ALINA WOŹNIAK

 

<< Ogromne bogactwo tropikalnej przyrody, ziół i przypraw, bezcenne pamiątki przeszłości, kamienie szlachetne i wyśmienita herbata – wszystko to znajdziemy na niewielkiej wyspie, która niczym łza opada z Półwyspu Indyjskiego. A powitają nas na niej ludzie, którym spokoju ducha może pozazdrościć każdy Europejczyk. >>

  FOT. SRI LANKA TOURISM

Mimo iż położona na wyspie Cejlon Sri Lanka ma zaledwie ok. 65,6 tys. km2, to jest ogromnie zróżnicowana, pulsuje kolorami, a krajobrazy zmieniają się tu jak w kalejdoskopie: od wiecznie zielonych lasów po góry wysokie jak Tatry, suche równiny, malownicze rzeki i wodospady, laguny, plantacje herbaty i tropikalnych owoców oraz skąpane w słońcu, długie i piaszczyste plaże z rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. To prawdziwie rajski zakątek dla spragnionych błogiego leniuchowania, kontaktu z dziewiczą naturą i wspaniałymi zabytkami. Aż 8 tutejszych obiektów znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – starożytne miasta Polonnaruwa, Sigiriya, Anuradhapura i Kandy, Rezerwat Leśny Sinharaja, Stare Miasto Galle i jego fortyfikacje, buddyjska Złota Świątynia Dambulla i Płaskowyż Centralny.

 

Przepiękne budowle i cudowne pejzaże zachwycały już średniowiecznych arabskich kupców. Nazwali oni ten ląd „krainą szczęśliwych niespodzianek”. Średniowieczny podróżnik Marco Polo mówił o nim, że jest to „rajska wyspa”, a amerykański pisarz Mark Twain pisał o „pięknej i wspaniale tropikalnej wyspie”. Mahatma Gandhi dodawał: „ma piękno niedoścignione na całej kuli ziemskiej”. Przewodniki turystyczne określają ją mianem „Perły Oceanu Indyjskiego”. Poza tym jedna z legend głosi, że po wygnaniu z raju Adam i Ewa znaleźli schronienie właśnie na Cejlonie. Nic więc w tym dziwnego, że tradycyjne miejscowe pozdrowienie ayubowan znaczy „żyj długo i szczęśliwie”.

                Sri Lanka szczyci się 1340-kilometrowym malowniczym wybrzeżem, które tworzą w większości dziewicze tropikalne plaże. Poza tym na jej terenie znajduje się 15 parków narodowych – wspaniałych sanktuariów dzikiej przyrody. Można tu też podziwiać aż 350 wodospadów, na czele z najwyższym z nich – 263-metrowym Bambarakanda.   

 

Tea time

W drugiej połowie XIX w., gdy plantatorzy kawy na Cejlonie liczyli straty po rozprzestrzenieniu się pasożytniczego grzyba, z pomocą przyszedł im szkocki podróżnik i badacz James Taylor. Miał już za sobą eksperymenty z nasionami herbaty, które przyjęły się znakomicie na jego poletku. Liście herbaciane suszył w glinianym piecu i odkrył to, co do dziś stanowi o wyjątkowej jakości naparu: najcenniejsze są 2–3 górne listki i pączek. Pierwszą plantację założył w posiadłości Loolecondera w Kandy w 1867 r., a 5 lat później stworzył tu fabrykę herbaty.

                Wkrótce rozpoczął się herbaciany boom. Magazyny kawy zamieniano na suszarnie liści, powstawały fabryki, sprowadzano maszyny z Anglii i robotników z południowych Indii (Tamilowie do dziś stanowią większość siły roboczej na plantacjach). Przedsiębiorczy sir Thomas Lipton zakupił ogromne połacie upraw krzewów herbacianych, z których eksportował towar do sieci własnych sklepów, aby móc sprzedawać go bez pośredników. Dzięki temu napój ten zyskał w Anglii niezwykłą popularność, a cejlońska herbata stała się „zielonym złotem” i najbardziej rozpoznawalnym symbolem wyspy (pozostała nim nawet po 1972 r., gdy wprowadzono nową nazwę kraju: Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki). 

