opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   


KAJA CYGANIK

KOORDYNATOR DS. GRUP W BIURZE PODRÓŻY PIAST TRAVEL I SERWISIE WYCIECZKI.CA

Titicaca, najwyżej położone na świecie jezioro żeglowne (3812 m n.p.m.), słynie z pływających wysp Indian Uro. Charakteryzują się oni niezmiernie barwnymi strojami i prostotą życia. Budują chaty i łodzie z trzciny totora. Ich otwartość i spontaniczny uśmiech przyciągają tutaj co roku setki turystów. Dla mnie jednak prawdziwą magię można poczuć na kamiennej, wypalonej słońcem, trzeciej pod względem wielkości wyspie na jeziorze Titicaca – Taquile. Do dziś nie popsuła jej jeszcze cywilizacja. Tu wszystko powstaje dzięki pracy ludzkich rąk, bez pomocy zwierząt wykorzystywanych zwykle w gospodarstwie, jedynym źródłem energii są panele słoneczne, a na niewielki główny plac wiedzie stroma, kręta droga. Taquileños, mieszkańcy wyspy, od lat zajmują się wyrobami rękodzielniczymi z wełny. 

Domeną mężczyzn jest robienie na drutach, a kobiet – tkactwo. Szczególnie interesujące są tradycyjne pasy tkane dla mężów. Ich wzory opowiadają historię rodziny oraz ważne wydarzenia z życia wyspy. Wszystkie wyroby wykonane przez mężczyzn trafiają do wyspiarskiej spółdzielni, a stąd – w ręce spragnionych oryginalnych, etnicznych czapek i rękawiczek turystów. Taquile to chyba jedyne miejsce w Peru, gdzie nie da się nic utargować – sztywno określone ceny stanowią lwią część dochodu lokalnej społeczności. Taquileños stosują zasady kolektywizmu, który oparty jest tutaj na starym inkaskim kodeksie moralnym: nie kradnij, nie kłam, nie bądź leniwy. Od niepamiętnych czasów boją się wody i żadna siła nie zmusi ich do pływania czy łowienia ryb. Do miejscowej restauracji produkty dostarczają rybacy z miasta Puno nad jeziorem Titicaca lub z wysp Indian Uro. Na Taquile istnieje możliwość zatrzymania się na nocleg u którejś z rodzin, co pozwala poznać bliżej życie codzienne Taquileños, smak ich tradycyjnych potraw, zwyczaje, a także... poćwiczyć swój hiszpański. Raz zdarzyło mi się trafić na wyspę podczas majowego festiwalu folklorystycznego – było to niesamowite przeżycie!

 

ANDRZEJ KULKA

WŁAŚCICIEL BIURA EXOTICA TRAVEL

Ameryka Południowa posiada wiele atrakcji zdolnych powalić na kolana nawet najbardziej wytrawnego turystę. Galapagos, Wyspa Wielkanocna, Amazonia, Andy Patagońskie, Rio de Janeiro, wodospady Iguazú i Salto Ángel stanowią spełnienie najskrytszych podróżniczych marzeń…

A jednak to właśnie Peru okazuje się tym magicznym krajem kontynentu, w którym zbiegają się różnorodne wrażenia tworzące potem najpiękniejsze wspomnienia z wojaży. Majestat krajobrazu, dźwięki unikalnej muzyki, widok porywających tańców w wykonaniu nie mających sobie równych grup folklorystycznych, barwne stroje narzucone przez Inków, bezcenne zabytki architektury – zarówno inkaskiej, jak i kolonialnej, najgłębszy kanion świata (Colca), najwyżej położone jezioro żeglowne, wspaniała kuchnia i „piękna, straszna Amazonia” tworzą koktajl zwalający z nóg. Niebosiężne Andy, narkotyczne niemal tony El Cóndor Pasa, Machu Picchu, zabudowa Cusco, gardziel Colca z niewiarygodnymi tarasami, a na okrasę widoki jeziora Titicaca, boski trans ayahuaski oraz śpiew ryb w rzece Ukajali wpisały się na stałe na listę atrakcji każdego obieżyświata.

Miałem sposobność i szczęście podróżować wielokrotnie do krainy Inków w charakterze przewodnika wycieczek, co narzucało potrzebę dogłębnych studiów historii, geografii i przyrody – zarówno kraju, jak i całego regionu, pozwalając jeszcze bardziej cieszyć się każdym wyjazdem do Peru. Dane mi było podglądać baraszkujące delfiny, kiedy pływałem środkiem potężnej Amazonki, łowiłem na wędkę piranie w Ukajali i rekordowe pstrągi w świętych wodach Urubamby, trzymałem w rękach 7-metrową anakondę, zachwycałem się grą światła w Machu Picchu, bywało, że całą noc – zapominając o bożym świecie i obowiązkach nazajutrz – podziwiałem magiczne niebo południowej półkuli, ścigałem wigonie na Altiplano czy też brałem nogi za pas, dostrzegając mocno jadowite węże nad rzeką Marañón. Przepiękne Peru porwało mnie niczym namiętna szamanka już podczas pierwszej wizyty ponad dwadzieścia lat temu. Pozostałem wierny temu uczuciu do dzisiaj.

 

MARTA PODLEŚNA NOWAK

WŁAŚCICIELKA LATINO TOUR

W kraju tak różnorodnym i bogatym pod względem atrakcji turystycznych, trudno o wybór tylko jednego ukochanego miejsca. Nie będę oryginalna, wskazując na inkaskie ruiny Machu Picchu jako największą perłę Peru. Magii trzeba tu jednak poszukać, co nie jest proste wśród tłumu turystów przekrzykujących się we wszystkich językach świata. Ruiny są bardziej przystępne o świcie, kiedy mgła odsłania kamień po kamieniu, a przebijające się przez nią nieśmiało słońce oświetla miasto – majstersztyk architektoniczny Inków. W głowie pojawia się seria pytań. Jak na taką wysokość wtaszczono olbrzymie głazy? Kto zamieszkiwał to miejsce? Dlaczego odkryto te ruiny dopiero w XX w.? Czy tajemnica Machu Picchu była tak pilnie strzeżona przed chciwymi konkwistadorami, czy też o mieście zapomniano? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na te pytania – hipotez jest przecież mnóstwo…

Polecam wybrać się na trekking malowniczym Inca Trail, czyli Szlakiem Inków, pomaszerować kilka dni drogami, którymi niegdyś wnosili oni ciężary, a następnie pierwszy raz spojrzeć na Machu Picchu przez starożytną Bramę Słońca. A już na pewno warto zadać sobie trud wdrapania się na szczyt Wayna Picchu (Huayna Picchu), żeby mieć całe miasto u swych stóp. Jest to jednak przywilej tylko dla wybranych – na górę może wejść jedynie 400 osób dziennie.

