KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.


Zanim Australię opanowali Europejczycy, do jej brzegów prawdopodobnie już ok. 50 tys. lat temu przypłynęły ludy z Azji Południowo-Wschodniej. Prowadziły one koczowniczy tryb życia, jednak konkretne klany związane były z danym regionem oraz posługiwały się własnym językiem lub dialektem. Liczebność Aborygenów znacznie spadła po przybyciu osadników z Europy, a dopiero od połowy XX w. powoli rozpoczęto przyznawać im prawa przysługujące innym obywatelom. Dziś ich populację szacuje się na ok. 670 tys. ludzi, czyli niecałe 3 proc. wszystkich mieszkańców kraju. Spotkamy ich nie tylko w rezerwatach, ale również (choć rzadko) w australijskich miastach i miasteczkach. Co ciekawe, wszyscy Aborygeni – zarówno ci pochodzący z terenów pustynnych, lasów deszczowych, jak i ci żyjący na wybrzeżu czy w cieniu ośnieżonych szczytów górskich – wierzą w istnienie tzw. Czasu Snu, czyli rodzaju miejsca lub epoki sprzed stworzenia świata. Według aborygeńskiej mitologii nadal można się tam dostać lub porozumieć z przebywającymi w nim duchami.

MIEJSCE ZESŁANIA
Odkrywcy z Europy docierali na antypody już od XVII w., ale żadna z ekspedycji nie zatrzymywała się tu na dłużej. Dopiero w 1770 r. angielski żeglarz kapitan James Cook (1728–1779) dopłynął do wschodniego wybrzeża kontynentu, nazwał okoliczne tereny Nową Południową Walią i włączył do Królestwa Wielkiej Brytanii. Na nowym lądzie Brytyjczycy utworzyli kolonię karną. Tzw. Pierwsza Flota (ang. First Fleet), która ostatecznie zacumowała w zatoce Port Jackson (znanej też jako Sydney Harbour), liczyła 11 statków z ok. 1400 osobami na pokładzie, z czego połowę stanowili więźniowie. 26 stycznia 1788 r. pasażerowie wyszli na brzeg Sydney Cove, gdzie zbudowali pierwszą osadę – obecnie niemal 5-milionowe Sydney. Tak rozpoczęła się brytyjska kolonizacja.

AUSTRALIA DAY
Dziś Australijczycy 26 stycznia obchodzą swoje święto narodowe i wspominają powstanie Związku Australijskiego. W tym czasie na pięciu wyznaczonych plażach w pięciu stanach (Australia Południowa, Australia Zachodnia, Nowa Południowa Walia, Wiktoria i Queensland) odbywa się Thong Challenge, czyli Wyzwanie Klapków – chyba najpopularniejszego obuwia w Australii.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Australijczycy biorący udział w Thong Challenge 26 stycznia

 

Wygrywa ten region administracyjny, na którego terenie zostanie pobity rekord w liczbie osób pływających na wielkich dmuchanych materacach w kształcie japonek. Brzmi to komicznie, ale widok setek ludzi unoszących się na wodzie w dużych grupach przywodzi na myśl ofiary katastrofy statku. Na szczęście to tylko pozory – na plaży trwa impreza przy dźwiękach muzyki i wszyscy świetnie się bawią.

GIGANTYCZNE ODLEGŁOŚCI
W Australii zaskakuje zupełnie inna niż europejska skala odległości między danymi punktami na mapie. Lot z Sydney do Perth, czyli ze wschodniego wybrzeża na zachodnie (ponad 4 tys. km), trwa mniej więcej 5 godz., z Brisbane do Melbourne (prawie 1700 km) – 2,5 godz. Sami Australijczycy potrafią przejechać 100 km tylko na krótką wizytę u znajomych. W trakcie poruszania po tym kraju musimy pamiętać, że obowiązuje w nim ruch lewostronny, o czym przypominają nam znaki drogowe, m.in. na popularnej wśród przyjezdnych Great Ocean Road niedaleko Melbourne. Wzdłuż tej malowniczej drogi ciągnącej się nad oceanem zobaczymy wiele niezwykłych formacji skalnych, np. Dwunastu Apostołów, Wąwóz Loch Ard czy Łuk Londyński.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Piękne krajobrazy w rejonie miasta Albany w Australii Zachodniej

