KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl


<< Ten niezasiedlony aż do przybycia Portugalczyków w drugiej połowie XV w. archipelag, należący dziś do Republiki Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), znany był niegdyś wśród żeglarzy z produkcji wspaniałego grogu robionego z trzciny cukrowej oraz handlu niewolnikami. Obecnie wciąż zachwyca niezwykłą naturą, przepięknymi plażami nad oceanem i jedyną w swoim rodzaju europejsko-afrykańską kulturą wyspiarską. To świetny kierunek nie tylko dla indywidualnych turystów, miłośników sportów wodnych, ale również na firmowe wyjazdy integracyjne i motywacyjne (tzw. incentive), spotkania biznesowe, kongresy czy konferencje. Odkryjmy zatem ostatni raj na Atlantyku! >>

Nazwa państwa powstała od usytuowanego ok. 570 km na wschód stąd Przylądka Zielonego (po portugalsku Cabo Verde), leżącego obecnie na terenie Senegalu i stanowiącego najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Afryki. Jego terytorium tworzą powulkaniczne Wyspy Zawietrzne – Ilhas de Barlavento (w tym największe Santo Antão, São Vicente, bezludna Santa Luzia, São Nicolau, Sal i Boa Vista) i Wyspy Podwietrzne – Ilhas de Sotavento (główne to Maio, Santiago, Fogo, Brava). Najwyższym ich szczytem jest aktywny wulkan Pico do Fogo (na Fogo), wznoszący się na wysokość 2829 m n.p.m. Populacja kraju wynosi ok. 530 tys. osób, z czego mniej więcej połowa żyje na głównej wyspie Santiago (prawie 270 tys. mieszkańców), na której znajduje się stolica Republiki Zielonego Przylądka – 130-tysięczna Praia.
Ta dawna kolonia portugalska uzyskała niepodległość nie tak dawno temu, bowiem w lipcu 1975 r. Zdaniem wielu historyków, jako pierwszy do brzegów bezludnego jeszcze archipelagu dotarł w 1456 r. Portugalczyk Diogo Gomes (ur. ok. 1402–1420, zm. ok. 1502 r.). Inni autorzy uważają, że dokonał tego w 1460 r. wenecki żeglarz w służbie Królestwa Portugalii Alvise Cadamosto (1432–1488). Ostatnio liczni badacze przyznają palmę pierwszeństwa Genueńczykowi António da Noli (1415–1497). Kilka lat później, w 1462 r., założono tutaj na wyspie Santiago pierwszą osadę – Ribeira Grande (Wielka Dolina), bardziej znaną obecnie jako Cidade Velha, czyli Stare Miasto. Kolonia szybko stała się ważnym ośrodkiem handlu niewolnikami z Afryki oraz idealnym przystankiem dla statków na drodze do Indii. W XVIII w. jej znaczenie wzrosło w związku z zapotrzebowaniem na robotników w Ameryce Północnej. Zakaz niewolnictwa doprowadził do upadku gospodarczego regionu, a wielu jego mieszkańców emigrowało do USA, Portugalii, Holandii, Angoli, Senegalu i Brazylii. Nadzieję na rozwój przyniosło wyspom XIX stulecie, gdy w ich portach zaczęły się zaopatrywać w węgiel i inne zapasy liniowce kursujące po Oceanie Atlantyckim. Ostateczny cios gospodarce Cabo Verde zadało otwarcie Kanału Sueskiego w 1869 r., dzięki któremu Europę z Azją połączył nowy, krótszy szlak morski.

 

KSIĘŻYCOWY KRAJOBRAZ
Podczas lądowania na międzynarodowym lotnisku Amílcara Cabrala (Aeroporto Internacional Amílcar Cabral) na wyspie Sal – jednej z najbardziej turystycznych w archipelagu – ze zdziwieniem oglądam jej księżycową panoramę. Zastanawiam się, gdzie podziała się ta zieleń z nazwy kraju. Pasażerów wita się po portugalsku (czyli w języku urzędowym) i po kreolsku (kriolu kabuverdianu). Na ulicach pobliskiego miasteczka Espargos usłyszymy natomiast mieszankę języków afrykańskich oraz europejskich. Właśnie tu najlepiej rozpocząć naszą przygodę. Infrastruktura turystyczna Sal jest na wysokim poziomie: na gości czekają nowoczesne kompleksy wypoczynkowe i hotele o różnym standardzie (zwłaszcza w Santa Maria) oraz dogodne warunki do uprawiania sportów wodnych w okolicy zadbanych rajskich plaż, oblewanych przez turkusową wodę. Do najpopularniejszych aktywności należą kite- i windsurfing, żeglarstwo, wędkarstwo, pływanie kajakami i nurkowanie. W trakcie podwodnej wycieczki możemy przyjrzeć się ciekawym formacjom lawowym, zwiedzić jaskinie lub łatwo dostępne wraki.

FOT. BARRACUDA TOURS

Piaszczyste wybrzeże wyspy Sal


     Po portugalsku sal oznacza „sól”. Na wyspie, zgodnie z jej nazwą, znajdziemy do dziś używane saliny (salinas). W 1833 r. ówczesny gubernator Cabo Verde i Gwinei Manuel António Martins (1772–1845) zaczął tutaj pozyskiwać sól z oceanu, co okazało się później bardzo dochodowym interesem. W czasach największego rozkwitu towar eksportowano na całe afrykańskie wybrzeże, do Brazylii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dziś w miejscowości Pedra de Lume wykąpiemy się w zasolonym jeziorku, w którym bez problemu będziemy unosić się na wodzie. Utworzony w kraterze dawnego wulkanu zbiornik mieni się kolorami: różem, bielą i żółcią, a krajobrazowi uroku dodają jeszcze pobliskie pagórki.

