Dubai.jpg

Najwyższy obecnie budynek na świecie – 830-metrowy Burdż Chali

©MATERIAŁY PRASOWE EMIRATES

 

Katarzyna Kałuża

Marcin Lewandowski

www.Travel-Bidder.com

 

O mieście, które wyłoniło się z piasków pustyni, słyszeliśmy bardzo wiele. Niewątpliwie nie ma w tym przypadku znaczenia, czy Dubaj kogoś fascynuje, czy raczej jest mu obojętny – wszystkich bez wyjątku wprawia w osłupienie fakt, że jego monumentalna zabudowa powstała w tak zaskakującym tempie. Sam słynny wieżowiec Burdż Chalifa (Burj Khalifa, niemal 830 m wysokości) urósł jak na drożdżach, otwarto go już w 6 lat po rozpoczęciu prac w 2004 r. W końcu nadszedł ten niesamowity moment i wyruszyliśmy z wizytą do niezmiernie interesujących Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). 


Przed rozpoczęciem zwiedzania chcieliśmy zdobyć mapkę ze wszystkimi drapaczami chmur w Dubaju, aby przestać mylić ich nazwy, ale powiedziano nam, że co kilka miesięcy musielibyśmy ją aktualizować, bo nowe budynki wyrastają tutaj niczym grzyby po deszczu. Dlatego do dziś nie wiemy, który z obiektów przy autostradzie E 11 (Sheikh Zayed Road – Drodze Szejka Zajida) należał do sieci Marriott. Spośród wszystkich tych dubajskich budowli wyróżnia się tylko kilka: hotel Atlantis, The Palm, czyli bastion nie do zdobycia dla zwykłych turystów, położony na skraju sztucznej wyspy Palma Dżamira (Palm Jumeirah), hotel Burdż Al Arab (Burj Al Arab) – wieżowiec w kształcie żagla widniejący na każdej pocztówce, oraz Burdż Chalifa – wciąż jeszcze najwyższy budynek świata, przypominający gigantyczną tytanową strzykawkę. W przypadku tego ostatniego duże wrażenie wywołuje informacja, że został zaprojektowany przez to samo amerykańskie biuro architektoniczne, które stworzyło One World Trade Center (Freedom Tower – Wieżę Wolności – wzniesioną w miejscu dwóch biurowców World Trade Center, zniszczonych na skutek zamachu z września 2001 r.) w Nowym Jorku.

Same Zjednoczone Emiraty Arabskie, położone na Półwyspie Arabskim, sąsiadują z Arabią Saudyjską i Omanem. Dzielą się na 7 emiratów. My zwiedziliśmy głównie ich stolicę Abu Zabi (Abu Dhabi) i Dubaj. O nich właśnie i o tym, co jeszcze można robić w tym kraju, chcielibyśmy opowiedzieć.

Naj Dubaj

SwatchGroup_tcm17-13889.jpg

Akwarium w galerii The Dubai Mall

©DUBAI AQUARIUM & UNDERWATER ZOO



Dubaj jest miastem rzeczy największych, najwyższych, najdroższych i najbardziej niesamowitych. Choć przed odwiedzinami w nim wiele osób myśli, że przecież oglądały wszystkie jego wspaniałości w telewizji lub na zdjęciach i cały ten blichtr wcale im nie zaimponuje, nie mogą się mocniej mylić. Gdy w Dubai Marinie rozejrzymy się dookoła, zobaczymy turkusowo-srebrno-złote drapacze chmur, które wyglądają jak elementy drogiej biżuterii – najpewniej paska od luksusowego szwajcarskiego zegarka marki Breitling. Kiedy wjedziemy na 124. piętro giganta Burdż Chalifa (na zewnętrzny punkt obserwacyjny położony na wysokości 452 m), żeby tylko rzucić okiem na okolicę, zatracimy się w podziwianiu panoramy miasta oraz fotografowaniu jej. Jeśli natomiast podczas przejażdżki metrem, które niczym statek widmo porusza się nie prowadzone przez nikogo, wyjrzymy przez okno na trasie nad poziomem głównej ulicy i spróbujemy policzyć budynki, a następnie podnieść głowę na tyle wysoko, aby dojrzeć wierzchołki wszystkich wieżowców, przekonamy się, że to niemożliwe. To jednak nie koniec zaskakujących wrażeń.

W największym tutejszym centrum handlowym – The Dubai Mall – znajduje się olbrzymia kaskada, lodowisko, szkielet dinozaura czy akwarium z rekinami, płaszczkami i innymi morskimi stworzeniami (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). Widok wielkiego drapieżnika przepływającego nad głową ochroniarza, pilnującego, żeby nikt nie zbliżał się do szyby zbiornika, to coś niesamowitego. Nic też nie bawi bardziej od płaszczki, która prezentuje brzuch z otworem gębowym przypominającym sympatyczny uśmiech. Niejedną kobietę o zawrót głowy przyprawi także stylizowany na tradycyjny targ czy wysadzane kryształami Swarovskiego szpilki wyeksponowane na obracających się szklanych stojakach jak eksponaty w muzeum. Poza tym mamy tu jeszcze wizualizację postępów budowy wieżowca Burdż Chalifa i ustawiony między kawiarniami wielki szkielet dinozaura, podświetlony setkami zmieniających kolory diod LED. Nawet smak koktajlów bananowego z daktylami lub tego ze świeżej guawy (odkrycie tego wyjazdu) jest zupełnie wyjątkowy.

Po zapadnięciu zmroku koniecznie trzeba udać się tam, gdzie ciągną tłumy, czyli przed tę olbrzymią galerię handlową na pokaz The Dubai Fountain – fontann na sztucznym jeziorze, które widoczne są ponoć nawet z kosmosu. My przyszliśmy na jeden z pierwszych spektakli wieczoru, zaczynający się o godz. 18.00. Tryskająca woda tańczyła dla nas przy muzyce Michaela Jacksona, sięgając niemal nieba. Żałowaliśmy tylko, że nie mogliśmy obejrzeć tego widowiska ze 124. piętra Burdż Chalifa lub z tarasu Armani Hotel Dubai. Niestety, za taką przyjemność musimy sporo zapłacić.

