MAGDALENA MOLL-MUSIAŁ

<< Madagaskar to kraj bujnej przyrody i niezwykłych bogactw naturalnych. Choć nie bardzo przypomina kadry z popularnej serii filmów animowanych amerykańskiej wytwórni DreamWorks, niewątpliwie zachwyca wielkimi baobabami, wesołymi lemurami katta, osobliwymi gadami kameleonami i drapieżnymi fossami. Tropikalny las, dziewicze plaże, pustynie i sawanny stwarzają znakomite warunki do pieszych wycieczek, a ciepłe wody Oceanu Indyjskiego świetnie nadają się do żeglarstwa, wędkarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Dlatego Madagaskar stanowi wymarzony kierunek dla osób kochających przyrodę i amatorów aktywnego wypoczynku. >>

Ta czwarta co do wielkości wyspa na ziemi (o powierzchni niemal 590 tys. km²), zwana „Czerwoną Wyspą” ze względu na kolor gleby, jest jednym z najbardziej zróżnicowanych przyrodniczo zakątków globu. Słowo Madagasikara – bo tak określają swoją ojczyznę Malgasze – podobno oznacza z protomalajskiego „kraniec świata”. Czas płynie tutaj rzeczywiście zupełnie innym rytmem, a przybysze z Europy wciąż muszą przecierać oczy ze zdumienia, tak różni się ta niesamowita kraina od wszystkiego, co znają.
Zawsze marzyłam o tym, aby wybrać się na Madagaskar. Pewnego dnia życie sprawiło mi niespodziankę. Koleżanka z firmy, w której pracowałam, wybierała się tam na zaplanowaną delegację, ale w przeddzień wylotu trafiła do szpitala. Przypadek chciał, że byłam jedyną osobą mogącą od razu zdecydować się na taki wyjazd. Miałam jedną godzinę na spakowanie się i drugą na dotarcie na lotnisko. Mojemu mężowi udało mi się tylko wysłać SMS-a, gdyż akurat prowadził szkolenie w samym środku lasu i znajdował się poza zasięgiem sieci komórkowej. Jak się potem okazało, mocno zdziwiła go ta wiadomość, tym bardziej, że dopiero co wróciliśmy ze wspólnej wyprawy na Borneo…

 

KRÓL JULIAN I KAMELEONY
Madagaskarska przyroda przerosła moje najśmielsze oczekiwania i wyobrażenia. Bajkowe formacje roślinne i zwierzęta, których nigdy nie spotkałam, nieustannie wprawiały mnie w zachwyt. Tutejsze krajobrazy, jedne z najbarwniejszych i najoryginalniejszych, jakie kiedykolwiek widziałam, zachowam na zawsze w pamięci. Moje wspomnienia są wciąż żywe, a ja chciałabym kiedyś znów stanąć na tej niesamowitej czerwonej ziemi.
     Co ciekawe, Madagaskar cechuje się bardzo dużym zróżnicowaniem pod względem rzeźby terenu i klimatu: znajdują się na nim sawanny, lasy równikowe i pustynie. Mniej więcej 150 mln lat izolacji od kontynentu afrykańskiego pozwoliło rozwinąć się tu nigdzie indziej nie występującym gatunkom. Miejscowa rośliność jest inna niż ta spotykana na stałym lądzie Afryki. Według niektórych źródeł wyspa może poszczycić się największą liczbą endemitów na świecie, a według innych – pod tym względem konkuruje z nią jedynie Borneo. Odkryto na niej prawie 900 rodzajów kolorowych, egzotycznych orchidei, powyżej 260 gatunków gadów oraz aż 105 gatunków i podgatunków lemurów. Nie napotkamy tutaj za to małp ani wielkich kotów takich jak lwy czy gepardy.
     Już trzeciego dnia mojego wyjazdu spotkałam licznych krewniaków popularnego króla Juliana. Lemury – po malgasku maki – to rozkoszne małpiatki, które żyją na drzewach, żywią się owadami i roślinami. Wystarczy wejść do rezerwatu lub parku narodowego, żeby się na nie natknąć, a podchodzą bardzo blisko, czasem nawet wskakują na ramię! Warto wiedzieć, że są one gatunkiem endemicznym – przedstawiciele zdecydowanej większości z rodziny lemurowatych występują tylko na Madagaskarze (m.in. katta, maki, mokok, wari). Komunikują się, wykorzystując feromony, odbierane za pomocą czułego węchu. W przeciwieństwie do wielu innych ssaków naczelnych nie używają mimiki, ponieważ nie posiadają rozwiniętych mięśni twarzy. Małpiatki te to niezmiernie wdzięczne stworzenia. Poruszają się z lekkością i gracją. Lemurokształtne osobniki czasem nawet… śpiewają, co miałam okazję usłyszeć! Indrisy (nazywane przez Malgaszy babakoto), bo o nich mowa, słyną z głośnych „pieśni”, które trwają od 45 s do 3 min. i stanowią powtarzającą się sekwencję kilku dźwięków. Często wykonują je w duecie, synchronizując głosy. W ten sposób zaznaczają granice swojego terytorium, określają potencjał reprodukcyjny własnego stada oraz nadają sygnały ostrzegawcze.

