ALEKSANDRA PROCHALSKA

 

<< Kenijska ziemia to kraina kontrastów, magia barw, mieszanka kultur, smaków, zapachów i dźwięków oraz mekka tych, którzy pragną zaznajomić się z bogatą afrykańską fauną i florą, doświadczyć prawdziwej przygody i odpocząć od szarej, monotonnej codzienności. W mojej wyobraźni Kenia jest rudo-purpurowa jak stroje Masajów i czerwona ziemia w Parku Narodowym Tsavo Wschodnie, złotosłomkowa jak sawanna i majestatyczne lwy, soczyście zielona po długiej porze deszczowej i wreszcie turkusowo-błękitna jak fale Oceanu Indyjskiego. >>

 

Do Kenii można przyjechać w dowolnym momencie, jednak większość turystów pojawia się tu między grudniem a marcem (ze względu na gwarancję doskonałej pogody) oraz lipcem i wrześniem (w czasie Wielkiej Migracji ssaków kopytnych z tanzańskiego Parku Narodowego Serengeti do kenijskiego Rezerwatu Narodowego Masai Mara). W Kenii występują zasadniczo dwie pory deszczowe: krótsza – w listopadzie oraz dłuższa trwająca od końca marca do przełomu maja i czerwca. Podczas opadów pojawia się dużo komarów, zwiększa się zatem zagrożenie malaryczne, nieco trudniej też obserwować zwierzęta, jednak wyprawy safari są wtedy znacznie tańsze.

 

Kenijska sawanna stanowi znakomite miejsce dla osób potrzebujących wyciszenia i oderwania się od cywilizacji. Nic tak nie uczy dystansu do siebie i własnego życia jak obcowanie z dziką przyrodą. Dlatego też aby zachęcić do podróży do tego zachwycającego zakątka Afryki, przygotowałam ten krótki przewodnik dla wszystkich marzących o powrocie do natury.

 

 

SZCZEPIENIA PRZED WYJAZDEM

Przed podróżą do Kenii warto przemyśleć szczepienia przeciwko żółtej febrze, tężcowi i błonicy oraz żółtaczce typu A i B. Aby ustrzec się przed malarią, należy przede wszystkim zapobiegać ukąszeniom – stosować repelenty zawierające tzw. DEET, spać pod moskitierami oraz po zachodzie słońca zakładać spodnie z długimi nogawkami i bluzy z długimi rękawami. Na rynku są również dostępne leki antymalaryczne, jednak zazwyczaj mają stosunkowo wysoką cenę i mogą powodować skutki uboczne.

 

Safari, czyli kwintesencja Kenii

Słowo safari oznacza w języku suahili „długą podróż”, jednak dziś określa się nim najczęściej wyprawy turystyczne samochodem terenowym na teren parku narodowego lub rezerwatu przyrody w celu obserwacji zwierząt. Jednego dnia odbywają się zazwyczaj dwa lub trzy takie wyjazdy na sawannę. Pierwsze safari zaczyna się ok. 8.30, a kończy mniej więcej o 11.00. Na kolejne wyrusza się dopiero po południu w godzinach 15.00–18.00, bowiem w samo południe bywa bardzo gorąco, a ludzie i zwierzęta chowają się do cienia.

Kenia to kraj usytuowany na równiku, dlatego można założyć, że dzień trwa tu 12 godzin. Słońce bardzo szybko wschodzi ok. 6.00 i równie prędko zachodzi mniej więcej o 18.00, kiedy to  momentalnie robi się ciemno i zaczyna obowiązywać zakaz przemieszczania się po parkach. Zachęcam więc, aby wyjeżdżać na sawannę zaraz o świcie, kiedy jest jeszcze chłodno i zwierzęta nie kryją się przed upałem.

 

Wielka Piątka w Masai Mara

Rezerwat Narodowy Masai Mara (Maasai Mara National Reserve) zajmuje powierzchnię 1510 km2 i codziennie otwiera przed zaciekawionymi turystami wrota do swojego bogatego królestwa. To właśnie tutaj mamy gwarancję spotkania tzw. Wielkiej Piątki Afryki, czyli słonia, bawoła, lwa, nosorożca czarnego i lamparta.

Teren Masai Mara jest zróżnicowany geograficznie i sprawia wrażenie, jakby nigdy się nie kończył. Można tu dotrzeć praktycznie w każde miejsce i z niewielkiej odległości przyglądać się życiu sawanny. Odważniejsi wybierają się też wraz z uzbrojonym strażnikiem na spacer wzdłuż zamieszkałej przez liczne krokodyle i hipopotamy rzeki Mara, którą w czasie największego spektaklu dzikiej przyrody – Wielkiej Migracji – przekraczają tysiące antylop gnu i zebr. Ze względu na to, że właśnie tutaj przebiega prowizoryczna granica między Kenią a Tanzanią, jeśli odpowiednio się ustawimy, znajdziemy się w dwóch krajach jednocześnie – jedną stopą na kenijskiej, drugą na tanzańskiej ziemi.

Noclegi w rezerwacie bywają jednak bardzo drogie, dlatego ja mieszkałam tuż za granicą parku, na kempingu Bushbuck Mara Camp prowadzonym przez Masajów. Warunki okazały się dość skromne, jednak owocne safari w pełni wynagrodziło mi brak wygód.

 

Pochód bawołów

Na wysokim wzgórzu w Parku Narodowym Tsavo Wschodnie (Tsavo East National Park) na południu Kenii stoi nieco zaniedbana Voi Safari Lodge, gdzie możemy obserwować afrykańską faunę nieprzerwanie przez 24 godziny. Nieopodal niej znajduje się źródło wody, przy którym o każdej porze dnia i nocy pojawiają się najrozmaitsze gatunki zwierząt, w szczególności muskularne bawoły i imponujące czerwone słonie z Tsavo. Każde tego typu obozowisko w Kenii zakłada się w niezmiernie malowniczym zakątku, jednak spektakularny widok na bezkresną sawannę rozciągający się z Voi Safari Lodge zapiera dech w piersiach każdemu. Towarzyszy nam on tu przez cały czas, nawet gdy spożywamy przepyszne posiłki w tutejszej restauracji czy kąpiemy się w zawieszonym na półce skalnej basenie.

