ANNA GRZEŚKOWIAK

 

<< Współczesny Meksyk zachwyca niczym mural malowany ręką mistrza Diego Rivery. Jest wyrazisty i pełen kontrastów, sensualny i konserwatywny jednocześnie. To tu jeździ najwięcej taksówek na świecie i tutaj spożywa się największe ilości coca-coli i napojów do niej podobnych. Meksykańskie wieczory pachną kolendrą i słodyczą owoców. Kraj ten bywa chaotyczny i czasem przyprawia o zawrót głowy. Nie bez powodu w języku polskim utarło się powiedzenie „Ale Meksyk!”, określające nieład i chaos. Nikt, kto przekroczy jego granice, nie pozostanie jednak na niego obojętnym. >>

Meksykańskie Stany Zjednoczone graniczą od północy ze Stanami Zjednoczonymi, a od południa z Gwatemalą i Belize. Z jednej strony oblewają je wody Pacyfiku, a z drugiej – Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Ich teren na długo przed przybyciem Hiszpanów zamieszkiwały ludy budujące mniej lub bardziej rozwinięte cywilizacje.

O Meksyku można by pisać w nieskończoność. Tym razem jednak skupimy się tylko na dwóch jego regionach: stanie Guerrero i półwyspie Jukatan. Co je łączy? To właśnie tu znajdują się najpiękniejsze meksykańskie plaże i przyjeżdża najwięcej turystów do luksusowych kurortów cieszących się wielką sławą na całym świecie.

 

Kraina słońca

Stan Guerrero położony w południowo-zachodniej części kraju należy do najbardziej górzystych rejonów Meksyku. Jego nazwa upamiętnia drugiego prezydenta państwa Vicente Guerrero (1782–1831). W czasach prekolumbijskich tereny te nosiły nazwę Zihuatlán, co w języku nahuatl oznaczało „miejsce z kobietami”. Tutejsze piękne przedstawicielki indiańskich plemion nie boją się intensywnych kolorów, ubierają się w tradycyjne ręcznie szyte sukienki huipil, czyli rodzaj tuniki bez rękawów, oraz wzorzyste chusty rebozo. Tkają też kapelusze z liści palmowych, a co czwartek gotują pozole, czyli gęstą zupę o słodkawym smaku kukurydzy z dodatkiem mięsa. W Guerrero znajduje się jednak przede wszystkim popularny region turystyczny, zwany Triángulo del Sol (Słonecznym Trójkątem), w którego skład wchodzą miejscowości Taxco (Taxco de Alarcón), Acapulco (Acapulco de Juárez) i Zihuatanejo (Ixtapa-Zihuatanejo).

 

Życie jak w… Acapulco

Acapulco to największe i najludniejsze miasto stanu Guerrero (niemal 700-tysięczne), a także najstarszy i niegdyś najsławniejszy kurort w Meksyku. Leży nad jedną z najpiękniejszych zatok wybrzeża Pacyfiku, otoczoną górami Sierra Madre Południowa (Sierra Madre del Sur). Jego złota era przypadła na lata 50. i 60. ubiegłego wieku, kiedy wakacje spędzali tu możni tego świata oraz gwiazdy Hollywood, m.in. John Wayne, Elizabeth Taylor czy Elvis Presley. Do złudzenia przypominało europejskie wybrzeża, dlatego nadano mu nazwę „zachodniej Riwiery”. Dziś, mimo iż lata świetności ma już za sobą, a jego miejsce zajęły nowe ośrodki – Cancún i Cabo San Lucas, nadal przyciąga rzesze turystów oraz meksykańskie elity. Tutejsze bogate życie nocne sprawia, że Acapulco ma renomę miasta, które nigdy nie zasypia. Bez problemu zjemy w nim kolację o północy (np. lokalny przysmak pulpo enamorado, czyli „zakochaną ośmiornicę” z pomidorami, cebulą, majonezem i chili), aby potem tańczyć do rana w modnych klubach, a w ciągu dnia odpoczywać na plaży pośród opalonych ciał w bikini.

FOT. SECTUR GUERRERO
zatoka Acapulco w stanie Guerrero wychodząca na wody Pacyfiku

 

 Jednak jedną z największych atrakcji kurortu stanowią clavadistas – śmiałkowie skaczący z klifu La Quebrada (z wysokości ok. 40 m!) w otchłań oceanu przez wąską szczelinę między blokami skalnymi. Ten nieco osobliwy spektakl odbywa się kilka razy dziennie na oczach setek ludzi. Skoczkowie najpierw wspinają się na strome urwisko, następnie modlą się do Matki Bożej z Guadalupe w jednej z małych kapliczek na jego szczycie i wreszcie lecą w dół, niejednokrotnie wykonując różne akrobacje, czym wywołują u obserwujących przyspieszone bicie serca. Zdecydowanie największe wrażenie robią pokazy nocne, kiedy to clavadistas skaczą z płonącymi pochodniami.

Jeżeli kogoś zmęczy ekskluzywny charakter Acapulco, może ponurkować w okolicach wysepki La Roqueta, posurfować lub udać się na oddaloną o ok. 10 km plażę w Pie de la Cuesta, uważaną przez niektórych za jedną z najpiękniejszych na świecie, i podziwiać wspaniały zachód słońca.

 

Szczęśliwe tropiki

Kierując się na północ od Acapulco, dotrzemy do tzw. bliźniaczych miejscowości wypoczynkowych Ixtapa i Zihuatanejo. Ta pierwsza, podobnie jak Cancún, została założona przez FONATUR (Fondo Nacional de Fomento al Turismo – Narodowy Fundusz Wsparcia Turystyki) w latach 70. XX w. jako światowej klasy kurort. I tak na miejscu lasów namorzynowych i plantacji palm kokosowych powstały luksusowe hotele, nowoczesne rezydencje, marina, pola golfowe i liczne centra handlowe, które przyciągają tłumnie przybywających turystów głównie z Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych i Kanady. W Ixtapie można uprawiać sporty wodne, odbyć romantyczną przejażdżkę na koniu, zagrać partyjkę golfa lub popłynąć na pobliską wysepkę Ixtapa i skusić się na sjestę w hamaku. Osoby lubiące nurkować powinny zajrzeć na dno zatoki Zihuatanejo, tuż przy plaży Las Gatas, gdzie na własne oczy zobaczą lokalną ciekawostkę, czyli 4-metrowy posąg Chrystusa, zwany Rey de Reyes (Król Królów). W kraju, w którym ponoć nawet ateiści są wierzący, symbole religijne spotyka się na każdym kroku, nawet pod wodą. Dla wytrawnych surferów natomiast najlepszym miejscem będzie Playa Escolleras, gdzie wysokie fale i silne prądy tworzą znakomite warunki do akrobacji na desce.