Dziś jej historię oraz proces powstawania można poznać w licznych fabrykach. Niektóre z nich pamiętają jeszcze czasy wiktoriańskie, a ich metody sortowania, suszenia, mielenia nie zmieniły się wiele. Praca wre tu na pełnych obrotach, panuje niemiłosierny hałas i czuć intensywny, zniewalający wręcz zapach fermentujących liści. Nic więc dziwnego, że goście po wyjściu z hali produkcyjnej łapią zachłannie świeże powietrze. Gdy w końcu zasiadają na werandach, popijając herbatę, z rozrzewnieniem obserwują tamilskie kobiety. Te, podobnie jak sto lat temu, zbierają ręcznie młode listki do worków wiszących na plecach.

Na Sri Lance wyróżnia się 6 głównych rejonów herbacianych – Nuwara Eliya, Dimbula, Kandy Uda Pussellawa, prowincje Uva i Południowa. Kraj ten jest czwartym największym światowym producentem „zielonego złota” (po Chinach, Indiach i Kenii). Najpiękniejszy region herbaciany rozciąga się wokół miasteczka Nuwara Eliya, zwanego „Małą Anglią” ze względu na mgły unoszące się nad zielonymi wzgórzami (1868 m n.p.m.), mżawki, chłodniejszy klimat, a także hotele urządzone w dawnych rezydencjach brytyjskich plantatorów. Można tu zagrać w golfa, wypić szkocką whisky w angielskim ogrodzie, wypalić cygaro przy hotelowym kominku i zjeść kolację na XIX-wiecznej angielskiej porcelanie.

Interesujące Muzeum Cejlońskiej Herbaty (Ceylon Tea Museum) znajduje się w fabryce Hantane, ok. 3 km od Kandy. Po jego zwiedzeniu warto także wybrać się do pobliskich wspaniałych Królewskich Ogrodów Botanicznych w mieście Peradeniya. Miejsce to słynie z niezmiernie bogatej kolekcji orchidei (ponad 300 odmian!), przypraw, roślin leczniczych i drzew palmowych.   

WYSPA KAMIENI

W okolicach miasta Ratnapura wydobywa się szafiry, rubiny, topazy, granaty, ametysty i inne kamienie szlachetne. Kupowali je Persowie i Grecy, ponoć król Salomon sprowadzał je stąd dla oczarowania królowej Saby, lubowali się w nich monarchowie brytyjscy. Ostatnio nastąpił powrót mody na cejlońską biżuterię za sprawą pierścionka zaręczynowego z szafirem Kate Middleton, dziś księżnej Cambridge, żony brytyjskiego księcia Williama. Turyści odwiedzają na Cejlonie szlifiernie, muzeum, oglądają film o sposobach wydobywania kamieni, słuchają wykładu, podziwiają najnowsze kolekcje i negocjują ceny przy zakupach.

Sami mieszkańcy Sri Lanki też lubią złoto i kamienie szlachetne. Traktują je poważniej niż lokaty bankowe. Kobiety wnoszą je w posagu, a mężczyźni używają jako amuletów. W gabinetach masażu stosuje się rubin i szafir, które mają ponoć właściwości uzdrawiające.

Do jubilerskich trendów nawiązał luksusowy hotel The Fortress Resort & SPA w Koggali koło zabytkowego miasta Galle leżącego na południowo-zachodnim wybrzeżu Sri Lanki. W jego winiarni Wine, w której piwnicy znajduje się ponad 2 tys. rodzajów win, można zamówić torcik owocowy z likierem, czekoladową rzeźbą rybaka na palu i 80-karatowym akwamarynem (raczej nie do zjedzenia) za 14,5 tys. dolarów! To jeden z najdroższych deserów świata. 

 

Rajska przyroda

W pobliżu uroczego Nuwara Eliya znajduje się kolejna przyrodnicza atrakcja wyspy: smagana wiatrem i spowita magiczną mgłą Równina Hortona z malowniczym krajobrazem rozpościerającym się z „Końca Świata”. Tak brzmi nazwa spektakularnej krawędzi płaskowyżu zakończonej stromym urwiskiem, głębokim prawie na kilometr. Po przeciwnej stronie równiny wznosi się majestatyczny Sri Pada (2243 m n.p.m.), zwany Szczytem Adama, bo zgodnie z lokalnymi wierzeniami miał tu zostawić swój ślad pierwszy człowiek stworzony przez Boga. Niektórzy twierdzą jednak, że to odbicie stopy św. Tomasza Apostoła. Według hinduistów natomiast swoją obecność zaznaczył w tym miejscu bóg Śiwa. Dla odmiany buddyści uważają, że był to sam Budda… Niezależnie od tego, jaka jest prawda, warto wejść na stromy, schodkowy szlak wiodący na szczyt góry, aby obserwować stamtąd wschód słońca. Niemal metafizyczne doznania gwarantowane!

