ALICJA ŁUKOWSKA


<< „Rozsuwało się zamek namiotu albo otwierało drzwi jurty i zaraz za progiem zaczynało się coś w rodzaju nieskończoności” – opowiada o podróży po Mongolii Andrzej Stasiuk w eseju „Poziomo” wydanym na łamach „Tygodnika Powszechnego” w 2011 r. W jego kontynuacji pt. „Na zachód” pisał, że mongolski step to „przestrzeń, która nie stawia oporu”. Właśnie aby zobaczyć te rozległe, puste i niekończące się obszary, jedzie się do tego kraju. Przebywanie na ogromnym, nieograniczanym przez nic terenie, oddychanie pełną piersią wonnym stepowym powietrzem i wpatrywanie się w daleki, niezasłonięty żadnymi przeszkodami horyzont to niezwykłe doświadczenia dla mieszkańców gęsto zaludnionej, zabudowanej i obsadzonej drzewami Europy. >>

Już przed południem zajęliśmy miejsca w mikrobusie do Karakorum. Teraz zbliża się godz. 19.00, a my nadal nie ruszyliśmy i, jak wszyscy wokół, łuskamy słonecznik. Na dworcu autobusowym w Ułan Bator nie ma rozkładów jazdy. Kierowcy wyjeżdżają w trasę dopiero wtedy, gdy ich pojazdy maksymalnie zapełnią się ludźmi i towarami.
W naszym ssangyongu siedzi, zdawałoby się, komplet pasażerów. Bagażu jest więcej niż auto zdoła udźwignąć, ale ciągle czekamy. Podczas gdy my plujemy łupinami słonecznika z coraz większą złością, na twarzach naszych współpasażerów rysuje się niczym niezmącony spokój: przecież kiedyś ruszymy. Zaczyna się już ściemniać, kiedy do środka cudem wciska się jeszcze tęga Mongołka z czterema wielkimi worami cukru. Wreszcie mikrobus naprawdę się zapełnił. Kierowca odpala silnik i możemy jechać w bezkres mongolskich stepów.

 

POTOMKOWIE CZYNGIS-CHANA
Nad ranem, po nocy spędzonej w drodze, zakurzeni i wytrzęsieni budzimy się w Karakorum, orzeźwieni chłodem docierającym z doliny rzeki Orchon. Jesteśmy 350 km na zachód od Ułan Bator, pośrodku azjatyckiego Wielkiego Stepu, który przez wieki był areną rywalizacji ludów nomadzkich. Na tych ogromnych pustych przestrzeniach, ciągnących się od ujścia Dunaju na zachodzie po nasadę Półwyspu Koreańskiego na wschodzie, pierwszą poważną organizację państwową stworzyli w III w. p.n.e. Hunowie. Słynny Wielki Mur Chińczycy budowali m.in. z obawy przed ich najazdami. Po upadku budzących postrach wojowników ich miejsce w Azji zajęły następne koczownicze plemiona tureckie, które tworzyły kolejne kaganaty (dawna forma monarchii na Wschodzie).
    Jednak w świadomości historycznej Mongołów za najważniejsze uchodzi założone na początku XIII w. państwo Czyngis-chana (ok. 1155/1162–1227) – najpotężniejsze imperium, jakie powstało na tych otwartych przestrzeniach wewnątrz kontynentu euroazjatyckiego. Jego twórca zdołał zjednoczyć rozbite i skłócone plemiona mongolskie, podbić olbrzymie terytorium i zorganizować na nim sprawną administrację. Na jednym ze wzgórz otaczających Karakorum stoi swojego rodzaju pomnik przedstawiający mapę maksymalnego zasięgu tego mocarstwa: od wschodu obejmuje Chiny, dalej serce Wielkiego Stepu, tereny Azji Środkowej i dzisiejszego Iranu oraz podbite księstwa ruskie na zachodzie. Historia Temudżyna – bo tak brzmiało pierwotne imię osławionego przywódcy – nadal pozostaje zagadką. Rosyjski historyk Lew Gumilow (1912–1992) w książce Śladami cywilizacji Wielkiego Stepu pyta retorycznie: Jak mogło dojść do tego, że biedny sierota, pozbawiony poparcia nawet własnego plemienia, które go ograbiło i porzuciło, stał się wodzem potężnej armii, chanem narodów i pogromcą wszystkich sąsiednich władców, choć byli oni silniejsi?.
    Do dzisiaj Czyngis-chan jest najważniejszym bohaterem narodowym Mongolii, a obywatele tego kraju z dumą przedstawiają się jako jego potomkowie. Nawiasem mówiąc, stał się on tutaj najlepszą marką, więc wyborowe gatunki wódki nazywają się Chinggis, a jeden z popularnych pubów w Ułan Bator – GrandKhaan Irish Pub.
    Największy z Mongołów postanowił wznieść swój pałac w dolinie rzeki Orchon – w regionie, w którym przed wiekami stolicę swojego imperium ulokowali Hunowie. Budowę słynnego Karakorum ukończył w 1236 r. jego syn Ugedej (ok. 1186–1241). Kosmopolityczne miasto znane było ze szczególnej tolerancji religijnej: znajdowały się w nim meczety, kościół chrześcijański, świątynia buddyjska i otaczały go święte miejsca wyznawców szamanizmu. Nawet na przybyszach z dalekich krain duże wrażenie robił pałac chana, a szczególnie niezwykła fontanna w kształcie drzewa. Z jego pnia wychodziły głowy czterech węży, z których pysków lały się wino, kobyle mleko, miód pitny i piwo ryżowe. Podczas największych uroczystości goście stolicy mogli ponoć czerpać trunki do woli. Opisy Karakorum przywieźli do Europy nieliczni wysłannicy, do których należał Benedykt Polak (ok. 1200–1252) – polski franciszkanin, członek papieskiej misji dyplomatycznej w pierwszej połowie XIII w.

