OLA SYNOWIEC


<< Meksyk jest jak piniata. Ta popularna, szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia, tutejsza zabawa polega na rozbiciu kijem wiszącej pod sufitem kuli wypełnionej słodyczami. Na początku wydaje się ona tak twarda, że nie sposób jej przebić, ale już po kilku próbach pęka i wysypuje się z niej deszcz różnorodnych słodkości. Również Meksyk przy pierwszej wizycie sprawia wrażenie świata skrywającego przed obcokrajowcami mnóstwo tajemnic, lecz wystarczy nieco uporu, aby odsłonił przed nami wszystkie swoje wspaniałości. >>

To drugie pod względem powierzchni (niemal 2 mln km²) i liczby ludności (ponad 118 mln osób) państwo Ameryki Łacińskiej, zaraz po Brazylii, leży między Stanami Zjednoczonymi a Gwatemalą i Belize. Powszechnie kojarzy się m.in. z kadrami z filmu Roberta Rodrigueza Desperado, kapeluszami z szerokim rondem, orkiestrami mariachi, kaktusami czy tequilą. Warto jednak wiedzieć, że Meksykańskie Stany Zjednoczone to nie tylko coraz gęściej zaludnione miasta oraz małe wioski na odludziu, lecz także przepiękne plaże nad Pacyfikiem i Atlantykiem, olbrzymie wydmy Wielkiej Pustyni Altar – Gran Desierto de Altar, rozległa selwa w stanie Chiapas czy pasmo Kordyliery Wulkanicznej z najwyższym szczytem kraju wulkanem Citlaltépetl (Pico de Orizaba – 5610 m n.p.m.) oraz niezmiernie bogata kultura o wielu korzeniach.

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive chciałabym przedstawić Państwu 10 najbardziej fascynujących rzeczy, których – według mnie – należy doświadczyć w Meksyku. Mam nadzieję, że zestawienie to przybliży chociaż trochę obraz tego niezwykle pasjonującego kraju. 

 

KIBICUJ ZAMASKOWANYM „LUCHADOROM”

Lucha libre mexicana, czyli miejscowy rodzaj wrestlingu, to jedna z trzech meksykańskich świętości. Zawodnicy w maskach, tzw. luchadores, są tu czczeni niemalże tak samo, jak piłkarze i Matka Boża z Guadalupe – urastają do rangi bohaterów narodowych i wzorów do naśladowania dla dzieci. Każdy Meksykanin posiada swojego ulubieńca, któremu kibicuje. Na zawody fani tego sportu przychodzą w masce ukochanego luchadora. Według niektórych to charakterystyczne przebranie wywodzi się jeszcze z czasów azteckich, kiedy zakładanie stroju orła lub jaguara miało dać wojownikowi dodatkowe siły. Najbardziej znany meksykański zawodnik El Santo (1917–1984), czyli Święty, podobno nigdy swojej maski nie zdejmował i został w niej nawet pochowany.

Walki lucha libre w Meksyku symbolizują zmagania dobra ze złem, dlatego zapaśnicy dzielą się na técnicos (odgrywających role dobrych bohaterów) i rudos (złych i łamiących reguły gry). Na ringu można zobaczyć także kobiety. Walczą one jednak głównie dla mężczyzn, gdyż ich przebrania to stroje rodem z męskich fantazji. Podczas typowych meksykańskich rozgrywek wrestlingowych zobaczymy również słynny rzut karłem w stronę widowni. Ludzie bardzo niskiego wzrostu mają też własny przedział wagowy, zaś maskotką Consejo Mundial de Lucha Libre (Światowej Rady Lucha Libre) jest karzeł KeMonito.

 

ZJEDZ KONIKA POLNEGO I LODY Z CHILI

Potrzeba całego życia albo i nawet dwóch, żeby skosztować wszystkiego, co oferuje meksykańska kuchnia. Meksykanie jedzą dużo i lubią ostre przyprawy, ale głównymi pozycjami w ich menu nie są wcale burritos, nachos ani chili con carne. Te potrawy pochodzą tak naprawdę z kuchni teksańsko-meksykańskiej (Tex-Mex) powstałej w Stanach Zjednoczonych. W Meksyku najpopularniejszą przekąskę stanowią taco i quesadilla, które przyrządza się w tysiącu odmian. Oprócz klasycznego taco al pastor możemy tu spróbować takich dziwów, jak np. quesadilla z huitlacoche – grzybem pasożytującym na kukurydzianych kolbach, czy tortilla w kolorze niebieskim wyrabiana z mąki ze specjalnej odmiany kukurydzy. Meksykanie oprócz tego zajadają się konikami polnymi przyprawionymi czosnkiem albo chili. Podobno ten, kto ich skosztuje, na pewno do Meksyku wróci. Typowe meksykańskie połączenie smaków słodkiego z pikantnym znajdziemy choćby w lizakach z chili czy też lodach z ostrą polewą. Moim faworytem jest jednak mole poblano, czyli palący czekoladowy sos do kurczaka. Samo słowo „czekolada” pochodzi zresztą z azteckiego języka nahuatl, a uprawiana dziś w Europie papryka spopularyzowana została m.in. przez Hernána Cortésa (1485–1547), hiszpańskiego konkwistadora, który podbił tutejsze ziemie.

 

KUP KOSZULKĘ Z MATKĄ BOSKĄ Z GUADELUPE

W Meksyku za ważniejszą niż najbogatszy człowiek świata Carlos Slim Helú (z majątkiem szacowanym na 73 mld dolarów) i legendarni rewolucjoniści Emiliano Zapata (1879–1919) i Pancho Villa (1878–1923) uchodzi tylko Matka Boska z Guadalupe. Jej bazylika wznosi się na północy stolicy kraju i każdego dnia ściągają do niej tłumy wiernych, żeby zobaczyć cudowny obraz. Wedle legendy Maryja ukazała się Indianinowi Juanowi Diego i poprosiła o wybudowanie jej kapliczki, gdzie mogliby się modlić prości ludzie. Jednakże ówczesny miejscowy biskup nie dał wiary tej historii i zażądał dowodów. Podczas następnego spotkania Najświętsza Panienka poleciła Juanowi zebrać kwiaty, które ona następnie uplotła i włożyła w jego płaszcz – tilmę (ayate). Gdy Indianin rozłożył swoje okrycie przed hierarchą, kwietna wiązanka rozsypała się na podłogę, a na tkaninie pozostał utrwalony wizerunek Maryi. Ten sam, który teraz możemy oglądać w Bazylice Matki Boskiej z Guadalupe (Basílica de Santa María de Guadalupe) oraz na tysiącach medalików, koszulek i tatuaży. To cudowne wydarzenie miało ponoć miejsce 12 grudnia 1531 r., więc rokrocznie tego dnia miliony obywateli Ameryki Środkowej (i nie tylko!) przybywają tutaj na pielgrzymki. Tłumy te prezentują prawdziwy przekrój meksykańskiego społeczeństwa, ponieważ Matkę Boską z Guadalupe czczą niemalże wszyscy. Dlatego pod sanktuarium warto zaopatrzyć się w koszulkę z jej wizerunkiem. Otworzy nam ona w Meksyku każde drzwi i zmiękczy serca nawet podejrzanie wyglądających osobników.

 

ZAMÓW PIOSENKĘ U MARIACHI

Ubrani w ozdobne marynarki i sombrera mariachi grają często na urodzinach albo pogrzebach. Występują też w restauracjach czy po prostu na ulicach. Meksykanie chętnie proszą ich o swoje ulubione piosenki. W większych miastach można spotkać mariachi w stałych miejscach. Przykładowo w stolicy Meksyku – Ciudad de México – występują codziennie na placu Garibaldiego, gdzie napijemy się piwa w litrowych kuflach oraz za odpowiednią opłatą… zostaniemy porażeni prądem. Za 100 pesos (ok. 24 zł) zamówimy tutaj u zespołu mariachi trzy wybrane melodie. Wydawać by się mogło, że ci barwni muzycy to typowa atrakcja dla cudzoziemców, jednakże wciąż częściej grają oni dla Meksykanów niż zagranicznych turystów.

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Za kolebkę muzyki mariachi uważa się dzisiejszy stan Jalisco

 

Mariachi należą – oczywiście – do najbardziej znanych reprezentantów meksykańskiej muzyki, ale Meksyk ma w tej dziedzinie dużo więcej do zaoferowania. Podczas podróży przez ten kraj warto udać się do stanu Veracruz, aby posłuchać utworów w stylu son jarocho. To właśnie stamtąd pochodzi La Bamba, rozpowszechniona na całym świecie w wersji Ritchiego Valensa (1941–1959). Co ciekawe, w czasie występów grup grających son jarocho zespół i publiczność śpiewają razem, a tancerze wybijają butami rytm dla muzyków, dzięki czemu jednych i drugich nie dzieli praktycznie żadna granica. Wielbicieli popkultury powinny natomiast zainteresować takie gatunki, jak np. banda oraz norteño z typowymi narcocorridos – piosenkami o przemytnikach narkotyków i światku przestępczym.

