – miasto położone w pasie wulkanicznym o długości ponad 200 km i szerokości do 40 km, przebiegającym z południowego zachodu na północny wschód. To właśnie w jego pobliżu obserwuje się wzmożoną aktywność geotermalną. Turyści przyjeżdżają więc w te strony zobaczyć wybuchające gejzery, gorące źródła, bulgocące błota i… odwiedzić autentyczne wioski maoryskie. W 1934 r. irlandzki dramaturg George Bernard Shaw (1856–1950) po wizycie w tym mieście napisał: Byłem szczęśliwy, że znalazłem się tak blisko Hadesu i zdołałem wrócić. Bez wątpienia tutejsza okolica przywodzi na myśl piekło, zwłaszcza kiedy spogląda się na nią z wagonu kolejki linowej docierającej na jeden ze szczytów i widzi się unoszące się zewsząd kłęby pary. Spacer po niepewnym wulkanicznym gruncie wśród wszechobecnego zapachu siarkowodoru przypomina o innym, groźnym obliczu Nowej Zelandii.
W Rotorua polecam odwiedzić fascynujące geotermalne parki: Te Puia czy Wai-O-Tapu Thermal Wonderland. W tym ostatnim codziennie rano o godz. 10.15 dochodzi do erupcji gejzera Lady Knox. Na początku XX w. odkryli go pracujący na tym terenie więźniowie, gdy podczas robienia prania wrzucili do wody mydło, które spowodowało mały wybuch. Zaskakujący efekt zachęcił ich do powtórzenia eksperymentu. Osobliwe zjawisko zaprezentowali potem gubernatorowi generalnemu Nowej Zelandii Uchterowi Knoxowi (1856–1933), któremu tak się spodobało, że nazwał gejzer imieniem swojej córki Lady Constance Knox.

 

MROCZNY MORDOR
Część pasa wulkanicznego zajmuje wspomniany już Park Narodowy Tongariro z najwyższym wulkanem Nowej Zelandii – Ruapehu (2797 m n.p.m.). Jego nazwa pochodzi z języka maoryskiego i oznacza „wybuchające jezioro”, bowiem w środku krateru znajduje się zbiornik z ciepłą wodą, która wyparowuje przy każdej erupcji. Otaczające górę lodowce napełniają go jednak ponownie.

FOT. TOURISM NEW ZEALAND IMAGE LIBRARY/ROB SUISTED

Trekking w Parku Narodowym Tongariro


Ruapehu jest wciąż czynny. Ostatnio wybuchł we wrześniu 2007 r. W dniu 24 grudnia 1953 r. doprowadził do tzw. katastrofy w Tangiwai, w której zginęło 151 osób. Wywołane przez niego lawiny błota spłynęły do pobliskiej rzeki Whangaehu i spowodowały zawalenie się mostu kolejowego. Przejeżdżający nim pociąg runął w dół.
Na terenie parku leżą także dwa inne aktywne wulkany – Tongariro (1978 m n.p.m.) i Ngauruhoe (2291 m n.p.m.). Ten ostatni zagrał umiejscowioną w Mordorze Orodruinę – Górę Przeznaczenia, w której hobbit Frodo Baggins zniszczył Pierścień Władzy Saurona w trylogii Petera Jacksona. Poza tym wybudowano tutaj też kurort narciarski i wyznaczono liczne trasy piesze, pozwalające podejść całkiem blisko do szmaragdowych jeziorek i ośnieżonych stożków. Turyści nie przepadający za wędrówkami mogą wybrać lot awionetką nad szczytami – niesamowite widoki na pewno pozostawią w nich niezatarte wrażenia.

 