FOT. MAGDALENA MOLL-MUSIAŁ

Lemury katta zainspirowały twórców postaci króla Juliana


     Innym fascynującym madagaskarskim zwierzęciem jest kameleon. Kiedy wyczuwa niebezpieczeństwo, cały się nadyma. Pożywienie (głównie owady i pająki) łapie za pomocą lepkiego języka, który potrafi błyskawicznie rozwinąć na odległość do kilkunastu centymetrów! Ten widok zrobił na mnie niemałe wrażenie. Choć panuje powszechny pogląd, że te wyjątkowe jaszczurki zmieniają kolor skóry, aby wtopić się w otoczenie, tak naprawdę jej zabarwienie zależy od ich stanu emocjonalnego i fizycznego. Natrafienie na kameleona na Madagaskarze nie powinno sprawić trudności – żyje tutaj dwie trzecie z ok. 180 odkrytych gatunków, wliczając w to najmniejszego na ziemi Brookesia micra, osiągającego maksymalnie długość 29 mm.

 

W CIENIU BAOBABÓW LUB RAJSKICH PALM
W krajobraz wyspy nieodłącznie wpisują się charakterystyczne sylwetki ogromnych i długowiecznych baobabów. Niektóre z nich mają nawet 30 m wysokości i 11 m średnicy pnia! Ze względu na brak słojów nie można ustalić dokładnego wieku poszczególnych okazów. Te gigantyczne drzewa preferują obszary suche i żeby na nich przetrwać, zatrzymują wodę wewnątrz pnia (mogą pomieścić nawet ponad 100 tys. l). Ich liście i owoce są jadalne. Pulpa z tych drugich zawiera m.in. duże ilości węglowodanów, wapnia, magnezu, potasu, żelaza czy kwasu askorbinowego (witaminy C). Jedno z najbardziej znanych miejsc Madagaskaru stanowi pocztówkowa Aleja Baobabów, znajdująca się ok. 15 km od miasta Morondava. Stojące wzdłuż drogi smukłe olbrzymy wydają się zaprzeczać zwykłemu porządkowi natury – jak mówią Malgasze, rosną „korzeniami do nieba”.

