ANNA GRZEŚKOWIAK

 

<< Współczesny Meksyk zachwyca niczym mural malowany ręką mistrza Diego Rivery. Jest wyrazisty i pełen kontrastów, sensualny i konserwatywny jednocześnie. To tu jeździ najwięcej taksówek na świecie i tutaj spożywa się największe ilości coca-coli i napojów do niej podobnych. Meksykańskie wieczory pachną kolendrą i słodyczą owoców. Kraj ten bywa chaotyczny i czasem przyprawia o zawrót głowy. Nie bez powodu w języku polskim utarło się powiedzenie „Ale Meksyk!”, określające nieład i chaos. Nikt, kto przekroczy jego granice, nie pozostanie jednak na niego obojętnym. >>

Meksykańskie Stany Zjednoczone graniczą od północy ze Stanami Zjednoczonymi, a od południa z Gwatemalą i Belize. Z jednej strony oblewają je wody Pacyfiku, a z drugiej – Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Ich teren na długo przed przybyciem Hiszpanów zamieszkiwały ludy budujące mniej lub bardziej rozwinięte cywilizacje.

O Meksyku można by pisać w nieskończoność. Tym razem jednak skupimy się tylko na dwóch jego regionach: stanie Guerrero i półwyspie Jukatan. Co je łączy? To właśnie tu znajdują się najpiękniejsze meksykańskie plaże i przyjeżdża najwięcej turystów do luksusowych kurortów cieszących się wielką sławą na całym świecie.

 

Kraina słońca

Stan Guerrero położony w południowo-zachodniej części kraju należy do najbardziej górzystych rejonów Meksyku. Jego nazwa upamiętnia drugiego prezydenta państwa Vicente Guerrero (1782–1831). W czasach prekolumbijskich tereny te nosiły nazwę Zihuatlán, co w języku nahuatl oznaczało „miejsce z kobietami”. Tutejsze piękne przedstawicielki indiańskich plemion nie boją się intensywnych kolorów, ubierają się w tradycyjne ręcznie szyte sukienki huipil, czyli rodzaj tuniki bez rękawów, oraz wzorzyste chusty rebozo. Tkają też kapelusze z liści palmowych, a co czwartek gotują pozole, czyli gęstą zupę o słodkawym smaku kukurydzy z dodatkiem mięsa. W Guerrero znajduje się jednak przede wszystkim popularny region turystyczny, zwany Triángulo del Sol (Słonecznym Trójkątem), w którego skład wchodzą miejscowości Taxco (Taxco de Alarcón), Acapulco (Acapulco de Juárez) i Zihuatanejo (Ixtapa-Zihuatanejo).

 

Życie jak w… Acapulco

Acapulco to największe i najludniejsze miasto stanu Guerrero (niemal 700-tysięczne), a także najstarszy i niegdyś najsławniejszy kurort w Meksyku. Leży nad jedną z najpiękniejszych zatok wybrzeża Pacyfiku, otoczoną górami Sierra Madre Południowa (Sierra Madre del Sur). Jego złota era przypadła na lata 50. i 60. ubiegłego wieku, kiedy wakacje spędzali tu możni tego świata oraz gwiazdy Hollywood, m.in. John Wayne, Elizabeth Taylor czy Elvis Presley. Do złudzenia przypominało europejskie wybrzeża, dlatego nadano mu nazwę „zachodniej Riwiery”. Dziś, mimo iż lata świetności ma już za sobą, a jego miejsce zajęły nowe ośrodki – Cancún i Cabo San Lucas, nadal przyciąga rzesze turystów oraz meksykańskie elity. Tutejsze bogate życie nocne sprawia, że Acapulco ma renomę miasta, które nigdy nie zasypia. Bez problemu zjemy w nim kolację o północy (np. lokalny przysmak pulpo enamorado, czyli „zakochaną ośmiornicę” z pomidorami, cebulą, majonezem i chili), aby potem tańczyć do rana w modnych klubach, a w ciągu dnia odpoczywać na plaży pośród opalonych ciał w bikini.

