ANNA GRZEŚKOWIAK

 

<< Współczesny Meksyk zachwyca niczym mural malowany ręką mistrza Diego Rivery. Jest wyrazisty i pełen kontrastów, sensualny i konserwatywny jednocześnie. To tu jeździ najwięcej taksówek na świecie i tutaj spożywa się największe ilości coca-coli i napojów do niej podobnych. Meksykańskie wieczory pachną kolendrą i słodyczą owoców. Kraj ten bywa chaotyczny i czasem przyprawia o zawrót głowy. Nie bez powodu w języku polskim utarło się powiedzenie „Ale Meksyk!”, określające nieład i chaos. Nikt, kto przekroczy jego granice, nie pozostanie jednak na niego obojętnym. >>

Meksykańskie Stany Zjednoczone graniczą od północy ze Stanami Zjednoczonymi, a od południa z Gwatemalą i Belize. Z jednej strony oblewają je wody Pacyfiku, a z drugiej – Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Ich teren na długo przed przybyciem Hiszpanów zamieszkiwały ludy budujące mniej lub bardziej rozwinięte cywilizacje.

O Meksyku można by pisać w nieskończoność. Tym razem jednak skupimy się tylko na dwóch jego regionach: stanie Guerrero i półwyspie Jukatan. Co je łączy? To właśnie tu znajdują się najpiękniejsze meksykańskie plaże i przyjeżdża najwięcej turystów do luksusowych kurortów cieszących się wielką sławą na całym świecie.

 

Kraina słońca

Stan Guerrero położony w południowo-zachodniej części kraju należy do najbardziej górzystych rejonów Meksyku. Jego nazwa upamiętnia drugiego prezydenta państwa Vicente Guerrero (1782–1831). W czasach prekolumbijskich tereny te nosiły nazwę Zihuatlán, co w języku nahuatl oznaczało „miejsce z kobietami”. Tutejsze piękne przedstawicielki indiańskich plemion nie boją się intensywnych kolorów, ubierają się w tradycyjne ręcznie szyte sukienki huipil, czyli rodzaj tuniki bez rękawów, oraz wzorzyste chusty rebozo. Tkają też kapelusze z liści palmowych, a co czwartek gotują pozole, czyli gęstą zupę o słodkawym smaku kukurydzy z dodatkiem mięsa. W Guerrero znajduje się jednak przede wszystkim popularny region turystyczny, zwany Triángulo del Sol (Słonecznym Trójkątem), w którego skład wchodzą miejscowości Taxco (Taxco de Alarcón), Acapulco (Acapulco de Juárez) i Zihuatanejo (Ixtapa-Zihuatanejo).

 

Życie jak w… Acapulco

Acapulco to największe i najludniejsze miasto stanu Guerrero (niemal 700-tysięczne), a także najstarszy i niegdyś najsławniejszy kurort w Meksyku. Leży nad jedną z najpiękniejszych zatok wybrzeża Pacyfiku, otoczoną górami Sierra Madre Południowa (Sierra Madre del Sur). Jego złota era przypadła na lata 50. i 60. ubiegłego wieku, kiedy wakacje spędzali tu możni tego świata oraz gwiazdy Hollywood, m.in. John Wayne, Elizabeth Taylor czy Elvis Presley. Do złudzenia przypominało europejskie wybrzeża, dlatego nadano mu nazwę „zachodniej Riwiery”. Dziś, mimo iż lata świetności ma już za sobą, a jego miejsce zajęły nowe ośrodki – Cancún i Cabo San Lucas, nadal przyciąga rzesze turystów oraz meksykańskie elity. Tutejsze bogate życie nocne sprawia, że Acapulco ma renomę miasta, które nigdy nie zasypia. Bez problemu zjemy w nim kolację o północy (np. lokalny przysmak pulpo enamorado, czyli „zakochaną ośmiornicę” z pomidorami, cebulą, majonezem i chili), aby potem tańczyć do rana w modnych klubach, a w ciągu dnia odpoczywać na plaży pośród opalonych ciał w bikini.

