ANNA JANOWSKA

<< Jeśli Malezja kojarzyła Wam się do tej pory z leżeniem na plaży, snorkelingiem czy nurkowaniem wśród kolorowych raf i pływaniem z żółwiami, a nie ze scenami rodem z filmów science fiction, nie jesteście na bieżąco! Są tu budowane od fundamentów na potrzeby branży informatycznej cybermiasta kontrolowane przez maszyny, jak w „Pamięci absolutnej”. Jest rozświetlona neonami stolica, w której życie toczy się piętrowo jak w futurystycznym Nowy Jorku z „Piątego elementu”. W nieskażonych cywilizacją lasach rodem z „Avatara” nadal można jednak spotkać tajemnicze gatunki roślin i zwierząt nieznane naukowcom. >>

To niemal 30-milionowe państwo w Azji Południowo-Wschodniej leży nad wodami Morza Południowochińskiego na Półwyspie Malajskim i w północnej części wyspy Borneo. Niepodległość od Wielkiej Brytanii uzyskało w 1957 r. Dziś na czele tego kraju o ustroju monarchii konstytucyjnej stoi król (obecnie Tuanku Abdul Halim), który mianuje premiera. Na początku lat 90. XX w. ze względu na szybkie tempo wzrostu gospodarczego Malezję zaliczono do tzw. azjatyckich tygrysów.

 

Wracałam do Kuala Lumpur kilka razy, czasem na dłużej, a niekiedy tylko na chwilę. Wpadałam jak do starego kumpla, u którego nocuję się, bo wszędzie od niego blisko. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, raczej fascynacja, która rodzi się stopniowo, w miarę jak poznajemy kogoś lepiej. Futurystyczna architektura i ogrom stołecznego lotniska, po którym pasażerowie poruszają się kolejką, z początku przeraża. Trzeba się też przyzwyczaić do tutejszego powietrza. Jego temperatura i wilgotność sprawiają, że wydaje się gęste, niemal namacalne. Superszybki pociąg KLIA Ekspres dowozi turystów z Kuala Lumpur International Airport (KLIA) do centrum współczesnej metropolii w 28 min. Przejazd taksówką trwa trzy razy dłużej i nie można w niej sprawdzić poczty elektronicznej (w wagonach natomiast działa bezpłatne Wi-Fi).

 

Stolica nowoczesności

Co prawda samochody jeszcze tu nie latają, ale kolejka, która pełni też funkcję metra, porusza się po torach zawieszonych kilkanaście metrów nad ziemią. Z tej perspektywy da się zauważyć, że układ miasta jest piętrowy, a piętra te odzwierciedlają podziały społeczne. Niebo przesłaniają ultranowoczesne, supereleganckie drapacze chmur i centra handlowe, u stóp których panuje charakterystyczny dla azjatyckich ośrodków bałagan. Są tu China Town i Little India z niechlujnie wyglądającymi barami, serwującymi specjały urban cuisine.

Wizualny środek stolicy wyznaczają słynne bliźniacze wieże Petronas Towers. Do 2004 r. uchodziły za najwyższe wieżowce na ziemi (mierzą niemal 452 m, czyli tyle, co dwa Pałace Kultury i Nauki bez iglicy postawione jeden na drugim i jeszcze trochę). Dzisiaj już nie budzą sensacji. Burdż Chalifa (Burj Khalifa) w Dubaju ma ponad 828 m wysokości, a chiński Sky City w mieście Changsha, którego budowa zaczęła się kilka miesięcy temu, będzie o kolejne 10 m wyższy. Malezyjski drapacz chmur pozostaje jednak jednym z najbardziej fotogenicznych budynków świata. Dlatego też odmawiałam sobie jak dotąd wycieczki na jego szczyt. Podziwiać stamtąd można całe Kuala Lumpur, ale bez Petronas Towers. Zapuściłam się za to nie raz do kilkupiętrowego centrum handlowego Suria KLCC, które stanowi integralną część kompleksu. Główne jego atrakcje to butiki Chanel, Versace i innych słynnych projektantów, restauracje serwujące dania wszystkich kuchni świata, sklepy z najnowocześniejszą elektroniką, kina i dwa supermarkety. Da się w nim spędzić całą dobę, choć to prawdziwe wyzwanie. Na zmęczonych zakupami czekają fotele i stoliki w kawiarnianych ogródkach, które rozstawiane są w parku otaczającym wieżowce.