Każda część Australii zresztą ma mnóstwo do zaoferowania. Wśród 6 australijskich stanów, 2 terytoriów federalnych i jednego stołecznego największym i jednocześnie najmniej zaludnionym obszarem jest Australia Zachodnia (Western Australia). Jej powierzchnia wynosi ponad 2,5 mln km², na których żyje zaledwie 2,5 mln osób. Jest to kraina złota i rajskich plaż, najlepszych miejsc do uprawiania surfingu, najwyższych drzew, największej liczby wielorybów i najsmaczniejszych ostryg. Tak przynajmniej twierdzą jej mieszkańcy. Funkcję stolicy Australii Zachodniej pełni największe jej miasto – niemal 2-milionowe Perth. Im dalej od niego, tym okolica wygląda na spokojniejszą, wręcz bezludną, i tym częściej można spotkać w niej dzikie kangury. Na trasie natkniemy się również na tzw. road trains (z ang. „pociągi drogowe”) – sznury kilku złączonych ze sobą przyczep ciągniętych przez jeden ciągnik siodłowy, mierzące nierzadko nawet 50 m długości i ważące do 200 t. To idealny środek transportu długodystansowego, szczególnie na nizinie Nullarbor (Nullarbor Plain). Wiedzie przez nią autostrada Eyre Highway z najdłuższym prostym odcinkiem drogi w Australii – przez ok. 150 km nie trafia się na niej żaden zakręt.

AUSTRALIJSKIE BEZDROŻA
Tysiące kilometrów bezludnych autostrad, suche tereny, pustynia i niesamowite formacje skalne – taki jest dziki australijski Outback, położony daleko od cywilizacji. Nocą niebo nad nim rozświetlają miliony gwiazd. Symbol Australii stanowi święta dla Aborygenów skała Uluru (Ayers Rock), która wznosi się ok. 400 km na południowy zachód od 30-tysięcznego Alice Springs. To jeden z największych monolitów na świecie (palmę pierwszeństwa dzierży Góra Augustus w Australii Zachodniej), mierzy prawie 350 m wysokości, a naukowcy twierdzą, że w ponad połowie znajduje się jeszcze pod ziemią. Cały obszar Parku Narodowego Uluru-Kata Tjuta (Uluru-Kata Tjuta National Park) należy do aborygeńskich ludów Pitjantjatjara i Yankunytjatjara.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Uluru (Ayers Rock), święta skała Aborygenów, ma obwód 9,4 km

 

Krajobrazy rozciągające się z licznych szlaków dookoła Ayers Rock oraz innych grup skalnych, np. Kata Tjuta – Mount Olga, czy Kanionu Królów (Kings Canyon), na długo zapadają w pamięć. W zależności od pory dnia Uluru mieni się odcieniami pomarańczu, czerwieni i brązu. Widok skały o zachodzie słońca dosłownie zapiera dech w piersiach. Dla turystów organizuje się tutaj poczęstunki z deską serów i wędlin oraz szampanem, a nawet wykwintne kolacje. Najlepszą porą na odwiedzenie okolic Alice Springs będzie polskie lato, czyli australijska zima (okres od czerwca do września). Naszej wyprawy nie uprzykrzą nam wtedy za bardzo wszechobecne owady, a temperatury powietrza (dochodzące do ok. 20°C) nas nie zmęczą.

