1212_Segera_MP2_3255_HDR.jpg

Sanktuarium dzikiej przyrody Segera Retreat w sercu płaskowyżu Laikipia

©AFRICA LINE ADVENTURE

 

Karolina Sypniewska-Wida 

www.karolinasypniewska.pl


Kto na safari wybiera się do Kenii, może mieć pewność, że czekają go najlepsze warunki do obserwowania dzikich zwierząt oraz podziwiania gigantycznych przestrzeni i krajobrazów niczym z najpiękniejszych snów. Przy okazji pozna też afrykańskie ludy i dowie się, że Masajowie uważają się za właścicieli wszystkich krów na ziemi, język żyrafy mierzy prawie pół metra, z drzewa kiełbasianego (kigelii afrykańskiej) robi się piwo, a zebra jest czarna w białe paski. Co więcej, pod względem infrastruktury turystycznej to państwo należy do najbardziej rozwiniętych w Afryce. To prawda, że turyści z całego świata przybywający każdego roku w ogromnej liczbie na ten fascynujący kontynent zmienili na dobre obraz dzisiejszego Czarnego Lądu, ale odwiedziny w objętych ochroną parkach narodowych i rezerwatach przyrody w dalszym ciągu są jedyną w swoim rodzaju atrakcją.


Republika Kenii leży nad Oceanem Indyjskim i graniczy z Tanzanią, Ugandą, Somalią, Etiopią i Sudanem Południowym. Największe jej miasto stanowi stolica – Nairobi – typowa wielkomiejska metropolia.

Zamieszkuje ją ok. 3,5 mln ludzi. W całym kraju (o powierzchni ponad 580 tys. km2) żyje powyżej 45 mln Kenijczyków. Wyprawa do tej części Afryki to również okazja do stanięcia na równiku, którego linia przebiega przez 15 państw i terytoriów, w tym Kenię. Obowiązkowo należy zrobić sobie zdjęcie z tablicą z napisem Hakuna matata! You are now crossing equator (Nie martw się! Właśnie przekraczasz równik).

Wiele spraw rozwiązuje tu powszechnie znany zwrot hakuna matata (nie ma problemu). Kenijczycy słyną z niespotykanej łatwości w nawiązywaniu kontaktów, a te dwa słowa idealnie oddają ich pozytywne nastawienie do świata. Praktycznie wszędzie porozumiemy się po angielsku, choć lepiej przyswoić sobie chociaż kilka zdań w języku suahili, co pozwoli nam na zyskanie przychylności miejscowych. Gdy powiemy komuś Jambo! (Cześć!) czy Asante sana! (Dziękuję bardzo!), od razu na jego twarzy pojawi się uśmiech, a atmosfera stanie się przyjemniejsza. Będzie to na pewno szczególnie pomocne np. przy robieniu zakupów.

Etniczna mieszanka

Pierwszymi Europejczykami, którzy przybyli do dziś kwitnącej turystycznie Mombasy w 1498 r., byli Portugalczycy. Zajmowali się handlem w basenie Oceanu Indyjskiego, kolonizacją wybrzeży Kenii i sprawowaniem kontroli nad zdobytym obszarem. Pozostali w tym rejonie do XVIII w., kiedy to wyparli ich Arabowie z Omanu, którzy mieli swoją siedzibę na Zanzibarze. W XIX stuleciu o tereny te rywalizowali Niemcy i Brytyjczycy. Ostatecznie w 1895 r. utworzono brytyjski Protektorat Afryki Wschodniej, który obejmował również Ugandę. W 1920 r. przekształcono go w Kolonię Kenii. Ponieważ interesy miejscowej ludności nie były w niej reprezentowane, elity grupy etnicznej Kikuju założyły Stowarzyszenie Młodych Kikuju, zamienione później w Centralne Stowarzyszenie Kikuju. W 1946 r. powstał Afrykański Związek Kenii (KAU), na którego czele stanął wkrótce Jomo Kenyatta (1891–1978), aresztowany potem podczas powstania Mau-Mau przeciwko brytyjskim rządom (1952–1956). Na początku lat 60. XX w., po wyjściu z więzienia, został on przewodniczącym nowej partii – Afrykańskiego Narodowego Związku Kenii (KANU). Po uzyskaniu przez kraj niepodległości objął w grudniu 1964 r. urząd prezydenta. Jego następca, wcześniej wiceprezydent, Daniel Moi (ur. w 1924 r.) znowelizował konstytucję, aby wprowadzić system jednopartyjny. Ze względu jednak na naciski państw zachodnich, w 1991 r. znów zezwolono na tworzenie wielu partii.

