MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Królestwo Tajlandii (Prathet Thai) leży na Półwyspie Indochińskim i w północnej części Półwyspu Malajskiego. Sąsiaduje z Kambodżą, Birmą (Mjanmą), Laosem i Malezją, a jego wybrzeże otaczają wody z basenów dwóch oceanów: Indyjskiego i Spokojnego. Mimo ostatnich wydarzeń politycznych (protestów zakończonych odsunięciem od władzy w maju 2014 r. premier Yingluck Shinawatry) wciąż uchodzi za prawdziwy hit w ofercie polskich biur podróży.
Upalne powietrze nasycone nieznanymi zapachami, zapowiadające nadchodzący monsun bądź kolejny, rozgrzany podrównikowym słońcem dzień to pierwsza rzecz, z którą zwykle spotykają się przyjezdni w stołecznym Bangkoku zaraz po przekroczeniu granic Portu Lotniczego Suvarnabhumi (Suvarnabhumi Airport). Stąd większość z nich kieruje się w stronę ulicy Khao San, położonej w pobliżu historycznego serca miasta. Życie toczy się na niej 24 godziny na dobę, a ona sama świetnie oddaje specyfikę chaotycznej, ponad 8-milionowej metropolii. Stanowi też swoistą mekkę nie tylko dla dbających o budżet backpackersów, ale właściwie dla wszystkich turystów, którzy wolą nie przepłacać za wygodny nocleg, a zarazem chcą mieć blisko do najważniejszych atrakcji stolicy.

W „MIEŚCIE ANIOŁÓW”
Należy do nich przede wszystkim bangkocki Wielki Pałac Królewski – kompleks świeckich i religijnych budowli, który od końca XVIII do połowy XX w. był siedzibą władców Syjamu, jak do maja 1949 r. nazywano ten kraj. Aktualna głowa państwa, Rama IX (Bhumibol Adulyadej), jeden z najbogatszych (z majątkiem 30 mld dolarów) i najdłużej panujących monarchów na świecie (już prawie 70 lat!), w 1946 r. przeniósł królewską posiadłość do niedalekiego i równie imponującego Pałacu Chitralada. Dzięki temu wspaniały kompleks jest dziś otwarty dla zwiedzających, którzy mogą podziwiać w nim też m.in. lśniącą złotem Wat Phra Kaew (Wat Phra Kaeo) – najświętszy ośrodek religijny w Tajlandii, znany jako Świątynia Szmaragdowego Buddy. W pobliżu, również w dzielnicy Phra Nakhon, znajduje się zapierająca dech w piersiach Wat Pho – Świątynia Leżącego Buddy, zaliczana do największych (ok. 80 tys. m² powierzchni) i najstarszych w tej metropolii (pochodzi z lat 80. XVIII w.). Jeśli ma się chwilę czasu, warto zajrzeć do mieszczącej się w niej słynnej Tajskiej Szkoły Medycyny Tradycyjnej i Masażu. Z kolei na przeciwnym brzegu rzeki Menam dominuje Świątynia Świtu, czyli War Arun, widoczna z oddali za sprawą strzelistej stupy wznoszącej się pod niebo. Często uważa się ją za symbol Bangkoku, zwanego nie bez powodu „Miastem Świątyń” – w jego granicach wybudowano ich kilkadziesiąt, co przypomina nam o tym, że to stolica najludniejszego na świecie (ok. 67 mln mieszkańców) buddyjskiego kraju.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

W Wat Phra Kaew znajduje się posąg Buddy z zielonego jadeitu


     Najpopularniejszym jej określeniem pozostaje jednak „Miasto Aniołów”. Jest to zresztą pierwszy człon pełnej jej nazwy, składającej się łącznie… z 21 wyrazów i odnotowanej w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy toponim na świecie! Choć dziś tętniący życiem Bangkok należy do największych i najszybciej rozwijających się ośrodków regionu, przez wiele stuleci, aż do drugiej połowy XVIII w., był senną wioską. Po upadku w 1767 r. zrujnowanej przez birmańskie wojska Ayutthayi ówczesny król Rama I Wielki (1737–1809) przeniósł tu stolicę państwa. Odtąd miejscowość, ze względu na przecinające ją liczne kanały nosząca miano „Wenecji Orientu”, zaczęła się rozrastać i zmieniać.
W tym chaotycznym, nigdy niezasypiającym molochu nadal mimo wszystko nietrudno trafić na tradycyjne domy, bujną tropikalną roślinność i takie zakątki, w których na chwilę udaje się zapomnieć, że znajdujemy się w olbrzymiej metropolii. To miasto żywi się kontrastami, dostrzegalnymi choćby w jego strukturze: świątynie sąsiadują w nim z głośnymi ulicami wypełnionymi klubami i knajpkami, a z dzielnicami wiekowych zabytków graniczą nowoczesne rejony z centrami handlowymi i szklanymi biurowcami.

