MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Królestwo Tajlandii (Prathet Thai) leży na Półwyspie Indochińskim i w północnej części Półwyspu Malajskiego. Sąsiaduje z Kambodżą, Birmą (Mjanmą), Laosem i Malezją, a jego wybrzeże otaczają wody z basenów dwóch oceanów: Indyjskiego i Spokojnego. Mimo ostatnich wydarzeń politycznych (protestów zakończonych odsunięciem od władzy w maju 2014 r. premier Yingluck Shinawatry) wciąż uchodzi za prawdziwy hit w ofercie polskich biur podróży.
Upalne powietrze nasycone nieznanymi zapachami, zapowiadające nadchodzący monsun bądź kolejny, rozgrzany podrównikowym słońcem dzień to pierwsza rzecz, z którą zwykle spotykają się przyjezdni w stołecznym Bangkoku zaraz po przekroczeniu granic Portu Lotniczego Suvarnabhumi (Suvarnabhumi Airport). Stąd większość z nich kieruje się w stronę ulicy Khao San, położonej w pobliżu historycznego serca miasta. Życie toczy się na niej 24 godziny na dobę, a ona sama świetnie oddaje specyfikę chaotycznej, ponad 8-milionowej metropolii. Stanowi też swoistą mekkę nie tylko dla dbających o budżet backpackersów, ale właściwie dla wszystkich turystów, którzy wolą nie przepłacać za wygodny nocleg, a zarazem chcą mieć blisko do najważniejszych atrakcji stolicy.

W „MIEŚCIE ANIOŁÓW”
Należy do nich przede wszystkim bangkocki Wielki Pałac Królewski – kompleks świeckich i religijnych budowli, który od końca XVIII do połowy XX w. był siedzibą władców Syjamu, jak do maja 1949 r. nazywano ten kraj. Aktualna głowa państwa, Rama IX (Bhumibol Adulyadej), jeden z najbogatszych (z majątkiem 30 mld dolarów) i najdłużej panujących monarchów na świecie (już prawie 70 lat!), w 1946 r. przeniósł królewską posiadłość do niedalekiego i równie imponującego Pałacu Chitralada. Dzięki temu wspaniały kompleks jest dziś otwarty dla zwiedzających, którzy mogą podziwiać w nim też m.in. lśniącą złotem Wat Phra Kaew (Wat Phra Kaeo) – najświętszy ośrodek religijny w Tajlandii, znany jako Świątynia Szmaragdowego Buddy. W pobliżu, również w dzielnicy Phra Nakhon, znajduje się zapierająca dech w piersiach Wat Pho – Świątynia Leżącego Buddy, zaliczana do największych (ok. 80 tys. m² powierzchni) i najstarszych w tej metropolii (pochodzi z lat 80. XVIII w.). Jeśli ma się chwilę czasu, warto zajrzeć do mieszczącej się w niej słynnej Tajskiej Szkoły Medycyny Tradycyjnej i Masażu. Z kolei na przeciwnym brzegu rzeki Menam dominuje Świątynia Świtu, czyli War Arun, widoczna z oddali za sprawą strzelistej stupy wznoszącej się pod niebo. Często uważa się ją za symbol Bangkoku, zwanego nie bez powodu „Miastem Świątyń” – w jego granicach wybudowano ich kilkadziesiąt, co przypomina nam o tym, że to stolica najludniejszego na świecie (ok. 67 mln mieszkańców) buddyjskiego kraju.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

W Wat Phra Kaew znajduje się posąg Buddy z zielonego jadeitu


     Najpopularniejszym jej określeniem pozostaje jednak „Miasto Aniołów”. Jest to zresztą pierwszy człon pełnej jej nazwy, składającej się łącznie… z 21 wyrazów i odnotowanej w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy toponim na świecie! Choć dziś tętniący życiem Bangkok należy do największych i najszybciej rozwijających się ośrodków regionu, przez wiele stuleci, aż do drugiej połowy XVIII w., był senną wioską. Po upadku w 1767 r. zrujnowanej przez birmańskie wojska Ayutthayi ówczesny król Rama I Wielki (1737–1809) przeniósł tu stolicę państwa. Odtąd miejscowość, ze względu na przecinające ją liczne kanały nosząca miano „Wenecji Orientu”, zaczęła się rozrastać i zmieniać.
W tym chaotycznym, nigdy niezasypiającym molochu nadal mimo wszystko nietrudno trafić na tradycyjne domy, bujną tropikalną roślinność i takie zakątki, w których na chwilę udaje się zapomnieć, że znajdujemy się w olbrzymiej metropolii. To miasto żywi się kontrastami, dostrzegalnymi choćby w jego strukturze: świątynie sąsiadują w nim z głośnymi ulicami wypełnionymi klubami i knajpkami, a z dzielnicami wiekowych zabytków graniczą nowoczesne rejony z centrami handlowymi i szklanymi biurowcami.