FOT. OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

Olbrzymie drzewa w Alei Baobabów mają podobno ponad 800 lat


     Powierzchnia madagaskarskiego lądu została w znacznej mierze ukształtowana w wyniku aktywności wulkanicznej. Najwyższym szczytem wyspy jest właśnie wygasły wulkan – Maromokotro (2876 m n.p.m.). Niecałe 20 km od 200-tysięcznej miejscowości Antsirabe leży niezwykle malownicze jezioro Tritriva. Da się do niego dojechać tylko jeepem bardzo wyboistą drogą albo dojść pieszo, pokonując 14-kilometrową trasę. Jednak ten trud zdecydowanie warto podjąć. Woda w zbiorniku wydaje się czarna jak atrament, a kształtem akwen ten przypomina zarys Madagaskaru. Jezioro powstało wewnątrz krateru wulkanu i nie sposób do niego zejść, lecz widziane z góry również budzi prawdziwy zachwyt.
     Największy i najbardziej oblegany region turystyczny kraju stanowi wulkaniczna wyspa Nosy Be o powierzchni ponad 300 km². Cywilizacja dotarła na nią w stopniu umiarkowanym, dlatego na jej plażach można w spokoju cały dzień wylegiwać się na ciepłym piasku i leniwie czytać książkę, wsłuchując się w szum turkusowych fal, aż do spektakularnego zachodu słońca. Nie ma obawy, że przyjemność wypoczynku zakłócą nam motorówki ciągnące narciarzy wodnych czy inni amatorzy hałaśliwych rozrywek. Na Nosy Be w powietrzu unoszą się aromaty kwiatów jagodlinu wonnego (ylang-ylang) i wanilii, co sprawia, że poznaje się ją wszystkimi zmysłami i pamięta jak najpiękniejszy sen.

FOT. OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

Wyspa Nosy Be przyciąga turystów swoimi rajskimi krajobrazami


     Madagaskar przyciąga także nurków. Idealne rejony do podwodnych ekspedycji znajdują się na jego zachodnim wybrzeżu w pobliżu wysp Nosy Be, Nosy Sakatia, Nosy Komba, Nosy Tanikely i Nosy Mitsio oraz w okolicach miasta Toliara. Układ skał wulkanicznych skrytych pod powierzchnią wody od milionów lat sprzyjał rozwojowi raf koralowych. Warto szczególnie polecić wspaniałą, niezwykle bogatą formację u brzegów bezludnej wysepki Nosy Tanikely, która daje schronienie nie tylko tysiącom kolorowych rybek o przedziwnych kształtach, lecz również licznym żółwiom wodnym. W wyprawach nurkowych na Madagaskarze może wziąć udział każdy, niezależnie od poziomu umiejętności, a gwarantują one niezapomniane przeżycia.

 

TROCHĘ HISTORII
Wielu badaczy madagaskarskich dziejów twierdzi, że pierwsi osadnicy przybyli tutaj z indonezyjskich wysp między 200 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Inni twierdzą, że teren ten został zasiedlony w wyniku podróży różnych ludów wzdłuż wybrzeży Afryki, Indii i Półwyspu Arabskiego. Przez ostatnie dwa tysiące lat Madagaskar przyjął duże fale migracji, m.in. Austronezyjczyków, Bantu, Arabów, Południowych Azjatów, Chińczyków czy Europejczyków. Dlatego stanowi on prawdziwy raj nie tylko dla przyrodników, ale też antropologów. Żyje na nim aż 18 grup etnicznych (np. Betsimisaraka, Antaisaka, Antandroy, Sakalawa i Merina), istna mozaika kulturowa ludzi różniących się pochodzeniem, zwyczajami, dialektem, ale połączonych kultywowaniem wspólnych tradycji, ogromną dumą z niepodległości odzyskanej w 1960 r. i językiem malgaskim.
     Zjednoczenia kraju dokonali Andrianampoinimerina (1745–1810) i jego syn Radama I (1793–1828), którzy byli władcami Królestwa Imerina (Merina), mieszczącego się w środkowej części wyspy. Doszło do tego dopiero na początku XIX w. Wcześniej istniały tu różne ośrodki polityczne, które konkurowały ze sobą. W pierwszej połowie XIX stulecia, za czasów wspomnianego Radama I, Malgasze przyjęli chrześcijaństwo. Po śmierci króla rządy przejęła jego małżonka Ranavalona I (1778–1861), która zasłynęła z brutalnych praktyk, dlatego otrzymała przydomek „Okrutna”. Prowadziła ona zupełnie inną politykę niż jej mąż. Zerwała wiele kontaktów z krajami europejskimi, wygnała aktywnie działających misjonarzy z Europy i zaczęła prześladować chrześcijan.  
     Warto wspomnieć, że już kilkadziesiąt lat po śmierci okrutnej królowej, w grudniu 1898 r. z Krakowa przybył na Madagaskar polski jezuita ksiądz Jan Beyzym (1850–1912). Nauczył się on języka malgaskiego i rozpoczął pracę w ośrodku dla trędowatych w miejscowości Ambahivoraka. W 1903 r. zainicjował budowę nowoczesnego szpitala w Maranie. Oprócz opieki nad chorymi, nadzorował stan robót i własnoręcznie rzeźbił elementy do wystroju kaplicy. Wznoszenie obiektu zakończono w 1911 r. W dużej mierze powstał on dzięki składkom polskiego społeczeństwa. Ksiądz Jan, który zaraził się trądem, zmarł w wieku 62 lat na febrę. Papież Jan Paweł II beatyfikował go w sierpniu 2002 r. podczas mszy na krakowskich Błoniach.
     Pod koniec XIX w. Madagaskar stał się kolonią francuską. Francuzi krwawo tłumili powstania lokalnej ludności i przez ok. 70 lat sprawowali rzeczywistą władzę na wyspie. Ich wpływy są widoczne po dziś dzień: drugim językiem urzędowym kraju (obok malgaskiego) jest francuski, a większość hoteli i dobrze prosperujących ośrodków turystycznych należy do francuskich biznesmenów. Tuż przed II wojną światową między Polską a Francją rozpoczęły się rozmowy dotyczące projektu przekazania kolonii Polakom, co ściśle wiązało się z pomysłem przesiedlenia tutaj europejskich Żydów. Wysłano nawet specjalną komisję polsko-żydowską, aby oceniła możliwości urzeczywistnienia tej koncepcji. Ostatecznie plany te pokrzyżował niespodziewany wybuch II wojny światowej.

