opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   


KAJA CYGANIK

KOORDYNATOR DS. GRUP W BIURZE PODRÓŻY PIAST TRAVEL I SERWISIE WYCIECZKI.CA

Titicaca, najwyżej położone na świecie jezioro żeglowne (3812 m n.p.m.), słynie z pływających wysp Indian Uro. Charakteryzują się oni niezmiernie barwnymi strojami i prostotą życia. Budują chaty i łodzie z trzciny totora. Ich otwartość i spontaniczny uśmiech przyciągają tutaj co roku setki turystów. Dla mnie jednak prawdziwą magię można poczuć na kamiennej, wypalonej słońcem, trzeciej pod względem wielkości wyspie na jeziorze Titicaca – Taquile. Do dziś nie popsuła jej jeszcze cywilizacja. Tu wszystko powstaje dzięki pracy ludzkich rąk, bez pomocy zwierząt wykorzystywanych zwykle w gospodarstwie, jedynym źródłem energii są panele słoneczne, a na niewielki główny plac wiedzie stroma, kręta droga. Taquileños, mieszkańcy wyspy, od lat zajmują się wyrobami rękodzielniczymi z wełny. 

Domeną mężczyzn jest robienie na drutach, a kobiet – tkactwo. Szczególnie interesujące są tradycyjne pasy tkane dla mężów. Ich wzory opowiadają historię rodziny oraz ważne wydarzenia z życia wyspy. Wszystkie wyroby wykonane przez mężczyzn trafiają do wyspiarskiej spółdzielni, a stąd – w ręce spragnionych oryginalnych, etnicznych czapek i rękawiczek turystów. Taquile to chyba jedyne miejsce w Peru, gdzie nie da się nic utargować – sztywno określone ceny stanowią lwią część dochodu lokalnej społeczności. Taquileños stosują zasady kolektywizmu, który oparty jest tutaj na starym inkaskim kodeksie moralnym: nie kradnij, nie kłam, nie bądź leniwy. Od niepamiętnych czasów boją się wody i żadna siła nie zmusi ich do pływania czy łowienia ryb. Do miejscowej restauracji produkty dostarczają rybacy z miasta Puno nad jeziorem Titicaca lub z wysp Indian Uro. Na Taquile istnieje możliwość zatrzymania się na nocleg u którejś z rodzin, co pozwala poznać bliżej życie codzienne Taquileños, smak ich tradycyjnych potraw, zwyczaje, a także... poćwiczyć swój hiszpański. Raz zdarzyło mi się trafić na wyspę podczas majowego festiwalu folklorystycznego – było to niesamowite przeżycie!

 

ANDRZEJ KULKA

WŁAŚCICIEL BIURA EXOTICA TRAVEL

Ameryka Południowa posiada wiele atrakcji zdolnych powalić na kolana nawet najbardziej wytrawnego turystę. Galapagos, Wyspa Wielkanocna, Amazonia, Andy Patagońskie, Rio de Janeiro, wodospady Iguazú i Salto Ángel stanowią spełnienie najskrytszych podróżniczych marzeń…

A jednak to właśnie Peru okazuje się tym magicznym krajem kontynentu, w którym zbiegają się różnorodne wrażenia tworzące potem najpiękniejsze wspomnienia z wojaży. Majestat krajobrazu, dźwięki unikalnej muzyki, widok porywających tańców w wykonaniu nie mających sobie równych grup folklorystycznych, barwne stroje narzucone przez Inków, bezcenne zabytki architektury – zarówno inkaskiej, jak i kolonialnej, najgłębszy kanion świata (Colca), najwyżej położone jezioro żeglowne, wspaniała kuchnia i „piękna, straszna Amazonia” tworzą koktajl zwalający z nóg. Niebosiężne Andy, narkotyczne niemal tony El Cóndor Pasa, Machu Picchu, zabudowa Cusco, gardziel Colca z niewiarygodnymi tarasami, a na okrasę widoki jeziora Titicaca, boski trans ayahuaski oraz śpiew ryb w rzece Ukajali wpisały się na stałe na listę atrakcji każdego obieżyświata.