FOT. SECTUR GUERRERO
zatoka Acapulco w stanie Guerrero wychodząca na wody Pacyfiku

 

 Jednak jedną z największych atrakcji kurortu stanowią clavadistas – śmiałkowie skaczący z klifu La Quebrada (z wysokości ok. 40 m!) w otchłań oceanu przez wąską szczelinę między blokami skalnymi. Ten nieco osobliwy spektakl odbywa się kilka razy dziennie na oczach setek ludzi. Skoczkowie najpierw wspinają się na strome urwisko, następnie modlą się do Matki Bożej z Guadalupe w jednej z małych kapliczek na jego szczycie i wreszcie lecą w dół, niejednokrotnie wykonując różne akrobacje, czym wywołują u obserwujących przyspieszone bicie serca. Zdecydowanie największe wrażenie robią pokazy nocne, kiedy to clavadistas skaczą z płonącymi pochodniami.

Jeżeli kogoś zmęczy ekskluzywny charakter Acapulco, może ponurkować w okolicach wysepki La Roqueta, posurfować lub udać się na oddaloną o ok. 10 km plażę w Pie de la Cuesta, uważaną przez niektórych za jedną z najpiękniejszych na świecie, i podziwiać wspaniały zachód słońca.

 

Szczęśliwe tropiki

Kierując się na północ od Acapulco, dotrzemy do tzw. bliźniaczych miejscowości wypoczynkowych Ixtapa i Zihuatanejo. Ta pierwsza, podobnie jak Cancún, została założona przez FONATUR (Fondo Nacional de Fomento al Turismo – Narodowy Fundusz Wsparcia Turystyki) w latach 70. XX w. jako światowej klasy kurort. I tak na miejscu lasów namorzynowych i plantacji palm kokosowych powstały luksusowe hotele, nowoczesne rezydencje, marina, pola golfowe i liczne centra handlowe, które przyciągają tłumnie przybywających turystów głównie z Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych i Kanady. W Ixtapie można uprawiać sporty wodne, odbyć romantyczną przejażdżkę na koniu, zagrać partyjkę golfa lub popłynąć na pobliską wysepkę Ixtapa i skusić się na sjestę w hamaku. Osoby lubiące nurkować powinny zajrzeć na dno zatoki Zihuatanejo, tuż przy plaży Las Gatas, gdzie na własne oczy zobaczą lokalną ciekawostkę, czyli 4-metrowy posąg Chrystusa, zwany Rey de Reyes (Król Królów). W kraju, w którym ponoć nawet ateiści są wierzący, symbole religijne spotyka się na każdym kroku, nawet pod wodą. Dla wytrawnych surferów natomiast najlepszym miejscem będzie Playa Escolleras, gdzie wysokie fale i silne prądy tworzą znakomite warunki do akrobacji na desce.

 Ponoć w Ixtapie łatwo się zakochać, lecz jeżeli jej blichtr nie do końca nas przekonuje, udajmy się do siostrzanego Zihuatanejo, które zachowało klimat rybackiego miasteczka. Zabudowa jest tu niewysoka i mniej przytłaczająca. Królują małe ośrodki, a kilka z nich znajduje się na liście 100 najlepszych butikowych hoteli świata. Ceny są niższe, a ludzie – bardzo gościnni i życzliwi. Od niepamiętnych czasów mieszkańców Zihuatanejo nazywa się Sanca, co oznacza amigo, czyli „przyjaciel”. Dlatego nie zdziwmy się, jeżeli ktoś z miejscowych zwróci się do nas: Oye, Sanca! („Hej, przyjacielu!”). W miejscowości kręci się również wiele programów telewizyjnych oraz międzynarodowych produkcji filmowych, dlatego spotkamy w niej dość często znane i lubiane twarze. Jeden z luksusowych hoteli w malowniczej zatoce Zihuatanejo zobaczymy w słynnym filmie Luisa Mandoki Kiedy mężczyzna kocha kobietę z Meg Ryan i Andym Garcią. W innym znanym obrazie pt. Skazani na Shawshank z ust Morgana Freemana pada ta oto kwestia: Zihuatanejo. To w Meksyku. Mała mieścina nad Pacyfikiem. Wiesz, co mówią Meksykanie o Pacyfiku? Ocean Zapomnienia. Po jego premierze w 1994 r. liczba przyjeżdżających w te strony turystów znacząco wzrosła.

