MAGDALENA LECHOWSKA
WWW. MAGDALENALECHOWSKA.MANIFO.COM

 

<< Kolumbia jest krajem niespotykanych bogactw naturalnych oraz wielkiej bioróżnorodności (pod tym względem zajmuje drugie miejsce na świecie, po Brazylii), niezmiernie malowniczych pejzaży i egzotycznych plaż, zapierających dech w piersiach widoków i oszałamiającej kolorami przyrody. Mało kto jednak wie, że to kolebka cumbii i vallenato: gatunków muzycznych, których dziś słucha cały świat. W jej karaibskim mieście Barranquilla stawiała swoje pierwsze kroki Shakira, z Medellín pochodzi Juanes, wykonawca piosenki „La Camisa Negra”, a z Santa Marty – piosenkarz, aktor i kompozytor Carlos Vives. Ci kolumbijscy artyści wielokrotnie zdobywali statuetki Grammy oraz MTV Video Music Awards. Każdy region w kraju ma swoje charakterystyczne melodie, tańce i festiwale. >>

Republika Kolumbii, jako jedyne państwo w Ameryce Południowej, posiada wybrzeże zarówno nad Oceanem Spokojnym, jak i Atlantykiem (Morzem Karaibskim). Jej terytorium przecina, biegnący od granicy z Ekwadorem do granicy z Wenezuelą, potężny łańcuch Andów. Południową część kolumbijskiej ziemi zajmuje natomiast równina amazońska, zamieszkana przez bogatą faunę, w tym największego żyjącego gryzonia kapibarę oraz rzeczne gady kajmany. Przez jej obszar przebiega linia równika. Wśród tak często zmieniających się wspaniałych krajobrazów trudno nie dostać zawrotu głowy.
W Kolumbii, tak jak w ogóle w Ameryce Łacińskiej, muzyka wypełnia każdy moment życia i nie da się przed nią uciec. Różnorodne gatunki, takie jak cumbia, salsa, vallenato, merengue, bolero, a nawet argentyńskie tango i meksykańska ranchera, rozbrzmiewają ze wszystkich stron. Mają za zadanie zbliżać ludzi, bawić, rozczulać, pocieszać, towarzyszyć im na co dzień. Taneczna noc w rytmie salsy lub vallenato jest najlepszą metodą na odprężenie się po ciężkim tygodniu pracy, przejmująca ranchera pomaga wykrzyczeć żale i zawody miłosne. Jeśli mężczyzna chce w romantyczny sposób wyznać miłość swojej ukochanej, obudzi nad ranem całe osiedle głośną serenadą pod jej oknami.

 

KARAIBSKIE DZIEDZICTWO
Na malowniczym wybrzeżu Morza Karaibskiego można podziwiać najpiękniejsze miasta tego regionu: magiczną Cartagenę (Cartagenę de Indias), nazywaną „Romantyczną Stolicą Ameryki”, Barranquillę oraz Santa Martę. Każde z nich wabi turystów ciekawą historią, pięknymi widokami, urokliwymi plażami i wspaniałą architekturą kolonialną. Poznamy w nich także miejscowe tańce i muzykę. To właśnie w tej części Kolumbii narodziła się cumbia – królowa wszystkich rytmów. Yo me llamo cumbia, yo soy la reina por donde voy („Mam na imię cumbia, wszędzie, gdzie się pojawię, jestem królową”) – śpiewa Mario Gareña w najpopularniejszej piosence tego gatunku, jednego z najbardziej reprezentatywnych przejawów kolumbijskiej kultury. Ten rodzaj muzyczny powstał na wybrzeżu karaibskim, które zamieszkiwali afrykańscy niewolnicy, plemiona indiańskie i przybysze z Hiszpanii. W niespotykany sposób połączył te wszystkie wpływy kulturowe. Z Afryki pochodzą rytmiczne uderzenia bębnów czy zmysłowe i zalotne ruchy bioder, od Europejczyków wywodzi się charakterystyczny strój, a tutejsi Indianie wnieśli delikatne brzmienia fletu i gaity (rodzaju dud).

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Panorama Cartageny de Indias z Wieżą Zegarową (Torre del Reloj)


     Za źródło słowa cumbia uchodzą dialekty Czarnego Lądu, ale badacze podają różną jego etymologię. Nietypowy strój tancerek – długie, szerokie spódnice (pollera) i koronkowe bluzki – zainspirowały podobno eleganckie europejskie ubrania, które pozwalano nosić niewolnikom podczas tradycyjnych świąt i spotkań towarzyskich, aby mogli brać w nich udział. Mężczyźni zakładają natomiast białe spodnie, białą koszulę oraz charakterystyczną czerwoną chustkę wiązaną na szyi, w czym przypominają uczestników festiwalu św. Firmina (San Fermín), czyli Sanfermines, w Pampelunie w północnej Hiszpanii. Nieodzowny element męskiego przebrania stanowi też sombrero, którym tancerze energicznie wymachują, próbując przyciągnąć uwagę swojej partnerki. Z kolei kobiety wykonują spokojne i zmysłowe ruchy biodrami, trzymając obiema rękami rozłożoną spódnicę, a w prawej dłoni świecę. Wszyscy tańczą boso. To prawdziwy spektakl, a wyjątkowo zjawiskowo prezentuje się przede wszystkim nocą, gdy z ciemności wydobywają się potężne odgłosy bębnów i pojedyncze płomyki rozjaśniają mrok.
     Cumbię można usłyszeć dosłownie wszędzie na Karaibach. Cartagena de Indias jednak wraz ze swoją przepiękną architekturą kolonialną tworzy dla niej niepowtarzalne tło. Podczas spaceru jej malowniczymi uliczkami towarzyszyć nam będzie wybijany na instrumentach rytm i szelest spódnic tancerek. Miasto słynie również z organizowania światowej klasy wydarzeń kulturalnych. W pierwszych dniach stycznia zjeżdżają do niego muzycy z całego globu na Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cartagena (Cartagena Festival Internacional de Música), łączący artystów muzyki poważnej ze wszystkich kontynentów w tutejszych wyjątkowych wnętrzach sprzed kilku wieków. Z kolei pod koniec lutego lub na początku marca odbywa się tu słynny Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cartagenie de Indias (Festival Internacional de Cine de Cartagena de Indias – FICCI). Jest to najstarsza i najbardziej prestiżowa impreza tego typu w Ameryce Łacińskiej. Jej 55. już edycja będzie miała miejsce w dniach 11–17 marca 2015 r. Początek roku to więc dobry czas, aby odwiedzić ten uroczy zakątek Kolumbii i nie tylko poczuć przyjemny powiew morskiej bryzy, ale także zapoznać się ze współczesną kulturą w niezmiernie romantycznym otoczeniu.