 Ponoć w Ixtapie łatwo się zakochać, lecz jeżeli jej blichtr nie do końca nas przekonuje, udajmy się do siostrzanego Zihuatanejo, które zachowało klimat rybackiego miasteczka. Zabudowa jest tu niewysoka i mniej przytłaczająca. Królują małe ośrodki, a kilka z nich znajduje się na liście 100 najlepszych butikowych hoteli świata. Ceny są niższe, a ludzie – bardzo gościnni i życzliwi. Od niepamiętnych czasów mieszkańców Zihuatanejo nazywa się Sanca, co oznacza amigo, czyli „przyjaciel”. Dlatego nie zdziwmy się, jeżeli ktoś z miejscowych zwróci się do nas: Oye, Sanca! („Hej, przyjacielu!”). W miejscowości kręci się również wiele programów telewizyjnych oraz międzynarodowych produkcji filmowych, dlatego spotkamy w niej dość często znane i lubiane twarze. Jeden z luksusowych hoteli w malowniczej zatoce Zihuatanejo zobaczymy w słynnym filmie Luisa Mandoki Kiedy mężczyzna kocha kobietę z Meg Ryan i Andym Garcią. W innym znanym obrazie pt. Skazani na Shawshank z ust Morgana Freemana pada ta oto kwestia: Zihuatanejo. To w Meksyku. Mała mieścina nad Pacyfikiem. Wiesz, co mówią Meksykanie o Pacyfiku? Ocean Zapomnienia. Po jego premierze w 1994 r. liczba przyjeżdżających w te strony turystów znacząco wzrosła.

Jednak wszechobecna modernizacja wkracza i tutaj. Dlatego coraz trudniej będzie zachować urok i czar tego meksykańskiego miasteczka. Na osoby stroniące od turystycznych uciech ok. 30 km na północny zachód od Zihuatanejo czeka mała nadmorska wioska Troncones. Nie kwitnie w niej bujne nocne życie i nie ma strzelistych hoteli. Znajdziemy tu za to święty spokój, hamaki na co drugiej palmie i kury przebiegające przez ulicę. Niezobowiązująca atmosfera tego miejsca oraz 300 słonecznych dni w roku sprawiły, że upodobali je sobie szczególnie surferzy przybywający z różnych stron świata. Największą popularnością cieszy się wśród nich tzw. Troncones Point. Właśnie tutaj przy talerzu tamales (rodzaj zawijanych w liście kukurydzy naleśników z mąki kukurydzianej z nadzieniem) popijanych zimnym piwem podczas zachodu słońca odkryjemy istotę Meksyku, a okrzyk Viva Mexico! sam będzie nam się cisnął na usta.

 

Srebrne miasto

Prosto z plaży ruszamy w głąb stanu Guerrero do Taxco (Taxco de Alarcón). Malowniczo położone wśród stromych zboczy miasto zostało uznane za zabytek narodowy i od lat niezmiennie kojarzy się ze srebrem. Jako ośrodek jubilerski znane jest od 1931 r., kiedy to Amerykanin William Spratling (1900–1967) przyjechał do Taxco z zamiarem napisania książki, a ostatecznie otworzył w nim pierwszy warsztat srebrniczy. Obecnie działa tu ponad 300 sklepików z biżuterią oferujących wszelkie, nawet najbardziej wymyślne ozdoby z tego cennego kruszcu. Warto udać się do jednego z takich zakładów i za niewielką opłatą zlecić wykonanie srebrnego medalika lub pierścionka według własnego projektu.

Gdy wspinamy się po stromych, wąskich i brukowanych uliczkach charakterystyczną zielono-białą taksówką Volkswagen Garbus, zwaną zabawnie burrito (ze względu na jej kształt przypominający tę słynną potrawę), mijamy białe domy z malinowymi dachami, urocze kafejki i pełne gości restauracje. Jak niemal w każdym meksykańskim mieście wszystkie drogi prowadzą do Zócalo – głównego placu. Wznosi się przy nim wspaniały kolonialny Kościół św. Pryski (Templo de Santa Prisca). Jego wybudowanie zlecił Katalończyk José de la Borda, po tym jak odkrył złoża srebra, które uczyniły go jednym z najbogatszych ludzi w XVIII-wiecznym Meksyku. Rzekł wtedy ponoć, że Bóg daje Bordzie, Borda daje Bogu.

Wokół placu leniwie toczy się życie. Można tutaj zakupić lokalne przysmaki, jak np. jumiles – żywe chrząszcze, w smaku nieco przypominające cynamon, zawinięte w placki tortilli, czy równie egzotyczne tamales z nadzieniem z iguany. A jeżeli popijemy to popularnym napojem o nazwie Bertha, czyli przyjemną mieszanką tequili z miodem i cytryną, to poczujemy, że moglibyśmy tak żyć choćby do końca świata…

 

Niepowtarzalny Jukatan

Z Meksykiem nieodłącznie kojarzą się także Majowie, a z nimi – półwysep Jukatan. Nazwa tego regionu wywodzi się według niektórych źródeł od pewnego nieporozumienia. Ponoć przybyli tu konkwistadorzy zapytali napotkanych mieszkańców: Jak nazywa się to miejsce? W odpowiedzi usłyszeli: Ci u t'ann, co oznaczało w ich języku „Nie rozumiem”.

