KATARZYNA DUDEK

 

                                                                                                                 FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL 

<< Etiopia to kraj, który pozostaje w sercu na zawsze, a podróżowanie po nim jest łatwiejsze niż myślimy. Powinni się o tym przekonać szczególnie ci, którzy nie odwiedzili jeszcze tzw. Rogu Afryki. Z pewnością będą zachwyceni bezcennymi skarbami dawnej Abisynii. >>

Podróżującym po Etiopii polecam wybór kompletnej trasy, tzn. zwiedzenie terenów północnych (do Aksum) połączone z wyprawą na południe (aż do granic słonego Jeziora Turkana, dawniej Jeziora Rudolfa). Ten program można wzbogacić o wycieczkę do położonego na wschodzie muzułmańskiego miasta Harar (Harer) oraz na plantacje kawy na zachodzie lub wymagający idealnego zdrowia wyjazd do Kotliny Danakilskiej (Afaru) – depresji w zapadlisku tektonicznym wchodzącym w skład Wielkich Rowów Afrykańskich. Dlaczego warto przemierzyć ten kraj wzdłuż i wszerz, żeby zobaczyć jak najwięcej miejsc? Otóż tempo zachodzących tu zmian jest tak duże, że trzeba się śpieszyć, aby zdążyć poznać prawdziwą afrykańską Etiopię. 

 

Ogromna tama, budowana właśnie na obszarze Parku Narodowego Omo, sprawi, że woda zaleje okoliczne wioski, całkowicie zmieni krajobraz tego uroczego, miejscami nadal dziewiczego zakątka. Przedstawiciele żyjącego na tym terenie plemienia Mursi, którzy już mniej więcej za rok zostaną zatrudnieni w nowoczesnej, powstającej tu cukrowni, nie będą już tymi samymi ludźmi, wyjmującymi z ust lub uszu gliniane krążki i podającymi je zdumionym turystom. Południowa Etiopia, ten żywy skansen, ojczyzna etiopskich pastoralistów i rdzennych afrykańskich ludów, jest światem nie tylko egzotycznym, lecz także – niestety – ginącym… Dlatego też w tym wydaniu magazynu All Inclusive chciałabym wszystkich zachęcić do podróży właśnie do tego fascynującego zakątka Czarnego Lądu.

 

Kraj o zapachu kawy

Jeśli obawiamy się wyjazdów do Afryki, na pewno ucieszy nas informacja, że Etiopia to państwo bezpieczne dla turystyki zarówno zorganizowanej, jak i indywidualnej. Ze względu na ukształtowanie terenu (większość terytorium zajmują wyżyny) prawdopodobieństwo zarażenia malarią jest również niewielkie, ponieważ przenoszące ją komary nie występują na wysokości powyżej 2000–2500 m n.p.m.

Wielowiekowa niepodległość tego afrykańskiego kraju stanowi wyjątek na skalę światową. W historii Etiopii zapisała się jedynie kilkuletnia inwazja włoska (1935–1941), pozostałością po której stało się znane Etiopczykom pożegnanie ciao! Każdy przybywający w te strony staje się młodszy o 7–8 lat, bowiem według obowiązującego tutaj kalendarza obecnie jest 2005 r. Zdarza się, że koniec Ramadanu i początek Nowego Roku dla chrześcijan etiopskiego obrządku ortodoksyjnego wypada tego samego dnia.

To jedno z nielicznych państw mogących pochwalić się pokojową koegzystencją chrześcijan i muzułmanów. Według legendy wiąże się to z nakazem samego proroka Mahometa, którego rodzina po prześladowaniach w swoim kraju otrzymała gościnę w północnej górzystej Etiopii. Trzecią grupą wyznaniową – najmniej liczną, ale charakterystyczną – są etiopscy żydzi, znani jako Felaszowie.

Poza tym ten kraj jest znaczącym eksporterem kawy oraz ciętych kwiatów i modnych wyrobów skórzanych. Od kilkunastu lat nie uchodzi już za symbol głodu, lecz stał się rozwijającym się gospodarczo państwem, które pod względem ekonomicznym stanowi siłę napędową Rogu Afryki. Warto wiedzieć, że ziarna do mocnego espresso (kojarzącego się nam głównie z Włochami) pochodzą w wielu przypadkach właśnie z etiopskich plantacji. To tu dojrzewa prawdziwa arabica. Tę pyszną kawę, podaną w miniaturowych filiżankach (często przy nas paloną), czasem z tradycyjnym etiopskim popcornem, dostaniemy za grosze praktycznie wszędzie. Jeśli ktoś nie jest miłośnikiem tego napoju, być może zasmakuje w słodkiej aromatycznej herbacie o doskonałym kolorze, lekko spienionej, z korzeniem imbiru i cynamonem.

Aby zwiedzić Etiopię, potrzeba minimum ok. 3 tygodni. Najlepiej przyjechać tu w okresie od połowy września do końca kwietnia. Warto odwiedzić ten kraj w czasie świąt religijnych – najlepszą okazję do tego mamy w styczniu (6–7 – Boże Narodzenie, 19 – Timkat, czyli upamiętnienie Chrztu Jezusa w rzece Jordan).   