PRZEMIERZAJĄC BANGKOK
Bangkockie sprzeczności łączy rzeka Menam, wśród Tajów znana jako Chao Phraya (co tłumaczy się na „Rzeka Królów”), po której pływa mnóstwo kolorowych statków. Wyrosło nad nią wiele nowych hoteli i wieżowców, a jednocześnie przy jej brzegach ujrzymy przycumowane mieszkalne barki, stare stragany, a nawet przystań ozdobnych królewskich łodzi. Aby lepiej przyjrzeć się jej różnorodności i wczuć w specyficzny rytm, najlepiej przepłynąć się miejskim promem (bilet kosztuje symboliczne kilkanaście batów – THB, 1 THB = ok. 0,10 PLN). Podczas takiego rejsu dotrzemy do większości wartych uwagi atrakcji położonych w pobliżu centrum, m.in. do gwarnego Chinatown, pełnego tradycyjnych sklepików i restauracji. Wodną wycieczkę docenimy tym bardziej, że dłuższe spacery po Bangkoku bywają uciążliwe z powodu upalnego powietrza przenikniętego smogiem, a podróżowanie autobusem lub taksówką może trwać w nieskończoność z racji ogromnych korków.
     Popularnym środkiem transportu są tutaj również tuk-tuki, motoriksze przyozdobione kolorowymi światełkami, maskotkami, zdjęciami bądź kwiatkami – w zależności od fantazji ich właściciela. Także on ustala cenę, jaką zapłacimy za przejazd tym barwnym cackiem. Czasem koszt ten okazuje się wyższy niż w wypadku zwykłej taksówki. Podobnie więc jak w sklepach i na targach trzeba w tym przypadku ćwiczyć siłę charakteru i stanowczo się targować, nie przejmując się protestami albo naciskami ze strony Tajów.
     Inny charakterystyczny element pejzażu tego głośnego i zatłoczonego miasta stanowią wszechobecne miniaturowe świątynie, przyczepione niekiedy do drzew na ulicach, innym razem stojące przy wejściu do punktów usługowych czy w rogu hotelowego hallu. W małych, ozdobnych domkach zwykle zobaczymy jakiś owoc, girlandę z kwiatów, puszkę z napojem lub talerz z jedzeniem. Choć przybyszów ten widok dziwi, to dla miejscowych jest on wyrazem ich duchowości. Tajlandia, jak większość azjatyckich państw, posiada własny charakterystyczny system interpretacji rzeczywistości pozamaterialnej. Większość jej mieszkańców – zarówno tych z prowincji, jak i ze stolicy – wierzy, że wśród istot z krwi i kości żyje wiele innych bytów, określanych melodyjnym słowem phii. Stawiane na każdym kroku ołtarzyki służą oddawaniu hołdu tym duchom, obłaskawianiu ich i wypraszaniu dalszego ich wsparcia. Ta świadomość ciągłej współobecności milczących towarzyszy tworzy magiczny klimat Bangkoku, a szczególnie mocno przenika do świata zewnętrznego w tych miejscach, do których rzadziej zaglądają turyści.
     W ostatnim czasie spokój w kraju zburzyły demonstracje antyrządowe, które doprowadziły do wojskowego zamachu stanu pod przywództwem generała Prayautha Chan-ochy (obecnie premiera Tajlandii). Mimo iż trwały niemal 8 miesięcy (od 31 października 2013 r. do 22 maja 2014 r.), nie zagroziły bezpieczeństwu obcokrajowców w mieście. Podobnie jak cała Tajlandia, utrzymuje się ono w przeważającym stopniu z turystyki, a przyjezdni są tutaj traktowani bardzo przyjaźnie, na co ma wpływ tak zasadnicza policja, jak i mentalność Tajów – mieszkańców „krainy tysiąca uśmiechów”. Można mieć wątpliwości, ile bywa w tym haśle prawdy, a ile zwykłego sloganu, ale jedno jest pewne: wskaźnik przestępczości pozostaje w tym państwie niezwykle niski, a akty agresji w stosunku do turystów odnotowuje się rzadko. Choć więc ostrożności nigdy za wiele, to zarówno w Bangkoku, jak i innych tajskich dużych ośrodkach miejskich, poczujemy się nieraz bezpieczniej niż w niejednej europejskiej stolicy.

MIĘDZY ZIELONĄ PÓŁNOCĄ…
Z bangkockiej metropolii przez średniowieczne Sukhothai (gdzie mieściła się pierwsza stolica tajskiego królestwa) czy wspomnianą Ayutthayę, w której ogromne wrażenie robią ruiny dawnych pałaców i świątyń, wiedzie droga na północ – najbardziej zieloną, żyzną i wielokulturową część Tajlandii. Tu, wśród gór i dolin łańcucha Thanon Tong Chai (z najwyższym szczytem kraju Doi Inthanon – 2565 m n.p.m.), w łagodnym klimacie, gdzie płuca wypełnia rześkie powietrze, czeka na nas prawdziwe bogactwo atrakcji. Wydaje się, że to najlepsze miejsce na odpoczynek po wizycie w hipnotyzującym, ale męczącym Bangkoku. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Chiang Mai – wyjątkowego miasta, w którego atmosferze oddamy się błogiemu relaksowi. Słodkiemu lenistwu nie można się tu oprzeć, sprzyja mu mnogość parków, świetnych kawiarni, restauracji i nocnych marketów. Warto spróbować też swoich sił w przyrządzaniu potraw tajskiej kuchni w trakcie kursów gotowania, oferowanych na każdym kroku i w bardzo przyzwoitej cenie. Już podczas jednorazowej lekcji dowiemy się, jak przygotować największy tutejszy specjał, czyli pad thai – smażony makaron z jajkiem, sosem z tamaryndowca i krewetkami, warzywami bądź tofu (twarożkiem sojowym). Równie smakowitymi daniami są m.in. sałatka z papai, zupa rybna lub ostre curry. Właśnie dzięki nim ulice w Tajlandii przez całą dobę pachną imbirem, trawą cytrynową czy kolendrą, tak typowymi przyprawami dla jej oryginalnej sztuki kulinarnej.

