Anna César Winiarek
www.cuba-miamor.blogspot.com

 

<< Są trzy rzeczy, które rozsławiły Kubę na cały świat: cygara, rum i tutejsza muzyka. Z nimi zresztą kojarzy się ona większości obcokrajowców i to dla nich ściągają do niej liczni turyści. Kubanka wydmuchująca cygarowy dym, ludzie spędzający czas w hawańskim barze ze szklaneczką złocistego rumu w dłoni, para tańcząca salsę na ulicy – takie zdjęcia widzieli prawie wszyscy z nas. Pora przenieść się do miejsc, gdzie zostały zrobione. >>

Republika Kuby zajmuje największą wyspę archipelagu Wielkich Antyli – Kubę (ok. 110 tys. km² powierzchni) – oraz pobliskie mniejsze wysepki (Isla de la Juventud – Wyspę Młodości, Cayo Coco, Cayo Guillermo, Cayo Largo del Sur, Cayo Jutía itd.). Posiada wybrzeże nad Morzem Karaibskim, Zatoką Meksykańską i Oceanem Atlantyckim. Socjalistycznym rajem przywódcy rewolucji kubańskiej Fidela Castro (ur. w 1926 r. w Biránie w prowincji Holguín na wschodzie kraju) rządzi obecnie (od lutego 2008 r.) jego młodszy brat Raúl (ur. w 1931 r.).
Ten wyjątkowy region Karaibów posiada bardzo wiele twarzy. Najlepiej poznawać go więc według jakiegoś klucza. Dlatego w tym wydaniu magazynu All Inclusive chcielibyśmy zaprezentować Państwu trzy ważne elementy jego kultury, wokół których toczy się życie Kubańczyków.

 

AKSAMITNY DYM
Flagowym kubańskim towarem, eksportowanym na cały świat, są – oczywiście – cygara (puros). Jedna trzecia z 400 mln sztuk sprzedawanych rocznie poza Kubą pochodzi właśnie z niej. Dla porównania na wyspie co roku kupuje się ich 250 mln! Statystyki te podwyższają sami torcedores („zwijacze”). Otóż wolno im wypalić nieograniczoną ich liczbę w godzinach pracy. Fachowcy muszą być przecież doceniani, gdyż to od zręczności ich palców zależy w dużej mierze jakość cygara. Nie może być ono zwinięte ani za mocno, ani za luźno, ponieważ nie uda się wtedy odpowiednio zaciągnąć dymem. Zawód ten zazwyczaj przechodzi z pokolenia na pokolenie i po formalnym terminowaniu adepci tego rzemiosła zaczynają od wykonywania najmniej skomplikowanych produktów. Ich zadanie nie należy do łatwych i jest dalekie od zwykłego rolowania liści tytoniu – to niemal rodzaj sztuki. Istnieje kilkadziesiąt firm wytwarzających cygara (najbardziej znane kubańskie marki to Cohiba, Montecristo, Partagás czy Romeo y Julieta), posiadających w swojej ofercie od kilku do kilkunastu typów, które różnią się pomiędzy sobą jakością, mocą, długością czy kolorem. Każda z nich ma własne receptury, niemniej jednak proces produkcji wszędzie wygląda podobnie.

FOT. CUBAINFO.DE

Sklepy z wyrobami tytoniowymi oferują produkty różnych marek


     Najpierw zbiera się liście na plantacji tytoniu i jeszcze na niej składuje je w specjalnie zaprojektowanych do tego przewiewnych szopach, gdzie schną i fermentują. To bardzo ważny moment, gdyż nie mogą być one zbyt wilgotne, ponieważ zgniją, ani za suche, bo wtedy będą się łamać i nie nadadzą się do zwinięcia. Odpowiednio wysuszone trafiają do fabryk, gdzie powtórnie się je nawilża, przywracając im nieco elastyczność. Każdy liść jest ręcznie rozprostowywany przez pracowników, usuwających też z niego żyłki, a następnie odkładany do jednej z grup (wyróżnia się 15 klas w zależności od struktury, jakości oraz kolorów liści). Dopiero z tak posegregowanego materiału zaczyna się zwijanie: najpierw kilku liści ligero („miękkich”), które dają cygaru moc, potem paru seco („suchych”) dla aromatu, aż wreszcie kilku volado („latających”), zapewniających równomierne palenie. Te trzy warstwy to tzw. wkładka, okrywana kolejnymi liśćmi capote przy jednoczesnym nadawaniu cylindrycznego kształtu produktowi. Tak przygotowane cygaro wkłada się do specjalnej formy przypominającej nieco imadło i zaciska z odpowiednią siłą. Po wyjęciu owija się je jeszcze najładniejszym liściem (capa), z którego robi się również półokrągłą pokrywę, tzw. koronę, zamykającą jeden z jego końców. Z drugiej strony przycina się je gilotyną, a całość odymia. Taki wyrób podlega najpierw kontroli jakościowej, a później zapakowany zostaje do drewnianego, zwykle cedrowego, pudełka. Zanim jednak trafi do konsumenta, przechowuje się go w pomieszczeniach o ustalonej temperaturze i wilgotności.