FOT. KENYA TOURIST BOARD CZECH REPUBLIC

Bawoły – Park Narodowy Tsavo Wschodnie

 

Najciekawsze są poranki, kiedy to setki bawołów z Tsavo majestatycznie maszerują do wodopoju, aby ugasić pragnienie, dokonać porannej toalety oraz przygotować się na nadchodzący dzień. Ciemnobrązowe sznury kroczących jedno po drugim wielkich zwierząt wydają się ciągnąć w nieskończoność. Idą spokojnie, dostojnie, bez przepychanek, słychać tylko muczenie i porykiwanie. Słonie dla odmiany przychodzą o różnych porach, piją duże ilości wody, polewają swoją zrogowaciałą skórę, a następnie obsypują się czerwoną ziemią tak bardzo charakterystyczną dla Parku Narodowego Tsavo Wschodnie.

Wielu turystom Voi Safari Lodge wydaje się zbyt przestarzała, jednak moim zdaniem podczas wizyty w Kenii nie trzeba przede wszystkim szukać obiektów o bardzo wysokim standardzie, lecz należy się raczej skupić na wspaniałej możliwości obcowania z dziką przyrodą.

 

Śnieżny szczyt w gorącej Afryce

Jedno z najpiękniejszych wspomnień z mojej wyprawy, jakie posiadam, to widok na Kilimandżaro – samotny masyw zawieszony w chmurach na granicy Kenii i Tanzanii, określany mianem „dachu Afryki”. Ten najwyższy szczyt kontynentu (5895 m n.p.m.) pokryty jest śniegiem, co sprawia, że wygląda bardzo zjawiskowo na tle zielonego Parku Narodowego Amboseli (Amboseli National Park). Ujrzymy go tylko wczesnym rankiem oraz późnym popołudniem, bo przez większą część dnia zakrywają go gęste, białe chmury. Według naukowców, w przeciągu stu minionych lat pokrywa lodowa góry zmniejszyła się już o ponad 80 proc., dlatego musimy się pośpieszyć, aby zobaczyć osławione „śniegi Kilimandżaro”.

FOT. KENYA TOURISM BOARD

Park Narodowy Amboseli – stado słoni na tle Kilimandżaro

 

Szczyt oraz przesuwające się na jego tle zwierzęta można obserwować nie tylko z zielonego i bagiennego Parku Narodowego Amboseli, ale również z Ol Tukai Lodge składającej się z uroczych, bliźniaczych domków umeblowanych w typowym afrykańskim stylu. Każdy z nich posiada przestronną sypialnię, łazienkę i wnękę z garderobą oraz minitaras, z którego w nocy usłyszymy odgłosy tętniącej życiem natury.

 

Dzika przyroda i chatki z bajki

Park Narodowy Tsavo Zachodnie (Tsavo West National Park) nazywa się krainą lawy, źródeł oraz lwów ludojadów, które odpowiedzialne były za liczne ataki na pracowników budujących kolej między marcem a grudniem 1898 r. Zajmuje on powierzchnię ok. 7 tys. km2. W jego skład wchodzą bardzo zróżnicowane tereny: obszary trawiaste, busz, porośnięte akacjami równiny, skaliste pagórki, liczne jaskinie oraz Źródła Mzima (Mzima Springs), stanowiące ulubione miejsce wypoczynku krokodyli i hipopotamów. Najłatwiej jest tu spotkać smukłe żyrafy skubiące gałązki drzew, antylopy, postawne strusie oraz różnorodne gatunki ptactwa. Park zamieszkują również lwy, gepardy, lamparty, słonie, bawoły, zebry, a nawet nosorożce.

W Tsavo Zachodnim nocowałam też w jednym z najpiękniejszych i najbardziej luksusowych obozowisk, jakie odwiedziłam. Prawdziwie bajkowe domki Sarova Salt Lick Game Lodge przypominają chatki na kurzej stopce. Tuż obok znajduje się maleńki wodopój odwiedzany przez liczne pawiany i antylopy. Za wielką zaletę tego miejsca trzeba także uznać pyszne jedzenie i międzynarodowe towarzystwo, które chętnie się tutaj zatrzymuje.

 

Nakuru – królestwo flamingów

W samym sercu Kenii leży stosunkowo niewielki, bo zajmujący ok. 188 km2, Park Narodowy Jeziora Nakuru (Nakuru Lake National Park). Jego centrum, jak wskazuje nazwa, stanowi płytkie, alkaliczne jezioro obfitujące w algi i z tego powodu okupowane przez różowe flamingi o szyjach wygiętych w kształcie litery „s” oraz długich i cienkich nogach. Gdy przelatują one nad jego taflą, z daleka wyglądają jak pływający dywan.

Wadą parku jest otaczające go ogrodzenie, przez które czujemy się trochę jak w zoo. Nocą widać również światła budynków niedalekiej miejscowości Nakuru. Poza flamingami napotkamy tutaj za to nosorożce białe, bawoły, żyrafy Rothschilda oraz wiele hien, antylop i pawianów. Na tym obszarze żyją też nosorożce czarne, których mi – niestety – nie udało się zobaczyć.

Jeśli ktoś ma ograniczony budżet, może spędzić noc w komfortowym, czystym i stosunkowo tanim Wildlife Clubs of Kenya Nakuru Guesthouse, składającym się z trzech połączonych ze sobą parterowych budynków z trzyosobowymi, przestronnymi sypialniami, kuchnią oraz łazienką i toaletą w każdym. Za oknem przechadzają się zebry i antylopy, a nocą słychać ryczące lwy.

 

Dwie wioski, dwa światy

Masajowie są nieodłącznym symbolem sawanny i Kenii, tak istotnym, iż na środku kenijskiej flagi dumnie widnieje masajska tarcza i dwie białe włócznie. Podczas safari w południowych parkach kraju, takich jak Masai Mara czy Amboseli, nie sposób nie zauważyć ich smukłych sylwetek w czerwono-fioletowych strojach, z długimi kijami w dłoniach. Zamieszkują oni Kenię oraz północną Tanzanię, osiedlają się głównie wzdłuż tzw. Wielkiego Rowu Wschodniego. Nie ma precyzyjnych danych na temat liczby przedstawicieli tego ludu, chociaż mówi się, że ich populacja wynosi ok. 900 tys. osób.

FOT. KENYA TOURISM BOARD

Masajowie podskakują bez uginania kolan

 

Dzisiejsi Masajowie doskonale przystosowali się do realiów XXI w. i nauczyli się czerpać zyski z przemysłu turystycznego. Podróż po Kenii z pewnością nie będzie kompletna, jeśli nie wybierzemy się do typowej masajskiej wioski. Mnie udało się odwiedzić taką osadę dwa razy, jednak dopiero druga, spontaniczna wizyta była tą, którą zapamiętam na długo.

