salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

 Gran_S-Kukenan_Tepuy_at_Sunset.jpg

Szczyt Kukenán (2680 m n.p.m.) w Parku Narodowym Canaima

©HOVER TOURS

 

 

 

Wenezuelę odwiedza obecnie znacznie mniej przybyszów z zagranicy niż inne kraje Ameryki Południowej. Istniejącą na jej obszarze infrastrukturę turystyczną wykorzystują głównie tutejsi mieszkańcy. Mówi się, że Wenezuelczycy uwielbiają dobrze się bawić, a ich pogoda ducha jest zaraźliwa. Od śmierci charyzmatycznego Hugo Cháveza w marcu 2013 r. przyszłość socjalistycznej rewolucji boliwariańskiej pozostaje nieznana. Niezależnie od tego, jaka ideologia zatriumfuje ostatecznie na wenezuelskiej ziemi, bez kontrowersyjnego przywódcy nigdy już nie będzie tak samo.

Oficjalna nazwa tego państwa, położonego w północnej części kontynentu, brzmi Boliwariańska Republika Wenezueli. Od zachodu graniczy ono z Kolumbią, od południa – z Brazylią, a od wschodu – z Gujaną. Należące do niego wybrzeże Morza Karaibskiego ciągnie się przez 2718 km, a Oceanu Atlantyckiego – przez 556 km. Sąsiadują z nim liczne wyspy, z których największa jest Margarita (1072 km² powierzchni), nazywana również „Perłą Karaibów”, „Karaibską Księżniczką” czy „Hawajami Wenezueli”. Zachodnią część wenezuelskiego terytorium zajmują przede wszystkim Andy z najwyższym szczytem Bolívar (Pico Bolívar, 4981 m n.p.m.). Na tych terenach natkniemy się też na trochę winnic, szczególnie w stanach Lara (okolice miast Barquisimeto, Cabudare, El Tocuyo i Carora) i Zulia (na obszarze metropolitalnym Maracaibo). W centrum kraju znajduje się Nizina Orinoko, pocięta gęstą siecią rzek i miejscami zabagniona. Stąd aż do południowej i wschodniej granicy rozciąga się Wyżyna Gujańska. Wenezuela leży w strefie klimatów równikowego i podrównikowego (w Andach występuje odmiana górska), a pora deszczowa przypada na okres od maja do listopada. Średnie roczne temperatury powietrza utrzymują się na poziomie 24–28°C. Chłodniej jest w miejscowościach górskich. Wybrzeże opływa ciepły Prąd Karaibski. Roczna suma opadów charakteryzuje się dość dużym zróżnicowaniem, zależy od ukształtowania terenu i położenia poszczególnych regionów. Największą wenezuelską rzekę stanowi Orinoko, tworząca razem ze swoimi dopływami rozległy system i połączona przez Casiquiare (canal del Casiquiare) i Río Negro z Amazonką. Przy ujściu do Atlantyku rozlewa się w szeroką deltę. W kraju funkcjonuje wiele elektrowni wodnych. Ich budowie sprzyjają liczne progi, katarakty i wodospady występujące na rzekach.

Dawniej i dziś

Przed odkryciem przez Europejczyków terytorium współczesnej Wenezueli zamieszkiwały koczownicze plemiona indiańskie, których potomkowie żyją tutaj do dziś. W sierpniu 1498 r. u ujścia Orinoko pojawił się Krzysztof Kolumb (ok. 1436 albo 1451–1506). W latach 1499–1500 nieznany ląd badali Alonso de Ojeda (ok. 1468–1515) i Amerigo Vespucci (ok. 1451–1512), którzy trafili nad jezioro Maracaibo. Gdy ujrzeli należące do Indian chaty wzniesione na palach (palafitos), ochrzcili tę część Ameryki „małą Wenecją” (po włosku Venezziola, po hiszpańsku Venezuela), jak według najpopularniejszej z teorii tłumaczy się nazwę „Wenezuela”. Na wyspie Cubagua już w 1500 r. Hiszpanie założyli pierwszą osadę w Ameryce Południowej, która 28 lat potem otrzymała rangę miasta i nazwę Nowy Kadyks (Nueva Cádiz). Zaczęli oni również wykorzystywać tutejszych Indian Guaiquerí (Waikerí), wyśmienitych rybaków i nurków, do połowów pereł. Wymagało to od tych ostatnich morderczo długiego przebywania pod wodą i schodzenia na duże głębokości. Z kolei pierwszym miastem ufundowanym przez Europejczyków na kontynentalnym wybrzeżu Ameryki jest Cumaná, która powstała oficjalnie 27 listopada 1515 r. Ta 500-letnia stolica stanu Sucre w swojej bogatej historii była wielokrotnie niszczona przez rdzenną ludność indiańską i trzęsienia ziemi. W ciągu kolejnych wieków tereny te znajdowały się pod władzą Hiszpanii, a w 1717 r. włączono je do Wicekrólestwa Nowej Granady ze stolicą ustanowioną w dzisiejszej kolumbijskiej Bogocie.

Kolonizatorzy zakładali liczne plantacje, m.in. bawełny, trzciny cukrowej, tytoniu, kakaowca czy kawy. Pracowali na nich najpierw miejscowi Indianie, a potem także niewolnicy z Afryki. Na początku XIX stulecia rozgorzały walki o wyzwolenie spod panowania hiszpańskiego. Ich inicjatorem był Francisco de Miranda (1750–1816). Sukces na tym polu odniósł jednak dopiero jego następca, Simón Bolívar (1783–1830). Dzięki niemu 8 listopada 1823 r. Wenezuela wywalczyła pełną niepodległość. Tego dnia zajęto ostatni bastion korony hiszpańskiej na jej ziemiach – Puerto Cabello. Na kongresie w Angosturze (obecnie Ciudad Bolívar) w lutym 1819 r. proklamowano utworzenie republiki federacyjnej Wielka Kolumbia (Gran Colombia). W skład tego państwa wchodziły na początku terytoria dzisiejszej Kolumbii i Wenezueli. Później przyłączono do nich Panamę (1821 r.) i Ekwador (1822 r.).

Ostatecznie po śmierci Bolívara federacja rozpadła się i w 1830 r. wyodrębnił się oddzielny kraj. Nastały rządy dyktatorów i okres wojen domowych. Wenezuelski system polityczny uległ demokratyzacji dopiero po śmierci prezydenta Juana Vicente Gómeza (1857–1935). Na początku XX w. odkryto na terytorium państwa wielkie złoża ropy. Dzięki temu pod koniec lat 20. Wenezuela stała się największym wydobywcą tego surowca w Ameryce Południowej, co spowodowało szybki wzrost gospodarczy. Sytuacja polityczna nie należała jednak do spokojnych i wciąż dochodziło do zamachów stanu. W październiku 1958 r. Akcja Demokratyczna, Partia Społeczno-Chrześcijańska i Republikańska Unia Demokratyczna zawarły porozumienie w Punto Fijo (tzw. Pacto de Punto Fijo) mające na celu ustabilizowanie kraju pod wspólnymi rządami. Niestety, w sierpniu 1973 r. rozpoczął się kryzys naftowy, który wpłynął bardzo niekorzystnie także na wenezuelską gospodarkę. Gwałtowny wzrost cen i wprowadzone w jego wyniku reformy wywołały niezadowolenie szczególnie biedniejszej części społeczeństwa. Dochodziło często do zamieszek i demonstracji. W 1992 r. Hugo Chávez (1954–2013) przeprowadził nieudany zamach stanu, po którym został osadzony w więzieniu na 2 lata. Uwolnił go nowy prezydent Rafael Caldera Rodríguez (1916–2009). W 1998 r. w wyborach parlamentarnych zwyciężył Ruch Piątej Republiki założony przez socjalistę Cháveza, a on sam zasiadł w fotelu prezydenckim, zdobywając 6 grudnia 56,20 proc. głosów Wenezuelczyków. Sprawował ten urząd do swojej śmierci w dniu 5 marca 2013 r. Odsunięto go od władzy jedynie na 2 dni na skutek zamachu stanu w kwietniu 2002 r.