 

RADOSNA WYSPA
São Vicente nosi imię św. Wincentego z Saragossy, ponieważ została odkryta w 1462 r. 22 stycznia, czyli w dniu, w którym kościół katolicki (a także prawosławny) wspomina tego męczennika. Z tej najbardziej roztańczonej i rozśpiewanej wyspy archipelagu pochodziła znana na całym świecie artystka Cesária Évora (1941–2011), przedstawicielka typowego dla tego regionu gatunku muzyki i stylu tańca morna, charakteryzującego się melancholijnymi melodiami i akompaniamentem gitary klasycznej (dla Kabowerdyjczyków violão) czy cavaquinho (strunowego instrumentu podobnego do małej gitary) oraz skrzypiec (nazywanych na Cabo Verde rabeca). To dzięki „bosonogiej divie”, jak ją ochrzczono, gdyż zazwyczaj występowała bez butów, ludzie usłyszeli o tym niewielkim wyspiarskim kraju. Wokalistka urodziła się w największym mieście São Vicente – ponad 70-tysięcznym Mindelo. Dziś – obok stołecznej Prai – jest ono dynamicznie rozwijającym się pod względem kulturowym i ekonomicznym centrum Republiki Zielonego Przylądka. Tę pozycję zawdzięcza m.in. niedawno odnowionemu Porto Grande (Wielkiemu Portowi), przepięknie usytuowanemu w głębokiej zatoce (Baía do Porto Grande). Cumują w nim nawet pełne turystów luksusowe statki wycieczkowe, a jego bardzo nowoczesną marinę odwiedzają jachty z różnych zakątków globu.

FOT. BARRACUDA TOURS

Monte Verde (750 m n.p.m.) – najwyższy szczyt na São Vicente


     Co tak naprawdę przyciąga gości z całego świata na tę wyspę? To karnawał, który zmienia Mindelo w małe Rio de Janeiro. Jego mieszkańcy zaczynają świętować popołudniu w niedzielę przed środą popielcową. We wtorek odbywa się niesamowita największa impreza tych kilku dni, a w sam Popielec wybiera się królową zabawy. Choć tutejszy karnawał wywodzi się z europejskich tradycji, wiele elementów przejął od swojego sławnego brazylijskiego odpowiednika. Podczas parady zespoły (wśród nich np. Mandingas de Ribeira Bote, Sonhos sem limite, Cruzeiros do Norte, Vindos do Oriente czy Flores de Mindelo) rywalizują ze sobą na najpiękniejsze stroje, najciekawsze układy taneczne i muzykę. Jedna za drugą suną wysokie, kolorowe platformy z postaciami z bajek i świata fantasy. Na ulicach miasta ludzie bawią się wtedy razem do białego rana, nie zważając na dzielące ich różnice. Sami Kabowerdyjczycy ściągają tutaj ze wszystkich części archipelagu. Dla Europejczyków to niepowtarzalna okazja do wzięcia udziału w wyjątkowo barwnym święcie zupełnie za darmo.

 

FABRYKA GROGU
O rześkim poranku z portu w Mindelo płyniemy promem do Porto Novo na pobliskiej Santo Antão. Ze względu na góry, sięgające nawet do 1979 m n.p.m. (Topo da Coroa), i drogę prowadzącą serpentynami w głąb lądu uchodzi ona za najbardziej malowniczą wyspę kraju. Jej południowa część charakteryzuje się dość pustynnym krajobrazem. Na północy natomiast znajdują się zielone stoki górskie o stromych zboczach. Ten drugi rejon świetnie nadaje się na trekkingi i całodzienne wędrówki. Na Santo Antão jest kilka miejsc, które trzeba zobaczyć. Jej obszar znaczą urokliwe ribeiras, czyli głębokie wąwozy (np. Ribeira da Garça, Ribeira Grande czy Ribeira da Janela). Życie toczy się w nich w małych osadach, gdzieniegdzie stoją tylko pojedyncze domy. Niektóre gospodarstwa zostały zbudowane tak wysoko, że wodę w baniakach z niżej położonych źródeł przywozi się na osiołkach. Trasy bywają tutaj niezwykle trudne i wymagające dobrej kondycji fizycznej, lecz właśnie z nich można podziwiać najwspanialsze widoki. Na wyspie wykorzystuje się każdy skrawek urodzajnej ziemi – na polach założonych na kamiennych tarasach (czasem leżących na niewiarygodnie dużych wysokościach) rolnicy uprawiają trzcinę cukrową, kukurydzę, banany, papaje i inne rośliny. Ludzie mieszkający w górach są niezmiernie serdeczni. Na okrzyk Bom dia! (z portugalskiego „Dzień dobry!”) zaraz z wielkim uśmiechem odpowiadają Bom dia, todo bom? („Dzień dobry, wszystko w porządku?”).

FOT. BARRACUDA TOURS

Wioska Corvo na północno-wschodnim brzegu wyspy Santo Antão


     Santo Antão słynie też z destylarni lokalnej odmiany rumu zwanej grogiem (nie mylić z napojem alkoholowym z rozcieńczonego rumu). Do jego produkcji niezbędna jest – oczywiście – trzcina cukrowa, której źdźbła miejscowe dzieciaki chrupią dla ugaszenia pragnienia. Podczas wędrówki przez plantacje wyczuwa się zapach fermentującego soku, powstającego w prasie tłoczącej (trapiche) i opalanego wysuszonymi resztkami łodyg w kotle na piecu. Ten dość mocny trunek pije się tu z nalewką z limonek, a przy wyjściu z fabryki grogu można zakupić go w butelkach po portugalskim winie. Wieczorem warto odpocząć w otoczonym malowniczymi górami sympatycznym miasteczku Ribeira Grande z uroczym labiryntem wąskich uliczek.

 

POGROMCY WULKANÓW
Poruszanie się po archipelagu ułatwiają szybkie połączenia sprawnie działającej narodowej linii lotniczej TACV. My także korzystamy z jej usług i już po chwili z okien samolotu spoglądamy na wyjątkowy cud natury – drzemiący wulkan Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). Wyspa Fogo, na której się znajduje, nazywała się niegdyś São Filipe – tak jak największe jej miasto (obecnie ponad 10-tysięczne). Wspinaczce na wulkaniczny szczyt podoła każda osoba o dobrej kondycji fizycznej. Jeden ze znaczniejszych wybuchów Pico do Fogo nastąpił w 1847 r., a ostatnia erupcja miała miejsce pod koniec listopada 2014 r.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

Parque Natural do Fogo rozciąga się na obszarze ok. 85 km²


     Po minięciu tablicy Parque Natural do Fogo wjeżdżamy w rozległą starą kalderę, na której wyrósł nowy stożek oraz mały trzeci krater. Jedna ściana wulkanu spada prosto do Oceanu Atlantyckiego, co tworzy widok jak z księżyca. Wędrówkę na sam wierzchołek najlepiej zacząć z samego rana. Wchodzimy ścieżką z zastygłej lawy i form wulkanicznych. Za naszymi plecami leży maleńka osada Chã das Caldeiras (na wysokości ok. 2000 m n.p.m.), w której mieszkańcy żyją bez elektryczności i innych udogodnień cywilizacyjnych (chociaż niektórzy z nich używają własnych generatorów). Obserwujemy Atlantyk i wznoszącą się nad nim mgłę. Kilka godzin później jesteśmy niemal u celu. Do tej pory ziemia utrzymuje tu tak wysoką temperaturę, że bez trudu uda się od niej przypalić papierosa. Przy użyciu wpiętych na stałe metalowych lin wspinamy się na szczyt, aby podziwiać przepiękną panoramę Fogo i okolicznych wysepek. Ogromną frajdę sprawiło nam też zejście z wulkanu. Idąc za namową naszego przewodnika, po prostu zbiegliśmy w dół ile sił w nogach. Za nami unosiła się wielka chmura pyłu, a my ze zmęczenia na sam koniec nie mieliśmy już nawet siły się śmiać. To była zdecydowanie jedna z największych atrakcji całego wyjazdu.