 

RZECZYWISTOŚĆ DNIA POWSZEDNIEGO
Madagaskarska ziemia kryje największe na świecie złoża szafirów, rośnie tu wspaniała kawa, banany, wanilia i aromatyczne goździki, na eksport trafiają owoce liczi i tony krewetek. Niestety, to wielkie bogactwo nie idzie w parze z wysokim standardem życia ludzi. Madagaskar to jedno z najbiedniejszych państw na naszym globie. Mimo iż czytałam wcześniej o ciężkiej sytuacji w tym kraju, poziom ubóstwa jego mieszkańców mnie zszokował. Nie ma tutaj bezdomnych, bo każdy może postawić sobie chatkę w buszu, ale ludzie głodują. Według statystyk 70 proc. Malgaszy żyje za mniej niż dolara dziennie. Wielu nie stać na ryż, trzy razy dziennie żywią się rozgotowanym maniokiem, kukurydzą lub ziemniakami.
     Gdy w latach 90. XX w. odkryto złoża szafirów w miejscowości Ilakaka, Madagaskar prędko został jednym z głównych eksporterów tych kamieni szlachetnych. Jednak dość szybko wyeksploatowano powierzchniowe warstwy surowca, a stan malgaskiej wiedzy technologicznej nie pozwolił na bardziej zaawansowany rozwój przemysłu wydobywczego. Zagraniczne firmy również nie chcą w niego inwestować, dlatego od 2005 r. wydobycie wciąż spada. Podczas pobytu na wyspie turyści mogą wybrać się na wycieczkę do kopalni odkrywkowych. Wzdłuż ulic Ilakaki ciągną się liczne sklepy z szafirami. Większość z kamieni jest różowa albo fioletowa, choć spotkamy też niebieskie, zielone i żółte, typowe dla Madagaskaru.
     Malgaskie dzieci nie zawsze mają dostęp do edukacji, często wykonują różne prace gospodarskie, np. przynoszą wodę z rzek. Szacuje się, że tylko 65 proc. obywateli potrafi pisać i czytać. Także poziom opieki lekarskiej i szpitalnej pozostaje bardzo niski, co przyczynia się do dużej śmiertelności kilkulatków. W położonych w buszu osadach nie dba się szczególnie o warunki higieniczne, brak w nich toalet czy latryn. Ich mieszkańcy handlują rybami i bananami. Do odległego o 2–3 godz. marszu miasta przynoszą je w koszach zawieszonych na belce. Nierzadko wędrują boso.