PODZIEMNE GWIAZDOZBIORY
Ok. 2 godz. jazdy dzieli Rotorua od jaskiń Waitomo. Rozsławiły je mieszkające w nich muchówki z rodziny grzybiarkowatych (Arachnocampa luminosa), które w stadium poczwarki emitują światło w wyniku reakcji bioluminescencji. Kompleks grot można zwiedzić w ramach 4-godzinnej wycieczki Lost World (Zaginiony Świat) oferowanej przez Waitomo Adventures. Jak każda atrakcja w Nowej Zelandii i ta jednak nieco kosztuje. Trzeba na nią przeznaczyć ok. 300 dolarów nowozelandzkich (mniej więcej 780 zł), ale zapewniam, że warto wydać te pieniądze.
Wyprawa zaczyna się od wprowadzenia: wszyscy uczestnicy dostają kombinezony, kalosze, uprząże i karabinki. Uczymy się przepinania na skałach, bezpiecznego przechodzenia przy krawędzi z przepaścią oraz pokonywania stromych zejść. Potem z przewodnikiem docieramy do zawieszonego nad wlotem do jaskini drewnianego mostku, z którego zwisają liny. Każdy z nas musi przejść szybki kurs rappellingu, czyli zjechać po jednej z nich 100 m w głąb ciemnej pieczary. W końcu jesteśmy na dole. Odpinamy liny, włączamy czołówki i wchodzimy pod górę. Wspinamy się na wielkie kamienie. Wreszcie stajemy w bardzo małej grocie. Proszą nas, abyśmy usiedli i wyłączyli latarki. Nasze oczy powoli przyzwyczajają się do mroku i nagle na ścianie zauważamy kilkaset światełek. Wyglądają jak gwiazdy na niebie, tylko w kolorze zielonym. Przewodnik tłumaczy nam, że to właśnie kolonie muchówek. Idziemy dalej w ciemności po skałach. Ostatni odcinek stanowi pionowa, 30-metrowa metalowa drabina, która prowadzi na powierzchnię. Dla większości uczestników wycieczki to ona stanowiła największą trudność do pokonania – śliskie szczeble wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Na szczęście w razie osunięcia ubezpieczała nas lina przypięta do uprzęży. Przez te kilka godzin naprawdę czuliśmy się tak, jakbyśmy przenieśli się do innego, nieznanego świata.
W kompleksie Waitomo organizuje się również niezmiernie emocjonujące spływy na oponie oraz spokojne rejsy łodzią w poszukiwaniu świecących owadów. Udostępniono tu także trasy piesze. Dzięki temu każdy wybierze odpowiedni dla niego sposób zwiedzania.

 

MARZENIE ALPINISTÓW
Podróż promem ze stołecznego Wellington na Wyspę Południową zajmuje 3 godz. Sama trasa statku jest już niebywale malownicza, a to dopiero przedsmak tego, co czeka na nas u celu. Wśród tutejszych aktywności do najpopularniejszych należą m.in. pływanie kajakami, żeglowanie, łowienie ryb, nurkowanie, a przede wszystkim jazda na nartach, trekking i wspinaczka górska. To właśnie Nowozelandczyk Edmund Hillary (1919–2008) wraz z Szerpą Tenzingiem Norgayem (1914–1986) w maju 1953 r. zdobył po raz pierwszy najwyższy na świecie szczyt – Mount Everest (8848 m n.p.m.). W Nowej Zelandii mamy gdzie trenować. Alpy Południowe pokrywają liczne lodowce, na dodatek niektóre położone bardzo nisko, bo zaledwie na wysokości 300 m n.p.m. Na wyprawę po nich najlepiej wyruszyć z pobliskich miejscowości, np. Ross, Franz Josef czy Fox Glacier. Polecam szczególnie rozległe lodowce Franza Josefa i Foxa. Oferty doświadczonych biur turystycznych obejmują nie tylko opiekę przewodnika, lecz także wyposażenie: kurtkę przeciwdeszczową, specjalne obuwie i raki.
Szlak do długiego na 13 km Lodowca Foxa (Fox Glacier) początkowo wiedzie w górę przez bujny las deszczowy z wielkimi paprociami.

FOT. TOURISM NEW ZEALAND IMAGE LIBRARY/GLACIER SOUTHERN LAKES HELICOPTERS

Lodowiec na Wyspie Południowej

 

Po ponadgodzinnym marszu oczom wędrowców ukazuje się lodowa pokrywa. W tle widnieje pasmo Alp Południowych, gdzieniegdzie ośnieżone. Wznosi się w nim najwyższy szczyt kraju – Góra Cooka (3724 m n.p.m.). Przewodnik podaje nam raki i wchodzimy na bardzo śliski lód. Z daleka wyglądał na przybrudzony, ale teraz, z bliska, mieni się wszystkimi odcieniami niebieskiego: im szczeliny głębsze, tym kolor intensywniejszy i ciemniejszy. Pod koniec droga wiedzie wzdłuż Rzeki Foxa, zasilanej przez lodowiec i po połączeniu się z Rzeką Cooka wpadającej do Morza Tasmana.

 

BAŚNIOWE FIORDY
Warto zawitać również trochę dalej na południe, nad brzeg rynnowego jeziora Wakatipu (prawie 400 m głębokości), do 18-tysięcznego kurortu Queenstown. Rocznie przybywa do niego ok. 1,9 mln turystów, aby poszusować na tutejszych stokach narciarskich. Za skarb tego rejonu Nowej Zelandii uchodzi Fiordland National Park (Park Narodowy Fiordland) ze słynną Zatoką Milforda – Milford Sound, która ma aż 15 km długości. Fiord ten odkrył żeglarz i poławiacz fok John Grono (ok. 1767–1847) dopiero mniej więcej w 1812 r., ponieważ od strony Morza Tasmana nie sposób go dostrzec.