Miałem sposobność i szczęście podróżować wielokrotnie do krainy Inków w charakterze przewodnika wycieczek, co narzucało potrzebę dogłębnych studiów historii, geografii i przyrody – zarówno kraju, jak i całego regionu, pozwalając jeszcze bardziej cieszyć się każdym wyjazdem do Peru. Dane mi było podglądać baraszkujące delfiny, kiedy pływałem środkiem potężnej Amazonki, łowiłem na wędkę piranie w Ukajali i rekordowe pstrągi w świętych wodach Urubamby, trzymałem w rękach 7-metrową anakondę, zachwycałem się grą światła w Machu Picchu, bywało, że całą noc – zapominając o bożym świecie i obowiązkach nazajutrz – podziwiałem magiczne niebo południowej półkuli, ścigałem wigonie na Altiplano czy też brałem nogi za pas, dostrzegając mocno jadowite węże nad rzeką Marañón. Przepiękne Peru porwało mnie niczym namiętna szamanka już podczas pierwszej wizyty ponad dwadzieścia lat temu. Pozostałem wierny temu uczuciu do dzisiaj.

 

MARTA PODLEŚNA NOWAK

WŁAŚCICIELKA LATINO TOUR

W kraju tak różnorodnym i bogatym pod względem atrakcji turystycznych, trudno o wybór tylko jednego ukochanego miejsca. Nie będę oryginalna, wskazując na inkaskie ruiny Machu Picchu jako największą perłę Peru. Magii trzeba tu jednak poszukać, co nie jest proste wśród tłumu turystów przekrzykujących się we wszystkich językach świata. Ruiny są bardziej przystępne o świcie, kiedy mgła odsłania kamień po kamieniu, a przebijające się przez nią nieśmiało słońce oświetla miasto – majstersztyk architektoniczny Inków. W głowie pojawia się seria pytań. Jak na taką wysokość wtaszczono olbrzymie głazy? Kto zamieszkiwał to miejsce? Dlaczego odkryto te ruiny dopiero w XX w.? Czy tajemnica Machu Picchu była tak pilnie strzeżona przed chciwymi konkwistadorami, czy też o mieście zapomniano? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na te pytania – hipotez jest przecież mnóstwo…

Polecam wybrać się na trekking malowniczym Inca Trail, czyli Szlakiem Inków, pomaszerować kilka dni drogami, którymi niegdyś wnosili oni ciężary, a następnie pierwszy raz spojrzeć na Machu Picchu przez starożytną Bramę Słońca. A już na pewno warto zadać sobie trud wdrapania się na szczyt Wayna Picchu (Huayna Picchu), żeby mieć całe miasto u swych stóp. Jest to jednak przywilej tylko dla wybranych – na górę może wejść jedynie 400 osób dziennie.

Peru posiada wiele fascynujących atrakcji: kanion Colca, jezioro Titicaca, linie Nasca czy Cusco. Ale ja najchętniej wracam wspomnieniami nie do miejsc, ale do ludzi. Magiczny jest dla mnie mały hotelik w Limie, w którym zawsze nocuje w pokoju z widokiem na Bazylikę i Klasztor św. Franciszka (Basílica y Convento de San Francisco). Kojarzy mi się z szerokim uśmiechem starszej pani z recepcji i jej troskliwym pytaniem cómo estás, Marta? (jak się masz, Marto?). Czuję się cudownie, wiedząc, że spotkam śliczną Teresę opartą o wahadłowe drzwi knajpy Cesar, a na śniadanie dostanę kanapkę z huevo y palta, czyli z jajkiem i awokado. We wspomnieniach z moich czternastu już podróży do Peru powraca często obraz rodzin z biednej dzielnicy La Victoria w Limie i ich wielka gościnność, a także widok pomarszczonych Indianek Keczua w uroczych melonikach i kolorowych chustach. Nie ma też nic wspanialszego niż ciekawe opowieści kreolskich znajomych przy pysznym ceviche (cebiche) czy radosna fiesta przy muzyce i ze szklaneczką koktajlu pisco sour w ręku. Według mnie, w Peru najbardziej magiczni są… jego mieszkańcy.

 

DOROTA ROMANOWSKA

DZIENNIKARZ MAGAZYNU CZAS WINA, PILOT FIRMY WINE SERVICE

Peruwiańskie wina, z powodu ich małego eksportu, są bardzo słabo znane na świecie. Przez lata produkowane były w niewielkich ilościach (w porównaniu z winiarskimi gigantami kontynentu, jak Chile czy Argentyna).