FOT. SECTUR GUERRERO
zatoka Acapulco w stanie Guerrero wychodząca na wody Pacyfiku

 

 Jednak jedną z największych atrakcji kurortu stanowią clavadistas – śmiałkowie skaczący z klifu La Quebrada (z wysokości ok. 40 m!) w otchłań oceanu przez wąską szczelinę między blokami skalnymi. Ten nieco osobliwy spektakl odbywa się kilka razy dziennie na oczach setek ludzi. Skoczkowie najpierw wspinają się na strome urwisko, następnie modlą się do Matki Bożej z Guadalupe w jednej z małych kapliczek na jego szczycie i wreszcie lecą w dół, niejednokrotnie wykonując różne akrobacje, czym wywołują u obserwujących przyspieszone bicie serca. Zdecydowanie największe wrażenie robią pokazy nocne, kiedy to clavadistas skaczą z płonącymi pochodniami.

Jeżeli kogoś zmęczy ekskluzywny charakter Acapulco, może ponurkować w okolicach wysepki La Roqueta, posurfować lub udać się na oddaloną o ok. 10 km plażę w Pie de la Cuesta, uważaną przez niektórych za jedną z najpiękniejszych na świecie, i podziwiać wspaniały zachód słońca.

 

Szczęśliwe tropiki

Kierując się na północ od Acapulco, dotrzemy do tzw. bliźniaczych miejscowości wypoczynkowych Ixtapa i Zihuatanejo. Ta pierwsza, podobnie jak Cancún, została założona przez FONATUR (Fondo Nacional de Fomento al Turismo – Narodowy Fundusz Wsparcia Turystyki) w latach 70. XX w. jako światowej klasy kurort. I tak na miejscu lasów namorzynowych i plantacji palm kokosowych powstały luksusowe hotele, nowoczesne rezydencje, marina, pola golfowe i liczne centra handlowe, które przyciągają tłumnie przybywających turystów głównie z Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych i Kanady. W Ixtapie można uprawiać sporty wodne, odbyć romantyczną przejażdżkę na koniu, zagrać partyjkę golfa lub popłynąć na pobliską wysepkę Ixtapa i skusić się na sjestę w hamaku. Osoby lubiące nurkować powinny zajrzeć na dno zatoki Zihuatanejo, tuż przy plaży Las Gatas, gdzie na własne oczy zobaczą lokalną ciekawostkę, czyli 4-metrowy posąg Chrystusa, zwany Rey de Reyes (Król Królów). W kraju, w którym ponoć nawet ateiści są wierzący, symbole religijne spotyka się na każdym kroku, nawet pod wodą. Dla wytrawnych surferów natomiast najlepszym miejscem będzie Playa Escolleras, gdzie wysokie fale i silne prądy tworzą znakomite warunki do akrobacji na desce.

 Ponoć w Ixtapie łatwo się zakochać, lecz jeżeli jej blichtr nie do końca nas przekonuje, udajmy się do siostrzanego Zihuatanejo, które zachowało klimat rybackiego miasteczka. Zabudowa jest tu niewysoka i mniej przytłaczająca. Królują małe ośrodki, a kilka z nich znajduje się na liście 100 najlepszych butikowych hoteli świata. Ceny są niższe, a ludzie – bardzo gościnni i życzliwi. Od niepamiętnych czasów mieszkańców Zihuatanejo nazywa się Sanca, co oznacza amigo, czyli „przyjaciel”. Dlatego nie zdziwmy się, jeżeli ktoś z miejscowych zwróci się do nas: Oye, Sanca! („Hej, przyjacielu!”). W miejscowości kręci się również wiele programów telewizyjnych oraz międzynarodowych produkcji filmowych, dlatego spotkamy w niej dość często znane i lubiane twarze. Jeden z luksusowych hoteli w malowniczej zatoce Zihuatanejo zobaczymy w słynnym filmie Luisa Mandoki Kiedy mężczyzna kocha kobietę z Meg Ryan i Andym Garcią. W innym znanym obrazie pt. Skazani na Shawshank z ust Morgana Freemana pada ta oto kwestia: Zihuatanejo. To w Meksyku. Mała mieścina nad Pacyfikiem. Wiesz, co mówią Meksykanie o Pacyfiku? Ocean Zapomnienia. Po jego premierze w 1994 r. liczba przyjeżdżających w te strony turystów znacząco wzrosła.