FOT. CUBAINFO.DE

Pracownik na plantacji tytoniu

 

     Koneserzy cygar, aby zapewnić im w domu warunki podobne do tych z fabryki, kupują specjalne humidory (pojemniki do przechowywania), dzięki którym nie wysychają one i na długo zachowują świeżość. Ceniony na całym świecie towar znalazł uznanie wśród takich osobistości jak premier brytyjski Winston Churchill (1874–1965) czy amerykański prezydent John Fitzgerald Kennedy (1917–1963). Ten ostatni kazał w przeddzień podpisania embarga na eksport z Kuby do Stanów Zjednoczonych w lutym 1962 r. sprowadzić z niej co najmniej 1000 sztuk tego kubańskiego złota, a w USA po dziś dzień nie można go oficjalnie kupić. Co roku za to skrzynkę najlepszych cygar dostaje hiszpańska rodzina królewska w podziękowaniu za zezwolenie na produkcję, ponieważ wcześniej odbywała się ona w Sewilli w Hiszpanii.
     W Hawanie obchodzi się doroczny festiwal tych tytoniowych wyrobów (Festival del Habano), który ściąga nie tylko amatorów palenia, ale także konkurentów próbujących podpatrzeć kubańską sztukę zwijania (najbliższa jego edycja odbędzie się od 23 do 27 lutego 2015 r.). Nie powinien dziwić fakt, że najdłuższe cygaro świata wpisane do Księgi rekordów Guinnessa (długość 81,8 m) powstało – oczywiście – na Kubie. Wykonał je w 2011 r. José Castelar Cairo.

 

I BUTELKA RUMU!
W tym kraju trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek imprezę bez rumu, jego narodowego trunku. Historycy do dzisiaj spierają się, skąd pochodzi jego nazwa, ale na pewno wiemy, że trzcinę cukrową przywiózł na Karaiby Krzysztof Kolumb (1451–1506). Z czasem okazało się, że panują tutaj idealne warunki do jej uprawy – lepsze niż na którejkolwiek z wysp należących wtedy do Hiszpanii. Plantacje zaczęły więc powstawać na każdym kroku.
     Rum wytwarza się na bazie melasy lub soku z trzciny cukrowej – guarapo, który nadal pija się na Kubie, i – podobnie jak kiedyś – wyciska się w prymitywnych prasach i od razu podaje. Proces produkcji składa się z 3 etapów: fermentacji, destylacji i w końcu dojrzewania. To właśnie od tej ostatniej fazy zależy później w dużej mierze kolor i smak trunku. Zaraz po destylacji jest on przezroczysty, dopiero leżakowanie w dębowych beczkach nadaje mu barwę: od złocistej po ciemnobrązową. Czasami doprawia się go karmelem bądź innymi dodatkami. Możemy wyróżnić 3 podstawowe rodzaje rumu: biały – najkrócej starzony, zazwyczaj 3- lub 5-letni, złoty (przybierający kolor od jasnego złota do bursztynu) oraz ciemny (zabarwiony na ciemnobursztynowo, a nawet mahoniowo) – dojrzewający przez 7 do 10 lat. Nieliczne odmiany leżakują więcej niż 10 lat, gdyż ponoć po tym okresie trunek zaczyna smakować podobnie do koniaku i tylko niektóre marki zatrudniają ekspertów, potrafiących temu zapobiec. Drinki i koktajle, np. mojito, daiquiri czy Cuba libre, przygotowuje się głównie na bazie rumu białego i złotego, ten ciemny natomiast pija się z lodem. Obecnie kubański specjał uchodzi niewątpliwie za jeden z najlepszych na świecie.

