KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl


<< Ten niezasiedlony aż do przybycia Portugalczyków w drugiej połowie XV w. archipelag, należący dziś do Republiki Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), znany był niegdyś wśród żeglarzy z produkcji wspaniałego grogu robionego z trzciny cukrowej oraz handlu niewolnikami. Obecnie wciąż zachwyca niezwykłą naturą, przepięknymi plażami nad oceanem i jedyną w swoim rodzaju europejsko-afrykańską kulturą wyspiarską. To świetny kierunek nie tylko dla indywidualnych turystów, miłośników sportów wodnych, ale również na firmowe wyjazdy integracyjne i motywacyjne (tzw. incentive), spotkania biznesowe, kongresy czy konferencje. Odkryjmy zatem ostatni raj na Atlantyku! >>

Nazwa państwa powstała od usytuowanego ok. 570 km na wschód stąd Przylądka Zielonego (po portugalsku Cabo Verde), leżącego obecnie na terenie Senegalu i stanowiącego najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Afryki. Jego terytorium tworzą powulkaniczne Wyspy Zawietrzne – Ilhas de Barlavento (w tym największe Santo Antão, São Vicente, bezludna Santa Luzia, São Nicolau, Sal i Boa Vista) i Wyspy Podwietrzne – Ilhas de Sotavento (główne to Maio, Santiago, Fogo, Brava). Najwyższym ich szczytem jest aktywny wulkan Pico do Fogo (na Fogo), wznoszący się na wysokość 2829 m n.p.m. Populacja kraju wynosi ok. 530 tys. osób, z czego mniej więcej połowa żyje na głównej wyspie Santiago (prawie 270 tys. mieszkańców), na której znajduje się stolica Republiki Zielonego Przylądka – 130-tysięczna Praia.
Ta dawna kolonia portugalska uzyskała niepodległość nie tak dawno temu, bowiem w lipcu 1975 r. Zdaniem wielu historyków, jako pierwszy do brzegów bezludnego jeszcze archipelagu dotarł w 1456 r. Portugalczyk Diogo Gomes (ur. ok. 1402–1420, zm. ok. 1502 r.). Inni autorzy uważają, że dokonał tego w 1460 r. wenecki żeglarz w służbie Królestwa Portugalii Alvise Cadamosto (1432–1488). Ostatnio liczni badacze przyznają palmę pierwszeństwa Genueńczykowi António da Noli (1415–1497). Kilka lat później, w 1462 r., założono tutaj na wyspie Santiago pierwszą osadę – Ribeira Grande (Wielka Dolina), bardziej znaną obecnie jako Cidade Velha, czyli Stare Miasto. Kolonia szybko stała się ważnym ośrodkiem handlu niewolnikami z Afryki oraz idealnym przystankiem dla statków na drodze do Indii. W XVIII w. jej znaczenie wzrosło w związku z zapotrzebowaniem na robotników w Ameryce Północnej. Zakaz niewolnictwa doprowadził do upadku gospodarczego regionu, a wielu jego mieszkańców emigrowało do USA, Portugalii, Holandii, Angoli, Senegalu i Brazylii. Nadzieję na rozwój przyniosło wyspom XIX stulecie, gdy w ich portach zaczęły się zaopatrywać w węgiel i inne zapasy liniowce kursujące po Oceanie Atlantyckim. Ostateczny cios gospodarce Cabo Verde zadało otwarcie Kanału Sueskiego w 1869 r., dzięki któremu Europę z Azją połączył nowy, krótszy szlak morski.

 

KSIĘŻYCOWY KRAJOBRAZ
Podczas lądowania na międzynarodowym lotnisku Amílcara Cabrala (Aeroporto Internacional Amílcar Cabral) na wyspie Sal – jednej z najbardziej turystycznych w archipelagu – ze zdziwieniem oglądam jej księżycową panoramę. Zastanawiam się, gdzie podziała się ta zieleń z nazwy kraju. Pasażerów wita się po portugalsku (czyli w języku urzędowym) i po kreolsku (kriolu kabuverdianu). Na ulicach pobliskiego miasteczka Espargos usłyszymy natomiast mieszankę języków afrykańskich oraz europejskich. Właśnie tu najlepiej rozpocząć naszą przygodę. Infrastruktura turystyczna Sal jest na wysokim poziomie: na gości czekają nowoczesne kompleksy wypoczynkowe i hotele o różnym standardzie (zwłaszcza w Santa Maria) oraz dogodne warunki do uprawiania sportów wodnych w okolicy zadbanych rajskich plaż, oblewanych przez turkusową wodę. Do najpopularniejszych aktywności należą kite- i windsurfing, żeglarstwo, wędkarstwo, pływanie kajakami i nurkowanie. W trakcie podwodnej wycieczki możemy przyjrzeć się ciekawym formacjom lawowym, zwiedzić jaskinie lub łatwo dostępne wraki.

FOT. BARRACUDA TOURS

Piaszczyste wybrzeże wyspy Sal


     Po portugalsku sal oznacza „sól”. Na wyspie, zgodnie z jej nazwą, znajdziemy do dziś używane saliny (salinas). W 1833 r. ówczesny gubernator Cabo Verde i Gwinei Manuel António Martins (1772–1845) zaczął tutaj pozyskiwać sól z oceanu, co okazało się później bardzo dochodowym interesem. W czasach największego rozkwitu towar eksportowano na całe afrykańskie wybrzeże, do Brazylii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dziś w miejscowości Pedra de Lume wykąpiemy się w zasolonym jeziorku, w którym bez problemu będziemy unosić się na wodzie. Utworzony w kraterze dawnego wulkanu zbiornik mieni się kolorami: różem, bielą i żółcią, a krajobrazowi uroku dodają jeszcze pobliskie pagórki.