Podczas safari organizowanego przez biuro podróży trafimy do wioski zbudowanej przede wszystkim w celach turystycznych. Takie miejsce to miniprzedsiębiorstwo generujące niemałe dochody dla społeczności masajskiej. Powitanie turystów jest zawsze bardzo żywiołowe i barwne. Kobiety śpiewają, mężczyźni pokrzykują i wykonują typowe tańce plemienne z podskokami na wyprostowanych nogach. Następnie wszyscy zapraszają zaaferowanych gości, aby się do nich przyłączyli. Po występach artystycznych następuje część teoretyczno-praktyczna. Miejscowi pokazują, jak rozpalić ogień za pomocą drewienka i wysuszonej trawy, prezentują wnętrza masajskich chat oraz opowiadają o codziennym wykorzystaniu ziół i roślin rosnących na sawannie. Punkt kulminacyjny, przynajmniej dla Masajów, stanowią odwiedziny targu wzniesionego tuż za wioską, gdzie na prowizorycznych stołach piętrzą się różnego rodzaju ozdoby i pamiątki. Czy rzeczywiście oni sami wykonują te przedmioty? Niektóre pewnie tak, jednak większość towarów zostaje zakupiona gdzieś na bazarach w Nairobi lub Mombasie. Warto jednak przepłacić te kilka dolarów, żeby móc potargować się z masajskimi kobietami i przywieźć ze sobą do domu drewnianą figurkę, bransoletkę czy koraliki.

Na zakończenie godzinnego pobytu w osadzie można jeszcze odwiedzić miejscową szkołę. W drewnianych ławeczkach, podobne do minieksponatów wystawionych w małym muzeum, siedzą stłoczone masajskie dzieci. Z przodu klasy stoi nauczyciel, przed którym leżą podręczniki tak czyste i w tak doskonałym stanie, jakby właśnie przybyły prosto z drukarni. Prowadzi on króciutką lekcję, uczniowie śpiewają, klaszczą, a potem czekają na choćby drobny upominek w postaci cukierka czy gumy do żucia. Dzieci oprócz chabrowo-fioletowych mundurków mają na sobie kolorowe spodenki, koszulki, a nawet sukieneczki, które mimo iż bardzo brudne i potargane, wyglądają jakby były przeznaczone dla małych księżniczek. Z reguły są bose, czasem noszą jeden sandałek lub dwa buciki, często nie do pary. Od razu zauważymy też charakterystyczne blizny na dziecięcych policzkach, powstałe po dotknięciu skóry czymś gorącym i mające chronić je przed różnymi chorobami.

Odwiedziny w szkole wieńczą ekscytujące, choć może nie do końca autentyczne spotkanie z rdzenną ludnością. Szukającym prawdziwego kontaktu z lokalnymi społecznościami proponuję bardziej spontaniczną wizytę. Gdy nocowałam na wspomnianym już kempingu Bushbuck Mara Camp, usytuowanym na obrzeżach Rezerwatu Narodowego Masai Mara, wraz z przyjacielem zdecydowaliśmy się zapytać pilnujących obiektu Masajów, czy nie pokazaliby nam swojej wioski. Zgodzili się bez problemów, więc podążyliśmy za nimi. Nieco zdziwiliśmy się, że nie idziemy ubitą drogą, lecz przez busz i sawannę. Mieliśmy świadomość, że ryzykujemy i oczami wyobraźni widzieliśmy nawet wyskakujące z wysokiej trawy lwy. Jednak jedynymi zwierzętami, które zaobserwowaliśmy, były malutkie antylopy dikdik. Co chwilę spoglądaliśmy również na nasze zegarki, ponieważ szliśmy dość długo i kompletnie nie wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy. Po ponadgodzinnym, bardzo energicznym marszu zobaczyliśmy w końcu cel wędrówki. Kazano nam zaczekać przed prowizorycznym ogrodzeniem, zrobionym z kolczastych gałązek akacji. Następnie wyszedł do nas młody przywódca, ustalił cenę za wejście (20 dolarów od osoby) i wpuścił do wioski.

Na początku czuliśmy się nieswojo, bo byliśmy tu jedynymi turystami, ale niemal od razu spotkaliśmy się z niesamowitą gościnnością i otwartością. Podziwialiśmy tańce i śpiewy, zajrzeliśmy do zadymionej masajskiej chaty, zadaliśmy kilka pytań, a nawet kupiliśmy od mieszkańców jakieś drobiazgi. Wszystko wydawało się jednak dużo bardziej naturalne niż poprzednim razem. Było jeszcze wcześnie rano, krowy i kozy cierpliwie czekały w przydomowych zagrodach na wyjście na pastwiska, kobiety krzątały się przy swoich domostwach, a umorusane dzieci niepewnie spoglądały na nas – nieoczekiwanych gości, którzy zakłócili ich codzienny spokój.

Po niecałej godzinie spędzonej w gościnie u Masajów i obdarowaniu maluchów słodyczami, długopisami i zeszytami musieliśmy wracać na kemping i ruszać w dalszą drogę. Słońce wzeszło już wysoko nad horyzont, a my szybko maszerowaliśmy przez sawannę, słysząc w oddali dzwonki zawieszone na szyjach masajskich kóz i krów. Tym razem mieliśmy pewność, że pozwolono nam przyjrzeć się prawdziwemu życiu codziennemu Masajów i właśnie takich spotkań z afrykańską kulturą życzę każdej osobie odwiedzającej Czarny Ląd.

* * *

Szanowni Podróżnicy i Czytelnicy All inclusive, przed wyjazdem do Kenii musicie wiedzieć, że Afryka Wschodnia najpierw kusi, potem wciąga, a w końcu niesamowicie uzależnia. Z kolei na wielką tęsknotę za Czarnym Lądem jest tylko jedno lekarstwo – ponowna wyprawa na ten kontynent.

 

Artykuły wybrane losowo

Dwanaście najpiękniejszych włoskich wysp

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Za wyspiarski raj w basenie Morza Śródziemnego zwykło się uważać Grecję, do której należy 6 tys. wysp i wysepek. Jednak to określenie pasuje również bez wątpienia do Włoch. W ich granicach znajduje się ok. 800 wysp. Tę mnogość trudno dostrzec przy pierwszym rzucie oka na mapę. Wyspy Italii są zróżnicowane, każda jest inna i niepowtarzalna. >>

 

Ruiny malowniczo położonego teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie na Sycylii

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

Mieszkańców tych niedużych, odrębnych światów można nazwać po włosku isolani, czyli wyspiarzami. Nie uważają się za Włochów, tworzą niezależne społeczności i za nic w świecie nie chcieliby opuścić swojego miejsca zamieszkania. Nie ma w tym nic dziwnego – kto nie pragnąłby w końcu żyć na uroczej śródziemnomorskiej wyspie.

