KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.


Zanim Australię opanowali Europejczycy, do jej brzegów prawdopodobnie już ok. 50 tys. lat temu przypłynęły ludy z Azji Południowo-Wschodniej. Prowadziły one koczowniczy tryb życia, jednak konkretne klany związane były z danym regionem oraz posługiwały się własnym językiem lub dialektem. Liczebność Aborygenów znacznie spadła po przybyciu osadników z Europy, a dopiero od połowy XX w. powoli rozpoczęto przyznawać im prawa przysługujące innym obywatelom. Dziś ich populację szacuje się na ok. 670 tys. ludzi, czyli niecałe 3 proc. wszystkich mieszkańców kraju. Spotkamy ich nie tylko w rezerwatach, ale również (choć rzadko) w australijskich miastach i miasteczkach. Co ciekawe, wszyscy Aborygeni – zarówno ci pochodzący z terenów pustynnych, lasów deszczowych, jak i ci żyjący na wybrzeżu czy w cieniu ośnieżonych szczytów górskich – wierzą w istnienie tzw. Czasu Snu, czyli rodzaju miejsca lub epoki sprzed stworzenia świata. Według aborygeńskiej mitologii nadal można się tam dostać lub porozumieć z przebywającymi w nim duchami.

MIEJSCE ZESŁANIA
Odkrywcy z Europy docierali na antypody już od XVII w., ale żadna z ekspedycji nie zatrzymywała się tu na dłużej. Dopiero w 1770 r. angielski żeglarz kapitan James Cook (1728–1779) dopłynął do wschodniego wybrzeża kontynentu, nazwał okoliczne tereny Nową Południową Walią i włączył do Królestwa Wielkiej Brytanii. Na nowym lądzie Brytyjczycy utworzyli kolonię karną. Tzw. Pierwsza Flota (ang. First Fleet), która ostatecznie zacumowała w zatoce Port Jackson (znanej też jako Sydney Harbour), liczyła 11 statków z ok. 1400 osobami na pokładzie, z czego połowę stanowili więźniowie. 26 stycznia 1788 r. pasażerowie wyszli na brzeg Sydney Cove, gdzie zbudowali pierwszą osadę – obecnie niemal 5-milionowe Sydney. Tak rozpoczęła się brytyjska kolonizacja.

AUSTRALIA DAY
Dziś Australijczycy 26 stycznia obchodzą swoje święto narodowe i wspominają powstanie Związku Australijskiego. W tym czasie na pięciu wyznaczonych plażach w pięciu stanach (Australia Południowa, Australia Zachodnia, Nowa Południowa Walia, Wiktoria i Queensland) odbywa się Thong Challenge, czyli Wyzwanie Klapków – chyba najpopularniejszego obuwia w Australii.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Australijczycy biorący udział w Thong Challenge 26 stycznia

 

Wygrywa ten region administracyjny, na którego terenie zostanie pobity rekord w liczbie osób pływających na wielkich dmuchanych materacach w kształcie japonek. Brzmi to komicznie, ale widok setek ludzi unoszących się na wodzie w dużych grupach przywodzi na myśl ofiary katastrofy statku. Na szczęście to tylko pozory – na plaży trwa impreza przy dźwiękach muzyki i wszyscy świetnie się bawią.

GIGANTYCZNE ODLEGŁOŚCI
W Australii zaskakuje zupełnie inna niż europejska skala odległości między danymi punktami na mapie. Lot z Sydney do Perth, czyli ze wschodniego wybrzeża na zachodnie (ponad 4 tys. km), trwa mniej więcej 5 godz., z Brisbane do Melbourne (prawie 1700 km) – 2,5 godz. Sami Australijczycy potrafią przejechać 100 km tylko na krótką wizytę u znajomych. W trakcie poruszania po tym kraju musimy pamiętać, że obowiązuje w nim ruch lewostronny, o czym przypominają nam znaki drogowe, m.in. na popularnej wśród przyjezdnych Great Ocean Road niedaleko Melbourne. Wzdłuż tej malowniczej drogi ciągnącej się nad oceanem zobaczymy wiele niezwykłych formacji skalnych, np. Dwunastu Apostołów, Wąwóz Loch Ard czy Łuk Londyński.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Piękne krajobrazy w rejonie miasta Albany w Australii Zachodniej

