MAGDALENA WALCZUK

Fundacja Terra Brasilis

                                                                                                             FOT. FOZDOIGUACUDESTINODOMUNDO.COM.BR

<< „Deus é brasileiro”, czyli „Bóg jest Brazylijczykiem” – stwierdzenie to słyszałam z ust wielu mieszkańców Brazylii. Większość z osób, które kiedykolwiek miały okazję postawić stopę na brazylijskiej ziemi, zgodzi się z nim bez wahania. Bez wątpienia kraj ten został hojnie obdarzony przez Stwórcę: zachwyca bogactwem i niezwykłością przyrody, odurza tropikalnymi smakami i zapachami, urzeka niesamowitą różnorodnością, wybuchową mieszanką kultur, intryguje kontrastami i niejednoznacznością. Naprawdę nietrudno zakochać się w Brazylii. Jak prawdziwa kobieta, powoli odsłania przed nami swoje tajemnice i nie przestaje kusić tym, co jeszcze pozostało do odkrycia. Niechętnie poddaje się prostym definicjom. Nie wierzcie temu, kto twierdzi, że zdołał ją zrozumieć i poznać jej wszystkie sekrety. >>

 

Największe państwo Ameryki Południowej, zajmujące prawie połowę terytorium tego kontynentu (ponad 8,5 mln km²!), powstało ze zderzenia trzech zupełnie odmiennych kręgów kulturowych. Rdzenni mieszkańcy, Indianie należący głównie do grup etnicznych Tupi, Guaraní, Gê i Arawak, mimo iż przegrali w starciu z europejskimi kolonizatorami i obecnie stanowią niewielki ułamek społeczeństwa brazylijskiego, wywarli istotny wpływ na dzisiejsze oblicze Brazylii, zauważalny choćby w języku, wzorcach estetycznych, stylu życia, zwyczajach religijnych i kulinarnych czy też medycynie naturalnej. Europejczycy, przede wszystkim Portugalczycy, uważani za odkrywców tych ziem, począwszy od XVI w., stopniowo opanowywali cały obszar współczesnego kraju. Kolonia oderwała się od korony portugalskiej ostatecznie w 1822 r. i przyjęła nazwę Cesarstwa Brazylii. Niedługo po odkryciu tego zakątka świata zaczęto tu sprowadzać niewolników z Afryki. Na ich morderczej pracy wyrosła potęga kolonialnej, a następnie imperialnej Brazylii. Trudno wyobrazić sobie tutejszą kulturę bez wpływów afrykańskich, które, chociaż pogardzane, a nawet zwalczane przez wieki, w znacznym stopniu ją ukształtowały. Samba, słynne karnawały w Rio de Janeiro i Salvadorze, sztuka walki capoeira czy uważana za narodową potrawę feijoada (gulasz z czarnej fasoli i różnych gatunków mięsa) to tylko niektóre przykłady oddziaływania kulturowej spuścizny Czarnego Lądu. 

W tym rozległym kraju przez kilkaset lat przenikały się elementy kultur trzech kontynentów. Powstała w ten sposób wielokulturowa mieszanka postrzegana jest dziś jako esencja brazylijskości. Znajdziemy ją w twarzach Brazylijczyków, których łączy poczucie tożsamości narodowej silniejsze od różnic regionalnych, a także język portugalski, wyodrębniający Brazylię spośród pozostałych hiszpańskojęzycznych państw Ameryki Łacińskiej.