Jednak wszechobecna modernizacja wkracza i tutaj. Dlatego coraz trudniej będzie zachować urok i czar tego meksykańskiego miasteczka. Na osoby stroniące od turystycznych uciech ok. 30 km na północny zachód od Zihuatanejo czeka mała nadmorska wioska Troncones. Nie kwitnie w niej bujne nocne życie i nie ma strzelistych hoteli. Znajdziemy tu za to święty spokój, hamaki na co drugiej palmie i kury przebiegające przez ulicę. Niezobowiązująca atmosfera tego miejsca oraz 300 słonecznych dni w roku sprawiły, że upodobali je sobie szczególnie surferzy przybywający z różnych stron świata. Największą popularnością cieszy się wśród nich tzw. Troncones Point. Właśnie tutaj przy talerzu tamales (rodzaj zawijanych w liście kukurydzy naleśników z mąki kukurydzianej z nadzieniem) popijanych zimnym piwem podczas zachodu słońca odkryjemy istotę Meksyku, a okrzyk Viva Mexico! sam będzie nam się cisnął na usta.

 

Srebrne miasto

Prosto z plaży ruszamy w głąb stanu Guerrero do Taxco (Taxco de Alarcón). Malowniczo położone wśród stromych zboczy miasto zostało uznane za zabytek narodowy i od lat niezmiennie kojarzy się ze srebrem. Jako ośrodek jubilerski znane jest od 1931 r., kiedy to Amerykanin William Spratling (1900–1967) przyjechał do Taxco z zamiarem napisania książki, a ostatecznie otworzył w nim pierwszy warsztat srebrniczy. Obecnie działa tu ponad 300 sklepików z biżuterią oferujących wszelkie, nawet najbardziej wymyślne ozdoby z tego cennego kruszcu. Warto udać się do jednego z takich zakładów i za niewielką opłatą zlecić wykonanie srebrnego medalika lub pierścionka według własnego projektu.

Gdy wspinamy się po stromych, wąskich i brukowanych uliczkach charakterystyczną zielono-białą taksówką Volkswagen Garbus, zwaną zabawnie burrito (ze względu na jej kształt przypominający tę słynną potrawę), mijamy białe domy z malinowymi dachami, urocze kafejki i pełne gości restauracje. Jak niemal w każdym meksykańskim mieście wszystkie drogi prowadzą do Zócalo – głównego placu. Wznosi się przy nim wspaniały kolonialny Kościół św. Pryski (Templo de Santa Prisca). Jego wybudowanie zlecił Katalończyk José de la Borda, po tym jak odkrył złoża srebra, które uczyniły go jednym z najbogatszych ludzi w XVIII-wiecznym Meksyku. Rzekł wtedy ponoć, że Bóg daje Bordzie, Borda daje Bogu.

Wokół placu leniwie toczy się życie. Można tutaj zakupić lokalne przysmaki, jak np. jumiles – żywe chrząszcze, w smaku nieco przypominające cynamon, zawinięte w placki tortilli, czy równie egzotyczne tamales z nadzieniem z iguany. A jeżeli popijemy to popularnym napojem o nazwie Bertha, czyli przyjemną mieszanką tequili z miodem i cytryną, to poczujemy, że moglibyśmy tak żyć choćby do końca świata…

 

Niepowtarzalny Jukatan

Z Meksykiem nieodłącznie kojarzą się także Majowie, a z nimi – półwysep Jukatan. Nazwa tego regionu wywodzi się według niektórych źródeł od pewnego nieporozumienia. Ponoć przybyli tu konkwistadorzy zapytali napotkanych mieszkańców: Jak nazywa się to miejsce? W odpowiedzi usłyszeli: Ci u t'ann, co oznaczało w ich języku „Nie rozumiem”.

Półwysep zajmuje szczególne miejsce w historii regionu. Niedaleko miasteczka Chicxulub (Chicxulub Puerto) znajduje się wielki krater uderzeniowy (ponad 180 km średnicy!) – pozostałość po meteorycie, który spadł na Ziemię ok. 65 mln lat temu. Według części naukowców spowodował on wyginięcie dinozaurów, a tym samym zapoczątkował nową erę na naszej planecie. Z kolei Majowie stworzyli tutaj świat, w którym każdy element współgra z innym w harmonii. Świadczą o tym ukryte w dżungli tysiącletnie metropolie oraz ślady kultury i wierzeń. W ich cywilizacji naturę, bogów i ludzi łączyła nierozerwalna więź i tylko ona pozwalała zrozumieć rzeczywistość. 