 

RADOSNA WYSPA
São Vicente nosi imię św. Wincentego z Saragossy, ponieważ została odkryta w 1462 r. 22 stycznia, czyli w dniu, w którym kościół katolicki (a także prawosławny) wspomina tego męczennika. Z tej najbardziej roztańczonej i rozśpiewanej wyspy archipelagu pochodziła znana na całym świecie artystka Cesária Évora (1941–2011), przedstawicielka typowego dla tego regionu gatunku muzyki i stylu tańca morna, charakteryzującego się melancholijnymi melodiami i akompaniamentem gitary klasycznej (dla Kabowerdyjczyków violão) czy cavaquinho (strunowego instrumentu podobnego do małej gitary) oraz skrzypiec (nazywanych na Cabo Verde rabeca). To dzięki „bosonogiej divie”, jak ją ochrzczono, gdyż zazwyczaj występowała bez butów, ludzie usłyszeli o tym niewielkim wyspiarskim kraju. Wokalistka urodziła się w największym mieście São Vicente – ponad 70-tysięcznym Mindelo. Dziś – obok stołecznej Prai – jest ono dynamicznie rozwijającym się pod względem kulturowym i ekonomicznym centrum Republiki Zielonego Przylądka. Tę pozycję zawdzięcza m.in. niedawno odnowionemu Porto Grande (Wielkiemu Portowi), przepięknie usytuowanemu w głębokiej zatoce (Baía do Porto Grande). Cumują w nim nawet pełne turystów luksusowe statki wycieczkowe, a jego bardzo nowoczesną marinę odwiedzają jachty z różnych zakątków globu.

FOT. BARRACUDA TOURS

Monte Verde (750 m n.p.m.) – najwyższy szczyt na São Vicente


     Co tak naprawdę przyciąga gości z całego świata na tę wyspę? To karnawał, który zmienia Mindelo w małe Rio de Janeiro. Jego mieszkańcy zaczynają świętować popołudniu w niedzielę przed środą popielcową. We wtorek odbywa się niesamowita największa impreza tych kilku dni, a w sam Popielec wybiera się królową zabawy. Choć tutejszy karnawał wywodzi się z europejskich tradycji, wiele elementów przejął od swojego sławnego brazylijskiego odpowiednika. Podczas parady zespoły (wśród nich np. Mandingas de Ribeira Bote, Sonhos sem limite, Cruzeiros do Norte, Vindos do Oriente czy Flores de Mindelo) rywalizują ze sobą na najpiękniejsze stroje, najciekawsze układy taneczne i muzykę. Jedna za drugą suną wysokie, kolorowe platformy z postaciami z bajek i świata fantasy. Na ulicach miasta ludzie bawią się wtedy razem do białego rana, nie zważając na dzielące ich różnice. Sami Kabowerdyjczycy ściągają tutaj ze wszystkich części archipelagu. Dla Europejczyków to niepowtarzalna okazja do wzięcia udziału w wyjątkowo barwnym święcie zupełnie za darmo.

 

FABRYKA GROGU
O rześkim poranku z portu w Mindelo płyniemy promem do Porto Novo na pobliskiej Santo Antão. Ze względu na góry, sięgające nawet do 1979 m n.p.m. (Topo da Coroa), i drogę prowadzącą serpentynami w głąb lądu uchodzi ona za najbardziej malowniczą wyspę kraju. Jej południowa część charakteryzuje się dość pustynnym krajobrazem. Na północy natomiast znajdują się zielone stoki górskie o stromych zboczach. Ten drugi rejon świetnie nadaje się na trekkingi i całodzienne wędrówki. Na Santo Antão jest kilka miejsc, które trzeba zobaczyć. Jej obszar znaczą urokliwe ribeiras, czyli głębokie wąwozy (np. Ribeira da Garça, Ribeira Grande czy Ribeira da Janela). Życie toczy się w nich w małych osadach, gdzieniegdzie stoją tylko pojedyncze domy. Niektóre gospodarstwa zostały zbudowane tak wysoko, że wodę w baniakach z niżej położonych źródeł przywozi się na osiołkach. Trasy bywają tutaj niezwykle trudne i wymagające dobrej kondycji fizycznej, lecz właśnie z nich można podziwiać najwspanialsze widoki. Na wyspie wykorzystuje się każdy skrawek urodzajnej ziemi – na polach założonych na kamiennych tarasach (czasem leżących na niewiarygodnie dużych wysokościach) rolnicy uprawiają trzcinę cukrową, kukurydzę, banany, papaje i inne rośliny. Ludzie mieszkający w górach są niezmiernie serdeczni. Na okrzyk Bom dia! (z portugalskiego „Dzień dobry!”) zaraz z wielkim uśmiechem odpowiadają Bom dia, todo bom? („Dzień dobry, wszystko w porządku?”).

FOT. BARRACUDA TOURS

Wioska Corvo na północno-wschodnim brzegu wyspy Santo Antão


     Santo Antão słynie też z destylarni lokalnej odmiany rumu zwanej grogiem (nie mylić z napojem alkoholowym z rozcieńczonego rumu). Do jego produkcji niezbędna jest – oczywiście – trzcina cukrowa, której źdźbła miejscowe dzieciaki chrupią dla ugaszenia pragnienia. Podczas wędrówki przez plantacje wyczuwa się zapach fermentującego soku, powstającego w prasie tłoczącej (trapiche) i opalanego wysuszonymi resztkami łodyg w kotle na piecu. Ten dość mocny trunek pije się tu z nalewką z limonek, a przy wyjściu z fabryki grogu można zakupić go w butelkach po portugalskim winie. Wieczorem warto odpocząć w otoczonym malowniczymi górami sympatycznym miasteczku Ribeira Grande z uroczym labiryntem wąskich uliczek.