Jednak wszechobecna modernizacja wkracza i tutaj. Dlatego coraz trudniej będzie zachować urok i czar tego meksykańskiego miasteczka. Na osoby stroniące od turystycznych uciech ok. 30 km na północny zachód od Zihuatanejo czeka mała nadmorska wioska Troncones. Nie kwitnie w niej bujne nocne życie i nie ma strzelistych hoteli. Znajdziemy tu za to święty spokój, hamaki na co drugiej palmie i kury przebiegające przez ulicę. Niezobowiązująca atmosfera tego miejsca oraz 300 słonecznych dni w roku sprawiły, że upodobali je sobie szczególnie surferzy przybywający z różnych stron świata. Największą popularnością cieszy się wśród nich tzw. Troncones Point. Właśnie tutaj przy talerzu tamales (rodzaj zawijanych w liście kukurydzy naleśników z mąki kukurydzianej z nadzieniem) popijanych zimnym piwem podczas zachodu słońca odkryjemy istotę Meksyku, a okrzyk Viva Mexico! sam będzie nam się cisnął na usta.

 

Srebrne miasto

Prosto z plaży ruszamy w głąb stanu Guerrero do Taxco (Taxco de Alarcón). Malowniczo położone wśród stromych zboczy miasto zostało uznane za zabytek narodowy i od lat niezmiennie kojarzy się ze srebrem. Jako ośrodek jubilerski znane jest od 1931 r., kiedy to Amerykanin William Spratling (1900–1967) przyjechał do Taxco z zamiarem napisania książki, a ostatecznie otworzył w nim pierwszy warsztat srebrniczy. Obecnie działa tu ponad 300 sklepików z biżuterią oferujących wszelkie, nawet najbardziej wymyślne ozdoby z tego cennego kruszcu. Warto udać się do jednego z takich zakładów i za niewielką opłatą zlecić wykonanie srebrnego medalika lub pierścionka według własnego projektu.

Gdy wspinamy się po stromych, wąskich i brukowanych uliczkach charakterystyczną zielono-białą taksówką Volkswagen Garbus, zwaną zabawnie burrito (ze względu na jej kształt przypominający tę słynną potrawę), mijamy białe domy z malinowymi dachami, urocze kafejki i pełne gości restauracje. Jak niemal w każdym meksykańskim mieście wszystkie drogi prowadzą do Zócalo – głównego placu. Wznosi się przy nim wspaniały kolonialny Kościół św. Pryski (Templo de Santa Prisca). Jego wybudowanie zlecił Katalończyk José de la Borda, po tym jak odkrył złoża srebra, które uczyniły go jednym z najbogatszych ludzi w XVIII-wiecznym Meksyku. Rzekł wtedy ponoć, że Bóg daje Bordzie, Borda daje Bogu.

Wokół placu leniwie toczy się życie. Można tutaj zakupić lokalne przysmaki, jak np. jumiles – żywe chrząszcze, w smaku nieco przypominające cynamon, zawinięte w placki tortilli, czy równie egzotyczne tamales z nadzieniem z iguany. A jeżeli popijemy to popularnym napojem o nazwie Bertha, czyli przyjemną mieszanką tequili z miodem i cytryną, to poczujemy, że moglibyśmy tak żyć choćby do końca świata…

 

Niepowtarzalny Jukatan

Z Meksykiem nieodłącznie kojarzą się także Majowie, a z nimi – półwysep Jukatan. Nazwa tego regionu wywodzi się według niektórych źródeł od pewnego nieporozumienia. Ponoć przybyli tu konkwistadorzy zapytali napotkanych mieszkańców: Jak nazywa się to miejsce? W odpowiedzi usłyszeli: Ci u t'ann, co oznaczało w ich języku „Nie rozumiem”.

Półwysep zajmuje szczególne miejsce w historii regionu. Niedaleko miasteczka Chicxulub (Chicxulub Puerto) znajduje się wielki krater uderzeniowy (ponad 180 km średnicy!) – pozostałość po meteorycie, który spadł na Ziemię ok. 65 mln lat temu. Według części naukowców spowodował on wyginięcie dinozaurów, a tym samym zapoczątkował nową erę na naszej planecie. Z kolei Majowie stworzyli tutaj świat, w którym każdy element współgra z innym w harmonii. Świadczą o tym ukryte w dżungli tysiącletnie metropolie oraz ślady kultury i wierzeń. W ich cywilizacji naturę, bogów i ludzi łączyła nierozerwalna więź i tylko ona pozwalała zrozumieć rzeczywistość. 

