opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   


KAJA CYGANIK

KOORDYNATOR DS. GRUP W BIURZE PODRÓŻY PIAST TRAVEL I SERWISIE WYCIECZKI.CA

Titicaca, najwyżej położone na świecie jezioro żeglowne (3812 m n.p.m.), słynie z pływających wysp Indian Uro. Charakteryzują się oni niezmiernie barwnymi strojami i prostotą życia. Budują chaty i łodzie z trzciny totora. Ich otwartość i spontaniczny uśmiech przyciągają tutaj co roku setki turystów. Dla mnie jednak prawdziwą magię można poczuć na kamiennej, wypalonej słońcem, trzeciej pod względem wielkości wyspie na jeziorze Titicaca – Taquile. Do dziś nie popsuła jej jeszcze cywilizacja. Tu wszystko powstaje dzięki pracy ludzkich rąk, bez pomocy zwierząt wykorzystywanych zwykle w gospodarstwie, jedynym źródłem energii są panele słoneczne, a na niewielki główny plac wiedzie stroma, kręta droga. Taquileños, mieszkańcy wyspy, od lat zajmują się wyrobami rękodzielniczymi z wełny. 

Domeną mężczyzn jest robienie na drutach, a kobiet – tkactwo. Szczególnie interesujące są tradycyjne pasy tkane dla mężów. Ich wzory opowiadają historię rodziny oraz ważne wydarzenia z życia wyspy. Wszystkie wyroby wykonane przez mężczyzn trafiają do wyspiarskiej spółdzielni, a stąd – w ręce spragnionych oryginalnych, etnicznych czapek i rękawiczek turystów. Taquile to chyba jedyne miejsce w Peru, gdzie nie da się nic utargować – sztywno określone ceny stanowią lwią część dochodu lokalnej społeczności. Taquileños stosują zasady kolektywizmu, który oparty jest tutaj na starym inkaskim kodeksie moralnym: nie kradnij, nie kłam, nie bądź leniwy. Od niepamiętnych czasów boją się wody i żadna siła nie zmusi ich do pływania czy łowienia ryb. Do miejscowej restauracji produkty dostarczają rybacy z miasta Puno nad jeziorem Titicaca lub z wysp Indian Uro. Na Taquile istnieje możliwość zatrzymania się na nocleg u którejś z rodzin, co pozwala poznać bliżej życie codzienne Taquileños, smak ich tradycyjnych potraw, zwyczaje, a także... poćwiczyć swój hiszpański. Raz zdarzyło mi się trafić na wyspę podczas majowego festiwalu folklorystycznego – było to niesamowite przeżycie!

 

ANDRZEJ KULKA

WŁAŚCICIEL BIURA EXOTICA TRAVEL

Ameryka Południowa posiada wiele atrakcji zdolnych powalić na kolana nawet najbardziej wytrawnego turystę. Galapagos, Wyspa Wielkanocna, Amazonia, Andy Patagońskie, Rio de Janeiro, wodospady Iguazú i Salto Ángel stanowią spełnienie najskrytszych podróżniczych marzeń…

A jednak to właśnie Peru okazuje się tym magicznym krajem kontynentu, w którym zbiegają się różnorodne wrażenia tworzące potem najpiękniejsze wspomnienia z wojaży. Majestat krajobrazu, dźwięki unikalnej muzyki, widok porywających tańców w wykonaniu nie mających sobie równych grup folklorystycznych, barwne stroje narzucone przez Inków, bezcenne zabytki architektury – zarówno inkaskiej, jak i kolonialnej, najgłębszy kanion świata (Colca), najwyżej położone jezioro żeglowne, wspaniała kuchnia i „piękna, straszna Amazonia” tworzą koktajl zwalający z nóg. Niebosiężne Andy, narkotyczne niemal tony El Cóndor Pasa, Machu Picchu, zabudowa Cusco, gardziel Colca z niewiarygodnymi tarasami, a na okrasę widoki jeziora Titicaca, boski trans ayahuaski oraz śpiew ryb w rzece Ukajali wpisały się na stałe na listę atrakcji każdego obieżyświata.