FOT. STEP’IN DMC/FRÉDÉRIC ROMAN-HAUDUROY

Złota Stupa w klasztorze Erdene Dzuu


    Wiatr historii sprawił, że do lat współczesnych nie zachowały się nawet ruiny dawnego mongolskiego ośrodka. Po przybyciu w jego rejon możemy obejrzeć kamiennego żółwia – jednego z czterech mających za zadanie chronić miasto – oraz zobaczyć niewielkie, ale ciekawe muzeum prezentujące eksponaty archeologiczne pochodzące z niegdysiejszej stolicy potężnego imperium. Jednak dzisiaj główną atrakcję dla turystów stanowi imponujący buddyjski klasztor Erdene Dzuu, zbudowany w 1585 r. na gruzach zburzonego Karakorum.
    Chociaż monaster był pierwszym centrum lamaizmu (buddyzmu tybetańskiego) w Mongolii, nie zdołał przetrwać trudnego okresu historycznych burz, jakie przetoczyły się przez kraj na początku XX stulecia. Po krótkim czasie niepodległości, nawrocie chińskiej okupacji i rajdzie rosyjskich białogwardzistów pod wodzą Romana von Ungern-Sternberga (1886–1921), nazywanego Krwawym Baronem, który ogłosił się reinkarnacją Czyngis-chana, w 1921 r. władzę w państwie zdobyli rewolucjoniści wspierani przez Armię Czerwoną. 3 lata po ich zwycięstwie utworzono Mongolską Republikę Ludową – satelitę ZSRR – i przeprowadzono szereg reform. W okresie komunistycznego terroru likwidowano świątynie i klasztory oraz mordowano mnichów. Erdene Dzuu – najważniejszy monaster kraju – również został zamknięty, a monotonny dźwięk mantr powrócił w jego mury dopiero po zmianie systemu w 1990 r. Obecnie religia z powrotem stała się ważnym elementem życia Mongołów. Do odbudowywanych centrów sakralnych chętnie garną się wierni, a szkoły przyklasztorne pełne są młodych adeptów lamaizmu.

 

W SZEROKIM STEPIE
Z Karakorum wybieramy się w dalszą podróż. Tym razem korzystamy ze złapanego na stopa ziła cysterny. Przemierzamy połacie pofalowanych stepów, poruszając się po jednej z dróg, jakich tysiące wyjeżdżono w trawie. Ruch na naszej trasie jest znikomy. Prawie w ogóle nie widać ludzi. Jedyne oznaki ich obecności to rozsiane gdzieniegdzie białe plamki jurt i stada rozmaitego bydła. Nie ma się czemu dziwić. Współczesna Mongolia zajmuje terytorium pięciokrotnie większe od Polski (powyżej 1,5 mln km²), a żyje tu ok. 3 mln osób. Gęstość zaludnienia nie przekracza zatem 2 osób/km2, co czyni ją najniższą na świecie (wśród niepodległych państw).