 

Addis Abeba – początek podróży

Po przylocie do stolicy Etiopii – Addis Abeby (po amharsku Nowy Kwiat) – koniecznie trzeba udać się do Muzeum Narodowego ze szczątkami szkieletu słynnej Lucy (Australopithecus afarensis) sprzed 3,2 miliona lat oraz rzucić okiem na największe targowisko Afryki – bazar Merkato. Samo miasto ma zaledwie ponad 100 lat, a zostało założone w 1886 r. przez cesarza Menelika II (1844–1913), jako prezent dla jego żony Taitu. Miejsce to wybrano ze względu na dogodne położenie na wzniesieniu i okoliczne gorące źródła.

Z Addis Abeby można wyruszyć w kierunku jeziora Tana. To właśnie tutaj rozpoczyna swój bieg Nil Błękitny, aby po połączeniu z Nilem Białym w sudańskim Chartumie stworzyć najdłuższą rzekę Afryki. Zanim dotrzemy do tego największego jeziora Etiopii, odwiedźmy obiekt kultu religijnego w Debre Libanos, w którym kształci się mnichów. Ośrodek ten założył w XIII w. jeden z najważniejszych etiopskich świętych Tekle Hajmanot. Po tej wizycie wieczorem tego samego dnia będziemy już w miasteczku wypoczynkowym Bahir Dar nad jeziorem Tana. Stąd mamy niedaleko do widowiskowych wodospadów Tys Ysat. Rzadko który turysta przyjeżdżający do Etiopii pozostaje obojętny na uroki tego cudu natury, zwanego „Dymiącą Wodą”.

  FOT. HABTNET.NET Tys Ysat - wodospad na Nilu Błękitnym

 

U źródeł Nilu i w górach Semien

Źródeł Nilu poszukiwało w historii wiele ekspedycji. W Etiopii możemy sami odkryć początki jego największego dopływu – Nilu Błękitnego, który wytryska ze środka jeziora Tana. Podczas wycieczki łodzią motorową warto też obejrzeć liczne wysepki, przez setki lat skrywające skarby Abisynii. To tu przechowywana była Arka Przymierza, najświętsza i owiana legendą skrzynia z kamiennymi tablicami z przykazaniami darowanymi przez Boga ludziom. Obecnie, według miejscowej tradycji, znajduje się ona w niedostępnej dla nikogo niewielkiej kaplicy wzniesionej w latach 60. XX w. obok Kościoła Najświętszej Marii Panny z Syjonu w Aksum. Strzeże jej pilnie aż do swojej śmierci mnich-pustelnik, który nigdy nie wychodzi poza ogrodzenie tego świętego dla Etiopczyków miejsca.

Wyruszając dalej na północ, turyści udają się zazwyczaj do Gonderu (Gondaru) na zwiedzanie unikatowego XVII-wiecznego kompleksu zamkowego, którego budowę rozpoczął cesarz Fasilides (1603–1667), a kontynuowali ją jego synowie i następcy. Oprócz pałaców, stawianych najprawdopodobniej przez budowniczych z Indii i Portugalii, powinniśmy zobaczyć najsłynniejszy maleńki kościół Debre Berhan Selassie (Debre Byrhan Sellasje), czyli Góra Światła Trójcy, wzniesiony przez potomka Fasilidesa – Ijasu I. Świątynia ta słynie na cały świat z twarzy czarnych aniołów, namalowanych na drewnianych belkach.

 FOT. ETHOPIAN EBASSY IN THE UK Gonder (Gondar) - pozostałości pałaców cesarskich

Noc można spędzić w odległym mieście Debarek, będącym punktem wypadowym do Parku Narodowego Gór Semien, który znajduje się na obszarze pasma górskiego Semien, najwyższego na Wyżynie Abisyńskiej. Rejon ten zwany bywa Tybetem Afryki. Na wysokości powyżej 3000 m n.p.m. organizuje się tu wyprawy w poszukiwaniu dżelad (Theropithecus gelada), czyli małp wąskonosych z rodziny makakowatych, które ze względu na czerwony kolor nieowłosionej skóry na piersiach nazywane są „pawianami o krwawiących sercach”. Spotkamy tutaj też np. kruka grubodziobego i kaberu, czyli wilka etiopskiego (abisyńskiego). Po atrakcjach parku należy się przygotować na najbardziej spektakularny przejazd przez góry Semien trasą wybudowaną przez Włochów w czasie krótkiej okupacji Etiopii w latach 1935–1941.

 FOT. WIKIPEDIA.COM/HULIVILI Góry Semien, tzw. Tybet Afryki

 

W drodze do Aksum

Kolejnym punktem naszej wyprawy powinno być najświętsze miejsce w Etiopii, związane z legendą o szczególnej unii, która połączyła piękną królową Saby (to określenie obszaru) o imieniu Makeda i króla Salomona. Od nich właśnie rozpoczyna się zgodnie z tradycją dynastia Salomonidów. Król i królowa mieli syna – Menelika I, którego Makeda urodziła samotnie w Etiopii, a poczęła w czasie wizyty na dworze w Jerozolimie. Kiedy młody Menelik udał się do ojca, ten nie tylko go uznał, ale oddał mu najcenniejszy skarb. Miał z nim powrócić do ojczyzny i matki. Była to skrzynia o nieskończonej mocy – Arka Przymierza. Taką wersję wydarzeń przedstawiają przynajmniej etiopskie legendy.

Na trasie prowadzącej do Aksum warto zatrzymać się w miejscu, gdzie stoczono najsłynniejszą w historii Etiopii bitwę pod Aduą. Rozegrała się ona 1 marca 1896 r., a jednym z dowodzących wojskami po stronie obrońców był ojciec przyszłego cesarza Haile Selassie I (Hajle Sellasje I) – generał Ras Makonnen, walczący pod rozkazami cesarza Menelika II. Zdeterminowani Etiopczycy pokonali wtedy znacznie lepiej wyposażoną niemal 20-tysięczną armię włoską.