Nie jest łatwo wybrać najbardziej warte odwiedzenia zakątki wyspiarskiej części Włoch. Wiele miejsc zachwyca tu swoją urodą i atmosferą. Chciałabym jednak przedstawić 12 najpiękniejszych według mnie włoskich wysp, a jednocześnie zachęcić do podróży w te strony i stworzenia własnego subiektywnego rankingu.

 

Sycylia

Cesarz rzymski narodu niemieckiego Fryderyk II Hohenstauf, będący królem Sycylii w latach 1198–1250, miał powiedzieć: Nie zazdroszczę Bogu raju, ponieważ jestem szczęśliwy, żyjąc na Sycylii. Największa wyspa na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km² powierzchni) pachnie pomarańczami i winem migdałowym. Tętni życiem, któremu rytm nadaje wciąż czynny wulkan Etna (3329 m n.p.m.), górujący nad typowo śródziemnomorskimi krajobrazami. Na Sycylii jest wszystko, co włoskie, ale nie tylko. Mieszają się na niej kultury i religie, style i barwy, ale przede wszystkim smaki i zapachy, pozwalające oszaleć zmysłom. Znajdziemy tu greckie świątynie, rzymskie wille, bizantyjskie mozaiki i barokowe katedry.

Mieszankę stykających się w tej krainie wpływów kulturalnych odzwierciedla sycylijska kuchnia. Podróż na tę wyspę to uczta dla oka, ale w szczególności dla podniebienia. Można powiedzieć, że Sycylię się smakuje, a nie zwiedza. Każdy jej zakątek ma długą i ciekawą historię. To raj dla archeologów, miłośników architektury i tych, którzy kochają południowy styl życia. Jednak na wyspie najbardziej fascynują jej mieszkańcy i ich ognisty charakter. W cieniu monumentalnych zabytków, wśród śródziemnomorskiej roślinności żyją ludzie, których twarze oddają różnorodność tego regionu. Uważają się oni za zupełnie niezależny naród i manifestują swoją odrębność na każdym kroku. Ich temperament, ciepło i gościnność znane są na całym świecie, dlatego Sycylia stała się jednym z najpopularniejszych miejsc na urlop wśród wczasowiczów. To właśnie wyspiarze tworzą tak serdeczną atmosferę, że każdy czuje się tu jak w domu i chętnie w te strony wraca.

Dzień na wyspie polecam rozpocząć w otoczeniu natury. Póki upał nie utrudnia jeszcze pieszych wycieczek, warto wybrać się nad saliny położone tuż obok lotniska pod Trapani lub zmierzyć się z Etną podczas wspinaczki na sam jej szczyt. Na drugie śniadanie można odwiedzić Ragusę bądź Noto, żeby w barokowej scenerii spróbować typowej granity, np. o smaku migdałów ze śmietaną, lub przejść się promenadą w Marzamemi, kolorowej miejscowości leżącej na południowo-wschodnim krańcu wyspy.

W południe trzeba udać się na targ Ballarò w samym centrum Palermo, aby zadziwić się dorodnością bakłażanów czy pomidorów, lub zajrzeć na targ La Pescheria w Katanii, gdzie sprzedają świeżo złowione ryby. Obiad najlepiej zjeść... na ulicy. Sycylijczycy uwielbiają jedzenie, które mieści się w rękach, a jakość takich przekąsek doceni nawet najbardziej wymagający smakosz. Podczas sjesty warto schować się w cieniu drzew ogrodu botanicznego Taorminy. Pausa pranzo, czyli przerwa poobiednia, jest rzeczą świętą i należy się nią delektować. To czas największego skwaru, więc aby się ochłodzić, można wstąpić do lokalnej lodziarni i poczęstować się lodami, tym razem o smaku pistacji. Późniejszym popołudniem polecam zwiedzić znany i lubiany zespół świątyń greckich (Valle dei Templi) w Agrygencie (Agrigento) i zobaczyć białe Schody Turków (Scala dei Turchi) niedaleko Porto Empedocle albo złożyć wizytę w mniej popularnych, a równie ciekawych miastach takich jak Modica, stolica sycylijskiej czekolady, czy malutkie Savoca i Forza d’Agrò, gdzie kręcono Ojca chrzestnego. Gdy słońce nie będzie już tak bardzo grzało, warto udać się na plażę, np. Mondello koło Palermo, lub na klif w miejscowości Terrasini, aby podziwiać zachód słońca.

Wieczorem, kiedy bryza morska w końcu ułatwia swobodne oddychanie, przychodzi pora na zabawę. Najlepiej spędzić ten czas w towarzystwie miejscowych, którzy nierzadko zapraszają przyjezdnych na obfitą kolację z lokalnym białym winem inzolia bądź też znanym na całym świecie czerwonym nero d’avola. Przy okazji warto pamiętać, że na Sycylii płacze się trzy razy: gdy się na nią przyjeżdża i z niej wyjeżdża oraz w momencie stawania na wagę.

 

Lipari

Największa z Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich) – Lipari (ok. 37,3 km²) – powstała w wyniku erupcji wulkanicznych. Położona na Morzu Tyrreńskim i administracyjnie należąca do Sycylii, jest jednak łatwo dostępna także z Kalabrii, samego czubka włoskiego buta. Najbardziej turystyczne i najmodniejsze miejsce tutaj stanowi miasto Lipari. Przyciąga ono licznymi zabytkami. Zamek z XVI w., znajdujący się na terenie wykopalisk archeologicznych, zrekonstruowany teatr grecki czy Katedra św. Bartłomieja, odbudowana po zniszczeniu przez piratów, to najciekawsze z nich. Jednak wyspa nie kończy się na tej miejscowości. Warto wyruszyć w jej głąb i odkryć miejsca, których turyści przyjeżdżający tutaj na kilka godzin nie mają szans zobaczyć.

Na zainteresowanie zasługuje m.in. czarna plaża w Canneto, skąd idealnie widać pobliską Stromboli, znaną z erupcji wulkanicznych, prezentujących się szczególnie widowiskowo po zapadnięciu zmroku, i Panareę, najmniejszą z siedmiu głównych wysp archipelagu (zaledwie 3,34 km²). Na aperitif w postaci kieliszka słodkiego wina o kolorze żywicy (Malvasia delle Lipari DOC) należy wybrać się w okolice Spiagge Bianche, gdzie wbrew nazwie (z wł. Białe Plaże) brzeg morza pokrywa szary piasek. Na kąpiel warto zatrzymać się w miejscowości Acquacalda (w tłumaczeniu na polski Gorąca Woda) – tu można się rozkoszować najcieplejszą wodą na Lipari.

