Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.


Jordańskie Królestwo Haszymidzkie leży w Azji Południowo-Zachodniej. Graniczy z Izraelem, Arabią Saudyjską, Irakiem, Syrią i Zachodnim Brzegiem Jordanu. Do tego bliskowschodniego państwa należy 26 km wybrzeża nad zatoką Akaba w basenie Morza Czerwonego.

Swoją podróż po Jordanii zwykle zaczynam od Ammanu, jej stolicy. Najlepiej oglądać go podczas przejażdżki taksówką lub z ruin Cytadeli położonej na wzniesieniu. Zawsze mam wrażenie, że to miasto faluje – kwadratowe domy w kolorze piasku gęsto przykrywają okoliczne wzgórza i przypominają potężne beżowe fale. Pomiędzy nimi nie widać żadnych skwerów ani parków. Ciężko uwierzyć, że mieszka tutaj tylko ok. 4 mln ludzi, bo metropolia wydaje się dużo większa, a stada kóz i wielbłądów wypasane wśród budynków na przedmieściach zdumiewają jeszcze bardziej.

Starszy brat Rzymu

JerashGeneral5.jpg

Dżarasz – otoczona dwoma rzędami kolumn dawna rzymska ulica (cardo)

©JORDAN TOURISM BOARD



Dziś w granicach Ammanu leży 19 wzgórz, chociaż podobno został on, niczym starożytny Rzym, założony na siedmiu. Na najwyższym z nich znajdują się ruiny Cytadeli z VIII w. Samo wzniesienie było jednak zamieszkane już od ok. 1650 r. p.n.e., co czyni centrum jordańskiej stolicy starszym od Wiecznego Miasta o prawie tysiąclecie. Mimo to nie ma tu zbyt wielu pamiątek z czasów starożytnych. Zachowały się jedynie teatr rzymski, odeon czy ruiny nimfeum (rodzaj okazałej fontanny) i Świątyni Herkulesa z II w. n.e. Dziś przypominają o świetności i bogactwie antycznego Ammanu (nazywanego wtedy Filadelfią), dzięki którym został włączony do Dekapolis – ligi dziesięciu wolnych miast.

               
Centrum stolicy to moja ulubiona dzielnica. Jej ulice ostro zakręcają i wbiegają pod strome wzgórza, ale miejscowi kierowcy dobrze wiedzą, jak odnaleźć się we wszechobecnym chaosie. Najbardziej lubię spacerować tutaj wieczorami, bo wtedy właśnie metropolia ożywa. Ammańska scena klubowa porównywana jest zresztą do tej z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Szarm el-Szejk w Egipcie i uchodzi za jedną z najlepszych w świecie arabskim. To jednak nie clubbing przyciąga mnie w te strony. Wolę przejść się po okolicy, popatrzeć na grupy przyjaciół, pary i całe rodziny, kupić na targu trochę owoców (tak, nocą), napić się herbaty w jednej z knajpek, gdzie czasem grający w szesz-besz (tryktraka) Arabowie zaproszą mnie do stolika. I chociaż ja znam tylko podstawowe arabskie zwroty, a oni nie mówią po angielsku, atmosfera zawsze jest bardzo miła. Za dnia natomiast uciekam z Ammanu poznawać północ Jordanii.

Starożytny system alarmowy

Nie tylko Amman leży na wzgórzach. Praktycznie całą północno-zachodnią Jordanię zajmują góry, dzięki czemu latem bywa tu chłodniej niż na pustyni, a zimą najwyższe wzniesienia pokrywa nawet cienka warstwa śniegu. Klejnotem tego regionu Jordanii są ruiny najlepiej zachowanego rzymskiego miasta na Bliskim Wschodzie – Gerazy (dziś Dżarasz). Swój złoty okres przeżywało ono za panowania rzymskiego (i również weszło do Dekapolis), ale silne trzęsienie ziemi w VIII w. zapoczątkowało jego stopniowy upadek. Dzisiaj pozostałości dawnych zabudowań stanowią świetny przykład prowincjonalnego ośrodka.

               
Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy okolica tonie w bujnej zieleni, lub latem, gdy turystów jest niewielu, a przez ponad tydzień trwa Festiwal Kultury i Sztuki w Dżarasz. Nocą odbywają się wówczas  spektakle i koncerty wśród podświetlonych budynków, a za dnia można podziwiać zachowane zabytki: łuk triumfalny cesarza Hadriana (76–138), hipodrom, forum, dwa teatry, świątynie i kościoły, łaźnie, fontannę, bramy miejskie i ulice z kolumnami. Lokalny przewodnik zwrócił kiedyś moją uwagę na spody tych kolumn zaokrąglone w prawie niewidoczny sposób. Następnie podniósł z ziemi kamień i uderzył nim o leżące obok wielkie skalne bloki. Zamiast zwykłego odgłosu rozległ się metaliczny brzdęk. Te bloki układano tak, aby uderzały o siebie, gdy kolumny zaczynały się kołysać w czasie trzęsienia ziemi. Dzięki temu ludzie mogli szybko opuścić budynki, zanim się zawaliły – wyjaśnił. To był starożytny system alarmowy – dodał dumny z tego, że pokazał mi tę ciekawostkę.

Arabska etykieta

Arabowie w ogóle są ludźmi bardzo dumnymi, lecz Jordańczycy mają konkretne powody, żeby z takim poczuciem godności opowiadać o swojej ojczyźnie. Mój znajomy Jamal często podkreśla, że Jordania stanowi jeden z najbezpieczniejszych krajów w regionie. Syria, Irak, Arabia Saudyjska, Egipt, nigdzie nie jest tak bezpiecznie jak u nas! – zachwala. Wszyscy chcą tu mieszkać! Trzeba przyznać mu w tym trochę racji. W wielu tutejszych rejonach, szczególnie na północy, można spotkać imigrantów z Iraku, Syrii czy Palestyny.

               
Zwykle przed wyjazdem na Bliski Wschód słyszę pytania, czy jako blondynka nie boję się jeździć do krajów arabskich. Ja jednak w Jordanii czuję się naprawdę bezpiecznie. Przeważająca większość Jordańczyków to uprzejmi ludzie o dobrych manierach. Z szacunku do obcej kobiety nie dotkną jej (a zaczepki seksualne nie zdarzają się prawie nigdy), chociaż spoglądają z ciekawością. Często wielu z nich nie widziało tak bardzo jasnych włosów jak moje, do czego jestem już przyzwyczajona.

               
Trzeba jednak pamiętać o różnicach kulturowych i traktować tutejsze obyczaje z szacunkiem. Nieskromny strój u turystów obu płci uchodzi za obraźliwy. Arabskim kobietom nie należy robić zdjęć bez pytania nawet na ulicy. Z kolei w meczetach w ogóle nie powinno fotografować się ludzi – niegdyś odgrywały one rolę przytułków dla bezdomnych. Poza tym lewą rękę uważa się za nieczystą i nie wolno nią jeść ani wręczać czy przyjmować prezentów.

               
Jeżeli zdarzy nam się, że w ciągu dnia będziemy zasypywani na ulicy pytaniami, jak się czujemy lub czy niczego nam nie brakuje, to tylko dlatego, iż dla Jordańczyków przestrzeń osobista nie istnieje. Najgorsze, co możemy wtedy zrobić, to okazać zniecierpliwienie bądź irytację. Jeśli dorzucimy do tego gesty np. sugerujące, że chcemy, aby nasz rozmówca sobie poszedł, będzie to dla niego głęboko obraźliwe. Turyście z Europy łatwo jest popełnić faux pas, jednak jeżeli pokażemy, iż staramy się zapamiętać zasady arabskiej etykiety i odnosimy się do miejscowych z szacunkiem, Jordańczycy to docenią i zdobędziemy ich przyjaźń.

Miasta i zamki

MountNeboChurchHorizontal.jpg

Ruiny zamku arabskiego w Adżlun z XII w.

©JORDAN TOURISM BOARD



Z dziesięciu miast, które należały do Dekapolis, sześć znajdowało się w granicach dzisiejszej Jordanii. Chociaż ruiny w Dżarasz są najbardziej okazałe i najlepiej zachowane, turyści odwiedzają też pozostałości antycznej Gadary w Umm Qais. Obecnie jednak ten kompleks podziwia mniej przyjezdnych, gdyż osada leży tuż przy granicy z Syrią i ludzie wolą nie ryzykować. Mimo to Jordańczycy zachęcają obcokrajowców do obejrzenia tego zabytku, a konflikt w sąsiednim kraju traktują jako swoistą atrakcję. Tam się zwykle nic nie dzieje, czasem tylko widać dym i słychać strzały – mawiają.

               
Zaledwie ok. 20 km od Dżarasz znajdziemy jeszcze zamek w Adżlun. Twierdza została wzniesiona w XII w. przez dowódcę i siostrzeńca Saladyna jako budowla przeznaczona do obrony przeciwko krzyżowcom, którym nigdy nie udało się jej zdobyć. Dzięki strategicznemu położeniu na wzgórzu można było stąd obserwować Dolinę Jordanu i dochodzące do niej 3 wadi („wąwozy”). Co ciekawe, forteca stanowiła część liczącej ponad 1000 km drogi komunikacyjnej między Damaszkiem i Kairem, którą gołębie pocztowe pokonywały w zaledwie jeden dzień!

