CTTC100318162748121.jpg

Golden Gate Bridge w San Francisco

©CALIFORNIA TRAVEL AND TOURISM COMMISSION/ANDREAS HUB

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

www.lucyna-lewandowska.pl

 

Od kilku stuleci ludzie przybywający do Ameryki przywożą ze sobą swoje wyobrażenia, nadzieje i marzenia. W dzisiejszych czasach Stany Zjednoczone są dodatkowo postrzegane przez pryzmat kadrów z licznych amerykańskich filmów. Z pamięci widzów wyłania się więc specyficzny obraz kraju, na który składają się drapacze chmur, przepaściste kaniony, neony kasyn i bezkresne drogi. 

 

Podróż po USA to więc dla wielu osób nie tyle odkrywanie nowych zakątków, ile rozpoznawanie znajomych widoków. Niemal każde najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce było częścią planu filmowego. Podczas gdy w Europie tabliczki na budynkach informują o dacie powstania zabytku i jego historii, tutaj dowiemy się z nich także, w jakiej produkcji posłużyły za scenerię i kto grał w niej główną rolę.

Naszą podróż zaczniemy od najważniejszego regionu w historii amerykańskiej kinematografii – znajdującej się na zachodnim wybrzeżu Kalifornii. Potem przeniesiemy się do Nevady, a następnie złożymy wizytę na Florydzie i w Luizjanie. Wyprawę zakończymy w fascynującym Nowym Jorku.

Słoneczne Miasto Aniołów

Kiedy zbliżamy się do lotniska w Los Angeles, kapitan samolotu po podziękowaniu za wspólnie spędzony na pokładzie czas dodaje: Welcome to sunny California! Gdy spoglądamy na błękitne niebo za oknem, nie mamy wątpliwości – lądujemy w słonecznej 39-milionowej Kalifornii. To najludniejszy i najbogatszy stan USA.

Nazwa Los Angeles pochodzi z języka hiszpańskiego. Jej pełna wersja brzmiała „Miasto Matki Boskiej Królowej Aniołów rzeki Porciúncula” (El Pueblo de Nuestra Señora la Reina de los Ángeles del Río de Porciúncula), dlatego często mówi się o nim Miasto Aniołów (City of Angels). Amerykanie używają jednak najczęściej kolejnego skrótu – L.A.

Metropolia jest przepięknie położona nad brzegiem Oceanu Spokojnego. Jednocześnie otaczają ją góry Santa Monica i wzgórza San Rafael. Poza ścisłym, biznesowym centrum niemal wszędzie dominują niskie zabudowania, przez co Los Angeles zajmuje bardzo rozległy obszar (ok. 1300 km²), a niektóre ulice miewają w nim po kilkadziesiąt kilometrów długości.

Najpopularniejszą część Miasta Aniołów stanowi Hollywood. Swoją sławę zawdzięcza wytwórniom filmowym, takim jak Warner Bros., Columbia Pictures bądź Paramount Pictures. Obecnie jedynie siedziba tego ostatniego przedsiębiorstwa znajduje się w samej dzielnicy. Pozostałe studia, a także Sony Pictures Studios i Universal Pictures, mieszczą się w innych ośrodkach aglomeracji Wielkie Los Angeles. Każdy z tych kompleksów można zwiedzać. Obejrzymy w nich rekwizyty i scenografie, a nawet, jeśli dopisze nam szczęście, podpatrzymy, jak kręci się sceny do najnowszych filmów czy programów telewizyjnych.

Przylegające do dzielnicy wzgórza zdobi charakterystyczny biały napis Hollywood (Hollywood Sign). Pierwotnie pełnił on funkcję zewnętrznej reklamy firmy budowlanej. Teraz stanowi jeden z najważniejszych na świecie symboli ambicji i sukcesu w przemyśle rozrywkowym. Turyści bardzo chętnie fotografują się na tle znaku, który jest dobrze widoczny z licznych punktów w okolicy, również z Obserwatorium Griffith (Griffith Observatory), idealnego miejsca do podziwiania panoramy miasta.

Hollywood słynie też z Alei Sławy (Hollywood Walk of Fame), ciągnącej się przez ponad 2 km wzdłuż Hollywood Boulevard i Vine Street. Jej budowę rozpoczęto w 1958 r. w hołdzie aktorom i innym przedstawicielom świata show-biznesu. Składają się na nią płyty chodnikowe z różowymi pięcioramiennymi gwiazdami i nazwiskami artystów. Tutaj także możemy zajrzeć do Dolby Theatre, teatru znanego przede wszystkim z corocznych ceremonii wręczania Oscarów, oraz licznych sklepów z pamiątkami.

Los Angeles razem z kilkoma mniejszymi miastami tworzy hrabstwo o tej samej nazwie (Los Angeles County). W jego granicach znajduje się Beverly Hills, gdzie swoje posiadłości ma spora grupa aktorów i celebrytów. Z kolei w położonej na północny wschód stąd Pasadenie w trakcie Turnieju Róż (Tournament of Roses) odbywa się każdego roku Parada Róż (Rose Parade), czyli pochód zespołów muzycznych i sportowych urozmaicony przejazdem ogromnych platform fantazyjnie udekorowanych kwiatami.

 Największym skarbem L.A. są piękne, długie plaże w dzielnicy Venice i miejscowościach Santa Monica oraz Long Beach, a także leżącej bardziej na północ Santa Barbara, zwanej „Amerykańską Riwierą”. W weekendy można odnieść wrażenie, że cała Kalifornia spędza czas nad oceanem. Jej mieszkańcy świętują na wybrzeżu urodziny, uprawiają jogę, surfują, biegają, pozują do rodzinnych zdjęć.

Złote wybrzeże

Drugim co do wielkości kalifornijskim miastem jest San Diego, położone tuż pod granicą meksykańską. Ze swoimi malowniczymi plażami, piękną pogodą i długimi, wysokimi falami uchodzi ono za raj dla surferów. Klimat tego miejsca tworzą też drapacze chmur i wąskie uliczki dawnych osiedli kolonizatorów. Miłośnicy morskich militariów powinni odwiedzić muzealny lotniskowiec USS Midway i łódź podwodną. Co ciekawe, to w pobliskiej bazie lotnictwa wojskowego nagrywano film Top Gun (1986 r.) z Tomem Cruise’em w roli głównej.

Jeśli dla odmiany skierujemy się na północ od Los Angeles, dotrzemy do dwóch kolejnych dużych miast: San Jose, nazywanego „Stolicą Doliny Krzemowej”, oraz San Francisco, bezsprzecznie najbardziej wielokulturowego ośrodka zachodniego wybrzeża. Oba leżą nad zatoką San Francisco (San Francisco Bay), której brzegi spina kilka długich mostów. Jednak tylko jeden z nich jest wizytówką zarówno tego regionu, jak i całych Stanów Zjednoczonych. To Golden Gate Bridge o charakterystycznym pomarańczowoczerwonym kolorze. Samo San Francisco prezentuje się niesamowicie widowiskowo również dzięki swoim rozlicznym wzniesieniom, których pokonywanie ułatwiają XIX-wieczne tramwaje linowe. Do symboli miasta należą też m.in. dawne więzienie na wyspie Alcatraz, rozsławione dzięki filmowi z 1979 r. opartemu na prawdziwych wydarzeniach (Ucieczka z Alcatraz), i 260-metrowy wieżowiec w kształcie piramidy (Transamerica Pyramid).

Im dalej od oceanu, tym klimat staje się bardziej surowy. W Palm Springs, położonym dwie godziny jazdy samochodem od Los Angeles, w pustynnej strefie klimatycznej, latem jest niebywale gorąco. Zimą jednak mieszkańcy kalifornijskiego wybrzeża ściągają tu, aby uprawiać rozmaite sporty: golf, jazdę konną, tenis czy pływanie. Niedaleko stąd także do Parku Narodowego Joshua Tree (Joshua Tree National Park) z fantazyjnymi jukkami krótkolistnymi, tzw. drzewami Jozuego.

