KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl

 

<< Podobnie jak sąsiednia Kenia, Tanzania od zawsze była jednym z najczęściej odwiedzanych afrykańskich krajów i to nie tylko przez zorganizowane wycieczki, ale również przez indywidualnych turystów. Podróżników przyciągają tutaj dziewicza przyroda, rdzenne ludy, rozległe przestrzenie i krajobrazy jak z marzeń sennych. Afryka rządzi się jednak swoimi prawami, którym musimy po prostu się podporządkować. Jeśli tylko uzbroimy się w cierpliwość, z uśmiechem na twarzy zniesiemy kilkukrotne zmiany koła dziennie, długotrwałe wypatrywanie dzikich zwierząt czy biurokrację różnych instytucji… Pod względem infrastruktury turystycznej Tanzania to jedno z najlepiej rozwiniętych miejsc na Czarnym Lądzie. Przeważająca większość odwiedzających ją gości podczas swojego pobytu decyduje się połączyć ekscytujące safari w parku narodowym z błogim wypoczynkiem na rajskim Zanzibarze. Zapraszam zatem do mojego magicznego afrykańskiego zakątka. >>

Położona w środkowo-wschodniej części Afryki Zjednoczona Republika Tanzanii graniczy z Mozambikiem, Malawi, Zambią, Demokratyczną Republiką Konga, Burundi, Rwandą, Ugandą i Kenią. Przy jej wschodnim wybrzeżu, które oblewa Ocean Indyjski, znajdują się wyspy Zanzibar (Unguja), Pemba i Mafia. Ponad 1,4 tys. km linii brzegowej, najwyższy szczyt kontynentu Kilimandżaro (5895 m n.p.m.), liczne parki narodowe (w tym ten najbardziej znany, czyli Park Narodowy Serengeti wpisany w 1981 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) i tzw. Wielka Migracja to najwspanialsze tanzańskie atrakcje. Większość Tanzańczyków używa suahili, językiem urzędowym jest tu jednak też angielski, a na ulicy usłyszymy wiele innych dialektów ok. 125 grup etnicznych. Funkcję głowy państwa pełni prezydent (obecnie piastujący to stanowisko już drugą kadencję Jakaya Mrisho Kikwete), który stoi na czele jednoizbowego parlamentu – 357-osobowego Zgromadzenia Narodowego (Bunge).
Jamhuri ya Muungano wa Tanzania (Zjednoczona Republika Tanzanii w języku suahili) powstała w kwietniu 1964 r. po połączeniu podległych Brytyjczykom Tanganiki i Zanzibaru. Z dwóch pierwszych sylab tych toponimów: tan- i zan-, utworzono nazwę nowego państwa. Niedawno w kraju świętowano 50. rocznicę uzyskania niepodległości. Przez pół wieku zaszły w nim liczne zmiany. Przede wszystkim znacznie zwiększyła się liczba jego obywateli: z kilku milionów do mniej więcej 47,5 mln mieszkańców. Jeżeli ten wysoki przyrost naturalny się utrzyma, w niedługim czasie Tanzania dołączy do grona najbardziej zaludnionych państw świata. Wzrost populacji nie idzie w parze z poprawą jakości życia. Ponad 50 proc. Tanzańczyków żyje za mniej niż 1,5 dolara dziennie. Tym bardziej zdumiewa fakt, że pod ochroną znajduje się niemal 40 proc. terytorium kraju. Wciąż zakłada się tutaj nowe parki narodowe, a dbanie o przyrodę należy do priorytetów.

 

KOLEBKA LUDZKOŚCI I JEJ SKARBY
W latach 50. XX w. dwoje pasjonatów archeologii Mary i Louis Leakey rozpoczęło wspólne badania, które doprowadziły do odnalezienia prehistorycznych narzędzi, kości i czaszki australopiteka w wąwozie Olduvai w 1959 r. Po pierwszym sensacyjnym odkryciu nastąpiły kolejne. W listopadzie 1960 r. para znalazła szczątki przodka Homo sapiens, nazwanego Homo habilis – „człowiek zręczny”, ponieważ był pierwszym hominidem, który wytwarzał narzędzia i ich używał. Żył ok. 1,75 mln lat temu. Wiele lat po tym wydarzeniu, w 1978 r. na terenie stanowiska archeologicznego Laetoli, leżącego 45 km na południe od Olduvai, Mary Leakey (1913–1996) odkryła odciśnięte i zakonserwowane ślady dwóch innych hominidów. Dzieje tych ziem i dokonanych tu ważnych odkryć można dziś podziwiać w usytuowanym na granicy wąwozu interesującym muzeum. Warto dodać, że nazwa Olduvai (Oldupai) wywodzi się z języka Masajów i oznacza roślinę spotykaną w tym miejscu (Sansevieria ehrenbergii).
     Z Tanzanii pochodzi także jeden z najdroższych kamieni szlachetnych na świecie – tanzanit. Ma on niepowtarzalną niebieską barwę i jest rzadszy od diamentów. Wydobywa się go tutaj tylko w kopalni niedaleko Aruszy i Kilimandżaro, a niektóre źródła podają, że złoża zostaną wyeksploatowane w ciągu 10 lat. Ten kraj to również czwarty po RPA, Ghanie i Mali producent złota w Afryce. Poza tym wydobywa się w nim też inne drogocenne kamienie, takie jak diamenty, rubiny czy szafiry. Podstawę tanzańskiej gospodarki stanowi mimo to przede wszystkim rolnictwo. Obok kawy i herbaty uprawia się tu np. agawę sizalową (2. miejsce pod względem plonów na świecie) oraz słynne goździki.

