PAWEŁ SKAWIŃSKI


<< Handlowym szlakiem, który powstał ponad 2 tys. lat temu i łączył Wschód z Zachodem, ciągnęły karawany kupców wiozące jedwab, złoto i srebro. Jego północną odnogę przemierzył także, jeszcze przed słynnym Markiem Polo, pierwszy polski podróżnik Benedykt Polak podczas misji dyplomatycznej do mongolskiego chana. Droga, którą podążał, wiodła przez stepy Kazachstanu i góry Uzbekistanu. >>

Republika Kazachstanu, dziewiąte pod względem powierzchni państwo świata, mające ponad 2,7 mln km², leży na dwóch kontynentach: europejskim (12 proc. terytorium, na zachód od rzeki Emba) i azjatyckim (88 proc.). Jego południowy sąsiad, Uzbekistan, jest krajem 6 razy mniejszym. Zajmuje obszar niemal 450 tys. km². Mimo to mieszka w nim więcej ludności (powyżej 30 mln osób), a sami Uzbecy są najliczniejszym narodem Azji Środkowej. W rejonie tym panuje suchy klimat śródlądowy z małą roczną ilością opadów, a jednak osadnictwo na tych terenach sięga czasów prehistorycznych.
W Uzbekistanie warto zwiedzić m.in. stołeczny Taszkent, prawie 2,5-milionową metropolię, a także trzy niezmiernie zabytkowe prawdziwe perły architektury, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Samarkandę, Bucharę czy Chiwę nad Amu-Darią ze wspaniałym ufortyfikowanym wewnętrznym miastem – Iczan Kałą. Kazachstan to przede wszystkim ogromne stepy, które można przemierzać konno lub za kierownicą samochodu terenowego. Na granicy obu krajów znajduje się słynne wysychające Jezioro Aralskie, nazywane przez Kazachów i Uzbeków Morzem Aralskim.    

 FOT. MATEUSZ KNOL

Trzy zdobione gmachy medres na placu Registan w Samarkandzie

 

 

WYPRAWA DO CHANA
Franciszkanin Benedykt Polak (ok. 1200–1252) został włączony do jednej z najniebezpieczniejszych misji dyplomatycznych swojego czasu dzięki świetnej znajomości języków ruskich (dziś nazywanych wschodniosłowiańskimi). Zadaniem delegacji pod przewodnictwem Włocha Jana di Piano Carpiniego (ok. 1182–1252) było przekonać wielkiego chana mongolskiego do sojuszu z chrześcijanami przeciw muzułmanom. Dotychczas Mongołowie, zwani u nas Tatarami (choć Tatarzy stanowili jedynie część armii mongolskiej), uporczywie nękali granice europejskich państw i po przegranej sromotnie bitwie pod Legnicą w 1241 r., podczas której rycerstwo polskie wspierały nieliczne zastępy krzyżaków, joannitów i templariuszy, niebezpieczeństwo stało się zbyt poważne, żeby je ignorować. Dlatego papież Innocenty IV (ok. 1195–1254) nakazał swoim wysłannikom dowiedzieć się podczas poselstwa jak najwięcej o azjatyckich najeźdźcach.  

FOT. CARAVANISTAN.COM

Za największy skarb kazaskich stepów uchodzą od zawsze konie


    Wyprawa rozpoczęła się w kwietniu 1245 r. we francuskim Lyonie. We Wrocławiu do legata papieskiego dołączył Benedykt Polak. W okolicach Jeziora Aralskiego posłowie dotarli do kazaskich stepów. Bezkresne równiny tego kraju wciąż robią ogromne wrażenie na podróżnikach. Niektóre biura turystyczne organizują nawet po nich kilku- lub kilkunastodniowe wycieczki konne. Konie zawsze były najważniejszą częścią miejscowej kultury. Żyjące na tych terenach ludy oswoiły te zwierzęta już w czasach prehistorycznych. Do dziś w Kazachstanie pije się kobyle mleko i wyprawia końską skórę. W okolicy stycznia kazaskie bazary zapełniają się koniną, głównym składnikiem regionalnego dania – beszbarmaku.

 

POLACY NA STEPACH
Przybysze z Polski pojawili się znów w Azji Środkowej dopiero na przełomie XIX i XX w. Była to emigracja liczna, dobrowolna, w poszukiwaniu lepszego życia. W 1897 r. żyło tu już prawie 12 tys. naszych rodaków. Pod koniec lat 30. XX w. ponad 100 tys. z nich wysiedlono głównie do Azji Centralnej i na Syberię. Józef Stalin (1878–1953), przywódca Związku Radzieckiego, miał na celu pozbawić ludzi ich korzeni i rzucić w zupełnie nowe miejsce, gdzie staliby się mniej skłonni do buntu.
    Tuż po II wojnie światowej Kazachstan zamieszkiwało mniej więcej 50 tys. Polaków. Obecnie jest ich ok. 47 tys. Najwięcej osiedliło się na północy kraju, np. w okolicy ponad 150-tysięcznego miasta Kokczetaw nad jeziorem Kopa. Nie wszyscy mówią po polsku, ale, jak zapewniają, modlą się w naszym języku. W pobliskiej miejscowości Czkałow mieści się Dom Kultury Polskiej zbudowany przez księdza Krzysztofa Kuryłowicza. Odbywają się w nim lekcje języka i historii, działa biblioteka z dostępem do internetu. Miasteczka i wsie północnego Kazachstanu są zaniedbane, pełne dziurawych ulic i szarych bloków. Do domów doprowadzono zazwyczaj tylko zimną wodę i, żeby się wykąpać, trzeba po prostu narąbać drewna i ją podgrzać. Ten świat ma jednak swój urok, a tutejsza Polonia zadomowiła się w nim na dobre.