PRZEMIERZAJĄC BANGKOK
Bangkockie sprzeczności łączy rzeka Menam, wśród Tajów znana jako Chao Phraya (co tłumaczy się na „Rzeka Królów”), po której pływa mnóstwo kolorowych statków. Wyrosło nad nią wiele nowych hoteli i wieżowców, a jednocześnie przy jej brzegach ujrzymy przycumowane mieszkalne barki, stare stragany, a nawet przystań ozdobnych królewskich łodzi. Aby lepiej przyjrzeć się jej różnorodności i wczuć w specyficzny rytm, najlepiej przepłynąć się miejskim promem (bilet kosztuje symboliczne kilkanaście batów – THB, 1 THB = ok. 0,10 PLN). Podczas takiego rejsu dotrzemy do większości wartych uwagi atrakcji położonych w pobliżu centrum, m.in. do gwarnego Chinatown, pełnego tradycyjnych sklepików i restauracji. Wodną wycieczkę docenimy tym bardziej, że dłuższe spacery po Bangkoku bywają uciążliwe z powodu upalnego powietrza przenikniętego smogiem, a podróżowanie autobusem lub taksówką może trwać w nieskończoność z racji ogromnych korków.
     Popularnym środkiem transportu są tutaj również tuk-tuki, motoriksze przyozdobione kolorowymi światełkami, maskotkami, zdjęciami bądź kwiatkami – w zależności od fantazji ich właściciela. Także on ustala cenę, jaką zapłacimy za przejazd tym barwnym cackiem. Czasem koszt ten okazuje się wyższy niż w wypadku zwykłej taksówki. Podobnie więc jak w sklepach i na targach trzeba w tym przypadku ćwiczyć siłę charakteru i stanowczo się targować, nie przejmując się protestami albo naciskami ze strony Tajów.
     Inny charakterystyczny element pejzażu tego głośnego i zatłoczonego miasta stanowią wszechobecne miniaturowe świątynie, przyczepione niekiedy do drzew na ulicach, innym razem stojące przy wejściu do punktów usługowych czy w rogu hotelowego hallu. W małych, ozdobnych domkach zwykle zobaczymy jakiś owoc, girlandę z kwiatów, puszkę z napojem lub talerz z jedzeniem. Choć przybyszów ten widok dziwi, to dla miejscowych jest on wyrazem ich duchowości. Tajlandia, jak większość azjatyckich państw, posiada własny charakterystyczny system interpretacji rzeczywistości pozamaterialnej. Większość jej mieszkańców – zarówno tych z prowincji, jak i ze stolicy – wierzy, że wśród istot z krwi i kości żyje wiele innych bytów, określanych melodyjnym słowem phii. Stawiane na każdym kroku ołtarzyki służą oddawaniu hołdu tym duchom, obłaskawianiu ich i wypraszaniu dalszego ich wsparcia. Ta świadomość ciągłej współobecności milczących towarzyszy tworzy magiczny klimat Bangkoku, a szczególnie mocno przenika do świata zewnętrznego w tych miejscach, do których rzadziej zaglądają turyści.
     W ostatnim czasie spokój w kraju zburzyły demonstracje antyrządowe, które doprowadziły do wojskowego zamachu stanu pod przywództwem generała Prayautha Chan-ochy (obecnie premiera Tajlandii). Mimo iż trwały niemal 8 miesięcy (od 31 października 2013 r. do 22 maja 2014 r.), nie zagroziły bezpieczeństwu obcokrajowców w mieście. Podobnie jak cała Tajlandia, utrzymuje się ono w przeważającym stopniu z turystyki, a przyjezdni są tutaj traktowani bardzo przyjaźnie, na co ma wpływ tak zasadnicza policja, jak i mentalność Tajów – mieszkańców „krainy tysiąca uśmiechów”. Można mieć wątpliwości, ile bywa w tym haśle prawdy, a ile zwykłego sloganu, ale jedno jest pewne: wskaźnik przestępczości pozostaje w tym państwie niezwykle niski, a akty agresji w stosunku do turystów odnotowuje się rzadko. Choć więc ostrożności nigdy za wiele, to zarówno w Bangkoku, jak i innych tajskich dużych ośrodkach miejskich, poczujemy się nieraz bezpieczniej niż w niejednej europejskiej stolicy.

MIĘDZY ZIELONĄ PÓŁNOCĄ…
Z bangkockiej metropolii przez średniowieczne Sukhothai (gdzie mieściła się pierwsza stolica tajskiego królestwa) czy wspomnianą Ayutthayę, w której ogromne wrażenie robią ruiny dawnych pałaców i świątyń, wiedzie droga na północ – najbardziej zieloną, żyzną i wielokulturową część Tajlandii. Tu, wśród gór i dolin łańcucha Thanon Tong Chai (z najwyższym szczytem kraju Doi Inthanon – 2565 m n.p.m.), w łagodnym klimacie, gdzie płuca wypełnia rześkie powietrze, czeka na nas prawdziwe bogactwo atrakcji. Wydaje się, że to najlepsze miejsce na odpoczynek po wizycie w hipnotyzującym, ale męczącym Bangkoku. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Chiang Mai – wyjątkowego miasta, w którego atmosferze oddamy się błogiemu relaksowi. Słodkiemu lenistwu nie można się tu oprzeć, sprzyja mu mnogość parków, świetnych kawiarni, restauracji i nocnych marketów. Warto spróbować też swoich sił w przyrządzaniu potraw tajskiej kuchni w trakcie kursów gotowania, oferowanych na każdym kroku i w bardzo przyzwoitej cenie. Już podczas jednorazowej lekcji dowiemy się, jak przygotować największy tutejszy specjał, czyli pad thai – smażony makaron z jajkiem, sosem z tamaryndowca i krewetkami, warzywami bądź tofu (twarożkiem sojowym). Równie smakowitymi daniami są m.in. sałatka z papai, zupa rybna lub ostre curry. Właśnie dzięki nim ulice w Tajlandii przez całą dobę pachną imbirem, trawą cytrynową czy kolendrą, tak typowymi przyprawami dla jej oryginalnej sztuki kulinarnej.

