ROMAN WARSZEWSKI
www.warszewski.info

<< Gdy spojrzymy na ekwadorskie godło, ujrzymy na nim rzekę otoczoną zieloną równiną na tle ośnieżonej góry. To Guayas, której jedno ze źródeł wypływa ze zbocza pokrytego lodowcami wulkanu Chimborazo. Trudno chyba w tym przypadku o lepsze symboliczne przedstawienie tego pasjonującego regionu kuli ziemskiej, naznaczonego masywami wulkanicznymi Andów i pokrytego różnorodną bujną roślinnością. Tutaj słońce króluje na widnokręgu zupełnie jak na herbowej tarczy. >>

Ekwador to jedyny kraj świata, który swoją nazwą podkreśla fakt, że przez jego terytorium przechodzi linia najdłuższego równoleżnika naszej planety. Hiszpańskie słowo ecuador oznacza właśnie równik. W pobliżu stołecznego Quito, na terenie Mitad del Mundo, czyli Środka Świata, obok monumentalnego pomnika namalowano symboliczną żółtą linię, oddzielającą półkulę północną od południowej. Na tutejszy plac tłumnie ściągają zagraniczni turyści, ale jeszcze chętniej przyjeżdżają w to miejsce sami Ekwadorczycy. Równik stał się ich narodową dumą i dziedzictwem.

FOT. MINISTERIO DE TURISMO DEL ECUADOR/ECUADOR.TRAVEL

Kościół i Klasztor św. Franciszka z XVI–XVII w. w Quito


O wiele łatwiej przyjdzie nam to zrozumieć, gdy spojrzymy na mapę. Republika Ekwadoru jest jednym z najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma prawie 285 tys. km² powierzchni i ponad 16 mln ludności), otoczonym dużo większymi od niego Peru i Kolumbią. Aby nie zostać pochłonięty przez silniejszych sąsiadów, ten fascynujący kraj nie może utracić swojej tożsamości.

NIEUCHWYTNY RÓWNIK
Przebiegająca ok. 25 km na północ od centrum ekwadorskiej stolicy linia została wyznaczona pod koniec XVIII w. i wcale nie pokrywa się z rzeczywistą granicą między półkulami. Gdy w XVIII stuleciu zaczęto w tym rejonie robić pomiary, instrumentarium, którym się posłużono, nie było zbyt precyzyjne. Poza tym miejsce wtedy wskazane znakomicie nadawało się do zabudowy. Dlatego właśnie tutaj wzniesiono wspomniany już, gigantyczny obelisk Mitad del Mundo. Tak naprawdę równik przebiega 240 m na północ od tego monumentu.
Przedsiębiorczy okoliczni mieszkańcy potrafią z tej pomyłki czerpać korzyści. Nieopodal pomnika, na prywatnej parceli powstało Museo de Sitio Intiñan, którego właściciel twierdzi, że właściwa linia powinna znajdować się u niego w ogrodzie. Na dowód umieszczono w nim trzy zlewy: jeden stoi dokładnie na równoleżniku 0°, drugi nieco na północ od niego, trzeci – odrobinę na południe. Żeby przekonać zainteresowanych o słuszności tego założenia, prezentuje się im działanie siły Coriolisa. Strumień wody puszczanej w każdej z mis zachowuje się inaczej – w środkowej ścieka gładko w dół, w południowej kręci się lewo, a w północnej wiruje w prawo. Oniemiali turyści biją brawo. – Felicitaciones, amigo! („Gratulacje, przyjacielu!”) – wołają do właściciela i chętnie płacą za wstęp, a na odchodnym do kapelusza wrzucają jeszcze propinę, tzn. napiwek. Wszak zobaczyli coś naprawdę autentycznego i nie dali się nabrać oficjalnej propagandzie!