               
Poza ruinami rzymskich miast w tej części Jordanii leżą również tzw. zamki pustynne. Rozrzucone na wschód od Ammanu pośród piasków i skał bezkresnej Pustyni Syryjskiej budowle z VII i VIII w. mogły służyć kalifom za pałace, twierdze, magazyny gospodarcze lub karawanseraje (zajazdy) dla wędrujących przez okolice kupców. Dziś najlepiej zachowanych i odrestaurowanych tego typu obiektów jest tylko 9, a wszystkie są uważane przez archeologów za jedne z najwspanialszych przykładów architektury i sztuki wczesnego islamu. Mój ulubiony to Kasr Amra, którego wnętrza zdobią przepiękne freski. Całe komnaty pokrywają ścienne malowidła przedstawiające życie codzienne, władców, a także różne symboliczne obrazy, takie jak np. mapa nocnego nieba z konstelacjami i znakami zodiaków.

               
Na wycieczkę do zamków pustynnych warto wynająć lokalnego przewodnika, ponieważ te budowle o piaskowym kolorze często rozpływają się w gorącym powietrzu niczym fatamorgana. Bywa, że nie prowadzą do nich żadne drogowskazy, a jeśli nasz kierowca nie zna okolicy, to nie będzie chciał nas do nich zawieźć. Nie powinno to nikogo dziwić. Tych twierdz, do których najtrudniej dotrzeć, nie ogląda się dla ich architektury, ale dla otaczającego je bezkresu pustyni, która może być bardzo niebezpieczna.

Kraina z „Biblii”

Wiele osób zaskoczy pewnie fakt, że Jordania kojarzy się nie tylko z islamem, ale też chrześcijaństwem. Znajduje się tutaj kilka miejsc wspomnianych w Starym i Nowym Testamencie, do których ściągają pielgrzymi i amatorzy archeologii biblijnej. Dwa z nich, Betanię nad Jordanem i górę Nebo (817 m n.p.m.), w marcu 2000 r. odwiedził papież Jan Paweł II.

               
Najczęściej ludzie pielgrzymują właśnie na ten drugi szczyt, z którego Mojżesz oglądał zieloną Dolinę Jordanu, czyli Ziemię Obiecaną. Trudno uwierzyć w jego zachwyt nad tym rejonem dzisiaj, kiedy okolica szczególnie latem jest wypalona słońcem, ale kilka tysięcy lat temu rozciągały się tu bardziej urodzajne ziemie. Na tarasie widokowym ustawiono tablicę z opisanym horyzontem, a wczesnym rankiem lub zimą, gdy powietrze staje się niezmiernie przejrzyste, widać stąd dobrze jedno z najstarszych miast świata – Jerycho, położone po drugiej stronie Morza Martwego.

               
Najważniejsze jednak miejsce dla chrześcijan stanowi Betania nad Jordanem, gdzie zgodnie z Ewangelią według św. Jana Jan Chrzciciel nauczał o nadejściu Mesjasza i ochrzcił Jezusa z Nazaretu. Nieprzypadkowo działo się to w tym rejonie. Rzeka ma tutaj zaledwie kilka metrów szerokości i ok. 1,5 m głębokości. W przeszłości znajdował się na tym odcinku bród, którym przekraczano Jordan (nazwa Betania zresztą pochodzi od Beit Anniya – „Dom Przejścia”). Dziś przebiega tędy granica między Izraelem i Jordanią, pilnie strzeżona przez żołnierzy obydwu państw. Nic w tym dziwnego, ponieważ przybywający nad rzeczne brzegi z obu stron pielgrzymi mogą prawie się dotknąć.

               
Z Janem Chrzcicielem wiąże się również inny punkt na mapie Jordanii. To pustynne wzgórze wysokie na niemal 740 m n.p.m., na którego szczycie stał Macheront, zamek Heroda Wielkiego (ok. 73 r. p.n.e.–4 r. p.n.e.). Jego syn, Herod Antypas (przed 20 r. p.n.e.–po 39 r. n.e.) poślubił swoją bratową Herodiadę, łamiąc tym samym moralny zakaz. Jan Chrzciciel, ogłoszony prorokiem i będący wielkim autorytetem dla ludzi, głośno krytykował to małżeństwo, za co został wtrącony do więzienia. Królowa domagała się jego śmierci, jednak władca obawiał się gniewu ludu. W końcu gdy córka Herodiady, Salome III, tańczyła przed królem z okazji jego urodzin, ten urzeczony występem przysiągł spełnić każde jej życzenie. Dziewczyna, za namową matki, poprosiła o głowę Jana Chrzciciela na tacy, a Herod Antypas, chociaż niechętnie, rozkazał ściąć proroka w twierdzy Macheront.

               
Dla osób interesujących się historią biblijną istotna jest też miejscowość Madaba, w której na mozaikowej posadce w prawosławnej Bazylice św. Jerzego znajduje się najstarsza na świecie mapa Palestyny i Delty Nilu z VI w. Umieszczono na niej ok. 150 greckich nazw miejsc zawartych w Biblii. Niegdyś miała kształt nieregularnego trapezu o wysokości 7 m i dłuższym boku mierzącym podobno 21 m, a składała się z ponad 2 mln kawałków! Chociaż większość mapy nie przetrwała do naszych czasów, to i tak w obecnym stanie dostrzeżemy jej złożoność. Palestynę ukazano tu z perspektywy Morza Śródziemnego. Gdy stoimy przed jej odwzorowaniem, widzimy Jerozolimę otoczoną murami, a za nią Morze Martwe. Po lewej wije się rzeka Jordan, po prawej natomiast leży półwysep Synaj i Delta Nilu.

               
W Madabie odkryto więcej mozaik, dlatego wykonane tą techniką obrazy albo meble to typowa pamiątka z Jordanii. Wyrabia się je ręcznie według tradycyjnych metod, a ich cena zależy od wielkości i złożoności wzoru. Mozaikowe malowidło może być tworzone nawet kilka miesięcy!

               
Ostatnią postacią z Biblii kojarzoną z jordańskimi ziemiami jest Lot. Po zniszczeniu Sodomy i Gomory ukrył się on z córkami w jaskini, gdzie według biblijnego przekazu doszło do kazirodczego stosunku, w wyniku którego narodzili się Moab i Ben-Ammi, protoplaści Moabitów i Ammonitów, starożytnych ludów Jordanii. Miejsce to, zwane Jaskinią Lota, znajduje się w klifach na południowym wschodzie Morza Martwego.

Kąpiel w błocie i oleju


Wspomniane Morze Martwe, tak naprawdę będące jeziorem, nie prezentuje się zbyt atrakcyjnie. Co prawda, sól tworząca różne ciekawe formacje przy linii brzegowej wygląda z daleka trochę jak śnieg, ale raczej nie przyjeżdża się tutaj dla widoków. To zresztą bardzo specyficzny rejon, do którego można zapałać miłością lub wręcz przeciwnie, od razu się zniechęcić.

               
Ja – niestety – należę do drugiej grupy osób. Przede wszystkim dlatego, że na wybrzeżu bywa zawsze tak nieznośnie gorąco i duszno, iż ciężko mi oddychać. Akwen leży w najgłębszej depresji świata. Jego lustro znajduje się 429 m p.p.m. i cały czas się obniża, chociaż nie wypływają z niego żadne rzeki. Ze względu na wysokie temperatury (latem dochodzące nawet do 40°C) woda morska ciągle odparowuje, a stężenie substancji mineralnych, w tym soli, stale się zwiększa. Jest ono tak duże, że żadne formy życia (oprócz bakterii) nie są w stanie tutaj przetrwać, a każda ryba, trafiająca do morza z kilku dopływających do niego rzek, natychmiast ginie. Właśnie z tego powodu to wielkie słone jezioro bezodpływowe nazwano „martwym”.

               
Wysokie zasolenie sprawia również, że kąpiel w tym akwenie stanowi dość ciekawe doświadczenie. Przede wszystkim jego wody są oleiste i gorące. W okolicy brzegu bywają cieplejsze od powietrza. Podczas zanurzania się wszystko zaczyna nas bardzo swędzieć i od razu dowiadujemy się o każdym zadrapaniu na naszym ciele (dlatego lepiej nie golić się przed kąpielą). Mimo mojej niechęci do tłustej i ciepłej wody muszę przyznać, że unoszenie się na jej powierzchni to całkiem przyjemne uczucie, a minerały w niej zawarte działają dobroczynnie na skórę i włosy, które natychmiast stają się niezmiernie gładkie. Także czarne błoto pozyskiwane z dna jeziora ma wysoko cenione właściwości i często można zobaczyć smarujących się nim turystów i miejscowych.