FOT. THAITRAVELMART.COM

Malowniczy Park Narodowy Doi Inthanon w prowincji Chiang Mai


     Turyści zatrzymujący się w Chiang Mai na dłużej mogą również zapisać się na kurs masażu – kolejnej tajskiej specjalności. Nazywa się on nuat phaen boran i według legendy został stworzony przez osobistego lekarza samego Buddy. Tak naprawdę korzenie znanej dziś postaci zabiegów sięgają XIX w., co więcej, stanowią one mieszankę technik pochodzących z Indii, Chin i terenu Azji Południowo-Wschodniej. Akupresura połączona z jogą i rozciąganiem, w trakcie sesji zapewniająca nieco bolesne doznania, okazuje się znakomitym sposobem na leczenie stresu, migreny i zakwasów.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Lekcja sztuki kulinarnej Tajów


     Północny region Tajlandii to jednak nie tylko smaczna kuchnia i relaksujące seanse u masażysty, lecz także niesamowite bogactwo kulturowe związane z jego geograficznym położeniem. Chiang Mai mieści się w centrum tzw. Złotego Trójkąta (znaczącego azjatyckiego obszaru produkcji opium), między granicą z Birmą (Mjanmą) i Laosem. Miłośnicy trekkingów podczas pieszych wycieczek po okolicy będą mieli szansę zajrzeć do wiosek zamieszkanych przez fascynujące górskie plemiona Karenów i Hmongów (Mongów), które wciąż pielęgnują swoje dawne obyczaje, noszą tradycyjne stroje i trudnią się rękodziełem.

…I TROPIKALNYM POŁUDNIEM
Równie wielokulturowe jest też gorące południe kraju, nieustępujące północy w niczym pod względem egzotyki, różnorodności, piękna krajobrazów oraz wspaniałych atrakcji. Tu buddyzm miesza się (z racji bliskiego sąsiedztwa Malezji) z islamem, co widać wyraźnie zarówno w samych zwyczajach mieszkańców, jak i ich ubiorze czy interesującej architekturze. Poza tym w tym rejonie ciężkie, duszne, tropikalne powietrze wypełnia wszechobecny dźwięk cykad i gekonów, gęsta od bananowców dżungla zachwyca głęboką, soczystą zielenią, egzotyczne owoce smakują niepowtarzalnie, a wybrzeże ocienione palmami kokosowymi oblewa prawdziwie lazurowe morze. To, co przyciąga do południowej Tajlandii przede wszystkim, to jednak niezliczone wyspy rozsiane po obu stronach Półwyspu Malajskiego: na Morzu Andamańskim i w Zatoce Tajlandzkiej. Choć z pozoru wydają się do siebie podobne, to tak naprawdę są zupełnie inne. Jeśli ma się więc szansę, warto poznać kilka z nich.
     Wielbicielom nurkowania spodoba się na niewielkiej Koh Tao, gdzie znajduje się aż ponad 250 szkół oferujących naukę tego sportu. Świetnym miejscem dla osób aktywnych będzie także zaciszna Koh Kut (Koh Kood), położona bliżej granicy z Kambodżą. Jeśli liczymy głównie na korzystanie z uroków nocnego życia, to powinniśmy zajrzeć na Koh Samui, a przede wszystkim archipelag wysepek Phi Phi, słynących z klubów i szalonych imprez na plaży i rozsławionych przez film Danny’ego Boyle’a Niebiańska plaża (z 2000 r.). Raz w miesiącu, w okolicy pełni księżyca, wielka całonocna zabawa (Full Moon Party) odbywa się też na Koh Phangan, na co dzień zacisznej i spokojnej. Turyści poszukujący ciszy i wytchnienia odpoczną na Koh Kradan, leżącej w granicach Parku Narodowego Hat Chao Mai, bądź Koh Mook („Perłowa Wyspa”), pokrytej przepięknym białym piaskiem. Również Koh Jum jeszcze kilka lat temu posiadała zaledwie kilkanaście resortów z bungalowami i parę niepozornych rodzinnych restauracji. Z kolei fanom reggae z pewnością przypadnie do gustu Koh Phayam w pobliżu granicy z Birmą (Mjanmą), gdzie za jedyny środek transportu służą rowery albo motocykle. Przywitają ich tu dźwięki piosenek Boba Marleya, widok bambusowych domków i kolorowych hamaków na złocistej plaży.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Koh Phi Phi Lee – piękna plaża nad niewielką zatoką Maya Bay


     Właśnie ta luźna, wyspiarska atmosfera pozwoli najlepiej cieszyć się nam tajskim urlopem w zgodzie z tutejszą filozofią życia, zawartą w haśle mai pen rai, czyli „nic nie szkodzi” lub „wszystko będzie dobrze”. Tym zaczerpniętym z buddyzmu wyrażeniem życzliwi mieszkańcy kraju pełnego słońca i wspaniałych smaków odganiają od siebie złe myśli, problemy i zmartwienia. Ważnym słowem w słowniku Tajów jest także sanuk – „radość”, „coś miłego”. Warto spróbować przyswoić sobie tę swoistą sztukę pozytywnego myślenia, położyć się na hamaku i choćby na chwilę zapomnieć się w błogim uczuciu szczęścia. Tak naprawdę tylko jedna rzecz czyni Tajlandię niebezpieczną – to kraina wyjątkowo uzależniająca.