 

NAD WODĄ I W GÓRACH
Południowo-wschodni kraniec kraju zachwyca różnorodnością. Znajdziemy tu jezioro Bałchasz – długie na ponad 600 km, o szerokości większej niż 70 km. Nieco dalej na południu wznosi się pasmo Ałatau Zailijski z najwyższą górą Tałgar (4979 m n.p.m.). Na tutejszych południowych stokach ma źródła rzeka Szylyk, która przyciąga miłośników raftingu. Mają oni do wyboru kilka tras o różnym poziomie trudności o długości ok. 20–28 km. Ich pokonanie zajmuje średnio po 3 godziny.
    Niedaleko stąd utworzono Park Narodowy Ałtyn-Emel słynący z ogromnych, śpiewających wydm piaskowych. Z kolei bliżej chińskiej granicy wielbicieli wspaniałych widoków przyciąga ponad 150-kilometrowy Kanion Szaryński (Kanion Czaryński) o pionowych, nawet 80-metrowych ścianach. Ci, którzy kochają wspinaczkę, powinni za to wybrać się w majestatyczne góry Tienszan lub Ałtaj, skąd życiodajne rzeki górskie rozlewają się na bezkresne równiny Kazachstanu.

 

LOT NA ORBITĘ
Związek Radziecki starał się trzymać w tajemnicy wszelkie informacje dotyczące kwestii wojskowych, w tym planów zdobycia kosmosu. Najstarszy kosmodrom świata (powstały w 1955 r.) Bajkonur nie leżał w miejscowości o tej samej nazwie (małej wiosce górniczej koło Żezkazganu), ale nieopodal miasteczka Töretam (Tiuratam), jakieś 200 km na północny wschód od Jeziora Aralskiego. Mimo tego sprytnego wybiegu, który miał zmylić przeciwnika podczas zimnej wojny, amerykański samolot szpiegowski Lockheed U-2 już w sierpniu 1957 r. sfotografował ściśle tajny obiekt. Jednak dopiero w 1995 r. ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej Borys Jelcyn (1931–2007) oficjalnie przemianował wzniesione w sąsiedztwie kosmicznej bazy miasto Leninsk na Bajkonur. Warto pamiętać o tym, że nadal administruje nim Rosja, która podpisała z Kazachstanem umowę na dzierżawę do 2050 r. Dotyczy ona całego centrum kosmicznego – obecnie ok. 36-tysięcznego miasta oraz kosmodromu.
    Bajkonur jest żywą legendą podboju kosmosu. Stąd w październiku 1957 r. wystartował pierwszy sztuczny satelita – Sputnik 1. Niespełna cztery lata później, 12 kwietnia 1961 r., Jurij Gagarin (1934–1968) jako pierwszy człowiek znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Po powrocie na ziemię astronauta błyskawicznie awansował i wkrótce doszedł do stopnia pułkownika. Pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow (1894–1971) odznaczył go również Orderem Lenina. Co ciekawe, mimo braku prawa jazdy radziecki bohater otrzymał także wojskowy samochód terenowy GAZ-69. Po tragicznej śmierci innego kosmonauty Władimira Komarowa (1927–1967) zabroniono mu natomiast pilotować samoloty – był zbyt cenny dla ZSRR, żeby ryzykować życie. Poza tym Gagarin wiódł żywot gwiazdy. Występował na wiecach w zakładach pracy i kołchozach na terenie Związku Radzieckiego i krajów bratnich. W końcu wymusił na władzy powrót za stery. Zginął w 1968 r., gdy leciał MiG-iem 15.   
    Tragedie związane z kosmicznymi ekspedycjami nie należą do rzadkości. Jedna z największych katastrof w historii zdarzyła się 24 października 1960 r. w Bajkonurze. Podczas przygotowywania rakiety R-16 do lotu próbnego silniki drugiego stopnia niespodziewanie odpaliły. Według oficjalnych danych zginęło 126 osób. Przeżył konstruktor rakiety, Michaił Jangiel (1911–1971), który oddalił się na chwilę od platformy startowej, aby zapalić papierosa. Nikita Chruszczow zapytał go później z wyrzutem, czemu się uratował. Przyczyną katastrofy były prawdopodobnie błędy techników i skrócenie procedur kontrolnych – działano pod presją czasu, start miał uświetnić rocznicę Rewolucji Październikowej. Kiedy 3 lata później, znowu 24 października, w Bajkonurze wydarzył się kolejny wypadek (pożar w silosie, 8 ofiar), datę uznano za pechową. Od tego czasu w tym dniu żadna rakieta nie może wystartować z kosmodromu.     
         