Peru posiada wiele fascynujących atrakcji: kanion Colca, jezioro Titicaca, linie Nasca czy Cusco. Ale ja najchętniej wracam wspomnieniami nie do miejsc, ale do ludzi. Magiczny jest dla mnie mały hotelik w Limie, w którym zawsze nocuje w pokoju z widokiem na Bazylikę i Klasztor św. Franciszka (Basílica y Convento de San Francisco). Kojarzy mi się z szerokim uśmiechem starszej pani z recepcji i jej troskliwym pytaniem cómo estás, Marta? (jak się masz, Marto?). Czuję się cudownie, wiedząc, że spotkam śliczną Teresę opartą o wahadłowe drzwi knajpy Cesar, a na śniadanie dostanę kanapkę z huevo y palta, czyli z jajkiem i awokado. We wspomnieniach z moich czternastu już podróży do Peru powraca często obraz rodzin z biednej dzielnicy La Victoria w Limie i ich wielka gościnność, a także widok pomarszczonych Indianek Keczua w uroczych melonikach i kolorowych chustach. Nie ma też nic wspanialszego niż ciekawe opowieści kreolskich znajomych przy pysznym ceviche (cebiche) czy radosna fiesta przy muzyce i ze szklaneczką koktajlu pisco sour w ręku. Według mnie, w Peru najbardziej magiczni są… jego mieszkańcy.

 

DOROTA ROMANOWSKA

DZIENNIKARZ MAGAZYNU CZAS WINA, PILOT FIRMY WINE SERVICE

Peruwiańskie wina, z powodu ich małego eksportu, są bardzo słabo znane na świecie. Przez lata produkowane były w niewielkich ilościach (w porównaniu z winiarskimi gigantami kontynentu, jak Chile czy Argentyna).

Winorośl dotarła do Peru już w XVI w. za sprawą konkwistadora markiza Francisco de Caravantesa. Uprawia się ją głównie w dolinie rzeki Ica, położonej ok. 300 km na południe od Limy. Niewielu turystów dociera w to piękne miejsce, chociaż – wzorem innych krajów winiarskich – peruwiańskie bodegi można zwiedzać. Większości podróżników odwiedzających ziemię Inków, w obliczu nadmiaru atrakcji turystycznych, po prostu nie starcza czasu na eksplorację tutejszych winnic. Nie wiedzą, niestety, co tracą…

Dolina Ica, nawadniana wodą spływającą z pobliskich Andów, stanowi doskonałe siedlisko do uprawy winorośli, mimo iż występuje tu gorący i suchy klimat. Wszystkie najbardziej liczące się peruwiańskie winiarnie mają swoje siedziby właśnie w tym rejonie. Najważniejsze są, oczywiście, te największe, których produkty bez trudu spotkamy na lokalnym rynku oraz – jeśli dobrze poszukamy – w niektórych innych krajach. Mam tu na myśli takie winnice, jak np. Tacama, Tabernero, Queirolo, Vista Alegre czy Ocucaje. We wszystkich z nich powstają wina z najróżniejszych odmian międzynarodowych: chardonnay, sauvignon blanc, merlot, cabernet sauvignon, malbec, syrah, tannat i wielu innych.

Peru, mimo długiej tradycji uprawy winorośli, nie dorobiło się „swojego” szczepu, który mógłby stanowić wizytówkę tutejszego winiarstwa, jak to miało miejsce w Chile (carménère), Argentynie (malbec) czy malutkim, ale mocno rozwiniętym winiarsko Urugwaju (tannat). W krainie Inków z równym entuzjazmem robi się szlachetne trunki z wielu odmian, stąd też ich wybór jest naprawdę ogromny. Delektując się przysmakami peruwiańskiej kuchni i przeglądając w restauracjach karty win, nie pozwólmy, aby nasz wybór padł na produkty argentyńskie czy chilijskie – tylko dlatego, że je znamy. Zapewniam, że warto spróbować czegoś nowego, a wina z Peru noszą wyraźne znamiona indywidualności...

 

MARCIN SADO

DYREKTOR DS. SPRZEDAŻY I MARKETINGU BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL

Peru jest fascynującym i zniewalającym krajem będącym bezpośrednim spadkobiercą legendarnego imperium Inków. Wspaniała, niezmiernie burzliwa historia, pełna niewyjaśnionych do dziś tajemnic, ukrytych skarbów, osobliwa architektura przedkolumbijskich cywilizacji, bezcenne zabytki z epoki kolonialnej, piękno różnorodnych krajobrazów, dziewicza przyroda oraz bogactwo kultury i folkloru ludności indiańskiej – to wszystko tworzy z tego państwa wyjątkowo atrakcyjne miejsce na turystycznej mapie świata.           

 

Peru to nie tylko Andy, Inkowie i cudowne Machu Picchu. To jedyny w swoim rodzaju, magiczny kraj, gdzie na każdym kroku przeszłość łączy się z nowoczesnością. W tym latynoamerykańskim państwie znajduje się m.in. źródło rzeki Amazonki (na wulkanie Mismi), zagadkowe linie i rysunki na płaskowyżu Nasca, zdaniem wielu ekspertów najgłębszy kanion na świecie – Colca, najwyżej położone żeglowne jezioro – Titicaca, wybrzeże Oceanu Spokojnego (tzw. Costa) z Limą – jedną z najpiękniejszych stolic z widokiem na Pacyfik. Peru to również bogata oferta gastronomiczna, w której króluje tzw. kuchnia nowoandyjska, pełna najszlachetniejszych gatunków ryb oraz owoców morza najlepszej jakości.