Artykuły wybrane losowo

Niderlandzkie trojaczki Aruba, Bonaire i Curaçao

BARTEK JANKOWSKI

 

<< Holendrom udało się wiele – sery, piłkarze, tulipany, rowery, drewniane chodaki czy malarze, którzy zdaniem filozofa z filmu „Rejs” malowali ludzi starych i pokurczonych. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, jak tak mały przecież kraj skolonizował w ubiegłych wiekach tyle dalekich lądów. Wśród nich znalazł się słynny tercet z Karaibów: Aruba, Bonaire i Curaçao, czyli w skrócie wyspy ABC. >>

Więcej…

Madagaskar – ósmy kontynent

34651030336 fa80c82240 k

Ścisły rezerwat przyrody Tsingy de Bemaraha

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

EWA JERMAKOWICZ

www.ruszwpodroz.pl

 

Parki narodowe z niespotykanymi formacjami skalnymi, skaczące lemury, olbrzymie baobaby, zielone pola ryżowe, lasy równikowe, sawanny i pustynie – to wszystko znajdziemy na Madagaskarze, czwartej pod względem wielkości wyspie świata. Nieoficjalny status ósmego kontynentu zyskała ona dzięki ogromnej bioróżnorodności i występującym na niej niezwykłym gatunkom roślin i zwierząt. To nieodkryty jeszcze przez tłumy turystów raj dla miłośników natury, słońca i kuchni łączącej w sobie elementy pochodzące z Azji Południowo-Wschodniej, Afryki, Indii, Chin i Europy.

 

Położona na Oceanie Indyjskim u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki wyspa zajmuje obszar nieco większy niż Francja metropolitarna (ma ok. 587 tys. km² powierzchni), a ze względu na fakt, że przez miliony lat pozostawała w izolacji, jest unikatowa w skali świata. Aż ok. 90 proc. roślin i zwierząt tu występujących nie znajdziemy nigdzie indziej na naszym globie. Do tej niesamowitej różnorodności przyrodniczej trzeba dodać piękne i zróżnicowane krajobrazy – po pokonaniu niecałych 300 km można przenieść się z terenów pustynnych do wilgotnych lasów deszczowych.

 

Madagaskar to świetne miejsce na urlop marzeń, choć podróżowanie po nim wymaga wytrwałości i cierpliwości i jest przygodą samą w sobie. Przed wyjazdem do tego kraju należy się więc nieco lepiej przygotować niż w przypadku innych, bardziej popularnych rejonów świata. Warto jednak podjąć ten trud, bo z pewnością nie ma drugiego takiego zakątka na ziemi.

 

HISTORIA I WĄTEK POLSKI

 

Według jednej z teorii pierwsi ludzie przybyli na Madagaskar przypuszczalnie między IV w. p.n.e. a I w. n.e. z Archipelagu Malajskiego. Wcześni osadnicy głównie wycinali i wypalali lasy, aby uzyskać tereny pod uprawę roślin i hodowlę zwierząt. Takie działania i polowania przyczyniły się do wyginięcia niektórych gatunków zamieszkujących wówczas wyspę: olbrzymich lemurów (Archaeoindris) i foss (Cryptoprocta spelea) czy hipopotamów malgaskich.

 

W VII stuleciu na Madagaskar przybyli Arabowie omańscy, którzy utworzyli tu kolonie handlowe. Niedługo później z Afryki Wschodniej dotarli przedstawiciele grupy Bantu. Przywieźli oni ze sobą zebu – gatunek udomowionego bydła, którego mięso do dzisiaj jest podstawą diety miejscowych. Same zwierzęta wykorzystuje się także jako pociągowe w rejonach wiejskich. Z czasem na wyspę zaczęli przybywać kolejni Arabowie, Persowie oraz Hindusi i Chińczycy. Każda z tych grup miała istotny wkład w życie kulturalne Madagaskaru. Wpływy wielu kultur i wierzeń można tutaj dostrzec do dziś. Również w wyglądzie mieszkańców kraju da się zauważyć cechy charakterystyczne dla ludzi z innych zakątków świata.

 

Portugalczycy byli prawdopodobnie pierwszymi Europejczykami, którzy trafili na wyspę (kapitan Diogo Dias przybił do jej brzegów w sierpniu 1500 r.). Początkowo traktowali ją jako przystanek w drodze do Indii, ale wraz ze wzrostem wpływów francuskich wyspiarze stali się źródłem taniej siły roboczej i – niestety – niewolnikami, których w XVII i XVIII w. wywozili stąd także piraci.