 

Meksykański Paryż

Zwiedzanie Jukatanu należy rozpocząć w Méridzie, stolicy stanu Jukatan. Pełna ruchliwych bulwarów i kolonialnego uroku, nazywana była Paryżem Nowego Świata, a jej główną ulicę Paseo de Montejo zaprojektowano na wzór paryskich Pól Elizejskich. Miasto powstało na gruzach ośrodka Majów T’Hó (Ichkansihó), a majestatyczna renesansowa Katedra św. Ildefonsa (Catedral de San Ildefonso) została wzniesiona z pozostałości po domach i świątyniach z czasów prekolumbijskich. Turystów przyciąga do niej ocalały z dwóch pożarów drewniany krucyfiks Chrystusa z Pęcherzami (Cristo de las Ampollas).

W weekendy naprzeciwko ratusza – Pałacu Municypalnego (Palacio Municipal) – pary tancerzy wirują w rytm salsy, rumby oraz innych gatunków typowych dla rodzimego folkloru (np. jarany). Mérida jest roztańczonym miastem, zresztą jak i cały Meksyk. Ponoć Meksykanie potrafią tańcem opowiadać barwne historie i rzeczywiście to stwierdzenie ma w sobie dużo prawdy. Na pewno warto przyjechać tu podczas karnawału, który trwa osiem dni i choć mniejszy, czasem przypomina spektakularną zabawę z Rio de Janeiro. A gdy już zawitamy do stolicy Jukatanu, koniecznie musimy spróbować dania marquesita yucateca, dość osobliwej przekąski w formie zwiniętego naleśnika z żółtym serem i… nutellą, czy nabyć męską koszulę podobną do kubańskiej guayabery oraz hamak z sizalu, ponoć dużo bardziej wytrzymały od tych z bawełny.

FOT. SECRETARIA DE FOMENTO TURISTICO DE GOBIERNO DEL ESTADO DE YUCATAN

Casa de Montejo w Méridzie – dom rodziny Montejo w stylu plateresco

 

W Méridzie zaczyna się słynna Ruta Puuc, czyli szlak obejmujący pomniejsze ruiny miast starożytnych Majów. W jego skład wchodzą Uxmal, Kabáh, Nohpat,Sayil, Xlapak, Labná, Oxkintokoraz jaskinie Calcehtok i Loltún. Najsłynniejszym ośrodkiem jest bez wątpienia ten pierwszy – ostatni na Ruta Puuc (położony ok. 60 km na południe od stolicy stanu Jukatan), który został wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najbardziej imponującą budowlę kompleksu stanowi 35-metrowa Piramida Wróżbity (Pirámide del Adivino). Legenda głosi, że wzniósł ją w ciągu jednej nocy człowiek-karzeł, syn czarodziejki, który dzięki temu został królem Uxmal. Na uwagę zasługuje tutaj również Pałac Gubernatora (Palacio del Gobernador) z fasadą o długości ok. 100 m.

W drodze na południe półwyspu warto zatrzymać się w Campeche (stolicy stanu o tej samej nazwie), niegdyś twierdzy mającej bronić mieszkańców przed atakami piratów, dziś pięknym kolonialnym mieście z uroczym centrum historycznym i klimatycznym Zócalo. Ten zabytkowy główny plac co wieczór ożywa, kiedy mieszkańcy wychodzą na spacer lub na potańcówkę. Wspaniałe wrażenie robią tu kolorowe fasady kamienic oraz liczne hacjendy z czasów, gdy Campeche było najbogatszym centrum Jukatanu. Obecnie w części z nich funkcjonują luksusowe hotele.

 

Ruiny w sercu dżungli

Na Jukatanie nieco z boku od utartych szlaków, w samym sercu dżungli, leży Calakmul – największe ze znanych miast Mezoameryki, które mieści się na terenie rezerwatu biosfery o tej samej nazwie (Reserva de la Biosfera de Calakmul). W jego okolicy rosną piękne storczyki, a po stopniach piramid biegają niesforne małpy. Jest coś niezwykłego w atmosferze tego miejsca, a zatopione w tropikalnym lesie pozostałości zabudowań skłaniają do refleksji i zadumy.