 

NA CZARNEJ PLAŻY
Prawdziwi kawosze znajdą na Fogo swoją małą mekkę. W okolicach miejscowości Mosteiros uprawia się najlepszą kawę na archipelagu – niezmiernie aromatyczną Café do Fogo. Jej plantacje założone na zboczach doliny odgradza od wybrzeża i wulkanu pas stromych skał Bordeira, wznoszący się na wysokość 1000 m n.p.m. Mieszkańcy wyspy o wschodzie słońca rozpoczynają pracę przy krzewach. Po popołudniu wracają z prawie 30-kilogramowymi workami, wypełnionymi owocami, które suszą na dachach swoich domów.
     Poza tym na szczególne zainteresowanie zasługuje także szeroka, czarna plaża Fonte Vila (Praia de Fonte Vila), oddzielona od São Filipe wysokim klifem. Samo miasto należy do najlepiej zachowanych kolonialnych ośrodków w Republice Zielonego Przylądka. Wśród jego kolorowej zabudowy wyróżniają się sobrados, wystawne wille bogatych kolonizatorów. Pierwsze piętro ozdabiają drewniane werandy, mniej reprezentatywny parter zazwyczaj zamieszkiwali niewolnicy i służący.
     Podobnie jak cały archipelag, Fogo jest praktycznie całkowicie pustynna. Ze względu na małą ilość opadów woda stanowi tutaj cenne dobro. Kobiety codziennie przynoszą ją z lokalnej studni. Niestety, instalacje do odsalania wody morskiej funkcjonują obecnie tylko w większych miastach kraju.

 

AFRYKAŃSKIE KORZENIE
Historia Cabo Verde nierozłącznie wiąże się z niewolnictwem. Ponieważ przez kilkaset lat kolonia była punktem tranzytowym w handlu niewolnikami z Afryki, dzisiaj aż ponad 480 tys. Kabowerdyjczyków stanowią Mulaci. Widać to szczególnie na głównej wyspie Republiki Zielonego Przylądka – Santiago – i w jej największym mieście – stołecznej Prai, centrum gospodarczym i politycznym państwa. Po odwiedzeniu jej głównego targu można wywnioskować, że najważniejszym źródłem dochodów w kraju jest rolnictwo. Uprawia się tutaj kukurydzę, ziemniaki, maniok, groch, a często również (na potrzeby własne i eksport) orzechy kokosowe, trzcinę cukrową, kawę, banany i daktyle. Dużą rolę w gospodarce odgrywa też rybołówstwo. Niestety, miejscowi rybacy nie korzystają z bardziej zaawansowanych rozwiązań technologicznych, a większość ryb z oceanu w tym rejonie trafia do sieci zagranicznych poławiaczy. Z roku na rok coraz większe znaczenie zdobywa także turystyka. Wiele rodzin otrzymuje środki finansowe od swoich krewnych mieszkających za granicą. Szacuje się, że aż ponad 500 tys. osób wyemigrowało z Cabo Verde do Afryki, Europy i Ameryki. Mimo swojej niskiej pozycji ekonomicznej Republika Zielonego Przylądka stara się uczestniczyć w życiu politycznym kontynentu afrykańskiego.

 

PODRÓŻE FIRMOWE
Ten kraj znakomicie sprawdza się przy organizacji interesujących wyjazdów typu MICE (skrót od angielskiego meetings, incentives, conferences, exhibitions – spotkania, wyjazdy motywacyjne, konferencje, wystawy) i team building (budowanie zespołu). Od kilku lat zagraniczne firmy inwestują w tę gałąź turystyki na wyspach i wciąż rozbudowują swoje oferty. Wśród najciekawszych propozycji na archipelagu królują sporty wodne, których nauki podejmują się profesjonalni instruktorzy. Dużą popularnością cieszy się zwłaszcza kitesurfing. Zajęcia z niego prowadzi m.in. uczestnik XXVII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Sydney w 2000 r. czeski kajakarz górski Tomáš Kobes, posiadający na wyspie Sal swoją szkołę wind- i kitesurfingową. Tych dwóch widowiskowych sportów nauczy nas również Kabowerdyjczyk Mitu Monteiro, mistrz świata w kiteboardingu z 2008 r. Na São Vicente kapitan Berno Niebuhr, zdobywca wielu prestiżowych nagród w międzynarodowych zawodach wędkarskich, organizuje wycieczki na połów marlinów zakończone grillowaniem na plaży. Na sąsiedniej Santo Antão czekają wspaniałe trasy trekkingowe, a na Santiago lokalna drużyna piłkarska chętnie rozegra z obcokrajowcami mecz towarzyski.

 

***

 

Republika Zielonego Przylądka oferuje mnóstwo atrakcji zarówno dla turystów indywidualnych, miłośników sportów wodnych, jak i uczestników firmowych wyjazdów. Na archipelagu nie można się nudzić: wypoczniemy na nim tuż nad dziewiczym brzegiem Atlantyku, pościgamy się z wiatrem i falami oceanu, będziemy podziwiać spektakularne widoki z górskich szczytów. Wśród jego sympatycznych mieszkańców poczujemy się naprawdę miłymi gośćmi, a ślady kolonialnej historii znajdziemy w licznych miejscach na wyspach. Nie zawiedziemy się również poziomem infrastruktury turystycznej, która ciągle się rozwija. Ten rajski zakątek Afryki tylko czeka, aby go odkryć!

