OLA SYNOWIEC


<< Meksyk jest jak piniata. Ta popularna, szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia, tutejsza zabawa polega na rozbiciu kijem wiszącej pod sufitem kuli wypełnionej słodyczami. Na początku wydaje się ona tak twarda, że nie sposób jej przebić, ale już po kilku próbach pęka i wysypuje się z niej deszcz różnorodnych słodkości. Również Meksyk przy pierwszej wizycie sprawia wrażenie świata skrywającego przed obcokrajowcami mnóstwo tajemnic, lecz wystarczy nieco uporu, aby odsłonił przed nami wszystkie swoje wspaniałości. >>

To drugie pod względem powierzchni (niemal 2 mln km²) i liczby ludności (ponad 118 mln osób) państwo Ameryki Łacińskiej, zaraz po Brazylii, leży między Stanami Zjednoczonymi a Gwatemalą i Belize. Powszechnie kojarzy się m.in. z kadrami z filmu Roberta Rodrigueza Desperado, kapeluszami z szerokim rondem, orkiestrami mariachi, kaktusami czy tequilą. Warto jednak wiedzieć, że Meksykańskie Stany Zjednoczone to nie tylko coraz gęściej zaludnione miasta oraz małe wioski na odludziu, lecz także przepiękne plaże nad Pacyfikiem i Atlantykiem, olbrzymie wydmy Wielkiej Pustyni Altar – Gran Desierto de Altar, rozległa selwa w stanie Chiapas czy pasmo Kordyliery Wulkanicznej z najwyższym szczytem kraju wulkanem Citlaltépetl (Pico de Orizaba – 5610 m n.p.m.) oraz niezmiernie bogata kultura o wielu korzeniach.

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive chciałabym przedstawić Państwu 10 najbardziej fascynujących rzeczy, których – według mnie – należy doświadczyć w Meksyku. Mam nadzieję, że zestawienie to przybliży chociaż trochę obraz tego niezwykle pasjonującego kraju. 

 

KIBICUJ ZAMASKOWANYM „LUCHADOROM”

Lucha libre mexicana, czyli miejscowy rodzaj wrestlingu, to jedna z trzech meksykańskich świętości. Zawodnicy w maskach, tzw. luchadores, są tu czczeni niemalże tak samo, jak piłkarze i Matka Boża z Guadalupe – urastają do rangi bohaterów narodowych i wzorów do naśladowania dla dzieci. Każdy Meksykanin posiada swojego ulubieńca, któremu kibicuje. Na zawody fani tego sportu przychodzą w masce ukochanego luchadora. Według niektórych to charakterystyczne przebranie wywodzi się jeszcze z czasów azteckich, kiedy zakładanie stroju orła lub jaguara miało dać wojownikowi dodatkowe siły. Najbardziej znany meksykański zawodnik El Santo (1917–1984), czyli Święty, podobno nigdy swojej maski nie zdejmował i został w niej nawet pochowany.

Walki lucha libre w Meksyku symbolizują zmagania dobra ze złem, dlatego zapaśnicy dzielą się na técnicos (odgrywających role dobrych bohaterów) i rudos (złych i łamiących reguły gry). Na ringu można zobaczyć także kobiety. Walczą one jednak głównie dla mężczyzn, gdyż ich przebrania to stroje rodem z męskich fantazji. Podczas typowych meksykańskich rozgrywek wrestlingowych zobaczymy również słynny rzut karłem w stronę widowni. Ludzie bardzo niskiego wzrostu mają też własny przedział wagowy, zaś maskotką Consejo Mundial de Lucha Libre (Światowej Rady Lucha Libre) jest karzeł KeMonito.

 

ZJEDZ KONIKA POLNEGO I LODY Z CHILI

Potrzeba całego życia albo i nawet dwóch, żeby skosztować wszystkiego, co oferuje meksykańska kuchnia. Meksykanie jedzą dużo i lubią ostre przyprawy, ale głównymi pozycjami w ich menu nie są wcale burritos, nachos ani chili con carne. Te potrawy pochodzą tak naprawdę z kuchni teksańsko-meksykańskiej (Tex-Mex) powstałej w Stanach Zjednoczonych. W Meksyku najpopularniejszą przekąskę stanowią taco i quesadilla, które przyrządza się w tysiącu odmian. Oprócz klasycznego taco al pastor możemy tu spróbować takich dziwów, jak np. quesadilla z huitlacoche – grzybem pasożytującym na kukurydzianych kolbach, czy tortilla w kolorze niebieskim wyrabiana z mąki ze specjalnej odmiany kukurydzy. Meksykanie oprócz tego zajadają się konikami polnymi przyprawionymi czosnkiem albo chili. Podobno ten, kto ich skosztuje, na pewno do Meksyku wróci. Typowe meksykańskie połączenie smaków słodkiego z pikantnym znajdziemy choćby w lizakach z chili czy też lodach z ostrą polewą. Moim faworytem jest jednak mole poblano, czyli palący czekoladowy sos do kurczaka. Samo słowo „czekolada” pochodzi zresztą z azteckiego języka nahuatl, a uprawiana dziś w Europie papryka spopularyzowana została m.in. przez Hernána Cortésa (1485–1547), hiszpańskiego konkwistadora, który podbił tutejsze ziemie.

 

KUP KOSZULKĘ Z MATKĄ BOSKĄ Z GUADELUPE

W Meksyku za ważniejszą niż najbogatszy człowiek świata Carlos Slim Helú (z majątkiem szacowanym na 73 mld dolarów) i legendarni rewolucjoniści Emiliano Zapata (1879–1919) i Pancho Villa (1878–1923) uchodzi tylko Matka Boska z Guadalupe. Jej bazylika wznosi się na północy stolicy kraju i każdego dnia ściągają do niej tłumy wiernych, żeby zobaczyć cudowny obraz. Wedle legendy Maryja ukazała się Indianinowi Juanowi Diego i poprosiła o wybudowanie jej kapliczki, gdzie mogliby się modlić prości ludzie. Jednakże ówczesny miejscowy biskup nie dał wiary tej historii i zażądał dowodów. Podczas następnego spotkania Najświętsza Panienka poleciła Juanowi zebrać kwiaty, które ona następnie uplotła i włożyła w jego płaszcz – tilmę (ayate). Gdy Indianin rozłożył swoje okrycie przed hierarchą, kwietna wiązanka rozsypała się na podłogę, a na tkaninie pozostał utrwalony wizerunek Maryi. Ten sam, który teraz możemy oglądać w Bazylice Matki Boskiej z Guadalupe (Basílica de Santa María de Guadalupe) oraz na tysiącach medalików, koszulek i tatuaży. To cudowne wydarzenie miało ponoć miejsce 12 grudnia 1531 r., więc rokrocznie tego dnia miliony obywateli Ameryki Środkowej (i nie tylko!) przybywają tutaj na pielgrzymki. Tłumy te prezentują prawdziwy przekrój meksykańskiego społeczeństwa, ponieważ Matkę Boską z Guadalupe czczą niemalże wszyscy. Dlatego pod sanktuarium warto zaopatrzyć się w koszulkę z jej wizerunkiem. Otworzy nam ona w Meksyku każde drzwi i zmiękczy serca nawet podejrzanie wyglądających osobników.

