EWA ZAMIECKA

 

                                                                                                             FOT. MEXICO TOURISM BOARD

<< Gdy poszukujący złota Hiszpanie pod wodzą Hernána Cortésa przybyli w 1519 r. do kontynentalnego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, nie spodziewali się znaleźć tutaj zbyt rozwiniętej cywilizacji i wielkich kamiennych miast. Ogrom i bogactwo tych ziem musiały jednak ich zachwycić, bo zapragnęli przyłączyć je do swojego królestwa. Tak powstała Nowa Hiszpania, która po trzech stuleciach wyzwoliła się spod władzy kolonizatorów, aby przeistoczyć się m.in. w barwny Meksyk, gdzie dziś obok hiszpańskiego funkcjonuje aż 67 języków urzędowych (np. náhuatl, maja, mixtec czy tzeltal). Ta dawna kraina Majów, Azteków i Zapoteków przyciąga obecnie każdego roku miliony turystów z całego świata. >>

Nazwa México pochodzi z języka z grupy uto-azteckiej – náhuatl, rozpowszechnionego przez Azteków. Jej znaczenie nie zostało jednak do końca wyjaśnione. Meksyk to dzisiaj jedno z najludniejszych państw naszego globu – ma prawie 115 mln mieszkańców. Posiada powierzchnię ponad 6 razy większą od Polski (niemal 2 mln km²). Jest ojczyzną rozśpiewanych muzyków mariachi, charyzmatycznej malarki Fridy Kahlo i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury Octavia Paza.

 

Ciekawym pomysłem na krótki pobyt w Meksyku może być kilkudniowa wizyta w stolicy kraju – Ciudad de México – połączona z odpoczynkiem na pięknych plażach Riwiery Majów (Riviera Maya). Trudno nie poczuć się podczas takiej podróży jak XVI-wieczny przybysz ze Starego Świata, który z zafascynowaniem ogląda cuda nowego kontynentu.

 

MIASTO wyrosłe na azteckich ruinach

Stolica Meksyku (wzniesiona na miejscu zburzonego potężnego azteckiego ośrodka Tenochtitlan, uznanego przez Hernána Cortésa za najpiękniejszą metropolię świata) oferuje atrakcje wszelkiego rodzaju. Od nowoczesnego 3-piętrowego metra, funkcjonującego bardzo sprawnie i stanowiącego małe podziemne miasto, przez stoiska uliczne z najprzeróżniejszymi indiańskimi przysmakami, ubraniami, książkami, po luksusowe osiedle Polanco, które swoim urokiem i modernistycznym charakterem oczarowało niejednego turystę. Do tej listy należy jeszcze niewątpliwie dodać dzielnicę artystów Coyoacán, monumentalną Aleję Reformy (Paseo de la Reforma) i Różową Strefę (Zona Rosa), Centrum Historyczne (Centro Histórico), Plac Trzech Kultur (Plaza de las Tres Culturas) na terenie Tlatelolco, a także Bazylikę Matki Boskiej z Guadalupe (Insigne y Nacional Basílica de Santa María de Guadalupe), słynny Stadion Azteków (Estadio Azteca), Pałac Chapultepec (Castillo de Chapultepec) czy też Narodowe Muzeum Antropologii (Museo Nacional de Antropología). Na każdym kroku spotykamy się tutaj również z niezwykłą uprzejmością zawsze uśmiechniętych i chętnych do pomocy mieszkańców.

FOT. SECRETARIA DE TURISMO DE LA CIUDAD DE MEXICO/AYMARA TELLO

Centrum Historyczne Ciudad de Mexico -  Pałac Sztuk Pięknych (Palacio de Bellas Artes)

 

Jednym z najciekawszych zabytków miasta, któremu warto poświęcić więcej czasu niż standardowe pół godziny lub kilka spojrzeń z przejeżdżającego autobusu turystycznego, jest Pałac Sztuk Pięknych (Palacio de Bellas Artes). Wysoki na ok. 50 m wznosi się na obszarze Centrum Historycznego. Budowę obiektu, zaprojektowanego pierwotnie przez włoskiego architekta Adamo Boariego, rozpoczęto w 1904 r. w okresie rządów prezydenta Porfirio Díaza. Wewnątrz pałacu zobaczymy m.in. wielkie malowidła czołowych muralistów meksykańskich, takich jak Diego Rivera, David Alfaro Siqueiros czy José Clemente Orozco, oraz wspaniałą szklaną kurtynę (cortina de cristal), wykonaną przez słynną firmę Tiffany z Nowego Jorku z prawie miliona kolorowych kawałków szkła. Mozaika przedstawia pejzaż Doliny Meksyku (Valle de México) z wulkanami Popocatépetl oraz Iztaccíhuatl w tle i waży aż 24 tony! Można jej się dokładnie przyjrzeć podczas spektakli lub bezpłatnie w ciągu dnia o godz. 13.00.