Do dziś sytuacja polityczna w Kenii bywa niestabilna. Największe zamieszki wybuchły pod koniec grudnia 2007 r. po wyborach prezydenckich, których wyniki zakwestionowała opozycja i drugi kandydat Raila Odinga (ur. w 1945 r.). Oprócz tego napięcia zdarzają się również między niektórymi grupami etnicznymi. Sztucznie wytyczone granice krajów afrykańskich zmuszają do życia obok siebie przedstawicieli różnych ludów. Kenia jest pod tym względem niezmiernie różnorodna. Wśród jej mieszkańców 67 proc. stanowią plemiona grupy Bantu, w tym Kikuju, Luhja, Kamba czy Meru. Reszta to Niloci (Luo, Kalendżin, Masajowie, Turkana), Kuszyci (Somalijczycy, Oromo) oraz Azjaci, Arabowie i Europejczycy (głównie Brytyjczycy).

Język wielu kultur

Choć językami urzędowymi są tutaj angielski i suahili, ponad 45 mln obywateli tego kraju mówi też jednym z 66 języków zaliczających się do różnych rodzin językowych z obszaru Afryki. Każde dziecko pochodzące z któregoś z kenijskich ludów uczy się więc 3 języków – swojej grupy etnicznej, angielskiego i suahili. W tym ostatnim znajdziemy wpływy innych języków z grupy bantu, arabskiego, perskiego, hindustani, portugalskiego, angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Początkowo posługiwały się nim plemiona Bantu, ale w końcu stał się uniwersalnym środkiem komunikacji dla żeglarzy z różnych stron świata spotykających się na wybrzeżu Czarnego Lądu. Wielu z nich docierało w te strony w poszukiwaniu złota, kości słoniowej, rogów nosorożców, oleju palmowego i skór dzikich zwierząt. Elementy tej mieszanki kulturowej można zauważyć również w lokalnej kuchni suahili, do której zalicza się potrawy na bazie ryżu takie jak indyjskie biriani (biryani) lub pilaw. Nad Oceanem Indyjskim z łatwością kupimy indyjskie placki roti i tradycyjne afrykańskie ugali (papka z mąki maniokowej albo kukurydzianej z dodatkiem wody) czy muzułmańskie danie z jagnięciny.

Afrykańska filozofia życia

026-DSC_2509.jpg

Słonie przecinające drogę w Rezerwacie Narodowym Masai Mara

©KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA



Po co się spieszyć? Przecież mamy tylko jedno życie. Czy najważniejsze nie jest to, że ostatecznie dotrę do miejsca przeznaczenia? Powtarzanie tych trzech zdań w trakcie naszych kenijskich wakacji pozwoli nam zaoszczędzić sobie nerwów, a nawet wybuchów złości w kontaktach z miejscowymi. W Afryce musimy nauczyć się płynąć razem z czasem. Jeżeli autobus ma odjechać o 8.00, to oznacza, że przed tą godziną pojawi się w umówionym punkcie i zacznie czekać na pasażerów. W drogę ruszy dopiero w momencie, kiedy zbierze komplet chętnych. Bywa tak, że trzeba spędzić pół dnia na takim oczekiwaniu, aby odbyć 2- lub 3-godzinną podróż. Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak nauczyć się mądrości wypływającej ze zwrotu hakuna matata.