Artykuły wybrane losowo

Chile – kraina różnorodności

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Bezkresne pustynie, gigantyczne solniska, bujne lasy, potężne góry, ogromne wulkany i lodowce, rozległe winnice oraz wybrzeże ciągnące się przez kilka tysięcy kilometrów to tylko część atrakcji, które ma do zaoferowania Chile. Trudno się dziwić, że trafiło na sam szczyt listy krajów polecanych do zobaczenia w 2018 r. według słynnego wydawnictwa Lonely Planet. Swoimi niesamowitymi krajobrazami zachwyci nawet najbardziej doświadczonych i wymagających podróżników. >>

 

Pustynna Dolina Księżyca, 13 km na zachód od miasteczka San Pedro de Atacama

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

Położone na zachodnich krańcach Ameryki Południowej Chile jest pod wieloma względami wyjątkowe. Szczególną uwagę zwraca już niezmiernie długim i wąskim kształtem swojego terytorium, które rozciąga się wzdłuż brzegu Pacyfiku. Wybrzeże kraju ma niemal 4,3 tys. km długości (z wszystkimi chilijskimi wyspami, w liczbie ok. 3 tys., aż ponad 6,4 tys. km), czyli mniej więcej tyle, ile wynosi odległość między Polską i Afryką Środkową. W najszerszym miejscu granicę wschodnią od zachodniej dzieli zaledwie 445 km (na wysokości Cieśniny Magellana), a w najwęższym – 90 km (między Punta Amolanas i Paso de la Casa de Piedra w regionie Coquimbo).

Znakiem charakterystycznym Chile jest też jego odizolowanie od reszty świata. Warunki geograficzne sprawiają, że wydaje się ono dość niedostępną krainą: od północy oddzieloną bezkresnymi pustynnymi przestrzeniami, a na południu zakończoną fiordami i lodowcami. Na wschodzie wznosi się najdłuższy system górski na ziemi (ciągnący się na odcinku aż 7 tys. km!) – Andy, wybrzeże na zachodzie oblewają z kolei wody Pacyfiku, największego oceanu naszego globu. To wszystko sprawia, że Chile często określa się mianem wyspy, a sami Chilijczycy nierzadko przyznają, że czują się zupełnie inni niż pozostali mieszkańcy kontynentu.

 

SKARBIEC ROZMAITOŚCI

Największy walor tego kraju stanowi jego różnorodność, przejawiająca się m.in. w urozmaiconych krajobrazach. W granicach Chile wyróżnia się wiele formacji roślinnych charakterystycznych dla konkretnych regionów, np. pustyń, terenów wysokogórskich, obszarów nizinnych, fiordów czy południowych wysp pokrytych wiecznym lodem. Znajdują się tu także różne strefy klimatyczne. Na północy panuje klimat zwrotnikowy wybitnie suchy, w środkowej części – podzwrotnikowy i umiarkowany, a na najdalszych krańcach – subpolarny. Poza tym choć znaczne różnice w poziomie życia mieszkańców są typową cechą wielu państw Ameryki Łacińskiej, to w Chile kontrast między światem nielicznych bogatych obywateli i codzienną rzeczywistością dużo większej społeczności ludzi biedniejszych wydał mi się wyjątkowo ogromny. Szczególnie wyraźnie tę sytuację daje się zaobserwować w stolicy, niemal 6,5-milionowym Santiago (Santiago de Chile).

        Sercem miasta jest Plaza Baquedano (dawniej Plaza Italia) z pomnikiem XIX-wiecznego generała Manuela Baquedano. Od placu odchodzi długa aleja nosząca imię Bernarda O’Higginsa (1778–1842), przywódcy powstania, w wyniku którego kraj w lutym 1818 r. uzyskał niepodległość od Hiszpanii. W okolicy mieści się Lastarria, dzielnica pełna uliczek, kawiarni, galerii i stoisk ulicznych, przyciągająca turystów piękną architekturą modernistyczną. Do rozpowszechnienia tego stylu w budownictwie w Chile przyczynił się m.in. Luciano Kulczewski (1896–1972), chilijski architekt o polskich korzeniach, który zaprojektował wiele domów w centrum stolicy, również w tym rejonie. Pod względem atmosfery i urody Lastarria konkuruje z położoną po drugiej stronie rzeki Mapocho dzielnicą Bellavista, wieczorami tętniącą życiem za sprawą licznych barów i restauracji. Leży ona u podnóży wznoszącego się nad miastem Wzgórza św. Krzysztofa (Cerro San Cristóbal), które Hiszpanie nazwali tak na cześć patrona podróżnych. Na liczącą 880 m n.p.m. górę można wejść pieszo albo wjechać samochodem, mikrobusem czy rowerem. Najwięcej wrażeń dostarcza jednak wjazd specjalną windą przypominającą stary tramwaj (funicular) bądź kolejką linową (teleférico).

        Dla odmiany serce najstarszej części stolicy stanowi Plaza de Armas, plac wytyczony przez Pedra de Gamboę (1512–1552) na rozkaz Pedra de Valdivii (1497–1553), hiszpańskiego konkwistadora, który w lutym 1541 r. założył miasto, nadając mu nazwę Santiago de la Nueva Extremadura. Przez wieki odbywały się tu parady wojskowe, procesje religijne, a nawet publiczne egzekucje. Dziś na placu kwitnie życie towarzyskie: znajdziemy na nim wiele kawiarni i barów szybkiej obsługi, w których warto spróbować m.in. chilijskiego hot doga completo italiano, składającego się z parówki z majonezem, keczupem i awokado i z tego względu przywodzącego na myśl układ kolorów na włoskiej fladze. Poza tym kilka razy w tygodniu organizuje się tutaj koncerty, a stojące wokół stoliki często są zajęte przez mężczyzn rozgrywających partie szachowe. Nad środkową częścią placu góruje pomnik Pedra de Valdivii na koniu, na zachodzie z kolei wznosi się monumentalna Katedra Metropolitalna (Catedral Metropolitana de Santiago), która dzisiejszy neoklasycystyczny wygląd otrzymała pod koniec XIX stulecia. Autorami jej ostatnich projektów byli włoscy architekci Joaquín Toesca (1745–1799) i Ignacio Cremonesi (1862–1937). Ten pierwszy zaprojektował również mieszczącą się niedaleko La Monedę (Palacio de La Moneda), budynek pałacu prezydenckiego o nazwie pochodzącej od znajdującej się tu wcześniej mennicy.

 

BURZLIWA HISTORIA

Palacio de La Moneda uległ zniszczeniu podczas wojskowego zamachu stanu z 11 września 1973 r., mającego na celu odsunięcie od władzy prezydenta Salvadora Allende (1908–1973). Większość gmachu została wówczas zbombardowana i ostrzelana, a prezydent popełnił samobójstwo. Do władzy doszła junta wojskowa z generałem Augustem Pinochetem (1915–2006) na czele, który przez kolejnych niemal 17 lat sprawował dyktatorskie rządy. Były one naznaczone brutalnym rozprawianiem się z przeciwnikami politycznymi i osobami wspierającymi Allende – wtrącano podejrzanych do więzień i torturowano ich, a także porywano, w wyniku czego ginęli bez śladu. Te czarne karty historii kraju prezentuje m.in. Muzeum Pamięci i Praw Człowieka (Museo de la Memoria y los Derechos Humanos), wprowadzające w czasy junty od pierwszych godzin przewrotu wojskowego po zorganizowany w październiku 1988 r. plebiscyt umożliwiający wybory i stopniowy powrót demokracji. Placówka znajduje się w gminie Quinta Normal w północno-zachodniej części Santiago, którą w większości wypełnia kolorowa zabudowa kolonialna (zwłaszcza tutejszą dzielnicę Yungay).

        Przeciwieństwem tych miejsc o typowo latynoamerykańskim stylu jest nowoczesna dzielnica El Golf w północno-wschodniej gminie Las Condes, stanowiąca centrum finansowe, handlowe i turystyczne, nieoficjalnie określana Sanhattanem. Jej najbardziej charakterystyczny obiekt to Gran Torre Santiago w kompleksie Costanera Center – najwyższy budynek Ameryki Łacińskiej, liczący 64 kondygnacje i mierzący 300 m wysokości, zaprojektowany przez argentyńskiego architekta Césara Pelliego, mającego w swoim dorobku np. Petronas Towers w Kuala Lumpur w Malezji i Carnegie Hall Tower w Nowym Jorku. Wieżowiec, podobnie jak zabudowa wielu chilijskich miast, jest odporny na wstrząsy, które zdarzają się w tym kraju niezwykle często. Właśnie w Chile zanotowano najsilniejsze pod względem magnitudy udokumentowane trzęsienie ziemi w historii – o sile 9,5 stopnia w skali Richtera. Nawiedziło ono w maju 1960 r. Valdivię i było tak potężne, że większość miasta uległa zniszczeniu, a w niektórych miejscach rozstąpiła się ziemia. Odtąd tutejsi architekci zaczęli projektować budynki odporniejsze na wstrząsy, znacznie wytrzymalsze niż w innych częściach świata. Stabilność ich konstrukcji potwierdzają m.in. efekty ostatniego potężnego trzęsienia o sile 8,8 stopnia w skali Richtera, które dotknęło kraj w lutym 2010 r. Pozostawiło ono po sobie mniej zniszczeń, niż początkowo oczekiwano, a strzelista Gran Torre Santiago, jak wspominają miejscowi, tylko nieznacznie tańczyła w powietrzu.

 

CHILIJSKIE SMAKI

Chilijczycy wydają się przyzwyczajeni zarówno do trzęsień ziemi, jak i wielu innych kataklizmów, a jednym z przejawów ich dystansu do tego typu wydarzeń jest m.in. fakt, że nazwę terremoto (czyli „trzęsienie ziemi”) nadali jednemu ze swoich tradycyjnych koktajli – mieszance słodkiego białego wina z lodami ananasowymi, gorzką wódką żołądkową typu fernet lub korzenno-ziołowym likierem amargo i grenadyną. Jeśli mowa o alkoholu, to warto wspomnieć, że do specjałów Chile należy właśnie wino, odznaczające się wysoką jakością i eksportowane na cały świat. Jak głosi legenda, jego produkcję zaczęli rozwijać już w latach 40. XVI w. hiszpańscy kolonizatorzy uprawiający tu winorośl wyhodowaną z pestek z rodzynek przywiezionych z ojczyzny. Na dobre jednak przemysł winiarski upowszechnił się w drugiej połowie XIX stulecia dzięki Francuzom, którzy sprowadzili na kontynent swoje szczepy. Z tego względu za jedne z najpopularniejszych i najsmaczniejszych gatunków chilijskiego wina uchodzą te wytwarzane z odmian cabernet sauvignon, merlot, sauvignon blanc oraz carménère (wprowadzonych do plantacji przez przybyszów z regionu Bordeaux). Co najważniejsze, francuskie szczepy trafiły w Chile na bardzo żyzne gleby. Dolina Środkowochilijska (Valle Central) charakteryzuje się idealnymi do uprawy winogron ziemiami i przyjaznym śródziemnomorskim klimatem. Można się o tym przekonać podczas odwiedzin w licznych winnicach położonych w okolicy stolicy, np. w założonej w 1883 r., słynnej Concha y Toro w Pirque (ponad 20 km od centrum Santiago) – to największy producent i eksporter wina nie tylko w kraju, ale i całej Ameryce Łacińskiej. Jeszcze bardziej malowniczo prezentują się winnice w dolinie Colchagua i Casablanca. Warto do nich zajrzeć nie tylko wtedy, gdy chcemy wybrać się na degustację lub planujemy zakupy szlachetnych trunków, lecz również w przypadku wyprawy na wybrzeże – wiele z nich leży po drodze z Santiago nad ocean.

 

W PORCIE

Miastem, którego nie można ominąć w trakcie pobytu nad Oceanem Spokojnym, jest portowe Valparaíso, położone malowniczo na kilkudziesięciu wzgórzach. W czasach swojej świetności było jednym z największych portów Ameryki Południowej i ze względu na bogactwo i urodę nosiło dumne miano Perły Pacyfiku. Choć dziś okres bycia gospodarczą potęgą ma już za sobą, to wciąż cieszy się opinią najbarwniejszego, najpiękniejszego i najciekawszego miasta w Chile. Zanurzone w dekadenckiej atmosferze Valpo, jak czule mówią o nim Chilijczycy, znane jest z tego, że oddycha sztuką i przyciąga artystów z całego świata. Pomieszkiwał w nim m.in. słynny chilijski poeta i noblista Pablo Neruda (1904–1973). W należącym do niego domu na wzgórzu Florida – La Sebastianie – mieści się obecnie jego muzeum. Właśnie w Valparaíso znajduje się też najsłynniejsza w kraju akademia sztuk pięknych – Instituto de Arte de la Pontificia Universidad Católica (PUCV), której studenci i absolwenci od lat ozdabiają pracami tutejszą XIX- i XX-wieczną zabudowę. W 1992 r. powstało oficjalnie nietypowe Muzeum pod Gołym Niebem (Museo a Cielo Abierto de Valparaíso). Jego początki sięgają jednak tak naprawdę 1969 r. W trakcie spaceru stromymi uliczkami biegnącymi po zboczach wzgórza Bellavista można oglądać 20 ogromnych, barwnych murali. To bezpłatne muzeum stało się wizytówką nie tylko Valparaíso, ale również całego Chile i rozkochanej w sztuce ulicznej Ameryki Południowej.