Wycieczka po wyspie dostarcza wielu przyjemnych wrażeń zwłaszcza ze względu na malownicze drogi i unoszącą się wokół nich woń roślin. W powietrzu wyczuwa się zapach śliwy, opuncji i drzewa karobowego, a wiosną licznych bugenwilli. Osoby, którym dopisze szczęście, natkną się na kwitnącego kapara liparyjskiego (cappero di lipari) – jego kwiaty utrzymują się tylko jeden dzień. Pąki tej rośliny królują w tutejszej kuchni. Słowo liparos oznaczało w antycznym greckim m.in. „żyzny”, więc choć Lipari charakteryzuje się pochodzeniem wulkanicznym i z tego powodu można by spodziewać się na niej surowych krajobrazów, uwagę zwraca tu wyjątkowo bujna przyroda. Warto dotrzeć aż do punktu widokowego Quattrocchi (wł. Czworo Oczu) – aby ogarnąć wzrokiem całą rozpościerającą się stąd panoramę, należałoby mieć dwie pary oczu. Z wyspy trzeba koniecznie przywieźć ze sobą kawałek obsydianu i pumeksu z Cave di Pomice, wyjątkowo urokliwej kopalni. Lipari, miejsce, w którym spotykają się cztery żywioły, z pewnością oczaruje wielbicieli Sycylii, pozostałych turystów zaskoczy wielością kolorów i bogatą historią.

 

Sardynia

Podróż na Sardynię to wyprawa do kompletnie innego świata, wciąż jeszcze owianego tajemnicą. Nie bez powodu nazywa się ją wyspą siedmiu kontynentów, gdyż znajdziemy na niej naprawdę wszystko, czego dusza zapragnie. Mieszka tu ponad 1,6 mln osób. Wyspiarze posiadają geny zupełnie inne niż naród włoski. Przez stulecia skutecznie opierali się wszelkim najeźdźcom, choć na Sardynii możemy dostrzec wiele wpływów hiszpańskich. Mniej więcej 400-letnie panowanie Aragończyków (w latach 1324–1720) zostawiło swoje ślady przede wszystkim w zachodniej jej części oraz w miejscowym języku (sardo). Sardyński jest używany na wyspie obok włoskiego. To wszystko powoduje, że oddycha się na niej zupełnie innym powietrzem, nasyconym oryginalną, wielowiekową tradycją.

Ta druga największa wyspa Morza Śródziemnego (ok. 24,1 tys. km² powierzchni) zachwyca cudownymi widokami. Góry łączą się tutaj z wodą, przesadny luksus styka się z ludowymi obrządkami. Do dziś na Sardynii kultywowane są pogańskie rytuały, szczególnie w okresie karnawału. Nie wolno też zapomnieć, że do jej największych skarbów należą urzekający lazur morza, wyjątkowo czyste plaże i piękne jaskinie krasowe. Wyspa jest wymarzonym plenerem dla fotografów i malarzy, a także odwieczną inspiracją wielu poetów.

                Wyrafinowanym turystom z pewnością przypadnie do gustu Porto Cervo koło Arzacheny, stolica europejskiego luksusu. Ta modna dzisiaj miejscowość została zaprojektowana na życzenie przywódcy ismailickich nizarytów, urodzonego w 1936 r. w Genewie księcia Agi Chana IV, który dostrzegł potencjał regionu i dzięki któremu Sardynia stała się ważnym punktem na turystycznej mapie Europy. W samym sercu Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) można nie tylko oglądać drogie jachty i wille bogaczy. W posiadłości Balajana w pobliskim Luogosanto znajduje się zabytkowa winnica – Vigneti Piero Mancini. Wizyta w niej jest atrakcją na każdą kieszeń. Warto tu wypić kieliszek cannonau, rubinowoczerwonego wina zapewniającego długowieczność, podawanego z dodatkiem lokalnego pecorino, sera owczego. W końcu Sardynia to jedna z pięciu Błękitnych Stref (Blue Zones) na świecie, czyli obszarów, gdzie odnotowano największą liczbę stulatków.

Miłośnicy historii powinni odwiedzić kompleks nuragów (kamiennych wież) Su Nuraxi usytuowany koło Barumini na południu wyspy. Na zainteresowanie zasługuje również Tharros, starożytna kolonia fenicka. Wzburzone wody w okolicy tutejszej plaży w San Giovanni di Sinis przyciągają windsurferów. Mimo iż amatorzy sportów wodnych od lat wybierają Porto Pollo na północy lub Porto Botte w południowo-zachodniej części Sardynii, to nietrudno znaleźć na niej wiele innych miejsc idealnych do uprawiania tego typu aktywności. Najczystsze plaże na wschodnim brzegu wyspy leżą w zatoce Orosei. Są dostępne jedynie od strony morza.

W tym rejonie Włoch natkniemy się też na flamingi – brodzą w wodach lagun w południowym regionie Chia lub przy miejscowości San Teodoro na wschodzie, która jest także najpopularniejszym skupiskiem pubów, knajpek i dyskotek na Sardynii. Przy okazji wizyty na południu należy udać się na wydmy w Piscinas i pobliską wysepkę Sant’Antioco, będącą jedynym miejscem na świecie, gdzie produkuje się tzw. jedwab morski (tkaninę bisiorową). Północno-zachodnia część wyspy również prezentuje się ciekawie. Leżą w niej typowo katalońskie miasta i miasteczka (na czele z Alghero, nazywanym nawet małą Barceloną), w których wydobywane są najcenniejsze czerwone korale, a kobiety do dziś trudnią się pleceniem koszy wiklinowych. Jeśli pragniemy poznać prawdziwe oblicze Sardynii, musimy odwiedzić jej serce – górzysty region Barbagia, skąd pochodzą tradycyjne potrawy i stroje ludowe. Polecam pozwolić zaprosić się na obiad miejscowym pasterzom. Chętnie poczęstują nas lokalnym likierem z mirtu. Zapach tej rośliny unosi się tu wszędzie. Jedna wizyta na tej pełnej kontrastów wyspie nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie na nią.

 

Sartiglia – widowiskowy turniej konny odbywający się podczas karnawału w Oristano

© URSZULA KRAJEWSKA/WWW.INTERPRETAREITALIA.COM

 

La Maddalena

U północno-wschodnich brzegów Sardynii leży archipelag La Maddalena. Co prawda to grupa wysp, ale nie sposób nie umieścić go w tym rankingu. Od zawsze stanowi wizytówkę Sardynii i często pojawia się na okładkach katalogów turystycznych. Nazywany bywa europejskimi Malediwami lub rajem na ziemi. Każda zatoczka archipelagu hipnotyzuje swoją urodą. Unosząca się wokół woń mirtu i jałowców przyprawia o zawrót głowy. La Maddalena składa się z 7 głównych wysp i ok. 60 mniejszych. Nie da się wybrać z nich tej najwspanialszej.