Półwysep zajmuje szczególne miejsce w historii regionu. Niedaleko miasteczka Chicxulub (Chicxulub Puerto) znajduje się wielki krater uderzeniowy (ponad 180 km średnicy!) – pozostałość po meteorycie, który spadł na Ziemię ok. 65 mln lat temu. Według części naukowców spowodował on wyginięcie dinozaurów, a tym samym zapoczątkował nową erę na naszej planecie. Z kolei Majowie stworzyli tutaj świat, w którym każdy element współgra z innym w harmonii. Świadczą o tym ukryte w dżungli tysiącletnie metropolie oraz ślady kultury i wierzeń. W ich cywilizacji naturę, bogów i ludzi łączyła nierozerwalna więź i tylko ona pozwalała zrozumieć rzeczywistość. 

 

Meksykański Paryż

Zwiedzanie Jukatanu należy rozpocząć w Méridzie, stolicy stanu Jukatan. Pełna ruchliwych bulwarów i kolonialnego uroku, nazywana była Paryżem Nowego Świata, a jej główną ulicę Paseo de Montejo zaprojektowano na wzór paryskich Pól Elizejskich. Miasto powstało na gruzach ośrodka Majów T’Hó (Ichkansihó), a majestatyczna renesansowa Katedra św. Ildefonsa (Catedral de San Ildefonso) została wzniesiona z pozostałości po domach i świątyniach z czasów prekolumbijskich. Turystów przyciąga do niej ocalały z dwóch pożarów drewniany krucyfiks Chrystusa z Pęcherzami (Cristo de las Ampollas).

W weekendy naprzeciwko ratusza – Pałacu Municypalnego (Palacio Municipal) – pary tancerzy wirują w rytm salsy, rumby oraz innych gatunków typowych dla rodzimego folkloru (np. jarany). Mérida jest roztańczonym miastem, zresztą jak i cały Meksyk. Ponoć Meksykanie potrafią tańcem opowiadać barwne historie i rzeczywiście to stwierdzenie ma w sobie dużo prawdy. Na pewno warto przyjechać tu podczas karnawału, który trwa osiem dni i choć mniejszy, czasem przypomina spektakularną zabawę z Rio de Janeiro. A gdy już zawitamy do stolicy Jukatanu, koniecznie musimy spróbować dania marquesita yucateca, dość osobliwej przekąski w formie zwiniętego naleśnika z żółtym serem i… nutellą, czy nabyć męską koszulę podobną do kubańskiej guayabery oraz hamak z sizalu, ponoć dużo bardziej wytrzymały od tych z bawełny.

FOT. SECRETARIA DE FOMENTO TURISTICO DE GOBIERNO DEL ESTADO DE YUCATAN

Casa de Montejo w Méridzie – dom rodziny Montejo w stylu plateresco

 

W Méridzie zaczyna się słynna Ruta Puuc, czyli szlak obejmujący pomniejsze ruiny miast starożytnych Majów. W jego skład wchodzą Uxmal, Kabáh, Nohpat,Sayil, Xlapak, Labná, Oxkintokoraz jaskinie Calcehtok i Loltún. Najsłynniejszym ośrodkiem jest bez wątpienia ten pierwszy – ostatni na Ruta Puuc (położony ok. 60 km na południe od stolicy stanu Jukatan), który został wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najbardziej imponującą budowlę kompleksu stanowi 35-metrowa Piramida Wróżbity (Pirámide del Adivino). Legenda głosi, że wzniósł ją w ciągu jednej nocy człowiek-karzeł, syn czarodziejki, który dzięki temu został królem Uxmal. Na uwagę zasługuje tutaj również Pałac Gubernatora (Palacio del Gobernador) z fasadą o długości ok. 100 m.

W drodze na południe półwyspu warto zatrzymać się w Campeche (stolicy stanu o tej samej nazwie), niegdyś twierdzy mającej bronić mieszkańców przed atakami piratów, dziś pięknym kolonialnym mieście z uroczym centrum historycznym i klimatycznym Zócalo. Ten zabytkowy główny plac co wieczór ożywa, kiedy mieszkańcy wychodzą na spacer lub na potańcówkę. Wspaniałe wrażenie robią tu kolorowe fasady kamienic oraz liczne hacjendy z czasów, gdy Campeche było najbogatszym centrum Jukatanu. Obecnie w części z nich funkcjonują luksusowe hotele.

 

Ruiny w sercu dżungli

Na Jukatanie nieco z boku od utartych szlaków, w samym sercu dżungli, leży Calakmul – największe ze znanych miast Mezoameryki, które mieści się na terenie rezerwatu biosfery o tej samej nazwie (Reserva de la Biosfera de Calakmul). W jego okolicy rosną piękne storczyki, a po stopniach piramid biegają niesforne małpy. Jest coś niezwykłego w atmosferze tego miejsca, a zatopione w tropikalnym lesie pozostałości zabudowań skłaniają do refleksji i zadumy.

FOT. SECTUR CAMPECHE

Dawne miasto Majów Calakmul objęto w 2002 r. ochroną UNESCO

 

Pisząc o wspaniałych ruinach rozsypanych po całym półwyspie, nie sposób pominąć Chichén Itzá, najczęściej odwiedzanego obiektu związanego z kulturą Majów. Najwięcej emocji budzi w nim Świątynia Kukulkána (Kukulkán to odpowiednik azteckiego Quetzalcóatla, czyli Pierzastego Węża), przez Hiszpanów nazwana El Castillo (Zamkiem). Ta 30-metrowa budowla kryje w sobie wyjątkową tajemnicę. Jej przemyślana konstrukcja stanowiła swoisty kalendarz Majów, który służył im do odmierzania czasu. Na szczyt piramidy prowadzą 4 ciągi schodów, po 91 stopni każdy, co wraz z tym na samym wierzchołku daje liczbę 365. Na dole znajduje się wyryta w kamieniu ogromna głowa węża, która „ożywa” dwa razy do roku w trakcie niezwykłego spektaklu. Podczas wiosennego lub jesiennego zrównania dnia z nocą na północne schody i rzeźbę promienie słoneczne padają w taki sposób, że wywołują złudny obraz spełzającego świetlistego gada, który po chwili znika w ziemi. Ta niesamowita gra światła i cienia była uważana za symboliczne zejście boga Kukulkána i wiązała się z rytuałami zasiewów i zbioru plonów. To niecodzienne przedstawienie przyczyniło się z pewnością do tego, że kompleks Chichén Itzá został wybrany 7 lipca 2007 r. jednym z siedmiu nowych cudów świata. Na terenie miasta obejrzymy również Świątynię Wojowników (Templo de los Guerreros), odrestaurowane boisko do gry w pelotę, zespół pięknie zdobionych kolumn oraz Cenote Sagrado – miejsce rytualnych ceremonii. Cenoty to naturalne studnie powstałe w wyniku zawalenia się fragmentu stropu jednej lub wielu jaskiń. Podwodny system połączonych ze sobą rzek i grot zapewniał Majom przetrwanie. Był dla nich podstawowym źródłem słodkiej wody. Nurkowanie w krystalicznie czystych podziemnych jeziorach, gdzie widoczność sięga nawet 150 m, stanowi naprawdę unikalne przeżycie.