 

KLEJNOT W KORONIE
Za największy skarb Tanzanii uważa się jednak niewątpliwie najwyższy afrykański szczyt – Kilimandżaro. Oszołomiony jego widokiem pisarz Ernest Hemingway (1899–1961) tak go scharakteryzował: Jest to góra szeroka jak świat, potężna, wysoka i niewiarygodnie biała w promieniach słońca. Nazywano ją m.in. „Górą Złych Duchów”, „Górą Źródlaną”, „Górą Światłości” lub „Białą Górą”. Europejczycy długo nie mogli uwierzyć, że w Afryce znajdują się wierzchołki pokryte śniegiem (początkowo sądzono, że to osady solne lub złoża kwarcu odbijające światło). W 1889 r. sprawdzili to po raz pierwszy Niemiec Hans Meyer (1858–1929) i Austriak Ludwig Purtscheller (1849–1900). Z kolei pierwszym Polakiem, który wspiął się na Kilimandżaro, był zoolog Antoni Jakubski (1885–1962). Dokonał tego w 1910 r.
     Trekking na szczyt trwa zazwyczaj 5 dni i stanowi prawdziwe wyzwanie dla miłośników górskich wędrówek. Trasa nie należy do prostych, ale wszystkie trudy wynagradza panorama rozpościerająca się z wysokości 5895 m n.p.m. Podziwiając ją, można poczuć się prawdziwie wolnym człowiekiem. W końcu najwyższy wierzchołek góry nosi nazwę Uhuru, czyli „Wolność”, a otrzymał ją po uzyskaniu niepodległości przez Tanganikę. Jeśli samo wejście na „Dach Afryki” to dla kogoś zbyt mały wysiłek, zostaje mu jeszcze udział w corocznym Maratonie Kilimandżaro (Kilimanjaro Marathon, kolejny bieg 28 lutego 2016 r.). Odbywa się on co roku pod koniec lutego lub na początku marca, a nagroda pieniężna przyciąga wielu zainteresowanych.
     Za klejnoty kraju uchodzą też jego wielkie jeziora: Tanganika, Jezioro Wiktorii czy Manyara. Pierwsze z nich, otoczone wysokimi górami, jest najdłuższym słodkowodnym zbiornikiem świata. Ciągnie się przez 673 km (dla porównania Wisła ma 1048 km) na granicy Tanzanii, Burundi, Demokratycznej Republiki Konga i Zambii. Położona na wysokości 773 m n.p.m. w strefie ryftu wschodnioafrykańskiego Tanganika to najgłębsze jezioro kontynentu (1470 m). Żyje w nim ponad 300 gatunków ryb oraz hipopotamy i krokodyle. Aby zobaczyć te wszystkie cuda, najlepiej wybrać się na safari.

 

NA TROPIE
Podróż do Afryki nie byłaby pełna bez safari. Oglądanie zwierząt w ich naturalnym środowisku przenosi turystę w świat pionierów, którzy odkrywali Czarny Ląd na przełomie XIX i XX w. Specjalnie przystosowane samochody z otwieranym dachem pozwalają przyjrzeć się przepięknej sawannie z bliska. Zazwyczaj są to niezniszczalne land-rovery, nazywane potocznie „landrynami”. Jednak gdy człowiek przypatruje się z nich dzikim stworzeniom, zastanawia się, kto kogo obserwuje – on je czy może na odwrót…? Tysiące antylop gnu razem z zebrami pasą się na trawie. Niedaleko dumnie kroczy stado siedmiu żyraf, a kawałek dalej w małym bajorku kąpie się kilkutonowy słoń. Ciszę przerywa jedynie dźwięk dobywający się z radia, przez które nasz kierowca dowiaduje się o gepardzicy z młodymi nieopodal nas. Jedziemy! Kto pierwszy raz zobaczy z bliska lwa albo zebrę na wolności, nie zapomni tego widoku do końca życia.

 

ORGANIZACJA SAFARI
Przy planowaniu takiej wyprawy najbezpieczniej skorzystać z pakietów sprawdzonych biur podróży z Polski. Ich wieloletnie doświadczenie i nawiązane kontakty z miejscowymi usługodawcami są gwarancją sukcesu. Wyjazd organizują z uwzględnieniem przelotów i dodatkowych opłat. Z drugiej strony, w internecie znajdziemy bardzo dużo konkurencyjnych ofert tego typu. Trudno jednak sprzed ekranu komputera ocenić ich wiarygodność. Często trzeba mieć sporo doświadczenia albo niezawodny instynkt, żeby nie dać się oszukać. Najkorzystniej jest wybrać kogoś wcześniej poleconego lub poczytać na forach internetowych o najlepszych lokalnych przewodnikach. Warto zwrócić uwagę na to, czy cena safari zawiera koszty transportu, noclegów (w hotelach, lodżach bądź na biwakach), wyżywienia, wynajęcia kierowcy oraz opłaty za wstęp do parków lub rezerwatów, a potem wszystko przeliczyć i nie pozwolić się ponieść zbędnym emocjom. Wielu Polaków chwali sobie wyjazdy za granicę z polskojęzycznym pilotem, który zatroszczy się o każdy detal podróży i ułatwi poznanie kraju od podszewki.

 

ETYKIETA NA SAWANNIE
Leave no trace but memories (z ang. „nie pozostawiaj za sobą nic oprócz wspomnień”) – taki napis widnieje u wejścia do jednego z tanzańskich parków narodowych. Turyści muszą pamiętać, że z samochodu nie wolno wysiadać pod żadnym pozorem. Lew, patrząc na nas, widzi o wiele większe zwierzę od siebie: auto na 4 kołach, i dlatego nas nie atakuje. Samotnie na sawannie stajemy się dość łatwym i pysznym kąskiem. Tylko w nielicznych wyznaczonych miejscach można opuścić pojazd. Dzięki otwieranemu dachowi z lornetką w ręku wypatrzymy orzełka afrykańskiego na drzewie czy nadlatujące stado sępów. Cel safari stanowi przede wszystkim poznanie królestwa dzikich zwierząt przez obserwację, czyli nie zakłócanie ich spokoju. Nie wolno więc krzyczeć do nich ani wpływać w żaden sposób na ich zachowanie, nie wspominając już o wyrzucaniu śmieci za okna… Obowiązuje zasada niezbliżania się do mieszkańców parku bądź rezerwatu na odległość mniejszą niż 20 m, chociaż oni sami często potrafią nas zaskoczyć, gdy z ciekawości podchodzą do samochodów.