Wycieczka za miasto

Po obejrzeniu tych wszystkich dowodów potęgi człowieka i możliwości, jakie dają pieniądze, należy wybrać się na wyprawę do miejsca, gdzie sokoły zawracają – na pustynię. Najlepiej wyruszyć jeepem z odważnym kierowcą. Szybka jazda slalomem po pustynnych wydmach sprawia, że włosy stają na głowie. Uczestnicy rajdu dopiero po kilkunastu minutach zdobywają się na odwagę, aby głośniej się zaśmiać. To doskonała rozrywka, choć jedzie się właściwie całą karawaną wielu aut z zagranicznymi turystami.

Największą przyjemność takiej przejażdżki stanowi dotarcie do celu, czyli wcale nie tak skromnego tradycyjnego obozowiska wśród bezkresnych piasków pustyni. Gdy już się ściemni i podane zostaną specjały arabskiej kuchni, w tym wypiekany na miejscu chleb, zaczyna się niesamowite przedstawienie. Przed zgromadzonych gości wychodzi derwisz i zaczyna wirować. Czujemy się jak pod wpływem hipnozy, z tą różnicą, że oczy otwierają nam się coraz szerzej. Kiedy kręcąca się wraz z jego właścicielem szata nagle rozbłyska dziesiątkami lampek, do głowy przychodzi nam parada w Chinatown i wybuchamy z trudem powstrzymywanym śmiechem. Wciąż jednak nie możemy wyjść z podziwu dla tancerza, który od wielu minut nie przestaje obracać się wokół własnej osi.

Ognisko płonie, w powietrzu unosi się słodki zapach aromatycznego tytoniu do fajki wodnej i wtedy na wyłożonej barwnymi dywanami scenie pojawia się piękna tancerka brzucha. Jej ruchy są tak ponętne, że niemal chcemy jej przerwać i narzucić na jej ciało jakieś okrycie, bo przecież jesteśmy w państwie, w którym kobiety powinny skromnie ukrywać swoje wdzięki pod długimi szatami. Powstrzymujemy się jednak i dalej palimy sziszę, a potem zjadamy do końca resztki najlepszego na świecie hummusu i wreszcie ruszamy do wyjścia na dźwięk odpalanych silników samochodów. To był naprawdę dobry wieczór.

Historia a nowoczesność

Za dnia postanowiliśmy zapoznać się z miejscową historią i kulturą, więc udaliśmy się do Muzeum Dubajskiego (Dubai Museum) w najstarszej budowli w mieście – forcie Al Fahidi z ok. 1787 r. Na niewielkiej przestrzeni zgromadzono w nim naturalnych rozmiarów figury dawnych poławiaczy pereł, kupców i robotników, a także przedmioty znalezione przez archeologów. Największe wrażenie robi na nas ekspozycja poświęcona wyławianiu perłopławów. Przewodnik podkreśla, jak istotne znaczenie miało zaufanie między nurkiem, potrafiącym wstrzymać oddech dłużej niż przeciętny człowiek podczas lawirowania wśród niebezpiecznych gatunków ryb, a sternikiem, odpowiedzialnym za wyciągnięcie tego pierwszego z wody, gdy ten szarpnie za linę lub zbyt długo przebywa na dnie (co mogło oznaczać, że stało mu się coś złego lub… próbuje ukryć cenne znalezisko). Sama twierdza stoi pośrodku placu i wydaje się, jakby nikogo nie obchodziła. Nie widać wokół niej zbyt wielu turystów ani szczególnego ożywienia. Zupełnie jakby od tego reliktu przeszłości wszyscy chcieli się odciąć, a przecież w swojej skromności i prostocie jest niezwykle piękny, choć zdecydowanie odróżnia się od supernowoczesnej zabudowy miasta.

Po zwiedzeniu muzeum i fortu podążamy na tradycyjny Targ Złota (Gold Souq, Gold Souk). Szukamy słynnej sztabki, która waży ponoć tyle, że nie sposób jej podnieść, a ten, komu uda się ta sztuka, może ją zatrzymać. W końcu ją znajdujemy – 160 kg błyszczącego kruszcu chroni pancerna gablota. Rezygnujemy więc z próby z góry skazanej na niepowodzenie. Przewodnik prowadzi nas następnie do sklepu z największym pierścieniem i klejnotem na świecie. Przed nim już stoi tłum turystów robiących zdjęcia drogocennej ozdoby, która raczej pasowałaby na palec nowojorskiej Statui Wolności niż człowieka. Idziemy dalej, ignorując zaczepki tutejszych handlarzy, i docieramy do automatu ze złotem. Przyglądamy mu się z niedowierzaniem. Co dziwne, nie ustawia się do niego kolejka, nikt nie ma ochoty z niego skorzystać... W witrynach kolejnych sklepów widzimy istne dzieła sztuki – ubrania wykonane ze złotych blaszek. Na taką kreację z dużym prawdopodobieństwem skusiłaby się ekscentryczna piosenkarka Lady Gaga. Podziwiamy kunszt artystów, zachwycamy się odcieniami złota, a odchodząc, zastanawiamy się, czy aby na pewno kupienie tutaj jakichś pamiątek w ramach inwestycji nie byłoby dobrym pomysłem…

Spotkanie w porcie

Nadchodzi zmrok, więc kierujemy się w stronę portu. Czeka tam na nas spora łódź oświetlona lampionami. Zanim wejdziemy na jej pokład, chcemy jeszcze przejść się wzdłuż nabrzeża, aby przyjrzeć się rybakom oporządzającym dzisiejszy połów. Tuż przed nami na chodniku ląduje nagle stos przeróżnych ryb. Miejscowi sortują je, nie zwracając na nas uwagi, a my uświadamiamy sobie, że nareszcie jesteśmy wśród prawdziwych dubajczyków – mieszkańców, którzy wprawiają w ruch całą tę imponującą machinę. Spędzamy tu dłuższą chwilę. Nie krępujemy się wejść na pobliską łódkę i zajrzeć do dziury pod pokładem, z której jeden z rybaków wyrzuca świeżą zdobycz. Swoim zachowaniem wywołujemy tylko uśmiech na twarzach pracujących ludzi.

Zadowoleni wracamy na nasz mały statek. Czekają już na nas stoliki i bufet zrobiony z tradycyjnej łódki dau (dhow). Do jedzenia przygotowano nam soczyste owoce, typowe arabskie potrawy i dania kuchni włoskiej przyrządzane na naszych oczach. Po całym dniu chodzenia po Dubaju z radością rozsiadamy się wygodnie na górnym pokładzie, chłodzimy wiatrem i podziwiamy światła miasta. Nasza uwaga znów skupia się na lesie ogromnych hoteli. Właściwie założenie prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich (urzędującego od listopada 2004 r. Chalifa ibn Zajida Al Nahajjana) jest słuszne – gdy ropa się skończy, zostaną turyści, których liczba powiększa się znacząco z roku na rok.

Luksus i szybkie samochody

Galleria-Ferrari.jpg

Model bolidu Formuły 1 w parku tematycznym Ferrari World Abu Dhabi

©FERRARI WORLD ABU DHABI



Ponieważ czujemy jeszcze pewien niedosyt, następnego dnia wsiadamy do auta i pokonujemy korki stulecia, aby dojechać do stolicy kraju, czyli Abu Zabi. Nasz opiekun zabija czas, opowiadając o zamiłowaniu szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma (premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich i emira Dubaju) do przejażdżek po miejskich ulicach. Podobno sam prowadzi samochód, nie korzysta z usług ochrony, a nawet wtapia się w tłum rodowitych mieszkańców (którzy w 9,5-milionowych Zjednoczonych Emiratach Arabskich stanowią zaledwie ok. 15 proc.), żeby podpytać, co u nich słychać.

Wreszcie docieramy do granic miasta. Można je chyba śmiało porównać z ekskluzywną dzielnicą Bel Air w kalifornijskim Los Angeles, a to ze względu na eleganckie wille należące do znamienitych abuzabijczyków i członków rodziny emira Abu Zabi (Al Nahajjan). Mijamy imponujący, lecz nieczynny tego dnia dla odwiedzających Wielki Meczet Szejka Zajida wzniesiony z białego marmuru. Doskonale wiemy, gdzie chcemy jechać. Za cel obraliśmy sobie uważany za najbardziej luksusowy hotel na ziemi – Emirates Palace. Gdy się do niego zbliżamy, przekonujemy się, że wcale się nie zawiedliśmy – obiekt jest niesamowity, a myśleliśmy, iż już nic nas w tym kraju nie zaskoczy. W środku na gości czekają rozległe wnętrza ozdobione złoceniami i ręcznie tkanymi dywanami za milion dolarów za sztukę, klucze do pokoi w kształcie złotych monet i kawa z wielbłądzim mlekiem i płatkami złota oraz bankomat, zamiast banknotów wypłacający sztabki złota. Naprawdę trudno nie być pod wrażeniem.

Wreszcie przyszła pora na rozładowanie emocji, a to najlepiej wychodzi w Ferrari World Abu Dhabi – wielkim kompleksie poświęconym tej jednej z najbardziej ekskluzywnych marek samochodów na świecie. Okazało się, że dwie godziny to za mało, żeby obejść wszystkie tutejsze atrakcje i sfotografować każdy model auta w tym parku tematycznym. Sporo czasu straciliśmy jednak na czekanie w kolejce do pierwszego rzędu Formula Rossa, gdyż za punkt honoru wyznaczyliśmy sobie, że pojedziemy na samym przedzie najszybszej kolejki górskiej na naszym globie (rollercoastera w kształcie bolidu Formuły 1), a wszelkie niepożądane konsekwencje z tym związane zostaną tylko między nami i na zawsze w Abu Zabi. Na koniec mogliśmy sobie pozwolić jedynie na skorzystanie z przeznaczonej dla dzieci rozrywki Speed of Magic, która choć była seansem kina 4D, wywołała jeszcze bardziej niechciane skutki niż przejażdżka z prędkością 240 km/godz. Mimo to niczego nie żałujemy.

Z wiatrem we włosach

shoping1_copy.jpg

Powstałe 10 lat temu duże centrum handlowe Ibn Battuta Mall w Dubaju

©GOVERNMENT OF DUBAI, DEPARTMENT OF TOURISM AND COMMERCE MARKETING


Zjednoczone Emiraty Arabskie to także świetne miejsce na aktywny wypoczynek. Wielbiciele tego typu spędzania czasu mają tu do wyboru różne propozycje.

Dużą popularnością cieszą się w tym kraju sporty motorowe. Ze względu na sprzyjające przepisy podatkowe jego zamożni mieszkańcy mogą kupować kolejne nowe samochody. Niektóre auta kosztują tutaj nawet o połowę mniej niż w Europie. Oprócz tegolokalne ceny paliw zaliczają się do najniższych na świecie (ok. 1,5 zł za litr benzyny), a wielopasmowe autostrady, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 140 km/godz., zapewniają szybką i wygodną komunikację. W godzinach szczytu tworzą się co prawda korki, ale nie zniechęca to zmotoryzowanych, bo wiedzą, że szejk wkrótce każe wybudować nowe drogi lub poszerzyć istniejące, aby ten problem rozwiązać. Dodatkowo w Abu Zabi znajduje się tor Formuły 1 (Yas Marina Circuit) i wspomniane centrum Ferrari World Abu Dhabi, gdzie oprócz szalonej przejażdżki najszybszym rollercoasterem na ziemi można pościgać się na gokartach i na symulatorze jazdy F1 oraz skorzystać z mnóstwa innych niesamowitych atrakcji. Dla tych osób, które nie przepadają za pędzącymi kolejkami, przygotowano m.in. wystawę samochodów czy bolid Ferrari udostępniony do pamiątkowych zdjęć.

Abu Zabi promowano niedawno w filmie Szybcy i wściekli 7, w którym bohaterowie dokonywali zapierających dech w piersiach wyczynów kaskaderskich w swoich autach. Wszystko to sprawia, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich panują idealne wręcz warunki do uprawiania wszelkiego rodzaju sportów motorowych.Prawie każde miejscowe biuro podróży oferuje wyprawy off-roadowe na pustyni, podczas których istnieje dodatkowo możliwość jazdy na quadach. Jeśli ktoś zostawi samochód w garażu, ma do dyspozycji szybki i wygodny transport publiczny, w tym w pełni zautomatyzowane ciche metro wyposażone w klimatyzację. Równie sprawnie funkcjonuje także sieć autobusowa, a przystanki są klimatyzowane. Dlatego też na miejskich ulicach (poza centrum) właściwie nie widać pieszych.

Zapaleni biegacze również nie muszą rezygnować ze swojej ulubionej aktywności podczas wizyty w tym kraju. Jogging najlepiej jednak uprawiać już po zapadnięciu zmroku, kiedy temperatura powietrza znacznie się obniża, a ruch uliczny – zmniejsza. Ponieważ w Zjednoczonych Emiratach Arabskich odnotowuje się bardzo niski poziom przestępczości, wieczorem można się tu czuć bezpiecznie. Mimo to bieganie np. po Dubaju wcale nie jest takie łatwe. Wzdłuż ulic nie zawsze są poprowadzone chodniki, a skrzyżowania, poza ścisłym centrum, raczej nie przewidują przejść dla pieszych. Większość amatorów tego sportu udaje się zatem do Parku Safa (największego terenu zielonego w mieście, zajmującego powierzchnię 64 ha), w którym znajduje się długa na 3,4 km pętla. To zdecydowanie najlepsza dostępna dubajska ścieżka biegowa.

Na śniegu i w wodzie

Jeśli ktoś sądzi, że na Półwyspie Arabskim nie da się zaznać uroków białego szaleństwa, to bardzo się myli. Taką właśnie rozrywkę oferuje Ski Dubai – pierwszy całoroczny kryty ośrodek narciarski na Bliskim Wschodzie. Zbudowano go w jednym z większych centrów handlowych w Dubaju, czyli Mall of the Emirates. Zajmuje on powierzchnię 22,5 tys. m² (tyle, co 3 pełnowymiarowe boiska do piłki nożnej). Na tym pokrytym prawdziwym śniegiem terenie znajduje się 5 różnych tras, z których najdłuższa ma 400 m. Na jazdę na nartach lub snowboardzie można zdecydować się spontanicznie. Miła obsługa pomaga gościom zarejestrować się i wypożyczyć dopasowany sprzęt oraz odpowiedni strój. Swoje rzeczy zostawia się w depozycie. Standardowy bilet upoważnia do 2-godzinnego pobytu na sztucznym stoku. Trzeba jednak pamiętać, że pomimo panujących na zewnątrz upałów (30–40°C) w ośrodku Ski Dubai temperatura spada nawet do -4°C, a ryzyko odniesienia kontuzji jest takie samo jak w górach. Dlatego warto założyć czapkę i rękawiczki, a jeśli dopiero stawia się pierwsze kroki w sportach zimowych, skorzystać z opieki instruktora. Osobom, które wolą uprawiać narciarstwo w naturalnych warunkach, polecamy sandskiing albo sandboarding, czyli jazdę na nartach lub desce po piaszczystych wydmach.

W gorącym klimacie człowiek instynktownie myśli o wskoczeniu do wody. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich każdy z 5-gwiazdkowych hoteli oferuje możliwość popływania w basenie. Dla wielbicieli tego typu rozrywek powstały rozległe parki wodne: Wild Wadi i Aquaventure Waterpark w Dubaju, Wadi Adventure w Al-Ajn, Dreamland Aqua Park w Umm al-Kajwajn oraz niesamowity Yas Waterworld w Abu Zabi.Na obszarze całego państwa nie ma rozwiniętej sieci rzecznej, ale jego terytorium posiada dostęp do zatok: Perskiej i Omańskiej. Pod opieką ratowników można kąpać się np. przy plaży Saadiyat w Abu Zabi (Saadiyat Public Beach). Poza tym na wybrzeże ściągają amatorzy snorkelingu, nurkowania, surfingu, wind- i kitesurfingu, kajakarstwa, wędkarstwa oraz przejażdżek skuterami wodnymi.

Wszystkie odwiedzane przez nas hotele wyposażone były też w klimatyzowane sale do zajęć fitness. Sposobów na aktywne spędzanie czasu w tym kraju znajdziemy zresztą jeszcze wiele. Należą do nich m.in. wycieczki po Dubaju wypożyczonym rowerem miejskim, wyprawy konne lub na wielbłądach, jazda na łyżwach (np. w Dubai Mall), a także gra w paintball (w ośrodku Pursuit Games Paintball Dubai).

Osoby z zasobniejszym portfelem mogą również wykupić lot helikopterem, balonem (Balloon Adventures Emirates) bądź samolotem i skoczyć ze spadochronem (Skydive Dubai). Zwolenników spokojniejszych rozrywek zapraszają tutejsze profesjonalne pola golfowe. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich na pewno nikt nie będzie się nudził.

Całkiem inne miasto

W Dubaju i Abu Zabi czas płynie niezmiernie szybko. Nasze tygodniowe zwiedzanie obu miast zakończyliśmy tak z poczuciem satysfakcji, jak i niedosytu. Nie zdołaliśmy przecież zobaczyć jeszcze tylu rzeczy i poznać wszystkich oferowanych przez nie atrakcji. Gdy wjeżdżaliśmy do Dubaju, nasz towarzysz podróży pokazał nam jeden z placów budowy i powiedział: Zapamiętajcie to miejsce i te fundamenty. Kiedy tutaj następnym razem zawitacie, będzie tu już stał nowy budynek, a całe miasteczko, według założeń, zostanie oddzielone od stałego lądu i znajdzie się na wyspie. Istnieje szansa, że zobaczymy to za rok. Mamy więc po co wracać.

Artykuły wybrane losowo

Panama – pomost między Amerykami

HANNA BORA

www.sledznas.com

 

« Przed naszym wyjazdem do Panamy nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań z nią związanych. Chcieliśmy zobaczyć słynny Kanał Panamski i rajski archipelag San Blas. Ten niewielki kraj Ameryki Centralnej zaskoczył nas jednak nie tylko pięknymi krajobrazami i życzliwością mieszkańców, ale też ogromną różnorodnością kulturową. »

Więcej…

Malta – kraina cudów

AGNIESZKA KAMIŃSKA

<< Mozaika wielu kultur czyni Maltę jednym z najciekawszych miejsc na urlop dla miłośników historii, architektury i sztuki. Dzięki znakomitym warunkom do uprawiania rozmaitych aktywności odnajdą się tutaj również amatorzy sportów wodnych, plażowicze, zakochane pary i spragnieni wrażeń imprezowicze. To niezmiernie ciekawy kraj. Każdego roku odwiedzają go prawie 2 mln turystów. Ze względu na swoje specyficzne położenie archipelag ten stanowił przez wieki wyjątkowe miejsce, w którym spotykały się i mieszały ze sobą wpływy europejskie, afrykańskie i azjatyckie.>>

 

Gwiaździsty Fort św. Elma na końcu półwyspu Sciberras w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

Wyspy Maltańskie leżą na Morzu Śródziemnym na wysokości Tunezji. Trzy największe – Malta, Gozo i Comino – są zamieszkałe. Archipelag należy do jednego z najmniejszych krajów Europy (316 km² powierzchni i ok. 450 tys. ludności), czyli Republiki Malty. Jej stolicą jest Valletta.

Łagodny klimat wysp sprawia, że warto je odwiedzić nie tylko w sezonie letnim. Słońce świeci tu przez mniej więcej 300 dni w roku. Dlatego to znakomite miejsce na zorganizowanie np. wyjazdu majowego.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Według jednej z teorii Malta zawdzięcza swoją nazwę Fenicjanom (wywodzi się ją od fenickiego słowa maleth oznaczającego „przystań” lub „port”), którzy zaczęli przybywać na wyspę ok. 800–700 r. p.n.e. Jednak początki cywilizacji w tej części Europy sięgają 5200 lat p.n.e., a pierwszymi osadnikami na archipelagu byli mieszkańcy pobliskiej Sycylii. Największymi tutejszymi ciekawostkami archeologicznymi są budowle megalityczne. Te prehistoryczne obiekty po prostu trzeba zobaczyć.

Jednym z nich jest kompleks Ġgantija znajdujący się na Gozo. Należy on do najstarszych budowli na świecie – ma ok. 1 tys. lat więcej niż słynne piramidy w egipskiej Gizie (eksperci szacują, że powstał między 3600 a 3200 r. p.n.e.). Z daleka przypomina nieco kamienny krąg Stonehenge, choć z pewnością trafia tu o wiele mniej turystów niż pod Salisbury w południowej Anglii. Ġgantija razem z kompleksami Tarxien, Ħaġar Qim, Mnajdra, Skorba i Ta’ Ħaġrat na Malcie została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niewątpliwą atrakcją dla osób zainteresowanych prehistorią jest też podziemne Hypogeum Ħal-Saflieni w miejscowości Paola. Wiedzę na temat dziejów archipelagu można pogłębić w Narodowym Muzeum Archeologicznym (National Museum of Archaeology) w Valletcie.

Miłośnicy architektury będą Maltą zachwyceni. Przez kolejne stulecia mieszały się tu wpływy różnych kultur. Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie – wszyscy oni pozostawili po sobie ślady w postaci budynków sakralnych i użyteczności publicznej. Wyjątkowo duże znaczenie w dziejach wyspy miał okres panowania zakonu joannitów (1530–1798). Po osiedleniu się na Malcie przyjęli oni nazwę kawalerów maltańskich. Do dziś zachowały się wzniesione przez nich niegdyś masywne fortyfikacje (ze słynnym Fortem św. Elma w Valletcie), charakterystyczne mury miejskie i liczne świątynie.

 

KRAJ KOŚCIOŁÓW

Pierwsze, co zauważa się po przybyciu do tego niewielkiego wyspiarskiego państwa, to fakt, że jest tutaj bardzo jasno i świetliście. Wysokie kamienice ozdobione kolorowymi drewnianymi balkonami, mury miast, forty i kościoły zbudowane są z piaskowca, który doskonale odbija promienie słoneczne i pięknie kontrastuje z błękitem nieba.

Malta to wyspa świątyń. Kościołów katolickich znajduje się na niej podobno tyle, ile dni ma rok. Budowle sakralne górują nad miastami i wioskami. Najsłynniejszą z nich jest XVI-wieczna Konkatedra św. Jana w Valletcie – jej wnętrze uchodzi za jeden z najlepszych przykładów stylu barokowego w Europie. Pielgrzymują do niej tłumnie również miłośnicy sztuki, m.in. ze względu na obraz włoskiego malarza Caravaggia z 1608 r. Ścięcie św. Jana Chrzciciela.

Do ciekawszych obiektów sakralnych na Malcie należy także Rotunda w Moście, czyli neoklasycystyczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z lat 1833–1860. Jest on wzorowany na rzymskim Panteonie, a wewnętrzna średnica jego kopuły wynosi ponad 37 m. W zakrystii znajduje się replika niemieckiej bomby, która została zrzucona w czasie II wojny światowej na świątynię i nie wybuchła, co uznano za cud.

Również Gozo znaczą liczne kościoły. Duże wrażenie robi Bazylika Ta’ Pinu – jej wyniosły gmach wyrasta pośrodku niczego w pobliżu miejscowości Għarb. Ze względu na odnotowane w niej cuda świątynia ta jest celem pielgrzymek katolików.

Turyści zainteresowani zwiedzaniem miast najlepiej będą się czuli w stolicy Malty. Vallettę wypełniają zabytki – na jej niewielkim obszarze (zaledwie 0,8 km2) znajduje się ich aż 320. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

  

Przepiękne, bogato zdobione wnętrze Konkatedry św. Jana w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

SACRUM I PROFANUM

Maltańczycy uchodzą za jeden z najbardziej religijnych narodów w Europie. Katolicyzm jest w ich kraju religią państwową, a prawie 90 proc. mieszkańców deklaruje praktykowanie wiary. Co ciekawe, w języku maltańskim, spokrewnionym z arabskim, na określenie Boga używa się słowa Alla. Ze względu na dużą liczbę miejsc kultu religijnego wyspy, a szczególnie Gozo, są celem pielgrzymów z całej Europy. Na trasie pielgrzymki nie może zabraknąć m.in. drogi krzyżowej z figurami naturalnej wielkości, znajdującej się na wzgórzu Ta’ Għammar (tuż obok wspomnianej już Bazyliki Ta’ Pinu), czy 12-metrowej kopii posągu Chrystusa Odkupiciela z brazylijskiego Rio de Janeiro, wznoszącej się nad miejscowością Żebbuġ.

Maltańska religijność sprawia wrażenie bardzo radosnej, a kult świętych często manifestuje się tu w postaci fiest, podczas których sacrum przeplata się z profanum. Jedną z okazji do świętowania jest dzień patrona miejscowości lub kościoła. Świątynie ozdabia się wtedy kolorowymi lampkami i girlandami, odbywają się uroczyste procesje, a wieczorem odpalane są sztuczne ognie. Do najhuczniej obchodzonych uroczystości należy wspomnienie rozbicia się okrętu ze św. Pawłem na pokładzie u wybrzeży Malty (10 lutego).

Wydarzeniem, które przyciąga rzesze turystów, jest obchodzony zimą widowiskowy karnawał. Przez kilka dni ulice miast wypełnia wówczas kolorowy tłum w fantazyjnych przebraniach, a festyny trwają do białego rana. Zwieńczenie tego radosnego okresu stanowi Grand Finale na St. Anne’s Street we Florianie z paradą z platformami i pokazem fajerwerków. Karnawał hucznie obchodzi się także w Nadur na Gozo.

Malta jest również wyspą kultury. Przez cały rok organizuje się na niej dziesiątki ważnych wydarzeń kulturalnych. W maju odbywa się Malta World Music Festival, w czerwcu – Valletta Film Festival, a w lipcu – Malta International Arts Festival (w 2018 r. rozpoczyna się 29 czerwca), łączący sztuki wizualne z tańcem, operą, teatrem i filmem i przyciągający artystów z całego świata. Lato to też okres plenerowych imprez muzycznych. Wśród najbardziej znanych należy wymienić Isle of MTV (Wyspę MTV), wielki koncert muzyki pop we Florianie, na którym każdego roku bawi się ok. 50 tys. ludzi.

Na 2018 r. zaplanowano wyjątkowo dużo wydarzeń kulturalnych, ponieważ Valletcie (oraz holenderskiemu Leeuwarden) na ten czas nadano tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Motywami przewodnimi imprez, wystaw, spektakli, pokazów ulicznych i koncertów odbywających się w stolicy Malty są m.in. wyspiarskość, barok i podróże oraz kulturowe partnerstwo z Japonią. Szczegółowy program dostępny jest na stronie internetowej www.valletta2018.org.

 

Radosny, wielobarwny pochód karnawałowy

© VIEWINGMALTA.COM

 

RAJ DLA PLAŻOWICZÓW

Choć archipelag może być idealnym miejscem do odkrywania dziedzictwa europejskiej kultury, to letnie temperatury, dochodzące nawet do 40°C, nie zachęcają do zwiedzania. W tym czasie zjeżdżają tu plażowicze i miłośnicy sportów wodnych. Linia brzegowa Malty ma ok. 197 km długości i jest ukształtowana w urozmaicony sposób. Na wybrzeżu kraju znajdują się wysokie klify i idealne do nurkowania czy snorkelingu spokojne zatoczki, a także kilka zachęcających do odpoczynku piaszczystych plaż i malowniczych półwyspów. Ze względu na panujący w okresie letnim upał, którego nie łagodzi ciepły i często porywisty wiatr, turyści i miejscowi szukają choćby chwilowego ochłodzenia w przejrzystym Morzu Śródziemnym, co nie zawsze się udaje, ponieważ w sierpniu temperatura wody potrafi wynosić nawet 30°C. Mimo to w sezonie trzeba być przygotowanym na tłumy wczasowiczów. Dlatego przy planowaniu podróży na Maltę warto rozważyć wyjazd na wiosnę lub jesień. Na plażach jest w tych okresach nieco luźniej, choć bywa wtedy bardzo ciepło. Znawcy tematu twierdzą, że na plażowanie najlepiej wybrać się na archipelag w październiku (woda wciąż ma wówczas powyżej 20°C).

Najwięcej amatorów kąpieli słonecznych odwiedza północno-zachodnie wybrzeże Malty. Piaszczystych plaż jest na wyspie niewiele, dlatego w sezonie są one okupowane. Jedna z najsłynniejszych to Golden Bay, usytuowana niedaleko popularnego wakacyjnego kurortu Mellieħa. Dużo większy spokój panuje w rejonie położonej na południe stąd zatoki Għajn Tuffieħa (Għajn Tuffieħa Bay). Wieczorem warto wdrapać się na stojącą na klifie starą wieżę obronną z 1637 r., ponieważ można tu podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów słońca na Malcie. Bardziej kameralnie jest w ukrytej między skałami niewielkiej Rajskiej Zatoce (Paradise Bay). Jej nazwa znakomicie do niej pasuje. Piasek pokrywa też brzegi leżącej na północy zatoki Armier (Armier Bay), gdzie udają się głównie młodzi ludzie.

Jeden z cudów natury na archipelagu (i od czasu zawalenia się Lazurowego Okna na Gozo w marcu 2017 r. chyba najchętniej fotografowane przez turystów miejsce) stanowi cieśnina Błękitna Laguna pomiędzy wyspami Comino i Cominotto. Jej krystalicznie czyste wody w niezwykłym odcieniu turkusu podziwia rocznie ok. 20 tys. osób.

Ci, którym nie zależy na piaszczystej plaży, mają na Malcie zdecydowanie większy wybór pięknych zakątków, ponieważ wybrzeże kraju jest w dużej mierze skaliste. Wspaniale prezentuje się m.in. miasto Saint Paul’s Bay z zacumowanymi łódkami, palmami rosnącymi na brzegu i ciągnącą się wzdłuż niego promenadą. Pewnie nie wszyscy opalający się na skałach turyści wiedzą, że leżą na pozostałościach murów obronnych wybudowanych przez kawalerów maltańskich w XVIII w. Na tych, którym znudzi się plażowanie lub chcą chwilę odpocząć od słońca, czekają pobliskie Narodowe Akwarium Malty (Malta National Aquarium) i kasyno (Oracle Casino).

Na Malcie znajduje się również sporo wodnych atrakcji dla dorosłych i dzieci. Na północnym wybrzeżu wyspy w pobliżu miejscowości Naxxar warto odwiedzić Mediterraneo Marine Park, w którym odbywają się pokazy z udziałem delfinów i uchatek patagońskich. Obok działa Splash & Fun Water Park z basenami ze sztuczną falą i zjeżdżalniami.

 

DLA AKTYWNYCH

Podczas gdy jedni wylegują się na plaży, inni wolą spędzać urlop aktywnie. Malta jest wręcz stworzona do tego typu wypoczynku, a zwłaszcza uprawiania sportów wodnych. W okolicznych przejrzystych wodach można pływać i nurkować, na tworzących się na nich falach spróbować swoich sił w surfingu.

Rejon archipelagu to jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Europie. Na wyspach funkcjonuje ok. 60 profesjonalnych baz nurkowych, a wokół na dnie Morza Śródziemnego leży kilkadziesiąt zatopionych statków. Nurkowie eksplorują tu także jaskinie, np. Blue Hole na Gozo czy Blue Grotto na Malcie. Największe maltańskie centra nurkowe znajdują się we wspomnianej już miejscowości Saint Paul’s Bay. Poza tym popularnością cieszy się też zatoka Dwejra (Dwejra Bay) na Gozo. Na archipelagu wielu turystów próbuje również snorkelingu np. w takich miejscach jak Għar Lapsi na południu Malty oraz w zatokach na Gozo: Hondoq, Xwejni i Xatt l-Ahmar.

Okolicę wysp wybierają bardzo często także amatorzy żeglarstwa. Bez problemu można tutaj znaleźć firmę zajmującą się czarterem jachtów i łodzi. Najstarsza marina na Malcie znajduje się w miejscowości Msida (720 miejsc) i jest wymieniana wśród najlepszych w basenie Morza Śródziemnego. Na zainteresowanie zasługują również przystanie w St. Julian’s i Birgu (Vittoriosie). Popularne wśród turystów są rejsy dookoła trzech wysp: Malty, Gozo i Comino, a także wycieczki motorówką czy rekreacja na rowerach wodnych. Odnajdą się tu też miłośnicy wędkowania (wymagane jest pozwolenie na połów).

Ze względu na skaliste wybrzeże Malta idealnie nadaje się do uprawiania wspinaczki skałkowej. Zwolennicy mniej ekstremalnych wrażeń mają do wyboru dyscypliny sportowe z brytyjską tradycją, takie jak golf lub krykiet, których centrum znajduje się w miejscowości Marsa (Royal Malta Golf Club i Marsa Sports Club). Gozo można z kolei zwiedzać w siodle (przejażdżki oferują m.in. stadniny w miejscowości Xagħra) albo rowerem (ze względu na ukształtowanie terenu przyda się dobra kondycja).

 

Popeye Village – wioska złożona z 19 budynków

© VIEWINGMALTA.COM/SEREN OZCAN

 

ŚLUB W WIOSCE POPEYE’A

Piknik na plaży, zwiedzanie winnic, wieczorny rejs dookoła Comino z kolacją na pokładzie jachtu czy spacer po promenadzie w Sliemie – to tylko niektóre z licznych atrakcji dla zakochanych par. Urokliwe uliczki w Valletcie aż się proszą o to, żeby się w nich zgubić i odkrywać miejsca, w których czas się zatrzymał i o których nie piszą w przewodnikach. Malta jest idealnym celem na romantyczny weekend we dwoje, podróż poślubną albo organizację ślubu w niecodziennej scenerii, jak choćby w słynnej wiosce marynarza Popeye’a (Popeye Village) lub XVII-wiecznej wieży obronnej Dwejra na Gozo.

Nie ma też nic bardziej magicznego niż wschód albo zachód słońca oglądany w położonej ok. 10 km na południowy wschód od Valletty niewielkiej rybackiej miejscowości Marsaxlokk. Zacumowane w porcie tradycyjne maltańskie łodzie zwane luzzu są pomalowane na intensywne kolory. Na dziobie zdobią je oczy, które mają chronić rybaków udających się na połów. Te charakterystyczne łodzie same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Ślubna sesja zdjęciowa w tym miejscu to świetna pamiątka z Malty.

Zakochanym spodoba się także w Mdinie. Ta dawna maltańska stolica (do 1530 r.), założona ok. VIII w. p.n.e. przez Fenicjan jako warowna osada (pod nazwą Maleth), nazywana bywa cichym miastem, dlatego że jej otoczoną murami najstarszą część zamieszkuje jedynie 300 osób i jest ona zamknięta dla ruchu pojazdów. Mdina znajduje się w centrum Malty, zbudowano ją na wzgórzu. Podczas przechadzki jej wąskimi uliczkami warto przyjrzeć się architektonicznym detalom na fasadach budynków, wykonanym z kamienia, drewna lub popularnej tu ceramiki. Widok z usytuowanego na murach tarasu kawiarni „Fontanella® Tea Garden” należy do najbardziej spektakularnych na wyspie.

Nowożeńcy mogą korzystać ze zróżnicowanej bazy noclegowej. Do wyboru mają luksusowe apartamenty w miejskich pałacach, kameralne hotele na obrzeżach miejscowości czy rustykalne domy z prywatnym basenem (np. na Gozo).

 

JAK W FILMIE

Malta leży co prawda daleko od Los Angeles, ale szanse na spotkanie hollywoodzkiej gwiazdy są na niej zaskakująco duże. To tutaj Robin Williams prężył muskuły jako Popeye, Brad Pitt walczył pod Troją, a Ridley Scott kręcił sceny do swojego oscarowego Gladiatora. Według wyliczeń pomiędzy 1925 a 2017 r. wyspa była planem dla ok. 120 produkcji.

Miłośnikom kina dużą przyjemność sprawia odnajdywanie miejsc, gdzie powstawały ich ulubione filmy. Najbardziej rozreklamowaną filmową atrakcją na Malcie jest bez wątpienia Wioska Popeye’a (Popeye Village) w zatoce Anchor (Anchor Bay). Przyciąga ona głównie rodziny z dziećmi i choć ma zdecydowanie komercyjny charakter, warto ją odwiedzić.

Wielu twórców uległo czarowi Mdiny, która odgrywała nawet Rzym w filmie Hrabia Monte Christo z 2002 r. Chętnie przyjeżdżają tu również fani popularnego serialu Gra o tron. W pobliżu bramy miasta kręcono sceny przedstawiające wydarzenia dziejące się w Królewskiej Przystani (King’s Landing) w pierwszym sezonie produkcji.

Z kolei w Valletcie, w pobliżu Fortu św. Elma, powstawały zdjęcia do filmów Midnight Express i World War Z (z Bradem Pittem w roli głównej). Stolica Malty grała także m.in. francuską Marsylię we wspomnianym już Hrabi Monte Christo. Upodobał ją sobie poza tym Ridley Scott, któremu posłużyła za plan filmowy do ujęć prezentujących starożytny Rzym w Gladiatorze. Niestety, z pracą nad tą nagradzaną produkcją wiąże się pewna smutna historia. Jeden z aktorów, Anglik Oliver Reed, w przerwie między zdjęciami poszedł do pubu na drinka i… zmarł w nim na atak serca. Aby uczcić pamięć o nim, lokal został nazwany „Ollie’s Last Pub”.

Na dużym ekranie można było też oglądać ulubioną atrakcję turystów, czyli Błękitną Lagunę. Kręcono tu sceny do filmów Helena Trojańska ze Sienną Guillory i Rejs w nieznane z Madonną.

 

NAUKA I ZABAWA

Malta uzyskała niepodległość 21 września 1964 r. (jednak przez kolejne 10 lat jej królową pozostawała Elżbieta II). Wcześniej była kolonią brytyjską (od 1813 r., a od 1800 r. – brytyjskim protektoratem, oficjalnie częścią Królestwa Sycylii). Pozostałościami po tej przeszłości są charakterystyczne czerwone budki telefoniczne na ulicach, ruch lewostronny i język angielski, który obok maltańskiego pełni funkcję języka urzędowego. Wiele osób odwiedza Maltę i Gozo, aby doskonalić swoje umiejętności językowe. Kursy angielskiego ma w swojej ofercie ponad 40 miejscowych szkół, w których pracują wykwalifikowani nauczyciele, pochodzący najczęściej z Wysp Brytyjskich.

Po dniu spędzonym na nauce warto wieczorem nieco się rozerwać. Na Malcie znajduje się wiele odpowiednich do tego klubów. Nie bez powodu organizuje się tu wypady na wieczory kawalerskie i panieńskie, a także wyjazdy motywacyjno-integracyjne dla firm. W ciągu dnia można odpocząć w licznych komfortowych hotelach z centrami spa i wellness, wybrać się na przejażdżkę piętrowym imprezowym autobusem, pojeździć jeepem po Gozo, przyjrzeć się wyspom od strony wody (podczas rejsu łodzią) albo z góry (w trakcie lotu helikopterem).

Wieczorem koniecznie trzeba pojechać do St. Julian’s, nazywanego sin city („miastem grzechu”), gdzie przy Dragonara Junction i ulicy Santa Rita Steps toczy się nocne życie Malty. Popularnym rozrywkowym kurortem jest również Buġibba w Saint Paul’s Bay. Wiele osób kończy imprezę nad ranem na Strait Street w Valletcie, ulicy nazywanej niegdyś The Gut (ang. „jelito”, „flak”). Dla większych grup organizowane są też wieczory z tradycyjnymi daniami kuchni maltańskiej i oprawą zespołu muzycznego, grającego folkowe piosenki i współczesne hity.

 

NIE TYLKO KRÓLIK

Maltańska mieszanka kulturowa ma swoje odzwierciedlenie także w sztuce kulinarnej tego kraju. W miejscowej kuchni odnaleźć można zarówno wpływy sycylijskie (pizza, makarony), jak i brytyjskie (fish and chips). Jednak za największy przysmak uchodzi tu potrawka z królika, najczęściej serwowana w sosie z wina. Jedna ze stołecznych restauracji szczyci się tym, że w swoim menu posiada wersję tego dania, którą słynny brytyjski kucharz Jamie Olivier uznał za najlepszą na Malcie.

Ci, którzy za mięsem nie przepadają, mogą cieszyć się potrawami z różnorodnych ryb i owoców morza. Większość tych ostatnich, jak np. omułki, jest importowana z Włoch. Miejscowy specjał stanowi zupa rybna aljotta z dużą ilością czosnku. Turystom radzi się unikać jedzenia niektórych gatunków ryb, m.in. morszczuka, miecznika (włócznika) czy soli, ponieważ są zagrożone wyginięciem. Świeże ryby można kupić codziennie na targu w Marsaxlokk.

Jeśli mamy ochotę przekąsić coś na szybko, powinniśmy zdecydować się na pastizzi – chrupiące pierożki z ciasta francuskiego nadziewane aromatyczną ricottą lub groszkowym musem, a także arancini – smażone kulki ryżowe z serem i mięsem. Malta słynie z deserów, więc na koniec posiłku warto spróbować np. ciastek kannoli nadziewanych ricottą o różnych smakach albo tradycyjnego ciasta z figami, miodem i rodzynkami. Na głównej ulicy w Valletcie (Republic Street, Triq ir-Repubblika) koniecznie trzeba zjeść lody o fantazyjnym kształcie z lodziarni „Amorino”.

Na archipelagu pije się sporo wina, ale importuje się je głównie z Włoch. Lokalne produkty mają oznaczenie IGT Maltese Islands i DOK Malta lub DOK Gozo. Niestety, rzadko które zachwycają smakiem. Największe i najbardziej znane winnice to Marsovin (założona w 1919 r.) i Meridiana (istniejąca od 1987 r.). Malta nie jest jednak typowym celem wypraw enoturystycznych. Kto chce zapoznać się z miejscowymi tradycjami winiarskimi, może wybrać się na zwiedzanie winnicy połączone z degustacją. Oprócz wina Maltańczycy piją lokalne sznapsy, jak anyżowy likier anisette czy likier cytrynowy z Gozo.

Pragnienie najlepiej gasi piwo Cisk i bezalkoholowy, gazowany napój pomarańczowo-ziołowy Kinnie. Ten ostatni zwykle albo przypada komuś do gustu, albo zupełnie mu nie podchodzi. To zupełnie inaczej niż w przypadku Malty – w niej można się tylko zakochać.

Wydanie Wiosna 2018

Wśród birmańskich złotych stup

ANNA SOBKOWICZ

<< Do niedawna zamknięta na świat Birma staje się dziś coraz modniejszym kierunkiem turystycznym. Wśród podróżników panuje przekonanie, że warto ją odwiedzić jak najszybciej, zanim zaleją ją zdobycze zachodniej cywilizacji. Pierwsze zmiany już można zaobserwować, a ich znakiem są np. pojawiające się bankomaty i planowane otwarcie pierwszej w kraju restauracji McDonald’s. >>

 W języku polskim tradycyjnie na określenie tego państwa leżącego w Azji Południowo-Wschodniej używa się toponimu Birma, jednak od 1989 r. jego oficjalna nazwa brzmi Myanmar (na gruncie polszczyzny spotyka się też zapisy Mjanma, Mianma lub Republika Związku Mjanmy). Wzdłuż jego zachodniej, północnej i wschodniej granicy ciągną się tereny górskie, natomiast środek zajmuje nizina Irawadi, przez którą płynie rzeka o tej samej nazwie (najdłuższa w kraju). Od południa kraj oblewają wody Oceanu Indyjskiego, a dokładniej Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego.

Więcej…