Od Pałacu Sztuk Pięknych gwarna, pełna sklepików i kawiarni ulica prowadzi do głównego rynku miasta – Placu Konstytucji (Plaza de la Constitución), zwanego El Zócalo. To zdecydowanie obowiązkowy punkt wycieczki po stolicy. Po lewej stronie znajduje się tutaj monumentalna Katedra Metropolitalna Miasta Meksyk (Catedral Metropolitana de la Ciudad de México), budowana niemal 250 lat i wykończona w stylach późnego gotyku, plateresco, barokowym i neoklasycystycznym. Należy do największych arcydzieł meksykańskiej sztuki kolonialnej i jest jednocześnie jedną z najstarszych katedr w Ameryce Łacińskiej. Na jej zwiedzanie warto przeznaczyć przynajmniej godzinę. W środku w pobliżu głównego ołtarza wisi ogromne wahadło. Pokazuje ono zmiany nachylenia budynku na przestrzeni lat. Miasto Meksyk zostało wzniesione na ruinach azteckiej stolicy Tenochtitlan, dlatego grunt, na którym powstało, jest niestabilny, co powoduje odchylenia ścian wielu budowli od pionu. Pod sklepieniem katedry zauważymy stalowe liny, które przeciwdziałają rozszczepianiu się murów. Fundamenty świątyni podsypano dużą ilością piasku, żeby przywrócić ją do pierwotnej pozycji i zapobiec jej dalszemu przechylaniu się. Na Zócalo warto też podejść do ubranych na biało Indian i poddać się krótkiej, prawdziwie indiańskiej ceremonii oczyszczania aury. Zapłacimy za nią ok. 3–5 dolarów amerykańskich lub tyle, ile uznamy za słuszne.

W czasie spaceru po tym olbrzymim mieście zawsze myślę o tym, że pod domami i ulicami, gdzieś między tunelami metra, nadal prowadzone są wykopaliska. Pod moimi stopami leży zatem cała metropolia – świątynie, rezydencje, akwedukty… To, według mnie, sprawia, że zwiedzanie stolicy Meksyku nabiera charakteru ekscytującej i tajemniczej przygody.

Kolejną atrakcję Zócalo stanowi dzwon umieszczony w 1896 r. nad wejściem do Pałacu Narodowego (Palacio Nacional), umiejscowionego po prawej stronie katedry. Zabrzmiał on po raz pierwszy podczas wybuchu powstania o niepodległość w 1810 r. w miasteczku Dolores (dzisiejszym Dolores Hidalgo) w stanie Guanajuato. Według legendy został wykonany na specjalne zlecenie powstańców (w rzeczywistości ufundowano go już w 1768 r.) ze stopu metali dobranych w odpowiednich proporcjach tak, aby wydawał głęboki dźwięk, przypominający brzmieniem płacz niemowlęcia. Walczący o wolność uważali, że krzyk małego dziecka potrafi zwrócić uwagę każdego. Dzwon miał obudzić z letargu mieszkańców i zaszczepić w nich chęć wyzwolenia się spod panowania hiszpańskiego.