 

KIEDY JECHAĆ
Sawanna żyje przez okrągłe 12 miesięcy i zawsze wygląda inaczej. Powszechnie uważa się, że sezon na safari trwa od listopada do końca marca, ale trzeba pamiętać o tym, że w Afryce Wschodniej występują dwie pory: sucha i deszczowa – każda z nich przypada dwukrotnie w ciągu roku. Pierwsza pora deszczowa panuje od kwietnia do końca maja, druga – od października do ostatnich dni grudnia. Pora sucha zaczyna się w styczniu i kończy wraz z marcem, aby znowu powrócić od czerwca do września. Zdarza się, że opady pojawiają się niespodziewanie, poza ramami wyznaczonymi przez meteorologów, i wtedy przyjdzie nam nauczyć się afrykańskiej cierpliwości. Najlepiej poczekać, aż przeminie wysoki sezon, trwający zawsze od Nowego Roku do końca lutego. Turystom zainteresowanym kwitnącymi baobabami i niesamowicie zieloną sawanną polecam okres deszczów. Jedno jest pewne – niezależnie od tego, kiedy będziemy w Afryce, czeka nas wspaniała przygoda.

 

„ZIEMIA BEZ KOŃCA”
Istnieje kilka miejsc w Tanzanii, które zawładną każdym, nawet już doświadczonym podróżniczo sercem. Zalicza się do nich Park Narodowy Serengeti słynący z niezwykłego cudu natury – Wielkiej Migracji. Siringet w języku Masajów oznacza „ziemię bez końca”, gdyż po horyzont ciągnie się tu gigantyczna płaska równina niczym morze traw. Od milionów lat życie toczy się na niej niezmienionym rytmem, wyznaczanym przez deszcze i porę suchą. Razem z opadami wędrują zwierzęta. W czerwcu lub lipcu wielkie stada gnu pręgowanych wyruszają z południowej części Serengeti na zachód i północ, aby dotrzeć do słynnej rzeki Mara, gdzie czekają na nie wypatrujące pożywienia krokodyle. Zawrócić nie mogą, gdyż oznaczałoby to dla nich śmierć z głodu. Podczas przeprawy ginie ok. 200 tys. antylop, aby wiosną urodziło się kolejne 400 tys. młodych. Najbardziej wytrwałe gnu po przeprawieniu się na drugi brzeg do końca października pasą się na świeżej trawie Rezerwatu Narodowego Masai Mara w Kenii. W listopadzie zbierają się do drogi powrotnej na tanzańską równinę.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Gnu pręgowane żyje w dużych stadach


Moim największym przeżyciem znad rzeki Mara był nieprawdopodobny widok wielkiego stada hipopotamów, liczącego ok. 50 sztuk, które całą grupą zaczęły biec w kierunku naszego samochodu. Tupot kopyt po wodzie wszystkich osobników naraz (każdy waży mniej więcej 1,5 t) to niesamowicie przerażający, dudniący w uszach dźwięk. Na szczęście, te ssaki raczej się nie wspinają, zatem ich obserwacja z góry przebiegła spokojnie. Co ciekawe, wyglądające na potulne i leniwe „hipcie”, jak zwą je pieszczotliwie dzieci, należą do najbardziej niebezpiecznych zwierząt Afryki. Wtargnięcie na ich terytorium oznacza szybką śmierć, zazwyczaj poprzez rozerwanie nieproszonego gościa (krokodyla czy człowieka) na kawałki jednym klapnięciem wielkiej szczęki.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Hipopotamy na terenie krateru Ngorongoro

 

AFRYKA W PIGUŁCE
Dumę Tanzanii – Obszar Chroniony Ngorongoro – w 1979 r. wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z geologicznego punktu widzenia jego teren tworzy rozległe zagłębienie w szczycie stożka wulkanu, który 2–3 mln lat temu wybuchł, pozostawiając gigantyczną kalderę o średnicy mniej więcej 20 km. Dno krateru znajduje się na wysokości 1800 m n.p.m. i jest osłonięte wysokimi, stromymi zboczami wznoszącymi się na ok. 600 m. Przez wiele lat pozostawało w ukryciu, a myśliwym nie chciało się pokonywać trudnej i niebezpiecznej drogi w dół, aby tu polować. Nosorożce czarne, hipopotamy, słonie, lwy, zebry i antylopy żyły więc jak w raju, niczym na swoistej arce Noego. To jedyne miejsce na świecie, gdzie słonie nie atakują ludzi, gdyż nie mają złych wspomnień z nimi związanych. Podróżnicy mogą podziwiać w rezerwacie jedne z najpiękniejszych widoków, jakie będzie im dane zobaczyć w życiu. Ngorongoro stanowi prawdziwy raj dla fotografów, a jednocześnie – olbrzymi wodopój dla roślinożerców i magazyn pożywienia dla mięsożerców. Czas zamyka się w nim w pętlę życia i śmierci, która tworzy specyficzną harmonię tego wyjątkowego zakątka. Co więcej, obserwować toczące się tutaj życie można nawet nocą praktycznie z okna swojego pokoju w jednej z miejscowych lodży.  

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Masajowie przypływają na Zanzibar sprzedawać turystom pamiątki

 

„ZIEMIA CZARNYCH”
Po trudach i niezwykłych emocjach safari warto wysiąść na dobre z samochodu i z małego lotniska w Aruszy polecieć do… raju, w którym urodził się w 1946 r. wokalista zespołu Queen – Freddie Mercury (Farrokh Bulsara). To w tym miejscu po raz pierwszy w Afryce wprowadzono kolorową telewizję (w 1974 r.). Jego nazwa pochodzi od dwóch słów – zendż (zenj, jak określano czarnych mieszkańców Afryki Wschodniej) oraz arabskiego i perskiego oznaczenia lądu (ziemi) albo wybrzeża (końcówka -bar). Zanzibar, czyli „Ziemię Czarnych”, nazywa się „wyspą przyprawową” lub „korzenną”. W XIX w. był on największym producentem i eksporterem goździków na świecie. Do dziś przyjrzymy się na nim, jak rośnie pieprz, wanilia lub gałka muszkatołowa, jakiego koloru są liście cynamonu i w jaki sposób wytwarza się kardamon. Z zanzibarską historią wiążą się wpływy arabskie (terytorium należało do sułtanatu Omanu) i, co za tym idzie, muzułmańskie. Poza tym na wyspie funkcjonowało duże centrum handlu niewolnikami.