 

Roztańczone miasto

Wielu przybyszy zaczyna swoją podróż po Brazylii od Rio de Janeiro. Nawet jeśli nie wypuścili się za daleko poza granice Cidade Maravilhosa (port. Cudownego Miasta), jak zwykło się je nazywać, można uznać, że poznali kwintesencję brazylijskości. Na wzniesieniach rozrzuconych wokół zatoki Guanabara, którą wydaje się obejmować ramionami Chrystus Odkupiciel ze wzgórza Corcovado, znajdziemy wszystko to, z czego Brazylia słynie i za co darzy się ją uwielbieniem na świecie: skąpane w słońcu piaszczyste plaże, w tym najsławniejsze Copacabanę i Ipanemę, bary z muzyką na żywo w dzielnicy Lapa rozbrzmiewające rytmem samby oraz – w okresie karnawału – spektakularne, roztańczone pochody na Sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí). Tutaj też spotkamy otwartych, pozytywnie nastawionych do życia mieszkańców Rio, zwanych cariocas. Po wyprawie na Corcovado, gdzie wykupimy również lot helikopterem nad miastem, oraz przejażdżce kolejką na wzgórze Pão de Açúcar (Głowa Cukru), warto zapoznać się z historyczną częścią metropolii, zwiedzić dawny Paço Imperial (Pałac Cesarski – dziś mieści się w nim Museu Nacional, czyli Muzeum Narodowe), zabytkowe kościoły, współczesną Katedrę św. Sebastiana (Catedral de São Sebastião do Rio de Janeiro) w kształcie piramidy czy poznać bogate kolekcje muzeów. Godne polecenia są również słynny stadion Maracanã, Jardim Botânico (Ogród Botaniczny) oraz Cidade do Samba (Miasto Samby) – ogromny magazyn, w którym najsłynniejsze szkoły samby udostępniają zwiedzającym wybrane makiety i stroje wykorzystane podczas parad karnawałowych.

FOT. RIOTUR

Najsłynniejszymi dzielnicami Rio są Copacabana, Leblon, Ipanema, Botafogo i Flamengo

 

            Rio to miasto o niezwykle inspirującej atmosferze, ukochane i opiewane przez wielu twórców. Jednym ze zjawisk, które narodziło się w środowisku miejscowej artystycznej bohemy, aby potem podbić serca muzyków i melomanów na całym świecie, jest bossa nova. W latach 50. XX w. artyści zainspirowani jazzem stworzyli zupełnie nowy styl w muzyce brazylijskiej: wyrafinowaną harmonicznie i opatrzoną poetyckimi tekstami, subtelniejszą wersję samby. W ten sposób afrykańskie rytmy, uważane początkowo za barbarzyńskie, zostały w końcu docenione i wchłonięte przez główny nurt muzyczny, żeby następnie rozpocząć światową karierę.

FOT. RIOTUR

Rio de Janeiro – Cidade do Samba

 

            Z drugiej strony, Rio de Janeiro to również miejsce, gdzie nie da się nie zauważyć problemów, z którymi boryka się dzisiejsza Brazylia. Rozrzucone na wzgórzach favelas – dzielnice nędzy, wiadomości o kradzieżach i napadach z bronią w ręku, bezdomne dzieci na ulicach czy trudności komunikacyjne także składają się na obraz tego miasta. Trzeba jednak przyznać, że władze dwoją się i troją, aby uporać się przynajmniej z częścią kłopotów przed dwoma wielkimi wydarzeniami, które się tu odbędą: Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2014 r. oraz Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 r. Postęp inwestycji związanych z modernizacją starych obiektów sportowych i budową nowych można na bieżąco śledzić na specjalnych portalach informacyjnych. Jednym z projektów, wprowadzonych w ostatnich latach przez organy państwowe, jest także program stopniowej integracji faveli z pozostałymi dzielnicami metropolii. Dotychczasowe efekty napawają optymizmem. Wiele z tych dotychczasowych obszarów nędzy udało się wyrwać spod kontroli gangów narkotykowych i zmodernizować, aby zapewnić godne warunki życia ich mieszkańcom. Już w najbliższe wakacje Rio będzie miało okazję sprawdzić stopień swojego przygotowania podczas Pucharu Konfederacji w Piłce Nożnej (czerwiec) i Światowych Dni Młodzieży (lipiec).