Niegdyś Aksum było centrum dawnego państwa o tej samej nazwie, istniejącego od I w. p.n.e. do X w. n.e. Jego upadek łączy się z osobą królowej Judyty, która miała się przyczynić do wymordowania królewskiego rodu. W wyniku tego wydarzenia do dziś kobiety nie mają wstępu do kilku najświętszych miejsc w Etiopii.

Wśród ciekawostek Aksum znajdują się stanowiska tajemniczych kamiennych wysokich steli z okresu przedchrześcijańskiego. Jedna z nich zwana jest Obeliskiem Króla Ezany I, który w IV w. n.e. zainicjował przyjęcie przez Etiopię chrześcijaństwa.

 

Etiopskie miasto aniołów

Za wizytówkę kraju uważa się Lalibelę, nazywaną Nową Jerozolimą – miasto wpisane w 1978 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Według legendy wzniesiono je bardzo szybko na przełomie XII i XIII w., za panowania cesarza Lalibeli, ponieważ nocą budowniczych zastępowały anioły. Modlący się mnisi, surowa potęga 11 kościołów wykutych w skale i szczególna atmosfera tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Najsłynniejszą świątynią jest tu Kościół św. Jerzego (Bet Giorgis) – pogromcy smoka, zbudowany na planie greckiego krzyża. Posiada również mały basen chrzcielny. Wśród miejscowych krzyży procesyjnych zdecydowanie zaś wyróżnia się ten szczerozłoty o wadze 7 kg.

FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL

Lalibela - Kościół św. Jerzego (Bet Giorgis)

Zwiedzający miasto chodzą korytarzami, wspinają się po schodach, przeciskają przez wąskie gardła skalne albo wędrują po dachach kościołów. Na ścianach dostrzeżemy symbole religii chrześcijańskiej, w tym krzyże maltańskie, łacińskie, greckie, a także hinduską swastykę albo gwiazdę Dawida.

 

Wśród rdzennych mieszkańców Afryki

Po powrocie z Lalibeli do stołecznej Addis Abeby warto skierować się tym razem w południowe rejony Etiopii. Aby zanurzyć się w Czarnej Afryce, trzeba wybrać się drogą prowadzącą do Arba Minch do Jinka, urokliwej, zielonej stolicy głębokiego południa, oraz dalej za rzekę Omo. To właśnie tutaj możemy spotkać przedstawicieli plemion Tsamai (Tsemai), Bencha, Dorze, Hamer, a także wędrujących w te strony Karo, Suri, Me’en czy Galebów.

Większość turystów najbardziej fascynuje lud Mursi (Surma), którego kobiety wkładają dla ozdoby w dolną wargę (naciętą wiele lat wcześniej) gliniany krążek wielkości małego talerzyka. Co ciekawe, jego wielkość świadczy o atrakcyjności właścicielki.

Wspaniałym końcem naszej podróży po Etiopii będzie odpoczynek nad jeziorem Chamo. Z pokładu łodzi obejrzymy tu krokodyle (niektóre podpływają bardzo blisko) oraz ogromne hipopotamy. W pobliskiej wiosce ludu Dorze kupimy zaś niezmiernie oryginalne pamiątki. Jej mieszkańcy potrafią upleść niemal wszystko: bransoletkę, czapkę, chustę, dywanik, ogrodzenie, a nawet dom w kształcie głowy słonia!

Jeśli więc zastanawialiśmy się nad wyjazdem do Etiopii, nie zwlekajmy z nim zbyt długo. Póki jeszcze czuć w niej ducha dawnych cesarzy, póki jeszcze miejscowe ludy pamiętają swoje korzenie, póki na spotkanie podróżnikom wychodzi starożytna historia…

 


 

Artykuły wybrane losowo

Rekordy Singapuru

JĘDRZEJ SAPTOWSKI

www.malyglobtroter.pl

 

<< Niewielka Republika Singapuru uzyskała niepodległość w 1965 r., aby wkrótce stać się jednym z azjatyckich tygrysów, niemal rokrocznie odnotowującym imponujące wzrosty gospodarcze. Dzięki stabilnym fundamentom ekonomicznym i rozwojowi całego regionu należy dziś do najważniejszych centrów finansowych na świecie. Poza tym zalicza się też do najzamożniejszych państw na naszym globie. >>

Ze względu na niewielkie terytorium (ok. 720 km² powierzchni) władze Singapuru od lat 70. XX w. wdrażają w życie nowoczesne koncepcje urbanistyczne. Znaczący budżet pozwala im na zatrudnianie światowej sławy architektów, wśród których znalazł się m.in. Polak Krystyn Olszewski (1921–2004). Jednocześnie dba się tu o zachowanie tożsamości lokalnych dzielnic (Little India czy Chinatown).

 

Taras na szczycie hotelu Marina Bay Sands

© Singapore Touris m Board /Andrew JK Tan

 

Singapur z racji swojego położenia na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego sąsiaduje z Malezją i Indonezją. Stanowi więc świetną bazę wypadową na pobliskie wyspy, takie jak indonezyjskie Bintan i Batam w archipelagu Riau, uchodzące za raj dla kitesurferów i miłośników gry w golfa. Zapraszamy na krótką podróż śladami symboli rozkwitu tego wyjątkowego państwa-miasta.