To kraj, gdzie spotkamy niemal wszystkie klimaty świata, unikalną florę i faunę. Z dziejami Peru nierozerwalnie związane są także nazwiska kilku wybitnych Polaków. Ernest Malinowski zbudował tu w XIX w. najwyżej położoną linię kolejową na ziemi. Edward Jan Habich, inżynier i matematyk, utworzył w Limie w 1876 r. pierwszą peruwiańską politechnikę – dzisiaj Narodowy Uniwersytet Inżynierii (Universidad Nacional de Ingeniería). Biolog Jan Kalinowski badał w dżungli ptactwo i motyle oraz odkrył wiele nieznanych wcześniej gatunków. Jego syn, Celestyn, ceniony ornitolog, doprowadził do utworzenia w 1973 r. największego w Peru parku narodowego – Manú, wpisanego w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To są jedynie wybrane przykłady historycznych związków peruwiańsko-polskich. Według mnie, kraina Inków z pewnością zaskoczy pozytywnie każdego wytrawnego globtrotera.  

 

KATARZYNA SŁOWIŃSKA
DYREKTOR OPERACYJNY W BIURZE PODRÓŻY ECCO HOLIDAY

Pomysł na wyjazd do Ameryki Południowej wziął się dawno temu, kiedy przeczytałam książkę Alfreda Szklarskiego Tomek u źródeł Amazonki. Udało mi się go zrealizować wreszcie w 2008 r., gdy pojawiła się okazja do złożenia wizyty koledze w Peru. Nie wahałam się ani chwili – w niecałe trzy tygodnie zorganizowałam miesięczny wyjazd…

Niezwykłe Peru jest krainą kontrastów. Przyciąga wielkim bogactwem przyrody i kultury – wysokimi i potężnymi Andami, zapierającym dech w piersiach kanionem Colca, tajemniczym płaskowyżem Nasca, bujną i dziewiczą dżunglą amazońską, najwyżej położonym jeziorem żeglownym świata – Titicaca, a także – oczywiście – inkaskimi ruinami z osławionym Machu Picchu na czele. Dla mnie jednak ojczyzna Inków to przede wszystkim fascynujący, serdeczni i gościnni ludzie. To rdzenni Indianie z zupełnie odmienną od polskiej kulturą i mentalnością, znane ze zdjęć z Peru kobiety ze wspaniałymi warkoczami aż do pasa, ubrane w barwne stroje, wielowarstwowe spódnice, z tobołkami na plecach i w melonikach na głowach. Indiankom towarzyszy zazwyczaj lama na sznurku (albo alpaka). Te przemiłe zwierzęta, przystrojone w czerwone pompony, które podobno chronią je przed złymi duchami, dumnie pozują do zdjęć razem ze swoimi właścicielami.

Z peruwiańskich krajobrazów najbardziej zachwyciły mnie Andy. Ponad 2-tygodniowa wspinaczka po nich, okupiona dużym wysiłkiem, ciężką zadyszką i bólem głowy, zaowocowała małym uzależnieniem od liści koki. Miały one łagodzić symptomy choroby wysokościowej (soroche), która – niestety – mnie dopadła… Warto było jednak trochę się pomęczyć, bowiem andyjskie widoki są niesamowite!

Kiedy w czasie ostatniego etapu mojej podróży stanęłam na murach mitycznego miasta Inków – Machu Picchu, chłonęłam tu każdy szczegół i nie mogłam uwierzyć, że to cudowne miejsce powstało i wyludniło się w ciągu zaledwie dwóch wieków. Wyprawa do Peru to jak przeniesienie się do innego, magicznego i wyjątkowego świata!

 

MAJKA SZURA

WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY POLKA TRAVEL

Wskazanie tylko jednego magicznego miejsca to bardzo trudne zadanie, bowiem podróż po Peru przypomina wędrówkę Alicji po „Krainie Czarów” – jest pełna niespodzianek... W ciągu kilku dni zmieniają się diametralnie krajobrazy i strefy klimatyczne. Z dżungli amazońskiej ruszamy na Płaskowyż Andyjski (Altiplano), aby zboczem potężnej Kordyliery Andów dotrzeć do pływających wysp trzcinowych na jeziorze Titicaca. Następnego dnia zsuwamy się do głębokiego na ponad 3200 metrów kanionu, żeby zasmakować raftingu na rzece Colca i –  powracając przez wysokogórskie przełęcze – dotrzeć na tajemniczą pustynię Nazca, a stamtąd na Wyspy Ballestas okrzyknięte peruwiańskim Galapagos.

Dla mnie wyjątkową magię mają Andy w okolicach kanionu Colca, a szczególnie gorące źródła koło miejscowości Chivay, do której docieramy, pokonując – często ośnieżoną i trudno dostępną – przełęcz położoną na wysokości 4800 m n.p.m. Noc w wysokich górach jest rześka (nawet latem). Na uliczkach tzw. centrum żarzą się złotym, słabym światłem latarnie. Nieopodal Chivay, w samym sercu Andów, z dala od cywilizacji, leży „andyjskie SPA” z gorącymi źródłami. Kąpiel nocą, oprócz niesamowitej atmosfery, jest dobroczynna dla zdrowia. W ok. 80-stopniowych wodach termalnych wulkanuCotallumi (w „SPA” mają one temperaturę mniej więcej 38˚C) znajduje się duża zawartość wapnia, cynku i żelaza. Wyobraźmy sobie, że siedząc w basenie, patrzymy na potężny kontur Kordyliery Andów i sącząc pyszny koktajl pisco sour, kontemplujemy rozgwieżdżone niebo, jak zapewne niegdyś czynili Inkowie...

