CTTC100318162748121.jpg

Golden Gate Bridge w San Francisco

©CALIFORNIA TRAVEL AND TOURISM COMMISSION/ANDREAS HUB

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

www.lucyna-lewandowska.pl

 

Od kilku stuleci ludzie przybywający do Ameryki przywożą ze sobą swoje wyobrażenia, nadzieje i marzenia. W dzisiejszych czasach Stany Zjednoczone są dodatkowo postrzegane przez pryzmat kadrów z licznych amerykańskich filmów. Z pamięci widzów wyłania się więc specyficzny obraz kraju, na który składają się drapacze chmur, przepaściste kaniony, neony kasyn i bezkresne drogi. 

 

Podróż po USA to więc dla wielu osób nie tyle odkrywanie nowych zakątków, ile rozpoznawanie znajomych widoków. Niemal każde najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce było częścią planu filmowego. Podczas gdy w Europie tabliczki na budynkach informują o dacie powstania zabytku i jego historii, tutaj dowiemy się z nich także, w jakiej produkcji posłużyły za scenerię i kto grał w niej główną rolę.

Naszą podróż zaczniemy od najważniejszego regionu w historii amerykańskiej kinematografii – znajdującej się na zachodnim wybrzeżu Kalifornii. Potem przeniesiemy się do Nevady, a następnie złożymy wizytę na Florydzie i w Luizjanie. Wyprawę zakończymy w fascynującym Nowym Jorku.

Słoneczne Miasto Aniołów

Kiedy zbliżamy się do lotniska w Los Angeles, kapitan samolotu po podziękowaniu za wspólnie spędzony na pokładzie czas dodaje: Welcome to sunny California! Gdy spoglądamy na błękitne niebo za oknem, nie mamy wątpliwości – lądujemy w słonecznej 39-milionowej Kalifornii. To najludniejszy i najbogatszy stan USA.

Nazwa Los Angeles pochodzi z języka hiszpańskiego. Jej pełna wersja brzmiała „Miasto Matki Boskiej Królowej Aniołów rzeki Porciúncula” (El Pueblo de Nuestra Señora la Reina de los Ángeles del Río de Porciúncula), dlatego często mówi się o nim Miasto Aniołów (City of Angels). Amerykanie używają jednak najczęściej kolejnego skrótu – L.A.

Metropolia jest przepięknie położona nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Jednocześnie otaczają ją góry Santa Monica i wzgórza San Rafael. Poza ścisłym, biznesowym centrum niemal wszędzie dominują niskie zabudowania, przez co Los Angeles zajmuje bardzo rozległy obszar (ok. 1300 km²), a niektóre ulice miewają w nim po kilkadziesiąt kilometrów długości.

Najpopularniejszą część Miasta Aniołów stanowi Hollywood. Swoją sławę zawdzięcza wytwórniom filmowym, takim jak Warner Bros., Columbia Pictures bądź Paramount Pictures. Obecnie jedynie siedziba tego ostatniego przedsiębiorstwa znajduje się w samej dzielnicy. Pozostałe studia, a także Sony Pictures Studios i Universal Pictures, mieszczą się w innych ośrodkach aglomeracji Wielkie Los Angeles. Każdy z tych kompleksów można zwiedzać. Obejrzymy w nich rekwizyty i scenografie, a nawet, jeśli dopisze nam szczęście, podpatrzymy, jak kręci się sceny do najnowszych filmów czy programów telewizyjnych.

Przylegające do dzielnicy wzgórza zdobi charakterystyczny biały napis Hollywood (Hollywood Sign). Pierwotnie pełnił on funkcję zewnętrznej reklamy firmy budowlanej. Teraz stanowi jeden z najważniejszych na świecie symboli ambicji i sukcesu w przemyśle rozrywkowym. Turyści bardzo chętnie fotografują się na tle znaku, który jest dobrze widoczny z licznych punktów w okolicy, również z Obserwatorium Griffith (Griffith Observatory), idealnego miejsca do podziwiania panoramy miasta.

Hollywood słynie też z Alei Sławy (Hollywood Walk of Fame), ciągnącej się przez ponad 2 km wzdłuż Hollywood Boulevard i Vine Street. Jej budowę rozpoczęto w 1958 r. w hołdzie aktorom i innym przedstawicielom świata show-biznesu. Składają się na nią płyty chodnikowe z różowymi pięcioramiennymi gwiazdami i nazwiskami artystów. Tutaj także możemy zajrzeć do Dolby Theatre, teatru znanego przede wszystkim z corocznych ceremonii wręczania Oscarów, oraz licznych sklepów z pamiątkami.

Los Angeles razem z kilkoma mniejszymi miastami tworzy hrabstwo o tej samej nazwie (Los Angeles County). W jego granicach znajduje się Beverly Hills, gdzie swoje posiadłości ma spora grupa aktorów i celebrytów. Z kolei w położonej na północny wschód stąd Pasadenie w trakcie Turnieju Róż (Tournament of Roses) odbywa się każdego roku Parada Róż (Rose Parade), czyli pochód zespołów muzycznych i sportowych urozmaicony przejazdem ogromnych platform fantazyjnie udekorowanych kwiatami.

 Największym skarbem L.A. są piękne, długie plaże w dzielnicy Venice i miejscowościach Santa Monica oraz Long Beach, a także leżącej bardziej na północ Santa Barbara, zwanej „Amerykańską Riwierą”. W weekendy można odnieść wrażenie, że cała Kalifornia spędza czas nad oceanem. Jej mieszkańcy świętują na wybrzeżu urodziny, uprawiają jogę, surfują, biegają, pozują do rodzinnych zdjęć.

Złote wybrzeże

Drugim co do wielkości kalifornijskim miastem jest San Diego, położone tuż pod granicą meksykańską. Ze swoimi malowniczymi plażami, piękną pogodą i długimi, wysokimi falami uchodzi ono za raj dla surferów. Klimat tego miejsca tworzą też drapacze chmur i wąskie uliczki dawnych osiedli kolonizatorów. Miłośnicy morskich militariów powinni odwiedzić muzealny lotniskowiec USS Midway i łódź podwodną. Co ciekawe, to w pobliskiej bazie lotnictwa wojskowego nagrywano film Top Gun (1986 r.) z Tomem Cruise’em w roli głównej.

Jeśli dla odmiany skierujemy się na północ od Los Angeles, dotrzemy do dwóch kolejnych dużych miast: San Jose, nazywanego „Stolicą Doliny Krzemowej”, oraz San Francisco, bezsprzecznie najbardziej wielokulturowego ośrodka zachodniego wybrzeża. Oba leżą nad zatoką San Francisco (San Francisco Bay), której brzegi spina kilka długich mostów. Jednak tylko jeden z nich jest wizytówką zarówno tego regionu, jak i całych Stanów Zjednoczonych. To Golden Gate Bridge o charakterystycznym pomarańczowoczerwonym kolorze. Samo San Francisco prezentuje się niesamowicie widowiskowo również dzięki swoim rozlicznym wzniesieniom, których pokonywanie ułatwiają XIX-wieczne tramwaje linowe. Do symboli miasta należą też m.in. dawne więzienie na wyspie Alcatraz, rozsławione dzięki filmowi z 1979 r. opartemu na prawdziwych wydarzeniach (Ucieczka z Alcatraz), i 260-metrowy wieżowiec w kształcie piramidy (Transamerica Pyramid).

Im dalej od oceanu, tym klimat staje się bardziej surowy. W Palm Springs, położonym dwie godziny jazdy samochodem od Los Angeles, w pustynnej strefie klimatycznej, latem jest niebywale gorąco. Zimą jednak mieszkańcy kalifornijskiego wybrzeża ściągają tu, aby uprawiać rozmaite sporty: golf, jazdę konną, tenis czy pływanie. Niedaleko stąd także do Parku Narodowego Joshua Tree (Joshua Tree National Park) z fantazyjnymi jukkami krótkolistnymi, tzw. drzewami Jozuego.

Jaskinia hazardu

Od wschodu Kalifornia graniczy z bardzo pustynnym stanem Nevada. Funkcję jego stolicy pełni niewielkie Carson City o eleganckiej zabudowie. Jednak liczni turyści przyjeżdżają tu do innego miasta, a mianowicie Las Vegas, nieco surrealistycznej oazy na środku pustyni. Swoją nazwę zawdzięcza ono meksykańskim handlarzom. W języku hiszpańskim vegas znaczy „łąki”, „żyzne ziemie”. Tak zapamiętali tę krainę pierwsi podróżnicy, którzy wędrowali przez okoliczne nieurodzajne tereny i właśnie w tym miejscu znaleźli wodę i trawę dla swoich koni. Ośrodek zaczął rozwijać się dopiero w latach 30. XX w. wraz z budową oddalonej od niego o ok. 50 km wodnej Zapory Hoovera (Hoover Dam) na rzece Kolorado. Ciężko pracujący przy jej wznoszeniu robotnicy mogli odpocząć i rozerwać się w mieście, które jako pierwsze w kraju zalegalizowało hazard (w 1931 r.).

Dzisiaj potężne zyski przynoszą Las Vegas nie tylko kasyna, ale i turystyka. W krajobrazie dominuje wieża kompleksu Stratosphere Casino, Hotel & Tower (350 m). Jest ona najwyższą wolnostojącą wieżą obserwacyjną w Stanach Zjednoczonych i jednocześnie drugą co do wysokości na zachodniej półkuli (po CN Tower w kanadyjskim Toronto). Rozpościerający się z niej widok zapiera dech w piersiach, zwłaszcza tuż po zachodzie słońca, gdy pustynny płaskowyż otoczony górami zaczyna wręcz płonąć światłami miasta. Gdy spojrzymy na południe, bez trudu rozpoznamy główną ulicę Las Vegas Strip (The Strip, część Las Vegas Boulevard), przy której strzelają ku niebu ogromne gmachy hoteli i kasyn. Po zmroku rozbłyska ona neonami, podświetlanymi fontannami i kolorowymi laserami. Każdy obiekt stara się przyciągnąć klientów różnymi ciekawymi metodami: występami cyrkowymi, wybuchami sztucznego wulkanu lub inscenizacjami pirackich bitew. Niektóre wyglądem przypominają budowle starożytne, inne – znane europejskie atrakcje turystyczne, jak wieżę Eiffla w Paryżu czy plac św. Marka w Wenecji. Hazard trwa tu dzień i noc. Stracić i zyskać pieniądze można na wiele sposobów, np. podczas gry na automatach, w kości, karty albo wideopokera. Ceny noclegów w Las Vegas są na ogół niższe niż w innych miastach Stanów Zjednoczonych, ponieważ właściciele hoteli, wybudowanych najczęściej nad kasynami, utrzymują się przede wszystkim z dochodów, jakie przynoszą im gracze.

Do tego hazardowego królestwa ludzie przybywają i z innych powodów. Bardzo łatwo wziąć tutaj ślub. Niektóre ceremonie bywają niekonwencjonalne. Zdarza się przykładowo, że młoda para opuszcza tylko szybę samochodu. A gdy miesiąc miodowy dobiegnie końca, można pojechać do Reno, stolicy szybkich rozwodów.

Wakacje przez cały rok

7402797260_bd7f95d2a9_o.jpg

Słoneczne plaże w kurorcie Miami Beach na Florydzie przyciągają tłumy
©VISIT FLORIDA


Jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w USA stanowi Floryda. Przepiękne widoki na Zatokę Meksykańską i Ocean Atlantycki, scenerie znane z filmów i seriali oraz tropikalna roślinność – to wszystko przyciąga ludzi z całego świata.

Największe miasto stanu, Miami, uważa się za najbardziej zróżnicowaną etnicznie i jednocześnie najdalej na południe wysuniętą metropolię w Stanach Zjednoczonych. Podzwrotnikowy klimat pozwala na wypoczynek przez okrągły rok, chociaż lato bywa tutaj rzeczywiście gorące. Aglomeracja składa się z kilku ściśle ze sobą powiązanych części: North, South, West i Downtown, ale blisko stąd także do słynnego kurortu Miami Beach. Do miejscowego portu przybijają największe pasażerskie statki wycieczkowe, które pływają nie tylko po wodach Morza Karaibskiego. Dzięki szybkim połączeniom promowym w niecałe dwie godziny możemy znaleźć się na Bahamach.

Charakterystyczną zabudowę tętniącego życiem Miami tworzą zarówno przeszklone wieżowce, jak i urocze klasyczne domy z lat 30. XX w. Jednym z ciekawszych budynków jest Freedom Tower z 1925 r., obecnie pełniący funkcję muzeum sztuki współczesnej. Dawniej był siedzibą gazety The Miami News, a w latach 60. odgrywał rolę schronienia dla kubańskich uchodźców. Niektórzy mówią przekornie, że miasto swój rozwój zawdzięcza Fidelowi Castro, który po objęciu władzy na Kubie zmusił tysiące obywateli do ucieczki na Florydę. Dziś Kubańczycy stanowią 35 proc. mieszkańców Miami. W dzielnicy Little Havana język hiszpański rozbrzmiewa na co dzień.

Imigranci mieli duży wpływ na wygląd miasta. W latach 20. i 30. XX stulecia w Europie królował styl art déco. Neoklasycystyczne budynki ozdabiano m.in. motywami kwiatów i geometrycznymi figurami. Nurt ten zadziwiająco dobrze przyjął się również w Ameryce Łacińskiej, a wraz z napływem ludności trafił do Miami i okolic. Większość z najwspanialszych przykładów art déco znajdziemy w South Beach, leżącym ok. 12 km od centrum metropolii.

Od miejskiego zgiełku odetchniemy w Coconut Grove, oryginalnej dzielnicy założonej w XIX w. przez artystów, intelektualistów i poszukiwaczy przygód. Wśród jej uroczych kafejek, galerii i butików panuje ciepła atmosfera beztroski. Do spacerów zachęcają liczne parki, np. David Kennedy ParkiPeacock Parkz pięknymi widokami na zatokę.

Jedną z największych atrakcji okolic Miami są jednak plaże, zwłaszcza te w Miami Beach, ciągnące się wzdłuż luksusowych kompleksów hotelowych. Można tutaj uprawiać różnorodne sporty wodne, a także wybrać się w lot balonem. Na gorącym piasku wypoczniemy również w miejscowości Fort Lauderdale. Jej mieszkańcy i turyści nazywają ją „Wenecją Ameryki”, ponieważ poprzecinana jest siecią żeglownych kanałów, po których pływają gondole. Mariny i nabrzeżne restauracje przyciągają nie tylko miłośników żeglowania. Warto odwiedzić też luksusowe sklepy przy szykownym bulwarze Las Olas (Las Olas Boulevard). Rejon Miami tętni życiem przez całą dobę, dlatego wieczorem, po wypoczynku na plaży lub całodziennym zwiedzaniu, najlepiej zajść do jednego z wielu klubów, w których rozbrzmiewa muzyka latynoska na żywo.

W stronę Kuby

22178151199_7fdf5f4d35_o.jpg

©VISIT FLORIDA

Miasteczko Hogsmeade na terenie kompleksu Universal Orlando Resort



Z tego regionu Florydy niedaleko już do Parku Narodowego Everglades (Everglades National Park). To prawdziwe królestwo podmokłej prerii, bagien, lasów namorzynowych i szuwarów. Sercem tego obszaru są mokradła, na których żyją aligatory amerykańskie, grzechotniki diamentowe, żółwie oraz ptactwo brodzące. Rdzenni mieszkańcy, Indianie Seminole, nazywają te tereny „Rzeką Trawy”. Schodzenie z wytyczonych ścieżek jest tutaj bardziej utrudnione niż w innych parkach Stanów Zjednoczonych. Do większości miejsc dociera się kajakiem, czółnem lub łodzią śmigłową, ale to wystarcza, aby podpatrzeć flamingi, kolorowe motyle, a wieczorami posłuchać niezwykłego chóru rzekotek zielonych i świerszczy.

Dalej na południe od Parku Narodowego Everglades kończy się stały ląd. Do USA należy jednak jeszcze niewielki koralowy archipelag Florida Keys o łącznej powierzchni 356 km², uchodzący za popularny rejon wypoczynkowy. Do Key West, najmodniejszej z wysp, prowadzi 182-kilometrowa autostrada – Overseas Highway. Jej trasa wiedzie nad przejrzystymi wodami Zatoki Meksykańskiej i Cieśniny Florydzkiej wzdłuż 42 mostów. Miejscowość Key West swoim spokojem przyciągała w przeszłości wielu artystów i pisarzy, m.in. Ernesta Hemingwaya (1899–1961), którego dom można tutaj zwiedzić.

Z Miami międzystanową autostradą 75 (Interstate 75) dotrzemy natomiast do miasta Tampa przez zatokę o tej samej nazwie. Pokonamy ją za pomocą najdłuższego na świecie mostu wantowego wykonanego z betonu – Sunshine Skyway Bridge. Sam ośrodek nazywa się „Cygarową Stolicą Świata”. Większość z historycznych fabryk cygar już nie istnieje, ale te zachowane udostępniono do zwiedzania. W dzielnicy Ybor City jest wiele małych sklepików, w których sprzedawcy, tzw. tabaqueros, ciągle ręcznie skręcają liście tytoniu. Domy z czerwonej cegły, kute balkony i wąskie uliczki nadają wyjątkowego uroku temu rejonowi miasta. Jego mieszkańcom i gościom od rana towarzyszy zapach parzonej kubańskiej kawy, a muzyka latynoska rozbrzmiewa tu do późnej nocy.

Z kolei na wschodnim wybrzeżu i jednocześnie północnym krańcu półwyspu Floryda znajdziemy największy ośrodek stanu (860-tysięczny), Jacksonville, przez miejscowych zwany Jax. To równocześnie najbardziej rozległa metropolia tzw. kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Jej obszar wynosi aż 2265 km2. Choć sąsiaduje z długimi, szerokimi plażami, centrum miasta stanowi rzeka św. Jana (St. Johns River). Wieczorami z jej południowego brzegu rozpościera się imponująca panorama Downtown. Światła wieżowców odbijają się wtedy w tafli wody, tworząc wyjątkowy widok. Ciekawym wydarzeniem w Jacksonville jest Art Walk, organizowany w pierwszy piątek miesiąca, prezentujący ogromną liczbę lokalnych artystów, ciekawych sklepów i doskonałych etnicznych restauracji.

W krainie dzieciństwa

Podczas wizyty na Florydzie nawet już trochę większe dzieci koniecznie powinny pojechać do Orlando. Tygodniowy urlop może nie wystarczyć na zabawę w tutejszych parkach rozrywki. Universal Orlando Resort zaprasza do magicznego świata Harry’ego Pottera. Z kolei Gatorland otwiera drzwi do królestwa gadów, a SeaWorld zachęca do obejrzenia występów morskich stworzeń.

Jednak to Walt Disney World Resort w Bay Lake, jeden z największych tego typu kompleksów na świecie, uchodzi za prawdziwą gwiazdę w tym rejonie. Oryginalny Disneyland otwarto w 1955 r. w Anaheim w Kalifornii. Obiekt na Florydzie powstał w 1971 r. W sercu tej krainy fantazji wznosi się bajeczny Zamek Kopciuszka (Cinderella Castle), który wyglądem przypomina bawarskie pałace króla Ludwika II Wittelsbacha. Możemy tutaj spotkać bohaterów popularnych kreskówek, wziąć udział w licznych pokazach, przejechać się kolejkami górskimi (roller coaster). Na terenie Walt Disney World Resort działają również parki wodne i ogromne zoo z ponad 2 tys. zwierząt. Nie sposób wymienić wszystkich tutejszych atrakcji. Warto jednak pamiętać, że w dniu swoich urodzin bilet wstępu otrzymujemy za darmo.

Nad Missisipi

CircleLineNightCruise_JulienneSchaer_044-3.jpg

Wieżowiec One World Trade Center dominuje nad Dolnym Manhattanem

©NYC & COMPANY/JULIENNE SCHAER


Tak jak do rozwoju Florydy przyczyniła się ludność hiszpańskojęzyczna, tak jeszcze na początku XX w. większość mieszkańców Luizjany mówiła po francusku. Gdy oglądamy amerykańskie filmy o niewolnictwie, ciężko nam sobie nawet wyobrazić właścicieli ogromnych plantacji posługujących się językiem Napoleona Bonapartego. Jednak w tym południowym stanie leżącym nad brzegami Zatoki Meksykańskiej wpływy kulturalne Francji są ciągle widoczne.

Historia Nowego Orleanu, największego miasta Luizjany (385 tys. mieszkańców), zaczęła się w 1718 r., kiedy Francuz, Jean-Baptiste Le Moyne de Bienville (1680–1767), założył osadę na brzegu rzeki Missisipi. Podobnie jak wielu ówczesnych europejskich podróżników, poszukiwał w Nowym Świecie legendarnych skarbów ze złota. Nigdy ich nie odnalazł, lecz miejscowość rozkwitła. Do dzisiaj główną arterią Dzielnicy Francuskiej (French Quarter, Vieux Carré) jest Bourbon Street (Rue Bourbon). Wzdłuż wąskich uliczek stoją czarujące stare domy z ażurowymi balkonami i zacisznymi podwórkami. Liczne restauracje, bary i kluby wypełnia muzyka grana na żywo. Mnogość muzycznych rodzajów stanowi odbicie etnicznego zróżnicowania ludności. Znajdziemy tu wpływy kreolskie, francuskie, hiszpańskie, indiańskie i afrykańskie. Jednak Nowy Orlean kojarzy się przede wszystkim z jazzem. Ten gatunek usłyszymy nie tylko podczas miejscowych festiwali, ale nawet na statkach parowych, tzw. tylnokołowcach, które zabierają turystów w rejs po okolicy.

Do głównych lokalnych atrakcji należą także stare nowoorleańskie cmentarze. Ponieważ miasto zostało zbudowane na bagnach, zmarli musieli być chowani nad ziemią w skomplikowanych kamiennych grobowcach i mauzoleach. Z czasem nekropolie, ozdabiane wieloma rzeźbami, zaczęły przypominać małe wioski, a obecnie znane są pod nazwą „Miast Zmarłych” (Cities of the Dead). Najsłynniejszy Cmentarz św. Ludwika (St. Louis Cemetery), otwarty w 1789 r., położony jest przy zabytkowej Basin Street. Spoczywa na nim m.in. Marie Laveau (1794–1881), legendarna „Królowa Voodoo”. Tutaj też żyjący wciąż aktor Nicholas Cage wykupił w 2010 r. jedną z ostatnich dostępnych kwater. Jego mauzoleum w kształcie piramidy przyciąga fanów amerykańskiego kina. Zarówno Cmentarz św. Ludwika, jak i inne nekropolie można zwiedzać w zorganizowanych grupach, a dla osób lubiących nietypowe atrakcje przygotowano Wycieczki Duchów (Ghost Tours) po zmroku.

Pośród ryb i aligatorów

W Nowym Orleanie czekają na nas również inne rozrywki, m.in. nurkowanie i połowy. Ok. 170 km od wybrzeża Luizjany, w północno-zachodniej części Zatoki Meksykańskiej znajduje się chroniony obszar Flower Garden Banks National Marine Sanctuary. Obejrzymy w nim barwne koralowce i spotkamy liczne manty, rekiny, żółwie morskie i niemal 300 gatunków ryb. Wyspecjalizowane biura podróży organizują ciekawe wycieczki w tym regionie, ale nie są one raczej przeznaczone dla początkujących nurków. Aż tak dużego doświadczenia nie potrzebujemy natomiast, aby wziąć udział w wyprawie wędkarskiej. Zdjęcie z naprawdę wielką sztuką w wyjątkowej scenerii delty Missisipi z pewnością będzie jedną z najlepszych pamiątek z tych stron.

Warto wybrać się też na bagna Luizjany (Wetlands of Louisiana). Porośnięte gęstymi lasami cyprysowymi mokradła zamieszkuje ponad 2 mln aligatorów amerykańskich (podczas gdy w samym stanie Luizjana żyje niemal 4,7 mln ludzi). Mimo iż te gady zaciskają szczęki z największą siłą spośród wszystkich zwierząt, na wycieczkę możemy udać się bez obaw. O nasze bezpieczeństwo zadbają doświadczeni przewodnicy, znający doskonale te podmokłe tereny.

Nad Missisipi, najdłuższą rzeką Ameryki Północnej (3734 km), leży również stolica stanu, Baton Rouge. Nazwa ta w języku francuskim oznacza „Czerwony Kij” i pochodzi od koloru wbitej w ziemię włóczni oznaczającej granicę między obszarami zajętymi przez ludność indiańską z dwóch plemion. Choć miasto ma charakter przemysłowy i jest jednym z większych portów w Luizjanie, zachowało się w nim dużo okazałych rezydencji dawnych plantatorów, w tym otoczona dębami i wybudowana pod koniec XVIII w. Magnolia Mound Plantation House. W centrum Baton Rouge warto zobaczyć kapitol (Louisiana State Capitol), najwyższy w USA tego typu budynek rządowy (137 m), z którego dachu rozpościerają się cudowne widoki.

„New York, New York”

Na koniec został nam jeszcze najsłynniejszy symbol Stanów Zjednoczonych – Nowy Jork. Wielu osobom kojarzy się on przede wszystkim ze Statuą Wolności. To tę olbrzymią figurę przedstawiającą kobietę z pochodnią w ręku widzą najpierw pasażerowie statków wpływających do miejscowego portu. Dawniej dla tysięcy imigrantów była ona zapowiedzią wyzwolenia z ucisku i ubóstwa Starego Świata. Dzisiaj ten charakterystyczny posąg stał się atrakcją turystyczną. Na Wyspę Wolności (Liberty Island), na której się wznosi, kursuje prom z Battery Park, południowego krańca wyspy Manhattan. Podczas rejsu można rozkoszować się wspaniałą panoramą Nowego Jorku.

Najludniejsza, a zarazem najmniejsza (59,1 km² lądu), nowojorska dzielnica nie bez powodu bywa rozsławiana w piosenkach, książkach i filmach. Manhattan, słynący z żółtych taksówek, dziesiątków drapaczy chmur i rozświetlonego neonami Times Square, przyciąga nie tylko biznesmenów, polityków i gwiazdy, lecz także tłumy turystów. Co ciekawe, ten obszar administracyjny dzieli się na kilka całkowicie różnych od siebie rejonów.

W południowej części, zwanej Dolnym Manhattanem (Lower Manhattan, Downtown Manhattan), znajduje się Dzielnica Finansowa (Financial District – FiDi) ze swoją najbardziej znaną ulicą – Wall Street, na której siedziby mają największe instytucje finansowe Stanów Zjednoczonych, decydujące również o losach światowej gospodarki. Pośród strzelających w niebo wieżowców istnieje jednak pewna przestrzeń nie pozwalająca przejść obok pospiesznie. Strefa Zero (Ground Zero) to ciągle plac budowy przypominający o zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Kiedyś stały tu wieże World Trade Center. Na razie w tym miejscu wzniesiono One World Trade Center (Freedom Tower – Wieżę Wolności) o wysokości ponad 541 m. Budynek ten został oficjalnie otwarty 3 listopada 2014 r.

Świat biznesu graniczy z dzielnicą chińską (Chinatown), pełną kolorowych lampionów, orientalnych sklepów, restauracji i znaków języka mandaryńskiego. Kilka przecznic dalej zaczyna się już osiedle włoskie (Little Italy). Małe Włochy odróżniają od słonecznego kraju z Półwyspu Apenińskiego wąskie czerwone kamienice i metalowe schody przeciwpożarowe zamontowane na zewnątrz budynków. Unoszące się zapachy pizzy, sosów i makaronów, roześmiani włoscy restauratorzy i maleńkie rodzinne sklepiki sprawiają jednak, że trudno nie poczuć się tu jak w prawdziwej Italii. Z kolei po zachodniej stronie Dolnego Manhattanu leży Greenwich Village, znane niegdyś jako centrum artystycznej bohemy i kolebka ruchów LGBT. Dzisiaj ten rejon zalicza się do najdroższych miejsc do zamieszkania w Stanach Zjednoczonych.

W krajobrazie środkowej części wyspy (Midtown Manhattan) dominuje potężna sylwetka Empire State Building. To na ten wieżowiec wdrapywał się King Kong w filmie z 1933 r. Z tarasu widokowego, usytuowanego na 86. piętrze, można nie tylko podziwiać panoramę Nowego Jorku, ale i dojrzeć cztery sąsiednie stany. Natomiast na wschodnim brzegu Manhattanu znajduje się kwatera główna Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Kiedy pod koniec lat 40. XX w. projektowano ten budynek, nikt nie przewidywał powstania nowych państw w Afryce i Azji po okresie kolonizacji. Zaplanowano w nim miejsca dla reprezentantów ok. 50 krajów. Obecnie ONZ ma 193 członków i pracownicy nowojorskiej siedziby narzekają na zbyt mało przestrzeni. Kompleks można jednak zwiedzać, ale należy liczyć się z dość drobiazgową kontrolą.

Zieleń i stal

Pomiędzy wysoką szklano-betonową zabudową wyspy kryje się zielona oaza. Na samym środku Manhattanu, na powierzchni 3,41 km², rozciąga się Central Park. Otwarty w 1857 r. na podmokłych i zaniedbanych terenach, stanowi dziś miejsce wypoczynku i rekreacji wszystkich nowojorczyków. Znajdziemy tu kilka jezior i wzgórz, place zabaw oraz zoo (Central Park Zoo). Ze względu na tysiące drzew ten obszar nazywany jest płucami miasta.             

Kilka przecznic na południe od Central Parku wznosi się gmach jednego z najbardziej znanych muzeów sztuki współczesnej, zwanego MoMA (Museum of Modern Art), z obrazami m.in. Pabla Picassa, Claude’a Moneta, Salvadora Dalego czy Andy’ego Warhola. Z kolei niedaleko północno-zachodniego krańca nowojorskiej zielonej oazy, na Górnym Manhattanie (Upper Manhattan), swoją siedzibę ma Uniwersytet Columbia (Columbia University in the City of New York), należący do tzw. Ligii Bluszczowej (Ivy League). Wszystkie 8 uczelni stowarzyszonych w tej organizacji uchodzi za najstarsze i najbardziej prestiżowe szkoły wyższe w Stanach Zjednoczonych.

