MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Królestwo Tajlandii (Prathet Thai) leży na Półwyspie Indochińskim i w północnej części Półwyspu Malajskiego. Sąsiaduje z Kambodżą, Birmą (Mjanmą), Laosem i Malezją, a jego wybrzeże otaczają wody z basenów dwóch oceanów: Indyjskiego i Spokojnego. Mimo ostatnich wydarzeń politycznych (protestów zakończonych odsunięciem od władzy w maju 2014 r. premier Yingluck Shinawatry) wciąż uchodzi za prawdziwy hit w ofercie polskich biur podróży.
Upalne powietrze nasycone nieznanymi zapachami, zapowiadające nadchodzący monsun bądź kolejny, rozgrzany podrównikowym słońcem dzień to pierwsza rzecz, z którą zwykle spotykają się przyjezdni w stołecznym Bangkoku zaraz po przekroczeniu granic Portu Lotniczego Suvarnabhumi (Suvarnabhumi Airport). Stąd większość z nich kieruje się w stronę ulicy Khao San, położonej w pobliżu historycznego serca miasta. Życie toczy się na niej 24 godziny na dobę, a ona sama świetnie oddaje specyfikę chaotycznej, ponad 8-milionowej metropolii. Stanowi też swoistą mekkę nie tylko dla dbających o budżet backpackersów, ale właściwie dla wszystkich turystów, którzy wolą nie przepłacać za wygodny nocleg, a zarazem chcą mieć blisko do najważniejszych atrakcji stolicy.

W „MIEŚCIE ANIOŁÓW”
Należy do nich przede wszystkim bangkocki Wielki Pałac Królewski – kompleks świeckich i religijnych budowli, który od końca XVIII do połowy XX w. był siedzibą władców Syjamu, jak do maja 1949 r. nazywano ten kraj. Aktualna głowa państwa, Rama IX (Bhumibol Adulyadej), jeden z najbogatszych (z majątkiem 30 mld dolarów) i najdłużej panujących monarchów na świecie (już prawie 70 lat!), w 1946 r. przeniósł królewską posiadłość do niedalekiego i równie imponującego Pałacu Chitralada. Dzięki temu wspaniały kompleks jest dziś otwarty dla zwiedzających, którzy mogą podziwiać w nim też m.in. lśniącą złotem Wat Phra Kaew (Wat Phra Kaeo) – najświętszy ośrodek religijny w Tajlandii, znany jako Świątynia Szmaragdowego Buddy. W pobliżu, również w dzielnicy Phra Nakhon, znajduje się zapierająca dech w piersiach Wat Pho – Świątynia Leżącego Buddy, zaliczana do największych (ok. 80 tys. m² powierzchni) i najstarszych w tej metropolii (pochodzi z lat 80. XVIII w.). Jeśli ma się chwilę czasu, warto zajrzeć do mieszczącej się w niej słynnej Tajskiej Szkoły Medycyny Tradycyjnej i Masażu. Z kolei na przeciwnym brzegu rzeki Menam dominuje Świątynia Świtu, czyli War Arun, widoczna z oddali za sprawą strzelistej stupy wznoszącej się pod niebo. Często uważa się ją za symbol Bangkoku, zwanego nie bez powodu „Miastem Świątyń” – w jego granicach wybudowano ich kilkadziesiąt, co przypomina nam o tym, że to stolica najludniejszego na świecie (ok. 67 mln mieszkańców) buddyjskiego kraju.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

W Wat Phra Kaew znajduje się posąg Buddy z zielonego jadeitu


     Najpopularniejszym jej określeniem pozostaje jednak „Miasto Aniołów”. Jest to zresztą pierwszy człon pełnej jej nazwy, składającej się łącznie… z 21 wyrazów i odnotowanej w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy toponim na świecie! Choć dziś tętniący życiem Bangkok należy do największych i najszybciej rozwijających się ośrodków regionu, przez wiele stuleci, aż do drugiej połowy XVIII w., był senną wioską. Po upadku w 1767 r. zrujnowanej przez birmańskie wojska Ayutthayi ówczesny król Rama I Wielki (1737–1809) przeniósł tu stolicę państwa. Odtąd miejscowość, ze względu na przecinające ją liczne kanały nosząca miano „Wenecji Orientu”, zaczęła się rozrastać i zmieniać.
W tym chaotycznym, nigdy niezasypiającym molochu nadal mimo wszystko nietrudno trafić na tradycyjne domy, bujną tropikalną roślinność i takie zakątki, w których na chwilę udaje się zapomnieć, że znajdujemy się w olbrzymiej metropolii. To miasto żywi się kontrastami, dostrzegalnymi choćby w jego strukturze: świątynie sąsiadują w nim z głośnymi ulicami wypełnionymi klubami i knajpkami, a z dzielnicami wiekowych zabytków graniczą nowoczesne rejony z centrami handlowymi i szklanymi biurowcami.