FOT. SECTUR CAMPECHE

Dawne miasto Majów Calakmul objęto w 2002 r. ochroną UNESCO

 

Pisząc o wspaniałych ruinach rozsypanych po całym półwyspie, nie sposób pominąć Chichén Itzá, najczęściej odwiedzanego obiektu związanego z kulturą Majów. Najwięcej emocji budzi w nim Świątynia Kukulkána (Kukulkán to odpowiednik azteckiego Quetzalcóatla, czyli Pierzastego Węża), przez Hiszpanów nazwana El Castillo (Zamkiem). Ta 30-metrowa budowla kryje w sobie wyjątkową tajemnicę. Jej przemyślana konstrukcja stanowiła swoisty kalendarz Majów, który służył im do odmierzania czasu. Na szczyt piramidy prowadzą 4 ciągi schodów, po 91 stopni każdy, co wraz z tym na samym wierzchołku daje liczbę 365. Na dole znajduje się wyryta w kamieniu ogromna głowa węża, która „ożywa” dwa razy do roku w trakcie niezwykłego spektaklu. Podczas wiosennego lub jesiennego zrównania dnia z nocą na północne schody i rzeźbę promienie słoneczne padają w taki sposób, że wywołują złudny obraz spełzającego świetlistego gada, który po chwili znika w ziemi. Ta niesamowita gra światła i cienia była uważana za symboliczne zejście boga Kukulkána i wiązała się z rytuałami zasiewów i zbioru plonów. To niecodzienne przedstawienie przyczyniło się z pewnością do tego, że kompleks Chichén Itzá został wybrany 7 lipca 2007 r. jednym z siedmiu nowych cudów świata. Na terenie miasta obejrzymy również Świątynię Wojowników (Templo de los Guerreros), odrestaurowane boisko do gry w pelotę, zespół pięknie zdobionych kolumn oraz Cenote Sagrado – miejsce rytualnych ceremonii. Cenoty to naturalne studnie powstałe w wyniku zawalenia się fragmentu stropu jednej lub wielu jaskiń. Podwodny system połączonych ze sobą rzek i grot zapewniał Majom przetrwanie. Był dla nich podstawowym źródłem słodkiej wody. Nurkowanie w krystalicznie czystych podziemnych jeziorach, gdzie widoczność sięga nawet 150 m, stanowi naprawdę unikalne przeżycie.

 

Pocztówka z piramidą w tle

Na południowy wschód od Chichén Itzá znajduje się Tulum, niegdyś brama do krainy Majów. Tutejsze ruiny może nie są najokazalsze, ale na pewno najpiękniej położone. To jedyne miasto, które Majowie wznieśli nad Morzem Karaibskim. Piramidy na klifie, pochylone lekko palmy, turkusowe woda, biały piasek i wygrzewające się w słońcu iguany tworzą kadr niczym z klasycznej meksykańskiej pocztówki. Niedaleko stąd leży miasteczko o tej samej nazwie. Odkryjemy w nim jedne z najpiękniejszych plaż świata, przytulne restauracyjki, cabañas (chatki dla turystów) oraz małe, klimatyczne hoteliki. Można tutaj uciec od zgiełku pobliskich Playa del Carmen i Cancún. Tulum uchodzi też za wymarzone miejsce dla miłośników nurkowania, bowiem pobliskie rafy koralowe znajdują się w doskonałym stanie.

Powstałe całkowicie od zera w latach 70. XX w. Cancún miało stanowić konkurencję dla Acapulco. Obecnie jest najbardziej znanym i obleganym kurortem Meksyku. Co roku miasto odwiedzają 2–3 mln turystów z całego świata, ze znaczną przewagą Amerykanów. Długi i wąski pas lądu wypełnia betonowa dżungla hoteli o różnym standardzie. Roztańczone kluby nocne, szerokie możliwości uprawiania sportów wodnych, centra handlowe przy najpopularniejszej ulicy kurortuBoulevard Kukulcan, gwarne restauracje i bary oraz luksus na wyciągniecie ręki sprawiają, że miejscowość ta tętni życiem niemal przez całą dobę.