 

Nocne rozrywki

Koniec dnia jest tutaj początkiem zabawy trwającej do świtu. U mieszkańców polskich, sennych wieczorami miast nocne życie Kuala Lumpur może wywoływać szok. W weekendy o 4 rano nadal korkują się ulice i chodniki w okolicy popularnych klubów. Aby do nich wejść, trzeba odstać swoje. Nie dotyczy to kobiet, zwłaszcza Europejek. Ich egzotyczna dla Malezyjczyków uroda gwarantuje tu przywileje. W odległości 5-minutowego spaceru od Petronas Towers znajduje się miejsce pielgrzymek wszystkich stołecznych imprezowiczów: Beach Club Cafe. Klub działał od 1999 r. w charakterystycznym budynku krytym strzechą z palmowych liści. Nie sposób było go przegapić na tle wszystkich wieżowców. W listopadzie br. otworzył się po remoncie w nowej lokalizacji, przy tej samej ulicy – Jalan P. Ramlee, niecałe 50 m od swojej starej siedziby. Zachowano plażową atmosferę – w środku lokalu rosną 6-metrowe palmy, a w powiększonym szklanym akwarium pływa 6 rekinów żarłaczy czarnopłetwych. W weekendy można tam potańczyć, w tygodniu – posłuchać muzyki na żywo. Kuala Lumpur chętnie gości gwiazdy popu, pod warunkiem, że są odpowiednio ubrane. Z obyczajową cenzurą miały już do czynienia m.in. Rihanna i wokalistki z zespołu The Pussycat Dolls. Piosenka Lady Gagi z 2011 r. zatytułowana Born This Way znalazła się na radiowej czarnej liście, bo porusza kwestię homoseksualizmu – w Malezji temat tabu.

 

W dżungli Borneo

Po wielkomiejskiej dżungli czas na tę prawdziwą, porastającą północ Borneo. Ląduję w stolicy prowincji Sabah – Kota Kinabalu. Dużo tu betonu – mniej lub bardziej nowoczesne hotele okupują nadbrzeże, ale to tylko przystanek w drodze do głuchej dziczy. Tymczasem idę podziwiać dorodne tuńczyki i langusty, zachwalane przez sprzedawców na wieczornym targowisku. Klimat współtworzy na nim słońce zachodzące spektakularnie nad Morzem Południowochińskim. Raczę się homarem za grosze i kupuję na śniadanie pachnące tropikalne owoce.

Rano z Kota Kinabalu ruszam do Sepilok na poszukiwanie dżungli nieoswojonej. Do wyboru mam 8-godzinną podróż autobusem lub godzinę lotu. Może jednak warto się pospieszyć, bo lasy deszczowe Borneo kurczą się w rekordowym tempie. 25 lat temu porastały 75 proc. tej trzeciej co do wielkości (po Grenlandii i Nowej Gwinei) wyspy świata, a dziś już tylko połowę. Karczuje się je, aby zrobić miejsce na dochodowe plantacje palmy olejowej. Wraz z dżunglą giną orangutany, żyjące na wolności jedynie na indonezyjskiej Sumatrze i właśnie na Borneo. Na całej, liczącej 743 330 km2 wyspie (to ponad dwukrotność powierzchni Polski) zostało ich obecnie ok. 50 tys. Poszukujące na plantacjach pożywienia samice są bezlitośnie traktowane przez strażników upraw. Czasem giną, próbując bronić młodych, porywanych dla pieniędzy. Niektóre orangutanie sieroty trafiają do centrów opieki takich jak Sepilok Orangutan Rehabilitation Centre. Jest też dobra wiadomość: choć powierzchnia lasów deszczowych nieubłaganie maleje, to w ich ostępach wciąż kryją się nieznane człowiekowi rośliny i zwierzęta. Jak podaje organizacja WWF, tylko podczas ostatnich 3 lat odkryto w sercu Borneo ponad 100 nowych gatunków, wśród nich najogromniejszego owada świata – patyczaka o długości ludzkiego przedramienia, a także żabę bez płuc. Wizyta na wyspie to również okazja, aby zobaczyć największy kwiat na ziemi – raflezję Arnolda (Rafflesia arnoldii). Rośnie w parku narodowym otaczającym najwyższy borneański i zarazem malezyjski szczyt Kinabalu (4095 m n.p.m.). Granitowa, stercząca prawie pionowo skała od zawsze fascynowała tubylców, a od niedawna przyciąga też wspinaczy. Jest stosunkowo młoda i wciąż się wypiętrza – powiększa się co roku o kilka milimetrów. Ma kilka ostrych niczym brzytwa, strzelających w niebo wierzchołków.