 

Meksykański Paryż

Zwiedzanie Jukatanu należy rozpocząć w Méridzie, stolicy stanu Jukatan. Pełna ruchliwych bulwarów i kolonialnego uroku, nazywana była Paryżem Nowego Świata, a jej główną ulicę Paseo de Montejo zaprojektowano na wzór paryskich Pól Elizejskich. Miasto powstało na gruzach ośrodka Majów T’Hó (Ichkansihó), a majestatyczna renesansowa Katedra św. Ildefonsa (Catedral de San Ildefonso) została wzniesiona z pozostałości po domach i świątyniach z czasów prekolumbijskich. Turystów przyciąga do niej ocalały z dwóch pożarów drewniany krucyfiks Chrystusa z Pęcherzami (Cristo de las Ampollas).

W weekendy naprzeciwko ratusza – Pałacu Municypalnego (Palacio Municipal) – pary tancerzy wirują w rytm salsy, rumby oraz innych gatunków typowych dla rodzimego folkloru (np. jarany). Mérida jest roztańczonym miastem, zresztą jak i cały Meksyk. Ponoć Meksykanie potrafią tańcem opowiadać barwne historie i rzeczywiście to stwierdzenie ma w sobie dużo prawdy. Na pewno warto przyjechać tu podczas karnawału, który trwa osiem dni i choć mniejszy, czasem przypomina spektakularną zabawę z Rio de Janeiro. A gdy już zawitamy do stolicy Jukatanu, koniecznie musimy spróbować dania marquesita yucateca, dość osobliwej przekąski w formie zwiniętego naleśnika z żółtym serem i… nutellą, czy nabyć męską koszulę podobną do kubańskiej guayabery oraz hamak z sizalu, ponoć dużo bardziej wytrzymały od tych z bawełny.

FOT. SECRETARIA DE FOMENTO TURISTICO DE GOBIERNO DEL ESTADO DE YUCATAN

Casa de Montejo w Méridzie – dom rodziny Montejo w stylu plateresco

 

W Méridzie zaczyna się słynna Ruta Puuc, czyli szlak obejmujący pomniejsze ruiny miast starożytnych Majów. W jego skład wchodzą Uxmal, Kabáh, Nohpat,Sayil, Xlapak, Labná, Oxkintokoraz jaskinie Calcehtok i Loltún. Najsłynniejszym ośrodkiem jest bez wątpienia ten pierwszy – ostatni na Ruta Puuc (położony ok. 60 km na południe od stolicy stanu Jukatan), który został wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najbardziej imponującą budowlę kompleksu stanowi 35-metrowa Piramida Wróżbity (Pirámide del Adivino). Legenda głosi, że wzniósł ją w ciągu jednej nocy człowiek-karzeł, syn czarodziejki, który dzięki temu został królem Uxmal. Na uwagę zasługuje tutaj również Pałac Gubernatora (Palacio del Gobernador) z fasadą o długości ok. 100 m.

W drodze na południe półwyspu warto zatrzymać się w Campeche (stolicy stanu o tej samej nazwie), niegdyś twierdzy mającej bronić mieszkańców przed atakami piratów, dziś pięknym kolonialnym mieście z uroczym centrum historycznym i klimatycznym Zócalo. Ten zabytkowy główny plac co wieczór ożywa, kiedy mieszkańcy wychodzą na spacer lub na potańcówkę. Wspaniałe wrażenie robią tu kolorowe fasady kamienic oraz liczne hacjendy z czasów, gdy Campeche było najbogatszym centrum Jukatanu. Obecnie w części z nich funkcjonują luksusowe hotele.