Obecnie to południowoamerykańskie państwo znowu dotknął głęboki kryzys gospodarczy i polityczny, który sprawił, że ludzie ponownie wyszli na ulice w lutym 2014 r. Postawa rządu wobec demonstrantów pogorszyła wizerunek kraju na arenie międzynarodowej. Po ustaniu protestów i zamieszek rozpoczęto próby uleczenia sytuacji i obniżenia bardzo wysokiej inflacji.

Królestwo ropy naftowej

W Wenezueli żyje powyżej 33 mln ludzi. Ponad połowę populacji stanowią Metysi, a kolejne 43 proc. – osoby rasy białej pochodzące z Europy lub Bliskiego Wschodu. Pozostali mieszkańcy należą do rasy czarnej, są Indianami albo Azjatami. Według statystyk 79 proc. Wenezuelczyków to katolicy, a 13 proc. – protestanci.

W latach 60. i 70. XX w. kraj zwano „Wenezuelą Saudyjską”, a to z uwagi na fakt, że był on wówczas znaczącym eksporterem ropy naftowej. Ta stabilna sytuacja gospodarki załamała się w kolejnej dekadzie, gdy konkurenci na rynku światowym – USA i Arabia Saudyjska – zaczęli produkować więcej tego surowca, którego ceny dzięki temu osiągnęły historycznie niski poziom. Wysokość PKB przypadająca na jednego mieszkańca bardzo się zmniejszyła. Pod koniec lutego 1989 r. nastąpił kryzys społeczny, znany pod nazwą Caracazo, a 5 lat później – bankowy. Wprowadzone w tym czasie reformy pogłębiły tylko dysproporcje między bogatymi a biednymi. Od tamtej pory niezadowolenie Wenezuelczyków z ich sytuacji ekonomicznej wciąż się nie zmniejsza. Co jakiś czas wybuchają protesty i strajki. Obecnie nadal podstawą gospodarki państwa jest eksport ropy naftowej – pod tym względem zajmuje ono 1. miejsce w obu Amerykach (przed Kanadą i Meksykiem) oraz 8. na świecie. Wydobywa się tutaj również gaz ziemny, węgiel, diamenty, złoto, boksyt, rudy żelaza, manganu, niklu i wolframu.

Rolnictwo wytwarza tylko 5 proc. PKB. Uprawia się głównie trzcinę cukrową, pszenicę, kukurydzę, banany, kokosy, pomarańcze, ananasy, melony, ryż, maniok, ziemniaki, kawę, kakao, słoneczniki, bawełnę, agawę sizalową, soję warzywną, sezam indyjski, fasolę czy tytoń. Na Nizinie Orinoko i w Andach hoduje się bydło domowe, świnie, owce, kozy, konie i drób. Mimo iż Wenezuela nie znajdowała się nigdy wśród krajów najczęściej odwiedzanych przez podróżników, ten trend się zmienia. Główne ośrodki turystyczne to Mérida, wyspa Margarita i sąsiednia Coche, stolica Caracas, archipelag Los Roques, parki narodowe – Sierra Nevada, Morrocoy, Mochima, Canaima, Los Médanos de Coro i El Guácharo, region Los Llanos, Amazonia czy delta rzeki Orinoko. Sieć komunikacyjna stale się rozwija. Przeważa transport samochodowy i lotniczy (w państwie istnieje ok. 360 lotnisk, z czego 11 ma status międzynarodowych) oraz żegluga śródlądowa na Orinoko i jej dopływach. Trwający ostatnio proces rozbudowy i unowocześniania infrastruktury nie przeszkadza w zwiedzaniu Wenezueli, szczególnie że do jednej z jej największych atrakcji, płaskich wierzchołków tepuyes, dociera się samolotem.

Tajemnicze szczyty

 

039-DSC_0259.jpg

Obóz rozbity na noc na półce skalnej w drodze na szczyt Auyantepui

©KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA 


Tepuyes, czyli osobliwe formacje skalne charakterystyczne dla Wyżyny Gujańskiej, nazywane górami stołowymi, wznoszą się jak wieże na 1000 m nad nieprzeniknione selwy porastające tutejszą Gran Sabanę (Wielką Sawannę). Stanowią pozostałość płaskowyżu z prekambryjskiego piaskowca, który pokrywał granitową płytę położoną pomiędzy dorzeczem Amazonki i Orinoko. Piaskowcowe skały ulegały stopniowej erozji i tak powstały samotne szczyty, które niczym baszty strzegą okolicy.

Przez większą część roku tepuyes zasłaniają chmury. Takie warunki sprzyjają utrzymaniu stałego poziomu wilgotności i zacienienia. Strome, prawie pionowe ściany utrudniają ludziom dostęp na wierzchołki, co powoduje, że znaczna ich liczba wciąż nie została zbadana. Ten właśnie fakt najbardziej fascynuje przybyszów, odwiedzających jedną z najpopularniejszych gór – Roraimę (2810 m n.p.m.), która zainspirowała brytyjskiego pisarza Artura Conana Doyle’a (1859–1930). W swojej powieści przygodowej z 1912 r. pt. Zaginiony świat przedstawił on ukrytą przed ludźmi krainę zamieszkaną przez prehistoryczne zwierzęta. Niektóre szczyty są tu tak niedostępne, że pomysł twórcy postaci Sherlocka Holmesa wcale nie wydaje się zbytnio szalony. W lutym 2012 r. wyprawa naukowo-eksploracyjna pod przewodnictwem Michała Kochańczyka (ur. 1950 r.) dotarła na wierzchołek dotąd niezdobytej góry Tramen Tepui (2726 m n.p.m.) leżącej niedaleko granicy z Gujaną. Odkryto wtedy trzy nieznane wcześniej gatunki motyli oraz endemiczny gatunek ropuchy.

Niezwykła kraina płaskich niczym stół formacji, zwana też „wyspami na niebie”, stanowi fragment prakontynentu Gondwana, czyli jeden z najstarszych regionów naszej planety. Ten swoisty zaginiony świat ekscytuje każdego podróżnika kochającego bliskie spotkania z dziewiczą naturą. W Wenezueli najwięcej tepuyes znajdziemy w olbrzymim Parku Narodowym Canaima (30 tys. km² powierzchni, czyli tyle, ile cała Belgia!), wpisanym w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jego atrakcją jest także ogromna liczba wodospadów. Do najsłynniejszych z nich należą Salto Ángel, Salto El Sapo, Salto Cuquenán, Salto del Yuri, Salto Kamá czy Salto Aponwao.

Sukces polskiej wyprawy

Za najbardziej znany symbol Wenezueli uchodzi wspomniany wodospad Salto Ángel, najwyższy na świecie (aż 979-metrowy!). Odkrył go w listopadzie 1933 r. amerykański lotnik James Crawford Angel (1899–1956), gdy przelatywał awionetką nad wyżyną Gran Sabana i szczytem Auyantepui (Auyantepuy – 2535 m n.p.m.), największą pod względem powierzchni górą stołową w kraju (ok. 700 km2).