FOT. TOURISM MALAYSIA IMAGE GALLERY

Orangutan borneański z Sepilok Orangutan Rehabilitation Centre

 

Z raflezją może być pewien problem. Kwitnie tylko raz na parę lat, w niedających się przewidzieć miejscach. Nie zawsze dzieje się to na terenie Parku Narodowego Kinabalu, za to często na prywatnych posesjach. Ich właściciele inkasują od turystów równowartość dobrego obiadu za jej podziwianie. Piękno tej przedziwnej rośliny-pasożyta budzi kontrowersje – raflezja porasta liany, którym dostarcza substancji odżywczych. Zdobywa je, zjadając wabione trupim zapachem owady. Czerwone mięsiste płatki z jasnymi plamkami składają się na konstrukcję, która miewa nawet metr średnicy. Największe okazy ważą 10 kg.

 

Rajska wyspa

Dżungla potrafi zmęczyć nadmiarem wrażeń, dlatego czas odpocząć. Relaks na plaży to w końcu specjalność Malezji! Leżąca niedaleko granicy z Tajlandią wyspa Langkawi wchodzi w skład archipelagu o tej samej nazwie, złożonego z ok. 100 rajskich wysepek. Wygląda jak spełnienie marzeń każdej młodej pary o idealnej podróży poślubnej. Nie stała się na szczęście aż tak popularna, jak życzyliby sobie tego miejscowi urzędnicy. Mimo inicjatyw, mających sprzyjać ruchowi turystycznemu (m.in. wybudowano tu bardzo nowoczesne lotnisko i ograniczono ruch samochodowy), nie trzeba się obawiać tłumów. Za to miejscami jest aż nienaturalnie pięknie. Ma się wrażenie, że widoki wygenerowano komputerowo: niemal bezludne białe plaże, wciśnięte między linię pochylających się ku wodzie wysmukłych palm a turkus morza, którego temperatura nie mogłaby być bardziej zachęcająca do kąpieli. A do tego ten zakątek stanowi strefę wolną od podatków! To niewątpliwie raj pod każdym względem.

Aparat fotograficzny, z którym do tej pory się nie rozstawałam, zamieniam na zestaw do snorkelingu i płynę na jedną z malutkich wysepek rozrzuconych u wybrzeży Langkawi. Wskakuję uzbrojona w maskę, rurkę i płetwy w turkusową, ciepłą i niezwykle słoną toń. Zanurzam głowę i otacza mnie kolorowy świat rafy. Koralowce układają się w postrzępiony ogród zamieszkały przez błyskające kolorami setki ryb. Wśród nich dostrzegam sympatyczne biało-pomarańczowe błazenki znane z filmu animowanego Gdzie jest Nemo?.

 

Smakołyki z Penang

Do tropikalnego raju podatkowego można się dostać samolotem lub promem m.in. z George Town (Georgetown) na Penang (Pulau Pinang). Ta wyspa nazywana „Perłą Orientu” leży 100 km na południe od Langkawi. Swego czasu była jednym z dwóch (obok Malakki) najważniejszych portów w tej części świata i pierwszym azjatyckim przyczółkiem handlowym imperium brytyjskiego. W ręce Brytyjczyków trafiła w 1786 r. Wcześniej zapasy uzupełniali tu portugalscy żeglarze w drodze po przyprawy do Indii. Przed monsunowymi ulewami chroniły się na niej chińskie i arabskie statki. Przytulna i strategicznie ulokowana wysepka kusiła też piratów. Burzliwe dzieje Penang i splendor epoki kolonialnej łatwo wyobrazimy sobie, spacerując po jej stolicy, zbudowanej przez Brytyjczyków. Architektura George Town to eklektyczna mieszanka stylów Wschodu i Zachodu. W 2008 r. umieszczono ją (wraz z Malakką) na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To jedno z niewielu miejsc na ziemi, gdzie można celebrować zarówno Chiński Nowy Rok, jak i Diwali, hinduistyczne święto światła, obchodzić Boże Narodzenie po europejsku i odwiedzić największą świątynię buddyjską w Azji Południowo-Wschodniej – kompleks Kek Lok Si. Religie i tradycje z najodleglejszych czasem zakątków świata składają się na niepowtarzalną atmosferę tej wyspy.