To miejsce oczaruje nie tylko amatorów nurkowania czy snorkelingu. Każdy, kto raz odwiedzi Park Narodowy Archipelagu La Maddalena, na długo pozostanie pod wrażeniem bajecznych widoków. Spotyka się tutaj rzadkie, chronione gatunki roślin i zwierząt. Koniecznie należy zobaczyć plażę z różowym piaskiem (Spiaggia Rosa) na Budelli, obecnie możliwą do oglądania jedynie z łodzi. Najważniejsza w archipelagu – La Maddalena – to wyspa w wyspie. Jej mieszkańcy posługują się dialektem i nie uważają się za Sardyńczyków. La Maddalena ma złożoną historię, ale nie aż tak znaną jak połączona z nią mostem Caprera, na której mieszkał i zmarł włoski bohater narodowy Giuseppe Garibaldi (1807–1882). Urozmaiceniem wycieczki po okolicy może być także przejażdżka konna po plażach, oferowana przez lokalną stadninę. Odwiedzenie archipelagu stanowi obowiązkową atrakcję podczas pobytu na magicznej Sardynii i jest niezapomnianą ucztą dla oka.

 

Elba

Trzecia co do wielkości włoska wyspa (ok. 224 km² powierzchni) położona nieopodal toskańskiego wybrzeża od lat przyciąga turystów o wysublimowanych gustach i wysokich wymaganiach oraz inspiruje artystów. Sławę zapewnił jej Napoleon Bonaparte (zesłany tu w 1814 r. po tym, jak został zmuszony do abdykacji). Elba to kolejny pachnący raj na ziemi. W powietrzu czuć na niej m.in. jaśmin, akację i rozmaryn. Krajobraz wyspy miejscami wygląda jak sielskie pejzaże Toskanii. Wśród wiecznie zielonych winnic, gajów oliwnych i lasów piniowych kryją się przepiękne plaże, niektóre do złudzenia przypominające północne wybrzeże Sardynii.

Koniecznie trzeba zobaczyć tutaj plażę Sant’Andrea, otoczoną granitowymi skałami przywołującymi na myśl archipelag La Maddalena. Ci, którzy wybierają się na Elbę ze względu na jej związki z cesarzem Napoleonem, powinni zwiedzić jego rezydencje: Villę dei Mulini (Palazzinę dei Mulini) w Portoferraio i letni dom w San Martino otoczony ogrodem z egzotycznymi roślinami. Do najładniejszych portowych miejscowości na wyspie należy Porto Azzurro, nieopodal którego znajduje się Laghetto di Terranera, sztuczne jeziorko będące pozostałością po kopalni i mieniące się tysiącem kolorów. Miłośników Toskanii, pastelowych barw i klimatycznych zakątków oczaruje Capoliveri, a lubiącym romantyczne spacery przypadnie do gustu wspomniane Portoferraio, 12-tysięczne zabytkowe miasteczko pełne schodów i wąskich uliczek, zbudowane przez potężną rodzinę Medyceuszy. Na Elbie warto odwiedzić również usytuowaną na południu Marinę di Campo. Znajdziemy w niej wszystko, co niezbędne do wymarzonego wypoczynku: piaszczyste plaże, pocztówkowe wybrzeże, urokliwe widoki oraz bary, kawiarnie i restauracje z doskonałym jedzeniem. Czarująca toskańska wyspa, nazywana „Królową Archipelagu” (La Regina dell’Arcipelago), stanowi nie lada gratkę dla geologów ze względu na ogromne zasoby minerałów. Wyrafinowane podniebienia na pewno zadowoli kieliszek aromatycznego wina aleatico podanego z lokalnym sztokfiszem w pomidorach lub marynowanymi sardelami. Tutejsza tradycyjna kuchnia opiera się na rybach i owocach morza. Ze względu na bogatą podwodną florę i faunę wyspa przyciąga także nurków. Niezapomniana panorama rozpościera się z twierdzy Volterraio (394 m n.p.m.) położonej w północno-wschodniej części lądu, niedaleko Portoferraio. Przesiąknięta legendami, pełna osobliwych zakątków, a wciąż jeszcze przyćmiona przez pobliską, tłumnie odwiedzaną Toskanię Elba może poszczycić się historią starszą niż Rzym i obfitością wpływów rozmaitych kultur. Mówi się, że to jedna z pereł z naszyjnika Wenus, który wpadł do morza. Samemu trzeba jednak sprawdzić, czy zasługuje na to miano. Przekazywana z rąk do rąk wyspa jest bardzo zróżnicowana, dlatego każdy znajdzie na niej coś dla siebie.

 

Plaża Sant’Andrea niedaleko przylądka o tej samej nazwie na zachodzie uroczej Elby

© ROBERTO RIDI/VISITELBA.INFO

 

Giglio

Podczas rejsu w styczniu 2012 r. kapitan statku wycieczkowego Costa Concordia uznał Giglio za na tyle atrakcyjną, że podpłynął do jej brzegów, ryzykując bezpieczeństwo pasażerów. Jednostka, jak wiadomo, zatonęła. Warto samemu się przekonać, co tak zachwyciło nierozważnego kapitana. Ta druga co do wielkości z Wysp Toskańskich (ok. 24 km² powierzchni), oddalona o ponad 50 km od Elby i słynąca z niezwykle bogatej flory i fauny morskiej, jest niezmiernie popularna wśród amatorów nurkowania. Mieszkańców podwodnego świata można obserwować też z brzegu. Spotkamy tu m.in. liczne kraby, jeżowce, małże, pławikoniki, samogłowy, graniki wielkie, kielczaki śródziemnomorskie, tuńczyki i rzadkie gatunki żółwi morskich.

Giglio stanowi również prawdziwy raj dla smakoszy. Koniecznie trzeba spróbować na niej wina ansonaco o bursztynowej barwie czy lokalnych słodkości, takich jak placek z migdałami lub figami (panficato), a do domu przywieźć słoiczek wybornego miejscowego miodu. Na zainteresowanie zasługują Giglio Castello, średniowieczne miasteczko wznoszące się na wzgórzu (405 m n.p.m.), oraz malownicze Giglio Porto. Od lat na wyspę chętnie przybywają osoby lubiące odpoczynek na łonie natury, gdyż całą jej powierzchnię (podobnie jak w przypadku sąsiedniej Elby) objętą ochroną przepięknego Parku Narodowego Wysp Toskańskich.