 

Z miasta na wakacje

Zmęczeni zgiełkiem wielkiej metropolii turyści mogą pójść śladem cariocas i udać się na wypoczynek do jednego z pobliskich kurortów rozrzuconych nad brzegiem Atlantyku. Najbardziej znane wśród nich to leżące na północ Armação dosBúzios i na południe Angra dos Reis, które posiadają też bogatą ofertę dla miłośników sportów wodnych. Miejscem obdarzonym niepowtarzalną aurą jest Ilha Grande (Wielka Wyspa), niewielka wyspa oddalona o ok. 3 godz. drogi od Rio. Jej rajskiego klimatu nie zakłócają odgłosy silników samochodowych, ponieważ obowiązuje tutaj ruch pieszy. Wszelkie towary rozwozi się za pomocą pchanych ręcznie wózków. Lokalne restauracje zachęcają do skosztowania potraw ze świeżych ryb i owoców morza, wśród których na szczególną uwagę zasługuje moqueca (porcje ryby lub krewetki duszone z pomidorami i cebulą z dodatkiem mleka kokosowego).

            Kolibry pijące wodę z kwiecistych poidełek, wędrujące piaszczystymi deptakami kraby, uroczyska o romantycznych nazwach, takich jak Praia do Amor (Plaża Miłości), sprawiają, że trudno uwierzyć, iż do lat 90. XX w. na wyspie istniało więzienie dla najniebezpieczniejszych przestępców (m.in. członków organizacji kryminalnej Comando Vermelho, czyli Czerwone Komando). Jego pozostałości można oglądać do dzisiaj w części lądu najbardziej wysuniętej w stronę oceanu. O tożsamości więźniów i ich spektakularnych ucieczkach wciąż krążą legendy.

 

Minas Gerais i mistrz modernizmu

Nieco dalej na północ od Rio de Janeiro znajdziemy kolonialne miasteczka stanu Minas Gerais, których lata świetności przypadły na okres intensywnego wydobycia złota i kamieni szlachetnych (XVIII w.). Przechadzając się urokliwymi, często stromymi uliczkami miejscowości o nazwach: Ouro Preto (Czarne Złoto), Diamantina czy São João del Rei, co rusz napotykamy na pełne przepychu kościoły – perły brazylijskiej architektury barokowej. Zobaczymy w nich m.in. rzeźby słynnego Aleijadinho (1730 lub 1738–1814), który obdarzał figury świętych rysami osób ze swojego otoczenia, nadając im lokalny koloryt. Niektórzy uważają go za najwybitniejszego przedstawiciela południowoamerykańskiego baroku. 

            Stan Minas Gerais słynie ze specyficznych zwyczajów, słownictwa i wymowy, a także niezmiernie smacznej kuchni, zawierającej np. specjały z suszoną wołowiną, wspaniałe sery i likiery, desery z kandyzowanych owoców oraz serowe bułeczki wyrabiane z mąki z manioku – pão de queijo. Receptura tych ostatnich powstała podobno tutaj, choć znają ją dziś w każdym zakątku Brazylii. Stolicą stanu jest Belo Horizonte, trzecie co do wielkości miasto kraju. Na zainteresowanie zasługuje w nim kompleks kulturalno-wypoczynkowy Pampulha, jeden z większych projektów Oskara Niemeyera (1907–2012).

            Gdy wspominamy nazwisko tego najsłynniejszego brazylijskiego architekta, zmarłego w grudniu ubiegłego roku tuż przed swoimi 105. urodzinami, nasze myśli biegną zaraz ku Brasílii. Dzisiejszą stolicę państwa wzniesiono od podstaw w ciągu kilku lat na płaskowyżu Wyżyny Brazylijskiej za prezydentury Juscelina Kubitscheka de Oliveiry (1956–1961). To najważniejsze dzieło architektury modernistycznej powstało dzięki pracy zespołu projektantów, któremu przewodzili właśnie Oskar Niemeyer i urbanista Lúcio Costa (1902–1998). Do dziś miasto zbudowane na planie lecącego ptaka nad sztucznie utworzonym jeziorem Paranoá nie przestaje budzić skrajnych uczuć – ma swoich zajadłych krytyków, ale i zagorzałych wielbicieli. Jednak choć funkcjonalność architektury Niemeyera, np. siedziby parlamentu i rządu, rezydencji prezydenta Palácio da Alvorada (Pałacu Jutrzenki), budynków Sądu Najwyższego, Teatro Nacional Cláudio Santoro (Teatru Narodowego Cláudia Santoro), Biblioteki Narodowej czy Catedral Metropolitana de Nossa Senhora Aparecida (Katedry Metropolitalnej Matki Boskiej z Aparecidy), może wydawać się dyskusyjna, jego dzieła wyglądają bez wątpienia imponująco i oryginalnie na tle błękitnego nieba.  