FOT. WWW.PALMS-ZANZIBAR.COM

Tradycyjna arabska łódź dau (dhow) napędzana za pomocą żagla

 

WYSPIARSKIE ŻYCIE
W X w. będący pod wpływem kultury Suahili Zanzibar skolonizowali Arabowie i Persowie. Na samym początku XVI w. opanowali go Portugalczycy, a blisko 200 lat później, bo w 1698 r., władzę nad nim objął sułtan Omanu. W 1890 r. kontrolę nad tymi terenami przejęli Brytyjczycy. Dopiero w 1963 r. kolonia uzyskała niepodległość. Po rewolucji i połączeniu się z Tanganiką znalazła się w granicach Zjednoczonej Republiki Tanzanii, chociaż dziś stanowi autonomiczny region tego kraju z własnym prezydentem, rządem i 82-osobowym jednoizbowym parlamentem (Baraza la Wawakilishi).
     Zanzibar (Unguja) jest największą z wysp archipelagu o tej samej nazwie. Ma powierzchnię 1660 km² i żyje na nim ponad 900 tys. mieszkańców. Historyczna część stolicy autonomii – Stone Town (z ang. „Kamienne Miasto”) zachwyca i zarazem szokuje. Niejednego przybysza urzekają w niej przepiękne rzeźbione drzwi. Zgodnie z tradycją budowanie domu w tym rejonie rozpoczynano od tego właśnie jego elementu. Najstarsze zachowane dzieło sztuki tego typu pochodzi z 1694 r. i służy dziś jako wejście do Peace Memorial Museum. Zdobienia na zanzibarskich ościeżnicach często nawiązują do handlu i wykorzystują motywy morskie. Na framugach w całym Stone Town znajdziemy kształty ryb, łusek, falujących linii, które uświadamiają nam rolę, jaką odgrywa ocean w życiu Zanzibarczyków. Szokująco wygląda natomiast fakt, że każdego roku w „Kamiennym Mieście” zapada się przynajmniej jeden budynek. Przez 10 lat od 1982 r. ze względu na brak prac konserwacyjnych zawaliło się ich 85. Szacuje się, że tylko niespełna 15 proc. zabudowań tego fragmentu stolicy jest w dobrym stanie. Niestety, czasy świetności sułtańskiej Zanzibar ma już za sobą.
     Na miejscu warto zwiedzić niegdysiejszą rezydencję sułtana, czyli Beit-al-Ajaib – House of Wonders (Dom Cudów), a także wybudowany w XVII w. Stary Fort. O smutnym rozdziale historii regionu przypomina dawny rozległy targ niewolników, w centrum którego stoi teraz anglikańska katedra z XIX stulecia. Widok ciasnych pomieszczeń piwnicznych, gdzie przetrzymywano kiedyś „żywy towar”, przyprawia o gęsią skórkę. Ciekawostką jest fakt, że w Stone Town o powierzchni ok. 1 km2 i populacji porównywalnej do ludności Wieliczki (20 tys. mieszkańców) odbywa się coroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy Zanzibar (Zanzibar International Film Festival – ZIFF). Wydarzenie łączy ze sobą różne dziedziny: film, muzykę, taniec i teatr. W trakcie jego trwania odbywają się też warsztaty i panele dyskusyjne na Zanzibarze oraz sąsiedniej Pembie. Najbliższa edycja festiwalu odbędzie się w dniach od 18 do 26 lipca 2015 r.

 

RAJ NIESKAŻONY
Turyści ściągają tutaj, aby odpocząć na bialutkim piasku, zanurzyć się w turkusowej wodzie czy ponurkować (z maską i rurką) na rafie koralowej. Co ciekawe, mieszkańcy wschodniej części wyspy uprawiają wodorosty. Codziennie podczas odpływu kobiety w pięknych kolorowych sukniach wchodzą do Oceanu Indyjskiego podwiązać wyrzucone przez wodę algi. Każda z nich pielęgnuje swoje poletko, żeby po kilku tygodniach wysuszyć na brzegu glony i sprzedać je za krocie na targu w Stone Town. Chociaż żyją bardzo skromnie, wiedzą, że turystyka przynosi ich krajowi duże dochody. Przestają więc dziwić je roznegliżowani turyści na plaży, mimo iż ich rzeczywistością rządzą zasady konserwatywnego islamu.
     Na Zanzibarze, a w szczególności na sąsiednich wyspach Pembie i Chumbe wciąż jeszcze znajdziemy wiele nieskażonych cywilizacją miejsc. Za najlepszy ekologiczny ośrodek wypoczynkowy w tej części Afryki uznaje się ten na koralowej Chumbe, leżącej 12 km na zachód od zanzibarskich brzegów. Tworzy go tylko 7 bungalowów stojących na samej plaży. Park Koralowy Wyspy Chumbe (Chumbe Island Coral Park) ze swoim 3-kilometrowym półwyspem bialutkiego piasku, turkusową wodą oblewającego go Oceanu Indyjskiego, licznymi baobabami i gigantycznymi krabami palmowymi nieodparcie przypomina raj. W domkach do wytworzenia prądu wykorzystuje się energię słoneczną, a toalety są w pełni ekologiczne, bo kompostujące. Z kolei dania tutejszej kuchni to mieszanka afrykańsko-indyjsko-arabska. W tym samym czasie na terenie obiektu może przebywać jedynie 14 gości, dlatego to świetna propozycja dla tych, którzy szukają ciszy, spokoju i odrobiny samotności.

***

Tanzański klejnot Zanzibar zachwyca przybyszów z Europy strudzonych wędrówką przez parki narodowe i afrykańskie miasteczka oraz wspinaczką na najwyższy szczyt Czarnego Lądu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że śniegi Kilimandżaro topnieją z roku na rok, a wpływ człowieka na wspaniałą przyrodę Tanzanii wciąż się zwiększa. Spieszmy się więc zobaczyć ten urzekający i wyjątkowy świat, bo czasu na to pozostało nam naprawdę niewiele...