 

Capri

To miejsce uwielbiane przez turystów przede wszystkim ze względu na zapierające dech w piersiach krajobrazy. Capri bywa nazywana wyspą zakochanych. Zbudowana jest ze skał wapiennych, których biel idealnie łączy się z turkusem Morza Tyrreńskiego w Zatoce Neapolitańskiej. Tym, których zwabiła jaskiniami i formacjami skalnymi, na pewno spodoba się Lazurowa Grota (Grotta Azzurra). Otoczona aurą luksusu Capri od lat przyciąga najbogatszych ludzi ze świata show-biznesu, ponieważ znajdują na niej ciszę i spokój. Małe, urocze zatoczki zapewniają poczucie prywatności, a wśród gajów cytrynowych kryją się eleganckie posiadłości. Ze względu na tę popularność wśród osób ze śmietanki towarzyskiej wyspa zyskała sobie status najdroższej w Europie.

Piękno tutejszej przyrody idealnie oddają Ogrody Augusta (Giardini di Augusto). Poszukiwacze atrakcji historycznych powinni odwiedzić pałac cesarza rzymskiego Tyberiusza na szczycie Monte Tiberio (354 m n.p.m.) – Villę Jovis. Domy na Capri na tle jej górskich szczytów wydają się być wyjątkowo małe. Drogi wijące się między skałami przypominają serpentyny. Warto też wspomnieć o tutejszych plażach. Piasku na wyspie nie znajdziemy, ale woda ma w jej okolicy przepiękny kolor, który zawdzięcza kamienistemu dnu. Podczas spaceru po porcie, gdzie panuje elegancka atmosfera, należy spróbować lokalnego likieru limoncello. Capri to oaza spokoju, zajmuje powierzchnię zaledwie nieco ponad 10 km2. Jest jednak odwiedzana przez licznych turystów spędzających wakacje nad wybrzeżem w Amalfi, pragnących przenieść się na chwilę do ekskluzywnego świata.

 

Ischia

W archipelagu Wysp Flegrejskich leży starsza siostra urokliwej Procidy – Ischia (46,3 km² powierzchni). Zwie się ją zieloną wyspą, ale nie z powodu bujnej śródziemnomorskiej roślinności, jak twierdzi większość. Przydomek ten zawdzięcza występującym tu tufom wulkanicznym o dość nietypowym odcieniu zieleni. Turyści przybywają na Ischię skuszeni bogatą ofertą centrów uzdrowiskowych i źródłami termalnymi. Wyspa powstała w wyniku erupcji wulkanu. Pozostały po niej żyzne gleby i fumarole oraz bardzo charakterystyczna góra Epomeo (789 m n.p.m.). Z jej szczytu rozciąga się wspaniały widok na całą Zatokę Neapolitańską.

Tutejszy ogród La Mortella (Giardini La Mortella) swoją baśniową scenerią podbija serca wszystkich odwiedzających. Na powierzchni ok. 2 ha znajdują się w nim tropikalne rośliny, wodospady, jeziorka i fontanny. Co ciekawe, na tym terenie wydobywano kiedyś skałę wulkaniczną. Po przechadzce będącej ukojeniem dla duszy można odpocząć w rozległym kompleksie basenów termalnych Giardini Poseidon Terme.

Dostojny Zamek Aragoński (Castello Aragonese) z 1441 r. wznoszący się nad portem stanowi piękny plener do zdjęć. Turystów przyciąga także Torre di Guevara, wieża uchodząca za rzekome miejsce schadzek Michała Anioła i znanej poetki Vittorii Colonny, z którą miał mieć romans. Widoki jak z pocztówki odnajdziemy w Sant’Angelo, gdzie kolorowe domki rybackie tworzą wyjątkową oprawę dla ekskluzywnych butików. Na wyspie nie brakuje śladów osadnictwa greckiego, takich jak pochodząca z VIII w. p.n.e. nekropolia odkryta w dolinie San Montano. Na uwagę zasługują również tutejsze kościoły, a w szczególności Chiesa di Santa Maria del Soccorso w Forio. W okolicy tej świątyni można podziwiać spektakularne zachody słońca.

 

Procida       

Ukochana przez miliony Procida zdobywa serca turystów od pierwszych chwil pobytu na niej. Jest tęczowa jak Burano i urzeka widokami jak Ischia i Capri.

Aby podziwiać barwną panoramę wyspy z najlepszej perspektywy, należy wybrać się na jej najwyższy punkt zwany Terra Murata (91 m). Można z niego oglądać też całą Zatokę Neapolitańską. Na dłuższy spacer warto udać się na Vivarę. Ta przylegająca do Procidy wysepka o kształcie półksiężyca jest niezamieszkałym rezerwatem przyrody. Zachwyca tak intensywnym zapachem cytryn, że Emilio Pucci (1914–1992) nazwał pierwsze perfumy wypuszczone pod swoją marką właśnie Vivara. Na samej Procidzie koniecznie trzeba spróbować specjalnej, ogromnie słodkiej odmiany cytryn (limone procidano) dodawanych do sałatek, a także wykorzystywanych do produkcji lokalnych dżemów i trunków. Choć cała wyspa olśniewa kolorami, to za najpiękniejszą jej część uchodzi wyjątkowo nasłoneczniony port rybacki Marina Corricella. Co więcej, mieści się tutaj najstarszy instytut morski we Włoszech, kształcący kapitanów najważniejszych statków pasażerskich. Procida ma niewielką powierzchnię (tylko ok. 4 km2), ale turyści uwielbiają jej typowo południowy klimat.

 

Murano

Nietuzinkowa Murano (ok. 1,2 km² powierzchni) położona na Lagunie Weneckiej składa się właściwie z siedmiu wysepek połączonych ze sobą i słynie ze szklanych dzieł sztuki, cenionych na całym świecie. Najlepiej wybrać się na nią tramwajem wodnym przy okazji wizyty w Wenecji.

Obowiązkowym punktem podczas zwiedzania Murano jest znakomite muzeum szkła (Museo del Vetro), prezentujące eksponaty pochodzące nawet z VIII w. Koniecznie trzeba też zajrzeć do zakładów zajmujących się tworzeniem sztuki użytkowej, gdzie na własne oczy można zobaczyć dmuchanie i barwienie szkła. To niepowtarzalna atrakcja dla całej rodziny! Wartość wytwarzanych w tym miejscu szklanych przedmiotów wciąż wzrasta, szczególnie że z roku na rok powstaje ich coraz mniej. Technologię wytopu przezroczystego szkła odkryto tu już w XIII stuleciu i otaczano największą tajemnicą przez lata. Uwagę przykuwają szklane rzeźby będące projektami znanych artystów, wykonane przez lokalnych rzemieślników. Zdobią one ulice Murano. Stoją wśród kościołów i kolorowych domów. Nadają temu miejscu zupełnie inny charakter niż ma pobliska słynna Wenecja.