W marcu i kwietniu 2013 r. miałam przyjemność uczestniczyć w pierwszej polskiej wyprawie, której główny cel stanowił zjazd na linach z pionowej granitowej ściany (tzw. rappeling) wzdłuż tego właśnie wodospadu. Razem z Agnieszką Grudowską z Warszawy i Piotrem Sudołem ze Szczecina odbyliśmy podróż Aqua Story – u źródeł nadwody. Zjechać z Auyantepui można tylko w porze suchej, w marcu i kwietniu. Takich projektów organizuje się rocznie ok. 10–12, co czyni to przedsięwzięcie dość wyjątkowym. Krawędź Salto Ángel jest też w tym samym czasie dostępna dla amatorów BASE jumpingu, którzy opisują swoje doświadczenie jako 8 dni wspinania – 50 sekund swobodnego lotu. Taka wyprawa obejmuje nie tylko dwudniowy zjazd ze ściany połączony z noclegiem na półce skalnej (na szczęście, nikt z naszego 9-osobowego zespołu nie lunatykował). Składa się na nią przede wszystkim trwający 8 dni wymagający trekking z 20-kilogramowym plecakiem na maksymalną wysokość 2500 m n.p.m. Była to niezwykła wędrówka do świata dziewiczych gór stołowych i do źródeł krystalicznie czystej wody. Ekscytującemu obcowaniu z niesamowitą naturą towarzyszyła walka ze zmęczeniem i spadkiem motywacji.

Oczywiście, do tego cudu wenezuelskiej ziemi można wybrać się także bez tak ekstremalnych planów. Najlepiej polecieć najpierw do malowniczej Canaimy, małej osady z lotniskiem położonej w Parku Narodowym Canaima. Stąd pod wodospad dostaniemy się na kilka sposobów, m.in. awionetką (to wyjście dla osób mających mało czasu, ale dysponujących większym budżetem) lub łodzią – po rejsie rzeką Churún (dopływ Caroní) trzeba wspiąć się na górę o własnych siłach. Wycieczka kończy się orzeźwiającą kąpielą.

Według praw natury

Podczas wyprawy na szczyt Auyantepui, z którego spada Salto Ángel, towarzyszyli nam jako tragarze chłopcy z grupy etnicznej Pemón. Mówi się, że tylko z tymi rdzennymi mieszkańcami ziem położonych na granicy Wenezueli z Gujaną i Brazylią powinno odbyć się trekking po Parku Narodowym Canaima. Cały obszar Gran Sabany należy właśnie do tych Indian, którzy zajmują go zgodnie z prawem. Dzielą się oni na trzy główne grupy: na południu mieszkają Taurepan, w centrum – Kamarakoto, a na północy – Arekuna. Nazwa Pemón oznacza „ludzie”. Przedstawiciele tej grupy etnicznej żyją w zgodzie z przyrodą i wielbią dwa główne bóstwa Canaimę (Kanaimę) i Makunaimę. Pierwsze odpowiedzialne jest za choroby, nieszczęścia i śmierć, drugie natomiast – za opiekę nad ludem. Bogom pomagają duchy lasu, np. ukąszenie pająka może być wytłumaczone jako działanie takiej istoty na polecenie Canaimy. Indianie polują na tapiry i mrówkojady oraz łowią ryby za pomocą patyka ze sznurkiem. Często używają rośliny barbasco, z której po rozgnieceniu wydziela się trujący sok. Gdy wrzuci się ją do wody, ryby wypływają otumanione na powierzchnię i dość łatwo wtedy je złapać.

Pemón posługują się swoim własnym językiem (z rodziny karaibskiej), w którym nowe słowa są zapożyczane z hiszpańskiego. Dobrym przykładem będzie tu wyraz „drzwi”. W indiańskich domach brak tego elementu, dlatego też nie było potrzeby utworzenia takiego określenia. Po wyżynie miejscowi poruszają się łodziami curiara. Każdy, kto zawita do Parku Narodowego Canaima, na pewno spotka tych niezwykle przyjaźnie nastawionych do turystów Indian.

W krainie nad rzeką

 

Venezuela_828.jpg

Warao to język izolowany, nie wykazujący pokrewieństwa z żadnym innym

©MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

Delta Orinoko zajmuje powierzchnię ponad 40 tys. km2 i jest drugą co do wielkości po amazońskiej deltą rzeczną w Ameryce Południowej. Ten rejon uchodzi za jeden z najbardziej dziewiczych obszarów na ziemi. Oprócz 110-tysięcznego miasta Tucupita, stolicy stanu Delta Amacuro, całkowicie pokrywają go mokradła, lasy tropikalne i mangrowe oraz liczne kanały. Żyją tutaj Indianie Warao (co znaczy „Ludzie Łodzi”), rdzenna ludność tych terenów. Podobno ich dzieci zanim nauczą się dobrze chodzić, potrafią już wiosłować. Nietrudno w to uwierzyć, kiedy widzi się trzylatki pływające po rzece pod opieką niewiele starszego rodzeństwa. Większość przedstawicieli tego ludu prowadzi tryb życia taki sam jak ich przodkowie. Mieszkają oni na skraju tropikalnych lasów w domkach ustawionych na palach (palafitos). W Delcie Orinoko żyje ok. 40 tys. Warao, którzy stanowią drugą pod względem liczebności społeczność indiańską w kraju (po Wayúu). Niewielu z nich zna dobrze język hiszpański.


Sam region ujścia rzeki do oceanu zachwyca różnorodnością fauny. Spotkamy tutaj w ich naturalnym środowisku jaguary, pumy, oceloty, wyjce, kapibary wielkie, paki nizinne, świnki morskie, różowe delfiny (inie), wydry oraz liczne gatunki ptaków, m.in. ary, tukany, czaple, jastrzębie, orły i kolibry. Oprócz tego występują w tym regionie rozmaite gady, płazy i ryby, w tym anakondy, boa dusiciele, węże koralowe, żmije, iguany, kajmany, żółwie, płaszczki czy piranie. Kobiety Warao znane są z plecenia koszy i hamaków z włókien palmy moriche (maurycji pogiętej). Dieta Indian składa się głównie z tego, co złowią w Orinoko i upolują w okolicznych lasach – ptaków i małych ssaków (unikają zabijania większych zwierząt, bo wierzą, że płynie w nich bratnia krew). W lecie spożywają również kraby. Poza tym uprawiają oni ocumo chino (kolokazję jadalną), banany, maniok i kukurydzę. Ze wspomnianej palmy moriche wyrabia się także rodzaj chleba oraz wydobywa bogate w białko larwy.

Warao uważają śmierć za coś zupełnie naturalnego. Przez lata nauczyli się, że życie polega właśnie na przemijaniu. Dzieci rodzą się, aby kiedyś umrzeć, czasem zdarza się to wcześniej. Kiedy w ich kręgu rozprzestrzenia się choroba, winią za to zwykle złe duchy. W wioskach panują przeważnie nie najlepsze warunki higieniczne, szpitale i przychodnie znajdują się daleko, brakuje lekarzy. Dlatego epidemie cholery czy gruźlicy nie są wśród Indian rzadkością. Chorzy nie mają też w zwyczaju zgłaszać się na badania lub leczenie. Warto zatem przed wizytą w okolicy Orinoko profilaktycznie zaszczepić się przeciw żółtej febrze, tężcowi, durowi brzusznemu, wirusowemu zapaleniu wątroby i zastosować leki przeciwmalaryczne.

Piękno niejedno ma imię

Wspaniałość przyrody Wenezueli może się równać z urokiem niejednej Wenezuelki, choć nie każdą z nich urodą obdarzyła matka natura. W Ameryce Południowej organizuje się setki konkursów piękności, ale idealne ciała ich uczestniczek bywają często efektem pracy chirurga. Większość Latynosek marzy o tym, aby wyglądać idealnie. Kiedy dziewczynka kończy 15 lat i obchodzi święto quinceañera, które symbolizuje w krajach latynoamerykańskich jej wejście w dorosłość, nierzadko w prezencie od rodziców dostaje… korektę nosa czy powiększenie piersi. Od ponad 20 lat w Wenezueli istnieją specjalne szkoły przygotowujące do roli kandydatki na miss. Posyła się do nich już pięciolatki. Uczennice chodzą na zajęcia jogi, baletu, pod okiem eksperta uczą się ładnie poruszać, a nawet robić makijaż.

