PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Podróż zachodnim wybrzeżem Indii to wyprawa przez usiane pałacami pustynie Radżastanu i rajskie plaże Goa, dawnej kolonii portugalskiej, aż po pełną przypraw i dzikiej przyrody Keralę – ojczyznę ajurwedy, prastarej medycyny hinduskiej.

 

Hanwant Singh (1923–1952), maharadża Dźodhpuru (Jodhpuru), wyciągnął pistolet kalibru 22 i wymierzył w indyjskiego urzędnika. – Odmawiam przyjęcia twojego dyktatu! – młody, rozpuszczony, gnuśny i obrzydliwie bogaty władca, którego ulubioną rozrywką były gra w polo, polowania na stepówki i sztuczki magiczne, właśnie zdał sobie sprawę, że oddał władzę nad swoim królestwem. W 1947 r. Singh podpisał akces pustynnego Dźodhpuru do Unii Indyjskiej (przekształconej w 1950 r. w obecną Republikę Indii) – w ten sposób jego ziemie stały się częścią dzisiejszego stanu Radżastan. Co prawda maharadża mógł zachować swój bajeczny majątek, jeździć limuzynami o czerwonych, królewskich tablicach rejestracyjnych, ale upokarzający sposób zawarcia traktatu obudził w nim ducha przodków – wojowniczych i dumnych Radźputów.

 

Już mniej więcej dwa i pół tysiąca lat przed Chrystusem ludzie osiedlali się na terenie obecnego Radżastanu. Przez stulecia toczono tu wojny, kolejne fale najeźdźców z północy przelewały się przez przełęcz Chajber (Khyber), łączącą dzisiaj Afganistan i Pakistan, aby zawładnąć tą krainą. Wśród nich byli starożytni władcy potężnego miasta Harappa (ok. 2600–1500 r. p.n.e.), Ariowie (Indo-Irańczycy) władający sanskrytem (1500 r. p.n.e.) oraz buddyjscy Maurjowie (322–185 r. p.n.e.), muzułmanie (1192 r.) i Wielcy Mogołowie (1526 r.). Wcześniej do granicy Radżastanu dotarł nawet Aleksander Wielki (326 r. p.n.e.), ale w wyniku buntu jego wycieńczonej armii został zmuszony do odwrotu. Nic więc dziwnego, że na tych ziemiach ok. V–VI w. n.e. pojawiły się rody wojowników o surowym kodeksie honorowym. Co prawda Radźputowie wywodzili się z niższych klas, aby awansować społecznie do kszatrijów – stanu (warny) wojowników, musieli stworzyć własną mitologię. Głosili zatem wszem i wobec, że są potomkami bogów słońca, księżyca lub narodzili się w ogniu, na świętej górze Abu (1722 m n.p.m.). Te trzy grupy (vanshas) podzieliły się jeszcze na kolejne trzydzieści sześć klanów (kulas).        

 

Kraina Królów

Konkurujące klany rozdzieliły też między siebie Radżastan – szybko rosły potężne mury zamków Dźajpuru (Jaipuru), Dźodhpuru, Amberu, Adźmeru (Ajmeru), Dźajsalmeru (Jaisalmeru) i Udajpuru, a każdy był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Wokół nich powstawały miasta, w których ściany domów miały kolor górujących nad okolicą twierdz i pałaców. I tak Dźajpur stał się różowym miastem, Dźodhpur – błękitnym, zbudowany z piaskowca Dźajsalmer na pustyni Thar – złotym, a Udajpur – białym.

            Miejscowi architekci czerpali wzorce z kultury hinduskiej, nawet europejskiej, ale przede wszystkim muzułmańskiej. Obok wspaniałych siedzib maharadżów powstawały geometryczne ogrody (char bagh) usiane licznymi fontannami, a w centrach miast haveli – mniejsze, świeckie rezydencje należące do bogatych kupców. Bodaj najsłynniejszym budynkiem Radżastanu jest Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) wzniesiony przez maharadżę Sawai Pratapa Singha (1778–1803). Posiada 953 okna – jego fasada ma przypominać koronę boga Kryszny lub plaster miodu. Został wybudowany w Dźajpurze, różowym mieście, uważanym za jedno z najlepiej zaplanowanych na świecie. Tylko 11 km stąd znajduje się kolejna perełka architektury (tym razem obronnej) – Fort Amber. Składa się z czterech podwórców, licznych korytarzy, galerii i świątyń. Obecnie jest to raczej pałac niż forteca. Zdobienia sal są tak piękne, że Dżahangir (Jahangir), ówczesny władca tej części subkontynentu indyjskiego (imperium Wielkich Mogołów), postanowił wysłać żołnierzy, aby je zniszczyli. Sprytny maharadża nakazał więc otynkować pomieszczenia i posłańcy uznali doniesienia o pięknie pałacu za czcze wymysły, a Amber został uratowany.