Adventures_aloft_Maasai_Mara_16.jpg

Wielką Migrację można podziwiać podczas lotu balonem nad sawanną

©KENYA TOURISM BOARD


Co ciekawe, w Afryce Wschodniej początek doby, a zarazem jej pierwszą godzinę liczy się od świtu, a nie jak w Europie od północy, gdy ludzie jeszcze śpią. Dlatego w języku suahili dzień zaczyna się, kiedy wszystko budzi się do życia, czyli o wschodzie słońca. To oznacza, że nasza 6.00 jest tu określana jako godzina 0.00, 7.00 będzie 1.00 itd. Kenijski zegarek miałby więc tarczę ustawioną do góry nogami: na samej górze znajdowałaby się cyfra 6, a na dole – 12. Oczywiście, Kenijczycy najczęściej starają się dostosować do podziału doby używanego przez turystów, więc nie trzeba panikować, ale warto upewnić się, czy godzinę podano według czasu lokalnego czy europejskiego.

W rejonie Wielkich Rowów

110-DSC_3707.jpg

Wojownik z ozdobami z koralików

©KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA



Terytorium Kenii jest niezmiernie zróżnicowane pod względem ukształtowania powierzchni. W większości zajmuje je płaskowyż osiągający w zachodniej części kraju wysokości do 3000 m, a we wschodniej – ok. 500 m n.p.m. Na zachodzie biegnie przez niego Wielki Rów Wschodni, należący do Wielkich Rowów Afrykańskich, czyli rowów tektonicznych Afryki Wschodniej. Na ich obszarze występują liczne wulkany, w tym Kenia (5199 m n.p.m.) i Elgon (jego najwyższy szczyt mierzący 4321 m n.p.m. znajduje się w Ugandzie). Na granicy z Tanzanią i Ugandą leży kotlina z Jeziorem Wiktorii (najrozleglejsza jej część położona jest na terytorium tanzańskim). Na północy na granicy z Etiopią rozciąga się podłużne jezioro Turkana (Jezioro Rudolfa). Dwiema najdłuższymi kenijskimi rzekami są Tana (ok. 800 km) i Athi (w dolnym biegu nazywana Galana lub Sabaki, ok. 550 km). Wiele systemów rzecznych wypełnia się wodą tylko okresowo. Mniejsze akweny, takie jak Naiwasza (Naivasha) i Nakuru, przyciągają turystów swoimi walorami krajobrazowymi.

Klimat panujący na tym obszarze określa się jako równikowy monsunowy i praktycznie przez okrągłe 12 miesięcy warto przylecieć do Kenii.Oficjalnie uważa się, że sezon na safari trwa od początku listopada do końca marca, ale trzeba pamiętać o tym, iż w Afryce Wschodniej występują dwie pory roku: sucha i deszczowa, a każda z nich zazwyczaj przypada dwukrotnie. Pierwszy czas intensywnych opadów rozpoczyna się w kwietniu i kończy wraz z majem, granicę drugiego natomiast wyznaczają październik i ostatnie dni grudnia. Pora sucha nadchodzi w styczniu i utrzymuje się do marca, aby powrócić w okresie od czerwca do września. Z wyjazdem najlepiej poczekać, aż przeminie wysoki sezon, trwający zawsze od Nowego Roku do końca lutego. Jednak kiedykolwiek przyjedziemy, zawsze czeka nas tutaj niesamowita przygoda.

Seans w technice 4D

Jedną z najbardziej znanych grup etnicznych Kenii są Masajowie. Podczas wypraw do tego kraju każdy turysta spotka niejednego kolorowo ubranego przedstawiciela tego ludu wypasającego swoje bydło, np. na terenie Rezerwatu Narodowego Masai Mara, który przylega do tanzańskiego Parku Narodowego Serengeti. Nazwa tego obszaru o powierzchni 1510 km² powstała z połączenia dwóch elementów nierozerwalnie związanych z tutejszą sawanną: plemienia Masajów właśnie i rzeki Mara. To przez nią prowadzi szlak corocznej wędrówki antylop gnu, zebr i innych ssaków kopytnych. Obserwowanie tzw. Wielkiej Migracji przypomina oglądanie wyświetlanego w technice 4D filmu sensacyjnego z fragmentami horroru, puszczanego w najlepszym kinie w mieście. Spektakl rozgrywa się między lipcem a wrześniem, kiedy zmęczone długą drogą zwierzęta docierają nad Marę z równiny Serengeti. Po drugiej stronie rzeki rozciągają się zielone pastwiska porośnięte świeżą trawą. Wystarczy tylko przejść na przeciwległy brzeg, jednak podczas tej przeprawy ponad 250 tys. antylop i zebr ginie w paszczach krokodyli lub po prostu się topi.