Drugie moje magiczne miejsce to kolorowy targ w Písac (Pisaq, Pisao) w Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas). Natkniemy się tutaj na tajemnicze przedmioty, na wielobarwne kolby kukurydzy, której jest w Peru aż 35 gatunków (największe zróżnicowanie na świecie!), na intensywne barwniki roślinne czy też dywaniki tkane według inkaskiej tradycji z mnóstwem bóstw opiekuńczych i sprzyjających szczęściu. Na takim „ołtarzyku” potomkowie Inków będą układać liście koki przed swoją modlitwą. Ludzie są tu życzliwi, otwarci i chętnie wdają się w różne dyskusje. Pewnego razu weszłam w jedno z podwórek, na którym zgromadzonych było wiele osób w odświętnych strojach ludowych. Chciałam się wycofać, ale zostałam życzliwie przyjęta, ubrana w chullo (andyjską czapkę uszatkę), ponczo i poczęstowana chichą (wytwarzany przez Indian lokalny alkohol z kukurydzy). Ludzie, dzięki swej szczerości, prostolinijności i życzliwości, są najbardziej magiczni. To właśnie głównie dla nich warto odwiedzić Peru.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Stracić głowę dla Dominikany

MAGDALENA PIETRUSIŃSKA

<< Republika Dominikańska jest jednym z najczęściej odwiedzanych krajów na Karaibach. Jej niezmiernie urokliwe plaże, niepowtarzalna kultura, pyszne jedzenie, ciepli i radośni mieszkańcy czyni ją bardzo atrakcyjnym kierunkiem dla wielu turystów z różnych zakątków świata. Jak śpiewa o Dominikanie popularny piosenkarz merengue El Jeffrey: „Mi tierra, tiene palmeras (…), Mi tierra, tiene montañas (…), Mi tierra tiene su sol (…), Mi tierra tiene naranjos y tres mares que la besan”, czyli: „Moja ziemia ma palmy (…), Moja ziemia ma góry (…), Moja ziemia ma swoje słońce (… ), Moja ziemia ma pomarańcze i trzy morza, które ją całują”. >>

Więcej…

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.

 

Portugalia – tam, gdzie Europa spotyka Atlantyk

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Portugalia (zaledwie ponad 92 tys. km2 powierzchni) powstała w wyniku walk z Maurami podczas rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego. W XV i XVI stuleciu portugalscy żeglarze odbyli wiele podróży morskich, odkryli nieznane lądy, założyli faktorie handlowe i kolonie, m.in. Indie Portugalskie, Brazylię, Portugalską Afrykę Zachodnią i Wschodnią oraz Gwineę Portugalską. Z dawnego ogromnego imperium kolonialnego dziś nic już nie zostało. Do Portugalii należą jednak do dziś urocze atlantyckie archipelagi Madera i Azory. >>

 

Latarnia morska (28-metrowa) na Przylądku św. Wincentego (Cabo de São Vicente)

©© REGIÃO DE TURISMO DO ALGARVE

 

W ojczyźnie mieszka obecnie prawie 10,3 mln Portugalczyków. Kraj jest dość jednolity pod względem narodowościowym. Niewielka liczba imigrantów żyje w Lizbonie i Porto. Miasta zamieszkuje tylko mniej więcej 64 proc. ludności. Z tego względu Portugalia należy do tych europejskich krajów, które charakteryzują się niższym wskaźnikiem urbanizacji.

Uprawia się tu głównie pszenicę i kukurydzę, a także winorośl, migdałowce, figowce, oliwki, drzewa owocowe i warzywa. W krajobrazie historycznej prowincji Alentejo dominuje dąb korkowy. Portugalia zajmuje pierwsze miejsce na świecie w eksporcie kory tego drzewa (ok. 50 proc. światowej produkcji). Ważnym elementem gospodarki jest rybołówstwo, a jednym z podstawowych dań kuchni portugalskiej są sardynki w różnej postaci. Ostatnio szybko rosną też dochody z turystyki, która rozwinęła się szczególnie na południu kraju w regionie Algarve, stołecznej Lizbonie i jej okolicy oraz na Maderze.

 

SŁONECZNE WYBRZEŻE

Algarve to jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Strome, różnokolorowe klify opadają tu do błękitnego Atlantyku. Pomiędzy nie wciśnięte są zatoczki z niewielkimi, malowniczymi plażami. Z fal oceanu sterczą stożkowate skały tworzące surrealistyczne kompozycje, a oślepiająco białe domy kryją się wśród gęstej zieleni podzwrotnikowych roślin. Algarve nie bez powodu nazywane jest ogrodem Portugalii. Drzewa cytrusowe, migdałowce i figowce rosną w nim wszędzie. Kwitnące krzewy oleandrów, bugenwilli, róż, jaśminów i geranium pokrywają każdy skrawek ziemi, wspinają się na mury...

U ujścia rzeki Douro (Duero) do Atlantyku leży Porto (od stojącej tu niegdyś rzymskiej fortecy Portus Cale pochodzi nazwa Portugalii). W okolicznych winnicach produkuje się słynne wino porto. Do najstarszych miast w kraju należy Coimbra. Znajduje się w niej pierwszy portugalski uniwersytet, założony w 1290 r. Uwagę zwraca tutaj okazała romańska katedra obronna (Sé Velha) stojąca na szczycie wzgórza zabudowanego piętrzącymi się domami o ceglastych dachach. Warto odwiedzić też ciekawy park tematyczny zwany Portugalią Maluchów (Portugal dos Pequenitos), gdzie można oglądać miniatury znanych zabytków i typowych budynków wiejskich ze wszystkich prowincji w kraju oraz dawnych portugalskich kolonii.

Najsłynniejsze sanktuarium znajduje się w Fatimie koło miasta Leiria. Troje pochodzących z niej dzieci, pasterzy owiec, 13 maja 1917 r. zobaczyło wśród gałęzi dębu postać Maryi z różańcem w dłoniach. Kult Matki Boskiej Fatimskiej dawno już przekroczył granice Portugalii. Każdego 13 maja i 13 października setki tysięcy pielgrzymów modlą się na olbrzymim placu przed strzelistą Bazyliką Matki Boskiej Różańcowej (Basílica de Nossa Senhora do Rosário). Pobliskie miasto Tomar znane jest z kolei z ogromnego Klasztoru Zakonu Chrystusa (Convento de Cristo) ze słynnym manuelińskim oknem, które zdobi niezwykłe bogactwo wykutych w kamieniu motywów.