 

ZAMÓW PIOSENKĘ U MARIACHI

Ubrani w ozdobne marynarki i sombrera mariachi grają często na urodzinach albo pogrzebach. Występują też w restauracjach czy po prostu na ulicach. Meksykanie chętnie proszą ich o swoje ulubione piosenki. W większych miastach można spotkać mariachi w stałych miejscach. Przykładowo w stolicy Meksyku – Ciudad de México – występują codziennie na placu Garibaldiego, gdzie napijemy się piwa w litrowych kuflach oraz za odpowiednią opłatą… zostaniemy porażeni prądem. Za 100 pesos (ok. 24 zł) zamówimy tutaj u zespołu mariachi trzy wybrane melodie. Wydawać by się mogło, że ci barwni muzycy to typowa atrakcja dla cudzoziemców, jednakże wciąż częściej grają oni dla Meksykanów niż zagranicznych turystów.

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Za kolebkę muzyki mariachi uważa się dzisiejszy stan Jalisco

 

Mariachi należą – oczywiście – do najbardziej znanych reprezentantów meksykańskiej muzyki, ale Meksyk ma w tej dziedzinie dużo więcej do zaoferowania. Podczas podróży przez ten kraj warto udać się do stanu Veracruz, aby posłuchać utworów w stylu son jarocho. To właśnie stamtąd pochodzi La Bamba, rozpowszechniona na całym świecie w wersji Ritchiego Valensa (1941–1959). Co ciekawe, w czasie występów grup grających son jarocho zespół i publiczność śpiewają razem, a tancerze wybijają butami rytm dla muzyków, dzięki czemu jednych i drugich nie dzieli praktycznie żadna granica. Wielbicieli popkultury powinny natomiast zainteresować takie gatunki, jak np. banda oraz norteño z typowymi narcocorridos – piosenkami o przemytnikach narkotyków i światku przestępczym.

 

SPRÓBUJ OSTREJ „MICHELADY”

Z Meksykiem niezmiennie kojarzą się butelki wódki mezcal z zatopionymi larwami, czyli gusanos. Niegdyś były one podobno przysmakiem azteckich wielmożów. Sam trunek wytwarza się, podobnie jak tequilę, z agawy. Mezcal podają tu w mezcaleriach – knajpach podobnych do polskich barów z wódką i zakąską. 

Z agawy powstaje także inny meksykański specjał o nieco mniejszej zawartości alkoholu – pulque. Napijemy się go jednak tylko w jego ojczyźnie, ponieważ dłuższe przechowywanie tego napoju nastręcza trudności. Paniom polecam pulque o smaku brzoskwini albo innych słodkich owoców – to prawdziwe niebo w gębie!

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Pulque – meksykański napój alkoholowy

 

Dużą popularnością cieszy się tutaj również michelada, czyli piwo z solą, ostrym sosem i przyprawami. Meksykanie nierzadko doprawiają też ten trunek owocami morza, np. krewetkami lub małżami. Taka wersja nazywa się wtedy vuelve a la vida („powrót do życia”). Ponoć nic tak nie stawia na nogi po całonocnej zabawie zakrapianej mezcalem, jak właśnie szklanka michelady.

 

SPÓJRZ NA ŚWIAT ZE SZCZYTÓW PIRAMID

Kolonialny Meksyk został zbudowany na ruinach kultur prekolumbijskich. W trakcie wizyty w tym kraju nie sposób więc ominąć pozostałości po dawnych cywilizacjach. Chichén Itzá na Jukatanie słynie z cienia, który pełznie po schodach Świątyni Kukulkána w równonoc wiosenną i jesienną niczym wąż. W stanie Oaxaca w centrum historycznym Monte Albán zobaczymy, na czym polegała gra w pelotę. W stanie Veracruz zachwycą nas ogromne olmeckie kamienne głowy, a w położonym w dżungli Palenque będziemy podziwiać umiejętności astronomiczne Majów. W stolicy kraju w świetnie zaprojektowanym Narodowym Muzeum Antropologicznym (Museo Nacional de Antropología) dowiemy się, kim byli Aztekowie, Majowie i Zapotekowie oraz jak wiele z ich dawnych wierzeń znajdziemy w obecnej kulturze Meksykanów. Ja uwielbiam siedzieć na szczycie 63-metrowej Piramidy Słońca (Pirámide del Sol) w kompleksie Teotihuacán, leżącym ok. 45 km na północny wschód od Ciudad de México, i zastanawiać się, jak wyglądał świat z perspektywy budowniczych tego dawnego ośrodka, ludu, który żył tutaj na długo przed Aztekami.

FOT. SECTUR EDO. DE MEXICO

Kompleks archeologiczny Monte Albán

 

PPRZETAŃCZ NOC W RYTMACH SALSY I CUMBII

Niemal wszyscy Meksykanie mają taniec we krwi. Chętnie pokażą nam kilka kroków i figur, jeśli ich o to poprosimy, ale najszybciej nauczymy się ich sami w praktyce w jednym z lokalnych barów z muzyką na żywo. Do najpopularniejszych gatunków należą salsa i cumbia.

Miłośnicy dobrej zabawy muszą natomiast koniecznie wziąć udział w najwspanialszej fieście w Meksyku – karnawale w Veracruz (Carnaval de Veracruz). To niewątpliwie jedna z największych tego typu imprez na świecie (w 2014 r. będzie miała miejsce od 25 lutego do 5 marca). Wstęp na widownię podczas tzw. Pierwszej Wielkiej Parady (Primer Gran Desfile) kosztuje ok. 15 zł, a ostatniego, dziewiątego dnia karnawałowego szaleństwa jest już darmowy. Na początku na oczach wszystkich pali się kukłę uosabiającą Zły Humor (Mal Humor), a na koniec organizuje się pogrzeb Juana Carnavala. Na przyportowej scenie codziennie występują za darmo międzynarodowe sławy, a główny plac miasta (Zócalo) na całe noce przemienia się w wielki parkiet dla tłumów tańczących salsę!