 

W czasie kiedy Francja starała się wzmocnić swoją pozycję na Madagaskarze, na jego południowo-wschodnie wybrzeże przybył Maurycy August Beniowski (1746–1786). Uciekł z rosyjskiej niewoli, do której został wzięty za udział w konfederacji barskiej (1768–1772). Z Kamczatki wydostał się okrętem Św. Piotr i Paweł i dotarł nim do Makau. Po sprzedaniu statku na pokładzie francuskiej jednostki dopłynął do Fort-Dauphin(dziś Tôlanaro) położonego na południu Madagaskaru. Na wyspę wrócił z polecenia króla Ludwika XV (1710–1774) kilka lat później, w 1774 r. Stosując nierzadko drakońskie metody, podporządkował sobie miejscową ludność. W październiku 1776 r. Beniowski został obwołany przez nią królem Madagaskaru. Przez 10 lat zabiegał we Francji i Stanach Zjednoczonych o stworzenie własnego królestwa. Plan ten jednak się nie powiódł. Beniowski zginął w maju 1786 r. podczas ataku oddziału francuskiej ekspedycji wojskowej.

 

W historii Madagaskaru epizod polski pojawił się po raz drugi na krótko przed II wojną światową. Kraj ten był wówczas brany pod uwagę przez Francję jako możliwy cel przesiedlenia europejskich Żydów. Polska zaczęła zabiegać o przejęcie kolonii. W niektórych źródłach znaleźć można informację, że pomysł przekazania wyspy Polakom wyszedł ze strony francuskiej. Ostatecznie, ze względu na wybuch II wojny światowej, negocjacje zostały wstrzymane.

 

Od przełomu XIX i XX stulecia na Madagaskarze rozwijały się ruchy wyzwoleńcze, nasilone po 1945 r. i w końcu w 1960 r. kolonia uzyskała niepodległość od Francji. Od tego czasu w kraju doszło do czterech zamachów stanu spowodowanych kryzysem gospodarczym i konfliktami etnicznymi. Ostatni z nich wydarzył się w 2009 r. W jego następstwie na Madagaskarze zmalał poziom bezpieczeństwa. W ostatnich latach sytuacja uległa jednak zdecydowanej poprawie.

 

TABU I KULT ZMARŁYCH

 

W wyniku tych wszystkich zawirowań historycznych wyspa stała się prawdziwym tyglem kulturowym. W kraju oficjalnie uznanych jest 18 grup etnicznych, choć według antropologów istnieje ich 19. Każda ma własne tradycje i wierzenia. Językami urzędowymi są malgaski i francuski.

 

W życiu Malgaszy dużą rolę odgrywa kult zmarłych. Wielu z nich całe życie odkłada na godny, zgodny ze zwyczajem pochówek. Żyją w małych domach, często w kilka pokoleń, ale stawiają ogromne, bogate grobowce. Nagrobki poszczególnych grup etnicznych różnią się wielkością, kształtem i wykonaniem. Przykładowo Mahafaly wznoszą betonowe konstrukcje z oknami, zdobieniami i rzeźbami zwanymi aloalo przedstawiającymi głównie ludzi, ptaki, zebu i inne zwierzęta, używają też zwierzęcych czaszek i szkieletów. Sakalawa ozdabiają groby figurkami nawiązującymi do sfery seksu. Z kolei na południu wyspy można podziwiać nagrobki w kształcie statków czy samolotów, prezentujące niezrealizowane marzenia zmarłego.

 

Kolejnym istotnym elementem malgaskiej kultury są fady, czyli tabu. Każda z grup etnicznych ma swoje zakazy kulturowe, często wzajemnie się wykluczające. Malgasze nierzadko próbują jednak obejść te zasady. Jeśli w jednej społeczności nie wolno zabijać konkretnego gatunku lemura, a w innej spożywać jego mięsa, przedstawiciele tej drugiej mogą upolowane przez siebie zwierzęta sprzedać ludziom, u których obowiązuje tabu na uśmiercanie tych stworzeń. Gdy fady przeszkadzają w pracy zarobkowej, np. zabraniają podróżowania w konkretny dzień tygodnia albo wchodzenia do lasu turystom, można odprawić rytuał i dogadać się z duchami przodków, aby na pewien okres zawiesić zakaz.

 

Czasami tabu ma swoje korzenie w historii lub legendach. Żyjący w okolicach miasta Antsiranana (Diego-Suarez) lud Antankarana (Antakarana) musiał chronić się w przeszłości w jaskiniach przed grupą Merina. Szczątki jego przodków znajdują się ponoć do dzisiaj w korytarzach tych grot. Merina nie mogą więc wchodzić do jaskiń Parku Narodowego Ankarana. Antambahoaka wierzą, że bliźnięta (kanamba) przynoszą nieszczęście rodzinie. Według legendy kiedy w jednej z wiosek wybuchł pożar, matka bliźniąt próbowała uratować życie obojga swoich dzieci, zamiast jedno z nich poświęcić, przez co zginęła w płomieniach. Do niedawna zdarzało się, że w przypadku bliźniaczej ciąży jedno z niemowląt zabijało się od razu po urodzeniu lub porzucało w lesie. Obecnie jednak w zdecydowanej większości oddaje się je do sierocińców. Rodziny chcące zachować przy sobie również drugie z bliźniąt muszą opuścić wioskę.

 

Wielkie zróżnicowanie kulturowe Madagaskaru sprawia, że turyście trudno jest się dobrze przygotować do wyjazdu. Jak w przypadku każdej podróży warto jednak poświęcić trochę czasu i zaznajomić się z najważniejszymi zwyczajami, aby uniknąć postawienia kogoś w niezręcznej sytuacji i móc łatwiej nawiązywać przyjazne relacje z miejscowymi.