 

KARNAWAŁ W BARRANQUILLI
Baila en la calle de noche, baila en la calle de día. (...) Mira en Barranquilla se baila así, ¡dilo! („Tańcz na ulicy w nocy, tańcz na ulicy w dzień. (...) Spójrz, w Barranquilli tańczy się w ten sposób, powiedz to!”) – mówi fragment hitu Hips Don’t Lie, który w krótkim czasie odniósł międzynarodowy sukces. Wykonuje go chyba najbardziej znana obecnie Kolumbijka, urodzona 2 lutego 1977 r. właśnie w tym nadbrzeżnym mieście: Shakira. W jej muzyce odnajdziemy wpływy cumbii, salsy, merengue, rocka, ale też brzmienia charakterystyczne dla Bliskiego Wschodu, gdyż jej dziadkowie od strony ojca pochodzą z Libanu. Piosenkarka dorastała w otoczeniu rytmów afrykańskich bębnów, głośnych orkiestr dętych oraz ludzi tańczących i bawiących się na ulicach. To w Barranquilli odbywa się największy karnawał na całym wybrzeżu Morza Karaibskiego. Trudno byłoby wybrać lepsze miejsce na narodziny tak wszechstronnie uzdolnionej artystki.

Karnawał w Barranquilli to najbarwniejsze święto w Kolumbii


     Tutejsza poprzedzająca Wielki Post kilkudniowa fiesta stanowi najważniejszą imprezę folklorystyczną w Kolumbii i drugie co do wielkości tego typu wydarzenie w Ameryce Południowej (zaraz po karnawale w Rio de Janeiro). Jej przewagą jest niepowtarzalny klimat, niekomercyjny charakter i otwartość – biorą w nim udział osoby w każdym przedziale wiekowym. Ponad milion turystów i Kolumbijczyków przybywa do tego karaibskiego miasta, żeby zapomnieć o utrapieniach dnia codziennego i bawić się nieprzerwanie od soboty do wtorku przed środą popielcową. Najbliższa edycja Carnaval de Barranquilla odbędzie się w dniach 14–17 lutego 2015 r. Warto wpisać tę datę do kalendarza!
     To kolorowe i niezwykłe święto zostało zapoczątkowane w XIX w., a korzeniami sięga do średniowiecznych tradycji karnawałowych, przywiezionych przez Hiszpanów do Ameryki Południowej, oraz do zabaw niewolników. Parady uświetniają nie tylko wspaniałe stroje uczestników, pieczołowicie przygotowywane przez cały rok, lecz także specjalne tańce. Do tych najpopularniejszych należy Danza del Garabato, obrazujący pojedynek pomiędzy życiem a śmiercią. Jego nazwa odnosi się do drewnianego kija (garabato) z przypiętymi zielonymi, żółtymi i czerwonymi wstążkami (oddają one kolory flagi Barranquilli), atrybutu mężczyzn, których pomalowane na biało twarze zdobią czerwone policzki. Partnerujące im kobiety noszą czarne spódnice lub sukienki z czerwonymi, żółtymi i zielonymi dodatkami. Osoba odgrywająca śmierć wkłada całkowicie czarne ubranie z narysowanym białym szkieletem.
     Karnawał rozpoczyna się w sobotę Bitwą Kwiatową (Batalla de Flores) – defiladą platform, której przewodniczy Królowa Karnawału (Reina del Carnaval). Za nią podążają zespoły muzyczne. W niedzielę odbywa się Wielka Parada Tradycji i Folkloru (Gran Parada de Tradición y Folclor), a w poniedziałek z kolei organizuje się Wielką Paradę Fantazji (Gran Parada de Fantasía) i Festiwal Orkiestr i Akordeonów (Festival de Orquestas y Acordeones). We wtorek wyprawia się symboliczny pogrzeb Joselita Carnavala (entierro de Joselito Carnaval), który oznacza koniec wszelakich tańców, hulanek i swawoli. Wspomniany Joselito to postać ucieleśniająca radość i szaleństwo świętowania: zmartwychwstaje w sobotę, umiera zmęczony i pijany ostatniego dnia zabawy, aby ponownie odrodzić się w następnym roku. Główną rolę podczas jego hucznego pochówku odgrywa Królowa Karnawału. Płacze ona rzewnymi łzami, a wraz z nią cały orszak żałobny: lekarz, ludzie niosący trumnę, reszta panien, również związana ze zmarłym, ksiądz, a nawet śmierć w masce z trupią czaszką i kosą w ręku. Trzeba przyznać, że Kolumbijczycy umieją się wspólnie bawić. Ich otwartość i serdeczność sprawia, że karnawałowa fiesta zmienia się w niezwykłe przeżycie i zapada głęboko w pamięć.

