ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

 

Wyjaśnienie jest dość proste. Kraje te w przeszłości stanowiły jeden organizm i współtworzyły terytorium kolonii hiszpańskiej (obszar Boliwii w przeważającej części pokrywa się z dawnym Alto Perú, czyli Górnym Peru). Pod względem geograficznym, topograficznym i przyrodniczym taką jednością są do dziś. Posiadają też wszystko to, co jak magnes przyciąga podróżników z całego globu: przepiękną, dziewiczą i niezmiernie urozmaiconą naturę, a także bogatą przeszłość i niezatarte ślady dawnych potężnych kultur i cywilizacji, których historia sięga tysiące lat wstecz. To sprawia, że można je uznać za jedyne takie miejsce w całej Ameryce Południowej.

 

Brama do Peru

Peru, choć oddalone od kontynentu europejskiego i innych części świata, jest jednak bliższe niż Boliwia. Dzieje się tak dzięki stołecznej Limie (jej nazwa pochodzi prawdopodobnie od przepływającej przez nią rzeki Rímac) – prawdziwym wrotom wiodącym do Ameryki Południowej, porównywalnym z tymi, jakie w Indiach i w Azji stanowi Bombaj. Ten charakter miasta odzwierciedla zresztą ideę, która przyświecała jego powstaniu od samego początku. Miało ono skomunikować niedostępne tereny dzisiejszych Peru i Boliwii z Panamą i Europą. Założyciel Limy, Francisco Pizarro (1478–1541), kładł w rzeczywistości fundamenty pod most łączący podbijany przez siebie kraj z cywilizacją europejską. Mimo iż od tamtego momentu minęło już prawie 500 lat, cel ten pozostaje bardzo czytelny do dziś. Miasto stanowi nadal najłatwiej dostępny punkt na tym niegościnnym pod względem warunków naturalnych obszarze. Na limskie lotnisko dotrzemy m.in. z Rzymu, Amsterdamu i Paryża czy Madrytu. Dla porównania – do stołecznego La Paz w Boliwii dolecieć będzie znacznie trudniej. Bo choć boliwijska metropolia jest na pewno piękniejsza i bardziej zaskakująca od Limy, do reszty świata wciąż wydaje się odwrócona plecami.

 

Moc natury

Niezmiernie urozmaicona przyroda Peru obejmuje tyle ekosystemów, że nawet w Wenezueli i Brazylii nie znajdziemy większej ich liczby. Pustynie sąsiadują tu z bardzo wysokimi górami, a także wilgotną puszczą – selwą. W jednych regionach panuje palący upał, w innych – subarktyczne temperatury. To jeden z nielicznych zakątków świata, gdzie w sąsiedztwie równika przez cały rok można jeździć na nartach na nietopniejącym lodowcu, aby po zaledwie 2–3 godz. podróży samochodem kąpać się w wodach dopływów królowej rzek, czyli Amazonki.

Ta różnorodność klimatów i wpływ zimnego prądu oceanicznego na wybrzeżu powoduje, iż właśnie flora peruwiańska, a nie brazylijska czy wenezuelska, jest najbardziej zróżnicowana w całej Ameryce Południowej. Dlatego to w tych stronach spotkamy też najwięcej roślin będących nadzieją farmaceutów. Tutejsze dżungla i puna (półpustynna wyżyna śródandyjska) stanowią w rzeczywistości największą aptekę na ziemi. Wśród miejscowych gatunków flory warto wymienić np. makę (Lepidium meyenii) wchodzącą w skład pożywienia kosmonautów lub pnącze zwane vilcacorą albo kocim pazurem (Uncaria tomentosa), które pod względem wszechstronności działania porównuje się z chińskim żeń-szeniem.