 

Pałac na Kołach

Jest jeszcze jeden oryginalny pałac Radżastanu, dzięki któremu można wygodnie zwiedzić największe atrakcje tego regionu. Mowa tu o Pałacu na Kołach (ang. Palace on Wheels), czyli luksusowym pociągu wyposażonym w bar i restauracje, wyłożonym dywanami, wyjeżdżającym ze stacji Safdarjung w Nowym Delhi – indyjskiej wersji słynnego Orient Expressu. W ciągu tygodnia przejeżdża m.in. przez Dźajpur, Sawai Madhopur i zatrzymuje się w pobliżu Parku Narodowego Ranthambhore, gdzie można wybrać się na tygrysie safari (oczywiście bezkrwawe – fotograficzne). Następnym przystankiem w podróży jest Udajpur (ośrodek artystów zwany „Wenecją Wschodu”) z pałacem Jag Mandir zbudowanym na środku jeziora.

            Piątego dnia pociąg dociera do Dźajsalmeru – XII-wiecznego miasta otoczonego pustynią Thar. Ciekawą rozrywkę stanowi tu przejażdżka wielbłądzią karawaną, którą podróżowali kiedyś miejscowi kupcy. Obecnie co roku odbywa się tutaj Festiwal Pustyni (na przełomie stycznia i lutego). Dla wielbicieli wielbłądów są jeszcze pięciodniowe listopadowe targi tych zwierząt w świętym mieście Puszkar (gdzie obowiązuje zakaz spożywania alkoholu, jedzenia mięsa, a nawet jajek!) oraz międzynarodowy festiwal w wiosce Ladera, ok. 25 km od miasta Bikaner (w styczniu). Warto wybrać się też na święto słoni do Dźajpuru.

            Szósty dzień w Pałacu na Kołach to zwiedzanie Dźodhpuru, słynącego z podniebnych bitew latawców. Sport ten jest niezmiernie popularny na subkontynencie – w Indiach, Pakistanie, Afganistanie, Bangladeszu i Nepalu. Podczas zawodów, które przypadają na różne świąteczne dni (np. w Radżastanie w czasie styczniowego święta zbiorów Makar Sankranti), ich uczestnicy stojący na dachach domów, starają się przeciąć żyłkę latawca przeciwnika. Siódmy dzień podróży upływa w mieście Bharatpur, pobliskim słynnym ptasim sanktuarium – Parku Narodowym Keoladeo, wpisanym w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, oraz w Agrze na zwiedzaniu magicznego Tadź Mahalu (Taj Mahalu), nazywanego „świątynią miłości”, jednego z siedmiu nowych cudów świata (ta ostatnia wielka atrakcja Indii nie leży już w granicach Radżastanu, lecz w stanie Uttar Pradesh).

           

Mała Portugalia

Pierwszym Portugalczykiem, który dotarł w 1498 r. do zachodnich wybrzeży Indii, był wielki żeglarz i odkrywca Vasco da Gama. Portugalia, wówczas morska potęga, rywalizowała z flotą arabską o panowanie nad szlakiem przypraw z Indii do Europy. Wyspa i ujście rzeki Mandovi w okolicy dzisiejszego Panadźi (Panaji, Pangim) i Starego Goa (Old Goa, Velha Goa) przechodziły z rąk do rąk, aż w końcu w 1510 r. Afonso de Albuquerque (1453–1515) zdołał ufortyfikować osadę i utworzyć stałą faktorię handlową. Portugalczyk okazał się świetnym dyplomatą, ponieważ o panowanie nad tymi ziemiami walczyły ze sobą dwa imperia – hinduskie królestwo Widźajanagaru i sułtanat Bidźapuru. Albuquerque obu stronom obiecywał wiele, w szczególności konie, które mogły stanowić przewagę w bitwach.

