MICHAŁ SYNOWIEC „ZETOR”

 

<< Aby uczestniczyć w prawdziwym safari, trzeba pojechać do Afryki. Jednak by spotkać się oko w oko z dzikimi zwierzętami w środku buszu, nie w rezerwacie pokazowym i bez tłumu turystów dookoła nas, można wybrać się jedynie do kilku krajów na Czarnym Lądzie. Do jednych z najciekawszych z nich należy bez wątpienia Botswana, która oferuje turystom wiele wspaniałych atrakcji turystycznych, choćby kryształowe wody delty rzeki Okawango, Park Narodowy Chobe z ogromną populacją słoni czy pustynne krajobrazy Kalahari. >>

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Park Narodowy Chobe

 

Republika Botswany uzyskała niepodległość 30 września 1966 r. i właśnie tego dnia Botswańczycy obchodzą dziś swoje święto narodowe. Wcześniej jej tereny pod nazwą Protektoratu Beczuany (Bechuanaland Protectorate) były brytyjską kolonią. Stolica państwa, Gaborone, znajduje się niedaleko granicy z RPA. Tuż za tym ponad 230-tysięcznym miastem zaczyna się kotlina Kalahari, zajmująca znaczną część botswańskiego terytorium.

 

Kraj ten jest dla polskich turystów bardzo egzotyczny, ponieważ dociera do niego niewielu naszych rodaków. Można w nim spotkać czasami myśliwych z Polski, trochę backpakersów, czyli osób podróżujących indywidualnie z plecakiem, a także Polaków z RPA, uczestników ekspedycji off-roadowych i rzadziej wycieczek objazdowych. Botswana leży na uboczu głównych szlaków i nie została tak rozreklamowana, jak np. Kenia, Tanzania czy Namibia. Dosyć trudno również się do niej dostać, bowiem nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z Europą, a infrastruktura turystyczna, choć bogata i na wysokim poziomie, nie zawsze bywa ogólnie dostępna. Państwo to posiada jednak niezmiernie duży potencjał. Nigdy nie było w nim poważnych działań wojennych, a lud Tswana i Buszmeni są chyba najbardziej pokojowo nastawionymi plemionami w Afryce. Parki narodowe i prywatne rezerwaty utrzymuje się w Botswanie w doskonałym stanie. Poruszanie się po tym kraju jest wyjątkowo przyjemne.

 

Private safari, czyli ekskluzywna Afryka

Botswana to idealne miejsce dla ludzi poszukujących najlepszych hoteli, indywidualnej opieki i prawdziwej anonimowości. Na terenie parków narodowych oraz prywatnych rezerwatów (private concessions) możemy znaleźć obsługę, jakiej nie zapewnią nam nawet szeroko reklamowane ośrodki wypoczynkowe na całym świecie. Każdy, kto chce spędzić wakacje w stylu wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii i w otoczeniu dzikiej afrykańskiej przyrody, poczuje się w Botswanie niemalże jak jeden z pierwszych Europejczyków przybywających na Czarny Ląd w XIX i na początku XX w. Oczywiście, współczesne lodge’e wyposażone są we wszelkie udogodnienia cywilizacyjne i oferują standard luksusowych 5-gwiazdkowych hoteli.

FOT. MICHAŁ SYNOWIEC/GLOBTROTER4X4.PL

Stado hipopotamów nad rzeką Khwai

 