               
Lecznicze walory produktów z Morza Martwego i powietrza z jego okolic znano już w starożytności. Przyjeżdżali tu ludzie cierpiący na dermatozy i choroby układu oddechowego. Dziś na wybrzeżu działa wiele uzdrowisk, komfortowych hoteli spa & wellness oraz centrów odnowy biologicznej, których rozwój wspiera państwo.

Królowa z arabskiej baśni

Jordania zaczęła mocno inwestować w turystykę od 1999 r., kiedy na jej tronie zasiadł król Abdullah II z dynastii Haszymidów. Jednak za prawdziwą tutejszą gwiazdę uchodzi jego żona Rania, uznawana przez wielu za najpiękniejszą królową na ziemi. Chociaż podkreśla, że jest muzułmanką, nie ubiera się w tradycyjny sposób. Nosi dopasowane garsonki i nie zakrywa włosów hidżabem. Królowa gorąco popiera równouprawnienie kobiet, wspomaga edukację dzieci i najbardziej konserwatywnych środowisk w kraju (np. Beduinów), a także angażuje się w zmianę wizerunku krajów arabskich na świecie. Ma profile w serwisach społecznościowych Facebook i Instagram. W 2008 r. prowadziła kanał YouTube, gdzie publikowała swoje wypowiedzi o stereotypach o sytuacji Arabek w ich ojczyznach. Para wychowuje czwórkę dzieci.

               
Z kimkolwiek z Jordańczyków rozmawiam, wszyscy wypowiadają się o królu i królowej ciepło i z szacunkiem. Udało im się stworzyć nowoczesny wizerunek rodziny w tym konserwatywnym kraju. Mieszkańcy Jordanii stawiają ich za wzór godny naśladowania, cenią za działalność charytatywną i wspieranie pokoju na Bliskim Wschodzie. Kochają królewską parę tak bardzo, że mimo protestów przeciwko rządowi, które odbyły się na początku 2011 r., mało obywateli chciało zmienić ustrój państwa z monarchii konstytucyjnej na republikę.

Wąwozy i klify

Jednym z moich ulubionych miejsc w Jordanii jest wąwóz, przez który płynie rzeka Wadi al-Mudżib. W rejonie jej ujścia do Morza Martwego poprowadzono 2-kilometrowy szlak dla amatorów kanioningu. Można przebyć go samodzielnie (są tu też bardziej zaawansowane trasy wymagające opieki przewodnika). Przy wejściu na trakt dostajemy kamizelkę ratunkową. Drogę pokonujemy, wędrując, płynąc lub wdrapując się na kaskady (trudniejsze miejsca zabezpieczono liną). Na koniec docieramy do wielkiego wodospadu. To jeden z najpiękniejszych wąwozów w kraju. Woda na jego dnie ma kolor jasnobłękitny, a jego ściany, oddalone od siebie zaledwie o kilka metrów, zdobią poziome pasy w różnych odcieniach brązu. Najwspanialej prezentuje się on od godz. 10.00, kiedy słońce oświetla cały korytarz.

               
Po drodze z Wadi al-Mudżib do Rezerwatu Przyrody Dana warto odwiedzić Al-Karak z największym po Krak des Chevaliers w Syrii zamkiem krzyżowców na Bliskim Wschodzie. Ten XII-wieczny obiekt liczył aż siedem pięter, z czego część znajduje się pod ziemią, dlatego dobrze zabrać ze sobą latarkę. Okres świetności twierdzy trwał zaledwie ponad 100 lat. Została ona zniszczona przez trzęsienie ziemi.

               
Do wspomnianego największego jordańskiego rezerwatu przyrody (308 km² powierzchni) ściągają miłośnicy pieszych wędrówek. Wyznaczono w nim kilkadziesiąt kilometrów szlaków wśród wzgórz i wysokich klifów. Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy kwitną kwiaty, bądź jesienią, gdy najłatwiej wypatrzeć zwierzęta, niezbyt licznych mieszkańców tego kraju. W Jordanii żyją kuny, szakale, lisy, wilki, hieny pręgowane, wiewiórki perskie (kaukaskie), gazele, oryksy arabskie, koziorożce nubijskie, karakale, strusie północnoafrykańskie, a także rzadkie onagery perskie, czyli podgatunek osła azjatyckiego. Spotkanie tych ostatnich na wolności graniczy z cudem, dlatego nazywane są jednorożcami pustyni.

               
Zapaleni ornitolodzy mogą natomiast wybrać się na obserwowanie ptaków. Aż 18 tutejszych regionów zostało uznanych za Ostoje IBA (Important Bird Area). Występuje w nich wiele chronionych gatunków. We wschodniej części Jordanii przy oazie Azrak ujrzymy ptaki pustynne i wodne, np. z rodziny skowronków, nektarników, dzierzb, łuszczaków czy żurawi. W rezerwatach przyrody wypatrzymy m.in. sępy, orły, sokoły i góropatwy azjatyckie. W rejonie rzeki Jordan i Morza Martwego żyją gatunki arabskie i afrykańskie, w tym żołny i tymalie. Oprócz tego obszar ten leży na szlaku wielkiej migracji ptaków między Europą, Afryką i Azją. Warto zajrzeć tu na początku września, gdyż widok dziesiątek tysięcy osobników w jednym miejscu robi niesamowite wrażenie.

Klejnoty Jordanii

WadiRum_2.jpg

Tzw. Obszar Chroniony Wadi Rum słynie z naturalnych łuków skalnych

©JORDAN TOURISM BOARD



Najwięcej turystów przyjeżdża jednak do Jordanii, żeby zobaczyć Petrę, miasto zaliczane do 7 Nowych Cudów Świata. W VI w. p.n.e. osiedlili się na tym terenie Nabatejczycy, którzy przez 500 lat wykuwali monumentalne budowle w czerwonych skałach. Aby poznać to miejsce w miarę dobrze i zwiedzić je bez pośpiechu, najlepiej przeznaczyć na wizytę w nim dwa dni. Ja najbardziej lubię przyglądać się temu starożytnemu kompleksowi przed zapadnięciem zmroku, kiedy skalne ściany zabarwiają się na ogniście pomarańczowy kolor, ale każdy znajdzie swoją ulubioną porę dnia. Fasady grobowców pięknie prezentują się też o wschodzie słońca, a o zachodzie ze szczytów wzniesień można podziwiać czarną dolinę Arabah, położoną za Petrą. Od kilku lat organizuje się także nocne zwiedzanie miasta. Przez Sik, skalny korytarz, podąża się drogą oświetloną lampionami, która ciągnie się aż do Skarbca (Al-Chazny), znanego z filmu Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989 r.).

               
Obcokrajowców przyciąga również dolina Wadi Rum. Z czerwonego piasku wyrastają tutaj potężne rdzawe skały. Wydaje się, że leżą niedaleko siebie, ale przejechanie od jednej do następnej na wielbłądzie zajmuje prawie godzinę. Zwierzęta te zwane są okrętami pustyni i od wieków służą Beduinom jako środek transportu. Jednak zwiedzanie Wadi Rum na wielbłądzim grzbiecie może niedoświadczonemu jeźdźcowi szybko się znudzić. Na dodatek dotarcie do większości atrakcji trwałoby co najmniej kilka dni. Beduini organizują więc wycieczki jeepami, podczas których w ciągu kilku godzin obejrzymy piaszczyste wydmy, skalne mosty i grzyby, starożytne inskrypcje (w sumie istnieje ich tu ok. 30 tys.) oraz miejsca związane z Thomasem Edwardem Lawrence’em (1888–1935), zwanym Lawrence’em z Arabii, zakochanym w Bliskim Wschodzie brytyjskim archeologiem, wojskowym i agentem wywiadu. Podczas powstania antytureckiego (1916–1918) popierał on dążących do niepodległości Arabów. Ostatnio niesamowite krajobrazy Wadi Rum posłużyły za scenografię do filmu Ridleya Scotta Marsjanin (2015 r.) z Mattem Damonem w roli głównej.

               
Wszystkim gorąco polecam nocowanie na pustyni, szczególnie latem, gdy noce są tak ciepłe, że można spędzać je pod gołym niebem. Oczywiście, śpi się na wysokim łóżku, na którym nie grozi nam ukąszenie skorpiona, węża czy solfugi, tzw. pustynnego pająka, spotykanego niezmiernie rzadko. Jeśli trafimy na nów, ujrzymy miliony gwiazd. Z kolei podczas pełni jest zwykle tak jasno, że samo niebo wydaje się czarne, a czerwone za dnia skały i piasek przybierają zimny błękitny kolor. Ja zakochałam się w obydwu tych obliczach arabskiej pustynnej nocy.

               
Wisienką na torcie w trakcie naszej wizyty w Jordanii będzie odpoczynek w 140-tysięcznym kurorcie Akaba nad Morzem Czerwonym. Warto wybrać się tutaj na snorkeling lub nurkowanie na rafie koralowej i wśród wraków statków czy innych zatopionych obiektów (np. czołgu) porośniętych koralowcami. Tego typu podwodne ogrody zostały stworzone specjalnie z myślą o turystach i cieszą się niezwykłą popularnością przez cały rok, bowiem sezon nad zatoką Akaba panuje zarówno latem, jak i zimą.