FOT. THAITRAVELMART.COM

Malowniczy Park Narodowy Doi Inthanon w prowincji Chiang Mai


     Turyści zatrzymujący się w Chiang Mai na dłużej mogą również zapisać się na kurs masażu – kolejnej tajskiej specjalności. Nazywa się on nuat phaen boran i według legendy został stworzony przez osobistego lekarza samego Buddy. Tak naprawdę korzenie znanej dziś postaci zabiegów sięgają XIX w., co więcej, stanowią one mieszankę technik pochodzących z Indii, Chin i terenu Azji Południowo-Wschodniej. Akupresura połączona z jogą i rozciąganiem, w trakcie sesji zapewniająca nieco bolesne doznania, okazuje się znakomitym sposobem na leczenie stresu, migreny i zakwasów.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Lekcja sztuki kulinarnej Tajów


     Północny region Tajlandii to jednak nie tylko smaczna kuchnia i relaksujące seanse u masażysty, lecz także niesamowite bogactwo kulturowe związane z jego geograficznym położeniem. Chiang Mai mieści się w centrum tzw. Złotego Trójkąta (znaczącego azjatyckiego obszaru produkcji opium), między granicą z Birmą (Mjanmą) i Laosem. Miłośnicy trekkingów podczas pieszych wycieczek po okolicy będą mieli szansę zajrzeć do wiosek zamieszkanych przez fascynujące górskie plemiona Karenów i Hmongów (Mongów), które wciąż pielęgnują swoje dawne obyczaje, noszą tradycyjne stroje i trudnią się rękodziełem.

…I TROPIKALNYM POŁUDNIEM
Równie wielokulturowe jest też gorące południe kraju, nieustępujące północy w niczym pod względem egzotyki, różnorodności, piękna krajobrazów oraz wspaniałych atrakcji. Tu buddyzm miesza się (z racji bliskiego sąsiedztwa Malezji) z islamem, co widać wyraźnie zarówno w samych zwyczajach mieszkańców, jak i ich ubiorze czy interesującej architekturze. Poza tym w tym rejonie ciężkie, duszne, tropikalne powietrze wypełnia wszechobecny dźwięk cykad i gekonów, gęsta od bananowców dżungla zachwyca głęboką, soczystą zielenią, egzotyczne owoce smakują niepowtarzalnie, a wybrzeże ocienione palmami kokosowymi oblewa prawdziwie lazurowe morze. To, co przyciąga do południowej Tajlandii przede wszystkim, to jednak niezliczone wyspy rozsiane po obu stronach Półwyspu Malajskiego: na Morzu Andamańskim i w Zatoce Tajlandzkiej. Choć z pozoru wydają się do siebie podobne, to tak naprawdę są zupełnie inne. Jeśli ma się więc szansę, warto poznać kilka z nich.
     Wielbicielom nurkowania spodoba się na niewielkiej Koh Tao, gdzie znajduje się aż ponad 250 szkół oferujących naukę tego sportu. Świetnym miejscem dla osób aktywnych będzie także zaciszna Koh Kut (Koh Kood), położona bliżej granicy z Kambodżą. Jeśli liczymy głównie na korzystanie z uroków nocnego życia, to powinniśmy zajrzeć na Koh Samui, a przede wszystkim archipelag wysepek Phi Phi, słynących z klubów i szalonych imprez na plaży i rozsławionych przez film Danny’ego Boyle’a Niebiańska plaża (z 2000 r.). Raz w miesiącu, w okolicy pełni księżyca, wielka całonocna zabawa (Full Moon Party) odbywa się też na Koh Phangan, na co dzień zacisznej i spokojnej. Turyści poszukujący ciszy i wytchnienia odpoczną na Koh Kradan, leżącej w granicach Parku Narodowego Hat Chao Mai, bądź Koh Mook („Perłowa Wyspa”), pokrytej przepięknym białym piaskiem. Również Koh Jum jeszcze kilka lat temu posiadała zaledwie kilkanaście resortów z bungalowami i parę niepozornych rodzinnych restauracji. Z kolei fanom reggae z pewnością przypadnie do gustu Koh Phayam w pobliżu granicy z Birmą (Mjanmą), gdzie za jedyny środek transportu służą rowery albo motocykle. Przywitają ich tu dźwięki piosenek Boba Marleya, widok bambusowych domków i kolorowych hamaków na złocistej plaży.

FOT. TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Koh Phi Phi Lee – piękna plaża nad niewielką zatoką Maya Bay


     Właśnie ta luźna, wyspiarska atmosfera pozwoli najlepiej cieszyć się nam tajskim urlopem w zgodzie z tutejszą filozofią życia, zawartą w haśle mai pen rai, czyli „nic nie szkodzi” lub „wszystko będzie dobrze”. Tym zaczerpniętym z buddyzmu wyrażeniem życzliwi mieszkańcy kraju pełnego słońca i wspaniałych smaków odganiają od siebie złe myśli, problemy i zmartwienia. Ważnym słowem w słowniku Tajów jest także sanuk – „radość”, „coś miłego”. Warto spróbować przyswoić sobie tę swoistą sztukę pozytywnego myślenia, położyć się na hamaku i choćby na chwilę zapomnieć się w błogim uczuciu szczęścia. Tak naprawdę tylko jedna rzecz czyni Tajlandię niebezpieczną – to kraina wyjątkowo uzależniająca.

Artykuły wybrane losowo

Radosne życie w rytmie reggae – Jamajka

WIOLETTA KRAWIEC

 

Gdy przekroczyłam bramę szkoły w miejscowości Martha Brae, nie przypuszczałam jeszcze, że przeżyje tu jedne z najwspanialszych chwil podczas mojej podróży na Jamajkę. Kolorowe ściany, słoneczne wnętrza i uśmiechnięte buzie dzieci przypominały bardziej wesołą kolonię letnią niż placówkę oświatową. Z jednej z sal dochodził do nas piękny śpiew. Zajrzałam do niej przez otwarte drzwi. Grupa dzieci ćwiczyła Down by the River, wielki przebój muzyki reggae zespołu Morgan Heritage. Roześmiane dziewczynki w turkusowych mundurkach kołysały się rytmicznie, w pełni oddając się radości śpiewania. Ich buzie promieniały tajemniczym szczęściem. Słuchałam tej lekcji muzyki z zachwytem i przez kilka minut nie tylko widziałam, ale i czułam Jamajkę. Od tej pory Down by the River jest jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze włączam ją sobie w domu, gdy potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Działa na mnie szybciej niż na wielu słynna jamajska ganja...