WODNE KRÓLESTWO
Do cudów natury Australii zalicza się także Wielką Rafę Koralową (Wielką Rafę Barierową) na Morzu Koralowym, leżącą wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża kontynentu. Ta największa tego typu struktura na świecie tworzy pas o długości ponad 2,3 tys. km i szerokości dochodzącej do 150 km. Życie Australijczyków koncentruje się zresztą blisko linii brzegowej, która ma niemal 36 tys. km i jest urozmaicona tysiącami plaż. Przyjeżdżają na nie wielbiciele surfingu, wędkarstwa, pływania kajakiem czy snorkelingu, czyli nurkowania z maską, fajką (ang. snorkel) i płetwami. Eksploracja bogatego podwodnego królestwa stanowi jedną z najwspanialszych przygód, jakie przeżyjemy na antypodach. Po wyjściu z wody odpoczniemy natomiast na słonecznym piaszczystym brzegu.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

 

Najpiękniejsza plaża w Australii Zachodniej nad Lucky Bay (Szczęśliwą Zatoką) w Parku Narodowym Przylądka Le Grand (Cape Le Grand National Park) odcina się swoją bielą od turkusowego Oceanu Południowego, a ten jedyny w swoim rodzaju widok ubarwiają jeszcze dzikie kangury wylegujące się na piasku. Podróżnikom pragnącym poznać bliżej tutejszą florę i faunę polecam nurkowanie z australijskimi lwami morskimi (uchatkami australijskimi), delfinami czy nawet żarłaczami białymi (rekinami ludojadami).

OKO W OKO Z REKINAMI
Na wschodzie kraju od początku czerwca do początku listopada można podziwiać długopłetwce (humbaki) – walenie osiągające do 16 m długości i wagę 35 t. Kto obawia się pływać razem z nimi w oceanie, na tego w znanej miejscowości wypoczynkowej Byron Bay czekają kajaki gotowe na wyprawę w poszukiwaniu tych wyjątkowych olbrzymów.
Odwiedziny na Półwyspie Eyre’a (Eyre Peninsula) w Australii Południowej stanowią z kolei okazję do zabawy z dzikimi australijskimi lwami morskimi i delfinami. Z rybackiej wioski Baird Bay wyrusza się najpierw do ujścia pobliskiej zatoki. Przed wejściem do wody nasz przewodnik zakłada na kostkę tzw. shark shield, czyli urządzenie wytwarzające pole elektromagnetyczne chroniące przed rekinami. Po chwili na wyciągnięcie ręki podpływają do nas delfiny, które zostają z nami na kilka chwil. To jednak nie koniec atrakcji. Kierujemy się do drugiej zatoki, gdzie na plaży wyleguje się stado lwów morskich. Gdy tylko się zanurzamy, natychmiast pojawiają się przy nas. Mówi się, że swoim zachowaniem przypominają one szczeniaki i rzeczywiście trudno nam się od nich opędzić. Dopiero kiedy zaczynamy dość mocno odczuwać przenikliwe zimno, przestajemy czuć stopy i dłonie, a zgrzytanie zębów przeszkadza nam w komunikacji między sobą, postanawiamy się z nimi pożegnać.
Miłośnicy mocnych wrażeń powinni wybrać się za to do Port Lincoln na spotkanie z żarłaczem białym – najniebezpieczniejszym gatunkiem rekina na świecie. Australia to jeden z niewielu krajów, gdzie wolno nurkować w klatkach w otoczeniu tych drapieżników, ale jedynie 3 firmy posiadają na to stosowne pozwolenie. Jedna przyciąga je krwistym mięsem, inna muzyką puszczaną z podwodnych głośników. Jednak tak naprawdę rekiny kusi ich największy przysmak: foki. Przypływają one tu przede wszystkim na żer. Niektóre okazy mają nawet do 6 m długości.