 

Pocztówka z piramidą w tle

Na południowy wschód od Chichén Itzá znajduje się Tulum, niegdyś brama do krainy Majów. Tutejsze ruiny może nie są najokazalsze, ale na pewno najpiękniej położone. To jedyne miasto, które Majowie wznieśli nad Morzem Karaibskim. Piramidy na klifie, pochylone lekko palmy, turkusowe woda, biały piasek i wygrzewające się w słońcu iguany tworzą kadr niczym z klasycznej meksykańskiej pocztówki. Niedaleko stąd leży miasteczko o tej samej nazwie. Odkryjemy w nim jedne z najpiękniejszych plaż świata, przytulne restauracyjki, cabañas (chatki dla turystów) oraz małe, klimatyczne hoteliki. Można tutaj uciec od zgiełku pobliskich Playa del Carmen i Cancún. Tulum uchodzi też za wymarzone miejsce dla miłośników nurkowania, bowiem pobliskie rafy koralowe znajdują się w doskonałym stanie.

Powstałe całkowicie od zera w latach 70. XX w. Cancún miało stanowić konkurencję dla Acapulco. Obecnie jest najbardziej znanym i obleganym kurortem Meksyku. Co roku miasto odwiedzają 2–3 mln turystów z całego świata, ze znaczną przewagą Amerykanów. Długi i wąski pas lądu wypełnia betonowa dżungla hoteli o różnym standardzie. Roztańczone kluby nocne, szerokie możliwości uprawiania sportów wodnych, centra handlowe przy najpopularniejszej ulicy kurortuBoulevard Kukulcan, gwarne restauracje i bary oraz luksus na wyciągniecie ręki sprawiają, że miejscowość ta tętni życiem niemal przez całą dobę.

Usytuowana na południe od Cancún Playa del Carmen była niegdyś cichą rybacką wioską. Szybko stała się jednak sercem tzw. Riviera Maya, czyli Riwiery Majów, chociaż nie czuje się tu przytłaczającej atmosfery typowych miejscowości wypoczynkowych. Region Playa del Carmen stanowi świetną bazę wypadową na wyprawy do pobliskich ruin Majów (wspomniane już wcześniej Tulum czy zapierająca dech w piersiach Cobá) lub do jednego z rozległych parków przyrodniczo-archeologicznych (Xcaret lub Xel-Há). Można stąd także popłynąć na pobliską wyspę Cozumel – mekkę wielbicieli nurkowania z całego świata ze względu na otaczające ją doskonałe rafy. Główna ulica Playa del Carmen, Quinta Avenida, czyli lokalny odpowiednik nowojorskiej Fifth Avenue, to niekończący się ciąg knajpek, butików i sklepików oraz restauracji, w których zdarza się, że przystojny kelner porywa znienacka gości do tańca. W tutejszych barach trzeba koniecznie napić się tequili, bądź to na sposób amerykański z solą i cytryną, bądź po meksykańsku prosto z caballitos, małych kieliszków o grubym dnie. Żadnego innego alkoholu nie otacza taka liczba legend i mitów jak tego. Wznosimy zatem toast za jego pasjonującą ojczyznę: Salud! (Na zdrowie!). Bo jak powiedział Joaquín Sabina, słynny hiszpański bard, México es como el primer amor, no se olvida nunca (Meksyk jest jak pierwsza miłość, nigdy się go nie zapomina).


 

Artykuły wybrane losowo

Pasjonująca Dominikana

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Nowożytna historia Republiki Dominikańskiej (Dominikany), znanej dziś jako „raj Karaibów”, zaczyna się 5 grudnia 1492 r., kiedy Krzysztof Kolumb odkrył wyspę La Española (po angielsku Hispaniola, po polsku Haiti). Ujrzawszy ją, miał stwierdzić, że „jest to najpiękniejsze miejsce, jakie ludzkie oko widziało”. To właśnie tutaj rozpoczęła się kolonizacja Ameryki przez Europejczyków. Na tej ziemi Bartłomiej Kolumb, brat Krzysztofa, założył w 1496 r., na wschodnim brzegu rzeki Ozama, Santo Domingo – pierwsze europejskie miasto w Nowym Świecie, obecną stolicę Dominikany. Wznoszą się tu m.in. najstarsza katedra, uniwersytet, klasztor i zamek w Ameryce. Turyści mogą je dzisiaj podziwiać w Ciudad Colonial (Kolonialnym Mieście), historycznym centrum dominikańskiej metropolii, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To stąd wyruszano niegdyś na podbój Nowego Świata. Warto poznać bliżej to wyspiarskie państwo, a poczujemy wówczas z pewnością wszechobecną tutaj karaibską atmosferę luzu, relaksu, dobrej zabawy i zadowolenia z życia oraz odkryjemy pasjonującą historię Republiki Dominikańskiej.

Więcej…

Madagaskar – ósmy kontynent

34651030336 fa80c82240 k

Ścisły rezerwat przyrody Tsingy de Bemaraha

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

EWA JERMAKOWICZ

www.ruszwpodroz.pl

 

Parki narodowe z niespotykanymi formacjami skalnymi, skaczące lemury, olbrzymie baobaby, zielone pola ryżowe, lasy równikowe, sawanny i pustynie – to wszystko znajdziemy na Madagaskarze, czwartej pod względem wielkości wyspie świata. Nieoficjalny status ósmego kontynentu zyskała ona dzięki ogromnej bioróżnorodności i występującym na niej niezwykłym gatunkom roślin i zwierząt. To nieodkryty jeszcze przez tłumy turystów raj dla miłośników natury, słońca i kuchni łączącej w sobie elementy pochodzące z Azji Południowo-Wschodniej, Afryki, Indii, Chin i Europy.