 

Biznesmeni i imigranci

Przeniesienie stolicy w głąb kraju miało na celu pobudzenie rozwoju brazylijskiego interioru, co nie do końca się udało. Pod względem gospodarczym i kulturalnym to nadal metropolie południowo-wschodniego wybrzeża grają wiodącą rolę. São Paulo – największe miasto Ameryki Południowej, liczące niemal 11,5 mln mieszkańców, stało się ważnym centrum nie tylko dla lokalnego, ale i dla światowego biznesu. Rosnące notowania ekonomiczne Brazylii w ostatnich latach skłoniły wielkie międzynarodowe koncerny do przenoszenia tutaj swoich południowoamerykańskich siedzib. Nie zniechęciły ich nawet kosmiczne ceny nieruchomości i koszmarne korki. Aby uniknąć tych ostatnich, a także dla zwiększenia bezpieczeństwa, niektórzy przedsiębiorcy przemieszczają się po tej metropolii prywatnymi helikopterami.

            Przy najsłynniejszej ulicy São Paulo – Avenida Paulista, ulokowały się najważniejsze instytucje finansowe i banki. To także raj dla miłośników zakupów. Znajdą tu oni luksusowe produkty brazylijskich i światowych projektantów. Polecam zwłaszcza odwiedzić historyczną część miasta oraz zapoznać się z przebogatą ofertą kulturalną (wyróżnić należy Museu de Arte Contemporânea da Universidade de São Paulo – Muzeum Sztuki Współczesnej Uniwersytetu w São Paulo) i kulinarną, w której za sprawą licznych imigrantów (m.in. dużej kolonii japońskiej) odkryjemy smaki z całego świata.

            Region najmocniej naznaczony obecnością przybyszów z Europy, napływających masowo na przełomie XIX i XX w., stanowi południe Brazylii. Widać tutaj przede wszystkim wpływy włoskie i niemieckie, jednak w stanach Paraná, Rio Grande do Sul czy Santa Catarina nietrudno natrafić na polsko brzmiące nazwiska czy restauracje serwujące dania z naszej kuchni, grupy tańca ludowego, a nawet skansen z typowymi zabudowaniami z kraju nad Wisłą.  

            Na tradycje europejskie nakłada się na południu państwa cultura gaúcha, mająca swoje źródło w stylu życia wędrownych poganiaczy bydła z pogranicza Brazylii, Argentyny i Urugwaju. To stąd pochodzi zwyczaj picia naparu yerba mate (przygotowywanego z suszonych liści ostrokrzewu paragwajskiego), zwanego tu chimarrão lub tereré (z dodatkiem zimnej wody), a także sposób przyrządzania churrasco – grillowanego mięsa, zwłaszcza wołowego, serwowanego wprost z rożna, które podbiło podniebienia wszystkich Brazylijczyków.

 

Cuda natury

Na pograniczu Brazylii i Argentyny leży grupa ok. 275 Wodospadów Iguaçu – Cataratas do Iguaçu, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ich widowiskowość nie ma sobie równych na całym świecie, a można je zwiedzać zarówno od strony brazylijskiej, jak i argentyńskiej. Mówi się, że pierwsza dama USA Eleonora Roosevelt podczas podziwiania tego wodnego spektaklu rozgrywającego się przed jej oczami wydała okrzyk: Biedna Niagara!. Warto podkreślić, iż w granicach Brazylii znajdują się również inne spektakularne wodospady, np. w Parque Nacional da Chapada dos Veadeiros – Parku Narodowym Chapada dos Veadeiros (ok. 200 km na północ od stolicy), a także w Parque Nacional da Chapada Diamantina – Parku Narodowym Chapada Diamantina (północno-wschodnia część stanu Bahia). Kąpiel u stóp jednej z setki kaskad lub w gorących źródłach, wędrówki z lokalnym przewodnikiem wśród cudownych okoliczności przyrody, a następnie odpoczynek w hamaku w urokliwych pousadas (port. pensjonatach) na długo zapiszą się w naszej pamięci.