Jaskinia hazardu

Od wschodu Kalifornia graniczy z bardzo pustynnym stanem Nevada. Funkcję jego stolicy pełni niewielkie Carson City o eleganckiej zabudowie. Jednak liczni turyści przyjeżdżają tu do innego miasta, a mianowicie Las Vegas, nieco surrealistycznej oazy na środku pustyni. Swoją nazwę zawdzięcza ono meksykańskim handlarzom. W języku hiszpańskim vegas znaczy „łąki”, „żyzne ziemie”. Tak zapamiętali tę krainę pierwsi podróżnicy, którzy wędrowali przez okoliczne nieurodzajne tereny i właśnie w tym miejscu znaleźli wodę i trawę dla swoich koni. Ośrodek zaczął rozwijać się dopiero w latach 30. XX w. wraz z budową oddalonej od niego o ok. 50 km wodnej Zapory Hoovera (Hoover Dam) na rzece Kolorado. Ciężko pracujący przy jej wznoszeniu robotnicy mogli odpocząć i rozerwać się w mieście, które jako pierwsze w kraju zalegalizowało hazard (w 1931 r.).

Dzisiaj potężne zyski przynoszą Las Vegas nie tylko kasyna, ale i turystyka. W krajobrazie dominuje wieża kompleksu Stratosphere Casino, Hotel & Tower (350 m). Jest ona najwyższą wolnostojącą wieżą obserwacyjną w Stanach Zjednoczonych i jednocześnie drugą co do wysokości na zachodniej półkuli (po CN Tower w kanadyjskim Toronto). Rozpościerający się z niej widok zapiera dech w piersiach, zwłaszcza tuż po zachodzie słońca, gdy pustynny płaskowyż otoczony górami zaczyna wręcz płonąć światłami miasta. Gdy spojrzymy na południe, bez trudu rozpoznamy główną ulicę Las Vegas Strip (The Strip, część Las Vegas Boulevard), przy której strzelają ku niebu ogromne gmachy hoteli i kasyn. Po zmroku rozbłyska ona neonami, podświetlanymi fontannami i kolorowymi laserami. Każdy obiekt stara się przyciągnąć klientów różnymi ciekawymi metodami: występami cyrkowymi, wybuchami sztucznego wulkanu lub inscenizacjami pirackich bitew. Niektóre wyglądem przypominają budowle starożytne, inne – znane europejskie atrakcje turystyczne, jak wieżę Eiffla w Paryżu czy plac św. Marka w Wenecji. Hazard trwa tu dzień i noc. Stracić i zyskać pieniądze można na wiele sposobów, np. podczas gry na automatach, w kości, karty albo wideopokera. Ceny noclegów w Las Vegas są na ogół niższe niż w innych miastach Stanów Zjednoczonych, ponieważ właściciele hoteli, wybudowanych najczęściej nad kasynami, utrzymują się przede wszystkim z dochodów, jakie przynoszą im gracze.

Do tego hazardowego królestwa ludzie przybywają i z innych powodów. Bardzo łatwo wziąć tutaj ślub. Niektóre ceremonie bywają niekonwencjonalne. Zdarza się przykładowo, że młoda para opuszcza tylko szybę samochodu. A gdy miesiąc miodowy dobiegnie końca, można pojechać do Reno, stolicy szybkich rozwodów.

Wakacje przez cały rok

7402797260_bd7f95d2a9_o.jpg

Słoneczne plaże w kurorcie Miami Beach na Florydzie przyciągają tłumy
©VISIT FLORIDA


Jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w USA stanowi Floryda. Przepiękne widoki na Zatokę Meksykańską i Ocean Atlantycki, scenerie znane z filmów i seriali oraz tropikalna roślinność – to wszystko przyciąga ludzi z całego świata.

Największe miasto stanu, Miami, uważa się za najbardziej zróżnicowaną etnicznie i jednocześnie najdalej na południe wysuniętą metropolię w Stanach Zjednoczonych. Podzwrotnikowy klimat pozwala na wypoczynek przez okrągły rok, chociaż lato bywa tutaj rzeczywiście gorące. Aglomeracja składa się z kilku ściśle ze sobą powiązanych części: North, South, West i Downtown, ale blisko stąd także do słynnego kurortu Miami Beach. Do miejscowego portu przybijają największe pasażerskie statki wycieczkowe, które pływają nie tylko po wodach Morza Karaibskiego. Dzięki szybkim połączeniom promowym w niecałe dwie godziny możemy znaleźć się na Bahamach.

Charakterystyczną zabudowę tętniącego życiem Miami tworzą zarówno przeszklone wieżowce, jak i urocze klasyczne domy z lat 30. XX w. Jednym z ciekawszych budynków jest Freedom Tower z 1925 r., obecnie pełniący funkcję muzeum sztuki współczesnej. Dawniej był siedzibą gazety The Miami News, a w latach 60. odgrywał rolę schronienia dla kubańskich uchodźców. Niektórzy mówią przekornie, że miasto swój rozwój zawdzięcza Fidelowi Castro, który po objęciu władzy na Kubie zmusił tysiące obywateli do ucieczki na Florydę. Dziś Kubańczycy stanowią 35 proc. mieszkańców Miami. W dzielnicy Little Havana język hiszpański rozbrzmiewa na co dzień.

Imigranci mieli duży wpływ na wygląd miasta. W latach 20. i 30. XX stulecia w Europie królował styl art déco. Neoklasycystyczne budynki ozdabiano m.in. motywami kwiatów i geometrycznymi figurami. Nurt ten zadziwiająco dobrze przyjął się również w Ameryce Łacińskiej, a wraz z napływem ludności trafił do Miami i okolic. Większość z najwspanialszych przykładów art déco znajdziemy w South Beach, leżącym ok. 12 km od centrum metropolii.

Od miejskiego zgiełku odetchniemy w Coconut Grove, oryginalnej dzielnicy założonej w XIX w. przez artystów, intelektualistów i poszukiwaczy przygód. Wśród jej uroczych kafejek, galerii i butików panuje ciepła atmosfera beztroski. Do spacerów zachęcają liczne parki, np. David Kennedy ParkiPeacock Parkz pięknymi widokami na zatokę.

Jedną z największych atrakcji okolic Miami są jednak plaże, zwłaszcza te w Miami Beach, ciągnące się wzdłuż luksusowych kompleksów hotelowych. Można tutaj uprawiać różnorodne sporty wodne, a także wybrać się w lot balonem. Na gorącym piasku wypoczniemy również w miejscowości Fort Lauderdale. Jej mieszkańcy i turyści nazywają ją „Wenecją Ameryki”, ponieważ poprzecinana jest siecią żeglownych kanałów, po których pływają gondole. Mariny i nabrzeżne restauracje przyciągają nie tylko miłośników żeglowania. Warto odwiedzić też luksusowe sklepy przy szykownym bulwarze Las Olas (Las Olas Boulevard). Rejon Miami tętni życiem przez całą dobę, dlatego wieczorem, po wypoczynku na plaży lub całodziennym zwiedzaniu, najlepiej zajść do jednego z wielu klubów, w których rozbrzmiewa muzyka latynoska na żywo.

W stronę Kuby

22178151199_7fdf5f4d35_o.jpg

©VISIT FLORIDA

Miasteczko Hogsmeade na terenie kompleksu Universal Orlando Resort



Z tego regionu Florydy niedaleko już do Parku Narodowego Everglades (Everglades National Park). To prawdziwe królestwo podmokłej prerii, bagien, lasów namorzynowych i szuwarów. Sercem tego obszaru są mokradła, na których żyją aligatory amerykańskie, grzechotniki diamentowe, żółwie oraz ptactwo brodzące. Rdzenni mieszkańcy, Indianie Seminole, nazywają te tereny „Rzeką Trawy”. Schodzenie z wytyczonych ścieżek jest tutaj bardziej utrudnione niż w innych parkach Stanów Zjednoczonych. Do większości miejsc dociera się kajakiem, czółnem lub łodzią śmigłową, ale to wystarcza, aby podpatrzeć flamingi, kolorowe motyle, a wieczorami posłuchać niezwykłego chóru rzekotek zielonych i świerszczy.