 

MUZYKA Z DOLINY
W trakcie podróży po kolumbijskim Regionie Karaibskim (Región Caribe) warto odwiedzić dolinę rzeki Cesar pomiędzy masywami górskimi Sierra Nevada de Santa Marta oraz Serranía del Perijá, gdzie leży 450-tysięczne miasto Valledupar, oddalone ok. 100 km od wybrzeża. Stanowi ono kolebkę jednego z najbardziej typowych gatunków muzyki w Kolumbii: vallenato. Jego nazwa według niektórych hipotez powstała na bazie zwrotu nato en la valle, co znaczy „narodzony w dolinie”. Na początku XIX w. wraz z innymi towarami z odległej Europy przybył do Ameryki Łacińskiej akordeon, który wzbudził ogromne zainteresowanie miejscowych. Zaczęli oni grać na nim zupełnie po swojemu i tak stał się nierozłącznym elementem tutejszego krajobrazu muzycznego.
     W podstawowym składzie grupy vallenato znajdują się europejski akordeon diatoniczny, guacharaca pochodzenia indiańskiego (instrument zrobiony zazwyczaj z łodygi trzciny, z wyżłobionymi poprzecznie rowkami, z którego wydobywa się dźwięk, pocierając go metalowym widelcem) oraz afrykańska caja (mały bęben z naciągiem z koziej skóry trzymany między kolanami), na której wybija się bazę rytmiczną. Poza tym za inspirację przy komponowaniu służyły przyśpiewki kowbojów z wielkich hacjend, umilające im codzienną ciężką pracę i opowiadające ich przygody. Dlatego też utwory przyjmują formę narracji. Każdemu kolumbijskiemu stylowi muzycznemu towarzyszy taniec. W tym przypadku polega on na wykonywaniu drobnych kroczków przy jednoczesnych zmysłowych ruchach bioder oraz bardzo bliskim kontakcie partnerów.
     Najwybitniejszym przedstawicielem gatunku vallenato był Rafael Escalona (zm. 13 maja 2009 r. w Bogocie), urodzony nieopodal Valledupar, w Patillal w 1926 r. Jego dorobek jest imponujący i w dalszym ciągu wywiera duży wpływ na innych artystów. Muzyk został uwieczniony przez niedawno zmarłego Gabriela Garcíę Márqueza (1927–2014) w powieściach Nie ma kto pisać do pułkownika oraz w Sto lat samotności. Gdy w 1982 r. pisarz wyruszył do Sztokholmu, aby odebrać literacką Nagrodę Nobla, zabrał ze sobą właśnie Rafaela Escalonę z grupą innych wykonawców tego stylu, którzy wystąpili podczas bankietu wydanego przez króla Szwecji na cześć laureatów. W popularnym w Kolumbii serialu telewizyjnym Escalona z 1991 r. opowiadającym o życiu muzyka w jego postać wcielił się pochodzący z Santa Marty Carlos Vives. Produkcja podbiła serca wszystkich Kolumbijczyków, a 30-letni aktor odkrył w sobie talent wokalny. Od tej pory śpiewa i odnosi znaczne sukcesy. Carlos Vives włącza do tradycyjnego vallenato nowoczesne brzmienia rocka, elektroniki oraz wplata do niego rytmy i melodie cumbii.
 

WŚRÓD SZCZYTÓW ANDÓW
Jeżeli skierujemy się w głąb kraju, dotrzemy do Regionu Andyjskiego (Región Andina), obejmującego kolumbijskie Andy oraz doliny rzek Cauca i Magdalena. To najbardziej zaludniony rejon Kolumbii (ok. 35 mln mieszkańców), ze względu na łagodny klimat chętnie wybierany niegdyś przez osadników z Europy. Rozwinął się w nim także swoisty typ muzyki. Czerpie on z indiańskich i afrykańskich układów rytmicznych oraz charakteryzuje się bardzo wyraźnymi wpływami hiszpańskimi. Te ostatnie są widoczne szczególnie w doborze instrumentów. Oprócz gitary akustycznej gra się tu na spokrewnionych z nią tiple z 4 potrójnymi strunami, cuatro oraz bandoli. Tiple, bandola i gitara stanowią muzyczne trio kolumbijskie, najpopularniejsze na tym obszarze.

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Bambuco należy do typowych gatunków Regionu Andyjskiego


     Muzyka tego regionu jest spokojna i nawiązuje do harmonii gatunków takich jak hiszpańskie fandango i jota oraz austriacki walc. Z ich połączenia z tutejszymi rytmami i melodiami powstały bambuco, pasillo i guabina. Rozbrzmiewają one przede wszystkim w departamencie Santander oraz w centralnej części Kolumbii. Spotkania i uroczystości rodzinne często odbywają się przy nastrojowych dźwiękach gitary i tiple, które stwarzają ciepłą, przytulną atmosferę.

 

UROK WIECZNEJ WIOSNY
Położony na północnym zachodzie kraju departament Antioquia słynie ze swoich upraw kawowych i plantacji bananów, a także od 1957 r. z jednego z najsławniejszych festiwali kwiatowych na świecie: Feria de las Flores. To prawdziwa uczta dla oczu. Warto być w 2,5-milionowym mieście Medellín, jego stolicy administracyjnej, w pierwszej połowie sierpnia, aby podziwiać ten 10-dniowy niezmiernie barwny festyn. Największą atrakcję stanowią 4-metrowe tarcze kwiatowe silletas, niesione na plecach przez tzw. silleteros. Za wyzwanie uchodzi zaprezentowanie na nich jak najbardziej skomplikowanego i oryginalnego ornamentu kwiatowego. Wyjątkowy klimat okolicy przyczynił się do nadania temu miejscu miana „miasta wiecznej wiosny”. W trakcie spaceru ulicami Medellín co jakiś czas napotykamy piękne, masywne rzeźby. Ich ojcem jest urodzony tutaj w 1932 r. Fernando Botero, należący do najwybitniejszych kolumbijskich malarzy i rzeźbiarzy.