Herbata i orzechy

Podczas zwiedzania Jordanii niejednokrotnie będziemy mieli szansę skosztować lokalnych przysmaków na ulicy lub na obiedzie u jej mieszkańców. Jordańczycy są bardzo gościnni. Nauczyło ich tego trudne życie na pustyni. Do najczęściej podawanych potraw należą szoarma (szawarma), falafel czy przyprawiony ryż z jagnięciną bądź kurczakiem oraz mnóstwem sałatek i sosów. Jeśli trafi nam się taka okazja, kupmy na targu owoce granatu albo kaktusa, soczyste winogrona i koniecznie pistacje i inne orzechy, które sprzedawane są bez dodatków, a także w polewach i przyprawach. Na kolację spróbujmy potrawki z bakłażana i pomidorów z białym serem, a zakończmy ją deserem w postaci bakławy z miodem i równie słodką herbatą lub kawą. Tej ostatniej nie powinniśmy odmawiać, bo ten napój jest tu dość drogi. Pamiętajmy jednak, wolno nam wypić najwyżej trzy szklanki kawy – za duszę, za gościa i za miecz, czyli obronę, w którą weźmie nas Jordańczyk. Jeżeli poprosimy o więcej, odebrane zostanie to jako chciwość.

               
Jordania stanowi serce Bliskiego Wschodu. W te strony można wybrać się zarówno na spokojny wypoczynek, jak i aktywne wakacje pełne przygód wśród pustynnych piasków, skał i głębokich wąwozów. To kraina słodka jak arabska herbata i orzechy w miodzie, a zarazem ciepła niczym Petra o zachodzie słońca i uśmiech na twarzy Jordańczyka. Ten kraj jest nowoczesny, a jednocześnie ciągle tradycyjny, ale z pewnością nie nudny.

Artykuły wybrane losowo

Wśród birmańskich złotych stup

ANNA SOBKOWICZ

<< Do niedawna zamknięta na świat Birma staje się dziś coraz modniejszym kierunkiem turystycznym. Wśród podróżników panuje przekonanie, że warto ją odwiedzić jak najszybciej, zanim zaleją ją zdobycze zachodniej cywilizacji. Pierwsze zmiany już można zaobserwować, a ich znakiem są np. pojawiające się bankomaty i planowane otwarcie pierwszej w kraju restauracji McDonald’s. >>

 W języku polskim tradycyjnie na określenie tego państwa leżącego w Azji Południowo-Wschodniej używa się toponimu Birma, jednak od 1989 r. jego oficjalna nazwa brzmi Myanmar (na gruncie polszczyzny spotyka się też zapisy Mjanma, Mianma lub Republika Związku Mjanmy). Wzdłuż jego zachodniej, północnej i wschodniej granicy ciągną się tereny górskie, natomiast środek zajmuje nizina Irawadi, przez którą płynie rzeka o tej samej nazwie (najdłuższa w kraju). Od południa kraj oblewają wody Oceanu Indyjskiego, a dokładniej Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego.

Więcej…

Dwanaście najpiękniejszych wysp Hiszpanii

MAGDALENA KOKOTKIEWICZ

www.przewodnikandaluzja.pl

 

<< Hiszpania nie należy do typowych krajów z wieloma archipelagami jak Chorwacja, Grecja czy Włochy. Kojarzy się głównie z malowniczym wybrzeżem. Gdy jednak mowa o hiszpańskich wyspach, od razu przychodzą nam na myśl Baleary i Wyspy Kanaryjskie. Oba archipelagi znane są z pięknych plaż i wysoko rozwiniętej infrastruktury turystycznej. Z tego powodu często pojawiają się w katalogach biur podróży. >>

 

Tabarca, łodzie i jachty w okolicy portu

© PATRONATO PROVINCIAL TURISMO COSTA BLANCA

 

Hiszpańskie wyspy to nie tylko imprezowa Ibiza czy słynna kanaryjska Teneryfa. Nawet w obrębie poszczególnych archipelagów można zauważyć różnice w architekturze, kulturze, kuchni, krajobrazie i przyrodzie. Każdy na pewno znajdzie tu miejsce, które będzie mu odpowiadać pod względem potrzeb i upodobań, czy to miłośnik wypoczynku na plaży, amator turystyki aktywnej, osoba lubiąca w spokoju podziwiać piękne widoki, czy też rodzic z dziećmi.

Wśród wybranych przeze mnie 12 najpiękniejszych hiszpańskich wysp są zarówno te znane, które chciałabym pokazać z nieco innej strony, jak i te mniej popularne, choć z pewnością warte zainteresowania. Aby wybrać tę najwspanialszą, najlepiej odwiedzić je samemu. Wysp z mojego zestawienia wystarczy akurat na wszystkie 12 miesięcy w roku.

 

IBIZA

Wchodząca w skład archipelagu Baleary Ibiza (ok. 572 km² powierzchni) ma dwie twarze. Znajdziemy na niej kamienne domy otoczone gajami oliwnymi i stare farmy z pomalowanymi na biało budynkami. Słynie ona jednak głównie z barów, dyskotek i klubów oraz gwarnych kurortów z wielopiętrowymi hotelami. Z tego powodu w Ibizie zakochują się naprawdę różni ludzie, a w minionym roku przybyło na nią ok. 2 mln zagranicznych gości. Wyspa stała się popularna dzięki hippisom, którzy odkryli ją w latach 60. XX w. Od połowy lat 90. uchodzi za najbardziej rozrywkowe miejsce na świecie. Co ciekawe, największa dyskoteka na naszym globie, według Księgi rekordów Guinnessa, jest usytuowana w miejscowości Sant Rafel de sa Creu. Może pomieścić aż 10 tys. osób, ma powierzchnię 6,5 tys. m² i nosi nazwę „Privilege”.

Choć dziś Ibiza cieszy się opinią najmodniejszego celu podróży w basenie Morza Śródziemnego, zachowała swój lokalny charakter. Wraz z Formenterą i okolicznymi wysepkami tworzy Pitiuzy. Przecina ją łańcuch niewysokich gór (z najwyższym szczytem Sa Talaia, 475 m n.p.m.). Linia brzegowa wyspy jest bardzo urozmaicona – pełno tu pięknych plaż i tajemniczych jaskiń. Tych pierwszych znajduje się na Ibizie ponad 50. Region północny porastają migdałowce, drzewa oliwne i figowce oraz winna latorośl. Na tych terenach mieszkańcy wypasają również owce i kozy. To idealna część wyspy dla miłośników pieszych wędrówek. Na południu dominują saliny, gdzie produkuje się sól morską. Szczególna uwaga należy się zachodniemu wybrzeżu pełnemu ukrytych plaż. Na zainteresowanie zasługują na nim m.in. Cala Molí (otoczona sosnami), Cala Vadella (z turkusowymi wodami i skalnymi ścianami chroniącymi przed wiatrem i falami) czy Cap Llentrisca (doskonała dla miłośników nurkowania). Największą popularnością w północno-wschodniej części Ibizy cieszą się Es Figueral (ze skalistymi wysepkami), Cala Boix (ze schodzącymi do morza górami) i Es Canar (z jasnym i drobnym piaskiem).

Podczas zwiedzania nie wolno pominąć Ibizy, stolicy i największego miasta wyspy (50 tys. mieszkańców). Choć działa w niej mnóstwo klubów i dyskotek, nie utraciła swojego dawnego charakteru. Jej początki datuje się na VII w. p.n.e., kiedy to została założona przez Fenicjan. Zabytkowa Dalt Vila (część historycznego centrum Ibizy) pełna jest wąskich i krętych uliczek, z których część biegnie w górę. Niestety, spokojne zwiedzanie utrudniają tłumy turystów. Warto przejść się tutaj pod Katedrę Matki Boskiej Śnieżnej (Catedral de la Virgen de las Nieves), patronki Ibizy i sąsiedniej Formentery. W pobliżu znajduje się średniowieczny zamek i fortyfikacje obronne.

Po odwiedzinach w stolicy najlepiej udać się na południowy kraniec wyspy, aby zobaczyć saliny. Sól pozyskiwano tu już w czasach Fenicjan. W 2001 r. teren ten objęto ochroną Parku Naturalnego Ses Salines (Parque Natural de Ses Salines).

Niedaleko popularnego wśród turystów, pełnego hoteli kurortu Sant Antoni de Portmany leży urocza wioska Santa Agnès de Corona z białym kościołem, barem i sklepem. W tym miejscu można przenieść się do innej epoki. To jeden z tych czarujących zakątków, gdzie odkryjemy dawną Ibizę.

Nie sposób wyjechać stąd bez spróbowania potraw lokalnej kuchni. Po długim zwiedzaniu lub całonocnej imprezie warto posilić się tradycyjnym tutejszym daniem, czyli rybą zapiekaną w bochenku chleba.