 

ODWIEDŹ DOM FRIDY KAHLO I DIEGA RIVERY

Chyba najbardziej rozpoznawalną meksykańską artystką na świecie jest Frida Kahlo (1907–1954). Co ciekawe, jej sława zaczęła się dopiero po śmierci malarki. Za życia pozostawała w cieniu swojego męża, uznanego muralisty Diega Rivery (1886–1957). Oboje mieszkali w stołecznej dzielnicy Coyoacán, która dzięki nim zmieniła się w ulubione miejsce tutejszej bohemy. Wśród jej spokojnych uliczek do dziś wyczuwa się ówczesny klimat. Można tu spotkać spacerującego boso Wojciecha Cejrowskiego, posiadającego dom w okolicy. W weekendy warto wybrać się na targ rękodzieła artystycznego, a w tygodniu przejechać się zabytkowym tramwajem oraz zwiedzić liczne galerie, w tym Muzeum Fridy Kahlo (Museo Frida Kahlo). Mieści się ono w La Casa Azul (Niebieskim Domu), gdzie żyła razem ze swoim mężem. Warto wspomnieć, że Diego Rivera był reprezentantem pierwszego typowo meksykańskiego nurtu artystycznego – muralizmu. Wraz z innymi wielkimi twórcami, takimi jak David Alfaro Siqueiros (1896–1974) i José Clemente Orozco (1883–1949), w pierwszej połowie XX w. ściągnął na Meksyk uwagę całego świata sztuki, a jego dzieła zapisały się na zawsze na kartach historii. Monumentalne malowidła muralistów zdobią ściany gmachów publicznych w całym kraju. Podróżnikom zainteresowanym tym nurtem polecam odwiedzić Szkołę Muralizmu w mieście Oaxaca (Escuela de Muralismo de Oaxaca). Prowadzi ją zakochany w Polsce Jesus Gonzalez-Gutierrez. Sama urocza Oaxaca uchodzi natomiast za nieoficjalną stolicę artystów.

 

ZNAJDŹ SWOJĄ RAJSKĄ PLAŻĘ

Meksykańskie wybrzeże Pacyfiku kojarzy się większości turystów ze słynnym Acapulco. Złote lata tego kurortu już jednak minęły, a tłumy plażowiczów upodobały sobie teraz inne miejscowości wypoczynkowe, w tym modne ostatnio Puerto Escondido w stanie Oaxaca – królestwo surferów. Brzeg Oceanu Spokojnego przypadnie do gustu również amatorom pustych plaż, którzy na pewno znajdą tutaj raj dla siebie. Osoby wolące jedynie popływać sobie rekreacyjnie powinny zdecydować się na nieco spokojniejsze akweny: Atlantyk lub Morze Karaibskie. W rejonie tego ostatniego zamiast obleganego Cancún radzę wybrać malownicze Tulum, zaciszną Isla Mujeres – Wyspę Kobiet, lub imprezowe miasto Playa del Carmen. Na zapalonych nurków na półwyspie Jukatan w Meksyku czekają natomiast cenoty, czyli jaskinie wypełnione niesamowicie przejrzystą i wyjątkowo ciepłą (osiągającą ok. 26–27° C) wodą. Fantastyczne formacje stalaktytów i stalagmitów tworzą w nich magiczny krajobraz.

 

PODARUJ KOMUŚ CUKROWĄ CZASZKĘ

Mój znajomy artysta tatuażu, który ma studio w meksykańskim San Cristóbal de Las Casas w stanie Chiapas, mówi, że nie ma dnia, żeby ktoś nie prosił go o wytatuowanie czaszki. W Meksyku nie wydaje się to jednak żadną osobliwością. W Dniu Wszystkich Świętych ludzie wręczają sobie tu cukrowe czaszki z imieniem obdarowywanego, które mają przynosić szczęście. Po ulicach miast przechadzają się mimowie przebrani za pierwszą damę Meksyku – dystyngowaną kobietę kościotrupa La Catrinę. Do ludowego panteonu świętych dołączyła natomiast Santa Muerte (Święta Śmierć). Samo podejście Meksykanów do umierania jest zupełnie inne niż nasze. Dla nich życie i śmierć łączą się ze sobą nierozerwalnie i są jak dwie strony tej samej monety. La Catrina swoje istnienie zawdzięcza rysownikowi nazwiskiem José Guadalupe Posada (1852–1913).

FOT. MEXIKANISCHES FREMDENVERKEHRSBÜRO

Wielobarwny karnawał w Veracruz

 

Na przełomie XIX i XX w. prezentował on ówczesne meksykańskie społeczeństwo jako sylwetki ludzkich szkieletów, niczym w średniowiecznych przestawieniach danse macabre. Święta Śmierć, odrzucana przez Kościół katolicki, stała się za to pocieszycielką i patronką wykluczonych: przemytników narkotyków, prostytutek czy homoseksualistów. Ten zaskakujący synkretyzm chrześcijaństwa i ludowych wierzeń ujrzymy m.in. na stołecznym targowisku Mercado de Sonora, gdzie figurki Santa Muerte leżą na jednym stoisku wraz z obrazkami z Jezusem i innymi świętymi. Na tym samym bazarze kupimy też akcesoria i mikstury do uprawiania białej i czarnej magii.


 

 

Artykuły wybrane losowo

Sardynia – miłość od pierwszego wejrzenia

 

ALEKSANDRA GĄSOWSKA

 

 Prawdopodobnie nie da się pojechać na Sardynię i nie wrócić zakochanym w jej klimacie, różnorodności, krajobrazach, atmosferze, kulturze, tradycjach, winie, jedzeniu i ludziach. Są tacy, którzy tu przybyli i już zostali. Aż trudno uwierzyć, że ten raj znajduje się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, bo już niespełna trzy godziny lotu od Polski.

 

Obecnie Polacy plasują się na dziewiątym miejscu na liście turystów ze świata najliczniej odwiedzających tę piękną wyspę. Ze względu zarówno na coraz bardziej efektywną promocję regionu, jak i uruchomione nowe połączenia lotnicze do Alghero (Wizz Air z Warszawy i Katowic) i Cagliari (Ryanair z Krakowa i Modlina), liczba naszych rodaków wybierających ten kierunek na spędzenie urlopu ciągle rośnie.