FOT. TOURISM MALAYSIA IMAGE GALLERY

Świątynię Kek Lok Si w mieście Ayer Itam zaczęto budować w 1890 r.

 

Możliwe, że dzięki tym wpływom zjemy tu najlepsze potrawy w całej Malezji. Niektórzy twierdzą, że najsmaczniejsze nawet na całym globie. Mieszkańcy Penang uznają delektowanie się posiłkiem za jedną z podstawowych przyjemności życiowych. Kawiarnie i bary nie zamykają się do wczesnych godzin porannych. Serwują specjały kuchni japońskiej, koreańskiej, włoskiej, francuskiej, angielskiej, hinduskiej, chińskiej, malezyjskiej, indonezyjskiej i tajskiej. Dania przygotowywane z lokalnych świeżych produktów i szczodrze doprawiane kuszą z ulicznych straganów i talerzy restauracyjnych klientów. Nikt nie wyjeżdża stąd głodny! Tymczasem znów nie mogę się powstrzymać przed fotografowaniem. Momentami czuję się tutaj jak w Europie: w Lizbonie lub małym miasteczku na południu Włoch albo wiktoriańskim Londynie. Mijam wille z werandami, otwieranymi do góry oknami i zdobionymi narożnymi wieżyczkami. Wystarczy jednak skierować obiektyw w inną stronę, żeby przenieść się do XVIII-wiecznego Szanghaju z domami z wygiętymi, bogato dekorowanymi dachami.  

 

Świątynie ukryte w skałach

Powrót na stały ląd umożliwia ponad 13-kilometrowy most łączący George Town z Seberang Perai na Półwyspie Malajskim. Z pełnym żołądkiem wybieram się po strawę dla ducha. Jaskinie Batu znajdują się 13 km na północ od Kuala Lumpur. Ukryte w nich hinduskie świątynie obejrzymy po pokonaniu prawie 300 schodów i stada małp, przyzwyczajonych przez przybyszów do bezpardonowego napraszania się o jedzenie. Doglądający przybytków mnisi odstraszają je przy pomocy pokrzykiwań i dzwoneczków, ale metoda ta nie jest szczególnie skuteczna. U wejścia do kompleksu stoi największy w Azji (niemal 43-metrowy) posąg boga wojny i zwycięstwa Murugana. Imponuje swoimi rozmiarami i budzi respekt u pielgrzymów i turystów. Dla malezyjskich wyznawców hinduizmu Jaskinie Batu są ważnym miejsce kultu. Dla obcokrajowców atrakcję stanowią także zamieszkujące miejscową grotę Dark owady i pajęczaki, niespotykane nigdzie indziej na świecie. Żyje w niej m.in. pająk Liphistius batuensis, który występuje tu od ponad 100 mln lat. Na niego jednak wolałabym się nie natknąć… Nie mniej paskudny wydaje się ślepy świerszcz cave cricket. Gdy nie udaje mu się znaleźć nic innego do jedzenia, zjada sam siebie.... Może sobie na to pozwolić, bo nogi odrastają mu po jakimś czasie. 

 

Europa w Azji

Na koniec mojej podróży zostawiłam sobie Malakkę (Melakę). Podobno nie odwiedzić jej, to jakby nie być w Malezji. Miasto przypomina małą Europę, a raczej małą, XVI-wieczną Portugalię w sercu Azji Południowo-Wschodniej z najpiękniejszą chińską dzielnicą, jaką tutaj widziałam. Wieczorem ruch zamiera, samochody ustępują miejsca kramom z ulicznym jedzeniem.