Dalej na południe od Parku Narodowego Everglades kończy się stały ląd. Do USA należy jednak jeszcze niewielki koralowy archipelag Florida Keys o łącznej powierzchni 356 km², uchodzący za popularny rejon wypoczynkowy. Do Key West, najmodniejszej z wysp, prowadzi 182-kilometrowa autostrada – Overseas Highway. Jej trasa wiedzie nad przejrzystymi wodami Zatoki Meksykańskiej i Cieśniny Florydzkiej wzdłuż 42 mostów. Miejscowość Key West swoim spokojem przyciągała w przeszłości wielu artystów i pisarzy, m.in. Ernesta Hemingwaya (1899–1961), którego dom można tutaj zwiedzić.

Z Miami międzystanową autostradą 75 (Interstate 75) dotrzemy natomiast do miasta Tampa przez zatokę o tej samej nazwie. Pokonamy ją za pomocą najdłuższego na świecie mostu wantowego wykonanego z betonu – Sunshine Skyway Bridge. Sam ośrodek nazywa się „Cygarową Stolicą Świata”. Większość z historycznych fabryk cygar już nie istnieje, ale te zachowane udostępniono do zwiedzania. W dzielnicy Ybor City jest wiele małych sklepików, w których sprzedawcy, tzw. tabaqueros, ciągle ręcznie skręcają liście tytoniu. Domy z czerwonej cegły, kute balkony i wąskie uliczki nadają wyjątkowego uroku temu rejonowi miasta. Jego mieszkańcom i gościom od rana towarzyszy zapach parzonej kubańskiej kawy, a muzyka latynoska rozbrzmiewa tu do późnej nocy.

Z kolei na wschodnim wybrzeżu i jednocześnie północnym krańcu półwyspu Floryda znajdziemy największy ośrodek stanu (860-tysięczny), Jacksonville, przez miejscowych zwany Jax. To równocześnie najbardziej rozległa metropolia tzw. kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Jej obszar wynosi aż 2265 km2. Choć sąsiaduje z długimi, szerokimi plażami, centrum miasta stanowi rzeka św. Jana (St. Johns River). Wieczorami z jej południowego brzegu rozpościera się imponująca panorama Downtown. Światła wieżowców odbijają się wtedy w tafli wody, tworząc wyjątkowy widok. Ciekawym wydarzeniem w Jacksonville jest Art Walk, organizowany w pierwszy piątek miesiąca, prezentujący ogromną liczbę lokalnych artystów, ciekawych sklepów i doskonałych etnicznych restauracji.

W krainie dzieciństwa

Podczas wizyty na Florydzie nawet już trochę większe dzieci koniecznie powinny pojechać do Orlando. Tygodniowy urlop może nie wystarczyć na zabawę w tutejszych parkach rozrywki. Universal Orlando Resort zaprasza do magicznego świata Harry’ego Pottera. Z kolei Gatorland otwiera drzwi do królestwa gadów, a SeaWorld zachęca do obejrzenia występów morskich stworzeń.

Jednak to Walt Disney World Resort w Bay Lake, jeden z największych tego typu kompleksów na świecie, uchodzi za prawdziwą gwiazdę w tym rejonie. Oryginalny Disneyland otwarto w 1955 r. w Anaheim w Kalifornii. Obiekt na Florydzie powstał w 1971 r. W sercu tej krainy fantazji wznosi się bajeczny Zamek Kopciuszka (Cinderella Castle), który wyglądem przypomina bawarskie pałace króla Ludwika II Wittelsbacha. Możemy tutaj spotkać bohaterów popularnych kreskówek, wziąć udział w licznych pokazach, przejechać się kolejkami górskimi (roller coaster). Na terenie Walt Disney World Resort działają również parki wodne i ogromne zoo z ponad 2 tys. zwierząt. Nie sposób wymienić wszystkich tutejszych atrakcji. Warto jednak pamiętać, że w dniu swoich urodzin bilet wstępu otrzymujemy za darmo.

Nad Missisipi

CircleLineNightCruise_JulienneSchaer_044-3.jpg

Wieżowiec One World Trade Center dominuje nad Dolnym Manhattanem

©NYC & COMPANY/JULIENNE SCHAER


Tak jak do rozwoju Florydy przyczyniła się ludność hiszpańskojęzyczna, tak jeszcze na początku XX w. większość mieszkańców Luizjany mówiła po francusku. Gdy oglądamy amerykańskie filmy o niewolnictwie, ciężko nam sobie nawet wyobrazić właścicieli ogromnych plantacji posługujących się językiem Napoleona Bonapartego. Jednak w tym południowym stanie leżącym nad brzegami Zatoki Meksykańskiej wpływy kulturalne Francji są ciągle widoczne.

Historia Nowego Orleanu, największego miasta Luizjany (385 tys. mieszkańców), zaczęła się w 1718 r., kiedy Francuz, Jean-Baptiste Le Moyne de Bienville (1680–1767), założył osadę na brzegu rzeki Missisipi. Podobnie jak wielu ówczesnych europejskich podróżników, poszukiwał w Nowym Świecie legendarnych skarbów ze złota. Nigdy ich nie odnalazł, lecz miejscowość rozkwitła. Do dzisiaj główną arterią Dzielnicy Francuskiej (French Quarter, Vieux Carré) jest Bourbon Street (Rue Bourbon). Wzdłuż wąskich uliczek stoją czarujące stare domy z ażurowymi balkonami i zacisznymi podwórkami. Liczne restauracje, bary i kluby wypełnia muzyka grana na żywo. Mnogość muzycznych rodzajów stanowi odbicie etnicznego zróżnicowania ludności. Znajdziemy tu wpływy kreolskie, francuskie, hiszpańskie, indiańskie i afrykańskie. Jednak Nowy Orlean kojarzy się przede wszystkim z jazzem. Ten gatunek usłyszymy nie tylko podczas miejscowych festiwali, ale nawet na statkach parowych, tzw. tylnokołowcach, które zabierają turystów w rejs po okolicy.

Do głównych lokalnych atrakcji należą także stare nowoorleańskie cmentarze. Ponieważ miasto zostało zbudowane na bagnach, zmarli musieli być chowani nad ziemią w skomplikowanych kamiennych grobowcach i mauzoleach. Z czasem nekropolie, ozdabiane wieloma rzeźbami, zaczęły przypominać małe wioski, a obecnie znane są pod nazwą „Miast Zmarłych” (Cities of the Dead). Najsłynniejszy Cmentarz św. Ludwika (St. Louis Cemetery), otwarty w 1789 r., położony jest przy zabytkowej Basin Street. Spoczywa na nim m.in. Marie Laveau (1794–1881), legendarna „Królowa Voodoo”. Tutaj też żyjący wciąż aktor Nicholas Cage wykupił w 2010 r. jedną z ostatnich dostępnych kwater. Jego mauzoleum w kształcie piramidy przyciąga fanów amerykańskiego kina. Zarówno Cmentarz św. Ludwika, jak i inne nekropolie można zwiedzać w zorganizowanych grupach, a dla osób lubiących nietypowe atrakcje przygotowano Wycieczki Duchów (Ghost Tours) po zmroku.