W OBJĘCIACH KOALI
Podczas pobytu w Australii nie sposób nie zapoznać się bliżej z jej najbardziej charakterystycznym mieszkańcem – puszystym koalą. Choć przypomina on bardzo swojskiego niedźwiadka, nie jest z nim spokrewniony, lecz należy do nadrzędu torbaczy. W ciągu dnia przez ok. 20 godz. drzemie wysoko na drzewach eukaliptusowych. Schodzi z nich tylko wtedy, gdy chce przejść na inne eukaliptusy lub by się rozmnażać. Wielu marzy, żeby potrzymać to wyjątkowe zwierzę na rękach chociaż przez chwilę. To życzenie spełnia się w rezerwacie Lone Pine Koala Sanctuary w Brisbane. Nie spodziewajcie się jednak miłego uścisku. Koala wbija swoje pazurki w ramiona człowieka tak, jakby te były gałęziami drzewa. Jego miękkie futerko za to pachnie olejkiem eukaliptusowym.
Na najmniejszym kontynencie na ziemi na każdym kroku natkniemy się na znaki drogowe ostrzegające przed kangurami, kolczatkami, emu czy nawet wężami. Należy więc zawsze rozglądać się wokół i patrzeć pod nogi, szczególnie po wyjściu z samochodu na bezdrożach czy w parkach. W trakcie moich studiów w Australii nie mogłam przyzwyczaić się do ciągłego widoku kangurów skaczących pomiędzy budynkami kampusu Uniwersytetu Słonecznego Wybrzeża (University of the Sunshine Coast) w stanie Queensland. Umieszczone wszędzie znaki przypominały studentom, aby nie podchodzić do nich za blisko, gdyż ich kopnięcie bywa śmiertelne w skutkach. Zagrożenie dla człowieka na antypodach stanowią też jadowite węże. Niektóre z nich, np. tajpan pustynny czy eastern brown snake (Pseudonaja textilis), potrafią zabić dorosłego, ale według statystyk takie przypadki są rzadkością.

RAJSKIE WYSPY
Największą na świecie piaszczystą wyspę Fraser (1840 km² powierzchni) Aborygeni nazywają K’gari, czyli Raj. W otoczeniu bujnego lasu deszczowego zanurzymy się na niej w krystalicznie czystych jeziorach słodkowodnych albo wyruszymy na poszukiwanie dzikich psów dingo. Na samą wyspę wjedziemy jeepem lub przylecimy awionetką, która często ląduje między jadącymi samochodami. Widoczne na plaży znaki informują o dozwolonej prędkości (80 km na godz.) oraz przylatujących na nią samolotach. 120 km wschodniego wybrzeża wyspy pokonamy autem z napędem na 4 koła, musimy jednak zwracać baczną uwagę na zmieniające się przypływy. Niejeden turysta z Europy stracił tu wynajęty przez siebie samochód, który porwały silne fale Oceanu Spokojnego.
Inną niezwykłą wyspą u wybrzeży Queensland jest Moreton. O zachodzie słońca można na niej karmić dzikie delfiny i obserwować gigantyczne wieloryby wyskakujące co jakiś czas z wody. Jej plażę upodobały sobie szczególnie pelikany. Swoim zakończonym ostrym haczykiem dziobem potrafią boleśnie skaleczyć człowieka w rękę, czego doświadczają wędkarze patroszący ryby nad samym brzegiem i próbujący się opędzić od natrętnych ptaków.