 

POGROMCY WULKANÓW
Poruszanie się po archipelagu ułatwiają szybkie połączenia sprawnie działającej narodowej linii lotniczej TACV. My także korzystamy z jej usług i już po chwili z okien samolotu spoglądamy na wyjątkowy cud natury – drzemiący wulkan Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). Wyspa Fogo, na której się znajduje, nazywała się niegdyś São Filipe – tak jak największe jej miasto (obecnie ponad 10-tysięczne). Wspinaczce na wulkaniczny szczyt podoła każda osoba o dobrej kondycji fizycznej. Jeden ze znaczniejszych wybuchów Pico do Fogo nastąpił w 1847 r., a ostatnia erupcja miała miejsce pod koniec listopada 2014 r.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

Parque Natural do Fogo rozciąga się na obszarze ok. 85 km²


     Po minięciu tablicy Parque Natural do Fogo wjeżdżamy w rozległą starą kalderę, na której wyrósł nowy stożek oraz mały trzeci krater. Jedna ściana wulkanu spada prosto do Oceanu Atlantyckiego, co tworzy widok jak z księżyca. Wędrówkę na sam wierzchołek najlepiej zacząć z samego rana. Wchodzimy ścieżką z zastygłej lawy i form wulkanicznych. Za naszymi plecami leży maleńka osada Chã das Caldeiras (na wysokości ok. 2000 m n.p.m.), w której mieszkańcy żyją bez elektryczności i innych udogodnień cywilizacyjnych (chociaż niektórzy z nich używają własnych generatorów). Obserwujemy Atlantyk i wznoszącą się nad nim mgłę. Kilka godzin później jesteśmy niemal u celu. Do tej pory ziemia utrzymuje tu tak wysoką temperaturę, że bez trudu uda się od niej przypalić papierosa. Przy użyciu wpiętych na stałe metalowych lin wspinamy się na szczyt, aby podziwiać przepiękną panoramę Fogo i okolicznych wysepek. Ogromną frajdę sprawiło nam też zejście z wulkanu. Idąc za namową naszego przewodnika, po prostu zbiegliśmy w dół ile sił w nogach. Za nami unosiła się wielka chmura pyłu, a my ze zmęczenia na sam koniec nie mieliśmy już nawet siły się śmiać. To była zdecydowanie jedna z największych atrakcji całego wyjazdu.

 

NA CZARNEJ PLAŻY
Prawdziwi kawosze znajdą na Fogo swoją małą mekkę. W okolicach miejscowości Mosteiros uprawia się najlepszą kawę na archipelagu – niezmiernie aromatyczną Café do Fogo. Jej plantacje założone na zboczach doliny odgradza od wybrzeża i wulkanu pas stromych skał Bordeira, wznoszący się na wysokość 1000 m n.p.m. Mieszkańcy wyspy o wschodzie słońca rozpoczynają pracę przy krzewach. Po popołudniu wracają z prawie 30-kilogramowymi workami, wypełnionymi owocami, które suszą na dachach swoich domów.
     Poza tym na szczególne zainteresowanie zasługuje także szeroka, czarna plaża Fonte Vila (Praia de Fonte Vila), oddzielona od São Filipe wysokim klifem. Samo miasto należy do najlepiej zachowanych kolonialnych ośrodków w Republice Zielonego Przylądka. Wśród jego kolorowej zabudowy wyróżniają się sobrados, wystawne wille bogatych kolonizatorów. Pierwsze piętro ozdabiają drewniane werandy, mniej reprezentatywny parter zazwyczaj zamieszkiwali niewolnicy i służący.
     Podobnie jak cały archipelag, Fogo jest praktycznie całkowicie pustynna. Ze względu na małą ilość opadów woda stanowi tutaj cenne dobro. Kobiety codziennie przynoszą ją z lokalnej studni. Niestety, instalacje do odsalania wody morskiej funkcjonują obecnie tylko w większych miastach kraju.

 

AFRYKAŃSKIE KORZENIE
Historia Cabo Verde nierozłącznie wiąże się z niewolnictwem. Ponieważ przez kilkaset lat kolonia była punktem tranzytowym w handlu niewolnikami z Afryki, dzisiaj aż ponad 480 tys. Kabowerdyjczyków stanowią Mulaci. Widać to szczególnie na głównej wyspie Republiki Zielonego Przylądka – Santiago – i w jej największym mieście – stołecznej Prai, centrum gospodarczym i politycznym państwa. Po odwiedzeniu jej głównego targu można wywnioskować, że najważniejszym źródłem dochodów w kraju jest rolnictwo. Uprawia się tutaj kukurydzę, ziemniaki, maniok, groch, a często również (na potrzeby własne i eksport) orzechy kokosowe, trzcinę cukrową, kawę, banany i daktyle. Dużą rolę w gospodarce odgrywa też rybołówstwo. Niestety, miejscowi rybacy nie korzystają z bardziej zaawansowanych rozwiązań technologicznych, a większość ryb z oceanu w tym rejonie trafia do sieci zagranicznych poławiaczy. Z roku na rok coraz większe znaczenie zdobywa także turystyka. Wiele rodzin otrzymuje środki finansowe od swoich krewnych mieszkających za granicą. Szacuje się, że aż ponad 500 tys. osób wyemigrowało z Cabo Verde do Afryki, Europy i Ameryki. Mimo swojej niskiej pozycji ekonomicznej Republika Zielonego Przylądka stara się uczestniczyć w życiu politycznym kontynentu afrykańskiego.

 

PODRÓŻE FIRMOWE
Ten kraj znakomicie sprawdza się przy organizacji interesujących wyjazdów typu MICE (skrót od angielskiego meetings, incentives, conferences, exhibitions – spotkania, wyjazdy motywacyjne, konferencje, wystawy) i team building (budowanie zespołu). Od kilku lat zagraniczne firmy inwestują w tę gałąź turystyki na wyspach i wciąż rozbudowują swoje oferty. Wśród najciekawszych propozycji na archipelagu królują sporty wodne, których nauki podejmują się profesjonalni instruktorzy. Dużą popularnością cieszy się zwłaszcza kitesurfing. Zajęcia z niego prowadzi m.in. uczestnik XXVII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Sydney w 2000 r. czeski kajakarz górski Tomáš Kobes, posiadający na wyspie Sal swoją szkołę wind- i kitesurfingową. Tych dwóch widowiskowych sportów nauczy nas również Kabowerdyjczyk Mitu Monteiro, mistrz świata w kiteboardingu z 2008 r. Na São Vicente kapitan Berno Niebuhr, zdobywca wielu prestiżowych nagród w międzynarodowych zawodach wędkarskich, organizuje wycieczki na połów marlinów zakończone grillowaniem na plaży. Na sąsiedniej Santo Antão czekają wspaniałe trasy trekkingowe, a na Santiago lokalna drużyna piłkarska chętnie rozegra z obcokrajowcami mecz towarzyski.