        Oprócz tego w mieście, szczególnie w jego portowej części, znajdziemy wiele świetnych restauracji, w których podaje się dania chilijskiej kuchni, słynącej ze znakomitych owoców morza i ryb, m.in. miecznika, tuńczyka, dorsza, soli, morszczuka, węgorza i wysokiej jakości łososia. Jedną z tradycyjnych potraw kraju jest paila marina, czyli zupa przygotowywana na bazie ryb i owoców morza, z odrobiną białego wina. Inną popularną zupę stanowi cazuela,przyrządzana z rosołu gotowanego na mięsie, z dodatkiem ziemniaków, dyni, kukurydzy i papryki. Do typowych chilijskich dań należy także pastel de choclo – „ciasto z kukurydzy” i mielonego mięsa, przełożonego jajkami i oliwkami. Popularnością cieszą się też inne potrawy mięsne, przygotowywane głównie z wołowiny, a prawdziwą świętością i sportem narodowym jest w Chile asado, czyli grill, który organizuje się przy każdej możliwej okazji i o każdej porze dnia lub nocy.

Wycieczki łodziami po jeziorze San Rafael wyruszają z Puerto Chacabuco i Puerto Montt

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

WYSPA NA OCEANIE

Podróżników może zdziwić, że w tym samym regionie administracyjnym kraju co portowe Valparaíso leży oddalona tysiące kilometrów od chilijskiego wybrzeża Wyspa Wielkanocna (Isla de Pascua). Pod względem geograficznym jest ona częścią Polinezji. Uchodzi za jedną z najbardziej intrygujących wysp na świecie. Holenderski admirał Jacob Roggeveen (1659–1729) odkrył ją dla Europejczyków 5 kwietnia 1722 r., na który to dzień przypadała Niedziela Wielkanocna – stąd właśnie pochodzenie jej nazwy. Mieszkający na niej Polinezyjczycy określali ją z kolei mianem Te Pito o te Henua, co w ich języku oznacza Pępek Świata. Co ciekawe, uważana dzisiaj za tradycyjną, nazwa Rapa Nui, czyli „Wielka Rapa”, pojawiła się dopiero w XIX stuleciu. Nadali ją najprawdopodobniej żeglarze z Tahiti, którzy odwiedzali wówczas Wyspę Wielkanocną, i nawiązuje ona do podobnej wyspy Rapa (należącej obecnie do Polinezji Francuskiej), znanej także jako Rapa Iti („Mała Rapa”). Jeśli będziemy mieli okazję tu dotrzeć z kontynentalnej części Chile (najpopularniejszym sposobem dostania się w to miejsce jest bezpośredni, mniej więcej pięciogodzinny lot z Santiago do miasteczka Hanga Roa, pełniącego funkcję stolicy), szybko zdamy sobie sprawę z niesamowitego położenia tego malowniczego skrawka lądu. Niewielka wulkaniczna Isla de Pascua, o powierzchni 163,6 km² i liczbie mieszkańców wynoszącej ponad 7,7 tys. ludzi, wydaje się ginąć wśród bezkresnego błękitu Oceanu Spokojnego. Wygląda, jakby była zawieszona w środku ogromnej pustki. Najbliższa zamieszkana polinezyjska wyspa – Pitcairn – leży ok. 2 tys. km na zachód stąd. Wybrzeże Ameryki Południowej znajduje się z kolei ponad 3,5 tys. km od Rapa Nui. Jeszcze mniej więcej 50 lat temu można było się tutaj dostać tylko statkiem zaopatrzeniowym, który kursował kilka razy w roku.

        Mimo swojej niedostępności tropikalna Wyspa Wielkanocna przez wieki budziła zainteresowanie za sprawą charakterystycznych posagów moai, wykonanych ze skał wulkanicznych. Do dziś istnieje wiele hipotez dotyczących okoliczności ich powstania. Według jednych teorii figury zostały wyrzeźbione między IX i XVI w. przez polinezyjskich osadników, zgodnie z innymi wyjaśnieniami nieco wcześniej wykonali je przybysze z Ameryki Południowej. W ustaleniu faktów nie pomaga brak historycznych zapisków na temat wyspy. Jedno jest pewne, tajemnicze moai, prawdopodobnie symbolizujące bogów lub zmarłych wodzów, do dziś robią niesamowite wrażenie. Szczególnie o zachodzie słońca, gdy mienią się kolorami na tle purpurowego nieba i powoli znikają w ciemności. Wtedy wyspiarze wolą się do nich nie zbliżać, bo uważają, że posągi są zamieszkane przez duchy i związane z najbardziej mrocznymi sekretami tej magicznej wyspy, położonej w sercu niezmierzonych oceanicznych przestworzy.

 

Wyspa Wielkanocna słynie z tajemniczych posągów moai z tufu wulkanicznego

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

GWIAZDY PÓŁNOCY

W Chile, zarówno na wyspach, jak i w jego kontynentalnej części, zachwyt wśród turystów budzi przede wszystkim przyroda – dzika i często zupełnie inna od tej, która otacza nas w Europie. Ogromne wrażenie wywierają m.in. pustynne, rozgrzane promieniami palącego słońca i niemal pozbawione śladów ingerencji człowieka przestrzenie na dalekiej północy, znanej jako Wielka Północ (Norte Grande). Znajduje się tu kilka przepięknych parków narodowych, np. graniczący z Boliwią Park Narodowy Lauca, należący do najwyżej położonych na świecie (niektóre miejsca leżą nawet na ponad 6300 m n.p.m.), w którym można podziwiać ośnieżone szczyty wulkanów oraz liczne jeziora i laguny.