 

NAJLEPSZE LOTNISKO ŚWIATA

Międzynarodowy Port Lotniczy Changi (Changi Airport) to dla większości turystów brama do Singapuru. Jest niczym dawne wrota starożytnych miast i świątyń, które miały za zadanie zadziwiać przekraczających ich progi. W 2018 r. został po raz szósty z rzędu nagrodzony tytułem Najlepszego lotniska świata (World’s Best Airport) w prestiżowym rankingu brytyjskiej firmy konsultingowej Skytrax. Co ważne, podstawę do tego wyróżnienia stanowią oceny osób odbywających tutaj loty.

Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, gdy zawitaliśmy do tego szóstego najruchliwszego międzynarodowego portu lotniczego na świecie (i drugiego w Azji!), który obsłużył w 2017 r. ponad 62 mln pasażerów z całego globu, to zieleń okalająca ściany terminalu przylotów oraz inne obiekty wewnątrz budynku. Poza tym na plus zaskoczyły nas szybka odprawa, doskonałe oznaczenia i bliskość wszystkich niezbędnych punktów, których poszukuje przybywający w nieznane miejsce turysta. Nie czuliśmy zagubienia czy niepewności. Wszystkie etapy podróży po wyjściu z samolotu przebiegały bezproblemowo, bez pośpiechu i opóźnień. Kiedy szliśmy po wygodnej wykładzinie, prostą i krótką drogą prowadzącą do stacji kolejki MRT (Mass Rapid Transit), którą mieliśmy dojechać do centrum, towarzyszyły nam tylko pozytywne emocje. Wszystkie zalety lotniska mogą w pełni docenić osoby spędzające na nim więcej czasu. Dzięki działającemu całą dobę kinu, basenowi, strefie relaksu, salonowi gier, placom zabaw dla dzieci, tematycznym ogrodom czy w końcu setkom sklepów najważniejszych światowych marek kolejne godziny oczekiwania mijają w tych komfortowych warunkach bardzo szybko.

W przyszłym roku (pod koniec marca) planowane jest otwarcie połączonego z terminalami 1, 2 i 3, wielkiego centrum handlowo-rozrywkowego Jewel. Wiszące ogrody i najwyższy na świecie wodospad wewnątrz budynku (40-metrowy) to tylko dwa przykłady atrakcji, jakie znajdą się w tym wspaniałym, oszklonym obiekcie zaprojektowanym przez światowej sławy architekta Moshe Safdiego, autora m.in. koncepcji singapurskiego resortu Marina Bay Sands. Lotnisko Changi pełni również funkcję bazy Singapore Airlines, którym w 2018 r. nadano tytuł Najlepszych linii lotniczych świata (World’s Best Airline według Skytrax). Uruchomione przez tego przewoźnika w październiku br. połączenie pomiędzy Singapurem i Newark koło Nowego Jorku (15 344 km) jest obecnie najdłuższym dostępnym (niemal 19-godzinnym) bezpośrednim lotem komercyjnym.

 

Bussorah Mall – sklepy, restauracje i kawiarnie w dzielnicy muzułmańskiej Kampong Glam

© Singapore Touris m Board

 

HINDUSI I MUZUŁMANIE

Z portu lotniczego do centrum dotarliśmy w ciągu godziny kolejką MRT. Po drodze mieliśmy jedną przesiadkę na stacji Tanah Merah, polegającą na przejściu na drugą stronę peronu do pociągu East West Line, którym dojechaliśmy do Bugis, gdzie przesiedliśmy się znowu, aby dojechać do Little India. W tej hinduskiej dzielnicy, na którą miejscowi mówią Tekka, zarezerwowaliśmy wcześniej noclegi. Po Singapurze poruszaliśmy się zazwyczaj pieszo i pociągami MRT, ale świetnym i niedrogim rozwiązaniem są przejazdy oferowane przez firmy Uber lub Grab. Ze względu m.in. na horrendalne ceny samochodów ruch na tutejszych ulicach jest jak na metropolię bardzo przyjazny, a korzystanie z tego typu taksówek stanowi najszybszy sposób dotarcia do dalej położonych atrakcji.

Ponad 500 tys. Hindusów tworzy trzecią pod względem liczebności grupę narodowościową w tym kraju (po Chińczykach i Malajach). Dzielnicę Little India założyli pierwsi robotnicy przybywający z subkontynentu indyjskiego do Singapuru pod koniec XVIII w. Dystrykt jest niewielki i aby go zwiedzić, wystarczy dwugodzinna przechadzka. Do tego należy zarezerwować sobie nieco czasu na wizytę w jednej z wielu fantastycznych restauracji. Najbardziej znana tutejsza świątynia to poświęcona bogini Kali Sri Veeramakaliamman z 1881 r. Kolorowa budowla, wyglądająca z zewnątrz na niewielką, zaskakuje liczbą zaułków i nisz z wizerunkami hinduskich bóstw. Warto tutaj dotrzeć w trakcie odbywających się cztery razy dziennie modlitw. Podczas spaceru po okolicznych uliczkach zajrzeliśmy na dziedziniec ukończonego w 1910 r. meczetu Abdul Gaffoor (Masjid Abdul Gaffoor). Ta żółto-zielona budowla z wieloma minaretami i ornamentami stanowi przykład architektury łączącej w sobie wpływy mauretańskie, europejskie i południowoindyjskie. Wielobarwna zabudowa dzielnicy nie robi oszałamiającego wrażenia, ale wyróżnia ją spośród innych części państwa-miasta. Ci, którzy znają Indie, uznają, że jest tu wyjątkowo czysto. Osoby oceniające to miejsce z perspektywy Singapuru dostrzegą nieznośny bałagan. Jednak chyba dla wszystkich świetnym kulinarnym doświadczeniem będzie zapoznanie się z tutejszą kuchnią, którą gorąco polecamy.