FOT. WANDA BOGACKA-PLUCINSKI

Mongolskie dzieci z Wielkiego Stepu


    Ponad połowę kraju pokrywa strefa stepów. Natomiast na południu rozciągają się suche obszary pustyni Gobi, gdzie koczują hodowcy wielbłądów. Tylko w północnych regionach piętrzą się wysokie, porośnięte tajgą góry, wśród których spotkamy m.in. plemiona trudniące się wypasem reniferów. Większość powierzchni Mongolii stanowią rozległe, puste, niekończące się przestrzenie. Po wyjeździe z Ułan Bator szybko zapominamy o asfalcie, betonie i wielopiętrowych budynkach. Otacza nas jedynie dzika przyroda.
    Myli się jednak ten, kto myśli, że podróż przez tę krainę musi być nudna. Człowiek nie bombardowany nieustannie przez mnóstwo bodźców stopniowo zaczyna zwracać uwagę na rozmaite szczegóły – na to, że w każdej dolinie step jest trochę inny, że zmieniają się zapachy stepowych ziół, że na horyzoncie pojawiają się jakieś góry... Po pewnym czasie wędrowiec z niecierpliwością oczekuje pokonania kolejnej przełęczy i zobaczenia widoków, jakie się za nią ukażą. Trzeba jeszcze dodać, iż mongolska ziemia kryje wiele prawdziwych cudów natury: formacji skalnych, wulkanów, wąwozów czy jezior. Wszystkie z nich są tak wspaniałe, że gdyby tylko znajdowały się w gęściej zaludnionych częściach świata, już dawno stałyby się tłumnie odwiedzanymi atrakcjami turystycznymi.
    My tymczasem jedziemy w kabinie złapanego na stopa ziła. Pod niebem kołują drapieżne ptaki, a tuż ponad roślinnością przemykają ich drobniejsi krewniacy. Między tysiącami norek buszują susły i myszy. Przez otwarte okna wpada ciepły wiatr, a wrażenie pełnej harmonii mijanego krajobrazu dopełniają śpiewane przez Ganrę, naszego kierowcę, mongolskie pieśni – melodyjne, o kojącym brzmieniu. Przypominają nam się Sonety krymskie Adama Mickiewicza (1798–1855): Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, / Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi.
    Przy trasie nie stoją żadne znaki czy drogowskazy. Nasze oczy nie wychwytują żadnych punktów, które pozwoliłyby zorientować się w terenie. Mongołowie mają świetne poczucie tych bezkresnych przestrzeni. Zauważają niedostrzegalne dla nas subtelne załamania falistej linii horyzontu, rozpoznają majaczące w dali kształty gór, pamiętają przebieg suchych strumieni i rzek. Dzięki temu zawsze wiedzą, w którym kierunku powinni zmierzać, i bez wahania wybierają właściwy szlak na każdym z wielu rozjazdów.
    
NA HERBACIE W JURCIE
W pewnym momencie Ganra zjeżdża z drogi i, nie zwalniając, pędzi przez trawiastą równinę w stronę jednego z koczowniczych obozowisk. Jedziemy odwiedzić mojego kuzyna – wyjaśnia nasz kierowca łamanym rosyjskim. Jurty, do których się zbliżamy, stoją pośrodku niczego, ale to tylko nasze wrażenie. W świadomości miejscowych na stepie istnieją niewidzialne granice. Każda rodzina ma swoje pastwiska i co roku porusza się ze stadami między tymi samymi stanowiskami. Młode pary, które wyprowadzają się od rodziców, same znajdują nowe miejsca dla siebie – wszak wolnych terenów w Mongolii nie brakuje. Kiedy wysiadamy z ciężarówki, gospodarze witają nas ze szczerą życzliwością.
    Ceren, kuzyn Ganry, żyje tu z żoną i czwórką dzieci oraz pokaźnymi stadami kóz, owiec i krów. O liczbę zwierząt w tym kraju nie wypada pytać, tak jak w Europie o stan konta, ale na oko widać, że wartość inwentarza pozwoliłaby na zakup kilku niezłych samochodów. Rodzina mieszka w przenośnej jurcie – po mongolsku ger. Tak funkcjonuje połowa tutejszego społeczeństwa, która prowadzi koczowniczy lub półkoczowniczy tryb życia, przemieszczając się ze swoimi stadami pośród ogromnych przestrzeni. Samowystarczalni i zależni prawie wyłącznie od sił przyrody Mongołowie pod wieloma względami przypominają swoich przodków sprzed stuleci. Pozostali obywatele Mongolii to ludność miast i miasteczek. Ponad 1,3 mln z nich osiedliło się w Ułan Bator (po polsku „Czerwony Bohater”), przedziwnej stolicy kraju nomadów.