FOT. PROCOLOMBIA.CO/COLOMBIA.TRAVEL

Barwne tarcze kwiatowe podczas Feria de las Flores w Medellín


     To właśnie w Antioquii narodziła się muzyka zwana guasca lub música de carrilera (z hiszp. „torów kolejowych”). Ten popularny rodzaj, pełen humoru i satyry, świetnie odzwierciedla charakter mieszkańców tego departamentu Kolumbii. Słowa piosenek są krytyką kolumbijskiego społeczeństwa i opierają się często na dwuznaczności, głównie o kontekście seksualnym. Za najwybitniejszego przedstawiciela tego gatunku uważa się pochodzącego z Medellín Octavia Mesę (1933–2007). Na jego utworach wychował się najsłynniejszy paisa („urodzony w Antioquii”) Juan Esteban Aristizábal Vásquez, lepiej znany jako Juanes. Obaj artyści współpracowali przy nagrywaniu singla La camisa negra, czerpiącego z chwytliwych melodii i rytmu guasca. Śpiewana po hiszpańsku piosenka stała się prawdziwym fenomenem i rozsławiła zupełnie lokalny styl muzyczny na cały świat.

 

SALSA OD RANA DO NOCY
Z kolei na wszystkich miłośników gorących latynoamerykańskich tańców czeka światowa stolica salsy Cali. To oddalone ok. 100 km od wybrzeża Pacyfiku miasto znajduje się na zachodzie Kolumbii. Najprawdopodobniej nie ma na ziemi innego miejsca (w tle zostały nawet Kuba czy Portoryko!), w którym ten rodzaj taneczny byłby tak istotnym elementem życia. W salsie z Cali (salsa caleña) dominują niezmiernie energiczne i zwinne ruchy.
     Ważnym momentem w rozwoju kulturalnym miasta okazało się zorganizowanie po raz pierwszy w 1957 r. w okresie bożonarodzeniowo-noworocznym wielkiego festynu Feria de Cali. Impreza została urozmaicona tańcami, kawalkadą, konkursami i koncertami. Mieszkańcy szaleli wówczas przy dźwiękach swingu, boggie-woogie i rock’n’rolla. Do Cali ściągały i nadal ściągają największe gwiazdy muzyki latynoskiej. W latach 70. XX w. zaczęły pojawiać się tu pierwsze grupy taneczne i odbywać pokazy salsy.

***

Pełna kontrastów Kolumbia zachwyca nie tylko wspaniałą przyrodą i spektakularnymi widokami. W jej żyłach płynie gorąca krew. Dlatego podczas wizyty w tej pasjonującej części Ameryki Południowej warto wsłuchać się w rytmiczne bicie jej serca.

Artykuły wybrane losowo

Kolumbia – kraj tysiąca kolorów

ALEKSANDRA ANDRZEJEWSKA 

www.polkawkolumbii.com 

 

« Kiedy wspominam, że mieszkam w Kolumbii, większość osób łapie się za głowę i mówi, że lubię mieć pod górkę. Przecież to kraj baronów narkotykowych, gdzie w nieprzebytych lasach tropikalnych można zostać porwanym. Poza wyśmienitą kolumbijską kawą, piłkarzami i znaną na całym świecie piosenkarką Shakirą niewiele innych pozytywnych rzeczy zwykle się z nim kojarzy. Skoro w programach informacyjnych pokazuje się zdjęcia z Kolumbii z paczkami kokainy umieszczonymi nawet w kartonach po bananach, trudno jest uwierzyć mi na słowo, że czuję się tu jak ryba w wodzie, miejsce to zamieszkują radośni ludzie i należy ono do najbardziej rozpieszczanych przez matkę naturę zakątków na naszym globie. »

Więcej…

Malezja – azjatycki raj kulinarny

ZUZANNA CHMIELEWSKA

www.zuinasia.com 

 

<< Malezyjczycy najczęściej porównują swój kraj do lokalnego specjału – owocowo-warzywnej sałatki „rojak”. Są w niej wszystkie możliwe smaki, dodaje się tofu, ananasa, mango, ale też grillowane kalmary, surowego ogórka i pikantny, aromatyczny sos na bazie orzeszków, wyciągu z tamaryndowca i chili. Jest słodko, wytrawnie, ostro i kwaśno, miękko i chrupiąco. W Malezji jak w sałatce mieszają się różne wpływy kulturowe, języki i religie, a jednak wszystko tworzy przepyszną całość. >>

Więcej…

Witajcie w fińskiej bajce!

KAROLINA PADUSZYŃSKA

www.zastrzykinspiracji.pl

 

<< W okresie zimowym Finlandia zamienia się w iście bajkową krainę. W tętniących życiem Helsinkach działa jarmark świąteczny z regionalnymi smakołykami i aromatycznym, grzanym winem o nazwie „glögi”. W klimatycznym Porvoo czas na chwilę się zatrzymuje, a na północy kraju możemy zobaczyć niesamowity taniec barw podczas zorzy polarnej. Przed najgrzeczniejszymi Święty Mikołaj otwiera drzwi swojej wioski. Jedno jest pewne – nudzić się tu na pewno nikt nie będzie! >>

Z Polski do Finlandii mamy wbrew pozorom naprawdę niedaleko. Od tego rozległego kraju Europy Północnej (niemal 340 tys. km² powierzchni) oddziela nas właściwie tylko Morze Bałtyckie. Najłatwiej dostać się do niego zatem samolotem lub promem.

 

Obserwowanie zorzy polarnej z tzw. Aurora Dome nad brzegiem jeziora Torassieppi

© Lapland Material Bank/Antti Pietikäinen

 

Finlandia pełna jest kontrastów. Z jednej strony to świetnie rozwinięte technologicznie i gospodarczo państwo, z drugiej zaś jej mieszkańcy słyną z powściągliwości i zachowawczości. Trudno się do nich zbliżyć, ale jeśli Fin stanie się naszym przyjacielem, to będzie nim już do końca życia, a o swoich sekretach i problemach najchętniej opowie nam w saunie. Charakter mieszkańców kraju determinują warunki klimatyczne i fakt, że na 1 km2 przypada w nim zaledwie ok. 16 osób. Jednak poza ponad 5,5 mln małomównych Finów czeka tutaj na nas mnóstwo atrakcji.

