EWA ZAMIECKA

 

                                                                                                             FOT. MEXICO TOURISM BOARD

<< Gdy poszukujący złota Hiszpanie pod wodzą Hernána Cortésa przybyli w 1519 r. do kontynentalnego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, nie spodziewali się znaleźć tutaj zbyt rozwiniętej cywilizacji i wielkich kamiennych miast. Ogrom i bogactwo tych ziem musiały jednak ich zachwycić, bo zapragnęli przyłączyć je do swojego królestwa. Tak powstała Nowa Hiszpania, która po trzech stuleciach wyzwoliła się spod władzy kolonizatorów, aby przeistoczyć się m.in. w barwny Meksyk, gdzie dziś obok hiszpańskiego funkcjonuje aż 67 języków urzędowych (np. náhuatl, maja, mixtec czy tzeltal). Ta dawna kraina Majów, Azteków i Zapoteków przyciąga obecnie każdego roku miliony turystów z całego świata. >>

Nazwa México pochodzi z języka z grupy uto-azteckiej – náhuatl, rozpowszechnionego przez Azteków. Jej znaczenie nie zostało jednak do końca wyjaśnione. Meksyk to dzisiaj jedno z najludniejszych państw naszego globu – ma prawie 115 mln mieszkańców. Posiada powierzchnię ponad 6 razy większą od Polski (niemal 2 mln km²). Jest ojczyzną rozśpiewanych muzyków mariachi, charyzmatycznej malarki Fridy Kahlo i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury Octavia Paza.

 

Ciekawym pomysłem na krótki pobyt w Meksyku może być kilkudniowa wizyta w stolicy kraju – Ciudad de México – połączona z odpoczynkiem na pięknych plażach Riwiery Majów (Riviera Maya). Trudno nie poczuć się podczas takiej podróży jak XVI-wieczny przybysz ze Starego Świata, który z zafascynowaniem ogląda cuda nowego kontynentu.

 

MIASTO wyrosłe na azteckich ruinach

Stolica Meksyku (wzniesiona na miejscu zburzonego potężnego azteckiego ośrodka Tenochtitlan, uznanego przez Hernána Cortésa za najpiękniejszą metropolię świata) oferuje atrakcje wszelkiego rodzaju. Od nowoczesnego 3-piętrowego metra, funkcjonującego bardzo sprawnie i stanowiącego małe podziemne miasto, przez stoiska uliczne z najprzeróżniejszymi indiańskimi przysmakami, ubraniami, książkami, po luksusowe osiedle Polanco, które swoim urokiem i modernistycznym charakterem oczarowało niejednego turystę. Do tej listy należy jeszcze niewątpliwie dodać dzielnicę artystów Coyoacán, monumentalną Aleję Reformy (Paseo de la Reforma) i Różową Strefę (Zona Rosa), Centrum Historyczne (Centro Histórico), Plac Trzech Kultur (Plaza de las Tres Culturas) na terenie Tlatelolco, a także Bazylikę Matki Boskiej z Guadalupe (Insigne y Nacional Basílica de Santa María de Guadalupe), słynny Stadion Azteków (Estadio Azteca), Pałac Chapultepec (Castillo de Chapultepec) czy też Narodowe Muzeum Antropologii (Museo Nacional de Antropología). Na każdym kroku spotykamy się tutaj również z niezwykłą uprzejmością zawsze uśmiechniętych i chętnych do pomocy mieszkańców.

FOT. SECRETARIA DE TURISMO DE LA CIUDAD DE MEXICO/AYMARA TELLO

Centrum Historyczne Ciudad de Mexico -  Pałac Sztuk Pięknych (Palacio de Bellas Artes)

 