Oczywiście, trudno zapomnieć również o ayahuasce (Banisteriopsis caapi) – amazońskiej lianie zawierającej halucynogen, powodujący wielopłaszczyznowo przenikające się wizje, przez stulecia dostarczające rozrywki Indianom zamieszkującym selwę. Jego działanie może być wyjaśnieniem, skąd w Peru i w całej Ameryce Łacińskiej wziął się mit o krainie szczęścia El Dorado. Po wypiciu odwaru, w skład którego wchodzi m.in. ta roślina, przed oczami pojawiają się obrazy do złudzenia przypominające rzeczywistość. Gdy Indianie przed wiekami opowiadali konkwistadorom o złotych budowlach i naczyniach pełnych klejnotów, ci sądzili, że tubylcy mówią o czymś, co istnieje naprawdę: za kolejną górą, rzeką, gdzieś za horyzontem. Tak narodziło się jedno z największych nieporozumień wszech czasów, które stało się przyczyną pogoni za zwidem, mrzonką, fantasmagorią... (więcej na ten temat można przeczytać w mojej książce pt. Tajna misja El Dorado, wydawnictwo Tower Press, Gdańsk 2005).

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/RENZO TASSO

Peruwiańska Amazonia – Rezerwat Narodowy Pacaya Samiria (obszar Cocha San Jacinto)

 

Dziedzictwo Inków

Różnorodność i bogactwo przyrody sprawiły, że ludzie osiedlali się na terenie dzisiejszego Peru od niepamiętnych czasów. Na pustynnym wybrzeżu Pacyfiku w Caral i Áspero piramidy budowano wcześniej niż w Egipcie! A to dzięki temu, że zimne oceaniczne wody przynosiły w okolicę tutejszego brzegu wielką liczbę ryb aż z Antarktydy. To one żywiły mieszkańców tego rejonu na długo zanim zaczęli uprawiać kukurydzę i ziemniaki.

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/CESAR VALLEJOS

Sacsayhuamán – twierdza Inków

 

Kolejno kwitły tu kultury: Vicús, Chavín, Lambayeque (Sicán), Nazca (Nasca), Paracas, Tiahuanaco (nad jeziorem Titicaca w Boliwii), Wari, Moche (Mochica) i Chimú. Kolejna z nich – cywilizacja Inków – stosunkowo mało twórcza, swoje dziedzictwo kulturowe wsparła silną armią. Dzięki niej jej przedstawiciele skolonizowali całe Andy: od Kolumbii po rzekę Maule w Chile. Dziś rzesze podróżników wędrują z jednej peruwiańskiej prowincji do drugiej, aby podziwiać dzieła inkaskich rąk.

Istnieją dwie klasyczne trasy turystyczne, które prowadzą śladami Inków: podstawowa południowa i uzupełniająca północna. Obie są niezmiernie atrakcyjne. Jeśli brakuje nam czasu, aby przemierzyć je za jednym razem, warto wrócić do Peru w przyszłości i dokończyć wędrówkę. Pierwszy szlak obejmuje Limę, Paracas (z Islas Ballestas – Wyspami Ballestas, tzw. Małe Galapagos), Nazcę (ze słynnymi geoglifami), Arequipę (z wulkanem El Misti i kanionem Colca), Puno (z islas flotantes – pływającymi wyspami Indian Uros – oraz wyspami Taquile i Amantaní) i wreszcie Cuzco (rzecz jasna z Machu Picchu, Świątynią Słońca Coricanchą i kompleksem kamiennych murów Sacsayhuamán) oraz Iquitos nad Amazonką (z dzielnicą Belén). Trasa północna także zaczyna się w peruwiańskiej stolicy i prowadzi następnie przez Caral (ze wspomnianymi już prastarymi piramidami), Casmę, Trujillo (z miastem Chan Chan, Huaca del Sol, czyli Świątynią Słońca, i Huaca de la Luna – Świątynią Księżyca), Lambayeque (z grobowcem w Sipán), Túcume (z miastem piramid, gdzie u schyłku życia pracował słynny norweski podróżnik i etnograf Thor Heyerdahl), Cajamarkę (z inkaskimi łaźniami i grobowcami w Otuzco, zwanymi Ventanillas de Otuzco), Chachapoyas (z sarkofagami w Karajíi i twierdzą Kuélap) oraz Tarapoto (z kliniką dla osób uzależnionych Centro de Rehabilitación de Toxicómanos y de Investigación de Medicinas Tradicionales TAKIWASI – Centrum Rehabilitacji Uzależnionych i Badań nad Medycyną Tradycyjną TAKIWASI – i wodospadami Ahuashiyacu).

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/MICHAEL TWEDDLE

Nowoczesne museo Tumbas Reales de Sipán w Lambayeque otwarto w 2002 r.