Aby dostać się do Kampong Glam, położonej po drugiej stronie kanału Rochor dzielnicy muzułmańskiej, można przejechać dwie stacje pociągiem MRT (z Little India do Bugis), ale my proponujemy niedługi spacer i obserwowanie zmieniającego się otoczenia. Do serca dzielnicy prowadzi Arab Street, przekształcająca się z początkowo dużej arterii w znacznie węższą uliczkę otoczoną niską zabudową. Idąc wzdłuż licznych sklepów z tkaninami i dywanami, dochodzimy do skrzyżowania z Baghdad Street, przy której znajduje się wiele polecanych restauracji. Stąd jest już niedaleko do najbardziej rozpoznawalnego rejonu Kampong Glam, czyli deptaków Bussorah i Muscat leżących tuż przy największym singapurskim meczecie – Masjid Sultan. Otwarto go oficjalnie w grudniu 1929 r. w miejscu świątyni z pierwszej połowy XIX w. Co ciekawe, obecną, przykrytą złotymi kopułami budowlę zaprojektował architekt Denis Santry z firmy Swan and Maclaren, która opracowała koncepcję głównego budynku słynnego hotelu Raffles Singapore. Dzielnicę muzułmańską warto odwiedzić ze względu na jej niezliczone kafejki, restauracje i sklepy oraz panującą w niej wieczorami żywą i pełną różnorodności atmosferę.

 

OGRÓD POD KOPUŁĄ

W deszczowe popołudnie szybko przemknęliśmy przez Dragonfly Bridge i zielony park wokół Supertree Grove (Gardens by the Bay). Spiesząc się do Kwiatowej Kopuły (Flower Dome) na wyznaczoną godzinę, wskazaną na zakupionym przez internet bilecie, spoglądaliśmy na olbrzymich rozmiarów futurystyczne konstrukcje i zawieszoną nad naszymi głowami kładkę o długości 128 m (OCBC Skyway). Mieliśmy nieodparte wrażenie, że choć na superdrzewach posadzono niemal 163 tys. roślin z ponad 200 gatunków z całego świata, to nadal jest to struktura wykreślona na architektonicznych deskach, dla której środowisko naturalne stanowi jedynie daleką inspirację. Po drodze zaglądaliśmy do ogrodów malajskiego, chińskiego i indyjskiego, aż wreszcie dotarliśmy do górującej nad zielenią Flower Dome. Ta największa na świecie szklana cieplarnia (o powierzchni ponad 1,2 tys. km²!), wpisana w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa, kryje tysiące gatunków roślin. Podzielono ją na kilka części, prezentujących roślinność charakterystyczną dla obszarów klimatycznych Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki. Zobaczymy tu m.in. gaj oliwny, baobaby, sukulenty, a w strefie kwiatów – niezliczone gatunki storczyków. W ogrodzie stoi też wiele wykonanych z kwiatów, drewna i metalu ciekawych rzeźb i pomników. To miejsce bardzo popularne wśród turystów i trudno w nim niestety znaleźć chwilę spokoju, dlatego warto odwiedzić je w godzinach porannych.

Po wyjściu z Flower Dome przeszliśmy na drugą stronę niewielkiego zadaszonego dziedzińca, żeby zajrzeć do Mglistego Lasu (Cloud Forest). Wewnątrz tej również imponującej szklanej konstrukcji znajduje się 35-metrowy wodospad na sztucznej górze pokrytej tropikalną roślinnością. Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Kaskadowo spadająca woda i niezliczone gatunki flory ogląda się przez lekką mgłę unoszącą się wokół. Podczas spaceru wiszącymi kładkami poprowadzonymi naokoło i wewnątrz zielonej konstrukcji można z bliska podziwiać np. orchidee czy rośliny mięsożerne. Na szczycie góry usytuowano Zaginiony Świat (Lost World) – obszar z roślinnością występującą na wysokości ok. 2000 m n.p.m. Roztacza się stąd także piękny widok na zatokę Marina (Marina Bay).

Do wieczornego muzyczno-świetlnego spektaklu Garden Rhapsody w okolicy superdrzew mieliśmy jeszcze trochę czasu, który ku radości dzieci spędziliśmy na położonym tuż obok wodnym placu zabaw. Bieganie z rówieśnikami między podświetlanymi strumieniami tak wciągnęło maluchy, że dopiero dalekie odgłosy muzyki uświadomiły nam rozpoczęcie się widowiska. Pokazy odbywają się codziennie o 19.45 i 20.45 i przyciągają tłumy widzów. Stojąc pod superdrzewami, obserwowaliśmy feerię barw, która wraz z muzyką tworzyła magiczną atmosferę. Trochę żałowaliśmy, że nie jesteśmy na położonej 22 m wyżej kładce (OCBC Skyway), bo widowisko musiało z niej wyglądać spektakularnie. Po zakończeniu spektaklu przeszliśmy rozpiętym tuż nad wodą drewnianym pomostem w stronę słynnej rzeźby Planet. Polecamy taki krótki, wieczorny spacer ze względu na niesamowity widok na oświetlony resort Marina Bay Sands kontrastujący z ciszą i spokojem panującymi wokół. Przez kilkadziesiąt minut minęło nas raptem kilka osób. W pobliskich Gardens by the Bay jest ponad 40 rzeźb stworzonych przez znanych artystów. Szczególnie zależało nam, żeby zobaczyć tę autorstwa Brytyjczyka Marca Quinna. To długa na 9 m i wysoka na 3 m figura z pomalowanego na biało brązu, przedstawiająca dziecko, syna twórcy, Lucasa. Wspierająca się jedynie na dłoni postać sprawia wrażenie wiszącej w powietrzu.