Jedno jest pewne, w tym państwie nie potrzeba obrabiać zdjęć do magazynów, tu upiększa się kobiety przy użyciu skalpela i botoksu. Do najbardziej opłacalnych zawodów należy chirurg plastyczny i wstąpienie na tę ścieżkę kariery stanowi klucz do finansowego sukcesu. Podczas pobytu w Caracas moje zaskoczenie wywołały manekiny na wystawach, które miały biusty w naprawdę imponujących rozmiarach. Spotykane przeze mnie na ulicach Wenezuelki wyglądały niezmiernie atrakcyjnie. Co ciekawe, María Eugenia Bellorín, reprezentująca prorządową partię Podemos, wystąpiła w 2007 r. z pomysłem utworzenia funduszu socjalnego przeznaczonego na finansowanie operacji plastycznych dla najbiedniejszych kobiet. Mówi się, że mieszkanki Wenezueli wydają 30 proc. swojego budżetu na implanty, ponieważ wierzą, iż branie udziału w konkursach miss to nie zabawa, lecz zawód, który wymaga ciężkiej pracy tak samej kandydatki, jak i chirurgów oraz innych specjalistów od medycyny estetycznej. Trudno się dziwić takiemu podejściu, gdy weźmie się pod uwagę, jak wielu obywateli kraju żyje w nędzy i nie może liczyć na poprawę swojej sytuacji.

Wśród miejscowych

Przed podróżą w te strony warto poznać jeden pomocny wyraz chévere, oznaczający po prostu „super”. Dobrze go używać często, przyda się nie tylko podczas zakupów, ale też na szlaku. Jeśli podziękujecie miejscowym słowami gracias, chévere, na pewno ich zaskoczycie i ucieszycie. Wenezuelczycy to ludzie o pogodnym usposobieniu, uśmiechnięci, otwarci i bardzo towarzyscy. Szybko nawiążemy z nimi kontakt, oni także chętnie zagadują przybyszów i wydają się nie przejmować codziennymi problemami. Tutejsze społeczeństwo jest dość zróżnicowane. W Caracas zobaczymy nowoczesną młodzież naśladującą wzorce z USA. Na wenezuelskiej sawannie, w regionie Los Llanos, napotkamy kowbojów wypasających bydło. W Parku Narodowym Canaima poznamy wspomnianych Indian Pemón, a w dorzeczu Amazonki natkniemy się na lud Yanomami.

Ważną częścią życia Wenezuelczyków są znane również w Polsce telenowele. Co więcej, branża serialowa przenika się z muzyczną: piosenkarki zostają bohaterkami telewizyjnych romansów, a aktorzy śpiewają w teledyskach. Nieraz to umiłowanie świata z oper mydlanych przenosi się na rzeczywistość. Mężczyźni uwielbiają tu piękne kobiety i często dają się ponieść swojemu namiętnemu temperamentowi, nie zważając zupełnie na stan cywilny…

Nie da się zaprzeczyć, że Wenezuela to raj zarówno dla osób szukających przygód, jak i turystów chcących wypocząć. Ten kraj nazywa się też „księżniczką Ameryki Południowej”. Warto jednak samemu sprawdzić, czy aby na pewno zasługuje na to miano. Podobno urodą potrafi zachwycić każdego, nawet najbardziej wybrednego, podróżnika.

Artykuły wybrane losowo

Brazylia, czyli wszystko, czego szukasz

ANIA GRZEŚKOWIAK

 

<< Mało jest miejsc, które rozbudzają wyobraźnię, tak jak Brazylia. Dociera ona do człowieka za pomocą zmysłów chłonących uderzenia bębnów i gwar ulicy oraz wyczuwających gęstość brazylijskiego powietrza, przesiąkniętego słodkawym zapachem mango. Zgodnie z hasłem „Brasil, um país de todos” to kraj wszystkich i dla wszystkich. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że znajduje się tu wszystko, czego szukają podróżnicy. Najlepiej przekonać się o tym samemu. >>

 

Canoa Quebrada znana jest jako perła wschodniego wybrzeża stanu Ceará

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

Brazylia to świat w zupełnie innej skali. Tutaj wszystko jest ogromne, od witryn sklepowych po billboardy, od ludzkiej serdeczności po kontrasty społeczne. Wyjątek stanowi jedynie brazylijskie bikini zwane figlarnie „nicią dentystyczną” (fio dental). Nikt również nie obejmuje i nie wita się z większym entuzjazmem niż Brazylijczycy. Poza tym ten kraj ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni. To prawie dwukrotnie więcej niż łączne terytorium państw Unii Europejskiej. W samym stanie São Paulo (jednym z 27 brazylijskich jednostek administracyjnych) mieszka niemal tyle ludności (powyżej 45 mln), co w całej Hiszpanii.

Już w XIX w. Brazylia nie była typowym latynoskim państwem postkolonialnym. Stała się imperium gospodarczym i ośrodkiem kultury całej Ameryki Łacińskiej i w zasadzie jest nim i dziś. Nie dziwi więc liczba prowadzonych tu międzynarodowych inwestycji, w tym polskich. Na rynku brazylijskim działa z powodzeniem kilka dużych firm z Polski. To właśnie do jednej z nich należy projekt Eco Estrela. Na nadmorskim obszarze o powierzchni ponad 2,5 tys. ha, położonym na północnym wschodzie, na terenie gminy Baía Formosa (Piękna Zatoka) w stanie Rio Grande do Norte, w przyszłości (w 2021 r.) powstanie kompleks wypoczynkowy najwyższej jakości – z dwoma resortami, centrum spa i wellness oraz willami (pod marką luksusowej sieci Six Senses) – i centrum badań i ochrony tutejszych żółwi. Brazylia jest w ścisłej czołówce krajów o największej liczbie portów lotniczych, a wciąż buduje się w niej nowe lotniska. Duże nadzieje związane są z planami utworzenia węzła lotniczego, tzw. hubu, w Regionie Północno-Wschodnim (Região Nordeste do Brasil). Ma on być największym portem Ameryki Południowej.

 

MEKKA KITESURFERÓW

W związku ze znacznym wzrostem gospodarczym północno-wschodnie wybrzeże Brazylii przyciąga coraz więcej inwestorów, ale także amatorów plażowania i sportów wodnych. Ci, którzy chcą poszaleć na falach i poznać lokalną kulturę, powinni odwiedzić właśnie ten region. Ze względu na ponad 3,3 tys. km dziewiczego wybrzeża, turkusowe laguny ukryte pośród piaszczystych wydm, malownicze klify, dzikie plaże i krystalicznie czyste powietrze, a do tego utrzymujące się przez dziewięć miesięcy doskonałe warunki pogodowe i sprzyjający wiatr entuzjaści sportów wodnych przybywają tu ze wszystkich stron świata. W północno-wschodnim rejonie kraju, a zwłaszcza w stanach Rio Grande do Norte, Piauí, Ceará, Bahia i Pernambuco, znajduje się mnóstwo wspaniałych zakątków, o których na innych kontynentach można jedynie pomarzyć.

Stan Ceará jest centrum kitesurfingu w Brazylii. Wiatr wieje tu równomiernie, a temperatura wody i powietrza utrzymuje się na stałym poziomie ok. 26–30°C. W regionie znajdziemy zarówno tętniące życiem miejskie plaże w Fortalezie i położoną na północny zachód od nich modną Jericoacoarę, jak i małe wioski rybackie, których mieszkańcy wciąż pływają jangadami (drewnianymi łodziami rybackimi) i żyją w domach krytych strzechą. Europejczycy dobrze znają stolicę stanu. Fortaleza przyciąga ich nie bez powodu – w dzień można w niej skorzystać z mnóstwa sposobów spędzania wolnego czasu, a w nocy bawić się w barach i klubach nocnych z muzyką na żywo. Chociaż niemal w samym centrum miasta jest plaża na miarę słynnej Waikiki w Honolulu na Hawajach (Praia de Iracema), wiele osób wybiera się na odpoczynek poza nie. Praia do Futuro (o długości mniej więcej 8 km), położona we wschodniej części stolicy Ceary, należy do najczęściej odwiedzanych miejsc. W jej okolicy doskonale się surfuje, a w czwartkowe wieczory w lokalnych barach i restauracjach podaje się tutejszy specjał z krabów – caranguejadas.

