MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

<< Nawet najwybredniejszemu turyście uda się spędzić w tym niezmiernie barwnym zakątku świata niezapomniane wakacje. Czymkolwiek się interesuje, na pewno znajdzie to na południowym krańcu Afryki. Kapsztadzkie ulice przypomną mu o dawnych czasach, wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego – zachwycą surowością pejzaży, a dzikie zwierzęta nauczą pierwotnych praw natury. A gdy zmęczony nadmiarem wrażeń usiądzie, żeby chwilę odpocząć, kieliszek wyśmienitego południowoafrykańskiego wina wprawi go w błogi nastrój satysfakcji z odbytej podróży. >>

W Republice Południowej Afryki (RPA) używa się aż 11 języków urzędowych (w tym afrikaans i angielskiego). Choć stolicę administracyjną ustanowiono w Pretorii, to parlament obraduje w Kapsztadzie (Cape Town), a siedzibą władz sądowniczych jest Bloemfontein. We wschodniej części państwa leży enklawa – Królestwo Lesotho. W okolicy Przylądka Igielnego (Cape Agulhas) Ocean Indyjski graniczy z Atlantykiem. Nie popełni więc błędu ten, kto uzna ten kraj za niezmiernie fascynujący.
Pierwszy, kwietniowy dzień naszego pobytu w RPA zaczęliśmy wcześnie rano od wizyty na Górze Stołowej (Table Mountain) – symbolu Kapsztadu. Później pojechaliśmy na degustację i obiad do bardzo obiecującej winiarni niedaleko Stellenbosch. Wreszcie wybraliśmy się ponad 100 km dalej, nad Ocean Indyjski…

 

NA POCZĄTEK
Specjalnie zdecydowaliśmy się nieco nadłożyć drogi, aby móc podziwiać naprawdę wspaniałe widoki rozciągające się wzdłuż przybrzeżnej trasy. W końcu wylądowaliśmy w mieście Hermanus, gdzie zasiedliśmy w knajpie położonej niemal nad samym brzegiem oceanu. Restauracja nosiła jakże bliską mi nazwę Burgundy. Nie zamówiliśmy w niej jednak wina, lecz piwo warzone w lokalnym browarze. Popijaliśmy je nieśpiesznie i patrzyliśmy rozmarzeni na Zatokę Walkera (Walker Bay). Słynie ona z odwiedzających ją wielorybów biskajskich południowych. To jedno z najlepszych miejsc do obserwacji tych wielkich morskich ssaków z lądu. Rozmieszczone na brzegu tablice informują, z których punktów podpatrywać wynurzające się z oceanicznych fal zwierzęta.

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

W Hermanus przybycie wielorybów obwieszcza tzw. Whale Crier


Uprzejmy kelner po przyniesieniu następnej kolejki podjął z nami rozmowę. Dowiedzieliśmy się od niego, że miejscowość, w której się znajdujemy, pierwotnie nosiła nazwę Hermanuspietersfontein. Pokrótce opisał nam też walory turystyczne miasta i wyjaśnił, że jeśli chcemy zobaczyć wieloryby, powinniśmy pojawić się za miesiąc, bo teraz jest na nie za wcześnie, po czym odszedł. Zanim na dobre się jednak od nas oddalił, całkiem niedaleko w zatoce wystrzeliła potężna fontanna wody. Zaskoczeni, na jakiś czas zamarliśmy. Jeszcze długą chwilę czekaliśmy na kolejny znak obecności olbrzyma, ale na próżno. Nic więcej się już nie wydarzyło. To utwierdziło nas tylko w przekonaniu, że musimy tutaj wrócić...

 

