PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Podróż zachodnim wybrzeżem Indii to wyprawa przez usiane pałacami pustynie Radżastanu i rajskie plaże Goa, dawnej kolonii portugalskiej, aż po pełną przypraw i dzikiej przyrody Keralę – ojczyznę ajurwedy, prastarej medycyny hinduskiej.

 

Hanwant Singh (1923–1952), maharadża Dźodhpuru (Jodhpuru), wyciągnął pistolet kalibru 22 i wymierzył w indyjskiego urzędnika. – Odmawiam przyjęcia twojego dyktatu! – młody, rozpuszczony, gnuśny i obrzydliwie bogaty władca, którego ulubioną rozrywką były gra w polo, polowania na stepówki i sztuczki magiczne, właśnie zdał sobie sprawę, że oddał władzę nad swoim królestwem. W 1947 r. Singh podpisał akces pustynnego Dźodhpuru do Unii Indyjskiej (przekształconej w 1950 r. w obecną Republikę Indii) – w ten sposób jego ziemie stały się częścią dzisiejszego stanu Radżastan. Co prawda maharadża mógł zachować swój bajeczny majątek, jeździć limuzynami o czerwonych, królewskich tablicach rejestracyjnych, ale upokarzający sposób zawarcia traktatu obudził w nim ducha przodków – wojowniczych i dumnych Radźputów.

 

Już mniej więcej dwa i pół tysiąca lat przed Chrystusem ludzie osiedlali się na terenie obecnego Radżastanu. Przez stulecia toczono tu wojny, kolejne fale najeźdźców z północy przelewały się przez przełęcz Chajber (Khyber), łączącą dzisiaj Afganistan i Pakistan, aby zawładnąć tą krainą. Wśród nich byli starożytni władcy potężnego miasta Harappa (ok. 2600–1500 r. p.n.e.), Ariowie (Indo-Irańczycy) władający sanskrytem (1500 r. p.n.e.) oraz buddyjscy Maurjowie (322–185 r. p.n.e.), muzułmanie (1192 r.) i Wielcy Mogołowie (1526 r.). Wcześniej do granicy Radżastanu dotarł nawet Aleksander Wielki (326 r. p.n.e.), ale w wyniku buntu jego wycieńczonej armii został zmuszony do odwrotu. Nic więc dziwnego, że na tych ziemiach ok. V–VI w. n.e. pojawiły się rody wojowników o surowym kodeksie honorowym. Co prawda Radźputowie wywodzili się z niższych klas, aby awansować społecznie do kszatrijów – stanu (warny) wojowników, musieli stworzyć własną mitologię. Głosili zatem wszem i wobec, że są potomkami bogów słońca, księżyca lub narodzili się w ogniu, na świętej górze Abu (1722 m n.p.m.). Te trzy grupy (vanshas) podzieliły się jeszcze na kolejne trzydzieści sześć klanów (kulas).        

 

Kraina Królów

Konkurujące klany rozdzieliły też między siebie Radżastan – szybko rosły potężne mury zamków Dźajpuru (Jaipuru), Dźodhpuru, Amberu, Adźmeru (Ajmeru), Dźajsalmeru (Jaisalmeru) i Udajpuru, a każdy był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Wokół nich powstawały miasta, w których ściany domów miały kolor górujących nad okolicą twierdz i pałaców. I tak Dźajpur stał się różowym miastem, Dźodhpur – błękitnym, zbudowany z piaskowca Dźajsalmer na pustyni Thar – złotym, a Udajpur – białym.