Pośród ryb i aligatorów

W Nowym Orleanie czekają na nas również inne rozrywki, m.in. nurkowanie i połowy. Ok. 170 km od wybrzeża Luizjany, w północno-zachodniej części Zatoki Meksykańskiej znajduje się chroniony obszar Flower Garden Banks National Marine Sanctuary. Obejrzymy w nim barwne koralowce i spotkamy liczne manty, rekiny, żółwie morskie i niemal 300 gatunków ryb. Wyspecjalizowane biura podróży organizują ciekawe wycieczki w tym regionie, ale nie są one raczej przeznaczone dla początkujących nurków. Aż tak dużego doświadczenia nie potrzebujemy natomiast, aby wziąć udział w wyprawie wędkarskiej. Zdjęcie z naprawdę wielką sztuką w wyjątkowej scenerii delty Missisipi z pewnością będzie jedną z najlepszych pamiątek z tych stron.

Warto wybrać się też na bagna Luizjany (Wetlands of Louisiana). Porośnięte gęstymi lasami cyprysowymi mokradła zamieszkuje ponad 2 mln aligatorów amerykańskich (podczas gdy w samym stanie Luizjana żyje niemal 4,7 mln ludzi). Mimo iż te gady zaciskają szczęki z największą siłą spośród wszystkich zwierząt, na wycieczkę możemy udać się bez obaw. O nasze bezpieczeństwo zadbają doświadczeni przewodnicy, znający doskonale te podmokłe tereny.

Nad Missisipi, najdłuższą rzeką Ameryki Północnej (3734 km), leży również stolica stanu, Baton Rouge. Nazwa ta w języku francuskim oznacza „Czerwony Kij” i pochodzi od koloru wbitej w ziemię włóczni oznaczającej granicę między obszarami zajętymi przez ludność indiańską z dwóch plemion. Choć miasto ma charakter przemysłowy i jest jednym z większych portów w Luizjanie, zachowało się w nim dużo okazałych rezydencji dawnych plantatorów, w tym otoczona dębami i wybudowana pod koniec XVIII w. Magnolia Mound Plantation House. W centrum Baton Rouge warto zobaczyć kapitol (Louisiana State Capitol), najwyższy w USA tego typu budynek rządowy (137 m), z którego dachu rozpościerają się cudowne widoki.

„New York, New York”

Na koniec został nam jeszcze najsłynniejszy symbol Stanów Zjednoczonych – Nowy Jork. Wielu osobom kojarzy się on przede wszystkim ze Statuą Wolności. To tę olbrzymią figurę przedstawiającą kobietę z pochodnią w ręku widzą najpierw pasażerowie statków wpływających do miejscowego portu. Dawniej dla tysięcy imigrantów była ona zapowiedzią wyzwolenia z ucisku i ubóstwa Starego Świata. Dzisiaj ten charakterystyczny posąg stał się atrakcją turystyczną. Na Wyspę Wolności (Liberty Island), na której się wznosi, kursuje prom z Battery Park, południowego krańca wyspy Manhattan. Podczas rejsu można rozkoszować się wspaniałą panoramą Nowego Jorku.

Najludniejsza, a zarazem najmniejsza (59,1 km² lądu), nowojorska dzielnica nie bez powodu bywa rozsławiana w piosenkach, książkach i filmach. Manhattan, słynący z żółtych taksówek, dziesiątków drapaczy chmur i rozświetlonego neonami Times Square, przyciąga nie tylko biznesmenów, polityków i gwiazdy, lecz także tłumy turystów. Co ciekawe, ten obszar administracyjny dzieli się na kilka całkowicie różnych od siebie rejonów.

W południowej części, zwanej Dolnym Manhattanem (Lower Manhattan, Downtown Manhattan), znajduje się Dzielnica Finansowa (Financial District – FiDi) ze swoją najbardziej znaną ulicą – Wall Street, na której siedziby mają największe instytucje finansowe Stanów Zjednoczonych, decydujące również o losach światowej gospodarki. Pośród strzelających w niebo wieżowców istnieje jednak pewna przestrzeń nie pozwalająca przejść obok pospiesznie. Strefa Zero (Ground Zero) to ciągle plac budowy przypominający o zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Kiedyś stały tu wieże World Trade Center. Na razie w tym miejscu wzniesiono One World Trade Center (Freedom Tower – Wieżę Wolności) o wysokości ponad 541 m. Budynek ten został oficjalnie otwarty 3 listopada 2014 r.

Świat biznesu graniczy z dzielnicą chińską (Chinatown), pełną kolorowych lampionów, orientalnych sklepów, restauracji i znaków języka mandaryńskiego. Kilka przecznic dalej zaczyna się już osiedle włoskie (Little Italy). Małe Włochy odróżniają od słonecznego kraju z Półwyspu Apenińskiego wąskie czerwone kamienice i metalowe schody przeciwpożarowe zamontowane na zewnątrz budynków. Unoszące się zapachy pizzy, sosów i makaronów, roześmiani włoscy restauratorzy i maleńkie rodzinne sklepiki sprawiają jednak, że trudno nie poczuć się tu jak w prawdziwej Italii. Z kolei po zachodniej stronie Dolnego Manhattanu leży Greenwich Village, znane niegdyś jako centrum artystycznej bohemy i kolebka ruchów LGBT. Dzisiaj ten rejon zalicza się do najdroższych miejsc do zamieszkania w Stanach Zjednoczonych.

W krajobrazie środkowej części wyspy (Midtown Manhattan) dominuje potężna sylwetka Empire State Building. To na ten wieżowiec wdrapywał się King Kong w filmie z 1933 r. Z tarasu widokowego, usytuowanego na 86. piętrze, można nie tylko podziwiać panoramę Nowego Jorku, ale i dojrzeć cztery sąsiednie stany. Natomiast na wschodnim brzegu Manhattanu znajduje się kwatera główna Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ). Kiedy pod koniec lat 40. XX w. projektowano ten budynek, nikt nie przewidywał powstania nowych państw w Afryce i Azji po okresie kolonizacji. Zaplanowano w nim miejsca dla reprezentantów ok. 50 krajów. Obecnie ONZ ma 193 członków i pracownicy nowojorskiej siedziby narzekają na zbyt mało przestrzeni. Kompleks można jednak zwiedzać, ale należy liczyć się z dość drobiazgową kontrolą.

Zieleń i stal

Pomiędzy wysoką szklano-betonową zabudową wyspy kryje się zielona oaza. Na samym środku Manhattanu, na powierzchni 3,41 km², rozciąga się Central Park. Otwarty w 1857 r. na podmokłych i zaniedbanych terenach, stanowi dziś miejsce wypoczynku i rekreacji wszystkich nowojorczyków. Znajdziemy tu kilka jezior i wzgórz, place zabaw oraz zoo (Central Park Zoo). Ze względu na tysiące drzew ten obszar nazywany jest płucami miasta.             

Kilka przecznic na południe od Central Parku wznosi się gmach jednego z najbardziej znanych muzeów sztuki współczesnej, zwanego MoMA (Museum of Modern Art), z obrazami m.in. Pabla Picassa, Claude’a Moneta, Salvadora Dalego czy Andy’ego Warhola. Z kolei niedaleko północno-zachodniego krańca nowojorskiej zielonej oazy, na Górnym Manhattanie (Upper Manhattan), swoją siedzibę ma Uniwersytet Columbia (Columbia University in the City of New York), należący do tzw. Ligii Bluszczowej (Ivy League). Wszystkie 8 uczelni stowarzyszonych w tej organizacji uchodzi za najstarsze i najbardziej prestiżowe szkoły wyższe w Stanach Zjednoczonych.

Dużą część Górnego Manhattanu zajmuje Harlem, dzielnica zamieszkiwana głównie przez ludność afroamerykańską. Jeszcze kilkanaście lat temu niezbyt bezpiecznie było zapuszczać się w to miejsce, lecz dziś mówi się o jego prawdziwym odrodzeniu. Wiele kamienic jest odnawianych, powstają nowe teatry i galerie sztuki, choć życie toczy się tutaj jak dawniej, w trochę wolniejszym tempie, przy dźwiękach jazzu i muzyki latynoskiej.