Każda część Australii zresztą ma mnóstwo do zaoferowania. Wśród 6 australijskich stanów, 2 terytoriów federalnych i jednego stołecznego największym i jednocześnie najmniej zaludnionym obszarem jest Australia Zachodnia (Western Australia). Jej powierzchnia wynosi ponad 2,5 mln km², na których żyje zaledwie 2,5 mln osób. Jest to kraina złota i rajskich plaż, najlepszych miejsc do uprawiania surfingu, najwyższych drzew, największej liczby wielorybów i najsmaczniejszych ostryg. Tak przynajmniej twierdzą jej mieszkańcy. Funkcję stolicy Australii Zachodniej pełni największe jej miasto – niemal 2-milionowe Perth. Im dalej od niego, tym okolica wygląda na spokojniejszą, wręcz bezludną, i tym częściej można spotkać w niej dzikie kangury. Na trasie natkniemy się również na tzw. road trains (z ang. „pociągi drogowe”) – sznury kilku złączonych ze sobą przyczep ciągniętych przez jeden ciągnik siodłowy, mierzące nierzadko nawet 50 m długości i ważące do 200 t. To idealny środek transportu długodystansowego, szczególnie na nizinie Nullarbor (Nullarbor Plain). Wiedzie przez nią autostrada Eyre Highway z najdłuższym prostym odcinkiem drogi w Australii – przez ok. 150 km nie trafia się na niej żaden zakręt.

AUSTRALIJSKIE BEZDROŻA
Tysiące kilometrów bezludnych autostrad, suche tereny, pustynia i niesamowite formacje skalne – taki jest dziki australijski Outback, położony daleko od cywilizacji. Nocą niebo nad nim rozświetlają miliony gwiazd. Symbol Australii stanowi święta dla Aborygenów skała Uluru (Ayers Rock), która wznosi się ok. 400 km na południowy zachód od 30-tysięcznego Alice Springs. To jeden z największych monolitów na świecie (palmę pierwszeństwa dzierży Góra Augustus w Australii Zachodniej), mierzy prawie 350 m wysokości, a naukowcy twierdzą, że w ponad połowie znajduje się jeszcze pod ziemią. Cały obszar Parku Narodowego Uluru-Kata Tjuta (Uluru-Kata Tjuta National Park) należy do aborygeńskich ludów Pitjantjatjara i Yankunytjatjara.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Uluru (Ayers Rock), święta skała Aborygenów, ma obwód 9,4 km

 

Krajobrazy rozciągające się z licznych szlaków dookoła Ayers Rock oraz innych grup skalnych, np. Kata Tjuta – Mount Olga, czy Kanionu Królów (Kings Canyon), na długo zapadają w pamięć. W zależności od pory dnia Uluru mieni się odcieniami pomarańczu, czerwieni i brązu. Widok skały o zachodzie słońca dosłownie zapiera dech w piersiach. Dla turystów organizuje się tutaj poczęstunki z deską serów i wędlin oraz szampanem, a nawet wykwintne kolacje. Najlepszą porą na odwiedzenie okolic Alice Springs będzie polskie lato, czyli australijska zima (okres od czerwca do września). Naszej wyprawy nie uprzykrzą nam wtedy za bardzo wszechobecne owady, a temperatury powietrza (dochodzące do ok. 20°C) nas nie zmęczą.