Więcej…

Trzy twarze Meksyku

CancunPic.jpg

Znany meksykański kurort Cancún

©CPTM/RICARDO ESPINOSA-REO

G0766801.jpg

W Guelaguetza w Oaxace de Juárez to barwny festiwal folklorystyczny

©SECTUR OAXACA

OLA SYNOWIEC

 „Góry, plaże, pustynie, morza, selwy – Meksyk ma wszystko!” – mówi Carlos, który już czwarty rok z rzędu spędza wakacje, podróżując po tym kraju. Pochodzi z jego stolicy – Meksyku (Ciudad de México) – i dodaje, że jego ojczyzna jest tak duża i zróżnicowana, iż na razie nie czuje potrzeby, aby miejsca na urlop szukać gdzieś dalej. W końcu Meksykańskie Stany Zjednoczone zajmują niemal taki obszar, jak jedna piąta Europy. Meksyk bez wątpienia potrafi zaoferować coś wspaniałego każdemu turyście.


ZAC_zacatecas_021.jpg

Widok na Bazylikę Katedralną w centrum historycznym Zacatecas

©CPTM/RICARDO ESPINOSA-REO


Czekają tu na nas turkusowe morze, bajkowe plaże, ruiny prekolumbijskich budowli, pyszne jedzenie i rozbudowana oferta kulturalna. Wielkie i gwarne kurorty sąsiadują z rejonami, gdzie na horyzoncie nie zobaczymy żadnego człowieka. Co ważne, do tego północnoamerykańskiego kraju (do Cancún) można dolecieć już bezpośrednio samolotami czarterowymi z Warszawy, a ceny biletów są dość konkurencyjne, bo podobne do kosztów przelotu do Wietnamu czy Tajlandii (już od 3249 zł w obie strony, przy czym zdarzają się niekiedy atrakcyjne promocje typu last minute z taryfami w wysokości ok. 2000 zł).


Chciałabym przedstawić trzy ciekawe krainy w Meksyku: półwysep Jukatan oraz stany Oaxaca i Zacatecas. Mimo iż różnią się od siebie, każda z nich jest na wskroś meksykańska i na swój sposób prezentuje bogactwo i historię tej części Ameryki Północnej.


Jukatan Majów

Tulum_Xpedi.jpg

Prekolumbijskie miasto Majów Tulum wzniesione na 12-metrowym klifie

©EXPERIENCIAS XCARET S.A. DE C.V


Półwysep Jukatan przypomina turystyczne eldorado. Tutejsze wybrzeże Morza Karaibskiego to urzeczywistnienie wyobrażenia raju. Zrelaksowani ludzie popijający drinki z kokosa w hamaku rozpiętym w cieniu palm nad białym piaskiem pokrywającym brzeg oblewany błękitnymi wodami – taki obrazek przyciąga rocznie ponad 7 mln turystów z całego świata, którzy odwiedzają kurorty położone na Riwierze Majów (Riviera Maya) i słynne Cancún w stanie Quintana Roo. Zatrzymują się oni przede wszystkim w luksusowych hotelach w tym ostatnim 650-tysięcznym mieście, a także imprezowo-młodzieżowej miejscowości wypoczynkowej Playa del Carmen, spokojnym Akumalu oraz wciąż nieco alternatywnym Tulum, szczycącym się bez wątpienia najpiękniejszą plażą ze wszystkich ośrodków turystycznych w tym rejonie. Górują tu nad nią dumne majańskie ruiny, nieustannie przypominające o wspaniałej historii tych okolic.


Na Jukatanie znajduje się prawie 150 stanowisk archeologicznych – pozostałości po cywilizacji Majów. Najpopularniejsze wśród nich jest Chichén Itzá, wybrane 7 lipca 2007 r. jednym z siedmiu nowych cudów świata. Oprócz rajskich plaż, to właśnie położona na jego terenie słynna Świątynia Kukulkána (Kukulkán to odpowiednik azteckiego Quetzalcóatla, czyli Pierzastego Węża), przez Hiszpanów nazwana El Castillo (Zamkiem), zazwyczaj kojarzy się z półwyspem. Najwięcej osób odwiedza to miejsce w czasie równonocy wiosennej i jesiennej, kiedy to można oglądać niezwykłe widowisko – po schodach budowli ześlizguje się cień węża.


Żeby uniknąć tłumów turystów na zdjęciach, warto udać się do nieco mniej popularnych stref archeologicznych. Wśród pagórków malowniczego Uxmal poznamy boga deszczu Chaca (Chaaca), który był bardzo ważnym bóstwem w tym majańskim mieście pozbawionym naturalnych źródeł wody. W kompleksie Cobá wdrapiemy się na najwyższą na Jukatanie piramidę Majów – Nohoch Mul. Ze szczytu 42-metrowej konstrukcji rozpościera się widok na ciągnący się po horyzont las tropikalny, nad który raz na jakiś czas wzlatuje kolorowa papuga. W innych stanowiskach możemy być często jedynymi turystami i podczas odkrywania prekolumbijskich ruin poczuć się jak Indiana Jones.


Potomkowie wielkich, nie do końca zbadanych kultur wciąż mieszkają na tych ziemiach. Tereny półwyspu to jeden z regionów kraju, w którym tradycje Indian są najżywsze, a wszystkie trzy jukatańskie stany – Jukatan, Quintana Roo i Campeche – plasują się w pierwszej piątce obszarów w Meksyku, gdzie językami indiańskimi posługuje się największy procent ludności. Podstawy maja (maya yucateco) pozwolą zrozumieć poetyckie toponimy w okolicy, np. nazwa rezerwatu Sian Ka’an oznacza „miejsce, gdzie narodziło się niebo”. Wśród lagun, mokradeł i lasów namorzynowych żyje w nim 379 gatunków ptaków oraz 115 gatunków ssaków, m.in. pumy, oceloty, margaje, jaguary, tapiry, wyjce, czepiaki czarnorękie, paki nizinne, hirary amerykańskie, pekari białobrode i delfiny. Podczas wycieczki kajakiem lub łodzią ma się wrażenie, że trafiło się do filmu przyrodniczego Davida Attenborough i jest się w samym sercu niezwykłego królestwa natury.