 

Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Sardynii nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć każdym zmysłem. Ta wyspa, która była wielokrotnie podbijana, dziś sama podbija serca turystów. Można poczuć się na niej jak dziecko w fabryce czekolady Willy’ego Wonki. Sardynia spełnia marzenia plażowiczów, miłośników sportów ekstremalnych, ludzi lubiących aktywnie spędzać czas w górach i na wodzie, rodzin z dziećmi i seniorów, poszukiwaczy zaginionych cywilizacji, kolekcjonerów wyjątkowego rękodzieła, osób uwielbiających uczestniczyć w barwnych lokalnych świętach i zabawach oraz prawdziwych smakoszy.

 

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

 

Sardyńska kuchnia wiele mówi o mieszkańcach wyspy, jej historii i miejscowych tradycjach i jest tak różnorodna jak sami Sardyńczycy. Królują w niej proste, lecz oryginalne i wyraziste smaki, lokalne zwyczaje kulinarne mieszają się z wpływami katalońskimi, arabskimi, liguryjskimi, rzymskimi, genueńskimi, pizańskimi i sabaudzkimi. Z powodu licznych najazdów wyspiarze często chronili się w głębi lądu i osiedlali w centralnej, górzystej jego części. Dlatego też Sardyńczycy zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a bardziej niż dania ze stworzeń morskich cenią sobie potrawy z warzyw, baraniny czy koźliny. Ziemię darzą zresztą niebywałym szacunkiem. Być może z tego względu Sardynia wiedzie prym wśród włoskich regionów specjalizujących się w uprawach biologicznych.

 

Bez wątpienia warto tu spróbować przepysznych kiełbas i salami, a w szczególności porceddu – młodego prosięcia (8–10 kg) pieczonego przez wiele godzin na ruszcie, przyprawionego jedynie solą morską i przygotowywanego tradycyjnie przez pasterzy ze wzgórz Barbagii. W tym rejonie hoduje się sardyńską rasę owiec (sarda), których mleko służy do produkcji znakomitych serów. Króluje wśród nich pecorino, w tym pecorino sardo. Co ciekawe, Sardynia jest największym wytwórcą pecorino romano i największym w Europie producentem serów owczych. Powstają tutaj również sery z koziego i krowiego mleka, np. pachnąca świeżością ricotta, która wyśmienicie smakuje z lokalnym miodem i cienkim, chrupiącym sardyńskim chlebem carasau (pane carasau). Ten ostatni przyrządza się według starej receptury. Piecze się go dwukrotnie – przed drugim razem płaski pszeniczny placek rozdziela się jeszcze na pół. Przepis na ten chleb został stworzony z myślą o pasterzach, którzy przebywali z dala od domu przez długie miesiące i potrzebowali zapasów jedzenia. Carasau sprawdzał się znakomicie jako prowiant, ponieważ nadaje się do spożycia nawet do roku od wypieczenia. Na Sardynii niemal w każdej miejscowości znajdziemy nieco inną odmianę tego pieczywa. Różne są także sposoby jego przyrządzania, a w procesie produkcji często uczestniczy kilka domostw.

 

Ze słodkich wypieków warto skosztować pokrytych cytrynowym lukrem ciasteczek mostaccioli czy rujoli z ricotty, kostek z pigwowej marmolady cotognata, orzechowych kulek bucconettos i babeczek zwanych cardinali (cardinales). Poza tym wyśmienicie smakują teżculurgiòni (culurgiònes) – swoim kształtem przypominają pierogi, a konsystencją polskie kopytka, tradycyjnie wypełnia się je nadzieniem z ziemniaków, sera i mięty.

 

Nadmorskie kurorty są rajem dla smakoszy ryb i owoców morza. Na pewno zachwycą ich podawane na rozmaite sposoby małże, langustynki (homarce), krewetki i kraby. Specjałem, którego nie można nie spróbować, jest bottarga, solona i suszona ikra cefala.

 

W sardyńskim winie da się wyczuć ślady czasów, kiedy wyspę zdobywali przedstawiciele różnych kultur, a w szczególności wpływy hiszpańskie. Na Sardynii występuje wiele odmian winorośli, zarówno tych uprawianych w innych regionach Morza Śródziemnego, jak i lokalnych, niespotykanych nigdzie indziej, takich jak Cannonau, Semidano, Nuragus, Girò, Monica, Torbato czy Vernaccia di Oristano. Do owoców morza doskonale pasuje schłodzone wyważone białe Vermentino. Do mięs natomiast Sardyńczycy rekomendują wina czerwone: wytwarzane już przez starożytne ludy Cannonau i cieszące się coraz większą popularnością Carignano del Sulcis.

 

 BOGATA HISTORIA

 

Sardynia to prawdziwa mozaika kultur. Można ją odkrywać całe życie i nigdy nie poznać w pełni. Niektórzy nawet twierdzą, że jest ona zaginioną Atlantydą, a tajemnicza starożytna cywilizacja nuragijska, która rozwijała się na wyspie od XIX do II w. p.n.e., osiągnęła świetność równą wspaniałości mitycznych Atlantów. Jej przedstawiciele nie pozostawili jednak po sobie żadnych tekstów, dlatego przez wiele lat ich kultura uznawana była za bardzo prymitywną i niezasługującą na uwagę. Dopiero od niedawna badacze interesują się nią coraz częściej. Najnowsze odkrycia dowodzą, że cywilizacja ta przeżywała swój największy rozkwit w okresie X–VIII w. p.n.e. Do dziś zachowały się m.in. groby gigantów, statuetki z brązu, rzeźby z piaskowca w Mont’e Prama i zagadkowe kamienne wieże, czyli nuragi. Tych ostatnich obiektów, wciąż w dobrym stanie, na całej Sardynii jest ok. 7 tys. Najwięcej znajduje się w Dolinie Nuragów (Valle dei Nuraghi) w centralnej części lądu. Co ciekawe, niektóre nuragijskie budowle przypominają bardzo architektoniczne konstrukcje z odległych krajów, np. święta studnia Funtana Coberta wBallao wygląda podobnie jak ta zachowana koło wioski Garlo w Bułgarii.