PRZEMIERZAJĄC BANGKOK
Bangkockie sprzeczności łączy rzeka Menam, wśród Tajów znana jako Chao Phraya (co tłumaczy się na „Rzeka Królów”), po której pływa mnóstwo kolorowych statków. Wyrosło nad nią wiele nowych hoteli i wieżowców, a jednocześnie przy jej brzegach ujrzymy przycumowane mieszkalne barki, stare stragany, a nawet przystań ozdobnych królewskich łodzi. Aby lepiej przyjrzeć się jej różnorodności i wczuć w specyficzny rytm, najlepiej przepłynąć się miejskim promem (bilet kosztuje symboliczne kilkanaście batów – THB, 1 THB = ok. 0,10 PLN). Podczas takiego rejsu dotrzemy do większości wartych uwagi atrakcji położonych w pobliżu centrum, m.in. do gwarnego Chinatown, pełnego tradycyjnych sklepików i restauracji. Wodną wycieczkę docenimy tym bardziej, że dłuższe spacery po Bangkoku bywają uciążliwe z powodu upalnego powietrza przenikniętego smogiem, a podróżowanie autobusem lub taksówką może trwać w nieskończoność z racji ogromnych korków.
     Popularnym środkiem transportu są tutaj również tuk-tuki, motoriksze przyozdobione kolorowymi światełkami, maskotkami, zdjęciami bądź kwiatkami – w zależności od fantazji ich właściciela. Także on ustala cenę, jaką zapłacimy za przejazd tym barwnym cackiem. Czasem koszt ten okazuje się wyższy niż w wypadku zwykłej taksówki. Podobnie więc jak w sklepach i na targach trzeba w tym przypadku ćwiczyć siłę charakteru i stanowczo się targować, nie przejmując się protestami albo naciskami ze strony Tajów.
     Inny charakterystyczny element pejzażu tego głośnego i zatłoczonego miasta stanowią wszechobecne miniaturowe świątynie, przyczepione niekiedy do drzew na ulicach, innym razem stojące przy wejściu do punktów usługowych czy w rogu hotelowego hallu. W małych, ozdobnych domkach zwykle zobaczymy jakiś owoc, girlandę z kwiatów, puszkę z napojem lub talerz z jedzeniem. Choć przybyszów ten widok dziwi, to dla miejscowych jest on wyrazem ich duchowości. Tajlandia, jak większość azjatyckich państw, posiada własny charakterystyczny system interpretacji rzeczywistości pozamaterialnej. Większość jej mieszkańców – zarówno tych z prowincji, jak i ze stolicy – wierzy, że wśród istot z krwi i kości żyje wiele innych bytów, określanych melodyjnym słowem phii. Stawiane na każdym kroku ołtarzyki służą oddawaniu hołdu tym duchom, obłaskawianiu ich i wypraszaniu dalszego ich wsparcia. Ta świadomość ciągłej współobecności milczących towarzyszy tworzy magiczny klimat Bangkoku, a szczególnie mocno przenika do świata zewnętrznego w tych miejscach, do których rzadziej zaglądają turyści.
     W ostatnim czasie spokój w kraju zburzyły demonstracje antyrządowe, które doprowadziły do wojskowego zamachu stanu pod przywództwem generała Prayautha Chan-ochy (obecnie premiera Tajlandii). Mimo iż trwały niemal 8 miesięcy (od 31 października 2013 r. do 22 maja 2014 r.), nie zagroziły bezpieczeństwu obcokrajowców w mieście. Podobnie jak cała Tajlandia, utrzymuje się ono w przeważającym stopniu z turystyki, a przyjezdni są tutaj traktowani bardzo przyjaźnie, na co ma wpływ tak zasadnicza policja, jak i mentalność Tajów – mieszkańców „krainy tysiąca uśmiechów”. Można mieć wątpliwości, ile bywa w tym haśle prawdy, a ile zwykłego sloganu, ale jedno jest pewne: wskaźnik przestępczości pozostaje w tym państwie niezwykle niski, a akty agresji w stosunku do turystów odnotowuje się rzadko. Choć więc ostrożności nigdy za wiele, to zarówno w Bangkoku, jak i innych tajskich dużych ośrodkach miejskich, poczujemy się nieraz bezpieczniej niż w niejednej europejskiej stolicy.