 

Widok na XIX-wieczną wieżę zegarową na Campo Santo Stefano na Murano

© ZBIGNIEW KRAJEWSKI

 

Burano

Na Lagunie Weneckiej znajduje się również Burano (zaledwie ok. 0,2 km² powierzchni). To zdecydowanie najbarwniejsza z włoskich wysp. Trudno się na niej powstrzymać, aby nie wyjąć aparatu fotograficznego. Co ciekawe, kolory domów narzucane są z góry przez gminę Wenecja-Murano-Burano, ale osiągnięty w ten sposób efekt cieszy oko. Poza tęczową zabudową ta malownicza wysepka słynie z produkcji koronek. Działa na niej zarówno szkoła, jak i muzeum koronkarstwa (Museo del Merletto). Burano przypomina z jednej strony starą wioskę rybacką, a z drugiej typowe włoskie miasteczko z rozwieszonym między budynkami praniem i kotami wylegującymi się na słońcu.

Spacer uliczkami tej wyspy to prawdziwa koloroterapia. Warto podejść do Kościoła św. Marcina (Chiesa di San Martino), do którego przylega krzywa dzwonnica z początków XVIII stulecia. Wyspa stanowi idealne schronienie przed tłumami turystów zalewającymi Wenecję. Najlepiej przypłynąć na nią rankiem, kiedy odbywa się tutaj lokalny targ rybny, a potem usiąść przy stoliku kawiarnianym i zamówić cappuccino oraz słodki obwarzanek bussolà, tradycyjny specjał z Burano.

 

Favignana

Najmniej popularna z całego przedstawionego zestawienia jest oddalona o ok. 7 km od zachodniego wybrzeża Sycylii Favignana. Tę największą wyspę z archipelagu Egadów (19,8 km² powierzchni) polecam objechać rowerem. Ponieważ większość turystów decyduje się właśnie na taką formę zwiedzania, drogi pełne są tu jednośladów. W krajobrazie zbudowanej z wapienia Favignany dominuje biel.

Na wyspie można zrelaksować się na piaszczystych plażach. Na wybrzeżu znajdują się też jaskinie o wyjątkowo romantycznych nazwach, takich jak Grota Westchnień (Grotta dei Sospiri) czy Grota Zakochanych (Grotta degli Innamorati). Jednak Favignana słynie przede wszystkim z połowów tuńczyka, które stanowią główne źródło dochodów jej mieszkańców. Osoby o mocniejszych nerwach mogą na własne oczy zobaczyć, jak łowi się te ogromne ryby. Najbardziej widowiskowe połowy odbywają się na przełomie maja i czerwca. Towarzyszą im wtedy tradycyjne pieśni lokalnych rybaków. Na szczycie najwyższego tutejszego wzgórza znajduje się Zamek św. Katarzyny (Castello di Santa Caterina). Można stąd podziwiać malowniczy archipelag, do którego należy Favignana.

***

Jak widać, włoskie wyspy to nie tylko kojarzona z mafią słoneczna Sycylia, pełna magii Elba, która oczarowała swoim naturalnym pięknem samego Napoleona, czy też zachwycająca Sardynia oblewana turkusowymi wodami. Ten niezmiernie atrakcyjny kraj może pochwalić się licznymi wspaniałymi zakątkami otoczonymi ze wszystkich stron wodą. Większość z nich leży na Morzu Tyrreńskim, lecz i na Adriatyku znajduje się kilka prawdziwych klejnotów. I choć nie wszystkie wyspy przyciągają białymi, piaszczystymi plażami czy licznymi zabytkami architektury, to ich zaciszne zatoczki zadowolą każdego, kto poszukuje spokoju i ciszy. Wyprawa na nie spodoba się także amatorom aktywnego wypoczynku, którzy mogą zdobywać szczyty, wchodzić na wulkany, odkrywać jaskinie, jeździć na rowerze, nurkować, surfować czy żeglować. Warto poza tym zwiedzać małe, urocze miasteczka i próbować lokalnych specjałów, w tym wyśmienitych win. Natura bardzo hojnie obdarzyła Włochy, dlatego podczas odwiedzin w tym kraju należy skorzystać z okazji i delektować się skarbami jego winnic, gajów i sadów. Oprócz tego każda włoska wyspa ma swój charakter i zachwyca widokami. To wszystko sprawia, że poznaje się je pełnią zmysłów, ale taka właśnie jest Italia. Absorbuje całą naszą uwagę, a w zamian daje nam tyle, że wciąż chcemy do niej wracać.

 

Wydanie Wiosna 2018

Na północ przez Litwę, Łotwę i Estonię

Drewniana kaplica w Kiernowie nad Wilią
Kernav - Laimonas Ciunys
© WWW.LITHUANIA.TRAVEL/LAIMONAS CIŪNYS

Potężne tallińskie średniowieczne mury obronne z basztami i bramami

panorama-tornidevaljak

© VISIT ESTONIA/KAUPO KALDA

Piękna fasada Domu Bractwa Czarnogłowych na Starym Mieście w Rydze

house-of-the-blackheads

© WWW.LATVIA.TRAVEL

KATARZYNA BYRTEK


Litwa, Łotwa i Estonia, choć na pierwszy rzut oka wydają się do siebie podobne, są jednak całkiem inne. Podróż po tych trzech bałtyckich krajach będzie z pewnością pełna porównań, ale też nietypowych atrakcji. Zwiedzanie parku z socjalistycznymi pomnikami i wyspy, na której rządzą kobiety, podziwianie mnóstwa wspaniałych secesyjnych budynków, spacer po bagnach i oglądanie białych nocy – to wszystko przeżyjemy podczas naszej wyprawy. Ruszamy na północ!

Więcej…

Słowenia – mały kraj wielkich win

LUCYNA LEWANDOWSKA

<< Istnieje takie państwo w Europie, w którym nic nie leży za daleko, a niemal wszystko jest po drodze. Z górskich szczytów widać w nim morze, blisko wybrzeża Adriatyku znajdują się liczne zapierające dech w piersiach jaskinie, a kawałek dalej – malownicze rejony winiarskie. To właśnie w niewielkiej Słowenii, dosłownie wciśniętej między Włochy, Austrię, Chorwację i Węgry, natura potrafiła zebrać wszystko to, co w niej najatrakcyjniejsze. >>

Więcej…