KRAINA OGNIA I DYMU
Przez środek Ekwadoru, wciśniętego między Peru i Kolumbię, przebiega łańcuch Andów. Z obu stron otaczają go niziny, w dużej części porośnięte rozległymi lasami. Dzięki temu panują tu bardziej sprzyjające dla człowieka warunki niż w innych krajach pacyficznego wybrzeża Ameryki Południowej. Jednocześnie rejon andyjski wręcz zionie dymami czynnych kraterów, tworzących niepowtarzalną Aleję Wulkanów (Avenida de los Volcanes). W jej skład wchodzą m.in. Pichincha (4794 m n.p.m.), na który z Quito wjedziemy nowoczesną kolejką linową, aby podziwiać przepiękną panoramę stolicy w dole, Cotopaxi (5897 m n.p.m.) – jeden z najwyższych aktywnych wulkanów świata, Chimborazo (6268 m n.p.m.), przez kilka dziesięcioleci uznawany za najwyższą górę na ziemi, czy Tungurahua (5023 m n.p.m.). Na dwa przedostatnie prowadzą przetarte szlaki przeznaczone dla miłośników trekkingu. Te na Cotopaxi są łatwiejsze i wymagają mniej doświadczenia, ale i na szczyt Chimborazo uda nam się wejść raczej bez problemu, jeśli tylko mamy odpowiedni sprzęt (przede wszystkim umożliwiające wspinaczkę po lodzie raki – grampones) oraz trafimy na dobrą pogodę.

FOT. MINISTERIO DE TURISMO DEL ECUADOR/ECUADOR.TRAVEL

Nadal aktywny wulkan Cotopaxi pokrywa andyjski lodowiec

Wzdłuż całej Alei Wulkanów wytryskują gorące źródła. Najwięcej znajduje się u podnóża wymienionego już masywu Tungurahua w miejscowości Baños de Agua Santa. Korzystano z nich już w czasach Inków, ale prawdziwą popularnością cieszą się dopiero teraz. Baños to dziś zarówno cel pielgrzymkowy (tutejsza Matka Boska potrafi ponoć ochronić przed trzęsieniami ziemi), jak i kurort odwiedzany przez kuracjuszy i turystów, poddających się dobroczynnemu wpływowi leczniczych wód. Okolicy uroku dodają niezliczone spienione wodospady (np. 7 kasdad Machay, Agoyán, Pailón del Diablo, nazywany też Río Verde), w regularnych odstępach rozmieszczone wzdłuż nurtu rzeki Pastazy. To jedno z tych miejsc, dokąd przyjeżdża się na dzień, najdłużej na dwa, a zostaje się... cały miesiąc. Taki właśnie jest Ekwador – kraj o tysiącu różnych twarzy, a każda z nich tak zniewalająca, że aż trudno się jej oprzeć.

DZIEDZICTWO INKÓW
Dalej na południe leżą Cuenca i Riobamba – przepiękne miasta pełne zabytków. To pierwsze (dawna inkaska Tomebamba) stanowi ekwadorski odpowiednik peruwiańskiego Cusco (Cuzco). Riobamba uchodzi natomiast za wielki pomnik państwowości i niepodległości Ekwadoru. Wszak to w jej pobliżu doszło w kwietniu 1822 r. do słynnej bitwy pod Tapi. Utorowała ona drogę do utworzenia niezależnego państwa. Tu także najpierw napisano, a następnie uchwalono pierwszą ekwadorską konstytucję w 1830 r.
Turyści zazwyczaj jednak tą stosunkowo niedawną historią za bardzo się nie interesują. W te strony przyciągają ich przede wszystkim najlepiej zachowane w całym kraju ślady panowania Inków. Synowie Słońca długo walczyli o ten region, a gdy go zdobyli, zapragnęli zaznaczyć swoją w nim obecność. Miejsce narodzin inkaskiego króla, ojca Atahualpy i Huáscara – Huayny Cápaca (1467–1525), wskazuje dziś w mieście Cuenca ciągnąca się przez kilkaset metrów gigantyczna, podłużna piramida schodkowa.