 

***

 

Republika Zielonego Przylądka oferuje mnóstwo atrakcji zarówno dla turystów indywidualnych, miłośników sportów wodnych, jak i uczestników firmowych wyjazdów. Na archipelagu nie można się nudzić: wypoczniemy na nim tuż nad dziewiczym brzegiem Atlantyku, pościgamy się z wiatrem i falami oceanu, będziemy podziwiać spektakularne widoki z górskich szczytów. Wśród jego sympatycznych mieszkańców poczujemy się naprawdę miłymi gośćmi, a ślady kolonialnej historii znajdziemy w licznych miejscach na wyspach. Nie zawiedziemy się również poziomem infrastruktury turystycznej, która ciągle się rozwija. Ten rajski zakątek Afryki tylko czeka, aby go odkryć!

Artykuły wybrane losowo

W 7 dni dookoła Islandii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

 

<< Islandia bywa często określana mianem „Nowej Zelandii Europy”. Swoje piękno i popularność wśród turystów zawdzięcza wyjątkowemu położeniu geograficznemu, a także surowemu i wilgotnemu klimatowi. Przyciąga podróżników przede wszystkim wspaniałą przyrodą, iście księżycowymi krajobrazami oraz ogromnymi przestrzeniami niezamieszkałych terenów. Za jedną z głównych atrakcji tej fascynującej wyspy uważa się wulkany, których jest ok. 130. Aż 18 spośród nich było aktywnych w ciągu ostatnich dwunastu stuleci. Do największych należą Askja, Katla, Hekla, Hvannadalshnúkur (będący jednocześnie najwyższym szczytem kraju – 2110 m n.p.m.) i Eyjafjallajökull (który spowodował ogromne zamieszanie w międzynarodowym ruchu lotniczym w kwietniu 2010 r.). Poza tym znajdziemy tu również gejzery, gorące źródła, lodowce, wodospady i fiordy. Nie należy też zapominać o tym, że ze względu na bliskość koła podbiegunowego północnego latem na Islandii słońce świeci prawie 24 godziny na dobę, a zimą występują noce polarne, podczas których na niebie pojawiają się przepiękne zorze.>>

Ísland, czyli po islandzku „Kraina Lodu”, leży w północnej części Oceanu Atlantyckiego, na południe od koła podbiegunowego północnego oraz ok. 290 km na wschód od Grenlandii i 750 km na północny zachód od Szkocji. Na jej terytorium składa się głównie wyspa Islandia, a także kilka mniejszych wysepek, w tym archipelag Vestmannaeyjar. Funkcję stolicy pełni Reykjavík, a największymi spośród pozostałych trzydziestu miast są Kópavogur, Hafnarfjörður, Akureyri, Reykjanesbær i Garðabær. Jedynie w tych sześciu ośrodkach miejskich liczba ludności przekracza 10 tys. Jednak to nie one stanowią o niezwykłej atrakcyjności tego kraju, lecz jego nieskazitelna i różnorodna przyroda.

Więcej…

Aktywny wypoczynek na Wyspach Kanaryjskich

 

Filip Werstler

 

 Parque Rural del Nublo we wnętrzu górzystej wyspy Gran Canaria

3700

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/ALEX BRAMWELL

 

Wyspy Kanaryjskie znane były już starożytnym, którzy określali je mianem Wysp Szczęśliwych. Trudno się zresztą z nimi nie zgodzić. Archipelag położony na Oceanie Atlantyckim należy do najpiękniejszych miejsc na świecie. Panujący tu klimat czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla ludzi regionów na ziemi. Liczba słonecznych dni w ciągu roku zdecydowanie przekracza 300 na większości z wysp. Rzadkie opady deszczu występują głównie późną jesienią, zimą i na początku wiosny. Temperatura powietrza utrzymuje się w granicach 17–25°C przez okrągłe 12 miesięcy. Te wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne nie tylko wprowadzają przybyszów w dobry nastrój, ale także stwarzają znakomite możliwości do uprawiania rozmaitych sportów. A gdy aktywnie spędzamy czas, czujemy się przecież szczęśliwsi.

 

Na archipelag składa się siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro) i okoliczne małe wysepki. Region należy do Hiszpanii, chociaż bliżej stąd do Afryki niż Europy. Największe jego miasta to Santa Cruz de Tenerife (ponad 200 tys. mieszkańców) i Las Palmas de Gran Canaria (ok. 380 tys.).

 

Najważniejszy atut tego archipelagu stanowi jego różnorodność. Każda wyspa jest inna, dlatego warto dowiedzieć się, jakie rodzaje sportu można uprawiać w konkretnych miejscach. Wybór mamy naprawdę duży. Wszelcy amatorzy aktywnego wypoczynku z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

 

Ferteventura i silne wiatry

 

Według niektórych teorii malownicza Fuerteventura, leżąca zaledwie ok. 100 km od północno-zachodniego wybrzeża Afryki, wzięła swoją nazwę od hiszpańskich słów fuerte („silny”) i viento („wiatr”). Dziś wyspa jest prawdziwą mekką wind- i kitesurferów z całego świata. Panują na niej wręcz wymarzone warunki dla pasjonatów tych sportów, dotyczy to zwłaszcza wschodnich brzegów. Wiatr wiejący z zachodu osiąga w tej okolicy dość dużą siłę, ale jednocześnie powoduje, że powierzchnia wody staje się dość płaska. Szczególną popularnością cieszy się miejscowość Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). Wynika to z faktu, że leży ona w najwęższej części Fuerteventury, gdzie wiatry są najmocniejsze. Ze względu na tak sprzyjające warunki powstały tutaj liczne ośrodki wind- i kitesurfingu. Największe na wyspie jest działające od 1984 r. centrum René Egli by Meliã położone w tym samym niezmiernie urokliwym miejscu, co luksusowy Hotel Meliã Gorriones (4 gwiazdki plus) wyróżniający się pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i dużym wyborem basenów, a mianowicie tuż przy bajkowej plaży Sotavento, którą uważa się nawet za jedną z najpiękniejszych na całym globie. Wzdłuż niej ciągnie się płytka 4-kilometrowa laguna, nadająca się wyśmienicie do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem (także pod czujnym okiem profesjonalnych polskich instruktorów!). W tej części Fuerteventury, dzięki zjawisku tunelu wietrznego, wieje praktycznie przez cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu naprawdę trudno znaleźć lepsze warunki do uprawiania tych widowiskowych sportów. Dlatego też już od 1986 r. (zwykle na przełomie lipca i sierpnia) odbywają się tutaj Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup). Przybywają na nie najlepsi sportowcy, a również liczni kibice i dziennikarze sportowi z różnych krajów. Oprócz podziwiania na żywo ekscytujących zmagań zawodników można się w tym czasie także rozerwać. Zawodom, które trwają zazwyczaj od ok. 10.00 do 18.00, towarzyszą dodatkowe atrakcje – specjalny namiot z przysmakami lokalnej kuchni, występy muzyków na żywo i bogaty program dla całych rodzin. Wieczorami, od godz. 21.00, zaczynają się klimatyczne szalone imprezy do białego rana i ciekawe koncerty. Te mistrzostwa, świetnie zorganizowane przez René Egli by Meliã (pod kierownictwem niezmiernie profesjonalnej Anniki Ingwersen), warto polecić każdemu.