FOT. MAGDALENA MOLL-MUSIAŁ

Malgaskie dzieci często pomagają rodzicom, np. przynoszą drewno


     Wizyta w malgaskich wioskach w tropikalnych lasach dostarcza wielu emocji – budzi litość wobec ubogich Malgaszów, wywołuje żal do świata o niesprawiedliwy podział dóbr, uświadamia nam naszą bezradność. Warto zdać sobie sprawę, jak żyją ludzie na „Czerwonej Wyspie”, aby uwrażliwić się na sytuację jej obywateli. W jednej z osad poznałam dziewczynkę o imieniu Anette. Jej mama akurat chorowała, przebywała w szpitalu, a taty nie miała. Pod opieką Anette pozostawał braciszek, musiała zająć się gospodarstwem. Jednak za leczenie trzeba było zapłacić. Dziewczynka zatem każdego ranka piekła małe chlebki i sprzedawała je przechodniom. W ten sposób utrzymywała siebie, brata i mamę. Ogromnie zdziwiłam się, kiedy odkryłam, że za kilkanaście bułek dostawała 2600 ariary, czyli mniej niż 1 euro… Bardzo jej współczułam, lecz ona wydawała się taka pogodna, a uśmiech niemal nie schodził z jej twarzy. Patrzyłam z podziwem na jej zaradność i samozaparcie. Jednocześnie zastanawiało mnie, skąd w tych ludziach, którzy nie posiadają nic poza domkiem krytym palmowymi liśćmi, jest tyle radości. Ich życie wydawało mi się tak monotonne i smutne. Oni jednak innego nigdy nie poznali i dlatego za nim nie tęsknią. Potrafią cieszyć się tym, co ich otacza. Tej właśnie umiejętności powinniśmy się od nich nauczyć.

 

ZUPEŁNIE INNA KULTURA
Nie sposób pisać o Madagaskarze, nie wspominając o religii. Ponad 40 proc. mieszkańców kraju to chrześcijanie, a więcej niż połowa – wyznawcy wierzeń plemiennych opartych na animizmie, których charakterystyczny element stanowi tzw. fady (fadi), czyli tabu. Obcokrajowcom te zasady dotyczące niemal każdej sfery życia wydają się niezwykle irracjonalne i utrudniające codzienną egzystencję, lecz dla Malgaszów są podstawą organizującą ich świat. Należą do nich różne zakazy: nie wolno np. pracować w polu we wtorek i piątek, bo plony się nie udadzą; pokazywać grobu palcem, ponieważ ściągnie się na siebie nieszczęście; przeglądać się w lusterku poza domem, gdyż grozi to opętaniem przez złego ducha; usiąść w progu, gdy wschodzi ryż – wejście do domu uchodzi za rodzaj bramy umożliwiającej wykiełkowanie ziarna. Poza tym koło drzwi nie może też siedzieć kobieta w ciąży, a spotkanie teściowej w określony dzień przynosi pecha. Nie powinno się także spożywać posiłku w nakryciu głowy, bo wtedy szkodzi się małżonkowi. Niektóre nakazy bywają bardziej skomplikowane. Gdy pada deszcz, zabija się kurczaka – ofiarowanie jego krwi wyprasza lepszą pogodę. Nikt nie podaje z dłoni do dłoni jajek ani soli, ponieważ to oznaczałoby oddanie swojego szczęścia. Sprzedawca nie przekazuje ich więc kupującemu, ale kładzie przed nim na ziemi. Za najbardziej pogardzane istoty na Madagaskarze uważa się psy, dlatego najgorszym przekleństwem jest właśnie nazwanie kogoś psem. Jeśli do tego dojdzie, aby uzyskać przebaczenie, trzeba iść do szamana i dowiedzieć się, ile krów (zebu) należy złożyć obrażonej osobie w ofierze przebłagalnej. W pewnych regionach wyspy bliźnięta to zły znak. Jeżeli się urodzą, przynajmniej jedno trafia na wychowanie do innej rodziny. U podłoża tego fady leży legenda o wodzu, który miał bliźniaki. Kiedy zaatakowali go wrogowie, nie mógł walczyć, gdyż trzymał na rękach dwójkę dzieci, nie był też w stanie z nimi szybko uciekać, jego plemię poniosło zatem klęskę. Jak widać, reguły te tworzą bardzo złożony i rozbudowany system, który różni się w każdej społeczności. Gdy siedziałam przy stole z Malgaszami, nie wiedziałam, co może ich urazić albo zostać uznane za złamanie zakazów kulturowych. Nasze przesądy związane z pechowym czarnym kotem czy piątkiem trzynastego to przy malgaskich tabu zwykłe bajki.
     Jedną z najstarszych tradycji religijnych Madagaskaru jest Famadihana. Polega ona na powtórnym pochówku w nowym całunie wydobytych wcześniej z grobu zwłok. Europejczykom wyda się ten obyczaj zapewne dziwny, ale święto to, trwające czasem nawet kilka dni, to ogromny rodzinny festiwal. Towarzyszy mu taniec i wspólny śpiew. Dla Malgaszy to uroczystość, podczas której spotykają się żywi i zmarli. Najważniejszy cel obrzędu stanowi okazanie szacunku umarłym i zwrócenie się do nich z prośbą o błogosławieństwo. Famadihana odbywa się zazwyczaj w czasie malgaskiej zimy, między lipcem a sierpniem. Wynika to z przekonania, że nieboszczycy w okresie chłodnej pory roku potrzebują nowych całunów. Często zdarza się też tak, że komuś przyśni się przodek skarżący się na brak okrycia, co daje powód do zorganizowania ceremonii.
     Osobiście samego obrzędu nie widziałam, pewnie nie chciałabym zresztą w nim uczestniczyć, nawet gdyby właśnie odbywał się w wiosce. Wystarczająco odstraszająco działały na mnie wystające z ziemi ogromne kamienie, do których Malgasze odprowadzają dusze swoich zmarłych. W trakcie takiego pożegnania zabija się zebu (im bogatsza rodzina, tym więcej sztuk tego udomowionego bydła garbatego), a potem na głazach wiesza jego rogi, co potęguje atmosferę rodem z mocnego dreszczowca.  