Winorośl dotarła do Peru już w XVI w. za sprawą konkwistadora markiza Francisco de Caravantesa. Uprawia się ją głównie w dolinie rzeki Ica, położonej ok. 300 km na południe od Limy. Niewielu turystów dociera w to piękne miejsce, chociaż – wzorem innych krajów winiarskich – peruwiańskie bodegi można zwiedzać. Większości podróżników odwiedzających ziemię Inków, w obliczu nadmiaru atrakcji turystycznych, po prostu nie starcza czasu na eksplorację tutejszych winnic. Nie wiedzą, niestety, co tracą…

Dolina Ica, nawadniana wodą spływającą z pobliskich Andów, stanowi doskonałe siedlisko do uprawy winorośli, mimo iż występuje tu gorący i suchy klimat. Wszystkie najbardziej liczące się peruwiańskie winiarnie mają swoje siedziby właśnie w tym rejonie. Najważniejsze są, oczywiście, te największe, których produkty bez trudu spotkamy na lokalnym rynku oraz – jeśli dobrze poszukamy – w niektórych innych krajach. Mam tu na myśli takie winnice, jak np. Tacama, Tabernero, Queirolo, Vista Alegre czy Ocucaje. We wszystkich z nich powstają wina z najróżniejszych odmian międzynarodowych: chardonnay, sauvignon blanc, merlot, cabernet sauvignon, malbec, syrah, tannat i wielu innych.

Peru, mimo długiej tradycji uprawy winorośli, nie dorobiło się „swojego” szczepu, który mógłby stanowić wizytówkę tutejszego winiarstwa, jak to miało miejsce w Chile (carménère), Argentynie (malbec) czy malutkim, ale mocno rozwiniętym winiarsko Urugwaju (tannat). W krainie Inków z równym entuzjazmem robi się szlachetne trunki z wielu odmian, stąd też ich wybór jest naprawdę ogromny. Delektując się przysmakami peruwiańskiej kuchni i przeglądając w restauracjach karty win, nie pozwólmy, aby nasz wybór padł na produkty argentyńskie czy chilijskie – tylko dlatego, że je znamy. Zapewniam, że warto spróbować czegoś nowego, a wina z Peru noszą wyraźne znamiona indywidualności...

 

MARCIN SADO

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL

Peru jest fascynującym i zniewalającym krajem będącym bezpośrednim spadkobiercą legendarnego imperium Inków. Wspaniała, niezmiernie burzliwa historia, pełna niewyjaśnionych do dziś tajemnic, ukrytych skarbów, osobliwa architektura przedkolumbijskich cywilizacji, bezcenne zabytki z epoki kolonialnej, piękno różnorodnych krajobrazów, dziewicza przyroda oraz bogactwo kultury i folkloru ludności indiańskiej – to wszystko tworzy z tego państwa wyjątkowo atrakcyjne miejsce na turystycznej mapie świata.           

 

Peru to nie tylko Andy, Inkowie i cudowne Machu Picchu. To jedyny w swoim rodzaju, magiczny kraj, gdzie na każdym kroku przeszłość łączy się z nowoczesnością. W tym latynoamerykańskim państwie znajduje się m.in. źródło rzeki Amazonki (na wulkanie Mismi), zagadkowe linie i rysunki na płaskowyżu Nasca, zdaniem wielu ekspertów najgłębszy kanion na świecie – Colca, najwyżej położone żeglowne jezioro – Titicaca, wybrzeże Oceanu Spokojnego (tzw. Costa) z Limą – jedną z najpiękniejszych stolic z widokiem na Pacyfik. Peru to również bogata oferta gastronomiczna, w której króluje tzw. kuchnia nowoandyjska, pełna najszlachetniejszych gatunków ryb oraz owoców morza najlepszej jakości.