 

Masonjoany

Tabàky – malgaski naturalny kosmetyk

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

ARKA NOEGO

 

Gospodarka rolna na wyspie nie zmieniła się zbyt wiele od czasów pierwszych osadników. Ze względu na nieefektywne metody upraw i wyjałowienie ziemi wypala się coraz więcej lasów, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność. To z kolei przyczynia się do zmian klimatu, które nie sprzyjają rozwojowi rolnictwa. Najbardziej cierpi na tym wszystkim przyroda i – niestety – co chwilę możemy usłyszeć, że kolejne endemiczne gatunki roślin i zwierząt stają się zagrożone wyginięciem.

 

Madagaskar dzięki swojemu odizolowaniu od innych kontynentów i panującym na jego obszarze warunkom klimatycznym jest prawdziwą arką Noego. Na wyspie, w przeciwieństwie do wielu innych miejsc na świecie, turystyka nie stanowi głównego zagrożenia dla przyrody, zapewne dlatego, że nadal zbytnio się nie rozwinęła. Warto tu więc przyjechać, żeby podziwiać piękno dziewiczej natury, zanim będzie za późno.

 

Lemury, z których Madagaskar słynie, przetrwały na nim dzięki brakowi konkurencji ze strony lepiej przystosowanych małp i relatywnie małej liczbie naturalnych wrogów. Do tych ostatnich zaliczają się niektóre ptaki drapieżne i fossa, największy na wyspie ssak mięsożerny, sam również zagrożony wyginięciem. Wokół lemurów powstało wiele fady. Do dzisiaj niektóre grupy etniczne wierzą, że czarny aj-aj (palczak madagaskarski) przynosi nieszczęście, a wygrzewający się w promieniach słonecznych wari, rozkładający szeroko ramiona, modli się do boga-słońca.

 

Na usłyszenie tych wyjątkowych zwierząt ma się największe szanse, jeśli odwiedzi się któryś z parków narodowych wcześnie rano lub przed zmierzchem. Lemury porozumiewają się ze sobą za pomocą dźwięków, a głos niektórych z nich rozchodzi się nawet w promieniu 3 km, co pomaga w tropieniu. Te odgłosy przypominają czasem pieśni wielorybów, śmiejące się dzieci, a nawet policyjną syrenę. Do lemurokształtnych należy kilkadziesiąt gatunków małpiatek. Osobniki osiągające najmniejsze rozmiary (mikruski malutkie) ważą tylko ok. 30 g i prowadzą nocny tryb życia. Większe lemury są aktywne za dnia, ale zwykle kryją się w koronach drzew w godzinach południowych ze względu na upał.

 

Kolejne zwierzęta, z których znany jest Madagaskar, a które najlepiej wypatrywać po zmierzchu, to kameleony. Czasem przy parkach narodowych zamykanych po zapadnięciu zmroku przewodnicy organizują spacery wzdłuż granic. Wypatrzenie tych kolorowych gadów bywa jednak niełatwe, bo doskonale się maskują. Wbrew powszechnemu poglądowi nie dostosowują koloru skóry do otoczenia, a zmieniają go m.in. w reakcji na zagrożenie i gdy chcą wysłać innym konkretny komunikat. Najłatwiej się o tym przekonać, gdy w nocy oświetli się kameleona latarką.

 

Choć wiele tutejszych endemicznych zwierząt można również obserwować w niewoli – w zoo i prywatnych parkach na terenie całego kraju – to tropienie tych, które żyją na wolności, sprawia zdecydowanie więcej radości i na takie poznawanie przyrody na Madagaskarze warto się zdecydować. Mimo iż natura bywa nieprzewidywalna, to tak naprawdę przy odrobinie cierpliwości i szczęścia niemal zawsze udaje się trafić na tropione stworzenia. Wybierając ten sposób zwiedzania wyspy, pokazujemy także jej mieszkańcom, że doceniamy niezwykłe piękno ich ojczyzny. Może dzięki zyskom, jakie przynosi zainteresowanie turystów, miejscowi zdecydowanie chętniej będą dbać o dziką przyrodę, zamiast niszczyć ją na potrzeby rolnictwa.

 

Lemur

Wari czarno-biały żywi się na ogół owocami

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

NAJPIĘKNIEJSZE PARKI

 

Atrakcji na Madagaskarze jest tak wiele, że nie sposób zobaczyć wszystkiego podczas jednego wyjazdu. Ze względu na ogromną różnorodność parków narodowych, mnóstwo dróg niemal stworzonych dla miłośników off-roadu, aż 4828 km linii brzegowej i setki okolicznych wysepek trudno ograniczyć się wyłącznie do jednego regionu.

 

Amatorzy błogiego wypoczynku na plaży i nurkowania najpiękniejsze miejsca znajdą dla siebie w okolicy zachodniego wybrzeża. Na północnym zachodzie leży wyspa Nosy Be – największa (oprócz głównej) z należących do kraju i jednocześnie najlepiej przystosowana do potrzeb turystów. Na gości czekają resorty o wysokim standardzie. Można na niej skorzystać z ofert jednodniowych wycieczek po malowniczej okolicy, uprawiać snorkeling i nurkować w pobliskich wodach, wspinać się na wzniesienia, odwiedzić plantacje przypraw, rośliny ylang-ylang, z której kwiatów powstaje aromatyczny olejek ilangowy (używany do produkcji perfum), czy trzciny cukrowej. Atrakcji wystarczy nawet na dwa tygodnie, które da się spędzić, nie docierając na sam Madagaskar.

