IT-11.jpg

Mauzoleum Tadź Mahal w Agrze upamiętnia żonę cesarza Szahdżahana

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA

 


Monika Skiba


Kto chce poznać prawdziwą potęgę natury, zobaczyć niezwykłe krajobrazy, zachwycić się pięknem architektury, a także potrzebuje duchowego ukojenia lub – przeciwnie – pragnie nasycić oczy intensywnymi kolorami i jest gotowy na zastrzyk życiowej energii, powinien pojechać do Indii. Ten kraj zadziwia, wywołuje różnorakie emocje, działa na wszystkie zmysły. Pozwala wyjść poza swoją strefę komfortu i równocześnie zajrzeć w głąb siebie. To naprawdę inny świat. 


Nie sposób opisać Indii jednym słowem, które oddawałoby w pełni ich charakter. Trzeba by było raczej użyć całego słownika różnych wyrazów i zwrotów, a i to nie wystarczyłoby pewnie do przedstawienia tego niezmiernie interesującego i barwnego państwa, pełnego kontrastów. Żyją w nim wciąż dawne tradycje i prastare rytuały. Podróż w te strony stanowi intensywne doświadczenie, sprawdza naszą dojrzałość, odporność na przeciwności losu i otwartość na inność.

Chyba każdy turysta z Europy podczas swojej pierwszej wizyty w Indiach wielokrotnie przeżywał szok kulturowy. Ludzie, zwyczaje, kuchnia, mozaika religijna, widoki, przyroda – wszystko to zaskakuje na każdym kroku. Tak też było w moim przypadku, gdy odbywałam prawie dwumiesięczną wyprawę po tym kraju.

Od morza do gór

To drugie po Chinach pod względem liczby ludności państwo na świecie leży w Azji Południowej. Mieszka w nim niemal 1,3 mld osób. Republikę Indii oblewają wody Zatoki Bengalskiej, Morza Andamańskiego, Arabskiego i Lakkadiwskiego. Od północy od reszty kontynentu azjatyckiego oddzielają ją potężne łańcuchy górskie – Himalaje i Karakorum.

               
Krajobraz zmienia się tutaj jak w kalejdoskopie. W Indiach znajdziemy prawie wszystko: od rozległych piaszczystych plaż na południu przez tropikalną dżunglę po ośnieżone szczyty na północy. Święta rzeka Ganges w porze monsunowej często wylewa. Dla odmiany na zachodzie, na granicy z Pakistanem rozciąga się pustynia Thar, znana również jako Wielka Pustynia Indyjska. Takich kontrastów odkryjemy mnóstwo.

               
Temperatura wody u wybrzeży kraju właściwie nie spada poniżej 25°C, jednak w kwietniu i maju upały stają się dość uciążliwe. Obfite opady przychodzą wraz z monsunem i trwają niemal wyłącznie latem, czyli podczas pory deszczowej (od końca maja do września). Dlatego do Indii najlepiej wybrać się zimą (od połowy listopada do marca). Z jednej strony unikniemy nieznośnego gorąca, a z drugiej – przeciągających się ulew.

Dla turysty

BE-01.jpg

Plaża Pulinkudi niedaleko Kovalam

©KERALA TOURISM/M. BALAN (WWW.KERALAPICTURES.COM)



Współcześnie podróżnicy spotykają się w ojczyźnie Hindusów z otwartością i gościnnością. W Indiach żyją wyznawcy hinduizmu, islamu, chrześcijaństwa, buddyzmu, judaizmu, zaratusztrianizmu, sikhizmu i dżinizmu. Wyróżnia się tu 22 języki regionalne i ok. 1600 dialektów, przy czym funkcję języków urzędowych w całym państwie pełnią hindi i angielski.

               
W trakcie wypraw po nieznanych rejonach zawsze trzeba zachować pewną ostrożność. Nie wszędzie bywa jednakowo bezpiecznie i nie o każdej porze. To samo dotyczy Indii. Według mnie do spokojniejszych regionów należy Kerala i południowo-zachodnia część kraju. W północnych obszarach można już czuć się trochę mniej pewnie. Bez względu na płeć odradzam jednak samotne zapuszczanie się w nowe miejsca czy spacery w późnych godzinach nocnych. Warto wychodzić grupką osób lub z przewodnikiem, który doskonale zna lokalne realia. Oczywiście, niebezpieczniej jest w większych miastach, ponieważ ogromne bogactwo miesza się w nich z wielką biedą. Mimo to nie znajdziemy tu raczej „zakazanych dzielnic”, znanych nam z Europy. Indie są naprawdę bezpiecznym państwem. Wystarczy jedynie odrobina ostrożności i zdrowego rozsądku i nie powinniśmy mieć podstaw do obaw przed podróżowaniem po tym olbrzymim kraju.

               
Przed wyjazdem dobrze odpowiednio zaplanować całą wyprawę – zadbać o ubezpieczenie turystyczne i kwestie zdrowotne, przygotować się na odmienne warunki klimatyczne, dowiedzieć się czegoś o rejonach, które chcemy odwiedzić, i panujących w nich zwyczajach. W ten sposób zminimalizujemy znacznie ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek.

               
Do Indii warto przyjechać na minimum 2 tygodnie. W ciągu takiej wycieczki zobaczymy całkiem dużo ciekawych miejsc, a jednocześnie jej koszt nie nadwyręży znacząco naszego budżetu. Jeśli wybieramy się na wyjazd grupowy z rodziną, znajomymi czy przyjaciółmi, możemy spróbować zorganizować go samodzielnie, ale już w przypadku wyprawy w pojedynkę polecam zajrzeć do dobrze zorientowanego biura podróży. Ja znałam właścicieli jednej z lokalnych agencji i korzystałam z usług przewodników. Dzięki temu nie tylko trafiałam do zakątków mniej dostępnych dla turystów, lecz także mogłam liczyć na lepsze ceny i nie traciłam czasu na dodatkowe poszukiwania. Co jeszcze ważniejsze, ze względu na towarzystwo osoby doskonale znającej okolicę miałam poczucie większego bezpieczeństwa.

               
Trzeba sobie też zdawać sprawę z tego, że w tym kraju zwykła krowa to stworzenie święte dla Hindusów. Symbolizuje ona płodność, obfitość i matkę karmicielkę. Te zwierzęta spotkamy prawie wszędzie, nawet na najbardziej ruchliwych ulicach. Od pewnego czasu jednak swobodne wędrówki krów ogranicza się w dużych nowoczesnych aglomeracjach takich jak 22-milionowe Nowe Delhi. Za święte uchodzą również węże, przeważnie kobry. Kojarzone są z dobrobytem i płodnością. Poza tym szczególną czcią otacza się figowiec bengalski i drzewo mango – symbol miłości.