 

MUZYCZNY RAJ
Drugi nieodłączny element zabawy na Kubie stanowi muzyka. Rozbrzmiewa ona wszędzie i jest stałym elementem życia codziennego. Niewiele znajdziemy krajów na ziemi z tak bogatym dziedzictwem muzycznym, jakie posiada ta wyspa. To swoista mieszanka tradycji przywiezionych z Europy i Afryki, na której rozwój wpłynęła historia regionu: kolonizacja, upowszechnienie niewolnictwa, walki wyzwoleńcze i kolejne kontakty z kulturą Starego Świata. Afrykańskie brzmienia bębnów wymieszały się z europejskimi dźwiękami skrzypiec, kontrabasów, gitar, fletów i instrumentów dętych. Układy kroków tak różnych od siebie tańców, pochodzących z dwóch odmiennych kontynentów, połączyły się na Kubie i stworzyły nową formą ekspresji dla ludzi zamieszkujących tę gorącą i parną wyspę.

FOT. MATEUSZ KNOL

Kubańczycy muzyką umilają sobie lepsze i gorsze dni w życiu


     Za najważniejszy gatunek muzyki kubańskiej uważa się danzón, wywodzący się z habanery wzorowanej na kontredansie popularnym szczególnie we Francji w końcu XVIII w. Jego elementy można odnaleźć zarówno u współczesnych wykonawców na prowincji, jak i w jazzie. Z czasem ten styl zaczął być zastępowany przez również tradycyjny son cubano, który to z kolei narodził się we wschodniej części Kuby i dzięki filmowi dokumentalnemu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r. stał się powszechnie rozpoznawalny poza krajem. Po premierze odżył też kubański jazz, jedna z najciekawszych odmian tego gatunku na świecie. Wielu tutejszych muzyków po wyemigrowaniu z ojczyzny zrobiło karierę w Europie i USA. Niewątpliwie do najbardziej znanych jazzmanów z Kuby należą Bebo Valdés (1918–2013), który skomponował ścieżkę dźwiękową do znakomitego obrazu animowanego Chico i Rita (2010 r.), oraz jego syn Chucho (ur. w 1941 r. w Quivicán w prowincji Mayabeque).

FOT. CUBAINFO.DE

Zabawa przy gorących kubańskich rytmach


     Pochodzący z Hiszpanii wiejski obyczaj wspólnego muzykowania znalazł odbicie w pieśniach guajiras. Najsłynniejszym utworem tego stylu jest Guantanamera skomponowana najprawdopodobniej w 1929 r. przez José Fernándeza Díaza (1908–1979), bardziej znanego jako Joseíto. Do dziś tradycyjnej poezji śpiewanej wykonywanej z towarzyszeniem gitary, lutni i instrumentów perkusyjnych, czyli trova, posłuchamy w istniejących w każdym, nawet najmniejszym mieście kraju casas de la trova – lokalach, gdzie zawsze występują na żywo jacyś artyści. Piosenki jej odmiany nueva trova, rozwiniętej pod koniec lat 60. XX w., opowiadają o życiu codziennym, jego radościach i smutkach. Współcześnie reprezentuje ją np. Silvio Rodríguez (ur. w 1946 r. w San Antonio de los Baños w prowincji Artemisa).

 