MIĘDZY ZIELONĄ PÓŁNOCĄ…
Z bangkockiej metropolii przez średniowieczne Sukhothai (gdzie mieściła się pierwsza stolica tajskiego królestwa) czy wspomnianą Ayutthayę, w której ogromne wrażenie robią ruiny dawnych pałaców i świątyń, wiedzie droga na północ – najbardziej zieloną, żyzną i wielokulturową część Tajlandii. Tu, wśród gór i dolin łańcucha Thanon Tong Chai (z najwyższym szczytem kraju Doi Inthanon – 2565 m n.p.m.), w łagodnym klimacie, gdzie płuca wypełnia rześkie powietrze, czeka na nas prawdziwe bogactwo atrakcji. Wydaje się, że to najlepsze miejsce na odpoczynek po wizycie w hipnotyzującym, ale męczącym Bangkoku. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Chiang Mai – wyjątkowego miasta, w którego atmosferze oddamy się błogiemu relaksowi. Słodkiemu lenistwu nie można się tu oprzeć, sprzyja mu mnogość parków, świetnych kawiarni, restauracji i nocnych marketów. Warto spróbować też swoich sił w przyrządzaniu potraw tajskiej kuchni w trakcie kursów gotowania, oferowanych na każdym kroku i w bardzo przyzwoitej cenie. Już podczas jednorazowej lekcji dowiemy się, jak przygotować największy tutejszy specjał, czyli pad thai – smażony makaron z jajkiem, sosem z tamaryndowca i krewetkami, warzywami bądź tofu (twarożkiem sojowym). Równie smakowitymi daniami są m.in. sałatka z papai, zupa rybna lub ostre curry. Właśnie dzięki nim ulice w Tajlandii przez całą dobę pachną imbirem, trawą cytrynową czy kolendrą, tak typowymi przyprawami dla jej oryginalnej sztuki kulinarnej.

FOT. THAITRAVELMART.COM

Malowniczy Park Narodowy Doi Inthanon w prowincji Chiang Mai


     Turyści zatrzymujący się w Chiang Mai na dłużej mogą również zapisać się na kurs masażu – kolejnej tajskiej specjalności. Nazywa się on nuat phaen boran i według legendy został stworzony przez osobistego lekarza samego Buddy. Tak naprawdę korzenie znanej dziś postaci zabiegów sięgają XIX w., co więcej, stanowią one mieszankę technik pochodzących z Indii, Chin i terenu Azji Południowo-Wschodniej. Akupresura połączona z jogą i rozciąganiem, w trakcie sesji zapewniająca nieco bolesne doznania, okazuje się znakomitym sposobem na leczenie stresu, migreny i zakwasów.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Lekcja sztuki kulinarnej Tajów


     Północny region Tajlandii to jednak nie tylko smaczna kuchnia i relaksujące seanse u masażysty, lecz także niesamowite bogactwo kulturowe związane z jego geograficznym położeniem. Chiang Mai mieści się w centrum tzw. Złotego Trójkąta (znaczącego azjatyckiego obszaru produkcji opium), między granicą z Birmą (Mjanmą) i Laosem. Miłośnicy trekkingów podczas pieszych wycieczek po okolicy będą mieli szansę zajrzeć do wiosek zamieszkanych przez fascynujące górskie plemiona Karenów i Hmongów (Mongów), które wciąż pielęgnują swoje dawne obyczaje, noszą tradycyjne stroje i trudnią się rękodziełem.

…I TROPIKALNYM POŁUDNIEM
Równie wielokulturowe jest też gorące południe kraju, nieustępujące północy w niczym pod względem egzotyki, różnorodności, piękna krajobrazów oraz wspaniałych atrakcji. Tu buddyzm miesza się (z racji bliskiego sąsiedztwa Malezji) z islamem, co widać wyraźnie zarówno w samych zwyczajach mieszkańców, jak i ich ubiorze czy interesującej architekturze. Poza tym w tym rejonie ciężkie, duszne, tropikalne powietrze wypełnia wszechobecny dźwięk cykad i gekonów, gęsta od bananowców dżungla zachwyca głęboką, soczystą zielenią, egzotyczne owoce smakują niepowtarzalnie, a wybrzeże ocienione palmami kokosowymi oblewa prawdziwie lazurowe morze. To, co przyciąga do południowej Tajlandii przede wszystkim, to jednak niezliczone wyspy rozsiane po obu stronach Półwyspu Malajskiego: na Morzu Andamańskim i w Zatoce Tajlandzkiej. Choć z pozoru wydają się do siebie podobne, to tak naprawdę są zupełnie inne. Jeśli ma się więc szansę, warto poznać kilka z nich.
     Wielbicielom nurkowania spodoba się na niewielkiej Koh Tao, gdzie znajduje się aż ponad 250 szkół oferujących naukę tego sportu. Świetnym miejscem dla osób aktywnych będzie także zaciszna Koh Kut (Koh Kood), położona bliżej granicy z Kambodżą. Jeśli liczymy głównie na korzystanie z uroków nocnego życia, to powinniśmy zajrzeć na Koh Samui, a przede wszystkim archipelag wysepek Phi Phi, słynących z klubów i szalonych imprez na plaży i rozsławionych przez film Danny’ego Boyle’a Niebiańska plaża (z 2000 r.). Raz w miesiącu, w okolicy pełni księżyca, wielka całonocna zabawa (Full Moon Party) odbywa się też na Koh Phangan, na co dzień zacisznej i spokojnej. Turyści poszukujący ciszy i wytchnienia odpoczną na Koh Kradan, leżącej w granicach Parku Narodowego Hat Chao Mai, bądź Koh Mook („Perłowa Wyspa”), pokrytej przepięknym białym piaskiem. Również Koh Jum jeszcze kilka lat temu posiadała zaledwie kilkanaście resortów z bungalowami i parę niepozornych rodzinnych restauracji. Z kolei fanom reggae z pewnością przypadnie do gustu Koh Phayam w pobliżu granicy z Birmą (Mjanmą), gdzie za jedyny środek transportu służą rowery albo motocykle. Przywitają ich tu dźwięki piosenek Boba Marleya, widok bambusowych domków i kolorowych hamaków na złocistej plaży.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Koh Phi Phi Lee – piękna plaża nad niewielką zatoką Maya Bay