 

Poza tym u południowo-zachodnich wybrzeży wyspy znajduje się jedna z największych raf koralowych świata. Ciągnie się przez ponad 450 km, a prawdopodobnie najciekawszy jej fragment leży pomiędzy punktami na wysokości miejscowości Andavadoaka i Itampolo. To tutaj działają pracownicy organizacji pozarządowych utrzymujący rafę w doskonałym stanie. Zapaleni nurkowie powinni szczególnie zainteresować się podwodną „katedrą” w okolicach wiosek Ifaty i Mangily koło miasta Toliara (Tuléar). Trzeba jednak pamiętać, że na Madagaskarze infrastruktura do obsługi nurkujących nie charakteryzuje się tak wysokim poziomem jak w innych rejonach świata, a najbliższa komora dekompresyjna znajduje się na francuskiej wyspie Reunion, oddalonej o niecałe 2 godz. lotu ze stołecznej Antananarywy.

 

Mniej uczęszczane, odrobinę słabiej rozwinięte, ale równie piękne jest wschodnie wybrzeże. Do najbardziej wyjątkowych miejsc należy tu położony na północnym wschodzie Park Narodowy Masoala (Parc National Masoala). Rozciąga się on na półwyspie Masoala i pobliskiej wysepce Nosy Mangabe, które stanowią odrębny świat ze wszystkim, co najlepsze na Madagaskarze. Można poczuć się tutaj niemal jak na innej, całkowicie dziewiczej planecie. Do znajdującego się na półwyspie luksusowego ośrodka (Masoala Forest Lodge) jego gości przewozi się łodzią lub helikopterem z najbliżej położonej drogi, która kończy się kilkadziesiąt kilometrów od resortu. Na miejscu mają oni zapewnione wszystko, co potrzebne jest do spędzenia udanych wakacji, a oferta obejmuje również wycieczki po okolicy.

 

W głębi lądu nie wolno pominąć najpiękniejszych parków narodowych. Po odwiedzeniu każdego z nich będziemy chcieli wrócić na Madagaskar i zobaczyć jeszcze więcej. Jedynie kilka godzin jazdy na wschód od stolicy (ok. 150 km), Antananarywy, znajduje się miejscowość Andasibe sąsiadująca z popularnym Parkiem Narodowym Andasibe-Mantadia (składającym się z dwóch, oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów obszarów chronionych: Réserve Spéciale Analamazaotra i Parc National Mantadia). Dojazd do Andasibe jest znacznie łatwiejszy i nie wymaga samochodu z napędem na cztery koła, a niewielki rozmiar Rezerwatu Specjalnego Analamazaotra sprawia, że większość turystów kieruje się właśnie tutaj. W Mantadii z kolei trzeba poświęcić więcej czasu na tropienie dzikich zwierząt, ale można je podziwiać niemal w odosobnieniu, ponieważ dociera tu niewiele osób. Oba te miejsca znane są z dużej populacji największych indrisowatych zamieszkujących Madagaskar – indrisów krótkoogonowych. Najlepiej wypatrywać te lemury w godzinach wczesnoporannych, gdy las deszczowy nadal spowija mgła, a płaczliwe głosy tych stworzeń słychać z odległości wielu kilometrów. Poza indrisami krótkoogonowymi w tym regionie spotkać można m.in. palczaki madagaskarskie (aj-aj), awahi wełniste, wari czarno-białe, lemurie płowe i sifaki diademowe o wyjątkowo ciekawym umaszczeniu.

 

Najprawdopodobniej najpopularniejszym parkiem na Madagaskarze jest Ranomafana (Parc National Ranomafana), w którym wytyczono mnóstwo szlaków o zróżnicowanej trudności. Występuje w nim aż 13 gatunków lemurokształtnych, na czele z makim złotym. Szczególnie popularne są w tej okolicy nocne spacery na obrzeżach parku. To właśnie tutaj zobaczyć można jedne z najmniejszych lemurów nocnych i wiele gatunków kameleonów ukrytych na gałęziach i wśród liści drzew. Dobry miejscowy przewodnik w tym przypadku będzie nieocenioną pomocą.

 

W południowej części wyspy są co najmniej dwa parki, które koniecznie trzeba odwiedzić: Andringitra i Isalo. Dotarcie do pierwszego z nich wymaga cierpliwości, dobrego samochodu i odpowiedniej pogody. Nie zaleca się tu jazdy w porze deszczowej ze względu na warunki na trasie – drogi zostają wówczas rozmoczone przez wodę, a mosty przerzucone przez strumyki i rzeki bywają zalane. Park Narodowy Andringitra (Parc National Andringitra) jest chyba najlepszym miejscem na kilkudniowy trekking na Madagaskarze. Można w nim zdobyć drugi co do wysokości szczyt w kraju – Boby (Imarivolanitra, 2658 m n.p.m.), z którego roztaczają się przepiękne widoki na okolicę. Pokonanie najpopularniejszego szlaku zajmuje dwa dni i najlepiej wybrać się na niego pod opieką miejscowego przewodnika. Taka osoba zajmuje się również wyposażeniem turystów w namioty i zaopatrzeniem ich w prowiant. Dba też o to, aby uczestnicy trekkingu poznali najciekawsze atrakcje w tym rejonie.