 

Sen o morzu

To jednak zaledwie początek naszej wspaniałej wyprawy! Jak już wspomniałem, naturalne przedłużenie Peru to dawne Alto Perú (Górne Peru), czyli w przybliżeniu dzisiejsza Boliwia – kraj jeszcze bardziej osobliwy. Na płaskowyżu Altiplano okalającym jezioro Titicaca żyją np. ludzie, którzy w swoich wełnianych strojach do złudzenia przypominają... owadzie kokony! Wyjątkowość tego regionu tłumaczy fakt, że należy on do jednego z najbardziej odizolowanych państw na świecie.

Jeziora w Boliwii są zazwyczaj okresowe. W ciągu roku wysuszane przez słońce zamieniają się najpierw w grzęzawiska, a następnie – w solniska. Wyjątek stanowi Titicaca (należące w części do Peru). Jego słone wody patroluje Armada Boliviana – Boliwijska Marynarka Wojenna. Dostęp do oceanu Boliwia utraciła w wyniku tzw. wojny o Pacyfik (1879–1883) z Chile. Wcześniej gdy jej tereny należały do prowincji Alto Perú w Wicekrólestwie Peru, a później Wicekrólestwie La Platy (od 1776 r.), w jej granicach znajdował się fragment wybrzeża pacyficznego. Dziś Boliwijczykom pozostała jedynie nostalgiczna tęsknota za morzem.

 

Tam, gdzie wszystko się zaczęło

Serce kraju stanowi Altiplano – płaska jak stół wyżyna. To stąd – według legend – wywodzili się ponoć Inkowie. Swą ekspansję w kierunku Cuzco Synowie Słońca mieli zacząć właśnie z terenów obecnej Boliwii, a dokładniej – z Isla del Sol, czyli Wyspy Słońca, na jeziorze Titicaca, położonej w pobliżu obecnego centrum pielgrzymkowego Copacabana (słynie ono z Bazyliki Maryi Dziewicy z Candelarii – Basílica de la Virgen de la Candelaria). Stąd podobno w poszukiwaniu bardziej urodzajnych ziem wyruszyła królewska para Manco Cápac i Mama Ocllo – protoplaści inkaskiej dynastii. Naukowcy natomiast jako prawdopodobne miejsce początków dynastii Inków wskazują raczej na Tiahuanaco (Tiwanaku) – megalityczne miasto nieopodal brzegów Titicaki.

Tym, czym inkaskie Cuzco jest dla Peru, tym preinkaskie Tiahuanaco – dla Boliwii. Ruiny te, położone na smaganej mroźnymi wiatrami równinie na wysokości prawie 4000 m n.p.m., to święty Graal wśród prekolumbijskich zabytków Ameryki Łacińskiej. To tu wznosi się słynna, wykonana z jednego andezytowego bloku, Puerta del Sol (Brama Słońca), której fryz udekorowano według jednych badaczy – nieznanymi hieroglifami, a zdaniem innych – pradawnym kalendarzem. To stąd pochodzą misternie wyrzeźbione kamienne posągi znajdujące się obecnie w parku archeologicznym w centrum La Paz. Przez wielu naukowców (nie bez podstaw) kojarzone są one ze słynnymi moai z Wyspy Wielkanocnej.

 

Białe przestrzenie

Archeolodzy mają w Boliwii swoje Tiahuanaco, a globtroterzy – solniska. To pozostałości po dawnych wysokogórskich słonych jeziorach, których w przeszłości na Altiplano było co najmniej kilkanaście. Ich wody odparowały, na powierzchni ziemi pozostała po nich biała, twarda jak lód solna skorupa. Ciągną się one aż po horyzont, bez końca. Ubarwiają je kolonie różowych flamingów, smakoszy soli, oraz przemykające między nimi grupy guanako (ssaków spokrewnionych z lamami), które uwielbiają lizać słone grudki.

Jeśli zapuścimy się samochodem terenowym daleko od brzegu na środek białego jeziora, możemy odnieść wrażenie, że znajdujemy się gdzieś za kołem podbiegunowym. Parzące w uszy słońce szybko wyprowadzi nas z błędu. Jednak gdy na noc zatrzymamy się w hoteliku lub zajeździe, gdzie wszystko (włącznie z łóżkami!) wykonane jest z przejrzystych brył soli, znów przyjdzie nam na myśl arktyczna kraina z najprawdziwszym igloo.