Jednym z najciekawszych zabytków miasta, któremu warto poświęcić więcej czasu niż standardowe pół godziny lub kilka spojrzeń z przejeżdżającego autobusu turystycznego, jest Pałac Sztuk Pięknych (Palacio de Bellas Artes). Wysoki na ok. 50 m wznosi się na obszarze Centrum Historycznego. Budowę obiektu, zaprojektowanego pierwotnie przez włoskiego architekta Adamo Boariego, rozpoczęto w 1904 r. w okresie rządów prezydenta Porfirio Díaza. Wewnątrz pałacu zobaczymy m.in. wielkie malowidła czołowych muralistów meksykańskich, takich jak Diego Rivera, David Alfaro Siqueiros czy José Clemente Orozco, oraz wspaniałą szklaną kurtynę (cortina de cristal), wykonaną przez słynną firmę Tiffany z Nowego Jorku z prawie miliona kolorowych kawałków szkła. Mozaika przedstawia pejzaż Doliny Meksyku (Valle de México) z wulkanami Popocatépetl oraz Iztaccíhuatl w tle i waży aż 24 tony! Można jej się dokładnie przyjrzeć podczas spektakli lub bezpłatnie w ciągu dnia o godz. 13.00.

Od Pałacu Sztuk Pięknych gwarna, pełna sklepików i kawiarni ulica prowadzi do głównego rynku miasta – Placu Konstytucji (Plaza de la Constitución), zwanego El Zócalo. To zdecydowanie obowiązkowy punkt wycieczki po stolicy. Po lewej stronie znajduje się tutaj monumentalna Katedra Metropolitalna Miasta Meksyk (Catedral Metropolitana de la Ciudad de México), budowana niemal 250 lat i wykończona w stylach późnego gotyku, plateresco, barokowym i neoklasycystycznym. Należy do największych arcydzieł meksykańskiej sztuki kolonialnej i jest jednocześnie jedną z najstarszych katedr w Ameryce Łacińskiej. Na jej zwiedzanie warto przeznaczyć przynajmniej godzinę. W środku w pobliżu głównego ołtarza wisi ogromne wahadło. Pokazuje ono zmiany nachylenia budynku na przestrzeni lat. Miasto Meksyk zostało wzniesione na ruinach azteckiej stolicy Tenochtitlan, dlatego grunt, na którym powstało, jest niestabilny, co powoduje odchylenia ścian wielu budowli od pionu. Pod sklepieniem katedry zauważymy stalowe liny, które przeciwdziałają rozszczepianiu się murów. Fundamenty świątyni podsypano dużą ilością piasku, żeby przywrócić ją do pierwotnej pozycji i zapobiec jej dalszemu przechylaniu się. Na Zócalo warto też podejść do ubranych na biało Indian i poddać się krótkiej, prawdziwie indiańskiej ceremonii oczyszczania aury. Zapłacimy za nią ok. 3–5 dolarów amerykańskich lub tyle, ile uznamy za słuszne.

W czasie spaceru po tym olbrzymim mieście zawsze myślę o tym, że pod domami i ulicami, gdzieś między tunelami metra, nadal prowadzone są wykopaliska. Pod moimi stopami leży zatem cała metropolia – świątynie, rezydencje, akwedukty… To, według mnie, sprawia, że zwiedzanie stolicy Meksyku nabiera charakteru ekscytującej i tajemniczej przygody.

Kolejną atrakcję Zócalo stanowi dzwon umieszczony w 1896 r. nad wejściem do Pałacu Narodowego (Palacio Nacional), umiejscowionego po prawej stronie katedry. Zabrzmiał on po raz pierwszy podczas wybuchu powstania o niepodległość w 1810 r. w miasteczku Dolores (dzisiejszym Dolores Hidalgo) w stanie Guanajuato. Według legendy został wykonany na specjalne zlecenie powstańców (w rzeczywistości ufundowano go już w 1768 r.) ze stopu metali dobranych w odpowiednich proporcjach tak, aby wydawał głęboki dźwięk, przypominający brzmieniem płacz niemowlęcia. Walczący o wolność uważali, że krzyk małego dziecka potrafi zwrócić uwagę każdego. Dzwon miał obudzić z letargu mieszkańców i zaszczepić w nich chęć wyzwolenia się spod panowania hiszpańskiego.