            Miejscowi architekci czerpali wzorce z kultury hinduskiej, nawet europejskiej, ale przede wszystkim muzułmańskiej. Obok wspaniałych siedzib maharadżów powstawały geometryczne ogrody (char bagh) usiane licznymi fontannami, a w centrach miast haveli – mniejsze, świeckie rezydencje należące do bogatych kupców. Bodaj najsłynniejszym budynkiem Radżastanu jest Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) wzniesiony przez maharadżę Sawai Pratapa Singha (1778–1803). Posiada 953 okna – jego fasada ma przypominać koronę boga Kryszny lub plaster miodu. Został wybudowany w Dźajpurze, różowym mieście, uważanym za jedno z najlepiej zaplanowanych na świecie. Tylko 11 km stąd znajduje się kolejna perełka architektury (tym razem obronnej) – Fort Amber. Składa się z czterech podwórców, licznych korytarzy, galerii i świątyń. Obecnie jest to raczej pałac niż forteca. Zdobienia sal są tak piękne, że Dżahangir (Jahangir), ówczesny władca tej części subkontynentu indyjskiego (imperium Wielkich Mogołów), postanowił wysłać żołnierzy, aby je zniszczyli. Sprytny maharadża nakazał więc otynkować pomieszczenia i posłańcy uznali doniesienia o pięknie pałacu za czcze wymysły, a Amber został uratowany.

 

Pałac na Kołach

Jest jeszcze jeden oryginalny pałac Radżastanu, dzięki któremu można wygodnie zwiedzić największe atrakcje tego regionu. Mowa tu o Pałacu na Kołach (ang. Palace on Wheels), czyli luksusowym pociągu wyposażonym w bar i restauracje, wyłożonym dywanami, wyjeżdżającym ze stacji Safdarjung w Nowym Delhi – indyjskiej wersji słynnego Orient Expressu. W ciągu tygodnia przejeżdża m.in. przez Dźajpur, Sawai Madhopur i zatrzymuje się w pobliżu Parku Narodowego Ranthambhore, gdzie można wybrać się na tygrysie safari (oczywiście bezkrwawe – fotograficzne). Następnym przystankiem w podróży jest Udajpur (ośrodek artystów zwany „Wenecją Wschodu”) z pałacem Jag Mandir zbudowanym na środku jeziora.

            Piątego dnia pociąg dociera do Dźajsalmeru – XII-wiecznego miasta otoczonego pustynią Thar. Ciekawą rozrywkę stanowi tu przejażdżka wielbłądzią karawaną, którą podróżowali kiedyś miejscowi kupcy. Obecnie co roku odbywa się tutaj Festiwal Pustyni (na przełomie stycznia i lutego). Dla wielbicieli wielbłądów są jeszcze pięciodniowe listopadowe targi tych zwierząt w świętym mieście Puszkar (gdzie obowiązuje zakaz spożywania alkoholu, jedzenia mięsa, a nawet jajek!) oraz międzynarodowy festiwal w wiosce Ladera, ok. 25 km od miasta Bikaner (w styczniu). Warto wybrać się też na święto słoni do Dźajpuru.

            Szósty dzień w Pałacu na Kołach to zwiedzanie Dźodhpuru, słynącego z podniebnych bitew latawców. Sport ten jest niezmiernie popularny na subkontynencie – w Indiach, Pakistanie, Afganistanie, Bangladeszu i Nepalu. Podczas zawodów, które przypadają na różne świąteczne dni (np. w Radżastanie w czasie styczniowego święta zbiorów Makar Sankranti), ich uczestnicy stojący na dachach domów, starają się przeciąć żyłkę latawca przeciwnika. Siódmy dzień podróży upływa w mieście Bharatpur, pobliskim słynnym ptasim sanktuarium – Parku Narodowym Keoladeo, wpisanym w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, oraz w Agrze na zwiedzaniu magicznego Tadź Mahalu (Taj Mahalu), nazywanego „świątynią miłości”, jednego z siedmiu nowych cudów świata (ta ostatnia wielka atrakcja Indii nie leży już w granicach Radżastanu, lecz w stanie Uttar Pradesh).

           

Mała Portugalia

Pierwszym Portugalczykiem, który dotarł w 1498 r. do zachodnich wybrzeży Indii, był wielki żeglarz i odkrywca Vasco da Gama. Portugalia, wówczas morska potęga, rywalizowała z flotą arabską o panowanie nad szlakiem przypraw z Indii do Europy. Wyspa i ujście rzeki Mandovi w okolicy dzisiejszego Panadźi (Panaji, Pangim) i Starego Goa (Old Goa, Velha Goa) przechodziły z rąk do rąk, aż w końcu w 1510 r. Afonso de Albuquerque (1453–1515) zdołał ufortyfikować osadę i utworzyć stałą faktorię handlową. Portugalczyk okazał się świetnym dyplomatą, ponieważ o panowanie nad tymi ziemiami walczyły ze sobą dwa imperia – hinduskie królestwo Widźajanagaru i sułtanat Bidźapuru. Albuquerque obu stronom obiecywał wiele, w szczególności konie, które mogły stanowić przewagę w bitwach.