 

Jednak na Fuerteventurę można wybrać się nie tylko w okresie wspomnianego wydarzenia. Sezon na uprawianie sportów panuje na niej właściwie przez cały rok. Obok przepięknej plaży Sotavento wind- i kitesurferzy odwiedzają również inne miejsca na wyspie. Wielu z nich zatrzymuje się w wysuniętych na południe miasteczkach Jandía i Morro Jable (należących razem ze wspomnianą już miejscowością Costa Calma do gminy Pájara), gdzie z uwagi na położenie geograficzne także wieją silne wiatry. Niektóre osoby udają się natomiast na północ, w okolice Dunas de Corralejo, czyli spektakularnych wydm leżących niedaleko 20-tysięcznego kurortu Corralejo, będącego stolicą turystyczną tej części Fuerteventury. Tutejsze wybrzeże jest wielką atrakcją nie tylko dla amatorów sportów wodnych, ale i dla wszystkich marzących o wypoczynku w malowniczym otoczeniu. Bezkresne piaski przyciągają turystów z całej wyspy. W tym miejscu można uprawiać m.in. surfing, wind- i kitesurfing, stand up paddling (SUP) oraz grać w gry plażowe, biegać czy spacerować. To jedyny w swoim rodzaju zakątek, z pewnością warty odwiedzenia podczas aktywnych wakacji.

 

Zachodnie brzegi Fuerteventury są mniej popularne. Świetnie odnajdą się tu surferzy, choć ta część lądu jest słabiej skomunikowana. Jednak wysokie fale, powstające pod wpływem silnego wiatru wiejącego znad Atlantyku, rekompensują wszelkie trudności związane z dojazdem. Do głównych ośrodków surfingowych na wyspie należą La Pared czy El Cotillo. Mimo iż to niewielkie miejscowości, mają szczęście znajdować się w idealnych miejscach. Dzięki ich małej popularności nie przybywają do nich tłumy turystów, co sprawia, że warunki do szaleństw na wodzie są w tym rejonie doskonałe. Poza tym na wyróżnienie zasługuje też z pewnością Park Naturalny Jandía (Parque Natural de Jandía) z niesamowicie urokliwą plażą Cofete. Kręcono na niej sceny do filmu Ridleya Scotta Exodus: Bogowie i królowie z 2014 r. Nad niemal 14-kilometrowym piaszczystym brzegiem unosi się nigdy nieopadająca mżawka wywołana uderzeniami fal, a w tle widać góry oddzielające wybrzeże od reszty lądu. Prowadzącą tutaj malowniczą trasę pokrywa w dużej części nawierzchnia szutrowa.

 

Na Fuerteventurze popularnością cieszy się też stand up paddling

SUP Pic by John Carter PWA

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/LEX THOONEN

 

Trekking na GRAN CANARII

 

Gran Canaria, obok Fuerteventury i Teneryfy, uchodzi za jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów z Europy. W 2015 r. odwiedziło ją ponad 3,2 mln ludzi z kilkudziesięciu krajów. Na jej atrakcyjność wpływa duże zróżnicowanie pod względem klimatycznym i przyrodniczym. Co roku ściąga tu mnóstwo osób nastawionych na aktywny wypoczynek. Podobnie jak na Fuerteventurze także na Gran Canarii spotkamy licznych miłośników surfingu, wind- i kitesurfingu, choć warunki do uprawiania tych sportów są na niej mniej stabilne.

 

Na wyspie można również z powodzeniem odbywać wyprawy trekkingowe. Pokrywa ją wiele odpowiednich do tego celu tras. Zainteresowaniem cieszą się m.in. wycieczki do Roque Nublo (1813 m n.p.m.) – wznoszącej się pod niebo niemal 80-metrowej wulkanicznej skały (przywodzi ona na myśl Maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego). Przypominająca kolumnę formacja stoi nad głęboką przepaścią. Prezentuje się naprawdę imponująco, dlatego turyści często decydują się przyjrzeć się jej z bliska. W okolicy warto też wejść na znajdujący się nieopodal Pico de las Nieves – najwyższy szczyt Gran Canarii, wznoszący się na wysokość 1956 m. n.p.m. Można do niego dojechać głównie samochodem albo rowerem. Rozpościera się stąd wspaniała panorama, koniecznie trzeba więc zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

 

Zupełnie niepopularna jest natomiast wyprawa na dziewiczą plażę Güigüi (Guguy), którą miejscowi uznają za najpiękniejszą na wyspie. Być może zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię dlatego, że nie została usypana z białego piasku i nie udaje Karaibów jak pobliskie Playa de los Amadores czy Playa de Anfi del Mar. Prezentuje prawdziwe oblicze archipelagu – ciemny wulkaniczny brzeg otaczają wysokie majestatyczne klify i oblewają spienione fale Oceanu Atlantyckiego. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ta wycieczka wymaga lepszej kondycji. My naszą wyprawę rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem. Ok. godz. 5.00–5.30 wsiedliśmy w autobus w miejscowości Puerto de Mogán. Podaliśmy nazwę interesującej nas plaży, a kierowca dowiózł nas na przystanek na rozstaju dróg położony najbliżej naszego celu. Stąd mieliśmy do pokonania pieszo ok. 25-kilometrową trasę wiodącą głównie przez góry.