 

MINORKA

Ziemia pomiędzy Maó a Ciutadellą – tak mówią o Minorce jej mieszkańcy. Druga co do wielkości wyspa Balearów zajmuje mniej więcej 702 km² powierzchni. Leży najdalej od kontynentalnego wybrzeża Hiszpanii z całego archipelagu. Dzięki takiemu położeniu nie zdominowała jej jeszcze masowa turystyka.

Wyspa jest bardzo zróżnicowana pod względem krajobrazu. Na północy, zbudowanej z piaskowca, znajdziemy sporo zieleni. Tutejsze wybrzeże charakteryzuje się dużymi i otwartymi zatokami. Na południu, gdzie dominuje wapień, są liczne skalne doliny i jaskinie. Stromy brzeg morza w tym rejonie znaczą małe zatoczki. Poza tym na Minorce jest mnóstwo wiosek rybackich i miasteczek, które nawet w sezonie turystycznym stanowią oazy spokoju.

Do najciekawszych atrakcji wyspy należą prehistoryczne budowle megalityczne, pochodzące z okresu kultury talajockiej, która rozwijała się od ok. 1500 r. p.n.e. do końca II w. p.n.e. Zabudowania osad z epoki brązu można znaleźć w wielu miejscach, głównie na terenach wiejskich oraz równinnym i żyznym południu. Wśród nich warto wyróżnić taulę (stół lub podporę), talajot (grobowiec albo miejsce spotkań) i navetę (dom bądź grobowiec).

Najczęściej odwiedzane są na Minorce jej dwa największe miasta (oba 28-tysięczne) – Maó i Ciutadella. Znajdziemy w nich liczne zabytki. Odkryjemy tu też ślady z XVIII stulecia, kiedy to wyspa przechodziła z rąk brytyjskich do francuskich. Oba miasta mają naturalne porty. Ich mieszkańcy wiodą nieśpieszne wyspiarskie życie.

W Maó (Mahón), stolicy Minorki, nadal istnieją dzielnice przypominające gregoriańską Wielką Brytanię. Zwiedzanie warto rozpocząć od placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya) sąsiadującego z kościołem karmelitów – Església del Carme. Obok niego znajduje się targowisko miejskie urządzone w dawnym klasztorze. Choć mieszkańcy przyzwyczaili się do zakupów wśród spoglądających na nich wizerunków świętych, wielu turystów reaguje zdziwieniem. W pobliżu wspomnianego placu działa także targ rybny – Sa Peixateria (Mercat de Peix). Niedaleko ratusza wznosi się górujący nad miastem neogotycki kościół (Església de Santa Marta). Pierwotna, gotycka świątynia powstała tu w XIV w., niedługo po zdobyciu wyspy przez króla Aragonii Alfonsa III (1265–1291) w 1287 r. W Maó powinniśmy również skierować nasze kroki do portu. To właśnie w nim żeglarze mieli znajdować schronienie przy warunkach mniej bezpiecznych do żeglugi. Wśród tutejszych atrakcji turystycznych na zainteresowanie zasługuje utworzone w 1889 r. Museu de Menorca, najważniejsza placówka muzealna na Minorce, oraz destylarnia ginu Xoriguer. Pozostałością po panowaniu Brytyjczyków na wyspie jest nie tylko charakterystyczna architektura, ale też zamiłowanie miejscowych do tego trunku.

W drodze z Maó do Ciutadelli warto wstąpić do miasta Alaior, słynącego m.in. z produkcji serów. Można także nieco zboczyć z trasy i zahaczyć o El Toro – najwyższą górę Minorki (358 m n.p.m.). Na jej szczycie znajduje się Santuari de la Verge del Toro, centrum duchowe i cel pielgrzymek.

Ciutadella była stolicą wyspy do 1722 r. W XVI stuleciu miasto zostało zniszczone przez Turków. Choć po tym okresie na próżno tu szukać śladów, dawna stolica Minorki zachwyca architekturą. Dwa najważniejsze tutejsze place to Plaça des Born i Plaça de la Catedral. Ten pierwszy stanowił kiedyś centrum muzułmańskiego miasta. Dziś stoi na nim obelisk przypominający o ataku Turków w 1558 r. Plaça de la Catedral swoją nazwę zawdzięcza pochodzącej z XIII i XIV w. gotyckiej katedrze (Catedral de Santa Maria) z dodaną później neoklasycystyczną fasadą, wybudowanej w miejscu dawnego meczetu. Przy placu Alfonsa III Zdobywcy (Plaça d’Alfons III Conqueridor), znanym jako Plaça de les Palmeres, znajduje się wzniesiony w 1812 r. zabytkowy młyn zbożowy o napędzie wiatrowym (Molí des Comte), element tradycyjnej architektury Balearów. Obecnie mieści się w nim klimatyczna restauracja „Molí des Comte Asador”. W mieście jest wiele zabudowań obronnych takich jak Zamek św. Mikołaja (Castell de Sant Nicolau) z końca XVII stulecia. W kompleksie dawnych fortyfikacji miejskich (Bastió de sa Font) funkcjonuje dziś Museu Municipal de Ciutadella. Na odpoczynek po zwiedzaniu warto wybrać się na plac Nowy (Plaça Nova), gdzie znajdziemy najpopularniejsze kawiarnie, restauracje i sklepy z pamiątkami.

Najpiękniejsze plaże Minorki leżą na południowym wybrzeżu. Wśród nich na uwagę zasługują Son Bou (najdłuższa na wyspie, aż 2,5-kilometrowa, idealna dla rodzin z dziećmi), Es Canutells (o złocistym piasku), Cala Binissafúller (Es Caló Blanc) i Punta Prima (najpopularniejsza ze wszystkich, z widokiem na niewielką wysepkę noszącą nazwę Illa de l’Aire). Na zachodnim wybrzeżu warto odwiedzić takie plaże jak Cala Blanca, Sa Caleta i Son Oleo.

Wśród potraw tutejszej kuchni wyróżnia się caldereta de llagosta (caldereta de langosta), czyli gulasz z langusty. Uchodzi on za lokalną specjalność, szczególnie w północnej części wyspy. Według mieszkańców najlepszy gulasz z langusty można dostać w Fornells, gdzie zawijał czasem jacht samego króla Hiszpanii Juana Carlosa I, gdy ten chciał odpocząć od Majorki. Świeże homary dostępne są codziennie dzięki miejscowym rybakom. Minorka jest odpowiednim miejscem dla osób pragnących odpocząć w spokoju lub rodzin z dziećmi, które nie mają ochoty na spędzanie czasu w głośnych parkach rozrywek.

 

MAJORKA

Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie – w ten sposób opisywał Majorkę nasz rodak, Fryderyk Chopin (1810–1849). Największa wyspa Balearów przyciąga mnóstwo gości. Ma ona 3640 km² powierzchni i blisko 900 tys. mieszkańców. Jest najczęściej odwiedzana w całym archipelagu, na który w 2017 r. przyjechała rekordowa liczba 13,8 mln turystów zagranicznych, z czego aż niemal 10,3 mln wybrało właśnie Majorkę. Co roku wakacje spędza tu nawet hiszpańska rodzina królewska, co dla wielu stanowi najlepszą rekomendację.

W północno-zachodniej części wyspy leży pasmo górskie Serra de Tramuntana. Nad Majorką górują dwa tutejsze szczyty: Puig Major (1445 m n.p.m.) i Puig de Massanella (1364 m n.p.m.). Wśród zboczy ukryta jest Valldemossa, w której mieszkał zimą 1838/1839 r. Fryderyk Chopin z George Sand (1804–1876). Jedno z najładniejszych miejsc na wyspie znajduje się na północnym wschodzie – to przylądek Formentor (Cap de Formentor). Góry schodzą w tym rejonie prosto do morza.

Zapaleni ornitolodzy będą zachwyceni mokradłami S’Albufera (Parc Natural de s’Albufera), gdzie spotyka się ponad 300 gatunków ptaków. W środkowej części Majorki i na południu dominują tereny nizinne. Miejscowi uprawiają na nich cytrusy, drzewa oliwne i winorośle. W regionie wschodnim można zwiedzać Jaskinie Smocze (Coves del Drac, Coves del Drach). Groty zdobią fantazyjne stalaktyty, stalagmity i stalagnaty. Znajduje się tu również duże podziemne jezioro – Llac Martel (ok. 115 m długości i 30 m szerokości). Miłośnicy kąpieli słonecznych i morskich mają do wyboru ponad 260 plaż, z których aż 31 przyznano w tym roku prestiżową Błękitną Flagę (przy 46 na całych Balearach).

Na wyspie trzeba też zawitać do jej stolicy, czyli 440-tysięcznego miasta Palma de Mallorca. Należy odwiedzić w nim przede wszystkim gotycką Katedrę (La Seu) i Pałac Almudaina (Palau de l’Almudaina). Warto pójść na spacer wzdłuż eleganckiej nadmorskiej promenady, a także do pobliskiego portu. Po zwiedzaniu proponuję przysiąść w jednej z licznych kawiarni w starej części miasta i spróbować ensaїmady – zwijanego ciasta z nadzieniem, posypywanego cukrem pudrem. Imprezowicze najlepsze dyskoteki i kluby znajdą właśnie w stolicy.