Wyprawa typu private safari (prywatne safari) zaczyna się z reguły na jednym z małych botswańskich lotnisk, w Gaborone lub Maun, skąd gości, po uprzednim serdecznym powitaniu, zabiera się niewielkim samolotem lub śmigłowcem do obozu położonego w buszu. Obozowiska te zazwyczaj usytuowane są w bardzo niedostępnych rejonach – często dotrzemy do nich jedynie drogą powietrzną, czasami dojedziemy też samochodem terenowym. W ich centrum wznoszą się nieco oddalone od siebie bungalowy. Goście po przybyciu i kolejnym przywitaniu orzeźwiającym napojem albo małym poczęstunkiem otrzymują swojego opiekuna. Jest to z reguły myśliwy lub tropiciel, który będzie pełnił rolę ich przewodnika w trakcie całego pobytu. Poza tym do dyspozycji mają także prywatnych boi hotelowych. Do ich obowiązków należy noszenie bagaży, przygotowywanie drinków oraz pomoc przy czyszczeniu odzieży lub przyrządzaniu posiłków (jeżeli nie są one wydawane we wspólnej kuchni w obozie). Cały personel mający kontakt z gośćmi kończy zazwyczaj prestiżowe kursy hotelarskie w Anglii lub USA. Podczas takich szkoleń uczy się profesjonalnej i jednocześnie dyskretnej obsługi.

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Krokodyl nilowy nad rzeką Chobe

 

Turyści wybierają tego typu wyjazdy do Botswany, żeby wyciszyć się, odizolować od świata i odpocząć na łonie natury nieskażonej działalnością człowieka. Niektórzy z nich spędzają całe dni na werandach, czytając książki, popijając drinki i podziwiając przechadzające się obok dzikie zwierzęta, inni uczestniczą w tropieniu drapieżników, poznając zasady bezpiecznego poruszania się po afrykańskim buszu lub zgłębiając tajniki fotografii. Jeszcze inni robią sobie wycieczki po okolicy samochodem terenowym, pływają po rozlewiskach i rzekach długimi, płaskodennymi łódkami zwanymi mokoro, jeżdżą konno wśród antylop, słoni i żyraf, wybierają się śmigłowcem na kameralny lunch w przepiękne, lecz wyjątkowo niedostępne zakątki kraju. Poza tym goście mogą także podziwiać z okien małego samolotu zapierającą dech w piersiach deltę Okawango lub malowniczą kotlinę Kalahari albo brać udział w koncesjonowanych, legalnych polowaniach na grubego zwierza. Każdy dzień podczas private safari zaczyna się inaczej – raz wyprawą przed świtem do wodopoju i posiłkiem w buszu, raz miłym śniadaniem podanym do łóżka… Wszystkie ośrodki mają swoje oryginalne programy, które wypełnione są najróżnorodniejszymi atrakcjami, aby przybysze czuli się naprawdę wyjątkowi.  

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Rezerwat Moremi we wschodniej części delty rzeki Okawango

 

Samotni odkrywcy buszu

Z podróży do Botswany będą też zadowoleni miłośnicy bezpośredniego obcowania z dziką przyrodą. Jest to jeden z ostatnich afrykańskich krajów, gdzie można całkiem legalnie biwakować na dziko w buszu. Najpopularniejszy środek transportu po trudno dostępnym terenie stanowi tutaj samochód z napędem na cztery koła. W czasie pory deszczowej niektóre szlaki wymagają jednak szczególnych umiejętności od kierowców oraz naprawdę dobrze przygotowanego auta. W południowej części Afryki taki sposób spędzania wolnego czasu (wyprawy jeepami i nocowanie pod gołym niebem) cieszy się sporą popularnością z dwóch powodów. Pierwszy z nich to duża dostępność odpowiednich na trudne do pokonania trasy samochodów terenowych oraz niezmiernie bogaty rynek sprzętu niezbędnego do obozowania z dala od cywilizacji. Drugim jest historyczny pociąg Afrykanerów do ciągłej wędrówki, co pozwoliło im kilkaset lat temu opanować bardzo duży fragment ziem na południu kontynentu. Pojazd z napędem na cztery koła, idealny do wypraw po Czarnym Lądzie, można pozyskać na dwa sposoby – kupić na miejscu i samodzielnie wyposażyć (albo przywieźć w kontenerze z Europy) lub wynająć w jednej z wielu lokalnych wypożyczalni. Do bezproblemowego poruszania się po afrykańskim buszu nasze auto musi być dobrze przygotowane – posiadać odpowiednie opony i zderzaki, wyciągarkę, mocniejsze zawieszenie oraz namiot dachowy (najpopularniejsze i najbezpieczniejsze miejsce na spędzenie nocy to właśnie nasz samochód!). Poza tym powinniśmy zaopatrzyć się również w kuchenkę gazową, lodówkę podróżną, stoliki, krzesła i urządzenie do braai, czyli barbecue lub grilla, oraz – oczywiście – w liny, siekiery, łopaty, szekle (metalowe klamry) czy kotwice do piasku. Kiedyś odkrywcy podróżowali po Afryce w karawanach, zabierali ze sobą dużą ilość sprzętu, otaczali się służbą, pomocnikami, myśliwymi i kucharzami, aby przetrwać w trudnych warunkach. W Botswanie turyści przemieszczają się dziś mniej więcej tymi samymi szlakami, jak podróżnicy 100 lat temu, bowiem ze względu na ukształtowanie terenu trasy migracji ludności nie zmieniły się od wieków. To, co może wydać się szczególnie atrakcyjne pasjonatom prawdziwej przygody, to fakt, że nie ma tutaj rozbudowanej sieci utwardzonych lub asfaltowych dróg, więc aby dotrzeć w ciekawe miejsca, trzeba podążać przez wiele kilometrów za ledwie widocznymi śladami pozostawionymi przez poprzedników.