 

Ruiny w sercu dżungli

Na Jukatanie nieco z boku od utartych szlaków, w samym sercu dżungli, leży Calakmul – największe ze znanych miast Mezoameryki, które mieści się na terenie rezerwatu biosfery o tej samej nazwie (Reserva de la Biosfera de Calakmul). W jego okolicy rosną piękne storczyki, a po stopniach piramid biegają niesforne małpy. Jest coś niezwykłego w atmosferze tego miejsca, a zatopione w tropikalnym lesie pozostałości zabudowań skłaniają do refleksji i zadumy.

FOT. SECTUR CAMPECHE

Dawne miasto Majów Calakmul objęto w 2002 r. ochroną UNESCO

 

Pisząc o wspaniałych ruinach rozsypanych po całym półwyspie, nie sposób pominąć Chichén Itzá, najczęściej odwiedzanego obiektu związanego z kulturą Majów. Najwięcej emocji budzi w nim Świątynia Kukulkána (Kukulkán to odpowiednik azteckiego Quetzalcóatla, czyli Pierzastego Węża), przez Hiszpanów nazwana El Castillo (Zamkiem). Ta 30-metrowa budowla kryje w sobie wyjątkową tajemnicę. Jej przemyślana konstrukcja stanowiła swoisty kalendarz Majów, który służył im do odmierzania czasu. Na szczyt piramidy prowadzą 4 ciągi schodów, po 91 stopni każdy, co wraz z tym na samym wierzchołku daje liczbę 365. Na dole znajduje się wyryta w kamieniu ogromna głowa węża, która „ożywa” dwa razy do roku w trakcie niezwykłego spektaklu. Podczas wiosennego lub jesiennego zrównania dnia z nocą na północne schody i rzeźbę promienie słoneczne padają w taki sposób, że wywołują złudny obraz spełzającego świetlistego gada, który po chwili znika w ziemi. Ta niesamowita gra światła i cienia była uważana za symboliczne zejście boga Kukulkána i wiązała się z rytuałami zasiewów i zbioru plonów. To niecodzienne przedstawienie przyczyniło się z pewnością do tego, że kompleks Chichén Itzá został wybrany 7 lipca 2007 r. jednym z siedmiu nowych cudów świata. Na terenie miasta obejrzymy również Świątynię Wojowników (Templo de los Guerreros), odrestaurowane boisko do gry w pelotę, zespół pięknie zdobionych kolumn oraz Cenote Sagrado – miejsce rytualnych ceremonii. Cenoty to naturalne studnie powstałe w wyniku zawalenia się fragmentu stropu jednej lub wielu jaskiń. Podwodny system połączonych ze sobą rzek i grot zapewniał Majom przetrwanie. Był dla nich podstawowym źródłem słodkiej wody. Nurkowanie w krystalicznie czystych podziemnych jeziorach, gdzie widoczność sięga nawet 150 m, stanowi naprawdę unikalne przeżycie.

 

Pocztówka z piramidą w tle

Na południowy wschód od Chichén Itzá znajduje się Tulum, niegdyś brama do krainy Majów. Tutejsze ruiny może nie są najokazalsze, ale na pewno najpiękniej położone. To jedyne miasto, które Majowie wznieśli nad Morzem Karaibskim. Piramidy na klifie, pochylone lekko palmy, turkusowe woda, biały piasek i wygrzewające się w słońcu iguany tworzą kadr niczym z klasycznej meksykańskiej pocztówki. Niedaleko stąd leży miasteczko o tej samej nazwie. Odkryjemy w nim jedne z najpiękniejszych plaż świata, przytulne restauracyjki, cabañas (chatki dla turystów) oraz małe, klimatyczne hoteliki. Można tutaj uciec od zgiełku pobliskich Playa del Carmen i Cancún. Tulum uchodzi też za wymarzone miejsce dla miłośników nurkowania, bowiem pobliskie rafy koralowe znajdują się w doskonałym stanie.

Powstałe całkowicie od zera w latach 70. XX w. Cancún miało stanowić konkurencję dla Acapulco. Obecnie jest najbardziej znanym i obleganym kurortem Meksyku. Co roku miasto odwiedzają 2–3 mln turystów z całego świata, ze znaczną przewagą Amerykanów. Długi i wąski pas lądu wypełnia betonowa dżungla hoteli o różnym standardzie. Roztańczone kluby nocne, szerokie możliwości uprawiania sportów wodnych, centra handlowe przy najpopularniejszej ulicy kurortuBoulevard Kukulcan, gwarne restauracje i bary oraz luksus na wyciągniecie ręki sprawiają, że miejscowość ta tętni życiem niemal przez całą dobę.