            Pod koniec wieku przybysze z Portugalii już dobrze zadomowili się na tych terenach i zaczęli budować imponujące kościoły i bazyliki, w tym słynną Bazylikę Dobrego Jezusa (Basílica do Bom Jesus) w Starym Goa. Jednak już w XVII w. przewagę zaczęli zdobywać Brytyjczycy, a Portugalczycy tracili na ich rzecz kolejne ziemie na zachodnim wybrzeżu Indii (m.in. Bombaj). Mimo zagrożenia ze strony wojsk imperium Marathów (państwa indyjskiego istniejącego od 1674 do 1818 r.) z głębi lądu niektóre posiadłości utrzymali jednak aż przez 250 lat.

Portugalską obecność nadal się tu wyczuwa niemal na każdym kroku. Uważa się, że Goa znacznie różni się od reszty Indii – jest wciąż kawałkiem Europy na subkontynencie. Część Goańczyków (ponad 25 proc.) to katolicy (wyznawcy wszystkich religii żyją tutaj w zgodzie), najpopularniejszym sportem pozostaje piłka nożna, a nie krykiet. Dopiero w 1961 r. po zbrojnej akcji pod nazwą „Operacja Vijay” Indie przejęły pełną kontrolę nad Goa.

            Odmienność daje znać o sobie także w miejscowej kuchni, ponieważ oprócz ryb w ostrych sosach curry jada się tu wszystkie rodzaje mięsa, pod przeróżnymi postaciami, np.   chouricos – słynne pikantne goańskie kiełbaski, sorpotel (sarapatel), czyli wieprzowinę, wątróbkę, serce i nerkę w gęstym sosie podlanym miejscowym bardzo specyficznym alkoholem – feni. Charakterystycznym składnikiem wielu potraw jest kokos. Właściwie używa się go do wszystkiego, również w postaci oleju do smażenia, a zwłaszcza do przyrządzania kury lub baraniny xacuti (port. chacuti de frango). Wspomniane wcześniej feni – mocny, przejrzysty alkohol o smaku i zapachu benzyny, robi się właśnie z kokosa. Druga odmiana tego trunku przyrządzana jest z orzechów cashew (nerkowca).  

            Popularność Goa zaczęła się w latach 60. XX w. wraz z najazdem hipisów z Zachodu. Ich szlak wiódł z Europy przez Turcję, Iran, Kabul w Afganistanie, Pakistan, Katmandu w Nepalu, Waranasi w Indiach, a kończył się na plażach Goa. Obecnie hipisów jest mniej, ale miejsce stało się na tyle popularne, że odwiedza je co roku ok. 400 tys. obcokrajowców i aż 2 mln Hindusów. Największe atrakcje stanowią tu zabytkowe kościoły i klasztory Starego Goa, stolica stanu Goa – Panadźi, a także rajskie plaże Calangute, Arambol, Andźuna, Agonda, Mandrem i Palolem. Cały czas powstają nowe hotele i ośrodki wypoczynkowe. Ostatnio na plażach Goa można spotkać wielu Rosjan, wśród których popularnością cieszą się miejscowe nieruchomości.

 

Dziewicza Kerala

Moda na Goa sprawiła, że wielu turystów, zwłaszcza tych stroniących od tłumów, skierowało się dalej na południe – do wiecznie zielonej Kerali. Najbardziej popularne są tutaj plaże Kovalam i Varkala. Słynne kanały, jeziora i laguny ukryte w głębi lądu (tzw. Kerala backwaters), uznawane za jeden z cudów świata, oczarują każdego. Dla turystów przygotowano kettuvallam (houseboats),czyli w pełni wyposażone domy i hotele na wodzie.   