WODNE KRÓLESTWO
Do cudów natury Australii zalicza się także Wielką Rafę Koralową (Wielką Rafę Barierową) na Morzu Koralowym, leżącą wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża kontynentu. Ta największa tego typu struktura na świecie tworzy pas o długości ponad 2,3 tys. km i szerokości dochodzącej do 150 km. Życie Australijczyków koncentruje się zresztą blisko linii brzegowej, która ma niemal 36 tys. km i jest urozmaicona tysiącami plaż. Przyjeżdżają na nie wielbiciele surfingu, wędkarstwa, pływania kajakiem czy snorkelingu, czyli nurkowania z maską, fajką (ang. snorkel) i płetwami. Eksploracja bogatego podwodnego królestwa stanowi jedną z najwspanialszych przygód, jakie przeżyjemy na antypodach. Po wyjściu z wody odpoczniemy natomiast na słonecznym piaszczystym brzegu.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

 

Najpiękniejsza plaża w Australii Zachodniej nad Lucky Bay (Szczęśliwą Zatoką) w Parku Narodowym Przylądka Le Grand (Cape Le Grand National Park) odcina się swoją bielą od turkusowego Oceanu Południowego, a ten jedyny w swoim rodzaju widok ubarwiają jeszcze dzikie kangury wylegujące się na piasku. Podróżnikom pragnącym poznać bliżej tutejszą florę i faunę polecam nurkowanie z australijskimi lwami morskimi (uchatkami australijskimi), delfinami czy nawet żarłaczami białymi (rekinami ludojadami).

OKO W OKO Z REKINAMI
Na wschodzie kraju od początku czerwca do początku listopada można podziwiać długopłetwce (humbaki) – walenie osiągające do 16 m długości i wagę 35 t. Kto obawia się pływać razem z nimi w oceanie, na tego w znanej miejscowości wypoczynkowej Byron Bay czekają kajaki gotowe na wyprawę w poszukiwaniu tych wyjątkowych olbrzymów.
Odwiedziny na Półwyspie Eyre’a (Eyre Peninsula) w Australii Południowej stanowią z kolei okazję do zabawy z dzikimi australijskimi lwami morskimi i delfinami. Z rybackiej wioski Baird Bay wyrusza się najpierw do ujścia pobliskiej zatoki. Przed wejściem do wody nasz przewodnik zakłada na kostkę tzw. shark shield, czyli urządzenie wytwarzające pole elektromagnetyczne chroniące przed rekinami. Po chwili na wyciągnięcie ręki podpływają do nas delfiny, które zostają z nami na kilka chwil. To jednak nie koniec atrakcji. Kierujemy się do drugiej zatoki, gdzie na plaży wyleguje się stado lwów morskich. Gdy tylko się zanurzamy, natychmiast pojawiają się przy nas. Mówi się, że swoim zachowaniem przypominają one szczeniaki i rzeczywiście trudno nam się od nich opędzić. Dopiero kiedy zaczynamy dość mocno odczuwać przenikliwe zimno, przestajemy czuć stopy i dłonie, a zgrzytanie zębów przeszkadza nam w komunikacji między sobą, postanawiamy się z nimi pożegnać.
Miłośnicy mocnych wrażeń powinni wybrać się za to do Port Lincoln na spotkanie z żarłaczem białym – najniebezpieczniejszym gatunkiem rekina na świecie. Australia to jeden z niewielu krajów, gdzie wolno nurkować w klatkach w otoczeniu tych drapieżników, ale jedynie 3 firmy posiadają na to stosowne pozwolenie. Jedna przyciąga je krwistym mięsem, inna muzyką puszczaną z podwodnych głośników. Jednak tak naprawdę rekiny kusi ich największy przysmak: foki. Przypływają one tu przede wszystkim na żer. Niektóre okazy mają nawet do 6 m długości.