W KUBAŃSKIM RYTMIE
Rumba z kolei stanowi zarówno rodzaj muzyczny, jak i taniec. Ze względu na nierówne tempo bywa trudna do opanowania. Początkowo wykonywali ją niewolnicy i była wyrazem buntu przeciwko segregacji rasowej. Później z rumby wykształciło się jeszcze kilka odmian, m.in. guaguancó, które do dzisiaj spotkamy na Kubie. Niewiele mają one jednak wspólnego z pokazową jej wersją, znaną nam z popularnego programu telewizyjnego Taniec z gwiazdami. Podobnie rzecz ma się z salsą – ta z parkietów Europy czy USA, to tzw. salsa liniowa, natomiast typ kubański tak naprawdę nazywa się casino i różni się od zagranicznych odpowiedników dość znacznie krokami i układem figur. Często na wyspie można zobaczyć też tańczących w kole kilka lub kilkanaście par wymieniających się partnerami – tak wygląda rueda de casino. W tym miejscu wypada również wspomnieć o światowej sławy krajowym balecie (Ballet Nacional de Cuba), założonym w październiku 1948 r. w stołecznej Hawanie przez niezrównaną Alicię Alonso (jako zespół baletowy), nadal odnoszącym sukcesy na arenie międzynarodowej.
     Według niektórych ekspertów na Kubie istnieje 25 gatunków muzycznych. Obecnie znajdziemy wśród nich także nowocześniejsze nurty, jak np. timba, będąca połączeniem sonu, jazzu, rocka i funku, lub cubaton, czyli kubańska odmiana bardzo popularnego we wszystkich krajach latynoskich reggaetonu. To właśnie ten ostatni króluje współcześnie na ulicach i w klubach. Choć trudno w tekstach jego piosenek doszukać się głębszych przemyśleń, to są one w pewnym sensie odzwierciedleniem pragnień młodego pokolenia, które ideały rewolucji uważa za relikt przeszłości, chce iść z duchem czasu, korzystać z postępu technologicznego i wyrywa się ku wolności, również słowa. Tymczasem izolacja za niewidzialnymi kratami reżimu powoduje, że często jedyną rozrywką pozostaje siedzenie na murku słynnej nadmorskiej hawańskiej promenady Malecón z plastikowym kubkiem wypełnionym rumem przy dźwiękach wspomnianego reggaetonu. Taniec do tego typu muzyki, imitujący ruchy aktu seksualnego, wciąż w Europie i wielu innych częściach świata uchodzi za obsceniczny, tutaj jednak nie widzi się w nim nic złego. Społeczeństwo kubańskie nie traktuje seksu jako tabu. Dosadne komplementowanie wdzięków przechodzącej ulicą kobiety jest na porządku dziennym. Oczywiście, sama zainteresowana powinna się obruszyć, ale jednocześnie w głębi – poczuć się dowartościowana. Prawdopodobnie to dzięki temu Kubanki mają tak niezachwianą wiarę w siebie i są więcej niż asertywne. Mężczyzn natomiast nie zraża kobieca odmowa, próbują do upadłego, co często kończy się dla nich rozłożeniem na łopatki przez zazdrosnego męża, partnera lub innego rywala.

 