Najbarwniejsza fiesta w krainie fauny i flory odbywa się w Rezerwacie Biosfery Celestún. Upodobały go sobie szczególnie flamingi. Zlatują na zimę w okolice miasta Mérida, aby wykonywać bajkowo kolorowy taniec, w którym róż ich skrzydeł miesza się z błękitem wody i nieba. Można je zobaczyć także na jednej z najbardziej dziewiczych wysp w pobliżu Cancún – Holbox. W odróżnieniu od innych wyspiarskich oaz spokoju, takich jak Isla Mujeres (Wyspa Kobiet) czy Cozumel, ta jest wciąż rzadko wybieranym kierunkiem wśród turystów. Tak wyglądała kiedyś podobno cała Riwiera Majów, kiedy Cancún, Playa del Carmen i Tulum stanowiły jedynie małe rybackie wioski. Na Holbox nie wjedziemy samochodem, cały czas otacza nas tu natura. Wyjątkowym przeżyciem będzie w tej okolicy pływanie z rekinami wielorybimi. Warto wziąć też lekcje kitesurfingu – spokojne w tym rejonie morze świetnie nadaje się dla początkujących.


Półwysep Jukatan i oblewające go wody to jeden z bardziej popularnych celów wypraw nurkowych. Do obejrzenia znajdującej się tuż przy brzegu karaibskiej rafy koralowej wystarczy nawet jedynie maska z rurką. Nurkować wśród koralowców w towarzystwie kolorowych ryb można praktycznie na całej długości (aż 865 km!) wybrzeża stanu Quintana Roo. W Akumalu spotkamy się z ogromnymi żółwiami zielonymi, a niedaleko Cancún odwiedzimy niesamowite podwodne muzeum MUSA (Museo Subacúatico de Arte). Na dnie spoczywa tu ponad 500 rzeźb. Z kolei prawdziwą przygodą będzie wyprawa do wypełnionych krystalicznie czystą wodą studni wapiennych zwanych cenotami.


Cały teren obecnego półwyspu Jukatan pokrywało niegdyś morze. Był on olbrzymią rafą koralową. Jego obszar wypiętrzyło uderzenie meteorytu, najprawdopodobniej tego samego, który (według jednej z teorii) wywołał wymieranie kredowe i spowodował wyginięcie dinozaurów. Potężna kosmiczna skała spadła zresztą niedaleko Méridy, gdzie można odnaleźć wielki krater o średnicy ponad 180 km zwany Chicxulub. Przez wapienne skały nowego lądu pod jego powierzchnię zaczęły spływać deszcze tworzące podziemne jeziora. Woda i korzenie drzew przebiły do nich otwory. Tak powstały cenoty. Nazwa dzonot w języku maja oznacza „studnię”. Na Jukatanie znajduje się ich – wedle różnych szacunków – od ponad 2 do 30 tys. Wypełniająca je woda, filtrowana przez wapień, jest niezwykle czysta, a podziemne jeziora zamieszkują różne interesujące zwierzęta. Jednymi z nich są małe rybki, które podczas kąpieli zrobią nam darmowy peeling. W ciemniejszych częściach cenotów zauważymy szczelnie oblepiające strop nietoperze. Oprócz tego żyją tutaj endemiczne gatunki ryb i skorupiaków, w tym stworzenia, które na skutek niedoboru światła stały się wtórnie ślepe, a następnie w wyniku ewolucji utraciły nawet oczy.


Na półwyspie nie ma praktycznie żadnych rzek ani jezior. Jedynym źródłem słodkiej wody pozostają właśnie wapienne studnie, które dawni Majowie uważali za święte. Wierzyli, że są one wejściem do majańskich zaświatów (Mitnal). Krainę tę zamieszkiwał cały szereg dziwnych bóstw i demonów, które były odpowiedzialne za zsyłanie na ziemię śmierci i chorób. Poza tym świat umarłych nie różnił się zbytnio od codziennej rzeczywistości – ludzie kontynuowali swoje dawne życie w podziemnych miastach z placami, ogrodami i... boiskiem do rytualnej gry w piłkę (ullamaliztli), ukochanego sportu prekolumbijskiego Meksyku. W cenotach umieszczano więc podarunki dla przodków oraz bogów zaświatów. Składano też w nich ofiary dla władcy deszczu Chaca, czasem – jak w Cenote Sagrado w Chichén Itzá – również z ludzi.


Jeśli zechcemy opuścić królestwo natury, powinniśmy odwiedzić Méridę – jedno z najstarszych miast w obu Amerykach (założono ją w styczniu 1542 r.) i stolicę kulturalną półwyspu Jukatan. Tutejsze zbudowane z białego wapienia centrum historyczne uchodzi za drugie największe w całym Meksyku (po Ciudad de México). Ten klimatyczny ośrodek szczyci się ogromną ofertą wydarzeń związanych z kulturą, interesującymi muzeami i galeriami, a także świetnym rękodziełem artystycznym. Mérida to najbardziej oczywiste miejsce na zakup meksykańskiego hamaka. Można go wybrać w wersji jednoosobowej lub matrimonial („małżeńskiej”), która według mieszkańców doskonale nadaje się do uprawiania starej majańskiej sztuki zwanej hamacasutrą... W tym „Białym Mieście” (Ciudad Blanca) spróbujemy też specjałów kuchni jukatańskiej: sopa de lima (zupy z limonką, kurczakiem i kawałkami tortilli), poc chuc (pikantnej wieprzowiny marynowanej w sosie z kwaśnych pomarańczy) i pollo ticuleño (kurczaka pieczonego z plasterkami banana).