 

Na zachód stąd leży Park Narodowy Isalo (Parc National Isalo), w którym także warto spędzić minimum jeden pełny dzień. Najdłuższa i najciekawsza trasa prowadzi do jego najpiękniejszych zakątków przez formacje z piaskowca, głębokie kaniony, oazy palmowe, sawannę i las deszczowy. W ciągu kilku godzin można tu poczuć się jak w podróży przez cały Madagaskar, a zachód słońca oglądany z jednego z okolicznych hoteli z widokiem na park zapiera dech w piersiach.

 

Podczas pobytu na tropikalnej Nosy Be najlepiej skupić się na poznawaniu północnej części kraju. W tym regionie pogoda w porze deszczowej bywa mniej przewidywalna niż na południu Madagaskaru i zdarza się, że z położonej w centrum lądu stolicy nie udaje się dotrzeć tutaj drogą lądową.

 

Najbardziej oddalonym od cywilizacji parkiem, dla odwiedzenia którego warto poświęcić każdą godzinę spędzoną na wyboistych drogach, jest Park Narodowy Marojejy (Parc National de Marojejy). Poza porą suchą można się do niego dostać jedynie samolotem (Air Madagascar lata z Antananarywy do Sambavy, skąd należy wziąć taksówkę lub wyruszyć wynajętym samochodem). Występujący tu rozległy las deszczowy to prawdziwa plątanina gałęzi, korzeni i gęstego listowia, poprzecinana wodospadami pojawiającymi się w najmniej spodziewanych miejscach. Przez park prowadzi tylko jedna trasa trekkingowa, przechodząca przez trzy bazy wiodące na szczyt masywu Marojejy (2132 m n.p.m.). Rejon ten zamieszkują sifaki jedwabiste (sifaki jedwabne) i 10 innych gatunków lemurów, 149 gatunków płazów i gadów (w tym gekony i kameleony) czy 118 gatunków ptaków.

 

Znacznie bardziej dostępne są parki narodowe Ankarana i Montagne d’Ambre, leżące na północny wschód od Nosy Be. Pierwszy z nich (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) słynie przede wszystkim ze spektakularnych formacji skalnych zwanych tsingy. Sąsiadują one z gęstym wiecznie zielonym lasem tropikalnym. Park znany jest również z największej w Afryce sieci jaskiń (o łącznej długości ok. 100 km), które można zwiedzać z przewodnikiem. Na osoby lubiące atrakcje podwyższające im poziom adrenaliny czeka most zawieszony ponad koronami drzew.

 

Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre) przyciąga turystów ogromną bioróżnorodnością, wieloma spektakularnymi wodospadami i jeziorami w kraterach. Ze względu na położenie na masywie wulkanicznym jest tu znacznie chłodniej niż w innych miejscach w regionie, dzięki czemu wycieczka do tego zakątka Madagaskaru może stanowić odpoczynek od wszechobecnych upałów. Warto jednak pamiętać, że w tym rejonie pada niemal codziennie, także w porze suchej, trzeba więc odpowiednio przygotować się na takie warunki przed wizytą.

 

Reine de lIsalo - Queen of Isalo

Formacja skalna Królowa Isalo przypomina profil siedzącej kobiety w koronie

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Na koniec zostawiłam jeszcze kilka praktycznych uwag. Osoby chcące podróżować po wyspie, powinny zdecydować się na wynajęcie samochodu z doświadczonym kierowcą, który jest zazwyczaj doskonałym przewodnikiem. Większość tutejszych wypożyczalni ze względu na bardzo zły stan dróg nie zgadza się na wynajem auta bez kierowcy. Przy planowaniu trasy należy zostawić sobie wystarczającą ilość czasu na przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi atrakcjami i pamiętać o tym, żeby nie jeździć po zmroku. Polecam również z rezerwą podchodzić do narodowego przewoźnika Air Madagascar. Został on co prawda usunięty z listy linii lotniczych objętych zakazem operowania na terytorium Unii Europejskiej, ale przy wykupywaniu oferowanego przez niego lotu trzeba liczyć się z możliwością nawet kilkudniowych opóźnień, odwołania kursu i braku rekompensaty za noclegi czy utracone rezerwacje.

 

Niebezpiecznie bywa głównie w stołecznej Antananarywie i większych miastach. Jednak jeśli zachowamy podstawowe zasady bezpieczeństwa (nie będziemy wybierać się samotnie w nieznane rejony po zapadnięciu zmierzchu i zostawiać bagażu bez nadzoru itp.), nic złego nie powinno nam się przydarzyć. Madagaskar jest naprawdę wymarzonym miejscem na podróż i chce się do niego wracać wielokrotnie.

 

Koleją przez Meksyk – ah, Chihuahua!

MAJA ZAWIERZENIEC

 

Kraj ten, należący do pierwszej dwudziestki największych państw świata, powszechnie kojarzy się z kukurydzą, tequilą i kulturą prekolumbijską. Turyści odwiedzają Meksyk, aby podziwiać zarówno dawną monumentalną architekturę, jak i przepiękną przyrodę. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że można i warto zejść z utartych szlaków i spojrzeć na tę część Ameryki Łacińskiej z innej perspektywy. Wystarczy wykupić bilet na przejazd koleją z Chihuahua do Topolobampo, aby w trakcie takiej wycieczki odkrywać nieznane oblicza Meksyku stacja po stacji…

Więcej…