W POSZUKIWANIU JEZIORA
Krwisto czerwone, stalowe szkielety wyraźnie odcinają się od błękitnego nieba. Opuszczone korpusy smażą się w gorącym słońcu – to kutry rybackie, barki, łodzie i większe okręty. Jedne całe, nieznacznie przechylone na prawą burtę, inne rozczłonkowane, w stanie zupełnego rozkładu leżą bezwładnie w samym sercu stepu, który ciągnie się aż po horyzont. Nigdzie ani śladu wody.
    W 1948 r. Józef Stalin ogłosił wielki plan przekształcenia natury w celu zwiększenia plonów. Związek Radziecki za wszelką cenę chciał udowodnić krajom Zachodu, że ustrój komunistyczny i gospodarka centralnie planowana są najlepszym rozwiązaniem. Zaczął się wyścig na tony wydobytego węgla, wytopionej stali, kwintale zboża i hektary pól ziemniaków. W Azji Środkowej najbardziej dochodowa była uprawa bawełny. Na początku lat 60. XX w. planiści radzieccy wpadli na pomysł zwiększenia jej zbiorów. Podczas wzrostu krzewy potrzebują dużej ilości wody. Postanowiono, że wzdłuż wielkich rzek Amu-darii i Syr-darii, które uchodziły do Jeziora Aralskiego, zostanie wybudowany system kanałów irygacyjnych, nawadniających plantacje „białego złota”. Pola miały ciągnąć się aż po horyzont, a pustynia Kara-kum, dzięki potędze myśli radzieckiej, wreszcie by się zazieleniła.
    Jednak źle uszczelnione kanały przepuszczały wodę, a ta po prostu wsiąkała w piach. Tymczasem Moskwa żądała wyników. Obie rzeki eksploatowano więc jeszcze bardziej, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jednocześnie Jezioro Aralskie zaczęło się zmniejszać. Z początku jego poziom obniżał się ok. 20 cm na rok. W latach 70. corocznie ubywało już mniej więcej pół metra, a potem aż 80–90 cm. Od 1960 r. tafla zbiornika opadła o 13 m! Wówczas powierzchnia jeziora wynosiła 68,5 tys. km², a obecnie zmniejszyła się o 80 proc. – do 13,5 tys. km². Mimo iż eksperyment zakończył się wielką katastrofą ekologiczną, władze nie ubolewały zbytnio nad zniknięciem nieprzydatnego słonego akwenu.
    Kazachowie nazywają Jezioro Aralskie Arał tengyzy – „Morze wysp”, ponieważ znajdowały się na nim liczne wysepki. Miejscowi co roku łowili w nim 44 tys. ton ryb. Aralsk był kiedyś prężnie rozwijającym się portem, dającym zatrudnienie setkom ludzi. Dziś straszą w nim wielkie korpusy statków. Pod koniec XX w.  brzeg przesunął się o ok. 100 km, a z miasta nie można już było dostrzec tego morza. Tutejszy archipelag Carskich Wysp na skutek obniżania się poziomu wody połączył się w jedną Wyspę Odrodzenia (obecnie półwysep na granicy Kazachstanu i Uzbekistanu). W 1948 r. wybudowano na niej tajne centrum badań nad bronią biologiczną i zaczęto rozmnażanie bakterii wywołujących wąglik. Laboratorium leży przy niezamieszkałych obecnie osadach Kantubek i Wozrożdienije. Gdy w 1991 r. Związek Radziecki przestał istnieć, ludzie opuścili obiekt. Prawdę o działalności ośrodka ujawnił pracujący w nim lekarz Kanatjan Alibekow (dziś: Ken Alibek), który zbiegł do USA. Dopiero w 2002 r. ponad 110-osobowa ekspedycja zneutralizowała od 100 do 200 ton laseczek wąglika.

 

ARALSKI CUD
W 1992 r. zbudowano groblę odcinającą kazachskie Jezioro Północnoaralskie (nazywane także Małym Jeziorem) od reszty zbiornika. Woda szybko zaczęła się podnosić, ale już po 9 miesiącach tama została przerwana. Druga konstrukcja, tym razem o długości 14 km i szerokości 30 m, wykonana z ziemi, kamieni i piasku również nie przetrwała (istniała od jesieni 1996 r. do wiosny 1999 r.). Dopiero na początku XXI w. powstała betonowa zapora, która oparła się żywiołowi. Dzięki tamie Kökarał (Kokarał, Kok-Arał) poziom wody zaczął się podnosić z prędkością ok. 4 m na rok.
    Ku ogólnemu zdziwieniu w jeziorze pojawiły się ryby. Żeby wspomóc naturę, w wiosce Tastak rząd Kazachstanu wprowadził program zarybiania. Do okolicy powoli ściągają rybacy. Suchy port w 30-tysięcznym Aralsku, gdzie wciąż prażą się w słońcu szkielety statków rybackich, znajduje się już tylko kilka kilometrów od linii brzegowej. W planach jest budowa kanału z akwenu do dawnego wybrzeża. Już teraz do miasta wracają ludzie. Może niedługo, za 5–10 lat, będzie można tu pływać. Starzy mieszkańcy Aralska mówią, że kiedyś woda w zbiorniku była zadziwiająco czysta – miała kolor nieba…


JEDWABNY SZLAK
Benedykt Polak dotarł do Morza Kaspijskiego i Jeziora Aralskiego. Konno przemierzał dzikie kazachskie stepy. Nie wiemy jednak, czy przybył do Ałmaty – jednego ze średniowiecznych centrów handlowych, rzemieślniczych i rolniczych na jedwabnym szlaku. W latach 1991–1997 była to 1,5-milionowa stolica Kazachstanu. Wznosi się w południowo-wschodniej części kraju, na średniej wysokości ok. 1100 m n.p.m. u podnóża Ałatau Zailijskiego. Chociaż niemal 850-tysięcznej Astanie, obecnej stolicy państwa, położonej na jego północy, na Pogórzu Kazachskim, nad rzeką Iszym, powierzono organizację wystawy światowej Expo 2017 (tematem przewodnim ma być energia przyszłości), to jednak Ałmaty (Ałma-Ata) stanowi wciąż największe miasto młodej republiki, jej główny ośrodek biznesowy, kulturalny i naukowy. Ponad 500 km na zachód, tuż przy granicy z Kirgistanem, znajdziemy kolejne starożytne miasto na dawnej trasie kupców – Taraz, które jest bramą do Tienszanu. Dziś działa w nim również Dom Polski. 