        Największą i najchętniej odwiedzaną przez turystów atrakcję północy stanowi rozległa pustynia Atakama, uważana za jeden z najsuchszych obszarów na ziemi. Co ciekawe, w związku z niespodziewanymi opadami deszczu wywołanymi zjawiskiem El Niño tutejsze pustynne tereny w ciągu ostatnich paru lat kilka razy zakwitły, pokrywając się kolorowym dywanem kwiatów. Na zwiedzanie najlepiej przeznaczyć co najmniej dwa lub trzy dni. Polecam zatrzymać się w miasteczku San Pedro de Atacama, gdzie warto zajrzeć do muzeum archeologicznego (Museo Arqueológico R.P. Gustavo Le Paige) i XVIII-wiecznego kościoła zbudowanego z suszonej cegły (Iglesia de San Pedro). Sama miejscowość stanowi świetną bazę wypadową do największych okolicznych atrakcji, m.in. pola gejzerów El Tatio, Doliny Księżyca (Valle de la Luna), pełnej wydm i niezwykłych formacji skalnych wyrzeźbionych przez procesy erozji, i na solnisko Salar de Atacama, z którego rozciąga się widok na majestatyczny Licancabur (5920 m n.p.m.), należący do najwyższych wygasłych wulkanów w Andach.

        Charakterystyczną cechą północy są nie tylko księżycowe pejzaże, ale też ogromna liczba kopalń, głównie miedzi, najważniejszego produktu eksportowego kraju. W historii tutejszego górnictwa znajdziemy także polski akcent: jednym z jego najważniejszych patronów jest naukowiec i inżynier Ignacy Domeyko (1802–1889), który przez lata prowadził badania w tym rejonie i zasłużył się dla rozwoju chilijskiej geologii i mineralogii. Aby uczcić pamięć o polskim emigrancie, nazwano jego nazwiskiem m.in. jedno z pasm górskich w Andach (Cordillera Domeyko), miejscowość w regionie Atakama i planetoidę. A skoro mowa o kosmicznych odkryciach, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że na północy Chile znajduje się również duża liczba obserwatoriów astronomicznych, niektóre z nich są otwarte dla zwiedzających. Zapewne istnieje niewiele takich miejsc na świecie, gdzie kosmos wydaje się tak bliski i dostępny, a niebo jest równie gęsto zapełnione gwiazdami. Jeśli jednak ktoś nie ma czasu wybrać się na daleką północ, powinien pojechać na wycieczkę do magicznej doliny Elqui (w regionie Coquimbo), leżącej na tzw. Małej Północy (Norte Chico), pokrytej plantacjami owoców i naznaczonej sennymi, andyjskimi miasteczkami. Warto zatrzymać się tu w Pisco Elqui, które słynie m.in. z licznych wytwórni chilijskiego pisco (pisco chileno), czyli ulubionego alkoholu Chilijczyków, przypominającego brandy i uzyskiwanego ze sfermentowanych białych winogron. Jest ono produkowane w całym tym regionie, a to ze względu na sprzyjające warunki do uprawy winorośli. Co ciekawe, także Peruwiańczycy uznają pisco za swój trunek narodowy i od lat toczą z sąsiadami burzliwe spory o to, kto ma większe prawo do szczycenia się nim.

 

MAGIA POŁUDNIA

Jeśli nieco znuży nas gorący klimat północy i zatęsknimy za innymi krajobrazami, powinniśmy wybrać się na południe, np. do regionu Jezior (Los Lagos), gdzie zaczyna się Patagonia. Jednym z jego najpiękniejszych zakątków jest Puerto Varas, malowniczo położone nad jeziorem Llanquihue i przypominające miasta Szwajcarii czy Bawarii. Największe wrażenie wywiera tu widok na okoliczne wulkany: Osorno (2652 m n.p.m.) i Calbuco (2003 m n.p.m.), majestatycznie wznoszące się nad taflą wody.

        Kolejną atrakcję regionu, której nie można przegapić, stanowi wyspa Chiloé (Isla Grande de Chiloé) z lasami, latarniami morskimi oraz urokliwymi rybackimi wioskami i miasteczkami. Charakteryzuje się nieco tajemniczą atmosferą i własnym folklorem, mitami i tradycjami. Do dań miejscowej kuchni należy curanto, składające się z owoców morza, mięsa wieprzowego, kurczaka, kiełbasy, ziemniaków i warzyw. Według lokalnych przepisów powinno być gotowane w dziurze wykopanej w ziemi, na rozgrzanych kamieniach, co dodaje mu smaku. Na zachodzie wyspy znajduje się Park Narodowy Chiloé, pełen pięknych plaż, wydm, pradawnych lasów waldiwijskich i bagien. Z zachodnich wybrzeży w letnich miesiącach i przy lepszej widoczności można dostrzec pływające w oceanie delfiny czarnogłowe (toniny) i wieloryby (płetwale błękitne, walenie południowe). Trzeba jednak pamiętać, że przez większość roku na Chiloé jest pochmurno i sami jej mieszkańcy przyznają, że czasem deszcz pada tutaj niemal bez ustanku przez kilka tygodni bądź nawet miesięcy.

        Równie deszczowa i kapryśna pogoda panuje w regionie Araukania (La Araucanía), gdzie warto odwiedzić m.in. miasto Pucón, położone malowniczo nad jeziorem Villarrica. Nazwa tego ostatniego pochodzi od pobliskiego wulkanu (Volcán Villarrica – 2847 m n.p.m.), uważanego za jeden z najaktywniejszych nie tylko w Chile, ale i całej Ameryce Południowej – jego ostatnia erupcja, poprzedzona wstrząsami sejsmicznymi, miała miejsce w marcu 2015 r. Innym wulkanem, który stosunkowo niedawno dał o sobie znać, jest Chaitén (1122 m n.p.m.), znajdujący się ok. 260 km na południe od Puerto Varas. Po ponad 9 tys. lat uśpienia w maju 2008 r. wybuchł i zalał lawą leżące poniżej miasteczko o tej samej nazwie. Jego mieszkańców na szczęście w porę udało się ewakuować, ale Chaitén, wcześniej pełne życia i przyciągające turystów, zostało niemal całkowicie zniszczone.

 

KONIEC ŚWIATA

Jeszcze dalej na południe rozciąga się Aisén (Región de Aysén del General Carlos Ibáñez del Campo), najmniej zaludniony region w całym Chile (jedynie niewiele ponad 100 tys. mieszkańców). Tutejsza stolica – Coyhaique – to jedno z najpiękniej położonych, ale i też najbardziej odizolowanych miast w kraju. Stanowi ono znakomitą bazę wypadową m.in. do dziewiczego Rezerwatu Narodowego Cerro Castillo i Parku Narodowego Laguna San Rafael z ogromnym lodowcem San Rafael, zajmującym obszar ok. 760 km². Za atrakcję okolicy uchodzą również tzw. Marmurowe Jaskinie (Santuario de la Naturaleza Capilla de Mármol), uformowane w czystym marmurze i zatopione w wodach turkusowego jeziora General Carrera, największego w Patagonii (1850 km² powierzchni, w tym 978,12 km² na terytorium Chile, a reszta w Argentynie).