 

Katedra w mieście Palma de Mallorca

© BALEARIC MINISTRY FOR INNOVATION RESEARCH AND TOURISM/ATB/GASPAR MONROIG

 

TENERYFA

Największą i najgęściej zaludnioną z Wysp Kanaryjskich jest Teneryfa (2034,38 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców). W języku rdzennych mieszkańców sąsiedniej La Palmy jej nazwa oznaczała Białą Górę. Do dziś najwyższy tutejszy szczyt (i jednocześnie całej Hiszpanii) bywa ośnieżony w miesiącach zimowych. Pico del Teide, bo o nim mowa, wznosi się na 3718 m n.p.m. Wulkan Teide dzieli wyspę na dwie strefy: wilgotną i wiecznie zieloną północ oraz suche i gorące południe.

Teneryfa jest bardzo dobrze rozwinięta pod względem turystycznym. Do najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych z mnóstwem hoteli należą Playa de las Américas i Los Cristianos. Oprócz świetnej bazy noclegowej na wyspie znajduje się również wiele atrakcji dla rodzin z dziećmi. Można tu spędzić dzień ze zwierzętami (papugami, orkami, delfinami czy lwami morskimi) w kompleksie zoologiczno-botanicznym Loro Parque w Puerto de la Cruz lub poszaleć w największym parku wodnym w Europie (18,5-hektarowym), uznawanym za najlepszy na świecie, czyli Siam Parku.

Wielbiciele pięknych widoków powinni odwiedzić Park Narodowy Teide (Parque Nacional del Teide) czy obejrzeć słynne klify w Los Gigantes (Acantilados de Los Gigantes) na zachodnim wybrzeżu, a miłośnicy przyrody – wybrać się na rejs w celu obserwowania delfinów i wielorybów. Warto też udać się do ponad 200-tysięcznej stolicy Teneryfy – Santa Cruz de Tenerife, gdzie działają liczne muzea, w tym sztuk pięknych (Museo Municipal de Bellas Artes). Wizyta w mieście będzie doskonałą przerwą od podziwiania naturalnych krajobrazów wyspy. Typową architekturę kanaryjską obejrzymy np. w La Orotavie. Słynie ona z najlepiej zachowanej tradycyjnej zabudowy regionu i brukowanych ulic.

Wyjątkowo malowniczym miejscem na Teneryfie (w jej północno-zachodniej części) jest również wioska Masca, położona na średniej wysokości ok. 750 m n.p.m. w wąwozie o tej samej nazwie. Jej białe domy wydają się być przyklejone do zbocza górskiego (Macizo de Teno). Po drodze można kupić lokalne owoce, np. opuncję, i miód. Poza tym warto także zajrzeć do Icod de los Vinos. W tym słynącym z win i likierów mieście znajduje się kolejny symbol Teneryfy – ponad tysiącletnia (przynajmniej według tradycji) dracena smocza zwana Drago Milenario.

 

Wulkan Teide w centrum Teneryfy

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./SAÚL SANTOS

 

LA PALMA

Sąsiadka Teneryfy, La Palma, nazywana bywa przez mieszkańców archipelagu Piękną Wyspą (La Isla Bonita) lub Zieloną Wyspą (La Isla Verde). Ma 708,32 km² powierzchni, ponad 80 tys. mieszkańców i stanowi idealne miejsce dla osób stroniących od tłumów i atrakcji typowych dla masowej turystyki.

Co ciekawe, La Palma jest górzysta. Najwyższy szczyt na wyspie to Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). W jej południowym rejonie nadal obserwuje się aktywność wulkaniczną (grzbiet Cumbre Vieja). Tutejszy wulkan Teneguía (439 m n.p.m.) wybuchł ostatnio w 1971 r. Wspaniałe szlaki górskie znajdują się na La Palmie na obszarze Kaldery Taburiente (Caldera de Taburiente). Stąd również rozciągają się niezapomniane widoki na okolicę. Na tych terenach w XV w. Benahoaryci (Auaryci), rdzenni mieszkańcy wyspy, ukrywali się przed Hiszpanami. W 1954 r. Kaldera de Taburiente ze względu na walory botaniczne i geologiczne została objęta granicami parku narodowego (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente). Wśród osób uprawiających aktywną turystykę dużą popularnością cieszy się Ruta de los Volcanes, szlak o długości 24,3 km, który prowadzi od zadbanego górskiego schroniska, Refugio El Pilar (1450 m n.p.m.), do Los Canarios (700 m n.p.m.) w gminie Fuencaliente. Poza tym La Palmę wybierają też miłośnicy podziwiania nocnego nieba. Gwiazdy są tu widoczne wyjątkowo wyraźnie.

W stolicy wyspy, Santa Cruz de La Palma, można oglądać tradycyjną architekturę archipelagu. Ten niegdyś jeden z najważniejszych portów hiszpańskiego imperium (ostatni na szlaku do Ameryki) dziś gości promy przepływające między La Gomerą i Teneryfą. Przybijają tutaj także duże luksusowe statki wycieczkowe. Przez wielu miasto uznawane jest za jedno z najładniejszych na całym archipelagu, ponieważ zachowała się w nim zwarta, harmonijna zabudowa w lokalnym stylu. W Santa Cruz de La Palma znajdziemy replikę statku Santa María (La Virgen) Krzysztofa Kolumba (1451–1506), który zatrzymywał się na Wyspach Kanaryjskich w drodze do Ameryki. Działa w niej niewielkie muzeum morskie (Museo Naval de Santa Cruz de La Palma). Osoby interesujące się historią powinny udać się również do Parku Kulturowego (Archeologicznego) La Zarza i La Zarcita. Benahoaryci pozostawili w tym miejscu wyryte w skałach piktogramy.

 

LA GOMERA

Zdecydowanie bliżej Teneryfy leży La Gomera (369,76 km² powierzchni i 21 tys. mieszkańców), zwana Okrągłą Wyspą (La Isla Redonda). Pokrywają ją prastare lasy wawrzynowe oraz głębokie i żyzne doliny wykorzystywane głównie pod uprawę bananowców. To raj dla wszystkich lubiących ekoturystykę, piesze wycieczki i szukających spokoju, ale nie oczekujących luksusów.

Guanczowie (Gomerowie), rdzenni mieszkańcy wyspy, porozumiewali się ze sobą językiem gwizdów (silbo gomero), który do dzisiaj jest przekazywany w miejscowych rodzinach z pokolenia na pokolenie (w 2009 r. wpisano go na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmowali się oni głównie rolnictwem, podobnie jak późniejsi mieszkańcy La Gomery. Jednak trudne warunki do uprawy zmusiły część ludzi do emigracji i obecnie można tu znaleźć wiele opustoszałych wiosek. Podobnie jak Ibizę w latach 70. XX stulecia wyspę upodobali sobie hippisi, dla których stanowiła powiew wolności. W wyniku tego stała się ona symbolem dziewiczego piękna. Ze względu na tę opinię zaczęła się na niej później rozwijać turystyka.

Najpopularniejszym wśród zagranicznych gości miejscem na La Gomerze jest Valle Gran Rey, gdzie znajdują się hotele, bary, restauracje i plaże z ciemnym piaskiem (m.in. Charco del Conde, La Calera, La Puntilla czy Vueltas). Funkcję stolicy wyspy pełni San Sebastián de La Gomera (9 tys. mieszkańców). Z jego portu Krzysztof Kolumb wyruszył we wrześniu 1492 r. na poszukiwania nowej, krótszej drogi morskiej do Indii. Zanim udał się na swoją pierwszą wyprawę, zatrzymał się w mieście. Z tego powodu wyspa zyskała sobie nazwę Isla Colombina.

Za skarb La Gomery uchodzi Park Narodowy Garajonay, który podczas pobytu na niej trzeba koniecznie odwiedzić. Rosnący na jego terenie rozległy las wawrzynowy jest uznawany za jeden z najstarszych obszarów leśnych na świecie. Prawdopodobnie właśnie tak wyglądał las śródziemnomorski przed epoką lodowcową. Na terytorium należącym do parku występuje również blisko 2 tys. innych gatunków roślin. W 1986 r. Garajonay wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajdujący się tu Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem na La Gomerze.

Warto także zobaczyć spektakularne formacje bazaltowe Los Órganos na północnym zachodzie wyspy. Ogląda się je od strony oceanu, z pokładu statku. Ten widok zachwyci z pewnością każdego miłośnika dzieł natury.