 

Na początku przemierzyliśmy 8 km po asfalcie do miejscowości Tasártico. Tu warunki się zmieniły. Dalej szliśmy już po szutrze i skałach aż do samego końca. Gdy trasa zaczęła piąć się pod górę, zauważyliśmy drogowskaz informujący o tym, że do celu zostało nam jeszcze 17 km. Ta część wyprawy była najbardziej wymagająca. Najpierw musieliśmy pokonać kilka kilometrów ostrego podejścia po średnio wyrobionej ścieżce. Zajęło nam to mniej więcej 2 godz. z jedną krótką przerwą na nabranie sił. Jednak po dotarciu na szczyt czekała nas wspaniała nagroda – cudowny widok na leżącą w dole zatokę i pobliską Teneryfę z górującym wulkanem Teide. Przez jakąś godzinę odpoczywaliśmy i cieszyliśmy się tym miejscem, po czym ruszyliśmy w dół. Ten ostatni odcinek wyglądał równie pięknie i osobliwie. Wokół nie dało się dostrzec żadnych śladów cywilizacji, zabudowań czy sklepów. Na ścieżce także nie spotkaliśmy nikogo. Nasze telefony nie łapały również zasięgu sieci komórkowych. Po drodze napotykaliśmy natomiast coraz więcej lokalnej roślinności.

 

Po dotarciu na plażę mogliśmy rozkoszować się jej niezwykłą urodą. Kilkusetmetrowe klify odgradzały resztę lądu od oceanu. Na rozległym i czystym piaszczystym brzegu byliśmy sami. W spokoju przyglądaliśmy się Teneryfie oddalonej od nas o niecałe 200 km. Najcudowniejszy moment tego dnia stanowił zachód słońca. Chowa się ono tutaj za szczytami sąsiedniej wyspy. To widok jedyny w swoim rodzaju, wręcz idylliczny.

 

Podczas planowania wycieczki na plażę Güigüi (Guguy) należy pamiętać o zapewnieniu sobie transportu powrotnego. Do wyboru mamy dwa wyjścia: wrócić tą samą drogą, ale będzie to bardzo męczące, albo dzień wcześniej umówić się z miejscowym rybakiem, aby przypłynął po nas o wskazanej porze. Naszą trójkę taka usługa kosztowała ok. 15 euro za osobę.

 

Oprócz uprawiania trekkingu na Gran Canarii można np. grać w golfa (choćby w jedynym na całym archipelagu resorcie z dwoma profesjonalnymi 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort!), nurkować (działa na niej nawet w kurorcie Puerto de Mogán polska szkoła Delphinus, a także nowatorskie centrum Sea TREK Spain w resorcie Anfi del Mar, zapraszające na spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie!) albo jeździć konno. Na wyspie pojawia się zresztą coraz więcej firm oferujących ten ostatni rodzaj aktywności. Zazwyczaj takie wyprawy trwają 1–4 godz. i odbywają się w różnych częściach lądu. Ceny wahają się od 20 do 90 euro w zależności od organizatora i długości trasy. Kilka firm wyróżnia się wysokim standardem, profesjonalizmem i rozbudowaną ofertą. Jedną z nich jest bez wątpienia El Salobre Horse Riding. Należące do niej ranczo z kilkunastoma wierzchowcami leży na południu, nieopodal turystycznej stolicy Gran Canarii – Maspalomas (ok. 10 minut od niej). W okolicy znajdują się przepiękne wydmy, wulkaniczne szlaki i tropikalne plantacje. Poza tym ten rejon charakteryzuje się oryginalną florą i fauną. To wszystko przyciąga wielu miłośników jazdy konnej z różnych krajów (w tym i z Polski!). Zdecydowanie warto rozważyć wybranie się na wycieczkę po wyspie na końskim grzbiecie, tym bardziej że tutejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy czynią z niej ekscytujące przeżycie.

 

Na archipelagu wzrasta też zainteresowanie kolarstwem, dotyczy to zwłaszcza Gran Canarii i Teneryfy. Uprawianiu tego sportu sprzyjają m.in. duże różnice wysokości i przyjazny klimat przez okrągły rok. Poza tym znajdują się tu niezmiernie malownicze i kręte drogi. Wielbicieli jazdy na rowerze przyciągają wymagające trasy ze spektakularnymi widokami. Na Gran Canarii prowadzą one zazwyczaj przez jej wnętrze, które jest w mniejszym stopniu zamieszkane i rzadziej odwiedzane przez turystów. Wyspa charakteryzuje się znaczną różnorodnością szlaków. Lokalne firmy oferują usługi na wysokim poziomie – zajmują się nie tylko wypożyczaniem sprzętu, ale także organizują wycieczki czy nawet specjalne obozy kolarskie, które trwają zazwyczaj od 5 do 10 dni. Pakiety obejmują zakwaterowanie w komfortowym hotelu, transport i częściowe wyżywienie (half board, czyli śniadanie i obiadokolację). Jeżeli chcemy jedynie wypożyczyć rower górski lub kolarzówkę, będzie nas to kosztować od ok. 12 euro za dzień (70 euro za tydzień).

 

Surowa Lanzarote

 

Jak na większości wysp w archipelagu, również na Lanzarote bardzo dużą popularnością cieszą się surfing, wind- i kitesurfing oraz stand up paddling (SUP). Amatorzy tych dyscyplin zjeżdżają głównie do miejscowości Famara (Caleta de Famara). Jednak można tutaj robić jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy.

 

Lanzarote znana jest choćby z zawodów triatlonowych. W ciągu roku odbywa się na niej kilka takich imprez sportowych, z których największą sławą na całym świecie cieszą się te z serii IRONMAN. Od ich uczestników wymaga się naprawdę bardzo dobrego przygotowania. Muszą oni przepłynąć 3,86 km, pokonać na rowerze dystans 180,25 km i przebiec odcinek 42,20 m (maraton) bez żadnej przerwy. Dlatego też ten wyścig uchodzi za wyjątkowo trudny i budzi niemałe zainteresowanie nie tylko wśród osób chcących sprawdzić swoją wytrzymałość, lecz także i widzów. Club La Santa IRONMAN Lanzarote (jego tegoroczna edycja odbędzie się 20 maja) to jedna z imprez cyklu zawodów organizowanych przez World Triathlon Corporation. Stanowi nie lada gratkę dla amatorów triatlonu i kibiców sportowych.