            Pod koniec wieku przybysze z Portugalii już dobrze zadomowili się na tych terenach i zaczęli budować imponujące kościoły i bazyliki, w tym słynną Bazylikę Dobrego Jezusa (Basílica do Bom Jesus) w Starym Goa. Jednak już w XVII w. przewagę zaczęli zdobywać Brytyjczycy, a Portugalczycy tracili na ich rzecz kolejne ziemie na zachodnim wybrzeżu Indii (m.in. Bombaj). Mimo zagrożenia ze strony wojsk imperium Marathów (państwa indyjskiego istniejącego od 1674 do 1818 r.) z głębi lądu niektóre posiadłości utrzymali jednak aż przez 250 lat.

Portugalską obecność nadal się tu wyczuwa niemal na każdym kroku. Uważa się, że Goa znacznie różni się od reszty Indii – jest wciąż kawałkiem Europy na subkontynencie. Część Goańczyków (ponad 25 proc.) to katolicy (wyznawcy wszystkich religii żyją tutaj w zgodzie), najpopularniejszym sportem pozostaje piłka nożna, a nie krykiet. Dopiero w 1961 r. po zbrojnej akcji pod nazwą „Operacja Vijay” Indie przejęły pełną kontrolę nad Goa.

            Odmienność daje znać o sobie także w miejscowej kuchni, ponieważ oprócz ryb w ostrych sosach curry jada się tu wszystkie rodzaje mięsa, pod przeróżnymi postaciami, np.   chouricos – słynne pikantne goańskie kiełbaski, sorpotel (sarapatel), czyli wieprzowinę, wątróbkę, serce i nerkę w gęstym sosie podlanym miejscowym bardzo specyficznym alkoholem – feni. Charakterystycznym składnikiem wielu potraw jest kokos. Właściwie używa się go do wszystkiego, również w postaci oleju do smażenia, a zwłaszcza do przyrządzania kury lub baraniny xacuti (port. chacuti de frango). Wspomniane wcześniej feni – mocny, przejrzysty alkohol o smaku i zapachu benzyny, robi się właśnie z kokosa. Druga odmiana tego trunku przyrządzana jest z orzechów cashew (nerkowca).  

            Popularność Goa zaczęła się w latach 60. XX w. wraz z najazdem hipisów z Zachodu. Ich szlak wiódł z Europy przez Turcję, Iran, Kabul w Afganistanie, Pakistan, Katmandu w Nepalu, Waranasi w Indiach, a kończył się na plażach Goa. Obecnie hipisów jest mniej, ale miejsce stało się na tyle popularne, że odwiedza je co roku ok. 400 tys. obcokrajowców i aż 2 mln Hindusów. Największe atrakcje stanowią tu zabytkowe kościoły i klasztory Starego Goa, stolica stanu Goa – Panadźi, a także rajskie plaże Calangute, Arambol, Andźuna, Agonda, Mandrem i Palolem. Cały czas powstają nowe hotele i ośrodki wypoczynkowe. Ostatnio na plażach Goa można spotkać wielu Rosjan, wśród których popularnością cieszą się miejscowe nieruchomości.

 

Dziewicza Kerala

Moda na Goa sprawiła, że wielu turystów, zwłaszcza tych stroniących od tłumów, skierowało się dalej na południe – do wiecznie zielonej Kerali. Najbardziej popularne są tutaj plaże Kovalam i Varkala. Słynne kanały, jeziora i laguny ukryte w głębi lądu (tzw. Kerala backwaters), uznawane za jeden z cudów świata, oczarują każdego. Dla turystów przygotowano kettuvallam (houseboats),czyli w pełni wyposażone domy i hotele na wodzie.   

W Kerali rozwinęła się także naturalna medycyna hinduska – ajurweda (ayurveda). Ajus oznacza życie, a veda – wiedzę, mądrość. To najstarszy na świecie system medyczny i filozoficzny, którego historia liczy już ponad pięć tysięcy lat. Ajurweda jest jednocześnie sztuką życia, świadomym dążeniem do pełnej równowagi ciała, umysłu i ducha. Uczy nas, jak odróżniać postępowanie prowadzące do zdrowego i szczęśliwego życia od zachowania, którego wynikiem są rozmaite choroby. Medycyna ajurwedyjska nie zajmuje się pojedynczym organem, lecz traktuje ciało, umysł i duszę człowieka jako całość. Jej istotą jest pełne wyzdrowienie, a nie chwilowa ulga. W ajurwedzie stosuje się szereg zabiegów, żeby oczyścić ciało z toksyn (ama) – od masaży po oleje, zioła, odpowiednie odżywianie się i dietę. 