Miejscowi nazywają gnu pręgowane klaunami sawanny. Śmieją się, że wyglądają, jakby zostały złożone z innych zwierząt – mają głowę bawoła, nogi antylopy i ogon konia. Gdy się im przyglądamy, też się uśmiechamy. Rezerwat Narodowy Masai Mara stanowi jeden z najciekawszych regionów na wytropienie Wielkiej Piątki Afryki – lwa, słonia i bawoła afrykańskiego, nosorożca czarnego i lamparta. Nazwa ta powstała wśród myśliwych. Określali nią najniebezpieczniejsze zwierzęta sawanny, chociaż wielu ludzi twierdzi, że najgroźniejszym afrykańskim stworzeniem jest hipopotam.

Właściciele wszystkich krów

Jak już wspomniałam, Masajowie wierzą, że bóg Enkai podarował im wszystkie krowy świata. Jeśli więc ktoś, kto nie pochodzi z ich grupy etnicznej, ma bydło, to ukradł je prawowitym właścicielom. Gdy wchodzimy do masajskiej wioski, pierwsze, co widzimy, to stado tych zwierząt, zajmujące większość placu w osadzie. Krowa jest dla Masajów symbolem bogactwa i szczęścia, a za największego biedaka wśród nich uchodzi ten, kto nie posiada żadnej. Dla mięsa hodują oni kozy, a bydło dostarcza im mleka i krwi, której picie daje siłę. Badania wykazują, że ma ona mnóstwo składników wspomagających układ odpornościowy i wykorzystywanych do budowy mięśni, narządów wewnętrznych czy stawów. Aby upuścić krowie krwi, strzałą przebija się jej żyłę na szyi. Płyn tryska cienkim strumieniem do bukłaka. Gdy ten zostanie napełniony, otwór zalepia się korkiem zrobionym z gliny wymieszanej z nawozem.

Życie codzienne w wiosce toczy się według ustalonego porządku. Mężczyźni są wojownikami i pasterzami – ochraniają plemię i wypasają stado. Do kobiet należą wszystkie pozostałe obowiązki: budowanie chaty, przynoszenie wody i drewna na opał, opieka nad dziećmi, zabijanie i oprawianie zwierząt oraz przygotowywanie jedzenia. Oprócz tego wykonują one ubrania i wszelkie ozdoby z koralików, którym nadaje się znaczenie symboliczne. Mężczyzna, aby przypodobać się kobiecie, odprawia jeden z dziwniejszych rytuałów na świecie – taniec adumu. W jego trakcie musi jak najwyżej podskoczyć bez uginania kolan, w miejscu, bez żadnego rozbiegu, nie pokazując, że kosztuje go to jakikolwiek wysiłek. Zwycięzca zabiera wszystkie zgromadzone Masajki, które mają ogolone głowy, pomalowane na czerwono twarze i mnóstwo kolorowej biżuterii z paciorków.

Egzotyczne jeziora

Osobom odwiedzającym Kenię polecam wizytę nad dwoma pięknymi jeziorami Naiwasza (Naivasha) i Nakuru, których okolica jest niezwykle bogata w ciekawe gatunki fauny. Podczas mojego pierwszego safari w tym rejonie w teren wyruszaliśmy o wschodzie słońca, po porannej kawie. Wsiadaliśmy do auta z otwieranym dachem i wypatrywaliśmy zwierząt kończących nocne łowy. Warto było wyjeżdżać o świcie, bo udawało się wtedy zobaczyć rzadko spotykanych mieszkańców Afryki. Krzyk pawianów ogłaszał, że lampart wraca z polowania. Z pełnym brzuchem przeszedł obok naszego samochodu, udając się zapewne na zasłużony odpoczynek. Kiedy indziej widziałam, jak lew kroczył dumnie przez sawannę do czekającej pod drzewem lwicy. Gdy dotarł, ona obeszła go dookoła i odwróciła się, okazując mu swoje niezadowolenie. On podchodził do leżącej samicy i muskał ją nosem, jakby chciał ją za coś przeprosić. Życie na sawannie można by obserwować godzinami, dlatego w podróż warto zabrać lornetkę, a na miejscu uzbroić się w cierpliwość, bo przecież czas w Afryce płynie swoim własnym rytmem.