Na północny zachód od Fortalezy (ok. 30 km) leży Cumbuco – jeden z najsłynniejszych ośrodków kitesurfingu w kraju. Swoją popularność zawdzięcza m.in. położeniu w bliskiej odległości od międzynarodowego lotniska w stolicy stanu Ceará. Po 40 min. od wyjścia z samolotu można już szaleć na falach w jednym z najwietrzniejszych rejonów na ziemi. Niewątpliwą zaletą Cumbuco jest także doskonała infrastruktura. Znajduje się tu mnóstwo sklepów wind- i kitesurfingowych, szkół oferujących kursy na wszystkich poziomach zaawansowania, jak również wiele miejsc noclegowych i barów z charakterystyczną południowoamerykańską atmosferą. Wszystko to sprawia, że w szczycie sezonu, czyli od czerwca do stycznia, ceny rosną i bywa trochę tłoczno. W pobliżu leżą jednak znacznie spokojniejsze miejsca idealne na aktywny wypoczynek. Jedno z nich stanowi Taíba, mała rybacka wioska w gminie São Gonçalo do Amarante, w pobliżu której fale osiągają ponad 2 m wysokości. Jest w niej dużo spokojniej i taniej niż w Cumbuco, wiatr wieje równie mocno, a widoki są jak z pocztówki.

Nieco dalej na północny zachód znajduje się Guajiru (w gminie Trairi), kolejna urokliwa osada rybacka z piękną laguną. Wyróżnia się ona bardzo przyjazną atmosferą zapewniającą poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Tworzą ją mieszkańcy na co dzień zajmujący się głównie rybołówstwem. W miejscowości działa kilka małych hoteli i sklepików. Po okolicy porusza się tu głównie pojazdami typu buggy, wszędzie jest blisko, a kitesurfing można uprawiać właściwie wzdłuż całego wybrzeża (ok. 6-kilometrowego). Na oceanie panują (zależne od pływów) doskonałe warunki do surfowania.

Jeśli ruszymy dalej brzegiem Atlantyku, dotrzemy do kolejnego miejsca znanego miłośnikom sportów wodnych. Ilha do Guajirú w gminie Itarema słynie z ogromnej laguny zwanej Flatwatersea, która ma długość ponad 4 km i szerokość powyżej 400 m. Nad wielką, płaską taflą wody stale wieje tu wiatr. To prawdopodobnie jedyne takie miejsce na świecie! Trudno o lepsze i bezpieczniejsze warunki do nauki kitesurfingu lub szlifowania trików.

Blisko 300 km od Fortalezy leży kultowa Jericoacoara, przez miejscowych pieszczotliwe nazywana Jeri. Trafić do niej nie jest łatwo. Do miasteczka można dotrzeć jedynie łodzią, helikopterem lub samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Niegdyś było ono senną wioską rybacką przyciągającą hippisów, marzycieli i zbłąkanych wędrowców, dziś uchodzi za atrakcję dla podróżników z całego świata i wielbicieli ujarzmiania fal. Ze względu na dość utrudniony dojazd Jeri nie opanowała jeszcze masowa turystyka, ale wizytę tutaj należy zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem, zwłaszcza w szczycie sezonu, czyli od sierpnia do stycznia. Trudno uwierzyć, że jeszcze mniej więcej 30 lat temu w miejscowości nie było elektryczności, telewizji ani telefonów. Jericoacoara od lat zachwyca jedną z najpiękniejszych plaż świata. Dziś Jeri wypełniają przede wszystkim tętniące życiem małe bary, kolorowe restauracje, sklepy dla wind- i kitesurferów, butiki oraz budki serwujące açaí na tigela (w dosłownym tłumaczeniu „açaí w misce”) i to one tworzą tutejszy pejzaż. Co wieczór z wydmy Pôr do Sol (Zachód Słońca) można podziwiać niezwykły spektakl, tzw. szmaragdowy zachód słońca – trwający ułamek sekundy błysk zielonego światła pojawia się zanim żółta kula ostatecznie zniknie za horyzontem.

Mniej więcej 20 min. (ok. 12 km) jazdy po plaży dzieli słynną Jericoacoarę od nieco spokojniejszej miejscowości Preá. Warto o niej wspomnieć, gdyż ponoć to właśnie tutaj znajduje się jedna z największych szkół kitesurfingu na świecie. Na południowy wschód od Fortalezy ciągną się bez końca plaże usiane małymi wioskami rybackimi i w tym rejonie także usytuowanych jest kilka dobrych ośrodków dla kite- i windsurferów. Należy do nich m.in. Barra Nova (w gminie Cascavel) – stosunkowe nowe miejsce na surferskiej mapie Brazylii, co stanowi jego największy atut. Ceny zakwaterowania są tu znacznie niższe niż w innych, bardziej znanych miejscowościach, a warunki do pływania – tak samo dobre.

Jeżeli ktoś szuka zakątków nie mających jeszcze typowo turystycznego charakteru, to idylliczne Parajuru będzie dla niego strzałem w dziesiątkę. W tym rejonie znajduje się ogromna laguna u ujścia rzeki Pirangi (Piranji), a stały wiatr wieje od lipca do stycznia, najsilniej po południu, więc poranki to idealna pora dla początkujących. Życie toczy się tu leniwie, dzięki czemu można poznać spokojniejsze oblicze Brazylii. Parajuru znalazło się zresztą na liście najlepszych dziewiczych miejsc dla kitesurferów w całej Ameryce Łacińskiej.

Na koniec została nam Canoa Quebrada (w gminie Aracati) – gigantyczne różowe wydmy i klify i nieco hippisowska atmosfera to wizytówka tej nadmorskiej miejscowości. Położona w małej zatoczce pośród kopernicji i palm kokosowych, mimo dość licznego napływu turystów zachowała swój dawny urok. Jej głównymi atrakcjami są białe plaże, piękne zachody słońca i zabawa na głównym deptaku zwanym Broadwayem. Canoa Quebrada słynie również ze wspaniałych warunków do uprawiania wind- i kitesurfingu. Można tu też pojeździć buggy lub spróbować swoich sił w sandboardingu, czyli zjeździe na desce z okolicznych wydm. Według miejscowej legendy pary, które oglądają zachód słońca z tutejszej wydmy, będą cieszyć się wiecznym szczęściem.

Nie tylko stan Ceará kitesurfingiem stoi. W sąsiednim Piauí pojawił się nowy ośrodek coraz bardziej zyskujący na znaczeniu – Barra Grande. Leży 100 km na zachód od słynnej Jericoacoary i stanowi modny punkt dla kitesurferów już nie tylko z Brazylii, ale i z całego świata. Największym wyzwaniem jest samo dotarcie do tej miejscowości położonej poza turystycznym szlakiem. Jednak panujące tu doskonałe warunki sprawiają, że naprawdę warto podjąć ten wysiłek. W 900-tysięcznym mieście Natal, stolicy stanu Rio Grande do Norte, słońce świeci przez 300 dni w roku. Kitesurferzy ściągają w tym regionie do takich miejsc jak Baía Formosa, Barra de Cunhaú i São Miguel do Gostoso. Ze względu na stałe podmuchy wiatru temperatura powietrza nad oceanem utrzymuje się na poziomie 28–34°C, dzięki czemu jest tu przyjemniej niż w stanach Pernambuco, Ceará czy Rio de Janeiro, gdzie latem termometry pokazują nierzadko nawet 40°C.