W OBJĘCIACH KOALI
Podczas pobytu w Australii nie sposób nie zapoznać się bliżej z jej najbardziej charakterystycznym mieszkańcem – puszystym koalą. Choć przypomina on bardzo swojskiego niedźwiadka, nie jest z nim spokrewniony, lecz należy do nadrzędu torbaczy. W ciągu dnia przez ok. 20 godz. drzemie wysoko na drzewach eukaliptusowych. Schodzi z nich tylko wtedy, gdy chce przejść na inne eukaliptusy lub by się rozmnażać. Wielu marzy, żeby potrzymać to wyjątkowe zwierzę na rękach chociaż przez chwilę. To życzenie spełnia się w rezerwacie Lone Pine Koala Sanctuary w Brisbane. Nie spodziewajcie się jednak miłego uścisku. Koala wbija swoje pazurki w ramiona człowieka tak, jakby te były gałęziami drzewa. Jego miękkie futerko za to pachnie olejkiem eukaliptusowym.
Na najmniejszym kontynencie na ziemi na każdym kroku natkniemy się na znaki drogowe ostrzegające przed kangurami, kolczatkami, emu czy nawet wężami. Należy więc zawsze rozglądać się wokół i patrzeć pod nogi, szczególnie po wyjściu z samochodu na bezdrożach czy w parkach. W trakcie moich studiów w Australii nie mogłam przyzwyczaić się do ciągłego widoku kangurów skaczących pomiędzy budynkami kampusu Uniwersytetu Słonecznego Wybrzeża (University of the Sunshine Coast) w stanie Queensland. Umieszczone wszędzie znaki przypominały studentom, aby nie podchodzić do nich za blisko, gdyż ich kopnięcie bywa śmiertelne w skutkach. Zagrożenie dla człowieka na antypodach stanowią też jadowite węże. Niektóre z nich, np. tajpan pustynny czy eastern brown snake (Pseudonaja textilis), potrafią zabić dorosłego, ale według statystyk takie przypadki są rzadkością.

RAJSKIE WYSPY
Największą na świecie piaszczystą wyspę Fraser (1840 km² powierzchni) Aborygeni nazywają K’gari, czyli Raj. W otoczeniu bujnego lasu deszczowego zanurzymy się na niej w krystalicznie czystych jeziorach słodkowodnych albo wyruszymy na poszukiwanie dzikich psów dingo. Na samą wyspę wjedziemy jeepem lub przylecimy awionetką, która często ląduje między jadącymi samochodami. Widoczne na plaży znaki informują o dozwolonej prędkości (80 km na godz.) oraz przylatujących na nią samolotach. 120 km wschodniego wybrzeża wyspy pokonamy autem z napędem na 4 koła, musimy jednak zwracać baczną uwagę na zmieniające się przypływy. Niejeden turysta z Europy stracił tu wynajęty przez siebie samochód, który porwały silne fale Oceanu Spokojnego.
Inną niezwykłą wyspą u wybrzeży Queensland jest Moreton. O zachodzie słońca można na niej karmić dzikie delfiny i obserwować gigantyczne wieloryby wyskakujące co jakiś czas z wody. Jej plażę upodobały sobie szczególnie pelikany. Swoim zakończonym ostrym haczykiem dziobem potrafią boleśnie skaleczyć człowieka w rękę, czego doświadczają wędkarze patroszący ryby nad samym brzegiem i próbujący się opędzić od natrętnych ptaków.