Aby zobaczyć najpiękniejszy gotycki klasztor w Portugalii (Mosteiro de Alcobaça), trzeba odwiedzić miejscowość Alcobaça. Sprowadzeni z Francji cystersi wznieśli tu wspaniałą świątynię wzorowaną na nieistniejącym już kościele w opactwie Clairvaux i imponujące rozmiarem zabudowania klasztorne z kuchnią i refektarzem na 600 biesiadników oraz wirydarzem z krużgankami ozdobionymi kamienną koronką maswerków. Stąd blisko już do innego klasztoru (Mosteiro da Batalha), znajdującego się w miejscowości Batalha i powstałego jako podziękowanie Matce Boskiej za zwycięstwo nad armią króla Jana I Kastylijskiego (1358–1390) w bitwie pod Aljubarrotą w sierpniu 1385 r., oraz malowniczego, nadmorskiego miasteczka Nazaré, gdzie przy brzegu oceanu tworzą się gigantyczne fale. Z tego ostatniego przez kurorty wybrzeża można dotrzeć do stolicy kraju.

 

UROKI STOLICY

Lizbona leży w miejscu, gdzie rzeka Tag rozlewa się w szerokie ujście nazwane Słomianym Morzem (Mar da Palha) od złotego blasku odbijającego się w jego falach. Uważana jest za jedną z najpiękniejszych metropolii Europy. Najwspanialszy widok na miasto podziwiać można z pokładu płynącego po rzece statku. Pomiędzy wzgórzem zwieńczonym Zamkiem św. Jerzego (Castelo de São Jorge), na którego stokach wyrosła malownicza historyczna dzielnica Alfama, a Bairro Alto (czyli Górną Dzielnicą) rozciąga się handlowa Baixa. Bardziej na lewo leży Alcântara, dzielnica przemysłowo-portowa dochodząca do jednego z najdłuższych wiszących mostów w Europie (2277 m) – Ponte 25 de Abril. Dalej w kierunku oceanu rozciąga się Belém z Klasztorem Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), Pomnikiem Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) i Wieżą Betlejemską (Torre de Belém).

Ten naturalny port wykorzystywali podobno już żeglarze feniccy. Rzymianie wznieśli tu warowny gród Olisipo, przebudowany przez kolejnych zdobywców – Wandalów, Alanów, Swebów, Wizygotów i Maurów. Portugalczycy po wyparciu tych ostatnich w 1147 r. powiększyli mauretański zamek i postawili nowe mury miejskie z 77 wieżami i 36 bramami. Panujący w latach 1279–1325 król Dionizy I (Dinis I) rozbudował twierdzę i uczynił z niej wspaniałą rezydencję królewską.

Epoka wielkich odkryć geograficznych przyniosła gwałtowny rozwój miasta. Do portu w Belém (dziś dzielnicy Lizbony) przypływały karawele wypełnione egzotycznymi towarami, przyprawami i złotem. W połowie XVIII stulecia w stolicy Portugalii mieszkało już blisko 300 tys. ludzi. Miasto było jedną z najwspanialszych metropolii Europy.

Sądny dzień nadszedł 1 listopada 1755 r., w uroczystość Wszystkich Świętych. Lizbonę zniszczyło wtedy potężne trzęsienie ziemi. Budynki rozsypywały się jak domki z kart, walące się kościoły pogrzebały tłumy modlących się. Miasto ogarnęły pożary, a wzburzone fale zalały niżej położone dzielnice, pozbawiając życia kolejne tysiące ludzi. Szacuje się, że w katastrofie zginęło nawet ok. 90 tys. osób, kilka razy więcej zostało rannych. Zniszczeniu uległo podobno 15 tys. domów, 100 kościołów, 40 klasztorów i 300 pałaców, w tym wspaniały pałac królewski nad Tagiem (Paço da Ribeira). Dziś w jego miejscu znajduje się rozległy plac Handlowy (Praça do Comércio).

Panujący w latach 1750–1777 król Józef I (José I) podczas trzęsienia ziemi przebywał poza Lizboną i dzięki temu ocalał. Jego wszechwładny premier, markiz de Pombal (Sebastião José de Carvalho e Melo, 1699–1782), na pytanie załamanego władcy, co ma robić, odpowiedział: Pogrzebiemy zmarłych i nakarmimy żywych. To zdanie przeszło do historii jako symbol czynu. Markiz wykorzystał pełnomocnictwo króla i odbudował miasto według nowoczesnego planu urbanistycznego. Dziś Baixa, najniżej położona dzielnica Lizbony, pokryta siecią ulic krzyżujących się pod kątem prostym wciąż stanowi wierne odwzorowanie planu premiera. Partery odrestaurowanych kamienic zajmują nieprzerwane ciągi mających nieraz dwustuletnią tradycję sklepów, pracowni jubilerskich, kawiarni i restauracji oraz biura podróży i banki.

Praça do Comércio to jeden z najbardziej majestatycznych placów na świecie i klejnot w koronie miasta. Obecny wygląd nadano mu po wielkim trzęsieniu ziemi z 1755 r. Z trzech stron otaczają go arkady i wspaniałe fasady budynków, czwarty bok pozostaje otwarty na przepływający obok Tag. Na środku placu stoi rzeźba konna króla Józefa I z 1775 r. W arkadach po wschodniej stronie znajduje się wejście do Lisboa Story Centre. To innowacyjnie zagospodarowana przestrzeń poświęcona historii stolicy Portugalii, przybliżająca wydarzenia, które ukształtowały miasto. Podobnie jak bogato ilustrowana książka historyczna centrum zabiera zwiedzających w fascynującą podróż w czasie. Monumentalny neoklasycystyczny łuk triumfalny (Arco da Rua Augusta), na który można wjechać windą, prowadzi na wyłączoną z ruchu kołowego ulicę Augusta (Rua Augusta) i jest bramą do Baixy. Odbudowana po trzęsieniu ziemi dzielnica stała się jednym z pierwszych kompleksowych rozwiązań architektonicznych w Europie. Serce miasta bije na położonym w niej placu zwanym Rossio, ozdobionym fontanną i pomnikiem Piotra IV (1798–1834). Oficjalnie miejsce to nosi właśnie imię króla (Praça D. Pedro IV). Podobno jednak – według legendy miejskiej – pomnik przedstawia cesarza meksykańskiego Maksymiliana I (1832–1867). Portugalczycy mieli go kupić za grosze po rozstrzelaniu tego władcy.

