ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

 

Mówi się, że co kraj, to obyczaj. W przypadku Ekwadoru można powiedzieć: co region, to inna kultura, kuchnia i tak różny styl życia, że wydaje się, iż pojawiłeś się nagle w innym państwie. W Andach znajdziesz wulkany wysokie na ponad 5 tys. metrów, miasteczka we wciąż aktywnych kraterach, świnki morskie i lud mówiący językiem keczua (quechua, quichua). Na gorącym wybrzeżu Pacyfiku spotkasz wieloryby i ludzi tańczących salsę do białego rana. W tropikalnej amazońskiej dżungli żyją kajmany i plemiona, które nie szukają kontaktu z naszą cywilizacją, a na Wyspach Galapagos zachwycą Cię unikatowe gatunki fauny i flory. Każdy z tych światów fascynuje, cieszy i zaskakuje, a wszystkie z nich poznamy podczas jednej wyprawy.

 

Jedyna taka stolica

Stolica Ekwadoru – Quito (San Francisco de Quito) – leży na wysokości ok. 2800 m n.p.m., na zboczu wciąż czynnego wulkanu Pichincha (4794 m n.p.m.). Ostatnią jego aktywność zarejestrowano w 1999 r., gdy obsypał miasto kilkucentymetrową warstwą popiołu. Jednak jeśli wierzyć statystyce, podobna sytuacja powtórzy się dopiero za kilkaset lat, więc Ekwadorczycy i odwiedzający ich turyści mogą spać spokojnie.

FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

Kopuły Kościoła La Compania w Quito, w tle szczyt El Panecillo

 

Chlubą ekwadorskiej metropolii jest Centro Histórico de Quito,czyli Centrum Historyczne Quito. To największa i najlepiej zachowana staromiejska dzielnica w całej Ameryce Południowej. Zwiedzanie najlepiej zacząć od Placu Niepodległości (Plaza de la Independencia), zwanego też Wielkim Placem (Plaza Grande), który już od XVI w. był miejscem spotkań i centrum najważniejszych wydarzeń w stolicy. To tutaj w 1809 r. po raz pierwszy mieszkańcy Ameryki Południowej wystąpili przeciw władzy Hiszpanów, a wydarzenie to nazwano później Pierwszym Krzykiem Niepodległości (Primer Grito de la Independencia). Przy placu znajdują się XVI-wieczna Katedra Metropolitalna (Catedral Metropolitana), Pałac Arcybiskupów, Ratusz oraz Palacio de Carondelet, znany jako Pałac Prezydencki. Od placu odchodzą liczne wąskie uliczki, wśród których warto się zgubić, aby odkryć piękne barokowe kościoły, franciszkańskie klasztory zbudowane na fundamentach z kamieni pochodzących z dawnych budowli Inków, kolonialne konwenty czy republikańskie domy hiszpańskich kupców i poszukiwaczy złota. Gdy w 1978 r. UNESCO umieszczało Quito na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości, opisało je m.in. tymi słowami: ręka ludzka i moc natury zgrały się, aby wspólnie stworzyć dzieło niepowtarzalne i doniosłe.

 

Aleja Wulkanów

Po kilkudniowej aklimatyzacji w Quito można już wyruszyć w wyższe partie Andów Północnych. Ekwador ma powierzchnię mniejszą niż Polska, ale znajdują się na niej aż 84 wulkany, z których 8 jest aktywnych. Jednak do najbardziej prestiżowego grona, czyli Alei Wulkanów (Avenida de los Volcanes), wchodzą jedynie te osiągające ponad 4500 m n.p.m. Najwyższy z nich to Chimborazo (6268 m n.p.m.), który dzięki swojej wysokości oraz położeniu blisko równika, stanowi najbardziej oddalony od środka Ziemi punkt na świecie. Według legendy andyjskich Indian jego żoną jest Mama Tungurahua (5023 m n.p.m.). Reaguje ona na zdrady męża czerwonym gniewem, objawiającym się erupcjami i wypuszczaniem chmur popiołu. Nie wiadomo, z kim romansuje Chimborazo, ale Tungurahua to niewątpliwie najaktywniejszy wulkan Ekwadoru – niemal codziennie daje pokaz niesamowitej siły natury.

FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

Wulkan Chimborazo (6268 m n.p.m.) w Andach

 

Jednak to o Cotopaxi (5897 m n.p.m.) marzą podróżnicy i amatorzy wysokogórskich wspinaczek. Dotarcie do krateru tego najwyższego czynnego wulkanu pokrytego lodowcem wymaga nie tylko sprawności fizycznej, ale także odporności na zmniejszoną zawartość tlenu w powietrzu, którego ubytek odczuwa się na takiej wysokości z każdym krokiem. Cotopaxi zdobędziemy jedynie pod opieką wykwalifikowanego przewodnika. Wynajmiemy go bez problemu w dobrych biurach podróży, gdzie wypożyczymy też sprzęt niezbędny podczas wędrówki. Wspinaczkę na szczyt tego słynnego wulkanu rozpoczyna się zazwyczaj o północy, aby znaleźć się na wierzchołku o wschodzie słońca i mieć chmury i cały świat pod stopami.