Miałem sposobność i szczęście podróżować wielokrotnie do krainy Inków w charakterze przewodnika wycieczek, co narzucało potrzebę dogłębnych studiów historii, geografii i przyrody – zarówno kraju, jak i całego regionu, pozwalając jeszcze bardziej cieszyć się każdym wyjazdem do Peru. Dane mi było podglądać baraszkujące delfiny, kiedy pływałem środkiem potężnej Amazonki, łowiłem na wędkę piranie w Ukajali i rekordowe pstrągi w świętych wodach Urubamby, trzymałem w rękach 7-metrową anakondę, zachwycałem się grą światła w Machu Picchu, bywało, że całą noc – zapominając o bożym świecie i obowiązkach nazajutrz – podziwiałem magiczne niebo południowej półkuli, ścigałem wigonie na Altiplano czy też brałem nogi za pas, dostrzegając mocno jadowite węże nad rzeką Marañón. Przepiękne Peru porwało mnie niczym namiętna szamanka już podczas pierwszej wizyty ponad dwadzieścia lat temu. Pozostałem wierny temu uczuciu do dzisiaj.

 

MARTA PODLEŚNA NOWAK

WŁAŚCICIELKA LATINO TOUR

W kraju tak różnorodnym i bogatym pod względem atrakcji turystycznych, trudno o wybór tylko jednego ukochanego miejsca. Nie będę oryginalna, wskazując na inkaskie ruiny Machu Picchu jako największą perłę Peru. Magii trzeba tu jednak poszukać, co nie jest proste wśród tłumu turystów przekrzykujących się we wszystkich językach świata. Ruiny są bardziej przystępne o świcie, kiedy mgła odsłania kamień po kamieniu, a przebijające się przez nią nieśmiało słońce oświetla miasto – majstersztyk architektoniczny Inków. W głowie pojawia się seria pytań. Jak na taką wysokość wtaszczono olbrzymie głazy? Kto zamieszkiwał to miejsce? Dlaczego odkryto te ruiny dopiero w XX w.? Czy tajemnica Machu Picchu była tak pilnie strzeżona przed chciwymi konkwistadorami, czy też o mieście zapomniano? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na te pytania – hipotez jest przecież mnóstwo…

Polecam wybrać się na trekking malowniczym Inca Trail, czyli Szlakiem Inków, pomaszerować kilka dni drogami, którymi niegdyś wnosili oni ciężary, a następnie pierwszy raz spojrzeć na Machu Picchu przez starożytną Bramę Słońca. A już na pewno warto zadać sobie trud wdrapania się na szczyt Wayna Picchu (Huayna Picchu), żeby mieć całe miasto u swych stóp. Jest to jednak przywilej tylko dla wybranych – na górę może wejść jedynie 400 osób dziennie.

Peru posiada wiele fascynujących atrakcji: kanion Colca, jezioro Titicaca, linie Nasca czy Cusco. Ale ja najchętniej wracam wspomnieniami nie do miejsc, ale do ludzi. Magiczny jest dla mnie mały hotelik w Limie, w którym zawsze nocuje w pokoju z widokiem na Bazylikę i Klasztor św. Franciszka (Basílica y Convento de San Francisco). Kojarzy mi się z szerokim uśmiechem starszej pani z recepcji i jej troskliwym pytaniem cómo estás, Marta? (jak się masz, Marto?). Czuję się cudownie, wiedząc, że spotkam śliczną Teresę opartą o wahadłowe drzwi knajpy Cesar, a na śniadanie dostanę kanapkę z huevo y palta, czyli z jajkiem i awokado. We wspomnieniach z moich czternastu już podróży do Peru powraca często obraz rodzin z biednej dzielnicy La Victoria w Limie i ich wielka gościnność, a także widok pomarszczonych Indianek Keczua w uroczych melonikach i kolorowych chustach. Nie ma też nic wspanialszego niż ciekawe opowieści kreolskich znajomych przy pysznym ceviche (cebiche) czy radosna fiesta przy muzyce i ze szklaneczką koktajlu pisco sour w ręku. Według mnie, w Peru najbardziej magiczni są… jego mieszkańcy.