Manhattan to tylko jeden z pięciu nowojorskich okręgów. Najdalej na południe, na wyspie o tej samej nazwie leży Staten Island (150 km² lądu). Ze względu na małą liczbę mieszkańców (ok. 475 tys.) i panujący w tej okolicy spokój obszar zyskał sobie miano wiejskiej prowincji. Kolejnymi trzema dzielnicami Nowego Jorku są Bronx, Queens i Brooklyn. Ta pierwsza, tak jak i Harlem, przez długie lata cieszyła się nienajlepszą sławą. Spadek przestępczości w tym rejonie to zasługa byłego już burmistrza Rudolpha Giulianiego, który uczynił z całej metropolii jedno z najbezpieczniejszych amerykańskich miast. Bronx kojarzy się teraz nowojorczykom z ogromną ilością zieleni, największym ogrodem botanicznym w Ameryce (New York Botanical Garden) oraz ponad 50-tysięcznym stadionem drużyny New York Yankees (Yankee Stadium), legendarnych gwiazd baseballu.

Po przylocie do Nowego Jorku turyści zazwyczaj najpierw odwiedzają Queens. Tutaj właśnie znajdują się dwa główne nowojorskie lotniska: John F. Kennedy International Airport i LaGuardia Airport. I chociaż całe miasto ma zdecydowanie wielokulturowy charakter, to jednak Queens jest najbardziej zróżnicowane etnicznie. Połowę jego mieszkańców stanowią osoby pochodzenia latynoskiego, a jedną trzecią – azjatyckiego. Nie brakuje również przybyszów z Europy (ok. 15 proc.) – Włochów, Irlandczyków, Niemców, Polaków, Rosjan czy Greków. Z kolei Brooklyn uważa się za sypialnię Nowego Jorku. Żyje tutaj ponad 2,6 mln ludzi, w tym spora grupa imigrantów z Polski w rejonie 75-tysięcznego Greenpointu, nazywanego Małą Polską (Little Poland). Okręg słynie przede wszystkim z jednej z najstarszych na świecie wiszących przepraw (ukończonej w 1883 r.), która łączy go z Manhattanem. Ozdobiony charakterystycznymi neogotyckimi łukami Most Brookliński (Brooklyn Bridge) jest prawdziwą wizytówką miasta i całego kraju.

Siła różnorodności

Stany Zjednoczone są tak duże i zróżnicowane, że mogłoby nie starczyć nam życia na zobaczenie wszystkich ich wspaniałości. Sami Amerykanie mają także świadomość tego bogactwa i pewnie dlatego wybrali na swoją dewizę łacińskie powiedzenie, umieszczane zarówno na monetach, jak i w oficjalnych dokumentach: E pluribus unum („Z wielu – jedno”). To motto daje się przetłumaczyć na różne sposoby: „Z wielu stanów – jeden kraj”, „Z wielu nacji – jeden naród”. W naszą podróż po USA zabierzmy więc nie tylko wyobrażenia rodem z filmów. Ten olbrzymi północnoamerykański kraj na pewno zaskoczy nas mnóstwem fascynujących miast, ciekawych historii i zapierających dech w piersiach krajobrazów.

Artykuły wybrane losowo

Słoneczna Tajlandia pachnąca przyprawami

MS Borsang s umbrellas-Chiang Mai-036BB

Tajki malujące wzory kwiatowe na parasolkach w wiosce Bo Sang pod Chiang Mai

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

MAGDALENA PINKWART

www.turystyka24.tv

 

Głośna Tajlandia z powietrzem przepełnionym egzotycznymi zapachami ma ponad 3,2 tys. km linii brzegowej. Plaże są tu zwykle usłane białym piaskiem i otoczone wysokimi palmami. Ten obraz rajskiej krainy dopełniają setki malowniczych wysepek, tysiące błyszczących złotem buddyjskich świątyń i dziko żyjące zwierzęta.

 

Wody w zatokach Tajlandii czasem przybierają kolor lazurowy, innym razem bardziej przypominają opalizujący w promieniach słonecznych szafir. Wszystko zależy od tego, czy patrzymy na nie rankiem czy o zachodzie słońca, z wysypanej drobnym piaskiem plaży czy pokładu jachtu, i – oczywiście – od pory roku. Tylko jedno się nie zmienia. Oblewające tajlandzkie wybrzeże wody są zawsze czyste i rozkosznie ciepłe, a kąpiel w nich jest jak seans w luksusowym gabinecie odnowy biologicznej.

 

Podróż po Tajlandii warto rozpocząć właśnie od wizyty w spa. Słynne na cały świat tajskie masaże relaksują jak nic innego. Wystarczy godzina czy dwie terapeutycznego dotyku doświadczonej masażystki, która ugniata skórę rękami albo delikatnie wciera w nią ciepłe, aromatyczne olejki, aby ciało stało się rozluźnione i wypoczęte, a dusza – lekka. Salony oferujące takie usługi znajdziemy tu niemal przy każdej ulicy, w eleganckich willach, ale także na licznych bazarach. Dla turysty z Europy tajskie masaże nie są zbyt dużym wydatkiem. Tutejsi masażyści stosujący wiedzę opartą na wielowiekowej tradycji potrafią zdziałać cuda.

 

RĘCE, KTÓRE LECZĄ

 

Takie właśnie cuda z pewnością będą nam potrzebne po długiej podróży. Jak każda droga do raju wyprawa do Tajlandii nie należy do najłatwiejszych. Ten kraj dzieli od Polski ponad 8 tys. km. Na razie nie ma regularnych bezpośrednich połączeń tradycyjnych linii lotniczych z żadnego polskiego miasta do Bangkoku, choć biura podróży organizują – oczywiście – loty czarterowe: Rainbow do tajskiej metropolii, a Itaka do miasta Krabi (ich ceny zaczynają się od ok. 2800 zł za jedną osobę w obie strony). Polacy muszą zatem na ogół lecieć z przesiadką np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Dubaju (Emirates), Katarze (Qatar Airways), Niemczech (Lufthansa), Francji (Air France), Szwajcarii (SWISS), Holandii (KLM), Austrii (Austrian Airlines z Wiednia) czy Rosji (Aeroflot). Ta sytuacja może się wprawdzie niedługo zmienić, bo tajlandzki tani przewoźnik Thai AirAsia X planuje wprowadzić bezpośrednie kursy do Warszawy z lotniska Bangkok-Don Mueang, ale póki co trzeba się pogodzić z tym, że podróż z naszego kraju do tej części Azji trwa zazwyczaj kilkanaście godzin. Do tego dochodzi zmiana strefy czasowej. Pomiędzy Polską a Tajlandią różnica czasu wynosi 5 godz. w okresie letnim i 6 godz. w okresie zimowym. Pierwszego dnia będziemy więc musieli przestawić swoje zegarki do przodu i zmierzyć się z przykrymi objawami jet lagu. Na takie dolegliwości nie ma na nic lepszego niż właśnie relaksujący tajski masaż i filiżanka rozgrzewającej zielonej herbaty z dodatkiem imbiru i mieszanki miejscowych ziół. Potem z nowymi siłami można rozpocząć zwiedzanie, a zdecydowanie jest tu co oglądać. Tajlandia to duży kraj (o powierzchni ponad 510 tys. km²) z wieloma zabytkami i bogatą kulturą. Poza tym znajdują się w nim również rajskie plaże, na których chciałoby się odpoczywać bez końca. Już sam gigantyczny wielopoziomowy Port Lotniczy Bangkok-Suvarnabhumi stanowi przedsmak głośnego, kolorowego, egzotycznego świata, w jakim mamy się zanurzyć. Co chwilę odlatują stąd samoloty do najciekawszych miast i regionów Tajlandii: Chiang Mai, Chiang Rai, Hat Yai, prowincji Krabi czy na wyspę Phuket. Zanim wybierzemy się do jednego z tych wakacyjnych rajów, warto poświęcić trochę czasu, żeby poznać tętniącą życiem stolicę kraju.