FOT. MATEUSZ KNOL

Iczan Kała – wewnętrzne miasto w Chiwie


    Istniała też szybsza droga do chińskiego Kaszgaru położonego po drugiej stronie gór, na skraju pustyni Takla Makan. Prowadziła przez Samarkandę (obecnie Uzbekistan) do Kotliny Fergańskiej. Ten jeden z najdłużej zamieszkiwanych ośrodków na świecie, założony w VII w. p.n.e. pod nazwą Afrasijab, został wpisany w 2001 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na przestrzeni wieków przetoczyły się przez niego armie Aleksandra Wielkiego, Arabów, Turków i wreszcie w XIII w. Mongołów. Nic więc dziwnego, że zabytkowa Samarkanda stanowi wspaniały przykład skrzyżowania kultur. Jej największy rozkwit przypadł na okres panowania mongolskiej dynastii Timurydów, w XIV i XV stuleciu. Pełno tutaj grobowców (m.in. najstarszy budynek w mieście Mauzoleum Ruchabad z połowy XIV w. czy nekropolia Timurydów Szach-i Zinda) i meczetów, w tym najokazalszy Meczet Bibi Chanum, nazywany piątkowym. Duże wrażenie robią także ruiny monumentalnego obserwatorium astronomicznego sułtana Uług Bega (1394–1449), gdzie podziwiać można ogromny sekstant.
    Do Uzbekistanu należy południowy basen wspomnianego Jeziora Aralskiego. Jego wschodnią część zajmuje dziś nowo powstała słona pustynia Aral-kum. Rząd Uzbekistanu w celu ratowania zachodniego fragmentu Morza Aralskiego podpisał pod koniec października 2014 r. umowy o współpracy z organizacjami międzynarodowymi. W efekcie odprowadzania wody z rzeki Amu-darii pojawiło się też współcześnie na granicy z Turkmenistanem Jezioro Sarykamyskie. Z kolei na wschodzie kraju w zapadlisku niedaleko Zbiornika Szardarskiego (Zbiornika Czardarskiego) po wylaniu Syr-darii w lecie 1969 r. ukształtował się akwen Ajdar-kul, położony niedaleko niezmiernie zabytkowego miasta Nurota (Nurata), znanego niegdyś jako Nur, założonego w 327 r. p.n.e. przez Aleksandra Wielkiego.

FOT. MATEUSZ KNOL

Kompleks Po’i Kalon w Bucharze z meczetem, minaretem i medresą


    Równie ważna na jedwabnym szlaku była licząca powyżej 2 tys. lat Buchara – perełka architektury islamu. Dziś można znaleźć tutaj liczne zabytki kultury perskiej, arabskiej i mongolskiej, a wśród nich grobowce (na czele ze słynnym Mauzoleum Ismaila I Samanidy z IX–X w.), meczety czy medresy (szkoły koraniczne), np. bogato zdobioną Medresę Nadira Diwana Begiego. Nic więc dziwnego, że także historyczne centrum tej uzbeckiej miejscowości objęto w 1993 r. ochroną UNESCO.  
Polski franciszkanin w końcu, w 1246 r., spotkał wielkiego chana Gujuka (ok. 1206–1248) – prawie 30 lat przed słynnym Markiem Polo (1254–1324). Cztery miesiące przebywał na jego dworze w Karakorum, które powstało w XIII stuleciu wraz z państwem mongolskim. Chan nie zdecydował się na sojusz z papieżem i zażądał, żeby ten stawił się wraz z innymi władcami Europy przed jego obliczem złożyć mu hołd i przysięgę wierności. Benedykt Polak, dzięki swojej wyprawie, miał jednak przyjemność poznać wielkie bogactwa jedwabnego szlaku. Dziś odkrywają je współcześni podróżnicy, którzy odwiedzają Kazachstan i Uzbekistan, dwa pełne atrakcji kraje Azji Środkowej.

Artykuły wybrane losowo

Antigua i Barbuda – jeden kraj, dwie różne wyspy

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kiedy myślimy o Karaibach, to oczami wyobraźni widzimy białe, piaszczyste plaże, palmy i turkusową wodę. Ten rajski region świata oferuje jednak zdecydowanie więcej – ciekawe zabytki, wyśmienite warunki do żeglowania, doskonałą kuchnię, radość życia, spontaniczną zabawę i gościnność mieszkańców. To wszystko znajdziemy właśnie na Antigui, której odkrycie zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi (w 1493 r.). Nic więc dziwnego, że Brytyjczycy nazwali ją „Bramą do Karaibów”…

Antigua i Barbuda jest małym wyspiarskim państwem na Morzu Karaibskim. Obejmuje ono wyspy: Antiguę (280 km2) i Barbudę (160,6 km2) oraz Redondę (ok. 2 km2). Językiem urzędowym jest tu angielski, ale w użyciu są także lokalne dialekty, m.in. kreolski. Ten karaibski kraj ma ok. 90 tys. mieszkańców.

Więcej…

Maroko – egzotyka w zasięgu ręki

 

KATARZYNA BYRTEK

 

Aromatyczne, kolorowe przyprawy, intensywna miętowa herbata i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, urokliwe miasta pełne uliczek, wśród których trzeba się zagubić, długa linia brzegowa, wysokie góry, morza piasku i bogata historia – Maroko ma swoje sposoby na przyciągnięcie gości. Ten północnoafrykański kraj kusi smaczną kuchnią, świetną pogodą i różnorodnością widoków. To zdecydowanie odpowiednie miejsce na egzotyczną podróż.