FOT. FOZDOIGUACUDESTINODOMUND.COM.BR

Wodospady Iguaçu – kładka widokowa po stronie brazylijskiej

 

            Rajem dla miłośników wypoczynku na łonie dziewiczej natury będzie bezkresna równina Pantanal, której terytorium obejmuje stany Mato Grosso i Mato Grosso do Sul, wschodnią Boliwię i północno-wschodni Paragwaj. Pantanal oznacza po portugalsku bagnisty teren. Nazwa nie jest przypadkowa, bowiem obszar ten to w dużej części nizina zalewana regularnie wodami rzeki Paragwaj i jej dopływów, co stwarza idealne warunki dla rozwoju flory i fauny. Papugi ary, tukany, kolibry (najmniejsze ważące jedynie 2 g!), ibisy i czaple, kajmany, anakondy, jaguary, mrówkojady wielkie, wilki grzywiaste, tapiry, pancerniki olbrzymie, kapibary, liczne gatunki ryb, wśród nich osławione piranie, oraz barwne chmary motyli – różnorodność królestwa zwierząt wydaje się tu nie mieć sobie równych. Natomiast Bonito (port. Piękny) w Mato Grosso do Sul, gdzie wapienne skały i groty zalewa kryształowo czysta woda o turkusowym kolorze, usatysfakcjonuje szczególnie amatorów nurkowania i wspinaczki skałkowej.

FOT. NATURAL ECOTOURS (NATURECO)

Pantanal – największe mokradło i prawdopodobnie najbogatszy ekosystem na świecie

 

Amazońskie przygody

O bogactwie przyrodniczym Amazonii, zajmującej prawie połowę powierzchni państwa, nikogo nie trzeba przekonywać. Oprócz mieszkańców Pantanalu, spotkać tutaj można cały szereg przedstawicieli innych unikalnych gatunków, często zagrożonych wyginięciem. Ciekawość budzą przede wszystkim węgorze elektryczne, leniwce, żabki Scinax perereca (ich wydzieliny używane są w medycynie tradycyjnej) czyinie (różowe delfiny słodkowodne), które według legendy zmieniają się w przystojnych uwodzicieli dziewcząt, sprawców panieńskich i pozamałżeńskich ciąż. W regionie tym dojrzewają też niezwykłe owoce drzew graviola, cupuaçu, guaraná i palmy açaí.

            Miejscowe agencje turystyczne prześcigają się w pomysłach na zapewnienie turystom bliskiego kontaktu z naturą i niezapomnianych wrażeń. Dlatego ich oferty zawierają szeroki wachlarz propozycji: od noclegów w bungalowach w środku dżungli, wycieczek po rozlewiskach lasu deszczowego, łowienia ryb i obserwacji kajmanów, rejsu majestatyczną Amazonką, po wyprawy survivalowe, wizyty w parkach linowych, spływy rwącą rzeką lub eksplorację jaskiń. Choć upał i wysoka wilgotność bywają tu ciężkie do zniesienia, ten rejon, tak ważny dla ekosystemu i przyszłości naszej planety, przyciąga poszukiwaczy przygód z wielką siłą.