 

Okolice wyspy odwiedzają również chętnie nurkowie. Nic więc dziwnego, że na jej południowym krańcu, na słynnym wybrzeżu Playa Blanca, znajdziemy nawet polskie centrum Delphinus Lanzarote, dawne Cool Dive. Miłośnicy wielkiego błękitu mogą tu podziwiać faunę typową dla Oceanu Atlantyckiego. Poza tym ostatnio, 11 stycznia 2017 r., w sąsiedztwie Lanzarote (w Bahía de Las Coloradas, na głębokości mniej więcej 12–14 m) otwarto zupełnie nowe, pierwsze w Europie, podwodne muzeum – Museo Atlántico. Składa się na nie imponujący zbiór celowo zatopionych rzeźb brytyjskiego artysty Jasona deCairesa Taylora. Można przyjrzeć im się z bliska podczas ok. 1-godzinnej wyprawy nurkowej wyruszającej z Mariny Rubicón (cena 12 euro od osoby dorosłej) lub z trochę dalszej odległości w trakcie rejsu wolno płynącym statkiem ze szklanym dnem.

 

Kolejną unikatową na skalę europejską propozycją są firmowane przez system Sea TREK niesamowite spacery po dnie Atlantyku bez sprzętu dla nurków i ukończenia specjalistycznego szkolenia. Dzięki kaskowi z doprowadzanym tlenem wizytę w podwodnym królestwie Wysp Kanaryjskich złożymy już po przejściu 10-minutowego instruktażu, nawet jeżeli nie potrafimy pływać. Na tego typu rozrywkę zaprasza wszystkich chętnych szkoła nurkowa Native Diving w modnym kurorcie Costa Teguise na wschodnim wybrzeżu Lanzarote (oraz wspomniane centrum Sea Trek Spain w Anfi del Mar na Gran Canarii). Schodzi się wówczas na maksymalną głębokość 6 m, a cała przyjemność trwa 45 minut i kosztuje 60 euro od osoby dorosłej.

 

Na wyspie znajduje się również mnóstwo tras dla miłośników trekkingu i jazdy na rowerze. Szlaki są wyjątkowo atrakcyjne ze względu na tutejsze malownicze powulkaniczne krajobrazy. Na terenie miejscowego Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) doszło do jednej z najdłuższych erupcji w dziejach nowożytnych (w latach 1730–1736 codziennie z ok. 300 kraterów wypływały olbrzymie ilości lawy). Surowa okolica wywiera na zwiedzających ogromne wrażenie. Wspaniałe piesze wycieczki można organizować nie tylko na obszarze parku (ponad 51 km² powierzchni). Zabronione jest poruszanie się po nim na rowerze górskim, ale dozwolone – na szosowym. Na tym ostatnim pojeździmy po głównej drodze parkowej, która stanowi zresztą część trasy słynnego wyścigu triatlonowego Club La Santa IRONMAN Lanzarote. Na całej wyspie znajdziemy wiele urokliwych i dobrze przygotowanych tras rowerowych, choćby Costa Teguise – Arrieta (42 km, dość trudny do pokonania odcinek, na tę wyprawę należy przeznaczyć ok. 5–6 godzin) czy Costa Teguise – Los Cocoteros (30 km, szlak średnio trudny, ok. 3,5–4-godzinny).

 

Jazda rowerem górskim na Lanzarote dostarcza ekscytujących wrażeń

12822

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/SERAFÍN ARGIBAY CARBALLADA

 

Pełna atrakcji Teneryfa

 

Zdaniem wielu turystów Teneryfa ma ze wszystkich kanaryjskich sióstr najwięcej do zaoferowania. To świetne miejsce do uprawiania rozmaitych sportów wodnych, trekkingu po zróżnicowanym terenie czy jazdy na rowerze wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Z pewnością jedną z ciekawszych i mniej typowych form aktywności jest golf. W ostatnich latach cieszy się on tutaj coraz większą popularnością. Profesjonalne pola do gry znajdziemy na kilku wyspach. Najwięcej powstało ich na Teneryfie i Gran Canarii (na tej ostatniej na uwagę zasługuje m.in. jedyny na całym archipelagu resort z dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort, położony niedaleko opisywanego już nieco szerzej rancza z końmi El Salobre Horse Riding). Cenią je sobie zarówno doświadczeni golfiści, jak i osoby początkujące.

 

Ośrodki na Teneryfie leżą w jej południowej części, w pobliżu znanych turystycznych kurortów takich jak Playa de Las Américas, Costa Adeje i Los Cristianos (słynących również z doskonałych warunków do uprawiania surfingu, nurkowania, żeglarstwa czy sportów motorowodnych), oraz w rejonie północnym i zachodnim. Warto tu wymienić choćby Golf Costa Adeje i Golf Las Américas oraz Golf del Sur i Amarilla Golf & Marina na terenie gminy San Miguel de Abona. Charakteryzują się one nie tylko wysoką jakością oferowanych usług czy zróżnicowanym stopniem trudności, lecz także wyjątkowo malowniczym położeniem. W trakcie gry można podziwiać wspaniałe widoki np. na Ocean Atlantycki. Oprócz tego niewątpliwy atut profesjonalnych pól golfowych w tym regionie stanowią panujące tutaj warunki klimatyczne. Jak już wspominałem, przez zdecydowaną większość roku na archipelagu jest słonecznie i wystarczająco ciepło, aby spędzać czas na świeżym powietrzu. Dlatego na golfa na Teneryfę warto przylecieć zawsze, w listopadzie, marcu bądź lipcu. Poza nią równie korzystnymi warunkami szczyci się południe Gran Canarii. Na obu wyspach turystyka golfowa z roku na rok coraz bardziej się rozwija.

 

Piękna i różnorodna Teneryfa, największa i najludniejsza w archipelagu (2034 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców), to również znakomity region na ciekawe wędrówki piesze. Miejscowe agencje turystyczne oferują też wycieczki objazdowe do najbardziej spektakularnych punktów widokowych czy wyprawy na wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Wejście na ten najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich i całej Hiszpanii powinno być obowiązkowym zadaniem dla wszystkich spędzających aktywnie urlop w tym rejonie.