 

PERŁA PÓŁNOCY

Prawdziwa Finlandia to miliony drzew, tysiące krystalicznie czystych jezior i setki wysp, które dostrzeżemy właściwie już w czasie lotu nad Helsinkami, bo miasto otoczone jest malowniczym archipelagiem. Choć – jak na stolicę przystało – stanowi tętniącą życiem, nowoczesną metropolię, to zarówno władze, jak i mieszkańcy przywiązują dużą wagę do ochrony środowiska naturalnego. Helsinki są naprawdę eko – ludzie stawiają tu na recykling i życie w zgodzie z naturą. Dzięki temu w mieście jest na co popatrzeć i czym oddychać. Poza tym w fińskiej stolicy jak w raju poczują się osoby lubiące aktywnie spędzać czas. W Helsinkach wyznaczono aż 1,2 tys. km tras rowerowych, ścieżki do biegania czy nordic walkingu. Sport można tutaj uprawiać w otoczeniu nieskażonej przez człowieka przyrody. W mieście mieszka ponad 640 tys. ludzi, a wszystkie najważniejsze atrakcje uda się nam zwiedzić w ciągu trzech, czterech dni.

 

Helsinki, Lasipalatsin aukio (Glass Palace Square)

© Amos Rex/Tuomas Uusheimo

 

FIŃSKI DESIGN

Helsinki bezsprzecznie zasługują na tytuł stolicy designu. Tutejsza architektura zdecydowanie różni się od tej, którą możemy oglądać chociażby w Polsce. Jednak przecież w tym tkwi cały urok! W mieście nie ma średniowiecznych zabudowań – w tym czasie znajdowała się w tym miejscu tylko niewielka osada. Zobaczymy tu za to świetnie zaprojektowane budynki użyteczności publicznej i nowoczesne biurowce. W historii fińskiej architektury bardzo ważną postacią jest Alvar Aalto (1898–1976). To on zaprojektował gmach centrum kongresowo-widowiskowego Finlandia-talo czy zabudowania dawnego Helsińskiego Uniwersytetu Technicznego (TKK) w Espoo (w zespole miejskim Helsinek). Z kolei autorem projektu centralnego dworca kolejowego i Muzeum Narodowego (Kansallismuseo) był Gottlieb Eliel Saarinen (1873–1950). Aby poznać biografie tych twórców i inne perełki fińskiej architektury i sztuki, warto wybrać się do Muzeum Designu (Designmuseo, przy Korkeavuorenkatu 23).

 

STOŁECZNE PLACE

Sercem stolicy Finlandii jest plac Senacki (Senaatintori) z luterańską Katedrą w Helsinkach (Helsingin tuomiokirkko). Biały budynek zwieńczony kopułą to wizytówka miasta – można go dostrzec z morza, jak i z większości punktów obserwacyjnych na terenie stolicy. Dziś chyba nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie Helsinek bez tego miejsca.

Katedra powstawała w latach 1830–1852. Nadano jej styl neoklasycystyczny. Obecnie jest nie tylko obiektem kultu religijnego, odbywają się w niej również koncerty. W katedralnej krypcie napijemy się pysznej kawy. Schody prowadzące do budynku są popularnym miejscem spotkań.

W okresie przedświątecznym na placu Senackim funkcjonuje jarmark bożonarodzeniowy (w 2018 r. od 1 do 22 grudnia). Na stoiskach można znaleźć prawdziwe perełki. Kupimy tu tradycyjne świąteczne potrawy i napoje, w tym grzane wino z przyprawami zwane glögi (ten napój naprawdę będzie nas w stanie rozgrzać). Poza tym zaopatrzymy się m.in. w rękodzieło artystyczne czy wyroby ceramiczne. Każdy znajdzie coś dla siebie. W bliskiej odległości od Katedry wznosi się główny gmach Uniwersytetu Helsińskiego, a także siedziba fińskiego premiera (przy Snellmaninkatu 1).

Do placu Senackiego prowadzi Sofiankatu – urocza uliczka, która podobno od czasu swojego powstania (ok. 1640 r.) niemal nie zmieniła wyglądu. Jej ozdobą jest zielona budka telefoniczna z lat 30. XX w. O wyjeździe z Helsinek bez zdjęcia z tym eksponatem nie warto nawet myśleć.

Jeśli ktoś uwielbia lokalne targowiska, koniecznie musi wybrać się na leżący w odległości 15-minutowego spaceru od Senaatintori Rynek (plac Targowy, Kauppatori). Najlepszy widok na to miejsce ma prezydent Finlandii Sauli Niinistö (pełniący tę funkcję od marca 2012 r.), bo plac znajduje się tuż pod oknami Pałacu Prezydenckiego (Presidentinlinna). Na Kauppatori obowiązkowo należy spróbować tradycyjnych fińskich specjałów: pierogów karelskich czy dań z renifera i niedźwiedzia. Na amatorów słodkości czeka pyszna bułka z kardamonem (pulla).

Przebywając w okolicach placu Targowego, nie można odmówić sobie przyjemności wyprawy do Suomenlinny. To bajecznie położona na sześciu wyspach twierdza. Z południowej części Kauppatori odpływają promy, które w zaledwie kilkanaście minut zawiozą nas na teren kompleksu. Decyzję o budowie fortyfikacji podjęto w 1747 r., gdy Finlandia była pod panowaniem Szwecji. Najważniejszymi elementami twierdzy są mury obronne o łącznej długości ok. 8 km, mogące pomieścić 1,3 tys. dział. Te ostatnie zostały ukryte w skałach. Dla wroga zbliżającego się do obiektu wydawały się niegroźne. Fortyfikacje, mury obronne i działa oraz otaczające je wody Bałtyku tworzą niemal mistyczną atmosferę. Zwiedzanie tego spektakularnego kompleksu zajmuje dobre kilka godzin. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić Muzeum Zabawek (Suomenlinnan Lelumuseo) oraz Muzeum Wojny (Sotamuseo). Dla miłośników militariów nie lada gratką będzie ocalały z czasów II wojny światowej okręt podwodny Vesikko z 1933 r. (udostępniany do zwiedzania jedynie w sezonie letnim).