 

HOTEL Z INSTAGRAMA

Marina Bay Sands był w 2017 r. najczęściej fotografowanym obiektem hotelowym na świecie, którego zdjęcia pojawiały się w serwisie Instagram. Wyprzedził m.in. Bellagio czy MGM Grand z Las Vegas. Swoją popularność zawdzięcza niesamowitej architekturze oraz luksusowym warunkom i atrakcjom, które czekają na gości. Jednak na pewno głównym powodem tej sławy jest niemal już ikoniczny basen położony na tarasie Sands SkyPark (na 57. piętrze). Wśród ponad 80 restauracji, które znajdują się w kompleksie, warto wymienić „Waku Ghin”, uważaną za jedną z najlepszych w całej Azji i oznaczoną dwoma gwiazdkami Michelin, serwującą dania kuchni japońskiej i europejskiej. Poza tym działa tu również lokal Wolfganga Pucka „CUT” oraz zajmujące kilka pięter, luksusowe centrum handlowe zdobywające najlepsze oceny wśród odwiedzających je klientów – po przecinającym je kanale można pływać łódką. Całe założenie architektoniczne stało się jedną z wizytówek Singapuru. Zobaczymy je także w niejednej filmowej superprodukcji.

 

MUZEUM W KWIECIE LOTOSU

Do kompleksu Marina Bay Sands należy ArtScience Museum. Budynek zaprojektowany w kształcie kwiatu lotosu gości wiele wystaw czasowych, ale znajduje się w nim też stała ekspozycja Future World: Where Art Meets Science. Ze względu na dużą popularność muzeum wybraliśmy się do niego o poranku, aby jako jedni z pierwszych rozpocząć zwiedzanie.

Wizyta tu jest niesamowitym przeżyciem szczególnie dla dzieci. Kolejne pomieszczenia wprowadzają nas w świat kolorowych, świetlnych iluzji, w których uczestniczymy i które możemy kreować. Na wielkim na całą ścianę ekranie pojawiają się narysowane przed momentem na kartce przez zwiedzających i zeskanowane obrazki. W salach animowane rysunki poruszają się w takt muzyki i reagują na obecność gości. Są tutaj ogromne, świecące piłki do skakania, świetlny wodospad imitujący wodę czy w końcu pomieszczenie roziskrzone maleńkimi diodami LED umocowanymi na długich przewodach zwisających z sufitu i tworzących labirynt. Wszystko to zadziwia i sprawia wspaniałe wrażenie.

Po wyjściu z muzeum warto skierować się w stronę Helix Bridge, skąd z czterech punktów widokowych można podziwiać niesamowitą panoramę Singapuru. Ten przeznaczony dla pieszych most został zaprojektowany na wzór struktury DNA i w roku otwarcia (2010) zdobył główną nagrodę w kategorii transport na największym festiwalu architektury na świecie – World Architecture Festival. Konstrukcja wykonana ze stali i szkła prowadzi nas do trybun przy pływającej na wodach zatoki platformie, na której odbywają się najważniejsze wydarzenia w tym państwie-mieście. Wzdłuż widowni przejeżdżają również bolidy Formuły 1 w trakcie organizowanego rokrocznie Grand Prix Singapuru (na torze Marina Bay Street Circuit) – pierwszego w historii tych zawodów wyścigu rozgrywanego w nocy przy sztucznym oświetleniu. Tu także doszło do niechlubnego incydentu uważanego za największy skandal Formuły 1. W 2008 r. prowadzący bolid Renault Brazylijczyk Nelsinho Piquet na polecenie swojego zespołu rozbił samochód, umożliwiając w ten sposób uzyskanie dogodnej pozycji na torze swojemu partnerowi i późniejszemu triumfatorowi Hiszpanowi Fernandowi Alonso. Po drugiej stronie pobliskich mostów znajduje się najwyższy w Azji diabelski młyn (165 m) – Singapore Flyer. To kolejna atrakcja, która pozwala spojrzeć na państwo-miasto z góry.

Stąd Deptak Królowej Elżbiety (Queen Elizabeth Walk) doprowadził nas do przeprawy położonej przy ujściu rzeki Singapur. Wybudowany w 2015 r. Most Jubileuszowy (Jubilee Bridge) jest częścią pieszego traktu upamiętniającego uzyskanie niepodległości przez republikę. Szlak ten (o długości 8 km) łączy historię z nowoczesnością. Podczas spaceru można oglądać budynki i miejsca istotne z punktu widzenia rozwoju Singapuru. My dotarliśmy nim do Merliona, czyli tryskającej wodą statui przedstawiającej pół lwa, pół rybę. Postać tę zaprojektował brytyjski ichtiolog Alec Frederick Fraser-Brunner (1906–1986). Była ona wykorzystywana od 1964 do 1997 r. jako logo Singapore Tourism Board, a konsekwentnie prowadzone działania marketingowe utrwaliły ją w świadomości nie tylko Singapurczyków.