 

Słoneczna riwiera

Po intensywnym zwiedzaniu stolicy nadszedł czas na chwilę odpoczynku. Udajemy sie więc do Cancún, gdzie znajduje się międzynarodowe lotnisko, skąd spragnieni słońca turyści wyruszają na Riwierę Majów (Riviera Maya). Ten szczególny fragment meksykańskiego wybrzeża to jeden z najsłynniejszych nadmorskich rejonów wypoczynkowych na świecie. Jego największymi atutami są rajskie plaże z białym nienagrzewającym się piaskiem, przejrzysta woda oraz wysoko rozwinięta baza noclegowa z obiektami o wszystkich standardach (m.in. luksusowymi hotelami sieci Bahía Príncipe – Grand Bahía Príncipe Coba, Iberostar, H10, Riu, Catalonia, Xperience Hotels, Encanto Resorts Collection, a także ekskluzywnymi ośrodkami w stylu Reef Playacar Resort and Spa czy Mayakoba i Grand Velas Riviera Maya). Dużą popularnością cieszą się tutaj takie miejscowości wypoczynkowe, jak Puerto Morelos, Playa del Carmen, Xcaret, Puerto Aventuras, Akumal i Tulum. Poza tym turystów przyciągają malownicze karaibskie wyspy Cozumel, Isla Mujeres i niezamieszkana Isla Contoy.

Wspomniana Playa del Carmen (Plaża Carmen) zdobyła tytuł najszybciej rozwijającego się miasta na świecie i została wpisana do Księgi rekordów Guinnessa. Położona blisko morza Piąta Aleja (Quinta Avenida), zwana potocznie La Quinta, tętni życiem w dzień i w nocy. Tutejsze hotele, restauracje, bary, knajpki i sklepy przyciągają tłumy przyjezdnych. W niektórych lokalach co wieczór posłuchamy na żywo muzyki latynoskiej lub rocka, a nawet heavy metalu! Ja polecam szczególnie restaurację La Parilla – jej wystrój i atmosfera pozwalają poczuć ducha wielkiego Meksyku. Mimo dość wysokich cen, z których słynie Piąta Aleja, trzeba ją odwiedzić choć raz podczas pobytu w Playa del Carmen.

Położone trochę bardziej na północ miasteczko Puerto Morelos było niegdyś cichą i spokojną wioską rybacką, tak samo zresztą jak Plaża Carmen, ale posiada już zdecydowanie mniej turystyczny charakter. Hotele zostały wybudowane poza jego granicami, a przybysze mają okazję zetknąć się w nim z lokalną kulturą i podpatrzeć życie codzienne mieszkańców. Miejscowość odznacza się prawdziwie karaibskim klimatem i można z niej dojechać niemal wszędzie komunikacją publiczną lub taksówkami (cenę przejazdu trzeba ustalać przed jego rozpoczęciem).

Poszukujący rajskich plaż na długie, romantyczne spacery powinni udać się do rejonu Cabañas Tulum. Zaczyna się on bezpośrednio za słynną strefą archeologiczną Tulum. Z tego wspaniałego miasta Majów dostaniemy się tu pieszo, samochodem albo taksówką. Warto zatrzymać się w tej okolicy w jednym z czarujących hotelików: La Vita è Bella (czyli po włosku „Życie jest piękne”), Papaya Playa lub Ana y José. Tutejsze wybrzeże należy do niezmiernie urokliwych, a spośród miejscowych atrakcji można wymienić np. nurkowanie na rafie czy podziwianie malowniczych ruin Tulum od strony Morza Karaibskiego.

 

Wyspa Majów

Z Playa del Carmen dopłyniemy promem na jedną z trzech największych meksykańskich wysp – Cozumel (ok. 647 km² powierzchni). Jej nazwa pochodzi z języka Majów, w którym słowo cuzamil oznaczało „ziemię jaskółek”. Okoliczne rafy koralowe cieszą się już od wielu lat niesłabnącym zainteresowaniem nurków z całego świata. Do swobodnego poruszania się po wyspie warto wynająć samochód lub skuter. Jej obszar jest w większości niezamieszkany (żyje tu ponad 80 tys. mieszkańców), a w krajobrazie dominują niskie palmy i krzewy. Na dziewiczych plażach poczujemy się jak w Edenie. Łatwo tutaj zapatrzeć się na linię horyzontu lub białe grzywy fal rozbijające się o skaliste wybrzeże.