 

Położona na Oceanie Indyjskim u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki wyspa zajmuje obszar nieco większy niż Francja metropolitarna (ma ok. 587 tys. km² powierzchni), a ze względu na fakt, że przez miliony lat pozostawała w izolacji, jest unikatowa w skali świata. Aż ok. 90 proc. roślin i zwierząt tu występujących nie znajdziemy nigdzie indziej na naszym globie. Do tej niesamowitej różnorodności przyrodniczej trzeba dodać piękne i zróżnicowane krajobrazy – po pokonaniu niecałych 300 km można przenieść się z terenów pustynnych do wilgotnych lasów deszczowych.

 

Madagaskar to świetne miejsce na urlop marzeń, choć podróżowanie po nim wymaga wytrwałości i cierpliwości i jest przygodą samą w sobie. Przed wyjazdem do tego kraju należy się więc nieco lepiej przygotować niż w przypadku innych, bardziej popularnych rejonów świata. Warto jednak podjąć ten trud, bo z pewnością nie ma drugiego takiego zakątka na ziemi.

 

HISTORIA I WĄTEK POLSKI

 

Według jednej z teorii pierwsi ludzie przybyli na Madagaskar przypuszczalnie między IV w. p.n.e. a I w. n.e. z Archipelagu Malajskiego. Wcześni osadnicy głównie wycinali i wypalali lasy, aby uzyskać tereny pod uprawę roślin i hodowlę zwierząt. Takie działania i polowania przyczyniły się do wyginięcia niektórych gatunków zamieszkujących wówczas wyspę: olbrzymich lemurów (Archaeoindris) i foss (Cryptoprocta spelea) czy hipopotamów malgaskich.

 

W VII stuleciu na Madagaskar przybyli Arabowie omańscy, którzy utworzyli tu kolonie handlowe. Niedługo później z Afryki Wschodniej dotarli przedstawiciele grupy Bantu. Przywieźli oni ze sobą zebu – gatunek udomowionego bydła, którego mięso do dzisiaj jest podstawą diety miejscowych. Same zwierzęta wykorzystuje się także jako pociągowe w rejonach wiejskich. Z czasem na wyspę zaczęli przybywać kolejni Arabowie, Persowie oraz Hindusi i Chińczycy. Każda z tych grup miała istotny wkład w życie kulturalne Madagaskaru. Wpływy wielu kultur i wierzeń można tutaj dostrzec do dziś. Również w wyglądzie mieszkańców kraju da się zauważyć cechy charakterystyczne dla ludzi z innych zakątków świata.

 

Portugalczycy byli prawdopodobnie pierwszymi Europejczykami, którzy trafili na wyspę (kapitan Diogo Dias przybił do jej brzegów w sierpniu 1500 r.). Początkowo traktowali ją jako przystanek w drodze do Indii, ale wraz ze wzrostem wpływów francuskich wyspiarze stali się źródłem taniej siły roboczej i – niestety – niewolnikami, których w XVII i XVIII w. wywozili stąd także piraci.

 

W czasie kiedy Francja starała się wzmocnić swoją pozycję na Madagaskarze, na jego południowo-wschodnie wybrzeże przybył Maurycy August Beniowski (1746–1786). Uciekł z rosyjskiej niewoli, do której został wzięty za udział w konfederacji barskiej (1768–1772). Z Kamczatki wydostał się okrętem Św. Piotr i Paweł i dotarł nim do Makau. Po sprzedaniu statku na pokładzie francuskiej jednostki dopłynął do Fort-Dauphin(dziś Tôlanaro) położonego na południu Madagaskaru. Na wyspę wrócił z polecenia króla Ludwika XV (1710–1774) kilka lat później, w 1774 r. Stosując nierzadko drakońskie metody, podporządkował sobie miejscową ludność. W październiku 1776 r. Beniowski został obwołany przez nią królem Madagaskaru. Przez 10 lat zabiegał we Francji i Stanach Zjednoczonych o stworzenie własnego królestwa. Plan ten jednak się nie powiódł. Beniowski zginął w maju 1786 r. podczas ataku oddziału francuskiej ekspedycji wojskowej.

 

W historii Madagaskaru epizod polski pojawił się po raz drugi na krótko przed II wojną światową. Kraj ten był wówczas brany pod uwagę przez Francję jako możliwy cel przesiedlenia europejskich Żydów. Polska zaczęła zabiegać o przejęcie kolonii. W niektórych źródłach znaleźć można informację, że pomysł przekazania wyspy Polakom wyszedł ze strony francuskiej. Ostatecznie, ze względu na wybuch II wojny światowej, negocjacje zostały wstrzymane.

 

Od przełomu XIX i XX stulecia na Madagaskarze rozwijały się ruchy wyzwoleńcze, nasilone po 1945 r. i w końcu w 1960 r. kolonia uzyskała niepodległość od Francji. Od tego czasu w kraju doszło do czterech zamachów stanu spowodowanych kryzysem gospodarczym i konfliktami etnicznymi. Ostatni z nich wydarzył się w 2009 r. W jego następstwie na Madagaskarze zmalał poziom bezpieczeństwa. W ostatnich latach sytuacja uległa jednak zdecydowanej poprawie.

 

TABU I KULT ZMARŁYCH

 

W wyniku tych wszystkich zawirowań historycznych wyspa stała się prawdziwym tyglem kulturowym. W kraju oficjalnie uznanych jest 18 grup etnicznych, choć według antropologów istnieje ich 19. Każda ma własne tradycje i wierzenia. Językami urzędowymi są malgaski i francuski.