 

NOWOCZESNE ZOO

Aby dostać się do Singapore Zoo, najlepiej skorzystać z taksówki lub usług Ubera. Bilety w cenie 35 i 23 dolarów singapurskich (odpowiednio dla dorosłych i dzieci, czyli ok. 95 i 63 złotych) możemy kupić przez internet (wówczas są ze zniżką i kosztują 29,75 i 19,55 dolarów singapurskich) lub na miejscu. Przy wejściu otrzymaliśmy dokładną mapę ogrodu i ruszyliśmy ścieżką prowadzeni przez świetnie zaprojektowane drogowskazy – zamiast strzałek zakończone są one podobiznami zwierząt, do których wiodą.

Początkowo trasa wiła się wśród roślinności. Przechodziliśmy przez drewniane mostki i ścieżki. W oddali słychać było pokrzykiwania małp. Zgodnie z planem chcieliśmy zdążyć na pierwsze karmienie słoni, bo mogą w nim uczestniczyć goście. Wczesna pora i deszcz sprawiły, że mijaliśmy pojedynczych turystów, a gdy doszliśmy do małej, drewnianej widowni przed wielkim wybiegiem, towarzyszyło nam kilka osób i tyle samo opiekunów zwierząt. Dzieci trzymające w rękach koszyczki z pokarmem stały przy balustradzie. Podeszły pod nią trzy słonie, które chętnie wyciągały trąby, odbierały od maluchów banany i wykonywały polecenia opiekunów równocześnie przybliżających zwyczaje tego gatunku. Oczywiście, radości było co niemiara, a my mieliśmy poczucie, że zwierzęta znajdują się tu pod dużo lepszą opieką niż w cieszących się złą sławą miejscach z innych części Azji.

Ponieważ rozpadało się na dobre i zakończyła się pora karmienia, skierowaliśmy się w stronę amfiteatru, gdzie zaplanowano na 10.30 Splash Safari Show z udziałem uszanki kalifornijskiej. Pierwsze rzędy podczas pokazu zarezerwowane są dla miłośników wodnych atrakcji. Dzieci, lekko już zmoczone ciepłym deszczem, z chęcią wskoczyły na wybrane miejsca, żeby po chwili przemoczyć się zupełnie. Uszanka kalifornijska wykonywała polecenia treserki, co jakiś czas efektownie wskakiwała do przeszklonego basenu i rozpryskiwała wodę, ochlapując roześmianą widownię. Po pokazie mokrzy, ale jeszcze bardziej radośni odwiedzaliśmy kolejne wybiegi. Na szczęście przestało padać.

W zoo znajduje się powyżej 2,4 tys. zwierząt z ponad 300 gatunków, z których ok. 34 proc. to gatunki zagrożone. Ogród, ceniony wśród odwiedzających, ma także renomę placówki dbającej o najwyższe standardy opieki nad zwierzętami, prowadzi doskonałe programy edukacyjne, zapewnia leczenie weterynaryjne i realizuje projekty hodowlane. Łącznie zajmuje powierzchnię 26 ha, a odwiedza go rocznie mniej więcej 1,9 mln turystów. Z każdą godziną podczas naszej wizyty wzrastała liczba gości, ale teren zoo jest tak rozległy, że z łatwością znajdowaliśmy miejsca, w których w samotności podziwialiśmy zwierzęta. Ogromne wrażenie zrobił na nas spacerujący po wybiegu i prezentujący dostojną sylwetkę biały tygrys. Z kolei krążący kilka centymetrów za szklaną przegrodą gepard grzywiasty aż przestraszył dzieci swoim spojrzeniem. W ciszy obserwowaliśmy nieruchome żółwie olbrzymie. Uśmiech na naszych twarzach wywołały lemury i kameleony, hipopotamy karłowate czy pingwiny. W wielu miejscach zwierzęta są tu niemal na wyciągnięcie ręki. Bliskie obcowanie z przyrodą sprawiło nam niesamowitą frajdę, dlatego wszystkim gorąco polecamy singapurski ogród zoologiczny. Szczególnie że jego mieszkańcy mają naprawdę znakomitą opiekę. Po obejrzeniu większości zwierząt i całkowitym wysuszeniu ubrań dzieci znowu chciały się trochę ochłodzić i z radością wskoczyły pod strumienie na tutejszym wodnym placu zabaw.

 

AKWARIUM NA WYSPIE

W czerwcu 2018 r. oczy całego politycznego świata zwrócone były na niewielką wyspę Sentosa (ok. 5 km² powierzchni), gdzie w luksusowym, 5-gwiazdkowym hotelu Cappella Singapore doszło do historycznego spotkania amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Oby podpisane porozumienie i wymiana grzeczności stały się zapowiedzią trwałych i rewolucyjnych zmian na Półwyspie Koreańskim, równych metamorfozie, jaką przeszła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wspomniana Sentosa.

Ten niewielki skrawek lądu był w trakcie II wojny światowej świadkiem udręki wielu australijskich i brytyjskich więźniów z usytuowanego tu japońskiego obozu jenieckiego. Dopiero po odzyskaniu niepodległości władze Singapuru zaplanowały utworzenie na Sentosie kurortu z luksusowymi hotelami i atrakcjami turystycznymi. Wybudowano kolejkę gondolową (Singapore Cable Car) oraz most łączący wyspy. Zaprojektowano sztuczne plaże i powstanie nowoczesnych kompleksów rozrywki. Hasło promujące Sentosę jako The State of Fun w pełni oddaje charakter tego miejsca.