        Z kolei najgłębszym patagońskim akwenem (aż 836 m!) jest także niezmiernie rozległe jezioro O’Higgins (San Martín w Argentynie), mające w sumie 1013 km², leżące też na terenie Aisén (Aysén), który graniczy z wysuniętym najbardziej na południe regionem kraju, zwanym Magallanes i Chilijska Antarktyka (Región de Magallanes y de la Antártica Chilena). Znajduje się w nim najważniejsza przyrodnicza atrakcja chilijskiej Patagonii – Park Narodowy Torres del Paine. Wytyczono tu ponad 250 km przepięknych tras, wiodących raz przez zielone i soczyste lasy, łąki i pastwiska, innym razem po górskich zboczach. Pełen ośnieżonych szczytów, lodowców, turkusowych jezior i spektakularnych wodospadów park wydaje się baśniową krainą i od kwietnia 1978 r. figuruje na liście rezerwatów biosfery UNESCO. Najlepszą bazę wypadową w okolicy stanowi Puerto Natales, turystyczne miasteczko położone blisko 250 km na północny zachód od Punta Arenas (stolicy regionu Magallanes i Chilijska Antarktyka), uważanego za jedno z najpiękniejszych miast Chile, a kiedyś należącego do najbogatszych i najbardziej kosmopolitycznych ośrodków Ameryki Południowej – aż do otwarcia Kanału Panamskiego w sierpniu 1914 r. zaliczało się do najważniejszych portów na kontynencie i najruchliwszych na kuli ziemskiej. Dziś nadal pobrzmiewają w nim echa dawnego bogactwa i świetności, o których przypominają m.in. okazałe pałace oraz historyczny cmentarz ze śnieżnobiałymi grobowcami i równo przystrzyżonymi cyprysami.

        Oddychające przeszłością Punta Arenas leży nad Cieśniną Magellana, oddzielającą kontynentalną część Ameryki Południowej, Wyspy Królowej Adelajdy i wyspę Riesco od archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego). Odkryta w 1520 r. przez słynnego portugalskiego podróżnika cieśnina łączy Ocean Atlantycki ze Spokojnym. Ze względu na silne wiatry i prądy morskie w tej okolicy, a także podwodne skały stanowi ogromne wyzwanie dla żeglarzy. Dalekie południe Chile zdaje się przypominać piękną, lecz niegościnną krainę, pełną lodowców, fiordów i niezamieszkanych, poszarpanych falami wysepek. Na jednej z nich leży skalisty przylądek Horn (Cabo de Hornos), uważany tradycyjnie za najdalej na południe wysunięty punkt Ameryki Południowej (w rzeczywistości jest nim wysepka Águila w archipelagu Diego Ramírez). Od tego miejsca pochodzi nazwa Parku Narodowego Przylądka Horn – jednego z najbardziej dziewiczych i niedostępnych na kuli ziemskiej. Można się do niego dostać statkami wojskowymi lub handlowymi, które pływają z chilijskich portów do Europy, Afryki bądź na Antarktydę. Wiele rejsów na tę ostatnią odbywa się z ponad 2-tysięcznego Puerto Williams, wysuniętego najdalej na południe miasteczka na świecie. Powstało ono w latach 50. XX w. jako baza wojskowa i znajduje się na wyspie Navarino, ok. 300 km w linii prostej na południowy wschód od Punta Arenas. Pogoda jest tutaj kapryśna, a życie płynie spokojnie. Na Puerto Williams składa się zaledwie parę ulic, działa w nim kilka sklepów, restauracji, pensjonatów i hosteli, muzeum antropologiczne (Museo Antropológico Martín Gusinde), niewielkie lotnisko, port, baza chilijskiej marynarki wojennej, szpital, kościół katolicki, bank i jeden bankomat. W dzień wypełniają je odgłosy polarnego wiatru, rześkie, mroźne powietrze i nawoływania rybaków wyruszających na połów. Właśnie tu, na najdalszych krańcach cywilizacji, wydaje się mieścić finis terrae, czyli koniec świata, wietrzny i pełen mrocznego uroku, podobnie jak całe Chile odosobniony, dziewiczy i zachwycający wielką siłą i pięknem nieujarzmionej natury.

 

Masyw Torres del Paine składa się z trzech wysokich, granitowych iglic (wież)

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

Wydanie Lato 2018

Kolumbia – piękna, kusząca i egzotyczna

SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Więcej…

Argentyna - podróż życia

EMILIA GRZESIK

 

<< Tam, gdzie strzeliste szczyty łaskoczą niebo, ziarnka piasku ścigają się z wiatrem przez bezkresne równiny Patagonii, a Ocean Spokojny konkuruje z Atlantykiem – tam rodzi się przygoda. Wytrwałość podróżników przemierzających setki kilometrów surowej patagońskiej ziemi i odwaga żeglarzy wpływających w zdradliwe wody Cieśniny Magellana lub okolic przylądka Horn nabierają zupełnie nowego znaczenia, kiedy podziwiamy majestat andyjskich lodowców. Krajobrazy południowej Argentyny należą do jednych z najbardziej spektakularnych na naszej planecie. Dla mnie Patagonia wraz z Ziemią Ognistą stanowią wręcz symbole wielkich wypraw życia. >>

Południowoamerykańska Republika Argentyńska to kraj bardzo zróżnicowany. Ze względu na jego specyficzne położenie występuje tu kilka stref klimatycznych. Ukształtowanie terenu również nie jest jednolite: wschodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, a zachodnią – wysokie Andy. Pomiędzy nimi rozciągają się bezkresne równiny i porośnięta trawą pampa, na której pasie się bydło. To stąd pochodzi najlepsza na świecie argentyńska wołowina, królowa popularnego asado, czyli tradycyjnego grilla dla rodziny i przyjaciół (barbecue).

W moich oczach Argentyna zawsze była ziemią poszukiwaczy nowych lądów. Dlatego też by poczuć się jak oni, postanowiłam wyruszyć na jej najdalej wysunięty na południe kraniec, stanąć na brzegu kontynentu i rzucić wyzwanie nieznanemu.

Więcej…