 

Słoneczna riwiera

Po intensywnym zwiedzaniu stolicy nadszedł czas na chwilę odpoczynku. Udajemy sie więc do Cancún, gdzie znajduje się międzynarodowe lotnisko, skąd spragnieni słońca turyści wyruszają na Riwierę Majów (Riviera Maya). Ten szczególny fragment meksykańskiego wybrzeża to jeden z najsłynniejszych nadmorskich rejonów wypoczynkowych na świecie. Jego największymi atutami są rajskie plaże z białym nienagrzewającym się piaskiem, przejrzysta woda oraz wysoko rozwinięta baza noclegowa z obiektami o wszystkich standardach (m.in. luksusowymi hotelami sieci Bahía Príncipe – Grand Bahía Príncipe Coba, Iberostar, H10, Riu, Catalonia, Xperience Hotels, Encanto Resorts Collection, a także ekskluzywnymi ośrodkami w stylu Reef Playacar Resort and Spa czy Mayakoba i Grand Velas Riviera Maya). Dużą popularnością cieszą się tutaj takie miejscowości wypoczynkowe, jak Puerto Morelos, Playa del Carmen, Xcaret, Puerto Aventuras, Akumal i Tulum. Poza tym turystów przyciągają malownicze karaibskie wyspy Cozumel, Isla Mujeres i niezamieszkana Isla Contoy.

Wspomniana Playa del Carmen (Plaża Carmen) zdobyła tytuł najszybciej rozwijającego się miasta na świecie i została wpisana do Księgi rekordów Guinnessa. Położona blisko morza Piąta Aleja (Quinta Avenida), zwana potocznie La Quinta, tętni życiem w dzień i w nocy. Tutejsze hotele, restauracje, bary, knajpki i sklepy przyciągają tłumy przyjezdnych. W niektórych lokalach co wieczór posłuchamy na żywo muzyki latynoskiej lub rocka, a nawet heavy metalu! Ja polecam szczególnie restaurację La Parilla – jej wystrój i atmosfera pozwalają poczuć ducha wielkiego Meksyku. Mimo dość wysokich cen, z których słynie Piąta Aleja, trzeba ją odwiedzić choć raz podczas pobytu w Playa del Carmen.

Położone trochę bardziej na północ miasteczko Puerto Morelos było niegdyś cichą i spokojną wioską rybacką, tak samo zresztą jak Plaża Carmen, ale posiada już zdecydowanie mniej turystyczny charakter. Hotele zostały wybudowane poza jego granicami, a przybysze mają okazję zetknąć się w nim z lokalną kulturą i podpatrzeć życie codzienne mieszkańców. Miejscowość odznacza się prawdziwie karaibskim klimatem i można z niej dojechać niemal wszędzie komunikacją publiczną lub taksówkami (cenę przejazdu trzeba ustalać przed jego rozpoczęciem).

Poszukujący rajskich plaż na długie, romantyczne spacery powinni udać się do rejonu Cabañas Tulum. Zaczyna się on bezpośrednio za słynną strefą archeologiczną Tulum. Z tego wspaniałego miasta Majów dostaniemy się tu pieszo, samochodem albo taksówką. Warto zatrzymać się w tej okolicy w jednym z czarujących hotelików: La Vita è Bella (czyli po włosku „Życie jest piękne”), Papaya Playa lub Ana y José. Tutejsze wybrzeże należy do niezmiernie urokliwych, a spośród miejscowych atrakcji można wymienić np. nurkowanie na rafie czy podziwianie malowniczych ruin Tulum od strony Morza Karaibskiego.

 

Wyspa Majów

Z Playa del Carmen dopłyniemy promem na jedną z trzech największych meksykańskich wysp – Cozumel (ok. 647 km² powierzchni). Jej nazwa pochodzi z języka Majów, w którym słowo cuzamil oznaczało „ziemię jaskółek”. Okoliczne rafy koralowe cieszą się już od wielu lat niesłabnącym zainteresowaniem nurków z całego świata. Do swobodnego poruszania się po wyspie warto wynająć samochód lub skuter. Jej obszar jest w większości niezamieszkany (żyje tu ponad 80 tys. mieszkańców), a w krajobrazie dominują niskie palmy i krzewy. Na dziewiczych plażach poczujemy się jak w Edenie. Łatwo tutaj zapatrzeć się na linię horyzontu lub białe grzywy fal rozbijające się o skaliste wybrzeże.