Można się tutaj dostać samochodem, kolejką lub autobusem. My wybraliśmy autokar, który dowiózł nas na podziemny parking w okolicach parku rozrywki Universal Studios Singapore. Po wyjściu na powierzchnię przeszliśmy przez okrągły i otoczony restauracjami plac (The Bull Ring), na którym stoi wirujący globus – symbol wytwórni. W pobliżu znajdują się także drzewa z różnej wielkości lizakami. To obowiązkowy punkt na wykonanie pamiątkowego zdjęcia dla każdego rodzica z dziećmi.

Nasz cel stanowiło S.E.A. Aquarium, w którym mieszka powyżej 100 tys. morskich zwierząt reprezentujących ponad tysiąc gatunków. Kilka lat temu zostało ono uznane przez użytkowników serwisu TripAdvisor za jedno z trzech najlepszych akwariów w Azji. Maluchy po raz kolejny były wniebowzięte, a my również poczuliśmy się niemal jak w bajkowym świecie z polsko-brytyjskiego filmu familijnego Wodne dzieci. Ogromne przeszklone zbiorniki, w których toczyło się życie, zadziwiały i przyciągały jak magnes. Moglibyśmy wpatrywać się godzinami w mureny, płaszczki, skrzydlice, delfiny, setki meduz, ławice kolorowych rybek, wielkie i małe ośmiornice. Stojąc w szklanym tunelu, obserwowaliśmy pływające nad naszymi głowami kilkadziesiąt rekinów, które w porze karmienia szybko pałaszowały wrzucane przez obsługę sporych rozmiarów kąski. W każdej sali odnajdywaliśmy dokładne opisy zwierząt i żałowaliśmy, że z braku czasu nie możemy wziąć udziału w programach edukacyjnych organizowanych przez akwarium. Wyjątkową propozycją jest np. spędzenie nocy w Galerii Otwartego Oceanu (Open Ocean Gallery) połączone ze zdobywaniem wiedzy o zachowaniach tutejszych stworzeń po zmroku.

Oczywiście, kilkudniowy pobyt w tym kraju nie wystarczy, aby poznać wszystkie jego atrakcje. Gdy wyjeżdżaliśmy, mieliśmy przeświadczenie, że to doskonałe miejsce na azjatycką podróż z dziećmi. Jest tu oczywiście bardzo czysto i bezpiecznie, a bary i restauracje z różnorodną kuchnią ułatwiają znalezienie potraw odpowiednich dla naszych pociech. Singapur bije wiele rekordów. Bardzo wysoki poziom edukacji, stałe promowanie innowacyjnych rozwiązań, konsekwentnie prowadzona polityka rozwoju i współpraca z najważniejszymi ośrodkami naukowymi na świecie gwarantują, że wkrótce usłyszymy o kolejnych osiągnięciach tego niewielkiego państwa-miasta. Czy będą to architektoniczne, inżynieryjne, kulturalne czy informatyczne nowości? Nie jest wykluczone, że Singapurczycy zaskoczą w wielu dziedzinach swoją pomysłowością lub umiejętnym wykorzystaniem pomysłów zatrudnionych tutaj specjalistów.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Na koniu przez świat

Jerez   Feria 04

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Jest coś niezmiernie pociągającego w widoku jeźdźca, który na swoim koniu zmierza ku linii horyzontu. Wokół niego rozpościera się pusta przestrzeń, może gdzieś w oddali majaczy las lub brzeg morza, ale tak naprawdę w tej chwili istnieje tylko on, jego wierzchowiec i otaczająca ich przyroda. Ten obraz ma chyba w sobie taką siłę, ponieważ w istocie przedstawia wyjątkowy moment, gdy człowiek i zwierzę działają razem. Ci, którzy jeżdżą konno, zapewne uwielbiają to uczucie pełnej jedności. Odnosi się wówczas wrażenie, że koń rozumie nas niemal tak, jakby mówił naszym językiem. Kto jeszcze tego nie doświadczył, musi koniecznie spróbować.

Więcej…

Wenezuela – wakacje pełne przygód

ANNA JANOWSKA

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Na południu kraju budzi podziw najwyższy wodospad świata – Salto Ángel. Na północy zachwycają wenezuelskie Malediwy, czyli rajski archipelag Los Roques, oraz karaibska wyspa Margarita. Poza tym znajdziemy tu jeszcze jedną z większych atrakcji atlantyckiego wybrzeża – gigantyczną deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao. Wenezuela jest wymarzonym miejscem na podróż pełną przygód zakończoną relaksem na karaibskiej plaży w ciepłych promieniach słońca – odwiedzenie tego południowoamerykańskiego państwa może stać się dla każdego wyprawą życia.

Wenezuelskie wyspy przyciągają co roku setki tysięcy turystów. Jedni przyjeżdżają tu, żeby nurkować wśród przepięknych raf koralowych, inni – by godzinami wylegiwać się na piaszczystych plażach. Jednak oprócz błogiego relaksu wśród rajskich krajobrazów Wenezuela oferuje także niezapomniane emocje. Wystarczy wybrać się na odkrywczą wyprawę po kontynentalnej części tego kraju. Wędrówka pośród olbrzymich płaskich szczytów gór stołowych (tepuyes), rejs łodzią przez kręte meandry jednej z wielkich rzek Ameryki Południowej czy połów drapieżnych piranii – to tylko niektóre z czekających na nas tutaj atrakcji.

Więcej…