 

Do 238 r. p.n.e. na wyspie panowali Kartagińczycy, których wyparli Rzymianie. Ci pierwsi zostawili po sobie wiele śladów. Do czasów obecnych przetrwały m.in. fragmenty domów, cmentarzy czy sanktuarium (tofet) poświęcone bogini Tanit w starożytnym mieście Nora. Kilka stuleci wcześniej, ok. IX w. p.n.e. u wybrzeży Sardynii zbudowali swoje pierwsze porty handlowe feniccy żeglarze. W 540 r. p.n.e. Fenicjanie weszli w konflikt z miejscową ludnością i zwrócili się o pomoc do Kartaginy, która stopniowo podbiła większość wyspy. Po każdym najeździe rdzenni mieszkańcy przenosili się dalej w głąb lądu, na górzyste tereny Barbagii. Wśród Sardyńczyków nadal żywe jest przekonanie, że do ich małej ojczyzny niebezpieczeństwo zawsze przychodzi od morza. Na Sardynię zawitali również Grecy. W miejscu fenickiej osady założyli w VII w p.n.e. kolonię Olbia, później rozbudowaną przez Kartagińczyków. Obecnie to czwarte największe sardyńskie miasto (z 60 tys. mieszkańców). Znajdują się w nim port morski i lotnisko będące bramą do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda).

 

Po Rzymianach pojawili się tu Wandalowie (od 456 do 534 r.), Bizantyjczycy i Arabowie. Wyspa należała także do Genui i Pizy, a następnie papież Bonifacy VIII (ok. 1230–1303) podarował ją w 1295 r. władcom Aragonii (na mocy traktatu w Anagni). Kilkaset lat później była nawet krótko (przez kilka lat) w rękach Austrii, która wymieniła ją z Sabaudią na Sycylię. Od 1720 r. Sardynią rozporządzała dynastia sabaudzka i w wyniku tego w 1861 r. stała się ona częścią Włoch. Jednak do dziś wyspiarze mówią, że są przede wszystkim Sardyńczykami, a dopiero potem Włochami.

 

 SARDYŃSKA BARCELONA

 

 Do Alghero możemy dolecieć bezpośrednio z Warszawy i Katowic liniami Wizz Air (w sezonie letnim). Miasto zadziwia już od pierwszych chwil, ponieważ przyjezdni czują się w nim jak na hiszpańskim wybrzeżu. Takie skojarzenia przywodzi na myśl miejscowa architektura, układ uliczek, lokalna kuchnia, przypominający kataloński język (dialekt algherese, alguerés), którym posługują się mieszkańcy, czy też flaga miasta składająca się z żółto-czerwonych pasów. Nawet nazwiska wielu osób brzmią jak w Hiszpanii. Skąd na północnym wschodzie Sardynii wzięła się mała Barcelona (Barceloneta)? Otóż w 1354 r. Alghero zdobył król Piotr IV Aragoński (1319–1387). Sprowadził do niego nowych osadników, m.in. z Katalonii. W 1372 r. Aragończycy wysiedlili ostatnich miejscowych buntowników. Miała to być kara za spisek tutejszej wpływowej genueńskiej rodziny Doria.

 

Obecnie w mieście mieszka na stałe 44 tys. ludzi. Znajdują się w nim małe, klimatyczne restauracje, piękny nadmorski deptak sąsiadujący z aragońskimi basztami, marina i niewielki port, z którego można wyruszyć w rejs wzdłuż wybrzeża i do pobliskich Grot Neptuna (Grotte di Nettuno). Nocny spacer uliczkami urokliwej starej części Alghero, po tętniącym życiem i romantycznym nabrzeżu jest dobrym sposobem na dostrojenie zmysłów do nieśpiesznego rytmu tego niezwykłego miejsca, gdzie wystawy sklepów cieszą oczy wyrobami z wydobywanego nieopodal koralu oraz jedynej w swoim rodzaju ceramiki.

 

W dzień warto wybrać się na wycieczkę łodzią po wcześniejszym zaopatrzeniu się w prowiant – focaccię del Milese, przysmak polecany przez okolicznych mieszkańców. Jeśli nie wieje zbyt mocno, bez problemu dostaniemy się do wspomnianych Grot Neptuna, do których rejsy organizowane są praktycznie co godzinę. Dwa razy w ciągu dnia można także popłynąć na spotkanie z delfinami. Do jaskini dotrzemy również drogą lądową – schodami z 656 stopniami (Escala del Cabirol). Powstały w latach 50. XX w. i prowadzą w dół z malowniczego szczytu klifu Capo Caccia. Niezależnie od wyboru trasy, Groty Neptuna robią na odwiedzających ogromne wrażenie. To jedna z głównych atrakcji na Sardynii. W ich wnętrzu możemy poczuć się jak tytułowy bohater powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem w jaskini Golluma. W środku znajduje się słone jezioro Lamarmora o długości 120 m i szerokości 25 m, zasilane przez wodę morską. Choć ścieżka turystyczna ma 580 m, szacuje się, że system grot ciągnie się przez ok. 4 km. Oprócz jeziora, zachwyt budzą ogromne stalaktyty i stalagmity oraz nacieki jaskiniowe. Samo zwiedzanie trwa mniej więcej 40 minut, a wyprawa łodzią z portu w Alghero – 30–40 minut.

 

Pobyt w mieście dostarczy nam rozrywki na nawet kilka dni. Możemy leniwie wylegiwać się na jednej z okolicznych przepięknych plaż, wieczorami wyruszyć na zwiedzanie, wybrać się na zakupy w małych sklepikach, podziwiać zachody słońca przy orzeźwiającym aperitifie. W Alghero warto odwiedzić barokowy kościół jego patrona św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele Arcangelo). Kolorowa kopuła świątyni przepięknie mieni się w słońcu. Poza tym na zainteresowanie zasługuje pochodząca z XVI stulecia Katedra Matki Boskiej Niepokalanej (Cattedrale di Santa Maria Immacolata), skromna z zewnątrz, ale zachwycająca w środku, i XV-wieczny Kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco, przebudowany w XVI w.) w stylu katalońskiego gotyku. Otaczające zabudowania miejskie baszty i mury chronią je od czasów panowania Aragończyków. Alghero jest jednym z niewielu włoskich miast warownych, w których zachowało się w dobrym stanie ponad 70 proc. murów obronnych. Ciągną się od Forte della Maddalena do Torre di Sulis (Torre dell’Esperò Rejal). Na północny zachód od placu Sulisa (Piazza Sulis) wybrzeża bronią bastiony poświęcone sławnym żeglarzom i podróżnikom: Bastioni Cristoforo Colombo, Bastioni Antonio Pigafetta, Bastioni Ferdinando Magellano i Bastioni Marco Polo.

 

W okolicy Alghero znajduje się nekropolia Anghelu Ruju ze słynnymi grobowcami zwanymi domami wróżek (domus de janas). Wiek tego odkrytego na początku XX stulecia cmentarza szacuje się nawet na 5 tys. lat. Nieopodal miasta jest też kompleks nuragów wraz z otaczającą je wsią i największym obiektem – Palmavera. Budowle powstawały w epoce brązu i żelaza. Oprócz tego warto również wyruszyć na Capo Caccia, zanurzony w szmaragdowym morzu wapienny cypel z licznymi jaskiniami. W jego pobliżu znajduje się wiele miejsc nurkowych, to także odpowiedni teren na trekking lub wspinaczkę.