               
W trakcie zwiedzania Indii należy koniecznie zajrzeć na targ i choć raz spróbować ponegocjować ze sprzedawcą. Hindusi żyją gwarną atmosferą bazarów. Uwielbiają się targować i cenią klientów o podobnych upodobaniach. Dania hinduskiej kuchni smakują jak żadne inne na świecie. Bywają zazwyczaj bardzo ostro doprawione, ale są przepyszne.

Na południe

Niezmiernie interesująca, choć ciągle mało znana i pełna niespodzianek jest południowa i południowo-zachodnia część Indii. W odróżnieniu od większości turystów ja zaczęłam swoją pierwszą podróż właśnie od leżącego tutaj stanu Kerala, aby później dotrzeć do tzw. Złotego Trójkąta. Taka kolejność wpłynęła – oczywiście – na moje obecne postrzeganie tego kraju. Już od momentu wylądowania na międzynarodowym lotnisku w Koczin byłam pod wielkim wrażeniem współistnienia różnorodnych poglądów, religii, tradycji i obyczajów.

               
Nazwa stanu Kerala pochodzi według pewnych teorii od słów kera („palma kokosowa”) i alam („ziemia”). Rolę jego stolicy odgrywa Thiruvananthapuram (Triwandrum). Obszar tego regionu administracyjnego rozciąga się wzdłuż pięknego Wybrzeża Malabarskiego nad Morzem Arabskim. Ten malowniczy zakątek Indii słynie ze wspaniałych plaż i wysmukłych palm, lasów mangrowych, rozlewisk rzek i sieci kanałów. Tutejsze liczne ekskluzywne kurorty zapewniają błogi wypoczynek i oferują wszelkiego rodzaju specjalistyczne zabiegi ajurwedyjskie. W głębi lądu znajdują się Ghaty Zachodnie, pasmo górskie zamieszkane przez dzikie zwierzęta, m.in. tygrysy, makaki lwie, lamparty, gaury czy słonie indyjskie. Na jego stokach uprawia się herbatę, kawę i przyprawy. Kerala graniczy z Tamilnadu na wschodzie i Karnataką na północnym wschodzie. W jej granicach leży także dystrykt terytorium związkowego Puducherry (byłej kolonii francuskiej) – Mahé, złożony z trzech enklaw.

               
Ten stan szczyci się najwyższą w Indiach liczbą piśmiennych obywateli (ok. 94 proc.). To wcale nie znaczy, że łatwiej znaleźć w nim osobę mówiącą płynnym angielskim. Hinduska wersja tego języka jest dosyć specyficzna z uwagi na akcent i dialekty, które występują w danym regionie. Przez to czasami trudno porozumieć się z miejscowymi i wymaga to sporej cierpliwości. Pozytywnie zaskakuje tu fakt pokojowego współżycia przedstawicieli różnych religii: hinduistów, muzułmanów, chrześcijan i żydów. Kerala należy do tych obszarów Indii, które mogą pochwalić się najwyższym poziomem służby zdrowia i oświaty. Poza tym dysponuje dobrą infrastrukturą drogową.

Wśród rzek i jezior

BW-07.jpg

Rejs łodzią kettuvallam po jeziorze Punnamada w regionie Kuttanad

©KERALA TOURISM/M. BALAN (WWW.KERALAPICTURES.COM)



Ta dużo spokojniejsza część kraju bardzo różni się od reszty Republiki Indii. Słynie z niezmiernie bujnej tropikalnej roślinności, w tym gajów kokosowych, wspaniałych parków narodowych i krajobrazowych, plantacji przypraw, pięknych piaszczystych plaż ciągnących się kilometrami czy tajemniczych rozlewisk (backwaters). To te ostatnie właśnie stanowią jedną z największych indyjskich atrakcji turystycznych. Znany keralski region zajmuje znaczny obszar graniczący z Morzem Arabskim, poprzecinany tysiącami kanałów, 38 rzekami i 5 dużymi jeziorami (wieloma małymi). W tym fantastycznym labiryncie toczy się normalne życie jego mieszkańców – istnieją wioski, kwitnie handel, wznoszą się świątynie, uprawia się ryż czy pasie krowy. Po rozlewiskach można podróżować statkami turystycznymi, publicznymi promami, prywatnymi czółnami z wioślarzem albo łodzią typu house boat z kapitanem, nazywaną tutaj kettuvallam. Do najważniejszych miejscowości na trasie należą Koczin, Alappuzha, Kottayam i Kollam.

               
Kerala oferuje poza tym szereg innych atrakcji – od przepysznej południowoindyjskiej kuchni począwszy, przez tradycyjny styl teatru-tańca kathakali, a na plantacjach herbaty oraz ogrodach z ziołami i przyprawami (gdzie nabędziemy te naturalne specjały) skończywszy. W tym stanie organizuje się z wielkim rozmachem liczne święta religijne i festiwale kulturalne. Najciekawsze z nich to hinduistyczne święto światła Diwali (Deepavali), wypadające w październiku–listopadzie, wiosenny festiwal kolorów, radości i miłości Holi (koniec lutego lub marzec) czy święto boga z głową słonia Ganeśa – Ganeś Ćaturthi, znane tu jako Lamboodhara Piranalu (przełom sierpnia i września).

Dobroczynna ajurweda

Jeśli chcemy odbyć autentyczną kurację ajurwedyjską w kraju, z którego pochodzi tenstarożytny system terapeutyczno-leczniczy, musimy koniecznie wybrać się do Kerali. Ta medycynaniekonwencjonalna ma w tym regionie wyjątkowo długą tradycję. Ajurwedę praktykujesię już od ok. 5 tys. lat, a zdobyła sobie uznanie na całym świecie. Zakłada, że w ludzkim organizmie współdziałają ze sobą 3 typy energii, tzw. dosze.Indywidualną terapię dobiera się w zależności od tego, jakie ich połączenie występuje u danej osoby. Kerala jest też idealnym miejscem na tego typu kurację ze względu na swoje malownicze krajobrazy.Zabiegi ajurwedyjskiewykonywane w bajecznym otoczeniu słonecznych plaż, błękitnych lagun i szmaragdowych rozlewisk potrafią ukoić wszystkie zmysły.

               
Wybrzeże Malabarskie wypełnia bardzo rozbudowana sieć hoteli (także luksusowych), willi, apartamentów i pensjonatów, które zapewniają spokojny odpoczynek z dala od zgiełku miast. Przepiękne piaszczyste plaże ocienione lasami palmowymi robią niesamowite wrażenie. Warto wybrać się na nie na spacer o wschodzie lub zachodzie słońca. Polecam również zajrzeć do miejscowych wiosek rybackich, których mieszkańcy krzątają się przy swoich tradycyjnych łódkach, przygotowując je do połowów.