Dużą część Górnego Manhattanu zajmuje Harlem, dzielnica zamieszkiwana głównie przez ludność afroamerykańską. Jeszcze kilkanaście lat temu niezbyt bezpiecznie było zapuszczać się w to miejsce, lecz dziś mówi się o jego prawdziwym odrodzeniu. Wiele kamienic jest odnawianych, powstają nowe teatry i galerie sztuki, choć życie toczy się tutaj jak dawniej, w trochę wolniejszym tempie, przy dźwiękach jazzu i muzyki latynoskiej.

Manhattan to tylko jeden z pięciu nowojorskich okręgów. Najdalej na południe, na wyspie o tej samej nazwie leży Staten Island (150 km² lądu). Ze względu na małą liczbę mieszkańców (ok. 475 tys.) i panujący w tej okolicy spokój obszar zyskał sobie miano wiejskiej prowincji. Kolejnymi trzema dzielnicami Nowego Jorku są Bronx, Queens i Brooklyn. Ta pierwsza, tak jak i Harlem, przez długie lata cieszyła się nienajlepszą sławą. Spadek przestępczości w tym rejonie to zasługa byłego już burmistrza Rudolpha Giulianiego, który uczynił z całej metropolii jedno z najbezpieczniejszych amerykańskich miast. Bronx kojarzy się teraz nowojorczykom z ogromną ilością zieleni, największym ogrodem botanicznym w Ameryce (New York Botanical Garden) oraz ponad 50-tysięcznym stadionem drużyny New York Yankees (Yankee Stadium), legendarnych gwiazd baseballu.

Po przylocie do Nowego Jorku turyści zazwyczaj najpierw odwiedzają Queens. Tutaj właśnie znajdują się dwa główne nowojorskie lotniska: John F. Kennedy International Airport i LaGuardia Airport. I chociaż całe miasto ma zdecydowanie wielokulturowy charakter, to jednak Queens jest najbardziej zróżnicowane etnicznie. Połowę jego mieszkańców stanowią osoby pochodzenia latynoskiego, a jedną trzecią – azjatyckiego. Nie brakuje również przybyszów z Europy (ok. 15 proc.) – Włochów, Irlandczyków, Niemców, Polaków, Rosjan czy Greków. Z kolei Brooklyn uważa się za sypialnię Nowego Jorku. Żyje tutaj ponad 2,6 mln ludzi, w tym spora grupa imigrantów z Polski w rejonie 75-tysięcznego Greenpointu, nazywanego Małą Polską (Little Poland). Okręg słynie przede wszystkim z jednej z najstarszych na świecie wiszących przepraw (ukończonej w 1883 r.), która łączy go z Manhattanem. Ozdobiony charakterystycznymi neogotyckimi łukami Most Brookliński (Brooklyn Bridge) jest prawdziwą wizytówką miasta i całego kraju.

Siła różnorodności

Stany Zjednoczone są tak duże i zróżnicowane, że mogłoby nie starczyć nam życia na zobaczenie wszystkich ich wspaniałości. Sami Amerykanie mają także świadomość tego bogactwa i pewnie dlatego wybrali na swoją dewizę łacińskie powiedzenie, umieszczane zarówno na monetach, jak i w oficjalnych dokumentach: E pluribus unum („Z wielu – jedno”). To motto daje się przetłumaczyć na różne sposoby: „Z wielu stanów – jeden kraj”, „Z wielu nacji – jeden naród”. W naszą podróż po USA zabierzmy więc nie tylko wyobrażenia rodem z filmów. Ten olbrzymi północnoamerykański kraj na pewno zaskoczy nas mnóstwem fascynujących miast, ciekawych historii i zapierających dech w piersiach krajobrazów.

Artykuły wybrane losowo

Viva España i jej słoneczne plaże!

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

Więcej…

Wszystkie odcienie Peru

IMG 20160616 174118594 HDR

Alpamayo magazyn Alpinismus ogłosił w 1966 r. najpiękniejszą górą świata

© PERU EXPEDITIONS TOURS

 

KAROLINA WUDNIAK

 

Peru to kraj kontrastów: zimna i gorąca, gór i oceanu, bogactwa i biedy, przeszłości i współczesności, bujnej zieleni wilgotnych lasów równikowych i suchych piasków pustyni. Mieni się kolorami tęczy. Ta wielka różnorodność zadziwia, zachwyca, a nawet wciąga na dłużej. Mnie wciągnęła na dwa pełne miesiące, a wciąż czuję, że to zdecydowanie za mało czasu, aby odkryć wszystkie jej odcienie.

 

Obecne tereny Peru setki lat wstecz zamieszkiwali Inkowie, którzy stworzyli całkiem rozległe imperium. Dzisiejszy kraj zajmuje powierzchnię niemal 1,3 mln km2 i jest trzecim największym państwem kontynentu po Brazylii i Argentynie. Od północy graniczy z Ekwadorem i Kolumbią, na wschodzie – z Boliwią i Brazylią, na południu – z Chile, a zachodnie wybrzeże oblewają wody Oceanu Spokojnego. Na obszarze Peru leżą wilgotne lasy dorzecza Amazonki i pustynia, wznoszą się sześciotysięczne szczyty oraz wspaniałe inkaskie ruiny i perły kolonialnej architektury. W tym pięknym kraju nie sposób się nudzić, bo każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

 

Turyści zwykle zaczynają tu zwiedzanie od Limy, peruwiańskiej stolicy. Stąd wyruszają później na poznawanie innych regionów Peru. Do wyboru mają wiecznie zielone lasy równikowe, majestatyczne Andy, suche płaskowyże, a nawet pacyficzne plaże.

 

004554 300

Pustynię w okolicy miasta Ica można przemierzać pojazdem typu buggy

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/WALTER HUPIU

 

Z WIZYTĄ W STOLICY

 

Lima jest jednym z największych miast w Ameryce Południowej, zamieszkuje ją ponad 10 mln osób. Ośrodek założył 18 stycznia 1535 r. hiszpański konkwistador Francisco Pizzaro (1478–1541) – miał służyć jako zaplecze do podboju imperium Inków. Od 1551 r. działa tutaj szkoła wyższa (Uniwersytet Świętego Marka – Universidad Nacional Mayor de San Marcos), najstarsza na kontynencie. Przez stulecia Lima była stolicą Wicekrólestwa Peru (w latach 1542–1821), a później Republiki Peru. Dziś jest szybko rozwijającą się metropolią, ale znajduje się w niej wiele zabytków z dawnych czasów. Historyczną część miasta z kolonialną zabudową wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wyróżniają ją przede wszystkim słynne limskie balkony – bogato i pięknie zdobione przykuwają uwagę przechodniów. Można je podziwiać podczas spaceru ulicami biegnącymi pomiędzy dwoma głównymi placami: Plaza Mayor de Lima (Plaza de Armas de Lima) i Plaza San Martín. Wokół obu wznoszą się wspaniałe zabytkowe obiekty. Przy pierwszym z nich stoi Katedra (Catedral de Lima), której budowę rozpoczęto w 1535 r., Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) i Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú), obecna oficjalna siedziba prezydenta kraju. Oczywiście, budynki ozdabiają balkony. Przy drugim placu warto zwrócić uwagę na Gran Hotel Bolívar, a w szczególności jego wnętrze i wspaniałą witrażową kopułę. Miłośnicy sztuki sakralnej nie powinni przegapić również stojącej nieopodal Pałacu Rządu Bazyliki św. Franciszka wraz klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco). Z kolei poszukiwacze polskich śladów za granicą muszą zajrzeć do pobliskiego Domu Literatury Peruwiańskiej (Casa de la Literatura Peruana) mieszczącego się w budynku dawnego dworca (Estación de Desamparados). Jedną ze ścian zdobi w nim tablica poświęcona Ernestowi Malinowskiemu (1818–1899) – polskiemu inżynierowi i budowniczemu Centralnej Kolei Transandyjskiej (Ferrocarril Central del Perú).