Oaxaca nad Pacyfikiem


Jukatan to nie jedyny cel wyjazdów wypoczynkowych w Meksyku. Wiele do zaoferowania ma także piękny stan Oaxaca, znajdujący się na południu kraju u wybrzeży Oceanu Spokojnego. Plaże nie są tu tak zatłoczone jak w kurortach na Riwierze Majów, jest również znacznie taniej. Może się nawet zdarzyć, że na szerokim piaszczystym brzegu będziemy zupełnie sami lub tylko w towarzystwie wyruszających na połów rybaków. To właśnie na jednej z tutejszych rajskich plaż, nazywanej Cacaluta (na terenie Santa María Huatulco lub po prostu Huatulco), kręcono sceny do filmu I twoją matkę też (2001 r.) z Maribel Verdú, Gaelem Garcíą Bernalem i Diegiem Luną w rolach głównych.


Na wybrzeżu Oaxaki wciąż nie powstało zbyt wiele luksusowych kompleksów hotelowych, zatrzymamy się na nim za to tuż nad oceanem, w małej drewnianej chatce cabaña krytej palmowymi liśćmi. Swój nieodparty urok mają małe hipisowskie wioski – Zipolite ze słynną plażą nudystów oraz Mazunte, gdzie odbywają się w listopadzie koncerty jazzowe (Festival Internacional de Jazz Mazunte), a pod koniec lutego i na początku marca festiwal cyrkowy (Festival de Circo en Mazunte). W tej ostatniej miejscowości zapoznamy się z żółwiami morskimi, którymi opiekuje się Centro Mexicano de la Tortuga. Można też tutaj ponoć zobaczyć najbardziej magiczny zachód słońca na całym wybrzeżu. Każdego dnia wspólne kontemplowanie tego widoku, zazwyczaj przy dźwięku bębnów, odbywa się na Punta Cometa – najdalej na południe wysuniętym przylądku Ameryki Północnej wychodzącym na Pacyfik. Miejsce to dla kultur prekolumbijskich miało znaczenie strategiczne i rytualne i do dziś uchodzi za źródło mocy.


Mniej więcej 65 km dalej leży mekka surferów – Puerto Escondido. Otóż Ocean Spokojny, wbrew swojej nazwie, wcale spokojny nie jest, a Atlantyk to przy nim – jak mówią Meksykanie – nudny i grzeczny kuzyn. Fale w tym rejonie osiągają wysokość nawet 6 m, a tutejsza 3-kilometrowa Playa Zicatela znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych plaż do surfowania na świecie. Dla początkujących miłośników tego sportu lepsza będzie znana z bardziej sprzyjających warunków La Punta, a jeśli ktoś chce jedynie popływać, powinien wybrać Manzanillo albo Puerto Angelito. Jeżeli szukamy natomiast pięknych widoków, warto udać się na Carrizalillo albo Bacocho. Wszystkie z wymienionych miejsc położone są w Puerto Escondido. W innej popularnej miejscowości turystycznej, Huatulco, jest aż 36 plaż, i to leżących w 9 malowniczych zatokach!


Urokliwe zachody słońca, romantyczne klify, ciche zakątki, które możemy mieć tylko dla siebie – wybrzeże należy do niewątpliwych skarbów stanu Oaxaca. Wiele ciekawych miejsc znajduje się także w głębi lądu. Jedno z nich stanowi stolica stanu, nosząca tę samą co on nazwę – Oaxaca (Oaxaca de Juárez). Kolonialna architektura, kolorowe budynki, klimatyczne uliczki i urocze zaułki przyciągają amerykańskich i zachodnioeuropejskich seniorów, którzy decydują się spędzić tu swoją emeryturę. Miasto działa jak magnes również na artystów. Nie ma w nim wieczoru bez wernisażu albo innego wydarzenia kulturalnego. Meksykanie śmieją się, że w Oaxace ludzie przy nawiązywaniu znajomości po zwyczajowym zwrocie Jak się miewasz? pytają się o to, jaką sztuką zajmuje się na co dzień ich rozmówca.


Stolica stanu słynie z rękodzieła. Tutejsze przepiękne tkaniny można podziwiać w Muzeum Tekstyliów (Museo Textil de Oaxaca) lub po prostu w trakcie wizyty w lokalnych sklepach i na targach, które są także swojego rodzaju rękodzielniczymi galeriami. Natkniemy się na nie co chwilę podczas spaceru po spokojnym centrum miasta. W witrynach sklepowych rozgościła się kolorowa meksykańska sztuka. Z wielu półek spogląda na nas osobliwa ferajna dziwnych barwnych zwierząt: osioł ze skrzydłami motyla, kogut z rogami byka, lew z głową orła. To alebrijes – rzeźby cudacznych kreatur, które kiedyś przyśniły się pewnemu artyście. Pedro Linares (1906–1992) leżał w łóżku z wysoką gorączką i we śnie ujrzał te niezwykłe stworzenia. Kolorowe zwierzęta otoczyły go i zaczęły wykrzykiwać jedno bezsensowne słowo: Alebrijes!. Postanowił więc odtworzyć je w postaci figur z papier-mâché. Dzisiaj jego nocne widziadła zobaczymy tutaj w co drugim sklepie z rękodziełem artystycznym. Senne majaki Linaresa stały się jednym z symboli Oaxaki.


Miasto znane jest również ze swojej kuchni. Jak w raju poczują się w nim miłośnicy słodyczy. O ile samo kakao pochodzi ze stanu Tabasco i południa Chiapas, to właśnie Oaxaca słynie z najlepszej czekolady. Przy ulicy Francisca Javiera Miny można spróbować jej bezpośrednio u wytwórców. To tu znajdziemy najlepsze meksykańskie marki: od dużych producentów takich jak Chocolate Mayordomo aż po małe rodzinne firmy z tradycjami. Ten słodki specjał podaje się w formie gorącego napoju albo jako mole – pikantny sos do kurczaka. Przepis na tę ostatnią intrygującą potrawę zawiera długą listę starannie dobranych składników, w tym prażone ziarna i nasiona, suszone owoce, liczne przyprawy, orzechy i papryczki chili. Innym lokalnym przysmakiem są chapulines, czyli smażone koniki polne. Bez trudu dostaniemy je na tutejszych targach i bazarach. Mówi się, że jeśli ktoś ich spróbuje, to z pewnością wróci do Oaxaki.