FOT. TOURISM MALAYSIA IMAGE GALLERY

Malakka – ulica Jonker to sklepy z antykami i klimatyczne knajpki

Zapalają się czerwone lampiony. Po kolacji trzeba się koniecznie wybrać na spacer nadrzeczną promenadą – to lokalny zwyczaj. W przeszłości miastem interesowali się Portugalczycy, Holendrzy, potem Brytyjczycy. Dzisiaj ściągają do niego turyści. Ciekawostkę stanowią silne tradycje podtrzymywane przez żyjących w nim potomków portugalskich i holenderskich kolonizatorów. Przejawiają się w lokalnej kuchni (warto spróbować inspirowanego iberyjską sztuką kulinarną devil’s curry) i obchodzonych świętach, takich jak Festiwal Wody, po którym katolicy zaczynają okres Wielkiego Postu.

 FOT. TOURISM MALAYSIA IMAGE GALLERY  Villa Sentosa w mieście Malakka – nieoficjalne malajskie muzeum

 

Ku przyszłości

Przywykli do wielokulturowości Malezyjczycy wierzą w dobre i złe moce oraz dżiny. Pieczołowicie kultywują pradawne zwyczaje, święcą dni święte i opowiadają swoim dzieciom legendy. Ich rząd wierzy za to w potęgę najnowocześniejszej technologii, zwłaszcza informatycznej. Z jego inicjatywy 50 km na południe od Kuala Lumpur powstaje światowa stolica branży IT – Cyberjaya. Jej budowę, zainicjowaną w 1997 r., spowolniły nieco kolejne fale kryzysu gospodarczego, ale ambicje pozostały. Cyberjaya ma być malezyjską Doliną Krzemową, pierwszym inteligentnym miastem przyszłości, zarządzanym przez komputery. Umiejętne łączenie sacrum i futurum zdaje się być ambicją współczesnej Malezji. Szczęśliwie dla Malezyjczyków i dla odwiedzających ten region podróżników długo jeszcze nie zabraknie tu atrakcji, będących alternatywą dla klimatów rodem z naukowej fikcji.

 

Artykuły wybrane losowo

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.

 

Południowoafrykański smak dobrej nadziei

 

MARIUSZ KAPCZYŃSKI

autor serwisu Vinisfera o winach, podróżach i kulinariach

 

Republika Południowej Afryki (RPA) ma do zaoferowania nie tylko fantastyczne krajobrazy, wspaniałą faunę i florę, niezapomniane safari oraz niezwykły klimat. Miejsce to uwodzi przybyszów także wyjątkowo smaczną kuchnią i świetnymi winami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – zarówno wyrafinowani smakosze, pospolite łakomczuchy, jak i różnorodni birbanci i gastronomiczni utracjusze.

Więcej…

Na progu pustyni – Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman

Joanna Pszonka

Adam Domagała

 

<< Oblewany wodami Zatoki Perskiej, Morza Arabskiego i Morza Czerwonego Półwysep Arabski pokrywają pustynie i półpustynie. Bogactwo jego krajów stanowi czarne złoto, czyli ropa naftowa, a religię w nich dominującą – islam. Dwa z nich: Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman przypominają grotę 40 rozbójników, którą przez przypadek odkrył Ali Baba. Skarby, jakie tam odkryjemy, zachwycą nie tylko nasze oczy. Nie zwlekajmy więc ani chwili: „Sezamie, otwórz się!” >>

Wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest Dubaj, mimo iż to nie on pełni funkcję stolicy państwa, a Abu Zabi (Abu Dabi). Właśnie tu znajdują się najwyższy wieżowiec świata, najlepsze hotele, w tym niezmiernie luksusowy Burdż Al Arab (Burj Al Arab) w kształcie żagla – wybudowany na specjalnie dla niego stworzonej wyspie na Zatoce Perskiej, imponujące budynki, potężne centra handlowe, ośnieżony stok narciarski na pustyni, a po ulicach jeżdżą najdroższe samochody. Dzięki temu wielkiemu rozmachowi świat zwrócił uwagę na to miejsce. Dziś Dubaj stanowi cel nie tylko wyjazdów biznesowych, ale też turystycznych. Maskat w sąsiednim Omanie to natomiast miasto zupełnie inne. Tutaj bogactwo widać przede wszystkim w jego architektonicznej całości, jednolitej w stylu zabudowie, która sprawia, że omańska stolica wygląda niczym wspaniała ilustracja do arabskiej baśni. Biel ścian odcinająca się od koloru nieba, starannie zaprojektowana zieleń miejska, pięknie oświetlone po zmroku nabrzeże nadają Maskatowi niepowtarzalnego charakteru sułtańskich włości.

Więcej…