     Właśnie ta luźna, wyspiarska atmosfera pozwoli najlepiej cieszyć się nam tajskim urlopem w zgodzie z tutejszą filozofią życia, zawartą w haśle mai pen rai, czyli „nic nie szkodzi” lub „wszystko będzie dobrze”. Tym zaczerpniętym z buddyzmu wyrażeniem życzliwi mieszkańcy kraju pełnego słońca i wspaniałych smaków odganiają od siebie złe myśli, problemy i zmartwienia. Ważnym słowem w słowniku Tajów jest także sanuk – „radość”, „coś miłego”. Warto spróbować przyswoić sobie tę swoistą sztukę pozytywnego myślenia, położyć się na hamaku i choćby na chwilę zapomnieć się w błogim uczuciu szczęścia. Tak naprawdę tylko jedna rzecz czyni Tajlandię niebezpieczną – to kraina wyjątkowo uzależniająca.

Artykuły wybrane losowo

Radosne życie w rytmie reggae – Jamajka

WIOLETTA KRAWIEC

 

Gdy przekroczyłam bramę szkoły w miejscowości Martha Brae, nie przypuszczałam jeszcze, że przeżyje tu jedne z najwspanialszych chwil podczas mojej podróży na Jamajkę. Kolorowe ściany, słoneczne wnętrza i uśmiechnięte buzie dzieci przypominały bardziej wesołą kolonię letnią niż placówkę oświatową. Z jednej z sal dochodził do nas piękny śpiew. Zajrzałam do niej przez otwarte drzwi. Grupa dzieci ćwiczyła Down by the River, wielki przebój muzyki reggae zespołu Morgan Heritage. Roześmiane dziewczynki w turkusowych mundurkach kołysały się rytmicznie, w pełni oddając się radości śpiewania. Ich buzie promieniały tajemniczym szczęściem. Słuchałam tej lekcji muzyki z zachwytem i przez kilka minut nie tylko widziałam, ale i czułam Jamajkę. Od tej pory Down by the River jest jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze włączam ją sobie w domu, gdy potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Działa na mnie szybciej niż na wielu słynna jamajska ganja...

Więcej…

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.

 

Czarująca różnorodność Indonezji

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Indonezja jest największym na świecie krajem wyspiarskim, który oferuje turystom z Polski moc atrakcji, m.in. słońce zimą, malownicze egzotyczne plaże, górskie trekkingi, wyprawy w głąb dziewiczej dżungli oraz wręcz wymarzone miejsca do uprawiania surfingu, raftingu, kanioningu, wędkarstwa morskiego, żeglarstwa, snorkelingu czy nurkowania. Można tu podziwiać cenne zabytki, delektować się wyśmienitą i różnorodną kuchnią oraz odkrywać wspaniałe kultury wyróżniające się kolorowymi strojami ludowymi, tradycyjnymi tańcami, oryginalnymi wierzeniami, fascynującymi świętami i tajemniczymi zwyczajami. Jest tu tak dużo do zobaczenia i przeżycia, że nawet jeśli będziemy wracać do Indonezji wiele razy, to nie grozi nam nuda. To doskonały kierunek turystyczny, idealny na udane wakacje nie tylko dla miłośników przygód i prawdziwych odkrywców, ale także dla rodzin z dziećmi, zakochanych par, nowożeńców oraz amatorów luksusowych hoteli SPA & Wellness. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy kilka osób, które znają dość dobrze Indonezję, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej fascynujących i zniewalających miejsc w tym niezmiernie interesującym, olbrzymim i różnorodnym kraju, leżącym na ponad 17 tys. wysp. Zapraszamy więc teraz w magiczną podróż po niepowtarzalnym regionie świata stanowiącym pomost pomiędzy dwoma kontynentami – Azją i Australią…

Więcej…