W stolicy Kerali

Festival-_Holi.jpg

Wiosenne święto radości i miłości – Holi, zwane też Festiwalem Kolorów

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA



Funkcję stolicy stanu pełni Thiruvananthapuram, położone po zachodniej stronie wybrzeża, prawie na samym krańcu trójkątnego Półwyspu Indyjskiego. Stanowi największy ośrodek Kerali (ok 1 mln mieszkańców). Już ponad 3 tys. lat temu rozwinął się tutaj handel. Sprzedawano przede wszystkim przyprawy, drzewo sandałowe i kość słoniową. W mieście znajduje się wiele siedzib instytucji rządowych, organizacji i firm. Dużą wagę przywiązuje się też do edukacji. Działają tu m.in. Uniwersytet Kerala, różne szkoły informatyczne i centrum kosmiczne Vikram Sarabhai Space Centre (VSSC). Poza tym w keralskiej stolicy funkcjonuje również rozbudowany Technopark, w którym znajduje zatrudnienie aż 46 tys. specjalistów.

Współcześnie Thiruvananthapuram jest głównym ośrodkiem handlu pieprzem, koprą i kauczukiem. Rozwija się w nim przemysł włókienniczy, drzewny, spożywczy i chemiczny, a także rzemiosło (produkcja wyrobów z kości słoniowej i palmy kokosowej). Miasto coraz chętniej odwiedzają turyści, którzy odpoczywają na pięknych plażach, usytuowanych na południe od centrum, zaglądają do zoo czy zwiedzają muzea i stare świątynie. Do posiłku można tutaj zamówić najbardziej znane indyjskie piwo Kingfisher. Serwuje się je w każdym hotelu i barze.

Miasto na wyspach

Z kolei niemal 650-tysięczny port Koczin, znany jako „Królowa Morza Arabskiego”, leży tak na stałym lądzie, jak i okolicznych wysepkach. Jego bogate tradycje handlowe sięgają 700 lat wstecz. Dostrzeżemy tu przenikające się wpływy kultury hinduskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej i judaistycznej. Warto złożyć wizytę w dzielnicy żydowskiej (Jew Town) z doskonale zachowaną Synagogą Paradesi zbudowaną w XVI w. 

               
Podczas pobytu w Koczin dużo przyjemności sprawi nam spacer po historycznej części miasta i odwiedzanie świątyń należących do różnych religii. Rozstawione wzdłuż promenady stragany kuszą przechodniów świeżo złowionymi rybami i owocami morza. Na nabrzeżu zobaczymy, jak działają chińskie sieci rybackie. Ich konstrukcja nie zmieniła się od przeszło 600 lat, czyli od czasu, kiedy je zaprojektowano. W miejscowych knajpkach można zamówić danie z produktów, które wcześniej kupiliśmy u rybaków. Okoliczne restauracje przygotowują prawie wszystko, co przyniesie klient. W koszt posiłku wliczone są sałatka i frytki lub ryż. Jeżeli zechcemy zaopatrzyć się w pamiątki, powinniśmy zdecydować się na lokalne wyroby rękodzielnicze. Znajdziemy tutaj spory wybór przedmiotów w atrakcyjnych cenach. Warto odwiedzić też majestatyczną Bazylikę św. Krzyża (Santa Cruz Basilica), wzniesioną przez Portugalczyków na początku XVI stulecia, zniszczoną przez Brytyjczyków pod koniec XVIII w. i ostatecznie zrekonstruowaną, a następnie ponownie konsekrowaną w listopadzie 1905 r.

               
Architektoniczną perełkę tego rejonu Indii stanowi historyczny drewniany pałac Padmanabhapuram – jeden z najlepiej zachowanych przykładów tradycyjnych budowli regionu Kerala. Wprawdzie obiekt leży obecnie na terytorium sąsiedniego stanu Tamilnadu, ale nim samym i jego terenem zarządzają keralskie władze.

               
Jeżeli wizytę w Kerali zaplanujemy jako ostatni etap podróży po tym południowoazjatyckim kraju, to pozwoli nam ona odpocząć od wszechobecnego w nim zgiełku i otaczających nas tłumów ludzi. Niewielkie urocze sklepy, hotele i knajpki tworzą niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Wśród kolonialnej zabudowy wypełniającej wąskie kolorowe uliczki na chwilę zapomnimy, jak potrafi wyglądać codzienne życie Hindusów.


Portugalskie pozostałości

Goa uchodzi za typowy region wypoczynkowy, do którego również mieszkańcy Indii przyjeżdżają na miesiąc miodowy czy rodzinne wakacje. Do grudnia 1961 r. było ono kolonią portugalską. Co ciekawe, w stanie mieszka stosunkowo wielu chrześcijan (ponad 25 proc.), dlatego ma on dość europejski charakter. Może się także pochwalić dobrze rozwiniętą infrastrukturą turystyczną i bazą hotelową (od chat bambusowych po luksusowe bungalowy i 5-gwiazdkowe ośrodki). Ten niewielki okręg administracyjny (3700 km² i 1,5 mln ludności) należy do najczystszych w kraju i najmniej indyjskich. Świadczą o tym np. rozpowszechnienie zwyczaju sjesty czy fakt, że miejscowe kobiety częściej noszą spódnice niż sari.

               
Różnorodne plaże Goa (Majorda, Anjuna, Arambol, Baga, Candolim, Chapora, Dona Paula, Morjim, Vagator, Palolem, Colvá i Calangute) przypadną do gustu zarówno amatorom zabawy do świtu, jak i miłośnikom pustych przestrzeni. Turystów przyciągają jednak do tego stanu nie tylko wspaniałe wybrzeże, ale też charakterystyczne portugalskie kościoły i architektura w Starym Goa (Velha Goa), wpisanym w 1986 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Barokowa Bazylika Dobrego Jezusa (Basílica do Bom Jesus) z lat 1594–1605 jest jedną z najstarszych katolickich świątyń w Indiach.