 

DOROTA ROMANOWSKA

DZIENNIKARZ MAGAZYNU CZAS WINA, PILOT FIRMY WINE SERVICE

Peruwiańskie wina, z powodu ich małego eksportu, są bardzo słabo znane na świecie. Przez lata produkowane były w niewielkich ilościach (w porównaniu z winiarskimi gigantami kontynentu, jak Chile czy Argentyna).

Winorośl dotarła do Peru już w XVI w. za sprawą konkwistadora markiza Francisco de Caravantesa. Uprawia się ją głównie w dolinie rzeki Ica, położonej ok. 300 km na południe od Limy. Niewielu turystów dociera w to piękne miejsce, chociaż – wzorem innych krajów winiarskich – peruwiańskie bodegi można zwiedzać. Większości podróżników odwiedzających ziemię Inków, w obliczu nadmiaru atrakcji turystycznych, po prostu nie starcza czasu na eksplorację tutejszych winnic. Nie wiedzą, niestety, co tracą…

Dolina Ica, nawadniana wodą spływającą z pobliskich Andów, stanowi doskonałe siedlisko do uprawy winorośli, mimo iż występuje tu gorący i suchy klimat. Wszystkie najbardziej liczące się peruwiańskie winiarnie mają swoje siedziby właśnie w tym rejonie. Najważniejsze są, oczywiście, te największe, których produkty bez trudu spotkamy na lokalnym rynku oraz – jeśli dobrze poszukamy – w niektórych innych krajach. Mam tu na myśli takie winnice, jak np. Tacama, Tabernero, Queirolo, Vista Alegre czy Ocucaje. We wszystkich z nich powstają wina z najróżniejszych odmian międzynarodowych: chardonnay, sauvignon blanc, merlot, cabernet sauvignon, malbec, syrah, tannat i wielu innych.

Peru, mimo długiej tradycji uprawy winorośli, nie dorobiło się „swojego” szczepu, który mógłby stanowić wizytówkę tutejszego winiarstwa, jak to miało miejsce w Chile (carménère), Argentynie (malbec) czy malutkim, ale mocno rozwiniętym winiarsko Urugwaju (tannat). W krainie Inków z równym entuzjazmem robi się szlachetne trunki z wielu odmian, stąd też ich wybór jest naprawdę ogromny. Delektując się przysmakami peruwiańskiej kuchni i przeglądając w restauracjach karty win, nie pozwólmy, aby nasz wybór padł na produkty argentyńskie czy chilijskie – tylko dlatego, że je znamy. Zapewniam, że warto spróbować czegoś nowego, a wina z Peru noszą wyraźne znamiona indywidualności...

 

MARCIN SADO

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL

Peru jest fascynującym i zniewalającym krajem będącym bezpośrednim spadkobiercą legendarnego imperium Inków. Wspaniała, niezmiernie burzliwa historia, pełna niewyjaśnionych do dziś tajemnic, ukrytych skarbów, osobliwa architektura przedkolumbijskich cywilizacji, bezcenne zabytki z epoki kolonialnej, piękno różnorodnych krajobrazów, dziewicza przyroda oraz bogactwo kultury i folkloru ludności indiańskiej – to wszystko tworzy z tego państwa wyjątkowo atrakcyjne miejsce na turystycznej mapie świata.           