Artykuły wybrane losowo

Birma – niezwykła kraina życzliwości

AGATA CIEŚLAK

www.beforewegetold.pl

           

<< Malownicze, wiejskie krajobrazy poprzecinane tysiącem złotych pagód, bezinteresowne uśmiechy pojawiające się na pomalowanych „thanaką” twarzach życzliwych mieszkańców, chodniki pełne charakterystycznych czerwonych plam, na każdym kroku przypominających o birmańskiej tradycji żucia betelu, ciężko pracujące, a mimo to radosne dzieci o dużych oczach, z ciekawością obserwujące zagranicznych przybyszów – to właśnie Birma (Mjanma), niesamowita kraina, która raz odwiedzona nie daje o sobie zapomnieć. Leży nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim, a jej terytorium rozciąga się wzdłuż rzeki Irawadi. Jeszcze do niedawna pozostawała w całkowitej izolacji. Przez długi czas władzę w kraju sprawowała junta wojskowa, która skutecznie odcinała jego mieszkańców od jakichkolwiek zagranicznych wpływów. Dopiero w 2011 r., po wielu latach despotycznych rządów, Birma powoli zaczęła otwierać się na świat. Piękne krajobrazy, serdeczne serca Birmańczyków oraz urokliwe, nieskażone współczesną cywilizacją rejony sprawiają, że dzisiaj jest jednym z najchętniej odwiedzanych państw w Azji Południowo-Wschodniej. >>

Nie odważyłabym się napisać, że w 2018 r. nie dotarła tu masowa turystyka. Kraj szybko się rozwija, a jego mieszkańcy są coraz bardziej świadomi korzyści płynących z przyjmowania zagranicznych gości. Skalę zjawiska prezentują dostępne statystyki dotyczące liczby odwiedzających. W 2010 r. do Birmy zawitało niespełna 800 tys. turystów, ale w 2017 r. było ich już blisko 3,5 mln. Z powodu tłumów, jakie ściągają obecnie do sąsiedniej Tajlandii (niemal 35,5 mln zagranicznych gości w 2017 r.), warto rozważyć wizytę w tym mniej popularnym kraju, póki wciąż można tutaj znaleźć miejsca, do których dociera niewielu przyjezdnych.

 

Jezioro Inle - sieci rozpiete na koszach

© Myanmar Touri sm Marketi ng/shutter sto ck/natta nan726

 

Pod względem zajmowanego terytorium Birma (Mjanma, oficjalnie Republika Związku Mjanmy) jest drugim największym państwem w Azji Południowo-Wschodniej, zaraz po Indonezji (ma ok. 676,5 tys. km² powierzchni). Leży w strefie klimatu zwrotnikowego, wilgotnego, monsunowego. Wyróżnia się tu trzy pory roku: suchą chłodną (od listopada do lutego), suchą gorącą (od marca do maja) oraz deszczową (od czerwca do października). Najlepszy termin na zwiedzanie kraju to okres od listopada do lutego. Wówczas opady deszczu praktycznie nie występują, a temperatura utrzymująca się na poziomie ok. 25°C nie daje się we znaki. Z Polski najłatwiej dotrzeć samolotem do miast Rangun lub Mandalaj. Najczęściej loty odbywają się z przesiadką w Singapurze, Hongkongu, Bangkoku, Dosze czy Dubaju.

 

Birmańskie dzieci z twarzami ozdobionymi szarożółtawą pastą nazywaną thanaką

© Col umb us Tra vel s and Tours

 

NIESAMOWITE TRADYCJE

Podczas kilkumiesięcznej podróży po wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej to właśnie birmańskie zwyczaje i kultura urzekły mnie najbardziej. Wieloletnie odizolowanie Birmy od reszty świata sprawiło, że wciąż mocno kultywuje się w niej lokalne tradycje, niezmiernie ciekawe dla turystów zza granicy. Najczęściej kojarzą się z nią pomalowane na jasnożółto twarze mieszkańców. Do wykonania wzorów stosuje się thanakę, czyli mieszankę wody i startego drewna z różnych drzew. Gotową pastę ze starannością rozprowadza się na twarzach kobiet i dzieci, rzadko mężczyzn. Chroni ona przed szkodliwym działaniem słońca, a w tutejszej kulturze stanowi rodzaj makijażu.

                Panowie raczej nie używają thanaki, ponieważ jest to uważane za mało męskie. Inaczej niż w Europie mężczyźni ubierają się tu w longyi (lungi), czyli długą chustę charakterystycznie przewiązaną z przodu na wysokości bioder, przez co przypominającą spódnicę. Oczywiście, można spotkać Birmańczyków w spodniach, jednak znaczna ich część preferuje tradycyjny strój, który nie krępuje ruchów i w gorącym klimacie przepuszcza więcej powietrza.

                Domeną prawdziwego mężczyzny z krwi i kości jest żucie betelu, składającego się głównie z liści pieprzu żuwnego z dodatkiem anyżu, goździków, kardamonu czy gałki muszkatołowej. Ma on działanie lekko pobudzające i jak większość używek uzależnia. Poza tym zabarwia zęby na czarno, a ślinę na czerwono. To właśnie dumnie spluwający mężczyźni z czarnym uzębieniem są odpowiedzialni za upstrzone czerwonymi plamami chodniki. Ta wątpliwa estetycznie atrakcja jest niejako wizytówką Birmy, choć rząd od jakiegoś czasu stara się walczyć z tym zwyczajem. Podobno podjęto próby wprowadzenia zakazu plucia, ale rezultatu obostrzeń praktycznie nie widać.

 

BIRMAŃSKIE SMAKI

Ten rozległy kraj zamieszkuje wiele mniejszości etnicznych. Dodatkowo jego sąsiedzi (Tajlandia, Indie czy Chiny) mogą poszczycić się bogatymi tradycjami kulinarnymi. Birmańskie potrawy są więc bardzo różnorodne, jednak istnieją dwa składniki powtarzające się w nich bez względu na region: ryż i makaron. Uliczne garkuchnie serwują dania, w których główną rolę odgrywa wiele odmian ryżu, od lepkiego po sypki. Makaron występuje w kilku wersjach, różniących się grubością nitek. Potrawy podawane są z warzywami, mięsem lub owocami morza. Co ciekawe, wszelkie dodatki serwuje się najczęściej w osobnych małych miseczkach. W efekcie na stole ląduje zazwyczaj łącznie kilkanaście mniejszych lub większych naczyń. Poza tym w Birmie do jedzenia nie używa się noży, a jedynie łyżek, widelców lub pałeczek. Częstym przysmakiem są również zupy: wegetariańskie, mięsne lub z owocami morza, ale zawsze z dużą ilością warzyw i wyczuwalnej kolendry.