 

Poza tym w rejonie Alghero można żeglować, pływać motorówką, uprawiać snorkeling, surfować czy wybrać się na degustację wina do winnicy albo odpoczywać na jednej z tutejszych plaż. Niedaleko miasta leży malownicza Spiaggia Lido di San Giovanni. Najbardziej urokliwe plaże są oddalone stąd o zaledwie kilka minut jazdy autobusem lub samochodem. Należą do nich Maria Pia (ok. 4 km), Punta Negra (7 km), La Speranza (9 km), Le Bombarde (10 km), Lazzaretto (11 km) i Mugoni (16 km).

 

Na wspomnienie zasługuje też wreszcie La Pelosa w miejscowości Stintino (mniej więcej 55 km na północ od Alghero). Jej zdjęcia stanowią popularny motyw pocztówek. To jedna z najpiękniejszych plaż nie tylko na Sardynii, ale prawdopodobnie również na świecie. Turkusowe morze oblewa wybrzeże pokryte delikatnym, białym piaskiem. Nieopodal na małej wysepce wznosi się aragońska wieża (Torre della Pelosa). Woda jest przejrzysta i ciepła, można w niej brodzić wiele metrów od brzegu. Niestety, w sezonie La Pelosę wypełniają tłumy turystów. Warto ją jednak odwiedzić nawet tylko dla samego spektakularnego widoku.

 

 REJS PO ARCHIPELAGU

 

 W poszukiwaniu małych, urokliwych plaż koniecznie trzeba pojechać na północny wschód wyspy, czyli na Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Swoją nazwę zawdzięcza kolorowi wody, jaki morze przybiera w tej okolicy. Na całodniowy rejs po tutejszym malowniczym archipelagu La Maddalena (Arcipelago di La Maddalena) można wypłynąć z portu w Palau. Tylko wyspy La Maddalena, Caprera i Santo Stefano są zamieszkane, reszta (Spargi, Santa Maria, Budelli i Razzoli) pozostaje dzika i nietknięta ludzką ręką. W styczniu 1994 r. utworzono w tym rejonie Park Narodowy Archipelagu La Maddalena (Parco Nazionale dell’Arcipelago di La Maddalena).

 

Niektórych miejsc w tym niezmiernie ciekawym regionie nie będzie nam dane zobaczyć z bliska. Różową Plażę (Spiaggia Rosa) na Budelli wolno podziwiać jedynie z łodzi. Nazwano ją w ten sposób ze względu na barwę piasku. Charakterystyczne różowe drobiny to w rzeczywistości pokruszone pancerzyki otwornic Miniacina miniacea. Turyści nie mają już tutaj wstępu, ponieważ zabierali ze sobą na pamiątkę nietypowy piasek i w ten sposób niszczyli ten wyjątkowy zakątek. Na pozostałych wyspach również znajdziemy piaszczyste i otoczone skałami zatoczki. Promieniami słońca, przyjemnie ciepłą wodą i piękną przyrodą dookoła nas możemy cieszyć się na plażach na Santa Marii (Cala Santa Maria), Caprerze (Spiaggia di Cala Coticcio) i Spargi (Cala Corsara).

 

Na La Maddalenie pospacerujemy po wąskich uliczkach i zaułkach niewielkiego, uroczego miasteczka o tej samej nazwie. Na Caprerze z kolei odwiedzimy grób Giuseppe Garibaldiego (1807–1882). Ten włoski bohater narodowy umarł właśnie na tej wyspie. Przed śmiercią poprosił podobno o przestawienie swojego łóżka tak, aby mógł z niego widzieć morze.

 

Widok na zabytkowe Alghero od strony morza

Alghero panorama

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

 LUKSUS I NATURA

 

Costa Smeralda nosi jeszcze jeden przydomek, a mianowicie Wybrzeże VIP-ów. To tutaj największe gwiazdy odpoczywają z dala od błysków fleszy i przybywają miliarderzy, tu odbywają się wykwintne przyjęcia na wartych miliony dolarów jachtach. Do lat 60. XX w. ten rejon Sardynii był miejscem zupełnie dzikim i nieznanym. Mało żyzne ziemie, dziedziczone przez kobiety, nie mały dla Sardyńczyków wartości. Jednak gdy nad tą częścią wyspy przelatywał książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, od razu się w niej zakochał. Odkupił więc za grosze od lokalnych właścicieli ich działki i w ciągu dwóch dekad przemienił region w ekskluzywną enklawę dla znanych ludzi, którzy chcieli uciec przed zgiełkiem i rozgłosem.

 

W ten sposób powstała cała infrastruktura umożliwiająca turystom pobyt na Szmaragdowym Wybrzeżu. Osuszono nadbrzeżne mokradła, zbudowano międzynarodowe lotnisko w Olbii i hotele. Od podstaw wzniesiono miejscowość, która stała się synonimem luksusu. Porto Cervo zaprojektował znany włoski architekt Luigi Vietti (przy projektach na Costa Smeralda pracowali jeszcze Francuz Jacques Couëlle i jego syn Savin oraz Włoch Michele Busiri Vici), któremu Aga Chan IV wyznaczył wiele rygorystycznych wytycznych. Przede wszystkim książę zadbał o to, żeby ograniczyć do minimum ingerencję w środowisko naturalne. Architekt otrzymał zadanie wykorzystania zastanych walorów tego miejsca w taki sposób, aby jednocześnie stworzyć miasteczko funkcjonalne, komfortowe i wkomponowane w piękny krajobraz. Wszystkie materiały służące do budowy musiały być dostępne na wyspie. Domy w Porto Cervo nie przewyższają drzew, możemy spotkać tu budynki, w które skały czy roślinność zostały niejako wtopione. To wyjątkowy przykład symbiozy architektury z naturą. Kolory ścian odpowiadają barwie okolicznych skał, kostki brukowe są granitowe, bramy wjazdowe i tarasy wykonano z drewna cedrowego. Wszelkie instalacje ukryto pod ziemią, nie dostrzeżemy też żadnych reklam, ponieważ wieszanie plakatów jest surowo zabronione. Dodatkowo książę roboty budowlane zlecał miejscowej ludności. Dziś sardyńska branża turystyczna szczyci się tym, że za cel stawia sobie dbanie o środowisko naturalne. Gdy Aga Chan IV zaczynał realizować swoje pomysły na Szmaragdowym Wybrzeżu, to podejście wydawało się rewolucyjne.