 

Peru to nie tylko Andy, Inkowie i cudowne Machu Picchu. To jedyny w swoim rodzaju, magiczny kraj, gdzie na każdym kroku przeszłość łączy się z nowoczesnością. W tym latynoamerykańskim państwie znajduje się m.in. źródło rzeki Amazonki (na wulkanie Mismi), zagadkowe linie i rysunki na płaskowyżu Nasca, zdaniem wielu ekspertów najgłębszy kanion na świecie – Colca, najwyżej położone żeglowne jezioro – Titicaca, wybrzeże Oceanu Spokojnego (tzw. Costa) z Limą – jedną z najpiękniejszych stolic z widokiem na Pacyfik. Peru to również bogata oferta gastronomiczna, w której króluje tzw. kuchnia nowoandyjska, pełna najszlachetniejszych gatunków ryb oraz owoców morza najlepszej jakości.

To kraj, gdzie spotkamy niemal wszystkie klimaty świata, unikalną florę i faunę. Z dziejami Peru nierozerwalnie związane są także nazwiska kilku wybitnych Polaków. Ernest Malinowski zbudował tu w XIX w. najwyżej położoną linię kolejową na ziemi. Edward Jan Habich, inżynier i matematyk, utworzył w Limie w 1876 r. pierwszą peruwiańską politechnikę – dzisiaj Narodowy Uniwersytet Inżynierii (Universidad Nacional de Ingeniería). Biolog Jan Kalinowski badał w dżungli ptactwo i motyle oraz odkrył wiele nieznanych wcześniej gatunków. Jego syn, Celestyn, ceniony ornitolog, doprowadził do utworzenia w 1973 r. największego w Peru parku narodowego – Manú, wpisanego w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To są jedynie wybrane przykłady historycznych związków peruwiańsko-polskich. Według mnie, kraina Inków z pewnością zaskoczy pozytywnie każdego wytrawnego globtrotera.  

 

KATARZYNA SŁOWIŃSKA
DYREKTOR OPERACYJNY W BIURZE PODRÓŻY ECCO HOLIDAY

Pomysł na wyjazd do Ameryki Południowej wziął się dawno temu, kiedy przeczytałam książkę Alfreda Szklarskiego Tomek u źródeł Amazonki. Udało mi się go zrealizować wreszcie w 2008 r., gdy pojawiła się okazja do złożenia wizyty koledze w Peru. Nie wahałam się ani chwili – w niecałe trzy tygodnie zorganizowałam miesięczny wyjazd…

Niezwykłe Peru jest krainą kontrastów. Przyciąga wielkim bogactwem przyrody i kultury – wysokimi i potężnymi Andami, zapierającym dech w piersiach kanionem Colca, tajemniczym płaskowyżem Nasca, bujną i dziewiczą dżunglą amazońską, najwyżej położonym jeziorem żeglownym świata – Titicaca, a także – oczywiście – inkaskimi ruinami z osławionym Machu Picchu na czele. Dla mnie jednak ojczyzna Inków to przede wszystkim fascynujący, serdeczni i gościnni ludzie. To rdzenni Indianie z zupełnie odmienną od polskiej kulturą i mentalnością, znane ze zdjęć z Peru kobiety ze wspaniałymi warkoczami aż do pasa, ubrane w barwne stroje, wielowarstwowe spódnice, z tobołkami na plecach i w melonikach na głowach. Indiankom towarzyszy zazwyczaj lama na sznurku (albo alpaka). Te przemiłe zwierzęta, przystrojone w czerwone pompony, które podobno chronią je przed złymi duchami, dumnie pozują do zdjęć razem ze swoimi właścicielami.

Z peruwiańskich krajobrazów najbardziej zachwyciły mnie Andy. Ponad 2-tygodniowa wspinaczka po nich, okupiona dużym wysiłkiem, ciężką zadyszką i bólem głowy, zaowocowała małym uzależnieniem od liści koki. Miały one łagodzić symptomy choroby wysokościowej (soroche), która – niestety – mnie dopadła… Warto było jednak trochę się pomęczyć, bowiem andyjskie widoki są niesamowite!

Kiedy w czasie ostatniego etapu mojej podróży stanęłam na murach mitycznego miasta Inków – Machu Picchu, chłonęłam tu każdy szczegół i nie mogłam uwierzyć, że to cudowne miejsce powstało i wyludniło się w ciągu zaledwie dwóch wieków. Wyprawa do Peru to jak przeniesienie się do innego, magicznego i wyjątkowego świata!