FOT. MICHAŁ SYNOWIEC/GLOBTROTER4X4.PL

Kalahari - samochody dla bezpieczeństwa zawsze ustawia się w kręgu

 

Zwykle wyprawę do buszu zaczyna się od zrobienia porządnych zapasów żywności, które wystarczą nam nawet na kilka tygodni. Wszelkie niezbędne produkty kupimy w doskonale zaopatrzonych botswańskich supermarketach. Potrzebny będzie także pokaźny zapas paliwa, aby móc przejechać bez żadnego problemu, czyli szukania stacji benzynowych, ponad 1200 km. Naszą przygodę z dziewiczą Botswaną rozpoczynamy już za granicami Gaborone. Wjeżdżając w kotlinę Kalahari, od razu poczujemy ekscytujący dreszczyk emocji. Pierwszy nocleg w buszu również stanowi niezwykłe przeżycie dla każdego. Zatrzymujemy się na niego gdzieś po drodze albo szukamy sprawdzonych już miejsc, używanych wcześniej przez turystów do biwakowania i oczyszczonych z trawy, w której chowają się węże i skorpiony. Nocujemy na otwartej przestrzeni, ustawiając samochody w mniej więcej zamknięty krąg z ogniskiem w środku. W ten sposób pole światła chroni nas podczas wieczornego posiłku i zanim położymy się spać. Dzikie zwierzęta nie podejdą do obozowiska, bo obawiają się ognia. Natomiast późną nocą, gdy palenisko już zgaśnie, nieraz zobaczymy, jak hieny lub lwy przemykają pomiędzy samochodami. Usłyszymy też przechadzające się w pobliżu słonie, nawołujące się otocjony, pohukujące antylopy, a posuwając się dalej – na północy Botswany, w okolicy rzek, sapiące hipopotamy. To jest właśnie to, po co organizuje się takie wyprawy – świadomość bycia zależnym od reguł, jakimi rządzi się świat dzikiej przyrody. Jeżeli je znamy i respektujemy, będziemy bezpieczni, a pobyt tutaj pozostawi w naszej pamięci fascynujące wspomnienia na całe życie.