Brzegi Nakuru i jego okolice zamieszkują przede wszystkim niespotykane zbyt często nosorożce białe i czarne, żyrafy Rothschilda, lamparty, hieny, antylopy – koby śniade, gazelki masajskie i gazelopki sawannowe, a także, co ważniejsze, liczne ptaki: dropy olbrzymie, marabuty, pelikany, flamingi czy bieliki afrykańskie. Na wzgórzu z widokiem na jezioro witają nas pawiany – nie zawsze przyjaźnie nastawione do turystów – i malutkie góralki przylądkowe, czyli niewielkie roślinożerne ssaki kopytne, często mylone z gryzoniami, choć są blisko spokrewnione ze słoniami. Na terenie Parku Narodowego Jeziora Nakuru (ok. 188 km²) występuje 56 gatunków ssaków i niezliczona ilość rozmaitych egzotycznych roślin.

Dla odmiany słodkowodna Naiwasza (Naivasha), leżąca na wysokości 1884 m n.p.m. w dolinie ryftowej, jest domem dla dużej populacji hipopotamów. Podczas rejsu łódkami po jeziorze obserwujemy różnorodne ptactwo i właśnie te olbrzymie stworzenia. Na pierwszy rzut oka wydają się potulne i leniwe, ale w rzeczywistości charakterem bardziej przypominają wojownika niż pluszowego misia. Wejście na ich terytorium oznacza walkę na śmierć i życie. Ten znaczących rozmiarów ssak potrafi być agresywny i nie znosi nieproszonych gości, w tym krokodyli i ludzi, których umie rozszarpać na kawałki jednym kłapnięciem wielkiej szczęki. Nad Naiwaszą można zatrzymać się w niesamowitej lodży, po której terenie w dzień spacerują żyrafy, a w nocy – hipopotamy. Te ostatnie, gdy praży słońce, chłodzą się w wodach jeziora, po zapadnięciu zmierzchu natomiast wychodzą polować na lądzie. Po zmroku, aby udać się do hotelowej restauracji na posiłek, swój pokój należy opuszczać tylko z eskortą. Strażnik wyposażony jedynie w latarkę dzielnie kroczy z wystraszonymi turystami nasłuchującymi wszelkich dziwnych odgłosów…

Afryka „all inclusive”

Jeśli tylko pozwoli nam na to budżet, nasza podróż do Afryki może być niezwykle ekskluzywna. Liczne klimatyczne lodże położone w parkach narodowych oferują warunki niczym w 5-gwiazdkowych hotelach. Do dyspozycji gości są baseny, jacuzzi i restauracje z wyśmienitym jedzeniem. O ich komfort dba wysoko wykwalifikowana obsługa, a dzika przyroda znajduje się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Często spotyka się przepiękne całoroczne namioty dla turystów, które zamiast drzwi mają wielkie okna po to, aby już od rana można było podziwiać sawannę.

Wyprawa na safari dostarcza niezapomnianych wrażeń i gwarantuję, że w Kenii każdy dzień jest w stanie przynieść niepowtarzalną przygodę. Z pewnością warto nauczyć się tutaj afrykańskiego podejścia do czasu, które znakomicie oddaje powiedzenie haraka haraka haina baraka (pośpiech, pośpiech nie ma błogosławieństwa). Czarny Ląd zachwyca i szokuje jednocześnie, dlatego tak mocno przyciąga ludzi z całego świata, głodnych niecodziennych przeżyć w samym środku królestwa natury.