STUDENCKI ŻYWOT
Ludzie z różnych stron globu przybywają do Australii nie tylko w celach turystycznych, ale również po to, żeby się uczyć. Uczestnictwo w kursach językowych czy studia na uczelniach wyższych stwarzają duże możliwości rozwoju zawodowego. Studentom z zagranicy w tym kraju wolno także legalnie pracować 20 godz. w tygodniu, a w okresie wakacyjnym na tzw. pełen wymiar. Poza tym biorą udział w praktykach w międzynarodowych firmach i zdobywają doświadczenie cenione na całym świecie. Nic zatem dziwnego, że wielu z nich decyduje się na dłuższą emigrację, w którym to postanowieniu wspierają ich agencje edukacyjne. Osoby wykształcone i pracujące już pewien czas w swoim zawodzie stanowią każdego roku największą grupę imigrantów.
Liczne rankingi pokazują, że w Australii naprawdę warto się osiedlić, a obcokrajowcom nie bez powodu jawi się ona jako kraj marzeń. W 2014 r. kraina kangurów po raz czwarty z rzędu zdobyła tytuł miejsca, w którym żyje się najlepiej na świecie, według OECD Better Life Index. Pod uwagę brano 11 kryteriów, w tym wskaźnik zatrudnienia, dochody, stan środowiska naturalnego, bezpieczeństwo, działanie systemu opieki zdrowotnej oraz zadowolenie z życia. W zestawieniu porównywano 36 państw, a Polska uplasowała się na pozycji 27.
Dużą pomocą dla urządzających się dopiero studentów jest możliwość wyposażenia sobie mieszkania w rzeczy pozostawione na ulicy. Australijczycy przed wyrzuceniem mebli i sprzętów gospodarstwa domowego wystawiają je przed swoją posesję, aby każdy mógł wziąć to, czego potrzebuje. Mnie udało się w ten sposób znaleźć do mojego początkowo pustego drewnianego domku nad oceanem skórzaną kanapę, prawie nową pralkę, łóżko, stół i lodówkę.

SPOSOBY NA PODRÓŻOWANIE
Piękne krajobrazy, egzotyczne zwierzęta i nieodparty urok odległej krainy przyciągają do Australii wielu obcokrajowców, dlatego nikogo nie dziwią wysokie przychody tego kraju w sektorze turystyki. Ze względu na znaczne odległości po kontynencie najlepiej poruszać się samochodem lub samolotem. Większość turystów zatem wypożycza albo kupuje na miejscu auto, najczęściej kilkuosobowego vana, tzw. campervana, z miejscem do spania i aneksem kuchennym. Australijczycy uwielbiają spędzać czas aktywnie i blisko natury, dlatego często wybierają się na kempingi. Warto pójść za ich przykładem, szczególnie że ten sposób zwiedzania bywa dużo tańszy. Można także skorzystać z ofert wycieczek zorganizowanych. To dobre rozwiązanie również dla tych, którzy nie posługują się językiem angielskim. Infrastruktura turystyczna jest w Australii znakomicie rozwinięta, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie i będzie tu wracał niejeden raz, aby wciąż odkrywać nowe niezwykłe zakątki tego najmniejszego kontynentu świata.

Artykuły wybrane losowo

Żeglarskie raje

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Żeglarstwo dla wielu osób stało się pasją życia. Nie wyobrażają sobie oni udanych wakacji bez rejsu jachtem lub katamaranem. To dla nich nie tylko szansa na przeżycie wspaniałej przygody, ale również okazja do poznania odmiennych kultur, interesujących atrakcji turystycznych oraz fascynujących zakątków Europy i świata. Zapaleni żeglarze co roku myślą o nowych trasach oraz o ciekawszych i bardziej egzotycznych akwenach. Większość z nich wybiera ciepłe morza, regiony i kraje – Chorwację, Grecję, Włochy, Francję, Turcję, Hiszpanię, Baleary i Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Seszele czy Polinezję Francuską. Są to bez wątpienia najpiękniejsze akweny żeglarskie świata. Oferują uczestnikom rejsów moc atrakcji. Na załogi jachtów lub katamaranów czeka na nich prawdziwe pełnomorskie pływanie lub powolna włóczęga od zatoki do zatoki, od portu do portu…   

Więcej…

Kolory i smaki RPA

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

<< Nawet najwybredniejszemu turyście uda się spędzić w tym niezmiernie barwnym zakątku świata niezapomniane wakacje. Czymkolwiek się interesuje, na pewno znajdzie to na południowym krańcu Afryki. Kapsztadzkie ulice przypomną mu o dawnych czasach, wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego – zachwycą surowością pejzaży, a dzikie zwierzęta nauczą pierwotnych praw natury. A gdy zmęczony nadmiarem wrażeń usiądzie, żeby chwilę odpocząć, kieliszek wyśmienitego południowoafrykańskiego wina wprawi go w błogi nastrój satysfakcji z odbytej podróży. >>

Więcej…

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…