 

EL HIERRO

Maleńka Wyspa (La Isla Chiquita), czyli El Hierro, ma raptem ok. 270 km² powierzchni i niewiele ponad 10 tys. mieszkańców. Jest najmniej skomercjalizowana z całego kanaryjskiego archipelagu. Przyciąga głównie osoby spragnione kontaktu z naturą, miłośników ekoturystyki i nurkowania. To właśnie przyroda i bogaty podwodny świat u jej wybrzeży stanowią jej największe atrakcje. Wyspę pokrywają m.in. lasy sosnowe. Na szczególną uwagę zasługuje rejon El Sabinar ze starymi, wielkimi jałowcami (sabinas), które powyginał fantazyjnie nieustannie wiejący tutaj wiatr. Wybrzeże El Hierro jest mocno urozmaicone. Jedna z najładniejszych jego części to okolica wynurzających się z oceanu formacji skalnych Roques de Salmor.

Organizacja UNESCO w 2000 r. ogłosiła całą wyspę rezerwatem biosfery. W rejonie jej południowych brzegów cztery lata wcześniej utworzono również rezerwat morski (Reserva Marina de la Punta de La Restinga-Mar de las Calmas). Poza tym można na niej spotkać endemiczne jaszczurki, osiągające nawet do 60 cm długości – kanaryjki z El Hierro (Gallotia simonyi).

Po rdzennej ludności wyspy, Bimbaczach, nie zachowały się żadne ślady. Dzisiejsi jej mieszkańcy to w znacznej mierze potomkowie Kastylijczyków i Normandczyków. Ludność El Hierro zajmuje się głównie rolnictwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem. Przemysł i masowa turystyka są słabo rozwinięte. Na wyspie korzysta się z odnawialnych źródeł energii (w 2014 r. powstała elektrownia wodna Gorona del Viento), co czyni ją samowystarczalną.

Stolicą El Hierro jest La Villa de Valverde (gmina Valverde). To jedyne na całym archipelagu miasto stołeczne, które nie ma dostępu do wybrzeża. Leży ono w zielonej dolinie usytuowanej na północnym wschodzie wyspy.

 

FUERTEVENTURA

Szmaragdowa woda i biały piasek – tak można opisać Fuerteventurę, kolejną z Wysp Kanaryjskich, na którą warto się wybrać. Znajduje się ona między Gran Canarią i Lanzarote, zajmuje ok. 1660 km² powierzchni, a zamieszkuje ją 110 tys. ludzi. Jest najstarsza pod względem geologicznym w całym archipelagu – powstała 21 mln lat temu – i leży najbliżej wybrzeża Afryki (w odległości 97 km).

Jej znakiem rozpoznawczym są niezmiernie długie i szerokie plaże oraz krajobrazy z linią horyzontu ciągnącą się w nieskończoność. W środkowej części Fuerteventury dominują góry (Macizo de Betancuria z najwyższym szczytem Pico de la Atalaya, 724 m n.p.m.), a na zachodzie wznosi się piękne klifowe wybrzeże (szczególnie malownicze w okolicy La Pared). Na wyspie jest aż ponad 150 km plaż (cała linia brzegowa ma niemal 326 km). Najsłynniejsze znajdują się na wschodzie i południu i to właśnie tu powstało najwięcej hoteli. Turystów przyciąga zwłaszcza Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). W tym rejonie leżą najdłuższe plaże na Fuerteventurze. Naturalna roślinność wyspy jest dość uboga ze względu na ukształtowanie terenu i klimat. W 2009 r. na jej całym obszarze ustanowiono jednak rezerwat biosfery UNESCO. Fuerteventura stawia na rozwój zrównoważonej turystyki i jakość usług.

To wyspa idealna przede wszystkim na aktywny wypoczynek. Biegacze znajdą tutaj liczne miejsca świetnie nadające się do uprawiania joggingu, a amatorzy nordic walkingu – doskonałe tereny do pieszych wędrówek. Na Fuerteventurze wieją silne wiatry, dlatego cieszy się ona także ogromnym zainteresowaniem surferów, wind- i kitesurferów oraz żeglarzy. Działa na niej zresztą wiele profesjonalnych centrów oferujących lekcje z doświadczonymi instruktorami sportów wodnych (na czele z istniejącym już od 34 lat René Egli by Meliã przy przepięknej plaży i zależnej od pływów lagunie Sotavento).

Osoby interesujące się architekturą i historią powinny odwiedzić zabytkową Betancurię, pierwsze miasto na wyspie. Została ona założona w 1404 r. i kiedyś była stolicą Fuerteventury (do 1834 r.). Warto zwiedzić tu Kościół Matki Boskiej z Betancurii (Iglesia de Santa María de Betancuria) i ruiny klasztoru franciszkańskiego z początku XV stulecia (Convento Franciscano de San Buenaventura). W Betancurii mieści się również Muzeum Archeologiczne (Museo Arqueológico de Betancuria), prezentujące życie dawnych mieszkańców wyspy.

Miłośników przyrody zachwyci pustynny Park Naturalny Corralejo z zapierającymi dech w piersiach wydmami lub pobliska wysepka Lobos (6 km² powierzchni). Na tej ostatniej spotkać można mniszki śródziemnomorskie (zagrożony wyginięciem gatunek fok), a także inne zwierzęta. Fuerteventura słynie poza tym m.in. z pełnego atrakcji tropikalnego ogrodu zoologicznego i botanicznego Oasis Park oraz produkcji kosmetyków z aloesu, rośliny o właściwościach leczniczych. Turyści chętnie kupują je jako pamiątkę z podróży, choć warto je polecić każdemu plażowiczowi spędzającemu długie godziny na słońcu.

 

LANZAROTE

Do grona najpiękniejszych wysp hiszpańskich zalicza się – moim zdaniem – jeszcze jedna z tych należących do kanaryjskiego archipelagu – Lanzarote. Ma ona niezwykły, typowo wulkaniczny charakter i szczyci się przepięknym wybrzeżem. Z tutejszymi krajobrazami kontrastują klimatyczne miejscowości z tradycyjnymi białymi domami.

Na wyspie można wypoczywać m.in. w jednym z trzech kurortów – są to Costa Teguise, Puerto del Carmen i Playa Blanca. Osoby poszukujące piaszczystych plaż będą jednak zawiedzione. Na Lanzarote (ok. 846 km² powierzchni i niemal 150 tys. mieszkańców) tylko mniej więcej 30 km wybrzeża pokrywa piasek, w dodatku w większości został on nawieziony. Na szczególną uwagę zasługują Playa de Papagayo, Playa Quemada i Playa Honda.

Lanzarote dała Wyspom Kanaryjskim i Hiszpanii słynnego Césara Manrique (1919–1992), który urodził się w stołecznym Arrecife. Ten artysta, urbanista i konserwator zabytków stworzył rozbudowaną infrastrukturę turystyczną oraz promował architekturę kanaryjską. Do Fundacji Césara Manrique (Fundación César Manrique) należy Taro de Tahíche, gdzie popularyzuje się budowanie obiektów zharmonizowanych z naturalnym środowiskiem. Warto odwiedzić także Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus) w miejscowości Guatiza zaprojektowany przez artystę.

Wyspa słynie również z licznych punktów widokowych, takich jak Mirador del Río czy Mirador de Haría. Główną atrakcją powstałego w 1974 r. Parku Narodowego Timanfaya są Montañas del Fuego, czyli Góry Ognia, położone w zachodniej części Lanzarote. W trakcie wycieczki po terenie parkowym można dowiedzieć się, jak wykorzystywano tu wielbłądy, i zobaczyć gejzer na polu Islote de Hilario (Wysepka Hilario) – wydobywająca się z niego woda osiąga temperaturę 600°C. W parku działa też restauracja „El Diablo” projektu Césara Manrique. Serwowane w niej dania przygotowywane są na grillu z lawy.

Miłośnicy wulkanicznych krajobrazów muszą wybrać się do Malpaís de la Corona. Jest to obszar pokryty tufem z wybuchu wulkanu La Corona (609 m n.p.m.), który zdarzył się ok. 4 tys. lat temu. W tej części wyspy znajduje się Cueva de los Verdes – blisko 7-kilometrowy tunel utworzony w lawie.

Na Lanzarote warto zobaczyć także rozległe saliny (168-hektarowe) – Salinas de Janubio. Wodę dostarczano do nich niegdyś za pomocą wiatraków. Podczas obchodów Bożego Ciała (Corpus Christi) sól wykorzystywana jest do dekoracji ulic i placów 60-tysięcznej stolicy wyspy, Arrecife.

 

Miejscowość Arrieta na północy Lanzarote

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./ALEX BRAMWELL-LEX THOONEN

 

TOXA

U północno-zachodnich wybrzeży Hiszpanii, w galicyjskiej prowincji Pontevedra leży Illa da Toxa (hiszp. Isla de La Toja). Ta niepozorna wyspa (niewiele ponad 1 km² powierzchni), porośnięta sosnami, z kontynentem jest połączona mostem.

Już w czasach przedrzymskich miała ona być znana z leczniczych właściwości swoich wód termalnych i błota. Przez stulecia wypasano tu zwierzęta, które transportowano na łodziach. Jednak w XIX w. ze względu na gorące źródła utworzono w tym miejscu uzdrowisko i zaczęli do niego przyjeżdżać pierwsi kuracjusze.