 

 Krzyż na placu Anchiety przed Kościołem św. Franciszka w Pelourinho (Salvador)

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

AFROBRAZYLIJSKI SEN

Północno-wschodnie wybrzeże charakteryzuje się także bogatymi tradycjami. Pełno w tym regionie barokowych kościołów i kolonialnych budynków. To tutaj bije afrobrazylijskie serce kraju – ludzie uprawiają capoeirę i praktykują candomblé, a życie toczy się w rytmie wygrywanym na pandeiro (przypominającym tamburyn) i bębnach (atabaque). Taki właśnie jest stan Bahia i jego stolica Salvador. To miasto oszałamiającej architektury i pięknych brukowanych uliczek. Najlepiej zwiedzać je po prostu na piechotę. Salvador został odrestaurowany przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2014 r. i miejscami wydaje się nie do poznania. Oczywiście, największe wrażenie robią kolonialne dzielnice Pelô, czyli słynne Pelourinho, i Santo Antônio. Jednak już po drodze z lotniska widać, że dzisiejsza stolica stanu to ośrodek nowoczesny, z szerokimi alejami, eleganckimi wieżowcami i modnymi centrami handlowymi. Warto również przejechać się jedną z najbardziej znanych wind na świecie – Lacerdą, usytuowaną w historycznym centrum Salvadoru i łączącą tzw. Górne i Dolne Miasto (Cidade Alta i Cidade Baixa). Mieszkańcom służy ona po prostu za środek transportu, którym często najszybciej docierają do pracy. Za to turyści zza jej wielkich, szklanych okien podziwiają okolicę w całej okazałości. Przejażdżka jest warta każdego z 25 centavos, które trzeba zapłacić za bilet. Mimo niewątpliwej urody Salvadoru jego mieszkańcy, gdy tylko nadarza się okazja, uciekają z niego na wybrzeże, a mają w czym wybierać. W stanie Bahia znajdują się jedne z najpiękniejszych plaż na świecie (o łącznej długości aż 932 km)!

Brazylijczycy uwielbiają Morro de São Paulo na wyspie Tinharé. Od Salvadoru dzielą ją 2 godz. rejsu katamaranem. Ilha de Tinharé jest częścią archipelagu Cairu złożonego z 26 wysp, z których tylko 3 są zamieszkałe. Plaże Morro de São Paulo nazwane zostały numerycznie: Primeira Praia (Pierwsza Plaża), Segunda Praia (Druga Plaża) i tak aż do Piątej (Quinta), zwanej też Praia do Encanto. Wraz z numerem wydaje się rosnąć atrakcyjność plaż. Na każdej kolejnej znajduje się coraz więcej białego piasku i palm kokosowych, ale mniej turystów. Nie ma tu samochodów, za to działa sporo barów i kolorowych straganów oferujących doskonałe tropikalne koktajle z dodatkiem rumu lub cachaçy (alkoholu z fermentowanego soku z trzciny cukrowej). Nie tak znana, lecz równie ciekawa jest plaża Arembepe (w gminie Camaçari), położona ok. 40 km na północny wschód od Salvadoru. Główną atrakcję w okolicy stanowi mała hipisowska wioska, w której do dziś wyznawcy filozofii pokoju i miłości żyją w zgodzie z naturą w domach z gliny i słomy, nie podłączonych do prądu. Zajmują się głównie szeroko rozumianym rękodziełem, z którego sprzedaży się utrzymują. Ciekawostką jest fakt, że w latach 60. XX w. pomieszkiwali tu Mick Jagger i Keith Richards, a Janis Joplin bywała w Arembepe częstym gościem. Miłośników przyrody ucieszy, iż tutejsze plaże objęte są projektem ochrony żółwi morskich (tzw. Projeto TAMAR) i od grudnia do lutego można obserwować wypuszczanie ich do oceanu. To bez wątpienia wielka atrakcja turystyczna, która pełni też funkcję edukacyjną.

Na południe od Salvadoru, na Wybrzeżu Kakao (Costa do Cacau), znajduje się najlepiej strzeżony sekret stanu Bahia – 30-tysięczne miasto Itacaré. Niegdyś słynące z licznych plantacji kakaowca, a od lat 80. uchodzi za mekkę brazylijskich (i nie tylko!) surferów. Mówi się, że gdyby Itacaré było piosenką, to linia basowa pochodziłaby z energetycznego numeru funkowego, melodia – z pięknej ballady miłosnej, a tekst – z utworu Boba Marleya. Coś w tym jest. W tej miejscowości pachnącej kakao upływ czasu nie ma znaczenia, a jedyne co się przydaje, to deska surfingowa. Rzeczywiście, warunki do surfingu i aktywnego wypoczynku są tutaj znakomite.

Miłośnicy wypraw pieszych powinni udać się nieco na zachód od Salvadoru, do Parku Narodowego Chapada Diamantina. Kiedyś wydobywano na tym obszarze diamenty, dziś przyciągają do niego liczne trasy trekkingowe, tajemnicze jaskinie, szumiące wodospady, malownicze formacje skalne i przepiękne krajobrazy. Na terenie parku znajduje się drugi najwyższy brazylijski wodospad (Cachoeira da Fumaça – 340 m), słynne płaskie wzgórze (Morro do Pai Inácio) i przypominająca meksykańskie cenoty jaskinia z wodą w kolorze czystego błękitu (Poço Azul). Piesze wędrówki, wspinaczka i kąpiele w naturalnych źródłach to tylko niektóre atrakcje, jakie czekają na odwiedzających. Podczas wizyty w Salvadorze warto nieco zboczyć z trasy i spędzić tu trochę czasu.

 

ROZTAŃCZONE MIASTO

Rio de Janeiro nie jest największym ani najważniejszym miastem Brazylii. Tytuł największej metropolii przypada São Paulo – w całej aglomeracji mieszka ponad 21 mln osób. Rio de Janeiro ze swoimi 12 mln mieszkańców plasuje się na drugim miejscu. Miasto bardzo zmieniło się od czasu powstania bossa novy, czyli lat 50. i 60. XX w., prawdziwej złotej ery, do której prawdopodobnie nigdy już nie powróci. Ale pomimo problemów, z jakimi zmaga się od lat, wciąż wyczuwa się w nim tę trudną do uchwycenia magię. To stąd pochodzi samba i Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), tutaj odbywa się najsłynniejszy karnawał na świecie oraz znajduje się figura Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) i Stadion Maracanã. Brazylijska plaża kojarzy się z legendarną Copacabaną. Sąsiednia Ipanema nie przypomina żadnej innej plaży na ziemi. Leży u stóp pokrytego tropikalnym lasem wzgórza – Morro Dois Irmãos (533 m n.p.m.), na którego szczycie człowiekowi wydaje się, jakby mógł dotknąć słońca, gdy jednocześnie spogląda w dół na miasto niczym ptak. Rio de Janeiro to również feijoada (gulasz z czarnej fasoli) i duma Brazylii – açaí na tigela (potrawa z mrożonego musu z owoców euterpy warzywnej, czyli açai) – śniadanie surferów. To najlepsze podaje się w barze „Amazônia Soul” w Ipanemie. Surferów przyciąga Barra da Tijuca z 18-kilometrową plażą. Właśnie na niej odbywa się wiele krajowych mistrzostw w surfingu oraz wind- i kitesurfingu. W gorące letnie weekendy bywa tu tłoczno, gdyż obecnie to bardzo modne miejsce.