 

TOWAR EKSPORTOWY

Podczas spaceru wśród murów Suomenlinny zimą można nieco zmarznąć. Jak się ogrzać? Finowie mają na to genialny sposób. Oczywiście, mowa o saunie – to przecież jeden z najważniejszych elementów fińskiej kultury. Na terenie Helsinek znajduje się aż osiem publicznych obiektów tego typu. Najpopularniejsza z nich jest oddana do użytku w 1928 r. Kotiharjun Sauna. Wizyta w rozgrzanej do czerwoności saunie wiąże się z rytuałem oczyszczenia. Dla Finów to niemal święte miejsce. Właśnie w nim rozmawiają, zdradzają swoje sekrety, zawiązują kontrakty. W saunach odbywają się również porody i spotkania dyplomatyczne na najwyższym szczeblu. Mieszkańcy Finlandii kończą w nich spory i nawiązują przyjaźnie.

 

KOŚCIÓŁ W SKALE

Po przyjemnej dla ciała wizycie w fińskiej saunie czas na coś dla ducha. W tym celu warto wybrać się do mistycznego Temppeliaukion kirkko. To prawdziwy unikat! Kościół został wykuty w granitowych skałach i z pewnością zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. Wewnątrz panuje doskonała akustyka, co pozwala organizować w nim koncerty oraz przeróżnego rodzaju wydarzenia religijne i kulturalne. Wokół budynku usytuowane są sklepiki z pamiątkami.

Ktoś ma ochotę pojeździć na łyżwach w środku miasta? Czemu nie – w Helsinkach wszystko jest możliwe. W stolicy Finlandii znajdziemy nawet kilka lodowisk. Największe z nich – Jääpuisto – leży w centrum, przy Rautatientori. Na łyżwach jeżdżą na nim całe rodziny, nie brakuje też wydarzeń kulturalnych.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Podczas pobytu w Helsinkach grzechem byłoby nie zdecydować się na wyprawę do oddalonego od nich o ok. 50 km na północny wschód urokliwego Porvoo. W trakcie spaceru po jego uliczkach będzie nam towarzyszyło nieodparte wrażenie, że czas zatrzymał się tu kilka wieków temu. Charakterystyczne czerwone, drewniane domki pokryte zimą białym puchem wyglądają naprawdę niesamowicie! Z Porvoo związana jest historia o kucharce, która przygotowując obiad, w 1760 r. puściła z dymem aż 202 domy, czyli ponad dwie trzecie wszystkich ówczesnych zabudowań. Dzisiejsze Vanha Porvoo to najstarszy fragment miasta wzniesiony tuż po wielkim pożarze z XVIII stulecia. Część historycznych budynków służy obecnie jako galerie czy sklepy. Ich wnętrza są niesamowite, zostały urządzone w tradycyjnym skandynawskim stylu. W okresie przedświątecznym Porvoo jest przepięknie oświetlone, a podczas bożonarodzeniowego targu kupimy w nim rozmaite smakołyki. Poza tym w mieście warto zajrzeć do XV-wiecznej Katedry (Porvoon tuomiokirkko) czy domu poety romantycznego Johana Ludviga Runeberga (1804–1877), tworzącego w języku szwedzkim, autora hymnu narodowego Finlandii – Maamme (Nasz kraju).

 

 

Widok z lotu ptaka na Temppeliaukion kirkko

© Helsinki Marketing /Kuvio

 

PIERWSZA STOLICA

Zostawiamy za sobą klimatyczne Porvoo i nowoczesne Helsinki i kierujemy się na zachód w stronę Turku. To najstarsze miasto w Finlandii (założone pod koniec XIII stulecia), a zarazem jej pierwsza oficjalna stolica (od 1809 r.). Turku było głównym ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym kraju aż do 1812 r. Wtedy to stolicę przeniesiono do Helsinek. Miejscowe lotnisko obsługuje bezpośrednie połączenie z gdańskim portem lotniczym (Wizz Air).

Wszystkie najważniejsze punkty na mapie Turku są usytuowane wzdłuż rzeki Aura (Aurajoki). Znajdziemy tutaj mnóstwo przyjemnych knajpek serwujących lokalne potrawy. Warto spróbować przeróżnego rodzaju dań z ryb. Zimą, kiedy temperatury spadają znacznie poniżej zera, Aurajoki zamarza, a mieszkańcy miasta ochoczo spacerują po lodzie od jednego brzegu do drugiego. Popularnym pod względem turystycznym miejscem jest Luostarinmäen käsityöläismuseo (Luostarinmäki). To skansen na otwartym powietrzu, w którym można przenieść się do czasów sprzed wielkiego pożaru Turku z września 1827 r. Na jego terenie znajdują się warsztaty różnych rzemieślników. W okresie letnim zobaczymy ich tu przy pracy. W okolicy Aurajoki są także sklepy, biura oraz muzea, które działają przez cały rok.

Po wizycie w skansenie kierujemy się w stronę Katedry (Turun tuomiokirkko). To z kolei najważniejsza fińska świątynia, a zarazem siedziba arcybiskupa Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Finlandii. Od czasu konsekracji (w 1300 r.) była świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii kraju. Iglica katedry ma wysokość 101 m, a sam budynek jest uważany za jeden z największych skarbów krajowej architektury.