FOT. STEP’IN DMC/FRÉDÉRIC ROMAN-HAUDUROY

Mongołka przygotowująca codzienny posiłek w swojej jurcie


    Okrągła konstrukcja jurty opiera się na wykonanym z elastycznych osikowych tyczek stelażu, który pokrywa się płatami wojłoku i obwiązuje rzemieniami. Taki dom jest więc lekki, odporny nawet na silne wiatry, zimą chroni przed siarczystym mrozem, a latem zapewnia przyjemny chłód. Poza tym z postawieniem geru dwóch wprawionych mężczyzn radzi sobie w ciągu godziny. Rozłożony na elementy namiot bez trudu można transportować – to idealne mieszkanie dla koczowników Wielkiego Stepu.
    Ceren zaprasza nas do środka. Kłaniając się w pas, wchodzimy przez niziutkie drzwi usytuowane od południa i zajmujemy przeznaczone dla gości stołki ustawione naprzeciwko. Z prawej strony jurty umieszczono łóżko dla kobiet i kufry z odzieżą. Lewa część należy do mężczyzn. Obok naszych miejsc stoi komódka z buddyjskim ołtarzykiem, a tuż przy wejściu, po prawej zaaranżowana jest malutka kuchnia z umywalką, półkami na naczynia i garnki itp. Wszystkie meble oraz widoczne elementy stelażu geru pomalowane są na intensywny pomarańczowy kolor i ozdobione barwnymi wzorami. Na środku pomieszczenia znajduje się najważniejszy punkt domu – palenisko z metalowym piecykiem, którego komin wyprowadzono na zewnątrz przez specjalny otwór w dachu (tędy trafia też do wnętrza światło słoneczne).
    Gospodarze częstują nas gorącą mongolską herbatą sutej caj, zaparzaną w mleku i podawaną z solą oraz baranim tłuszczem. Napój ten smakuje niepowszednio. W nos ciągle drapie nas ostry zapach fermentującej laktozy. Obok mięsa mleko stanowi podstawę wyżywienia mongolskich koczowników. Latem, kiedy po opadach deszczu stepy się zielenią, a kozy, owce, krowy i kobyły mają dosyć pokarmu, każda jurta staje się miniaturową rodzinną mleczarnią, w której produkuje się rozmaite rodzaje przetworów nabiałowych – do spożycia na bieżąco oraz do przechowywania (po wysuszeniu na słońcu) przez długie zimowe miesiące. Do naszych rąk trafiają półmiski z kobylim serem, suszonym owczym jogurtem, sucharki smażone na domowym maśle, a do popicia – orzeźwiający kumys (w Mongolii nazywany ajrag), czyli lekko sfermentowany, gazowany kobyli kefir. Gospodyni podaje jeszcze wyśmienity deser – smażone kożuchy z krowiego mleka z dodatkiem cukru pudru.
    Wkrótce Ceren sięga po plastikową bańkę, z której do oprawionej w miedź drewnianej czarki wlewa archi – domowy bimber, pędzony na mleku. Według mongolskiej tradycji alkohol pije się ze wspólnego naczynia. Najpierw dostaje je najstarsza osoba w towarzystwie, a potem miseczka krąży wśród gości zgodnie z ruchem słońca. Co ważne, nikt nie opróżnia jej do dna (to spowodowałoby nieurodzaj), lecz gdy trunku zaczyna ubywać, gospodarz znów dolewa do pełna.