            Wyjątkowych wrażeń dostarczają też widoki zielonych dolin z tarasami ryżowymi, nad którymi pochylają się palmy kokosowe. Sąsiadują one z plantacjami bananowców, ananasów, mango, granatów, rambutanów, cynamonu, goździków, kardamonu, gałki muszkatołowej, kolendry, trawy cytrynowej i wielu innych. Na wyspie rośnie 500 gatunków ziół leczniczych i 100 rodzajów przypraw. Kto chce uciec, gdzie pieprz rośnie, niechaj wybierze się do któregoś z ogrodów. Oprowadzi nas po nich przewodnik, który pokaże rośliny, objaśni, jak się je uprawia i do czego służą. W ofercie znajduje się także masaż w cieniu rozłożystych drzew. Na koniec możemy zaopatrzyć się w przyprawy i produkty wykonane na ich bazie: kosmetyki, olejki, płyny antybakteryjne i odstraszające insekty, a nawet tutejszy odpowiednik viagry.           

BAJECZNE HOTELE

Sri Lanka pełna jest niebanalnych hoteli, nawiązujących swym stylem do lokalnych tradycji architektonicznych. Na ich terenie znajdziemy gustowne domki z drewnianymi werandami otoczone tropikalną roślinnością, prysznice pod gołym niebem, rozległe przestrzenie, połączone dziedzińce, naturalne wyroby wykonane przez lokalnych artystów, zgaszone barwy, drewno, marmur, batik, piękne ogrody. Wiele hoteli mieści się w starych posiadłościach kolonialnych, np. Jetwing St. Andrew’s w Nuwara Eliya to XIX-wieczna rezydencja położona pośród wzgórz herbacianych, wyposażona w drewniane sufity, antyczne meble, stare grafiki i fotografie, drewniane łoża z baldachimami. W ogrodzie palmowym nad oceanem leży Mount Lavinia Hotel (niedaleko Kolombo), którego najstarsza część to niegdysiejsza willa brytyjskiego gubernatora Cejlonu sir Thomasa Maitlanda. Wypoczywali tu król belgijski Leopold II, Kirk Douglas, Gregory Peck, a dziś przyjeżdżają gwiazdy Bollywood.  

                Za jeden z najpiękniejszych hoteli butikowych na Sri Lance uchodzi The Fortress Resort & SPA położony jedynie kilka minut drogi od historycznego miasta Galle, którego zabytkowy zespół architektoniczny wraz z fortyfikacjami został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten ekskluzywny obiekt leży nad białą, piaszczystą plażą Koggala, oblewaną ciepłymi wodami Oceanu Indyjskiego. Na gości czekają tu 53 luksusowe pokoje, w większości z nich można wypoczywać w prywatnym jacuzzi. The Fortress Resort & SPA oferuje doskonały relaks w SPA Naturel – nowoczesnym centrum, które słynie m.in. z tradycyjnych terapii ajurwedycznych mających dobroczynny wpływ na nasze ciało i duszę oraz pawilonu jogi. Zapomnieć o bożym świecie można tutaj również w uroczo położonym 52-metrowym basenie, czynnym przez całą dobę.      

Wyjątkowo ciekawe są hotele zaprojektowane przez jednego z najlepszych azjatyckich architektów – Geoffreya Bawę (1919–2003). Ten lankijski artysta, miłośnik natury i tradycji, inspirację czerpał z przyrody i lokalnych zwyczajów budowlanych. Do ikon jego stylu należą: luksusowy Heritance Kandalama (niedaleko Dambulli), cudownie wkomponowany w bujną roślinność, oparty na kolumnach, niemal zawieszony na skałach, oraz Jetwing Lighthouse,otoczony palmowym ogrodem,stojący na wzniesieniu przy plaży niedaleko Galle. Projekty Bawy charakteryzują się połączeniem minimalizmu z wytwornością wzornictwa kolonialnego, harmonijnym wtopieniem w przyrodę, dużymi przestrzeniami i ekologicznymi rozwiązaniami.