 

SPRÓBUJ OSTREJ „MICHELADY”

Z Meksykiem niezmiennie kojarzą się butelki wódki mezcal z zatopionymi larwami, czyli gusanos. Niegdyś były one podobno przysmakiem azteckich wielmożów. Sam trunek wytwarza się, podobnie jak tequilę, z agawy. Mezcal podają tu w mezcaleriach – knajpach podobnych do polskich barów z wódką i zakąską. 

Z agawy powstaje także inny meksykański specjał o nieco mniejszej zawartości alkoholu – pulque. Napijemy się go jednak tylko w jego ojczyźnie, ponieważ dłuższe przechowywanie tego napoju nastręcza trudności. Paniom polecam pulque o smaku brzoskwini albo innych słodkich owoców – to prawdziwe niebo w gębie!

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Pulque – meksykański napój alkoholowy

 

Dużą popularnością cieszy się tutaj również michelada, czyli piwo z solą, ostrym sosem i przyprawami. Meksykanie nierzadko doprawiają też ten trunek owocami morza, np. krewetkami lub małżami. Taka wersja nazywa się wtedy vuelve a la vida („powrót do życia”). Ponoć nic tak nie stawia na nogi po całonocnej zabawie zakrapianej mezcalem, jak właśnie szklanka michelady.

 

SPÓJRZ NA ŚWIAT ZE SZCZYTÓW PIRAMID

Kolonialny Meksyk został zbudowany na ruinach kultur prekolumbijskich. W trakcie wizyty w tym kraju nie sposób więc ominąć pozostałości po dawnych cywilizacjach. Chichén Itzá na Jukatanie słynie z cienia, który pełznie po schodach Świątyni Kukulkána w równonoc wiosenną i jesienną niczym wąż. W stanie Oaxaca w centrum historycznym Monte Albán zobaczymy, na czym polegała gra w pelotę. W stanie Veracruz zachwycą nas ogromne olmeckie kamienne głowy, a w położonym w dżungli Palenque będziemy podziwiać umiejętności astronomiczne Majów. W stolicy kraju w świetnie zaprojektowanym Narodowym Muzeum Antropologicznym (Museo Nacional de Antropología) dowiemy się, kim byli Aztekowie, Majowie i Zapotekowie oraz jak wiele z ich dawnych wierzeń znajdziemy w obecnej kulturze Meksykanów. Ja uwielbiam siedzieć na szczycie 63-metrowej Piramidy Słońca (Pirámide del Sol) w kompleksie Teotihuacán, leżącym ok. 45 km na północny wschód od Ciudad de México, i zastanawiać się, jak wyglądał świat z perspektywy budowniczych tego dawnego ośrodka, ludu, który żył tutaj na długo przed Aztekami.

FOT. SECTUR EDO. DE MEXICO

Kompleks archeologiczny Monte Albán

 

PPRZETAŃCZ NOC W RYTMACH SALSY I CUMBII

Niemal wszyscy Meksykanie mają taniec we krwi. Chętnie pokażą nam kilka kroków i figur, jeśli ich o to poprosimy, ale najszybciej nauczymy się ich sami w praktyce w jednym z lokalnych barów z muzyką na żywo. Do najpopularniejszych gatunków należą salsa i cumbia.

Miłośnicy dobrej zabawy muszą natomiast koniecznie wziąć udział w najwspanialszej fieście w Meksyku – karnawale w Veracruz (Carnaval de Veracruz). To niewątpliwie jedna z największych tego typu imprez na świecie (w 2014 r. będzie miała miejsce od 25 lutego do 5 marca). Wstęp na widownię podczas tzw. Pierwszej Wielkiej Parady (Primer Gran Desfile) kosztuje ok. 15 zł, a ostatniego, dziewiątego dnia karnawałowego szaleństwa jest już darmowy. Na początku na oczach wszystkich pali się kukłę uosabiającą Zły Humor (Mal Humor), a na koniec organizuje się pogrzeb Juana Carnavala. Na przyportowej scenie codziennie występują za darmo międzynarodowe sławy, a główny plac miasta (Zócalo) na całe noce przemienia się w wielki parkiet dla tłumów tańczących salsę!