 

MAJKA SZURA

WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY POLKA TRAVEL

Wskazanie tylko jednego magicznego miejsca to bardzo trudne zadanie, bowiem podróż po Peru przypomina wędrówkę Alicji po „Krainie Czarów” – jest pełna niespodzianek... W ciągu kilku dni zmieniają się diametralnie krajobrazy i strefy klimatyczne. Z dżungli amazońskiej ruszamy na Płaskowyż Andyjski (Altiplano), aby zboczem potężnej Kordyliery Andów dotrzeć do pływających wysp trzcinowych na jeziorze Titicaca. Następnego dnia zsuwamy się do głębokiego na ponad 3200 metrów kanionu, żeby zasmakować raftingu na rzece Colca i –  powracając przez wysokogórskie przełęcze – dotrzeć na tajemniczą pustynię Nazca, a stamtąd na Wyspy Ballestas okrzyknięte peruwiańskim Galapagos.

Dla mnie wyjątkową magię mają Andy w okolicach kanionu Colca, a szczególnie gorące źródła koło miejscowości Chivay, do której docieramy, pokonując – często ośnieżoną i trudno dostępną – przełęcz położoną na wysokości 4800 m n.p.m. Noc w wysokich górach jest rześka (nawet latem). Na uliczkach tzw. centrum żarzą się złotym, słabym światłem latarnie. Nieopodal Chivay, w samym sercu Andów, z dala od cywilizacji, leży „andyjskie SPA” z gorącymi źródłami. Kąpiel nocą, oprócz niesamowitej atmosfery, jest dobroczynna dla zdrowia. W ok. 80-stopniowych wodach termalnych wulkanuCotallumi (w „SPA” mają one temperaturę mniej więcej 38˚C) znajduje się duża zawartość wapnia, cynku i żelaza. Wyobraźmy sobie, że siedząc w basenie, patrzymy na potężny kontur Kordyliery Andów i sącząc pyszny koktajl pisco sour, kontemplujemy rozgwieżdżone niebo, jak zapewne niegdyś czynili Inkowie...

Drugie moje magiczne miejsce to kolorowy targ w Písac (Pisaq, Pisao) w Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas). Natkniemy się tutaj na tajemnicze przedmioty, na wielobarwne kolby kukurydzy, której jest w Peru aż 35 gatunków (największe zróżnicowanie na świecie!), na intensywne barwniki roślinne czy też dywaniki tkane według inkaskiej tradycji z mnóstwem bóstw opiekuńczych i sprzyjających szczęściu. Na takim „ołtarzyku” potomkowie Inków będą układać liście koki przed swoją modlitwą. Ludzie są tu życzliwi, otwarci i chętnie wdają się w różne dyskusje. Pewnego razu weszłam w jedno z podwórek, na którym zgromadzonych było wiele osób w odświętnych strojach ludowych. Chciałam się wycofać, ale zostałam życzliwie przyjęta, ubrana w chullo (andyjską czapkę uszatkę), ponczo i poczęstowana chichą (wytwarzany przez Indian lokalny alkohol z kukurydzy). Ludzie, dzięki swej szczerości, prostolinijności i życzliwości, są najbardziej magiczni. To właśnie głównie dla nich warto odwiedzić Peru.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Kenia, Tanzania, Lamu i Zanzibar – 101 cudów Afryki

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

<< Dla większości podróżników zakochanych w Czarnym Lądzie Kenia i Tanzania nie mają sobie równych. To kraje bajecznie piękne, magiczne i wciąż dzikie. Warto odwiedzić je szczególnie w porze tzw. Wielkiej Migracji, kiedy rozgrywa się jeden z najbardziej widowiskowych spektakli przyrody na ziemi. Jeśli przy okazji upolujemy aparatem fotograficznym całą Wielką Piątkę Afryki (lwa, słonia, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta), nasze safari będziemy mogli zaliczyć do udanych i wyruszyć na zasłużony odpoczynek na afrykańskie wyspy – kenijską Lamu i słynny tanzański Zanzibar – prawdziwe miniaturowe wersje raju. >>