Daleka północ

Hinduskie miasta same w sobie są pomnikami kultury. Liczba i jakość zabytków północnych Indii zadziwiają nawet bardzo doświadczonych podróżników. Większość z nich pochodzi z okresu panowania Wielkich Mogołów (od XVI do XIX w.), którzy zbudowali na tych terenach potężne imperium, wznosili majestatyczne budowle i tworzyli podwaliny znanego nam obecnie państwa. Do dziś podziw budzą złote i brązowe posągi Buddy i Śiwy. Aby poczuć klimat Indii, aurę ich religijności i mistycyzmu, należy odwiedzić hinduskie świątynie. Medytujący mnisi wzbudzą w nas potrzebę filozoficznej refleksji. Jeśli chcemy zobaczyć codzienne życie Hindusów, powinniśmy wybrać się na wycieczkę po mieście i koniecznie zajrzeć na lokalne targowisko. Od razu zostaniemy zalani tysiącem barw, różnorodnością dźwięków, mnóstwem pamiątek, kolorowych ubrań, dywanów, sukien, biżuterii i ceramiki oraz zapachem regionalnych przysmaków. Na ulicach ujrzymy piękne kobiety odziane w błyszczące sari i mężczyzn w turbanach na głowach, a zewsząd rozbrzmiewać będzie melodyjny język hindi.

Delhi było stolicą Sułtanatu Delhijskiego (1206–1526) i Imperium Wielkich Mogołów (od 1649 do 1857 r.). W czasach Indii Brytyjskich głównym ośrodkiem władzy (od 1858 do 1911 r.) stała się Kolkata (Kalkuta). Jej dominacja trwała aż do ufundowania w grudniu 1911 r. Nowego Delhi, które przejęło funkcję miasta stołecznego. Razem z historycznym Delhi, zamieszkiwanym już od VI w. p.n.e., tworzy ono jeden organizm. Każde z nich ma jednak zupełnie inny charakter. Stare Delhi, dawne centrum muzułmańskiego państwa indyjskiego, zamieszkują Hindusi. Na jego obraz składają się chaotyczna zabudowa i ciasne, kręte uliczki. Nowy rejon miasta jest uporządkowany architektonicznie. Osiedlają się w nim zamożniejsi obywatele i goście z zagranicy, którzy zakładają tu swoje firmy bądź pracują w międzynarodowych korporacjach, miejscowych przedsiębiorstwach i bankach.

Złotym Trójkątem nazywa się obszar rozciągający się pomiędzy trzema miastami – Delhi, Dźajpurem (Jaipurem) i Agrą. Ze wszystkich części Indii to on cieszy się największą popularnością wśród turystów, szczególnie tych, którzy pierwszy raz przyjeżdżają do tego kraju. Na trasie łączącej wspomniane ośrodki leżą zarówno liczne zabytki z czasów dawnych władców, jak i zwykłe spokojne wioski. Za najwspanialszy skarb Złotego Trójkąta uważa się mauzoleum Tadź Mahal, nazywane „świątynią miłości”.

Mauzoleum cesarzowej

Od 1526 r. (z małymi przerwami) do połowy XVII w. Agra grała rolę stolicy państwa Wielkich Mogołów. Z tego właśnie okresu pochodzą wspaniałe budowle przyciągające podróżników ze wszystkich stron świata.

               
Tadź Mahal został wzniesiony z polecenia cesarza Szahdżahana (1592–1666) w latach 1632–1653 ku czci jego ukochanej żony Mumtaz Mahal, która zmarła zaraz po urodzeniu ich 14 dziecka. Mauzoleum jest przykładem eklektycznego stylu mogolskiego łączącego elementy muzułmańskie, perskie i indyjskie. W lipcu 2007 r. uznano je za jeden z 7 Nowych Cudów Świata. Sam cesarz planował podobno wznieść dla siebie replikę grobowca, dla odmiany z czarnego marmuru, po drugiej stronie rzeki Jamuny. Ostatecznie pochowano go jednak również w Tadź Mahal. Kompleks budowano przez ponad 20 lat, a w pracach uczestniczyło ok. 20 tys. ludzi. Biały marmur przywożono na setkach słoni z odległej o 380 km Makrany w Radżastanie, a wyselekcjonowane drogocenne kamienie do inkrustowania elementów roślinnych sprowadzano z Chin, Tybetu, Afganistanu, Sri Lanki czy Półwyspu Arabskiego.

               
Szahdżahana obalił jego syn Aurangzeb (1618–1707), który uwięził ojca w 1658 r. na 8 lat w Czerwonym Forcie w Agrze. Jak głosi legenda, zdetronizowany władca spoglądał stąd na dzieło swojego życia, miejsce wiecznego spoczynku ukochanej żony. Umarł w wieku 74 lat. Sama twierdza, która spełniała początkowo funkcje obronne, z czasem stała się rezydencją cesarską.

               
Nieopodal Agry, na pustyni znajduje się opuszczone miasto Fatehpur Sikri, ufundowane w 1569 r. przez cesarza Akbara (1542–1605). Służyło ono w latach 1571–1585 jako stolica Imperium Wielkich Mogołów. Otoczony murami ośrodek został porzucony przez mieszkańców prawdopodobnie z braku wody. Do dziś zachowało się w bardzo dobrym stanie wiele tutejszych budowli, m.in. ruiny łaźni, Brama Zwycięstwa (Buland Darwaza), fragmenty budynków mieszkalnych, Wielki Meczet (Jama Masjid), Dom Kultu (Ibadat Khana), Sala Audiencji Prywatnych (Diwan-i-Khas) czy Pałac Pięciu Pięter (Panch Mahal).

Podwójne miasto

Po śmierci żony Szahdżahan przeniósł stolicę imperium do Delhi. Od jego imienia nazwę bierze również zbudowane przez niego tzw. siódme miasto Delhi – Szahdżahanabad (dziś nazywane Starym Delhi). Powstał tutaj wówczas najbogatszy rynek ówczesnego świata, czyli Chandni Chowk. Obecnie jest to główne centrum tego starego ośrodka. W trakcie spaceru po nim przejdziemy szybki kurs negocjacji z hinduskimi handlarzami, miniemy mnóstwo straganów i sklepów, tłumy Hindusów, wiele riksz, dostrzeżemy panujący wokół bałagan i przesiąkniemy zapachem palących się kadzideł. Tego wszystkiego nie doświadczymy w Nowym Delhi. Z uwagi na to, iż ta część miasta była stolicą muzułmańskich Indii między XVII a XIX w., natkniemy się w niej też na liczne meczety.

            
Zbudowany przez Brytyjczyków nowy ośrodek prezentuje zupełnie inne założenie architektoniczne. Znajdują się w nim szerokie ulice, wspaniałe parki, nowoczesna dzielnica w stylu brytyjskim z muzeami, centrum bankowym, biznesowym i turystycznym (Connaught Place), Brama Indii (42-metrowy łuk triumfalny poświęcony poległym w I wojnie światowej i w walkach z Afganistanem żołnierzom indyjskim, wieńczący drogę królewską Rajpath), a także hinduistyczna Świątynia Lakszmi Narajany wzniesiona ku czci boga Wisznu i jego małżonki, bogini szczęścia, bogactwa i piękna Lakszmi.