ATLANTYCKA PRZYSTAŃ
Większość wycieczek po RPA rozpoczyna się w Kapsztadzie, bardzo chętnie odwiedzanym ze względu na przepiękne położenie (nad Atlantykiem oraz u podnóża Góry Stołowej) i moc czekających tutaj na turystów atrakcji. Wpływy europejskie łączą się w nim z afrykańskimi, a nowoczesność przeplata z tradycją.
To najstarsze miasto kraju. Od początku swojego istnienia stanowiło ważny punkt na morskich szlakach handlowych i komunikacyjnych. Właśnie w tym miejscu osiedlili się w 1652 r. pierwsi holenderscy kolonizatorzy, aby założyć port dla okrętów płynących do Azji. Dziś ślady bogatej, wielokulturowej historii odkryjemy pośród współczesnej kapsztadzkiej zabudowy. Specyficzny charakter Long Street, czyli ulicy Długiej, w dzielnicy City Bowl tworzą stare domy z ażurowymi i zdobionymi balkonami, restauracje, zaciszne bary, kluby, księgarnie czy łaźnie. Dużą popularnością wśród turystów cieszy się także Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) z targowiskami i straganami oraz luksusową mariną nad Zatoką Stołową (Table Bay). Podczas spaceru po jego eleganckich deptakach amatorzy zakupów na pewno wyszukają coś dla siebie w tutejszych sklepach, butikach i wszelkiej maści drogeriach, oferujących zarówno produkty znanych światowych firm, jak i afrykańskie rękodzieło. Po zwiedzaniu tego historycznego centrum Kapsztadu najlepiej nabrać sił w jednej z licznych lokalnych restauracji lub którymś z barów z przekąskami i piwem. W wielu z nich uprzyjemnimy sobie posiłek kojącym widokiem na port.
Miłośnicy przyrody powinni udać się do południowej części pobliskiego miasteczka Simonstad (Simon’s Town). Tu, na Plaży Głazów (Boulders Beach), zbierają się stada pingwinów przylądkowych. Na południe od Kapsztadu, wzdłuż brzegu oceanu, ciągnie się spektakularna droga zwana Chapman’s Peak Drive. Wiedzie ona przez zapierające dech w piersiach surowe krajobrazy – poszarpane klify, zatoki i formacje skalne w różnych odcieniach.  

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

Kapsztadzkie oceanarium Two Oceans Aquarium przy Portswood Square


W kapsztadzkiej metropolii warto zostać dzień dłużej, aby zdążyć odwiedzić oceanarium (Two Oceans Aquarium), obserwatorium astronomiczne czy zobaczyć zabytkowe budynki w dzielnicy Constantia i poczuć klimat dawnych lat. Komu nie wystarczają piesze wycieczki, może poszybować w powietrzu – działa tutaj ośrodek paralotniarski, bądź zejść pod wodę – na wybrzeżu odbywają się szkolenia dla płetwonurków, a na atlantyckim dnie czekają wraki statków.

 

GIGANTYCZNY STÓŁ
Jednak bezsprzecznie najważniejszy symbol miasta, swoisty jego wyróżnik, stanowi słynna Góra Stołowa. Wznosi się ona na wysokość 1086 m n.p.m., należy do najstarszych na świecie i jest widoczna od strony oceanu już z odległości 200 km. Pod wpływem działania lodowca jej szczyt stał się zupełnie płaski i obecnie posiada powierzchnię 3 km2. Trudno zatem o adekwatniejszą dla niej nazwę. Masyw znajduje się w granicach terenu chronionego, zwanego od maja 1998 r. Parkiem Narodowym Góry Stołowej (Table Mountain National Park). Na wierzchołek dostaniemy się jednym z oznakowanych szlaków pieszych lub wygodną i nowoczesną kolejką linową (Table Mountain Aerial Cableway). Po szczycie wygodnie spaceruje się specjalnie przygotowanymi ścieżkami, a rozpościerająca się stąd panorama wybrzeża i Kapsztadu nie ma sobie równych.
Komu będzie mało obcowania z przyrodą, niech uda się do leżącego niedaleko Narodowego Ogrodu Botanicznego Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden). Szczyci się on bogatym zbiorem różnych gatunków południowoafrykańskiej flory.

 