STUDENCKI ŻYWOT
Ludzie z różnych stron globu przybywają do Australii nie tylko w celach turystycznych, ale również po to, żeby się uczyć. Uczestnictwo w kursach językowych czy studia na uczelniach wyższych stwarzają duże możliwości rozwoju zawodowego. Studentom z zagranicy w tym kraju wolno także legalnie pracować 20 godz. w tygodniu, a w okresie wakacyjnym na tzw. pełen wymiar. Poza tym biorą udział w praktykach w międzynarodowych firmach i zdobywają doświadczenie cenione na całym świecie. Nic zatem dziwnego, że wielu z nich decyduje się na dłuższą emigrację, w którym to postanowieniu wspierają ich agencje edukacyjne. Osoby wykształcone i pracujące już pewien czas w swoim zawodzie stanowią każdego roku największą grupę imigrantów.
Liczne rankingi pokazują, że w Australii naprawdę warto się osiedlić, a obcokrajowcom nie bez powodu jawi się ona jako kraj marzeń. W 2014 r. kraina kangurów po raz czwarty z rzędu zdobyła tytuł miejsca, w którym żyje się najlepiej na świecie, według OECD Better Life Index. Pod uwagę brano 11 kryteriów, w tym wskaźnik zatrudnienia, dochody, stan środowiska naturalnego, bezpieczeństwo, działanie systemu opieki zdrowotnej oraz zadowolenie z życia. W zestawieniu porównywano 36 państw, a Polska uplasowała się na pozycji 27.
Dużą pomocą dla urządzających się dopiero studentów jest możliwość wyposażenia sobie mieszkania w rzeczy pozostawione na ulicy. Australijczycy przed wyrzuceniem mebli i sprzętów gospodarstwa domowego wystawiają je przed swoją posesję, aby każdy mógł wziąć to, czego potrzebuje. Mnie udało się w ten sposób znaleźć do mojego początkowo pustego drewnianego domku nad oceanem skórzaną kanapę, prawie nową pralkę, łóżko, stół i lodówkę.

SPOSOBY NA PODRÓŻOWANIE
Piękne krajobrazy, egzotyczne zwierzęta i nieodparty urok odległej krainy przyciągają do Australii wielu obcokrajowców, dlatego nikogo nie dziwią wysokie przychody tego kraju w sektorze turystyki. Ze względu na znaczne odległości po kontynencie najlepiej poruszać się samochodem lub samolotem. Większość turystów zatem wypożycza albo kupuje na miejscu auto, najczęściej kilkuosobowego vana, tzw. campervana, z miejscem do spania i aneksem kuchennym. Australijczycy uwielbiają spędzać czas aktywnie i blisko natury, dlatego często wybierają się na kempingi. Warto pójść za ich przykładem, szczególnie że ten sposób zwiedzania bywa dużo tańszy. Można także skorzystać z ofert wycieczek zorganizowanych. To dobre rozwiązanie również dla tych, którzy nie posługują się językiem angielskim. Infrastruktura turystyczna jest w Australii znakomicie rozwinięta, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie i będzie tu wracał niejeden raz, aby wciąż odkrywać nowe niezwykłe zakątki tego najmniejszego kontynentu świata.

Artykuły wybrane losowo

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018

Etiopia – ginący świat

KATARZYNA DUDEK

 

                                                                                                                 FOT. MAJKA SZURA/WWW.POLKATRAVEL.PL 

<< Etiopia to kraj, który pozostaje w sercu na zawsze, a podróżowanie po nim jest łatwiejsze niż myślimy. Powinni się o tym przekonać szczególnie ci, którzy nie odwiedzili jeszcze tzw. Rogu Afryki. Z pewnością będą zachwyceni bezcennymi skarbami dawnej Abisynii. >>

Podróżującym po Etiopii polecam wybór kompletnej trasy, tzn. zwiedzenie terenów północnych (do Aksum) połączone z wyprawą na południe (aż do granic słonego Jeziora Turkana, dawniej Jeziora Rudolfa). Ten program można wzbogacić o wycieczkę do położonego na wschodzie muzułmańskiego miasta Harar (Harer) oraz na plantacje kawy na zachodzie lub wymagający idealnego zdrowia wyjazd do Kotliny Danakilskiej (Afaru) – depresji w zapadlisku tektonicznym wchodzącym w skład Wielkich Rowów Afrykańskich. Dlaczego warto przemierzyć ten kraj wzdłuż i wszerz, żeby zobaczyć jak najwięcej miejsc? Otóż tempo zachodzących tu zmian jest tak duże, że trzeba się śpieszyć, aby zdążyć poznać prawdziwą afrykańską Etiopię. 

Więcej…

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…