 

Kolejnym tutejszym rejonem popularnym wśród turystów jest pełen hoteli, hosteli, restauracji i sklepów dystrykt prowincji Lima – Miraflores. Można tutaj kupić sweter z wełny z lamy lub alpaki, plecaki w inkaskie wzory, torebki, dywany, buty, portfele i co tylko dusza zapragnie. Jednak należy zdawać sobie sprawę z tego, że na spacer po targowiskach przy alei Abela Bergasse’a du Petita Thouarsa (Avenida Petit Thouars) potrzeba sporo czasu, dużo silnej woli, umiejętności negocjacyjnych, cierpliwości i… pieniędzy. Po opuszczeniu tego świata andyjskich kolorów najlepiej poszukać wytchnienia nad oceanem. Trasy spacerowe przy Circuito de Playas ciągną się kilometrami. Rozpościera się z nich doskonały widok na surferów walczących z falami. Warto przyjrzeć się rzeźbom w Parku Miłości (Parque del Amor), a na kolację wybrać się do dystryktu Barranco charakteryzującego się piękną i stonowaną XIX-wieczną architekturą, drogimi restauracjami z wymyślnymi daniami kuchni peruwiańskiej i modnymi kawiarniami.

 

011315 300

Promenada Malecón de Miraflores w Limie biegnie niemal na skraju klifów

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/MIGUEL CARRILLO

 

W SERCU TROPIKALNEGO LASU

 

Stolica Peru jest dobrą bazą wypadową do różnych części kraju, w tym do tych trudno dostępnych, jak choćby największe na świecie miasto, do którego nie można dojechać drogą lądową – Iquitos. Najłatwiej dostać się do niego samolotem z Limy, ale najłatwiej wcale nie musi oznaczać najciekawszej formy podróżowania. Inną możliwość stanowi rejs jednym ze statków, które wyruszają z miast Yurimaguas i Pucallpa. Z tego pierwszego płynie się do Iquitos dwa i pół dnia, z drugiego – trzy dni. Powolna podróż pozwala obserwować z pokładu życie rzek Marañón (z Yurimaguas) i Ukajali (z Pucallpy) oraz Amazonki, do której oba dopływy dołączają przed miastem. Taki rejs zdecydowanie nie należy do szczególnie komfortowych, ale może być ciekawą przygodą. Alternatywą dla niego jest lot do Iquitos i kilkudniowa wycieczka po Amazonce na pokładzie jednej z luksusowych i pełnych atrakcji łodzi (należących np. do Delfin Amazon Cruises czy Aqua Expeditions). To idealne rozwiązanie dla turystów spragnionych wrażeń, którzy jednocześnie nie chcą rezygnować z wygody. Warto zdecydować się na wyprawę po rzece, bo wschody i zachody słońca w jej rejonie należą do najwspanialszych na świecie. Poza tym to dobry pomysł na odcięcie się od codzienności.

 

Amazonia, zajmująca północno-wschodnią część Peru (ok. 60 proc. powierzchni kraju), jest pięknym i egzotycznym regionem, w którym króluje dzika i nieokiełznana natura. W bezpośredni z nią kontakt można wejść zarówno podczas rejsu po rzece, jak i w trakcie wędrówki po lesie deszczowym. Kilka nocy spędzonych w domku oddalonym od cywilizacji, położonym w samym sercu zielonej gęstwiny również dostarcza sporo wrażeń. Już w Iquitos, w ośrodkach ratowania zwierząt spotkamy mieszkańców królestwa przyrody, np. małpy, manaty, krokodyle czy kolorowe motyle. W ukrytym w selwie mieście żyje na co dzień ponad 450 tys. osób. W centrum znajdziemy wiele pięknych, choć mocno nadgryzionych zębem czasu, budynków z okresu tzw. boomu kauczukowego, czyli przełomu XIX i XX w., kiedy Europejczycy zaczęli na masową skalę pozyskiwać kauczuk w Amazonii. Jeden z najsłynniejszych obiektów stoi na głównym placu Iquitos, Plaza de Armas, i nazywa się Dom z Żelaza (Casa de Fierro). Miał go podobno zaprojektować sam Gustaw Eiffel na wystawę światową w Paryżu w 1889 r. Jeden z potentatów kauczukowych kupił budynek, rozebrał i przetransportował właśnie tutaj. Z tego odciętego od świata miasta najlepiej jednak szybko uciekać. Tutejsze lepkie, wilgotne i gorące powietrze sprawia, że zaczyna się marzyć o chłodniejszym klimacie górskich szczytów. Akurat w Peru nietrudno to marzenie spełnić. Wystarczy wybrać się w inną część kraju.

 

WŚRÓD SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

To właśnie ta wielka różnorodność zachwyca w Peru. Z głośnego, wonnego i bujnego lasu deszczowego można bez problemu przenieść się do surowej krainy strzelistych, śnieżnych gór. Do najpiękniejszych pasm peruwiańskich Andów należy Kordyliera Biała (Cordillera Blanca). Ciągnie się przez prawie 200 km, a swoją nazwę zawdzięcza zawsze ośnieżonym kilkunastu sześciotysięcznikom i kilkudziesięciu pięciotysięcznikom. W paśmie jest również ponad 720 lodowców. Najwyższy szczyt Kordyliery Białej, a zarazem całego Peru, Huascarán, mierzy 6768 m n.p.m. Każdy, kto chociaż raz oglądał jakiś film wyprodukowany przez Paramount Pictures, widział też górę Artesonraju (6025 m n.p.m.), której sylwetka widnieje w logo amerykańskiej wytwórni (przynajmniej tak twierdzą niektórzy). Miłośnicy górskich wędrówek z całego świata przyjeżdżają do 130-tysięcznego miasta Huaraz, stanowiącego dobrą bazę wypadową na większość tras, także na te w sąsiedniej Kordylierze Czarnej (Cordillera Negra). Szlaki mają różny poziom trudności. Do najbardziej popularnych wypraw należą jednodniowa wycieczka do zniewalającego błękitem polodowcowego jeziora Laguna 69, kilkudniowy trekking Santa Cruz oraz ok. 12-dniowy trekking Cordillera Huayhuash, ale możliwości jest zdecydowanie więcej. Mniej doceniane, ale również ciekawe i trochę łatwiejsze trasy znajdują się w Kordylierze Czarnej, z której rozpościera się niezwykły widok na Kordylierę Białą. Te ośnieżone góry to jedno z moich ukochanych miejsc w Ameryce Południowej, do którego z pewnością jeszcze wrócę.