 

Królestwo Marokańskie leży tuż za granicą Unii Europejskiej, w północno-zachodnim rogu Afryki. Od wschodu kraj graniczy z Algierią, od południa – z terytorium spornym o nazwie Sahara Zachodnia, od północy – z hiszpańskimi eksklawami Ceutą i Melillą. Od Europy oddziela go wąska Cieśnina Gibraltarska. Maroko szczyci się niezmiernie długą linią brzegową (ponad 1,8 tys. km), większa część wybrzeża rozciąga się nad Oceanem Atlantyckim. Na terytorium kraju przeważają góry. Wznoszą się tu szczyty Antyatlasu, Atlasu Wysokiego, Atlasu Średniego, Atlasu Tellskiego, Atlasu Saharyjskiego i Rifu (Ar-Rifu). Na południu i południowym wschodzie tereny górzyste przechodzą w piaszczyste i kamieniste pustynie. W Maroku mieszka ok. 35 mln ludzi. Niemal wszyscy Marokańczycy wyznają islam. Pod względem etnicznym większość mieszkańców kraju to Arabowie, ale żyje w nim też duża społeczność berberyjska. Berberowie są rdzenną, koczowniczą ludnością tej części Afryki. Zakładali tutaj swoje państwa już w starożytności. Wielu z nich do dzisiaj ma jasne włosy i niebieskie oczy, czyli cechy wyglądu bardzo nietypowe dla tego rejonu świata. Funkcję oficjalnych języków w Maroku pełnią arabski i tamazight (oparty na językach berberyjskich). Wiele osób posługuje się także francuskim, a to dlatego, że od 1912 r. do lat 50. XX w. kraj był protektoratem Francji. Wpływy z tamtych czasów widoczne są również w lokalnej kuchni – na śniadanie bez problemu kupić tu można chrupiącego croissanta czy pain au chocolat (bułeczkę z ciasta francuskiego z czekoladą).

 

 

Rabat - Tour Hassan

Rabacka Wieża Hasana widziana od strony Mauzoleum Muhammada V

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

Wyjazd do Maroka najlepiej zaplanować na wiosnę (kwiecień–czerwiec), kiedy po okresie deszczowym bujna przyroda budzi się do życia, albo jesień (wrzesień–październik), gdy ustępuje już upalne lato. Lipiec i sierpień to odpowiednie miesiące dla osób, które nastawiają się na wypoczynek na plaży lub przy hotelowym basenie, a także miłośników wypraw w wysokie góry. Przed wyruszeniem w podróż warto sprawdzić, w jakim terminie przypada ramadan (w 2018 r. od wieczoru 15 maja do 14 czerwca). Wizyta w kraju muzułmańskim w okresie postu może być ciekawym doświadczeniem kulturowym, ale zwiedzanie bywa wówczas nieco utrudnione – w wielu miejscach obowiązują skrócone godziny otwarcia, od świtu do zmierzchu nie działają restauracje i kawiarnie (poza miejscowościami typowo turystycznymi), na ulicy nie wypada jeść, a nawet pić wody. Dobrym pomysłem będzie przyjazd w ostatnich dniach ramadanu, ponieważ jego koniec obchodzi się bardzo hucznie.

 

Marrakech - Jemaa El Fna

Plac Dżemaa al-Fna żyje także nocą

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

UROK MAROKAŃSKICH MIAST

 

Główne ośrodki turystyczne Maroka znajdują się w zachodniej jego części, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, i w rejonie Morza Śródziemnego. Stolicą kraju jest Rabat, ale większość osób zaczyna swoją marokańską przygodę wMarrakeszu położonym dogodnie na środkowym zachodzie. Niemal każdy turysta pierwsze kroki kieruje w tym mieście na słynny plac Dżemaa al-Fna (Jemaa el-Fna). O każdej porze dnia i nocy panuje tutaj gwar. Obcokrajowcy przechadzają się między restauracjami i wózkami wypełnionymi po brzegi pomarańczami, których właściciele oferują świeżo wyciskany sok, zaklinaczami węży, kobietami malującymi wzory henną, sprzedawcami pamiątek czy akrobatami. W Marrakeszu nie wolno ominąć też medyny, najstarszej części miasta, gdzie mieszczą się bazary (tzw. suki), meczety i inne ciekawe budowle. Została ona wpisana w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Spacer między nigdy niekończącymi się straganami to wyjątkowe przeżycie. Można tu kupić dosłownie wszystko, a na pamiątki najlepiej nadają się marokańskie słodycze, tkaniny, biżuteria lub przyprawy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nigdy nie zgadzać się od razu na proponowaną cenę, ale choć trochę się potargować. W Marrakeszu zachowały się ceglaste mury obronne ciągnące się przez ok. 19 km – ze względu na nie zyskał on miano Czerwonego Miasta. Do najważniejszych zabytków należy tu Meczet Alego ibn Jusufa z pobliską medresą (szkołą teologiczną), Meczet Kutubijja z XII w. i XIX-wieczny Pałac Bahia z ogromnym ogrodem o powierzchni 8 tys. m². Przed upałem warto schronić się do Ogrodu Majorelle (Jardin Majorelle) albo Ogrodów Menara.

 

Po zwiedzeniu Marrakeszu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw udać się na północ czy południe. Po drodze do stołecznego Rabatu (ponad 320 km) przejeżdża się obok 4-milionowej Casablanki (największego ośrodka w kraju). Większości osób kojarzy się ona z kultowym amerykańskim melodramatem z 1942 r. z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych. Akcja filmu rozgrywa się właśnie w tym mieście. Dzisiejsza Casablanca to przede wszystkim ważny ośrodek przemysłowy, finansowy, kulturowy i największy marokański port. Tutaj można zobaczyć nowoczesne oblicze kraju, tak różne od historycznego centrum Marrakeszu. Do najpiękniejszych zabytków należy Meczet Hasana II, jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie i najwyższa konstrukcja w Maroku. W głównej sali modlitewnej zmieści się nawet 25 tys. wiernych, a minaret przylegający do świątyni jest wysoki na 210 m.

 

Tylko ok. 80 km dzieli Casablankę od Rabatu,także leżącego nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Jednymi z najważniejszych atrakcji stolicy kraju są cytadela i Szalla – rozległy kompleks starożytnych i średniowiecznych ruin, otoczonych murami obronnymi. Symbol miasta stanowi niedokończony 44-metrowy minaret na planie kwadratu nazywany Wieżą Hasana. Wznosi się on wśród palm nad rzeką Bu Rakrak (Wadi Bu Rakrak). Do minaretu przylega Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowano sułtana i króla Maroka Muhammada V z dynastii Alawitów (1909–1961) i jego dwóch synów.

 

Mniej więcej 200 km na wschód od Rabatu znajduje się Fez (ponad 1,1 mln mieszkańców). To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych w krajach muzułmańskich. Jego najbardziej wiekową część – starą medynę (Fes el-Bali), założoną na przełomie VIII i IX stulecia – umieszczono w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz zakupów na niekończących się targowiskach, odwiedzin w meczetach czy medresie nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu farbiarni i garbarni, z których Fez słynie. W zasadzie żadna z nich nie jest widoczna z ulicy, należy więc skorzystać z (najczęściej płatnego) zaproszenia właściciela sklepu lub mieszkańców. Po przejściu na taras widokowy od dziedzińca podziwiać można gliniane naczynia wypełnione różnymi barwnikami oraz suszące się na słońcu tkaniny i skóry.

 

W północno-zachodnim Maroku nie sposób ominąć błękitnego Szafszawanu (Chefchaouen) położonego wśród gór Rif. Niemal wszystkie domy w starej części tego ponad 40-tysięcznego miasta są pomalowane na biało i niebiesko. W tym miejscu każdy odruchowo sięga po aparat. Główny plac Szafszawanu pełen jest uroczych kawiarni, w których delektować się można mocną marokańską miętową herbatą.

 

Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu, powinien wybrać się aż do Tangeru leżącego nad Cieśniną Gibraltarską. Od wieków mieszają się w nim kultury, religie, języki i interesy. W XIX stuleciu i przede wszystkim w pierwszej połowie XX w. (w latach 1923–1956 Tanger stanowił tzw. strefę międzynarodową) różnorodność kulturowa miasta przyciągała artystów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdżali tutaj m.in. francuscy malarze Eugène Delacroix i Henri Matisse, amerykańscy twórcy Paul Bowles, Tennessee Williams, Truman Capote, Allen Ginsberg i Jack Kerouac czy muzycy z zespołu The Rolling Stones. W Tangerze kręcono sceny do filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją z 2013 r. Dziś odwiedzają go głównie Hiszpanie przybywający na jednodniowe wycieczki z Europy.

 

KRÓLESTWO SMAKÓW I ZAPACHÓW

 

Nieodłączną część podróżowania stanowi poznawanie lokalnej kuchni. Ta marokańska jest niezmiernie bogata i zróżnicowana, choć stosunkowo mało znana w Polsce. Dania główne opierają się zwykle na mięsie, ale niemal w każdym przepisie używa się mnóstwa warzyw. W tutejszych potrawach stosuje się liczne aromatyczne przyprawy, z których wiele przed wiekami przywieziono wprost z Indonezji. Znajdziemy je na targach ułożone w wysokie, kolorowe stosy.

 

Dzień zacząć trzeba od śniadania, które oferuje większość kawiarni i knajpek w okolicy hoteli i pensjonatów. Podstawą posiłku jest pokrojony w trójkąty arabski chleb nazywany khubz, przypominający duży, okrągły, gruby placek. Często podaje się również naleśniki (placki) baghrir (beghrir). Ich powierzchnię pokrywają małe dziurki, które pozostały po bąbelkach powietrza (do ciasta dodaje się drożdże i proszek do pieczenia). Je się je zwykle na słodko: z miodem lub dżemem. Do śniadania serwuje się także lokalne sery, serki topione, oliwki czy pomidory. Czasem w zestawach śniadaniowych pojawiają się croissanty albo pain au chocolat. Do picia koniecznie należy zamówić przepyszny i bardzo tani sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (albo granatów) oraz kawę, często doprawianą kardamonem. Za najpopularniejszy napój uchodzi niewątpliwie gorąca, mocna herbata ze świeżych liści mięty z bardzo dużą ilością cukru. Na początku do jej intensywnego smaku miętowej goryczki przełamanej słodkością ciężko się przyzwyczaić, ale z czasem może stać się naszym największym przysmakiem. Herbatę tę podaje się w metalowych czajniczkach razem z niewielką szklanką.