Cudowne Rio de Janeiro kojarzy się nie tylko z plażami i sambą, lecz także ze sztuką uliczną. Podczas spaceru wzdłuż nabrzeża można podziwiać największe graffiti ścienne na świecie, mające powierzchnię 3 tys. m2, wpisane do Księgi rekordów Guinnessa. Autorem muralu Etnias jest Eduardo Kobra, światowej sławy brazylijski artysta, który w ten sposób postanowił upamiętnić XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie z 2016 r. To prawdziwa wizualna uczta dla miłośników street artu. Jeśli o Nowym Jorku mówi się, że nigdy nie śpi, Rio de Janeiro powinno nazywać się miastem, które nigdy nie przestaje tańczyć. Jednak liczba turystów przybywających do Cidade Maravilhosa (Cudownego Miasta) z roku na rok maleje i aby temu przeciwdziałać, brazylijski rząd ogłosił nowy program pod hasłem Rio de Janeiro a Janeiro (Rio od stycznia do stycznia). W jego ramach w ciągu roku odbywają się liczne wydarzenia z dziedziny kultury, sportu, turystyki i biznesu.

Za to na tropikalnych wyspach położonych nieopodal miasta turystów nie brakuje. Najsłynniejszą i zarazem najpiękniejszą z nich jest niewątpliwie Ilha Grande. Do 1994 r. mieściło się na niej więzienie (Instituto Penal Cândido Mendes), odpowiednik amerykańskiego Alcatraz, ale dzięki temu wciąż w dużej mierze pozostaje niezagospodarowana i dziewicza. Porastający ją atlantycki las deszczowy cechuje niezwykłe bogactwo fauny i flory. Na wyspie znajdują się również liczne wodospady i dzikie plaże, w tym najpiękniejsza z nich – Lopes Mendes (blisko 3-kilometrowa). Nie ma przy niej restauracji, barów czy hoteli, nie można się na nią także dostać łodzią. Jedynym sposobem dotarcia na Lopes Mendes jest dość wymagająca wędrówka przez gęsty tropikalny las. Rozpościerające się z niej widoki rekompensują jednak wszystkie trudy.

Zaledwie ponad 2 godz. jazdy samochodem na wschód od Rio de Janeiro leży jeden z najbardziej znanych kurortów nadmorskich w Brazylii – Búzios. Dni upływają w nim beztrosko na plażach i deptakach. Malownicze nabrzeże pełne jest butików, eleganckich restauracji i gwarnych barów, dlatego kurort nazywa się brazylijskim Saint-Tropez. Nieco większa odległość (4 godz. drogi) dzieli Rio de Janeiro od kolonialnej perełki. Paraty to doskonale zachowane, urokliwe miasteczko znajdujące się na Zielonym Wybrzeżu (Costa Verde). Można się w nim poczuć, jakby prosto z tropików przeniosło się do Europy Zachodniej. Z jednej strony widać góry porośnięte tropikalnym lasem, z drugiej – zatokę z dziesiątkami małych wysepek i kolorowych łodzi oraz domy milionerów i lokalnych rybaków. Do tego panuje tu kosmopolityczna i nieco artystyczna atmosfera. Wszystko to daje mieszankę doskonałą.

 

 Statua Chrystusa Zbawiciela na Corcovado

©ALEXANDRE MACIEIRA/RIOTUR

 

POŁUDNIOWOAMERYKAŃSKI NOWY JORK

Gdy burmistrz São Paulo witał delegację Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), powiedział: To kosmopolityczna metropolia. Czy jest jakiekolwiek inne miejsce w świecie, gdzie spotkacie Japończyków mówiących po portugalsku z włoskim akcentem?. To ogromne miasto, trudne do ogarnięcia i na pierwszy rzut oka dość odstraszające. Paulistanos, mieszkańcy São Paulo, mają wielkie ambicje i widać to na każdym kroku. Metropolię pokrywa niekończący się las budynków, starych i zaniedbanych, ale i tych supernowoczesnych. Tę miejską dżunglę przecina niemal 3-kilometrowa Avenida Paulista – lokalny odpowiednik Pól Elizejskich.

Budynki z betonu sąsiadują tu z zielonymi oazami takimi jak parki Ibirapuera czy Trianon. Ten południowoamerykański Nowy Jork jest najbardziej kosmopolitycznym i nowoczesnym miastem na kontynencie, zamieszkałym przez zamożną i najlepiej wykształconą część brazylijskiego społeczeństwa. Sampa, bo tak mówią o metropolii jej mieszkańcy, to przemysłowa, finansowa, kulturalna i gastronomiczna stolica kraju. Znajduje się w niej ponad 12 tys. restauracji, 110 światowej klasy muzeów, 90 centrów kultury, 280 sal kinowych i 180 teatrów. W São Paulo wystawia się więcej sztuk niż w Nowym Jorku i jest w nim trzy razy więcej księgarń. Tutejsze kluby nocne i bary są jednymi z najlepszych na kontynencie, a miasto nie zwalnia przez całą dobę. Paulistanos kochają pizzę i pingado (kawę z odrobiną mleka) i raczą się nimi o każdej porze dnia i nocy. Międzynarodowy tydzień mody odbywający się w São Paulo (São Paulo Fashion Week – SPFW) uchodzi za jeden z najważniejszych na świecie. Poza tym organizuje się tu największy festiwal designu w całej Ameryce Południowej – Bienal de São Paulo jest drugim najstarszym tego typu wydarzeniem na naszym globie (istnieje od 1951 r.), zaraz po Biennale w Wenecji, i należy do najważniejszych wystaw artystycznych w kraju.

Jeżeli ktoś zechce uciec od zgiełku metropolii, może udać się na Piękną Wyspę (Ilhabela), która w pełni zasługuje na swoją nazwę. Stanowi ona miejsce wypoczynku zamożnych mieszkańców São Paulo. Ze względu na wspaniałą przyrodę stworzono na niej w 1977 r. park stanowy (Parque Estadual de Ilhabela). Na wyspie warto przedrzeć się przez tropikalny las deszczowy na plażę Castelhanos lub zażyć orzeźwiającej kąpieli w wodospadzie Gato (Cachoeira do Gato). Zupełnie odmienny charakter ma leżący ok. 170 km od São Paulo 50-tysięczny kurort Campos do Jordão. To najwyżej położone (1628 m n.p.m.) i najzimniejsze miasto Brazylii. Jego architektura nawiązuje do zabudowy europejskich miejscowości wypoczynkowych. Nazywane brazylijską Szwajcarią, porównywane do Davos i francuskiego Chamonix-Mont-Blanc, zaczyna tętnić życiem, gdy tylko zima dociera na półkulę południową. Wtedy to Campos do Jordão zamienia się w ośrodek narciarski pokryty sztucznym śniegiem, a wielkie centra handlowe otwierają swoje drzwi. Życie kurortu koncentruje się w eleganckiej dzielnicy Vila Capivari, w której znajduje się większość hoteli, restauracji, kafejek, butików i barów serwujących gorącą czekoladę. Zimą odbywa się tu również festiwal muzyki klasycznej, jeden z najważniejszych nie tylko w Brazylii, ale i w całej Ameryce Łacińskiej.