            Manaus, stolica brazylijskiego stanu Amazonas, swoje lata świetności przeżywała w czasie tzw. boomu kauczukowego, którego szczyt przypadł na przełom XIX i XX w. Jego symbolem jest pełen przepychu gmach Teatro Amazonas, gdzie od 1996 r. odbywa się co roku w maju międzynarodowy festiwal opery. Na każdym kroku natkniemy się w tym mieście także na wpływy indiańskie. W zabytkowych zabudowaniach targu miejskiego znajdziemy rośliny i zioła o leczniczych i magicznych właściwościach, ozdoby z nasion i piór czy miejscowe przysmaki. W restauracjach królują dania ze świeżo złowionych ryb, wśród których największą popularnością cieszy się tucunaré (rodzaj Cichla).

 

Słoneczny brzeg oceanu

Czym byłaby Brazylia bez swoich skąpanych w słońcu plaż? Jej wybrzeże o długości ponad 7 tys. km stanowi raj dla amatorów sportów wodnych, w tym wind- i kitesurfingu. Najbardziej znane plaże zlokalizowane są w północno-wschodnim regionie Nordeste. W Lençóis w stanie Maranhão i w niedalekiej Jijoca de Jericoacoara w stanie Ceará ocean wdziera się między złociste wydmy. Nazwa tej drugiej miejscowości pochodzi z języka tupi i oznacza „siedlisko żółwi morskich”, które upodobały sobie to oddalone od cywilizacji miejsce, gdzie człowiek dotrzeć może jedynie pojazdami z napędem na 4 koła. Nadatlantyckie kurorty Fortaleza, Beberibe, Natal, Maceió czy Ipojuca oraz wyspy Itaparica, Tinharé i położony dalej w głąb oceanu archipelag Fernando de Noronha zaskarbiły sobie już dawno sympatię turystów z całego świata. Ciągnące się kilometrami plaże o drobnym piasku porośnięte palmami kokosowymi, urocze laguny i niezwykłe formacje skalne czynią Brazylię wymarzonym celem wyjazdów wakacyjnych. W upalny dzień najlepiej w tych stronach ugasić pragnienie mlekiem ze zmrożonego kokosa, którego sprzedawca rozłupuje maczetą kilkoma wprawnymi ruchami, lub sokiem świeżo wyciskanym z owoców. Smak wygrzanych w brazylijskim słońcu mango, marakui czy papai nie ma sobie równych.

            Wybrzeże regionu Nordeste jawi się jako tropikalny raj, natomiast jego interior budzi raczej nieco odmienne skojarzenia. Ten rozległy półpustynny obszar, zwany sertão, bardzo często nawiedzany przez susze, charakteryzuje się niekorzystnymi dla człowieka warunkami, które wpłynęły na rozwój niezwykle specyficznej kultury i mentalności jego mieszkańców. To tutaj powstało forró, gatunek muzyczny i taneczny, rozsławiony przez Luísa Gonzagę (1912–1989), tzw. króla baião (podstawowego rytmu w forró), w całej Brazylii. Dużą popularność zyskał on w środowisku studenckim, gdzie rozwinął się nowy typ tańca (forró universitário), który ruszył już na podbój Europy. Sertão słynie też z głębokiej, mistycznej religijności, dlatego znajdziemy na tym terenie wielką liczbę rozmaitych miejsc kultu, jak np. słynna kaplica w naturalnej grocie w Bom Jesus da Lapa (stan Bahia).

FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Pedra Furada, wysoka na niemal 5 m skała na plaży – jeden z symboli uroczej Jericoacoary

 

            Bogata kultura tego regionu widoczna jest również w jednym z najbardziej znaczących jego miast – Recife. Nazywa się je niekiedy „brazylijską Wenecją” ze względu na malownicze położenie na wyspach u ujścia rzek Beberibe i Capibaribe. Odbywa się w nim jeden z najciekawszych karnawałów ulicznych świata, którego centralną część stanowi Galo da Madrugada – pochód za gigantyczną figurą koguta. Tu również, jak i w sąsiednim mieście Olinda, będącym perłą architektury kolonialnej, kultywuje się tradycje frevo (widowiskowego, żywego tańca z elementami akrobacji z kolorową parasolką) i maracatu (roztańczonego orszaku królewskiego łączącego elementy religijne i świeckie, niezwykłego przykładu synkretyzmu kultury indiańskiej, europejskiej i afrykańskiej).