 

PERUWIAŃSKIE SPECJAŁY

 

Nie można pisać o Peru i nie poruszyć tematów kulinarnych. Dlaczego? Bo tutejsza kuchnia uchodzi za najlepszą w Ameryce Południowej, i to zasłużenie, ponieważ jest wyjątkowo różnorodna. Miejscowe przepisy zasiliły m.in. chińskie, japońskie, hiszpańskie, francuskie i włoskie wpływy. Dzięki temu dziś można wybierać wśród wielu dań z ryb, wołowiny, kurczaka, kukurydzy, ziemniaków czy kwinoi, nazywanej peruwiańskim ryżem lub komosą ryżową. Na pobudzenie apetytu polecam pisco sour, czyli narodowy koktajl Peru. Pisco to destylat powstały z winogron przy okazji produkcji wina, jest dość mocny. Cieszy się podobną popularnością w Peru i Chile i od lat oba kraje toczą spór o to, kto pierwszy zaczął produkować ten trunek. Kwestia – oczywiście – pozostaje nierozstrzygnięta, ale to nie powinno przeszkadzać w degustacji. Kiedy pisco zmiesza się z sokiem z limonek i gorzkim likierem angostura oraz przykryje pianą ubitą z białek jajek, powstaje pisco sour. Ten drink wypić można prawie w każdym pubie i restauracji w kraju, ale żeby zobaczyć, jak produkuje się sam alkohol, trzeba wybrać się na pustynię, w okolice miasta Ica.

 

POŚRÓD PIASKÓW PUSTYNI

 

Mikroklimat regionu Ica umożliwia uprawę winogron, z których wytwarza się mało popularne peruwiańskie wina i uwielbiane pisco. Trunki te powstają kilkanaście kilometrów na północ od wspomnianego miasta. Wystarczy jednak pojechać kilka kilometrów na zachód od Iki, żeby znaleźć się na pustyni, a dokładniej w oazie Huacachina – świetnym miejscu na odpoczynek i uprawianie nietypowych aktywności. Lokalne agencje oferują tutaj przejażdżki po pustynnych wydmach pojazdem rodem z filmu Mad Max, tzw. buggy, oraz sandboarding, czyli nic innego jak zjeżdżanie na specjalnie przygotowanej desce po piasku, przypominające snowboarding i akrobacje na śniegu. Wcale jednak nie trzeba umieć jeździć na snowboardzie, żeby spróbować tej rozrywki. Z większości desek da się korzystać… w pozycji leżącej. Wystarczy się położyć lub usiąść, złapać za przymocowane uchwyty i zjechać z piaszczystego zbocza. Zachód słońca nad tymi wydmami jest przepiękny! Złotopomarańczowe światło tańczące na pustynnym piasku tworzy cudowne wzory. Stąd można wybrać się do Paracas, ponad 70 km na północny zachód od miasta Ica, i wsiąść na jedną z łodzi płynących na wyspy Ballestas (Islas Ballestas), żartobliwie zwane przez niektórych Galapagos dla ubogich, a to dlatego, że na terenie miejscowego rezerwatu żyją pingwiny Humboldta, kotiki południowe, uchatki patagońskie i inne zwierzęta, które trudno spotkać w pozostałych rejonach Peru.

 

Z kolei na południe od Iki znajduje się wielka gratka dla miłośników tajemniczych zjawisk. Mowa tu o słynnych liniach i rysunkach naziemnych w okolicy miasta Nasca (Nazca). W niektórych kręgach te geoglify uznawane są za znaki pozostawione przez przedstawicieli obcej cywilizacji. Jednak naukowcy przypisują ich autorstwo ludowi z kultury Nazca. Linie oraz rysunki zwierząt i roślin pokrywają obszar ok. 450 km2. Powstawały pomiędzy 500 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Według opracowań naukowych peruwiańskie geoglify mogły mieć znaczenie religijne lub służyły za kalendarz astronomiczny. Żeby zobaczyć je w całości, trzeba odbyć lot niewielką awionetką.

 

NA DNIE KANIONU

 

Dalej na południe od Naski leży 900-tysięczna Arequipa, drugie największe po względem liczby ludności miasto Peru. Powstała w 1540 r., była ważnym ośrodkiem ekonomicznym w czasach kolonialnych, a w latach 1835–1883 pełniła funkcję stolicy kraju. Jej historyczny rejon został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i zachwyca piękną architekturą. Centralny plac miasta, Plaza de Armas, warto obejść zarówno za dnia, jak i po zmroku, kiedy wszystkie budynki są ładnie podświetlone. Uwagę przykuwa tu neorenesansowa Katedra (Catedral de Arequipa), odbudowana w XIX w. po niszczycielskim pożarze z grudnia 1844 r. Kilka ulic dalej stoi wielki Klasztor św. Katarzyny ze Sieny (Monasterio de Santa Catalina de Siena), założony w drugiej połowie XVI stulecia, którego wnętrze kryje kolorowe dziedzińce, arkady, fontanny i dużo zieleni. Historyczne centrum jest idealne na spacer, a sama Arequipa będzie przyjemnym przystankiem po drodze do kanionu Colca. To jedna z najgłębszych tego typu dolin na świecie. Jej ściany wznoszą się po południowej stronie do 3600 m nad poziom rzeki, a po północnej – nawet do 4160 m. Ma długość ok. 120 km. Kanion rzeki Colki po raz pierwszy przepłynęli kajakami Polacy w 1981 r. Na turystów, którzy schodzą na jego dno, czeka zupełnie inny świat. Bujna zieleń mocno kontrastuje z surowymi, skalistymi zboczami. Poza tym w okolicy znajdują się także cudownie orzeźwiające baseny w oazie Sangalle i źródła wód termalnych w Llahuar. Przy temperaturach, jakie panują w kanionie, marzenie o zimnej kąpieli towarzyszy każdemu od pierwszych kroków trekkingu. Zejście do Sangalle można zaplanować na jeden dzień, ale do wyboru jest też dłuższa, dwu- lub trzydniowa wycieczka, której trasa wiedzie z doliny inną ścieżką. Cañón del Colca stanowi również dobre miejsce do obserwowania kondorów wielkich – masywnych i majestatycznych ptaków zamieszkujących Andy. Jeśli komuś nie uda się wypatrzeć ich podczas trekkingu, powinien w drodze powrotnej do Arequipy zatrzymać się na tarasie widokowym Cruz del Cóndor, przy którym często się pokazują.

 

W ŚWIECIE INKÓW

 

022330 300

Machu Picchu to arcydzieło sztuki, urbanistyki, architektury i inżynierii

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/PILAR OLIVARES

 

Nie można być w Peru i nie zobaczyć Machu Picchu. Inkowie rozpoczęli budowę miasta w połowie XV w., ale jej nie dokończyli. Mniej więcej 100 lat później w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opuścili Stary Szczyt, jak tłumaczy się nazwę Machu Picchu. W tym wyjątkowym miejscu najbardziej zachwyca jego położenie – miasto założono wysoko w górach, pośród bujnie porośniętych zboczy. Inkowie ukryli je bardzo skutecznie – dopiero amerykański naukowiec Hiram Bingham III w 1911 r. odnalazł ośrodek. Badacz podczas wyprawy dotarł także do innych ruin dawnego inkaskiego imperium. Nie wiadomo dokładnie, jaką funkcję pełniło Machu Picchu. Naukowcy spekulują o jego roli sakralnej i badawczej, niektórzy są zdania, że był to swojego rodzaju resort dla elit społeczeństwa. Zbudowano je na dwóch poziomach, z oszlifowanych, idealnie pasujących do siebie granitowych bloków. Wyżej znajdowały się królewskie grobowce, Pałac Królewski, Świątynia Trzech Okien i Świątynia Słońca. Na niższym poziomie powstała dzielnica mieszkalna i warsztaty. Tereny uprawne wkomponowane zostały w strome zbocza góry. Machu Picchu miało swój własny system doprowadzania wody z kamiennych zbiorników do różnych części miasta oraz okolicznych pól. Ośrodek rozciąga się pomiędzy dwoma szczytami – Huayna Picchu (Wayna Pikchu, czyli Młodym Szczytem, ok. 2720 m n.p.m.) i Machu Picchu (3082 m n.p.m.). Na oba można wejść, żeby podziwiać całą okolicę. Ze szczytów rozpościerają się jedne z tych widoków, które zapierają dech w piersiach i pozostają w pamięci na długo. Są one zdecydowanie warte wysiłku, który trzeba włożyć, aby pokonać strome podejście, choć w trakcie wspinaczki nie jest to wcale tak oczywiste. W 1983 r. Machu Picchu umieszczono na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a w 2007 r. biorący udział w głosowaniu internauci wybrali je jednym z 7 Nowych Cudów Świata. Miasto rocznie odwiedza mniej więcej 1,2 mln turystów. Gdyby nie wprowadzone kilka lat temu dzienne limity zwiedzających, zostałoby całkowicie zadeptane.