W większości hoteli lankijskich panuje kameralna atmosfera, w ich ofercie nie znajdziemy typowych rozrywek (poza występami folklorystycznymi), animacji, głośnej muzyki. Rekompensuje to błoga cisza, autentyczny kontakt z naturą i możliwość korzystania z dobroczynnych zabiegów ajurwedyjskich. 

 

Królestwo słoni

Spośród licznych terenów chronionych na Cejlonie warto wybrać się np. do Parku Narodowego Yala (Yala National Park), w którym żyją na wolności m.in. lamparty, słonie, krokodyle, dzikie świnie, antylopy, bawoły, małpy, olbrzymie wiewiórki, 215 gatunków ptaków i mnóstwo kolorowych motyli. U wejścia do niego stoi pomnik ofiar tsunami, ufundowany przez rząd japoński. Pamiętnego ranka 26 grudnia 2004 r. pogoda była cudowna, panowała tajemnicza cisza, którą przerwał ryk słoni i niepokojący świergot tysięcy ptaków. Pędzące przed siebie stada zapowiadały coś niecodziennego. Jeden z przewodników intuicyjnie podążył za nimi z turystami. Inna grupa, nie zważając na ostrzeżenia, pojechała w odwrotnym kierunku, do restauracji nad brzegiem Oceanu Indyjskiego. Ogromne fale wdarły się 3 km w głąb parku. Zginęło ok. 250 osób (w większości japońskich turystów), kempingi zostały zrównane z ziemią. Uratowali się ci, którzy zaufali instynktowi zwierząt. Wyczuły one nadchodzącą katastrofę i w porę schroniły się w głębi wyspy. Dziś Yala to znów najczęściej odwiedzany rezerwat dzikiej przyrody na Cejlonie, pełen bogactwa fauny i flory, ulubiony cel wypraw safari.

Królami zwierząt na Sri Lance są niewątpliwie słonie. Obdarza się je wielkim szacunkiem, co widać choćby podczas kolorowych świąt religijnych, kiedy barwnie przystrojone paradują na czele procesji. Jednocześnie słonie wykorzystuje się przy pracach polowych, transporcie drewna z dżungli, a także do przewożenia turystów. Mieszkańcy wyspy troszczą się jednak o te wielkie ssaki w wyjątkowy sposób. W miejscowości Pinnawala (Pinnawela) działa rządowy przytułek Pinnawala Elephant Orphanage, do którego trafiają osobniki chore, osierocone lub okaleczone. Obecnie stado liczy prawie 80 sztuk w różnym wieku – od sędziwych 70-latków po maluchy, które (ku uciesze turystów) karmione są mlekiem z butelki. Wspaniałe widowisko stanowi kąpiel grupy słoni w rzece. Podczas niej trąbią, wachlują się uszami i oblewają nawzajem strumieniami wody. Cały ten spektakl rozgrywa się na tle niebieskiego nieba i zielonych, malowniczych wzgórz. To świetna okazja do zrobienia doskonałych zdjęć.

 

Okruchy historii

Najważniejsze ślady bogatej historii Sri Lanki znajdują się w tzw. Trójkącie Kulturowym, między trzema dawnymi stolicami syngaleskimi. Najstarszą z nich jest Anuradhapura, po której pozostały imponujące ruiny pałaców (w tym 1600 kolumn Pałacu Spiżowego), parków królewskich, świątyń i starożytnych zbiorników na deszczówkę. Stanowi ona nie tylko ważny ośrodek archeologiczny, lecz także cel pielgrzymek ze względu na położone tu sanktuarium ze świętym drzewem Jaya Siri (Sri) Maha Bodhi – Bo (najstarsze na świecie, liczące sobie ponad 2260 lat). Według tradycji wyrosło ono ze szczepu figowca pagodowego, pod którym Siddhartha Gautama osiągnął stan oświecenia, aby od tej pory być nazywanym Buddą. 

                                                                                                                 FOT. SRI LANKA TOURISM

Późniejsza stolica Syngalezów Polonnaruwa była metropolią z cytadelą, okazałym pałacem i Vatadage, czyli Okrągłą Świątynią, z rzeźbionymi tarasami. Zadziwia w niej nowoczesny jak na tamte czasy system wodny: baseny, łaźnie, sztuczne jezioro i kanały, nawadniające pobliskie pola. Zdumienie budzą też ogromne posągi Buddy wykute w granitowej skale.