 

TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ
Po krótkiej wizycie i tradycyjnym poczęstunku ruszamy w dalszą drogę. Przed naszymi oczami ciągle przesuwają się trawiaste obszary i rozsiane wśród nich białe jurty. Czasami z oddali widać kształty kolorowych łazików, bo do świata mongolskich koczowników przenikają elementy współczesnej techniki. Prawie każda rodzina na stepie ma teraz samochód lub co najmniej motocykl, a do rzadkości nie należą baterie słoneczne oraz telewizory i odtwarzacze DVD zajmujące honorowe miejsce w namiocie.
    Mimo tych zmian życie na odludziu wymaga tej samej wiedzy i umiejętności, co przed setkami lat. W niewielkim stopniu ewoluowały sposoby odżywiania oraz technologia przetwarzania mleka i mięsa. Podstawowym opałem są nadal suszone krowie odchody, a tradycyjny strój deel (rodzaj długiego płaszcza, stosunkowo luźnego, przewiązywanego szerokim pasem) w dalszym ciągu cieszy się dużą popularnością ze względu na swoją praktyczność. Tak samo jak dawniej należy orientować się, gdzie w danej porze roku znajdują się najlepsze pastwiska, a najważniejszą umiejętnością, zdobywaną już w dzieciństwie, pozostaje jazda wierzchem na końskim grzbiecie.
    Mieszkający na pustkowiach, z dala od ludzkich skupisk, mongolscy nomadzi mają zupełnie inne niż my podejście do życia i patrzą na świat z odmiennej perspektywy. Na stepie czas płynie inaczej, nieustannie zataczając kręgi. Nieczęste spotkanie z obcym człowiekiem to ważne wydarzenie, a wszechogarniająca przestrzeń daje niesamowite poczucie wolności i bliskości z naturą.

 

 

6 największych atrakcji Mongolii

Jezioro Chubsuguł
To największe pod względem pojemności jezioro Mongolii, o powierzchni niemal 25-krotnie większej od polskich Śniardw (2760 km²). Jest wspaniale położone na północy kraju, w pobliżu granicy z Rosją, wśród stepów oraz porośniętych tajgą górskich grzbietów Sajanu Wschodniego (tafla wody leży na wysokości 1645 m n.p.m.). Jego okolice zamieszkują Caatanowie (Tuwińcy), turecki lud zajmujący się hodowlą reniferów.

 

Wulkan Chorgo (Horgo)
W tym niezwykłym rejonie można aktywnie spędzić czas wśród młodego powulkanicznego krajobrazu. Najciekawsze propozycje to kilkugodzinny trekking na szczyt wygasłego wulkanu o wysokości 2240 m n.p.m. oraz pobyt nad jeziorem Terchijn Cagaan nuur (61 km²), powstałym w wyniku przegrodzenia doliny strumieniem lawy.

 

Klasztor Erdene Dzuu
Stanowi jedno z trzech najważniejszych miejsc wyznawców buddyzmu w Mongolii. Klasztor powstał w 1585 r. na gruzach dawnej mongolskiej stolicy Karakorum w malowniczej dolinie rzeki Orchon. Większość jego świątyń została zniszczona przez komunistów, ale obecnie kompleks jest odbudowywany. Obiekt przyciąga zarówno pielgrzymów z całego kraju, jak i przybyszy z dalekich zakątków świata.

 

Bajandzag (Bajanzag)
Te położone na pustyni Gobi formacje skał osadowych rozsławiły prowadzone tu w latach 20. XX w. wykopaliska. Odnaleziono wtedy ponad 100 kompletnych szkieletów dinozaurów i ich jaja! Paleontolodzy zachwyceni widokiem czerwieniejących podczas zachodu słońca skalnych ścian nadali im miano „Płonących Klifów”.

 

Chongoryn els
Potężne wydmy znajdują się na południu kraju, w rejonie Ałtaju Gobijskiego. Najwyższa z nich ma względną wysokość ok. 200 m i po mniej więcej 1,5-godzinnej wspinaczce można podziwiać z jej szczytu wspaniały widok na niekończące się morze piasku, płaskie tereny pustyni Gobi i grzbiety okolicznych gór.

 

Ułan Bator
Stolica Mongołów to niesamowite miasto, które w ostatnich latach niezmiernie dynamicznie się zmienia i rozbudowuje. Powstają ogromne obszary nowych osiedli mieszkaniowych, a w centrum wyrastają nowoczesne wieżowce górujące nad gmachem parlamentu i wznoszącym się przed nim monumentalnym pomnikiem Czyngis-chana. Turystów w Ułan Bator przyciągają m.in. buddyjski klasztor Gandan oraz znakomita ekspozycja Narodowego Muzeum Historii Mongolii.

 

 

Artykuły wybrane losowo

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM

 

 

Hamburg – metropolia na wodzie

 

Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.

Więcej…

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…