To kraj, gdzie spotkamy niemal wszystkie klimaty świata, unikalną florę i faunę. Z dziejami Peru nierozerwalnie związane są także nazwiska kilku wybitnych Polaków. Ernest Malinowski zbudował tu w XIX w. najwyżej położoną linię kolejową na ziemi. Edward Jan Habich, inżynier i matematyk, utworzył w Limie w 1876 r. pierwszą peruwiańską politechnikę – dzisiaj Narodowy Uniwersytet Inżynierii (Universidad Nacional de Ingeniería). Biolog Jan Kalinowski badał w dżungli ptactwo i motyle oraz odkrył wiele nieznanych wcześniej gatunków. Jego syn, Celestyn, ceniony ornitolog, doprowadził do utworzenia w 1973 r. największego w Peru parku narodowego – Manú, wpisanego w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To są jedynie wybrane przykłady historycznych związków peruwiańsko-polskich. Według mnie, kraina Inków z pewnością zaskoczy pozytywnie każdego wytrawnego globtrotera.  

 

KATARZYNA SŁOWIŃSKA
DYREKTOR OPERACYJNY W BIURZE PODRÓŻY ECCO HOLIDAY

Pomysł na wyjazd do Ameryki Południowej wziął się dawno temu, kiedy przeczytałam książkę Alfreda Szklarskiego Tomek u źródeł Amazonki. Udało mi się go zrealizować wreszcie w 2008 r., gdy pojawiła się okazja do złożenia wizyty koledze w Peru. Nie wahałam się ani chwili – w niecałe trzy tygodnie zorganizowałam miesięczny wyjazd…

Niezwykłe Peru jest krainą kontrastów. Przyciąga wielkim bogactwem przyrody i kultury – wysokimi i potężnymi Andami, zapierającym dech w piersiach kanionem Colca, tajemniczym płaskowyżem Nasca, bujną i dziewiczą dżunglą amazońską, najwyżej położonym jeziorem żeglownym świata – Titicaca, a także – oczywiście – inkaskimi ruinami z osławionym Machu Picchu na czele. Dla mnie jednak ojczyzna Inków to przede wszystkim fascynujący, serdeczni i gościnni ludzie. To rdzenni Indianie z zupełnie odmienną od polskiej kulturą i mentalnością, znane ze zdjęć z Peru kobiety ze wspaniałymi warkoczami aż do pasa, ubrane w barwne stroje, wielowarstwowe spódnice, z tobołkami na plecach i w melonikach na głowach. Indiankom towarzyszy zazwyczaj lama na sznurku (albo alpaka). Te przemiłe zwierzęta, przystrojone w czerwone pompony, które podobno chronią je przed złymi duchami, dumnie pozują do zdjęć razem ze swoimi właścicielami.

Z peruwiańskich krajobrazów najbardziej zachwyciły mnie Andy. Ponad 2-tygodniowa wspinaczka po nich, okupiona dużym wysiłkiem, ciężką zadyszką i bólem głowy, zaowocowała małym uzależnieniem od liści koki. Miały one łagodzić symptomy choroby wysokościowej (soroche), która – niestety – mnie dopadła… Warto było jednak trochę się pomęczyć, bowiem andyjskie widoki są niesamowite!

Kiedy w czasie ostatniego etapu mojej podróży stanęłam na murach mitycznego miasta Inków – Machu Picchu, chłonęłam tu każdy szczegół i nie mogłam uwierzyć, że to cudowne miejsce powstało i wyludniło się w ciągu zaledwie dwóch wieków. Wyprawa do Peru to jak przeniesienie się do innego, magicznego i wyjątkowego świata!

 

MAJKA SZURA

WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY POLKA TRAVEL

Wskazanie tylko jednego magicznego miejsca to bardzo trudne zadanie, bowiem podróż po Peru przypomina wędrówkę Alicji po „Krainie Czarów” – jest pełna niespodzianek... W ciągu kilku dni zmieniają się diametralnie krajobrazy i strefy klimatyczne. Z dżungli amazońskiej ruszamy na Płaskowyż Andyjski (Altiplano), aby zboczem potężnej Kordyliery Andów dotrzeć do pływających wysp trzcinowych na jeziorze Titicaca. Następnego dnia zsuwamy się do głębokiego na ponad 3200 metrów kanionu, żeby zasmakować raftingu na rzece Colca i –  powracając przez wysokogórskie przełęcze – dotrzeć na tajemniczą pustynię Nazca, a stamtąd na Wyspy Ballestas okrzyknięte peruwiańskim Galapagos.