 

La Palma pod gwiazdami

 

Na północny zachód od Teneryfy leży La Palma. Turystyka masowa dopiero na nią dociera. Znajdziemy tu wciąż niewiele rozległych kompleksów hotelowych w porównaniu z opisanymi już czterema największymi wyspami. Dla odmiany mocno rozwija się w tym miejscu turystyka alternatywna. Ten zakątek archipelagu budzi więc zainteresowanie osób, które preferują ruch na świeżym powietrzu.

 

La Palma słynie z malowniczych zielonych terenów i dużej aktywności wulkanicznej. Ze względu na bogatą florę i faunę często wybierają się na nią miłośnicy przyrody i amatorzy długich pieszych wycieczek. Zwiedzających przyciąga zwłaszcza położony w centrum wyspy Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), lubiany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych turystów. Trasy na jego obszarze mają od kilku do kilkunastu kilometrów, dlatego na wyprawę najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Trzeba także pamiętać o odpowiednim obuwiu i sprzęcie do pieszych wędrówek. Z uwagi na znaczne różnice wysokości sugeruje się wynajęcie przewodnika, gdyż pokonywanie niektórych szlaków bywa czasami dość niebezpieczne.

 

Na tego typu wycieczki można udać się również do Bosque de Los Tilos (Los Tiles) – bujnego lasu wawrzynowego zamieszkanego przez endemiczne gatunki zwierząt, jak np. gołębie kanaryjskie i laurowe czy liczne rzadkie bezkręgowce. Inne popularne miejsce stanowi okolica szczytu Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie aktywny wypoczynek urozmaica podziwianie nocnego nieba. W tej części La Palmy znajduje się obserwatorium astronomiczne (Observatorio del Roque de los Muchachos – 2396 m n.p.m.), uchodzące za jedną z największych jej atrakcji. Powszechnie wiadomo, że Wyspy Kanaryjskie znakomicie nadają się do obserwowania gwiazd (mogłem się o tym przekonać m.in. na dziewiczej plaży Güigüi). Jednak właśnie w tym rejonie archipelagu panują najlepsze do tego warunki, dzięki czemu tutejszy kompleks cieszy się sporym zainteresowaniem turystów.

 

Wybrzeże La Palmy chętnie odwiedzają też zapaleni surferzy. Ze względu na niespokojne wody Atlantyku cenią je zwłaszcza osoby bardziej zaawansowane. Choć istnieje tu kilka punktów, w których wynajmiemy deski czy wykupimy kurs dla początkujących, to miejsce rekomendowane jest raczej dla doświadczonych pogromców fal. Do najpopularniejszych należy mniej więcej 500-metrowa Playa de Los Guirres (Playa Nueva), znajdująca się na zachodnim brzegu La Palmy. Wspaniałe warunki panują także w pobliżu dzikiej plaży Nogales, leżącej na północnym wschodzie.

 

Niepozorne El hierro i la gomera

 

Park Narodowy Garajonay, La Gomera

3917

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/CARLOS SPOTTORNO

 

Dwie najmniejsze z siedmiu głównych wysp archipelagu nie zostały jeszcze opanowane przez turystykę masową. Uczestnicy licznych wycieczek fakultatywnych przybywają na nie na ogół promami lub samolotami z Teneryfy, Gran Canarii czy La Palmy (na El Hierro i La Gomerze działają małe lotniska). Dlatego zazwyczaj pojawiają się tutaj ludzie nastawieni na konkretne aktywności. Dużym zainteresowaniem cieszą się rejsy jachtami i wyprawy na obserwowanie waleni biskajskich, płetwali Bryde’a, grindwali, delfinków pręgobokich czy delfinów. Spokojna El Hierro jest najdalej wysunięta w głąb oceanu, dlatego fascynuje eksploratorów podwodnego świata.

 

La Gomera przyciąga uwagę przybyszów przede wszystkim swoimi zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – na południu położone są skaliste tereny, centrum i północ natomiast pokrywają rozległe lasy wawrzynowe, w których występują różne rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Spodoba się tu również miłośnikom geologii i wulkanologii, a to ze względu na dużą aktywność wulkaniczną w tym regionie. Zróżnicowanie terenu sprzyja odbywaniu wycieczek pieszych i rowerowych, które stanowią popularną aktywność na wyspie. W jej środkowej i północnej, bardziej zielonej części znakomicie jeździ się na rowerach górskich.

 

El Hierro doceniają z kolei wielbiciele podwodnych przygód. Ściągają oni przede wszystkim do miejsca o nazwie Punta de La Restinga (Punta Restinga) – najdalej na południe wysuniętego punktu Hiszpanii. To bodajże najlepszy rejon do nurkowania na całym archipelagu ze względu na wielkie bogactwo flory i fauny oraz znaczną różnorodność form skalnych. W tej okolicy, na terenie Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas), można natknąć się na rozmaite gatunki rekinów czy mant, a także wiele innych stworzeń, niespotykanych gdzie indziej w regionie. Pod wodę schodzi się tutaj zazwyczaj na głębokość od kilkunastu do nawet 50 m, co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Punta de La Restinga i Mar de Las Calmas muszą się znaleźć w planie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie każdego zapalonego nurka.

 

Egzotyczna przygoda pod żaglami

WOJCIECH KUDER

 

<< Jeszcze do niedawna jachting kojarzono z rozrywką zarezerwowaną wyłącznie dla milionerów. Czasy się jednak zmieniają, a ponieważ ten typ turystyki stał się dużo bardziej dostępny, liczba jego miłośników rośnie z roku na rok. Również w Polsce przybywa firm oferujących morskie podróże do najbardziej odległych i tajemniczych zakątków kuli ziemskiej. Nic w tym dziwnego, gdyż rejs komfortowym jachtem lub wygodnym katamaranem to doskonały sposób na odkrywanie świata: poznawanie innych krajów, ich mieszkańców oraz lokalnej kultury. Nie zapominajmy też, że do niektórych niezmiernie urokliwych, dziewiczych miejsc na naszej planecie dotrzemy tylko od strony morza. >>

Więcej…