 

W życiu Malgaszy dużą rolę odgrywa kult zmarłych. Wielu z nich całe życie odkłada na godny, zgodny ze zwyczajem pochówek. Żyją w małych domach, często w kilka pokoleń, ale stawiają ogromne, bogate grobowce. Nagrobki poszczególnych grup etnicznych różnią się wielkością, kształtem i wykonaniem. Przykładowo Mahafaly wznoszą betonowe konstrukcje z oknami, zdobieniami i rzeźbami zwanymi aloalo przedstawiającymi głównie ludzi, ptaki, zebu i inne zwierzęta, używają też zwierzęcych czaszek i szkieletów. Sakalawa ozdabiają groby figurkami nawiązującymi do sfery seksu. Z kolei na południu wyspy można podziwiać nagrobki w kształcie statków czy samolotów, prezentujące niezrealizowane marzenia zmarłego.

 

Kolejnym istotnym elementem malgaskiej kultury są fady, czyli tabu. Każda z grup etnicznych ma swoje zakazy kulturowe, często wzajemnie się wykluczające. Malgasze nierzadko próbują jednak obejść te zasady. Jeśli w jednej społeczności nie wolno zabijać konkretnego gatunku lemura, a w innej spożywać jego mięsa, przedstawiciele tej drugiej mogą upolowane przez siebie zwierzęta sprzedać ludziom, u których obowiązuje tabu na uśmiercanie tych stworzeń. Gdy fady przeszkadzają w pracy zarobkowej, np. zabraniają podróżowania w konkretny dzień tygodnia albo wchodzenia do lasu turystom, można odprawić rytuał i dogadać się z duchami przodków, aby na pewien okres zawiesić zakaz.

 

Czasami tabu ma swoje korzenie w historii lub legendach. Żyjący w okolicach miasta Antsiranana (Diego-Suarez) lud Antankarana (Antakarana) musiał chronić się w przeszłości w jaskiniach przed grupą Merina. Szczątki jego przodków znajdują się ponoć do dzisiaj w korytarzach tych grot. Merina nie mogą więc wchodzić do jaskiń Parku Narodowego Ankarana. Antambahoaka wierzą, że bliźnięta (kanamba) przynoszą nieszczęście rodzinie. Według legendy kiedy w jednej z wiosek wybuchł pożar, matka bliźniąt próbowała uratować życie obojga swoich dzieci, zamiast jedno z nich poświęcić, przez co zginęła w płomieniach. Do niedawna zdarzało się, że w przypadku bliźniaczej ciąży jedno z niemowląt zabijało się od razu po urodzeniu lub porzucało w lesie. Obecnie jednak w zdecydowanej większości oddaje się je do sierocińców. Rodziny chcące zachować przy sobie również drugie z bliźniąt muszą opuścić wioskę.

 

Wielkie zróżnicowanie kulturowe Madagaskaru sprawia, że turyście trudno jest się dobrze przygotować do wyjazdu. Jak w przypadku każdej podróży warto jednak poświęcić trochę czasu i zaznajomić się z najważniejszymi zwyczajami, aby uniknąć postawienia kogoś w niezręcznej sytuacji i móc łatwiej nawiązywać przyjazne relacje z miejscowymi.

 

Masonjoany

Tabàky – malgaski naturalny kosmetyk

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

ARKA NOEGO

 

Gospodarka rolna na wyspie nie zmieniła się zbyt wiele od czasów pierwszych osadników. Ze względu na nieefektywne metody upraw i wyjałowienie ziemi wypala się coraz więcej lasów, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność. To z kolei przyczynia się do zmian klimatu, które nie sprzyjają rozwojowi rolnictwa. Najbardziej cierpi na tym wszystkim przyroda i – niestety – co chwilę możemy usłyszeć, że kolejne endemiczne gatunki roślin i zwierząt stają się zagrożone wyginięciem.

 

Madagaskar dzięki swojemu odizolowaniu od innych kontynentów i panującym na jego obszarze warunkom klimatycznym jest prawdziwą arką Noego. Na wyspie, w przeciwieństwie do wielu innych miejsc na świecie, turystyka nie stanowi głównego zagrożenia dla przyrody, zapewne dlatego, że nadal zbytnio się nie rozwinęła. Warto tu więc przyjechać, żeby podziwiać piękno dziewiczej natury, zanim będzie za późno.

 

Lemury, z których Madagaskar słynie, przetrwały na nim dzięki brakowi konkurencji ze strony lepiej przystosowanych małp i relatywnie małej liczbie naturalnych wrogów. Do tych ostatnich zaliczają się niektóre ptaki drapieżne i fossa, największy na wyspie ssak mięsożerny, sam również zagrożony wyginięciem. Wokół lemurów powstało wiele fady. Do dzisiaj niektóre grupy etniczne wierzą, że czarny aj-aj (palczak madagaskarski) przynosi nieszczęście, a wygrzewający się w promieniach słonecznych wari, rozkładający szeroko ramiona, modli się do boga-słońca.

 

Na usłyszenie tych wyjątkowych zwierząt ma się największe szanse, jeśli odwiedzi się któryś z parków narodowych wcześnie rano lub przed zmierzchem. Lemury porozumiewają się ze sobą za pomocą dźwięków, a głos niektórych z nich rozchodzi się nawet w promieniu 3 km, co pomaga w tropieniu. Te odgłosy przypominają czasem pieśni wielorybów, śmiejące się dzieci, a nawet policyjną syrenę. Do lemurokształtnych należy kilkadziesiąt gatunków małpiatek. Osobniki osiągające najmniejsze rozmiary (mikruski malutkie) ważą tylko ok. 30 g i prowadzą nocny tryb życia. Większe lemury są aktywne za dnia, ale zwykle kryją się w koronach drzew w godzinach południowych ze względu na upał.

 

Kolejne zwierzęta, z których znany jest Madagaskar, a które najlepiej wypatrywać po zmierzchu, to kameleony. Czasem przy parkach narodowych zamykanych po zapadnięciu zmroku przewodnicy organizują spacery wzdłuż granic. Wypatrzenie tych kolorowych gadów bywa jednak niełatwe, bo doskonale się maskują. Wbrew powszechnemu poglądowi nie dostosowują koloru skóry do otoczenia, a zmieniają go m.in. w reakcji na zagrożenie i gdy chcą wysłać innym konkretny komunikat. Najłatwiej się o tym przekonać, gdy w nocy oświetli się kameleona latarką.