 

W drodze nad Pacyfik

Klimat Ekwadoru zmienia się wraz wysokością nad poziomem morza. Wystarczy zaledwie godzina jazdy samochodem z Quito, aby znaleźć się w wilgotnym lesie równikowym, gdzie roślinność przypomina scenografię z filmu Stevena Spielberga Park Jurajski. Gigantyczne liście, palmy, orchidee i helikonie są tutaj stałym fragmentem krajobrazu, a uprawy kukurydzy zastępują plantacje kawy, palm kokosowych, kakao i wszystkich owoców egzotycznych, jakie możemy sobie wymarzyć, a które zapełniają stoiska przydrożnych sprzedawców. Chirimoya (flaszowiec peruwiański), guanábana (flaszowiec miękkociernisty) czy zapote (Quararibea cordata) to tylko przykłady, których czasami na próżno by szukać w polskim słowniku.

FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

Malecon 2000 w Guayaquil - promenada nad rzeką Guayas

 

Największym ośrodkiem miejskim nie tylko na wybrzeżu kraju, ale też w całym Ekwadorze, jest ok. 2,5-milionowy Guayaquil (Santiago de Guayaquil) – najważniejszy port i centrum gospodarcze państwa. Ze względu na strategiczne położenie u ujścia rzeki Guayas w XVI i XVII w. miasto to bywało celem ataków najsławniejszych piratów. Najstarsza jego część spłonęła w licznych pożarach. Obecnie najciekawszą atrakcję, centrum rozrywki, życia nocnego i kultury stanowi Malecón 2000 – 2,5-kilometrowy bulwar prowadzący do najdawniejszej dzielnicy, czyli Las Peñas, gdzie zachowały się elementy tradycyjnej zabudowy. Warto także odwiedzić Park Seminarium (Parque Seminario) przed Metropolitalną Katedrą Guayaquil (Catedral Metropolitana de Guayaquil), w którym na wolności żyje kilkadziesiąt iguan, chętnie pozujących do zdjęć.

W Guayaquil rozpoczyna się Droga Słońca (Ruta del Sol), ciągnąca się wzdłuż brzegu Pacyfiku aż do Esmeraldas na północy kraju. Na tym malowniczym szlaku turyści mogą obejrzeć klify, białe piaski i wulkaniczne skały wybrzeża oraz wybrać się na wycieczkę po lasach namorzynowych lub polatać na paralotni nad oceanem. Mijane miasteczka urzekają latynoskim klimatem, kuszą kokosami sprzedawanymi na plaży i nęcą gorącymi rytmami salsy. Warto zajrzeć również do Parku Narodowego Machalilla (Parque Nacional Machalilla), gdzie od lipca do września można obserwować wieloryby. Każdego roku te wielkie ssaki przemierzają tysiące kilometrów z Antarktydy w okolice równika, aby w ciepłych wodach rozpocząć okres godowy. Przypływa ich tutaj tak wiele, że podczas kilkugodzinnej wyprawy statkiem w głąb oceanu na pewno zobaczymy, jak wynurzają się na powierzchnię, bawią z młodymi i wypuszczają w powietrze fontanny wody.

 

Amazonia pobudza zmysły

Po wędrówkach na szczyty wulkanów i wygrzaniu się na plażach Pacyfiku czas przenieść się do kolejnej ekwadorskiej krainy – puszczy amazońskiej. Aby dobrze wykorzystać czas spędzony w dżungli, trzeba wyostrzyć wszystkie zmysły. Świdrujące odgłosy pojawiające się w oddali należą do niezliczonych papug, kolibrów, motyli i insektów. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, żeby podczas wycieczki łodzią po amazońskich rzekach dojrzeć zwierzęta: małpy, tapiry, jaguary czy kajmany. Zewsząd dochodzić będą do nas zapachy: owoców kakaowca czy pomarańczy zerwanej prosto z gałęzi, kory drzewa cynamonowego, z której Indianka poda nam herbatę na śniadanie, czy nadchodzącego deszczu. Dżungla amazońska zajmuje prawie połowę terytorium Ekwadoru, a żyje w niej mniej niż 5 proc. populacji kraju. Znajduje się tu 9 chronionych obszarów przyrody, w tym Rezerwat Dzikiej Przyrody Cuyabeno (Reserva de Producción Faunística Cuyabeno), w którego rzekach pływają różowe delfiny słodkowodne – inie, oraz Park Narodowy Yasuní (Parque Nacional Yasuní), gdzie żyją z dala od cywilizacji plemiona Huaorani.

Do dziewiczych lasów Amazonii mogą dotrzeć nie tylko tak wytrwali podróżnicy, jak sam Tony Halik. Dzienna i nocna wędrówka po dżungli, łowienie piranii, obserwacja kajmanów, wizyty w indiańskich wioskach – to tylko nieliczne atrakcje oferowane przez miejscowe agencje turystyczne. A wszystko odbywa się pod czujnym okiem lokalnych przewodników, dzięki którym każda chwila w ekwadorskiej części Niziny Amazonki będzie ucztą doznań, pobudzającą zmysły i wyobraźnię.