               
Kiedy cesarz Szahdżahan zdecydował się przenieść stolicę z Agry do Delhi, zlecił wybudowanie w nim Czerwonego Fortu (Lal Qila). Miał on odgrywać rolę rezydencji cesarskiej. Nazwa obiektu pochodzi od koloru jego ścian. Pierwotnie budowla leżała wzdłuż rzeki Jamuny, która służyła za fosę. Dziś jej koryto znajduje się ok. 1 km od murów. Czerwony Fort jest również symbolem uzyskania niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1947 r. Kompleks otacza park z licznymi fontannami i małymi pawilonami do wypoczynku. Każdego wieczoru odbywa się tu przedstawienie typu światło i dźwięk opowiadające o znaczących wydarzeniach z historii Indii.

               
Narodowe Terytorium Stołeczne Delhi, podobnie jak inne hinduskie metropolie, warto odwiedzić jeżeli nie dla architektury, to ze względu na smaczną indyjską kuchnię i niesamowitą atmosferę tego miasta zamieszkanego przez miliony ludzi z rozmaitych kast, warstw społecznych i wyznających różne religie. Piękne pałace i wille z ogrodami sąsiadują w nim z dzielnicami biedy. Najlepszy sposób na zwiedzanie stanowi w tym przypadku zagłębienie się w zatłoczone uliczki kipiące życiem przez cały dzień.

Pałac maharadży

Dźajpur (Jaipur), stolica Radżastanu, leży ok. 260 km na południowy zachód od Delhi. Z uwagi na kolor budynków bywa nazywany „Różowym Miastem”. Mieszka w nim niemal 4 mln ludzi. Na zainteresowanie zasługują tutaj przepiękne historyczne centrum, liczne kompleksy pałacowe, forty i bazar z wyrobami jubilerskimi.

               
Najważniejszym zabytkiem w Dźajpurze jest Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) z 1799 r. Jego budowę zainicjował maharadża Sawai Pratap Singh (1764–1803). Rezydencja miała być podobno przeznaczona dla jego żon i umożliwić im obserwowanie z ukrycia codziennego życia mieszkańców, ponieważ zgodnie z obyczajem nie mogły pokazywać się one publicznie. Tuż obok wznosi się obserwatorium astronomiczne (Jantar Mantar) z I połowy XVIII w. W Dźajpurze warto oprócz tego zobaczyć Pałac Miejski, Fort Nahargarh, park połączony z zoo, Galerię Sztuki Juneja, Świątynię Garh Ganesh i Muzeum Indologii, w którym obejrzymy prywatną kolekcję przedmiotów ludowych i manuskryptów.

 

Artykuły wybrane losowo

W Andaluzji, gdzie zawsze świeci słońce

Monika Bień-Königsman

www.hiszpanskiesmaki.es

 

« Na południu Hiszpanii znajduje się miejsce niezwykłe. Jego historię opowiadają różne narody, a ich opowieści tworzą mieszankę barwną i fascynującą. Ta kraina kojarzy się ze światem z „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Wpływy arabskie przyczyniły się tu do powstania zjawiskowej architektury i ciekawej kultury, w tym wyśmienitej kuchni. Nie można także zapominać o mieszkających w tym regionie ludziach, którzy przybyszy witają z uśmiechem na ustach. Ze względu na swój towarzyski charakter nie zamykają się w domach, ale wychodzą na ulice, do barów tapas i klubów z muzyką. Radością życia i ochotą do zabawy potrafią zarazić każdego. »

Więcej…

Pod błękitnym niebem magicznej Toskanii

 

PAWEŁ WIŚNIEWSKI

 

Mieszkańcy pełnej magii Toskanii mówią, że mają wszystko – od wysokich gór na północy, ze śniegiem w zimie (Apenin Toskański), przez bardzo żyzne rolnicze obszary Valdery, którymi spływa do Morza Liguryjskiego rzeka Arno, po przepiękne tereny nadmorskie ciągnące się od granic Ligurii i do prowincji Grosseto na południowych krańcach regionu. Poza tym są tu jeszcze malownicze Wyspy Toskańskie, na czele z Elbą, objęte ochroną w ramach parku narodowego. W opinii Toskańczyków trudno więc doszukiwać się choćby odrobiny przesady.

Więcej…

Macedonia – nieodkryte Bałkany

 

Kinga Nowotniak

www.odkrywamyinterior.pl

 

 W porównaniu ze swoimi bałkańskimi sąsiadami Macedonia jest w Polsce stosunkowo mało popularna. Uchodzi raczej za kraj tranzytowy w drodze do Grecji. Polacy ignorują ją jednak bardzo niesłusznie, bo znajduje się tu znacznie więcej niż tylko ładne górskie widoki, jakie rozpościerają się z autostrady wiodącej do przejścia granicznego.

 

Choć może to się wydać zaskakujące, do Macedonii całkiem łatwo dotrzeć z Polski samochodem (odległość z Warszawy do Skopje wynosi ponad 1500 km). Praktycznie całą drogę pokonamy autostradami, co znacznie skraca czas podróży i czyni ją dużo wygodniejszą. Już na miejscu z pewnością docenimy wybór tego właśnie środka lokomocji. Dzięki własnemu autu dojedziemy do najbardziej nawet oddalonych rejonów. Jest to o tyle istotne, że główną atrakcją Macedonii są małe miasteczka i wsie oraz nie naznaczona ludzką obecnością przyroda. Niestety, jeśli nie będziemy się poruszać po kraju samochodem, zwiedzanie okaże się nieco trudniejsze. O ile do większych miast dostaniemy się autobusami, o tyle w przypadku niewielkich miejscowości musimy korzystać z taksówek (a i tymi nie wszędzie dotrzemy).

 

Osobom, które zdecydują się na podróż samolotem, pozostaje wypożyczenie auta na miejscu. Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, to na pewno warto je wynająć. Do macedońskiej stolicy Skopje nie ma na razie bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Zarówno tradycyjni przewoźnicy, jak i ci niskobudżetowi oferują loty z przesiadkami. Zdarzają się jednak nawet takie super promocje, w ramach których dolecimy na skopijskie lotnisko już za ok. 200–300 zł. Możemy też dotrzeć bezpośrednio do Belgradu, stolicy Serbii, i w nim wypożyczyć samochód na wyprawę do Macedonii. Oczywiście, zostaje nam jeszcze wycieczka autobusem. Poza tym z naszego kraju samoloty kursują bezpośrednio do Sofii w Bułgarii. Stąd autobusem lub autem również przekroczymy macedońską granicę. Niestety, ze względu na drogi podróż nie będzie tak wygodna jak z Belgradu, z którego do Skopje prowadzi całkiem przyzwoita autostrada.