 

ODWIEDŹ DOM FRIDY KAHLO I DIEGA RIVERY

Chyba najbardziej rozpoznawalną meksykańską artystką na świecie jest Frida Kahlo (1907–1954). Co ciekawe, jej sława zaczęła się dopiero po śmierci malarki. Za życia pozostawała w cieniu swojego męża, uznanego muralisty Diega Rivery (1886–1957). Oboje mieszkali w stołecznej dzielnicy Coyoacán, która dzięki nim zmieniła się w ulubione miejsce tutejszej bohemy. Wśród jej spokojnych uliczek do dziś wyczuwa się ówczesny klimat. Można tu spotkać spacerującego boso Wojciecha Cejrowskiego, posiadającego dom w okolicy. W weekendy warto wybrać się na targ rękodzieła artystycznego, a w tygodniu przejechać się zabytkowym tramwajem oraz zwiedzić liczne galerie, w tym Muzeum Fridy Kahlo (Museo Frida Kahlo). Mieści się ono w La Casa Azul (Niebieskim Domu), gdzie żyła razem ze swoim mężem. Warto wspomnieć, że Diego Rivera był reprezentantem pierwszego typowo meksykańskiego nurtu artystycznego – muralizmu. Wraz z innymi wielkimi twórcami, takimi jak David Alfaro Siqueiros (1896–1974) i José Clemente Orozco (1883–1949), w pierwszej połowie XX w. ściągnął na Meksyk uwagę całego świata sztuki, a jego dzieła zapisały się na zawsze na kartach historii. Monumentalne malowidła muralistów zdobią ściany gmachów publicznych w całym kraju. Podróżnikom zainteresowanym tym nurtem polecam odwiedzić Szkołę Muralizmu w mieście Oaxaca (Escuela de Muralismo de Oaxaca). Prowadzi ją zakochany w Polsce Jesus Gonzalez-Gutierrez. Sama urocza Oaxaca uchodzi natomiast za nieoficjalną stolicę artystów.

 

ZNAJDŹ SWOJĄ RAJSKĄ PLAŻĘ

Meksykańskie wybrzeże Pacyfiku kojarzy się większości turystów ze słynnym Acapulco. Złote lata tego kurortu już jednak minęły, a tłumy plażowiczów upodobały sobie teraz inne miejscowości wypoczynkowe, w tym modne ostatnio Puerto Escondido w stanie Oaxaca – królestwo surferów. Brzeg Oceanu Spokojnego przypadnie do gustu również amatorom pustych plaż, którzy na pewno znajdą tutaj raj dla siebie. Osoby wolące jedynie popływać sobie rekreacyjnie powinny zdecydować się na nieco spokojniejsze akweny: Atlantyk lub Morze Karaibskie. W rejonie tego ostatniego zamiast obleganego Cancún radzę wybrać malownicze Tulum, zaciszną Isla Mujeres – Wyspę Kobiet, lub imprezowe miasto Playa del Carmen. Na zapalonych nurków na półwyspie Jukatan w Meksyku czekają natomiast cenoty, czyli jaskinie wypełnione niesamowicie przejrzystą i wyjątkowo ciepłą (osiągającą ok. 26–27° C) wodą. Fantastyczne formacje stalaktytów i stalagmitów tworzą w nich magiczny krajobraz.

 

PODARUJ KOMUŚ CUKROWĄ CZASZKĘ

Mój znajomy artysta tatuażu, który ma studio w meksykańskim San Cristóbal de Las Casas w stanie Chiapas, mówi, że nie ma dnia, żeby ktoś nie prosił go o wytatuowanie czaszki. W Meksyku nie wydaje się to jednak żadną osobliwością. W Dniu Wszystkich Świętych ludzie wręczają sobie tu cukrowe czaszki z imieniem obdarowywanego, które mają przynosić szczęście. Po ulicach miast przechadzają się mimowie przebrani za pierwszą damę Meksyku – dystyngowaną kobietę kościotrupa La Catrinę. Do ludowego panteonu świętych dołączyła natomiast Santa Muerte (Święta Śmierć). Samo podejście Meksykanów do umierania jest zupełnie inne niż nasze. Dla nich życie i śmierć łączą się ze sobą nierozerwalnie i są jak dwie strony tej samej monety. La Catrina swoje istnienie zawdzięcza rysownikowi nazwiskiem José Guadalupe Posada (1852–1913).

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Wielobarwny karnawał w Veracruz

 

Na przełomie XIX i XX w. prezentował on ówczesne meksykańskie społeczeństwo jako sylwetki ludzkich szkieletów, niczym w średniowiecznych przestawieniach danse macabre. Święta Śmierć, odrzucana przez Kościół katolicki, stała się za to pocieszycielką i patronką wykluczonych: przemytników narkotyków, prostytutek czy homoseksualistów. Ten zaskakujący synkretyzm chrześcijaństwa i ludowych wierzeń ujrzymy m.in. na stołecznym targowisku Mercado de Sonora, gdzie figurki Santa Muerte leżą na jednym stoisku wraz z obrazkami z Jezusem i innymi świętymi. Na tym samym bazarze kupimy też akcesoria i mikstury do uprawiania białej i czarnej magii.