Usytuowana na południe od Cancún Playa del Carmen była niegdyś cichą rybacką wioską. Szybko stała się jednak sercem tzw. Riviera Maya, czyli Riwiery Majów, chociaż nie czuje się tu przytłaczającej atmosfery typowych miejscowości wypoczynkowych. Region Playa del Carmen stanowi świetną bazę wypadową na wyprawy do pobliskich ruin Majów (wspomniane już wcześniej Tulum czy zapierająca dech w piersiach Cobá) lub do jednego z rozległych parków przyrodniczo-archeologicznych (Xcaret lub Xel-Há). Można stąd także popłynąć na pobliską wyspę Cozumel – mekkę wielbicieli nurkowania z całego świata ze względu na otaczające ją doskonałe rafy. Główna ulica Playa del Carmen, Quinta Avenida, czyli lokalny odpowiednik nowojorskiej Fifth Avenue, to niekończący się ciąg knajpek, butików i sklepików oraz restauracji, w których zdarza się, że przystojny kelner porywa znienacka gości do tańca. W tutejszych barach trzeba koniecznie napić się tequili, bądź to na sposób amerykański z solą i cytryną, bądź po meksykańsku prosto z caballitos, małych kieliszków o grubym dnie. Żadnego innego alkoholu nie otacza taka liczba legend i mitów jak tego. Wznosimy zatem toast za jego pasjonującą ojczyznę: Salud! (Na zdrowie!). Bo jak powiedział Joaquín Sabina, słynny hiszpański bard, México es como el primer amor, no se olvida nunca (Meksyk jest jak pierwsza miłość, nigdy się go nie zapomina).


 

Artykuły wybrane losowo

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Jamajka – kraj szczęśliwych ludzi

PAWEŁ PAKIEŁA

 

 FOT. SANDALS&BEACHES RESORT

<< Radosna ojczyzna Boba Marleya, rastafarian i reggae ma w sobie coś takiego, co sprawia, że odwiedzający ją turyści zapominają o całym świecie. Kiedy tylko postawimy stopy na złotym jamajskim piasku, wszystkie problemy nagle znikają, a na naszych twarzach pojawia się uśmiech – ten sam, którym witają nas pogodni Jamajczycy. Może to ich zasługa, a może atmosfery tej karaibskiej wyspy, że wszelkie troski wydają się tutaj odległe i mało istotne. W końcu „Everything's Gonna Be Alright” („Wszystko będzie w porządku”), jak śpiewał Marley... >>

 

Nazwa tej niedużej wyspy w archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim pochodzi z języka Indian Taino (Xaymaca, co oznacza „ląd drewna i wody”). Nie występują na niej pory roku, a różnice temperatur związane są z wysokością nad poziomem morza. Mimo niszczycielskiej działalności ludzkiej, zachowały się tu także wilgotne lasy równikowe – królestwo miejscowej fauny. Poza tym krajobraz Jamajki tworzą Góry Błękitne (Blue Mountains) z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.), namorzyny, plantacje kawy i trzciny cukrowej oraz rajskie wybrzeże.

Więcej…

Egzotyczna przygoda pod żaglami

WOJCIECH KUDER

 

<< Jeszcze do niedawna jachting kojarzono z rozrywką zarezerwowaną wyłącznie dla milionerów. Czasy się jednak zmieniają, a ponieważ ten typ turystyki stał się dużo bardziej dostępny, liczba jego miłośników rośnie z roku na rok. Również w Polsce przybywa firm oferujących morskie podróże do najbardziej odległych i tajemniczych zakątków kuli ziemskiej. Nic w tym dziwnego, gdyż rejs komfortowym jachtem lub wygodnym katamaranem to doskonały sposób na odkrywanie świata: poznawanie innych krajów, ich mieszkańców oraz lokalnej kultury. Nie zapominajmy też, że do niektórych niezmiernie urokliwych, dziewiczych miejsc na naszej planecie dotrzemy tylko od strony morza. >>

Więcej…