 

Miasto pomników

 

Niezależnie od wybranego środka transportu, zwiedzanie warto zacząć od macedońskiej stolicy. Często zwycięża ona w rankingach na najbrzydsze i najmniej ciekawe miasto stołeczne na świecie. Jednak mimo wielu negatywnych opinii Skopje ma swój osobliwy urok, na który składają się m.in. tysiące pomników w zasięgu wzroku. To zdecydowanie niedoceniane miejsce.

 

Nagromadzenie rozmaitych monumentów jest efektem projektu Skopje 2014, na realizację którego wydano ponoć ponad 500 mln euro (!). Najwięcej pieniędzy przeznaczono na posągi większości macedońskich postaci historycznych. Projekt miał na celu zmodernizowanie miasta i nadanie mu nowego wyglądu, który przyciągnąłby turystów. W lipcu 1963 r. aż ok. 80 proc. zabudowy stolicy Macedonii zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Skopje trzeba było zaprojektować praktycznie od nowa. O 40 latach borykania się ze skutkami tego tragicznego wydarzenia przypomina pomnik wystawiony w centrum, w pobliżu Muzeum Miasta Skopje. Ten monument architektonicznie jeszcze się broni, ale nie można już tego powiedzieć np. o rzeźbach innych naturalistycznie przedstawionych postaci. Twarze bohaterów macedońskich patrzą na turystów i mieszkańców z każdego budynku rządowego i z kilku mostów przewieszonych nad rzeką Wardar. Spacer po stolicy to odkrywanie coraz to nowych pomników porozrzucanych po całym mieście. Warto je zobaczyć ze zwykłej ciekawości, bo same w sobie nie przedstawiają raczej zbyt dużej wartości artystycznej.

 

Po zwiedzaniu współczesnej części Skopje najlepiej wyruszyć na poszukiwania atmosfery dawnych czasów. Znajdziemy ją w rejonie noszącym nazwę Stary Bazar (Stara čaršija), gdzie łatwo zgubić się wśród wąskich uliczek, wzdłuż których ciągną się sklepy z antykami i małe manufaktury macedońskich rzemieślników. Z witryn spoglądają na turystów manekiny ubrane w cekinowe suknie balowe zaprojektowane według lokalnych kanonów mody, ale również wspaniałe dzieła tutejszych jubilerów. Ich umiejętności w wytwarzaniu srebrnej biżuterii budzą zachwyt, ceny są jednak adekwatne do wysokiej jakości wyrobów. Stary Bazar to także najlepsze miejsce na spróbowanie narodowej potrawy Macedonii – tawcze grawcze. Ta zapieczona w glinianej miseczce fasola z cebulą i czerwoną papryką w intensywnie pomidorowym sosie serwowana z dodatkiem mięsa przypomina trochę fasolkę po bretońsku. W wersji macedońskiej, zgodnie ze starym zwyczajem, zapiekana jest w piecach w naczyniach z pewnością zakupionych u tutejszych handlarzy. Wszystkie miski mają prawdopodobnie swoje dzieje, a jedli z nich zarówno turyści, jak i miejscowi Bośniacy, Turcy, Serbowie, Romowie i Albańczycy, którzy mieszkają w okolicznych niskich domkach stojących wzdłuż wąskich uliczek. Tawcze grawcze warto zagryźć świeżym chlebem i popić białym winem Smederevka z regionu winiarskiego Tikveš.

 

Latem temperatury w Macedonii bywają wysokie, dlatego dla ochłody można wybrać się do kanionu Matka (po macedońsku Łono), położonego nie tak daleko od stolicy. Znajduje się w nim jezioro o tej samej nazwie. Tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem, powstałym po wybudowaniu w 1937 r. zapory na rzece Treska. Z jednej strony kanionu wznoszą się wysokie zbocza góry Wodno (1066 m n.p.m.), a z drugiej – strome ściany masywu Osoj (Kowaczica). Wzdłuż jeziora prowadzi wykuta w skałach ścieżka, którą dochodzi się aż do zapory. Oprócz tego można tu wsiąść w romantyczną łódkę i popłynąć do jednej z najgłębszych jaskiń w Europie – Wrelo (Vrelo). Do kanionu dostaniemy się zarówno autobusem miejskim, jak i… na dwóch kółkach! Z wynajęciem tego ostatniego środka transportu nie powinno być problemu, bo w Skopje funkcjonuje miejski system wypożyczania rowerów z dość symbolicznymi opłatami. Trasa nad jezioro Matka jest bezpieczna, a kierowcy samochodów, inaczej niż w sąsiednich krajach bałkańskich, są tutaj przyzwyczajeni do rowerzystów.

 

Warto też wybrać się na pieszą wycieczkę na wspomnianą już górę Wodno, która znajduje się zaraz obok południowo-zachodniej granicy stolicy i stanowi naturalną barierę oddzielającą ją od akwenu w kanionie. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama miasta i okolicy. Stoi na nim również ogromny Krzyż Milenijny (66 m), wyższy od słynnej figury Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro w Brazylii i podobnego pomnika z polskiego Świebodzina. Ma on upamiętniać 2000 lat rozwoju chrześcijaństwa w Macedonii i na świecie oraz symbolizować wejście w nowe tysiąclecie. Albańczycy, którzy są znaczną grupą wśród obywateli republiki (ponad 25 proc. całej populacji), uważają jednak, że monumentalna konstrukcja jest znakiem niechęci prawosławnej społeczności południowosłowiańskiej (stanowiącej w kraju większość) do muzułmańskiej mniejszości pochodzenia albańskiego. Ten pogląd nie wydaje się bezpodstawny, bo krzyż postawiono w 2002 r., tuż po zakończeniu konfliktu zbrojnego w Tetowie.

 

Charakterystyczny obiekt na szczycie góry pełni poza tym bardzo praktyczną funkcję. Uchodzi za najlepszy drogowskaz podczas spacerów po Skopje i wręcz uniemożliwia zgubienie się w mieście. Nocą podświetlony krzyż błyszczy na niebie niczym gwiazda i jest z daleka widoczny z autostrady, dzięki czemu służy jako punkt orientacyjny. Ze względu na tę rolę przypomina latarnię morską, ale umieszczoną w głębi lądu. Z samym wzniesieniem wiąże się pewna ciekawostka. Podobno jego rejon jeszcze niedawno był powszechnie znany jako popularne miejsce dla par umawiających się na seks w samochodzie. Lokalne władze wprowadziły kilka lat temu nawet specjalny zakaz takich aktywności w tej okolicy, za którego złamanie grozi kara pieniężna do 1500 euro. Zwyczaj przyjął się na tyle mocno, że zwrot byliśmy na Wodnie w niektórych sytuacjach interpretowano jako przyznanie się dwójki osób do kontaktów seksualnych.