 

AZJATYCKIE MIASTO ANIOŁÓW

 

Bangkok to najgorętsza stolica świata, a zarazem obecnie najchętniej odwiedzane miasto na ziemi (przed Londynem i Paryżem). Jego pełna nazwa w języku tajskim brzmi Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit, w skrócie Krung Thep, czyli Miasto Aniołów. Żyje tu niemal 9 mln ludzi. Metropolia wystrzela w niebo setkami szklanych wieżowców, które mieszczą klimatyzowane biura i luksusowe hotele. Nad głowami przechodniów śmigają nowoczesne pociągi naziemnej kolei zwanej Skytrain. Tylko one i łodzie na rzece Menam (Chao Phraya) są w stanie uniknąć ciągłych korków. Warto pamiętać o tym, że Bangkok jest także drugim najbardziej zakorkowanym miastem świata (zaraz po stolicy Meksyku). Po plątaninie ulic w gigantycznych zatorach wolno przesuwają się tysiące samochodów. Pomiędzy nimi na pełnym gazie bohatersko przeciskają się setki skuterów i tuk-tuków. Jako kierowca zjeździłam wiele krajów, ale trzy razy zastanowiłabym się, zanim wyruszyłabym na przejażdżkę po tajlandzkiej metropolii. Poruszanie się po Bangkoku wymaga nie tylko niezwykłej sprawności i znajomości topografii miasta, ale też straceńczej odwagi. Z pewnością nie brakuje jej właścicielom tuk-tuków – małych, kolorowych trójkołowych pojazdów z pasażerską przyczepką. Choć niektórzy uważają jazdę pędzącą zmotoryzowaną rikszą bez pasów bezpieczeństwa za czyste szaleństwo, to zdecydowanie obowiązkowa atrakcja podczas każdej wycieczki do Tajlandii, zwłaszcza jeśli podróżujemy większą grupą. Gdy wyruszymy w trasę kilkoma tuk-tukami, ich kierowcy z dziką radością będą się ścigać, wyprzedzać i pogłaśniać azjatycką muzykę rozbrzmiewającą z małych radyjek. To przeżycie jedyne w swoim rodzaju, a koszt przejazdu jest niewygórowany. Trzeba jednak pamiętać, aby ostro negocjować cenę jeszcze przed zajęciem miejsca na siedzeniu pasażera, szczególnie w popularnych wśród turystów rejonach. Kierowców tuk-tuków ponosi nie tylko na drodze, ale także przy podawaniu początkowej kwoty opłaty za swoją usługę.

 

ULUBIENIEC NARODU

 

Pierwsze kroki kierujemy do największej atrakcji turystycznej miasta. Wielki Pałac Królewski jest sercem Bangkoku i stanowi obowiązkowy punkt wycieczki do stolicy. Zdobiony złotymi dachami, okazały kompleks był oficjalną rezydencją królów Tajlandii w latach 1782–1925. Leży w zakolu rzeki Menam, w samym centrum starej części miasta. Warto wybrać się tutaj do Wat Phra Kaew, aby zobaczyć słynnego Szmaragdowego Buddę wykonanego z zielonego jadeitu. Komnata, w której się znajduje, to najświętsze miejsce w kraju, a sama figura – choć niewielka (66-centymetrowa) – robi duże wrażenie. W tym rejonie Bangkoku pełno jest zabytkowych budowli i świątyń. Obok tłumnie odwiedzanych przez turystów obiektów wznoszą się zatopione w zieleni budynki rządowe i rezydencja króla Tajlandii (Amphorn Sathan Residential Hall).

 

Warto pamiętać, że w 2016 r. w wieku 88 lat zmarł ukochany władca narodu. W październiku, w rok po jego śmierci, odbędą się państwowe uroczystości pogrzebowe. Bhumibol Adulyadej, król Rama IX, rządził przez 70 lat, był wielkim reformatorem i dobroczyńcą swoich poddanych. Traktowano go tu jak dobrego ojca, a jego wspomnienie wywołuje u Tajów szczere łzy smutku. Od roku w całym kraju trwa żałoba narodowa, na ulicach rozstawione są zdjęcia władcy przepasane żałobnym kirem, a miejscowi noszą przypięte na piersi czarne wstążeczki. W samolotach tajskich przewoźników puszczane przed lotem komunikaty dotyczące bezpieczeństwa poprzedza informacja o pogrążonym w smutku narodzie. Turyści bywają zaskoczeni tym, że czasem nawet niewinna rozmowa na temat zmarłego króla może doprowadzić rozmówcę do płaczu. Dlatego w trakcie wizyty w Tajlandii należy okazywać szacunek zarówno samemu władcy, jak i wszystkim członkom rodziny panującej.

 

CHRUPIĄCE TARANTULE

 

Choć zajmujący ogromną powierzchnię Bangkok (niemal 1,6 tys. km², czyli mniej więcej trzy razy tyle co Warszawa) nie ma jednego wyraźnego centrum, wszystkie drogi prowadzą turystów odwiedzających miasto na Khao San. Ta głośna, zatłoczona ulica tętni życiem o każdej porze dnia i nocy. Można tu kupić pamiątki, ubrania i biżuterię, pyszne i bardzo tanie jedzenie przyrządzane na miejscu, owoce i świeże soki. Dla śmiałków znajdą się stragany ze smażonymi w głębokim tłuszczu larwami, skorpionami, szarańczami, chrupiącymi świerszczami i olbrzymimi tarantulami. Ci, którzy chcą poczuć dreszcz emocji, ale nie są gotowi na spróbowanie wielkiego pająka, mogą podjąć podobne kulinarne wyzwanie na targu owoców. Sprzedaje się na nim inną ciekawą osobliwość z tej części świata – kolczastego duriana. Ten nazywany królem owoców specjał wydziela mieszaninę woni z publicznej toalety i męskiej szatni pełnej graczy po wyczerpującym meczu. Nieprzyjemny zapach czuć już przez twardą skórę, dlatego sprzedawcy pracujący przy stoisku z durianami zakładają maseczki i rękawiczki, a dojrzałość towaru sprawdzają, tłukąc w niego kijem. Linie lotnicze zakazują przewożenia tego owocu w bagażu podręcznym. Hotelarze twierdzą, że jeśli ktoś zje go w pokoju, to pomieszczenie przez tydzień jest nie do użytku. Mimo tych przykrych doznań zapachowych durian uchodzi za wyjątkowo smaczny specjał wart wszelkich poświęceń… Według mnie przyjemność z jego jedzenia przypomina doznania przy delektowaniu się budyniem waniliowym z czosnkiem, ale najlepiej spróbować owocu samemu i wyrobić sobie własne zdanie.

 

AMERYKAŃSCY ŻOŁNIERZE I ŁAGODNE TAJKI

 

Bangkok- Chakri Maha Prasat Throne Hall

Kompleks Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

Kiedy już nacieszymy się atmosferą Bangkoku, możemy ruszać na spotkanie z największymi atrakcjami kraju. Turyści lubiący plażowanie i luksusowy wypoczynek powinni wybrać się do pobliskiego miasta Pattaya położonego nad Zatoką Tajlandzką. Dziś to nowoczesny kurort z setkami hoteli na wybrzeżu, ale jeszcze w latach 60. XX w. był jedynie skromną wioską rybacką. Potem zaczęli tu przyjeżdżać amerykańscy żołnierze zwolnieni ze służby po walkach w Wietnamie. Chętnie zostawali na długie miesiące skuszeni ciepłymi wodami, świecącym przez cały rok słońcem, ciągnącą się wzdłuż miejscowości plażą w kształcie księżyca, pokrytą drobnym, białym piaskiem, i – oczywiście – niezwykłą urodą i łagodnym charakterem Tajek. Z czasem miejsce przekształciło się w popularny ośrodek turystyczny. W okolicy można nurkować, surfować, pływać na nartach wodnych, żeglować, wędkować, a także wybrać się łodzią na wycieczkę na pobliskie wyspy. Kilkugodzinne rejsy organizują touroperatorzy z Ocean Marina Yacht Club, jednej z najlepszych przystani w całej Azji. Wyprawy luksusowymi jachtami są tutaj znacznie tańsze niż w Europie. Katamaran kołysze się na falach i zawija do cichych zatoczek, gdzie można zeskoczyć do wody i poczuć na własnej skórze jej przyjemne ciepło. Jeśli podpłyniemy bliżej do jednej z zielonych wysepek, spotkamy dziko żyjące małpy, które z wdzięcznością przyjmą od nas podarki w postaci świeżych owoców serwowanych na pokładzie.