FOT. ROMAN WARSZEWSKI

Skała Cara del Inca, czyli „Twarz Inki”, koło kompleksu Ingapirca


Za ekwadorskie Machu Picchu uchodzi położona ok. 15 km od Cañar Ingapirca: kompleks archeologiczny ze świątynią i obserwatorium astronomicznym. Wzniesiono je z wielkich, idealnie dopasowanych kamiennych bloków, którą to technikę Inkowie przejęli po Indianach Cañari i udoskonalili. Tutejsze mury nieodparcie przywodzą na myśl peruwiańską Coricanchę – dawną Świątynię Słońca w Cuzco. Ruiny olśniewają swoim surowym pięknem i zadziwiają precyzją budowniczych. Tajemniczości dodaje im olbrzymi, w połowie naturalny, w połowie zaś rzeźbiony skalny posąg, mierzący blisko 60 m wysokości. Według legendy przedstawia on samego Huaynę Cápaca. To prawdziwy ekwadorski Kolos Rodyjski – osobliwość, której nie wolno przegapić!

SEKRET DŁUGOWIECZNOŚCI
Jeszcze dalej, bliżej granicy z Peru, znajduje się Loja – najbardziej hiszpańskie miasto Ekwadoru. Polakom może kojarzyć z Częstochową. Otóż w jej pobliżu, w wiosce El Cisne (Łabędź) w Bazylice El Cisne (Basílica de El Cisne) przechowuje się największą ekwadorską chrześcijańską świętość, czyli  statuetkę Matki Boskiej z El Cisne (Nuestra Señora de El Cisne, Virgen de El Cisne). Przez dziesięć miesięcy rzeźba przebywa w sanktuarium, a przez kolejne dwa (od 20 sierpnia do końca października) – w Katedrze w mieście. Za każdym razem jej wędrówce towarzyszy procesja wiernych. Z tego względu Loję ciągle okupują tłumy pielgrzymów. Aby mieć więc szansę na nocleg w godziwych warunkach, rezerwacji w hotelu trzeba dokonywać z wielodniowym, a nieraz nawet wielotygodniowym wyprzedzeniem.
To kolonialne miasto stanowi także punkt tranzytowy dla wszystkich tych, którzy chcą się dostać do najsłynniejszej tutejszej oazy 100-latków – Doliny Vilcabamby. Leżąca w niej wioska słynie z tego, iż nieproporcjonalnie duży odsetek miejscowej ludności w dobrym zdrowiu dożywa 110, a nawet 120 lat. Tajemnicą długowieczności jej mieszkańców interesują się badacze na całym świecie. Mnie samego również zafascynował ten fenomen. Opisałem go w swojej książce Wyprawa Vilcabamba–Vilcabamba. Śladami wojownika, którego nie imał się czas.

WYSPY ŻÓŁWIE
Tropikalne ekwadorskie wybrzeże Pacyfiku nie przypomina jego pustynnych odcinków znanych z Peru lub Chile. Porastają je lasy mangrowe i pokrywają mokradła. Pośród zanurzonych w wodzie korzeni drzew czyhają kajmany, a w koronach zbiera się gderliwe, szerokoskrzydłe ptactwo.
Stolicą tej krainy jest Guayaquil – parny, gorący, rozkrzyczany, nigdy niezasypiający port o bezładnej zabudowie, w którym grasują złodziejskie szajki. Miasto nie należy do bezpiecznych, więc nie polecam zatrzymywać się w nim na dłużej nawet ze względu na dobrą kuchnię i zabytki w centrum. Najlepiej jak najszybciej udać się stąd w jedynym możliwym kierunku, czyli na słynne wyspy Galapagos.

FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

Galapagoskie legwany morskie są endemiczne dla archipelagu

Mimo iż z roku na rok archipelag odwiedza coraz więcej gości, zakątek ten zachował czar wyjątkowego miejsca na końcu świata. Duch Karola Darwina (1809–1882), angielskiego przyrodnika, który w XIX w. właśnie tutaj zbierał materiał mający mu potem posłużyć do sformułowania teorii ewolucji, wciąż unosi się nad okolicznymi skałami i cieśninami. Wulkaniczne plaże, pieczary i postrzępione brzegi zamieszkują zwierzęta nie występujące nigdzie indziej na ziemi, np. żółwie słoniowe, legwany lądowe i morskie, kotiki galapagoskie, pingwiny równikowe, zięby Darwina czy kormorany nielotne. Tak naprawdę ludzie są na wyspach zbędni, stoją poza ekosystemem i tak powinno pozostać, jeśli ta kraina ma zachować swój niepowtarzalny charakter.

PAMIĄTKA Z OTAVALO
Gdy wrócimy na stały ląd, aby z Quito wyruszyć samolotem w drogę do domu, choćby na kilka godzin zajrzyjmy na rynek do Otavalo, położonego ok. 110 km na północ od stolicy Ekwadoru. Na pewno kupimy na nim jakąś efektowną pamiątkę, która będzie nam przypominać o naszej wspaniałej wyprawie. Znajdziemy tutaj wszystkie charakterystyczne wyroby ekwadorskiego rękodzieła: kapelusze, moskitiery, alpakowe chompas (wzorzyste swetry), malowidła, ceramikę, wielobarwne koralikowe kotary i zasłony. Pokątnie można też nabyć tsantsa (tzantza) – pomniejszone gorącym piaskiem ludzkie głowy, z których wytwarzania słynie wojownicze plemię Huaorani z regionu Oriente (Wschód). Dziś powstają one jednak z koziej skóry: na nieszczęście dla kóz, na szczęście dla ludzi.

Artykuły wybrane losowo

Sardynia i Korsyka po dwóch stronach lustra

BEATA GARNCARSKA

<< W basenie Morza Śródziemnego, w odległości ok. 200 km od Europy kontynentalnej, znajdują się dwie niesamowite wyspy, dla których niejeden podróżnik stracił głowę. Mowa o włoskiej Sardynii i francuskiej Korsyce. Pierwsza kusi łagodnymi wzgórzami, zielonymi wiosną, żółciejącymi latem, nadbrzeżnymi lagunami, leniwie płynącymi rzekami oraz górami o zaokrąglonych wierzchołkach. Druga natomiast fascynuje strzelistymi szczytami sięgającymi obłoków i lasami pokrywającymi prawie całą jej powierzchnię niczym peleryna. Choć z pozoru tak różne, obie przez stulecia walczyły o swoją tożsamość, opierając się zakusom kolejnych kolonizatorów. >>

Więcej…

Wenezuela – świat piękna

salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

Więcej…

Na ścieżkach współczesnych Majów w Meksyku i Gwatemali

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Olbrzymia różnorodność Meksyku i Gwatemali onieśmiela podróżnika i zaskakuje go na każdym kroku. Codziennie odkrywa on w tych krajach coś nowego i niepowtarzalnego, spotyka na swojej drodze niesamowitych ludzi i dowiaduje się o zupełnie nieznanych mu wcześniej rzeczach. Może to wszystko sprawia duch Majów, którego obecność wyczuwa się często wśród górskich szczytów, nad taflami jezior, w bujnych lasach i potężnych dolinach, pośród ruin starożytnych piramid i ścian współczesnych chat, a nawet biorąc w dłoń najmniejszy kamień pochodzący z tutejszej ziemi… >>

Hiszpańscy konkwistadorzy widzieli w Nowym Świecie przede wszystkim krainę pełną ukrytych bogactw. Wielkie miasta i wspaniałe budowle, które tu zastali, utwierdziły ich tylko w tej nadziei. Dlatego zagarnęli te ziemie, nie licząc się zupełnie z rdzennymi mieszkańcami i tym wszystkim, co przez wieki zdążyli oni stworzyć. Historii nie da się zmienić, ale z pewnością wielu z nas zastanawiało się często nad tym, jak potoczyłyby się dalsze losy tych indiańskich plemion, gdyby nie zetknęły się z wojskami odkrywców...  

Więcej…