Plac Rossio to ulubione miejsce spotkań lizbończyków. Jego północną stronę zajmuje neoklasycystyczny budynek Teatru Narodowego D. Marii II (Teatro Nacional D. Maria II). Obok wznosi się ozdobiony manuelińską fasadą dworzec kolejowy (Estação Ferroviária do Rossio), którego perony znajdują się kilkadziesiąt metrów wyżej. Jest tu także stacja metra i pętla autobusowa, dlatego na placu panuje ciągle wielki ruch. Stąd najszerszą ulicą w mieście (niemal 90-metrową) – aleją Wolności (Avenida da Liberdade) – dochodzi się do wielkiego ronda z pomnikiem przedsiębiorczego markiza, premiera za panowania Józefa I. Z sąsiedniego parku (Parque Eduardo VII) rozciąga się wspaniały widok na Lizbonę i Słomiane Morze.

Nad portugalską stolicą góruje wspomniany Zamek św. Jerzego. Od połowy XIII w. był on rezydencją królów Portugalii. Ta budowla również została zniszczona przez trzęsienie ziemi z 1755 r. Dzisiaj roztacza się stąd cudowny widok na całe miasto, most 25 Kwietnia (Ponte 25 de Abril), gigantyczny pomnik Chrystusa i Tag.

Na szczyt zamkowego wzgórza można się wspiąć wąskimi uliczkami Alfamy, najbardziej malowniczej dzielnicy starej Lizbony. Dawniej słynęła ona ze spelunek i domów rozpusty, dziś mieszkają w niej rybacy, drobni kupcy, rzemieślnicy i robotnicy. Ze względu na ciasną zabudowę okolica przypomina skomplikowany labirynt. Życie toczy się tu wprost na ulicy, w dzielnicy są także nastawione na turystów restauracje, lokale fado, bary, winiarnie i sklepy z pamiątkami. W 1195 r. urodził się w niej św. Antoni Padewski. Dziś w miejscu, w którym wedle tradycji przyszedł na świat, stoi kościół pod jego wezwaniem (Igreja de Santo António de Lisboa). Opodal znajduje się XII-wieczna obronna Katedra (Sé de Lisboa), wyglądem przypominająca raczej warowny zamek niż świątynię.

Naprzeciwko Alfamy na wysokim wzgórzu leży Bairro Alto. Ta historyczna dzielnica Lizbony przyciąga bogatym życiem nocnym. Można się tu dostać koleją linowo-terenową (Elevador da Glória), którą skonstruował inżynier francuskiego pochodzenia Raoul Mesnier de Ponsard (1848–1914), lub niewielkim, żółtym tramwajem przystosowanym do wspinania się po stromych uliczkach (słynna linia numer 28). Na szczycie wzgórza znajdują się ruiny klasztoru należącego niegdyś do karmelitów (Convento do Carmo), zniszczonego podczas trzęsienia ziemi. Do dziś zachowała się manuelińska fasada i gotyckie łuki konstrukcji. Osoby zainteresowane kulturą i zakupami przyciągają plac Largo do Chiado i elegancka ulica Garretta (Rua Garrett) w sąsiedniej dzielnicy Chiado. W tej ostatniej (podobnie jak w Bairro Alto) warto odwiedzić sklepy z antykami wyspecjalizowane w sprzedaży azulejos, w których można obejrzeć kolekcje tych osobliwych dzieł sztuki obejmujące eksponaty od XVIII-wiecznych po współczesne. Z kolei przy Rua das Salgadeiras w Górnej Dzielnicy uwagę zwraca sklep Cork & Co z oryginalnymi wyrobami z korka, narodowego produktu Portugalii.

W Lizbonie należy też wybrać się na barwny targ w Campo de Ourique (Mercado de Campo de Ourique). Targowisko działa od 1934 r., a ostatnio zostało odnowione (w 2014 r.). Sprzedaje się na nim m.in. świeże ryby, mięso, owoce, warzywa, kwiaty i słodycze. Poza tym funkcjonuje tutaj 20 tasquinhas, czyli knajpek, w których można spróbować np. owoców morza, tradycyjnych portugalskich dań, win, serów czy lodów.

  

Górujący nad uroczą Lizboną Zamek św. Jerzego

© TURISMO DE PORTUGAL/CARLOS GIL

 

SKARBY BELÉM

Najstarsze i najciekawsze budowle stolicy znajdują się w nadbrzeżnej dzielnicy Belém (Santa Maria de Belém), szczęśliwie ocalałej w czasie trzęsienia ziemi. Niegdyś był tu port Restelo, przez który przechodziły towary przywiezione z Brazylii, Afryki i Azji. Przy centralnym placu (Praça do Império), otwartym w stronę ujścia Tagu, stoi Klasztor Hieronimitów. Od 1983 r. znajduje się on na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Budowę kompleksu rozpoczęto w 1501 lub 1502 r. na polecenie króla Manuela I (1469–1521). Ten wielki zespół klasztorny autorstwa najwybitniejszych artystów z Portugalii stanowi prawdziwą perłę stylu manuelińskiego, który charakteryzuje się specyficznym połączeniem motywów architektonicznych i dekoracyjnych późnego gotyku i renesansu. Wspaniale prezentuje się zwłaszcza kościół, gdzie znajduje się grobowiec Vasco da Gamy (ok. 1460 lub 1469–1524), który wyruszył stąd w swoją morską podróż do Indii, oraz symboliczny nagrobek najsłynniejszego portugalskiego poety Luísa de Camõesa (ok. 1524–1580). W świątyni pochowano także czterech królów z dynastii Avis, ich żony i dzieci.