WŚRÓD KRZEWÓW WINOROŚLI
Kiedy nasycicie już oczy wspaniałymi krajobrazami, zafundujcie sobie także coś dla ciała. Podczas wizyty w RPA koniecznie spróbować trzeba lokalnych win i odwiedzić którąś z licznych winiarni. Większość z nich przygotowuje się odpowiednio na przybycie gości: posiada specjalny program wizyt, sale degustacyjne, a nawet znakomite restauracje czy pokoje gościnne. Za winiarską stolicę RPA nie bez powodu uchodzi Stellenbosch. Znajdziemy tutaj mnóstwo winiarni – zarówno tych wyrafinowanych i modernistycznych, jak i bardziej tradycyjnych, usytuowanych w budynkach w kolonialnym stylu.
Kto szuka porad i rekomendacji, powinien skorzystać z aktualizowanego co roku przewodnika Platter’s South African Wine Guide. Można też po prostu wybrać szczegółowo opracowane winiarskie trasy (Stellenbosch Wine Routes). Wrażeń estetycznych (malowniczo położone winnice) i smakowych (szeroka gama gatunków win) na pewno nam nie zabraknie. Sami wytwórcy i właściciele starają się urozmaicać odwiedziny i oferują m.in. prezentacje procesu produkcji szlachetnego trunku lub degustacje z czekoladą albo lokalnymi serami.
Miejscowego wina spróbujemy również podczas pikników połączonych z grillowaniem, zwanym tu braai. Tego typu spotkania są dla Południowoafrykańczyków popularnym sposobem spędzania wolnego czasu i dość ważną formą życia rodzinnego i towarzyskiego. Otrzymanie zaproszenia na to wydarzenie potraktujmy więc jako wyróżnienie oraz szansę nawiązania nowych znajomości i poznania zwyczajów mieszkańców RPA.

FOT. MEDIA CLUB SOUTH AFRICA

Winnice w okolicy miasta Stellenbosch


Poszukiwaczom nowych smaków przypadnie do gustu także południowoafrykańska kuchnia. Da się w niej wyczuć wyraziste wpływy holenderskie, portugalskie, brytyjskie, francuskie czy niemieckie. Nie bez znaczenia dla sfery kulinarnej pozostaje też fakt, że kompanie kolonialne zatrudniały robotników malezyjskich, bengalskich czy hinduskich. Dzisiaj mieszankę elementów tych wszystkich kultur najpełniej prezentują w swoim menu restauracje, knajpki i bary miejscowości Franschhoek (ok. 75 km na wschód od Kapsztadu).

 

KRÓLESTWO ZWIERZĄT
Na północnym wschodzie kraju, wzdłuż granicy z Zimbabwe i Mozambikiem, leży powstały oficjalnie w maju 1926 r. park narodowy, który nosi imię prezydenta historycznej Republiki Południowoafrykańskiej (Transwalu) Paula Krugera (1825–1904). Został utworzony, aby ochronić miejscową przyrodę przed dewastacją, a zwierzęta przed kłusownikami. Dzięki tej inicjatywie region zachował swój unikalny charakter. Pośród figowców, drzew koralowych, baobabów i na trawiastych sawannach żyją tutaj hipopotamy, zebry, żyrafy, antylopy czy różne gatunki małp. Uczestnicy safari przy odrobinie szczęścia mogą spotkać słynną Wielką Piątkę Afryki, czyli lwa, słonia, nosorożca czarnego, lamparta i bawoła afrykańskiego.  
Terytorium Parku Narodowego Krugera tworzy pas o szerokości ok. 65 km i długości 360 km, poprzecinany kanionami i dużym rzekami. Ten rozległy obszar podzielono na kilkanaście stref zróżnicowanych klimatycznie oraz pod względem flory i fauny. Dla odwiedzających wyznaczono specjalne trasy, np. panoramiczną dla wielbicieli pięknych widoków i zapalonych fotografów (jej atrakcją jest potężny Kanion Rzeki Radości – Blyde River Canyon, drugi co do wielkości w Afryce). Przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności teren wolno zwiedzać samodzielnie samochodem, jednak tutejsze biura podróży i agencje turystyczne oferują świetnie zorganizowane wycieczki z przewodnikiem sprawdzonymi i zabezpieczonymi autami, a także trwające kilka dni, fascynujące piesze safari.

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

Spektakularny Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon)


Również parkowa infrastruktura robi duże wrażenie. Do dyspozycji turystów oddano miejsca piknikowe, punkty widokowe czy ponad 20 komfortowych kempingów. Ci odważniejsi i lubiący bliski kontakt z naturą wybierają zazwyczaj nocowanie pod namiotem, natomiast przyzwyczajeni do wygód kwaterują się w luksusowych lodżach. Park Narodowy Krugera stanowi prawdziwą chlubę kraju i jedną z  jego największych atrakcji. Nie powinniście go więc pominąć w swoich planach zwiedzania RPA.

Artykuły wybrane losowo

Finlandia w blasku zorzy polarnej

snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.

Więcej…

Fotoekspedycje – z miłości do podróży i fotografowania

WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

Więcej…

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.