Na wizytę w Turku warto poświęcić dwa, trzy dni, aby zobaczyć większość tutejszych atrakcji. Bogatą historię miasta i jego sztukę współczesną poznamy w muzeum Aboa Vetus & Ars Nova. Osoby interesujące się medycyną i aptekarstwem powinny zajrzeć do Muzeum Farmacji i Domu Qwensela (Apteekkimuseo ja Qwenselin talo – AQ), które mieści się w najstarszym drewnianym budynku w Turku (powstał on ok. 1695–1700 r.). Eksponaty muzealne pochodzą w większości z XIX w., a wnętrza utrzymane są w stylu gustawiańskim i rokoko.

Prawdziwą perłą okolic Turku jest leżący w jego pobliżu archipelag, na który składa się ponad 2 tys. wysp z rzadkimi gatunkami fauny i flory. Obszar archipelagu został objęty w 1983 r. ochroną parku narodowego (Saaristomeren kansallispuisto – Park Narodowy Morza Archipelagowego), który uchodzi za jeden z najważniejszych w Finlandii. Pomiędzy poszczególnymi wyspami można poruszać się pieszo mostami oraz statkami, promami i wodnymi taksówkami.

 

U MUMINKÓW

W odległości kilkunastu kilometrów na zachód od dawnej stolicy Finlandii znajduje się Naantali z położonym na wyspie Kailo tematycznym parkiem rozrywki Świat Muminków (Muumimaailma) poświęconym Muminkom – bohaterom książek fińskiej pisarki szwedzkojęzycznej Tove Jansson (1914–2001). Ta powstała w 1993 r. osobliwa kraina jest otwarta dla turystów głównie latem. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić dom Muminków, obóz Włóczykija, statek piratów czy chociażby łódź Taty Muminka. W tym miejscu i duzi i mali zupełnie zapominają o otaczającym ich świecie.

NA DALEKIEJ PÓŁNOCY

To jeszcze nie koniec bajkowych historii. Podczas pobytu w Finlandii w zimie można się poczuć jak w zupełnie nierealnym świecie. Aby tego doświadczyć, należy wybrać się na północ kraju.

Podobno niesamowita kraina Świętego Mikołaja leży za siedmioma górami i siedmioma lasami... Jej najsłynniejszego mieszkańca otaczają elfy i mnóstwo pomocników. Ma on swoje biuro i pocztę, a na zewnątrz w gotowości czekają na niego zaparkowane sanie, do których zaprzężone są renifery pod przewodnictwem Rudolfa. Jeśli ktokolwiek sądzi, że to tylko bajka, muszę go rozczarować. To wszystko prawda. Aby przekonać się o tym na własne oczy, wcale nie musimy przenosić się do równoległego świata ani tym bardziej na inną planetę. Wystarczy, że w Helsinkach wsiądziemy do samolotu lecącego do Rovaniemi. Po blisko półtoragodzinnej podróży znajdziemy się w najprawdziwszej bajce. Do Rovaniemi regularnie kursują także autobusy i pociągi.

Laponia jest bez wątpienia jedną z najpiękniejszych części Finlandii. Ten region, niemal zupełnie nieskażony ludzką działalnością, wypełniają lasy, pola i jeziora. Obejrzymy tu niesamowite zjawisko zorzy polarnej (aurora borealis), jak i doświadczymy bardzo niskich temperatur. W podróż do Laponii trzeba zabrać ze sobą komplet ciepłych ubrań. Temperatura zimą spada nawet do –40°C. Latem słońce na tym obszarze Finlandii świeci przez zaledwie kilka godzin. Przez większą część roku panuje tutaj po prostu ciemność, choć nie zawsze całkowita. Laponia to formalnie jeden z 19 regionów administracyjnych kraju (maakunta), a Rovaniemi pełni funkcję jej stolicy.

W porównaniu z naszymi miastami te fińskie nie są zbyt licznie zaludnione. Dotyczy to również Rovaniemi, które liczy ledwo ok. 62 tys. mieszkańców. Znane jest ono przede wszystkim z mieszkającego w bardzo bliskim sąsiedztwie człowieka z długą brodą. Wszystkie najważniejsze punkty na mapie tego miasta leżą wzdłuż deptaka zwanego Koskikatu. Zimą Rovaniemi zostaje bajecznie przyozdobione. Na długo przed świętami Bożego Narodzenia poczujemy w nim niepowtarzalną świąteczną atmosferę. Podczas spaceru w centrum może nam się wydawać, że trafiliśmy na plan jakiegoś bożonarodzeniowego filmu.

Ważnym miejscem w Rovaniemi jest Arktikum. To nowoczesne centrum nauki i muzeum poświęcone Arktyce. Powinni do niego zajrzeć wszyscy zainteresowani tutejszą fauną i florą, kulturą, sztuką, historią, klimatem oraz życiem codziennym. Budynek jest świetnie zaprojektowany, a wewnątrz znajdziemy mnóstwo multimedialnych ekspozycji. Szklany dach umożliwia oglądanie zapierającej dech w piersiach zorzy polarnej. Tego po prostu nie da się opisać – trzeba to zobaczyć na własne oczy.

Tuż przy Arktikum znajduje się Centrum Nauki Pilke (Tiedekeskus Pilke). Prezentuje ono historię fińskich drzew i lasów oraz podejście, jakie Finowie mają do natury. Kiedy je poznamy, zrozumiemy, dlaczego środowisko naturalne jest dla mieszkańców Finlandii tak ważne. W Centrum Nauki Pilke można się naprawdę sporo nauczyć. Sam jego budynek to niewątpliwie arcydzieło nowoczesnej architektury. W niemal 90 proc. został wykonany z drewna. Nikogo chyba specjalnie nie dziwi fakt, że właśnie tu swoje biura ma agencja rządowa zajmująca się parkami narodowymi Finlandii.