Stojący obok Palácio Nacional de Belém (pochodzący z 1559 r.), nazywany również różowym pałacem z powodu nieco już wypłowiałego koloru fasady, jest obecnie oficjalną siedzibą prezydenta kraju. Do nowoczesnego, niedawno zbudowanego w okolicy gmachu przeniesiono Narodowe Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches) z najbogatszą kolekcją powozów konnych na świecie, obejmującą m.in. XVI-wieczne karoce. W pobliżu znajdują się też Muzeum Sztuki Ludowej (Museu de Arte Popular) i Muzeum Morskie (Museu de Marinha) z ciekawymi eksponatami związanymi z portugalskimi odkryciami geograficznymi. Portugalczycy dotarli do wielu regionów w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii, a Ferdynand Magellan (1480–1521) po wstąpieniu na służbę Hiszpanii poprowadził pierwszą wyprawę dookoła świata.

Portugalski król Henryk zwany Żeglarzem (1394–1460) sam nie brał wprawdzie udziału w zamorskich podróżach, ale wspierał ekspedycje odkrywcze i badania geograficzne oraz rozwój wiedzy nawigacyjnej. Przedstawiono go na Pomniku Odkrywców. Stoi na dziobie żaglowca z modelem karaweli w jednej ręce i mapą świata w drugiej. Za nim znajdują się postacie żeglarzy, żołnierzy, naukowców, artystów, zakonników i kupców, którzy przyczynili się do powstania portugalskiego imperium kolonialnego. Plac za monumentem wyłożony jest kamienną mozaiką prezentującą mapę odkryć Portugalczyków. Bilet wstępu upoważnia do zwiedzenia niewielkiej ekspozycji we wnętrzu pomnika oraz do wejścia na górę, skąd rozciąga się wspaniały widok na ujście Tagu, sąsiedni Klasztor Hieronimitów i Wieżę Betlejemską. Ta ostatnia, inaczej Wieża św. Wincenta (Torre de São Vicente), została zbudowana w latach 1514–1520 na polecenie króla Manuela I dla obrony portu przed piratami. Mimo niewielkich rozmiarów (ok. 30 m wysokości) była trudna do zdobycia. W XIX stuleciu znajdowało się tu m.in. więzienie, do którego trafił w 1833 r. na dwa miesiące generał Józef Bem (1794–1850), twórca Legionu Polskiego w Portugalii. Podczas zwiedzania Belém trzeba też koniecznie wybrać się do cukierni „Pastéis de Belém”, aby spróbować pastéis de Belém (pastéis de nata), słynnych ciastek wypiekanych od 1837 r. w budynkach połączonych z rafinerią cukru.

Z Lizbony warto wyruszyć na Cabo da Roca. Po drodze można odwiedzić Sintrę, malowniczo położone górskie miasto ze starym, romantycznym pałacem (Palácio Nacional da Pena). Na zainteresowanie w tej okolicy zasługują poza tym rokokowa letnia rezydencja królewska w Queluz (Palácio Nacional de Queluz) i kompleks architektoniczny w Mafrze (Palácio Nacional de Mafra), wzorowany na hiszpańskim Eskurialu, a także Estoril, nadmorski kurort z kasynem.

 

Wiosenna Festa da Flor na Maderze – ozdobione kwiatami platformy na paradzie

© TURISMO DA MADEIRA/FRANCISCO CORREIA

 

WYSPA WIECZNEJ WIOSNY

Już sama nazwa Madera przywodzi na myśl wino o wspaniałym smaku i bukiecie. Ta największa wyspa (ok. 741 km² powierzchni) w archipelagu o tej samej nazwie, należącym do Portugalii, jest pełnym kwiatów ogrodem kwitnącym przez cały rok. Odkryli ją w 1419 r. Portugalczycy, którzy uprawiali na niej trzcinę cukrową i winną latorośl. Z winogron, znakomicie udających się w miejscowym klimacie, od stuleci wytwarza się doskonałe wino deserowe nazwane po prostu... madera. Tu urodził się w 1985 r. Cristiano Ronaldo, jeden z najbardziej znanych piłkarzy na świecie.

Mieszkańcy archipelagu kultywują swoje tradycje podczas takich wydarzeń jak Festiwal Kwiatów (Festa da Flor), Festiwal Wina Madery (Festa do Vinho da Madeira), Festival Colombo na wyspie Porto Santo na cześć Krzysztofa Kolumba czy Festival do Atlântico z imponującymi pokazami sztucznych ogni. Co roku imprezy te przyciągają tłumy turystów.

Funchal, ponad 110-tysięczna stolica archipelagu, to jedno z najpiękniej położonych miast na świecie. Przy porcie leży historyczne centrum z ukończoną w 1514 r. gotycką katedrą (Sé do Funchal), której ołtarze zdobią złocone figury świętych w średniowiecznych szatach. Przed nią kwiaciarki ubrane w tradycyjne stroje sprzedają swój pachnący towar. Wśród mnóstwa egzotycznych kwiatów wyróżniają się pomarańczowe strelicje królewskie – symbol Madery. Te efektowne rośliny spotkamy tu nawet w przydrożnych rowach. Ze względu na strome, brukowane ulice, domy rybaków zamienione na tawerny i restauracje oraz ściany budynków ozdobione azulejos Funchal bywa nazywane małą Lizboną.