Jeżeli do powrotu nie przekonają nas chrupiące owady, być może uczyni to mezcal. Miasto uchodzi za nieoficjalną stolicę producentów tego meksykańskiego trunku, wyrabianego z agawy. Ma on status niemal kultowego napoju i panaceum na wszelkie życiowe problemy. Meksykanie zwykli o nim mawiać: Para todo mal – mezcal, para todo bien – también („Na całe zło – mezcal, na wszystko, co dobre – też”). Serwujące go mezcalerie to bardzo popularny w kraju rodzaj lokalu, przypominający polskie bary z wódką i zakąską, tyle że jako zagryzkę podaje się w nich smażone koniki polne. Ten meksykański alkohol często kojarzy się także z innym owadem – pływającą w butelce larwą ćmy. Wbrew obiegowej opinii, jej obecność wcale nie świadczy o wysokiej jakości trunku. Wręcz przeciwnie, w najlepszych mezcalach się jej nie umieszcza.


Mimo tych wszystkich atrakcji nie powinniśmy się zbytnio zasiedzieć w stolicy stanu, bo jej okolice mają również wiele ciekawego do zaoferowania. Hierve el Agua w osadzie San Isidro Roaguía wygląda jak skamieniały wodospad przeniesiony z księżycowego krajobrazu. W rzeczywistości to formacje skalne, które powstawały przez tysiące lat. Na ich szczycie znajdują się źródła tworzące niewielkie jeziora. Gdy leży się w turkusowej wodzie tuż przy krawędzi przepaści z widokiem na pobliskie pasmo górskie, odnosi się wrażenie, że trafiło się w sam środek obrazu Salvadora Dalego (1904–1989). Na wierzchołku innej góry położonej w sąsiedztwie Oaxaki de Juárez odkryjemy natomiast pozostałości dawnej stolicy Zapoteków – Monte Albán. Z ruin rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama okolicznych wzniesień i dolin.


Oaxaca jest jednym ze stanów o największym procencie ludności rdzennej i słynie ze świetnie zachowanych tradycji ludowych. Wiele z tutejszych fiest ma swoje korzenie w rytuałach sprzed chrystianizacji. W mieście Juchitán de Zaragoza od czasów prekolumbijskich utrzymuje się także podział na trzy płcie: kobiety, mężczyzn i muxes, czyli osoby, które urodziły się mężczyznami, ale mówi się do nich w rodzaju żeńskim. Przedstawiciele tej ostatniej grupy podczas swojego dorocznego święta w listopadzie zakładają pięknie wyszywane i kolorowe bluzki zwane huipilami oraz kwieciste spódnice i wykonują regionalne tańce. Z kolei największą lokalną imprezą jest Guelaguetza – odbywający się w lipcu w Oaxace de Juárez barwny festiwal wszelkich ludowych tradycji.


Zacatecas ze srebra


O ile w Oaxace ludność rdzenna stanowi ok. 50 proc., to już w Zacatecas – tylko niespełna 3 proc. Mimo niewielkiej populacji Indian jest to region niezmiernie ważny dla kolonialnej historii kraju. Chociaż dość rzadko odwiedzany przez turystów, ma czym zaciekawić podróżników, szczególnie tych, których interesuje turystyka aktywna i kulturowa. Podczas wizyty w tym stanie zobaczymy zupełnie inną twarz Meksyku niż na Jukatanie i w Oaxace, co tylko zachęci nas do dalszego odkrywania fascynującej ojczyzny Meksykanów.


Stolica regionu, mająca tę samą co on nazwę, została założona w 1546 r., a powstała na fali gorączki srebra. Lokalne kopalnie uczyniły z kraju największego producenta tego metalu na świecie, która to sytuacja utrzymuje się do dziś. Na początku XIX w. sam tylko stan Zacatecas dostarczał 20 proc. światowego zapotrzebowania na ten kruszec. Zaledwie 10 min. od centrum stolicy znajduje się Mina El Edén – jeden z zakładów wydobywczych, działający w latach 1586–1960. W otworzonym dla zwiedzających w 1975 r. obiekcie można oglądać oryginalne mosty, klatki schodowe i maszyny górnicze oraz przetańczyć noc w La Mina Club. To podobno jedyny klub nocny na świecie utworzony w kopalni. Żeby bawić się 280 m pod ziemią, trzeba najpierw pokonać odcinek o długości 650 m specjalną kolejką, która zawozi pasażerów do dawnych komór.


Dzięki dochodom z wydobycia srebra wybudowano w Zacatecas jedne z najpiękniejszych meksykańskich kościołów i klasztorów. To drugie najwyżej położone duże miasto w kraju (rozciągające się na średniej wysokości ok. 2430 m n.p.m.) zapiera dech w piersiach. Jego architektura została dostosowana do górzystego ukształtowania terenu, a budynki są prawdziwymi dziełami sztuki. Zabudowania mają kolor żółtopomarańczowy, a wspaniale oświetlone w nocy sprawiają wrażenie złotych. W dawnych kompleksach kościelnych znajdziemy dwa ważne muzea. W kolegium jezuitów, następnie należącym do dominikanów, funkcjonuje obecnie Museo Pedro Coronel, gdzie możemy podziwiać jedną z większych kolekcji sztuki w Meksyku. Zebrano w nim dzieła takich artystów jak Salvador Dalí, Pablo Picasso, Joan Miró, Marc Chagall, Eugène Delacroix czy Georges Braque. Z kolei brat Pedra, Rafael, zgromadził największy na świecie zbiór meksykańskich masek liczący ponad 10 tys. egzemplarzy. Obejrzymy je w Museo Rafael Coronel w niegdysiejszym Klasztorze św. Franciszka, jednym z najstarszych na północy Meksyku, ufundowanym pod koniec XVI stulecia. To jednak tylko dwie z licznych placówek muzealnych Zacatecas, w którym tętni życie kulturalne i odbywa się wiele festiwali i ważnych wydarzeń.