 

***

Madagaskar to niepowtarzalne miejsce, zarówno ze względu na oryginalną przyrodę, jak i swoich mieszkańców i ich kulturę, która bywa nieskażona wpływami obcych cywilizacji. Wyspa ma w sobie niezwykłą magię, przyciągającą podróżników i turystów poszukujących przygód lub niezliczonych ciekawych kontrastów. Jeśli zawitamy tu choć raz, na pewno zapragniemy wrócić do tego kraju, aby znów móc podziwiać jego piękno i zgłębiać jego pasjonujące tajemnice… 

Artykuły wybrane losowo

Podróż przez Mozambik

JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Z czym kojarzy się Peru…?

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Zapytaliśmy o to pięciu wybranych ekspertów, którzy znają doskonale tę magiczną krainę Inków… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

JUSTYNA CEMPEL-RYBICKA

PREZES DELUXE TRAVEL CLUB

Tajemnicze, dzikie, bogate w historię i fascynujące Peru kojarzę przede wszystkim z Cuzco, które uznawane jest za najstarsze wciąż zamieszkane miasto kontynentu oraz za archeologiczną stolicę Ameryki. Dzieje świetności i upadku imperium Inków można poznać podczas zwiedzania pobliskich ruin – Sacsayhuamán. Mimo iż Cuzco w języku keczua (miejscowych Indian) oznacza pępek świata, to jednak – moim zdaniem – określenie to pasuje dzisiaj bardziej do wprawiającego w zachwyt, otulonego mgłą i owianego tajemnicą Machu Picchu. Jest to najlepiej zachowane inkaskie miasto. Wzniesiono je w XV w., kiedy cywilizacja Inków znajdowała się u szczytu potęgi. Po ok. 100 latach zostało jednak opuszczone w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Machu Picchu podzielone jest na dwie części – rolniczą oraz mieszkalną ze Świątynią Słońca, Pałacem Królewskim, Świętym Placem i obserwatorium astronomicznym Intihuatana. W lipcu 2007 r. ogłoszono je jednym z siedmiu cudów świata nowożytnego.

Więcej…