FOT. FIDEICOMISO DE PROMOCION TURISTICA DEL MUNICIPIO DE COZUMEL

Cozumel słynie z przepięknych, bielutkich plaż

 

Na Cozumel znajduje się także ponad 10 kompleksów ruin budowli Majów. Największy i najpopularniejszy z nich stanowi San Gervasio. Kiedyś był to ważny port handlowy w tym regionie oraz ośrodek kultu bogini płodności Ixchel. Niewiele osób wie, że wyspę łączy z dnem Morza Karaibskiego jedynie cienka wapienna kolumna. Przy mocniejszym ruchu tektonicznym, silnym sztormie bądź huraganie ten fragment lądu może oderwać się i odpłynąć w siną dal…

 

Podwodny raj

Niedaleko Cancún leży mniejsza, lecz niezwykle urocza, Wyspa Kobiet (Isla Mujeres), zwana Perłą Karaibów. Dopłyniemy na nią z Puerto Juárez lub Punta Sam (połączenie promowe dla samochodów). Mimo iż została częściowo zmodernizowana, nie straciła swojego charakteru małej rybackiej wysepki. Główną atrakcją jest tu snorkeling lub nurkowanie w wodach Morza Karaibskiego. Szczególnie polecam wszystkim miłośnikom wielkiego błękitu obejrzenie Podwodnego Muzeum Sztuki – MUSA (Museo Subacuático de Arte – MUSA) z niesamowitymi rzeźbami z piaskowca Jasona deCairesa Taylora.

Wyspę najwygodniej zwiedzić meleksem, który wynajmiemy na czas nieokreślony. Objechanie całego obszaru bez postojów zajmuje ok. 1 godz. 20 min. Lepiej więc zaplanować sobie całodzienną wycieczkę, podczas której będziemy robić krótkie przerwy na lemoniadę, zimne piwo czy lunch, aby odpocząć od upału. Wyprawę proponuję zacząć od północnego krańca Isla Mujeres. Tutejsza główna ulica (Carretera Sac-Bajo) prowadzi w stronę drugiego końca wyspy. Po drodze możemy zatrzymać się m.in. przy akwarium i hodowli żółwi, wykupić niezapomnianą sesję pływania z delfinami w Dolphin Discovery, zjeść lunch w restauracji Casa Rolandi w Hotelu Villa Rolandi Thalasso Spa, Gourmet & Beach Club, skąd rozciąga się przepiękny widok, zajrzeć do parku wodnego oraz małej świątyni Majów, od której prawdopodobnie pochodzi nazwa wyspy. To właśnie w niej znaleziono mnóstwo małych figurek kobiet. W jej pobliżu powstał kompleks barowo-sklepowy, którego styl i kolorystyka przeniosą nas na chwilę w kolonialny świat brytyjskich Karaibów.

Jeśli postanowimy zatrzymać się tutaj na dłużej, mamy do wyboru wiele hoteli o różnych standardach. Wieczorami jedna z głównych ulic północnej części wyspy (Miguel Hidalgo) zapełnia się turystami poszukującymi pamiątek i miejsca na udaną kolację. Wśród licznych knajpek z pysznym jedzeniem napotkamy nawet bar rockowy prowadzony przez parę Włochów. Naprawdę warto spędzić na Isla Mujeres choć kilka dni, aby wczuć się w rytm wyspiarskiego życia u wybrzeży Jukatanu. Pobyt ten będziemy na pewno długo wspominać. Zresztą podróż po każdym zakątku Meksyku pozostawia niezatarte wrażenia w pamięci przybyszów. Wspaniała przyroda i fascynujące pozostałości dawnych kultur, a także gościnni mieszkańcy tworzą unikalną atmosferę tego kraju o wyjątkowo bogatej historii.


 

Artykuły wybrane losowo

Żeglarskie raje

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Żeglarstwo dla wielu osób stało się pasją życia. Nie wyobrażają sobie oni udanych wakacji bez rejsu jachtem lub katamaranem. To dla nich nie tylko szansa na przeżycie wspaniałej przygody, ale również okazja do poznania odmiennych kultur, interesujących atrakcji turystycznych oraz fascynujących zakątków Europy i świata. Zapaleni żeglarze co roku myślą o nowych trasach oraz o ciekawszych i bardziej egzotycznych akwenach. Większość z nich wybiera ciepłe morza, regiony i kraje – Chorwację, Grecję, Włochy, Francję, Turcję, Hiszpanię, Baleary i Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Seszele czy Polinezję Francuską. Są to bez wątpienia najpiękniejsze akweny żeglarskie świata. Oferują uczestnikom rejsów moc atrakcji. Na załogi jachtów lub katamaranów czeka na nich prawdziwe pełnomorskie pływanie lub powolna włóczęga od zatoki do zatoki, od portu do portu…   

Więcej…

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.