Usytuowana na południe od Cancún Playa del Carmen była niegdyś cichą rybacką wioską. Szybko stała się jednak sercem tzw. Riviera Maya, czyli Riwiery Majów, chociaż nie czuje się tu przytłaczającej atmosfery typowych miejscowości wypoczynkowych. Region Playa del Carmen stanowi świetną bazę wypadową na wyprawy do pobliskich ruin Majów (wspomniane już wcześniej Tulum czy zapierająca dech w piersiach Cobá) lub do jednego z rozległych parków przyrodniczo-archeologicznych (Xcaret lub Xel-Há). Można stąd także popłynąć na pobliską wyspę Cozumel – mekkę wielbicieli nurkowania z całego świata ze względu na otaczające ją doskonałe rafy. Główna ulica Playa del Carmen, Quinta Avenida, czyli lokalny odpowiednik nowojorskiej Fifth Avenue, to niekończący się ciąg knajpek, butików i sklepików oraz restauracji, w których zdarza się, że przystojny kelner porywa znienacka gości do tańca. W tutejszych barach trzeba koniecznie napić się tequili, bądź to na sposób amerykański z solą i cytryną, bądź po meksykańsku prosto z caballitos, małych kieliszków o grubym dnie. Żadnego innego alkoholu nie otacza taka liczba legend i mitów jak tego. Wznosimy zatem toast za jego pasjonującą ojczyznę: Salud! (Na zdrowie!). Bo jak powiedział Joaquín Sabina, słynny hiszpański bard, México es como el primer amor, no se olvida nunca (Meksyk jest jak pierwsza miłość, nigdy się go nie zapomina).


 

Artykuły wybrane losowo

Tysiąc twarzy Chile

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

Nie zakochałam się w Chile miłością namiętną i porywającą. Nawet nie było to zauroczenie, ale raczej przelotna znajomość, która – ku mojemu zaskoczeniu – zamieniła się w przyjaźń. Okazało się, że to związek na lata. Ta przyjaźń nakazuje mi tęsknić za niezwykłymi ludźmi, których tu poznałam, i wrócić do niesamowitych miejsc, jakich nie zdążyłam jeszcze zobaczyć.

Więcej…

Na Cyprze, wyspie Afrodyty

GRZEGORZ MICUŁA

 

Cypr to wymarzone miejsce dla romantyków i amatorów historii lubiących zwiedzać antyczne ruiny, stare zamki i zaciszne górskie klasztory. Przyjemność oglądania zabytków jest tym większa, że przy okazji można wygrzać się na słońcu, które świeci w tym rejonie przez ponad 300 dni w roku. Znajduje się tu też wiele malowniczych plaż, a ciepłe morze zachęca do kąpieli i relaksu.

Więcej…

Wenezuela, czyli „mała Wenecja” dla łowców przygód

Magdalena Moll-Musiał

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

<< Wenezuela to kraj kontrastów - kipiące zielenią wilgotne lasy równikowe delty Orinoko, krystalicznie czysta woda i wspaniałe karaibskie plaże, nieziemskie góry stołowe, nazywane tu „tepuyes”, oraz Salto Ángel, najwyższy wodospad świata. Na jego terytorium mieszkają otwarci, roztańczeni ludzie, pielęgnujący swoje niezliczone tradycje. Z drugiej strony mamy tutaj zaniedbaną gospodarkę, niepohamowaną inflację i ubóstwo, co szczególnie rzuci nam się w oczy, jeśli zdecydujemy się na dłuższą wyprawę po kontynentalnej części tego południowoamerykańskiego państwa. Z pewnością jednak różnorodność pejzaży, smaków, zapachów i innych doznań sprawia, że ojczyzna jednych z najpiękniejszych kobiet na ziemi posiada nieodparty urok dla poszukiwaczy przygód. >>

 

Stać, kontrola! – krzyczy wojskowy, zatrzymując naszego busa. Wchodzi do środka, sprawdza dokumenty.  – Pani nie ma ważnego paszportu – zwraca się do jaskrawo ubranej Wenezuelki. – Tak, niestety, nie mam… – odpowiada ona, nieśmiało wtykając w dłoń mężczyzny zawiniątko boliwarów. Ten wsuwa banknoty do kieszeni i mówi: Można jechać! Pokonanie odległości 90 km od granicy z Kolumbią do wenezuelskiego miasta Maracaibo zajmuje nam 7 godz. Po drodze podobnych kontroli mamy aż 14, ale nie wszystkie są tak błyskawiczne. Podczas każdej pani bez paszportu uiszcza opłatę, która umożliwia jej kontynuowanie podróży. Gdy kończy się jej gotówka, cały bus wykazuje imponującą solidarność – pasażerowie zrzucają się na odpowiednią łapówkę, abyśmy mogli pojechać dalej. Wojskowi i policja nie sprawdzają niczego poza dokumentami – w bagażach prawdopodobnie da się przewieźć wszystko, czego dusza zapragnie, pewnie nawet i kolumbijską kokainę… Dla kontrolujących znalezienie podróżnego bez odpowiednich papierów to prosty i pewny zarobek.

Więcej…