 

Choć wiele tutejszych endemicznych zwierząt można również obserwować w niewoli – w zoo i prywatnych parkach na terenie całego kraju – to tropienie tych, które żyją na wolności, sprawia zdecydowanie więcej radości i na takie poznawanie przyrody na Madagaskarze warto się zdecydować. Mimo iż natura bywa nieprzewidywalna, to tak naprawdę przy odrobinie cierpliwości i szczęścia niemal zawsze udaje się trafić na tropione stworzenia. Wybierając ten sposób zwiedzania wyspy, pokazujemy także jej mieszkańcom, że doceniamy niezwykłe piękno ich ojczyzny. Może dzięki zyskom, jakie przynosi zainteresowanie turystów, miejscowi zdecydowanie chętniej będą dbać o dziką przyrodę, zamiast niszczyć ją na potrzeby rolnictwa.

 

Lemur

Wari czarno-biały żywi się na ogół owocami

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

NAJPIĘKNIEJSZE PARKI

 

Atrakcji na Madagaskarze jest tak wiele, że nie sposób zobaczyć wszystkiego podczas jednego wyjazdu. Ze względu na ogromną różnorodność parków narodowych, mnóstwo dróg niemal stworzonych dla miłośników off-roadu, aż 4828 km linii brzegowej i setki okolicznych wysepek trudno ograniczyć się wyłącznie do jednego regionu.

 

Amatorzy błogiego wypoczynku na plaży i nurkowania najpiękniejsze miejsca znajdą dla siebie w okolicy zachodniego wybrzeża. Na północnym zachodzie leży wyspa Nosy Be – największa (oprócz głównej) z należących do kraju i jednocześnie najlepiej przystosowana do potrzeb turystów. Na gości czekają resorty o wysokim standardzie. Można na niej skorzystać z ofert jednodniowych wycieczek po malowniczej okolicy, uprawiać snorkeling i nurkować w pobliskich wodach, wspinać się na wzniesienia, odwiedzić plantacje przypraw, rośliny ylang-ylang, z której kwiatów powstaje aromatyczny olejek ilangowy (używany do produkcji perfum), czy trzciny cukrowej. Atrakcji wystarczy nawet na dwa tygodnie, które da się spędzić, nie docierając na sam Madagaskar.

 

Poza tym u południowo-zachodnich wybrzeży wyspy znajduje się jedna z największych raf koralowych świata. Ciągnie się przez ponad 450 km, a prawdopodobnie najciekawszy jej fragment leży pomiędzy punktami na wysokości miejscowości Andavadoaka i Itampolo. To tutaj działają pracownicy organizacji pozarządowych utrzymujący rafę w doskonałym stanie. Zapaleni nurkowie powinni szczególnie zainteresować się podwodną „katedrą” w okolicach wiosek Ifaty i Mangily koło miasta Toliara (Tuléar). Trzeba jednak pamiętać, że na Madagaskarze infrastruktura do obsługi nurkujących nie charakteryzuje się tak wysokim poziomem jak w innych rejonach świata, a najbliższa komora dekompresyjna znajduje się na francuskiej wyspie Reunion, oddalonej o niecałe 2 godz. lotu ze stołecznej Antananarywy.

 

Mniej uczęszczane, odrobinę słabiej rozwinięte, ale równie piękne jest wschodnie wybrzeże. Do najbardziej wyjątkowych miejsc należy tu położony na północnym wschodzie Park Narodowy Masoala (Parc National Masoala). Rozciąga się on na półwyspie Masoala i pobliskiej wysepce Nosy Mangabe, które stanowią odrębny świat ze wszystkim, co najlepsze na Madagaskarze. Można poczuć się tutaj niemal jak na innej, całkowicie dziewiczej planecie. Do znajdującego się na półwyspie luksusowego ośrodka (Masoala Forest Lodge) jego gości przewozi się łodzią lub helikopterem z najbliżej położonej drogi, która kończy się kilkadziesiąt kilometrów od resortu. Na miejscu mają oni zapewnione wszystko, co potrzebne jest do spędzenia udanych wakacji, a oferta obejmuje również wycieczki po okolicy.

 

W głębi lądu nie wolno pominąć najpiękniejszych parków narodowych. Po odwiedzeniu każdego z nich będziemy chcieli wrócić na Madagaskar i zobaczyć jeszcze więcej. Jedynie kilka godzin jazdy na wschód od stolicy (ok. 150 km), Antananarywy, znajduje się miejscowość Andasibe sąsiadująca z popularnym Parkiem Narodowym Andasibe-Mantadia (składającym się z dwóch, oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów obszarów chronionych: Réserve Spéciale Analamazaotra i Parc National Mantadia). Dojazd do Andasibe jest znacznie łatwiejszy i nie wymaga samochodu z napędem na cztery koła, a niewielki rozmiar Rezerwatu Specjalnego Analamazaotra sprawia, że większość turystów kieruje się właśnie tutaj. W Mantadii z kolei trzeba poświęcić więcej czasu na tropienie dzikich zwierząt, ale można je podziwiać niemal w odosobnieniu, ponieważ dociera tu niewiele osób. Oba te miejsca znane są z dużej populacji największych indrisowatych zamieszkujących Madagaskar – indrisów krótkoogonowych. Najlepiej wypatrywać te lemury w godzinach wczesnoporannych, gdy las deszczowy nadal spowija mgła, a płaczliwe głosy tych stworzeń słychać z odległości wielu kilometrów. Poza indrisami krótkoogonowymi w tym regionie spotkać można m.in. palczaki madagaskarskie (aj-aj), awahi wełniste, wari czarno-białe, lemurie płowe i sifaki diademowe o wyjątkowo ciekawym umaszczeniu.

 

Najprawdopodobniej najpopularniejszym parkiem na Madagaskarze jest Ranomafana (Parc National Ranomafana), w którym wytyczono mnóstwo szlaków o zróżnicowanej trudności. Występuje w nim aż 13 gatunków lemurokształtnych, na czele z makim złotym. Szczególnie popularne są w tej okolicy nocne spacery na obrzeżach parku. To właśnie tutaj zobaczyć można jedne z najmniejszych lemurów nocnych i wiele gatunków kameleonów ukrytych na gałęziach i wśród liści drzew. Dobry miejscowy przewodnik w tym przypadku będzie nieocenioną pomocą.