 

W Porto Cervo znajdują się prywatne rezydencje, mały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), luksusowe butiki, restauracje i port, w którym ogromne wrażenie robią zacumowane w nim jachty. Dzięki wyjątkowo harmonijnie zaprojektowanemu otoczeniu podkreślającemu piękno krajobrazu tutejsza marina zachwyca bardziej niż ta w Monako. Porto Cervo jest miejscowością, jakiej nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie – ekskluzywną, lecz pełną klasy i nie narzucającą się swoim blichtrem naturze.

 

 OZDOBA WŁOCH

 

 Na północy wyspy nie sposób przeoczyć Castelsardo, prawdziwej perły wśród malowniczych sardyńskich miasteczek. Nad spienionymi morskimi falami i aragońską wieżą góruje w nim zamek. Historia miasta jest długa i pełna intrygujących zwrotów akcji. Za datę powstania Castelsardo przyjmuje się 1102 r., to jednak data umowna. Nowe osady zaczęto wznosić na Sardynii po 1016 r., czyli po pokonaniu muzułmańskiej flotyMudżahida (Mujāhida), władcy Denii, przez połączone siły Sardyńczyków, Pizańczyków i Genueńczyków. W geście wdzięczności za okazaną pomoc czterej królowie sardyńscy podarowali sojusznikom nieurodzajne ziemie nadmorskie, na których ci zbudowali twierdze i skąd rozpoczęli swoją ekspansję na wyspie. Tereny, gdzie dziś znajduje się Castelsardo, otrzymała wpływowa rodzina Doria z Genui, a zamek pozostawał w jej posiadaniu od 1102 do 1448 r. Usytuowana na wzniesieniu budowla była niezmiernie trudna do zdobycia, w środku zebrano zasoby wody pitnej i zapasy jedzenia na kilka lat oblężenia. Panowało przekonanie, że nikt nie podbije tak naprawdę Sardynii, jeśli nie zdobędzie tej fortecy. Początkowo nazywano ją Zamkiem Genueńskim (Castel Genovese), a po zagarnięciu jej przez Aragończyków – Zamkiem Aragońskim (Castel Aragonese). W 1527 r. flota rodziny Doria próbowała odzyskać twierdzę, ale – niestety – po kilku dniach oblężenia musiała przerwać atak. Przez kolejne wieki miasto i cała wyspa zmagały się z głodem i epidemiami. W 1720 r. Castel Aragonese przeszedł w ręce dynastii sabaudzkiej – Wiktor Amadeusz II (1666–1732) dostał Sardynię od Austrii w zamian za Sycylię. Kolejny król, Karol Emanuel III (1701–1773), zmienił w 1769 r. nazwę fortecy na Zamek Sardyński, czyli Castelsardo.

 

Obecnie w twierdzy znajdują się sale ślubne, a także Muzeum Plecionkarstwa Śródziemnomorskiego. Przedmioty z trawy morskiej wyplatano w różnych formach. Pełniły wiele funkcji – służyły za naczynia do użytku domowego, były stosowane do połowu ryb i skorupiaków, wykorzystywano je jako łodzie. W Castelsardo można kupić przepiękne tradycyjne kosze. Nawet jeśli nie należą do najtańszych, są praktyczną i oryginalną pamiątką, bardzo charakterystyczną dla Sardynii, podobnie jak wyroby z korka. Obok zamku wnosi się Konkatedra św. Antoniego Opata (Concattedrale di Sant’Antonio Abate), konsekrowana w 1622 r. Jej ołtarz zdobi XV-wieczny obraz Madonny z Dzieciątkiem na tronie. Warto zwiedzić też katakumby, w których powstała interesująca ekspozycja rzeźb i obrazów. Natomiast Kościół Matki Boskiej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria delle Grazie) zachwyca prostotą i skromnym wystrojem. W środku znajdziemy drewnianą rzeźbę Jezusa. W świątyni ma swoją siedzibę Bractwo Krzyża Świętego. Jeżeli dopisze nam szczęście, trafimy na próbę pieśni wielkanocnych, które mężczyźni ze wspólnoty zawsze wykonują w kwartetach. To magiczny, nieporównywalny do niczego rodzaj muzyki. W Wielki Poniedziałek (Lunissanti) w miasteczku odbywa się procesja z krzyżem, podczas której członkowie bractwa, odziani w białe szaty i szpiczaste kaptury, modlą się poprzez swój śpiew.

 

Castelsardo to niezwykłe miejsce. Podczas pobytu na północy Sardynii trzeba koniecznie je odwiedzić i spędzić tu choćby jeden dzień na spacerze i zwiedzaniu. Jeśli poczujemy się zmęczeni, możemy usiąść, aby napić się prosecco i posilić się sardyńskimi przysmakami, najlepiej w którejś z klimatycznych knajpek z przepięknym widokiem na wyjątkowy zamek będący jednym z symboli wyspy.

 

DZIKOŚĆ DUSZY

 

Widok na Nuoro, główny ośrodek miejski we wciąż dzikiej Barbagii

Barbagia2

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

W Sardynii łatwo się zakochać i to nie tylko w jej wspaniałych plażach, lecz także malowniczym górzystym wnętrzu lądu. Prawdziwym sercem tej wyspy, które bije nieustannie od dawien dawna, jest Barbagia. Przez zdobywców była nazywana krainą barbarzyńców i bandytów, ale tak naprawdę stanowi ona centrum ojczyzny Sardyńczyków. Tu rodziły się zwyczaje i tradycje. W tej surowej krainie hołdowano również kiedyś prawu wendety. Nad wioskami górują w niej skalne masywy Supramonte i Gennargentu z najwyższym szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.). Barbagia to raj dla osób kochających dziką naturę, wyprawy trekkingowe i wspinaczkę oraz… prostą, tradycyjną kuchnię. Charakterystyczne dla tego regionu są też murale – forma społecznej i politycznej ekspresji, których najwięcej znaleźć można w miasteczku Orgosolo. Mieszkańcy tej części wyspy wydają się niejako przyrośnięci do ziemi, a ta odwzajemnia to przywiązanie, choć każda ze stron w tym związku pozostaje tak samo wierna, jak i surowa.