FOT. FIDEICOMISO DE PROMOCION TURISTICA DEL MUNICIPIO DE COZUMEL

Cozumel słynie z przepięknych, bielutkich plaż

 

Na Cozumel znajduje się także ponad 10 kompleksów ruin budowli Majów. Największy i najpopularniejszy z nich stanowi San Gervasio. Kiedyś był to ważny port handlowy w tym regionie oraz ośrodek kultu bogini płodności Ixchel. Niewiele osób wie, że wyspę łączy z dnem Morza Karaibskiego jedynie cienka wapienna kolumna. Przy mocniejszym ruchu tektonicznym, silnym sztormie bądź huraganie ten fragment lądu może oderwać się i odpłynąć w siną dal…

 

Podwodny raj

Niedaleko Cancún leży mniejsza, lecz niezwykle urocza, Wyspa Kobiet (Isla Mujeres), zwana Perłą Karaibów. Dopłyniemy na nią z Puerto Juárez lub Punta Sam (połączenie promowe dla samochodów). Mimo iż została częściowo zmodernizowana, nie straciła swojego charakteru małej rybackiej wysepki. Główną atrakcją jest tu snorkeling lub nurkowanie w wodach Morza Karaibskiego. Szczególnie polecam wszystkim miłośnikom wielkiego błękitu obejrzenie Podwodnego Muzeum Sztuki – MUSA (Museo Subacuático de Arte – MUSA) z niesamowitymi rzeźbami z piaskowca Jasona deCairesa Taylora.

Wyspę najwygodniej zwiedzić meleksem, który wynajmiemy na czas nieokreślony. Objechanie całego obszaru bez postojów zajmuje ok. 1 godz. 20 min. Lepiej więc zaplanować sobie całodzienną wycieczkę, podczas której będziemy robić krótkie przerwy na lemoniadę, zimne piwo czy lunch, aby odpocząć od upału. Wyprawę proponuję zacząć od północnego krańca Isla Mujeres. Tutejsza główna ulica (Carretera Sac-Bajo) prowadzi w stronę drugiego końca wyspy. Po drodze możemy zatrzymać się m.in. przy akwarium i hodowli żółwi, wykupić niezapomnianą sesję pływania z delfinami w Dolphin Discovery, zjeść lunch w restauracji Casa Rolandi w Hotelu Villa Rolandi Thalasso Spa, Gourmet & Beach Club, skąd rozciąga się przepiękny widok, zajrzeć do parku wodnego oraz małej świątyni Majów, od której prawdopodobnie pochodzi nazwa wyspy. To właśnie w niej znaleziono mnóstwo małych figurek kobiet. W jej pobliżu powstał kompleks barowo-sklepowy, którego styl i kolorystyka przeniosą nas na chwilę w kolonialny świat brytyjskich Karaibów.

Jeśli postanowimy zatrzymać się tutaj na dłużej, mamy do wyboru wiele hoteli o różnych standardach. Wieczorami jedna z głównych ulic północnej części wyspy (Miguel Hidalgo) zapełnia się turystami poszukującymi pamiątek i miejsca na udaną kolację. Wśród licznych knajpek z pysznym jedzeniem napotkamy nawet bar rockowy prowadzony przez parę Włochów. Naprawdę warto spędzić na Isla Mujeres choć kilka dni, aby wczuć się w rytm wyspiarskiego życia u wybrzeży Jukatanu. Pobyt ten będziemy na pewno długo wspominać. Zresztą podróż po każdym zakątku Meksyku pozostawia niezatarte wrażenia w pamięci przybyszów. Wspaniała przyroda i fascynujące pozostałości dawnych kultur, a także gościnni mieszkańcy tworzą unikalną atmosferę tego kraju o wyjątkowo bogatej historii.