W Muzeum Sztuki Sakralnej (Museu de Arte Sacra do Funchal), w sali na pierwszym piętrze wisi obraz związany z naszą historią. Pod postaciami Zachariasza i Anny przedstawiono na nim ponoć Władysława III Warneńczyka i jego portugalską żonę. Miejscowa legenda wspomina o tajemniczym rycerzu zwanym Príncipe Polaco (Księciem Polakiem), który przybył na wyspę w 1446 r. Niektórzy historycy sądzą, że był to właśnie król Polski i Węgier. Jego śmierć na polu bitwy pod Warną w 1444 r. nigdy nie została potwierdzona. Według jednej z teorii syn Władysława Jagiełły nie zginął w walce, ale udał się na wędrówkę po świecie, aby odpokutować to, że zerwał rozejm z sułtanem, choć przysięgał na Biblię, iż go dotrzyma. Tak trafił na dwór króla portugalskiego Alfonsa V (1432–1481), który udzielił mu gościny na odkrytej niedawno Maderze. Tajemniczy pokutnik zamieszkał w nadmorskiej dolinie, gdzie najpierw postawił kapliczkę, a później ufundował kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny (Igreja de Santa Maria Madalena) w dzisiejszym miasteczku Madalena do Mar. Ożenił się z miejscową szlachcianką i miał z nią dwóch synów. Książę Polak zginął podczas podróży morskiej, kiedy potężny głaz z klifu Cabo Girão zatopił wiozący go statek. Tym samym spełniła się klątwa tureckiego sułtana, który przepowiedział haniebną śmierć na morzu Władysławowi III i jego potomkom.

Maderę odwiedził także 28-letni Krzysztof Kolumb (1451–1506). Przyjechał tu handlować cukrem, ale pokochał i poślubił córkę gubernatora wyspy Porto Santo – piękną Filipę Moniz Perestrelo. Dzięki temu małżeństwu uzyskał dostęp do morskich archiwów Portugalczyków, najsłynniejszych wówczas żeglarzy i odkrywców, co przydało mu się zapewne w czasie podróży przez Atlantyk, zakończonej odkryciem Ameryki. Dziś jedną z atrakcji turystycznych Funchal jest replika karaweli Santa Maria, jednego ze statków odkrywcy. Można popłynąć nią wzdłuż wybrzeża aż do najwyższego przylądka w Europie (580 m n.p.m.) – skalistego Cabo Girão. Po drodze podziwia się miejscowość Câmara de Lobos, której urocze pejzaże malował zakochany w Maderze Winston Churchill (1874–1965).

Nie był on jedynym mężem stanu odwiedzającym wyspę. W 1930–1931 r. 3,5-miesięczny urlop spędzał na niej marszałek Józef Piłsudski (1867–1935). Zatrzymał się w malowniczo położonej willi Quinta Bettencourt na zachodnich przedmieściach Funchal. O jego pobycie przypominają tablice wmurowane w ścianę domu. Obecni właściciele willi chętnie przyjmują gości z Polski, a nawet chcą urządzić tu niewielkie muzeum. Kiedy nabyli tę posiadłość, nie wiedzieli, że kupują ją wraz z polską legendą.

Niedaleko schodów prowadzących do barokowego kościoła w Monte (Igreja de Nossa Senhora do Monte), którego charakterystyczna sylwetka z dwoma białymi wieżami widoczna jest z wielu miejsc w okolicy, zbierają się osoby zainteresowane najbardziej chyba znaną rozrywką na wyspie – zjazdem po bruku wiklinowymi saniami. W tym nietypowym pojeździe z płozami mieszczą się dwie lub trzy (szczupłe) osoby, a sterują nim za pomocą lin dwaj ubrani na biało mężczyźni w słomkowych kapeluszach. Na początku ciągną sanie z pasażerami po wyślizganym bazaltowym bruku, a kiedy te nabiorą prędkości, wyhamowują je podgumowanymi butami. Ernest Hemingway (1899–1961), który odbył kiedyś tę przejażdżkę, określił ją jako rozweselającą.

W Santanie położonej na północnym wschodzie Madery można zobaczyć oryginalne trójkątne domy pomalowane na żywe kolory (tzw. casinhas de Santana). Ich dachy pokryte są strzechą, a ściany od wewnątrz wyłożono drewnem. Ponieważ w ciepłym klimacie wyspy życie toczy się poza domem, traktuje się je głównie jako schronienie przed deszczem i miejsce do spania. Z kolei w leżącym na północnym zachodzie Porto Moniz wielkie oceaniczne fale rozbryzgują się o wulkaniczne wybrzeże. Turyści chętnie relaksują się tu w naturalnych basenach (Piscinas Naturais do Porto Moniz) powstałych w wydrążonych skałach, w których zalega ogrzewana słońcem morska woda. Niedaleko stąd znajduje się miasteczko São Vicente, słynące z produkcji słodkiej specjalności Madery – miodowego ciasta bolo de mel.

Jedną z głównych atrakcji wyspy jest wspaniała przyroda. Dzięki urozmaiconemu ukształtowaniu terenu rozwinęła się tutaj zróżnicowana szata roślinna. W ciągu jednego dnia na Maderze można odbyć podróż przez trzy pory roku: wiosnę, lato i jesień. Wystarczy wybrać się na wycieczkę przez środek wyspy, gdzie wznoszą się góry o wysokości mniej więcej 1300–1850 m n.p.m. (na czele z Pico Ruivo, 1862 m n.p.m., najwyższym szczytem całego archipelagu). Lasy z domieszką drzew laurowych zatrzymują wodę na stromych stokach, chroniąc je przed erozją. Jednocześnie tworzą znakomity mikroklimat. Ostro zarysowane szczyty górskie, głęboko wcięte doliny i malownicze wodospady oraz strome, nadmorskie klify sprawiają, że jest to jedno z najlepszych miejsc na wypoczynek.

Atrakcją Madery są spacery wzdłuż kanałów nawadniających (levadas). Piesze wycieczki wśród eukaliptusów i drzew laurowych oraz pachnących kwiatów i ziół dostarczają niezapomnianych wrażeń. Wielu turystów przyjeżdża tu specjalnie po to, aby całymi dniami wędrować i podziwiać wspaniałą przyrodę tej pięknej wyspy. 

 

Kolej linowa (teleférico) łącząca od 2000 r. historyczne centrum Funchal z Monte

©ASSOCIAÇÃO DE PROMOÇÃO DA MADEIRA

 

Wydanie Lato 2018