            Ale Kerala to nie tylko odkrycie współczesnych turystów.Była już znana w starożytności. Zachodnie wybrzeże Indii, a w szczególności miasto Koczin (Kochi) stanowiło ważne centrum handlu przyprawami. Cesarstwo Rzymskie wymieniało tu złoto i wino na niezmiernie cenne pieprz i imbir. Tutaj osiedlali się kupcy żydowscy, syryjscy chrześcijanie i muzułmanie.

            Handel był zawsze motorem napędowym cywilizacji, katalizatorem zmian i wymiany poglądów. W miastach portowych Kerali mieszały się języki, religie, odmienne kultury. Na targach, w portach, magazynach pamiętających starożytność wciąż można poczuć dawną atmosferę. Podobno niewiele się tu zmieniło od tamtego czasu…  


 

Artykuły wybrane losowo

13 miesięcy w Etiopii

ALICJA KAFARSKA

 

Melkam Addis Amet!, czyli „Szczęśliwego Nowego Roku!”, te radosne słowa rozbrzmiewają w Etiopii zawsze 11 września (12 w roku przestępnym). Wszystko się zgadza, bowiem przysłowiowego sylwestra Etiopczycy obchodzą niemal w środku naszego roku kalendarzowego. Dzieje się tak dzięki kalendarzowi etiopskiemu (opartemu po części na juliańskim). Dzień 11 albo 12 września jest w nim właśnie początkiem nowego roku. Etiopia to w ogóle dziwny kraj… Używa się tu kalendarza mającego 13 miesięcy – pierwsze 12 liczy po 30 dni, a ostatni, zwany Pagumen, tylko 5 dni (6 w roku przestępnym). Nowy Rok obchodzi się pod koniec pory deszczowej, kiedy niemal wszystko tonie w zieleni. Wita się go ze śpiewem na ustach i wielką radością, tak typową dla mieszkańców tego pięknego kraju. Niespodzianką są jednak nie tylko same miesiące, gdyż kalendarz etiopski (w porównaniu z naszym gregoriańskim) jest młodszy o 7–8 lat. Dlatego też początek milenijnego 2000 r. obchodzony był tutaj we wrześniu 2007 r. Natomiast obecny etiopski 2004 r. rozpoczął się kilka dni temu… Jego nadejście świętowano hucznie 12 września.

Więcej…

Wszystkie cuda Trentino

ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli nie wiesz, jak wygląda raj, jedź do Trentino! – mawiają Włosi. Miłośnikom białego szaleństwa region ten oferuje 800 km nartostrad, a amatorom sportów wodnych – setki jezior i rzek. A wszystko to pośród majestatycznych szczytów Dolomitów, jednych z najpiękniejszych gór świata, wpisanych w 2009 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Każdy narciarz ma swoje ulubione miejsca. Jedni wolą szwajcarskie, austriackie czy słoweńskie kurorty, inni, jak np. sam król nart – Alberto Tomba, Dolomity. Bardzo lubił je także papież Jan Paweł II, też narciarz. Trasy zjazdowe prowadzą tu pośród szczytów, przez zaśnieżone doliny. Warto poczekać do zmierzchu, żeby stać się świadkiem magicznego zjawiska nazywanego po włosku enrosadira, kiedy czerwona, słoneczna poświata oblewa szczyty. Te niesamowite widoki można również podziwiać o świcie. Zachwycał się nimi Johann Wolfgang von Goethe, choć sam nie jeździł na nartach.

Więcej…

W indonezyjskiej krainie rozmaitości

ANNA MARIA KRAJEWSKA

DAWID ZASTROŻNY

 

W różnorodności siła – to narodowe motto Indonezji wyjątkowo trafnie opisuje ten piękny kraj. Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, z czego „jedynie” ok. 6 tys. jest zamieszkałych, 300 grup etnicznych, więcej niż pół tysiąca języków. To największe wyspiarskie państwo świata (mające powierzchnię ponad 1,9 mln km2) przyciąga turystów błękitem swoich wybrzeży, zielenią tropikalnych lasów, doskonałymi miejscami do nurkowania i tajemnicą groźnych wulkanów. Aż trudno w to uwierzyć, że te tysiące wysp u południowo-wschodnich krańców Azji, o zróżnicowanej geografii, historii, przyrodzie i tradycjach, należą do jednego kraju – Republiki Indonezji… Indonezyjczycy są niezwykle otwarci i tolerancyjni, bliska jest im postawa szacunku dla innych, dla różnorodności kulturowej. Nic więc dziwnego, że odwiedzający ich goście z całego świata czują się tutaj naprawdę dobrze i bezpiecznie.

Więcej…