Stolica stanu najlepiej prezentuje się z góry, z legendarnego wzgórza Bufa (Cerro de la Bufa – ok. 2650 m n.p.m.). Z historycznego centrum dostaniemy się na nie w 7 min. teleférico, czyli kolejką linową. Miejsce to było cichym świadkiem rewolucji meksykańskiej (1910–1920). To właśnie tutaj 23 czerwca 1914 r. rozegrała się jedna z jej największych bitew – toma de Zacatecas (bitwa o Zacatecas). Francisco Pancho Villa (1878–1923) pokonał w tym rejonie armię 12 tys. żołnierzy generała Luisa Mediny Barróna (1873–1937). Na wzgórzu znajduje się muzeum upamiętniające to wydarzenie. Zgromadzono w nim ubrania, broń, działa, makiety, gazety, zdjęcia i dokumenty z tego okresu, a przed budynkiem ustawiono pomniki wielkich przywódców rewolucji meksykańskiej.


Cały Meksyk usiany jest wspaniałymi pamiątkami po kulturach prekolumbijskich, więc także w Zacatecas leży kilka interesujących stref archeologicznych, takich jak Altavista (Chalchihuites), La Quemada czy El Teúl, czyli najstarsze miejsce w Ameryce Łacińskiej, w którym wytapiano miedź. Ten stan spodoba się też miłośnikom turystyki aktywnej. Park Narodowy Sierra de Órganos to świetna okolica na trekking, wspinaczkę bądź jazdę rowerem górskim. Erozja wietrzna nadała tutejszym górom niesamowite kształty – wyglądają jak katedry, wieże i zamki. U ich podnóży kręcono m.in. Działa Navarony (1961 r.) z Anthonym Quinnem i Gregorym Peckiem w rolach głównych i Jaskiniowca (1981 r.) z Ringo Starrem. Parkowa infrastruktura została wyśmienicie przygotowana – są tu np. specjalne miejsca z grillem, gdzie można rozbić namiot. Poza tym w tym rejonie zatrzymamy się również w domkach kempingowych. Jak mówi hasło promocyjne stanu: Zacatecas, Suena Bien!, czyli „Zacatecas, brzmi dobrze!”. Z pewnością warto odwiedzić ten region Meksyku, w którym czeka na nas mnóstwo niezapomnianych wrażeń.  

Brazylijska Ceará – radosna ziemia światła

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten północno-wschodni stan Brazylii zapewnia turystom całą paletę barw, malownicze, dziewicze krajobrazy i mnóstwo możliwości wypoczynku. Jego rajskie plaże oblewane spokojnymi i płytkimi wodami stanowią doskonałe miejsce do kąpieli, a tutejsze silne, stałe wiatry przyciągają miłośników wind- i kitesurfingu. Cumbuco, Taíba, Flecheiras, Baleia, Jericoacoara, Paracuru, Porto das Dunas, Morro Branco, Praia das Fontes, Canoa Quebrada, Ponta Grossa czy Redonda oferują różnego rodzaju atrakcje – od największego aquaparku w Ameryce Łacińskiej do cichych i uroczych wiosek rybackich. Znajdziemy tu szeroki wybór zakwaterowania, m.in. luksusowe ośrodki wypoczynkowe albo czarujące pensjonaty, czyli modne w Brazylii „pousadas”. Smakoszy zachwycą miejscowe świeże ryby i owoce morza. Ceará znana jest jako „Terra da Luz” – „Ziemia Światła”. Zawdzięcza to dużej liczbie słonecznych dni w roku, a także temu, że była pierwszym stanem w federacji brazylijskiej, który zniósł niewolnictwo, cztery lata przed słynną „Lei Áurea” –  „Złotą Ustawą” z 1888 r. Dzisiaj ta radosna ziemia pełna światła stanowi jeden z najpiękniejszych rejonów Brazylii, gdzie odkryjemy nietknięte ręką człowieka cuda natury, niepowtarzalne krajobrazy oraz poznamy niezmiernie sympatycznych, przyjaznych i gościnnych ludzi.

 FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Ceará ma powierzchnię niemal 150 tys. km², czyli ok. 60 proc. większą niż Portugalia! Na jej terytorium żyje obecnie 8,5 mln mieszkańców. Stolicą tego stanu i jednocześnie największym miastem jest Fortaleza. W tym rejonie Brazylii znajduje się największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park na plaży Porto das Dunas. Ten olbrzymi kompleks turystyczny zajmujący łącznie 30 km², z czego na aquapark przypada 13, odwiedza każdego roku ok. 1 mln osób. W Cearze wznosi się również czwarty pod względem wielkości stadion piłkarski w kraju – świeżo przebudowany Estádio Governador Plácido Castelo, bardziej znany pod nazwą Castelão, który może pomieścić 67 037 widzów. Ten brazylijski stan słynie jednak przede wszystkim ze swojego pięknego wybrzeża i dużej religijności miejscowej ludności. Jeden z jego głównych symboli stanowi jangada – tradycyjna jednomasztowa łódź żaglowa wykonana z drewna używana od wieków przez rybaków z północno-wschodniej Brazylii. Na terenie Ceary znajduje się pokaźna część brazylijskiej caatingi (katingi, sawanny kolczastej) – unikatowej w skali świata formacji roślinnej, która obejmuje w sumie aż 850 tys. km² obszaru kraju.

Więcej…