 

W zatoce odkrywców

Nieco na południe, nad Baía de Todos os Santos (Zatoką Wszystkich Świętych), leży pierwsza stolica kraju – Salvador da Bahia, gdzie najmocniej widoczne są związki Brazylii z Afryką. Potwierdzają je wygląd i sposób ubierania się mieszkańców miasta, kuchnia, w której pełno afrykańskich elementów (słynny olej palmowy nadający potrawom charakterystyczny smak), a także wszechobecne symbole odwołujące się do afrobrazylijskich wierzeń i tradycji, jak miejsca kultu animistycznej religii afroamerykańskiej candomblé, wróżby z muszli, baiana – strój kobiecy z charakterystycznym turbanem i kilkoma warstwami spódnic, czy capoeira– sztuka walki łącząca elementy taneczne, akrobatyczne, muzyczne i rytualne. Za kolebkę tej ostatniej uważa się właśnie Salvador, będący obecnie prawdziwą mekką capoeiristas z całego świata. Na tutejszy huczny karnawał, podczas którego tłumy bawią się przy muzyce na żywo na ulicach miasta, rokrocznie ściągają setki tysięcy turystów. Salvadorska starówka z czasów kolonialnych, zwana Pelourinho, jest natomiast scenerią tradycyjnych afrobrazylijskich batucadas, czyli pochodów przy akompaniamencie instrumentów perkusyjnych. Wybijany przez nie radosny rytm sprawia, że nogi same zaczynają tańczyć. Z dawnej stolicy i jej okolic pochodzi wielu słynnych brazylijskich muzyków, m.in. Gilberto Gil, Maria Bethânia, Caetano Veloso czy królowa stylu axé Ivete Sangalo.

            Naszą podróż kończymy na południe od Salvadoru, nieopodal dzisiejszego kurortu Porto Seguro, gdzie 21 kwietnia 1500 r. wraz z przybiciem do brzegu floty dowodzonej przez Pedra Álvaresa Cabrala rozpoczęła się nowożytna historia Brazylii, nazwanej przez odkrywców Ziemią Świętego Krzyża (Terra de Santa Cruz). Z całą pewnością ten niesamowity kraj warto odkrywać i to niejeden raz, aby poznawać go kawałek po kawałku i dać się oczarować jego magii.


 

Artykuły wybrane losowo

Hamburg – metropolia na wodzie

 

Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.

Więcej…

RPA – jeden raz to za mało

JAKUB WOLSKI

 

Republika Południowej Afryki (RPA), najdalej na południe położone państwo afrykańskie, jest rodzinnym krajem m.in. Johna Maxwella Coetzee’ego, laureata Literackiej Nagrody Nobla. Obowiązuje tu aż jedenaście języków urzędowych. W okolicznych wodach można spotkać np. wieloryby, a w miejscowych parkach i rezerwatach – tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli słonie, nosorożce czarne, lwy, bawoły i lamparty. Krajobraz RPA współtworzą sawanny, tereny górskie i wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego. Różnorodność stanowi nie tylko największy walor tego kraju, lecz także sprawia, że lista miejsc wartych odwiedzenia wydaje się tutaj nie mieć końca... Dlatego też wiele osób wraca w te strony wielokrotnie.

Pamiętam, jak kilka lat temu podróżowałem autobusem na trasie z południowoafrykańskiego Upington do Namibii. Usypiałem zmęczony podróżą, gdy przysiadł się do mnie pastor o buszmeńskich rysach, wracający do swojego domu na północy kraju. Zagadnął do mnie przyjaźnie i tak przez kilka kolejnych godzin rozmawialiśmy o realiach panujących w tej części świata. Po latach od tego spotkania detale toczonej dyskusji zupełnie zatarły się w mojej pamięci, ale pozostało jedno bardzo ważne zdanie: Always be aware, you’re in Africa. W wolnym tłumaczeniu: W Afryce zawsze miej oczy dookoła głowy.

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.