Nieopodal, w mieście Dambulla, odkryjemy kompleks wspaniałych jaskiniowych świątyń z figurami twórcy buddyjskiej religii i malowidłami przedstawiającymi historię buddyzmu, z których najstarsze mają prawie 2 tys. lat. Ze szczytu skały roztacza się panorama na górzystą okolicę. Przez cały czas towarzyszą nam żyjące tu makaki, które z zaciekawieniem spoglądają na turystów. 

Trzecia i ostatnia stolica państwa syngaleskiego to Kandy, położona malowniczo pośród gór i ogrodów nad brzegiem jeziora. Dziś jest centrum kulturalnym i religijnym kraju, świętym miejscem buddystów z całego świata. To tutaj znajduje się świątynia z niezmiernie ważną dla nich relikwią (zębem Buddy, ukrytym w kilku złotych szkatułkach za ozdobnymi zasłonami), zwana Sri Dalada Maligawa (Świątynią Zęba).   

Zdumiewającą pamiątką przeszłości są otoczone dżunglą ruiny pałacu obronnego,  wzniesionego w V w. przez króla Kassapę I na 200-metrowej „Lwiej Skale” (Sigiriya). Jej nazwa pochodzi od olbrzymich lwich łap wyrzeźbionych u wejścia do twierdzy. Na szczyt wiodą żelazne schodki. W połowie drogi zobaczymy skalne freski przedstawiające powabne i zmysłowe kobiety z haremu królewskiego. Spośród 500 malowideł zachowało się do dziś kilkanaście, których nie zniszczył ani czas (1500 lat!), ani wilgoć, ani wysoka temperatura. Półnagie damy o smukłych taliach, z kwiatami we włosach i klejnotami na szyi, wyłaniają się jak nimfy z obłoków. I znów, jak zresztą często podczas wizyty na Cejlonie, mamy nieodparte wrażenie, że naprawdę blisko stąd do raju…

  FOT. SRI LANKA TOURISM

AJURWEDA

Ta dziedzina medycyny naturalnej narodziła się na południu Indii 5000 lat temu i szybko przedostała się na Cejlon. Do dziś stosowana jest na wyspie w niemal niezmienionej postaci. Terapie dobiera lekarz (masaże udrażniające kanały energetyczne, kąpiele, napary, okłady, łaźnie parowe, diety, gimnastykę, jogę i inne). Na Sri Lance działają przychodnie, szpitale i kliniki ajurwedyjskie, a także profesjonalne ośrodki w hotelach, jak choćby wielokrotnie nagradzany Jetwing Ayurveda Pavilions w Negombo. Zabiegi przeprowadza się w jego ogrodach i centrum terapeutycznym, goście uczą się tutaj zdrowego gotowania, słuchają wykładów, wypoczywają. Na wyspie znajdują się 22 hotele ajurwedyjskie, pozostałe ośrodki wyposażone są w gabinety Ajurwedy, salony SPA & Wellness.      

 

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Zanurz się w kulturze na pograniczu Węgier i Austrii

Noémi Petneki

 

Po obu stronach granicy austriacko-węgierskiej i wzdłuż brzegów jeziora Nezyderskiego rozciąga się ten sam region. Dzisiejszy Burgenland (po węgiersku Őrvidék), najbardziej wysunięty na wschód i najmłodszy kraj związkowy Austrii, od XII w. był częścią historycznego Królestwa Węgier, które od XVI stulecia (po bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.) dostało się pod panowanie Habsburgów i Cesarstwa Austriackiego. Dziś, po obaleniu żelaznej kurtyny i wstąpieniu Węgier do Unii Europejskiej w 2004 r., znów (jak za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej) praktycznie nie zauważamy, kiedy przejeżdżamy tutaj przez granicę. Węgrzy (nasi bratankowie) i Austriacy nazywają siebie szwagrami – w ten sposób wszyscy jesteśmy ze sobą trochę spowinowaceni…

Więcej…

Słodkie życie w Kalabrii

MARZENA PAWŁOWICZ

 

Jeśli zdecydujemy się na podróż na słoneczny południowy kraniec Włoch, będziemy czuć się na miejscu jak prawdziwi odkrywcy. W Kalabrii można delektować się pełnym relaksem nad ciepłym Morzem Tyrreńskim, odpoczynkiem na pięknych plażach, uprawianiem sportów wodnych, bogatą przyrodą, wspaniałymi zabytkami, przepyszną kuchnią i słynnym, przyjemnym dolce vita, czyli „słodkim życiem”.

Więcej…

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018