 

Magiczne Galapagos

Czwarty świat Ekwadoru oddalony jest od jego kontynentalnych brzegów o ok. 970 km. Mowa tu o położonych na Oceanie Spokojnym Wyspach Galapagos, które ze względu na niespotykane nigdzie indziej na świecie gatunki fauny i flory przyczyniły się do powstania słynnej teorii ewolucji Karola Darwina (1809–1882). Do archipelagu należy 13 dużych i 5 mniejszych wysp, które otoczone są zarówno ciepłymi, jak i zimnymi prądami morskimi. To one sprawiają, że zobaczymy tu z jednej strony pingwiny, foki i albatrosy, a z drugiej – towarzyszące im ciepłolubne kormorany, iguany i flamingi. Na Galapagos turyści nawiązują niezwykły kontakt z przyrodą.

FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

Słynne żółwie słoniowe z Galapagos ważą nawet ponad 400 kg

 

Wyspy nigdy nie były częścią kontynentu, więc zwierzęta żyły tutaj w zupełnej izolacji od świata i nie rozwinęło się u nich uczucie strachu przed człowiekiem. Nigdzie indziej na ziemi nie zobaczymy gigantycznych żółwi słoniowych spacerujących w spokoju pomiędzy plażowiczami albo fok wygrzewających się na ławeczkach przed 5-gwiazdkowym hotelem. Nic więc dziwnego, że archipelag stanowi też prawdziwą mekkę dla wielbicieli nurkowania i snorkelingu. Przyciąga ich w te okolice możliwość pływania wśród tysiąca ryb o wszystkich kolorach tęczy, delfinów, rekinów i setek żółwi. Wylegujące się w promieniach słońca foki i lwy morskie na widok nurków często ożywiają się i zapraszają do wspólnej zabawy.

Jeden kraj – cztery światy, a w nich tysiące marzeń do spełnienia. Tutaj nie musisz wybierać, czy zejść do krateru, zaszyć się w niedostępnej dżungli czy podglądać wieloryby. W tym południowoamerykańskim kraju masz to wszystko w zasięgu ręki. W Ekwadorze czeka na nas prawdziwe all inclusive…  

 

Artykuły wybrane losowo

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

 

Wenezuela – wakacje pełne przygód

ANNA JANOWSKA

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Na południu kraju budzi podziw najwyższy wodospad świata – Salto Ángel. Na północy zachwycają wenezuelskie Malediwy, czyli rajski archipelag Los Roques, oraz karaibska wyspa Margarita. Poza tym znajdziemy tu jeszcze jedną z większych atrakcji atlantyckiego wybrzeża – gigantyczną deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao. Wenezuela jest wymarzonym miejscem na podróż pełną przygód zakończoną relaksem na karaibskiej plaży w ciepłych promieniach słońca – odwiedzenie tego południowoamerykańskiego państwa może stać się dla każdego wyprawą życia.

Wenezuelskie wyspy przyciągają co roku setki tysięcy turystów. Jedni przyjeżdżają tu, żeby nurkować wśród przepięknych raf koralowych, inni – by godzinami wylegiwać się na piaszczystych plażach. Jednak oprócz błogiego relaksu wśród rajskich krajobrazów Wenezuela oferuje także niezapomniane emocje. Wystarczy wybrać się na odkrywczą wyprawę po kontynentalnej części tego kraju. Wędrówka pośród olbrzymich płaskich szczytów gór stołowych (tepuyes), rejs łodzią przez kręte meandry jednej z wielkich rzek Ameryki Południowej czy połów drapieżnych piranii – to tylko niektóre z czekających na nas tutaj atrakcji.

Więcej…

Finlandia, czyli zimowa ucieczka przed pluchą

Adam Stępień

 

                                                                                                             FOT. VISIT FINLAND AND MEDIA BANK

<< Prawdziwa zima już za pasem. Niektórzy zastanawiają się, jak się przed nią schować, ale tym, którym śnieg i mróz niestraszne, proponuję ucieczkę przed pluchą i szarością środkowoeuropejskiej aury, czyli wyprawę do Finlandii, a przede wszystkim fińskiej Laponii. Jeziora i rzeki skute lodem, zaśnieżone wzgórza i sauny opalane drewnem powinny skusić niejednego podróżnika, szczególnie że przy okazji można odwiedzić Świętego Mikołaja, pojeździć na biegówkach, zjeść stek z renifera, zapoznać się z najnowszymi trendami wzornictwa przemysłowego czy poczytać opowieści o Muminkach… >>

Republika Finlandii to państwo stosunkowo nowe na mapie Europy (istnieje od grudnia 1917 r.), choć sami Finowie żyli na tych terenach przez wieki, najpierw pod panowaniem szwedzkim, a później – rosyjskim. Mimo dość dużej powierzchni – 338 tys. km², kraj ten zalicza się do najsłabiej zaludnionych na kontynencie (ok. 18 osób na 1 km²). Każdego roku staje się jednak coraz bardziej popularnym kierunkiem podróży, w tym także Polaków.

Więcej…