FOT. MAREK ŁABA

Salar de uyuni – największe na świecie solnisko o powierzchni aż 12 tys. km²

 

Z solnisk Altiplano dotrzemy na boliwijską trasę turystyczną. Zaczyna się ona w La Paz (skrytym w gigantycznej zapadlinie poniżej poziomu płaskowyżu). Następnie wiedzie do upalnej Cochabamby (ze słynną statuą Chrystusa górującą nad miastem), pełniącego funkcję konstytucyjnej stolicy Boliwii Sucre oraz górniczych miast – Potosí (kopalnie srebra) i Oruro (kopalnie cyny). Inny wariant tego szlaku prowadzi z Cochabamby do Santa Cruz de la Sierra. Stąd – po odwiedzeniu miejsc związanych z Ernestem „Che” Guevarą: wioski La Higuera, w której został zastrzelony, i Vallegrande, gdzie najpierw go pochowano – można pojechać do Argentyny albo Paragwaju, aby stanąć tam twarzą w twarz z kolejnymi obliczami fascynującego kontynentu południowoamerykańskiego...


 

Artykuły wybrane losowo

Chorwacka kraina wysp i wodospadów

Przepiękny krasowy krajobraz Parku Narodowego Jezior Plitwickichplitvice-optimized-for-print-ivo-biocina 1
© NARODOWY OŚRODEK INFORMACJI TURYSTYCZNEJ REPUBLIKI CHORWACJI/IVO BIOCINA

MAGDALENA BARTCZAK


Położona na Półwyspie Bałkańskim Chorwacja jest ciągle jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych w Europie. Serca odwiedzających ją podróżników podbija oszałamiającą architekturą miast i miasteczek, bajeczną, często niemal dziką przyrodą, różnorodnością wysp i wybrzeża, doskonałą kuchnią i wyśmienitymi winami oraz niezwykłą gościnnością i serdecznością mieszkańców. Nic więc dziwnego, że co roku, nie tylko w okresie wakacyjnym, przybywa tu mnóstwo obcokrajowców.

Więcej…

„Mzungu” w Zambii

KRZYSZTOF RURAŃSKI

 

<< Wciąż mało znana wśród naszych rodaków Zambia to państwo o terytorium ponad dwukrotnie większym od powierzchni Polski – zajmuje obszar ok. 750 tys. km². Na jej terenie występuje klimat podrównikowy suchy. Pora deszczowa, która trwa od listopada do kwietnia, charakteryzuje się wysokimi temperaturami oraz gwałtownymi burzami. Ten południowoafrykański kraj jest bezpieczny i przyjazny podróżnikom, również tym dysponującym skromniejszym budżetem. Sąsiaduje z ośmioma państwami. Najdłuższą granicę – 1930 km – współdzieli z Demokratyczną Republiką Konga, a najkrótszą – poniżej 1 km – z Botswaną. Na tym małym odcinku na rzece Zambezi znajduje się przejście graniczne i działa przeprawa promowa. >>

Więcej…

Kalejdoskop dominikański

 

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl 

 

Republika Dominikańska jest radosnym, roztańczonym, zwariowanym, nieprawdopodobnie osobliwym krajem, który ponoć oferuje przyjezdnym wszystko. Przynajmniej tak przekonują kampanie promocyjne tutejszego Ministerstwa Turystyki. Nie ma w tym zbytniej przesady. Na próżno takiej różnorodności, jaką charakteryzuje się Dominikana, szukać w innych zakątkach Karaibów. Do tego oddalonego od Polski o kilka tysięcy kilometrów miejsca, do którego pod koniec XV w. uczestnicy wyprawy Krzysztofa Kolumba popłynęli statkami „Santa María”, „Niña” („Santa Clara”) i „Pinta”, docieramy dziś samolotem. Niesamowita ziemia zauroczyła wówczas słynnego odkrywcę i żeglarza, co odnotował w swoim dzienniku. Nas również z pewnością zachwyci ta wyjątkowa kraina.

Więcej…