W Kerali rozwinęła się także naturalna medycyna hinduska – ajurweda (ayurveda). Ajus oznacza życie, a veda – wiedzę, mądrość. To najstarszy na świecie system medyczny i filozoficzny, którego historia liczy już ponad pięć tysięcy lat. Ajurweda jest jednocześnie sztuką życia, świadomym dążeniem do pełnej równowagi ciała, umysłu i ducha. Uczy nas, jak odróżniać postępowanie prowadzące do zdrowego i szczęśliwego życia od zachowania, którego wynikiem są rozmaite choroby. Medycyna ajurwedyjska nie zajmuje się pojedynczym organem, lecz traktuje ciało, umysł i duszę człowieka jako całość. Jej istotą jest pełne wyzdrowienie, a nie chwilowa ulga. W ajurwedzie stosuje się szereg zabiegów, żeby oczyścić ciało z toksyn (ama) – od masaży po oleje, zioła, odpowiednie odżywianie się i dietę. 

            Ale Kerala to nie tylko odkrycie współczesnych turystów.Była już znana w starożytności. Zachodnie wybrzeże Indii, a w szczególności miasto Koczin (Kochi) stanowiło ważne centrum handlu przyprawami. Cesarstwo Rzymskie wymieniało tu złoto i wino na niezmiernie cenne pieprz i imbir. Tutaj osiedlali się kupcy żydowscy, syryjscy chrześcijanie i muzułmanie.

            Handel był zawsze motorem napędowym cywilizacji, katalizatorem zmian i wymiany poglądów. W miastach portowych Kerali mieszały się języki, religie, odmienne kultury. Na targach, w portach, magazynach pamiętających starożytność wciąż można poczuć dawną atmosferę. Podobno niewiele się tu zmieniło od tamtego czasu…  


 

Artykuły wybrane losowo

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Pod czeskim niebem

KATARZYNA BYRTEK
<< Ten kraj serdecznych ludzi, gdzie przepyszne piwo leje się strumieniami od południa do późnej nocy, słynie przede wszystkim ze swojej stolicy, nazywanej Miastem Stu Wież i Złotą Pragą, obowiązkowego przystanku w podróży dla turystów przyjeżdżających do niego z całego świata – od Japonii przez Rosję po państwa Ameryki Południowej. Znajdziemy w nim jednak także wiele romantycznych zabytkowych zamków i dobrze zachowanych wiekowych miasteczek czy też idealne tereny do aktywnego wypoczynku. Dlatego warto zostać na czeskiej ziemi tak długo, jak to tylko możliwe. >>

Czechy jako kierunek wyjazdowy są atrakcyjne przez cały rok. Wiosna to najlepszy czas na wizytę w Pradze, gdzie przed sezonem noclegi bywają tańsze, a po moście Karola przechadza się dwa razy mniej przyjezdnych. Latem nie będą się tu nudzić amatorzy turystyki rowerowej, wodnej czy pieszej oraz miłośnicy festiwali muzycznych (np. Colours of Ostrava), teatralnych czy wreszcie historycznych, które organizuje się na licznych zamkach. Na jesieni można wziąć udział w winobraniu w jednym z morawskich miasteczek, a zimą zapakować narty zjazdowe lub popularne tutaj biegówki i wybrać się do górskiego Harrachova czy Pecu pod Śnieżką. Jedno jest pewne – piwo i knedliki z gulaszem smakują u naszych sąsiadów tak samo dobrze przez 365 dni w roku.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na wyjazdy rowerowe w Polsce i Europie

opracował:
JAKUB WASIAK

<< Moda na aktywny wypoczynek nadal ma się świetnie wśród Polaków. Szczególnie niektóre sposoby takiego spędzania wolnego czasu zyskały sobie dużą popularność w naszym kraju. Gdy nadchodzi wiosna, z garażów i piwnic wyciągamy jeden z ulubionych środków transportu na całym świecie – tani w eksploatacji, w pełni ekologiczny i łatwy do przewożenia rower. Nic tak nie poprawia samopoczucia po mroźnej zimie i jednocześnie nie wzmacnia kondycji fizycznej jak wycieczka jednośladem wśród przepięknych polskich i europejskich krajobrazów. >>

Więcej…