„LOS CUBANOS”
Tak starszym, jak i młodszym Kubańczykom nie można na pewno odmówić umiejętności tanecznych. Poczucie rytmu wyssali oni chyba z mlekiem matki. Muzyka i taniec są nieodłączną częścią życia codziennego i również w nich, nie tylko w rumie, topią swoje smutki i niedole. No hay que llorar, que la vida es un carnaval y las penas se van cantando („Nie ma co płakać, życie to karnawał, a smutki odgoń śpiewem”) – śpiewała Celia Cruz (1925–2003). Ten wers świetnie oddaje kubański sposób na problemy – jeśli coś złego cię spotkało, idziesz najpierw wygadać się znajomym, a potem potańczyć i pośpiewać, kłopotami zajmiesz się później. W tym właśnie tkwi sekret pogody ducha mieszkańców wyspy, którzy skłonni bywają raczej widzieć szklankę do połowy pełną. Kubańczycy dużo się uśmiechają, prawie zawsze są skorzy do żartów, chętnie ucinają sobie pogawędki w pracy, sklepie czy na ulicy i nie ma dla nich takiej rzeczy we wszechświecie, która nie mogłaby poczekać do jutra. Dlatego jeśli usłyszymy z ich ust, że coś zrobią mañana („jutro”), to musimy wiedzieć, że oznacza to bliżej nieokreśloną przyszłość, a w wielu przypadkach po prostu „nigdy”.
     Mieszkańcy Kuby to także zagorzali patrioci, dumni ze swojego dziedzictwa narodowego. Nie przeszkadza to im jednak w fascynacji Stanami Zjednoczonymi, które traktują jako swoją ziemię obiecaną. Wyjazd do USA jest dla wielu Kubańczyków nie tylko marzeniem, ale wręcz najważniejszym celem, i liczni z nich ryzykują życie, aby go urzeczywistnić. Nic w tym dziwnego, skoro tak naprawdę to osoby mieszkające za granicą utrzymują finansowo swoje rodziny pozostające w kraju. Daje się co prawda dostrzec powolne zmiany zachodzące w kubańskiej gospodarce, ale trudno uznać to za obietnicę trwałego rozwoju.
     Od niedawna można już kupować na Kubie domy i mieszkania, nowe i używane samochody sprowadzane z Europy. Auta jednak kosztują tak dużo, że potrzeba by kilkudziesięciu lat, żeby na taki pojazd zaoszczędzić. Te absurdy systemu znamy aż za dobrze z naszej własnej historii.
     Towary, które docierają do kraju, pochodzą na ogół albo z rządowego importu z Chin, albo od krewnych z zagranicy. Nie brak tutaj nowoczesnych laptopów, telefonów typu smartfon i innych zdobyczy technologicznych. Oczywiście, nie znajdziemy ich w zwykłej sprzedaży i ceny posiadają zazwyczaj wyższe niż sugerowane przez producenta, ale prawie wszystko udaje się dostać. Jeśli czegoś nie ma, to pomoże nam miejscowa poczta pantoflowa, prawdziwe osiągnięcie kubańskiej rewolucji. Dzięki niej najprawdopodobniej sprowadzimy to, czego akurat potrzebujemy. W amerykańskim mieście Miami (w stanie Floryda oddalonym od wybrzeży Republiki Kuby o ok. 150 km) działa mnóstwo firm wysyłkowych, a dziennie realizuje się na wyspę kilka lotów czarterowych. Poza tym Kubańczyk zawsze zna kogoś, kogo kuzyn lub kolega wybiera się za granicę.
     Zaradnym mieszkańcom Kuby nie sposób zarzucić braku pomysłowości w rozwiązywaniu większości spraw. Jakiegokolwiek rodzaju nie byłby to problem, todo se resuelve („wszystko da się załatwić”). Dzięki ich hartowi ducha, optymizmowi i sprytowi, mimo biedy i panującego ustroju, ten od zawsze modny kierunek turystyczny, pełen wspaniałych atrakcji dla każdego, stanowi przyjemne miejsce do zwiedzania i błogiego odpoczynku.
     Karaibski luz, gorący temperament mieszkańców wyspy, radosna muzyka i taniec, a dla koneserów wyborny rum i wyśmienite cygara to składniki, które w odpowiednich proporcjach dadzą nam przepis na udane kubańskie wakacje. Być może właśnie teraz jest na nie najlepszy moment, zanim klimatyczną Kubę zaleją amerykańskie produkty i weekendowi turyści z USA.

Artykuły wybrane losowo

Good Morning, Wietnam!

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Kraj przytulony do Zatoki Tonkińskiej i Morza Południowochińskiego zazwyczaj łączony jest z wojną, śmiercią i zniszczeniem. Ale turysta nie musi już przedzierać się przez pola minowe, żeby znaleźć dziewicze plaże, cuda natury oraz zabytki starej i bogatej kultury.

Dzień doooobry, Wietnam! – przeciągłe powitanie rozerwało ciszę wiosennego poranka 1965 r. Zaczęła się audycja Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych, a za mikrofonem siedział Adrian Cronauer, niedawno przeniesiony z bazy w Grecji. Nowy didżej łamał sztywny gorset reguł wojskowej rozgłośni, która zazwyczaj nudziła żołnierzy obwieszczeniami i niekończącymi się pogadankami. Cronauer opowiadał dowcipy na antenie, puszczał popularną muzykę i walczył z przełożonymi o zachowanie audycji, która przecież nie licowała z powagą armii. Jednak żołnierze go kochali.

Więcej…

Odkrywanie Kuby

MARTYNA GNIADKOWSKA

 

<< Piaszczyste plaże, kołyszące się nad turkusową wodą palmy, wszechobecna muzyka i taniec, świeżo skręcone aromatyczne cygara, orzeźwiające drinki na bazie rumu oraz brodate twarze Ernesta „Che” Guevary i Fidela Castro – taki obraz Republiki Kuby znajdziemy w większości przewodników. Jednak aby poznać ten kraj, nie wystarczy o nim przeczytać, trzeba go odwiedzić i samemu przekonać się, czy to, co o nim piszą, jest prawdą. >>

Niewątpliwie egzotycznego rysu dodaje Kubie także fakt, że Fidel Castro zamienił ją w enklawę socjalizmu i do dziś panuje w państwie ustrój socjalistyczny. Obywatele polscy przed przekroczeniem granicy kubańskiej muszą wyrobić sobie wizę. Powinni również posiadać paszport ważny jeszcze co najmniej 3 miesiące od planowanej daty opuszczenia kraju.

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA