IT-11.jpg

Mauzoleum Tadź Mahal w Agrze upamiętnia żonę cesarza Szahdżahana

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA

 


Monika Skiba


Kto chce poznać prawdziwą potęgę natury, zobaczyć niezwykłe krajobrazy, zachwycić się pięknem architektury, a także potrzebuje duchowego ukojenia lub – przeciwnie – pragnie nasycić oczy intensywnymi kolorami i jest gotowy na zastrzyk życiowej energii, powinien pojechać do Indii. Ten kraj zadziwia, wywołuje różnorakie emocje, działa na wszystkie zmysły. Pozwala wyjść poza swoją strefę komfortu i równocześnie zajrzeć w głąb siebie. To naprawdę inny świat. 


Nie sposób opisać Indii jednym słowem, które oddawałoby w pełni ich charakter. Trzeba by było raczej użyć całego słownika różnych wyrazów i zwrotów, a i to nie wystarczyłoby pewnie do przedstawienia tego niezmiernie interesującego i barwnego państwa, pełnego kontrastów. Żyją w nim wciąż dawne tradycje i prastare rytuały. Podróż w te strony stanowi intensywne doświadczenie, sprawdza naszą dojrzałość, odporność na przeciwności losu i otwartość na inność.

Chyba każdy turysta z Europy podczas swojej pierwszej wizyty w Indiach wielokrotnie przeżywał szok kulturowy. Ludzie, zwyczaje, kuchnia, mozaika religijna, widoki, przyroda – wszystko to zaskakuje na każdym kroku. Tak też było w moim przypadku, gdy odbywałam prawie dwumiesięczną wyprawę po tym kraju.

Od morza do gór

To drugie po Chinach pod względem liczby ludności państwo na świecie leży w Azji Południowej. Mieszka w nim niemal 1,3 mld osób. Republikę Indii oblewają wody Zatoki Bengalskiej, Morza Andamańskiego, Arabskiego i Lakkadiwskiego. Od północy od reszty kontynentu azjatyckiego oddzielają ją potężne łańcuchy górskie – Himalaje i Karakorum.

               
Krajobraz zmienia się tutaj jak w kalejdoskopie. W Indiach znajdziemy prawie wszystko: od rozległych piaszczystych plaż na południu przez tropikalną dżunglę po ośnieżone szczyty na północy. Święta rzeka Ganges w porze monsunowej często wylewa. Dla odmiany na zachodzie, na granicy z Pakistanem rozciąga się pustynia Thar, znana również jako Wielka Pustynia Indyjska. Takich kontrastów odkryjemy mnóstwo.

               
Temperatura wody u wybrzeży kraju właściwie nie spada poniżej 25°C, jednak w kwietniu i maju upały stają się dość uciążliwe. Obfite opady przychodzą wraz z monsunem i trwają niemal wyłącznie latem, czyli podczas pory deszczowej (od końca maja do września). Dlatego do Indii najlepiej wybrać się zimą (od połowy listopada do marca). Z jednej strony unikniemy nieznośnego gorąca, a z drugiej – przeciągających się ulew.

Dla turysty

BE-01.jpg

Plaża Pulinkudi niedaleko Kovalam

©KERALA TOURISM/M. BALAN (WWW.KERALAPICTURES.COM)



Współcześnie podróżnicy spotykają się w ojczyźnie Hindusów z otwartością i gościnnością. W Indiach żyją wyznawcy hinduizmu, islamu, chrześcijaństwa, buddyzmu, judaizmu, zaratusztrianizmu, sikhizmu i dżinizmu. Wyróżnia się tu 22 języki regionalne i ok. 1600 dialektów, przy czym funkcję języków urzędowych w całym państwie pełnią hindi i angielski.

               
W trakcie wypraw po nieznanych rejonach zawsze trzeba zachować pewną ostrożność. Nie wszędzie bywa jednakowo bezpiecznie i nie o każdej porze. To samo dotyczy Indii. Według mnie do spokojniejszych regionów należy Kerala i południowo-zachodnia część kraju. W północnych obszarach można już czuć się trochę mniej pewnie. Bez względu na płeć odradzam jednak samotne zapuszczanie się w nowe miejsca czy spacery w późnych godzinach nocnych. Warto wychodzić grupką osób lub z przewodnikiem, który doskonale zna lokalne realia. Oczywiście, niebezpieczniej jest w większych miastach, ponieważ ogromne bogactwo miesza się w nich z wielką biedą. Mimo to nie znajdziemy tu raczej „zakazanych dzielnic”, znanych nam z Europy. Indie są naprawdę bezpiecznym państwem. Wystarczy jedynie odrobina ostrożności i zdrowego rozsądku i nie powinniśmy mieć podstaw do obaw przed podróżowaniem po tym olbrzymim kraju.

               
Przed wyjazdem dobrze odpowiednio zaplanować całą wyprawę – zadbać o ubezpieczenie turystyczne i kwestie zdrowotne, przygotować się na odmienne warunki klimatyczne, dowiedzieć się czegoś o rejonach, które chcemy odwiedzić, i panujących w nich zwyczajach. W ten sposób zminimalizujemy znacznie ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek.

               
Do Indii warto przyjechać na minimum 2 tygodnie. W ciągu takiej wycieczki zobaczymy całkiem dużo ciekawych miejsc, a jednocześnie jej koszt nie nadwyręży znacząco naszego budżetu. Jeśli wybieramy się na wyjazd grupowy z rodziną, znajomymi czy przyjaciółmi, możemy spróbować zorganizować go samodzielnie, ale już w przypadku wyprawy w pojedynkę polecam zajrzeć do dobrze zorientowanego biura podróży. Ja znałam właścicieli jednej z lokalnych agencji i korzystałam z usług przewodników. Dzięki temu nie tylko trafiałam do zakątków mniej dostępnych dla turystów, lecz także mogłam liczyć na lepsze ceny i nie traciłam czasu na dodatkowe poszukiwania. Co jeszcze ważniejsze, ze względu na towarzystwo osoby doskonale znającej okolicę miałam poczucie większego bezpieczeństwa.

               
Trzeba sobie też zdawać sprawę z tego, że w tym kraju zwykła krowa to stworzenie święte dla Hindusów. Symbolizuje ona płodność, obfitość i matkę karmicielkę. Te zwierzęta spotkamy prawie wszędzie, nawet na najbardziej ruchliwych ulicach. Od pewnego czasu jednak swobodne wędrówki krów ogranicza się w dużych nowoczesnych aglomeracjach takich jak 22-milionowe Nowe Delhi. Za święte uchodzą również węże, przeważnie kobry. Kojarzone są z dobrobytem i płodnością. Poza tym szczególną czcią otacza się figowiec bengalski i drzewo mango – symbol miłości.

               
W trakcie zwiedzania Indii należy koniecznie zajrzeć na targ i choć raz spróbować ponegocjować ze sprzedawcą. Hindusi żyją gwarną atmosferą bazarów. Uwielbiają się targować i cenią klientów o podobnych upodobaniach. Dania hinduskiej kuchni smakują jak żadne inne na świecie. Bywają zazwyczaj bardzo ostro doprawione, ale są przepyszne.

Na południe

Niezmiernie interesująca, choć ciągle mało znana i pełna niespodzianek jest południowa i południowo-zachodnia część Indii. W odróżnieniu od większości turystów ja zaczęłam swoją pierwszą podróż właśnie od leżącego tutaj stanu Kerala, aby później dotrzeć do tzw. Złotego Trójkąta. Taka kolejność wpłynęła – oczywiście – na moje obecne postrzeganie tego kraju. Już od momentu wylądowania na międzynarodowym lotnisku w Koczin byłam pod wielkim wrażeniem współistnienia różnorodnych poglądów, religii, tradycji i obyczajów.

               
Nazwa stanu Kerala pochodzi według pewnych teorii od słów kera („palma kokosowa”) i alam („ziemia”). Rolę jego stolicy odgrywa Thiruvananthapuram (Triwandrum). Obszar tego regionu administracyjnego rozciąga się wzdłuż pięknego Wybrzeża Malabarskiego nad Morzem Arabskim. Ten malowniczy zakątek Indii słynie ze wspaniałych plaż i wysmukłych palm, lasów mangrowych, rozlewisk rzek i sieci kanałów. Tutejsze liczne ekskluzywne kurorty zapewniają błogi wypoczynek i oferują wszelkiego rodzaju specjalistyczne zabiegi ajurwedyjskie. W głębi lądu znajdują się Ghaty Zachodnie, pasmo górskie zamieszkane przez dzikie zwierzęta, m.in. tygrysy, makaki lwie, lamparty, gaury czy słonie indyjskie. Na jego stokach uprawia się herbatę, kawę i przyprawy. Kerala graniczy z Tamilnadu na wschodzie i Karnataką na północnym wschodzie. W jej granicach leży także dystrykt terytorium związkowego Puducherry (byłej kolonii francuskiej) – Mahé, złożony z trzech enklaw.

               
Ten stan szczyci się najwyższą w Indiach liczbą piśmiennych obywateli (ok. 94 proc.). To wcale nie znaczy, że łatwiej znaleźć w nim osobę mówiącą płynnym angielskim. Hinduska wersja tego języka jest dosyć specyficzna z uwagi na akcent i dialekty, które występują w danym regionie. Przez to czasami trudno porozumieć się z miejscowymi i wymaga to sporej cierpliwości. Pozytywnie zaskakuje tu fakt pokojowego współżycia przedstawicieli różnych religii: hinduistów, muzułmanów, chrześcijan i żydów. Kerala należy do tych obszarów Indii, które mogą pochwalić się najwyższym poziomem służby zdrowia i oświaty. Poza tym dysponuje dobrą infrastrukturą drogową.

Wśród rzek i jezior

BW-07.jpg

Rejs łodzią kettuvallam po jeziorze Punnamada w regionie Kuttanad

©KERALA TOURISM/M. BALAN (WWW.KERALAPICTURES.COM)



Ta dużo spokojniejsza część kraju bardzo różni się od reszty Republiki Indii. Słynie z niezmiernie bujnej tropikalnej roślinności, w tym gajów kokosowych, wspaniałych parków narodowych i krajobrazowych, plantacji przypraw, pięknych piaszczystych plaż ciągnących się kilometrami czy tajemniczych rozlewisk (backwaters). To te ostatnie właśnie stanowią jedną z największych indyjskich atrakcji turystycznych. Znany keralski region zajmuje znaczny obszar graniczący z Morzem Arabskim, poprzecinany tysiącami kanałów, 38 rzekami i 5 dużymi jeziorami (wieloma małymi). W tym fantastycznym labiryncie toczy się normalne życie jego mieszkańców – istnieją wioski, kwitnie handel, wznoszą się świątynie, uprawia się ryż czy pasie krowy. Po rozlewiskach można podróżować statkami turystycznymi, publicznymi promami, prywatnymi czółnami z wioślarzem albo łodzią typu house boat z kapitanem, nazywaną tutaj kettuvallam. Do najważniejszych miejscowości na trasie należą Koczin, Alappuzha, Kottayam i Kollam.

               
Kerala oferuje poza tym szereg innych atrakcji – od przepysznej południowoindyjskiej kuchni począwszy, przez tradycyjny styl teatru-tańca kathakali, a na plantacjach herbaty oraz ogrodach z ziołami i przyprawami (gdzie nabędziemy te naturalne specjały) skończywszy. W tym stanie organizuje się z wielkim rozmachem liczne święta religijne i festiwale kulturalne. Najciekawsze z nich to hinduistyczne święto światła Diwali (Deepavali), wypadające w październiku–listopadzie, wiosenny festiwal kolorów, radości i miłości Holi (koniec lutego lub marzec) czy święto boga z głową słonia Ganeśa – Ganeś Ćaturthi, znane tu jako Lamboodhara Piranalu (przełom sierpnia i września).

Dobroczynna ajurweda

Jeśli chcemy odbyć autentyczną kurację ajurwedyjską w kraju, z którego pochodzi tenstarożytny system terapeutyczno-leczniczy, musimy koniecznie wybrać się do Kerali. Ta medycynaniekonwencjonalna ma w tym regionie wyjątkowo długą tradycję. Ajurwedę praktykujesię już od ok. 5 tys. lat, a zdobyła sobie uznanie na całym świecie. Zakłada, że w ludzkim organizmie współdziałają ze sobą 3 typy energii, tzw. dosze.Indywidualną terapię dobiera się w zależności od tego, jakie ich połączenie występuje u danej osoby. Kerala jest też idealnym miejscem na tego typu kurację ze względu na swoje malownicze krajobrazy.Zabiegi ajurwedyjskiewykonywane w bajecznym otoczeniu słonecznych plaż, błękitnych lagun i szmaragdowych rozlewisk potrafią ukoić wszystkie zmysły.

               
Wybrzeże Malabarskie wypełnia bardzo rozbudowana sieć hoteli (także luksusowych), willi, apartamentów i pensjonatów, które zapewniają spokojny odpoczynek z dala od zgiełku miast. Przepiękne piaszczyste plaże ocienione lasami palmowymi robią niesamowite wrażenie. Warto wybrać się na nie na spacer o wschodzie lub zachodzie słońca. Polecam również zajrzeć do miejscowych wiosek rybackich, których mieszkańcy krzątają się przy swoich tradycyjnych łódkach, przygotowując je do połowów.

W stolicy Kerali

Festival-_Holi.jpg

Wiosenne święto radości i miłości – Holi, zwane też Festiwalem Kolorów

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA



Funkcję stolicy stanu pełni Thiruvananthapuram, położone po zachodniej stronie wybrzeża, prawie na samym krańcu trójkątnego Półwyspu Indyjskiego. Stanowi największy ośrodek Kerali (ok 1 mln mieszkańców). Już ponad 3 tys. lat temu rozwinął się tutaj handel. Sprzedawano przede wszystkim przyprawy, drzewo sandałowe i kość słoniową. W mieście znajduje się wiele siedzib instytucji rządowych, organizacji i firm. Dużą wagę przywiązuje się też do edukacji. Działają tu m.in. Uniwersytet Kerala, różne szkoły informatyczne i centrum kosmiczne Vikram Sarabhai Space Centre (VSSC). Poza tym w keralskiej stolicy funkcjonuje również rozbudowany Technopark, w którym znajduje zatrudnienie aż 46 tys. specjalistów.

Współcześnie Thiruvananthapuram jest głównym ośrodkiem handlu pieprzem, koprą i kauczukiem. Rozwija się w nim przemysł włókienniczy, drzewny, spożywczy i chemiczny, a także rzemiosło (produkcja wyrobów z kości słoniowej i palmy kokosowej). Miasto coraz chętniej odwiedzają turyści, którzy odpoczywają na pięknych plażach, usytuowanych na południe od centrum, zaglądają do zoo czy zwiedzają muzea i stare świątynie. Do posiłku można tutaj zamówić najbardziej znane indyjskie piwo Kingfisher. Serwuje się je w każdym hotelu i barze.

Miasto na wyspach

Z kolei niemal 650-tysięczny port Koczin, znany jako „Królowa Morza Arabskiego”, leży tak na stałym lądzie, jak i okolicznych wysepkach. Jego bogate tradycje handlowe sięgają 700 lat wstecz. Dostrzeżemy tu przenikające się wpływy kultury hinduskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej i judaistycznej. Warto złożyć wizytę w dzielnicy żydowskiej (Jew Town) z doskonale zachowaną Synagogą Paradesi zbudowaną w XVI w. 

               
Podczas pobytu w Koczin dużo przyjemności sprawi nam spacer po historycznej części miasta i odwiedzanie świątyń należących do różnych religii. Rozstawione wzdłuż promenady stragany kuszą przechodniów świeżo złowionymi rybami i owocami morza. Na nabrzeżu zobaczymy, jak działają chińskie sieci rybackie. Ich konstrukcja nie zmieniła się od przeszło 600 lat, czyli od czasu, kiedy je zaprojektowano. W miejscowych knajpkach można zamówić danie z produktów, które wcześniej kupiliśmy u rybaków. Okoliczne restauracje przygotowują prawie wszystko, co przyniesie klient. W koszt posiłku wliczone są sałatka i frytki lub ryż. Jeżeli zechcemy zaopatrzyć się w pamiątki, powinniśmy zdecydować się na lokalne wyroby rękodzielnicze. Znajdziemy tutaj spory wybór przedmiotów w atrakcyjnych cenach. Warto odwiedzić też majestatyczną Bazylikę św. Krzyża (Santa Cruz Basilica), wzniesioną przez Portugalczyków na początku XVI stulecia, zniszczoną przez Brytyjczyków pod koniec XVIII w. i ostatecznie zrekonstruowaną, a następnie ponownie konsekrowaną w listopadzie 1905 r.

               
Architektoniczną perełkę tego rejonu Indii stanowi historyczny drewniany pałac Padmanabhapuram – jeden z najlepiej zachowanych przykładów tradycyjnych budowli regionu Kerala. Wprawdzie obiekt leży obecnie na terytorium sąsiedniego stanu Tamilnadu, ale nim samym i jego terenem zarządzają keralskie władze.

               
Jeżeli wizytę w Kerali zaplanujemy jako ostatni etap podróży po tym południowoazjatyckim kraju, to pozwoli nam ona odpocząć od wszechobecnego w nim zgiełku i otaczających nas tłumów ludzi. Niewielkie urocze sklepy, hotele i knajpki tworzą niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Wśród kolonialnej zabudowy wypełniającej wąskie kolorowe uliczki na chwilę zapomnimy, jak potrafi wyglądać codzienne życie Hindusów.


Portugalskie pozostałości

Goa uchodzi za typowy region wypoczynkowy, do którego również mieszkańcy Indii przyjeżdżają na miesiąc miodowy czy rodzinne wakacje. Do grudnia 1961 r. było ono kolonią portugalską. Co ciekawe, w stanie mieszka stosunkowo wielu chrześcijan (ponad 25 proc.), dlatego ma on dość europejski charakter. Może się także pochwalić dobrze rozwiniętą infrastrukturą turystyczną i bazą hotelową (od chat bambusowych po luksusowe bungalowy i 5-gwiazdkowe ośrodki). Ten niewielki okręg administracyjny (3700 km² i 1,5 mln ludności) należy do najczystszych w kraju i najmniej indyjskich. Świadczą o tym np. rozpowszechnienie zwyczaju sjesty czy fakt, że miejscowe kobiety częściej noszą spódnice niż sari.

               
Różnorodne plaże Goa (Majorda, Anjuna, Arambol, Baga, Candolim, Chapora, Dona Paula, Morjim, Vagator, Palolem, Colvá i Calangute) przypadną do gustu zarówno amatorom zabawy do świtu, jak i miłośnikom pustych przestrzeni. Turystów przyciągają jednak do tego stanu nie tylko wspaniałe wybrzeże, ale też charakterystyczne portugalskie kościoły i architektura w Starym Goa (Velha Goa), wpisanym w 1986 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Barokowa Bazylika Dobrego Jezusa (Basílica do Bom Jesus) z lat 1594–1605 jest jedną z najstarszych katolickich świątyń w Indiach.

Daleka północ

Hinduskie miasta same w sobie są pomnikami kultury. Liczba i jakość zabytków północnych Indii zadziwiają nawet bardzo doświadczonych podróżników. Większość z nich pochodzi z okresu panowania Wielkich Mogołów (od XVI do XIX w.), którzy zbudowali na tych terenach potężne imperium, wznosili majestatyczne budowle i tworzyli podwaliny znanego nam obecnie państwa. Do dziś podziw budzą złote i brązowe posągi Buddy i Śiwy. Aby poczuć klimat Indii, aurę ich religijności i mistycyzmu, należy odwiedzić hinduskie świątynie. Medytujący mnisi wzbudzą w nas potrzebę filozoficznej refleksji. Jeśli chcemy zobaczyć codzienne życie Hindusów, powinniśmy wybrać się na wycieczkę po mieście i koniecznie zajrzeć na lokalne targowisko. Od razu zostaniemy zalani tysiącem barw, różnorodnością dźwięków, mnóstwem pamiątek, kolorowych ubrań, dywanów, sukien, biżuterii i ceramiki oraz zapachem regionalnych przysmaków. Na ulicach ujrzymy piękne kobiety odziane w błyszczące sari i mężczyzn w turbanach na głowach, a zewsząd rozbrzmiewać będzie melodyjny język hindi.

Delhi było stolicą Sułtanatu Delhijskiego (1206–1526) i Imperium Wielkich Mogołów (od 1649 do 1857 r.). W czasach Indii Brytyjskich głównym ośrodkiem władzy (od 1858 do 1911 r.) stała się Kolkata (Kalkuta). Jej dominacja trwała aż do ufundowania w grudniu 1911 r. Nowego Delhi, które przejęło funkcję miasta stołecznego. Razem z historycznym Delhi, zamieszkiwanym już od VI w. p.n.e., tworzy ono jeden organizm. Każde z nich ma jednak zupełnie inny charakter. Stare Delhi, dawne centrum muzułmańskiego państwa indyjskiego, zamieszkują Hindusi. Na jego obraz składają się chaotyczna zabudowa i ciasne, kręte uliczki. Nowy rejon miasta jest uporządkowany architektonicznie. Osiedlają się w nim zamożniejsi obywatele i goście z zagranicy, którzy zakładają tu swoje firmy bądź pracują w międzynarodowych korporacjach, miejscowych przedsiębiorstwach i bankach.

Złotym Trójkątem nazywa się obszar rozciągający się pomiędzy trzema miastami – Delhi, Dźajpurem (Jaipurem) i Agrą. Ze wszystkich części Indii to on cieszy się największą popularnością wśród turystów, szczególnie tych, którzy pierwszy raz przyjeżdżają do tego kraju. Na trasie łączącej wspomniane ośrodki leżą zarówno liczne zabytki z czasów dawnych władców, jak i zwykłe spokojne wioski. Za najwspanialszy skarb Złotego Trójkąta uważa się mauzoleum Tadź Mahal, nazywane „świątynią miłości”.

Mauzoleum cesarzowej

Od 1526 r. (z małymi przerwami) do połowy XVII w. Agra grała rolę stolicy państwa Wielkich Mogołów. Z tego właśnie okresu pochodzą wspaniałe budowle przyciągające podróżników ze wszystkich stron świata.

               
Tadź Mahal został wzniesiony z polecenia cesarza Szahdżahana (1592–1666) w latach 1632–1653 ku czci jego ukochanej żony Mumtaz Mahal, która zmarła zaraz po urodzeniu ich 14 dziecka. Mauzoleum jest przykładem eklektycznego stylu mogolskiego łączącego elementy muzułmańskie, perskie i indyjskie. W lipcu 2007 r. uznano je za jeden z 7 Nowych Cudów Świata. Sam cesarz planował podobno wznieść dla siebie replikę grobowca, dla odmiany z czarnego marmuru, po drugiej stronie rzeki Jamuny. Ostatecznie pochowano go jednak również w Tadź Mahal. Kompleks budowano przez ponad 20 lat, a w pracach uczestniczyło ok. 20 tys. ludzi. Biały marmur przywożono na setkach słoni z odległej o 380 km Makrany w Radżastanie, a wyselekcjonowane drogocenne kamienie do inkrustowania elementów roślinnych sprowadzano z Chin, Tybetu, Afganistanu, Sri Lanki czy Półwyspu Arabskiego.

               
Szahdżahana obalił jego syn Aurangzeb (1618–1707), który uwięził ojca w 1658 r. na 8 lat w Czerwonym Forcie w Agrze. Jak głosi legenda, zdetronizowany władca spoglądał stąd na dzieło swojego życia, miejsce wiecznego spoczynku ukochanej żony. Umarł w wieku 74 lat. Sama twierdza, która spełniała początkowo funkcje obronne, z czasem stała się rezydencją cesarską.

               
Nieopodal Agry, na pustyni znajduje się opuszczone miasto Fatehpur Sikri, ufundowane w 1569 r. przez cesarza Akbara (1542–1605). Służyło ono w latach 1571–1585 jako stolica Imperium Wielkich Mogołów. Otoczony murami ośrodek został porzucony przez mieszkańców prawdopodobnie z braku wody. Do dziś zachowało się w bardzo dobrym stanie wiele tutejszych budowli, m.in. ruiny łaźni, Brama Zwycięstwa (Buland Darwaza), fragmenty budynków mieszkalnych, Wielki Meczet (Jama Masjid), Dom Kultu (Ibadat Khana), Sala Audiencji Prywatnych (Diwan-i-Khas) czy Pałac Pięciu Pięter (Panch Mahal).

Podwójne miasto

Po śmierci żony Szahdżahan przeniósł stolicę imperium do Delhi. Od jego imienia nazwę bierze również zbudowane przez niego tzw. siódme miasto Delhi – Szahdżahanabad (dziś nazywane Starym Delhi). Powstał tutaj wówczas najbogatszy rynek ówczesnego świata, czyli Chandni Chowk. Obecnie jest to główne centrum tego starego ośrodka. W trakcie spaceru po nim przejdziemy szybki kurs negocjacji z hinduskimi handlarzami, miniemy mnóstwo straganów i sklepów, tłumy Hindusów, wiele riksz, dostrzeżemy panujący wokół bałagan i przesiąkniemy zapachem palących się kadzideł. Tego wszystkiego nie doświadczymy w Nowym Delhi. Z uwagi na to, iż ta część miasta była stolicą muzułmańskich Indii między XVII a XIX w., natkniemy się w niej też na liczne meczety.

            
Zbudowany przez Brytyjczyków nowy ośrodek prezentuje zupełnie inne założenie architektoniczne. Znajdują się w nim szerokie ulice, wspaniałe parki, nowoczesna dzielnica w stylu brytyjskim z muzeami, centrum bankowym, biznesowym i turystycznym (Connaught Place), Brama Indii (42-metrowy łuk triumfalny poświęcony poległym w I wojnie światowej i w walkach z Afganistanem żołnierzom indyjskim, wieńczący drogę królewską Rajpath), a także hinduistyczna Świątynia Lakszmi Narajany wzniesiona ku czci boga Wisznu i jego małżonki, bogini szczęścia, bogactwa i piękna Lakszmi.

               
Kiedy cesarz Szahdżahan zdecydował się przenieść stolicę z Agry do Delhi, zlecił wybudowanie w nim Czerwonego Fortu (Lal Qila). Miał on odgrywać rolę rezydencji cesarskiej. Nazwa obiektu pochodzi od koloru jego ścian. Pierwotnie budowla leżała wzdłuż rzeki Jamuny, która służyła za fosę. Dziś jej koryto znajduje się ok. 1 km od murów. Czerwony Fort jest również symbolem uzyskania niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1947 r. Kompleks otacza park z licznymi fontannami i małymi pawilonami do wypoczynku. Każdego wieczoru odbywa się tu przedstawienie typu światło i dźwięk opowiadające o znaczących wydarzeniach z historii Indii.

               
Narodowe Terytorium Stołeczne Delhi, podobnie jak inne hinduskie metropolie, warto odwiedzić jeżeli nie dla architektury, to ze względu na smaczną indyjską kuchnię i niesamowitą atmosferę tego miasta zamieszkanego przez miliony ludzi z rozmaitych kast, warstw społecznych i wyznających różne religie. Piękne pałace i wille z ogrodami sąsiadują w nim z dzielnicami biedy. Najlepszy sposób na zwiedzanie stanowi w tym przypadku zagłębienie się w zatłoczone uliczki kipiące życiem przez cały dzień.

Pałac maharadży

Dźajpur (Jaipur), stolica Radżastanu, leży ok. 260 km na południowy zachód od Delhi. Z uwagi na kolor budynków bywa nazywany „Różowym Miastem”. Mieszka w nim niemal 4 mln ludzi. Na zainteresowanie zasługują tutaj przepiękne historyczne centrum, liczne kompleksy pałacowe, forty i bazar z wyrobami jubilerskimi.

               
Najważniejszym zabytkiem w Dźajpurze jest Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) z 1799 r. Jego budowę zainicjował maharadża Sawai Pratap Singh (1764–1803). Rezydencja miała być podobno przeznaczona dla jego żon i umożliwić im obserwowanie z ukrycia codziennego życia mieszkańców, ponieważ zgodnie z obyczajem nie mogły pokazywać się one publicznie. Tuż obok wznosi się obserwatorium astronomiczne (Jantar Mantar) z I połowy XVIII w. W Dźajpurze warto oprócz tego zobaczyć Pałac Miejski, Fort Nahargarh, park połączony z zoo, Galerię Sztuki Juneja, Świątynię Garh Ganesh i Muzeum Indologii, w którym obejrzymy prywatną kolekcję przedmiotów ludowych i manuskryptów.

 

Artykuły wybrane losowo

Gruzja winem płynąca

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
REDAKTOR NACZELNY PORTALU VINISFERA.PL

 

<< Wyprawy do Gruzji w ostatnich latach cieszą się wśród Polaków dużą popularnością. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co tak szczególnego przyciąga ich w te strony: niesamowite krajobrazy, wiekowe zabytki kultury chrześcijańskiej, smaczna regionalna kuchnia i wyjątkowe wina czy wreszcie życzliwi mieszkańcy, traktujący gości jak członków rodziny. Być może zresztą wszystkie te aspekty razem wzięte sprawiają, że w tym niewielkim kraju skrytym w cieniu gór łatwo poczuć się jak w domu. >>

Więcej…

Turcja w tyglu kultur

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Turcja ma tyle twarzy, ile kultur, religii i ludów mieszało się na jej terytorium. Turystów czeka tu coś więcej niż tylko błogie lenistwo na pięknych plażach. Na obszarze półwyspu Azja Mniejsza już na długo przed narodzeniem Chrystusa rozgrywały się ważne wydarzenia dla dziejów ludzkości. Dziś my sami możemy odbyć wyprawę w czasie do miejsc, o których opowiadają starożytne teksty i piszą z pasją historycy. >>

Poszukiwanie śladów z początków rozwoju chrześcijaństwa i islamu oraz pozostałości po dawnych imperiach stanowi znakomity pomysł na podróż po tym niezmiernie interesującym kraju. Zdecydowanie się na taki właśnie temat przewodni naszej wycieczki do Turcji jest gwarancją udanego urlopu.

W połowie I w. n.e. w Antiochii nad rzeką Orontes (tureckie Asi), gdzie nauczał Paweł z Tarsu, pojawił się apostoł Piotr (zwany Kefasem). Przed przybyciem reszty swoich towarzyszy z Jerozolimy nie unikał kontaktu z tutejszą wspólnotą niedawno nawróconych, ale nie przestrzegających żydowskich zwyczajów chrześcijan.

Więcej…

Sri Lanka – zielony klejnot Oceanu Indyjskiego

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Położoną na południowy wschód od Półwyspu Indyjskiego Sri Lankę nazywa się niekiedy Łzą Indii. To jednak nie jedyne jej miano, a większość określeń wiąże się z zachwytem, w jaki od wieków wprawiała ona odwiedzających ją ludzi. Dla słynnego weneckiego podróżnika Marca Polo była „najwspanialszą wyspą o tej wielkości na świecie”, a dla portugalskiego kapitana Edwarda Barbosy – „wyspą rozkoszy”. Sri Lanka znana jest również jako Perła Oceanu Indyjskiego. W sanskrycie jej nazwa oznacza po prostu „Lśniący Kraj”. Wszystkie te określenia obiecują wiele, ale nie ma w nich wcale żadnej przesady.

 

Wyspa Cejlon (na której leży Sri Lanka) kojarzy się z zielonymi wzgórzami porośniętymi herbatą, zapachem korzennych przypraw i opowieściami żeglarzy o odległych lądach. Panuje tu tropikalny klimat ze średnią roczną temperaturą powietrza ok. 30°C. Od upałów można odetchnąć tylko w wyższych partiach gór w głębi lądu.

 

Na pogodę wybrzeży Sri Lanki wpływają dwa monsuny: yala i maha. Pierwszy z nich od maja do sierpnia przynosi deszcze w południowo-zachodniej części kraju. Drugi od października do stycznia sprowadza wilgoć w północno-wschodni rejon wyspy. Wiejące tutaj wiatry nie tylko sprzyjają występowaniu opadów i rozwojowi bujnej roślinności, ale także ułatwiały dotarcie do tego regionu podróżnikom i kupcom przybywającym na Cejlon z różnych stron świata. To m.in. dzięki nim Sri Lanka jest dziś miejscem tak różnorodnym kulturowo, w którym różne religie i tradycje współistnieją, wzajemnie się uzupełniając i tworząc lokalny koloryt.

 

Dambulla cave temple World heritage site- 1st Century BC

Jedna z pięciu jaskiń należących do Złotej Świątyni w Dambulli

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

ŚLADY DAWNEJ ŚWIETNOŚCI

 

Jednak na długo zanim przybyli tu wspomniani podróżnicy i kupcy, na wyspie kwitła kultura, której początki sięgają zamierzchłych czasów. Według historycznej Mahavamsy z V w. n.e., czyli w języku pai „Wielkiej Kroniki”, pierwotnymi mieszkańcami Cejlonu byli Jakszowie i lud Naga. Dzieje pochodzących z północy Indii Syngalezów zaczynają się w 543 r. p.n.e. wraz z przybyciem księcia Vijaya (Zwycięzcy), legendarnego króla Sri Lanki, i utworzeniem przez niego Królestwa Tambapanni (istniejącego do 505 r. p.n.e.). Pojawienie się na tym obszarze narodu syngaleskiego zapoczątkowało kulturalny, religijny i architektoniczny rozkwit, którego ślady podziwiać możemy do dzisiaj.

 

Najwspanialszą stolicą jednego ze starożytnych królestw Syngalezów (Królestwa Anuradhapura z lat 377 p.n.e.–1017) była Anuradhapura, położona w obecnej Prowincji Północno-Środkowej, ok. 200 km na północ od Kolombo (gospodarczej stolicy Sri Lanki). To miasto o niezmiernie bogatej historii rozwijało się od IV w. p.n.e. do końca X stulecia. Anuradhapura do dziś jest jednym z najważniejszych centrów buddyjskich na świecie, a to za sprawą rosnącego tutaj świętego figowca pagodowego zwanego Jaya Sri Maha Bodhi, pod którym według tradycji doznał oświecenia medytujący Budda. Sadzonkę na wyspę przywiozła w III w. p.n.e. Sanghamitta, córka władcy indyjskiego imperium Maurjów – Aśoki, wypełniając tym samym misję szerzenia buddyzmu na Cejlonie. Okaz ten uchodzi za najstarsze posadzone przez człowieka drzewo na świecie z udokumentowaną historią. Zasadzono je w 288 r. p.n.e. i od tego czasu wierni wciąż o nie dbają, nie przestali troszczyć się o świętego figowca nawet wtedy, gdy miasto znajdowało się w rękach Tamilów. Wśród tutejszych ruin zachowało się kilka buddyjskich świątyń i pałaców, a historyczne centrum wpisano w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Kiedy Anuradhapura była stolicą państwa Syngalezów, Polonnaruwa pełniła funkcję okresowej rezydencji królewskiej. Jednak po zniszczeniu tej pierwszej w 993 r. przez wojska tamilskie to ona przejęła rolę najważniejszej metropolii na wyspie. Status ten utrzymała do XIII w. W czasach największego rozkwitu była wspaniałym, otoczonym potrójnym murem miastem ogrodem, w którym pałace i świątynie wtapiały się w bujną zieleń.

 

Syngalezi wielokrotnie musieli odpierać ataki z zewnątrz. W XIII stuleciu Sri Lankę najechali ponownie Tamilowie z subkontynentu indyjskiego. W wyniku tych wydarzeń Polonnaruwa została opuszczona. Na odkrycie czekała ponad 500 lat. Dziś możemy podziwiać ruiny zabytkowej metropolii z licznymi posągami i rzeźbami – m.in. z wykutą w skale kilkunastometrową figurą śpiącego Buddy.

 

Na skutek najazdów Syngalezi zostali zmuszeni do osiedlenia się bardziej na południe. W górzystym wnętrzu wyspy założyli w 1469 r. nowe królestwo wokół miasta Kandy (Królestwo Kandy). Obecnie jest ono nie tylko stolicą Prowincji Środkowej, lecz także jednym z ważniejszych ośrodków wyznawców buddyzmu. Wszystko za sprawą znajdującej się tu Świątyni Zęba (Sri Dalada Maligawa), w której w szkatułce złożono według tradycji ząb samego Buddy. Relikwia ma niezwykłą moc – przyciąga zarówno buddystów, jak i tysiące turystów. Mnóstwo osób przybywa z jej powodu do Kandy zwłaszcza raz w miesiącu, kiedy na Cejlonie obchodzi się Poyę, czyli święto przypadające na dzień pełni księżyca. Przez całą dobę we wszystkich buddyjskich świątyniach w kraju odbywają się barwne uroczystości i panuje podniosła atmosfera.

 

WIZJA SZALONEGO WŁADCY

 

Niemal 200-metrowa bryła magmy króluje nad zieloną równiną w okolicy Dambulli. Widoczna z każdej strony już z daleka, stanowi pozostałość po dawno wygasłym wulkanie. Samotna skała, kontrastująca z otoczeniem, robi niemałe wrażenie. Jeszcze bardziej niesamowita jest historia powstałego na niej obiektu. To karkołomne przedsięwzięcie budowlane było realizacją wizji jednego z najbardziej okrutnych władców Sri Lanki – Kassapy I (rządzącego w latach 473–495). Jako potomek z nieprawego łoża nie mógł on legalnie objąć tronu. Zdobył więc władzę, zabijając swojego ojca Dhatusena. Nie opuszczał go jednak strach przed zbiegłym do Indii przyrodnim bratem Mogallaną, który planował powrócić na Cejlon na czele potężnej armii. Aby uchronić się przed gniewem prawowitego następcy tronu, Kassapa I zdecydował się wybudować potężną twierdzę i pałac na szczycie niedostępnej skały.

 

Zaspokojenie wybujałych ambicji władcy kosztowało życie tysięcy robotników. Miejsce o naturalnych walorach obronnych umocniono jeszcze systemem murów i fos, czyniącym je niedostępnym dla wrogów. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wykute w kamieniu wąskie schodki. Co jednak najciekawsze, skała przekształcona została w olbrzymiego budzącego grozę lwa. Do ogromnej bryły dodano ceglaną głowę i tors oraz pięknie wyrzeźbione przednie łapy. Do dziś przetrwały tylko one, a także sama nazwa Sigirija, która oznacza Lwią Skałę. Skalne ściany samego pałacu pokryto malowidłami przedstawiającymi najprawdopodobniej damy dworu i królewskie nałożnice. Zachowały się one do dzisiaj w zaskakująco dobrym stanie. Oglądający mogą dzięki nim poznać niegdysiejsze kanony urody. Król lubił podziwiać nie tylko piękne kobiety, ale i siebie samego, a jedna ze ścian pałacu została tak wypolerowana, że przy odpowiednim kącie padania promieni słonecznych służyła władcy za lustro. Panowanie Kassapy I trwało 22 lata, do czasu, gdy Mogallana powrócił, aby odebrać bratu władzę.

 

Do dziś na szczycie przetrwały zaledwie fundamenty zespołu pałacowego i umocnień, tworzą one jednak ciekawy labirynt, z którego rozciągają się fantastyczne widoki. Samą Sigiriję można podziwiać w pełnej okazałości z innej skały – położonej niedaleko Pidurangali.

 

CD5-3

Młodzi buddyjscy mnisi na drodze prowadzącej do słynnej Lwiej Skały

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

W GÓRACH USŁANYCH ZIELENIĄ

 

Mimo iż aż 80 proc. obszaru Sri Lanki zajmują niziny, jej środkowo-południowy region to zielona górska kraina pokryta w dużej części tropikalnym lasem. Najbardziej znanym z lankijskich szczytów jest niewątpliwie mierząca 2243 m n.p.m. Sri Pada. Wysokość góry nie imponuje, ale nie z tego względu wyróżnia się ona spośród innych. Według legendy na prośbę boga Samana swój ślad zostawił na tym szczycie sam Budda. Tak przynajmniej utrzymują jego wyznawcy. Hinduiści przekonują natomiast, że ślad ten należy do Śiwy. Chrześcijanie i muzułmanie twierdzą z kolei, że odbił tutaj swoją stopę biblijny pierwszy człowiek, który po wygnaniu z raju stał w tym miejscu na jednej nodze w celu odkupienia grzechów. Dlatego w Europie góra znana jest głównie jako Szczyt Adama (Adam’s Peak), a nie Sri Pada czy Samanalakanda, jak nazywa się ją w Azji. Tajemnicze wgłębienie w skale czyni wzniesienie obiektem kultu wielu religii i celem licznych pielgrzymek.

 

Aby wspiąć się na górę przed wschodem słońca, o którego pięknie na Sri Lance krążą legendy, wyruszyliśmy o 2.00 w nocy. Pobudka po 3 godz. snu nie była łatwa, zwłaszcza że mieliśmy w perspektywie pokonanie ponad 5 tys. schodów. To właśnie one, początkowo łagodne, im dalej, tym coraz bardziej strome, prowadzą do celu. Światła latarni rozstawionych wzdłuż stopni znaczyły w mroku wijącą się ścieżkę na szczyt. Na pewnym etapie zmęczenie dawało nieco o sobie znać. Zapominaliśmy jednak o nim, gdy mijaliśmy wspinających się starszych ludzi, nierzadko nawet o kulach. Niektórzy o własnych siłach, inni wsparci na barkach krewnych powoli, ale konsekwentnie zbliżali się do celu. Na trasie panowała zresztą prawdziwa różnorodność. Spotykaliśmy osoby starsze i dzieci, samotnych wędrowców i całe rodziny, mnichów odzianych w tradycyjne szaty i ubraną współcześnie młodzież. Wszyscy w swoim tempie zmierzali na szczyt.

 

Dotarliśmy na górę ok. 5.00. Było nieco za wcześnie. Słońce miało wzejść za godzinę, a na szczycie niska temperatura dawała nam się we znaki. Schroniliśmy się w jednym z przyświątynnych budynków. Jak się okazało, nie byliśmy jedyni. Wewnątrz zebrał się już spory tłum również zmagających się z zimnem ludzi i wciąż ich przybywało.

 

Nagle wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia. Większość osób zebrała się na schodach przy świątyni i patrzyła w stronę wschodzącego słońca, a raczej tam, gdzie powinno się ono pojawić, bo w ostatniej chwili zostało zasłonięte przez rozległą chmurę. Ciemność powoli się rozpraszała, gasły tak liczne wcześniej gwiazdy, a opadające mgły odsłoniły widok na okolicę. Przy dobiegających ze świątyni dźwiękach bębnów patrzyliśmy na zmieniający się krajobraz. Pobliskie szczyty wyłaniały się zza chmur, aby znów w nich zatonąć. Wszystko to działo się na tle nieba mieniącego się odcieniami różu, żółci, pomarańczy i błękitu. Staliśmy tak jeszcze jakiś czas, chłonąc niesamowitą atmosferę. O zimnie zapomnieliśmy zupełnie.

 

Wracaliśmy tą samą drogą, jednak wyglądała ona zupełnie inaczej. Dopiero za dnia ukazały nam się zbocza porośnięte wiecznie zielonym wilgotnym lasem równikowym, skryte wcześniej pod osłoną nocy. Przed nami było ponad 5 tys. schodów.

 

Wspaniałą górską panoramę podziwiać możemy także w Parku Narodowym Równin Hortona. To wysoko położony płaskowyż (ok. 2100–2300 m n.p.m.) znany z silnych wiatrów i kapryśnej pogody. Ścieżka w różnych odcieniach pomarańczy tworzy tu pętle prowadzące do dwóch charakterystycznych punktów zwanych Małym Końcem Świata i Końcem Świata. Oba zawieszone są nad głębokimi przepaściami (mającymi odpowiednio mniej więcej 300 i 1,2 tys. m). Rozpościerają się stąd zapierające dech w piersiach widoki na pobliskie szczyty. Niestety, można je oglądać tylko wówczas, gdy okolicy nie spowijają ciężkie chmury i gęsta mgła, co często się tutaj zdarza. Najlepiej wybrać się do parku o wczesnych godzinach porannych, ale nawet to nie daje gwarancji na natrafienie na sprzyjające warunki. Czasem warto jednak trochę poczekać na zmianę pogody, bo potrafi ona nastąpić niespodziewanie.

 

Miłośnicy mgieł powinni za to odwiedzić góry Knuckles (Knuckles Mountain Range). Ich niewielki obszar pokrywają lasy mgliste, w których ze względu na ciągłą kondensację pary wodnej mgły nie ustępują ani na chwilę. Zanim jednak dotrze się do tej tajemniczej krainy, podziwiać można piękno zielonych grzbietów skąpanych w południowym słońcu. W tym regionie znajdziemy również odosobnione domy zamieszkane przez ludzi trudniących się głównie uprawą ryżu i kardamonu.

 

KRÓLESTWO HERBATY

 

Tea Pluckers

Kobiety ciężko pracujące przy zbiorach herbaty to w większości Tamilki

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Chociaż na wyspie uprawia się wiele gatunków roślin, w tym zwłaszcza przyprawy takie jak cynamon, gałka muszkatołowa czy kardamon, powszechnie kojarzy się ona przede wszystkim z herbatą, która stała się niejako symbolem Sri Lanki. Trudno się temu dziwić, gdyż ten cejloński produkt doceniany jest od dawna, a sam kraj mimo niewielkiej powierzchni (65 610 km²) zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem wielkości zbiorów (po Chinach, Indiach i Kenii).

 

Więcej sadzonek herbaty trafiło na Sri Lankę dopiero w drugiej połowie XIX w. Sprowadzone zostały z indyjskiego stanu Asam przez Brytyjczyków po tym, jak zaraza zniszczyła uprawianą przez nich wcześniej na wyspie kawę. Sekret wysokiej jakości cejlońskiej herbaty tkwi nie tylko w doskonałych warunkach do jej uprawy. Przede wszystkim wpływa na nią sposób zbierania liści. Podczas gdy w wielu miejscach na świecie używa się do tego celu maszyn, na Sri Lance wciąż tę pracę wykonuje się ręcznie, co umożliwia dokładną selekcję. Dlatego do suszenia trafiają później najlepiej nadające się liście.

 

Jakość ta okupiona jest jednak ciężką pracą kobiet na plantacjach. Zbieraniem herbaty (i wcześniej kawy) trudniły się przede wszystkim Tamilki sprowadzone przez Brytyjczyków po tym, jak Syngalezki odmówiły wykonywania tego zadania. Mimo upływu lat i zmiany sytuacji politycznej nadal to właśnie one są najliczniejszymi pracownicami plantacji. Od bladego świtu krążą wśród równo przyciętych krzewów, żeby zebrać nawet do 20 kg liści w ciągu dnia! Kobiety zrywają jedynie te najmłodsze, jasnozielone listki wraz z nierozwiniętym pączkiem, rosnące na szczycie herbacianego krzewu. Wymaga to nie tylko wiedzy, ale i cierpliwości, a także manualnej sprawności.

 

Specjalnie wyselekcjonowane liście poddawane są procesom suszenia, rolowania i fermentacji. Dopiero tak przygotowany susz trafia na aukcje, na których zaopatrują się w niego światowi producenci. Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno herbatę czarną, jak i zieloną czy białą pozyskuje się z jednego typu herbacianego krzewu. Różni je jedynie to, co dzieje się z liśćmi po zerwaniu. W przypadku herbaty czarnej są one w pełni sfermentowane – najpierw więdną, potem zostają skręcone, ulegają fermentacji, a na koniec się je suszy. Liście herbaty zielonej poddaje się tylko minimalnemu utlenianiu, a później suszeniu i podgrzewaniu, co zapobiega rozpoczęciu się procesów fermentacyjnych, dzięki czemu produkt końcowy zachowuje zieloną barwę. Herbatę białą wytwarza się z nierozwiniętych młodych pączków pozostawianych do zwiędnięcia, a następnie suszonych.

 

Wzgórza pokryte przystrzyżonymi herbacianymi krzewami to jeden z najbardziej charakterystycznych, a także najpiękniejszych widoków na Cejlonie. Wspaniale prezentują się zarówno skąpane w południowym słońcu, jak i otulone poranną mgłą. Znajdują się m.in. w pobliżu miejscowości Nuwara Elija (Nuwara Eliya), Kandy, Haputale, Badulla, Bandarawela czy Dimbula, a podziwiać można je również z przebiegającej tu niezwykle widokowej trasy linii kolejowej. Przejażdżka pociągiem w tym malowniczym rejonie jest atrakcją, której podczas podróży po Sri Lance naprawdę nie wolno pominąć.

 

W trakcie wizyty na tutejszych plantacjach nie tylko nacieszymy oczy. Uświadomimy też sobie, jak długotrwały i pracochłonny proces przechodzi herbata, zanim trafi do naszych filiżanek w formie popularnego napoju.

 

Rajskie wybrzeże

 

Sun tanning at one of the many beautiful sandy beaches

Na Cejlonie jest mnóstwo słonecznych plaż idealnych na błogi wypoczynek

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Sri Lanka to wręcz wymarzone miejsce dla osób chcących odpocząć na słonecznym wybrzeżu. Wszak wyspę oblewają krystaliczne wody Oceanu Indyjskiego, a długa na 1340 km linia brzegowa usłana jest gęsto naturalnymi, skąpanymi w słońcu plażami. Pasy białego i złocistego piasku urozmaicają namorzynowe laguny, palmowe gaje, zaciszne zatoczki, urokliwe rybackie wioski i rafy koralowe. Lankijskie wybrzeże ma niejedno oblicze. Znajdują się na nim tętniące życiem kurorty, jak i miejsca niemal całkiem bezludne. Są tutaj plaże dla miłośników imprez i nocnego życia oraz takie dla osób lubiących czytać książki w hamaku. Luksusowe hotele zaspokajające oczekiwania bardzo wymagających klientów przeplatają się ze skromnymi domkami pozbawionymi cywilizacyjnych udogodnień. Odnajdą się tu turyści chcący aktywnie spędzić czas na surfowaniu czy nurkowaniu, a także ludzie szukający błogiego spokoju i ciszy, spragnieni obcowania z przyrodą. Warto zatem zrobić wcześniej rozeznanie, żeby wybrać plażę najbardziej odpowiadającą naszym wymaganiom.

 

Na południowo-zachodnim wybrzeżu można odwiedzić Galle. To założone na początku XVI stulecia przez Portugalczyków (w miejscu, gdzie istniał już port) i przebudowane później przez Holendrów miasto słynie z wąskich uliczek, kolonialnych willi, kilkusetletnich kościołów i fortu z XVII w. Jego centrum historyczne zostało wpisane w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako najlepszy przykład ufortyfikowanego ośrodka wzniesionego przez Europejczyków w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

 

Niedaleko brzegów oceanu położony jest również Park Narodowy Yala, w którym można spotkać wiele gatunków zwierząt takich jak słonie, bawoły indyjskie (wodne), krokodyle błotne i różańcowe czy lamparty w ich naturalnym środowisku. To zresztą nie jedyne takie miejsce na wyspie. W celu obserwowania lokalnej fauny warto wybrać się też do parków narodowych Udawalawe lub Wilpattu.

 

Powierzchnia Sri Lanki wynosi tyle, ile mniej więcej jedna piąta terytorium Polski. Na tak niewielkim obszarze znajdują się wspaniałe góry, piękne plaże, ciekawe skarby kultury i architektury buddyjskiej, a także parki narodowe pełne egzotycznych roślin i zwierząt. Wszystko to sprawia, że po pierwszej wizycie na wyspie odwiedzający ją czują niedosyt, który skłania ich do planowania powrotu do tego niesamowitego zielonego zakątka świata.