 

Do Machu Picchu nie tak łatwo się dostać. Z Cusco (Cuzco), dawnej stolicy inkaskiego imperium, jedzie się do Ollantaytambo w tzw. Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas), skąd pociągiem PeruRail dociera się do Aguas Calientes – bazy noclegowej pod Starym Szczytem. Stąd często odjeżdżają małe autobusy dowożące turystów pod wejście do zaginionego miasta, ale można też dojść o własnych siłach dość stromym podejściem. Warto wstać w nocy, żeby pojechać jednym z pierwszych autobusów. Poranne złote promienie słońca lub wprowadzające mistyczną atmosferę chmury przeplatające zbocza dodają Machu Picchu nieodpartego uroku. Inną możliwością dotarcia do inkaskiego ośrodka jest dwu- bądź czterodniowy trekking trasą zwaną Camino Inca (Inca Trail). Prowadzi ona przez Świętą Dolinę Inków i okoliczne przełęcze. To jeden z najbardziej obleganych szlaków trekkingowych na świecie. Ze względu na ten fakt oraz wprowadzone przez władze limity (podobnie jak w przypadku wejścia na teren Machu Picchu) wyprawę Drogą Inków należy rezerwować z co najmniej kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Alternatywę dla tej trasy stanowi Salkantay Trek z nielimitowanym wstępem. Wycieczkę tym szlakiem można wydłużyć o dojście do Aguas Calientes i Machu Picchu.

 

Niezależnie od wyboru drogi, każdy turysta najpierw trafia zwykle do Cusco. Miasto to było inkaską stolicą od XIII do XVI w. i zachowało się w nim sporo pozostałości architektonicznych z tych czasów. Piękne historyczne centrum, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w tym samym roku co Machu Picchu, zatrzymuje przyjezdnych w swoich objęciach na kilka dni. I bardzo dobrze, bo Cusco leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., a zatem jest odpowiednim miejscem na aklimatyzację przed wyjściem na jeden z wielu szlaków w okolicznych Andach. Ten czas można wykorzystać na zwiedzanie miasta. Na uwagę zasługują pozostałości inkaskich murów, Katedra (Catedral del Cusco), Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) czy liczne muzea z cennymi eksponatami sztuki prekolumbijskiej. Ciasne, strome, kamienne uliczki idealnie nadają się na spacery, a rozświetlony wieczorem główny plac – Plaza de Armas – odcina się na tle okolicznych wzgórz i gór. Cusco jest także dobrym miejscem na odkrywanie peruwiańskich smaków. Mnogość restauracji i kawiarni pozwala docenić tutejszą kuchnię. Bez większego trudu można znaleźć tu potrawy z mięsa lamy czy alpaki, których zdecydowanie warto spróbować podczas pobytu w Andach. Polecam też zakupienie wyrobów z wełny z alpaki (np. swetrów, czapek, szali), które są przydatną i piękną pamiątką. Na lokalnym targu dobrze również zaopatrzyć się w liście koki – sporządzony z nich napar wspomaga aklimatyzację i osłabia objawy choroby wysokościowej (hiszp. soroche). Tak przynajmniej mawiają miejscowi, którzy nałogowo popijają taki napój i żują same liście. Nawet jeśli to nieprawda, wciąż warto spróbować herbaty z koki, bo smakuje naprawdę wybornie. Pamiętać jednak trzeba, żeby pić ją jedynie na miejscu, bo wywożenie rośliny za granicę jest nielegalne.

 

MODŁY DO DUCHA GÓR

 

Po zwiedzaniu i aklimatyzacji przychodzi pora na wybór szlaku. Popularnością cieszy się wspomniany klasyczny pięciodniowy Salkantay Trek w paśmie Vilcabamba (Cordillera de Vilcabamba), trasa na Ausangate w paśmie Vilcanota (Cordillera de Vilcanota) oraz jednodniowa wycieczka pod górę Vinicunca (zwaną Tęczową Górą lub Górą Siedmiu Kolorów, 5200 m n.p.m.). Ausangate jest piątym najwyższym szczytem Peru (6384 m n.p.m.) i mieszkańcy okolicznych wiosek nazywają go Apu Ausangate. W mitologii inkaskiej apu znaczy „duch gór”, „bóg gór”. To właśnie do niego wznoszą prośby, kierują podziękowania i jemu składają ofiary. On odpowiada za dobrą lub złą pogodę, deszcze nawadniające nieliczne pola uprawne i suszę niosącą głód. Legenda mówi, że Ausangate był bratem Salkantaya (Salkantay to najwyższy szczyt pasma Vilcabamba, 6271 m n.p.m.) i razem mieszkali w Cusco. Po jednej z susz rozdzielili się, aby uratować miasteczko od głodu. Salkantay poszedł na północ. Znalazł lasy, zakazaną miłość Veróniki (góra Verónica mierzy 5682 m n.p.m.), a tym samym problemy. Ausangate z kolei wyruszył na południe, gdzie odkrył ziemię bogatą w ziemniaki i kukurydzę oraz pasące się alpaki. Dzięki temu ocalił mieszkańców Cusco przed głodem. Zarówno trekking przy górze Salkantay, jak i wyprawa wokół Ausangate stanowią ciekawe uzupełnienie wizyty w zachwycającym Machu Picchu.

 

Niesamowite w Peru jest to, że w ciągu jednego urlopu można wylegiwać się na słońcu nad Oceanem Spokojnym, spędzić dzień na pustyni i kilka dni w wiecznie zielonym lesie deszczowym, podziwiać z bliska ośnieżone szczyty sześciotysięczników, poznawać bogatą historię imperium Inków, zejść na dno głębokiego kanionu, a na dokładkę przepłynąć się królową rzek – Amazonką. Po powrocie do domu zazwyczaj zaczyna się marzyć o kolejnej wizycie w tych stronach, bo wymienione przeze mnie atrakcje to zaledwie część tego, co nas tutaj czeka. Peru wciąga i rozbudza chęć poznawania kolejnych miejsc i powrotu do tych już poznanych. Dlatego wyruszenie w ponowną podróż do tego kraju stanowi tylko kwestię czasu.

 

Kostaryka – podróż od wschodu do zachodu słońca

24182453665 8d5ff41d97 o Tortuguero

© COSTA RICAN TOURISM BOARD

 

Jerzy Pawleta

www.jerzypawleta.pl 

 

Gdzie w ciągu jednego dnia można zobaczyć wschód i zachód słońca nad dwoma różnymi oceanami – pierwszy nad należącym do basenu Atlantyku Morzem Karaibskim, a drugi nad Pacyfikiem? Szansę na to mamy w uroczej Kostaryce. Najmniejsza odległość, jaka dzieli oba malownicze wybrzeża w tym kraju, to ponad 100 km. Z karaibskich plaż nad pacyficzny brzeg dostaniemy się bez problemu samochodem albo autobusem. Szybciej pokonamy ten dystans, jeśli skorzystamy z usług lokalnych przewoźników – SANSA czy Nature Air – oferujących przeloty samolotami na kilka lub kilkanaście osób.

Więcej…