Artykuły wybrane losowo

Radosne życie w rytmie reggae – Jamajka

WIOLETTA KRAWIEC

 

Gdy przekroczyłam bramę szkoły w miejscowości Martha Brae, nie przypuszczałam jeszcze, że przeżyje tu jedne z najwspanialszych chwil podczas mojej podróży na Jamajkę. Kolorowe ściany, słoneczne wnętrza i uśmiechnięte buzie dzieci przypominały bardziej wesołą kolonię letnią niż placówkę oświatową. Z jednej z sal dochodził do nas piękny śpiew. Zajrzałam do niej przez otwarte drzwi. Grupa dzieci ćwiczyła Down by the River, wielki przebój muzyki reggae zespołu Morgan Heritage. Roześmiane dziewczynki w turkusowych mundurkach kołysały się rytmicznie, w pełni oddając się radości śpiewania. Ich buzie promieniały tajemniczym szczęściem. Słuchałam tej lekcji muzyki z zachwytem i przez kilka minut nie tylko widziałam, ale i czułam Jamajkę. Od tej pory Down by the River jest jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze włączam ją sobie w domu, gdy potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Działa na mnie szybciej niż na wielu słynna jamajska ganja...

Więcej…

SKARBY SRI LANKI

ALINA WOŹNIAK

 

<< Ogromne bogactwo tropikalnej przyrody, ziół i przypraw, bezcenne pamiątki przeszłości, kamienie szlachetne i wyśmienita herbata – wszystko to znajdziemy na niewielkiej wyspie, która niczym łza opada z Półwyspu Indyjskiego. A powitają nas na niej ludzie, którym spokoju ducha może pozazdrościć każdy Europejczyk. >>

  FOT. SRI LANKA TOURISM

Mimo iż położona na wyspie Cejlon Sri Lanka ma zaledwie ok. 65,6 tys. km2, to jest ogromnie zróżnicowana, pulsuje kolorami, a krajobrazy zmieniają się tu jak w kalejdoskopie: od wiecznie zielonych lasów po góry wysokie jak Tatry, suche równiny, malownicze rzeki i wodospady, laguny, plantacje herbaty i tropikalnych owoców oraz skąpane w słońcu, długie i piaszczyste plaże z rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. To prawdziwie rajski zakątek dla spragnionych błogiego leniuchowania, kontaktu z dziewiczą naturą i wspaniałymi zabytkami. Aż 8 tutejszych obiektów znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – starożytne miasta Polonnaruwa, Sigiriya, Anuradhapura i Kandy, Rezerwat Leśny Sinharaja, Stare Miasto Galle i jego fortyfikacje, buddyjska Złota Świątynia Dambulla i Płaskowyż Centralny.

Więcej…

Tunezja – imperium atrakcji

ALINA WOŹNIAK

Ten „kraj zachodzącego słońca” smagany jest bryzą znad Morza Śródziemnego i suchymi wiatrami Sahary, doświadczony burzliwą historią – zarówno starożytną, jak i współczesną, przepełniony tradycją, ale i otwarty na świat, pulsujący życiem kurortów i gwarem w medinach, uśpiony ciszą bezkresnych piasków. Tunezja mieni się w promieniach słonecznych, uwodząc całą paletą kolorów, dla których przybywali tu poeci i malarze, później filmowcy, a wraz z nimi rzesze turystów z całego globu. Niestety, ostatnie zawirowania w tym regionie świata studzą nieco zapał do jego odwiedzenia. Republika Tunezyjska jest jednak nadal bezpieczna dla gości, którzy – jak zresztą zawsze – są mile widziani w jej gościnnych progach.

W 2010 r. ten kraj w Afryce Północnej odwiedziło 7 mln turystów. Ich liczba spadła wyraźnie po tzw. rewolucji jaśminowej (17 grudnia 2010 r. – 14 stycznia 2011 r.). W pierwszym kwartale tego roku przybyło do Tunezji 2,6 mln gości zza granicy. Zaczęło to wyglądać optymistycznie, ale w wyniku doniesień prasowych o burzliwych wydarzeniach w pobliskim Egipcie liczba rezerwacji znów się zmniejszyła. Obecnie trwa walka o powrót wczasowiczów, bowiem turystyka stanowi niezmiernie ważną gałąź tunezyjskiej gospodarki (zapewnia 7 proc. dochodu narodowego brutto, daje pracę dla ok. 400 tys. osób).

Więcej…