 

 

Artykuły wybrane losowo

Prowansja – śródziemnomorski skarb

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

                                                                                                              FOT. ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

<< Jeszcze nie tak dawno Prowansja była uznawana przez Francuzów za ojczyznę prowincjuszy. Z kolei obcokrajowcy postrzegali ten region jako istny raj, ale tylko dla bogaczy. Dziś turystów wciąż przybywa, a i sami mieszkańcy Francji uznali, że jest to miejsce godne uwagi i chętnie się tu osiedlają. >>

Ta historyczna kraina rozciąga się nad Morzem Śródziemnym, przy południowo-wschodniej granicy Republiki Francuskiej. Jej krajobraz kształtują z jednej strony Alpy, a z drugiej słoneczne Lazurowe Wybrzeże. Do najbardziej znanych miast na tym terenie zalicza się Niceę, Cannes, Tulon, Aix-en-Provence, Antibes, Saint-Tropez czy Marsylię. Ta ostatnia do końca 2013 r. będzie nosić zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (razem ze słowackimi Koszycami).

Więcej…

RPA – jeden raz to za mało

JAKUB WOLSKI

 

Republika Południowej Afryki (RPA), najdalej na południe położone państwo afrykańskie, jest rodzinnym krajem m.in. Johna Maxwella Coetzee’ego, laureata Literackiej Nagrody Nobla. Obowiązuje tu aż jedenaście języków urzędowych. W okolicznych wodach można spotkać np. wieloryby, a w miejscowych parkach i rezerwatach – tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli słonie, nosorożce czarne, lwy, bawoły i lamparty. Krajobraz RPA współtworzą sawanny, tereny górskie i wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego. Różnorodność stanowi nie tylko największy walor tego kraju, lecz także sprawia, że lista miejsc wartych odwiedzenia wydaje się tutaj nie mieć końca... Dlatego też wiele osób wraca w te strony wielokrotnie.

Pamiętam, jak kilka lat temu podróżowałem autobusem na trasie z południowoafrykańskiego Upington do Namibii. Usypiałem zmęczony podróżą, gdy przysiadł się do mnie pastor o buszmeńskich rysach, wracający do swojego domu na północy kraju. Zagadnął do mnie przyjaźnie i tak przez kilka kolejnych godzin rozmawialiśmy o realiach panujących w tej części świata. Po latach od tego spotkania detale toczonej dyskusji zupełnie zatarły się w mojej pamięci, ale pozostało jedno bardzo ważne zdanie: Always be aware, you’re in Africa. W wolnym tłumaczeniu: W Afryce zawsze miej oczy dookoła głowy.

Więcej…

„G’day, Aussieland” – z wizytą na antypodach

KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl


<< „No worries, mate” (z ang. „nie ma sprawy, stary”) powtarzają ciągle Australijczycy z uśmiechem na twarzy. Ten popularny zwrot pokazuje ich beztroskie podejście do przeciwności losu. W Australii każdy jest „mate” – kolegą, kumplem, dobrym znajomym. Z drugiej strony ten kontynent wydaje się bardzo niebezpiecznym miejscem dla człowieka. Czyhają tu na niego rekiny, włochate pająki i najbardziej jadowite na świecie węże. Czy jednak naprawdę powinniśmy się bać? Nie dowiemy się, jeśli nie zaryzykujemy. Zapraszam do niezmiernie interesującej krainy kangurów! >>

W II w. n.e. na mapie Ptolemeusza, greckiego astronoma, matematyka i geografa, pojawił się tajemniczy ląd, którego istnienie uczony założył na podstawie teorii mówiącej, że północny region świata musi równoważyć na południu jakaś ziemia. Zaczęto określać go mianem Terra Australis bądź Terra Australis Incognita (z łac. Ziemia Południowa, Nieznana Ziemia Południowa). To właśnie od tego wyrażenia wywodzi się nazwa najmniejszego na naszej planecie kontynentu (8,6 mln km² powierzchni) oraz 6. pod względem wielkości państwa na świecie (zaraz po Rosji, Kanadzie, Chinach, USA i Brazylii), które na nim leży. W kraju tym żyje prawie 24 mln ludzi, z czego 85 proc. mieszka w odległości 50 km od wybrzeża. Suchy i nieprzyjazny interior zasiedla rdzenna ludność tych stron – wyjątkowo wytrzymali Aborygeni.

Więcej…