W ciągu dnia przemierzamy niekończące się sawanny, lasy drzew mopane, mijamy majestatyczne baobaby i rozłożyste akacje, poruszamy się między niezliczonymi stadami wspaniałych zwierząt. Podziwiamy z bliska antylopy, słonie, żyrafy, czasami polujące lwy lub gepardy, wiedząc, że w samochodzie jesteśmy neutralnymi obserwatorami. Zwierzęta postrzegają nasze pojazdy niczym jednolitą bryłę, która nie stanowi dla nich zagrożenia. Jeżeli szanujemy ich poczucie bezpieczeństwa i nie podjeżdżamy zbyt blisko, możemy przez długi czas napawać się ich widokiem. Prawa i zwyczaje panujące w buszu nie zmieniły się od wieków, jednak ludzie mieszkający w zindustrializowanym świecie zatracili już dawno swoje naturalne instynkty. Dlatego należy pamiętać, że bez odpowiedniego przygotowania, zdobytej wcześniej wiedzy lub doświadczonego przewodnika wędrówka po dzikiej Afryce może okazać się bardzo niebezpieczna. Warto więc zdobyć się na odrobinę pokory i przyswoić sobie kilka prostych zasad dotyczących podróżowania po Czarnym Lądzie, szczególnie że Botswana stanowi jeden z niewielu obszarów naprawdę dzikiej przyrody, do którego mamy ciągle nieograniczony dostęp. Szkoda byłoby nie skorzystać z możliwości niezwykłego safari w tym kraju…   


 

Artykuły wybrane losowo

Na Jamajkę z Jamesem Bondem

ROBERT BAJAN

 

<< Ojczyzna muzyki reggae, dub, ska i dancehall kojarzy się przede wszystkim z gorącymi imprezami na plaży, świetnym rumem i… popularyzacją marihuany, nazywanej tutaj „gandzią”. Ta wspaniała karaibska wyspa to jednak także przepiękna przyroda, cuda podwodnego królestwa, tajemnicze jaskinie i burzliwa historia. Tu również angielski pisarz Ian Fleming wymyślał przygody najdzielniejszego i najprzystojniejszego agenta wszechczasów – Jamesa Bonda, w którego rolę w filmowych adaptacjach wcielali się Sean Connery, George Lazenby, Roger Moore, Timothy Dalton, Pierce Brosnan i ostatnio Daniel Craig. Na jamajskim lądzie z pewnością nie grozi nam nuda! >>

Po Kubie i Hispanioli (Haiti) Jamajka jest trzecią co do wielkości wyspą na Karaibach (ma powierzchnię 10 991 km²). Należy do Archipelagu Wielkich Antyli. Jej najwyższe pasmo górskie stanowią Góry Błękitne (Blue Mountains) ze szczytem Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). To stąd pochodzi słynna kawa Jamaica Blue Mountain Coffee, ceniona na całym świecie.

Więcej…

Siedem szczęśliwych Wysp Kanaryjskich

LUCYNA LEWANDOWSKA

<< Ten uroczy archipelag znajdziemy na mapie na północy Afryki, w pobliżu południowych wybrzeży Maroka i Sahary Zachodniej. Pod względem administracyjnym stanowi on wspólnotę autonomiczną wchodzącą w skład Hiszpanii. To jeden z ultraperyferyjnych regionów Unii Europejskiej. Otoczone wodami Atlantyku Wyspy Kanaryjskie (część Makaronezji) przyciągają słońcem i umiarkowanymi temperaturami, a także znakomitymi warunkami do wypoczynku oraz atmosferą błogiego relaksu. Od lat uchodzą za numer 1 wśród wymarzonych kierunków wakacyjnych klientów europejskich biur podróży (w 2013 r. odwiedziło je ponad 12 mln turystów!). >>

Więcej…

Pod słońcem południowej Hiszpanii

pano2net.jpg

Widok na marinę w Alicante z Zamku św. Barbary na wzgórzu Benacantil

©AYUNTAMIENTO DE ALICANTE

MAGDALENA BARTCZAK


Choć wśród polskich turystów odwiedzających Hiszpanię wciąż największą popularnością cieszą się przede wszystkim Barcelona i region Costa Brava czy Wyspy Kanaryjskie – na czele z Fuerteventurą i Teneryfą – oraz Madryt, to warto pamiętać o tym, jak niezmiernie fascynującym miejscem jest południe tego kraju. Ten rozpalony słońcem fragment Półwyspu Iberyjskiego wypełniają piękne miasta i pokrywają liczne, wciąż jeszcze nieodkryte plaże. Koniecznie trzeba się o tym przekonać. 

Więcej…