 

DUCH ŚWIĄT

Z klimatycznego Rovaniemi przenosimy się do Wioski Świętego Mikołaja (Joulupukin Pajakylä) – oddalonego od centrum miasta o ok. 8 km na północ, prawdziwego centrum bajecznego świata. To się dopiero nazywa sen na jawie! Święty Mikołaj zamieszkał tu ponad 30 lat temu i od tamtej pory otrzymał mniej więcej 15 mln listów od dzieci z całego świata. W niewielkiej wiosce ma swoją pocztę, biuro i miejsce do przyjmowania gości. Jego pomocnikami są – oczywiście – elfy. Pomagają mu w sprawach związanych z korespondencją czy koordynowaniu przyjmowania gości. To świetnie działające przedsiębiorstwo jest kapitalnym przykładem fińskiej organizacji.

Elfy oprowadzają turystów po wiosce i opowiadają o jej historii. Spotkanie ze Świętym Mikołajem stanowi ogromne przeżycie zarówno dla małych, jak i dużych. W tym miejscu każdy może poczuć się jak dziecko. Wizyta w wiosce, gdzie panuje niesamowita atmosfera świąt Bożego Narodzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Tutaj na chwilę zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie i codziennych problemach. Można też zrobić sobie wspólne zdjęcie ze Świętym Mikołajem. Do swojej dyspozycji ma on również piękne sanie i renifery z Rudolfem na czele, które tylko czekają na komendy.

Mikołajowe królestwo to także istne centrum komercji. Bez względu na to, czy odwiedzamy je zimą czy latem, możemy w nim zrobić całkiem spore zakupy. Na miejscu funkcjonuje blisko 50 różnych sklepów z pamiątkami i rękodziełem artystycznym, restauracji, barów, kawiarni itd. Działają tu biura, które organizują reniferowe safari lub przejażdżki skuterami śnieżnymi czy psimi zaprzęgami. Podczas wizyty w Wiosce Świętego Mikołaja grzechem byłoby nie podejść do linii wyznaczającej koło podbiegunowe. Zdjęcie w tym miejscu to obowiązkowy punkt każdej wycieczki. Możemy stąd również wysłać kartkę do swoich najbliższych z oryginalnym stemplem z koła podbiegunowego. Wioska Świętego Mikołaja jest naprawdę bajeczna, a zimą zyskuje tylko na uroku. Choć pewnie wiele osób powie, że cały kompleks stanowi po prostu maszynkę do zarabiania pieniędzy, warto go odwiedzić, aby na chwilę znów poczuć się dzieckiem.

 

 

Oznaczona latarniami linia symbolizująca granicę koła podbiegunowego

© Visit Finland

 

NIEZWYKŁY REGION

Wioska Świętego Mikołaja to – oczywiście – jedna z najlepszych wizytówek Laponii. Jednak atrakcje tego regionu wcale się na niej nie kończą. Poza spotkaniem ze starszym panem w czerwonym stroju i z długą brodą można tutaj podziwiać niesamowite krajobrazy i przepiękny taniec barw podczas zorzy polarnej czy wybrać się na reniferowe safari lub przejechać psim zaprzęgiem, a nawet spędzić noc w hotelu z lodu. Wycieczka do Laponii będzie świetnym pomysłem dla osób lubiących przygody i niestandardowe rozrywki. Nawet ci najbardziej leniwi znajdą w tej części kraju coś dla siebie.

Amatorzy nietypowych wrażeń koniecznie powinni skorzystać z możliwości noclegu w lodowym hotelu. Gwarantuję, że nocy w takim miejscu nie zapomną do końca życia. Pierwszy hotel z lodu powstał w północnej Szwecji, ale niemal błyskawicznie pomysł na budowę tego typu obiektów podchwycili również mieszkańcy Finlandii. W okolicy Rovaniemi znajduje się kilka takich kompleksów. Lodowe królestwo Laponii to nie tylko hotele, ale także kapliczki, bary czy restauracje. Widok ogromnych brył lodu, w których zostały wykute przeróżne kształty, zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. A to, co zobaczymy w środku, jest wręcz nieprawdopodobne.

Nocować można zwykle w standardowym pokoju lub igloo. Temperatury wewnątrz wahają się od 0 do 5°C. Jednak nie ma się czego obawiać, nikt na pewno nie zamarznie. W wyposażeniu znajdują się śpiwory, skóry reniferów i bardzo ciepłe pościele. Hotelowe restauracje serwują swoim gościom tradycyjne lapońskie potrawy, a wśród nich mięso z renifera bądź łosia. Grzechem byłoby ich nie spróbować, te dania po prostu rozpływają się w ustach. Na terenie kompleksów hotelowych nie brakuje – oczywiście – tradycyjnych fińskich saun. Koniecznie trzeba z nich skorzystać. Im dalej na północ, tym bardziej wizyta w rozgrzanej saunie nam się przyda.

Jak kończy się każda bajka? Oczywiście, happy endem, czasami towarzyszą mu nawet fajerwerki. W Finlandii czeka nas coś znacznie lepszego. Zorza polarna bez wątpienia należy do najpiękniejszych zjawisk na świecie. Taniec barw na gwieździstym niebie to naprawdę coś niepowtarzalnego. Można go obserwować właśnie m.in. na terenie fińskiej części Laponii. Niektóre z lodowych hoteli informują swoich gości o pojawieniu się zorzy za pomocą specjalnego alarmu. Wystarczy zaledwie kilka dźwięków, żeby postawić turystów na nogi. Dachy igloo są przeszklone, zatem zjawisko można podziwiać z ich wnętrza. Tego po prostu nie wolno przegapić!

Finlandia to kraj, w którym zarówno latem, jak i zimą na nudę nie da się narzekać. Każdy jej region szczyci się innym rodzajem atrakcji. W nowoczesnych Helsinkach obejrzymy perły współczesnego designu, w Porvoo przeniesiemy się w czasie, w Turku poznamy tajniki pracy rzemieślników, a w magicznej Laponii zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie. Jeśli w tym kraju choć na chwilę możemy przenieść się do innej bajki, to chyba warto go odwiedzić…

 

Wydanie jesień-zima 2018