 

Niezbyt wysoka góra nie robi wrażenia na amatorach trekkingu. Wielki krzyż zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tu asfaltowa droga, którą można pokonać samochodem lub nawet autobusem miejskim (dwupoziomowym!). Następnie z parkingu na szczyt idzie się już pieszo wyznaczonym szlakiem lub wjeżdża nowoczesną koleją gondolową z 2010 r. W trakcie wędrówki mija się zazwyczaj wielu Macedończyków, którzy bardzo lubią spędzać weekendy aktywnie. Ustawione przy samym krzyżu stoliki oblegają z reguły liczne grupy ludzi. Piknik możemy zorganizować nawet na małych drewnianych tarasach widokowych przyklejonych do zboczy. Na szczycie znajduje się także wiele restauracji, w których warto zamówić mocno gazowaną wodę Pelisterkę w dużej szklanej butelce, dokładnie takiej, jakich używano w latach 80. XX w. w Polsce. Z pewnością znakomicie zaspokoi ona nasze pragnienie, szczególnie po letniej wspinaczce na tę niepozorną górę, gdy temperatura powietrza sięga 30°C.

 

Noworoczne fajerwerki nad placem Macedonia w centrum stolicy kraju

37 - Ploshtad Makedonija - Zoran Sekerov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Górskie krajobrazy

 

Kiedy obejrzymy już wszystkie największe atrakcje stolicy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę lubimy. Jeśli wolimy spędzać czas nad wodą, czekają na nas przepiękne macedońskie jeziora, np. Jezioro Ochrydzkie (358,2 km² powierzchni) lub Prespa (276,2 km²), nad którymi odpoczniemy w cichych, zapomnianych wioskach. Jeżeli jesteśmy aktywni, a górskie wędrówki nie są nam obce, zapewne spodoba nam się zdobywanie malowniczych szczytów.

 

Wielbicielom gór Macedonia ma niezmiernie wiele do zaoferowania. Co najważniejsze, tutejsze szlaki nie należą do ciężkich i niebezpiecznych. Wyprawy trekkingowe po dobrze oznaczonych trasach wymagają raczej odrobiny lepszej kondycji. Najbliżej Skopje (ok. 50 km) leży ośrodek Popowa Szapka (Popova Sapka – 1780 m n.p.m.), w okolicy którego zimą pojeździmy na nartach na stokach pasma Szar Płanina (Szarska Płanina). Latem natomiast stanowi on doskonałą bazę wypadową na najwyższy miejscowy szczyt, czyli Titow Wrw (2747 m n.p.m.). Podczas wędrówek trzeba jednak uważać na psy pasterskie, często osobniki rasy sarplaninac (szarplaninac), które od wiosny do jesieni przebywają na halach, gdzie pilnują owiec. Niestety, nie zawsze można liczyć na szybką interwencję pasterza. Dlatego w macedońskich górach (nie dotyczy to wszystkich masywów górskich) trzeba być przygotowanym na takie spotkanie i wiedzieć, jak reagować. Przede wszystkim najbezpieczniej chodzić w większej grupie, wtedy czworonożni strażnicy stad nie powinni nas niepokoić. Jeżeli jednak wybieramy się sami lub we dwójkę, warto wziąć ze sobą kije trekkingowe (albo inne) i kilka niedużych kamieni. Psy pasterskie często uciekają, gdy tylko widzą gest zamachnięcia się, więc w razie potrzeby wystarczy jedynie udawać rzucanie.

 

Niedaleko Skopje (ok. 95 km) znajduje się kolejny urokliwy górski kurort, szczególnie popularny zimą, a mianowicie Mawrowo (Mavrovo – 1230 m n.p.m.). Ze względu na piękną okolicę i sztuczne jezioro warto przyjechać tu o każdej porze roku. Jedną z atrakcji tego niezmiernie malowniczego zakątka jest Kościół św. Mikołaja z 1850 r., który przy wysokim stanie wody wygląda, jakby unosił się na powierzchni zbiornika. Latem i jesienią udaje się nawet dojść pod świątynię suchą stopą, ponieważ tafla obniża się na tyle, że brzeg przesuwa się w głąb jeziora.

 

Malowniczy rejs przez wypełniony szmaragdową wodą kanion Matka

46 - Kanjon Matka

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Nad błękitnymi wodami

 

Zarówno wielbicielom pocztówkowych akwenów, jak i osobom niezdecydowanym, co chciałyby robić w Macedonii, z pewnością spodobają się wspomniane jeziora Ochrydzkie i Prespa. Oddziela je od siebie Park Narodowy Galiczica (Galicica – ok. 250 km² powierzchni), przez który można przejechać samochodem. Trasę między oboma zbiornikami pokonamy w mniej więcej godzinę, a przy okazji będziemy podziwiać wspaniałe widoki, jakie rozpościerają się z przełęczy Livada (1568 m n.p.m.). Z tego ostatniego miejsca wyruszymy także na Magaro, najwyższy szczyt w parku (2254 m n.p.m.). Przy dobrej pogodzie da się z niego dostrzec oba akweny.

 

Znajdujące się nad Jeziorem Ochrydzkim miasto Ochryda (695–740 m n.p.m.) to perełka Macedonii i jedna z najstarszych osad ludzkich w Europie. W większości została zbudowana między VII i XIX w. Wznosi się tutaj pierwszy w dziejach słowiański klasztor (poświęcony św. Pantaleonowi), który powstał ponoć już w 863 r. Miasto słynie z tego, że miało niegdyś aż 365 kościołów, po jednym na każdy dzień roku. Dlatego też bywa nazywane „Jerozolimą Bałkanów”. Wielkie walory przyrodnicze i kulturalne regionu Ochrydy doceniła organizacja UNESCO, która umieściła go na swojej prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na pewno spotkamy tu mnóstwo turystów. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zabytkowe miasto jest przepięknie położone, a spacer po jego wąskich, kamiennych uliczkach stanowi wyjątkową przyjemność. W sezonie i w weekendy Ochryda tętni życiem. Restauracje są wypełnione, nad wodą zbierają się prawdziwe tłumy. Niestety, nie znajdziemy tutaj piaszczystych plaż, a jedynie wąskie pasy kamieni, kilka pomostów w centrum i trawnik obok nich. Dlatego na plażowanie i kąpiel lepiej wybrać się do jednego z miasteczek leżących przy trasie wiodącej wzdłuż jeziora w kierunku granicy z Albanią. Warto również wynająć domek stojący tuż przy kamienistym brzegu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał. Odpoczniemy w nim w ciszy i spokoju. W pobliskiej restauracji natomiast zjemy świeżą rybę prosto z Jeziora Ochrydzkiego.