 

 Cascata do Caracol – malowniczy, 131-metrowy wodospad obok kurortu Canela

©EMBRATUR IMAGE B

 

BRAZYLIJSKA MAŁA POLSKA

Jeszcze bardziej europejsko jest na południe od stanu São Paulo. Ta część kraju nadal przyciąga znacznie mniej turystów niż rejony północne, a ma wiele do zaoferowania. Stany Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul leżą w regionie subtropikalnym (podzwrotnikowym), gdzie śnieg niekiedy pokrywa wyższe wzniesienia. Europejczycy z Polski, Włoch i Niemiec uznali ten klimat za przyjazny i ponad 100 lat temu wyemigrowali do Ameryki Południowej w poszukiwaniu lepszego życia. Przywieźli ze sobą odmienne obyczaje, tradycje kulinarne, języki i siłą rzeczy inne geny. Dlatego nie dziwi fakt, że południowe stany Brazylii są niebieskookie i jasnowłose. Szacuje się, że co dziesiąty mieszkaniec Parany ma polskie korzenie – to taka mała Polska za oceanem. Najwięcej potomków Polaków, bo nawet ok. 400 tys., mieszka w niemal 2-milionowej Kurytybie. Jest to grupa wyjątkowa, gdyż jej przedstawiciele jako jedyni ze światowych Polonii praktycznie nie mówią już po polsku. Wpływy znad Wisły widoczne są tutaj na każdym kroku, a składają się na nie tradycyjna architektura, przedstawienia teatralne, polskie msze w kościołach czy w końcu pierogi i żurek jak u babci. Kurytyba należy do najbogatszych i najbardziej rozwiniętych miast Brazylii, a potomkowie Polaków od wielu lat przyczyniają się do rozwoju brazylijskiej gospodarki. Miasto słynie z wysokiej jakości życia, nowoczesnego systemu komunikacji miejskiej i międzynarodowej atmosfery. Znajduje się w nim mnóstwo parków i terenów zielonych. Tutejszy Ogród Botaniczny (Jardim Botânico de Curitiba) przypomina najlepsze francuskie ogrody królewskie. Jego główną atrakcją jest imponujących rozmiarów szklarnia, wyróżniająca się na tle panoramy Kurytyby.

 

KOWBOJE I GÓRSKIE KURORTY

Najdalej na południe rozciąga się stan Rio Grande do Sul, gdzie biali hodowcy bydła pielęgnują tradycje gauchów (gaúchos). Brazylijscy kowboje to także potomkowie europejskich emigrantów, którzy skolonizowali te tereny wiele lat temu. Region ten kojarzy się z ranczami, churrasco (brazylijskim grillem) i chimarrão (lub mate), sączonym przez gaúchos napojem z ostrokrzewu paragwajskiego. Stolicą stanu Rio Grande do Sul jest wielokulturowa metropolia Porto Alegre. To jedno z tych miast, w których Brazylia zaskakuje. Należy do najlepiej prosperujących i najbogatszych kulturowo ośrodków miejskich w kraju. Znajdują się tu liczne muzea, centra kulturalne i sceny teatralne. Większość atrakcji turystycznych usytuowanych jest w centrum, m.in. inspirowana architekturą włoskiego renesansu Katedra Metropolitalna czy dawna elektrownia Gasômetro, a obecnie ośrodek kultury. Na zakupy zaprasza Rua da Praia, na spacer warto udać się wzdłuż malowniczego jeziora Guaíba, a drinka wypić w barze w eleganckiej dzielnicy Cidade Baixa. Jednak wiele osób położone zaledwie 120 km od łańcucha górskiego Serra Gaúcha Porto Alegre traktuje jedynie jako bazę wypadową do najmodniejszych miejsc na południu kraju takich jak Gramado, Canela czy Bento Gonçalves.

          Jeśli ktoś chciałby poczuć się jak w Europie bez opuszczania Brazylii, to bliźniacze górskie kurorty Gramado i Canela są właśnie tym, czego szuka. W powietrzu unosi się w nich zapach gorącej czekolady i fondue, zachęcający do ogrzania się w lokalnych kawiarniach i restauracjach, szczególnie zimą (od czerwca do września), kiedy temperatura spada do 0°C. Romantyczne hotele w stylu alpejskim, tak różne od tych, które stoją przy Copacabanie czy Ipanemie, wtapiają się w krajobraz gór. W Gramado znajduje się muzeum czekolady (Mundo de Chocolate), park miniatur Mini Mundo z makietami różnych obiektów ze świata i Snowland, pierwszy kryty park śnieżny w Ameryce Południowej. W tym malowniczym 35-tysięcznym mieście odbywa się również wiele ważnych wydarzeń kulturalnych, takich jak sierpniowy festiwal filmowy (Festival de Cinema de Gramado), na który ściągają rzesze kinomanów i gwiazd kina brazylijskiego. Bliźniacza Canela kojarzy się przede wszystkim z ekoturystyką, pięknym wodospadem Caracol (Cascata do Caracol – 131 m), parkiem tematycznym Mundo a Vapor i wyciągiem krzesełkowym. Jest także doskonałym miejscem do uprawiania turystyki aktywnej (np. trekkingu, kolarstwa górskiego, canyoningu lub raftingu). Niezależnie od tego, czy od lat marzyliśmy o barwnej paradzie karnawałowej w Rio de Janeiro, czy raczej o wyprawie do dziewiczych amazońskich lasów, Brazylia koniecznie powinna się znaleźć na liście naszych podróży.

 

Wydanie Lato 2018

13 miesięcy w Etiopii

ALICJA KAFARSKA

 

Melkam Addis Amet!, czyli „Szczęśliwego Nowego Roku!”, te radosne słowa rozbrzmiewają w Etiopii zawsze 11 września (12 w roku przestępnym). Wszystko się zgadza, bowiem przysłowiowego sylwestra Etiopczycy obchodzą niemal w środku naszego roku kalendarzowego. Dzieje się tak dzięki kalendarzowi etiopskiemu (opartemu po części na juliańskim). Dzień 11 albo 12 września jest w nim właśnie początkiem nowego roku. Etiopia to w ogóle dziwny kraj… Używa się tu kalendarza mającego 13 miesięcy – pierwsze 12 liczy po 30 dni, a ostatni, zwany Pagumen, tylko 5 dni (6 w roku przestępnym). Nowy Rok obchodzi się pod koniec pory deszczowej, kiedy niemal wszystko tonie w zieleni. Wita się go ze śpiewem na ustach i wielką radością, tak typową dla mieszkańców tego pięknego kraju. Niespodzianką są jednak nie tylko same miesiące, gdyż kalendarz etiopski (w porównaniu z naszym gregoriańskim) jest młodszy o 7–8 lat. Dlatego też początek milenijnego 2000 r. obchodzony był tutaj we wrześniu 2007 r. Natomiast obecny etiopski 2004 r. rozpoczął się kilka dni temu… Jego nadejście świętowano hucznie 12 września.

Więcej…

Na progu pustyni – Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman

Joanna Pszonka

Adam Domagała

 

<< Oblewany wodami Zatoki Perskiej, Morza Arabskiego i Morza Czerwonego Półwysep Arabski pokrywają pustynie i półpustynie. Bogactwo jego krajów stanowi czarne złoto, czyli ropa naftowa, a religię w nich dominującą – islam. Dwa z nich: Zjednoczone Emiraty Arabskie i Oman przypominają grotę 40 rozbójników, którą przez przypadek odkrył Ali Baba. Skarby, jakie tam odkryjemy, zachwycą nie tylko nasze oczy. Nie zwlekajmy więc ani chwili: „Sezamie, otwórz się!” >>

Wizytówką Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest Dubaj, mimo iż to nie on pełni funkcję stolicy państwa, a Abu Zabi (Abu Dabi). Właśnie tu znajdują się najwyższy wieżowiec świata, najlepsze hotele, w tym niezmiernie luksusowy Burdż Al Arab (Burj Al Arab) w kształcie żagla – wybudowany na specjalnie dla niego stworzonej wyspie na Zatoce Perskiej, imponujące budynki, potężne centra handlowe, ośnieżony stok narciarski na pustyni, a po ulicach jeżdżą najdroższe samochody. Dzięki temu wielkiemu rozmachowi świat zwrócił uwagę na to miejsce. Dziś Dubaj stanowi cel nie tylko wyjazdów biznesowych, ale też turystycznych. Maskat w sąsiednim Omanie to natomiast miasto zupełnie inne. Tutaj bogactwo widać przede wszystkim w jego architektonicznej całości, jednolitej w stylu zabudowie, która sprawia, że omańska stolica wygląda niczym wspaniała ilustracja do arabskiej baśni. Biel ścian odcinająca się od koloru nieba, starannie zaprojektowana zieleń miejska, pięknie oświetlone po zmroku nabrzeże nadają Maskatowi niepowtarzalnego charakteru sułtańskich włości.

Więcej…