 

Wybór dań na obiad czy kolację jest bardzo szeroki. Do lokalnych specjałów należy kuskus – danie z kaszy (znanej w Polsce głównie jako dodatek) z mięsem (przede wszystkim baraniną), sosem warzywnym i kilkoma rodzajami warzyw. Idealnie nadaje się ono na obiad, bo w gorące dni w Maroku większe posiłki najlepiej jeść po zmroku, kiedy słońce schowa się już za horyzontem. Spróbować trzeba tu również aromatycznej zupy harira z ciecierzycą i soczewicą, popularnej szczególnie w ramadanie. Na kolację zamówić można mięso z grilla lub szaszłyki (w ten sposób przyrządza się zazwyczaj kurczaka i baraninę, czasem też wołowinę). Na ruszcie przygotowuje się także pulpeciki z jagnięciny, czyli keftę (koftę), i pikantne kiełbaski z baraniny, zwane merguezami. W regionach nadmorskich często serwowane są smażone bądź grillowane ryby i owoce morza.

 

Do mięsa albo ryb warto zamówić np. sałatkę marokańską z drobno pokrojonych pomidorów i ogórków. W oczekiwaniu na jedzenie można podjadać małe przekąski podawane w niewielkich miseczkach lub meze – zestaw przystawek (popularny również m.in. w Grecji, Turcji, Jordanii czy Albanii), na który składają się warzywa w przeróżnych marynatach, sery, oliwki, przepyszny marynowany bakłażan czy purée z dyni. Wiele dań zawiera świeżą kolendrę. To dość specyficzna przyprawa – zazwyczaj uwielbia się ją albo jej nie znosi.

 

Chyba najpopularniejszą marokańską potrawę stanowi jednak tadżin (tażin). Przygotowuje się go w specjalnym naczyniu z grubej gliny (noszącym taką samą nazwę), przypominającym głęboki talerz z pokrywką w kształcie stożka. W środku znajdują się kawałki mięsa duszonego razem z warzywami, ziemniakami, tradycyjnymi przyprawami, a czasem także suszonymi owocami. Tę potrawę można zamówić w Maroku dosłownie wszędzie.

 

Ze względu na zakazy religijne alkohol nie jest powszechnie dostępny w tym kraju. W niektórych restauracjach w większych miastach podaje się piwo. Mocniejsze trunki dostać można na ogół tylko w barach i restauracjach hotelowych. Alkohol sprzedaje się w marketach lub w mniejszych sklepach, o których zwykle wiedzą jedynie miejscowi. W tych drugich klient przechodzi do oddzielnego pomieszczenia bądź lokalu mieszczącego się piętro niżej, gdzie bez problemu kupi wino czy wódkę.

 

Na deser jada się w Maroku np. świeże owoce. Poza tym Marokańczycy kochają słodycze, zwłaszcza te z dodatkiem miodu i migdałów. Do wyboru są przeróżne bułki, tłuste pączki, słodkie ciasta lepkie od syropu (podobne do baklawy) albo tzw. rogi gazeli, czyli ciastka w kształcie półksiężyców wypełnione migdałowym nadzieniem. Popularny smakołyk stanowią trójkąty nadziewane migdałami i – oczywiście – polane miodem, nazywane briwats. Spotkać je można również w wersji na słono wypełnione mielonym mięsem lub rybą.

 

PLAŻE NAD OCEANEM

 

Kto z Marrakeszu wyrusza na zwiedzanie południowego Maroka, zwykle najpierw dociera do położonej nad Atlantykiem As-Sawiry (Essaouiry), dawniej zwanej Mogadorem. Od XVIII w. była ona ważnym ośrodkiem handlu międzynarodowego – interesy ubijali tu Żydzi, Holendrzy, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Brytyjczycy i Francuzi. Baśniową scenerię tego niemal 80-tysięcznego miasta tworzą pomalowane na biało zadbane domy z niebieskimi drzwiami, połączone kamiennymi uliczkami. Od 2001 r. medyna w As-Sawirze widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest ona nieco inna niż te spotykane w innych częściach kraju – jej uliczki nie są splątane, ale ułożone pod kątem prostym, dzięki czemu łatwiej się po niej poruszać niż np. po tych w Fezie czy Marrakeszu, gdzie po kilkunastu minutach chodzenia między stoiskami można się zgubić.

 

Najważniejsze miasto i kurort w południowo-zachodnim Maroku stanowi Agadir (powyżej 420 tys. mieszkańców), który cieszy się ponad 300 słonecznymi dniami w roku. To idealne miejsce dla osób chcących się zrelaksować i poleniuchować w cieniu parasola lub palmy. W samym centrum znajduje się tutaj długa, piaszczysta plaża – Plage d’Agadir (ok. 10-kilometrowa), przy której rozciągają się liczne luksusowe hotele z basenami. W Agadirze raczej nie ma zabytków – w lutym 1960 r. silne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią dużą jego część. Komu znudzi się jedzenie w hotelowych restauracjach albo plażowanie, może wybrać się na spacer po jednym z urokliwych bulwarów albo udać się na zakupy na targu (suku), odwiedzić lokalne knajpki nad brzegiem morza lub wyruszyć na wycieczkę po pełnej atrakcji okolicy.

 

Na południe od kurortu rozciąga się malowniczy Park Narodowy Souss-Massa, słynący z rozmaitych gatunków ptaków takich jak występujący prawdopodobnie tylko w Maroku ibis grzywiasty, ibisy kasztanowate, warzęchy, flamingi, czaple purpurowe czy czagry. Wybrzeże w tym rejonie tworzą piaszczyste plaże, wydmy, klify i jaskinie. Przez park prowadzą kilkukilometrowe ścieżki spacerowe. Po wyprawie do niego warto odwiedzić miasto Tiznit, znane w całym kraju z ręcznie wykonywanych wyrobów ze srebra, głównie biżuterii. Ok. 60 km na południowy zachód stąd odpocząć można na najsłynniejszej dzikiej plaży w Maroku – Legzirze (Lagzirze). Za jej symbol uchodził jeszcze do niedawna niezwykły klif, w którym morze wytworzyło naturalną bramę (niestety, jeden z emblematycznych łuków runął 23 września 2016 r., najprawdopodobniej w wyniku naturalnej erozji). Przepiękna Legzira od lat przyciąga rzesze surferów.