                Do posiłków zwykle podawana jest herbata, która zajmuje szczególne miejsce wśród kulinarnych tradycji kraju. W Birmie praktykuje się picie herbaty w ulicznych kafejkach. Siedząc na charakterystycznych niskich, plastikowych krzesełkach, Birmańczycy od rana do wieczora popijają serwowany w dzbankach napój. Rozmawiają ze sobą, obserwują rzeczywistość, razem spędzają czas.

                W gorące dni świetnie orzeźwia woda z kokosa lub świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej. Piwosze nie powinni być zawiedzeni, ponieważ lokalne piwo Myanmar niczym nie odbiega od produktów pochodzących z naszych polskich browarów.

 

W złotej stupie Szwedagon zgodnie z tradycją przechowywanych jest osiem włosów Buddy

© Myanmar Touri sm Marketi ng/Nyaunt Nai ng

 

TĘTNIĄCE ŻYCIEM MIASTO

Położony na południu Rangun (Yangon) to blisko 8-milionowa metropolia, stanowiąca ważny ośrodek kulturalny i gospodarczy w państwie. Przez ponad 150 lat (od 1853 do 2006 r.) był on stolicą Birmy (obecnie tę funkcję pełni Naypyidaw, Nay Pyi Taw). Mimo utraty tak ważnej roli kolorowe miasto wciąż tętni życiem i razem z północnym Mandalaj jest jednym z dwóch największych skupisk ludności w kraju.

                Gwarne i zatłoczone ulice na pozór szarej metropolii wydają się nigdy nie spać. Od samego rana lokalne garkuchnie kuszą zapachami, barwne longyi suną po wąskich chodnikach, a w tle słychać szczekanie bezpańskich psów. Sprzedawcy usług telefonii komórkowych wyrastają na każdym rogu, kolorowe stragany przyciągają świeżymi owocami, a umorusane dzieci ciekawie zerkają na turystów, gdy pomagają rodzicom w pracy. Ruch samochodowy istnieje, ale zasady poruszania się po drogach już niekoniecznie. Co prawda są znaki, pasy dla pieszych, sygnalizacja świetlna, ale nikt specjalnie nie zwraca na to uwagi. Skutery przeciskają się pomiędzy autami, a piesi, wśród głośnego akompaniamentu klaksonów, próbują wywalczyć kilka sekund, aby przejść na drugą stronę jezdni.

                Stare zabudowania z obdrapanymi fasadami upstrzone zostały wszelkiego rodzaju okablowaniem, antenami satelitarnymi i szyldami. Tutaj naprawiają pralki, a zaraz za rogiem znajduje się serwis telefonów. Chodniki usiane są herbaciarniami, gdzie rozwija się życie towarzyskie mieszkańców miasta. W tym całym rozgardiaszu jest jednak pewna harmonia, która sprawia, że Rangun ma niepowtarzalny klimat.

                Mieniąca się milionami odcieni złota świątynia Szwedagon (Shwedagon) góruje nad metropolią i kontrastuje swoim bogactwem z ubóstwem codziennego życia. Wysoka na 99 m buddyjska stupa uchodzi za jedno z najświętszych miejsc w Birmie. Została ponoć zbudowana ponad 2,6 tys. lat temu, a legenda głosi, że znajduje się w niej osiem włosów samego Buddy. Szwedagon stanowi centrum życia religijnego w mieście. Główna stupa otoczona jest wieloma mniejszymi, złotymi kapliczkami, co sprawia, że cały kompleks robi ogromne wrażenie. Podobno ilość złota, której użyto do ozdobienia świątyni, może ważyć nawet do 9 t!

                Do pagody warto udać się późnym popołudniem, kiedy słońce zaczyna zbliżać się ku zachodowi i oświetla złote fasady budowli. Prawdziwy spektakl rozpoczyna się jednak wieczorem, gdy kompleks rozświetlają tysiące zapalonych przez wiernych świeczek. Wokół unosi się charakterystyczny zapach kadzideł i rozbrzmiewa kojąca melodia modłów. Podniosła atmosfera kontrastuje z migającymi smartfonami birmańskiej młodzieży. Świątynia jest nie tylko miejscem modlitwy, ale również swoistym centrum, dookoła którego toczy się życie towarzyskie mieszkańców.

                Żeby przyjrzeć się codziennej rzeczywistości Birmańczyków, warto wsiąść do tzw. Yangon Circular Train, czyli pociągu okrążającego metropolię i przejeżdżającego przez okoliczne wioski i przedmieścia. Choć to dobrze znana turystom atrakcja, sama linia kolejowa wcale nie została stworzona na potrzeby turystyki. Funkcjonuje od 1954 r. i korzystają z niej osoby dojeżdżające do pracy. Przejażdżka jest więc okazją do obserwowania prawdziwego życia miejscowych.

                W ciągu ok. 3 godz. pociąg pokonuje blisko 46 km i zatrzymuje się na 39 tętniących życiem stacjach. Do wagonów wchodzą mężczyźni z czarnymi od betelu zębami sprzedający taśmę izolacyjną czy nożyczki. Kobiety z koszami na głowie oferują pasażerom owoce. Umalowane thanaką dziecięce twarze wykrzywiają się podczas dźwigania ogromnych ilości kukurydzy. Na każdej stacji do okien podbiegają Birmanki z tacami pełnymi smakołyków i orzeźwiających napojów. Wszyscy gdzieś się przemieszczają i próbują zarobić parę groszy. Gdy patrzy się na ten rozgardiasz z perspektywy Europejczyka, ciężko nie zawstydzić się przed sobą za narzekanie na zachodnie warunki pracy.