 

Artykuły wybrane losowo

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018

 

 

 

 

Turystyka aktywna na Wyspach Kanaryjskich

JOANNA CYBULSKA-MIKA
www.wyspy-szczesliwe.pl

<< Wyspy Kanaryjskie najczęściej kojarzą się z błogim wylegiwaniem się pod palmą na wspaniałej, przez cały rok skąpanej w słońcu plaży czy z drinkiem w ręku przy basenie eleganckiego hotelu. Jednak region ten oferuje także niezliczone możliwości dla osób pragnących podczas urlopu zażywać więcej ruchu i poszukiwać nowych wrażeń. Wycieczka statkiem na spotkanie z delfinami, zdobywanie wulkanów pieszo czy na rowerze, ujarzmianie oceanu i wiatru, eksploracja wąwozów i wawrzynowych lasów to tylko kilka z wybranych tutejszych atrakcji dla miłośników turystyki kwalifikowanej. >>

Osoba lubiąca aktywny wypoczynek poczuje się na tym hiszpańskim archipelagu jak ryba w wodzie. Na wybrzeżu zimą temperatury w ciągu dnia rzadko spadają poniżej 20°C, a w lecie nieczęsto przekraczają 29°C, więc na wyspach swój ulubiony sport można uprawiać na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Sami Kanaryjczycy wysoko cenią kulturę fizyczną i posiadają doskonałą infrastrukturę do dbania o swoją kondycję. Centra sportowo-rekreacyjne znajdziemy nawet w niewielkich miastach, powszechnie dostępne są sprzęty do ćwiczeń i boiska do gry w piłkę nożną czy siatkówkę, wytyczono również liczne oznakowane szlaki piesze i dla rowerów górskich, a kluby turystyki organizują trekkingi z wykwalifikowanymi przewodnikami. Bardzo dużą popularnością cieszy się tutaj lucha canaria (zapasy kanaryjskie), nadal naucza się też wymagającego dużej sprawności skoku pasterza – salto de pastor – z użyciem długiego kija. Dawniej stanowił on sposób na przekraczanie wąwozów.

Więcej…

Słowenia wyjęta z obrazka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słoweńcy mówią o swoim pięknym kraju, że to Europa w miniaturze. Mają praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie Alpy Julijskie, równiny, rozległe lasy, bystre rzeki, malownicze winnice, wody termalne, urocze kurorty nad ciepłym Adriatykiem, zabytkowe miasta i czarujące zamki oraz nowoczesną bazę hotelową i wyśmienitą kuchnię. Turystów z całego świata (ostatnio w Bledzie spotkałem nawet znajomych z Kolumbii!) przyciągają do Słowenii niesamowite cuda natury – bajeczne jaskinie (słynna Postojnska jama i Škocjanske jame) i zapierające dech w piersiach jeziora (Bled i Bohinj). Kraj ten jest także mekką miłośników raftingu (cudowna Soča), koni (historyczna stadnina w Lipicy), białego szaleństwa (Bovec, Cerkno, Kranjska Gora, Krvavec, Maribor Pohorje, Rogla), wędkarstwa (wyprawy na pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego czy wreszcie zdrowego wypoczynku w ośrodkach SPA & Wellness (Moravske Toplice, Rogaška Slatina czy Portorož).

 

Słowenia to małe państwo o powierzchni porównywalnej do naszego województwa podlaskiego (ma jedynie 20 273 km2). Oferuje jednak tyle atrakcji, że śmiało może konkurować ze znacznie większymi krajami. Na jej obszarze żyje niewiele ponad 2 mln mieszkańców. Ma ona tylko 47 km wybrzeża, ale co najważniejsze – niezmiernie urodziwego. Brakuje tu jedynie piaszczystych plaż (wyjątek stanowi Portorož). Powiedzenie małe jest piękne pasuje jak ulał do tego kraju, położonego po słonecznej stronie Alp. Tylko w Słowenii możemy kąpać się w morzu, opalać na plaży, żeby już za chwilę (za mniej niż godzinę) wspinać się po wysokich górach, spacerować wokół malowniczych jezior i oddychać czystym, rześkim powietrzem.

Więcej…