 

Casbah Ait Ben Haddou XR

Ufortyfikowana osada (ksar) Ajt Bin Haddu

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

WŚRÓD FAL, GÓR I WYDM

 

Maroko to idealny kraj dla wszystkich, którzy kochają aktywnie spędzać czas. Większa część wybrzeża świetnie nadaje się do uprawiania wind- i kitesurfingu oraz surfingu. Miłośnicy tych sportów wodnych często wybierają okolice wspomnianego już miasta As-Sawira, położonego ok. 170 km na północ od Agadiru. W lecie fale są mniejsze, ale wiatr bywa silniejszy, w zimie – odwrotnie. Najlepiej przyjechać tutaj w okresie od września do kwietnia. Ostatnio coraz większą popularnością wśród pasjonatów wind- i kitesurfingu oraz surfingu cieszy się również miasteczko Sidi Kaouki, usytuowane 25 km na południe od As-Sawiry. Doskonałe miejsce do uprawiania sportów wodnych stanowi także zatoka utworzona przez podłużny półwysep w pobliżu Ad-Dachli (niemal 1,2 tys. km na południowy zachód od Agadiru, na terytorium Sahary Zachodniej).

 

W Maroku znajduje się aż ok. 50 pól golfowych. Leżą one głównie na północy (m.in. w Tangerze czy Tetuanie), w sercu kraju (Rabacie, Fezie i Casablance), okolicy Marrakeszu i As-Sawiry oraz w Agadirze. W tym pełnym atrakcji państwie można też spędzić kilka tygodni na wędrówkach po górach i wspinaczce w różnych warunkach. Najwyższym szczytem Królestwa Marokańskiego, jak również całego Atlasu i Afryki Północnej, jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Zdobędzie go każda osoba o dobrej kondycji – nie trzeba wspinać się na niego ze sprzętem, choć poleca się wynajęcie lokalnego przewodnika. Na trasie wyprawy, na końcu doliny na ponad 3200 m n.p.m. znajduje się duże schronisko (Refuge du Toubkal), w którym większość turystów przechodzi nocną aklimatyzację przed dotarciem do celu. Wejście na najwyższy szczyt kraju to – oczywiście – tylko jedna z wielu propozycji dla amatorów trekkingu. Do wyboru mają oni mnóstwo górskich szlaków (nie są oznaczone).

 

Wyjątkowym przeżyciem będzie w Maroku także wyprawa na pustynię: na piaszczyste wydmy, pod niebo wyścielone gwiazdami. Tego typu wycieczkę najlepiej wykupić bezpośrednio w lokalnym biurze podróży w jednym z większych miast. Można też wynająć prywatnego kierowcę z autem lub dojechać autobusem i w mieście Warzazat (Ouarzazate) opłacić przewodnika z samochodem terenowym. W drodze na pustynię trzeba przejechać przez góry Atlas, co stanowi okazję do podziwiania wspaniałych widoków. Większość wycieczek zatrzymuje się również w Ajt Bin Haddu, ufortyfikowanej osadzie zwanej ksarem, wpisanej w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kręcono tu sceny m.in. do filmów Gladiator, Aleksander, Królestwo Niebieskie, Babel, Książę Persji: Piaski czasu i serialu Gra o tron. Poza tym zwykle odwiedza się także spektakularne wąwozy: Dades i Todra. Do atrakcji wyprawy na pustynię należą też spacery po niekończących się wydmach, przejażdżka na wielbłądach i spędzenie nocy pod gwiazdami. Z dala od cywilizacji, pod gołym niebem, w otoczeniu surowych krajobrazów można dostrzec egzotyczne, magiczne oblicze Maroka, które wciąż przyciąga ludzi z różnych zakątków świata.

 

Magiczny Tybet

PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro  

 

Ta historyczna kraina w Azji, obecnie leżąca w większości w granicach Chin, nazywana „Dachem Świata” i „Krainą Śniegów”, pełna tantrycznych wyroczni, demonów, szamanów-uzdrowicieli i „latających lamów”, od zawsze fascynowała ludzi Zachodu. Najodważniejsi odkrywcy ginęli w poszukiwaniu Shangri-La, raju ukrytego głęboko w Himalajach. Nawet dzisiaj, w XXI w., nic w Tybecie nie jest takie, jak nam się wydaje…

 

Kiedy w 1904 r. brytyjska ekspedycja wojskowa wchodziła do Lhasy, stolicy Tybetu, żołnierzy powitała burza oklasków. Brytyjczycy byli zdziwieni i zachwyceni – najwyraźniej miejscowa ludność miała dość rządów teokracji dalajlamów i z radością przyjmowała imperialne wojska. Trochę czasu minęło zanim ktoś uprzejmie im wytłumaczył, że oklaski są tutaj wyrazem dezaprobaty, a tłum chciał sprowadzić w ten sposób nawałnicę, żeby zmyć wrogą armię z powierzchni ziemi. Energiczne klaśnięcia w dłonie miały też odpędzić przybyszów – tak samo, jak odgania się złe duchy.

Więcej…