FOT. TOURISM NEW ZEALAND IMAGE LIBRARY/ROB SUISTED

Spektakularna Zatoka Milforda przyciąga najwięcej turystów

 

Podczas rejsu po jego wodach możemy delektować się przepięknymi widokami na uznawany za najwyższy klif morski na świecie – Mitre Peak (szczyt Mitra, 1692 m n.p.m.). W wielu miejscach dojrzymy bajeczne wodospady (np. 155-metrowy Stirling Falls), przy odrobinie szczęścia zobaczymy pingwiny i foki wylegujące się na przybrzeżnych skałach oraz pluskające się delfiny czy nawet wieloryby. Niestety, pogoda rzadko tu dopisuje i zazwyczaj szczegóły krajobrazu rozmywa mżawka. Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako część rezerwatu przyrody Te Wahipounamu) Park Narodowy Fiordland uznaje się za jeden z najdzikszych zakątków półkuli południowej, gdyż ze względu na brak dróg nie udało się go jeszcze w pełni zbadać.

 

POMYSŁ NA WYJAZD
Nowa Zelandia stanowi prawdziwy raj dla podróżników z plecakiem, tzw. backpackerów. Wielu turystów korzysta z programu Working Holiday Scheme, dzięki któremu przez rok wolno im zwiedzać wyspy i legalnie pracować dorywczo w razie potrzeby. W sezonie bardzo łatwo znaleźć zatrudnienie na licznych plantacjach owocowych lub farmach owiec. Młodzi ludzie często odwiedzają ten kraj również w celach edukacyjnych: jako studenci na wymianie międzynarodowej bądź uczestnicy kursów języka angielskiego. Podczas takich pobytów niejednokrotnie zdarza się, że obcokrajowcy postanawiają zostać tu na zdecydowanie dłużej. Zresztą trudno im się dziwić.

 

WYPRAWA DLA WYTRWAŁYCH
Ponad 24-godzinny lot, przesiadki w Europie, Azji i Australii czy na Bliskim Wschodzie mogą zniechęcić niejednego. Jednak ktokolwiek dotrze na ten koniec świata, na pewno nie pożałuje swojej decyzji. Wyjątkowe przeżycia, jakie zapewni nam wizyta w Nowej Zelandii, nie tylko zrekompensują nam trudy podróży, lecz także całkowicie wymażą je z naszej pamięci. A wtedy ciężko będzie oprzeć się chęci, aby kiedyś znowu wrócić do tej fantastycznej, filmowej krainy...

 

 

Artykuły wybrane losowo

Turystyka konna w Polsce i na świecie

JERZY MOSKAŁA


<< W agencjach turystycznych i biurach podróży, tak w naszym kraju, jak i za granicą, coraz częściej znajdziemy nie tylko klasyczne oferty wypoczynkowe, lecz także bardziej wyprofilowane pakiety z zakresu turystyki kulturoznawczej, np. wyprawy winiarskie, czy aktywnej, m.in. wycieczki konne. Te ostatnie zyskują sobie z każdym rokiem więcej zwolenników, również wśród osób nigdy wcześniej nie interesujących się jeździectwem. >>

Więcej…

Nepal – w cieniu Himalajów

MAŁGORZATA MIKULSKA

 

Niejeden zapalony podróżnik marzy o ujrzeniu na własne oczy okrytych wiecznym śniegiem nepalskich ośmiotysięczników. Majestat najwyższych gór świata przyciąga jak magnes wszystkich, którzy pragną zmierzyć się z siłami natury. Jest coś pierwotnego, a jednocześnie podniosłego w tej wędrówce wśród przepaści, górskich jezior i osad ludzkich odciętych od cywilizacji w kraju, gdzie buddyzm przeplata się z hinduizmem, tworząc osobliwą mistyczną mozaikę.

  FOT. MAŁGORZATA MIKULSKA

Nepal wydaje się z pozoru maleńkim, ubogim państwem, umiejscowionym pomiędzy dwiema potęgami światowymi: Chinami i Indiami. Obszar kraju zajmują w ponad 80 proc. góry o średniej wysokości 6 tys. m n.p.m., co znacznie ogranicza możliwość szybkiego przemieszczania się. Takie ukształtowanie terenu stwarza dość trudne warunki do życia. Jednak dzięki temu, że pasma górskie rozciągają się wzdłuż granic Nepalu, izolują go od wpływów z zewnątrz. Dlatego mogła tu powstać bardzo unikalna mieszanka kulturowa. Himalaje odcinają Nepal od Tybetu i Chin, a góry Mahabharat od Indii. 

Więcej…

UGANDA – nie tylko w poszukiwaniu goryli

ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

Więcej…