 

Kiedy znudzi nam się opalanie, możemy odwiedzić założony w 905 r. Monastyr św. Nauma, który znajduje się niedaleko albańskiej granicy. Dotrzemy do niego zarówno samochodem, jak i statkiem turystycznym, odpływającym z Ochrydy. Wokół tutejszego malowniczo położonego klasztoru przechadzają się pawie. Są dosłownie wszędzie i trzeba uważać, aby się z nimi nie zderzyć, ponieważ lubią wlatywać na dach monastyru i okolicznych budynków. Oprócz tego powinniśmy także spróbować smacznych dań podawanych w miejscowych restauracjach.

 

Równie piękne, ale dużo mniej popularne, jest jezioro Prespa, znajdujące się po drugiej stronie Parku Narodowego Galiczica, u zbiegu granic Macedonii, Grecji i Albanii. Poza sezonem czasem na tutejszych plażach nie ma nikogo. Jedynie w gęstych zaroślach przy brzegu, w wykarczowanych przecinkach lokalni rybacy zostawiają swoje łodzie. Nad tym niezmiernie urokliwym zbiornikiem żyją pelikany, kormorany i czaple. Najlepiej zatrzymać się w jednej z malowniczych wiosek leżących trochę wyżej, w górach, tuż przy granicy Parku Narodowego Pelister (171,5 km² powierzchni). W miejscowościach takich jak Brajčino (ok. 1000 m n.p.m.) i Ljubojno (mniej więcej 900 m n.p.m.) można odciąć się od otaczającego świata i doświadczyć prawdziwej macedońskiej gościnności. Znajduje się w nich kilka kameralnych pensjonatów, są też pokoje do wynajęcia. Taki wypoczynek urozmaica wyśmienita domowa kuchnia. Sałatka szopska i dania z grillowanego mięsa nigdzie nie smakują tak świetnie jak u miejscowych gospodarzy.

 

Na wschód od brzegów jeziora Prespa i dalej aż na terytorium północnej Grecji rozciąga się pasmo górskie Baba. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są gołoborza. Stoki jedynie gdzieniegdzie porasta las iglasty, m.in. z endemiczną bałkańską sosną rumelijską, nazywaną sosną macedońską. Najwyższym szczytem jest Pelister (2601 m n.p.m.). Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych łatwo go zdobyć, ale nawet lekkie oblodzenie uniemożliwia osiągnięcie celu, choć wierzchołek widać ze szlaku jak na dłoni. Pokonanie niektórych tras zajmuje nawet 13 godz. i wymaga przejścia po śliskich kamieniach. W okolicy samego szczytu leżą dwa małe górskie akweny zwane Pelisterski Oczi: Wielkie Jezioro (Golemo Ezero, 2218 m n.p.m.) i Małe Jezioro (Маlo Ezеrо, 2180 m n.p.m.). Wyprawę do nich najlepiej rozpocząć spod wyciągu narciarskiego w miejscowości Niżepołe (Nižepole), położonej niedaleko zabytkowej Bitoli – drugiego co do wielkości miasta w Macedonii (ponad 75 tys. mieszkańców). Według informacji na drogowskazach z tego punktu czeka nas jedynie 4 godz. marszu na odcinku 9 km. Szlak biegnie początkowo drogą gruntową, a później wchodzi w las i zygzakami wiedzie ostro w górę.

 

W tektonicznym jeziorze Prespa występuje aż 9 endemicznych gatunków ryb

41 - Prespansko ezero - nace popov

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA

 

Wyprawy winne

 

Oprócz wspaniałych jezior i majestatycznych gór oraz niezwykłej gościnności swoich mieszkańców Macedonia słynie również z doskonałego wina. Najbardziej znane krajowe winnice – Tikveš (jej historia sięga 1885 r.) i Popova Kula – leżą na południu. Do obu można wybrać się w odwiedziny, aby skosztować produkowanych przez nie szlachetnych trunków i specjalnie dobranych do nich przekąsek. Wśród nich są najlepsze macedońskie sery i wędliny. Osoby z większym apetytem nasycą głód tradycyjnymi daniami regionu. Warto wiedzieć, że jedynie w winnicy Popova Kula działa komfortowy hotel, w którym na gości czekają 33 pokoje. Jeżeli na degustację przyjedziemy samochodem i nie zapewnimy sobie transportu powrotnego, lepiej skorzystajmy z możliwości noclegu. Tutejsze wina smakują wyśmienicie i trudno poprzestać tylko na jednym kieliszku. Budynek hotelowy stoi na wzgórzu wśród winorośli, a z jego okien rozpościera się przepiękny widok na położone w dole zabytkowe miasteczko Demir Kapija. Na miejscu wypożyczymy także rowery lub weźmiemy udział w zorganizowanym spływie kajakowym po rzece Wardar.

 

Warto wspomnieć, że Macedończycy, podobnie jak mieszkańcy Bałkanów w ogóle, uwielbiają biesiadować. W trakcie spotkań przy wspólnym stole chętnie rozmawiają i śpiewają. Co najważniejsze w obecnych czasach, rzadko zerkają wtedy na telefon, a skupiają się raczej na swoim towarzystwie. Wizyta w restauracji lub kafanie (po macedońsku kafeanie), czyli rodzaju karczmy w krajach byłej Jugosławii, ma też bardziej oczywiste zalety. Macedońskie potrawy są wyjątkowo smaczne, a Polacy nie od dziś przecież cenią sobie bałkańską kuchnię. Dodatkowo ceny dań bywają niezmiernie atrakcyjne dla turysty. W knajpkach podaje się również wyśmienitej jakości regionalne wina, za które zapłacimy już od 20 zł za butelkę.  

  

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na wycieczki górskie, sielski odpoczynek nad jeziorami, czy odkrywanie zapomnianych miasteczek, Macedonia na długo pozostanie w naszej pamięci. To niewątpliwie zasługa niezwykle gościnnych Macedończyków, tutejszego wspaniałego jedzenia i jeszcze lepszych trunków. A jeśli będziemy chcieli przypomnieć sobie podróż w te malownicze strony, wystarczy, że wyjmiemy przywieziony ze sobą słoik z pyszną pastą warzywną ajwar i butelkę macedońskiego wina, a ich wyborny smak jak za skinieniem magicznej różdżki wyczaruje w naszym domu cudowną atmosferę tego naprawdę wyjątkowego bałkańskiego kraju.

 

Dania ze świeżych ryb podawane nad jeziorem Dojran na granicy z Grecją

14 - Hrana riba Dojran

© AGENCY FOR PROMOTION AND SUPPORT OF TOURISM OF REPUBLIC OF MACEDONIA