 

JASKINIE I GOŚCINA U PASTERZY

 

Fragment świętej studni w osadzie nuragijskiej Sa Sedda ’e Sos Carros

 

Wykopaliska

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

Z Alghero warto wybrać się doBarbagii na wycieczkę jeepami. Wyrusza się na nią z samego rana, żeby o godz. 9.00 przesiąść się w miejscowości Oliena do samochodów i spędzić cały dzień na wyprawie po górach i jaskiniach urozmaiconej oglądaniem stanowiska archeologicznego. Widoki po drodze są przepiękne – gdy po opuszczeniu nadmorskich kurortów przeniesiemy się w głąb Sardynii, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Dobrze zabrać ze sobą przewodników, zwłaszcza osoby pochodzące z tego regionu, które z pasją opowiadają o każdym odwiedzanym miejscu i dzielą się historiami mrożącymi niekiedy krew w żyłach.

 

Jaskinia Sa Oche wita nas sylwetką spoglądającej z półki skalnej czarnej pantery. Otwór w skale przypomina dzikiego kota strzegącego przejścia. Temperatura powietrza znacznie się obniża już kilka metrów od wejścia do groty, co w letnim upale przynosi niezwykłą ulgę. Jaskinia jest tak naprawdę korytem górskiej rzeki wydrążonym przez jej nurt i przez część roku bywa całkowicie zalana. Zanim woda piętrząca się w podziemnych korytarzach wypłynie na zewnątrz, wydaje bardzo donośne odgłosy, czym ostrzega zamieszkujących dolinę ludzi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Stąd pochodzi nazwa groty. Sa Oche oznacza w języku sardyńskim „głos”.

 

Kolejny punkt wyprawy to stanowisko archeologiczne Sa Sedda ’e Sos Carros – nuragijska wioska zbudowana ok. 1300 r. p.n.e. Kompleks składa się z mniej więcej 150 okrągłych i owalnych chat, centralnej budowli i świątyni. Jednak ze względu na brak funduszy większa część osady nie została odkopana. Do zwiedzania udostępniono zespół świątynny. Powstał on ku czci bóstw wody. Jego centrum wyznacza święta studnia z widocznymi do tej pory głowami muflonów. Kiedyś równomiernie tryskała z nich woda.

 

W okolicy miasteczka Oliena znajduje się Su Gologone, krótki strumień zasilający rzekę Cedrino. W rzeczywistości tworzy on prawdopodobnie podziemną rzekę, której odkryty został jedynie mały fragment. Speleologom podczas kilku niebezpiecznych ekspedycji udało się zejść do tej pory maksymalnie na głębokość 135 m (w 2010 r.). Nad wodą wypływającą ze źródła wznosi się niewielki kościół. Na jego ścianach dostrzeżemy ślady po powodziach nawiedzających tę okolicę. Znaczą mury aż pod sam sufit.

 

Zaledwie kilka kilometrów od Olieny leży jedna z najdzikszych i najbardziej fascynujących części Sardynii – zatoka Orosei (Golfo di Orosei). Za jej wyjątkową ozdobę uchodzą wspaniałe plaże takie jak Cala Goloritzè, Cala Luna i Cala Mariolu oraz przepiękna jaskinia zwana Grotta del Bue Marino.

 

Po całodziennym zwiedzaniu doskonałym odpoczynkiem jest prawdziwa uczta u pasterzy, którzy już od rana przygotowują ricottę i przez wiele godzin pieką porceddu oraz inne mięsiwa. W cieniu drzew można wypocząć, napić się i najeść do syta, a nawet poznać nieco pasterskie zwyczaje. Na przystawkę pasterze podają zimne wędliny i oliwki, pane carasau z miodem i świeżą ricottą, a do tego czerwone wino Cannonau. Danie główne stanowią pieczone kiełbasy i rozpływające się w ustach prosię z rusztu. Na deser są owoce, sery owcze i kozie, liście sałaty rzymskiej polane miodem i… kieliszek grappy. Ten prosty posiłek dostarcza doznań kulinarnych godnych najlepszej restauracji.

 

To tylko krótki opis niewielkiego skrawka Sardynii, na której znajdziemy wszystko, czego turyści mogą zapragnąć. Na zboczach szczytu Bruncu Spina (1829 m n.p.m.) w masywie Gennargentu pojeździmy nawet na nartach. Dlatego po pierwszej wizycie i każdej kolejnej chce się tu znowu wrócić. Nie sposób też poznać do końca całej wyspy, zawsze odkrywa się na niej coś zupełnie nowego. Sardynia jest jednocześnie przystępna i tajemnicza, otwarta i zagadkowa, po prostu niezmiernie fascynująca.

 

Cala Goloritzè, niezmiernie fotogeniczna nieduża plaża w zatoce Orosei

Cala GoloritzÉ

© RENATA TRAVEL

 

 

Tajlandia – z miejskiej dżungli wprost do raju

MARCIN WESOŁY

                                                                                                             FOT. MARCIN WESOŁY

<< Tajlandia to kraj uśmiechniętych ludzi. My sami wkrótce po zawitaniu w jego gościnne progi zaczniemy odwzajemniać ten uśmiech zupełnie naturalnie i szczerze. Wszechobecna atmosfera spokoju oddziałuje na przybyszy już od pierwszych chwil i powoli zaczyna ich zmieniać. Turystom poprawia się nastrój i przestają myśleć o codziennych problemach. To prawdziwa magia Tajlandii. >>

Wydaje się, że tutaj łatwiej jest wypocząć, niż gdziekolwiek indziej na świecie. Dotyczy to również pozornie zabieganego Bangkoku, w którym także można odnaleźć swój azyl, oazę wytchnienia. Dzieje się tak zapewne za sprawą niezmiernie pogodnych i serdecznych Tajów. Już sam gest tajskiego powitania zwanego wai (dłonie złączone jak do modlitwy na wysokości piersi) promieniuje ciepłem i radością, których chcielibyśmy cały czas doświadczać. Mieszkańcy Tajlandii sprawiają wrażenie silnych jakimś im tylko znanym wewnętrznym spokojem. W tym miejscu nietrudno odzyskać równowagę psychiczną, tak potrzebną w pełnej stresów Europie.

Więcej…

Słodkie życie w Kalabrii

MARZENA PAWŁOWICZ

 

Jeśli zdecydujemy się na podróż na słoneczny południowy kraniec Włoch, będziemy czuć się na miejscu jak prawdziwi odkrywcy. W Kalabrii można delektować się pełnym relaksem nad ciepłym Morzem Tyrreńskim, odpoczynkiem na pięknych plażach, uprawianiem sportów wodnych, bogatą przyrodą, wspaniałymi zabytkami, przepyszną kuchnią i słynnym, przyjemnym dolce vita, czyli „słodkim życiem”.

Więcej…