Dla mnie wyjątkową magię mają Andy w okolicach kanionu Colca, a szczególnie gorące źródła koło miejscowości Chivay, do której docieramy, pokonując – często ośnieżoną i trudno dostępną – przełęcz położoną na wysokości 4800 m n.p.m. Noc w wysokich górach jest rześka (nawet latem). Na uliczkach tzw. centrum żarzą się złotym, słabym światłem latarnie. Nieopodal Chivay, w samym sercu Andów, z dala od cywilizacji, leży „andyjskie SPA” z gorącymi źródłami. Kąpiel nocą, oprócz niesamowitej atmosfery, jest dobroczynna dla zdrowia. W ok. 80-stopniowych wodach termalnych wulkanuCotallumi (w „SPA” mają one temperaturę mniej więcej 38˚C) znajduje się duża zawartość wapnia, cynku i żelaza. Wyobraźmy sobie, że siedząc w basenie, patrzymy na potężny kontur Kordyliery Andów i sącząc pyszny koktajl pisco sour, kontemplujemy rozgwieżdżone niebo, jak zapewne niegdyś czynili Inkowie...

Drugie moje magiczne miejsce to kolorowy targ w Písac (Pisaq, Pisao) w Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas). Natkniemy się tutaj na tajemnicze przedmioty, na wielobarwne kolby kukurydzy, której jest w Peru aż 35 gatunków (największe zróżnicowanie na świecie!), na intensywne barwniki roślinne czy też dywaniki tkane według inkaskiej tradycji z mnóstwem bóstw opiekuńczych i sprzyjających szczęściu. Na takim „ołtarzyku” potomkowie Inków będą układać liście koki przed swoją modlitwą. Ludzie są tu życzliwi, otwarci i chętnie wdają się w różne dyskusje. Pewnego razu weszłam w jedno z podwórek, na którym zgromadzonych było wiele osób w odświętnych strojach ludowych. Chciałam się wycofać, ale zostałam życzliwie przyjęta, ubrana w chullo (andyjską czapkę uszatkę), ponczo i poczęstowana chichą (wytwarzany przez Indian lokalny alkohol z kukurydzy). Ludzie, dzięki swej szczerości, prostolinijności i życzliwości, są najbardziej magiczni. To właśnie głównie dla nich warto odwiedzić Peru.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Turcja w tyglu kultur

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Turcja ma tyle twarzy, ile kultur, religii i ludów mieszało się na jej terytorium. Turystów czeka tu coś więcej niż tylko błogie lenistwo na pięknych plażach. Na obszarze półwyspu Azja Mniejsza już na długo przed narodzeniem Chrystusa rozgrywały się ważne wydarzenia dla dziejów ludzkości. Dziś my sami możemy odbyć wyprawę w czasie do miejsc, o których opowiadają starożytne teksty i piszą z pasją historycy. >>

Poszukiwanie śladów z początków rozwoju chrześcijaństwa i islamu oraz pozostałości po dawnych imperiach stanowi znakomity pomysł na podróż po tym niezmiernie interesującym kraju. Zdecydowanie się na taki właśnie temat przewodni naszej wycieczki do Turcji jest gwarancją udanego urlopu.

W połowie I w. n.e. w Antiochii nad rzeką Orontes (tureckie Asi), gdzie nauczał Paweł z Tarsu, pojawił się apostoł Piotr (zwany Kefasem). Przed przybyciem reszty swoich towarzyszy z Jerozolimy nie unikał kontaktu z tutejszą wspólnotą niedawno nawróconych, ale nie przestrzegających żydowskich zwyczajów chrześcijan.

Więcej…

Chorwacka kraina wysp i wodospadów

Przepiękny krasowy krajobraz Parku Narodowego Jezior Plitwickichplitvice-optimized-for-print-ivo-biocina 1
© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/IVO BIOCINA

MAGDALENA BARTCZAK


Położona na Półwyspie Bałkańskim Chorwacja jest ciągle jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych w Europie. Serca odwiedzających ją podróżników podbija oszałamiającą architekturą miast i miasteczek, bajeczną, często niemal dziką przyrodą, różnorodnością wysp i wybrzeża, doskonałą kuchnią i wyśmienitymi winami oraz niezwykłą gościnnością i serdecznością mieszkańców. Nic więc dziwnego, że co roku, nie tylko w okresie wakacyjnym, przybywa tu mnóstwo obcokrajowców.

Więcej…