 

MAGICZNY ŚWIAT Z POCZTÓWEK

W każdym kraju znajduje się takie miejsce, które jest jego swoistą wizytówką, ikoną pojawiającą się na większości pocztówek. W Birmie tę rolę odgrywa położone w prowincji Mandalaj dawne miasto Pagan (Bagan). Było ono niegdyś stolicą Królestwa Paganu, którego początki sięgają IX w. Najbardziej dynamicznie rozwijało się za panowania króla Anawrahty (w latach 1044–1078) – władca zainicjował budowę wielu obiektów sakralnych. Obecnie stanowisko archeologiczne Pagan zajmuje 104 km2 i usiane jest ponad 2,2 tys. buddyjskich pagód, klasztorów czy świątyń.

                Codziennie o wschodzie słońca nad wierzchołkami budowli unosi się mnóstwo balonów, tak dobrze znanych z birmańskich pocztówek. Aby podziwiać ten niesamowity spektakl, warto wdrapać się na jedną z wyższych świątyń, skąd rozpościera się dobry widok na otuloną pierwszymi promieniami słońca panoramę Pagan. Popularnym miejscem, w którego rejonie codziennie o świcie gromadzi się najwięcej turystów, jest pagoda Shwesandaw. To tu setki obiektywów patrzą w stronę wschodzącego słońca, a co wytrwalsi amatorzy fotografii już na kilka godzin przed nastaniem dnia rozkładają swoje statywy w najlepszych punktach. Podobnie wygląda to podczas zachodu słońca, choć wtedy uzbrojeni w aparaty ludzie okupują pagodę Bulethi. Promienie słoneczne malują okolicę na ciepłe kolory i niesamowicie podkreślają bezkres całego kompleksu.

                Pagan można zwiedzać na wiele sposobów: wynajętym skuterem, taksówką lub nawet powozem konnym. Cały obszar strefy archeologicznej jest bardzo rozległy i nie da się zobaczyć wszystkiego w trakcie jednej wizyty. Najlepiej spędzić tutaj dwa, trzy dni. Warto też zdecydować się na lot balonem nad wierzchołkami świątyń o wschodzie słońca. Tylko z tej perspektywy można zdać sobie sprawę z rozmachu, z jakim zbudowano miasto – las budowli zdaje się ciągnąć bez końca.

 

Zabytkowe budowle sakralne w mieście Pagan

© Myanmar Touri sm Marketi ng/Hta y Wi n

 

STOLICA WIDMO

Gdybym miała powiedzieć, które miejsce najbardziej zaskoczyło mnie podczas pobytu w Birmie, bez wahania wskazałabym stolicę kraju. Naypyidaw to pięciokrotnie większa od Nowego Jorku metropolia (zajmuje powierzchnię ponad 7 tys. km²), gdzie mieszka jedynie ok. 1,2 mln osób. Ogromne, luksusowe hotele rodem z Las Vegas świecą pustkami. Na szerokich ulicach, z 20-pasmową autostradą na czele, próżno szukać wielu samochodów. W birmańskiej stolicy znajduje się największe w całej Azji Południowo-Wschodniej zoo (Naypyidaw Zoological Gardens), które najczęściej odwiedzane jest przez... jego pracowników. Metropolia może poszczycić się także nowoczesnymi przystankami komunikacji miejskiej, jednak rzadko jeżdżą tu autobusy. To tylko kilka przykładów absurdów Naypyidaw, które sprawiają, że to dziwne miasto widmo robi ogromne wrażenie!

              Historia powstania nowej stolicy Birmy jest niesamowicie ciekawa. Podobno zbudowano ją z powodu przepowiedni astrologa, który podszepnął rządzącemu wówczas od 1992 r. generałowi Than Shwe, że przewiduje ataki na Birmę ze strony zachodnich mocarstw. Podatny na sugestie polityk uznał, że pełniący funkcję stołecznego ośrodka Rangun znajduje się zbyt blisko morza, co czyni go łatwym celem dla wroga. W 2002 r. zarządził więc założenie całkowicie nowego miasta, ok. 320 km na północ stąd.

              Nową stolicę wznoszono w tajemnicyzarówno przed innymi krajami, jak i samymi Birmańczykami. Budowa wielkiej metropolii pochłonęła miliony kiatów. Termin przeprowadzki został określony przez wspomnianego astrologa i przypadł na 6 listopada 2005 r. Ku wielkiemu zaskoczeniu mieszkańców Rangunu punktualnie o wyznaczonej porze tysiące załadowanych ciężarówek wyruszyło w kierunku Naypyidaw. Pięć dni później do nowej stolicy przesiedlono również wszystkich urzędników. Zupełnie zaskoczeni pracownicy państwowi próbowali oponować, jednak wszelkie protesty uciszane były groźbą więzienia, a tiry z całym ich dobytkiem eskortowała junta wojskowa. Ponad dwa lata potem, w marcu 2008 r., zorganizowano jeszcze bardziej spektakularne przenosiny – z Rangunu do Naypyidaw przewieziono ciężarówkami całe zoo, liczące 420 okazów zwierząt!

              W nowej stolicy wyznaczono kilka stref, które dzielą ją na część rządową, wojskową, dyplomatyczną, hotelową czy mieszkalną. Szerokie ulice są opustoszałe, a nowoczesne przystanki autobusowe zdają się nie funkcjonować. Czerwono-białe krawężniki, przywodzące na myśl tor wyścigowy, kontrastują z uśpionym miastem. Największą atrakcją jest słynna 20-pasmowa autostrada, na środku której można swobodnie spacerować i robić zdjęcia, ponieważ bardzo rzadko przejeżdża tu jakikolwiek samochód. Pozłacane hole ogromnych hoteli świecą pustkami, a wnętrza luksusowych pokoi bardzo odbiegają swoim wystrojem od typowych standardów, na jakie mogą sobie pozwolić Birmańczycy. Dachy budynków mieszkalnych pomalowano na różne kolory, które sygnalizują rangę społeczną ich lokatorów. Przykładowo niebieski oznacza domy przeznaczone dla pracowników służby zdrowia, a zielony – ministerstwa rolnictwa.

              Budowa nowej stolicy pochłonęła spore sumy pieniędzy z budżetu państwa, co spowodowało znaczną podwyżkę cen w kraju. Dla większości ubogich Birmańczyków życie w Naypyidaw było zbyt drogie. Duży wpływ na sytuację w mieście miał także cyklon Nargis, który w maju 2008 r. nawiedził południowe tereny Birmy i zabił ponad 138 tys. osób. Spowodował on mnóstwo zniszczeń, a tysiące ludzi pozbawił dachu nad głową. Nikogo nie było stać na przeprowadzkę do ekskluzywnej stolicy. Ze względu na te wszystkie uwarunkowania ogromne miasto Naypyidaw stanowi dzisiaj przede wszystkim siedzibę rządu, podczas gdy najbardziej zaludnionymi ośrodkami w kraju wciąż pozostają Rangun i Mandalaj.

 

PŁYWAJĄCE WIOSKI

Niecodzienną atrakcją w Birmie jest jezioro Inle, jej drugi co do wielkości słodkowodny zbiornik wodny (ma powierzchnię ok. 116 km2). Ponad 450 lat temu schronili się tutaj ludzie z grupy etnicznej Intha, którzy uciekali przed walkami plemiennymi. Szybko przystosowali się oni do trudnych warunków życia na wodzie i na dobre osiedlili się na Inle. Na drewnianych palach postawili domy, świątynie i szkoły, a żeby zaspokoić głód, wymyślili własny sposób łowienia ryb i uprawiania roślin.

                Aby odwiedzić jezioro, wystarczy podejść do jednej z setek łodzi zacumowanych w miejscowości Nyaungshwe i zapłacić wioślarzowi, który przez cały dzień będzie z nami pływać. Wycieczkę warto rozpocząć o świcie, ponieważ wtedy na otulonej mgłą tafli Inle odbywa się prawdziwy spektakl! Pierwsze promienie słońca, przedzierając się zza pobliskiego wzgórza, oświetlają ubranych w tradycyjne, pomarańczowe stroje rybaków z grupy etnicznej Intha. Stoją oni na skraju drewnianych łodzi i zarzucają do wody siatkowe kosze do łowienia ryb. Aby przemieszczać się po jeziorze, w charakterystyczny sposób popychają wiosła stopą. Trzeba przyznać, że ich umiejętność utrzymania równowagi na dziobach chwiejnych łajb jest godna podziwu!

                Gdy mgła opadnie, a słońce już na dobre wzniesie się ponad horyzont, łódź z turystą mknie dalej, mijając zielone dywany pływających ogrodów. To na nich uprawiane są podobno najlepsze w Birmie pomidory. Podczas całodniowej wycieczki po jeziorze sterujący łodzią zatrzymuje się w wielu sklepikach z pamiątkami lub przy buddyjskich świątyniach. Jest tu również bazar, na którym spróbować można lokalnych smakołyków. Turyści odwiedzają także zakłady, gdzie w tradycyjny sposób wytwarza się biżuterię czy tkaniny. Jedno z najciekawszych miejsc stanowi wytwórnia cygaretek, w której uśmiechnięte Birmanki ręcznie zwijają liście i ochoczo częstują zwiedzających dymkiem. Oczywiście, od tych uroczych kobiet można kupić gotowe cygaretki, zapakowane w ładne, wzorzyste puszki.

                Na zainteresowanie zasługuje też wytwórnia tkanin z kwiatu lotosu, gdzie wiekowe mieszkanki jeziora tkają barwne materiały. Używają do tego tradycyjnych, drewnianych krosien. Zgrabnie operując dłońmi i stopami, tworzą kolorowe arcydzieła. Spod rąk przemiłych kobiet wychodzą wzorzyste chusty, suknie czy torebki, dostępne do kupienia w tutejszych rzemieślniczych sklepikach.

                Jezioro Inle zamieszkują również sędziwe matrony z grupy etnicznej Padaung (Kayan Lahwi), które noszą na szyjach, rękach i łydkach ciężkie, metalowe obręcze. Te „panie z długimi szyjami” już od mniej więcej piątego roku życia zaczynają ozdabiać ciało tego rodzaju biżuterią i z wiekiem nakładają kolejne bransolety. Najstarsze kobiety mają nawet do 10 kg obręczy na jednej nodze! Uśmiechnięte ochoczo pozują do zdjęć i zapraszają do zakupów.

                Wizyta na jeziorze Inle jest dość komercyjną wycieczką, nastawioną na skłonienie jej uczestników do zakupu pamiątek i przeróżnych wyrobów rzemieślniczych. Trzeba przyznać, że to bardzo turystyczne miejsce, ale gdy zamiast na kolejny sklep skieruje się wzrok w drugą stronę, można przyjrzeć się prawdziwemu życiu na wodzie. Uśmiechnięte dzieci bez potknięcia biegają po wąskich kładkach. Starzec z cygarem w pomarszczonej dłoni odpoczywa na ganku. Muskularni młodzieńcy ukradkiem podglądają kobiety myjące włosy w jeziorze. Wszystkie te sceny rozgrywają się w wolnym rytmie przepięknych wschodów i zachodów słońca, wśród stukotu pływających łodzi, mieszającego się z odgłosem migawek tysięcy aparatów zagranicznych turystów.

***

                Odwiedziny w egzotycznej i barwnej Birmie sprawiają, że stale chce się wracać do tej niezwykłej krainy uśmiechu. Niespotykana życzliwość płynąca z serc Birmańczyków na dobre zapada w pamięć i zachęca do naśladowania ich postawy. Ten kraj to nie tylko malownicze krajobrazy i piękne pagody. To przede wszystkim niezmiernie przyjaźni ludzie, od których można nauczyć się otwartości i którym warto odwdzięczyć się najszczerszym uśmiechem.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Południowe i północne oblicze Indii

IT-11.jpg

Mauzoleum Tadź Mahal w Agrze upamiętnia żonę cesarza Szahdżahana

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA

 


Monika Skiba


Kto chce poznać prawdziwą potęgę natury, zobaczyć niezwykłe krajobrazy, zachwycić się pięknem architektury, a także potrzebuje duchowego ukojenia lub – przeciwnie – pragnie nasycić oczy intensywnymi kolorami i jest gotowy na zastrzyk życiowej energii, powinien pojechać do Indii. Ten kraj zadziwia, wywołuje różnorakie emocje, działa na wszystkie zmysły. Pozwala wyjść poza swoją strefę komfortu i równocześnie zajrzeć w głąb siebie. To naprawdę inny świat. 

Więcej…

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.