Toxa jest najbardziej znaną z galicyjskich wysp. Zawdzięcza to centrum termalnemu i rozwojowi turystyki leczniczej. Wśród drzew znajduje się wiele luksusowych letnich rezydencji oraz kompleksy hotelowe dla zamożnych turystów, którzy mogą tu nawet grać w golfa. Na uwagę zasługuje szczególnie nadzwyczajny 5-gwiazdkowy Eurostars Gran Hotel La Toja. Teren wyspy zajmują obszary przeznaczone pod zabudowania, pole golfowe (25 ha na północy) i dziewiczy las sosnowy (w centrum). Oprócz odnowy biologicznej, spacerów po okolicy i wypoczynku na plaży turyści mogą tutaj również wybrać się na wycieczkę katamaranem z przeszklonym dnem, przez które podziwia się morski świat.

 

WYSPY CÍES

Trzy galicyjskie wyspy położone przy wybrzeżu rejonu Rías Baixas Rzymianie nazywali niegdyś ponoć Wyspami Bogów. Illas Cíes są częścią Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Rajskie plaże i krystalicznie czyste wody stworzyły w tym miejscu wyjątkowe królestwo natury. Hiszpanie ze względu na walory przyrodnicze nazywają archipelag galicyjskimi Karaibami.

Dotarcie w te strony nie jest trudne. Przybijają tu statki z Vigo, Baiony lub Cangas. Na wyspach może jednak w ciągu dnia przebywać ograniczona liczba odwiedzających, warto zatem wyruszyć rano. Jeśli ktoś chce zostać na archipelagu na dłużej, powinien zdawać sobie sprawę, że będzie musiał nocować na kempingu.

Illas Cíes były miejscem odwiedzanym przez piratów napadających na hiszpańskie statki. Sam słynny angielski korsarz Francis Drake (ok. 1540–1596) miał się tutaj ukrywać po swoich pirackich atakach na jednostki należące do Hiszpanii.

Wyspa San Martiño (na południu) zamieszkiwana jest przez różne gatunki ptaków i stanowi ścisły rezerwat przyrody. Z kolei Monteagudo (na północy) i Faro (w środku) połączone są wąskim pasem piasku (o długości ok. 1,2 km), tworzącym malowniczą plażę (Praia de Rodas). Większość turystów przebywa nad brzegiem oceanu lub w okolicznych barach. W cieniu drzew dochodzących do linii piasku znajdują się miejsca kempingowe. Z plaży można dotrzeć do latarni morskiej, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na Atlantyk. W otaczających archipelag wodach często pojawiają się delfiny, wieloryby i żółwie morskie.

 

TABARCA

Wśród 12 najpiękniejszych hiszpańskich wysp jest też miejsce dla jeszcze jednego cudownego zakątka. Tabarca, bo o nią chodzi, znajduje się w okolicy wschodniego wybrzeża kraju, w sąsiedztwie przylądka Santa Pola (Cabo de Santa Pola), i należy do wspólnoty autonomicznej Walencja. Ta niewielka wyspa, mająca zaledwie 0,3 km² powierzchni, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów odwiedzających prowincję Alicante i Białe Wybrzeże (Costa Blanca). Na stałe zamieszkuje ją ok. 60 osób. Z kontynentalnej części Hiszpanii można się tu dostać statkiem lub katamaranem.

Tabarca znana była już Grekom i Rzymianom, a jak podają legendy, w późniejszych czasach zatrzymywali się na niej liczni piraci. Obecną nazwę nadali jej osadnicy, którzy przybyli tutaj w XVIII stuleciu z tunezyjskiej wyspy Tabarka, gdy ta została odebrana Republice Genui przez beja Tunisu.

Na wschodzie leżą obszary wydmowe i tereny lęgowe ptaków. W tej okolicy znajduje się też latarnia morska (Faro de Tabarca) z 1854 r. pełniąca niegdyś funkcję szkoły dla latarników i ruiny Wieży św. Józefa (Torre de Sant Josep), wzniesionej w XIV w. i później przebudowywanej. W XIX stuleciu ta ostatnia służyła jako więzienie. Niedaleko jest także cmentarz.

Na zachodzie Tabarki znajdziemy rybackie miasteczko. W murach obronnych, otaczających prostopadle rozmieszczone ulice, zachowały się trzy bramy – Puerta de Levante (Porta de Llevant), nazywana również Bramą św. Rafała (Porta de Sant Rafel), Puerta de la Trancada (Porta de la Trancada), zwana Bramą św. Gabriela (Porta de Sant Gabriel), i Puerta de Tierra (Porta de Terra), znana jako Brama św. Michała (Porta de Sant Miquel). Serce miejscowości stanowi Plaça Gran, jej główny plac. Nie można też nie wspomnieć o barokowym, XVIII-wiecznym Kościele św. Piotra i św. Pawła (Església de Sant Pere i Sant Pau), który widać już od strony portu. Warto przysiąść w jego pobliżu choć na chwilę, żeby poobserwować codzienne życie miasteczka. Mieszkańcy wyspy zajmują się głównie rybołówstwem i prowadzeniem lokali gastronomicznych (w sezonie letnim Tabarca odwiedzana jest przez ok. 3 tys. turystów dziennie). Podaje się w nich m.in. smakowite dania z ryb i owoców morza. Koniecznie trzeba spróbować potrawy o nazwie arroz caldero (caldero tabarquí), pod którą kryje się ryż gotowany na wywarze rybnym o intensywnym smaku z dodatkiem papryki ñora (nyora).

W 1964 r. zabudowania na wyspie uznano za zespół historyczno-artystyczny. W okolicy Tabarki w 1986 r. utworzono także rezerwat morski – Reserva Marina de la Isla de Tabarca. W czasie rejsu łodzią o przeszklonym dnie można podziwiać żyjące tutaj kraby, langusty, liczne gatunki ryb, rozgwiazdy, gąbki i koralowce, a nawet żółwie karetta. Miłośnicy aktywnego wypoczynku również znajdą na tej niewielkiej wyspie coś dla siebie. W jej wschodniej części czeka na nich prawie 3-kilometrowa Ruta Sendero Natural por Nueva Tabarca „El Campo”. Wyprawa tą malowniczą trasą trwa ok. 2 godz.

 

ISLA DE ALBORÁN

Wśród interesujących hiszpańskich wysp znajduje się też pewne wyjątkowe miejsce w Andaluzji. Isla de Alborán jest znana tylko nielicznej grupie osób. Ta wulkaniczna wyspa, przypominająca swoim kształtem trójkąt, leży między Hiszpanią a Marokiem. Maurowie ze względu na jej położenie nazywali ją pępkiem świata.

Isla de Alborán ma raptem 0,0712 km² powierzchni. Hiszpanie mówią, że na tej ziemi rządzi pogoda. Warunki pogodowe są tu rzeczywiście zmienne – pojawiają się silnie wiejące wiatry, a do tego w tym rejonie panuje klimat subtropikalny pustynny. Ze względu na takie uwarunkowania i unoszącą się w powietrzu sól na wyspie nie rozwinęła się bogata roślinność. Znajdziemy na niej jednak piękne plaże, a także mewy śródziemnomorskie, a w okolicznych wodach – delfiny i walenie. Dzięki bliskości prądów z Oceanu Atlantyckiego ten najdalej na zachód wysunięty region Morza Śródziemnego, nazywany Morzem Alborańskim, cechuje ogromne zróżnicowanie i bogactwo podwodnego świata. Występuje w nim m.in. pomarańczowy koralowiec Astroides calycularis. Wyspa ma bardzo dużą wartość przyrodniczą. Znajdują na niej schronienie ptaki migrujące między Europą a Afryką. Oprócz nich można tutaj spotkać również mniszki śródziemnomorskie. Te zagrożone wyginięciem foki zamieszkiwały kiedyś jaskinie przy skalistych wybrzeżach. Dziś na całym świecie jest ich tylko kilkaset. W celu ochrony przyrody wyspy w 1997 r. utworzono w tym rejonie rezerwat morski, a w 2002 r. – strefę ochrony ptactwa. Jej piękno i tajemnice mogą więc odkrywać tylko przyrodnicy i specjaliści mający pozwolenie oraz wojskowi, ponieważ na Isla de Alborán istnieje mała baza hiszpańskiej piechoty morskiej.

 

Wydanie Lato 2018

W kalejdoskopie Stanów Zjednoczonych

CTTC100318162748121.jpg

Golden Gate Bridge w San Francisco

©CALIFORNIA TRAVEL AND TOURISM COMMISSION/ANDREAS HUB

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

www.lucyna-lewandowska.pl

 

Od kilku stuleci ludzie przybywający do Ameryki przywożą ze sobą swoje wyobrażenia, nadzieje i marzenia. W dzisiejszych czasach Stany Zjednoczone są dodatkowo postrzegane przez pryzmat kadrów z licznych amerykańskich filmów. Z pamięci widzów wyłania się więc specyficzny obraz kraju, na który składają się drapacze chmur, przepaściste kaniony, neony kasyn i bezkresne drogi. 

Więcej…