 FOT. KENYA TOURISM BOARD

Terytoria obu państw znajdowały się w swojej historii w granicach kolonii brytyjskiej. O czasach tych przypomina dzisiaj powszechny w sferze oficjalnej język angielski. Rdzenni mieszkańcy Kenii i Tanzanii posługują się jednak suahili, którego główny dialekt unguja pochodzi z wyspy Zanzibar.

Afryka jest mistyczna: dzika, piekielnie upalna, stanowi raj dla fotografujących i myśliwych, krainę utopii dla eskapistów. Jest tym, czego pragniesz, wymyka się wszelkim interpretacjom – pisała w swoich pamiętnikach West with the Night słynna kenijska pilotka urodzona w Wielkiej Brytanii Beryl Markham (1902–1986). Dla pasjonatów nieskażonej natury liczą się tu przede wszystkim dwa miejsca: Maasai Mara National Reserve (Rezerwat Narodowy Masai Mara) w Kenii i Serengeti National Park (Park Narodowy Serengeti) w Tanzanii. Jedną z największych atrakcji są w nich duże ssaki. Jednak ani gepard, ani lew, ani nawet sympatycznie wyglądające, choć groźne w rzeczywistości hipopotamy nie wystawią się nam same do zdjęcia. Niemal na każdym kroku napotkamy za to stada płochliwych oryksów czy żyjące gromadnie zebry, od których aż mieni się w oczach.

Więcej…

Boska Brazylia

MAGDALENA WALCZUK

Fundacja Terra Brasilis

                                                                                                             FOT. FOZDOIGUACUDESTINODOMUNDO.COM.BR

<< „Deus é brasileiro”, czyli „Bóg jest Brazylijczykiem” – stwierdzenie to słyszałam z ust wielu mieszkańców Brazylii. Większość z osób, które kiedykolwiek miały okazję postawić stopę na brazylijskiej ziemi, zgodzi się z nim bez wahania. Bez wątpienia kraj ten został hojnie obdarzony przez Stwórcę: zachwyca bogactwem i niezwykłością przyrody, odurza tropikalnymi smakami i zapachami, urzeka niesamowitą różnorodnością, wybuchową mieszanką kultur, intryguje kontrastami i niejednoznacznością. Naprawdę nietrudno zakochać się w Brazylii. Jak prawdziwa kobieta, powoli odsłania przed nami swoje tajemnice i nie przestaje kusić tym, co jeszcze pozostało do odkrycia. Niechętnie poddaje się prostym definicjom. Nie wierzcie temu, kto twierdzi, że zdołał ją zrozumieć i poznać jej wszystkie sekrety. >>

Więcej…

Good Morning, Wietnam!

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Kraj przytulony do Zatoki Tonkińskiej i Morza Południowochińskiego zazwyczaj łączony jest z wojną, śmiercią i zniszczeniem. Ale turysta nie musi już przedzierać się przez pola minowe, żeby znaleźć dziewicze plaże, cuda natury oraz zabytki starej i bogatej kultury.

Dzień doooobry, Wietnam! – przeciągłe powitanie rozerwało ciszę wiosennego poranka 1965 r. Zaczęła się audycja Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych, a za mikrofonem siedział Adrian Cronauer, niedawno przeniesiony z bazy w Grecji. Nowy didżej łamał sztywny gorset reguł wojskowej rozgłośni, która zazwyczaj nudziła żołnierzy obwieszczeniami i niekończącymi się pogadankami. Cronauer opowiadał dowcipy na antenie, puszczał popularną muzykę i walczył z przełożonymi o zachowanie audycji, która przecież nie licowała z powagą armii. Jednak żołnierze go kochali.

Więcej…