 

W Pattai koniecznie trzeba odwiedzić uważany za największy na świecie targ wodny (floating market). Na targowisko składają się łodzie wypełnione po burty owocami i drewniane budynki, w których można spróbować specjałów tajskiej kuchni. Kupimy tu też pamiątki wykonane ręcznie zgodnie z miejscową tradycją. Jeśli zechcemy nieco odetchnąć od upałów, powinniśmy odwiedzić miasteczko FROST Magical Ice of Siam. Pospacerujemy w nim wśród misternych rzeźb z lodu, a przy lodowym barze napijemy się drinków w lodowych szklankach, które możemy potem stłuc o lodową ścianę. Ta atrakcja nie będzie pewnie zbyt zaskakująca dla większości Europejczyków, ale przyjemnie jest popatrzeć na rozemocjonowanych Tajów po raz pierwszy widzących lód nie w szklance z whisky.

 

Chon Buri-Pattaya Beach

Oblegany przez turystów kurort Pattaya nad Zatoką Tajlandzką

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

OŚWIECENIE I WINO

 

Jedną z wizytówek Pattai stanowi bogate życie nocne. Nieopodal centrum miasta rozciąga się ponad 3-kilometrowa plaża (Pattaya Beach). To zagłębie rozrywki z hotelami, restauracjami i galeriami handlowymi. W okolicy leży dzielnica Walking Street z setkami barów i dyskotek, słynąca również z usług erotycznych. Wbrew pozorom w Pattai znajdziemy coś nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Koniecznie trzeba odwiedzić ogromne ekumeniczne Sanktuarium Prawdy, poświęcone różnym odmianom buddyzmu i hinduizmu. Tę bogato zdobioną tysiącami rzeźb budowlę w całości wykonano z drewna, bez użycia gwoździ. Obiekt budowany jest od lat 80. XX w., wciąż jednak nie został ukończony. Zwiedzający muszą zakładać kaski, żeby wejść do środka, a przed sanktuarium mogą z pomocą pracujących tu cieśli wyrzeźbić dłutem własny wzór i pozostawić swój ślad w tym miejscu.

 

Pattaya potrafi także zaskoczyć atrakcjami unikatowymi w skali kraju. Tajlandia nie słynie wszak z regionów winiarskich, nic więc dziwnego, że większość turystów z lokalnych trunków zna jedynie whisky Mekhong (w rzeczywistości bliższą rumowi) czy orzeźwiające piwo Chang. Jednak od kilku lat rozwija się tu produkcja wina, a prawdziwym klejnotem w tym rejonie jest winnica znajdująca się niedaleko Pattai, czyli Silverlake Vineyard. Leży ona w dolinie w cieniu Khao Chi Chan (Góry Buddy) – olbrzymiej skały ze złotym wizerunkiem Buddy. W jej centrum stoi tonąca w kwiatach willa w stylu toskańskim. W tutejszej restauracji serwowane są dania kuchni tajskiej i europejskiej, do których podaje się świetne lokalne wina. Gospodynią winnicy jest znana tajska aktorka Supansa Nuangpirom, a oprócz degustacji urządza się tu wspaniałe imprezy muzyczne. Tuż obok znajduje się otwarty w maju 2016 r. park wodny – Ramayana Water Park, niezwykły kompleks ze zjeżdżalniami, sztucznymi falami, malowniczymi kanałami i wymyślnymi konstrukcjami. Można w nim spędzić relaksujące rodzinne popołudnie.

 

Ko Phi Phi

Widok na niewielką malowniczą zatokę Ton Sai na Ko Phi Phi Don

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

WYSPY ROZKOSZY

 

Zupełnie inna atmosfera panuje w wyspiarskiej części kraju. Do Tajlandii należy kilkaset wysp i wysepek. Są one bardzo zróżnicowane, przyciągają więc rozmaitych turystów. Znajdą tutaj coś dla siebie wielbiciele luksusu, wytrawni backpackerzy, rodziny z dziećmi, osoby spragnione duchowych przeżyć i chcące wypocząć w spokoju w otoczeniu dziewiczej przyrody, a także imprezowicze. Jedną z najsłynniejszych wysp jest Ko Phi Phi Le położona w cieśninie Malakka, łączącej Morze Andamańskie z Południowochińskim. W 1999 r. kręcono na niej sceny do hollywoodzkiej produkcji Niebiańska plaża z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Zachęcone tym filmem rzesze turystów zaczęły tu przyjeżdżać w poszukiwaniu raju na ziemi. Tym, którzy preferują gwarną wakacyjną atmosferę, spodoba się pobliska Ko Phi Phi Don, która składa się z dwóch grup wapiennych skał wyrastających z morza, połączonych ze sobą wąskim piaszczystym przesmykiem. Działa na niej mnóstwo hoteli, restauracji, barów, szkół sportów wodnych i dyskotek. Dla osób lubiących ciszę i kontakt z naturą idealna będzie Ko Muk, której nazwa w tłumaczeniu brzmi Wyspa Perłowa. Nie dotarła na nią jeszcze masowa turystyka. Znajdują się tutaj śnieżnobiałe plaże, skały porośnięte dziką roślinnością, plantacje kauczukowców i podwodne jaskinie, do których można dostać się łodzią. Na wyspie leży wioska rybacka, a świeże ryby i owoce morza są na niej znacznie tańsze niż w bardziej zatłoczonych rejonach popularnych wśród turystów.

 

TANIEC W ŚWIETLE KSIĘŻYCA

 

Miłośnicy dzikiej przyrody powinni odwiedzić Ko Phra Thong. Nie ma na niej utwardzonych dróg ani samochodów, a mieszkańcy żyją w tradycyjnych domach wtopionych w naturalne otoczenie. Brak rozwiniętej infrastruktury turystycznej wynagrodzi nam bogactwo fauny i flory. W Parku Narodowym Mu Ko Ra – Ko Phra Thong spotkamy żółwie morskie i makaki, zobaczymy lasy namorzynowe i zanurkujemy w lagunie kryjącej nietkniętą przez cywilizację rafę koralową. Osobom planującym wakacje z dziećmi przypadnie do gustu Ko Lanta. W tej okolicy nie ma głośnych barów i dyskotek, jest za to mnóstwo miejsc, które zachwycą najmłodszych – należą do nich wodospady, jaskinie czy gaje bananowe. Można też przejechać się na słoniu albo odwiedzić bajecznie kolorową farmę motyli.

 

Dla odmiany na Ko Pha Ngan, piątej co do wielkości wyspie Tajlandii (o powierzchni 125 km²), nie spotkamy raczej rodzin z dziećmi, ale natkniemy się na rzesze imprezowiczów. Raz w miesiącu odbywa się na niej największa na świecie i słynna w całej Azji impreza przy pełni księżyca (Full Moon Party). Młodzi ludzie przybywają wówczas z najbliższej okolicy i odległych rejonów kraju, a nawet naszego globu, żeby wziąć udział w tym niezwykłym święcie radości, tańca i muzyki. Nieco skromniejsze imprezy organizuje się na tutejszych plażach każdego dnia.

 

Królową tajlandzkich wysp jest z pewnością najsłynniejsza z nich, czyli Phuket. Jej największe miasto noszące tę samą nazwę (leżące w dystrykcie Mueang Phuket) to najpopularniejszy i chyba najbardziej zatłoczony kurort w Tajlandii. Pełno w nim eleganckich hoteli, klubów, restauracji i... domów uciech. Jednak nawet w tym królestwie cielesności Tajowie nie zapominają o sprawach duchowych. Nad miastem góruje Wat Khao Rang, świątynia z potężną, wysoką na 9 m złotą statuą siedzącego Buddy groźnie spoglądającego na położone w dole zabudowania. Na wyspie Phuket warto również zobaczyć Sanktuarium Dzikiej Przyrody Khao Phra Thaeo, chroniące dziewiczy las deszczowy. Można się tu zagubić w labiryncie egzotycznej roślinności pod koronami drzew sięgających nawet 50 m wysokości. Teren ten zamieszkują m.in. makaki, lamparty czy warany.

 

JEDWAB I SŁONIE

 

Jednak Tajlandia to nie tylko plaże i rajskie wysepki. Aby poznać zupełnie inne jej oblicze, warto wybrać się na północ do Chiang Mai. To jedno z największych miast w kraju (200-tysięczne) różni się zdecydowanie od Bangkoku – czas płynie w nim wolniej, a ludzie żyją znacznie spokojniej. Jego zabudowa w niczym nie przypomina lasu wieżowców typowych dla stolicy. W Chiang Mai większość mieszkańców nadal utrzymuje się z rolnictwa i rzemiosła. Na obrzeżach miasta znajdziemy zakłady, w których ręcznie wytwarza się papierowe parasolki i wachlarze malowane w misterne wzory. Natkniemy się tu także na fabryki słynnego tajskiego jedwabiu, gdzie na własne oczy zobaczymy, jak wygląda proces jego produkcji: od karmienia liśćmi morwy larw, poprzez gotowanie kokonów, aż po ręczne tkanie materiału na drewnianych krosnach. Historyczną część Chiang Mai otaczają pozostałości murów obronnych z bramami skierowanymi w różne strony świata. Nad miastem góruje ukryta wśród tropikalnej roślinności świątynia – Wat Phra That Doi Suthep. To prawdziwe cudo architektury, pełne przepychu, złota i misternych ozdób, a zarazem ważny ośrodek pielgrzymkowy. Z tutejszego tarasu rozciąga się szeroki widok na otoczoną górami równinę, na której leży Chiang Mai, a pomiędzy budynkami przechadzają się mnisi w ceglastoczerwonych szatach. W Tajlandii tradycja nakazuje, aby każdy mężczyzna przynajmniej raz w życiu wstąpił do klasztoru i został wyświęcony na mnicha. W klasztornych murach może spędzić całe życie albo tylko kilka miesięcy. Dopiero po tym doświadczeniu uznaje się go za dojrzałego i zdolnego do zawarcia związku małżeńskiego. Tradycji tej wierni są też tajlandzcy królowie. Mnisi żyją w ascezie, korzystają z darów dostarczanych im przez wiernych.

 

Ponad godzinę drogi od Chiang Mai znajduje się sanktuarium słoni. Elephant Nature Park zajmuje duży teren otoczony zalesionymi wzgórzami, po którym przechadzają się te majestatyczne zwierzęta. Żyją tu na wolności i to one są gospodarzami. Pod okiem opiekunów można karmić słonie świeżymi owocami albo brać udział w ich kąpieli w rzece. W parku dowiemy się także wiele o zwyczajach jego dostojnych mieszkańców. Sanktuarium działa charytatywnie na rzecz ratowania tych pięknych ssaków i dzikiej przyrody.

 

PIEKIELNIE SMACZNE

 

Na koniec kilka słów o tajskiej kuchni, która nie ma sobie równych na świecie i jest jedną z najlepszych i najzdrowszych na naszym globie. Jej podstawą są świeże przyprawy, zioła i warzywa. Niemal w każdym przepisie ważny składnik stanowią mleczko kokosowe, trawa cytrynowa, chili, liście limonki, imbir i kolendra. Naulicznych straganach wszystkie te cuda można kupić za grosze. W upalne dni zamiast niezdrowych przekąsek Tajowie (i odwiedzający Tajlandię turyści) raczą się soczystymi przysmakami wprost z drzewa. Spotkamy tu dziesiątki gatunków dziwnych, egzotycznych owoców, a niektóre nazwy trudno nawet wymówić. Na targach sprzedaje się kolczaste duriany, różowo-zielone pitaje, słodko-kwaśne longany, soczyste mangostany, orzeźwiające rambutany, ciężkie od mleka kokosy, delikatne pomelo i chyba najlepsze na świecie mango. Z tych ostatnich Tajowie robią rewelacyjny deser, niezwykle słodki, choć bez dodatku cukru. Pokrojone w kostkę mango podają z klejącym się ryżem zatopionym w mleczku kokosowym. Zresztą wszystko, co serwuje się w Tajlandii, zarówno na ulicznych straganach, jak i w wykwintnych restauracjach, jest po prostu obłędnie smaczne, czy to piekielnie pikantna zupa tom yum, smakowity makaron pad thai podawany ze słodkawymi orzeszkami, czy różne rodzaje ostrych curry lub dopiero co złowione i szybko przyrządzone owoce morza. Dzięki świeżym składnikom i lokalnym aromatycznym przyprawom potrawy tajskiej kuchni na długo zapadają w pamięć. Dla wielu osób są później jednym z ważnych powodów, aby odwiedzić ten azjatycki kraj ponownie...

 

Turystyka aktywna na Wyspach Kanaryjskich

JOANNA CYBULSKA-MIKA
www.wyspy-szczesliwe.pl

<< Wyspy Kanaryjskie najczęściej kojarzą się z błogim wylegiwaniem się pod palmą na wspaniałej, przez cały rok skąpanej w słońcu plaży czy z drinkiem w ręku przy basenie eleganckiego hotelu. Jednak region ten oferuje także niezliczone możliwości dla osób pragnących podczas urlopu zażywać więcej ruchu i poszukiwać nowych wrażeń. Wycieczka statkiem na spotkanie z delfinami, zdobywanie wulkanów pieszo czy na rowerze, ujarzmianie oceanu i wiatru, eksploracja wąwozów i wawrzynowych lasów to tylko kilka z wybranych tutejszych atrakcji dla miłośników turystyki kwalifikowanej. >>

Osoba lubiąca aktywny wypoczynek poczuje się na tym hiszpańskim archipelagu jak ryba w wodzie. Na wybrzeżu zimą temperatury w ciągu dnia rzadko spadają poniżej 20°C, a w lecie nieczęsto przekraczają 29°C, więc na wyspach swój ulubiony sport można uprawiać na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Sami Kanaryjczycy wysoko cenią kulturę fizyczną i posiadają doskonałą infrastrukturę do dbania o swoją kondycję. Centra sportowo-rekreacyjne znajdziemy nawet w niewielkich miastach, powszechnie dostępne są sprzęty do ćwiczeń i boiska do gry w piłkę nożną czy siatkówkę, wytyczono również liczne oznakowane szlaki piesze i dla rowerów górskich, a kluby turystyki organizują trekkingi z wykwalifikowanymi przewodnikami. Bardzo dużą popularnością cieszy się tutaj lucha canaria (zapasy kanaryjskie), nadal naucza się też wymagającego dużej sprawności skoku pasterza – salto de pastor – z użyciem długiego kija. Dawniej stanowił on sposób na przekraczanie wąwozów.

Więcej…

Lazurowe Wybrzeże i Korsyka – perły południa Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

Więcej…