 

W południowej części wyspy są co najmniej dwa parki, które koniecznie trzeba odwiedzić: Andringitra i Isalo. Dotarcie do pierwszego z nich wymaga cierpliwości, dobrego samochodu i odpowiedniej pogody. Nie zaleca się tu jazdy w porze deszczowej ze względu na warunki na trasie – drogi zostają wówczas rozmoczone przez wodę, a mosty przerzucone przez strumyki i rzeki bywają zalane. Park Narodowy Andringitra (Parc National Andringitra) jest chyba najlepszym miejscem na kilkudniowy trekking na Madagaskarze. Można w nim zdobyć drugi co do wysokości szczyt w kraju – Boby (Imarivolanitra, 2658 m n.p.m.), z którego roztaczają się przepiękne widoki na okolicę. Pokonanie najpopularniejszego szlaku zajmuje dwa dni i najlepiej wybrać się na niego pod opieką miejscowego przewodnika. Taka osoba zajmuje się również wyposażeniem turystów w namioty i zaopatrzeniem ich w prowiant. Dba też o to, aby uczestnicy trekkingu poznali najciekawsze atrakcje w tym rejonie.

 

Na zachód stąd leży Park Narodowy Isalo (Parc National Isalo), w którym także warto spędzić minimum jeden pełny dzień. Najdłuższa i najciekawsza trasa prowadzi do jego najpiękniejszych zakątków przez formacje z piaskowca, głębokie kaniony, oazy palmowe, sawannę i las deszczowy. W ciągu kilku godzin można tu poczuć się jak w podróży przez cały Madagaskar, a zachód słońca oglądany z jednego z okolicznych hoteli z widokiem na park zapiera dech w piersiach.

 

Podczas pobytu na tropikalnej Nosy Be najlepiej skupić się na poznawaniu północnej części kraju. W tym regionie pogoda w porze deszczowej bywa mniej przewidywalna niż na południu Madagaskaru i zdarza się, że z położonej w centrum lądu stolicy nie udaje się dotrzeć tutaj drogą lądową.

 

Najbardziej oddalonym od cywilizacji parkiem, dla odwiedzenia którego warto poświęcić każdą godzinę spędzoną na wyboistych drogach, jest Park Narodowy Marojejy (Parc National de Marojejy). Poza porą suchą można się do niego dostać jedynie samolotem (Air Madagascar lata z Antananarywy do Sambavy, skąd należy wziąć taksówkę lub wyruszyć wynajętym samochodem). Występujący tu rozległy las deszczowy to prawdziwa plątanina gałęzi, korzeni i gęstego listowia, poprzecinana wodospadami pojawiającymi się w najmniej spodziewanych miejscach. Przez park prowadzi tylko jedna trasa trekkingowa, przechodząca przez trzy bazy wiodące na szczyt masywu Marojejy (2132 m n.p.m.). Rejon ten zamieszkują sifaki jedwabiste (sifaki jedwabne) i 10 innych gatunków lemurów, 149 gatunków płazów i gadów (w tym gekony i kameleony) czy 118 gatunków ptaków.

 

Znacznie bardziej dostępne są parki narodowe Ankarana i Montagne d’Ambre, leżące na północny wschód od Nosy Be. Pierwszy z nich (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) słynie przede wszystkim ze spektakularnych formacji skalnych zwanych tsingy. Sąsiadują one z gęstym wiecznie zielonym lasem tropikalnym. Park znany jest również z największej w Afryce sieci jaskiń (o łącznej długości ok. 100 km), które można zwiedzać z przewodnikiem. Na osoby lubiące atrakcje podwyższające im poziom adrenaliny czeka most zawieszony ponad koronami drzew.

 

Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre) przyciąga turystów ogromną bioróżnorodnością, wieloma spektakularnymi wodospadami i jeziorami w kraterach. Ze względu na położenie na masywie wulkanicznym jest tu znacznie chłodniej niż w innych miejscach w regionie, dzięki czemu wycieczka do tego zakątka Madagaskaru może stanowić odpoczynek od wszechobecnych upałów. Warto jednak pamiętać, że w tym rejonie pada niemal codziennie, także w porze suchej, trzeba więc odpowiednio przygotować się na takie warunki przed wizytą.

 

Reine de lIsalo - Queen of Isalo

Formacja skalna Królowa Isalo przypomina profil siedzącej kobiety w koronie

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Na koniec zostawiłam jeszcze kilka praktycznych uwag. Osoby chcące podróżować po wyspie, powinny zdecydować się na wynajęcie samochodu z doświadczonym kierowcą, który jest zazwyczaj doskonałym przewodnikiem. Większość tutejszych wypożyczalni ze względu na bardzo zły stan dróg nie zgadza się na wynajem auta bez kierowcy. Przy planowaniu trasy należy zostawić sobie wystarczającą ilość czasu na przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi atrakcjami i pamiętać o tym, żeby nie jeździć po zmroku. Polecam również z rezerwą podchodzić do narodowego przewoźnika Air Madagascar. Został on co prawda usunięty z listy linii lotniczych objętych zakazem operowania na terytorium Unii Europejskiej, ale przy wykupywaniu oferowanego przez niego lotu trzeba liczyć się z możliwością nawet kilkudniowych opóźnień, odwołania kursu i braku rekompensaty za noclegi czy utracone rezerwacje.

 

Niebezpiecznie bywa głównie w stołecznej Antananarywie i większych miastach. Jednak jeśli zachowamy podstawowe zasady bezpieczeństwa (nie będziemy wybierać się samotnie w nieznane rejony po zapadnięciu zmierzchu i zostawiać bagażu bez nadzoru itp.), nic złego nie powinno nam się przydarzyć. Madagaskar jest naprawdę wymarzonym miejscem na podróż i chce się do niego wracać wielokrotnie.

 

Czarująca różnorodność Indonezji

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

Więcej…